E-book
20.34
drukowana A5
34.41
teenage dirtbag

Bezpłatny fragment - teenage dirtbag


5
Objętość:
204 str.
ISBN:
978-83-8104-856-9
E-book
za 20.34
drukowana A5
za 34.41

wszystkim tym, którzy wierzą w moje możliwości i pokładają we mnie wszelkie swoje nadzieje

prolog

Man I feel like mold

It’s prom night and I am lonely

Lo and behold He’s walking over to me

This must be fake

My lip starts to shake

How does he know who I am

And why does he give a damn about?

1

Szkoła średnia zawsze kojarzy się z trzema typami ludzi, a przynajmniej dla większości. Dobra, dla wszystkich typowych amerykańskich nastolatków zawsze istniał podział na grupy i typy.

Jednak nie przedłużajmy i przedstawmy ich.


Są to;


Popularni, a z reguły członkowie drużyny sportowej i ich dziewczyny, czy jak kto woli panny, z którymi można się publicznie pokazać między ludźmi. Napakowane mięśniami ptasie móżdżki, które myślą, że mogą robić wszystko i mówić cokolwiek chcą, gdyż pozwala im na to szkolna pozycja. Zazwyczaj uczą się przeciętnie i lubią gnoić innych.


Idąc dalej korytarzem Jefferson High School spotykamy drugą grupę, a mianowicie kujonów. Im zazwyczaj nikt nic nie robi, ponieważ dają spisywać zadania domowe, a czasami, gdy się im pogrozi robią nawet za ciebie projekty naukowe, za które masz potem szóstki. Czasami też sprawiają wrażenie fajnych i całkiem interesujących. Jest to raczej bardzo neutralna grupa.


Ostatnią, ale i chyba najgorszą grupą pod względem hierarchii ważności są frajerzy. Do tej klasyfikują się głównie… no nie ukrywajmy, życiowi frajerzy, którzy niby nic takiego nie zrobili, ale samo patrzenie na nich aż błaga o to, by coś im zrobić. Popularni zazwyczaj nienawidzili tej grupy. Nawet kujony nimi gardzili. Jednak tutaj skupimy się bardziej na dwóch osobach, a nie całej społeczności.


Ethan „frajer” Rogers łączył w sobie cechy drugiej i trzeciej grupy. Uczył się bardzo dobrze, ale nie klasyfikował się na miano kujona. Bardziej pasował popularnym jako frajer, ponieważ nie lubił sportu, dziewczyn i imprez, na których był alkohol. Wolał czytywać dzieła Shakespeare’a czy Williama Blake’a, a po drodze słuchać Vivaldi’ego. Był chudy, wysoki i miał blizny po trądziku. Kulił się po szkolnych korytarzach, byleby nie dorwali go popularni i znowu nie topili mu głowy w męskim kiblu. Mimo wszystko Ethan zdążył przyzwyczaić się do takiego życia. Może nie do końca, ale… mniej więcej.


Felix „popularny” Parker był natomiast podręcznikowym przykładem osoby z tych lepszych sfer. Pełnił rolę kapitana drużyny piłki koszykowej, miał przepiękną dziewczynę, dzięki której jeszcze bardziej umacniał swoją pozycję. Czasami był chamski, ale tylko w słusznych sprawach. Nie lubił znęcać się nad frajerami, ale ktoś musiał to w końcu robić, ale nawet w takim przypadku robił to naprawdę rzadko, prawie wcale. Wśród znajomych odgrywał duszę towarzystwa, ale w zaciszu swojego pokoju regenerował się słuchając utworów Ludovicio Einaudi’ego, co przecież gryzło się z jego wizerunkiem, dlatego też nikt o tym nie wiedział. Jednak wbrew panującym przekonaniom, że popularni to ta mniej inteligentna grupa ludzi, Felix uczył się bardzo dobrze. Miał stypendia, brał udział w różnych projektach, ale zawsze tak, by nikt z jego popularnych znajomych o tym nie wiedział.


Natomiast oni przypadkiem spotkali się któregoś pięknego, ale i nudnego dnia na zajęciach z fizyki u profesora Collinsa. Ethan siedział sam, a Felix postanowił się do niego dosiąść.


Blondyn nie miał zielonego pojęcia dlaczego taki ktoś jak sam Felix Parker postanowił usiąść z największym frajerem, który kiedykolwiek chodził do Jeffersona. Przez całą lekcję Ethan ani słowem nie odezwał się do swojego nowego kolegi z ławki. Wiedział, że osoby z trzeciej grupy nie utrzymują kontaktów z grupą pierwszą. Chyba, że chodzi o jakieś popychanki czy wrzucanie do kontenera na śmieci. Wtedy jak najbardziej utrzymuje się kontakt, ale ten z rodzaju mniej przyjemnych. Nie wiedzieli tylko, że zwykłe dodatkowe zajęcia z fizyki i kilka innych wydarzeń sprawi, że życie ich obu zmieni się diametralnie, a oni nic nie będą mogli z tym zrobić.

2

Ethan zazwyczaj nie narzekał na swoje życie, a to, że był szkolnym popychadłem starał się zepchnąć na dalszy plan. Chciał tylko jak najszybciej skończyć szkołę i wyjechać na studia, gdzie pewnie i w college’u byłby nikim. Jednak nie przejmował się tym zbytnio. Jakby… zdążył już przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy. Dodatkowo wbrew pozorom miał znajomych. Jednak nie w szkole, a raczej w innej części miasta, a precyzując wypowiedź to w innym kraju dokładniej. To też mu z reguły nie przeszkadzało, ale czasami czuł się dziwnie widząc tych wszystkich uczniów, którzy posiadali swoje grupki i w ich gronie spędzali czas. Przerwy na lunch spędzał w różnych miejscach. Czasami na stołówce, głównie przy stolikach „wykluczonych”, których swoją drogą było sporo, ale nawet oni mieli swoich znajomych. Od czasu do czasu pokazywał się w ogromnej bibliotece i studiował rozwój fizyki molekularnej, która go naprawdę pasjonowała. Ewentualnie zdarzały się dni, w których Ethan spędzał przerwę w koszach na śmieci, bo Jason, vice kapitan, zadecydował o tym, by popatrzeć jak szkolny frajer ląduje w opakowaniach po jogurtach czy pomiędzy starymi skórkami po bananach.


Felix w tym czasie natomiast siedział w dużej i przestrzennej stołówce, mając na swoich kolanach ciemnowłosą dziewczynę o imieniu Amy — szkolną gwiazdę i jedną z ważniejszych cheerleaderek. Oczywiście jak na gwiazdę przystało, Amy była szczupła, miała nogi do nieba, ciemne i długie włosy oraz idealnie biały uśmiech. Jednak mówiąc szczerze, Felix nie miał za wielu tematów do rozmów z nią. Ją interesowały najnowsze kolekcje ubrań, a nastolatka nie bardzo. Ona uwielbiała oglądać komedie romantyczne, których Felix szczerze i z całego serca nienawidził. Mimo tych wszystkich przeciwieństw chłopak musiał znosić jej towarzystwo i co jakiś czas dawać całusa w policzek. Tak dla samej zasady, by nikt nie pomyślał, że między nimi jest coś nie tak jak powinno. Gdy Ethan wygrzebywał się mozolnie z kontenera na śmieci, Felix wraz ze swoim kółkiem wzajemnej adoracji przemierzał korytarze Jefferson High School i przyglądał się jak wielki podział panuje. Czasami cieszył się z faktu, że może należeć do tej, no nie oszukujmy się, lepszej grupy, ale równie często chciałby powrócić do czasów, gdy nikt go nie znał i nie oceniał każdego kroku, a każdy błąd, choćby najmniejszy już ważył o jego reputacji. Czasami Felix chciał czuć się jak Ethan Rogers. Największa ciamajda jaką świat widział.

Uprzedzając pytania, tak, Felix wiedział kim jest ten chudy chłopak z bliznami po trądziku. Wiedział jak Jason, najgorszy człowiek jakiego znał, znęca się na Ethanem. Felix zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę, ale nie mógł ingerować w rzeczy, które musiały toczyć się swoim własnym rytmem. Mimo, że usilnie chciał pomóc blondynowi, a przede wszystkim chyba go poznać. Dlatego też zapisał się na zajęcia z fizyki, która mimo, że go interesowała, nie wzbudzała w nim tak wielkiej sympatii jak historia sztuki, której mógłby słuchać godzinami, to musiał się przełamać. Gdy w końcu Ethanowi udało się wydostać ze śmietnika, zauważył jak połowa drużyny koszykarskiej wraz ze swoimi dziewczynami przemierza korytarz w stronę boiska. Czasami Ethan chciał zająć miejsce Felix’a Parkera. Myślał o tym jak to jest być chłopakiem, którego szanują wszyscy i zawsze słuchają co takiego ma do powiedzenia. Jednak Ethan zdawał sobie sprawę, że nawet w jednym procencie nie dosięga do farbowanego nastolatka.

