Od Autora
Witajcie ponownie w Cichym Wzgórzu! Tym razem widzimy się po raz ostatni, kończąc z serią Ciche Wzgórze, wielki finał już za nami. Pewnie nie raz zastanawialiście się, kto stał za klątwą, która wisiała nad miastem, przyciągając przy okazji nieszczęścia, które przytrafiały się mieszkańcom na przestrzeni lat. W tej opowieści poznacie osobę, która rzuciła klątwę na Ciche Wzgórze (no w końcu!). Bohaterowie „Tajemnicy przeklętej działki” postanawiają odkryć, co stało się z grupą przyjaciół, którzy zaginęli w 1996 roku. Bawiąc się w łowców tajemnic, postanawiają (podobnie jak bohaterowie filmu „Blair Witch Project”) rozpocząć własne śledztwo. Zapaleni śmiałkowie niebawem przekonają się, że zabawy w klimacie Blair Witch nie będą tak przyjemne, jak się wydawało i będą zmuszeni walczyć o przetrwanie w miejscu, o którym istnieniu nie mieli pojęcia. Jeśli lubicie odkrywać przerażające tajemnice, łącząc je z odwiedzaniem opuszczonych miejsc (fani urbexów, strzeżcie się!), to miejcie się na baczności! Nigdy nie wiadomo na kogo lub na co traficie…
Mam nadzieję, że ta historia przypadnie Wam do gustu i częściej będziecie powracać do Cichego Wzgórza :)
Cieszę się, że ukończyłem tę serię, robiąc z niej „zabójczą trzynastkę”. Od samego początku miałem w planach właśnie stworzyć taką, a nie inną liczbę historii. To także moja ulubiona cyfra, więc zabieg celowy z tą ilością opowiadań :)
Przy okazji co sądzicie o nowych okładkach? Która najbardziej się Wam podoba?
Zawsze marzyłem o tym, by zagrać w jakimś horrorze, dlatego pomysł z umieszczeniem mojej osoby na okładkach, wcielającego się w bohatera opowieści, było takim spontanicznym pomysłem, który przyszedł mi do głowy kilka miesięcy temu ( choć jak przypomnę sobie filmik promujący „Psychola”, moja przygoda szybko dobiegła końca ;)).
Na sam koniec pozostaje mi życzyć Wam moi drodzy przyjemnej lektury! Dziękuję, że wspólnie ze mną wybraliście się do Cichego Wzgórza, okrywające jego mroczne tajemnice.
Jeśli kiedyś najdzie Was ochota na odwiedzenie przeklętego miasta w realu, koniecznie odwiedźcie Opalenicę, gdzie w centrum miasta znajdziecie rozdwojony jesion, między którego pniem stoi nagrobny krzyż. Kto wie, nigdy nie wiadomo, kiedy klątwa finalnie spadnie na miasto..
Zajrzyjcie też na mojego Instagrama: tomek_w_666 znajdziecie tam min.: filmiki promujące książki, grafiki promujące serię Ciche Wzgórze i inne ciekawostki na temat tworzenia serii ;)
Dziękuję za wspólną podróż po Cichym Wzgórzu :)
Tomasz Wojciechowski
Projekty okładek
1
Ciche Wzgórze
Rok 1652
— A więc to koniec. — powiedziała Elena, uśmiechając się.
Spojrzała na tłum, który zebrał się, by obejrzeć jej śmierć. Wśród złowrogich spojrzeń, dostrzegła to jedno, przez które została skazana na śmierć. I pomyśleć, że to wszystko przez zachłannego syna wójta, któremu odmówiła stworzenia naparu miłosnego. Młody chłopak pragnął zdobyć serce dziewczyny, która zupełnie nie była nim zainteresowana. Elena, choć była dobrze znaną zielarką i znachorką, doskonale wiedziała, że żadna stworzona przez nią mikstura nie zadziała. Była doskonale obeznana we właściwościach leczniczych ziół, niemiłosnych naparów i zaklęć. Nie wiedziała, kto mógł nagadać takich bzdur Mariuszowi. Wściekły chłopak wyszedł z jej domu, zapowiadając, że się zemści. Elena nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że chłopak upatrzył ją sobie na przyszłą żonę. Od dawna planował za wszelką cenę mieć ją tylko dla siebie. Odrzucony chłopak dotrzymał słowa. Dwa dni później uległ wypadkowi, spadając z konia. Niefortunnie upadając, złamał sobie rękę. O wszystko obwinił Elenę, tłumacząc, że dziewczyna od kilku dni złowrogo na niego spoglądała, a powodem tego spojrzenia, był fakt (o czym sam chłopak niechętnie przyznał), że odmówiła mu sporządzenia miłosnej mikstury. Dodatkowym powodem uznania dziewczyny czarownicą był fakt, że niektóre dzieci z osady ją unikały, bojąc się, że straszna wiedźma je porwie.
