E-book
15.75
drukowana A5
58.3
Tak, Pani

Bezpłatny fragment - Tak, Pani


Objętość:
267 str.
ISBN:
978-83-8455-144-8
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 58.3

Tak, Pani

Rozdział 1 — Marzenie

Piotr siedział przed komputerem w swoim ciemnym pokoju, nerwowo bębniąc palcami o brzeg klawiatury. Ekran rzucał chłodne, niebieskawe światło na jego twarz, oświetlając krople potu perlące się na czole. Było dobrze po północy; za oknem Wrocław spał, przerywany jedynie odległym szumem nocnych tramwajów. Kursor migał niecierpliwie w polu nowej wiadomości prywatnej na forum BDSM — świecie dominacji i uległości, który pochłaniał go od miesięcy. Piotr wpatrywał się w to pole od kilku minut, układając w myślach zdania, by zaraz je kasować. Jego serce biło szybciej na samą myśl o niej. W końcu zebrał się na odwagę i wystukał drżącymi palcami krótką wiadomość.

„Dobry wieczór, Lady Vanesso… Nazywam się Piotr. Czy mogę porozmawiać z Panią?”

Wysłał ją, po czym odsunął się od biurka, jakby ekran miał zaraz wybuchnąć. Serce waliło mu w piersi tak głośno, że słyszał własny puls w uszach. Co ja robię? — pomyślał, czując, jak krew napływa mu do twarzy, a w spodniach budzi się znajome napięcie. Czy to nie za wcześnie? Może zabrzmiał zbyt śmiało albo, przeciwnie, zbyt pokornie? Nie znał tej kobiety osobiście — tylko czytał jej posty, śledząc każdy wątek, w którym się wypowiadała. Lady Vanessa. Tajemnicza dominująca z Warszawy, aktywna na forum od lat. Dla takich jak Piotr — nieśmiałych i okazjonalnych uległych — była legendą. W swoich komentarzach brzmiała rzeczowo, pewnie siebie, emanując magnetycznym chłodem, który budził w nim dreszcze podniecenia. Piotr niejednokrotnie wpatrywał się w jej nieliczne zdjęcia profilowe: elegancka sylwetka w czarnym, obcisłym kostiumie, podkreślającym jędrne pośladki i kształtne piersi, wysokie obcasy, które dodawały jej władczego wdzięku, ciemne włosy opadające kaskadą i oczy skryte w cieniu kapelusza. W dyskusjach inni zwracali się do niej per „Pani” z szacunkiem i lękiem, a Piotr wyobrażał sobie, jak klęczy u jej stóp, wielbiąc te idealne krągłości, o których fantazjował nocami.

Z początku był tylko jej cichym obserwatorem. Każdego wieczoru, po powrocie z pracy, logował się na forum, by chłonąć opowieści innych uległych — ich sesje, emocje, upokorzenia. Najbardziej wypatrywał wpisów Lady Vanessy. Gdy opisywała swoją rolę Pani, robiła to z taką swobodą, że Piotr czerwienił się przed monitorem, czując, jak jego członek twardnieje na myśl o byciu jej niewolnikiem. Jej słowa trafiały wprost w jego skryte pragnienia: bycie poniżanym, opluwanym, bitym, służenie kobiecemu ciału — zwłaszcza tyłkowi, który w jego fantazjach był szczytem doskonałości. Dziś coś w nim pękło. Może samotność trzydziestodwulatka, może kolejne porażki miłosne, które obniżały jego pewność siebie. Cokolwiek to było, pchnęło go do wysłania tej wiadomości.

Po drugiej stronie ekranu Vanessa przeczytała ją raz, bez pośpiechu. Potem drugi, krótszy. Treść nie różniła się od dziesiątek innych, które dostawała — ten sam ton, ta sama ostrożność, to samo proszenie o uwagę, której zazwyczaj nie dawała.

Już miała ją zamknąć.

Zatrzymała się na ostatnim zdaniu. Nie dlatego, że było wyjątkowe. Raczej dlatego, że nie próbowało być czymś więcej, niż było.

Nie odpisała od razu. Zamiast tego odłożyła telefon i pozwoliła tej wiadomości zostać na ekranie dłużej, niż było to konieczne — jakby sprawdzała nie jego, tylko własną decyzję.

Minuty mijały jak godziny. Piotr wpatrywał się w monitor, gdzie pod jego tekstem widniał dymek o dostarczeniu. „Przeczytano” — pojawił się napis. Serce podskoczyło mu do gardła. Czekał, wyobrażając sobie, jak ona — w swoim eleganckim apartamencie — czyta jego słowa, jej krwistoczerwone usta wyginają się w ironicznym uśmiechu. Jedna minuta. Dwie. Pięć… Jego wyobraźnia malowała czarne scenariusze: ignoruje go, śmieje się, uznaje za natręta. Żałował już swojej śmiałości, gdy nadeszło powiadomienie.

„Witaj, Piotrze. Czy masz świadomość, do kogo piszesz?”

Zaschło mu w ustach. Przełknął ślinę i szybko odpisał, starając się ukryć drżenie palców.

„Tak, Pani. Od dawna czytam Pani posty… Chciałem tylko się przywitać i może zamienić kilka słów, jeśli Pani pozwoli.”

Czekał, oddychając płytko. Po kilkunastu sekundach:

„Skoro czytasz moje posty, wiesz, że nie szukam przypadkowych znajomości. Czego ode mnie oczekujesz? Pisz jasno.”

Jej ton — nawet pisany — był stanowczy, bez emotikonów. Piotr wyprostował się, jakby mogła go widzieć. Czego oczekuję? Szczerość była jedyną drogą.

„Sam nie wiem, Pani… Chyba szukam swojego miejsca. Pragnę się uczyć, służyć… Być może u Pani stóp.”

Wysłał, czując rumieniec na twarzy. To było śmiałe, wbrew jego naturze. Odpowiedź przyszła szybko.

„Interesujące. Mężczyzna z Wrocławia, lat 32… Uległy, zagubiony? Tak się przedstawiłeś w profilu.”

Fala gorąca oblała go — sprawdziła jego profil. Podniecające.

„Tak, Pani. Jestem uległy… Kilka razy już byłem na sesjach BDSM” — odpisał, czując, jak jego członek pulsuje w spodniach.

Cisza. Wyobrażał sobie ją: w salonie, z kieliszkiem wina, jej długie nogi skrzyżowane, podkreślające kształtny tyłek.

„Zatem nie miałeś jeszcze Pani na stałe?”

„Nie, nigdy, Pani.” — Jego policzki płonęły, ale ulga mieszała się z podnieceniem.

„Posłuchaj mnie, Piotrze. Jeśli pragniesz być uległym, wiesz, że to nie zabawa. To oddanie. Posłuszeństwo. Czy jesteś gotów się temu poddać?”

Jej słowa uderzyły w niego jak pejcz — fizycznie czuł je w podbrzuszu.

„Tak, Pani. Jestem gotów spróbować.”

Natychmiastowa riposta: „Spróbować? Albo jesteś gotów, albo nie. Nie potrzebuję niezdecydowanych.”

Drgnął. „Jestem gotów. Proszę, poprowadź mnie, Pani.”

„Być może poprowadzę. Najpierw udowodnij oddanie. Za tydzień będę wolna. Przyjedziesz do Warszawy.”

Polecenie, nie pytanie. Serce zabiło mu mocniej, wizja spotkania budziła erekcję.

„Tak, Pani. Przyjadę.”

Tydzień później, późnym wieczorem, Piotr stał przed wysokim, nowoczesnym budynkiem ze szkła i stali w centrum Warszawy. W rozświetlonym lobby portier spoglądał na niego obojętnym wzrokiem, gdy Piotr — wciąż nieco oszołomiony podróżą — podawał nazwisko, pod które Lady Vanessa kazała mu się zgłosić. Okazało się, że czekała na niego przepustka oraz krótka informacja: ostatnie piętro, apartament 12. Portier wskazał dyskretnie windę.

Każdy krok Piotra odbijał się echem w marmurowym holu. Czuł suchość w ustach i musiał wytrzeć spocone dłonie o materiał spodni. Gdy winda ruszyła, serce znów szalało mu w piersi. Próbował się uspokoić — w drodze ułożył sobie możliwe scenariusze, by nie wyjść na kompletnego amatora. Przygotował nawet kilka grzecznych formułek powitania. Mimo to czuł, że kiedy już stanie oko w oko z Lady Vanessą, może zapomnieć języka w gębie.

Winda zatrzymała się bezszelestnie. Drzwi rozsunęły się wprost na prywatny korytarz ostatniego piętra. Panowała cisza. Piotr odnalazł właściwe drzwi — ciemne, masywne, z prostym numerem 12 — i przez chwilę stał przed nimi, próbując opanować drżenie kolan. Podniósł rękę i zapukał.

Chwilę później zamek kliknął. Drzwi uchyliły się płynnie i Piotr ujrzał Lady Vanessę po raz pierwszy na żywo.

Stała przed nim w półmroku przedpokoju, ubrana od stóp do głów w elegancką czerń. Miała na sobie dopasowaną sukienkę do kolan — prostą, ale podkreślającą jej figurę — a na stopach czarne szpilki, które sprawiały, że i tak wysoka, niemal zrównała się z nim wzrostem. Ciemne włosy upięła w staranny kok, odsłaniając smukłą szyję. Twarz, którą dotąd widział tylko na zdjęciu, wydała mu się jeszcze piękniejsza, choć surowa: duże, przenikliwe oczy o zimnym blasku i usta pomalowane na kolor czerwonego wina, wygięte w ledwie dostrzegalnym cieniu uśmiechu. W dłoni trzymała srebrzysty tablet — może czytała coś przed chwilą — który teraz odłożyła na konsolę przy drzwiach.

Przez ułamek sekundy mierzyła go wzrokiem. Piotr poczuł się nagi, choć miał na sobie najlepszą koszulę i marynarkę, jakie znalazł w szafie. Ten wzrok go prześwietlał — jak skaner, oceniający każdy detal: od nieco za długich rękawów jego marynarki po wypolerowane w pośpiechu buty. Najchętniej spuściłby oczy, lecz nie śmiał bez pozwolenia.

— Dobry wieczór, Pani… — wykrztusił w końcu, niemal szeptem.

Kącik ust Lady Vanessy drgnął, jakby rozbawiony. Piotr przez moment nie był pewien, czy powinien coś dodać, ale cisza przedłużała się odrobinę, jak celowa próba.

— Dobry wieczór, Piotrze — odezwała się w końcu ona, cichym, spokojnym głosem, w którym pobrzmiewała stalowa nuta. — Wejdź.

Odsunęła się od drzwi, ruchem głowy wskazując mu wnętrze mieszkania. Piotr przeszedł próg, starając się nie potknąć z wrażenia. Poczuł unoszący się w powietrzu zapach jej perfum — chłodny, wyrafinowany aromat jaśminu i czegoś korzennego. Gdy mijał ją w drzwiach, poczuł jednocześnie ciepło jej ciała i przeszył go dreszcz. Była tak blisko, a on bał się drgnąć bez jej polecenia.

Stanął w przestronnym salonie o wysokim suficie. Wnętrze było urządzone nowocześnie i z prostotą: dominowała biel i szarość, na ścianach wisiało kilka abstrakcyjnych obrazów, stały skórzane sofy. Duże okna odsłaniały panoramę nocnej Warszawy. Piotr kątem oka dostrzegł ciężkie, aksamitne zasłony gotowe zasłonić widok w razie potrzeby. W tym eleganckim wnętrzu czuł się nieswojo, jak intruz.

Lady Vanessa zamknęła drzwi i podeszła wolnym krokiem do Piotra. Jej obcasy stukały rytmicznie o drewnianą podłogę. Stanęła tuż przed nim, zachowując może pół metra dystansu. Teraz, na szpilkach, była od niego nieco wyższa, co sprawiło mu dziwne wrażenie bycia bardzo małym, choć mierzył przecież około metr osiemdziesiąt.

— Zdejmij marynarkę — poleciła spokojnie, patrząc mu prosto w oczy.

Piotr drgnął, zaskoczony bezpośredniością polecenia, ale zaraz posłusznie zdjął marynarkę i, nie wiedząc, co z nią zrobić, zawahał się. Lady Vanessa wyciągnęła dłoń, a on oddał jej część garderoby. Odłożyła marynarkę na oparcie sofy, nie przerywając przy tym kontaktu wzrokowego. Piotr poczuł, jak oblewa go gorąco — został w samej koszuli, czując się niemal tak, jakby kazała mu obnażyć się dużo bardziej.

— Usiądź — skinęła głową na kanapę.

Usiadł na samym brzegu sofy, przyjmując wyprostowaną, napiętą postawę. Ona zajęła miejsce naprzeciw, w fotelu, zakładając nogę na nogę z kocią gracją. Przez kilka sekund tylko mu się przyglądała w milczeniu, a on walczył, by wytrzymać to spojrzenie. Serce biło mu tak mocno, że czuł delikatne drżenie własnej koszuli na piersi. Miał wrażenie, że Lady Vanessa to zauważa; że nic nie ujdzie jej uwadze.

— Zdenerwowany? — zapytała wreszcie, unosząc lekko brew.

— T-tak, Pani… — przyznał szeptem Piotr, czując na policzkach wypieki wstydu.

— Dlaczego? — ciągnęła ten spokojny, wyważony ton, który nie zdradzał ani krzty ciepła, ani okrucieństwa — był po prostu neutralny, a przez to jakimś cudem jeszcze bardziej onieśmielający.

— Bo… — Zawahał się, zbierając myśli. — Bo bardzo tego pragnąłem, Pani, a nadal trudno mi uwierzyć, że tu jestem. Że jesteś… że Pani jest prawdziwa.

Zająknął się, mieszając formy grzeczności, lecz Lady Vanessa zdawała się nie zważać na to potknięcie. Przechyliła lekko głowę, a na jej ustach pojawił się ledwo dostrzegalny uśmiech.

— Uważasz, że jesteś na to gotowy? — zapytała.

Powtórzyła pytanie z czatu niemal dokładnie. Piotr przełknął ślinę.

— Tak, Pani. Gotowy, by… by służyć. — Spuścił wzrok na swoje dłonie splecione na kolanach.

Lady Vanessa uniosła dłoń i musnęła palcem jego podbródek, unosząc mu twarz do góry. Jej dotyk był chłodny i pewny. Kiedy Piotr znów spojrzał w jej oczy, poczuł, że tonie w tym stalowym spojrzeniu.

— Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię — powiedziała cicho, ale dobitnie.

— Tak, Pani — wyszeptał.

Nie zabrała od razu palca spod jego brody. Przez sekundę zdawało mu się, że słyszy, jak ona nabiera powietrza, jakby miała coś dodać. Lecz milczała, tylko badała go z bliska wzrokiem, wyławiając każdy szczegół jego twarzy: dostrzegła nerwowe drganie powieki, kropelkę potu na skroni, przygryzioną dolną wargę. On tymczasem chłonął jej bliskość; czuł zapach perfum i subtelną woń jej ciała, widział pojedyncze kosmyki włosów wymykające się z idealnego koka, drobny złoty kolczyk w jej uchu. Wszystkie te szczegóły zapisywały mu się w pamięci jak cenne drobiazgi, które będzie później rozpamiętywał.

W końcu odsunęła się, wstając z fotela jednym płynnym ruchem. Piotr automatycznie też wstał, nie śmiąc pozostawać wyżej od niej. To mnie przerasta — przemknęło mu przez głowę. Czy on w ogóle da radę sprostać jej oczekiwaniom? Była tak opanowana, podczas gdy on niemal się trząsł z napięcia.

Lady Vanessa podeszła do okna, przez krótką chwilę spoglądając na migoczące światła miasta. Jej wysoka, smukła sylwetka odcinała się wyraziście na tle nocnej panoramy. Piotr stał w bezruchu, nie wiedząc, czy powinien podejść bliżej, czy czekać tam, gdzie wstał. Po chwili ciszy odezwała się, wciąż odwrócona do niego profilem:

— Wiesz, dlaczego zgodziłam się na to spotkanie? — zapytała.

— Nie, Pani… — odparł szczerze.

— Wielu mężczyzn pisało do mnie podobne wiadomości. Większość chciała tylko spełnienia fantazji, szybkiej, powierzchownej zabawy. Ty też fantazjujesz, prawda?

Piotr poczuł ukłucie paniki. Czy to źle, że fantazjuje? Każdy przecież jakoś zaczyna… Ale w jej głosie nie było potępienia, raczej stwierdzenie faktu.

— T-tak, Pani. Od dawna… — przyznał zgodnie z prawdą.

Lady Vanessa odwróciła się od okna i spojrzała na niego badawczo. Jej oczy zdawały się przenikać go na wylot. Ruszyła w jego stronę powolnym, pewnym krokiem, z gracją drapieżnika, który wie, że ofiara i tak nie ucieknie.

— Twoje fantazje dotyczą poniżenia, prawda? — spytała niemal aksamitnym tonem, który jednak sprawił, że ciarki przebiegły mu po plecach.

Jak… jak ona to odgadła? Czy aż tak go przejrzała po jednej rozmowie i kilku zdaniach z profilu? Otworzył usta, ale głos uwiązł mu w gardle. Lady Vanessa uniosła brew w wyczekującym geście.

— Tak, Pani… — wyszeptał w końcu, spalony rumieńcem wstydu.

Zatrzymała się tuż przed nim. Była tak blisko, że gdy wyciągnęła rękę, mogła dotknąć fałdy jego koszuli na piersi. I zrobiła to: dwoma palcami ujęła materiał tuż przy drugim guziku i lekko pociągnęła, jakby sprawdzając tkaninę, a jednocześnie prowokując jego serce do jeszcze bardziej szaleńczego bicia.