Blondyn był wysoki, chyba aż za bardzo, chudy i do tego na twarzy miał blizny po trądziku, który okazał się jego największą zmorą. Natomiast chłopak o niebiesko-fioletowych włosach był wysoki, ale tutaj wzrost dodawał mu charakteru. Budowy ciała i delikatnych mięśni tu i ówdzie zazdrościli mu dosłownie wszyscy. Nawet sprzątaczka Helga, która akurat w tym momencie okładała Ethana miotłą za to, że naniósł piach na korytarz, który ona dopiero co zamiatała.


Ethan zarówno jak i Felix, chociaż lubili w jakiś sposób swoje życia to chcieli zmiany. Jednak nie wiedzieli, że czasami życzenia się spełniają, chociaż wróżki nie istnieją.

3

— Cześć, jestem Felix.

— Wiem kim jesteś.

Ethan wcale nie chciał być nie miły. Po prostu nie chciał nawiązywać żadnych kontaktów z osobnikiem z grupy popularnych, ponieważ wiedział jak to mogło się skończyć, jeżeli ktokolwiek się o tym dowie. Najpierw zmoczą mu głowę w męskim lub damskim kiblu, a potem znowu wrzucą do śmietnika. Natomiast Felix może w jakiś sposób osłabić swoją pozycję, a finalnie nawet ją stracić. Dlatego też Ethan postanowił oszczędzić sobie kąpieli, a Felix’owi niepotrzebnych nieprzyjemności.

— A ty jak masz na imię?

Felix doskonale wiedział jak chłopak ma na imię, ale chciał nawiązać jakąkolwiek nić porozumienia z blondynem siedzącym obok, a jedynie zajęcia fizyki dawały mu taką możliwość. Jednak zauważył, że Ethan wcale nie jest skory do nawiązywania nowych znajomości. Dopiero wtedy dotarło do niego, że blondynowi może chodzić o to, że ktoś bardziej lubiany rozmawia z kimś kto… kto nie jest tak bardzo lubiany, mówiąc ogólnie. Poniekąd Felix rozumiał to, ale chciał też, by blondyn zobaczył, że nie każdy człowiek chce zmoczyć mu głowę w ubikacji. Nie wiedział tylko jak mógłby się za to zabrać w momencie, gdy chłopak obok niego wcale nie chciał jego uwagi.

— To jak? Powiesz mi jak masz na imię?

— Nie wiem czego ode mnie chcesz, ale nie mam żadnych pieniędzy, nie będę robił ci prac domowych ani nie chcę znowu wylądować w śmietniku jak kilka dni wcześniej, więc lepiej chyba będzie jak nie będziemy rozmawiać.

— Wow, w ciągu minuty wypowiedziałeś więcej słów niż ja podczas referatu z angielskiego.

Ethan czy tego chciał czy nie, ale zaśmiał się cicho pod nosem, co za chwilę ukrył pod maską obojętności. Aż zbyt dobrze pamiętał nieszczęsny referat, na który Parker się nie przygotował i mówił wszystko co mu przyszło do głowy. Jednak nawet za to pani Roberts postawiła mu czwórkę. Cholerne nazwisko zawsze załatwiało sprawę.

— Ethan.

— Co?

— Ethan. Mam na imię Ethan.

Po czym chłopak już więcej nie odważył się odezwać do drugiego nastolatka. Natomiast na twarz farbowanego chłopaka wstąpił mały uśmiech spowodowany tym, że blondyn jednak odważył się powiedzieć swoje imię.

Przez resztę kolejnych dni Ethan czuł, że ktoś go obserwuje. Czy to na stołówce, gdy siedział i czytał jedno z pierwszych wydań Makbeta i analizował to jak Lady Makbet manipuluje swoim mężem, a gdy podnosił wzrok znad kartek dostrzegał jak kilka stolików dalej siedzi Felix ze swoją dziewczyną oraz kolegami i wpatruje się w niego przez kilka minut, a potem odwraca wzrok. Również, gdy przebierał się na znienawidzony w-f zauważył, że chłopak rzuca w jego stronę ukradkowe spojrzenia. Ethan nie wiedział co ma o tym myśleć. Czy to kolejny głupi zakład, by ośmieszyć go przed całą szkołą czy jeszcze zupełnie co innego. Zastanawiał się czemu ktoś taki jak Felix Parker w ogóle zwraca uwagę na kogoś takiego jak Ethan Rogers. Przecież to wbrew powszechnym zasadom, które panowały w Jeffersonie.

Felix zdawał sobie sprawę, że Ethan mógł już domyślić się, że ten go obserwuje, ale nie chciał nic z tym robić. Planował jak zdobyć zaufanie blondyna, ale wiedział, że może to być trudniejsze niż się może wydawać, zważywszy na to, że widać było jak Ethan jest niechętny, a wręcz wrogo nastawiony do kontaktów z ludźmi z jego środowiska. Chciał to zmienić, ale wtedy docierało do niego, że jeżeli ktokolwiek dowie się, że znany i lubiany Parker zadaje się z frajerem Rogersem, wtedy może stracić wszystko. Łącznie z tytułem kapitana drużyny, a to jednak było najważniejszą rzeczą w jego nastoletnim życiu.


Bądź co bądź, Ethan i Felix kiedyś w końcu musieli się polubić, bo inaczej ta historia nie miałaby sensu, a może właśnie chodzi o to, by tego sensu tutaj nie było?

4

— Dobra księżniczki! Jeszcze tylko dziesięć okrążeń wokół boiska i możecie spieprzać do szatni!

Felix jęknął zrezygnowany, zmęczony i wypruty z jakichkolwiek emocji, jednak postanowił biec dalej. Nie chciał zachodzić za skórę trenerowi Wide’owi, gdyż już dosyć miał z nim na pieńku.


Pół godziny później Felix wraz z resztą członków drużyny wpadł do szatni praktycznie idąc na czterech. Był wyczerpany, głodny i poniekąd chyba zły, ponieważ słyszał jak Jason wraz ze swoimi „fagasami” znowu wyśmiewał Ethana i to jak wielkim frajerem on jest. Chłopak chciał wykrzyczeć temu idiocie w twarz, że blondyn wcale nie jest takim za jakiego go mają, ale wiedział, że nigdy nie będzie mógł tego zrobić, a przynajmniej nie do momentu dopóki nie ukończy szkoły. Hamując w sobie złość, Felix szybko wziął prysznic, ubrał się i niczym rakieta ulotnił z szatni, by przypadkiem żaden z kolegów nie zechciał towarzyszyć mu w drodze do domu. Gdy wyszedł na chodnik znajdujący się przed budynkiem szkoły, zauważył, że po drugiej stronie ulicy, między budynkami zniknął nie kto inny jak sam Ethan Rogers. Felix bez zastanowienia ruszył za blondynem, by dogonić go i, jak miał nadzieję, chwilę porozmawiać.

— Hej! Hej, Ethan poczekaj!

Chłopak na początku nie był pewny czy osoba znajdująca się z tyłu krzyczy do niego czy do zupełnie innej osoby. Obstawiając pierwszą opcję, blondyn przyspieszył nie chcąc kontaktów z nikim pochodzącym z gatunku ludzkiego. Jednak, gdy po paru minutach obok niego znalazł się Felix, wszelkie prośby i błagania, które zdołały wytworzyć się w głowie Ethana, po prostu zamieniły się na jedno konkretne słowo, które aż wstyd powtarzać. Blondyn nie chciał rozmawiać z Parkerem. Po prostu wiedział, że nie będzie to dla niego dobre.

— Myślałem, że za chwilę zaczniesz biec.

Felix sapał jak zepsuty parowozik. Nie dosyć, że niedawno przebiegł dziesięć kilometrów to jeszcze musiał uganiać się za jakimś frajerem. Po chwili zastanowienia farbowany chłopak skarcił się w myślach za określenie jakie zastosował wobec blondyna. Wcale nie uważał go za frajera. Ethan był… po prostu inny. Blondyn w pewnym momencie przystanął i poprawił spadający z jego ramienia plecak. Spojrzał podejrzliwie w stronę Felix’a, który również przystanął, gdy zauważył, że Ethan nie idzie już obok niego.

— Możesz mi do cholery powiedzieć czego ty ode mnie chcesz?

— Pogadać. czy to takie dziwne?

— Tak? Halo, nie widzisz, że właśnie rozmawiasz z największym frajerem na tym świecie?

— Żadnego frajera tutaj nie widzę.

Ethan spojrzał na Felix’a jakby temu przed chwilą wyrosła druga głowa lub trzecia noga. Coraz bardziej nie rozumiał tego chłopaka. Przecież to całe jego zachowanie przeczyło wszystkim niepisanym zasadom jakie panują na świecie. Frajerzy trzymają się z frajerami, a popularni ich gnębią.