Sam fakt, że Elena od lat mieszka w domu na skraju lasu, oddalonym od osady, wzmacniał te chore poglądy niektórych ludzi.
Przywiązana do drewnianego pala, dziewczyna spojrzała na swoją przyjaciółkę. Gertruda, stała w tłumie, zalewając się łzami. Gdyby tylko mogła pomóc Elenie. Niestety, gdyby to zrobiła, również byłaby posądzona o czary. Obie wiedziały, że Mariusz był nieobliczalny. Gdy tylko coś nie szło po jego myśli, zawsze ktoś dostawał solidną nauczkę. To przez niego (tak przynajmniej podejrzewała Elena), zginął jej ukochany Konrad. Kilka miesięcy temu razem z Mariuszem naprawiali uszkodzone koło u wozu. Podczas prac, uszkodzony wóz przewrócił się, przygniatając Konrada. Gdyby pomoc przybyła w czas, byłaby szansa na uratowanie jego życia. Niestety o wypadku doniesiono dzień później. Mariusz uciekł z miejsca wypadku, pozostawiając kolegę na pastwę losu. Dopiero następnego dnia rano opowiedział o wszystkim swojemu ojcu, który wszystko zatuszował. Wszak był ważną, szanowaną osobą w osadzie. Posiadał duże gospodarstwo, miał też wpływy u samego króla. Elena wiedziała, że ofiar rozpuszczonego bachora było o wiele więcej, ale nikt głośno o tym nie mówił, bojąc się reakcji ojca Mariusza. Jaki ojciec, taki syn: oboje byli strasznie zawistni. Takich ludzi lepiej omijać szerokim łukiem, unikając przy tym konfliktów.
Gertruda nie raz wspominała, że Mariusz był zainteresowany Eleną, ale Konrad stał mu na przeszkodzie. Co tak naprawdę wydarzyło się tego dnia, w którym zginął jej ukochany? Tego nigdy się nie dowie. Po torturach, na jakie ją skazano, byleby tylko przyznała się do winy, marzyła o tym, by ten koszmar już się zakończył. Tydzień temu, gdy usłyszała oskarżenie o bycie czarownicą, siłą wyciągnięta z domu na oczach zrozpaczonych rodziców, Elena doskonale wiedziała czyja to sprawka. Skoro Mariusz nie mógł jej posiadać na własność, to nikt jej nie będzie mieć. Któż inny śmiałby wymyślić takie kłamstwo? Tylko on był do tego zdolny.
Dzień przed procesem, zamkniętą w celi Elenę przyszła odwiedzić Gertruda. Dziewczyny wiedziały, że nie są w stanie nic zrobić, zwłaszcza że Mariusz tak łatwo nie odpuści. Skazana na śmierć dziewczyna, próbowała pocieszyć, ciągle płaczącą przyjaciółkę. Ostatnie, o co mogła prosić Gertrudę, to pochowanie jej w miejscu, gdzie spoczywa Konrad. Mimo iż jego rodzice byli przeciwni, aby za jego życia byli razem, niczego innego bardziej nie pragnęła: by być razem ze swoim ukochanym. Rodzice Konrada nigdy nie okazywali życzliwości Elenie, nie chcieli prostej dziewczyny dla swojego syna. Gdy tylko dowiedzieli się o śmierci swojego syna, jeszcze bardziej znienawidzili dziewczynę. Sam fakt, że została później oskarżona o czary, jeszcze bardziej ich rozwścieczył. Utwierdziło ich to w przekonaniu, że nie była warta ich syna.
