E-book
4.78
drukowana A5
14.94
Tęczowa Księga i Mroczne Lustro

Bezpłatny fragment - Tęczowa Księga i Mroczne Lustro

vol.1

Objętość:
48 str.
ISBN:
978-83-8155-534-0
E-book
za 4.78
drukowana A5
za 14.94

Dawno temu w odległej krainie żył pewien młody człowiek, zafascynowany eksperymentami naukowymi z dziedziny magii. Żył sobie spokojnie w małym miasteczku Sevean like a, na imię miał Alex. Okolica w której mieszkał nie była zbyt ciekawa dla młodych adeptów magii. W swoim domku mieszkał wraz z rodziną a, na poddaszu miał swoje magiczne laboratorium. W swoim laboratorium miał swój największy skarb, Tęczową Księgę czarów, którą odziedziczył po swoim dziadku którego znał tylko z opowieści starej już babki.Dziadek Frateli odkrył również magiczne lustro ze starożytnej Azji, lustro które przenosiło w wyobraźni. Owe lustro odziedziczył młody Alex wraz z księgą, nieodłącznym partnerem lustra. Dla lustra była też przepowiednia. Ten który użyje lustra w złych celach zostanie przez nie wchłonięty i zagra o życie z samą Śmiercią.Trzeba było mieć niezwykłą wyobraźnie żeby poruszać się przez lustro który młody adept odziedziczył po dziadku Fratelim. Nastoletni wówczas Alex rzadko korzystał z niego, ponieważ lękał się potęgi i odpowiedzialności związanej z nim. Zaklęcia w księdze były połową przygody jaka czekała na użytkownika, druga połowa to wyobraźnia, która musiała pokryć się z zaklęciami z księgi które pozwalały dotknąć kręgów które pojawiały się na lustrze.Dotknięcie lustra przenosiło w odległe kosmiczne krainy.Jeśli na przykład chciałeś przenieść się do ognistej, wodnej, ziemnej lub lodowej krainy, Śmierć ostrzegała. Ponieważ to ona była strażniczką lustra, i podświadomie pozwalała przenosić się do innych krain.Na przykład ognista była krainą podobną do innych krain, toczyło się tam normalne życie. Znowu na ziemnej, istniała przepowiednia, że strawi ją żywy ogień i kwas i stanie się metalem. W ogóle te wszystkie krainy były jednak trochę inne, na przykład w ognistej kora oraz liście Płoneły żywym ogniem a, owoce były normalne.

Wracając do laboratorium małego Alexa.Siedział tam i robił eksperymenty z ziołami i eliksirami zgodnie z notatkami i zapiskami dziadka. A konkretnie rzecz ujmując eksperymentował z eliksirem młodości z magicznym zielem z krainy Hua-chan ze środkowych Chin. W grocie w której było lustro i podobno też księga.To była kraina Śmierci, jak i wschodnia część dzisiejszej Rosji oraz południowo-wschodniej Azji.było to Jing-jang całej Azji i połowy Rusi.

Gdy Alex skończył przyrządzać miksturę i miał zamiar zanieść ją schorowanej już babce, na hebanowym lustrze pojawiły się kręgi. Młody alchemik oderwał nagle wzrok od księgi.

W kwiecistej krainie w której mieszka Alex wraz babką Suzan w starym już domu zadrżały szyby.Niebo pociemniało. A na niebie pojawiły się kręgi takie jak na lustrze. Młody alchemik w lustrze ujrzał Śmierć, która zadała mu pytanie.

— Czy chcesz przenieść się do innej krainy?

Alex odpowiedział że nie.

— A może jednak zagrasz w kości-zapytała, po czym znikła.

— Alex co tam wyprawiasz! -zawołała Suzan do Alexa.

— Chodź na kolację.

— Już idę.

Legendy o dziadku krążyły po okolicy. Podobno kiedyś wygrał drugie życie z samą Śmiercią, ale do tej pory jaszcze nie powrócił i nikt niewie co się z nim dzieje. Wyruszył na podbój Azji centralnej szukać brakującej pieczęci wyglądającej jak moneta.

Kiedy Alex z matką jedli kolację dziadek na drugim kątynęcie walczył z demonami, na granicy świata żywych i umarłych.Demony były z lodu bo kraina bogini śmierci była zlodowaciała, jak ona sama, zimna i nieprzenikniona.

Kamiennego kręgu pilnowały pieczęcie.Na nim po włożeniu monety, wrota otwierały się i wylatywały z nich demony.Demony złowieszczo ruszyły w kierunku naukowca i badacza innych krain.