— Poniżenia… — powtórzyła zamyślonym szeptem. — Upokorzenia, bólu, kontroli. Tego szukasz?

Jej palce puściły koszulę, ale dłoń powędrowała wyżej, na ramię Piotra, sunąc powoli, ledwie go muskając przez cienki materiał. Piotr czuł ten dotyk jak płomień. Ledwie był w stanie zebrać myśli.

— Jeśli… jeśli taka będzie wola Pani… — wydusił z trudem.

Znowu ten cień uśmiechu przemknął przez jej twarz. Fascynacja — to słowo nieoczekiwanie pojawiło się w głowie Piotra. Czyżby Lady Vanessa była nim w jakiś sposób zafascynowana? Czy może tą chwilą, gdy stoi przed nią gotów na wszystko, czego ona zażąda? W jej oczach pojawił się błysk, jakby rozbudzonej satysfakcji.

— Dobrze — powiedziała cicho. — Tego właśnie chcę od ciebie, Piotrze. Pełnego oddania. Twojej zgody na przekraczanie granic, o jakich dotąd tylko śniłeś.

Każde słowo wypowiadała wolno, z namysłem, a on chłonął je jak zahipnotyzowany. Kiedy skończyła, stali już niemal stykając się ciałami. Jej dłoń spoczywała teraz na jego karku, tuż przy linii włosów, które — choć krótko przycięte — zdążyły zjeżyć się pod wpływem elektryzującego dotyku.

Piotr przełknął ciężko. Czuł, jak jego ciało reaguje — serce wali, krew pulsuje szybciej. Gdzieś w tym wszystkim odzywała się też czysta fizyczna ekscytacja: starał się nie myśleć o tym, jak bardzo pociąga go jej dominująca aura, bojąc się, że to zbyt widoczne. Stał bez ruchu, gotów zanurzyć się w tej chwili bez końca, gdy Lady Vanessa odsunęła głowę nieco w tył, by spojrzeć mu w twarz z góry.

— Uklęknij.

Polecenie padło cicho, niemal łagodnie — ale jego treść uderzyła Piotra jak grom. Uniósł na nią oczy, chcąc się upewnić, że dobrze usłyszał. Jej spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości. Serce zamarło mu na ułamek sekundy.

To była ta chwila. Chwila, o której marzył i której jednocześnie panicznie się obawiał.

Nogi Piotra ugięły się, zanim zdążył pomyśleć. Ostrożnie opadł na kolana u stóp Lady Vanessy. Parkiet pod kolanami był twardy i zimny, ale nie zwrócił na to uwagi. Cały świat skurczył się nagle do tej podłogi, do czarnych szpilek tuż przed nim i do kobiety górującej nad jego klęczącą postacią.

Spuścił wzrok, nie śmiejąc dłużej patrzeć jej w twarz bez pozwolenia. Oddech miał przyspieszony, niemal urywany. Czy to ze wstydu, czy z podniecenia — a może jedno i drugie? Czuł, jak gorąco oblewa mu kark i policzki. Był teraz naprawdę u jej stóp. W tej sekundzie dotarło do niego mocniej niż kiedykolwiek: oddawał siebie.

Lady Vanessa milczała przez dłuższą chwilę. Może pół minuty, a może całą wieczność — Piotr nie wiedział. Czuł na sobie jej wzrok. Zaryzykował uniesienie oczu choć odrobinę i zobaczył jej dłonie swobodnie opuszczone wzdłuż ciała. Nie drżały ani trochę — cała była uosobieniem kontroli.

Nagle poczuł na włosach dotyk jej dłoni. Przesunęła palcami po jego krótko ostrzyżonych włosach, ruchem jednocześnie pieszczotliwym i pełnym władczej własności. Jak gdyby głaskała ulubione zwierzę, wiernego psa u swojego boku. Serce Piotra zabiło jeszcze szybciej, o ile to w ogóle możliwe; zamknął na moment oczy, czując narastającą falę ulgi, upokorzenia i spełnienia zarazem.

— Dobry chłopiec — usłyszał ponad sobą spokojny, niski głos Lady Vanessy.

Jej słowa spłynęły na niego jak ciepły miód. Wypełniły każdy zakamarek duszy. Zadrżał, walcząc ze wzruszeniem.

Czuł, że mógłby w tej chwili rozpłakać się z ulgi, ale powstrzymał się. Zamiast tego skłonił głowę jeszcze niżej, pochylając się i dotykając czołem chłodnej podłogi, tuż obok czubków jej butów. Był to gest bez słów — wyraz czci i poddania, który przyszedł mu niemal instynktownie.

Lady Vanessa nie cofnęła się. Stała niewzruszona, pozwalając mu na ten akt. Jej dłoń wciąż spoczywała na jego głowie.

— A teraz, Piotrze — powiedziała cicho, wyraźnie artykułując każde słowo jak wyrok — należysz do mnie.

Piotr zacisnął powieki. Jego serce przepełniła cicha euforia. Klęcząc tak, z czołem u jej stóp, szeptem odpowiedział:

— Tak, Pani.

— Rozbierz się do bielizny — poleciła, nie znosząc sprzeciwu.

Drżącymi rękami zdjął ubranie, stojąc w bokserkach, z widoczną erekcją. Jej oczy błysnęły satysfakcją.

Rozdział 2 — Pierwsza Lekcja

Piotr szedł za Lady Vanessą, każdy krok w głąb apartamentu pogłębiał jego oszołomienie. Marmurowa podłoga chłodziła jego bose stopy, a stukot jej szpilek odbijał się echem w przestronnym korytarzu, niczym metronom wyznaczający rytm jego przyspieszonego pulsu. Czuł, jak napięcie w jego ciele narasta — miedzy nogami wciąż pulsowało gorąco. Nie śmiał podnieść wzroku powyżej jej smukłych łydek, które migały przed nim, gdy prowadziła go w stronę uchylonych drzwi na końcu korytarza. Zapach jej perfum — ciężki, zmysłowy, z nutą skóry i wanilii — wdzierał się do jego nozdrzy, budząc w nim pragnienie, by paść na kolana i błagać o więcej.

Lady Vanessa zatrzymała się przed drzwiami, które wyglądały na ciężkie, mahoniowe, zdobione subtelnymi rzeźbieniami. Odwróciła się do niego, a jej czarne oczy przeszyły go na wylot, jakby mogła zobaczyć każdą jego myśl, każde drgnienie podniecenia. Jej krwistoczerwone usta wygięły się w lekkim, niemal drapieżnym uśmiechu, który sprawił, że jego członek znów boleśnie naparł na materiał bokserek.

— Za tymi drzwiami zaczyna się twoja pierwsza lekcja, Piotrze — powiedziała powoli, jej głos był niski, niemal hipnotyczny, z nutą groźby. — Jeśli wejdziesz, nie będzie odwrotu. Rozumiesz?

Piotr przełknął ślinę, czując suchość w gardle. Jego ciało drżało, ale nie z zimna — to była mieszanka strachu, wstydu i palącego pożądania, które niemal go oślepiało. W głowie miał chaos: obrazy jej idealnych pośladków i kształtnych piersi, które widział na zdjęciach, fantazje o ich wielbieniu, o smaku jej skóry pod jego ustami. Skinął głową, ale zaraz przypomniał sobie jej wcześniejsze napomnienie.

— Tak, Lady Vanessa — powiedział ochryple, zmuszając się, by głos brzmiał wyraźnie.

Jej uśmiech poszerzył się, a w oczach błysnęło coś, co mogło być satysfakcją. Otworzyła drzwi, gestem zapraszając go do środka. Piotr przestąpił próg, a jego oddech stał się płytki, gdy zobaczył pomieszczenie.

Była to sala, która wyglądała jak wyjęta z jego najskrytszych fantazji. Ściany pokryte ciemnoczerwonym aksamitem, podłoga z czarnego drewna, na środku masywny stół do krępowania, obity czarną skórą, z metalowymi klamrami lśniącymi w świetle kinkietów. W rogu stał krzyż św. Andrzeja, obok niego półka z pejczami, kajdankami i innymi akcesoriami, których Piotr nie śmiał nawet nazwać w myślach. Na przeciwległej ścianie wisiał rząd klatek na ptaki dla takich słabeuszy jak on, każda o innym rozmiarze, połyskująca złowrogo w przyćmionym świetle. Zapach skóry i wosku unosił się w powietrzu, mieszając się z jej perfumami, co sprawiało, że jego głowa wirowała.

Lady Vanessa zamknęła drzwi za nimi z cichym trzaskiem, który brzmiał jak wyrok. Piotr stał w miejscu, niepewny, co robić, jego ciało napięte jak struna, członek wciąż boleśnie twardy pod materiałem, gotowy do działania choć wiedział, że nic dzisiaj nie zwiedzi. Ona podeszła do stołu, leniwie przesuwając palcami po jego krawędzi, a długie, czarne paznokcie zostawiały ledwie widoczne rysy na skórze.

— Zdejmij resztę — rozkazała, nie patrząc na niego, jakby to była oczywistość.

Piotr zamrugał, czując, jak krew napływa mu do twarzy. — Lady Vanessa… — zaczął nieśmiało, ale jej spojrzenie, ostre jak ostrze noża, przerwało go w pół słowa.

— Nie każ mi powtarzać, Piotrze — syknęła, a ton jej głosu sprawił, że jego ręce same ruszyły do bokserek.

Zsunął je powoli, czując, jak wstyd pali jego skórę. Stał teraz nagi, ze swoim tematem widocznym w pełnej krasie, co tylko pogłębiało jego upokorzenie. Lady Vanessa obrzuciła go spojrzeniem, które było jednocześnie badawcze i rozbawione. Jej oczy zatrzymały się na jego kroczu, a kącik ust drgnął w ironicznym uśmiechu.

— Widzę, że jesteś… entuzjastyczny — rzuciła z lekką drwiną, podchodząc bliżej. — Ale entuzjazm to za mało. Musisz nauczyć się kontroli.

Piotr nie wiedział, co odpowiedzieć. Jego oddech przyspieszył, gdy stanęła tuż przed nim, tak blisko, że czuł ciepło jej ciała i widział błysk w jej oczach. Wyciągnęła rękę, a jej palce — chłodne, z długimi paznokciami — musnęły jego pierś, przesuwając się w dół, aż zatrzymały się tuż nad jego męskością, nie dotykając go. Dreszcz przeszył jego ciało, a on mimowolnie wydał cichy jęk.

— Cicho — skarciła go, unosząc pejcz i lekko uderzając go w udo. Ból był ostry, ale natychmiast przeszedł w gorącą falę podniecenia. — Nie wydajesz dźwięków bez mojego pozwolenia.

— Tak, Lady Vanessa — wydusił, czując, jak jego ciało drży z wysiłku, by zachować milczenie.

Ona cofnęła się, wciąż trzymając pejcz w dłoni. — Podejdź do stołu i połóż się na nim. Na plecach.

Piotr posłuchał, każdy krok był jak walka z własnym ciałem, które pragnęło jednocześnie uciec i rzucić się do jej stóp. Położył się na stole, skóra mebla była zimna, kontrastując z jego rozgrzaną skórą. Lady Vanessa podeszła, jej szpilki stukały złowrogo. Wyciągnęła z półki skórzane paski i z wprawą zaczęła przywiązywać jego nadgarstki i kostki do klamer na stole. Każdy ruch był precyzyjny, niemal ceremonialny, a Piotr czuł, jak jego serce bije coraz szybciej, gdy stawał się coraz bardziej bezbronny.

Gdy skończyła, stanęła nad nim, patrząc w dół z wysokości, jej sylwetka rysowała się w półmroku jak posąg bogini. — Jesteś teraz mój, Piotrze — powiedziała cicho, a jej głos wibrował w jego kościach. — Twoje ciało, twoje myśli, twoje pragnienia. Wszystko należy do mnie.

Piotr przełknął ślinę, niezdolny oderwać wzroku od jej twarzy. Jej usta, krwistoczerwone, błyszczały w świetle, a on nie mógł przestać myśleć o tym, jak chciałby je całować, wielbić, lizać każdy centymetr jej ciała, zwłaszcza ten idealny tyłek, który widział w legginsach. Jego członek drgał, zdradzając jego myśli, a ona to zauważyła.

— Och, Piotrze — westchnęła z udawanym rozczarowaniem, sięgając po małą klatkę na ptaka z półki. — Myślisz, że pozwolę ci na takie swobody?

Zbliżyła się, a jej palce — zimne, precyzyjne — zaczęły zakładać klatkę. Piotr zacisnął zęby, czując, jak metal obejmuje jego skórę, ograniczając go, odbierając mu kontrolę. Proces był powolny, niemal torturujący, a każdy jej dotyk wysyłał fale gorąca przez jego ciało. Gdy klatka została zamknięta, Lady Vanessa zawiesiła klucz na łańcuszku na swojej szyi, gdzie spoczął między jej piersiami, widocznymi pod obcisłym topem.

— To twoja pierwsza lekcja — oznajmiła, pochylając się nad nim tak blisko, że jej oddech musnął jego ucho. — Kontrola należy do mnie. Twoje podniecenie, twoja rozkosz — wszystko jest moje.

Piotr jęknął cicho, nie mogąc się powstrzymać. Jej bliskość, zapach, władza — to wszystko było jak narkotyk. — Przepraszam, Lady Vanessa — wyszeptał, czując, jak wstyd i pożądanie walczą w jego wnętrzu.

Ona wyprostowała się, unosząc pejcz. — Przeprosiny to za mało — rzuciła chłodno, po czym z precyzją uderzyła go w udo, tym razem mocniej. Ból eksplodował, a Piotr zacisnął zęby, by nie krzyczeć. — Będziesz milczał, dopóki nie pozwolę ci mówić.

Skinął głową, jego oczy błagały o litość, choć w głębi duszy pragnął więcej — więcej bólu, więcej upokorzenia, więcej jej. Lady Vanessa obeszła stół, jej szpilki stukały, a pejcz muskał jego skórę, drażniąc, nie dając ulgi. Zatrzymała się przy jego głowie, jej tyłek — ten idealny, kształtny tyłek — znajdował się tak blisko, że Piotr czuł jego ciepło. Pragnął go dotknąć, lizać, wielbić, ale klatka i paski trzymały go w miejscu.

— Marzyłeś o tym, prawda? — zapytała, odwracając się i siadając na krawędzi stołu, tak że jej pośladki były niemal na wyciągnięcie ręki. — O służeniu mi. O wielbieniu mojego ciała.

— Tak, Lady Vanessa — wyszeptał, jego głos drżał z pożądania.

Jej śmiech, gardłowy i pełen satysfakcji, wypełnił salę. — Może kiedyś na to zasłużysz — rzuciła, wstając i odchodząc od stołu. — Ale najpierw musisz się nauczyć. A nauka wymaga kar.

Piotr zamknął oczy, oddychając ciężko, gdy kolejny cios pejcza spadł na jego ciało. Ból i przyjemność mieszały się, tworząc w nim chaos, który tylko pogłębiał jego oddanie. Lady Vanessa była jego boginią, a on — jej niewolnikiem, gotowym na wszystko, by zasłużyć na jedno jej spojrzenie, jeden dotyk, jedną szansę, by wielbić ją tak, jak zawsze marzył.

Rozdział 3 — Obsesja i propozycja

Codzienność Piotra w cieniu obsesji

Piotr wrócił do swojego mieszkania we Wrocławiu, ale nic nie było już takie samo. Każdego ranka budził go ten sam obraz: smukła sylwetka Lady Vanessy pochylającej się nad nim z chłodnym uśmiechem, jej spojrzenie niczym gorący promień słońca muskające jego skórę, rozlewające się po ciele jak rozgrzany jedwab. Myśli o niej były jak cień podążający za nim na każdym kroku — nie potrafił się od nich uwolnić. Dlaczego nie umiem przestać o niej myśleć? — zastanawiał się Piotr, parząc poranną kawę, która już nie smakowała tak jak dawniej, jakby jej aromat został przyćmiony przez zmysłowy zapach jej perfum, który zdawał się unosić w powietrzu jak niewidzialna obietnica bliskości.

W pracy Piotr wykonywał swoje obowiązki mechanicznie, z trudem skupiając uwagę na ekranie komputera. Raporty, liczby, maile — wszystko wydawało się błahe i pozbawione znaczenia. Gdzieś z tyłu głowy wciąż słyszał niski, przeszywający ton głosu Lady Vanessy. Pamiętał, jak wypowiedziała jedno zdanie spokojnym szeptem, przy którym zadrżał na całym ciele, dreszcze rozchodzące się po jego skórze jak delikatne muśnięcia piór, nie musząc nawet podnosić głosu, by podporządkować sobie jego wolę. Teraz, siedząc w biurze, Piotr łapał się na tym, że odpływa myślami: zamiast słów przełożonego słyszał rozkazy Lady Vanessy, a każdy dźwięk telefonu wywoływał nadzieję, że to wiadomość od niej. Jego serce przyspieszało za każdym razem, gdy ekran zaświecił — jednak wciąż nie nadchodził żaden znak.

Wieczory były najtrudniejsze. W ciszy pustego mieszkania echo wspomnień dudniło najgłośniej. Piotr siadał na kanapie, próbując zająć się czymkolwiek: książką, filmem, czy pornografią. Gdy zamykał oczy, widział Lady Vanessę stojącą nad nim w swoich nieodłącznych czarnych szpilkach, ich cień muskający jego ciało jak zmysłowa obietnica władzy i bliskości. Czuł na skórze fantomowe muśnięcia jej pejcza; wciąż miał na ciele ledwo widoczny ślad po ostatniej sesji, delikatny siniec, który piekł przy dotyku i rozbudzał go na nowo, rozpalając jego zmysły jak tlący się płomień. Paradoksalnie, ten ból był dla niego słodkim wspomnieniem — dowodem, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Przesuwał palcami po swojej szyi, przypominając sobie, jak zaciskała na niej dłoń, szepcząc: „Grzeczny chłopiec…”, jej ciepły oddech muskający jego skórę, budzący fale gorąca w podbrzuszu. Jego ciało reagowało natychmiast — przyspieszony oddech, drżenie rąk — tak jakby Lady Vanessa nadal przy nim była i kierowała każdym jego odruchem.

