E-book
20.48
drukowana A5
34.41
teenage dirtbag

Bezpłatny fragment - teenage dirtbag


3
Objętość:
204 str.
ISBN:
978-83-8104-856-9
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 34.41

wszystkim tym, którzy wierzą w moje możliwości i pokładają we mnie wszelkie swoje nadzieje

prolog

Man I feel like mold

It’s prom night and I am lonely

Lo and behold He’s walking over to me

This must be fake

My lip starts to shake

How does he know who I am

And why does he give a damn about?

1

Szkoła średnia zawsze kojarzy się z trzema typami ludzi, a przynajmniej dla większości. Dobra, dla wszystkich typowych amerykańskich nastolatków zawsze istniał podział na grupy i typy.

Jednak nie przedłużajmy i przedstawmy ich.


Są to;


Popularni, a z reguły członkowie drużyny sportowej i ich dziewczyny, czy jak kto woli panny, z którymi można się publicznie pokazać między ludźmi. Napakowane mięśniami ptasie móżdżki, które myślą, że mogą robić wszystko i mówić cokolwiek chcą, gdyż pozwala im na to szkolna pozycja. Zazwyczaj uczą się przeciętnie i lubią gnoić innych.


Idąc dalej korytarzem Jefferson High School spotykamy drugą grupę, a mianowicie kujonów. Im zazwyczaj nikt nic nie robi, ponieważ dają spisywać zadania domowe, a czasami, gdy się im pogrozi robią nawet za ciebie projekty naukowe, za które masz potem szóstki. Czasami też sprawiają wrażenie fajnych i całkiem interesujących. Jest to raczej bardzo neutralna grupa.


Ostatnią, ale i chyba najgorszą grupą pod względem hierarchii ważności są frajerzy. Do tej klasyfikują się głównie… no nie ukrywajmy, życiowi frajerzy, którzy niby nic takiego nie zrobili, ale samo patrzenie na nich aż błaga o to, by coś im zrobić. Popularni zazwyczaj nienawidzili tej grupy. Nawet kujony nimi gardzili. Jednak tutaj skupimy się bardziej na dwóch osobach, a nie całej społeczności.


Ethan „frajer” Rogers łączył w sobie cechy drugiej i trzeciej grupy. Uczył się bardzo dobrze, ale nie klasyfikował się na miano kujona. Bardziej pasował popularnym jako frajer, ponieważ nie lubił sportu, dziewczyn i imprez, na których był alkohol. Wolał czytywać dzieła Shakespeare’a czy Williama Blake’a, a po drodze słuchać Vivaldi’ego. Był chudy, wysoki i miał blizny po trądziku. Kulił się po szkolnych korytarzach, byleby nie dorwali go popularni i znowu nie topili mu głowy w męskim kiblu. Mimo wszystko Ethan zdążył przyzwyczaić się do takiego życia. Może nie do końca, ale… mniej więcej.


Felix „popularny” Parker był natomiast podręcznikowym przykładem osoby z tych lepszych sfer. Pełnił rolę kapitana drużyny piłki koszykowej, miał przepiękną dziewczynę, dzięki której jeszcze bardziej umacniał swoją pozycję. Czasami był chamski, ale tylko w słusznych sprawach. Nie lubił znęcać się nad frajerami, ale ktoś musiał to w końcu robić, ale nawet w takim przypadku robił to naprawdę rzadko, prawie wcale. Wśród znajomych odgrywał duszę towarzystwa, ale w zaciszu swojego pokoju regenerował się słuchając utworów Ludovicio Einaudi’ego, co przecież gryzło się z jego wizerunkiem, dlatego też nikt o tym nie wiedział. Jednak wbrew panującym przekonaniom, że popularni to ta mniej inteligentna grupa ludzi, Felix uczył się bardzo dobrze. Miał stypendia, brał udział w różnych projektach, ale zawsze tak, by nikt z jego popularnych znajomych o tym nie wiedział.


Natomiast oni przypadkiem spotkali się któregoś pięknego, ale i nudnego dnia na zajęciach z fizyki u profesora Collinsa. Ethan siedział sam, a Felix postanowił się do niego dosiąść.


Blondyn nie miał zielonego pojęcia dlaczego taki ktoś jak sam Felix Parker postanowił usiąść z największym frajerem, który kiedykolwiek chodził do Jeffersona. Przez całą lekcję Ethan ani słowem nie odezwał się do swojego nowego kolegi z ławki. Wiedział, że osoby z trzeciej grupy nie utrzymują kontaktów z grupą pierwszą. Chyba, że chodzi o jakieś popychanki czy wrzucanie do kontenera na śmieci. Wtedy jak najbardziej utrzymuje się kontakt, ale ten z rodzaju mniej przyjemnych. Nie wiedzieli tylko, że zwykłe dodatkowe zajęcia z fizyki i kilka innych wydarzeń sprawi, że życie ich obu zmieni się diametralnie, a oni nic nie będą mogli z tym zrobić.