— Nie wiem o co ci chodzi, ale… Nie, nawet nie chcę wiedzieć. Lepiej będzie i dla mnie i dla ciebie jeżeli nie będziemy rozmawiać, naprawdę.

— Czemu tak twierdzisz?

— Jeżeli nie załapałeś za pierwszym razem to powtórzę, ale wolniej. Popularni to jednak naprawdę półgłówki — mruknął bardziej do siebie niż chłopaka stojącego naprzeciwko. — Popularni, czyli takie osoby jak ty nie rozmawiają z takimi jak ja czyli z frajerami. Tak było, jest i będzie, a ja nie mam ochoty znowu grzebać się w śmietniku albo moczyć głowy w kiblu. To wbrew pozorom nie jest przyjemne.

Ethan westchnął i przetarł twarz dłońmi. Zauważył, że Felix uśmiecha się dziwnie w jego stronę. Ten chłopak zaczynał go już powoli nie tyle co krępować, co irytować.

— Mogę wiedzieć czemu tak głupio się uśmiechasz?

— Powiedziałeś, że nie masz zamiaru ze mną rozmawiać, a gadasz od dobrych pięciu minut. Poza tym te zasady są głupie.

— Sam się do nich stosujesz, gdy jesteśmy w szkole.

Blondyn spuścił wzrok na swoje podniszczone trampki i jeszcze raz poprawił spadający plecak. Czuł się dziwnie rozmawiając z Felix’em. To nie tak, że czuł skrępowanie. Bardziej podciągnąłby to pod zdziwienie, że ktoś w ogóle zainteresował się jego osobą. Była to poniekąd dla niego nowość. Felix nie powiedział już nic więcej, a tak się przynajmniej Ethanowi wydawało, gdy mijał farbowanego chłopaka i ruszył w stronę swojego domu. Parker w tym samym czasie analizował na swój sposób słowa blondyna. Mimo, że z chłopaka czytać można było jak z otwartej księgi, to nadal wydawał się tajemniczy.

Ethan nie rozumiał sensu tego spotkania i tej rozmowy.

Felix natomiast zrozumiał, że blondyn może zwyczajnie bać się, że ten go skrzywdzi lub co gorsza, jeszcze bardziej upokorzy wśród uczniów.

5

W końcu nadszedł weekend, którego Ethan pragnął już od początku poniedziałku. To nie tak, że nie lubił chodzić do szkoły. Chociaż… nie, właśnie tak było. Blondyn wręcz nienawidził tam chodzić, ale głównie ze względu na ludzi, których tam spotykał. Teoretycznie nic do nich nie miał, ale irytowali go swoją bezmyślnością i brakiem jakiejkolwiek empatii. Oczywiście zdarzały się wyjątki, które trzymały Ethana w przekonaniu, że ostatecznie nie jest jeszcze tak tragicznie z gatunkiem ludzkim. Jednak nie ukrywajmy, ale tak czy tak przewagę osiągali ci drudzy i dominowali w szkolnej społeczności. W mniemaniu blondyna dziwny przypadek stanowił Felix Parker, chłopak zdolny i cholernie inteligentny, a na siłę grający dupka, którego nie interesuje nic tylko własny tyłek. Ethan nie potrafił rozgryźć farbowanego chłopaka. Był inny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czasami, rzadko, bo rzadko widywał go jak chował się w najdalszych zakamarkach biblioteki i czytał. Blondyn nigdy nie był pewny co, ale któregoś dnia dowiedział się, że Sen nocy letniej jest aktualnie niedostępny, gdyż niejaki uczeń o imieniu Felix i dziwnych włosach co jakiś czas, a dokładniej po lekcjach w wybrane dni przychodzi tutaj i czyta zawsze wybierając stoliki na samym końcu pomieszczenia, gdzie nikt go nie widzi lub siada po prostu między regałami i czyta. Było to nie małe zaskoczenie dla Ethana. Nigdy nie podejrzewałby tego chłopaka o czytanie takich badziewi jak to określali niektórzy ludzie ze szkolnej społeczności. W pewien sposób intrygowała go postać chłopaka, ale wiedział, że nawet nie powinien o nim myśleć. Jednak mimo wszystko lubił czasami pogdybać na temat tego jakiej muzyki lubi słuchać Felix albo jakie filmy uważa za godne uwagi. Czasami chciał rozmawiać z nastolatkiem, ponieważ jakimś dziwnym przeczuciem wiedział, że rozmowy z nim mogłyby być naprawdę pasjonujące i ciekawe. Jednak jego zapał gasł tak szybko jak się pojawił. według Ethana to było nie fair, że każdy dość mocno trzymał się zasad, które tak naprawdę nigdy nie istniały.


W sobotę wieczorem, gdy blondyn jak zazwyczaj leżał w swoim pokoju i czytał kolejną szkolną lekturę, jego telefon zawibrował i finalnie spadł z książki, na której leżał. Blondyn jęknął i podniósł się, a raczej próbował, ponieważ nie chciało mu się wstawać, by sprawdzić jakiś głupi telefon. Z drugiej strony mógł napisać do niego sam prezydent w sprawie przejęcia jego posady. Jednak nawet to nie mogło równać się z szokiem jaki wymalował się na twarzy Ethana, gdy zobaczył kto do niego napisał.


Felix Parker:

hej, powiesz mi czemu hermia nie mogła wyjść za lizandra?¿ czemu nawet w książkach ludzie nie mogą być razem…


Na początku Ethan patrzył jak idiota w szklany ekran, potem zmarszczył w zastanowieniu brwi, a na samym końcu roześmiał się. Tak po prostu śmiał się z tego co napisał mu Felix. ale po chwili śmiech zastąpił zdezorientowanie. Ethan znowu nie wiedział po co farbowany chłopak szuka z nim kontaktu ani jakie może mieć z tego korzyści. Postanowił jednak odpisać. W końcu chodziło o jedno z jego ulubionych dzieł.


Ethan Rogers:

to shakespeare, u niego zazwyczaj ludzie nie mogą być szczęśliwi. co do hermii i lizandra to po prostu egeusz nie widział dobrego kandydata na męża w osobie lizandra i twierdził, że ten omamił jego córkę i wykorzystał. ot, cała filozofia.


Ethan mimowolnie uśmiechnął się do siebie i odrzucił telefon na drugą stronę łóżka. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek Felix odezwie się do niego. Była to nowość, tak samo jak pierwszy telefon komórkowy, który pojawił się kilkadziesiąt lat wcześniej.

Po kilku chwilach telefon po raz kolejny rozbrzmiał charakterystycznym dźwiękiem. I jeszcze raz. I jeszcze. W tym momencie Ethan pomyślał, że jego komórka zmieniła się w darmowy wibrator, ale szybko odrzucił od siebie taką możliwość i wziął w dłoń urządzenie.


Felix Parker:

shakespeare to dureń bez serca. uśmierca moje ulubione postaci lub zakazuje im miłości. dupek


Felix Parker:

szkoda mi trochę heleny, bo kochała demetriusza, a on miał ją w poważniu. to straszne


Felix Parker:

wkurzyła mnie ta komedia. tylko puk wydawał się w porządku chociaż kręcił niemożliwie.


Ethan nie wiedział czy Felix jest pijany, naćpany czy pisze to wszystko zupełnie na trzeźwo.


Ethan Rogers:

shakespeare to nie dupek, okej? komedia z tego co się orientuję ma rozbawić, a nie irytować…


Przez cały wieczór i noc zastanawiał się czemu Felix do niego napisał. Po co to zrobił i dlaczego poruszył taki temat? Kim do cholery był ten chłopak, a raczej jakiego próbował grać?

6

Kolejny poniedziałek i kolejne zderzenie się z rzeczywistością, która, no nie ukrywajmy, ale była bolesna. Pod każdym tego słowa znaczeniem.

Ethan jak zawsze wszedł do szkoły i chciał zawrócić, ale zamiast tego wrzucił na usta uśmiech, poprawił irytujący plecak i ruszył w stronę szafki z całą pewnością siebie jaką posiadał. Jednak, gdy zrobił ledwo dziesięć kroków już miał dość. Doskonale słyszał śmiechy i wyzwiska w swoją stronę. Mimo wszystko nie chciał, by ci ludzie zepsuli mu nad wyraz dobry humor pomimo tego, że był poniedziałek, a za godzinę miał pisać semestralny sprawdzian z angielskiego i wszystkich dotychczasowych lektur. Gdy już zamykał swoją szafkę i chciał odchodzić, przy nim jak duch zmaterializował się Felix. uśmiechnął się w jego stronę, wcisnął w dłoń jakiś przedmiot i tak samo szybko jak się pojawił, tak równie szybko uciekł, posyłając blondynowi jeszcze jeden uśmiech. Jeżeli Rogers mógł sądzić, że już nic nie jest w stanie zaskoczyć go w sprawie z Felix’em, naprawdę się pomylił. Obejrzał się jeszcze za siebie i stwierdził, że farbowany chłopak po prostu rozpłynął się w powietrzu, chociaż wokół było pełno spieszących się gdzieś nastolatków. W momencie, gdy Ethan chciał zobaczyć co takiego dał mu Parker, poczuł jak ktoś popycha go mało delikatnie na szafki. Zdążył jedynie ukryć przedmiot pod bluzą i odwrócił się w stronę osoby, która go popchnęła.