Piotr próbował walczyć z narastającą obsesją. Skup się, musisz normalnie żyć — powtarzał sobie, bezskutecznie. Życie jednak wydawało mu się teraz jeszcze bardziej puste niż przedtem. Wszystkie dawne tęsknoty i pragnienia zbledły. Kiedyś rozpamiętywał odrzucenia przez dawne miłości: Izę czy Karolinę, zadręczał się samotnością. Teraz tamte amory wydawały mu się dziecinną błahostką. Żadna z tych kobiet nawet w ułamku nie wyzwoliła w nim takich emocji, jak Lady Vanessa podczas jednego spotkania. Co, jeśli ona się już nie odezwie? — ta natrętna myśl nie dawała mu spokoju. Serce ściskał lodowaty strach, że może stracić szansę, by znów przed nią uklęknąć.

Codzienność Piotra zamieniła się w czekanie. Każdego dnia wracał do pustego mieszkania z nadzieją, że może dziś wydarzy się cud. Odkładał telefon na stole, obiecując sobie, że nie będzie na niego spoglądał co minutę — i łamał tę obietnicę w ciągu kilku chwil. Przeglądał po raz setny profil Lady Vanessy na portalu BDSM, wpatrując się w jej zdjęcie. Na fotografii uśmiechała się ledwie zauważalnie, z wyższością, która go hipnotyzowała. Przypominał sobie, jak kilka dni temu klęczał u stóp tej kobiety we własnej osobie. Spełniał każde polecenie: całował czubki jej szpilek, a nawet w ekstazie leżał poddany całkowicie jej woli i przywiązany do stołu. Wspomnienie jego zimna i kształtu budzące w nim dreszcze rozkoszy, rozlewające się po ciele jak gorący prąd. Na samo wspomnienie tamtej chwili Piotr jęknął cicho z tęsknoty. Czuł upokorzenie — i właśnie to upokorzenie było dla niego jak narkotyk. W zaciszu czterech ścian szeptał do siebie wyobrażone słowa: „Pani…” — tak jak zwracał się do niej w tamtej scenie, gdy kazała mu mówić do siebie Lady Vanessa lub po prostu Pani. Wspomnienie to budziło w nim dreszcz — mieszankę wstydu i podniecenia, której nic innego nie mogło mu dać.

Każdej nocy zasypiał niespokojnie, dręczony pragnieniem, by znów znaleźć się u jej stóp. Nawet we śnie widział jej twarz — piękną i surową zarazem — oraz czuł ciężar wyimaginowanego łańcucha na swojej szyi, jego chłód kontrastujący z rozpaloną skórą. Czy kiedykolwiek jeszcze mnie zechce? Czy zrobiłem na niej wrażenie, czy byłem tylko kolejną zabawką na jedno użycie? — pytania te krążyły w głowie Piotra, nie dając wytchnienia.

Mijały dni, a on wciąż nie potrafił wyrwać się z transu wspomnień. Jego życie toczyło się dalej — praca, zakupy, sen — lecz Piotr funkcjonował jak automat zaprogramowany jedynie na wykonywanie poleceń. Bez Lady Vanessy nie miał jednak nikogo, kto by tym automatem sterował. W głębi duszy czuł, że właśnie tego mu brakowało: jej kierującej ręki, jej dominującej obecności, jej dotyku, który rozniecał w nim ogień. Świat na zewnątrz — gwar ulic, obojętne twarze mijanych ludzi — był mdły i szary. Wszystkie barwy i emocje kryły się we wspomnieniach tamtych chwil w podziemiach posiadłości Lady Vanessy. Tam, gdzie powietrze pachniało skórą i perfumami, a on sam mógł wreszcie być sobą — uległym sługą na kolanach przed jej obliczem.

Któregoś wieczoru, gdy Piotr siedział samotnie masturbując się i oglądając wyuzdane filmy poczuł nagle przypływ determinacji. A może powinienem do niej napisać? — przemknęło mu przez myśl. Dłonie zaczęły mu drżeć na samą ideę takiej śmiałości. Lady Vanessa jasno zaznaczyła, że to ona odezwie się pierwsza, jeśli uzna to za stosowne. Każda cząstka jego uległej natury buntowała się przeciw naruszeniu tej zasady. Bał się jej gniewu bardziej niż czegokolwiek. Ostatecznie odłożył telefon, nie wysyłając żadnej wiadomości. Zamiast tego znów ukląkł… tym razem przed własnymi fantazjami. Zsunął się z kanapy na dywan i pochylił głowę, zamykając oczy. Pani, błagam, wykorzystaj mnie jeszcze… — wyszeptał w pustkę pokoju, jakby liczył, że jego słowa jakimś cudem ją dosięgną. W tej pozie, na kolanach z twarzą przy ziemi, poczuł się trochę bliżej niej, wyobrażając sobie jej ciepły oddech na swojej skórze, jej dłoń zaciskającą się na jego karku. Serce łomotało mu w piersi, a w głowie tańczyły obrazy Lady Vanessy patrzącej na niego z góry.

Piotr pozostał na podłodze przez dłuższą chwilę, oddychając nierówno. Wiedział, że zabrnął głęboko — codziennie myślał o Lady Vanessie od rana do nocy, nie mogąc się uwolnić od wspomnień jej dotyku, zapachu i głosu. Była jego obsesją, słodkim przekleństwem, którego nie chciał się wyzbyć. Gdzieś na granicy świadomości tliła się nadzieja, że Lady Vanessa dotrzyma słowa i odezwie się, kiedy nadejdzie czas. Że ponownie wezwie go do siebie, pozwoli mu służyć, może dotknąć jej skóry, oddać się jej w pełni. Tylko ta nadzieja trzymała go przy życiu — jak tląca się iskierka w mroku.


— —


Kilka dni później, w eleganckim salonie jednego ze stołecznych apartamentów, spotkały się trzy kobiety. Lady Vanessa sączyła czerwone wino z kryształowego kieliszka, siedząc wyprostowana niczym królowa na czarnej, skórzanej kanapie, jej sylwetka podkreślona obcisłym strojem, który subtelnie odsłaniał krągłości jej ciała. Obok niej rozsiadła się Mistress Inga — wysoka blondynka o przenikliwym spojrzeniu — a po drugiej stronie Pani Ewa, rudowłosa i uśmiechnięta półgębkiem. Było późne popołudnie; zza panoramicznych okien wdzierały się ostatnie promienie słońca, złocąc zarys ich sylwetek i nadając scenie zmysłowy blask.

Atmosfera spotkania była swobodna, lecz podszyta specyficzną energią — te trzy dominujące kobiety zawsze rywalizowały ze sobą subtelnie, nawet jeśli łączyła je przyjaźń. Lady Vanessa spoglądała na swoje przyjaciółki z lekkim uśmiechem wyższości. W głębi duszy odczuwała pewną pogardę, choć skrzętnie to ukrywała. Inga i Ewa traktowały BDSM jak pracę zarobkową — nagrywały filmy, przyjmowały klientów — podczas gdy dla Vanessy była to przede wszystkim przyjemność i sposób na życie. Ta myśl dodawała jej poczucia przewagi, lecz dziś przede wszystkim cieszyła się ich towarzystwem. Przy lampce wina mogły swobodnie porozmawiać o swoich doświadczeniach, nie kryjąc pikantnych szczegółów.

— To mówisz, Inga, że ten twój ostatni klient odwołał sesję w ostatniej chwili? — zapytała Pani Ewa, kontynuując rozpoczęty wątek. Uniosła brwi z udawanym oburzeniem. — Co za brak profesjonalizmu ze strony uległego!

— Niestety. — Inga przewróciła oczami i zaśmiała się kpiąco. — Podobno spanikował, biedaczek. Chciał hard sesji, ale jak zobaczył mój sprzęt w studiu, to stchórzył.

— Widocznie trafił na zbyt odważną dominę — skomentowała z przekąsem Lady Vanessa, muskając palcem brzeg kieliszka, jej gest budzący w powietrzu aurę władzy i zmysłowości. Jej chłodny głos sprawił, że obie przyjaciółki odruchowo przeniosły na nią wzrok. — Nie każdy mężczyzna naprawdę wie, czego chce.

— Prawda, — przytaknęła Ewa, po czym z figlarnym uśmiechem zwróciła się do Vanessy: — A co u ciebie, Vanesso? Masz może jakiegoś nowego… podopiecznego na oku?

Lady Vanessa uśmiechnęła się tajemniczo, jak kotka która właśnie wypiła mleko, jej oczy błyszczące obietnicą rozkoszy. Odłożyła kieliszek na stół i przez moment bawiła się kosmykiem swoich ciemnych włosów, celowo budując napięcie, jej ruchy hipnotyzujące jak taniec w półmroku.

— Można tak powiedzieć — odparła w końcu, przeciągając słowa. — Pojawił się pewien… wyjątkowy przypadek.

Inga przekrzywiła głowę z zaciekawieniem. — Wyjątkowy? Twój komplement w stronę uległego? — Zaśmiała się. — Teraz musisz nam o nim opowiedzieć.

— Och, opowiem z przyjemnością. — Vanessa wygodnie oparła się o kanapę, skrzyżowała nogi i zaczęła spokojnym, opanowanym tonem: — Nazywa się Piotr. Trafił do mnie niedawno z portalu. Trzydzieści dwa lata, brunet, trochę niepozorny okularnik… Na pierwszy rzut oka przeciętny życiowo przegryw.

— Czekaj, Piotr? — przerwała jej Ewa, marszcząc lekko brwi. — Wysoki, szczupły, nosi okulary?

— Zgadza się, to ten. — Lady Vanessa uniosła brodę, zaciekawiona, co Ewa ma do powiedzenia.

— Ha! — Pani Ewa parsknęła śmiechem i spojrzała znacząco na Ingę. — Obstawiam, że mówimy o tym samym Piotrze, który kiedyś trafił do mnie na sesję. Pamiętasz, Inga, opowiadałam ci?

Mistress Inga zamyśliła się chwilę, po czym pokiwała głową. — Ach, faktycznie… Piotr. — Jej oczy rozbłysły, gdy przypomniała sobie szczegóły. — Był u mnie raz, dawno temu, jeszcze zanim poznałyśmy Vanessę. Miał ogromną listę fetyszy, prawda Ewa?

— Zgadza się. — Ewa zwróciła się ponownie do Vanessy, wyjaśniając: — Przyszedł do mnie chyba ze dwa razy. Trochę pogadał, trochę polizał buty, standard. Był grzeczny, owszem, ale nic wyjątkowego. Ot, typowy klient z wygórowanymi fantazjami. Zapłacił i tyle go widziałam.

Lady Vanessa słuchała tego z rosnącą satysfakcją malującą się na ustach. Nic wyjątkowego — powtórzyła w myślach słowa Ewy i poczuła dumę, że to właśnie w jej rękach ten „przeciętniak” okazał się kimś znacznie ciekawszym. Poprawiła się na kanapie i odparła spokojnie:

— Cóż, najwyraźniej potrzebował odpowiedniej Pani, by pokazać swój potencjał.

— Och? — Inga uniosła brew. — Czyli twierdzisz, że przy tobie rozwinął skrzydła?

— Powiedzmy, że przy mnie — Vanessa przyłożyła dłoń do piersi w geście fałszywej skromności — rozwinął kolczasty ogon diablika.

Ewa zaśmiała się, a Inga cmoknęła z uznaniem. Lady Vanessa ciągnęła dalej, tonem opowieści:

— Pierwsze spotkanie, a ten chłopak już był gotów spełnić każdą moją zachciankę. Przyszłabym na sesję w worku pokutnym, a dla niego i tak byłabym boginią. — W jej głosie pobrzmiewała satysfakcja. — Wyobraźcie sobie: rzuciłam mu tylko rozkaz, by uklęknął, a on nie tylko ukląkł — on wręcz padł na twarz. Całował podłogę przy moich stopach, drżąc z rozkoszy, jakby każdy dotyk ziemi był jej przedłużeniem.

— Serio? — Ewa pokręciła głową z niedowierzaniem, choć w jej oczach zapaliła się iskierka fascynacji. — To słodkie.

— Słodkie? — prychnęła Vanessa. — Raczej żałosne… i właśnie dlatego tak uroczo podniecające.

Inga przygryzła wargę, słuchając z uwagą. Lady Vanessa kontynuowała, lubując się w szczegółach:

— Zanim zdążyłam się rozgrzać, Piotruś — specjalnie zdrobniła imię, co zabrzmiało na poły czule, na poły szyderczo — był już cały rozpalony. Kazałam mu klękać i wstawać, a on zrobił to z takim zapałem, jakby od tego zależało jego życie. Potem przywiązałam go do stołu i gdy tylko dotknęłam skóry jego pleców batem, westchnął jak w ekstazie, jego ciało drżące od fal ciepła rozlewających się po nim jak rozgrzany miód.

— Niesamowite… — szepnęła Mistress Inga, a jej policzki lekko zaróżowiły się z emocji. — Musiałaś go chyba długo trzymać w niepewności.

— Oczywiście. — Lady Vanessa uśmiechnęła się przebiegle. — Przez dłuższy czas tylko krążyłam wokół niego, wiesz? Nic tak nie buduje napięcia jak obcas stukający powoli po posadzce tuż za plecami uległego, jego oddech przyspieszający z każdym krokiem, jakby wyczuwał bliskość mojej władzy.

Ewa upiła łyk wina, wyraźnie zafascynowana wizją, którą Vanessa roztaczała. — I co dalej? — ponagliła z uśmiechem. — Nie przerywaj w najlepszym momencie.

Lady Vanessa przeciągnęła chwileczkę ciszy, upajając się uwagą, jaką jej poświęcały. Lubiła być w centrum zainteresowania — tak samo, jak lubiła mieć pełną kontrolę nad swoim podopiecznym.

— Powiedzmy, że nauczyłam go, gdzie jest jego miejsce — podjęła z udawaną lekkością. — Na kolanach, całującego moje buty… albo to, co mu może kiedyś pozwolę pocałować, jego usta drżące z pragnienia bliskości mojej skóry.

Rudowłosa Ewa zachichotała. — Chcesz pozwolić mu czegoś dotknąć ustami prócz butów?

— Nęci mnie…. — Vanessa wzruszyła niedbale ramionami. W jej oczach zatańczyły figlarne ogniki. — Nie mogłam odmówić sobie widoku jego miny, gdy dostał szansę być blisko mojego tyłeczka w lateksowych legginsach, widziałam jego dreszcz rozchodzący się po skórze jak gorący prąd.

— O mój Boże… — jęknęła teatralnie Inga. — On musiał być w siódmym niebie.

— Był. Drżał na całym ciele, słuchajcie. — Vanessa zaśmiała się cicho na to wspomnienie. — A ja ledwo musnęłam dłonią jego kark i zapytałam: „Chcesz więcej, piesku?” — jej głos był jak aksamitny szept, który obietnicą rozkoszy.

— I co odpowiedział? — spytała Ewa, choć wszyscy znały odpowiedź.

— Nie musiał odpowiadać słowami. Wystarczyło, że na mnie spojrzał — wzrokiem tak błagalnym i rozkochanym, że miałam wrażenie, iż oddałby duszę za jedno moje skinienie. — Głos Lady Vanessy na moment jakby złagodniał, jakby sama była zaskoczona intensywnością tej sceny. Lecz po chwili dodała ostrzej: — Oczywiście nie dałam mu od razu tego, czego chciał.

Inga i Ewa parsknęły śmiechem niemal równocześnie. Doskonale rozumiały tę grę.

— Zapewne trzymałaś go na krawędzi, co? — Inga uniosła kieliszek w geście toastu dla kunsztu Vanessy. — Nie pozwoliłaś mu dojść?

— Oczywiście, że nie, zamknęłam mu interes w klatce! — Lady Vanessa stuknęła swoim kieliszkiem o kieliszek Ingi. — Trochę zabawy, trochę bólu, zero ulgi. Dokładnie tak, jak lubię, jego ciało napięte jak struna pod moimi rozkazami.

— Ach, ty okrutna kobieto — droczyła się Ewa z szelmowskim uśmiechem. — Musiał po wyjściu oszaleć z niezaspokojenia.

Lady Vanessa uśmiechnęła się tajemniczo. W jej myślach mignął obraz Piotra żegnającego się tamtego dnia — rozpalonego, z rozchwianym oddechem, kiedy poleciła mu wrócić do domu i „grzecznie czekać na wiadomość”. Zdawała sobie sprawę, że zostawiła go w stanie skrajnego napięcia, jego skóra wciąż mrowiąca od jej dotyku. Właśnie o to chodziło. Teraz, opowiadając o tym przyjaciółkom, czuła narastającą satysfakcję.

— Powiem wam, dziewczyny, — podsumowała, sięgając znów po swój kieliszek. — Ten Piotr to wdzięczny materiał. Dawno nie miałam kogoś, kto TAK bardzo prosiłby o wszystko. To wręcz rozczulające, jak nisko potrafi upaść z własnej woli, oddając się mojej władzy.

— Chyba cię zauroczył, Vanesso — mrugnęła Inga, szturchając przyjaciółkę łokciem. — Opowiadasz o nim z iskrą w oku.