2

Ethan zazwyczaj nie narzekał na swoje życie, a to, że był szkolnym popychadłem starał się zepchnąć na dalszy plan. Chciał tylko jak najszybciej skończyć szkołę i wyjechać na studia, gdzie pewnie i w college’u byłby nikim. Jednak nie przejmował się tym zbytnio. Jakby… zdążył już przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy. Dodatkowo wbrew pozorom miał znajomych. Jednak nie w szkole, a raczej w innej części miasta, a precyzując wypowiedź to w innym kraju dokładniej. To też mu z reguły nie przeszkadzało, ale czasami czuł się dziwnie widząc tych wszystkich uczniów, którzy posiadali swoje grupki i w ich gronie spędzali czas. Przerwy na lunch spędzał w różnych miejscach. Czasami na stołówce, głównie przy stolikach „wykluczonych”, których swoją drogą było sporo, ale nawet oni mieli swoich znajomych. Od czasu do czasu pokazywał się w ogromnej bibliotece i studiował rozwój fizyki molekularnej, która go naprawdę pasjonowała. Ewentualnie zdarzały się dni, w których Ethan spędzał przerwę w koszach na śmieci, bo Jason, vice kapitan, zadecydował o tym, by popatrzeć jak szkolny frajer ląduje w opakowaniach po jogurtach czy pomiędzy starymi skórkami po bananach.


Felix w tym czasie natomiast siedział w dużej i przestrzennej stołówce, mając na swoich kolanach ciemnowłosą dziewczynę o imieniu Amy — szkolną gwiazdę i jedną z ważniejszych cheerleaderek. Oczywiście jak na gwiazdę przystało, Amy była szczupła, miała nogi do nieba, ciemne i długie włosy oraz idealnie biały uśmiech. Jednak mówiąc szczerze, Felix nie miał za wielu tematów do rozmów z nią. Ją interesowały najnowsze kolekcje ubrań, a nastolatka nie bardzo. Ona uwielbiała oglądać komedie romantyczne, których Felix szczerze i z całego serca nienawidził. Mimo tych wszystkich przeciwieństw chłopak musiał znosić jej towarzystwo i co jakiś czas dawać całusa w policzek. Tak dla samej zasady, by nikt nie pomyślał, że między nimi jest coś nie tak jak powinno. Gdy Ethan wygrzebywał się mozolnie z kontenera na śmieci, Felix wraz ze swoim kółkiem wzajemnej adoracji przemierzał korytarze Jefferson High School i przyglądał się jak wielki podział panuje. Czasami cieszył się z faktu, że może należeć do tej, no nie oszukujmy się, lepszej grupy, ale równie często chciałby powrócić do czasów, gdy nikt go nie znał i nie oceniał każdego kroku, a każdy błąd, choćby najmniejszy już ważył o jego reputacji. Czasami Felix chciał czuć się jak Ethan Rogers. Największa ciamajda jaką świat widział.

Uprzedzając pytania, tak, Felix wiedział kim jest ten chudy chłopak z bliznami po trądziku. Wiedział jak Jason, najgorszy człowiek jakiego znał, znęca się na Ethanem. Felix zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę, ale nie mógł ingerować w rzeczy, które musiały toczyć się swoim własnym rytmem. Mimo, że usilnie chciał pomóc blondynowi, a przede wszystkim chyba go poznać. Dlatego też zapisał się na zajęcia z fizyki, która mimo, że go interesowała, nie wzbudzała w nim tak wielkiej sympatii jak historia sztuki, której mógłby słuchać godzinami, to musiał się przełamać. Gdy w końcu Ethanowi udało się wydostać ze śmietnika, zauważył jak połowa drużyny koszykarskiej wraz ze swoimi dziewczynami przemierza korytarz w stronę boiska. Czasami Ethan chciał zająć miejsce Felix’a Parkera. Myślał o tym jak to jest być chłopakiem, którego szanują wszyscy i zawsze słuchają co takiego ma do powiedzenia. Jednak Ethan zdawał sobie sprawę, że nawet w jednym procencie nie dosięga do farbowanego nastolatka.