— Serio Jason? Nawet w poniedziałek?

Brunet zaśmiał się i złapał blondyna za bluzę. Zaczął ciągnąć go w stronę łazienek. Ethan w tym czasie ukrył przedmiot od Felix’a w plecaku. Już wiedział co znowu go czeka, ale nadal bał się postawić komuś takiemu jak Jason Wilson. Nie dosyć, że chłopak był w drużynie to jeszcze miał nieco ponad metr dziewięćdziesiąt i mięśnie wielkości dobrych piłek do nogi. To jednak budziło respekt Ethana co do jego osoby. Gdy w końcu znaleźli się w przestronnej męskiej ubikacji i Jason wykurzył wszelkich niepotrzebnych świadków, wepchnął blondyna do jednej z kabin i ponownie się zaśmiał.

— Czasami naprawdę mi ciebie szkoda, Rogers. Jesteś tak bardzo żałosny.

Ethan nie mówił nic, jedynie wcisnął dłonie w kieszenie bluzy i przyglądał się twarzy chłopaka stojącego na przeciw. Mimo, że wyglądał tak, że wcale nie ruszają go słowa bruneta to w głębi duszy tak naprawdę każdego jego słowo traktował jak kolejny mały sztylecik wbijany w skórę, a musicie wiedzieć, że Ethan takich sztylecików miał już sporo. Jednak nadal stał i uparcie czekał aż w końcu Jason zmoczy mu głowę w kiblu i po prostu go zostawi. Blondyn zauważył jeszcze, że dzisiaj brunet nie ma za sobą swoich wiernych kolegów, którzy zazwyczaj chodzili za nim krok w krok. To było dziwne i podejrzane, a co jeśli tym razem Jason posunie się o krok dalej i utopi go? Ethan nie chciał umierać poprzez utopienie się w męskim kiblu! Jednak nadal nic takiego nie miało miejsca. Chłopak stał i patrzył na zdezorientowanego blondyna, aż w końcu zaczął mówić.

— Trener Wide czepia się moich ocen z fizyki. Mnie tam one nie przeszkadzają, ale dla świętego spokoju powiedziałem mu, że je poprawię.

— A co ja mam z tym wspólnego?

— Nie przerywaj mi Rogers. Powiedział mi, że mam do wyboru albo napisać jakiś sprawdzian albo zrobić projekt o fizyce molekularnej. Dla łatwości wybrałem to drugie i dlatego teraz tutaj jesteśmy. Do przyszłego tygodnia mam oddać referat i prezentację na ten temat, a wiem, że ty lubisz takie tematy to zrobisz to dla mnie.

— Co? Z jakiej racji?

Jason zrobił kilka kroków w przód i nachylił się lekko nad blond chłopakiem. Palcem wskazującym dźgnął go w klatkę piersiową i rzucił:

— Z takiej, że dzięki temu ja będę miał spokój u Wide’a, a tobie oszczędzę lądowania w śmietniku na najbliższe kilka tygodni. I jak, co ty na to?

Ethan przez chwilę wahał się, ale wizja tego, że na jakiś czas nie będzie musiał wygrzebywać resztek jedzenia z pewnych części ciała, bardzo go kusiła.

— Okej, zrobię to.

Po czym Jason uśmiechnął się i odsunął od blondyna. W tym samym momencie Ethan odetchnął z ulgą, a gdy brunet miał zostawić go już w spokoju, nagle chyba zmienił swoje plany i złapał go za kaptur, podniósł go lekko i tak jak blondyn się spodziewał: finalnie skończył z głową w ubikacji. Jason zaśmiał się głośno, rzucił jakimś obraźliwym tekstem i wyszedł z toalety.

— Pieprz się, Wilson.

Ethan podniósł się z zimnych płytek i wytarł twarz w ręczniki papierowe znajdujące się koło zlewów, spojrzał na swoje odbicie w lustrze i z początku miał ochotę się rozpłakać, ale ostatecznie tego nie zrobił. Wiedział, że to mało męskie. Wysuszył połowicznie włosy pod niewielką suszarką, zabrał swój plecak i skierował się do klasy, w której prawdopodobnie miał historię. Chciał fizycznie przygotować się na nadchodzący test. Zapomniał w ogóle o przedmiocie, który dał mu Felix niespełna pół godziny wcześniej.

7

Przerwę na lunch Ethan postanowił spędzić na świeżym powietrzu, przy jednym z bocznych stolików, tak, że mało kto go widział. Wtedy przypomniał sobie o rzeczy, którą rano podrzucił mu Felix. Niepewny wyjął przedmiot z plecaka i dokładnie mu się przyjrzał. W dłoniach trzymał właśnie jeden z najstarszych egzemplarzy Boskiej komedii autorstwa Dantego Alighieri. Nie miał pojęcie skąd, jak i dlaczego Parker dał mu to. Przecież ten egzemplarz musiał być wart tysiące. Przekartkował delikatnie książkę, aż w którymś momencie wypadła z niej mała, błękitna kartka, a na niej znajdowało się kilkanaście ładnych i kształtnych słów, zapewne pisane przez Felix’a.


wiem, że lubujesz się w takich utworach, więc chcę dać ci jeden z egzemplarzy, który znalazłem w antykwariacie. mam nadzieję, że ci się spodoba.

Felix


Przez pierwsze pięć minut Ethan raz po raz czytał zapisaną kartkę i z każdym kolejnym wpadał w jeszcze większe zdezorientowanie. Im bardziej chciał rozgryźć Felix’a — tym bardziej go nie rozumiał.

Chłopak był dziwny, odstawał od rówieśników, chociaż starannie to ukrywał pod płaszczem zabawnego i wyluzowanego faceta. Nienawidził tego, że musi grać innego niż jest naprawdę. Chciałby pokazać się od tej drugiej strony, że wieczorami leży w łóżku i ogląda Gabinet pana Caligarii czy Gabinet figur woskowych. Albo, że czasami ze starego gramofonu taty puszcza największe przeboje Prince’a, który był jego idolem od pierwszego utworu, a w domu znajdowały się wszystkie jego wydane płyty. Felix bał przyznać przed znajomymi, że w domu ma całą biblioteczkę dzieł największych autorów renesansu, średniowiecza, a nawet okresu baroku. Nie wiedział jak mógłby powiedzieć, że uwielbia chodzić do teatru i oglądać te wszystkie sztuki, które w opinii jego kolegów były nic nie warte i nudne. Felix musiał utrzymywać to w tajemnicy jeżeli chciał mieć swoją pozycję. Jednak w Ethanie odnalazł coś ciekawego. Tak jakby ten okazał się jego zaginioną bratnią duszą, która po wielu latach w końcu się odnalazła, ale nadal nie mogła być przy boku swojej zaginionej osoby. Dlatego też Felix tak dyskretnie i w dziwny sposób zaczepiał blondyna. Chciał nawiązać z nim nić porozumienia, ale w taki sposób, że nikt by o tym nie wiedział. Farbowany chłopak obserwował Ethana. Może mało dyskretnie, ale nie mógł opanować dziwnej fascynacji chłopakiem, który mimo iż traktowany jest jako szkolny frajer to w większym stopniu jest fascynującym chłopakiem. W momencie, gdy Ethan przeglądał książkę, Felix w tym samym czasie siedział w przeciwległym końcu placu i niemrawo brał udział w rozmowie swoich kolegów. Miał ich serdecznie dość, gadali bez sensu od dziesięciu minut i nie wnosili nic interesującego do tej rozmowy. W którymś momencie Felix wstał i bez słowa wyjaśnienia ruszył w nieznaną swoim znajomym stronę. W duchu dziękował, że stoliki wykluczonych znajdowały się za szkołą i praktycznie nikt tam nie chodził. No oprócz samych wykluczonych, którzy i tak rzadko tam bywali. Oprócz jednej osoby. Felix był pewien, że znajdzie tam Ethana. Chłopak siedział pochylony nad stolikiem i wydawało się, że zajęty jest czytaniem czegoś. Nawet nie zauważył, że ktoś pojawił się w pobliżu. Dopiero, gdy stara ławka zaskrzypiała głośno, Ethan podniósł wzrok znad kartek i prawie, ale tylko prawie dostał zawału. Na przeciwko niego siedział Felix Parker i uśmiechał się delikatnie.