— Mnie zauroczył? — Lady Vanessa uniosła brew i zaśmiała się, kręcąc głową. — Bez przesady, kochaneczko. Po prostu lubię odkrywać takie perełki. Można z nim wiele zrobić.

— Na przykład co? — zapytała Ewa, ciekawa co też Vanessa knuje. W powietrzu czuć było, że gospodyni spotkania zmierza do jakiejś propozycji.

Lady Vanessa spojrzała to na jedną, to na drugą koleżankę, jakby ważyła w myślach kolejne słowa. W końcu odstawiła pusty kieliszek i pochyliła się nieco w ich stronę. Na jej twarzy błądził uśmiech — ten rodzaj uśmiechu, który pojawia się, gdy drapieżnik zamierza zaproponować coś innym drapieżnikom.

— Myślę, że mogłybyście mi pomóc rozwinąć jego… edukację. — Rzuciła to zdanie powoli, a w kącikach jej ust czaił się cień rozbawienia.

Inga i Ewa wymieniły zaciekawione spojrzenia.

— Masz naszą uwagę — stwierdziła Inga z półuśmiechem. — Co dokładnie masz na myśli?

— Zastanawiam się… — Vanessa przeciągnęła palcem po krawędzi kieliszka, naszkicowując w wyobraźni swój plan, jej gest jak zmysłowy taniec w powietrzu. — …czy nie urządzić małej sesji, powiedzmy, w szerszym gronie.

— W szerszym gronie? — powtórzyła Ewa. — Mówisz o… nas trzech?

— Dokładnie. Nas trzy — Lady Vanessa wskazała na siebie i na obie kobiety, po czym uśmiechnęła się szerzej — i Piotr.

Zapadła krótka cisza, po czym twarze przyjaciółek rozjaśniły się w identycznym, drapieżnym uśmiechu.

— Trzy dominy i jeden uległy? — Inga zaśmiała się cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem zmieszanym z podziwem. — Ty to zawsze masz pomysły, Van.

— To byłoby coś nowego… — mruknęła z zafascynowaniem Ewa, przygryzając dolną wargę, jej gest sugerujący ukryte pragnienie. — Myślisz, że twój Piotruś podoła?

— Sprawdzimy to. — Lady Vanessa odparła stanowczo. W jej oczach zamigotało wyzwanie, obietnica rozkoszy i władzy. — Chcę zobaczyć, jak zareaguje, gdy otoczą go trzy dominujące kobiety. To będzie dla niego test i nauka zarazem.

— I dla nas zabawa — dorzuciła Inga z błyskiem w oku, jej głos drżący od ekscytacji. — Chętnie w tym uczestniczę.

— Ja też. Skoro taki z niego skarb, muszę to zobaczyć na własne oczy — zachichotała Ewa, nie ukrywając podekscytowania, jej ciało zdradzające napięcie w oczekiwaniu na to wydarzenie.

Lady Vanessa skinęła głową, zadowolona z odpowiedzi. Wzniosła swój kieliszek, w którym zostało jeszcze kilka kropel czerwonego wina. — Zatem jesteśmy zdecydowane? — zapytała retorycznie.

— Za wspólną sesję! — Inga uniosła swój kieliszek.

— Za ujarzmienie Piotra we trójkę! — dodała rozbawiona Ewa, stukając szkłem o kieliszek Vanessy.

Trzy kobiety wzniosły toast, a kryształowe kieliszki zadźwięczały w przestronnym salonie. Lady Vanessa czuła przyjemne podekscytowanie, planując już w myślach każdy detal nadchodzącej sesji, wyobrażając sobie Piotra klęczącego pośrodku, jego ciało drżące pod potrójnym spojrzeniem. Czuła niemal smak jego strachu i ekstazy, jego skóra mrowiąca od ich dotyku.

— To będzie coś… niezwykłego — powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do nich, lecz przyjaciółki i tak ją usłyszały. W głosie Vanessy zabrzmiała nuta triumfu.

Jeszcze przez jakiś czas kobiety snuły plany, wymieniając pomysły i szczegóły techniczne. Ustaliły orientacyjnie termin i miejsce — naturalnie obszerna, dobrze wyposażona piwnica Lady Vanessy wydawała się idealna na takie spotkanie. Inga zaoferowała, że przywiezie kamerę oraz parę ulubionych zabawek ze swojego studia, Ewa zaproponowała specjalne kostiumy podkreślające ich rolę, ich tkaniny muskające skórę jak obietnica rozkoszy. Każda z nich miała błyszczące oczy i rumieńce ekscytacji na policzkach.

Gdy wieczór przeszedł w noc, a na niebie zabłysły pierwsze gwiazdy, przyjaciółki rozstały się w doskonałych humorach. Lady Vanessa została sama w apartamencie po wyjściu Ingi i Ewy. Chwilę stała przy oknie, spoglądając na migoczące światła miasta. Na jej ustach wciąż igrał uśmiech. W głowie układała ostatnie elementy układanki — miała zamiar uprzedzić Piotra, by przygotował się na kolejne spotkanie. Oczywiście, nie zdradzi mu szczegółów. Jeszcze nie. Wystarczy, że przywoła go do siebie. Reszta będzie dla niego niespodzianką… lekcją pokory na zupełnie nowym poziomie.

Lady Vanessa wyciągnęła telefon i napisała krótką wiadomość. Palec zawisł nad przyciskiem „Wyślij” przez sekundę, jakby chciała przedłużyć moment władzy absolutnej nad losem adresata, jej oddech przyspieszający z ekscytacji. W końcu kliknęła.

Tej nocy Piotr otrzymał lakoniczną, lecz dla niego przełomową wiadomość: „Przyjedziesz pojutrze o 20:00. Mam dla ciebie nowe zadanie, Piotrku. Bądź przygotowany.”

Były to słowa, na które czekał, słowa, które rozbłysły w mroku jego desperacji niczym obietnica zbawienia, jego ciało reagujące falą ciepła na samą myśl o jej rozkazach. Nawet nie przeczuwał, co dokładnie go czeka — ale w jego sercu już zapłonęła radość pomieszana z niepokojem. Lady Vanessa uśmiechnęła się w ciemnościach swojej sypialni, wyobrażając sobie minę Piotra, gdy zjawi się na miejscu i zrozumie, co dla niego przygotowała. To była tylko zapowiedź… Najlepsze miało dopiero nadejść w kolejnym rozdziale tej osobliwej historii dominacji i uległości.

Rozdział 4 — Codzienność i dystans

Mistress Inga rozpoczyna dzień wcześnie, zanim jeszcze pierwsi klienci zapukają do drzwi jej studia. W przestronnym, industrialnym wnętrzu własnego BDSM-studia panuje półmrok: ściany pokryte są dźwiękoszczelnym materiałem, a pod sufitem wiszą reflektory punktowe nadające scenie teatralny charakter. Inga przechadza się po pomieszczeniu w wysokich obcasach, których stukot odbija się echem od betonowej podłogi. Jest ubrana w dopasowany, czarny gorset, który ciasno opina jej smukłą talię, podkreślając krągłości bioder i unosząc kształtne piersi w prowokującym dekolcie, gdzie skóra lśni delikatnie od lekkiego potu porannej aktywności. Lateksowe legginsy przylegają do jej długich, jędrnych nóg jak druga skóra, akcentując każdy mięsień łydek i ud, które falują zmysłowo przy każdym kroku, budząc w powietrzu aurę nieodpartej władzy. Jej sylwetka, wysoka i atletyczna, emanuje erotyczną siłą — piersi falują lekko pod materiałem, pośladki napięte i idealnie zaokrąglone kuszą wzrokiem, a biodra kołyszą się w rytmie, który hipnotyzuje i onieśmiela. Rutynowo sprawdza sprzęty: klatkę w kącie, wytrzymałość lin na podwieszanym haku, ostrożnie przesuwa dłonią po chłodnej powierzchni stalowego krzyża św. Andrzeja. Na stoliku lśnią równo ułożone akcesoria — pejcz, kilka rózg, rząd połyskujących kolczyków do pstrykania bólu. Obok leży kamera na statywie, gotowa do nagrań. To tutaj Mistress Inga zarabia na życie, zamieniając cudze fantazje w płatną rzeczywistość. Dla niej to przede wszystkim praca, rzemiosło — starannie wyreżyserowany spektakl, w którym pełni rolę reżyserki i głównej aktorki jednocześnie, jej ciało stając się narzędziem kuszącej tortury.

Jeszcze przed południem przychodzi pierwszy uległy tego dnia — mężczyzna w średnim wieku, ubrany w skromny garnitur. Przystaje niepewnie tuż za progiem studia, ściskając w dłoniach małą torbę. Inga wita go skinieniem głowy, chłodno i rzeczowo. Nie ma w jej głosie czułości ani przesadnej surowości — tylko opanowanie, które ustawia jasną hierarchię. — Spóźniony o pięć minut — zauważa sucho, zerkając na złoty zegarek na przegubie, gdy zamyka drzwi. Mężczyzna natychmiast spuszcza wzrok i bełkocze przeprosiny, na co Inga odpowiada jedynie uniesieniem brwi. — Zasady to podstawa, prawda? — mówi spokojnie, krążąc wokół niego powolnym krokiem, jej biodra kołyszą się prowokująco, a legginsy szeleszczą cicho, podkreślając napięte mięśnie pośladków. On przytakuje pośpiesznie, mrucząc skruszone „Tak, Pani”.

W powietrzu unosi się zapach skóry i delikatna woń środków dezynfekujących — Inga dba o higienę i profesjonalizm, co tylko podkreśla chłodny dystans między nią a klientem. — Rozumiem, że zapoznałeś się z regulaminem sesji i jesteś przygotowany? — rzuca pytanie, choć doskonale zna odpowiedź; każdy uległy musi podpisać szczegółowe zasady jeszcze przed wizytą. Mężczyzna gorliwie kiwa głową i wręcza jej wypełniony formularz z podpisem. Inga przebiega wzrokiem po tekście, upewniając się, że wszystkie granice i preferencje są jasno zaznaczone. W międzyczasie klient stoi nieruchomo, z rękoma splecionymi z przodu — wyczekujący i onieśmielony, jego oczy mimowolnie ślizgają się po krzywiznach jej ciała, gdzie gorset podkreśla krągłe piersi, a lateks uwypukla jędrne uda.

— Doskonale — podsumowuje, odkładając dokument. — 300 z góry. Jej ton jest grzeczny, ale stanowczy. Mężczyzna wyjmuje z torby kopertę i drżącą dłonią podaje Indze honorarium za sesję. Nie próbuje nawet nawiązać rozmowy — nauczył się już, że Mistress Inga nie toleruje spoufalania ani zbędnych pogaduszek. Dla niej ulegli to klienci: mają jasno określone role, które kończą się wraz z upływem opłaconego czasu.

Zanim rozpocznie się właściwa sesja, Inga udziela jeszcze kilku instrukcji. — Rozbierz się do bielizny i uklęknij tam, na środku — poleca, wskazując palcem na dywanik w centrum sali. Mężczyzna posłusznie wykonuje polecenie: szybko zdejmuje marynarkę i spodnie, nieporadnie wiesza je na wskazanym przez Ingę wieszaku. Jego ciało delikatnie drży z napięcia, gdy klęka na wyznaczonym miejscu. Inga podchodzi bliżej, zataczając krąg wokół klęczącej postaci, by obejrzeć ją krytycznym okiem. Wysoka i pewna siebie góruje nad uległym — dokładnie tak, jak lubi, jej długie nogi w legginsach wydają się nieskończone, a pośladki napięte w erotycznym napięciu kuszą niedostępnością. — Wyprostuj plecy. Ręce za głową. — Jej chłodny głos wypełnia studio, a mężczyzna natychmiast poprawia swoją postawę, chcąc sprostać oczekiwaniom, jego wzrok przyciągnięty do falujących krągłości jej piersi pod gorsetem.

W oczekiwaniu na dalsze polecenia zerka na nią nieśmiało z dołu. Inga dostrzega w jego spojrzeniu mieszaninę lęku i uwielbienia — znajomy wyraz, który widziała setki razy. Tacy oni wszyscy… — przemknęło jej przez myśl. Na kolanach czują się bezpieczni, choć drżą przed tym, co nastąpi, ich ciała reagują na widok jej jędrnych kształtów, napiętych i władczych. Jej oblicze pozostaje niewzruszone; kąciki ust drgają ledwie widocznym cieniem uśmiechu, który mógłby oznaczać zarówno zadowolenie, jak i szyderstwo. — Dobrze. Widzisz tamtą kamerę? — wskazuje brodą aparat stojący na statywie. Uległy spogląda w tamtym kierunku i niepewnie przytakuje. — Będę nagrywać naszą sesję. Jeśli masz z tym problem, to teraz jest moment, by zrezygnować. Ton Ingi jest uprzejmy, lecz stanowczy. Klient tylko gorączkowo kręci głową — nie ma mowy o rezygnacji. Przyszedł tu przecież właśnie po to, by spełnić swoje fantazje, nawet jeśli później ich zapis trafi na dysk mistrzyni, a jej ciało, kuszące i dominujące, stanie się częścią tej wiecznej pamiątki.

— Świetnie — kwituje Inga. Zgrabnie wciska przycisk nagrywania i od tej pory każdy ruch w studiu zostaje utrwalony. Dla Ingi to część biznesu: filmy z sesji (ocenzurowane i za zgodą klientów) sprzedaje kolekcjonerom mocnych wrażeń. Mimo to, studio nagrań wywołuje w niej czasem cień zażenowania — jak przypomnienie, że przekracza granicę intymności w imię zarobku. Szybko jednak odsuwa od siebie tę myśl. Zamiast tego skupia się na zadaniu: pochyla się nad uległym i zaczyna cichym, lodowatym szeptem wyliczać reguły rządzące tą sceną. — Masz milczeć, kiedy nie zadasz pytania. Będziesz odpowiadał tylko „tak, Pani” albo „nie, Pani”. Nie dotykasz mnie bez pozwolenia. Jej słowa są precyzyjne niczym instrukcje do maszyny; emocji w nich niewiele, jedynie chłodna kontrola. Mężczyzna potakuje niemal bezwiednie przy każdym poleceniu. Czuje na karku jej oddech, który muska skórę jak zmysłowa obietnica, gdy pochyla się bliżej — nie czuły, a jak dotyk ostrza zimnego noża, jej piersi falują blisko jego twarzy. — Zrozumiałeś? — pyta na koniec. — Tak, Pani. — odpowiada natychmiast.

Zanim Inga przejdzie do czynów, jeszcze przez chwilę obserwuje swojego uległego. Czuje nad nim pełnię władzy, ale jej dominacja jest niemal zawodowa: oparta na wyuczonych mechanizmach i doświadczeniu, bardziej niż na spontanicznej emocji. Widzi jego drżące palce, napięte mięśnie ramion, gdy walczy, by wytrzymać wymuszoną pozycję. W tej ciszy studia jej własne myśli odzywają się głośniej. Tylko się nie łam… — mówi w myślach do klęczącego mężczyzny, choć na głos nie wypowie niczego podobnego. Jeśli nie wytrzymasz, zmarnujesz mój czas. Jej obcas zatacza powolny krąg na podłodze, zanim wreszcie staje tuż przed nim, jej uda napięte pod lateksem, pośladki kusząco uniesione.

— Pocałuj — wydaje pierwszą komendę, wysuwając jedną nogę do przodu, tak że czubek jej lakierowanego buta dotyka kolana mężczyzny. Uległy bez wahania pochyla się niżej i składa pospieszny pocałunek na nosku jej szpilki, jego wargi drżą na chłodnej skórze, a wzrok ślizga się w górę po jej jędrnych łydkach. Inga spogląda na niego z góry, z nieprzeniknioną miną. Ten rytuał — pocałunek stopy na powitanie — jest jednocześnie aktem uwielbienia i testem uległości. Klient wykonuje go poprawnie, ale gdzieś w zakamarku jej pamięci budzi się nieproszone wspomnienie, które dodaje pikanterii chwili.

W jednej chwili Mistress Inga nadal stoi nad klęczącym mężczyzną w swoim studiu, a w następnej jej myśli płyną ku innemu uległemu, sprzed lat. Retrospekcja uderza ją nagle: widzi twarz pewnego mężczyzny, który kiedyś przekroczył wszystkie granice. Był to jeden z jej pierwszych klientów po otwarciu studia — dobrze sytuowany, starszy pan o siwiejących skroniach i początkowo ujmujących manierach. Przychodził do niej regularnie przez kilka miesięcy, zawsze punktualny, zawsze gotów słono zapłacić za każde dodatkowe pół godziny u jej stóp. Pamięta, jak wówczas schlebiało jej jego oddanie: przynosił drogie wino, zostawiał hojne napiwki, szeptał podczas sesji, że jest boginią jego życia. Inga, młodsza i mniej ostrożna niż teraz, pozwoliła mu na odrobinę za dużo poufałości poza rolą. Pozwalała mu mówić, że ją wielbi, choć reagowała na to pobłażliwym uśmiechem, jej ciało reagowało na te słowa falą ciepła, piersi unosiły się szybciej pod gorsetem.

Aż nadszedł dzień, gdy ta iluzja profesjonalnego dystansu prysła. Starszy uległy, rozmarzony i rozpalony po kolejnej intensywnej sesji, spróbował wyznać jej miłość. Klęczał jak zwykle, całując czubki jej butów, ale gdy sesja się skończyła i Inga kazała mu wstać, on zamiast posłuchać — rzucił się do jej stóp, obejmując jej nogi i płacząc. Prosił, by pozwoliła mu zostać przy sobie dłużej, choćby za darmo, by mógł służyć jej też poza wyznaczonym czasem. Zaskoczona i wściekła, syknęła, żeby natychmiast przestał, ale on jakby stracił kontakt z rzeczywistością. Mruczał coś o miłości, o tym, że kupi jej wszystko, byle nie odsyłała go tak chłodno. Inga pamięta do dziś gorąco jego łez na swoich pończochach — i ogarniający ją lodowaty gniew, mieszany z dziwnym dreszczem podniecenia od tego desperackiego dotyku na jej jędrnych udach.

