E-book
8.19
drukowana A5
41.14
Tess

Bezpłatny fragment - Tess


4.2
Objętość:
265 str.
ISBN:
978-83-8189-027-4
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 41.14

Od autora.

Ludzie są jak lustra, ale nikt nie wie, co się za nimi kryje. Miłość potrafi człowieka wprowadzić w obłęd, nie zawsze jest źródłem szczęścia, czasem przynosi ból. W związku często chce się mieć tę drugą osobę tylko dla siebie. Każdy, kto choć raz się zakochał, zna emocje, jakie temu towarzyszą. Z czasem to wszystko ustępuje i wówczas widzimy, czy to, co poczuliśmy do partnera, ma szansę stać się prawdziwym, szczerym uczuciem. Do pewnego stopnia to jest racja, jeśli nie ma się poczucia własnej wartości, można także nie być pewnym uczuć tej drugiej osoby i stale obawiać się jej utraty. Zniewolić tę osobę, wyniszczyć ją psychicznie, uniemożliwić kontakty z innymi ludźmi. Wtedy trzeba postanowić czy brnąć w to dalej, czy uciekać. W tym przypadku ucieczka jest najlepszym rozwiązaniem. Bo to nie jest miłość, tylko chore uzależnienie.

Tess… dziewczyna, która chciała zmienić swoje życie.

Mieszkanie jest cudowne. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka i balkon z widokiem na piękny park, urządzone ze smakiem. Stoję tak i się rozglądam, nie mogę jeszcze w to uwierzyć.

— Dziękuję Ci mamo bardzo za pomoc w kupnie tego mieszkania. Jesteś kochana.

— W końcu będę mogła się wyprowadzić od was. Jestem zachwycona, nie mogę jeszcze w to uwierzyć. Zawsze marzyłam, aby coś osiągnąć w życiu, no i teraz ten moment nadchodzi. — Przytulam mocno mamę, która jest drobniutka jak okruszek. Czas wyruszyć w podróż powrotną na wieś. Tak na wieś. Mieszkam z rodzicami i bratem na Podlasiu, kocham ich bardzo, ale mam już swoje lata i muszę zacząć żyć swoim życiem, a nie patrzeć wstecz. Rodzice chcieliby mnie zatrzymać przy sobie, ale czas już się ustatkować, a nie liczyć na ich pomoc. Ułożyć swoje życie wedle swego pomysłu, a nawet planu.

— Tess, o czym tak myślisz? — Zapytała mama.

— O wszystkim i o niczym jednocześnie. Jak to będzie mi ciężko was zostawić, czy poradzicie sobie? Czy ja sobie poradzę?

— Kochanie nie martw się Warszawa to nie koniec świata. Poradzimy sobie, mamy jeszcze Marka. A ty zawsze dawałaś sobie radę, gnałaś na złamanie karku do celu. Wierzymy w ciebie, poradzisz sobie, bez problemu.

— Wiem mamo, wiem, ale i tak bardzo się boję.

Podróż upłynęła dość szybko. Jechałyśmy autobusem liniowym około dwóch godzin. Na przystanku autobusowym już czekał Marek.

— Tereso jak podróż? Wszystko dobrze?

— Przecież wiesz, że nie lubię, jak mówicie do mnie Tereso, tylko prosiłam, abyście mówili Tess. — Marek jak nikt inny lubił grać mi na nerwach.

— Tak wiem, wiem. — Odpowiedział z uśmieszkiem.

— Przestańcie się przekomarzać. — Wtrąciła się mama, trzymając się pod boki jak to zawsze robiła.

Do domu mieliśmy nie daleko. Rozglądałam się na wszystkie strony. Aby zapamiętać każdy skrawek tej miejscowości. Teraz jest jesień, ona dodaje uroku takiej małej wsi. Jest cudownie, kolory są powalające, połączenie pomarańczy z brązem. Cóż, przyjdzie mi to opuścić, te ulice, łąki, pola, na których szaleliśmy z Markiem jak byliśmy dziećmi. Te lata już nie wrócą, ale wspomnienie pozostanie.

Przyjechaliśmy pod dom, tata coś robił na podwórzu, jak to zawsze miał w zwyczaju, nigdy nie usiedział bezczynnie w domu.

— Już jesteście? Jak tam poszło? Pozałatwialiście wszystko? — Tata miał trochę pytań.

— Chodźcie do domu, tu nie będziemy gadać, zimno jest. — Odezwała się mama.

Wzięliśmy walizkę z bagażnika i poszliśmy w kierunku domu. Ja udałam się na piętro rozpakować rzeczy i przebrać się w lżejsze ubranie. Zeszłam na dół do salonu wszyscy już tam byli, siedzieli, rozmawiali i śmiali się, lubiłam taki widok jak nasza rodzinka jest w komplecie.