— Jeśli chcesz przejść możesz nas zabić lub zapłacić, albo też zagrać w lodowe kości.

— Jeśli przegrasz będziesz naszej pani niewolnikiem, jeśli nas zabijesz pojawią się następne. A potem pojawi się nasza pani i cię zabije. Widzimy również że za bogaty to ty nie jesteś, więc pozostało ci tylko zagrać-rzekł jeden z demonów.

Demony zawołały.

— Wyjmij więc monetę i rzuć ją na podłogę.

W starożytnej jaskini była kamienna posadzka na której rozprysła się moneta.

— Jeśli poskładasz monetę któta rozprysła się na kryształki to przejdziesz dalej.

Frateli pozbierał więc rozsypaną monetę i zastanawiał się co zrobić, postanowił zebrać okruchy i przyłożył dłoń do otworu po monecie. Otwór rozświetlił się i wchłoną monetę.Moneta poskładała się i otworzyły się wrota do lodowej krainy.

Alex przed snem lubił sobie poeksperymentować z lustrem.Lubił oglądać w nim odległe krainy. ponieważ dopóki nie dotknęło się lustra, nie miało się okazji zagrać ze Śmiercią w lodowe kości. Ze Śmiercią jest krótka gra, jedna gra i kości zamieniają się w kałuże wody.

Alex wyobrażał sobie odległe krainy aż tu nagle jakby usłyszał głos dziadka w mrocznym lustrze, zastanowił się chwilę i machną ręką, myśląc że mu się zdawało.

Nagle usłyszał z dołu babcie.

Babka i dziadek byli dla niego jak rodzice. Ponieważ jego prawdziwi rodzice zmarli podczas wyprawy w Himalaje poszukując Yeti.

Alex miał wtedy około dziewięciu lat, teraz ma piętnaście, więc było to jakieś sześć lat temu.Chłopiec nie bardzo to pamiętał, pamięta tylko że dziadek nie przyszedł na jego urodziny i do tej pory na niego czekał.

Magią zaczą interesować się z ciekawości. Jak był mały podglądał dziadka jak wytwarza różne eliksiry z kwiatów oraz ziół rosnących wokół ich domu.

Raz dziadek zabrał go do odległej krainy przez mroczne lustro.Kraina była przepiękna i przeogromna, drzewa miały po dwieście metrów, a zwierzęta te najmniejsze od kilku centymetrów do nawet kilku metrów wysokości.To była kraina Łagodności z kryształowo Przejrzystym powietrzem i rubinowym słońcem. Owoce i warzywa były pachnące i przezroczyste. W tym świecie nie było nigdy człowieka, bo to była kraina brata Śmierci Życia.

To była jego planeta farma. Pozwalał pokazywać siostrze ten świat jej gościom i jak chcieli mogli tam pracować lecz do tej pory nikt się nie skusił.Był jeden warunek, nigdy nie spadnie tam kropla krwi.Praca była ciężka. ścinanie drzew liściastych oraz iglaków, zbieranie warzyw i owoców.Natomiast zabijaniem zwierząt zajmowała się Śmierć, która pracowała dla Życia od zawsze i nie robiła nic innego jak tylko zabijała.Wszystko co się zebrało suszyło się na lnianych matach na piasku, kryształowo czystym piasku na który nigdy nie spadła kropla krwi którą między innymi żywiła się Śmierć. Życie płaciło jedną srebrną monetę za pracę od świtu do zmierzchu, więc zapłata była całkiem niezła.

Zebrane drewno i plony dzięki czarom trafiały do wszystkich możliwych krain w których brat Śmierci handlował z różnymi istotami pod ludzką postacią, za aprobatą Stwórcy ojca swego.

Życie było piątym dzieckiem Stwórcy a Śmierć tak do końca nie była jego rodzoną siostrą, Życie był od niej dużo starszy. Został stworzony jako żywa energia w wodzie. Zaraz po stworzeniu ojciec się go zapytał.

— Chcesz żyć w świecie pieniędzy czy bez?

— A co to są pieniądze.-odpowiedziało Życie.

— Dziecko są to przedmioty zrobione z drogocennych kruszców lecz nie tylko, pieniądzem może być dosłownie wszystko. W przyszłości na planetach tego co cenne będzie coraz mniej, i nie jesteś w stanie sobie wyobrazić z jak bezwartościowych rzeczy dla nich będą robione pieniądze.Do tego dojdzie że będą niewidzialne tak zwane wirtualne, absolutnie bez żadnej wartości. A ludzie zrobią z tego coś najcenniejszego na świecie, tylko dla najbogatszych. I ta przyszłość nie jest wcale tak odległa jak ci się wydaje.