Zmarłego syna pochowali na wzgórzu, tuż przy rozdwojonym jesionie, pod którym za życia, lubił spędzać każdą wolną chwilę, spoglądając przy tym na osadę. Nagrobny krzyż umieszczono między rozdwojonym pniem drzewa, jakby miał na zawsze być połączony z tym miejscem, a raczej drzewem, cokolwiek mieli na myśli jego rodzice, wybierając to konkretne miejsce. Jakby po śmierci nadal miał spoglądać na mieszkańców osady.
Wracając do swojego życzenia, Gertruda obiecała je spełnić, nawet gdyby miało to ją kosztować własne życie. Nikt nie mógł się też o tym dowiedzieć, zwłaszcza jej rodzice i rodzice Konrada. Gdyby to wyszło na jaw, Gertruda miałaby ogromne kłopoty. Nie tego by chciała dla swojej przyjaciółki.
Rodzice nie przybyli na miejsce samego procesu. Nie mogli pogodzić się z tym, że ich córka okazała się czarownicą. Jedyną znajomą twarzą, jaką widziała przed śmiercią, była Gertruda. Ona jako jedyna była przekonana, że Elena jest niewinna. Przyjaciółka podobnie jak sama oskarżona, zdawała sobie sprawę, że to sprawka Mariusza, chciała o tym komuś powiedzieć, ale Elena kazała jej milczeć, uważała, że to może również zaszkodzić Gertrudzie, a takiej przyszłości nie chciała dla przyjaciółki.
Gdy ogień dosięgnął jej ciała, Elena odetchnęła z ulgą.
Wkrótce zobaczy się z ukochanym i ten koszmar się zakończy.
*
Dwa tygodnie później, Gertruda udała się na grób zmarłych przyjaciół. Dziewczyna dotrzymała słowa. W tajemnicy przed wszystkimi udała się na miejsce spoczynku Eleny, znajdującym się za osadą. Mieszkańcy po spaleniu dziewczyny żądali, by pochowana była poza ich domostwami z obawy przed klątwą, jaką niby miała na nich rzucić zmarła czarownica. Przeniosła szczątki przyjaciółki i udała się na cmentarz. Weszła na niewielkie wzgórze, tuż pod sam jesion, pod którym spoczywał Konrad. Tamta noc była strasznie męcząca. Nie poddała się, obiecała dotrzymać słowa, a na dodatek dała coś od siebie.
— Przeklęci mieszkańcy. Przeklęci rodzice Konrada i twoi Eleno. Przeklęty Mariusz i jego ojciec. To wszystko ich wina. Biernie przyglądali się i nic nie robili, gdy Mariusz niesłusznie oskarżał cię o czary. Niech wszyscy będą przeklęci.
Myślami cofnęła się do momentu pochowania Eleny. Tamtej nocy oprócz dotrzymania obietnicy, dodała prezent od siebie. Wykorzystując kilka świec, krew zabitego kozła, dokonała rytuału, który miał jej pomóc w dokonaniu zemsty za śmierć przyjaciółki. Co ciekawe same notatki odnośnie rytuału, zdobyła z kościelnej biblioteki. To zaskakujące, co w swoich zbiorach posiadają osoby duchowne. Wielu wiernych byłoby oburzonych, dowiadując się, jakich to odkryć dokonała.
Zadowolona z siebie spojrzała na drzewo, które wchłonęło cząstkę lewego ramienia nagrobnego krzyża.
Nie wiedziała, kiedy tak naprawdę klątwa zostanie aktywowana. Pozostało jedynie cierpliwie czekać, aż drzewo całkowicie wchłonie krzyż. Wtedy nie będzie dla nikogo litości.
2
Ciche Wzgórze
Rok 1996
Wiktoria siedziała przy ognisku, wtulona w swojego chłopaka. Maciej miał wspaniały pomysł z zorganizowaniem tego popołudnia. Sobotnie popołudnie w towarzystwie znajomych na działce, należącej do rodziców jej chłopaka, było strzałem w dziesiątkę. Tego potrzebowała po całym tygodniu pracy w sklepie. Musiała wypocząć. Blondynka spojrzała na siedzących obok przyjaciół. Czarnowłose bliźniaczki Kasia i Magda próbowały nadziać na patyki swoje kiełbaski.
— Pomogę wam. — odezwał się Patryk.