Blondyn był wysoki, chyba aż za bardzo, chudy i do tego na twarzy miał blizny po trądziku, który okazał się jego największą zmorą. Natomiast chłopak o niebiesko-fioletowych włosach był wysoki, ale tutaj wzrost dodawał mu charakteru. Budowy ciała i delikatnych mięśni tu i ówdzie zazdrościli mu dosłownie wszyscy. Nawet sprzątaczka Helga, która akurat w tym momencie okładała Ethana miotłą za to, że naniósł piach na korytarz, który ona dopiero co zamiatała.


Ethan zarówno jak i Felix, chociaż lubili w jakiś sposób swoje życia to chcieli zmiany. Jednak nie wiedzieli, że czasami życzenia się spełniają, chociaż wróżki nie istnieją.

3

— Cześć, jestem Felix.

— Wiem kim jesteś.

Ethan wcale nie chciał być nie miły. Po prostu nie chciał nawiązywać żadnych kontaktów z osobnikiem z grupy popularnych, ponieważ wiedział jak to mogło się skończyć, jeżeli ktokolwiek się o tym dowie. Najpierw zmoczą mu głowę w męskim lub damskim kiblu, a potem znowu wrzucą do śmietnika. Natomiast Felix może w jakiś sposób osłabić swoją pozycję, a finalnie nawet ją stracić. Dlatego też Ethan postanowił oszczędzić sobie kąpieli, a Felix’owi niepotrzebnych nieprzyjemności.

— A ty jak masz na imię?

Felix doskonale wiedział jak chłopak ma na imię, ale chciał nawiązać jakąkolwiek nić porozumienia z blondynem siedzącym obok, a jedynie zajęcia fizyki dawały mu taką możliwość. Jednak zauważył, że Ethan wcale nie jest skory do nawiązywania nowych znajomości. Dopiero wtedy dotarło do niego, że blondynowi może chodzić o to, że ktoś bardziej lubiany rozmawia z kimś kto… kto nie jest tak bardzo lubiany, mówiąc ogólnie. Poniekąd Felix rozumiał to, ale chciał też, by blondyn zobaczył, że nie każdy człowiek chce zmoczyć mu głowę w ubikacji. Nie wiedział tylko jak mógłby się za to zabrać w momencie, gdy chłopak obok niego wcale nie chciał jego uwagi.

— To jak? Powiesz mi jak masz na imię?

— Nie wiem czego ode mnie chcesz, ale nie mam żadnych pieniędzy, nie będę robił ci prac domowych ani nie chcę znowu wylądować w śmietniku jak kilka dni wcześniej, więc lepiej chyba będzie jak nie będziemy rozmawiać.

— Wow, w ciągu minuty wypowiedziałeś więcej słów niż ja podczas referatu z angielskiego.

Ethan czy tego chciał czy nie, ale zaśmiał się cicho pod nosem, co za chwilę ukrył pod maską obojętności. Aż zbyt dobrze pamiętał nieszczęsny referat, na który Parker się nie przygotował i mówił wszystko co mu przyszło do głowy. Jednak nawet za to pani Roberts postawiła mu czwórkę. Cholerne nazwisko zawsze załatwiało sprawę.

— Ethan.

— Co?

— Ethan. Mam na imię Ethan.

Po czym chłopak już więcej nie odważył się odezwać do drugiego nastolatka. Natomiast na twarz farbowanego chłopaka wstąpił mały uśmiech spowodowany tym, że blondyn jednak odważył się powiedzieć swoje imię.

Przez resztę kolejnych dni Ethan czuł, że ktoś go obserwuje. Czy to na stołówce, gdy siedział i czytał jedno z pierwszych wydań Makbeta i analizował to jak Lady Makbet manipuluje swoim mężem, a gdy podnosił wzrok znad kartek dostrzegał jak kilka stolików dalej siedzi Felix ze swoją dziewczyną oraz kolegami i wpatruje się w niego przez kilka minut, a potem odwraca wzrok. Również, gdy przebierał się na znienawidzony w-f zauważył, że chłopak rzuca w jego stronę ukradkowe spojrzenia. Ethan nie wiedział co ma o tym myśleć. Czy to kolejny głupi zakład, by ośmieszyć go przed całą szkołą czy jeszcze zupełnie co innego. Zastanawiał się czemu ktoś taki jak Felix Parker w ogóle zwraca uwagę na kogoś takiego jak Ethan Rogers. Przecież to wbrew powszechnym zasadom, które panowały w Jeffersonie.