Życie było ciekawe wszystkiego, mógłby zadawać pytania bez końca.

— Ojcze a co to jest papier, nie widzę go w tym co mi dałeś.

Życie dostał od ojca na początek swojego życia samorodki wszystkich metali oraz barwników jak również wiele innych roślin i zwierząt.

— A papier można zrobić praktycznie ze wszystkiego co rośnie synu.-tak mu odpowiedział ojciec.

Syn Stwótcy poskładał z tych wszystkich rzeczy małą planetę farmę która była jego perełką i hodował na niej wszystko co się dało, a Śmierć doglądała tam wszystkiego.

Dziadek Frateli usłyszał nagle od lodowych zjaw.

— Żeby przejść musisz jeszcze zagrać w lodowe kości. Za dobrze ci poszło z tą monetą słoneczko.

— Więc gramy.-rzekł Frateli.

Zjawy wyrzuciły sześć oczek. Frateli tyle samo.

— Gramy jeszcze raz, albo wracaj z kont przybyłeś starcze.

Dziadek zamachną się i wyrzucił osiem.

— Teraz my.-zawyły zjawy.

— Wiedziałem że wygram.Macie pięć.

Dziadek w końcu przeszedł przez wrota i staną na skraju lasu pod wzgórzem, a na jego szczycie stał zamek z ludzkich kości pokrytych lodem. Wokół zamku była rzeka chaosu przez którą prowadził most zapomnienia.

Frateli więc wyruszył.Do zamku było z osiem godzin drogi. Fratelli usiadł na kamieniu i zapalił ziela, zastanawiając się którą drogą pójdzie. Wybrał drogę północną najcięższą w podejściu lecz najkrótszą. Jak tak siedział zaczoł rozmyślać o Suzan i Alexie oraz o kwiecistej dolinie z małym domkiem.

Alex zszedł na dół na śniadanie.Babcia przygotowała tosty i jajko.Alex zjadł i poszedł studiować Tęczową Księgę. Nie

mógł się zdecydować jakie zaklęcie wypowiedzieć więc zdecydował się na planetę farmę. Zaczoł czytać i wyobrażać sobie krainę miodem i mlekiem płynącą, nagle lustro zadrżało i pojawiły się na nim kręgi. Wystarczyło dotknąć-usłyszał. Młody adept magii postanowił dotknąć lustra trzymając księgę. Śmierć rzóciła kości, wypadły cztery oczka. Teraz pora na Alexa. Wzioł w dłoń lodowe kości i nagle przeszedł go przeszywający ból, szybko wypuścił z dłoni kości, wynik padł siedem, więc Śmierć przeniosła go na planetę farmę. Akurat rozpoczoł się tam świt, Śmierć szybko wytłumaczyła Alexowi o co chodzi i Alex mógł Wźiąść się do pracy. Z lnianych mat miał pozbierać wysuszone warzywa, owoce i mięso. Zgodnie z wytycznymi czarnej pani układał je w skrzynkach które czekały na transport, do krain w których pamiętano jeszcze o bogach. Bóg Życia w ten sposób pomagał głodującym mistą i wioskom.Następnie jak już wszystko zebrał poszedł żąć zborze, ale w międzyczasie zrobił sobie krótką przerwę. Otworzył plecak wyciągną kanapki i zaczoł jeść popijając sokiem z bukłaka który dostał dawno temu od swojego dziadka.Jedząc rozmyślał jak wyda zarobionego Srebrnika. Na pewno przed snem po powrocie zajrzy jeszcze do babci żeby się jej pochwalić.Kiedy zjadł wszystko, młody alchemik Wźoł sierp i poszedł żąć zboże na ogromnym polu, ścinając same kłosy, które dzięki magii szybko odrastały. Ścinając tak kłos po kłosie zamyślił się, krew Trysneła. Śmierć momentalnie zjawiła się i Wchłoneła rozbryzgane krople krwi z powietrza, zanim któraś z kropli Dotkneła ziemi.

Śmierć rzekła do Alexa.

— Poczekaj tu zawołam brata on cię uleczy.

Nagle księga się otworzyła, Śmierć wypowiedziała zaklęcie przywołując brata. Życie zjawiło się natychmiast.