Blond włosy chłopak odłożył swoje piwo, wycierając ściekające piwo z jego brody. Wiktoria miała nadzieję, że Maciej nie wpadnie na pomysł zapuszczenia brody. Już kilkudniowy zarost jej przeszkadzał, a o brodzie już nie chciała myśleć, a zwłaszcza o wąsach. Na samą myśl wzdrygnęła się, był to obrzydliwy widok, zwłaszcza dla jej oczu.
— Zimno ci? — zapytał Maciej, całując dziewczynę w czoło.
Pokiwała przecząco głową.
— Kto ma ochotę pograć? — odezwał się Robert, kopiąc piłkę w stronę znajomych.
— Hej, uważaj! — krzyknęła Wiktoria, gdy piłka uderzyła o drewnianą ławeczkę, na której siedziała.
„Szkoda, że nie wpadła do ogniska” pomyślała dziewczyna. Wściekła spojrzała na Roberta, Boże jak ona go nienawidziła. Za każdym razem, gdy się spotykali, chłopak zawsze musiał zwracać na siebie uwagę i to zazwyczaj w ten głupi, kretyński sposób. Nie rozumiała, dlaczego Maciej przyjaźnił się z takim głąbem. Jej chłopak miał marny gust co do znajomych.
— Łap! — powiedział Maciej, wstając.
Kopnął piłkę, która poszybowała wysoko, nad głową Roberta.
— Nie tak wysoko! — syknął brunet, próbując ją złapać.
Głośno wzdychając, pobiegł za białą piłką.
— No to mamy go na chwilę z głowy. — odezwała się Magda, mrugając w stronę Wiktorii.
Po chwili znajomi usłyszeli krzyk Roberta.
— Robert, wszystko w porządku? — zawołał Maciej, siadając obok Wiktorii, ponownie obejmując ją ramieniem.
W odpowiedzi usłyszeli przekleństwa.
— Chodźcie zobaczyć, co znalazłem! — odezwał się Robert, wybiegając zza wychodka.
— Pewnie znowu wymyślił coś głupiego. — powiedziała Kasia, trzymając nad ogniskiem, nabitą na patyk kiełbasę.
— Nie uwierzycie, co znalazłem. — powiedział podekscytowany chłopak, drapiąc się po nogach.
— Co ci się stało? — zapytał Patryk, popijając piwo.
— Wpadłem w pokrzywy. Dzięki Maciek, nie mogłeś lepiej wycelować piłki.
— Nie ma za co.
— Chodźcie zobaczyć, co znalazłem.
— Musimy? — spytała Wiktoria, wykazując zuppełny brak ochoty, by sie ruszać z miejsca.
— Lepiej chodźmy, bo będzie nas męczył. — doradził Maciek.
Nie mając innego wyjścia, cała grupka podążyła za podekscytowanym Robertem.
— Swoją drogą, jak mogłeś nie wiedzieć, że masz na swojej działce coś takiego.
— Że niby co?
— Sam zobaczysz.
Mijając zielony wychodek, grupka znajomych podążając za wydeptanymi przez Roberta pokrzywami, dotarli do znaleziska.
— Co to takiego? — zapytał Patryk.
Znajomi spojrzeli na bruneta, który ich tutaj przyprowadził. Chłopak pochylił, wskazując na kawał blachy, która była przykryta ziemią.
— Ta klapa, była zakryta piaskiem. Pomożecie mi ją otworzyć? Jest cholernie ciężka.
Patryk i Maciej podeszli do kolegi.
— Z tej strony, gdzie jest uchwyt. — wskazał Robert.
Dziewczyny spoglądały na mocujących się z kawałkiem blachy kolegów.
— Jeszcze trochę. — powiedział Maciej, próbując utrzymać ciężki przedmiot.
Ciężka klapa dała za wygraną. Znajomi odskoczyli do tyłu, pozwalając ciężkiemu przedmiotowi upaść na rosnące obok pokrzywy.
— Co my tu mamy? — odezwał się Robert.
Zaciekawione dziewczyny podeszły bliżej.
— To jakiś tunel. — stwierdził Patryk.
— Brawo Szerloku. — zadrwił z kolegi Robert — Jak na to wpadłeś? Trzeba koniecznie sprawdzić, dokąd on prowadzi. Wiedziałeś, że macie coś takiego na swojej działce?