— Tess, Tomek był dziś u nas. Powiedziałem, że wracasz wieczorem. Na pewno potem przyjedzie. A teraz powiedzcie, co tam słychać w wielkim świecie? — Tata był bardzo niecierpliwy.

— Tato mieszkanie jest cudowne. Na czwartym piętrze. Nawet jest winda, a widok z balkonu jest super, bo wychodzi na park. Całe umeblowane, nic więcej nie trzeba dokupować. Meble też wyglądają na nowe, tam chyba nikt nie mieszkał przed naszym zakupem, musiało stać puste. Bardzo się cieszę z tego, że je mam, to był strzał w dziesiątkę. — Spojrzałam na rodziców z miłością w oczach.

— A wiesz już coś na temat pracy, w której składałaś CV? — Tym razem zapytał Marek.

— Tak składałam do kilku firm. Tam wymóg jest, aby mieć wykształcenie administracyjne — biurowe. Dostałam od trzech firm odpowiedź, że zapraszają mnie na rozmowę kwalifikacyjną, na poniedziałek, dziś mamy wtorek, to jeszcze tydzień będę z wami. Więc w niedzielę planuję wyjazd.

— Mamy nadzieję, że ci się uda. — Rodzice odpowiedzieli prawie jednocześnie. Wierzyli we mnie a ja ich nigdy nie zawiodłam, tak samo, jak oni mnie.

— Jak nie macie nic przeciwko, to pójdę się przewietrzyć, pospaceruję trochę, taka ładna pogoda.

— Idź, tylko ubierz się ciepło. — Rozkaz mamy, nie mogło być sprzeciwu.

— Dobrze, dobrze. — Odpowiedziałam, zakładając kurtkę i botki.

Zdążyłam tylko zamknąć drzwi za sobą, gdy dostałam SMS od Tomka.

Tess, możemy się spotkać za piętnaście minut. Wiem, że już jesteś”.

A skąd on wie? Tata powiedział, że wracam wieczorem, a teraz mamy południe. Niech mu będzie, odpisze, że się zgadzam, muszę mieć już to wszystko za sobą. To spotkanie przyprawia mnie o ból brzucha.

OK. Na przystanku za wsią, czekam”.

Odpisałam niechętnie. Ruszyłam w stronę przystanku. Z Tomkiem znamy się od ponad trzech lat. Parą jesteśmy od roku. Był przyjacielem mojego brata. Przyjeżdżał do Marka i sama nie wiem, jak to się zaczęło. Pewnego razu, kiedy byłam w domu, Marka nie było, wtedy on przyjechał. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż do momentu, gdy znienacka mnie pocałował. Czułam się cudownie, że starszy o sześć lat chłopak zwraca na mnie uwagę. Skradaliśmy pocałunki w międzyczasie. Wiedziałam, że prędzej czy później ten dzień nastąpi, kiedy mnie poprosi, abym została jego dziewczyną. Oczywiście ja się zgodziłam, młoda, głupia. On wyskakiwał z planami na przyszłość, ja nie bardzo chciałam tego słuchać, bo chciałam się uczyć, szkolić, pracować, zrobić coś dla siebie, być niezależna. Nie chciałam pakować się w pieluchy, jeszcze nie teraz. Wszystkie dziewczyny mi go zazdrościły, sto dziewięćdziesiąt wzrostu, włosy ciemne, oczy niebieskie, delikatny zarost, wręcz przystojny, zniewalający, umięśniony, ideał chłopaka takiego, który może się podobać każdej pannie i nie tylko, przyjeżdżał swoim autem wszędzie mnie zabierał. Na początku było jak w bajce, można tak powiedzieć, że Tomek nosił mnie na rękach. Teraz jak pomyślę, to nie jest mi do śmiechu. Stał się bardzo zaborczy, wręcz agresywny. Nie mówiłam nikomu, ale zaczęłam się go bać. Pewnego razu pojechaliśmy na wesele do jego brata. Wiadomo, jak to na wsiach bywa, wszyscy się znają. Każdy z każdym chce wypić, pożartować, zatańczyć, no tak jak na weselu. Poprosił mnie do tańca Stefan, oczywiście się zgodziłam, uczyłam się z nim w podstawówce. Tańczyliśmy, rozmawiając, śmiejąc się, kiedy podszedł Tomek, ścisnął mnie za rękę tak, że poczułam ból w całym ciele. Nie wiedziałam, o co chodzi. Wyciągnął mnie na zewnątrz jak szmacianą lalkę, szło mu to bez problemu.

— Puść mnie, to boli. — Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku.

— Ty szmato, ja się tylko odwracam, a ty już się kleisz do innego, jak możesz tak robić, suka bez skrupułów, nie widzisz jak ja cierpię jak ktoś inny cię dotyka, nie widzisz tego?! — Krzyczał bordowy na twarzy. Mało brakowało a poleciałaby mu piana z buzi.