— Co się stało.-zapytał bóg Życia.

— Młody się zacioł.-odpowiedziała Śmierć.

Bób Życia go dotkną a rana natychmiast się zagoiła tamując krwawienie.

— Masz tu srebrną monetę i wracaj. Śmierć, odeślij go z powrotem do domu.

— Super będę miał czym przekupić Śmierć.-powiedział po cichu Alex.

— Cha, cha, cha.-roześmiała się.

Śmierć w mgnieniu oka odesłała chłopca do domu, gdzie czekała już na niego kolacja.

Dziadek podniósł się z kamienia i ruszył przed siebie, przez suchy zmrożony na kość las.nagle z lasu wylecieli rozbójnicy, skrzydlate bestie żądające haraczu. Frateli wyjął miecz z pochwy i zranił jednego a drugiego zabił.Następnie wyją jeden z eliksirów i rzucił w kierunku reszty. Za snęli. Frateli zabrał im oręż i rzucił ze skarpy do potoku.Lud pękł a broń utonęła i spokojnie mógł pójść dalej w kierunku mostu.

Mostu pilnowała straż królewska bogini Śmierci.Szedł tak jeszcze kilka godzin zanim do niego dotarł.Strażnicy zapytali go.

— Dokąd zmierzasz wędrowcze.

— Do pałacu królowej.Do samej bogini.-odpowiedział.

— Musisz zapłacić za przejście przez most.-powiedział jeden ze strażników.

— Ile.-zapytał Frateli.

— Dziesięć srebrników, oraz drugie tyle za glejt bez którego nie wpuszczą cie do pałacu.

— Macie hieny dwadzieścia i zejdźcie mi z oczów.

Dziadek swoje pierwsze kroki w mieście skierował do karczmy, gdzie zamówił pieczoną na ogniu nogę z dzika i dzban najlepszego wina.Siedział tam ze trzy godziny rozmyślając co powie królowej.rozmyślając tak stracił Rachubę czasu i zapytał karczmarza.

— Karczmarzu gdzie tu jaki nocleg można znaleźć.

— Na górze u mnie w karczmie, za dwadzieścia osiem miedziaków.

— Trochę drogo, ale jest już późno więc wezmę.-odpowiedział Frateli karczmarzowi.

Dziadek wzioł klucz i poszedł na górę biorąc ze sobą niedojedzoną nogę z dzika i kielich wina.

Alex poszedł zaraz z rana nazbierać trochę kwiatów i ziół po nie waż potrzebował ich do zrobienia eliksirów.Dolina siedmiu jezior była przepiękna podobna trochę do planety farmy.Kiedy już skończył zaniósł zebrane dery ziemi na poddasze i po rozkładał na słońcu pod oknem żeby wyschły.Następnie zabrał wendkę i poszedł na ryby nad pobliskie jezioro. Zanęcił zarzucił i czekał.krótką chwilę później zauważył jak drgnął spławik i schował się pod wodę.

— Mam branie.-zawołał.

I poderwał wędke do góry. Złapał dość sporego szczupaka. w ciągu kilku godzin miał jeszcze kilka brań ale nie było to nic szczególnego. Mimo że okoliczne jeziora obfitowały w ryby.Postanowił więc że wróci do domu na obiad.

Wracając do domu spotkał listonosza który dał mu list jak się później okazało był to list od dziadka.List doszedł z dużym opóźnieniem a brzmiał tak.

„Cześć kochani jestem w mieście Chua-chan zmieżam do lodowej krainy na spotkanie z boginią Śmierci żeby wytłumaczyć jej dlaczego zabrałem od niej Tęczową księgę i lustro.Na przeprosiny oddam jej moje drugie życie które z nią kiedyś wygrałem w lodowe kości. Wrócę jak będzie to możliwe. Żegnajcie i trzymajcie się mocno”

List był krótki ale rzeczowy. Alex pobiegł na górę żeby poczytać o lodowej krainie. Otworzył więc księgę i zaczął czytać. Podobno jest tam taki ziąb że aż piszczy w kościach.Bez ciepłych skarpet niema co się tam wybierać oraz bez wody ognistej na rozgrzanie. Wszystko jest tam zlodowaciałe brakuje żywności a od miasta do miasta jest setki kilometrów.