Maciej przecząco pokręcił głową.
— Tego wcześniej tu nie było. Zauważyłbym taki kawał blachy.
— Zatem sprawdźmy, co się tam kryje.
Nim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, brunet wyczuł, że to jego chwila, by znowu być w centrum zainteresowania. Zszedł po drewnianych schodkach na dół.
— Widzisz tam coś? — spytała Magda.
— Nie, ciemno tu jak w dupie. Potrzebne będą latarki.
— W szopce powinny jakieś być. Zaraz przyniosę.
Wiktoria spojrzała na swojego chłopaka.
— Poważnie chcesz sprawdzić, dokąd on prowadzi?
— Kochanie, może gdzieś tam ukryty jest skarb.
Dziewczyna spojrzała w stronę ciemnego tunelu.
Nie podobało jej się to. Wiedziała, że ta wyprawa nie wróży nic dobrego.
3
Przeczucie jej nie myliło. Już po wyjściu z tunelu zostali zaatakowani przez dziwne stworzenia, które wyskoczyły na nich z ciemności. Oświetlając sobie drogę latarką, Weronika dobiegła do schodów, które dostrzegła, słysząc za sobą krzyki znajomych. Nie zatrzymując się, wbiegła na górę i otworzyła klapę. Dopiero po wyjściu na zewnątrz, jej oczom ukazał się makabryczny widok. Patryk i Kasia dosłownie żywcem byli pożerani przez stwory, które wyglądem przypominały człowieka. Magda, siedząc w kącie, obserwowała z przerażeniem w oczach, jak potwór wgryzał się w szyję jej siostry. Patryk również nie żył. Stwór zajadał się wnętrznościami chłopaka z rozprutego wcześniej brzucha.
Weronika zrozumiała, że mają przesrane.
— Wstawaj! — usłyszała po chwili głos Roberta.
Chłopak próbował pomóc Magdzie wydostać się z ciemnego pomieszczenia, lecz dziewczyna nie mogła się ruszyć. Siedziała w kącie, nie mogąc powstrzymać łez.
— Weronika!
Dziewczyna krzyknęła na widok Macieja. Pojawił się tak nagle przed nią. Nie spodziewała się tego.
— Musimy uciekać, szybko! — powiedział do niej, chwytając ją za rękę.
— Ale Robert i Magda. Oni nadal tam są! — zaprotestowała blondynka.
— Zamykajcie, szybko! — krzyknął Robert, wbiegając po schodach na górę, ciągnąc za sobą wciąż płaczącą Magdę.
Maciej pomógł koledze zamknąć klapę.
— Kurwa, nie ma czym zablokować! — zaklął Robert.
— Nie mamy na to czasu, uciekajmy! — zdecydował Maciej.
— Tam! — powiedziała po chwili Wiktoria, wskazując na budynek, stojący nieopodal.
Czwórka przyjaciół pobiegła w tamtym kierunku.
— Nie! — krzyknęła po chwili Magda, puszczając rękę Roberta — Tak nie można. Moja siostra tam została.
— Twoja siostra nie żyje. Sama widziałaś, to coś ją zeżarło. — powiedział wściekły Robert. — Znajdziemy schronienie i pomyślimy co dalej. Ruszaj się.
— Nie. — powiedziała Magda, oddalając się od znajomych. — Idę jej pomóc.
— Poczekaj! — zawołał za nią Maciej.
— Magda, wracaj! — błagała Weronika.
— Zostawcie ją. — odezwał się Robert — Lepiej zacznijmy martwić się o siebie
Wiktoria spojrzała na uciekającą przyjaciółkę w głąb lasu.
— Magda. — powiedziała cicho.
— Chodź, nie mamy za wiele czasu. — odezwał się Maciej, przytulając smutną dziewczynę.
Po chwili usłyszeli głośne trzaśnięcie i potworny skrzek, który rozniósł się echem po lesie.
— Te stworzenia chyba już się wydostały. — stwierdził Robert, rzucając się do ucieczki.
Maciej mocno chwycił Weronikę za rękę, dając do zrozumienia, by zaczęli biec.
Nie zamierzali oglądać się za siebie. Wiedzieli, że będą bezpieczni w budynku. Przynajmniej taką mieli nadzieję.
Robert wbiegł po schodach na górę.