— Ja tylko tańczyłam. Nic nie zrobiłam. Czego ty ode mnie chcesz? Co znowu zrobiłam źle? To już tańczyć nie wolno?

— Jak nic nie zrobiłaś? Wszystko widziałem. Obmacywał cię. Jesteś szmatą bez skrupułów, dajesz się dotykać obcemu facetowi, a jak ja chcę cię dotykać to nie, bo trzymasz swoją cnotkę do ślubu. No nie tak to nie będzie. Jesteś tylko moja, nikt cię nie dotknie. — Można powiedzieć, że warczał na mnie.

— Przestań, nie mów tak, proszę. — Błagałam go a on, przyparł mnie do muru budynku i wymierzył policzek, aż głowa poleciała mi na bok. Poczułam okropny ból, odebrało mi mowę, twarz zaczęła palić żywym ogniem. Patrzyłam na niego skołowana tym, co zrobił.

— Zostaw mnie! Nigdy ci tego nie wybaczę, jesteś idiotą, damski bokser. — Łzy zaczęły płynąć po policzkach. Wyrwałam się i ruszyłam w stronę auta, nie odwracając się wcale, tylko wyjąc z rozpaczy. On tam został nawet nie próbował mnie zatrzymać.

Dzwonił do mnie, przepraszał, ale ja nie mogę być z kimś, kto bez skrupułów bije kobiety. Za kogo on mnie ma, ja nie chcę być z takim człowiekiem. Na domiar złego jak dowiedział się, że wyjeżdżam, to już całkiem nie dawał mi spokoju, zachowywał się jak psychicznie chory. Szantażował tym, że zabije mnie, a potem sam popełni samobójstwo. Nie widziałam go od czasu tamtego wesela. Teraz muszę mu powiedzieć, że to definitywnie koniec, ale strasznie się boję, jego reakcji. Nie wiem, do czego może być zdolny. On nie pozwoli mi tak łatwo odejść, nie wiem co mam robić?

Czekałam już dobrych parę minut, kiedy przyjechał autem pod sam przystanek.

— Cześć kochanie. Chodź nie będziemy tu siedzieć, jest zimno, wsiadaj, przejedziemy się i porozmawiamy jak normalni ludzie. — Powiedział to takim delikatnym głosem jak nigdy. Powinno dać mi to do myślenia.

Otworzyłam drzwi od strony pasażera i wsiadłam do cieplutkiego samochodu, serce podchodziło mi pod samo gardło. Kierowaliśmy się w stronę lasu za wsią.

— Chciałabym z tobą porozmawiać. Już wiesz, że wyjeżdżam do Warszawy? — Spojrzałam na jego twarz, ale była bez wyrazu. Zatrzymał samochód i obrócił się gwałtownie w moją stronę.

— Tak wiem, doszły mnie słuchy, bo ty nie raczyłaś mi powiedzieć, tylko muszę się dowiadywać przez innych. — Żeby wzrok mógł zabijać to już bym leżała tu całkiem martwa.

— Po ostatnich wydarzeniach jest mi ciężko, mam mętlik w głowie. Nie poznaję cię, jesteś jakiś inny.

— Twoja główka nie jest od myślenia, tylko od pokazywania się ze mną. — Aż otworzyłam buzię z wrażenia.

— Posłuchaj siebie, co ty w ogóle mówisz. — Złapał mnie za rękę, jednak poczuł opór, bo ja ją wyszarpnęłam. To podziałało na niego jak płachta na byka.

— Mnie tak się nie odtrąca, jeszcze z tobą nie skończyłem. — Warkną.

— Ja już skończyłam. To koniec, nie chcę już być z tobą. — Otworzyłam drzwi auta, aby wysiąść i udać się w stronę domu. Został w samochodzie, chyba był w szoku, moim zachowaniem. Ja szłam powoli w stronę wsi, gdy on podjechał z otwartą szybą.

— Wsiadaj! — Wypowiedział przez zaciśnięte zęby, widać było, że kipiał z wściekłości.

— Nie! — Odwróciłam głowę i kierowałam się przed siebie, nie zwracając uwagi na nic.

Zajechał mi drogę, w mgnieniu oka wyskoczył z auta. Podszedł do mnie i chwyciła za ramiona, mocno ściskając.

— Zostaw, to boli. — Próbowałam się wyszarpnąć, ale był silniejszy.

— Jesteś tylko moja. Nikt oprócz mnie nie będzie cię miał. Nie chciałaś po dobroci, to rozegram to inaczej. — Nachylił się, aby mnie pocałować, ja starałam się uniknąć tego zbliżenia, przechyliłam głowę, ale i tak był silniejszy. Jego wargi zbliżyły się do moich, aż dotknęły. Przyssał się do nich jak jakiś wampir, próbował wsadzić język do buzi, ale ja ugryzłam go w wargę. On spojrzał na mnie, zamachną się i wymierzył mi policzek. Głowa poleciała w bok, a ja poczułam ból, a zarazem łzy.