Alexa przeszły dreszcze.Nagle w lustrze pojawiła się zlodowaciała kraina.Alex tak mocno sobie ją wyobrażał że ujrzał ją w lustrze. Wyglądała tak jak ją sobie wyobrażał.Wszystkie wody były tam zamarznięte.Patrząc tak w lustro zaczoł nerwowo szukać dziadka Fratelego. Nagle w kącie mrocznego lustra pojawiła się Śmierć i zadała pytanie.

— Zagrasz.

— Nie.-odpowiedział na pytanie Alęx.

— Mroczna pani mam srebro.-powiedział młody alchemik.

— Ile masz tego srebra młodzieńcze.-zapytała Śmierć.

— Jedną srebrną monetę pani.

— Trochę mało, ale zabiorę cię tam jeśli chcesz. Wiem kogo szukasz i wiem kim on jest. A mianowicie szukasz dziadka.

— Skąd wiesz pani.-zapytał.

— Dotknij lustra Alex.

Alex dotknął lustra i przeniósł się do karczmy w lodowej krainie.

— Jest na górze! -zawołała Śmierć i znikła.

— Nie zgub księgi.-dopowiedziała znikając.

— Dziadek gdzie jesteś! -zawoła Alex.

— Kogo szukasz.-zapytał karczmarz.

— Szukam dziadka.-odpowiedział.

— Jak wygląda.

— Długa broda i wąsy.

Karczmarz zastanowił się chwilę i odpowiedział.

— Jest na górze pokój dwadzieścia osiem.

Młody wybiegł po schodach na górę zatrzymał się i rozejrzał w obie strony.

— W prawo.-zawołał głos z dołu.

Pobiegł. zatrzymał się i zapukał do drzwi.

— Dziadku otwórz to ja Alex!

Dziadek nieśpiesznie podszedł i otworzył drzwi.

— Wnusiu co tutaj robisz.

— Śmierć mnie przeniosła przez magiczne lustro, a ty co robisz.

— Jadę oddać jej drugie życie, może wybaczy mi kradzież lustra.

— Jak to kradzież, przecież mówiłeś mi że je znalazłeś.

Nie, nie znalazłem. Po prostu nie mogłem się oprzeć i je zabrałem.Sam nie wiem czemu to zrobiłem.-odpowiedział dziadek.

— Chodź spać przed nami długa podróż.-powiedział i poszli spać.

Tęczowa dolina jak lubiała ją nazywać Suzan rozświetliła się od pierwszych promieni słońca.Suzan zawołała Alexa na śniadanie, a że nie schodił postanowiła po niego pójść na góre. Lecz go tam nie zastała.Myślała że poszedł z rana na ryby nad jedno z siedmiu jezior w Seven like. Więc staruszka poszła do ogrodu nazbierać kwiatów do wazonu i na eliksiry dla wnuka.Było gdzieś koło południa Alex wciąż nie wracał.Babka zaczęła się niecierpliwić i poszła rozejrzeć się po okolicy, lecz nigdzie go nie było.

— Nigdy przecież nie przeniósł by się przez lustro nie informując mnie o tym.-powiedziała sama do siebie.

— A z resztą. Pójdę lepiej zobaczyć na poddasze czy wrócił kiedy mnie nie było.

Niestety na poddaszu nie było nikogo.Babcia spojrzała w lustro, a tam wnuk z dziadkiem w jakimś pokoju.

— Alex, Antonio! Co wy tam robicie! -niestety nie usłyszeli jej wołań.

Aż tu nagle w lustrze pojawiła się Śmierć.

— Zagrasz.-zapytała.

Suzan tylko zdążyła odpowiedzieć.

— Nie!

I zemdlała.

Na za Jutrz rano wstało piękne słońce, na niebie nie było ani jednej chmury, lecz było przerażająco zimno.Dziadek wstał pierwszy i zrobił śniadanie.

— Alex wstawaj wkrótce wyruszamy przed nami długa droga.

Długo spali po nie waż rozmawiali prawie całą noc przy świecach. Wyruszyli jeszcze przed południem kiedy słońce było jeszcze wysoko. Po kilku godzinach opuścili las i przed ich oczami pokazała się ogromna równina.Do zamku była jeszcze długa droga.Dziadek ogłosił przerwę napił się wina z bukłaka i nabił fajkę.

Czarna pani w ich kierunku wysłała kościste smoki kture miały wykraść księge młodemu czarodziejowi. Lecz się nie udało i porwały go razem z nią.Dziadek nic nie mógł zrobić. Walczył jak opętany lecz te były odporne na uderzenia mieczem i strzały z pistoletu. Smoki odlatując zostawiły list.