— Nie powinieneś raczej siedzieć po drugiej stronie szkoły? Ze swoimi znajomymi?

— Są kompletnymi idiotami i boli mnie głowa, gdy słucham o czym rozmawiają.

Farbowany chłopak wzruszył ramionami, a uśmiech nie opuszczał jego twarzy. Był z siebie zadowolony, że zdecydował się przyjść do blondyna. Przy nim czuł się swobodnie i nad wyraz normalnie. Pragnął takiego towarzystwa, a nie Amy i jej przyjaciółek czy Jake’a i jego kumpli.

— Co nie zmienia faktu, że właśnie siedzisz przy stoliku wykluczonych i do tego rozmawiasz z frajerem.

— Mówiłem ci już, że nie rozmawiam z żadnym frajerem.

Ani Ethan, ani Felix nie poruszyli tematu książki, którą blondyn czytał. Uznali, że to w jakiś sposób poprawne i dobre. Zamiast tego Felix zadał jedno ważne i strategiczne pytanie.

— Chciałbyś do mnie wpaść po zajęciach?

8

Ethan oczami wyobraźni już widział to jak dławi się swoją własną śliną, nie może oddychać i finalnie wszystko kończy się jego dramatyczną śmiercią na tyłach Jefferson High School. Jednak nawet ten scenariusz nie ziścił się tak jak powinien. Zamiast tego Ethan zakrztusił się, chwilę kaszlał i uspokoił, ale w głowie w tym momencie rozgrywał się prawdziwy huragan. Felix żartował czy mówił poważnie? Z twarzy farbowanego chłopaka nie można było nic wyczytać. siedział, uśmiechał się i po prostu patrzył na Ethana, który czuł jakby wylano na niego wiadro pomyj ze szkolnej stołówki.

— Żartujesz?

— A wyglądam na takiego, który żartuje?

— W ogóle słyszysz co ty mówisz? Ile razy mam ci jeszcze powtarzać, że tacy jak ty nie trzymają się z takimi jak ja?

— Nie możemy trochę nagiąć tych durnych zasad?

Być może Felix pospieszył się z propozycją spotkania w jego domu, jednak nie mógł powstrzymać się przed tym, by jakoś lepiej poznać blondyna. Ciągnął on go do siebie niczym magnez. Lekko był tym zaniepokojony, ale wszystkie niepewności przyćmiewała świadomość, że jest wśród uczniów Jeffersona ktoś tak podobny do postrzelonego Felix’a. Nie mógł przegapić takiej szansy jaką dawał mu los. Nie tym razem.

— Felix, naprawdę doceniam to co próbujesz robić, ale to nie wypali.

— Niby co ma nie wypalić?

— Nawiązać ze mną kontakt. Wierz mi, ale nie chcesz mieć potem przeze mnie problemów, a ja nie chcę ci ich tworzyć.

— Nie proszę cię żebyś od razu mi się oświadczał. Chcę tylko z tobą porozmawiać gdzieś, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał ani oceniał.

— I tutaj rodzi się problem. Nie chcę, by ktokolwiek widział, że Felix Parker zadaje się z frajerem Rogersem. Po prostu tak będzie dla ciebie lepiej.

— Skąd możesz wiedzieć co jest dla mnie dobre?

— Bo wiem ile dla ciebie znaczy miejsce, w którym teraz jesteś.

Po czym Ethan spakował swoje rzeczy i wstał od stolika. Ostatni raz spojrzał na Felix’a, posłał w jego stronę nieśmiały uśmiech i odszedł w stronę szkoły zostawiając go samemu sobie. Farbowany nastolatek na początku zacisnął ze złości szczękę, a finalnie uderzył pięścią w drewniany blat stołu, przez co po jego ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz, a dłoń zaczęła boleśnie pulsować. Nie chciał, by Ethan widział w nim tylko gościa, który jest kapitanem jakiejś drużyny, ma pozycję w szkole i jest kimś. Tak naprawdę Felix był nikim, zwykłym nastolatkiem, którego ludzie postawili jako wzór dla innych. On wcale tego nie chciał, nigdy nie pragnął, by zostać jakimś bożyszczem nastolatek. Chciał być normalnym chłopakiem, nawet takim jak Ethan. Po chwili zastanowienia stwierdził, że nie spocznie dopóki nie zyska zaufania blondyna. Nawet jeśli ceną miałaby być jakaś durna pozycja i miejsce wśród znanych i popularnych nastolatków. Ethan natomiast idąc do klasy, w której miał mieć jedną z ostatnich lekcji — geografię, uśmiechał się do siebie jak dziecko. Nie wiedział czemu to robi, ale czuł w środku dziwną radość, tak jakby ta niby nic nie znacząca rozmowa z Felix’em poprawiła mu humor. Wiedział, że to złe, że myśli w ten sposób o osobie nastolatka, ale nie umiał inaczej. Nawet nie chciał myśleć inaczej. Podczas lekcji Ethan poczuł jak telefon w kieszeni jego bluzy wibruje kilka razy. Stwierdził, że profesor Jackson przynudza jak zawsze, więc za dużo nie straci zajmując się czymś innym niż słuchaniem wykładu na temat powstania Kordylierów. Blondyn wydobył urządzenie z kieszeni i przeciągnął palcem po szklanym ekranie, jednocześnie wchodząc w wiadomości.


Felix Parker:

wiem myślisz pewnie, że robię to wszystko, by jakoś jeszcze bardziej cię poniżyć


Felix Parker:

ale tak nie jest do cholery


Felix Parker:

chcę cię poznać. tak zwyczajnie i po prostu, a ty usilnie mi to utrudniasz.


Felix Parker:

myśl co chcesz, ale ja nie odpuszczę. nie ma takiej opcji, ethan


Ethan był jeszcze bardziej zmieszany i zdezorientowany niż w czasie rozmowy z Felix’em podczas przerwy. Czemu akurat niego musiał się uczepić, a nie na przykład Betty z 3c? Ona niewiele różniła się od Ethana. Tylko tym, że miała rude włosy i nosiła okulary ze szkłami wielkości dna od szklanki. Poza tym była kropka w kropkę jak on. Nikt jej nie lubił, była dziwna, jeszcze dziwniej się ubierała i do tego miała strasznie piskliwy głos, który irytował wszystkich wokół. Blondyn nie wiedział jakby mógł odpowiedzieć farbowanemu chłopakowi. W jego głowie rodził się jeszcze większy mętlik i bałagan niż do tej pory. Nie umiał tego wszystkiego sobie składnie ułożyć i przeanalizować. W końcu zdecydował i podjął decyzję, ale nie wiedział czy jest ona z rodzaju tych lepszych i poprawi jego życie, czy jeszcze bardziej je spieprzy. Jednak postanowił zaryzykować, bo podobno bez ryzyka nie ma zabawy, prawda?


Ethan Rogers:

czekaj po tej lekcji tam, gdzie pierwszy raz rozmawialiśmy


Ethan nie mógł tego zobaczyć, ale w momencie, gdy Felix otrzymał odpowiedź zwrotną na swoje wiadomości, na jego usta wpłynął szeroki i zadowolony uśmiech. Wiedział, że w końcu przekona do siebie Ethana, choćby miało to trwać tygodnie, a nawet miesiące.

9

Felix rzadko się denerwował, robił to tylko przed ważnymi meczami, ale nawet ten rodzaj stresu ulatywał z niego już w momencie wbiegania na boisko. Teraz nie wiedział na czym mógłby skupić swoją uwagę, by zminimalizować drżenie dłoni czy przyspieszone bicie serca. Po prostu kręcił się po alejce, w której miał spotkać się z blondynem. Było już dziesięć minut po dzwonku kończącym ostatnie lekcje, ludzie rozchodzili się do swoich domów czy szli gdzieś ze znajomymi. Jednak Felix nigdzie nie widział Ethana, a przez ten fakt zaczynał stresować się jeszcze bardziej. Gdy miał już zrezygnowany i zły iść do swojego domu, by tam krzyczeć w poduszkę o marności swojej egzystencji, poczuł, że ktoś za nim stoi. Niepewnie odwrócił się w stronę osoby, a na jego usta momentalnie wpłynął szeroki uśmiech, który o dziwo został odwzajemniony, a dzięki temu cały stres magicznie uciekł z ciała Felix’a. Ethan stał tam i niepewnie spoglądał na Parkera, który wyglądał jakby zaraz miał posikać się ze szczęścia. Czuł się z tym dziwnie.

— Myślałem, że nie przyjdziesz.

— Chciałem uciec, ale wyszedłbym na jeszcze większego frajera niż jestem, więc… przyszedłem.