Felix zdawał sobie sprawę, że Ethan mógł już domyślić się, że ten go obserwuje, ale nie chciał nic z tym robić. Planował jak zdobyć zaufanie blondyna, ale wiedział, że może to być trudniejsze niż się może wydawać, zważywszy na to, że widać było jak Ethan jest niechętny, a wręcz wrogo nastawiony do kontaktów z ludźmi z jego środowiska. Chciał to zmienić, ale wtedy docierało do niego, że jeżeli ktokolwiek dowie się, że znany i lubiany Parker zadaje się z frajerem Rogersem, wtedy może stracić wszystko. Łącznie z tytułem kapitana drużyny, a to jednak było najważniejszą rzeczą w jego nastoletnim życiu.


Bądź co bądź, Ethan i Felix kiedyś w końcu musieli się polubić, bo inaczej ta historia nie miałaby sensu, a może właśnie chodzi o to, by tego sensu tutaj nie było?

4

— Dobra księżniczki! Jeszcze tylko dziesięć okrążeń wokół boiska i możecie spieprzać do szatni!

Felix jęknął zrezygnowany, zmęczony i wypruty z jakichkolwiek emocji, jednak postanowił biec dalej. Nie chciał zachodzić za skórę trenerowi Wide’owi, gdyż już dosyć miał z nim na pieńku.


Pół godziny później Felix wraz z resztą członków drużyny wpadł do szatni praktycznie idąc na czterech. Był wyczerpany, głodny i poniekąd chyba zły, ponieważ słyszał jak Jason wraz ze swoimi „fagasami” znowu wyśmiewał Ethana i to jak wielkim frajerem on jest. Chłopak chciał wykrzyczeć temu idiocie w twarz, że blondyn wcale nie jest takim za jakiego go mają, ale wiedział, że nigdy nie będzie mógł tego zrobić, a przynajmniej nie do momentu dopóki nie ukończy szkoły. Hamując w sobie złość, Felix szybko wziął prysznic, ubrał się i niczym rakieta ulotnił z szatni, by przypadkiem żaden z kolegów nie zechciał towarzyszyć mu w drodze do domu. Gdy wyszedł na chodnik znajdujący się przed budynkiem szkoły, zauważył, że po drugiej stronie ulicy, między budynkami zniknął nie kto inny jak sam Ethan Rogers. Felix bez zastanowienia ruszył za blondynem, by dogonić go i, jak miał nadzieję, chwilę porozmawiać.

— Hej! Hej, Ethan poczekaj!

Chłopak na początku nie był pewny czy osoba znajdująca się z tyłu krzyczy do niego czy do zupełnie innej osoby. Obstawiając pierwszą opcję, blondyn przyspieszył nie chcąc kontaktów z nikim pochodzącym z gatunku ludzkiego. Jednak, gdy po paru minutach obok niego znalazł się Felix, wszelkie prośby i błagania, które zdołały wytworzyć się w głowie Ethana, po prostu zamieniły się na jedno konkretne słowo, które aż wstyd powtarzać. Blondyn nie chciał rozmawiać z Parkerem. Po prostu wiedział, że nie będzie to dla niego dobre.

— Myślałem, że za chwilę zaczniesz biec.

Felix sapał jak zepsuty parowozik. Nie dosyć, że niedawno przebiegł dziesięć kilometrów to jeszcze musiał uganiać się za jakimś frajerem. Po chwili zastanowienia farbowany chłopak skarcił się w myślach za określenie jakie zastosował wobec blondyna. Wcale nie uważał go za frajera. Ethan był… po prostu inny. Blondyn w pewnym momencie przystanął i poprawił spadający z jego ramienia plecak. Spojrzał podejrzliwie w stronę Felix’a, który również przystanął, gdy zauważył, że Ethan nie idzie już obok niego.

— Możesz mi do cholery powiedzieć czego ty ode mnie chcesz?

— Pogadać. czy to takie dziwne?

— Tak? Halo, nie widzisz, że właśnie rozmawiasz z największym frajerem na tym świecie?

— Żadnego frajera tutaj nie widzę.

Ethan spojrzał na Felix’a jakby temu przed chwilą wyrosła druga głowa lub trzecia noga. Coraz bardziej nie rozumiał tego chłopaka. Przecież to całe jego zachowanie przeczyło wszystkim niepisanym zasadom jakie panują na świecie. Frajerzy trzymają się z frajerami, a popularni ich gnębią.

— Nie wiem o co ci chodzi, ale… Nie, nawet nie chcę wiedzieć. Lepiej będzie i dla mnie i dla ciebie jeżeli nie będziemy rozmawiać, naprawdę.

— Czemu tak twierdzisz?