— Szybko! — zawołał chłopak, otwierając ciemne, drewniane drzwi.
— Dam radę. — powiedziała Weronika, puszczając dłoń swojego chłopaka.
Wbiegając po schodach, spojrzała na Macieja, który był już prawie przy drzwiach.
„Jeszcze tylko parę stopni” — przeszło jej przez myśl. Nagle potknęła się o jeden ze stopni.
— Kurwa. — zaklęła, upadając.
Próbując wstać, usłyszała za sobą dziwne dźwięki. Spojrzała za siebie i zobaczyła jednego z potworów, które wcześniej ich zaatakowały. Miała okazję przyjrzeć się osobnikowi, który ich ścigał. Zobaczyła przed sobą łysego, ubranego jedynie w spodnie mężczyznę. Dziewczyna dostrzegła czarne, długie pazury, które prawdopodobnie były czymś w stylu paznokciami na jego palcach u dłoni. Weronika zdała sobie sprawę, że to tymi pazurami, potwór rozerwał brzuch Patryka. Dziwny człowiek uśmiechnął się, ukazując blondynce ostre jak brzytwy zęby.
— Szlag by to. — powiedziała.
Wiedziała, że ma przesrane.
Łysy potwór rzucił się na nią, wymachując ostrymi czarnymi pazurami.
Weronika krzyknęła.
Zamknęła oczy, czekając na swój koniec, lecz to nie nastąpiło. Jedyne co poczuła, to ciepła ciecz, która chlusnęła jej w twarz. Zaskoczona, po chwili otworzyła oczy.
— Nie. — powiedziała, czując napływające do oczu łzy.
— Uciekaj. — powiedział Maciej, upadając przed nią na schody.
Ostre paznokcie wysunęły się z piersi mężczyzny, rzucając jego martwe ciało ze schodów.
Wiedziała, że nie ma innego wyjścia. Nie mogła teraz zginąć, nie po tym jak Maciej poświęcił się, ratując jej życie.
Szybko wstała i nie oglądając się za siebie, dobiegła do otwartych drzwi wejściowych.
— Robert! — zawołała do kolegi, wbiegając do środka.
Lecz po znajomym nie było ani śladu.
Zamknęła drzwi, przekręcając dodatkowo klucz, który był w zamku.
— Robert, gdzie jesteś! — zawołała, stojąc w małym korytarzyku.
Czuła, że ogarnia ją bezradność. Została całkiem sama w tym popapranym miejscu. Wszyscy jej przyjaciele zginęli, oprócz Roberta. Gdzie on do cholery się podział?
Stojąc w miejscu i bijąc się z myślami, nie zauważyła jak drzwi znajdujące się za nią, niespodziewanie się otworzyły. Z ciemności wynurzyły się czyjeś ręce, które nagle złapały dziewczynę w pasie i wciągnęły do spowitego mrokiem pomieszczenia.
Weronika nie miała szans na zareagowanie.
Jej rozpaczliwy krzyk niósł się echem po całym domu.
4
Pięć lat później
Wojtek spojrzał na zniszczoną bramę wjazdową do ogródków działkowych. Znajdujące się przy ulicy Łąkowej działki były miejscem, gdzie wielu ludzi mogło w spokoju odpocząć od miejskiego zgiełku, relaksując się na swoim kawałku ziemi, odpoczywając, lub pracując. Co prawda teren ten należał do Cukrowni i nikt nie był oficjalnym właścicielem działki, zarządcy terenu zezwalali na działalność ogródków, przynajmniej na razie. Wiele mówi się o niepewnej przyszłości ogródków działkowych. Wielu ludzi obawiało się, że ziemia zostanie sprzedana i całe to spokojne miejsce, będzie zrównane z ziemią. Póki co nie zapowiadało się na jakiekowiek zmiany, co też ucieszyło ciemnowłosego chłopaka. Poprawiając czapkę na głowie, przeszedł przez otwartą furtkę. Miał nadzieję, że uda mu się cokolwiek znaleźć, co ma związek z lokalną, miejską legendą, o której usłyszał dwa lata temu. Historia o grupce przyjaciół, którzy spędzili sobotnie popołudnie na ogródku działkowym, należącym do rodziców jednego z zaginionych uczestników imprezy. Tego samego dnia, żaden z młodych ludzi nie wrócił do domu. Co więcej, w miejscu, gdzie zaginęli młodzi ludzie, zastano otwartą szopkę, leżące przy tlącym się palenisku plecaki, siatki z napojami i przekąskami. Co się tam faktycznie wydarzyło? Miał nadzieję, że uda mu się odkryć tę tajemnicę.