Felix nie powiedział nic więcej tylko złapał Ethana za dłoń i zaczął prowadzić w nieznaną blondynowi stronę, ale podejrzewał, że farbowany chłopak prowadzi go do swojego domu. Ethan z początku nie zareagował na ten śmiały gest jakim było złapanie się za dłonie. Dopiero kilka minut później zorientował się co robi i wyrwał swoją dłoń z uścisku Felix’a. Niebiesko-fioletowo włosy jakby tego nie zauważył i dalej szedł w stronę domu. Był zbyt podekscytowany tym, że Ethan w końcu zdecydował się spędzić z nim czas. Dla farbowanego chłopaka było to lepsze nawet od wygranej w zdrapce. Nie wiedział skąd bierze się ta niepojęta ekscytacja, ale podobało mu się to. Według niego to było dobre, nawet jeśli blondyn nie podzielał jego entuzjazmu.


Po dziesięciu minutach drogi przebytej w kompletnej ciszy w końcu stanęli przed jakimś domem. Wyglądał normalnie, tak jak tysiące innych w okolicy. Ethan liczył, że skoro Felix jest kimś to jego dom będzie o tym mówił już z daleka, a zamiast tego blondyn zderzył się z faktem, że wszystko co otacza Parkera jest zwyczajne i normalne. Felix ruszył pierwszy w stronę drzwi wejściowych. Nie bardzo orientował się czy jego mama, Margaret, jest w domu czy może znowu przesiaduje u którejś z koleżanek. Jednak po otworzeniu drzwi, gdy dotarł do niego zapach pieczonego ciasta zrozumiał, że nie będzie z Ethanem sam. Z jednej strony nie przeszkadzało mu to, ale z drugiej mama może przecież zasypać chłopaka lawiną pytań, co zważywszy na nastawienie blondyna do tej sytuacji, może go tylko odstraszyć. mimo wszystko Felix pociągnął do drugiego nastolatka do środka domu.

— Jestem mamo!

Po chwili z kuchni wyłoniła się średniego wzrostu kobieta, blondynka ubrana w zwykłe czarne jeansy i flanelową koszulę. Na jej twarzy gościł miły i przyjazny uśmiech.

— W końcu jesteś Fel, a kto to?

Kobieta spojrzała na blondyna i posłała w jego stronę pokrzepiający uśmiech.

— To Ethan, mój…

— Znajomy ze szkoły. Miło panią poznać.

Ethan uśmiechnął się w stronę kobiety i przywitał tak jak zawsze uczyła go mama.

— Mów mi Margaret. W końcu ktoś normalny pojawił się w tym domu. Chcesz coś do picia?

— Nie, dziękuję.

Ethan po raz kolejny uśmiechnął się w stronę Margaret i czekał na dalszy rozwój wydarzeń jednocześnie analizując jej słowa. Jak to w końcu ktoś normalny się tutaj pojawił?

— Będziemy na górze, mamo. Gdyby coś to krzycz.

Po czym Felix po raz kolejny tego dnia złapał blondyna za dłoń i pociągnął w górę schodów. To nie tak, że wstydził się swojej mamy, ale nie chciał, by od razu snuła jakieś wymyślne teorie na temat niego i Ethana. Gdy w końcu znaleźli się w pokoju farbowanego chłopaka i jeden i drugi odetchnęli z ulgą. Tak jakby jakiś duży ciężar spadł z nich i zniknął. Felix rzucił pod biurko swój plecak i oparł się o jego jeden róg. Ethan w tym czasie rozglądał się wokół siebie i podziwiał jak bardzo Parker różni się od tego jakiego gra w szkole, a jaki jest naprawdę w zaciszu swojego domu i zdecydowanie bardziej podobała mu się ta wersja Felix’a, którą miał teraz przed sobą.

— Co miała na myśli twoja mama mówiąc, że w końcu ktoś normalny pojawił się w tym domu?

10

Nie wiedział jak ma odpowiedzieć na to pytanie. Kilka razy próbował złożyć kilka słów w całość, ale za każdym razem wydawały mu się niepoprawne i złe. Nie wiedział jak ma odpowiedzieć na pytanie blondyna. Dlatego po prostu stał tam i patrzył na niego tak samo jak Ethan patrzył na niego.

— Zapewne chodzi o to, że nie chcesz zmienić mojego domu w jeden wielki burdel, jesteś kulturalny i wyglądasz jak człowiek, a nie jak chodzący manekin na najnowszą kolekcję ubrań.

Taka odpowiedź zaskoczyła Ethana. Nie liczył na to, że ktoś praktycznie obcy pierwszy raz od bardzo dawna powie o nim coś pozytywnego i dobrego, zamiast ciągłych wyzwisk i poniżeń. Poczuł się w jakiś sposób doceniony. Dlatego też na jego policzki wpłynął mały, prawie niewidoczny rumieniec, który Felix i tak zdołał zauważyć.

— Jesteś inny niż wszyscy z twojego otoczenia.

— To źle?

— W żadnym razie. Próbuję tylko rozgryźć to dlaczego jesteś dupkiem w szkole, a tutaj dowiaduję się, że jesteś fanem niemych filmów czy starego kina. To dla mnie dziwne. Felix też czuł się dziwnie. Może nawet bardziej niż blondyn, ponieważ pierwszy raz pokazywał się od tej drugiej, prawdziwej strony. Nie tak jak widzieli go znajomi ze szkoły. Przed Ethanem nawet nie chciał się ukrywać. Chciał pokazać mu wszystko to, co związane jest z jego życiem i pasją. Był z tego dumny, ale bał się ujawnić przed ludźmi, którzy mogliby go nie zrozumieć i wyśmiać.

— Po co to robisz?

Pytanie to wybiło Felix’a z rytmu. Ostatecznie nie wiedział dlaczego tak usilnie chciał poznać Ethana. Nawet tego nie rozumiał, a może nie chciał zrozumieć?

— Mówiłem ci już, że chcę cię poznać.

— To nie trzyma się całości — Ethan usiadł na pościelonym łóżku Felix’a. — Teoretycznie powinieneś mnie nienawidzić, a tymczasem siedzę u ciebie w domu i do tego z tobą rozmawiam.

— Kiedy w końcu zrozumiesz, że nie chcę ci nic zrobić?

Felix założył ręce na klatkę piersiową i wpatrywał się w siedzącego blondyna. Nie miał za dużo pomysłów co do tego jak skutecznie mógłby przekonać do siebie kogoś takiego jak Ethan. Już teraz wiedział, że może być ciężko, a blondyn sam w sobie jest dość trudny w obyciu, ale znowu nawiedzało go przeświadczenie, że postać tego chłopaka jest warta takiego poświęcenia i czekania.

— I nawet nie próbuj mi wmawiać, że skoro ja jestem popularny to powinienem trzymać się z nimi. Ty nie jesteś frajerem i nie wmówisz mi, że jest inaczej. To raczej wszyscy moi znajomi są idiotami i błaznami.

— Próbujesz mnie jakoś dowartościować czy ty tak po prostu masz w naturze?

Felix nawet jeśli nie chciał, zaśmiał się cicho pod nosem, co zawtórował mu sam blondyn, który odchylił się na łóżku i teraz jedynie jego nogi znajdowały się na ziemi. Wpatrywał się w błękitny sufit i myślał nad wszystkim. Nad całą tą sytuacją, w którą się wpakował, a raczej w jaką wciągnął go Felix.

— Nie wiedziałem, że masz cały regał z książkami największych angielskich autorów. I to nawet wydania, których nie można nigdzie dostać.

— Jak widać można. Większość znalazłem w antykwariatach, a niektóre od jakichś podejrzanych gości z internetu, którzy za gorsze chcieli się tego pozbyć.

— Po co ci to wszystko?

— Lubię czytać, a zwłaszcza sztuki przeznaczone do wystawiania na scenie, a potem oglądać je w teatrze i porównywać z oryginałem. To fascynujące.

Ethan wręcz jak zaczarowany słuchał tego co mówi do niego Felix. Nie zdawał sobie sprawy, że łączy ich tak wiele spraw i mają ze sobą tyle wspólnych rzeczy, a rozmowy mogłyby trwać godzinami.

— A ty czemu taki jesteś?

— Takim frajerem? Zwyczajnie. Zawsze robiłem inaczej niż wszyscy. Inaczej się zachowywałem, innej słuchałem muzyki i lubiłem inne filmy. Niektórym jak widać to nie odpowiadało i postanowili zrobić ze mnie popychadło.

Zapadła między nimi cisza, która o dziwo nie przeszkadzała im, a była nawet z rodzaju tych dobrych i potrzebnych. W którymś momencie zdołali dosłyszeć nawet radio, które znajdowało się w kuchni i grało jedną z mniej znanych piosenek. Felix i Ethan wychwycili jedynie jedno krótkie, ale jakże paradoksalnie śmieszne zdanie.