— Jeżeli nie załapałeś za pierwszym razem to powtórzę, ale wolniej. Popularni to jednak naprawdę półgłówki — mruknął bardziej do siebie niż chłopaka stojącego naprzeciwko. — Popularni, czyli takie osoby jak ty nie rozmawiają z takimi jak ja czyli z frajerami. Tak było, jest i będzie, a ja nie mam ochoty znowu grzebać się w śmietniku albo moczyć głowy w kiblu. To wbrew pozorom nie jest przyjemne.

Ethan westchnął i przetarł twarz dłońmi. Zauważył, że Felix uśmiecha się dziwnie w jego stronę. Ten chłopak zaczynał go już powoli nie tyle co krępować, co irytować.

— Mogę wiedzieć czemu tak głupio się uśmiechasz?

— Powiedziałeś, że nie masz zamiaru ze mną rozmawiać, a gadasz od dobrych pięciu minut. Poza tym te zasady są głupie.

— Sam się do nich stosujesz, gdy jesteśmy w szkole.

Blondyn spuścił wzrok na swoje podniszczone trampki i jeszcze raz poprawił spadający plecak. Czuł się dziwnie rozmawiając z Felix’em. To nie tak, że czuł skrępowanie. Bardziej podciągnąłby to pod zdziwienie, że ktoś w ogóle zainteresował się jego osobą. Była to poniekąd dla niego nowość. Felix nie powiedział już nic więcej, a tak się przynajmniej Ethanowi wydawało, gdy mijał farbowanego chłopaka i ruszył w stronę swojego domu. Parker w tym samym czasie analizował na swój sposób słowa blondyna. Mimo, że z chłopaka czytać można było jak z otwartej księgi, to nadal wydawał się tajemniczy.

Ethan nie rozumiał sensu tego spotkania i tej rozmowy.

Felix natomiast zrozumiał, że blondyn może zwyczajnie bać się, że ten go skrzywdzi lub co gorsza, jeszcze bardziej upokorzy wśród uczniów.

5

W końcu nadszedł weekend, którego Ethan pragnął już od początku poniedziałku. To nie tak, że nie lubił chodzić do szkoły. Chociaż… nie, właśnie tak było. Blondyn wręcz nienawidził tam chodzić, ale głównie ze względu na ludzi, których tam spotykał. Teoretycznie nic do nich nie miał, ale irytowali go swoją bezmyślnością i brakiem jakiejkolwiek empatii. Oczywiście zdarzały się wyjątki, które trzymały Ethana w przekonaniu, że ostatecznie nie jest jeszcze tak tragicznie z gatunkiem ludzkim. Jednak nie ukrywajmy, ale tak czy tak przewagę osiągali ci drudzy i dominowali w szkolnej społeczności. W mniemaniu blondyna dziwny przypadek stanowił Felix Parker, chłopak zdolny i cholernie inteligentny, a na siłę grający dupka, którego nie interesuje nic tylko własny tyłek. Ethan nie potrafił rozgryźć farbowanego chłopaka. Był inny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czasami, rzadko, bo rzadko widywał go jak chował się w najdalszych zakamarkach biblioteki i czytał. Blondyn nigdy nie był pewny co, ale któregoś dnia dowiedział się, że Sen nocy letniej jest aktualnie niedostępny, gdyż niejaki uczeń o imieniu Felix i dziwnych włosach co jakiś czas, a dokładniej po lekcjach w wybrane dni przychodzi tutaj i czyta zawsze wybierając stoliki na samym końcu pomieszczenia, gdzie nikt go nie widzi lub siada po prostu między regałami i czyta. Było to nie małe zaskoczenie dla Ethana. Nigdy nie podejrzewałby tego chłopaka o czytanie takich badziewi jak to określali niektórzy ludzie ze szkolnej społeczności. W pewien sposób intrygowała go postać chłopaka, ale wiedział, że nawet nie powinien o nim myśleć. Jednak mimo wszystko lubił czasami pogdybać na temat tego jakiej muzyki lubi słuchać Felix albo jakie filmy uważa za godne uwagi. Czasami chciał rozmawiać z nastolatkiem, ponieważ jakimś dziwnym przeczuciem wiedział, że rozmowy z nim mogłyby być naprawdę pasjonujące i ciekawe. Jednak jego zapał gasł tak szybko jak się pojawił. według Ethana to było nie fair, że każdy dość mocno trzymał się zasad, które tak naprawdę nigdy nie istniały.


W sobotę wieczorem, gdy blondyn jak zazwyczaj leżał w swoim pokoju i czytał kolejną szkolną lekturę, jego telefon zawibrował i finalnie spadł z książki, na której leżał. Blondyn jęknął i podniósł się, a raczej próbował, ponieważ nie chciało mu się wstawać, by sprawdzić jakiś głupi telefon. Z drugiej strony mógł napisać do niego sam prezydent w sprawie przejęcia jego posady. Jednak nawet to nie mogło równać się z szokiem jaki wymalował się na twarzy Ethana, gdy zobaczył kto do niego napisał.