W tamtej chwili straciła panowanie. Szarpnęła się, wyswobadzając nogi z jego uścisku. — Dość tego! — krzyknęła lodowato, wbijając w niego wzrok pełen pogardy. Mężczyzna podniósł na nią zamglone oczy — jak pies nie rozumiejący, dlaczego pani go karze. Jego rozmazany makijaż (Inga wcześniej pomalowała mu oczy na jego życzenie) nadawał mu karykaturalny wygląd. Jeszcze raz zapytał drżącym głosem: „Nie mogę zostać z tobą, Panienko?” — przekraczając ostatnią, najświętszą granicę, zwracając się do niej imieniem, którego mu nigdy nie zdradziła. Musiał je zdobyć na własną rękę, być może śledząc ją kiedyś po sesji. Ta myśl ścisnęła jej żołądek strachem i obrzydzeniem. Nie było już miejsca na litość.

Pamięta, jak wtedy wyprostowała się i wskazała drzwi, zimna jak głaz. — Wynoś się — wypowiedziała te słowa cicho, ale były ostrzejsze niż krzyk pejcza. Mężczyzna spróbował pełznąć ku niej, wyciągając ręce w niemym błaganiu, jednak jedno jej spojrzenie sprawiło, że zamarł. — Wynoś się, zanim wezwę ochronę. — powtórzyła. Tego dnia naprawdę to zrobiła — musiała wezwać ochroniarza z pobliskiej firmy, by usunął natręta, który nie chciał opuścić studia. Upokorzenie i furia malujące się na twarzy tamtego uległego, gdy został wyciągnięty za ramię na korytarz, były dla Ingi trudną lekcją. Jeszcze długo potem czuła niesmak: zarówno do tamtego człowieka, jak i — choć nie przyznałaby tego nikomu — do siebie. Stał się dla niej przestrogą, przypomnieniem, że nie wolno rozmiękczać granic ani na sekundę. Żaden uległy już nigdy nie przekroczy tej linii, przyrzekła sobie od tamtego czasu. I dotrzymała słowa, jej ciało zawsze pozostając kusząco niedostępne, narzędziem władzy, nie czułości.

Retrospekcja mija w ułamku sekundy, a Inga wraca myślami do teraźniejszości. Klęczący przed nią mężczyzna nadal czeka, z pochyloną pokornie głową. Nieświadomy burzy wspomnień, która przetoczyła się przez jej umysł, trwa w bezruchu, wypatrując kolejnego polecenia. Mistress Inga czuje znajome ukłucie chłodu w sercu, które tylko podsyca jej erotyczną władczość, przypominające jej, dlaczego utrzymuje taki dystans. Teraz tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że jej podejście jest słuszne: żadnych złudzeń, żadnych emocjonalnych gierek. Tylko czysta, kontrolowana dominacja, za którą płacą, jej ciało stające się epicentrum bólu i rozkoszy.

Nachyla się więc nad uległym i syczy mu prosto do ucha: — Jesteś tu, żeby służyć i cierpieć, nie żeby myśleć czy czuć. Rozumiesz? Mężczyzna drży i odpowiada posłusznie: — Tak, Pani… Inga prostuje się, zadowolona z cienia przerażenia, który pobrzmiewa w jego głosie, jej piersi unoszą się w głębokim oddechu, podkreślając krągłe kształty pod gorsetem. — Dobrze. Zaczynamy. — oznajmia, sięgając po swój pejcz. W tym momencie wszelkie dalsze słowa zastąpią uderzenia, jęki i rozkazy, z których utkany będzie kolejny film z jej udziałem. Pejcz świszcze w powietrzu, muskając skórę mężczyzny w precyzyjnych, bolesnych liniach, jego ciało drży pod jej dotykiem, a ona krąży wokół niego, jej jędrne pośladki falują w rytmie kroków, uda napięte w erotycznym tańcu władzy. Każdy cios jest jak zmysłowa pieszczota, budząca fale gorąca w jego ciele, podczas gdy jej sylwetka, smukła i kusząca, pozostaje niedotykalna, źródłem nieodpartej pokusy. Sesja buduje się w crescendo — jej dłoń w rękawiczce muska jego skórę, budząc dreszcze, a pejcz tańczy po jego ciele, mieszając ból z falami ekstazy, jej piersi falują z każdym ruchem, pośladki napięte w pozie dominacji.

Sesja trwa pełną godzinę, po której następuje chłodne zakończenie. Mężczyzna, spocony i zaczerwieniony od razów, całuje raz jeszcze czubek jej buta na pożegnanie, jego wargi drżą na skórze, a wzrok ślizga się po jej jędrnych kształtach. — Wstawaj i ubierz się — poleca, gasząc kamerę. Uległy ledwie ma siłę się podnieść, ale adrenalina i euforia mieszają się w jego oczach, jego ciało wciąż pulsuje od kuszącej mieszanki bólu i rozkoszy. Pewnie chciałby wyrazić wdzięczność, lecz Inga nie daje mu tej szansy — odwraca się już, zajęta wyłączaniem sprzętu i notowaniem dla siebie wrażeń z sesji. Dla niej to kolejny odhaczony klient, kolejna transakcja zakończona sukcesem, choć jej ciało, rozgrzane od wysiłku, przypomina o erotycznej sile, którą włada.

Gdy mężczyzna wychodzi w milczeniu (nauczył się, że na koniec lepiej nie mówić nic bez pozwolenia), Inga zostaje sama w studiu. Panuje cisza, którą przerywa jedynie ciche tykanie zegara. Mistress Inga zdejmuje skórzane rękawiczki i wzdycha cicho, rozciągając palce dłoni. Bywa zmęczona fizycznie takimi porannymi sesjami, ale jeszcze bardziej męczy ją czasem psychiczna pustka, która nastaje zaraz potem. Przez chwilę stoi pośrodku pomieszczenia, czując zapach potu i skóry unoszący się w powietrzu. W lustrze na ścianie dostrzega swoje odbicie: wysoka blondynka o wyprostowanej sylwetce, z chłodnymi, przenikliwymi oczami i lekko rozmazaną szminką. Patrzy na siebie tak, jak patrzyłaby na inną kobietę — surowo oceniając. Władcza — to słowo przychodzi jej na myśl, i nic ponadto, jej piersi wciąż falują lekko od oddechu, pośladki napięte w kuszącej pozie.

Z rozmyślań wyrywa ją sygnał telefonu. Inga podchodzi do biurka, gdzie leży jej smartfon. Na ekranie widnieje nowa wiadomość od Lady Vanessy. Inga odblokowuje telefon i czyta lakoniczne polecenie: „Jutro o 20:00 sesja — przywieź kamerę i zabawki, o których mówiłaś.” Lady Vanessa nie zwykła owijać w bawełnę, nawet z przyjaciółkami. Inga czuje, jak mimowolnie na jej twarzy pojawia się cień uśmiechu. Zawsze rozkazująca, nawet wobec nas… — myśli, ale nie ma w tym prawdziwej urazy, raczej rozbawienie. Szybko wystukuje odpowiedź: „Oczywiście. Będę przed czasem.”

Odkłada telefon i przez moment jeszcze stoi, zaciskając lekko usta. Myśli o jutrzejszej sesji, którą Vanessa zaplanowała — trzy dominujące kobiety i jeden uległy, Piotr. Ta zapowiedź wczoraj wzbudziła w Indze dreszcz ekscytacji. Lubi wyzwania i nowe bodźce, a wspólna zabawa w dominację we trzy zapowiada się smakowicie, jej ciało już antycypuje interakcje, gdzie jej jędrne kształty będą narzędziem zbiorowej władzy. Już kompletując dziś rano sprzęt do własnej pracy, odkładała na bok kilka ulubionych zabawek, które zamierza zabrać jutro do posiadłości Vanessy. Teraz spogląda na metalową walizkę stojącą w rogu — w środku starannie ułożone pejcze, elektrostymulatory, komplet skórzanych pasów. Kamera również jest gotowa, naładowana po dzisiejszej sesji. Wszystko będzie na czas.

Jednak pod warstwą profesjonalnego przygotowania kłębią się prywatne przemyślenia. Inga przypomina sobie wczorajszą rozmowę przy winie, gdy Vanessa opowiadała im o Piotrze z iskrą w oku. Mistress Inga uważa, że Lady Vanessa zbytnio angażuje się emocjonalnie w Piotra. Widziała to jasno: Vanessa zaprzeczała wprawdzie kokieteryjnie, ale ekscytacja malująca się na jej twarzy, gdy mówiła o swoim Piotrusiu, była wymowna. Zauroczył ją, choć sama nie chce tego przyznać — myśli teraz Inga, opierając się o rant stołu. Z jednej strony odczuwa drobną nutę dezaprobaty: dla niej dominacja to gra władzy, nie romans, toteż patrzy z dystansu na to, co dzieje się między Vanessą a Piotrem. W duchu kręci głową: Vanessa bawi się z nim jak kotka z myszą, ale… czy aby sama nie pakuje się w pułapkę? — to pytanie kołacze się jej po głowie. Jeśli Pani zbytnio zbliży się do swojego uległego, może zatracić część kontroli — a kontroli Inga ceni ponad wszystko. Widziała już wcześniej dominę, która zakochała się we własnym niewolniku i źle się to skończyło. Nie zamierza jednak pouczać Vanessy; Lady Vanessa i tak by jej nie posłuchała, a poza tym…

Inga odsuwa się od stołu i podchodzi do okna, przez które wpada mdłe, warszawskie światło dnia. Na ulicy poniżej ludzie śpieszą się do swoich zwyczajnych zajęć, nieświadomi istnienia takiego świata jak jej. A może Vanessa ma rację? — przychodzi jej niespodziewanie do głowy. Może z Piotra faktycznie można zrobić coś „więcej”, niż my z naszych klientów? Inga nie znosi przyznawać komukolwiek wyższości, ale wczoraj poczuła ukłucie… intrygi? Gdy Ewa i ona same stwierdziły, że Piotr był dla nich przeciętny i niczym się nie wyróżniał, Vanessa aż promieniała dumą, że potrafiła odkryć w nim coś, czego one nie dostrzegły. Inga mimowolnie zaciska dłoń w pięść na wspomnienie tej satysfakcji na twarzy Vanessy. Nie była zazdrosna — nie, raczej zaintrygowana, jej ciało reaguje na tę myśl lekkim dreszczem, piersi unoszą się szybciej.

Mistress Inga myśli o Lady Vanessie z mieszanką podziwu i ostrożności. Z jednej strony ma ogromny szacunek dla jej umiejętności — w końcu Vanessa jest alfą wśród nich, dominą z prawdziwego zdarzenia, dla której nie ma tabu, jej ciało w opisie zawsze kuszące, jędrne pośladki i kształtne piersi emanujące erotyczną władzą. To Vanessa nauczyła je wielu sztuczek, występowały razem w niejednym nagraniu, ich ciała splatające się w zmysłowych scenach dominacji. Z drugiej strony Inga zna skrytą pogardę Vanessy dla dominujących koleżanek, wiedząc, że ta uważa je za rzemieślniczki, którym brakuje pasji. Inga na co dzień stara się tym nie przejmować, ale teraz, myśląc o Piotrze, czuje lekkie ukłucie ambicji: chce pokazać, że ona też potrafi być świetna bez względu na pieniądze. Jutrzejsza wspólna sesja będzie okazją, by to udowodnić. Uśmiecha się pod nosem, wyobrażając sobie, jak ich trójka otacza Piotra, który drży na kolanach pośrodku piwnicy Lady Vanessy, ich ciała blisko, jędrne kształty podkreślone strojami, budzące fale pożądania.

To będzie ciekawie, myśli Inga, odwracając się od okna. Spogląda jeszcze raz na swoje studio — to tu jest jej codzienność, tu czuje się pewnie. Jutro jednak wkroczy w świat Vanessy, gdzie być może zapanują inne reguły. Ona jednak zachowa swój dystans i zimną krew. Choćby Lady Vanessa igrała z ogniem emocji, Mistress Inga pozostanie wierna zasadzie, że dominacja to kontrola — nad sobą i nad drugim człowiekiem, jej ciało zawsze kuszące, ale niedostępne. W głębi duszy odczuwa satysfakcję: to dzięki takiemu podejściu stoi tu teraz silna i niezależna, zamożna właścicielka studia, a nie zagubiona kobieta marząca o uczuciu u stóp niewolnika. Tego jednego jest pewna.

Na myśl o Vanessie i Piotrze kręci głową z lekkim politowaniem, ale i zaciekawieniem. Co takiego Vanessa w nim widzi? — zastanawia się jeszcze przez moment. Czy to tylko przyjemność z odkrywania ekstremalnej uległości, a może coś głębszego? Ta niepewność sprawia, że Inga czuje dreszcz — mieszankę sceptycyzmu i… ekscytacji. Niespodziewanie cieszy się, że będzie mogła sama się temu przyjrzeć. Może ta cała emocjonalna otoczka Vanessy to słabość, konkluduje w myślach, ale może kryje się w niej sekret nowej rozkoszy, której dotąd nie zaznałyśmy. Tę refleksję zabiera ze sobą, gdy zaczyna sprzątać studio po sesji. Przed sobą ma resztę dnia — kolejnych klientów, kolejne transakcje, wszystko zgodnie z planem. Gdzieś w tle tych zajęć kołacze jednak myśl o jutrzejszym wieczorze. Mistress Inga zamierza podejść do niego jak do kolejnego zadania do wykonania chłodną perfekcją. A jednocześnie głęboko w niej tli się ciekawość: czy Lady Vanessa i jej Piotr pokażą jej coś, co wykracza poza znany jej świat chłodnej dominacji, ciała i zmysłów?


— —


Pani Ewa zaczyna swój dzień w zupełnie innej scenerii. Poranek spędza w przestronnym lofcie przerobionym na pracownię artystyczną na Powiślu. Wysokie okna wpuszczają miękkie światło na pobrudzone farbami płótna i rekwizyty porozstawiane w kątach. Wśród nich widać niezwykłe połączenie rekwizytów: obok statywu z aparatem i sztalugi stoi manekin ubrany w gorset, a na stojaku na kostiumy wiszą teatralne suknie przemieszane ze skórzanymi uprzężami, a na półkach lśnią akcesoria, które kuszą zmysłową obietnicą. Ewa łączy dwa światy: jest dominującą kobietą o silnym wizerunku, ale też delikatną performerką, która wyraża siebie w sztuce. W tej chwili, boso i ubrana jedynie w zwiewny jedwabny szlafrok, który opływa po jej smukłym ciele, podkreślając krągłe biodra i jędrne piersi, ćwiczy powolny taneczny układ na środku pokoju. Jej ruchy są płynne i zmysłowe — unosi ramiona, odchyla głowę, jakby obejmowała niewidzialnego partnera, jej pośladki falują pod materiałem, uda napięte w erotycznym tańcu. W tle cicho gra muzyka klasyczna, którą Ewa uwielbia. Ta poranna rozgrzewka to dla niej rytuał: pomaga jej zachować gibkość ciała i spokój umysłu. Gdy tańczy, na moment zrzuca z siebie wszystkie maski i jest po prostu sobą — silną, a jednocześnie wrażliwą kobietą.

Po kilkunastu minutach kończy taniec ostatnim obrotem, jej szlafrok lekko się uchyla, odsłaniając jędrne uda i krągłe pośladki w kuszącej pozie. Spogląda na swoje odbicie w lustrze oprawionym w pozłacaną ramę — widzi szczupłą, rudowłosą kobietę o wyrazistych, zielonych oczach. Oddech ma przyspieszony, policzki zaróżowione wysiłkiem. Uśmiecha się lekko do siebie i puszcza własnemu odbiciu oko, jakby dodając sobie animuszu, jej piersi falują jeszcze od tańca. Zaraz jednak jej wzrok pada na stojący obok lustra czarny cylinder i błyszczący skórzany gorset — elementy scenicznego stroju dominującej Ewy, który obiecuje przygody. Wie, że jeszcze dziś przywdzieje tę zbroję, by wejść w rolę Pani Ewy w pełni, ale na razie cieszy ją ta chwila prywatnej swobody, jej ciało lśniące od lekkiego potu.

Przechadza się po pracowni, popijając zieloną herbatę z porcelanowej filiżanki. Rozmyśla o nadchodzących godzinach. Jej codzienność wygląda inaczej niż u Ingi — Ewa nie ma własnego oficjalnego studia BDSM, działa bardziej dyskretnie. Zarabia na relacjach z uległymi, ale często są to relacje towarzyskie, ukryte pod płaszczykiem zwykłych spotkań. Wielu z jej klientów to wpływowi ludzie: biznesmeni, artyści, czasem politycy, którzy nie szukają ostrej fizycznej dominacji, a raczej silnej kobiecej obecności obok siebie. Płacą jej za towarzyszenie im na kolacji, wyjazd jako „osobista asystentka”, albo za kameralne spektakle dominacji, które rozgrywają się w czterech ścianach eleganckiego apartamentu, gdzie jej ciało staje się centrum kuszącej władzy. Ewa traktuje to z dystansem i szczyptą ironii. W głębi duszy czasem śmieje się z tych mężczyzn, którzy potrzebują zapłacić kobiecie, by poczuć się mali. Ale to ich wybór — ona po prostu dostarcza im tego, czego pragną, grając rolę dominującej muzy w ich nudnym życiu, jej krągłe kształty i jędrne pośladki podkreślone strojami, budzące nieodparte pożądanie.