„cause i’m just a teenage dirtbag baby…”

11

Ethan nawet nie zauważył, gdy na zewnątrz zaczynało się ściemniać, a on dopiero teraz wychodził z domu Felix’a. Zbyt mocno zafascynowała go rozmowa i spędzanie czasu z Parkerem, by myśleć o tym, że nastał już wieczór, a jutro znowu musi wstać przed siódmą, by zdążył do szkoły. Jednak nic nie było w stanie zepsuć mu już dzisiaj humoru. Był szczęśliwszy niżeli dziecko, które dostało na urodziny wymarzony prezent. Ethan zrozumiał po części, że Felix wcale nie jest taki jak Jason czy inni ludzie ze szkoły. Jest inny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Wyróżnia się, ale ukrywa to, by go nie wyśmiali. W przeciwieństwie do Ethana, który bez skrępowania ukazywał jaki jest naprawdę. Wiedział też, że nie ma na co liczyć ze strony Felix’a na to, by ten zaczął zachowywać się tak jak u siebie w domu i rozmawiał z blondynem tak swobodnie jak kilka godzin wcześniej.


Rano Ethan szedł do szkoły z dziwnym przekonaniem, że wcale nie musi być tak źle jak zazwyczaj. Że być może będzie lepiej jeżeli on się o to postara. A potem przeszedł przez główne drzwi i wszystko, cały entuzjazm poszły psu w tyłek. I chociaż Ethan usilnie chciał, by ten dzień był dobry to niestety, ale widok Felix’a, który wraz z Amy połykali swoje twarze, był dla niego poniekąd niesmaczny. Zaraz za tym swoje miejsce zajmował Jason Wilson, który aktualnie chyba straszył jakiegoś pierwszaka. Tak dla samej zasady, by pokazać kto tutaj rządzi. Kujony jak to oni, siedzieli z nosami w książkach i dopracowywali swoje zadania domowe lub odrabiali te ćwiczenia, które wcisnęli im popularni. Stała hierarchia ważności, która od początku nauki Ethana w tej szkole nie zmieniła się ani trochę. Pod koniec przerwy, gdy blondyn zabrał ze swojej szafki potrzebne podręczniki i skierował się do sali od języka angielskiego, znowu poczuł jak ktoś popycha go do przodu i finalnie wpadł na grupkę dziewczyn, które spojrzały na niego jakby na twarzy miał kupę i odeszły zniesmaczone w drugą stronę. Gdy odwrócił się w stronę oprawcy nie zdziwił się zbytnio, gdy za nim stał Jason i śmiał się głupio.

— Czego chcesz, Jason?

— Może trochę milej Rogers, co? Jak mój projekt z fizyki, który mam jutro oddać?

I w tym momencie Ethan poczuł jak przez jego ciało przechodzi naprawdę nieprzyjemny dreszcz, a twarz robi się blada. Kompletnie zapomniał o tym durnym projekcie, który obiecał zrobić, by Jason dał mu spokój z lądowaniem w śmietniku.

— Całkiem dobrze. Jutro rano będziesz go miał.

Po czym Ethan wręcz jak rakieta zniknął w sali od angielskiego. Nie wiedział czy da radę zrobić ten projekt na jutro. Nie miał do tego przygotowanych żadnych materiałów ani nie wiedział czego tak naprawdę chciał w tym Jason, ale wiedział jedno, a mianowicie to, że jeżeli brunetowi nie spodoba się to co przygotował to już teraz mógł przygotowywać siebie do codziennych kąpieli w starych kontenerach.


Cały boży dzień Ethan chodził spięty jak agrafka. Nie umiał znaleźć sobie miejsca ani tym bardziej nie wiedział jak zabrać się za obiecany projekt. Miał jeszcze niespełna szesnaście godzin, by oddać go Jasonowi, a już teraz wiedział, że znalazł się w tragicznej sytuacji. W którymś momencie telefon Ethana zawibrował w kieszeni jeansów. Blondyn niepewnie wyjął urządzenie i odblokował je.


Felicx Parker:

robisz coś specjalnie ważnego?


Ethan Rogers:

oprócz tego, że modlę się o to, by jason jutro mnie nie zabił to nie, nie robię nic ważnego:-)


Ethan był załamany tym w jakim położeniu się znalazł. Jeszcze nigdy jego życie nie było tak złe jak w tym momencie.


Felix Parker:

?¿


Ethan Rogers:

miałem zrobić mu projekt z fizyki żeby trener wide się od niego odczepił, a zapomniałem o tym i teraz jestem w dupie? bo nie mam kompletnie nic


Felix czytając wiadomości od Ethana walczył ze sobą, by zaproponować pomoc. Ostatecznie wysłał taką wiadomość blondynowi, a po pięciu minutach otrzymał odpowiedź zwrotną.


Ethan Rogers:

jeżeli mnie uratujesz, będę ci wdzięczny do końca życia

12

— To z czego masz do zrobienia ten projekt?

Ethan nie wierzył w to, że niespełna pół godziny później przed jego drzwiami stanie Felix obładowany różnymi książkami z zakresu fizyki i chyba biofizyki jak zdołał zauważyć. Jednak ucieszył się na jego widok, bo wiedział, że z pomocą farbowanego chłopaka zdołają wykonać ten projekt, a Ethan uniknie problemów z Jasonem.

— Wejdź.

Ethan puścił Felix’a przodem i pokierował go w górę schodów do drugiego pokoju po lewej. W tym czasie w domu blondyna nikogo nie było, co dawało mu gwarancję, że jego mama nie będzie zadawać nieprzyjemnych pytań, które mogły zarówno jego jak i Felix’a wprowadzić w niezłe zakłopotanie, jak to miała w zwyczaju robić Elizabeth. Po drodze do pokoju Ethan zgarnął z kuchni butelkę wody mineralnej, gdyż wiedział, że czeka go kilka godzin prawdziwej męki w związku z wykonaniem prezentacji i referatu. Gdy wszedł do swojego małego królestwa zauważył, że Felix już rozłożył najpotrzebniejsze materiały i zabierał się za pisanie referatu w laptopie blondyna.

— Przepraszam, że wziąłem tak bez pozwolenia, ale widziałem, że już coś pisałeś, więc stwierdziłem, że to dokończę.

Felix posłał w stronę Ethana jeden ze swoich słynnych „powalających” uśmiechów i wrócił wzrokiem do zapisanych już słów. Na nosie miał jedne ze swoich starych okularów, których nie nosił nigdy oprócz sytuacji, gdy uczył się w domu bądź pisał coś potrzebnego do szkoły. Gdy czuł potrzebę, do szkoły zakładał soczewki, które nie dosyć, że go gryzły niemiłosiernie to jeszcze oczy łzawiły mu tak, iż niektóre przerwy spędzał w łazience, by zatamować potok niechcianych łez. Siedząc teraz u blondyna wiedział, że nie musi nikogo udawać. Że może być taki jaki jest po powrocie do domu. Przy Ethanie czuł się swobodnie jak przy własnych rodzicach. Blondyn wzbudzał w nim zaufanie i dziwną sympatię, której Felix nie był w stanie zrozumieć, ale podobało mu się to. Widział jak blondyn przechodzi przez pokój, otwiera okno, by do środka wpadło trochę wiosennego powietrza i potem siada na łóżku pomiędzy podręcznikami i zeszytami. Uważał, że blondyn w takim wydaniu, w dresach, jakiejś koszulce w paski, roztrzepanych włosach i okularach na nosie, wygląda cholernie dobrze. Felix szybko skarcił się za tę myśl i po raz trzeci wrócił wzrokiem do ekranu laptopa.


Ponad trzy godziny później, około dwudziestej drugiej Ethan jęknął i opadł zmęczony na łóżko, odrzucając od siebie jak najdalej podręcznik od fizyki atomowej. Zaraz obok niego znalazł się Felix, który zdjął swoje okulary, przetarł zmęczone oczy, a finalnie ukrył twarz pomiędzy poduszkami znajdującymi się na łóżku. Być może mimowolnie zaciągnął się zapachem Ethana i jego perfum, ale nie mówmy o tym.

— Zaraz mózg mi eksploduje jak te atomy.