Felix Parker:

hej, powiesz mi czemu hermia nie mogła wyjść za lizandra?¿ czemu nawet w książkach ludzie nie mogą być razem…


Na początku Ethan patrzył jak idiota w szklany ekran, potem zmarszczył w zastanowieniu brwi, a na samym końcu roześmiał się. Tak po prostu śmiał się z tego co napisał mu Felix. ale po chwili śmiech zastąpił zdezorientowanie. Ethan znowu nie wiedział po co farbowany chłopak szuka z nim kontaktu ani jakie może mieć z tego korzyści. Postanowił jednak odpisać. W końcu chodziło o jedno z jego ulubionych dzieł.


Ethan Rogers:

to shakespeare, u niego zazwyczaj ludzie nie mogą być szczęśliwi. co do hermii i lizandra to po prostu egeusz nie widział dobrego kandydata na męża w osobie lizandra i twierdził, że ten omamił jego córkę i wykorzystał. ot, cała filozofia.


Ethan mimowolnie uśmiechnął się do siebie i odrzucił telefon na drugą stronę łóżka. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek Felix odezwie się do niego. Była to nowość, tak samo jak pierwszy telefon komórkowy, który pojawił się kilkadziesiąt lat wcześniej.

Po kilku chwilach telefon po raz kolejny rozbrzmiał charakterystycznym dźwiękiem. I jeszcze raz. I jeszcze. W tym momencie Ethan pomyślał, że jego komórka zmieniła się w darmowy wibrator, ale szybko odrzucił od siebie taką możliwość i wziął w dłoń urządzenie.


Felix Parker:

shakespeare to dureń bez serca. uśmierca moje ulubione postaci lub zakazuje im miłości. dupek


Felix Parker:

szkoda mi trochę heleny, bo kochała demetriusza, a on miał ją w poważniu. to straszne


Felix Parker:

wkurzyła mnie ta komedia. tylko puk wydawał się w porządku chociaż kręcił niemożliwie.


Ethan nie wiedział czy Felix jest pijany, naćpany czy pisze to wszystko zupełnie na trzeźwo.


Ethan Rogers:

shakespeare to nie dupek, okej? komedia z tego co się orientuję ma rozbawić, a nie irytować…


Przez cały wieczór i noc zastanawiał się czemu Felix do niego napisał. Po co to zrobił i dlaczego poruszył taki temat? Kim do cholery był ten chłopak, a raczej jakiego próbował grać?

6

Kolejny poniedziałek i kolejne zderzenie się z rzeczywistością, która, no nie ukrywajmy, ale była bolesna. Pod każdym tego słowa znaczeniem.

Ethan jak zawsze wszedł do szkoły i chciał zawrócić, ale zamiast tego wrzucił na usta uśmiech, poprawił irytujący plecak i ruszył w stronę szafki z całą pewnością siebie jaką posiadał. Jednak, gdy zrobił ledwo dziesięć kroków już miał dość. Doskonale słyszał śmiechy i wyzwiska w swoją stronę. Mimo wszystko nie chciał, by ci ludzie zepsuli mu nad wyraz dobry humor pomimo tego, że był poniedziałek, a za godzinę miał pisać semestralny sprawdzian z angielskiego i wszystkich dotychczasowych lektur. Gdy już zamykał swoją szafkę i chciał odchodzić, przy nim jak duch zmaterializował się Felix. uśmiechnął się w jego stronę, wcisnął w dłoń jakiś przedmiot i tak samo szybko jak się pojawił, tak równie szybko uciekł, posyłając blondynowi jeszcze jeden uśmiech. Jeżeli Rogers mógł sądzić, że już nic nie jest w stanie zaskoczyć go w sprawie z Felix’em, naprawdę się pomylił. Obejrzał się jeszcze za siebie i stwierdził, że farbowany chłopak po prostu rozpłynął się w powietrzu, chociaż wokół było pełno spieszących się gdzieś nastolatków. W momencie, gdy Ethan chciał zobaczyć co takiego dał mu Parker, poczuł jak ktoś popycha go mało delikatnie na szafki. Zdążył jedynie ukryć przedmiot pod bluzą i odwrócił się w stronę osoby, która go popchnęła.

— Serio Jason? Nawet w poniedziałek?