Tego popołudnia Ewa ma umówione spotkanie z nowym podopiecznym — młody uległy, który od jakiegoś czasu prosił ją o audiencję, wreszcie przekonał ją, by dała mu szansę. Nie jest to typowy klient — to student akademii sztuk pięknych, jak wyznał w mailu, zafascynowany jej sceniczną personą. Ewa zgodziła się na spotkanie z czystej ciekawości i może odrobiny próżności: miło łechta ją zainteresowanie młodszego, wrażliwego mężczyzny. Nie zamierza jednak od razu zabierać go do sypialni czy na sesję — postanowiła spotkać się w miejscu publicznym, by najpierw wybadać jego charakter, jej erotyczna dominacja zacznie się subtelnie.

Godzinę później Pani Ewa wkracza do niewielkiej kawiarni na Powiślu, ubrana w stylowy, acz nie rzucający się nadmiernie w oczy sposób. Ma na sobie ciemnozieloną sukienkę do kolan, elegancką, lecz skromną, która opływa po jej krągłych biodrach i podkreśla jędrne pośladki, dekolt subtelnie odsłaniający kształtne piersi, oraz czarne botki na średnim obcasie. Jej włosy upięte są w luźny kok, z którego wymyka się kilka rudych kosmyków — celowo pozwoliła sobie na odrobinę artystycznego nieładu. Wygląda bardziej jak ekscentryczna artystka niż dominatrix, ale jej aura pewności siebie i prosty, sprężysty krok zdradzają, kim jest, jej uda falują kusząco pod sukienką.

Przy stoliku w głębi kawiarni czeka już on — młody mężczyzna o delikatnej urodzie, może dwudziestopięcioletni. Nerwowo skubie brzeg menu, ale gdy tylko dostrzega zbliżającą się Ewę, wstaje tak gwałtownie, że niemal przewraca krzesło. — Dzień dobry, Pani Ewo… — wita się nieśmiało, a w jego oczach pojawia się iskrzący błysk podziwu, ślizgający się po jej krągłych kształtach. Ewa obdarza go powściągliwym uśmiechem i skinieniem głowy. — Dzień dobry, Tomku. — Odpowiada, celowo używając jego imienia, mimo że on zwrócił się do niej z tytułem. Lubi na początku nieco zbić uległych z tropu, nie pozwalając im od razu wejść w utarte role. To część jej gry psychologicznej.

Siada naprzeciwko niego z gracją, jej pośladki opadają na krzesło w kuszącej pozie. Tomek ostrożnie osuwa się na swoje krzesło dopiero, gdy ona wygodnie się usadowi — drobny akt kurtuazji czy może już uległości. Ewa przygląda mu się uważnie, nie mówiąc nic przez dłuższą chwilę. Patrzy prosto w jego oczy, aż chłopak czerwienieje na twarzy i ucieka wzrokiem, jego spojrzenie mimowolnie ślizga się po jej dekolcie, gdzie piersi falują. W końcu Ewa przechyla głowę lekko na bok i pyta cicho: — Zdenerwowany? Tomek przełyka ślinę i próbuje się uśmiechnąć. — Trochę… Pani. — dodaje tytuł po chwili zawahania, niepewny, czy w publicznym miejscu powinien, jego ciało drży od obecności jej kształtów.

Ewa unosi brew, słysząc to „Pani”. Rozsiada się wygodniej, zakładając nogę na nogę, jej uda kusząco napięte pod sukienką. — Dobrze, że chociaż trochę — stwierdza, bawiąc się łyżeczką leżącą obok filiżanki. — Gdybyś wcale się nie denerwował, pomyślałabym, że brak ci rozumu albo pokory. Jej słowa brzmią słodko, niemal życzliwie, ale kryje się w nich subtelne ostrze, jej piersi unoszą się w rytmie oddechu, podkreślając erotyczną władczość. Tomek unosi na nią oczy, zdezorientowany tym komplementem i przytykiem zarazem, po czym znowu spuszcza wzrok. — Przy Pani trudno zachować spokój… — mamrocze szczerze, jego wzrok przyciągnięty do jej jędrnych kształtów.

Kelner przerywa na moment ich wymianę spojrzeń, przyjmując zamówienia. Ewa prosi o espresso bez cukru, Tomek o latte, którego i tak prawie nie tknie. Kiedy znów zostają sami, Ewa podejmuje psychologiczną grę dominacji, prowadząc rozmowę swobodnie, lecz kontrolując każdy jej kierunek. Najpierw wypytuje go o studia, projekty artystyczne — mówi ciepłym tonem, skłaniając chłopaka, by się otworzył. Tomek ożywia się, opowiada o swoich fotografiach inspirowanych cielesnością i zniewoleniem; widać, że to jego pasja. Ewa słucha z zainteresowaniem, kiwając głową, zadaje inteligentne pytania, jej ciało pochylone lekko, piersi kusząco blisko stołu.

W pewnym momencie Ewa delikatnie pochyla się nad stolikiem i przerywa mu ruchem dłoni. — Pokażesz mi swoje ręce? — pyta niespodziewanie, miękkim głosem. Tomek urywa zdanie i marszczy brwi w zaskoczeniu, ale posłusznie wysuwa dłonie na stół. Drżą lekko. — Mhm… — mruczy Ewa, przykładając do nich swoją smukłą dłoń. Jej dotyk jest chłodny i zdecydowany, przytrzymuje jego ręce w miejscu, palce ślizgają się po jego skórze. Tomek zamiera, patrząc jak urzeczony na ten kontrast: drobna kobieca dłoń spoczywająca władczo na jego przedramieniu, budząca fale gorąca. — Artysta, ale dłonie masz silne — zauważa szeptem, powoli zsuwając palce po jego przedramieniu, niby od niechcenia, jej paznokcie muskają skórę w erotycznym tańcu. Wodzi opuszkami paznokci po wewnętrznej stronie jego nadgarstków. Tomek wstrzymuje oddech; ta pozornie niewinna pieszczota pod stołem przyprawia go o gęsią skórkę, jego ciało reaguje na jej ruchy. — Spokojnie, oddychaj — szepcze Ewa tonem łagodnego polecenia, jej piersi falują blisko. On nabiera tchu, oczy ma utkwione w jej twarzy — teraz już wie, że to nie jest zwykłe spotkanie przy kawie, a gra dominacji.

Ewa uśmiecha się kącikiem ust, widząc, jak łatwo przejęła nad nim kontrolę. W miejscach publicznych uwielbia subtelną dominację — taką, której postronny obserwator nawet by nie zauważył, a która dla uległego znaczy cały świat, jej ciało emanujące erotyczną władzą. Przesuwa stopę pod stołem i muska czubkiem buta łydkę Tomka, jej udo napięte w kuszącej pozie. On drgnął zaskoczony, lecz nie cofa nogi, jego skóra mrowi od tego dotyku. — Czyżby mój młody artysta miał słabość do silnych kobiet? — zagaduje filuternie, jak gdyby pytała o banalną rzecz, jej piersi unoszą się prowokująco. Tomek przygryza wargę, szuka słów. — Tak… Pani Ewo — potwierdza cicho, z tą dozą czci w głosie, która zawsze ją lekko rozczula i rozbawia jednocześnie, budząc w niej falę satysfakcji.

— Wiem. Wyczytałam to z twoich zdjęć — kłamie gładko, choć nie widziała żadnej jego fotografii. Ale sprawia tym, że Tomek otwiera oczy szeroko z podziwem; teraz pewnie wierzy, że Pani Ewa potrafi czytać w myślach, jej oczy błyszczą. Ona puszcza jego ręce i odsuwa się nieco, wracając do poprzedniej pozycji, jej pośladki falują lekko na krześle. Chłopak niemal mimowolnie pochyla się za nią, jak kwiat ciągnący do słońca — już wpadł w jej sieć, jego ciało drży od bliskości.

Przez następne minuty rozmowa toczy się swobodnie, choć cały czas to Ewa nadaje jej rytm. Raz jest czarująco miła, zaraz lekko kąśliwa; raz słucha, a raz celnie punktuje jego wypowiedzi. Tomek jest jak na huśtawce: w jednej chwili śmieje się cicho z jej ironicznych uwag, by za moment spocić się z nerwów, gdy milknie i mierzy go przenikliwym spojrzeniem, jej piersi falują w władzy. Ta kawiarnia staje się tłem dla psychologicznej gry — prawdziwej dominacji ukrytej w zwykłych gestach, erotycznie naładowanych. Kiedy kelner przynosi ich kawy, Ewa bierze do ręki saszetkę cukru i podaje Tomkowi. — Słodzisz — stwierdza, nie pytając. On, choć zwykle nie słodzi, tym razem potakuje i posłusznie otwiera saszetkę, wsypując cukier do filiżanki, bo tak mu poleciła tonem nieznoszącym sprzeciwu, jej oczy dominujące.

W końcu, sącząc resztkę espresso, Ewa decyduje się zakończyć tę rozgrywkę testową. Oceniła już, że Tomek jest wystarczająco uległy psychicznie i równocześnie dość inteligentny, by był interesujący, jego reakcje na jej dotyki potwierdzają to. Odkłada filiżankę i uśmiecha się do niego nieco cieplej. — Myślę, że następnym razem możemy spotkać się… bardziej prywatnie — oznajmia, kreśląc palcem kręgi na krawędzi spodka, jej paznokcie błyszczą. Tomek prostuje się, a na jego twarzy maluje się ulga i radość. — Dziękuję, Pani… — mówi z autentycznym wzruszeniem. W jego oczach płonie entuzjazm — najwyraźniej obawiał się, że nie spełni jej oczekiwań. — Nie dziękuj, jeszcze niczego nie zrobiłam — ucina Ewa, po czym dodaje z figlarną przekorą: — Podziękujesz, jak sobie zasłużysz, jej głos muska powietrze jak erotyczna obietnica.

Tomek oblewa się rumieńcem, ale przytakuje z zapałem. Ewa zaś wstaje z gracją, dając znak, że spotkanie dobiegło końca, jej uda falują kusząco pod sukienką. Chłopak natychmiast również podrywa się z miejsca. Chce zapłacić za kawy, lecz Ewa tylko posyła mu spojrzenie pełne wyższości. — Schowaj portfel, kochanie. Wiesz dobrze, że to ja tu stawiam warunki. — Mówi cicho, ale tak, że czuje dreszcz, jej piersi unoszą się w erotycznej władzy. Podchodzi do kasy i sama uiszcza rachunek, podczas gdy on stoi obok, wyraźnie uszczęśliwiony nawet tak drobnym upokorzeniem. Żegnają się krótko przed kawiarnią — Ewa pozwala mu jedynie skinąć głową na pożegnanie i ucałować jej dłoń. Robi to dyskretnie, muskając wierzch jej ręki w cienkiej koronkowej rękawiczce, jego wargi drżą na jej skórze. — Do zobaczenia, Pani Ewo… — mówi jeszcze, zanim odejdzie tyłem kilka kroków, nie chcąc odwracać się do niej plecami.

Ewa patrzy za nim przez moment, po czym rusza w swoją stronę ulicą, nucąc coś pod nosem. Jest zadowolona — lubi, gdy nowa znajomość zaczyna się tak obiecująco, jej erotyczna dominacja budzi w niej falę satysfakcji. Tomek wydaje jej się wdzięcznym materiałem do uformowania; młody, pojętny i niezepsuty jeszcze przez cynizm świata biznesowych układów. Tacy ulegli potrafią być najbardziej oddani. Być może będzie z niego kiedyś niezły stały subik do towarzystwa, myśli, ale to się okaże. Na razie cieszy się perspektywą ciekawej przygody i dodatkowego dochodu, bo oczywiście jej czas jest cenny.

Wczesnym wieczorem Pani Ewa wraca do swojego mieszkania. To elegancki apartament w starej kamienicy — wnętrze urządzone ze smakiem, łączące antyki z nowoczesnymi wygodami. W jej salonie stoją wygodne, aksamitne fotele, na ścianach wiszą surrealistyczne obrazy (kilka to jej własne prace). Na pozór to mieszkanie artystki o wyszukanym guście. Jednak w szafie w sypialni kryje się pokaźna kolekcja lateksowych kostiumów, butów na niebotycznych obcasach i rozmaitych akcesoriów BDSM, posegregowanych starannie w szufladach. Ewa otwiera tę szafę, jakby odsłaniała tajemniczą garderobę pełną alternatywnych tożsamości, jej dłonie ślizgają się po materiałach, budząc dreszcze.

Przyjemny dreszcz przebiega jej po plecach, gdy przebiera między strojami, jej piersi falują pod szlafrokiem. Jutro czeka ją coś wyjątkowego — wspólna sesja z Vanessą i Ingą, z Piotrem w roli ofiary, rzecz jasna. Ewa zaoferowała, że zajmie się strojami dla siebie i Ingi. Teraz więc, popijając czerwone wino, przegląda kolekcję kostiumów, aby wybrać te idealne, jej ciało rozgrzane od wina, kształty kusząco napięte. W końcu wyciąga trzy wieszaki i rozkłada je na łóżku: na jednym połyskuje jej ulubiony gorset z ciemnozielonego lateksu, ciasno opinający talię i unoszący piersi w prowokującym dekolcie, na drugim wiszą dopasowane rękawiczki i kołnierz zdobiony ćwiekami, a na trzecim — zapasowy strój dla Ingi, bardziej minimalistyczny czarny komplet z lakierowanej skóry, podkreślający jędrne kształty. Styl Ewy jest nieco bardziej teatralny i wyszukany, podczas gdy Inga preferuje prostszą, surową estetykę. Lady Vanessa zapewne jak zwykle wystąpi we własnym, ultradominującym wydaniu — pewnie w czerni i czerwieni, by się wyróżniać, jej jędrne pośladki i kształtne piersi. Ewa uśmiecha się na tę myśl. Cała Vanessa, myśli z rozbawieniem.

Gdy tak przygotowuje rzeczy na jutro, jej myśli błądzą ku Lady Vanessie i Piotrowi. Po wczorajszym spotkaniu przy winie Ewa dużo o nich rozmyślała. Vanessa wydawała jej się tak zafascynowana tym mężczyzną… Piotrem, jak go zwą. Pani Ewa patrzy na to z dystansem, bo sama nigdy nie pozwoliła sobie na takie zauroczenie żadnym uległym. To tylko zabawa — powtarza sobie zawsze. Owszem, zdarzało jej się polubić niektórych klientów bardziej, mieć swoich faworytów, ale nigdy nie traciła głowy. Zawsze pilnowała, by za przywiązaniem szedł odpowiednio wysoki przelew na konto. Dlatego obserwując Vanessę, która opowiadała o Piotrze jak o jakimś odkryciu roku, Ewa zachowywała lekko sceptyczny uśmieszek. Pamięta, jak droczyła się: „Chyba cię zauroczył, Vanesso”. Vanessa zaprzeczała, lecz Ewa widziała więcej niż słyszała: w oczach Vanessy tliło się coś osobliwego, gdy mówiła o tym, jak Piotr drżał na jej skinienie. Coś jak duma przemieszana z… czułością? Nie, niemożliwe, karci się w myślach Ewa. Vanessa i czułość? To przecież oksymoron. A jednak — Vanessa traktuje Piotra inaczej niż innych. Sam fakt, że planuje dla niego taką „edukację” we trzy dominy, że inwestuje w niego swój czas… to już ewenement, jej ciało w opisach zawsze kuszące, jędrne i dominujące.

Ewa wyciąga teraz telefon i, biorąc kolejny łyk wina, przegląda zdjęcia Lady Vanessy i Piotra. Ma je zapisane — wczoraj, po powrocie do domu, z czystej ciekawości przekopała internetowe forum, na którym się udzielają. Znalazła tam kilka fotografii: jedno ze zdjęć przedstawia Lady Vanessę w pełnym rynsztunku dominatrix, stojącą przy jakimś zamaskowanym mężczyźnie uwięzionym w klatce, jej jędrne pośladki podkreślone legginsami, piersi kusząco uniesione. Drugie zdjęcie jest bardziej osobiste: Vanessa w skórzanym gorsecie siedzi na tronie w swoim podziemnym lochu, a u jej boku — nie widać twarzy — klęczy mężczyzna z założonym na szyję obrożą. Ewa powiększa to zdjęcie palcami na ekranie: klęczący ma głowę pochyloną, wargi przytknięte do dłoni Vanessy spoczywającej na podparciu tronu. Widać tylko jego ciemne włosy i profil z okularami zdjętymi do boku. Lady Vanessa patrzy prosto w obiektyw z triumfalnym uśmiechem — wygląda olśniewająco i przerażająco zarazem, niczym królowa nocy.

Pani Ewa parska cichym śmiechem pod nosem, komentując półgłosem do samej siebie: — No proszę, nasza Vanessa i jej piesek. W jej tonie pobrzmiewa ironia, ale też pewna czułość, jak u starszej siostry droczącej się z młodszą. Przesuwa na następną fotografię, gdzie jest sam Piotr — to akurat zdjęcie z jego profilu: zwyczajny chłopak w okularach, w biurowej koszuli, uśmiechający się niepewnie do obiektywu. — Taki przeciętniak… — mruczy Ewa, przypominając sobie, jak zgodnie z Ingą uznały go za nic specjalnego. — A Vanessa robi z ciebie tajną broń. Przekręca telefon i przygląda się twarzy Piotra na powiększeniu. Dostrzega jego nieśmiały uśmiech, trochę smutne oczy. Wygląda niegroźnie, myśli, wręcz nudno. Ciężko jej sobie wyobrazić, że ten mężczyzna mógłby być na tyle fascynujący, by poruszyć lodowate serce Lady Vanessy, której ciało jest kusząco władcze.