Blondyn zaśmiał się cicho pod nosem i spojrzał na Felix’a, który nadal ukrywał twarz w pościeli. Przeskanował wzrokiem całą jego sylwetkę. rozpoczynając od farbowanych włosów, szerokich ramion ukrytych pod materiałem zwykłej czarnej koszulki, idąc dalej przez biodra i smukłe nogi, na których znajdowały się niebieskie jeansy. I być może Ethan zbyt długo zatrzymał swój wzrok na tyłku Felix’a, ale nie widział w tym nic złego dopóki ten tego nie wiedział. Po chwili jednak zaprzestał swoich obserwacji i ułożył się wygodnie na plecach, zakrywając oczy prawą ręką. Nie myślał racjonalnie, jego głowę zaprzątały jedynie jakieś cholerne atomy, a gdzieś jeszcze grała mu w myślach słyszana u Felix’a w domu piosenka. Miał dość, był zmęczony, głodny i chciał tylko iść spać nie zwracając uwagi na nic. Nawet nie wiedział kiedy jego rodzice wracają i gdzie nawet są. Powiedzieli mu tylko, że jadą na kilka dni w delegację, a więcej nie powinno interesować. Czasami wręcz po dziurki w nosie miał dość swoich rodziców. Traktowali go jakby w ogóle nie mieli syna, a istnieli tylko oni. Dlatego też nie wiedzieli jakie Ethan ma problemy czy co sprawia mu radość. Byli jego rodzicami jedynie na papierze. Blondyn nawet nie zauważył kiedy zasnął ani tego, że obok niego znajdował się Felix, który również zasnął. Farbowany chłopak nawet nie poczuł, gdy w środku nocy ktoś oplata go ramionami i wtula się w niego, przez co on wtulił się w tą drugą osobę równie mocno. Przespali w swoich ramionach pół nocy i dopiero rano, około piątej, gdy Felix pierwszy otworzył oczy i połączył wszystkie fakty dotarło do niego, że śpi wtulony w ciało Ethana Rogersa. Za to blondyn, gdy poczuł ruch, obudził się i zaspany jeszcze bardziej przylgnął do Felix’a Parkera nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dopiero po pięciu minutach dotarło do nich w jakiej sytuacji się znajdowali i jak bardzo źle mogło to wyglądać z perspektywy osób trzecich. Jednak jakoś żaden z nich nie zamierzał odsunąć się i zacząć krzyczeć. Raczej ważniejszy był fakt, że została jeszcze ponad godzina do momentu, gdy budzik Ethana zadzwoni i to, że jeszcze mogą pospać. Wtedy liczył się tylko i wyłącznie ten fakt, a tak przynajmniej uważali.

13

Drugi raz Felix’a obudziło dopiero uparcie dzwoniące coś, co potocznie zwie się budzikiem. Jęknął niezadowolony i poczuł, że natrafił na jakąś przeszkodę, a raczej na kogoś. Poczuł czyjeś szczupłe ramiona owijające się wokół pasa i czyiś miarowy oddech odbijający się od skóry. Z początku nie wiedział co się dzieje, a budzik dalej dzwonił. Dopiero po minucie udało mu się wyłączyć irytujący alarm i jednocześnie połapać się w jakiej jest aktualnie sytuacji, która niestety, ale nie była zbyt kolorowa. Dotarło do jego farbowanej głowy, że śpi w nie swoim łóżku, w nie swoim domu i w dodatku w objęciach praktycznie obcego chłopaka. Z początku jego ciało ogarnął dziwny paraliż, przez który Felix nie był w stanie poruszyć się nawet o milimetr. Nadal leżał wtulony w ciało Ethana Rogersa. Blondyn za to, gdy tylko otworzył oczy i zorientował się, że nie jest w swoim łóżku zupełnie sam, przestraszył się i odskoczył od postaci, która leżała po lewej stronie łóżka. Wszystko skończyło się tak, że Ethan wylądował na podłodze z poobijanym tyłkiem i chyba nowym siniakiem na prawym łokciu, a Felix przerażony patrzył na to jak jego kolega z bolesnym jękiem podnosi się i kładzie z powrotem na łóżku.

— Możesz mi powiedzieć co się tutaj stało?

To jedno kluczowe pytanie tak naprawdę nie miało sensu, gdyż zarówno Ethan jak i Felix nie mieli zielonego pojęcia co w istocie miało miejsce. Byli zbyt zdezorientowani i zaspani, by teraz główkować nad tym dlaczego to farbowany chłopak spał u Ethana i czemu ten spał wtulony w Felix’a. Na tę chwilę stało się i tyle. Blondyn miał zamiar pomyśleć nad tym później, ale teraz jego umysł zajmował tylko projekt dla Jasona i fakt, że Felix nadal tutaj jest.

— Wstawaj, bo jeszcze się przez ciebie spóźnię.

Chłopak nie liczył na to, że blondyn potraktuje go tak, jakby nic nie miało miejsca. Był taki jak zawsze. Trochę niepewny, roztrzepany i nie wiedział czego szuka. Felix wstał niechętnie z łóżka i rozpoczął poszukiwania swoich okularów, które nie wiadomo z jakiego powodu znalazły się za łóżkiem.

— Mogę pożyczyć ci jakąś koszulkę, bo nie sądzę żebyś wcisnął się w moje spodnie.

— Jasne, może być koszulka.

Felix odezwał się po raz pierwszy tego dnia, a Ethan nie sądził, że ktoś może mieć tak bardzo… ciekawy głos z rana. Nie mógł się spodziewać takiej reakcji swojego organizmu na porannego Felix’a, który bądź co bądź, ale wyglądał dobrze ze sterczącymi włosami w każdą możliwą stronę, okularami i zaspanym głosem. Farbowany nastolatek z uwagą obserwował jak Ethan krząta się z jednego kąta pokoju do drugiego starając skompletować ubiór na dzisiaj. Obaj do końca nie wiedzieli co się wokół nich dzieje, ale jakoś żaden nie wykazywał oznak sprzeciwu. Czuli się tak jakby to było normalne. Jakby to była ich codzienność. Ethan czuł na sobie wzrok Felix’a, ale nie chciał na to reagować. Po prostu pozwolił, by farbowany chłopak śledził każdy jego ruch.

— Łap.

Felix w ostatniej chwili zdążył pochwycić lecącą w jego stronę zwykłą koszulkę, jak się okazało z nadrukiem Krzyku Muncha. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak najzwyklejsza szmata, ale dopiero potem zorientował się, że ma ona tak wyglądać. Ethan bez namysłu i jakiegokolwiek skrępowania zdjął z siebie dresy i zamienił je na czarne jeansy. Tak samo koszulę wymienił na czerwoną koszulę flanelową z czarną kratką. Dla Felix’a nie był to odpowiedni widok, ponieważ jego umysł zaczął pracować w ogóle na innych obrotach, a wyobraźnia zaczęła robić swoje. Jednak wiedział, że szybko musi się opanować, co też zrobił. Za to do Ethana dopiero po chwili dotarło co takiego zrobił. Wiedział też, że nie cofnie już czasu, a Felix musi pogodzić się z tym co ewentualnie zobaczył. Farbowany chłopak szybko zmienił swoją koszulkę na tą należącą do blondyna. Była lekko za mała, ale nawet to mu nie przeszkadzało. Gdy w końcu byli gotowi do wyjścia, a Ethan spakował projekt Jasona, w jego głowie zaświeciła się pewna myśl.

— Przecież nie możemy pokazać, że razem przyszliśmy do szkoły. Jeszcze nie chcę umierać.

14

Felix rozumiał obawy Ethana. Ba, on doskonale wiedział, że nie mogą pokazać się razem. Ani teraz, ani w najbliższej przyszłości, a najlepiej nigdy. Jednak chciał pokazać tym wszystkim idiotom, którzy nazywali się jego znajomymi, że nawet te osoby niższej rangi potrafią być lepsze od nich. Gdyby tylko mógł wciągnąłby Ethana w swój szkolny świat, ale doskonale wiedział, że tak się nigdy nie stanie.

— Rozejdziemy się w tej uliczce, gdzie zawsze, okej?

Ethan przytaknął i wyszli z domu blondyna.

— Przepraszam za to, że zasnąłem i czułeś się…

— Dziwnie? Nie było tak źle. Swoją drogą wygodna z ciebie poduszka.

Felix zaśmiał się na słowa Ethana i spojrzał na niego kątem oka. Z rana chłopak wyglądał lepiej niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrażać. Sam nie wiedział czemu nie czuje takiego zażenowania jak czuł zazwyczaj, gdy zasypiał u Amy i rano wymykał się z jej domu, by przypadkiem rodzice go nie nakryli. Znowu w jego głowie pojawiało się stwierdzenie, że Ethan naprawdę różni się od tych wszystkich ludzi, którzy istnieją w jego życiu. Blondyn w tym czasie zastanawiał się czemu Felix zachowuje się tak zwyczajnie po tym, co miało miejsce. Teoretycznie rzecz biorąc blondyn nie kłamał mówiąc, że wygodnie mu się spało w objęciach drugiego nastolatka. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu przespał spokojnie całą noc bez zbędnego budzenia się blisko co godzinę.


Po piętnastu minutach wspólnej drogi chłopcy w końcu musieli się rozstać. Ethan jeszcze raz spojrzał w stronę Felix’a, uśmiechnął się w jego stronę i już miał odwracać się, by zniknąć między budynkami, gdy farbowany chłopak zatrzymał blondyna jeszcze na chwilę.

— Dzięki za ten wieczór i powodzenia z Jasonem.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.34
drukowana A5
za 34.41