„Frateli jak chcesz odzyskać wnuka i księgę, musisz przynieść mi miecz czarnoksiężnika z krainy ognia albo nie odzyskasz wnuka”

Dziadek upadł na kolana wbijając miecz w zlodowaciałą ziemie. I zaczoł mamrotać do siebie.

— Jak go nie uwolnie Suzan mnie zabije.-powiedziałdo siebie i ruszył do krainy ognia.Szedł długo nogi zaczeły mu omawiać posłuszeństwa, więc okrył się skórami i poszedł spać.Na za Jutrz rano uświadomił sobie że kończy mu się żywność i amunicja.Przyśpieszając kroku w oddali ujrzał kamienne przejście do jaskini w normalnym świecie.Kiedy już tam dotarł postanowił opuścić grotę. Dobrą godzinę szedł do góry kamiennymi schodami zanim ujrzał słońce.Kiedy już był na górze poszedł do pobliskiego miasteczka napić się w karczmie wina. W karczmie zaczepił tajemniczego mężczyznę w czarnym ubraniu z krzyżem na piersi.To był jeden z krzyżowców stacjonujących w miasteczku.

— Panie słyszałeś coś o świętym mieczu z krainy ognia. Zapytał Frateli.

— Coś słyszałem. Podobno jest to miecz wielkiego czarnoksiężnika z tamtej krainy, krainy ognia, podobno strzeże go dwunastu kapłanów świętego ognia, lecz nikt nie wie gdzie się on znajduje od wieków. Podobno jest gdzieś mapa która tam prowadzi. Posiadając ten miecz będziesz niezastąpiony w boju.Mapy możesz szukać w zakonie na południu. Muszę już iść rzegnaj przyjacielu.-odpowiedział krzyżowiec i poszedł przed siebie. Frateli przez cały wieczór pytał jeszcze kilku osób o miecz lecz nikt nic nie wiedział, postanowił więc że pójdzie spać.

Dziadek za jedną srebrną monetę kupił konia i wąwozem pogalopował na południe. Galopował tak trzy dni i trzy noce czwartego dnia ujrzał zakon. Zsiadł z konia i podszedł do wrót. Zapukał. Otwarł mu łysy mnich i zaprosił do środka.

— Zajmij się koniem! -zawołał mnich do stajennego.

I zapytał Fratelego.

— Czego szukasz.

— Szukam mapy prowadzącej do świętego miecza.-odpowiedział

— Tak, tak doszły nas słuchy. W dyliżansie jadącym na południe siedział krzyżowiec który nam o wszystkim opowiedział. Lecz mapy nie mogę ci dać, będziesz mógł ją odrysować jak tylko ją znajdę. Nie wiem gdzie ona jest ponieważ dawno nikt jej nie oglądał.

— Trochę mi się śpieszy, od tej mapy zależy życie mojego wnuka.-powiedział Frateli.

— To zupełnie inna historia, nie tracę więc czasu idę jej szukać, a ty idz coś zjedz i odpocznij.

Zakon znajdował się w dolinie podobnej do tej w której miał dom, lecz tam zamiast kwiatów były pola ryżowe na tarasach, gdzie mnisi zbierali ryż i sprzedawali go w mieście.Sam zakon nie był duży lecz bogato zdobiony. A na samym środku stał posąg Buddy.

Następnego dnia mnisi oświadczyli że znalezli mapę.Mapa była w bardzo złym stanie, lecz mnisi powoli ją rozwineli i dali Fratellemu do przerysowania.Fratelli do puznego popołudnia przerysowywał mapę. Jak skończył słońce chyliło się ku zachodowi.

Nazajótrz rano opuścił klasztor i udał się w kierónku ognistego świata. Wyruszył o świcie a mnisi zaopatrzyli go we wszystko czego potrzebował na drogę.Wsiadł na konia i pogalopował.Trzy dni pózniej był już w miasteczku nieopodal jaskini z przejściami do innych światów. Zaopatrzył się tam w rzeczy których mnisi nie mieli jak naprzykład w proch strzelniczy.Następnie wyruszył w głąb dzungli. Po drodze nazbierał nieco owoców i orzechów.Kiedy tak szedł spotkał na drodze wóz ze złamanym kołem, jechało w nim dwóch dżentelmenów i dziewczyna.Co założyli koło to im spadło, widać było że brakuje im jeszcze jednej pary rąk do roboty. Frateli zapytał czy pomóc. A jeden z nich odpowiedział.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.78
drukowana A5
za 14.94