A jednak… Odkłada telefon i zamyśla się, opierając głowę o zagłówek fotela. Ewa jest pragmatyczna i ironiczna, zawsze trzyma uczucia na wodzy. Ale instynkt podpowiada jej, że Vanessa mogła coś odkryć. Coś, czego ona i Inga dotąd nie widziały w tej grze. Może prawdziwą esencję uległości? Piotr zdaje się być gotowy na wszystko dla Vanessy — tak przynajmniej wynikało z jej opowieści. Ewa przypomina sobie słowa Vanessy: „To rozczulające, jak nisko potrafi upaść z własnej woli.”. Pani Ewa prycha lekko na to wspomnienie. Rozczulające — nigdy nie pomyślałaby, że Vanessa użyje takiego słowa. Czyli co? Lituje się nad nim? A może czerpie perwersyjną przyjemność z jego masochistycznej gotowości?

Ewa upija łyk wina, czując, jak ciepły trunek rozlewa się po jej wnętrzu. Nie zamierza tracić swojego cynicznego dystansu, to jej tarcza ochronna. W końcu to dzięki temu nie kończy jak niektóre koleżanki — wykorzystywane czy zranione. Ale wewnątrz nurtuje ją ciekawość zmieszana z lekką obawą. Czyżbyśmy coś przeoczyły, skupiając się tylko na pieniądzach i powierzchownej grze? — zastanawia się. W jej myślach pojawia się obraz Vanessy z wczoraj, opowiadającej z błyskiem w oku o drżącym Piotrze. Tak, Vanessa jakby „odkryła” coś w dominacji, czego Ewa dotąd nie szukała: może pewien rodzaj emocjonalnego spełnienia, jakiego nie dają zimne transakcje, kuszącego jak zmysłowy taniec ciała.

Ewa przewraca się na bok, gasząc lampkę nocną. W jej życiu jest surowa estetyka kontroli i cyniczny spokój, który pozwala przetrwać każdy sztorm. Ale gdzieś głęboko nurtuje się iskierka — by zrozumieć, co tak naprawdę Vanessa odnalazła w Piotrze. Czy to kolejna maska, czy prawda o nich wszystkich? Nie, dla mnie to tylko gra, postanawia w duchu. Emocje zostawiam artystycznej scenie, nie sypialni. Z tą myślą zamyka oczy. W jej życiu dominacja to władza, ale czy czasem także słabość? — zastanawia się, przypominając sobie roziskrzone oczy Vanessy. Na razie jednak otula się kołdrą i zasypia z lekko drwiącym uśmieszkiem na ustach — w końcu życie domin jest nie tylko dramatyczne i mroczne, bywa też pełne zaskakujących emocji, choć żadna z nich głośno się do tego nie przyzna. Ewa pozwoli sobie to coś jutro podejrzeć. A jeśli jej własne serce drgnie przy tym choćby trochę? cóż, wtedy będzie musiała zdecydować, czy faktycznie „coś odkryła”. Na razie jednak nurtuje ją ciekawość oparta na władzy.

Rozdział 5 — Test

Piotr stał przed ciężką bramą posiadłości Lady Vanessy, czując, jak serce wali mu w piersi. Chłodne powietrze wieczoru muskało jego rozpaloną twarz, gdy nerwowo poprawiał kołnierz koszuli. To jest ten dzień… — pomyślał, przełykając ślinę. Lady Vanessa nieoczekiwanie wezwała go tej nocy do siebie. Po tygodniach gorączkowego czekania i niepewności wreszcie miał stanąć u jej stóp ponownie. W głowie kłębiły mu się setki myśli: ekscytacja mieszała się ze strachem. Czy sprostam jej oczekiwaniom? — kołatało mu się w głowie, gdy naciskał dzwonek. W ciszy słychać było jedynie odległe echo jego własnego oddechu i szum krwi w uszach.

Drzwi otworzyły się niemal bezgłośnie. W progu, niczym zjawisko, pojawiła się Lady Vanessa. Smukła sylwetka rysowała się wyraziście na tle oświetlonego korytarza za jej plecami. Ubrana była w czarną, skórzaną suknię opinającą jej ciało niczym druga skóra. Gorset podkreślał wąską talię i pełne biodra, a długi rozporek odsłaniał zmysłowo jedno udo przy każdym ruchu. Na stopach miała swoje nieodłączne, wysokie czarne szpilki, które dodawały jej wzrostu i dominującej prezencji. Twarz Lady Vanessy pozostawała chłodna i opanowana — karminowe usta wygięte w ledwie dostrzegalnym uśmiechu, oczy ciemne, przenikliwe, obramowane perfekcyjnie ułożonym kosmykiem włosów, który wymknął się z jej eleganckiego upięcia. Do nozdrzy Piotra natychmiast dotarł znajomy zapach jaśminowych perfum z ostrą, korzenną nutą, od którego zakręciło mu się w głowie.

— Dobry wieczór, Piotrze — przywitała go cicho Lady Vanessa. Jej głos brzmiał aksamitnie, lecz pod powierzchnią czaiła się stalowa nuta. Mężczyzna poczuł dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Natychmiast spuścił wzrok i ukłonił się z szacunkiem.

— D-dobry wieczór, Pani — wyjąkał, niemal szeptem. Czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie, gdy wchodził do środka.

Lady Vanessa zamknęła za nim drzwi i ruchem dłoni wskazała, by podążał za nią. Jej obcasy stukały miarowo o marmurową posadzkę holu. Piotr szedł krok za nią, czując w ustach suchość. W eleganckim wnętrzu posiadłości panował półmrok, światła kinkietów rzucały ciepłe cienie na ściany. Każdy krok w głąb domu wydawał mu się marszem ku przeznaczeniu. Zastanawiał się, co go czeka tej nocy. Vanessa milczała, prowadząc go przez korytarz — jej milczenie tylko potęgowało napięcie. Czy jest na mnie zła? A może szykuje coś wyjątkowego? W głowie Piotra panował mętlik, lecz jedno wiedział na pewno: niezależnie od tego, co nastąpi, zrobi wszystko, by zaskarbić sobie jej pochwałę.

Minęli salon i skierowali się ku schodom prowadzącym w dół, do podziemi posiadłości. Serce Piotra zabiło jeszcze mocniej. Cień Vanessy sunął przed nim po kamiennych stopniach, a on starał się stawiać kroki pewnie, choć nogi miał jak z waty.

Przed masywnymi, mahoniowymi drzwiami zdobionymi rzeźbieniami Lady Vanessa zatrzymała się. Obróciła głowę w bok i spojrzała na Piotra. W tym spojrzeniu czaiła się iskra, której nie umiał odczytać — czy to była ekscytacja? Triumf? A może po prostu odbite światło świec w korytarzu?

— Przygotowany? — zapytała cicho, a w jej głosie zabrzmiał ledwie wyczuwalny ton napięcia.

Piotr przełknął ślinę i skinął głową energicznie.

— Tak, Pani.

Nie był pewien, na co ma być gotów, lecz i tak to powiedział. Wiedział jedno: należy być posłusznym, na każde zawołanie. Lady Vanessa uśmiechnęła się lekko pod nosem i położyła dłoń na klamce.

— Doskonale. Ani słowa bez pozwolenia. Wejdziesz na kolanach — poleciła spokojnie.

W Piotrze coś drgnęło. Na kolanach? Serce podeszło mu do gardła, ale natychmiast skinął głową. Oczywiście. Jak inaczej mógłbym wejść przed oblicze mojej Pani? Niemal czuł ulgę, że przypomniała mu miejsce. Z bijącym sercem osunął się na kolana na zimne, kamienne stopnie. Lady Vanessa otworzyła ciężkie drzwi.

Sala za nimi tonęła w ciepłym blasku licznych świec rozstawionych po kątach. Piotr przez moment musiał zmrużyć oczy, oślepiony światłem i przepychem tej sceny. Gdy znów spojrzał przed siebie, klęcząc u progu, dech zaparło mu w piersi. W obszernej komnacie o aksamitnie czerwonych ścianach dostrzegł sylwetki trzech kobiet. Lady Vanessa już tam była, stojąc tuż obok, górując nad nim niczym ciemna bogini. Ale po obu stronach, nieco dalej, stały jeszcze dwie dominujące postacie.

Mistress Inga stała oparta biodrem o masywny stół do krępowania, który Piotr tak dobrze pamiętał z poprzedniej sesji. Jej postura — wysoka, atletyczna — rzucała długi cień na podłogę. Ubrana była w dopasowany czarny gorset połyskujący w świecach i lateksowe spodnie lśniące niczym druga skóra. Krwistoczerwone włosy Mistress Ingi upięte były w wysoki koński ogon, który opadał na jej nagie, umięśnione plecy. Na szyi miała ozdobny czarny choker, a na dłoniach połyskiwały skórzane rękawiczki bez palców. Jej twarz o ostrych rysach i pełnych ustach malował lekki, ironiczny uśmieszek. Przez moment błądziła wzrokiem po Piotrze, jakby oceniała towar na aukcji — chłodno i profesjonalnie. W jednej dłoni niedbale trzymała krótki pejcz, którym uderzała lekko o własne udo w powolnym, rytmicznym takcie.

Po drugiej stronie, oparta o ścianę wyłożoną czerwonym aksamitem, stała Pani Ewa. Była od Ingi nieco niższa i o subtelniejszej figurze, lecz równie urzekającej. Ubrana w gorset z czarnej skóry zdobiony drobnymi metalowymi ćwiekami i kabaretki opinające zgrabne nogi, emanowała mieszanką władzy i artystycznej zmysłowości. Jej długie rude włosy spływały luźno na ramiona, okolone czarnym cylindrem — zapewne elementem scenicznego kostiumu, który nadawał jej wizerunkowi odrobinę teatralności. Trzymała w dłoni cienką, srebrzystą rózgę, którą obracała wolno między palcami. Spojrzenie Pani Ewy — zielone oczy podkreślone mocną kreską eyelinera — było ciekawskie, niemal rozmarzone, jakby patrzyła na żywe dzieło sztuki. Usta w kolorze wina wygięły się w delikatnym, powitalnym uśmiechu, gdy napotkała wzrok Piotra.

Piotr poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod kolan. Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. Mistress Inga? Pani Ewa? — krzyczał jego wewnętrzny głos. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Oto przed nim stały dwie inne dominujące kobiety, dobrze mu znane z szeptów środowiska — ba, sam kiedyś ośmielił się szukać u nich sesji, choć były to spotkania przelotne, czysto transakcyjne. Teraz widział je we własnej osobie, we wnętrzu posiadłości Lady Vanessy. Trzy pary kobiecych oczu patrzyły na niego z góry. Z wrażenia zaschło mu w ustach; dłońmi wsparł się o posadzkę, by utrzymać równowagę w klęku.

— A więc to jest nasz słynny Piotr — odezwała się Mistress Inga niskim, lekko chrapliwym głosem. Zrobiła krok naprzód, stukając obcasami o drewnianą, czarną podłogę. Jej spojrzenie prześlizgiwało się po nim od stóp do głów. Piotr mimowolnie spuścił wzrok, płonąc ze wstydu i ekscytacji zarazem. Nasz? Słynny? Słowa Ingi zabrzmiały drwiąco, lecz i ciekawie.

— Wejdź, Piotrze — poleciła Lady Vanessa, spoglądając na niego z góry. Wskazała miejsce na środku sali, tuż przed stołem do krępowania.

Piotr, wciąż na kolanach, poczołgał się we wskazane miejsce. Czuł, jak jego ciało działa automatycznie — mięśnie wykonywały polecenie, podczas gdy umysł wciąż próbował pojąć sytuację. Kolana ślizgały mu się nieco na gładkiej podłodze, a twarz płonęła, zapewne cała czerwona. Trzy Panie… Na raz… Serce biło mu jak szalone. Gdy dotarł na środek, Lady Vanessa zamknęła za nim drzwi i również podeszła bliżej. Teraz Piotr był otoczony.

Mistress Inga zatrzymała się po jego lewej stronie, Pani Ewa po prawej, a Lady Vanessa stanęła tuż przed nim. Piotr przez moment nie śmiał nawet oddychać. Przeszył go potężny dreszcz — tak intensywny, że zadrżały mu ramiona. Natychmiast próbował się opanować i przyjąć właściwą pozycję: wyprostował plecy mimo klęczącej pozy, splecione dłonie ułożył za plecami. Głowę trzymał spuszczoną, ale zerkał ukradkiem spod rzęs to na eleganckie szpilki Vanessy przed sobą, to na lakierowane sztylety Ingi po lewej i wysokie botki Ewy zdobione ćwiekami po prawej. Otaczał go zapach trzech różnych perfum, mieszających się w ciężką, oszałamiającą woń dominacji: jaśmin i przyprawy Vanessy, ostry aromat skóry i potu Ingi, słodkawo-dymny zapach Pani Ewy, jak kadzidło i kwiaty. Zakręciło mu się w głowie. Był jak we śnie — jednym z tych, które miewał, fantazjując o pełnym oddaniu i upokorzeniu, lecz to nie był sen. To dzieje się naprawdę…

— Spójrz na nas, Piotrze. — Głos Lady Vanessy był spokojny, lecz stanowczy.

Piotr uniósł powoli głowę, niepewnie wodząc wzrokiem po twarzach trzech kobiet. Lady Vanessa patrzyła na niego z wyższością i czymś jeszcze — może dumą? Jej koleżanki zaś miały miny pełne zaciekawienia. Poczuł się jak egzotyczne zwierzę na pokazie. Twarz go piekła, wstyd palił od środka, ale też gdzieś w głębi czuł iskierkę satysfakcji: trzy dominujące kobiety zwracają całą uwagę właśnie na niego.

— Nie musisz być taki kurwa onieśmielony — zironizowała Pani Ewa, przechylając głowę. Jej głos brzmiał miękko, z artystyczną modulacją, niemal hipnotyzująco. — Chyba już kiedyś się spotkaliśmy… prawda?

Piotr skinął nerwowo głową, przełykając ślinę.

— T-tak, Pani Ewo… — wychrypiał. Rzeczywiście, kilka miesięcy temu, zanim poznał Vanessę, był na jednej sesji u Pani Ewy. Pamiętał ją jako profesjonalną i zdystansowaną — teraz jednak w jej oczach widział iskrę fascynacji, jakby patrzyła na innego człowieka niż tamten szary klient sprzed miesięcy.

— Och, pamiętasz! — zaśmiała się cicho Ewa, zasłaniając usta dłonią w czarnej koronkowej rękawiczce. — Wtedy nie byłeś aż tak… oddany. Co też nasza Vanessa ci zrobiła, hm?

Mistress Inga prychnęła cicho, uśmiechając się kpiąco.

— Podobno Lady Vanessa ma do ciebie wyjątkową cierpliwość piesku — powiedziała Inga. — Podobno złamała cię i ulepiła na nowo, prawda?

Piotr nie wiedział, co odpowiedzieć. Policzki płonęły mu ze wstydu, gdy słuchał tych słów. Zerknął niepewnie na Lady Vanessę, szukając wskazówki. Jego Pani wciąż mierzyła go wzrokiem, lecz kącik jej ust drgnął w rozbawieniu.

— Odpowiedz koleżankom, Piotrze — poleciła cicho Vanessa. — Śmiało, niech wiedzą, jak się czujesz.

W gardle Piotra zaschło jeszcze bardziej.

— J-ja… — zaczął niepewnie. Głos miał słaby, więc odchrząknął, próbując się zdobyć na odwagę. — Lady Vanessa… jest moją Panią. Zrobi dla mnie… to znaczy, ja zrobię dla niej wszystko. Zmieniła moje życie.

Zawstydzony własnymi słowami, umilkł. Brzmiało to żałośnie banalnie w jego uszach, a jednocześnie odsłaniało nagą prawdę. Całe jego życie kręciło się teraz wokół niej.

— Wszystko, powiadasz? — powtórzyła powoli Mistress Inga, wymieniając z Ewą szybkie spojrzenie. W jej oczach błysnęło zainteresowanie. — Myślisz, że zdołasz dzisiaj udowodnić te słowa?

— Postaram się, Pani — odparł natychmiast Piotr drżącym głosem. Z bijącym sercem spojrzał Ingę w oczy, choć walczył z naturalnym odruchem ucieczki wzroku. Było w tych oczach wyzwanie — zimne ogniki, które go przenikały.

— Postarasz się… — zaśmiała się cicho Ewa, obchodząc Piotra powoli dookoła. Czubek jej szpilek wystukiwał miękki rytm na podłodze. — Lady Vanessa twierdzi, że jesteś kurwa wyjątkowy. Że różnisz się od reszty słabych mężczyzn, którzy klękali u naszych stóp.

— Zgadza się — wtrąciła Vanessa z dumą w głosie. — Piotr ma w sobie coś, czego próżno szukać u waszych klientów. Jest gotów posunąć się dalej, oddać więcej…

Piotr poczuł, jak serce rośnie mu w piersi na te słowa. Lady Vanessa go chwaliła — przy swoich koleżankach, publicznie. Był to dla niego miód na duszę, ale i ogromna presja. Muszę być wart tych słów. Muszę to pokazać…

— Doprawdy? — Mistress Inga uniosła brwi z powątpiewaniem. Pochyliła się nieco i chwyciła Piotra za podbródek, zmuszając, by spojrzał prosto na nią. Jej dłoń w skórzanej rękawiczce była chłodna i mocna. — Spójrz na mnie, jebany chłopcze.

Piotr spojrzał. Twarz Ingi była niepokojąco blisko — widział każdy detal jej ostrego makijażu, czuł zapach skóry i perfum.

— Powiedz mi, co takiego wyjątkowego jest w tobie? — zażądała szeptem, wbijając w niego lodowate tęczówki.