— Przestań!! — Krzyknęłam, próbując się wyrwać, ale on zachowywał się coraz gorzej. Jak jakiś furiat, wariat, ogarną mnie strach. Bałam się tego co może mi zrobić.

Pchną mnie, aż upadłam na trawę, poczułam ból w plecach. On doskoczył do mnie, usiadł okrakiem na biodrach. Chwycił za obie ręce, umieścił je nad głową i trzymał mnie jedną ręką, a drugą zaczął dobierać się do spodni. Wierciłam się, szarpałam, ale to na nic, był dla mnie za silny. Już wiedziałam, co się wydarzy.

— Proszę, przestań, ja nie chcę. Zrobię wszystko, zostanę, tylko mnie zostaw, nie rób tego. — Zaczęłam szlochać, łzy ciekły strumieniem.

— Jak będziesz grzeczna, będzie mniej bolało, tylko mi tu nie krzycz, bo pogorszysz swoją sytuację. Muszę cię przelecieć, chociaż ten jeden raz chcę cię poczuć. Nie będziesz już cnotką. — Powiedział to tak, że odechciało mi się żyć.

Rozpiął mi spodnie, ściągając do kolan i zsuną majtki. Wtedy wsadził mi palec w cipkę i powiedział.

— Twoja pizda mówi, że chcesz. Jesteś taka słodka, wyliżę cię całą.

Zasyczałam z bólu, odwróciłam głowę na bok, zalewając się łzami, modlitwa nic by tu nie dała, więc poddałam się temu, co ze mną robił, nie miałam już siły się bronić, szarpanie się nie pomagało, w tej chwili przepadłam.

Rozpiął kurtkę i podciągną mi koszulkę do góry, przesuwając razem stanik. Zaczął gryźć najpierw jedną potem drugą pierś, całować brzuch. A mi zbierało się coraz bardziej na wymioty. Nie zważał na nic schodził niżej i niżej, a mi robiło się jeszcze gorzej. Wsadził ponownie dwa palce we mnie, poruszając nimi, myślał, że sprawi mi to przyjemność, ale nie, ja chciałam uciec, zapaść się pod ziemię, przepaść i to natychmiast. Zaczął rozpinać swoje spodnie, ściągając je i bokserki, aż ujrzałam jego nabrzmiałego członka. Nachylił się, spojrzał w moje zapłakane oczy i jednym szybkim ruchem wszedł we mnie, aż krzyk bólu wydobył się z mojej buzi. Poruszał się jak szalony, niszcząc wszystko, co miałam w środku, depcząc to, co posiadałam. Rozrywał mnie całą. To nie był Tomek, którego znałam, a może nie? Doszedł we mnie, spojrzał mi w twarz, z uśmieszkiem szaleńca. Podciągnął spodnie i udał się w stronę swojego auta, zostawiając mnie na trawie.

— To jest przedsmak tego, co cię czeka, mnie tak łatwo się nie zostawia. — Krzyknął i odjechał jakby nigdy nic, zostawiając mnie jak szmatę, na brudnej podłodze. Złapałam kępę trawy ściskając ją mocno, wyjąc z bólu, który mi sprawił.

Nie wiem, ile czasu zajęło mi, aby się podnieść i pozbierać. Zabrał mi wszystko, co tak pielęgnowałam to, co było zakazane to, co było moje. Byłam cała obolała, szłam powoli, poprawiając się, jak by nigdy nic się nie stało. A jednak stało się, dlaczego wsiadłam do tego cholernego auta? Mogłam porozmawiać z nim na przystanku, tam by, chociaż ktoś nas widział. Płakałam, pierwszy raz naprawdę głośno wyłam. Byłam zraniona na ciele i na duszy a dodatkowo te słowa brzęczały mi w głowie. „To jest przedsmak tego, co cię czeka”. Boże, czemu mnie to spotkało? Kiedy już wchodziłam do wsi, nasunęłam kaptur kurtki na głowę, aby nie było widać, że mam potargane włosy i potarganą duszę i ciało.

W domu nikogo nie było rodzice i brat akurat byli na obrządku jak to na gospodarstwie bywa. Szybkim krokiem udałam się do swojego pokoju. Ściągnęłam ubranie, włożyła do worka, postawiłam do wyrzucenia. W łazience puściłam wodę, weszłam pod prysznic. Jak woda zaczynała spływać po moim ciele, ujrzałam, że jest wymieszana z krwią. Dałam upust swoim emocjom i znowu zaczęłam szlochać. Szorowałam się gąbką, myśląc, że zmyję Tomka ze swego ciała, ale to i tak nic nie dało. Woda ulżyła bólowi zewnętrznemu, ale nie temu w środku, który z każdą sekundą narastał. Wyszłam, wytarłam się ręcznikiem, spojrzałam na nadgarstki, były bardzo czerwone, jak i moje piersi poranione. Założyłam bluzkę z długim rękawem. Spojrzałam w lustro i ujrzałam dziewczynę o niebieskich oczach, blond włosach sięgających aż do piersi no i tym paskudnym zaczerwienieniu na twarzy. Wzięłam puder i zamaskowałam zaczerwienienie. Nikt nie może się dowiedzieć, jeszcze nie teraz.