Brunet zaśmiał się i złapał blondyna za bluzę. Zaczął ciągnąć go w stronę łazienek. Ethan w tym czasie ukrył przedmiot od Felix’a w plecaku. Już wiedział co znowu go czeka, ale nadal bał się postawić komuś takiemu jak Jason Wilson. Nie dosyć, że chłopak był w drużynie to jeszcze miał nieco ponad metr dziewięćdziesiąt i mięśnie wielkości dobrych piłek do nogi. To jednak budziło respekt Ethana co do jego osoby. Gdy w końcu znaleźli się w przestronnej męskiej ubikacji i Jason wykurzył wszelkich niepotrzebnych świadków, wepchnął blondyna do jednej z kabin i ponownie się zaśmiał.

— Czasami naprawdę mi ciebie szkoda, Rogers. Jesteś tak bardzo żałosny.

Ethan nie mówił nic, jedynie wcisnął dłonie w kieszenie bluzy i przyglądał się twarzy chłopaka stojącego na przeciw. Mimo, że wyglądał tak, że wcale nie ruszają go słowa bruneta to w głębi duszy tak naprawdę każdego jego słowo traktował jak kolejny mały sztylecik wbijany w skórę, a musicie wiedzieć, że Ethan takich sztylecików miał już sporo. Jednak nadal stał i uparcie czekał aż w końcu Jason zmoczy mu głowę w kiblu i po prostu go zostawi. Blondyn zauważył jeszcze, że dzisiaj brunet nie ma za sobą swoich wiernych kolegów, którzy zazwyczaj chodzili za nim krok w krok. To było dziwne i podejrzane, a co jeśli tym razem Jason posunie się o krok dalej i utopi go? Ethan nie chciał umierać poprzez utopienie się w męskim kiblu! Jednak nadal nic takiego nie miało miejsca. Chłopak stał i patrzył na zdezorientowanego blondyna, aż w końcu zaczął mówić.

— Trener Wide czepia się moich ocen z fizyki. Mnie tam one nie przeszkadzają, ale dla świętego spokoju powiedziałem mu, że je poprawię.

— A co ja mam z tym wspólnego?

— Nie przerywaj mi Rogers. Powiedział mi, że mam do wyboru albo napisać jakiś sprawdzian albo zrobić projekt o fizyce molekularnej. Dla łatwości wybrałem to drugie i dlatego teraz tutaj jesteśmy. Do przyszłego tygodnia mam oddać referat i prezentację na ten temat, a wiem, że ty lubisz takie tematy to zrobisz to dla mnie.

— Co? Z jakiej racji?

Jason zrobił kilka kroków w przód i nachylił się lekko nad blond chłopakiem. Palcem wskazującym dźgnął go w klatkę piersiową i rzucił:

— Z takiej, że dzięki temu ja będę miał spokój u Wide’a, a tobie oszczędzę lądowania w śmietniku na najbliższe kilka tygodni. I jak, co ty na to?

Ethan przez chwilę wahał się, ale wizja tego, że na jakiś czas nie będzie musiał wygrzebywać resztek jedzenia z pewnych części ciała, bardzo go kusiła.

— Okej, zrobię to.

Po czym Jason uśmiechnął się i odsunął od blondyna. W tym samym momencie Ethan odetchnął z ulgą, a gdy brunet miał zostawić go już w spokoju, nagle chyba zmienił swoje plany i złapał go za kaptur, podniósł go lekko i tak jak blondyn się spodziewał: finalnie skończył z głową w ubikacji. Jason zaśmiał się głośno, rzucił jakimś obraźliwym tekstem i wyszedł z toalety.

— Pieprz się, Wilson.

Ethan podniósł się z zimnych płytek i wytarł twarz w ręczniki papierowe znajdujące się koło zlewów, spojrzał na swoje odbicie w lustrze i z początku miał ochotę się rozpłakać, ale ostatecznie tego nie zrobił. Wiedział, że to mało męskie. Wysuszył połowicznie włosy pod niewielką suszarką, zabrał swój plecak i skierował się do klasy, w której prawdopodobnie miał historię. Chciał fizycznie przygotować się na nadchodzący test. Zapomniał w ogóle o przedmiocie, który dał mu Felix niespełna pół godziny wcześniej.

7

Przerwę na lunch Ethan postanowił spędzić na świeżym powietrzu, przy jednym z bocznych stolików, tak, że mało kto go widział. Wtedy przypomniał sobie o rzeczy, którą rano podrzucił mu Felix. Niepewny wyjął przedmiot z plecaka i dokładnie mu się przyjrzał. W dłoniach trzymał właśnie jeden z najstarszych egzemplarzy Boskiej komedii autorstwa Dantego Alighieri. Nie miał pojęcie skąd, jak i dlaczego Parker dał mu to. Przecież ten egzemplarz musiał być wart tysiące. Przekartkował delikatnie książkę, aż w którymś momencie wypadła z niej mała, błękitna kartka, a na niej znajdowało się kilkanaście ładnych i kształtnych słów, zapewne pisane przez Felix’a.


wiem, że lubujesz się w takich utworach, więc chcę dać ci jeden z egzemplarzy, który znalazłem w antykwariacie. mam nadzieję, że ci się spodoba.