W głowie Piotra zawirowało. Co mam powiedzieć?! — spanikował. Nie czuł się wyjątkowy. Był przecież tylko żałosnym, zagubionym mężczyzną, który potrzebuje służyć…

— J-ja… ja po prostu… — plątał się, próbując odsunąć głowę. Uścisk Ingi wzmocnił się, jej paznokcie lekko wbiły się w jego policzek.

— No, dalej pizdo! — syknęła, a w jej głosie pojawiła się ostrzejsza nuta. — Jesteś podobno pieskiem Vanessy. Co czyni cię lepszym od reszty?

Oczy Piotra wilgotniały z upokorzenia. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Gardło miał ściśnięte. Lady Vanessa obserwowała tę scenę z kamienną twarzą, Pani Ewa zatrzymała się tuż za plecami Piotra i czekała, muskając lekko rózgą jego kark — dopiero teraz poczuł ten dotyk: zimny metal końcówki pejczyka sunący po skórze szyi. Zadrżał i wydał zdławiony jęk.

— Może to, jak bardzo jest posłuszny? — podsunęła Vanessa swobodnym tonem, ratując go z opresji. Skinęła głową na Ingę, a ta puściła podbródek Piotra i wyprostowała się. — Zobaczmy to. Piotrze, całuj buty Mistress Ingi, już kurwa!

Słowa Lady Vanessy zabrzmiały jak wyrok i wybawienie jednocześnie. Piotr natychmiast opadł na dłonie i pochylił się w stronę lśniących, wysokich szpilek Ingi. Serce dudniło mu w uszach, gdy przykładał drżące wargi do czubka jej buta. Smak lakierowanej skóry mieszał się z gorzką słonością łez, które powstrzymywał w kącikach oczu. Jestem posłuszny, jestem posłuszny… — powtarzał w myślach jak mantrę, składając kolejne wilgotne pocałunki na czubku i cholewce buta Mistress Ingi.

Kobieta zaśmiała się cicho i pogardliwie. Cofnęła nogę.

— Wystarczy. Teraz do drugiej. — Wysunęła drugi but nieco przed siebie.

Piotr bez wahania przesunął się i zaczął całować czubek drugiej szpilki, pochłonięty swoim zadaniem, jakby od tego zależało jego życie. Słyszał bicie własnego serca i czuł na sobie wzrok wszystkich trzech kobiet. Twarz płonęła mu ze wstydu, kark palił od dotyku rózgi Ewy, którą ta wciąż trzymała opartą lekko o jego skórę. Kiedy skończył, uniósł głowę. Mistress Inga patrzyła na niego z iskierką rozbawienia.

— Rzeczywiście posłuszny — mruknęła. — Jak dobrze wytresowany pies.

— Spróbujmy czegoś więcej — zasugerowała Pani Ewa miękkim głosem tuż za nim. Nim Piotr zdążył zareagować, Ewa ujęła go za ramiona od tyłu. Poczuł jej paznokcie przez cienki materiał koszuli, gdy przejechała dłońmi w dół, zatrzymując się tuż nad jego piersiami. — Wstań.

Piotr, choć zakręciło mu się od tego w głowie, spełnił polecenie. Podniósł się z klęczek na niepewne nogi. Był wyższy od Ewy o głowę, lecz w tej chwili czuł się od niej o wiele mniejszy. Ewa trzymała go od tyłu za ramiona, podczas gdy Lady Vanessa i Mistress Inga stanęły bliżej z przodu. Piotr oddychał szybko, próbując zapanować nad drżeniem ciała.

— Ręce trzymasz nad głowę — poleciła stanowczo Lady Vanessa. Piotr uniósł drżące ręce i splecił dłonie na karku, odsłaniając bezbronnie tors i brzuch. — Dobrze. I teraz się kurwa nie ruszaj, rozumiesz śmiecu?

Jej głos niósł w sobie obietnicę — i groźbę. Piotr zacisnął powieki, nie śmiąc drgnąć. Nie zawieść, nie zawieść…

Pierwszy cios spadł nagle. Smagnięcie pejczem na wysokości żeber — lekkie, więcej straszące niż raniące, lecz i tak Piotr syknął z zaskoczenia. Otworzył oczy. Mistress Inga cofnęła rękę z pejczem, zamachując się ponownie. W półmroku świec błysnęły jej oczy; na ustach błądził półuśmiech.

— Mówiłam kurwa, nie ruszaj się! — upomniała go łagodnie Lady Vanessa, widząc, że Piotr odruchowo skulił ramiona. Z najwyższym wysiłkiem wyprostował się znów i uniósł łokcie, wracając do pozycji. Oddychał nierówno, serce tłukło mu w piersi.

Trzask! Kolejne uderzenie — tym razem cienka rózga Pani Ewy smagnęła go niżej, w biodro. Piotr zagryzł zęby, by nie krzyknąć. To piekło ostrzej, choć uderzenie nadal było umiarkowanej siły. Skóra zapiekła; wiedział, że zostanie czerwony pręga. Jego ciało instynktownie napięło się, mięśnie brzucha zesztywniały.

— Oddychaj, Piotrze — usłyszał cichy, niemal czuły szept Lady Vanessy. Stała tuż przed nim, blisko, bardzo blisko — tak, że gdyby się wychylił, dotknąłby czołem jej ramienia. Jej obecność działała na niego kojąco mimo bólu. Wciągnął więc powietrze głęboko. Zapach jaśminu wypełnił mu płuca.

Wtedy poczuł, jak smukłe palce Vanessy sięgają do guzików jego koszuli. Zaczęła powoli rozpinać je jeden po drugim, nie odrywając od niego przenikliwego spojrzenia. Piotr patrzył jej w oczy, zahipnotyzowany, a jednocześnie świadomy jak na dłoni, że Inga i Ewa stoją tuż obok, obserwując każdy ruch, każdy jego drżący oddech. Gdy Lady Vanessa rozpięła koszulę i rozchyliła materiał, Piotr mimowolnie spłonął rumieńcem jeszcze bardziej — czuł na nagiej skórze klatki piersiowej chłodne powietrze i ich wzrok. Spojrzenia trzech kobiet błądziły po jego ciele. Czuł, jak oceniają każdy jego mięsień, każdą niedoskonałość. Sutki zesztywniały mu z zimna i napięcia, a na brzuchu widać było, jak szybko oddycha.

— Popatrzcie, cały się trzęsie… — mruknęła Inga półgłosem. W jej tonie brzmiała nuta rozbawienia.

— Ze strachu czy ekscytacji? — zastanowiła się głośno Ewa, przekrzywiając głowę. Jej rudowłosa sylwetka krążyła teraz wokół Piotra z gracją drapieżnika. Rózgą musnęła lekko jego odsłonięty tors, wodziła końcem po skórze od piersi aż po pępek. — A może z jednego i drugiego?

Piotr zacisnął powieki. Każdy dotyk rózgi na skórze wywoływał gęsią skórkę. Był przerażony i podniecony jednocześnie. Tak, Ewa miała rację — jedno i drugie. Poczuł, jak wstydliwa reakcja jego ciała staje się coraz trudniejsza do ukrycia: poniżej brzucha narastało gorące pulsowanie. Nie, tylko nie to… — chciał błagać swoje ciało o posłuszeństwo, ale nie mógł nic poradzić. Był półnagim mężczyzną otoczonym przez dominujące kobiety; strach i upokorzenie paradoksalnie tylko wzmagały jego podniecenie. Czuł, że w każdej chwili zdradzi go wyraźna wypukłość w spodniach.

Lady Vanessa, zdawało się, wyczuła to intuicyjnie. Uniosła rękę i palcem wskazała na pasek u spodni Piotra.

— Rozbierz się! — poleciła, chłodnym, kontrolowanym tonem.

Piotrowi serce stanęło na ułamek sekundy. Miał się obnażyć… przed wszystkimi trzema. Zniosę to. Muszę znieść. Potulnie skinął głową. Dłonie jednak odmówiły mu posłuszeństwa — próbował rozpiąć pasek, lecz palce mu drżały tak mocno, że szarpnął tylko skórę i sprzączkę niezdarnie.

— Pozwól, pomogę ci suko — usłyszał nagle tuż przy uchu miękki głos Pani Ewy. Nim zdążył zaprotestować (nie żeby śmiał), Ewa stanęła za nim i sięgnęła smukłymi rękami do jego pasa. Czuł, jak jej piersi lekko dotykają jego nagich pleców, gdy pochylała się, by rozpiąć mu pasek z przodu. Ta intymność, ubrana dominująca kobieta tak blisko, wywołała w nim zawrót głowy. W dwóch szybkich ruchach Ewa uporała się z paskiem i rozpięła guzik spodni. Piotr zacisnął powieki z zażenowania, gdy jej palce musnęły przypadkiem wybrzuszenie w jego bieliźnie. Nie potrafił już nic ukryć — jego ciało samo zdradziło najwyższe pobudzenie. Pani Ewa zachichotała cicho.

— No proszę, chyba mu się podoba — skomentowała, ściągając zdecydowanym ruchem spodnie Piotra do kostek. — Zdejmij całkiem — poleciła mu jeszcze.

Piotr, czerwony z upokorzenia, wyskoczył z butów i spodni, odrzucając je na bok. Został już tylko w czarnych bokserkach, które ledwo kryły jego kutasa — materiał wybrzuszał się wyraźnie na wysokości członka, napiętego do granic możliwości. Instynktownie osłonił dłońmi krocze, chcąc ukryć choć trochę swojej hańby. Potem zdjął bokserki.

— Co ty kurwa robisz? Ręce wzdłuż ciała, natychmiast! — rozkazała ostro Lady Vanessa.

Piotr posłuchał w mgnieniu oka, odsłaniając całe swoje upokorzenie przed wzrokiem trzech domin. Chciał zapaść się pod ziemię, jednocześnie czując dziwną ulgę, że już nie musi nic ukrywać. Był nagi, drżący, z wyraźną erekcją, otoczony półkręgiem ubranych, pewnych siebie kobiet. Boże, co one teraz ze mną zrobią…? — przemknęło mu przez myśl, a członek drgnął mimowolnie, jakby w odpowiedzi na to pytanie.

Mistress Inga uniosła brew.

— Faktycznie… oddany — mruknęła z przekąsem, wodząc wzrokiem po jego męskości. — Nawet nie próbujesz udawać, że ci nie staje.

— Urocze piesku — zakpiła Ewa, stając obok Ingi i krzyżując ramiona pod biustem. — Wstyd ci, Piotrku?

— T-tak, Pani… — wyszeptał Piotr szczerze. Całe ciało płonęło go ze wstydu.

— A jednak staje ci, gdy traktujemy cię jak sukę — kontynuowała Ewa z tym słodkim, demonicznym spokojem. — To doprawdy fascynujące.

Lady Vanessa nie spuszczała z Piotra wzroku. Jej oczy lśniły intensywnie, a na ustach igrał cień satysfakcji.

— Jest dokładnie taki, jak mówiłam — oznajmiła koleżankom z dumą. — Im bardziej upokorzony i przerażony, tym bardziej podniecony. To silniejsze od niego.

Piotr zamknął oczy. Jej słowa przeszyły go na wskroś, bo były prawdą obnażającą jego duszę. Był nagi nie tylko ciałem, ale i sercem. Lady Vanessa powiedziała głośno to, czego on sam ledwie się domyślał o sobie. Zrobiło mu się słabo od tej świadomości, ale i… dobrze. Ona to rozumie. Ona zna mnie lepiej, niż ja sam.

— Sprawdźmy zatem! — zaproponowała Inga, oblizując wargi drapieżnie. Podsunęła się bliżej Piotra. — Pocałuj mnie.

Piotr otworzył oczy, zbity z tropu. Spojrzał na Mistress Ingę niepewnie. Jej twarz była blisko, czuł jej oddech na swoim policzku. Pocałować? — powtórzył w myślach oszołomiony. Nigdy nie śmiałby całować dominującej kobiety bez pozwolenia… Ale przecież właśnie usłyszał polecenie. Tylko… gdzie miał ją pocałować? Czy chodziło o usta? To wydało mu się nieprawdopodobne — dominom nie składa się pocałunków miłosnych, chyba że… może drwiła z niego? Zawahał się o ułamek sekundy za długo.

Ostry ból świsnął przez jego pośladki — Pani Ewa zdzieliła go rózgą w nagie pośladki, wywołując głośniejszy jęk, nim zdążył się gryźć w język.

— Nie każ jej kurwa czekać! — syknęła Ewa.

Piotr, czując pieczenie na skórze, natychmiast pochylił się w stronę Ingi. Ta jednak odsunęła twarz, uśmiechając się złośliwie.

— Nie tak szybko, pizdo!. Nie zasłużyłeś na moje usta — wysyczała z drwiną. — Całuj tam, gdzie twoje miejsce.

Uniosła dłoń i pociągnęła go za włosy, kierując jego głowę w dół, ku sobie. Piotr zrozumiał: miała na myśli swoje ciało, nie usta. Nachylił się pospiesznie i złożył niepewny pocałunek na górnej krawędzi jej kozaka, tuż nad kolanem, gdzie kończył się lateksowy materiał legginsów. Skóra Mistress Ingi lśniła odrobiną potu po porannych ćwiczeniach, czuł słony posmak i zapach rozgrzanego ciała. W odpowiedzi Inga zaśmiała się i pchnęła jego głowę niżej, zmuszając by całował jej but niżej, poniżej kolana, w geście jeszcze większej czci. Piotr ucałował zimny czubek szpilki raz jeszcze, niemal rozpaczliwie, byle zadowolić drwiącą dominę.

— Dość. Wstań! — przerwała Lady Vanessa twardo. Piotr natychmiast posłuchał; podniósł głowę i znów klęczał wyprostowany, dysząc lekko. — Myślę, że rozgrzewka wystarczy.

Vanessa obrzuciła Piotra długim spojrzeniem. Na policzku rysowały się drobne wgłębienia po paznokciach Ingi, na biodrze czerwieniała pręga od rózgi Ewy, na pośladkach druga. Cały drżał, ledwo łapiąc oddech, ale mimo to w jego oczach wciąż tlił się blask gotowości. Gotowości na więcej — bo wiedział, że to dopiero początek. Lady Vanessa uśmiechnęła się do siebie. Mój dzielny chłopiec… — przemknęło jej przez myśl z mieszaniną dumy i ekscytacji. Słowa Piotra, jego uległość i wstyd, wszystko to rozgrzało w niej poczucie absolutnej władzy. A jednak widziała też, że jest bliski kresu wytrzymałości — ramiona miał napięte do granic, a na rzęsach połyskiwała łza, której uparcie nie pozwalał spaść. W powietrzu czuła jego strach zmieszany z uwielbieniem. Teraz zamierzała zrobić krok dalej, popchnąć go poza tę granicę.

— Suczko, spójrz na mnie — poleciła łagodniej.

Spojrzał posłusznie, próbując uspokoić oddech.

— T-tak, Pani?

Vanessa wyciągnęła dłoń i kciukiem starła wilgotność z kącika jego oka, nim łza zdążyła potoczyć się po policzku. Ten gest — ciepły, prawie czuły — zaskoczył Piotra. Zamarł, zapatrzony w jej twarz. W jej oczach dostrzegł teraz wyraźnie emocję: triumf wymieszany z… podziwem? Miał mętlik w głowie.

Lady Vanessa skinęła głową na Mistress Ingę i Panią Ewę, a one natychmiast chwyciły Piotra pod ramiona, ich palce wbiły się w jego skórę z władczą pewnością, prowadząc go do środka sali z determinacją, która nie pozostawiała miejsca na najmniejszy opór. W centrum pomieszczenia, niczym strażnik tajemnic, stał pionowy, drewniany pal — gładki i masywny jak starożytny totem, wyrzeźbiony z ciemnego dębu, z metalowymi obręczami na górze, błyszczącymi złowrogo w migotliwym blasku licznych świec rozstawionych po kątach. Powietrze w sali było gęste, nasycone zapachem wosku, skóry i subtelnej nuty jaśminowych perfum Lady Vanessy, które mieszały się z ostrzejszymi aromatami lateksu od Ingi i zmysłowego piżma od Ewy. Piotr osunął się na kolana przed palem, jak mu nakazano, jego kolana uderzyły o zimną, kamienną podłogę z głuchym łoskotem, który odbił się echem w jego uszach, a serce dudniło w piersiach, przyspieszając z każdym oddechem. Trzy kobiety otoczyły go w milczeniu, ich obecność jak gęsta, elektryczna mgła napięcia, która sprawiała, że powietrze wydawało się cięższe, trudniejsze do wdychania, nasycone ich dominującą aurą — aurą władzy, która przenikała każdy centymetr przestrzeni. Inga i Ewa szybko uniosły jego ręce wysoko nad głowę, ich dłonie zacisnęły się na jego nadgarstkach z siłą, która wysłała dreszcze wzdłuż kręgosłupa Piotra, budząc w nim mieszankę strachu i podniecenia. Skórzane pasy, miękkie, lecz nieubłagane, owinęły się wokół jego skóry, ciasno zaciskając się, przywiązując go do obręczy z metalicznym kliknięciem, które brzmiało jak wyrok. Teraz klęczał wyprostowany, ramiona napięte do granic wytrzymałości, mięśnie drżały od wysiłku, ciało wystawione na ich łaskę i niełaskę, nagie i drżące w półmroku. Jego oddech przyspieszył, stał się płytki i urywany, jakby powietrze było zbyt gęste, a zdradziecka erekcja sterczała w powietrzu jak niepodważalny dowód jego słabości, pulsując boleśnie z każdym uderzeniem serca, zdradzając go przed nimi wszystkimi.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 58.3