***


Nadszedł mój upragniony dzień wyjazdu do Warszawy. Te ostatnie dni były dla mnie koszmarem. Bałam się wyjść gdziekolwiek, bo tam mógł kryć się Tomek, mój oprawca. Starałam się ze wszystkich sił, zapomnieć i nie dać poznać po sobie, że cokolwiek się wydarzyło. Udało mi się, na nie całe dwa dni, bo dostałam SMS od Tomka.

Kochanie i jak podobało się, bo mi bardzo, kiedy powtórka, chcę cię poczuć znowu”.

Nie odpisałam, tylko łzy zaczęły spływać mi po policzkach, paliły mnie żywym ogniem, rozdzierały od środka. Postanowiłam, że zmienię numer telefonu. Nie dam mu się więcej dotknąć ani zastraszyć.

Spakowana, z dwiema walizkami i prowiantem, na nadchodzące dni. Byłam gotowa do wyjazdu. Marek zaoferował się, że zawiezie mnie do Warszawy. Ucieszyło mnie to bardzo, bo nie będę musiała cisnąć się w autokarze. Najtrudniejsze było rozstanie z rodzicami.

— Jedź dziecinko, pracuj, baw się, świat przed tobą stoi otworem. — Tata przytulił mnie mocno. A ja zaczęłam płakać.

— Jak ja nie lubię pożegnań. — Odpowiedziałam, ciągnąc nosem.

— Kochanie Warszawa to nie koniec świata, jak coś będzie ci trzeba, to dzwoń do nas czy do Marka. — Mama mówiła w trakcie pakowania walizek do auta.

— Dobrze. Tylko proszę, nie podawajcie mego adresu dla Tomka. Rozstałam się z nim i niech tak zostanie. — Poprosiłam, a oni spojrzeli na siebie.

— To, dlatego byłaś taka smutna, przez te parę dni? — Mama zapytała zmartwiona.

— Tak. — Odpowiedziałam krótko, ucinając temat.

Wsiadłam do samochodu z Markiem, pomachałam jeszcze rodzicom na pożegnanie i ruszyliśmy w kierunku stolicy. Dotarliśmy późnym wieczorem, bez żadnego problemu.

— Marek zostajesz, czy wracasz do domu?

— Wracam do domu, odwiedzę cię z Majką za dwa tygodnie, co ty na to?

— Byłoby super. Zapraszam. — Pożegnałam się z braciszkiem i zaczęłam wypakowywać swoje rzeczy.

Maja to cudowna dziewczyna. Poznali się z moim bratem na dyskotece. To niby miłość od pierwszego wejrzenia. Jest bardzo ładna, niższa trochę ode mnie. Ja mam sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. To ona gdzieś, ze sto sześćdziesiąt siedem. Włosy czarne do ramion, drobniutka, chudzina. Z nią mogę normalnie porozmawiać, ona, jako jedyna przestrzegała mnie przed Tomkiem, a ja głupia nie słuchałam. Myślałam, że to jest miłość, a to było zauroczenie, do czasu. Tego czasu już nie mogę cofnąć. Rozmyślałam w międzyczasie.

W sypialni pośrodku pokoju przy ścianie miałam duże łoże. Obok po dwóch stronach stały białe komody. Wskoczyłam na łóżko, rozłożyłam się na środku i wyciągnęłam się jak mały kotek, wydając mruknięcie.

— No to zaczynamy, przygodę w Stolicy. — Uśmiechnęłam się sama do siebie.

Jutro mam pierwszą rozmowę w firmie pani Marii Milik w biurze projektowym. Nic mi nie popsuje tego dnia. Słyszę, na komodzie telefon zaczął wibrować, to wiadomość od Marka.

Dojechałem, wszystko ok”.

Ja szybko odpisuję.

To super, pozdrów rodziców, buziaki”.

Odkładam telefon na komodę i udaje się do łazienki na wieczorną toaletę. Zajmuje mi to trochę czasu, nie muszę się nigdzie spieszyć. Wychodzę z łazienki i wskakuje pod kołdrę. Włączam telewizor, latam po kanałach, ale nic ciekawego nie ma. Biorę jeszcze telefon, sprawdzam, czy nie ma żadnej wiadomości. Jest jedna, numer nieznany, otwieram i zaczynam czytać.