Felix


Przez pierwsze pięć minut Ethan raz po raz czytał zapisaną kartkę i z każdym kolejnym wpadał w jeszcze większe zdezorientowanie. Im bardziej chciał rozgryźć Felix’a — tym bardziej go nie rozumiał.

Chłopak był dziwny, odstawał od rówieśników, chociaż starannie to ukrywał pod płaszczem zabawnego i wyluzowanego faceta. Nienawidził tego, że musi grać innego niż jest naprawdę. Chciałby pokazać się od tej drugiej strony, że wieczorami leży w łóżku i ogląda Gabinet pana Caligarii czy Gabinet figur woskowych. Albo, że czasami ze starego gramofonu taty puszcza największe przeboje Prince’a, który był jego idolem od pierwszego utworu, a w domu znajdowały się wszystkie jego wydane płyty. Felix bał przyznać przed znajomymi, że w domu ma całą biblioteczkę dzieł największych autorów renesansu, średniowiecza, a nawet okresu baroku. Nie wiedział jak mógłby powiedzieć, że uwielbia chodzić do teatru i oglądać te wszystkie sztuki, które w opinii jego kolegów były nic nie warte i nudne. Felix musiał utrzymywać to w tajemnicy jeżeli chciał mieć swoją pozycję. Jednak w Ethanie odnalazł coś ciekawego. Tak jakby ten okazał się jego zaginioną bratnią duszą, która po wielu latach w końcu się odnalazła, ale nadal nie mogła być przy boku swojej zaginionej osoby. Dlatego też Felix tak dyskretnie i w dziwny sposób zaczepiał blondyna. Chciał nawiązać z nim nić porozumienia, ale w taki sposób, że nikt by o tym nie wiedział. Farbowany chłopak obserwował Ethana. Może mało dyskretnie, ale nie mógł opanować dziwnej fascynacji chłopakiem, który mimo iż traktowany jest jako szkolny frajer to w większym stopniu jest fascynującym chłopakiem. W momencie, gdy Ethan przeglądał książkę, Felix w tym samym czasie siedział w przeciwległym końcu placu i niemrawo brał udział w rozmowie swoich kolegów. Miał ich serdecznie dość, gadali bez sensu od dziesięciu minut i nie wnosili nic interesującego do tej rozmowy. W którymś momencie Felix wstał i bez słowa wyjaśnienia ruszył w nieznaną swoim znajomym stronę. W duchu dziękował, że stoliki wykluczonych znajdowały się za szkołą i praktycznie nikt tam nie chodził. No oprócz samych wykluczonych, którzy i tak rzadko tam bywali. Oprócz jednej osoby. Felix był pewien, że znajdzie tam Ethana. Chłopak siedział pochylony nad stolikiem i wydawało się, że zajęty jest czytaniem czegoś. Nawet nie zauważył, że ktoś pojawił się w pobliżu. Dopiero, gdy stara ławka zaskrzypiała głośno, Ethan podniósł wzrok znad kartek i prawie, ale tylko prawie dostał zawału. Na przeciwko niego siedział Felix Parker i uśmiechał się delikatnie.

— Nie powinieneś raczej siedzieć po drugiej stronie szkoły? Ze swoimi znajomymi?

— Są kompletnymi idiotami i boli mnie głowa, gdy słucham o czym rozmawiają.

Farbowany chłopak wzruszył ramionami, a uśmiech nie opuszczał jego twarzy. Był z siebie zadowolony, że zdecydował się przyjść do blondyna. Przy nim czuł się swobodnie i nad wyraz normalnie. Pragnął takiego towarzystwa, a nie Amy i jej przyjaciółek czy Jake’a i jego kumpli.

— Co nie zmienia faktu, że właśnie siedzisz przy stoliku wykluczonych i do tego rozmawiasz z frajerem.

— Mówiłem ci już, że nie rozmawiam z żadnym frajerem.

Ani Ethan, ani Felix nie poruszyli tematu książki, którą blondyn czytał. Uznali, że to w jakiś sposób poprawne i dobre. Zamiast tego Felix zadał jedno ważne i strategiczne pytanie.

— Chciałbyś do mnie wpaść po zajęciach?

8

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 34.41