Wiem, że już jesteś w Warszawie. Nie ukryjesz się i tak cię znajdę. Nikt oprócz mnie nie będzie cię miał. Wolę, abyś umarła niż inne łapy będą dotykać twego ciała. Zapamiętaj, niedługo się widzimy”.

To od tego idioty Tomka, nie da mi spokoju. Znów emocje biorą górę i łzy zaczynają spływać po policzkach, palą mnie żywym ogniem, zaczynam szlochać. Czuję to uczucie, jak coś zaczyna się we mnie przewracać, ten ból, który nigdy nie przeminie. Jutro zmieniam numer telefonu, postanowiłam. Przyłożyłam głowę do poduszki zasypiając.

Budzi mnie budzik godzina szósta trzydzieści. Przecieram oczy, przeciągam się, wstaję i udaje się do kuchni, aby wstawić wodę na kawę. Muszę się rozbudzić, dzisiejszy dzień musi być idealny. Wchodzę do łazienki, biorę szybki prysznic. Stoję przed lustrem i zastanawiam się jak uczesać włosy. Najlepszym rozwiązaniem będzie kok zaczesany z tyłu głowy. Biegnę, w międzyczasie po kawę do kuchni upijam łyk, jej gorąco rozpływa się po moim ciele. Wracam do sypialni. — Co by tu założyć? — Zastanawiam się nad granatowym kombinezonem, przykładam jeszcze do siebie białą bluzkę i ołówkową czarną spódnicę. Jednak mój wybór pada na białą bluzkę i spódnicę. Do tego czarne szpilki na obcasie około siedmiu centymetrów. Z makijażem nie przesadzam troszeczkę różu na policzki, ponieważ mam bladą cerę i odrobina tuszu na rzęsy, a usta tylko błyszczyk, stawiam na naturalność. Zerkam na zegarek — Ojej, jak już późno. — Godzina dziewiąta, a jestem umówiona na rozmowę na godzinę dziesiątą. Wkładam płaszcz, biorę dokumenty i zbiegam na dół. Kieruje się na przystanek tramwajowy. Idę rozglądam się, dookoła, jakie piękne jest to miasto, tłumy ludzi, każdy gdzieś się spieszy, może też goni za marzeniami tak samo, jak ja. Zahaczam o kiosk i kupuję nową kartę z numerem do telefonu. Idę dalej w kierunku przystanku, gapiąc się na nowy starter. Gdy czuję ogromne uderzenie w bok, aż się potykam i upadam jak długa na ziemię. Dokumenty się rozsypują i słyszę męski głos.

— Cholera jak łazisz, gdzie masz oczy, nie widzisz, gdzie leziesz. Może potrzebne ci okulary? — Jakiś facet stoi nade mną i macha rękoma, czerwony na twarzy.

Ja się podnoszę, bo nie pomaga mi wstać. — Ja łażę? To gdzie ty masz oczy? Załóż okulary jak nie widzisz. Kultura wymaga pomóc się podnieść, ja cię nie popchnęłam, tylko ty wpadłeś na mnie.

— Podnieść? Znalazła się dama wielka, może jeszcze na rączki mam wziąć? — Podnosi swoją teczkę.

— Dama nie dama, ale spotkała chama. — Odbijam piłeczkę, bo mam już dość gościa.

Zaczynam zbierać rozsypane dokumenty. A on stoi jak jakiś nienormalny i się przygląda.

— Czego się gapisz? Człowieka nie widziałeś. — Wypalam, podnosząc ostatnią kartkę. Emocje odrobinę opadły, podnoszę głowę i przyglądam się facetowi, który mnie potrącił. Na oko trzydzieści pięć lat, wysoki elegancko ubrany. Wygląda na faceta, który może się podobać kobietkom. Sama bym na takiego zwróciła uwagę.

— Co za temperament. — Odpowiada, uśmiechając się, obraca się na pięcie i odchodzi. Co za człowiek, bez kultury.

Ja mam jeszcze kilka metrów na przystanek, spoglądam na zegarek, zostało pół godziny. Mam nadzieję, że zdążę. Tramwaj przyjechał, wsiadłam i po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Rozmowa z panią Marią Milik okazała się porażką. Mam za mało doświadczenia i nie spełniam ich wymogów oraz jestem za młoda, na rozmowę zostałam zaproszona niby przez pomyłkę.

— Cholera jasna, po co zawracają mi głowę, mój stracony czas. — Powiedziałam w miarę głośno. Jutro jeszcze mam następną rozmowę u pana Aleksandra Thomsona, który jest też właścicielem, dużej firmy projektowej. Pojechałam do mieszkania, weszłam do środka, zdjęłam buty i usiadłam w fotelu w salonie, pomyślałam, że dzień okazał się beznadziejny, mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

Tak siedziałam gapiąc się przed siebie, aż usnęłam w tym fotelu. Zerwałam się na równe nogi, spojrzałam na zegarek godzina szósta trzydzieści, spałam bardzo długo jak nigdy. Przeciągnęłam się, wstałam i poszłam do łazienki. Poranna toaleta minęła mi dość szybko.

— Co ja miałam takiego wczoraj zrobić? — Zastanawiałam się.

Weszłam do sypialni, spojrzałam na telefon, leżał na komodzie przy łóżku, był wyłączony, widocznie bateria padła. Podłączyłam ładowarkę i włączyłam mego Samsunga. Od razu usłyszałam serię piknięć, sześć nieodebranych połączeń od mamy, dwa od Marka i jeden SMS z nieznanego numeru, otworzyłam, aby, przeczytać.

Po nitce do kłębka, znajdę cię. Bardzo tęsknię, odezwij się, bo jak nie to gorzko pożałujesz”.

To znów od Tomka. W napływie nerwów wyciągnęłam starą kartę, zgięłam i przełamała się na pół, włożyłam nową. Napisałam SMS do brata.

To mój nowy numer, przekaż rodzicom i proszę, nie podawajcie go nikomu więcej. Teresa”.

Po chwili dostałam, odpowiedz.

Ok, przekażę. A jak rozmowa poszła?”.

Po zastanowieniu się odpisałam zgodnie z prawdą.

Do bani, lipa. Ta babka była jakaś nawiedzona, zaprasza mnie na rozmowę, a potem mówi, że przez pomyłkę”.

Po chwili znów słyszę nadejście SMS-a.

Ale dziś masz kolejną, uda ci się. Powodzenia”.

Odpisałam.

Dzięki, mam nadzieję, trzymaj za mnie kciuki. Pa”.

Poszłam do kuchni, zrobiła sobie kawę, przysiadłam na krzesełku przy stoliku kuchennym i upiłam łyk. Jej ciepło działało na mnie kojąco, poczułam się spokojnie, chciałabym, aby tak było zawsze. Jednak czas się zbierać, musiałam wybrać strój na dzisiejsze spotkanie.

— Co ja mam założyć? — Żeby to było proste, ale nie, zawsze mam dylemat, co do ubioru. Dziś decyduje się na spódnicę ołówkową w czarnym kolorze, sięgającą do kolana. A do tego biała prosta bluzka z długim rękawem, wpuszczona w spódnicę. Włosy upięłam w kok z tyłu głowy, aby wyglądać zarazem szykownie i elegancko. Makijaż delikatny, kreska i tusz, jeszcze perfumy i oto tak byłam gotowa na rozmowę.

Punktualnie godzina dziewiąta dziesięć udałam się na przystanek tramwajowy, dziś obyło się bez żadnych rewelacji.

— Cholera jak zimno. — Dobrze, że włożyłam cieplejszy płaszcz, ta nasza jesień nie rozpieszcza.

Dojechałam na miejsce po dziesięciu minutach, więc miałam jeszcze w zapasie dziesięć. Umówiona byłam na dziewiątą trzydzieści. Stanęłam przed pięknym budynkiem, który unosił się wysoko do nieba, zrobiony całkowicie z czarnego szkła, można było się przejrzeć. Nad drzwiami widniało logo firmy „A. Thomson”. Stanęłam przed tymi drzwiami, poprawiłam płaszcz i weszłam do holu. A tam wszystko wyłożone białymi płytkami, pośrodku pod ścianą w recepcji siedziała młoda kobieta, wyglądała jak modelka. Jeżeli tu wszystkie tak wyglądają, to moje szanse o pracę są zerowe.

— Dzień dobry. Nazywam się Teresa Norman, byłam umówiona na rozmowę z panem Aleksandrem Thomsonem. — Spojrzała na mnie zza lady, oglądając od góry do dołu.

— Proszę usiąść, pan Thomson za chwilę panią przyjmie. — Wskazała ręką na czarny fotel, po prawej stronie.

Poszłam w kierunku mebla, rozpięłam płaszcz i usiadłam wygodnie. Po dosłownie pięciu minutach słyszę głos recepcjonistki.

— Panno Norman zapraszam za mną. — Wstałam i ruszyłam do windy, przede mną szła recepcjonistka, kręcąc biodrami. Spojrzałam, na siebie w porównaniu do tej kobiety wyglądałam, jak szara myszka. Winda się otworzyła, weszliśmy do niej, kobieta wcisnęła dziesiąte piętro. Winda ruszył, jazda ciągnęła się w nieskończoność. Gdy już dotarliśmy na miejsce, drzwi się otworzyły i weszłam do holu, pięknego holu. Wszystko w kolorze bieli i szarości, dopracowane w każdym calu. Po prawej stronie stało małe biurko, na którym był laptop i lampka. A na wprost przede mną ogromne drewniane drzwi.

— Proszę tu zaczekać. — Odezwała się recepcjonistka. A sama skierowała się w stronę tych drzwi, za którymi na chwile zniknęła.

— Pan Thomson zaprasza. — Po wyjściu odezwała się i poszła w stronę windy.

Ja wzięłam dwa głębokie wdechy i ruszyłam w stronę drzwi. Złapałam za klamkę i weszłam do środka. Pośrodku pokoju stało ogromne biurko, za którym ktoś siedział, był odwrócony plecami do mnie.

— Dzień dobry, nazywam się Teresa Norman. — Stałam tam jak słup soli.

— Witam, proszę usiąść. — Usiadłam w fotelu naprzeciwko biurka.

— Czytałem pani CV, widzę, że pani jest kompetentną osobą, ale nie dołączyła pani swego zdjęcia. — W tym momencie się obrócił, a mi krew całkowicie odpłynęła z twarzy. To był ten burak, który wczoraj mnie potracił na chodniku i nawet nie pomógł mi wstać. Niech to szlag, to tu roboty na pewno nie dostanę. Spojrzał na mnie, ale po jego minie nic nie mogłam wywnioskować, wyglądała jak głaz.

— Dlaczego pani chce akurat pracować w mojej firmie?

— Chcę pracować w pana firmie, ponieważ, od kiedy pamiętam, sekretarka jest po prostu moją pasją, od dziecka zawsze to mnie fascynowało. Uwielbiam to robić i myślę, że to jest klucz do produktywności i skuteczności, pasja i zaangażowanie. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, abym mogła robić cokolwiek innego. — Odpowiedziałam jednym tchem.

— Proszę powiedzieć coś o sobie? — Podszedł do mnie, oparł się o biurko i świdrował wzrokiem.

— Wykształcenie jak już pan czytał mam administracyjno-biurowe. Nie pracowałam jeszcze w zawodzie, to również jest zapisane w CV. Jeśli mogę to tak ująć, kocham swoje zajęcie. Uważam, że osoby, które w podobny sposób podchodzą do pracy, są znacznie wydajniejsze, osiągają znacznie lepsze wyniki. Chciałabym spróbować w pańskiej firmie. — Powiedziałam i spojrzałam mu w oczy, ale nic nie mogłam odczytać, nie dostrzegłam nic, były bez wyrazu.

— Mi potrzebna jest sekretarka, a zarazem asystentka. To się wiąże z wyjazdami służbowymi i pracą do późnych godzin. — Wstał i poszedł usiąść w swoim fotelu.

— Ależ, tak oczywiście, jestem osobą dyspozycyjną, bez żadnych zobowiązań. — Patrzyłam w podłogę, bo już nie mogłam wytrzymać świdrującego wzroku.

— Widzę, że pani nie pochodzi z Warszawy?

— Co to za pytanie? — Pomyślałam i dałam, odpowiedz. — Tak, pochodzę z małej miejscowości na Podlasiu. W Warszawie kupiłam mieszkanie i chcę spróbować samodzielności.

— Aha… Dobrze, dziękuję bardzo. — Wstał, podszedł i podał mi dłoń, dostałam gęsiej skórki od samego dotyku.

— Ja również dziękuję, za rozmowę. — Pożegnałam się i skierowałam w stronę drzwi. On nie odezwał się ani słowem. Nie wiedziałam, czy jestem zatrudniona, czy nie. Wczoraj tamta babka powiedziała wyraźnie, że mnie nie zatrudni, a ten nic.

Szłam powoli do windy, wcisnęłam przycisk i drzwi się otworzyły. Zjechałam na parter, minęłam recepcjonistkę, a ona delikatnie się uśmiechnęła.

— Do widzenia. — Powiedziałam z grzeczności, ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi.

Wyszłam na zewnątrz, wiał delikatny wiaterek, tłumy ludzi przechodziły obok mnie, auta gdzieś pędziły. Doszłam na przystanek i po chwili miałam tramwaj. Dojechałam do domu, zrobiłam sobie obiad. Po obiedzie usiadłam i gapiłam się w telewizor. Ten facet z rozmowy wiem, że mnie nie zatrudni, przecież wczoraj nazwałam go chamem. Co, jak co, to takiego szefa żadna kobieta by się nie powstydziła. Wzięłam swój laptop i wpisałam w wyszukiwarkę Aleksander Thomson.

„Człowiek, który w wieku trzydziestu pięciu lat został milionerem, jest jednym z najbogatszych ludzi w Warszawie. Z tego, co wiemy, to jest stanu wolnego, widziany był z kilkoma kobietami, ale żadna nie zdołała go usidlić”.

Spojrzałam jeszcze na zdjęcie wstawione w artykule. Na żywo wygląda o niebo lepiej. Wysoki ciemne włosy uczesane idealnie, oczy w kolorze nieba, twarz z delikatnym zarostem, który każdemu mężczyźnie dodaje uroku. Jaką ma sylwetkę? O tym tylko można pomarzyć.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 41.14