— Wojtek!
Chłopak pomachał dwójce znajomym, wychodzącym z jednej z działek. Zaskoczony na widok Sandry i Jakuba, przyspieszył kroku.
— Jesteście przed czasem. — powiedział, witając się ze znajomymi.
— Albo to ty jesteś spóźniony. — odpowiedziała brunetka, poprawiając fioletową wstążkę na swoim długim warkoczu. — Widzę, że jak zawsze opalony na skwarkę.
— Niedługo będziesz czarny jak twoje włosy. — zwrócił uwagę Jakub, przybijając z Wojtkiem piątkę. — To jaki jest plan?
— Po pierwsze musimy odnaleźć działkę, na której imprezowali zaginieni. Potem zobaczymy.
— Coś się nie wysiliłeś. — powiedział Jakub mocno rozczarowany brakiem pomysłu u kolegi.
Wojtek spojrzał na Jakuba krótko ostrzyżonego chłopaka, poprawiającego okulary przeciwsłoneczne. Sam za bardzo nie wiedział, gdzie i czego szukać. Wiele razy próbował skontaktować się z rodzinami zaginionych, ale te odprawiały go z kwitkiem, prosząc, by dał im spokój i nie rozdrapywał ran. Było to trochę wkurzające, zwłaszcza że pomogłoby mu to w rozwiązaniu tajemniczego zaginięcia młodych ludzi. Pozostało szukać na miejscu, gdy już tylko przekroczy bramę ogródków. Dwa tygodnie przed przyjazdem do Cichego Wzgórza, skontaktował się ze swoimi znajomymi, Sandrą i Jakubem, którzy podobnie jak on, uwielbiali odkrywać sekrety miejskich legend. Wojtek mieszkał w Nowym Tomyślu, podobnie jak Jakub, z którym chodził do tej samej klasy w podstawówce i szkoły zawodowej. To właśnie w zawodówce poznali Sandrę, miłośniczkę mrocznych klimatów, która podobnie jak Wojtek, wybrała sobie zawód fotografa. Dziewczyna pochodziła z Cichego Wzgórza, jednak brak szkoły zawodowej w jej miejscowości sprawił, że musiała dojeżdżać co dzień do Nowego Tomyśla.
— Jak tam praca w cukierni? — zapytała dziewczyna, uśmiechając się do Jakuba.
— Całkiem dobrze, staram się utrzymać formę, mimo iż na co dzień tyle słodkich pokus. — odpowiedział chłopak, gładząc się po brzuchu.
— Myślałem, że po szkole i odbyciu praktyk, przejdzie ci ochota na pieczenie ciast. — dodał Wojtek.
— Tak, nie raz myślałem o zmianie zawodu, ale tak jakoś wyszło. Z kolei fajnie, że wy rozwijacie swoje pasje do fotografii. Jak nazwiemy nasz dzisiejszy projekt?
— Sama nie wiem. Wojtek, może ty masz jakiś pomysł?
— Nic nie przychodzi mi do głowy. Wiemy w ogóle, dokąd iść? Na forum ludzie nie byli dość precyzyjni, co do lokalizacji działki.
— Dlatego postanowiliśmy przyjść wcześniej i wypytać kogoś z działkowiczów. — powiedziała zadowolona z siebie Sandra — Dzięki temu dowiedziałam się, gdzie szukać.
— Sandra ma rację, sami byśmy nie dali rady. — dodał Jakub — Miejscówka dawno temu została opuszczona, a informacje o tym, że znajdowała się na samym końcu, była niezbyt dobrą wskazówką. Zresztą sam zaraz zobaczysz.
Zaciekawiony Wojtek podążył za znajomymi.
— Sprawdzę, czy mamy wszystko, czego potrzebujemy. — odezwał się po chwili — Aparaty fotograficzne?
— Są. — odpowiedziała Sandra.
— Klisze do aparatu?
— Ja mam dwie. — odpowiedział Jakub.
— Ja też. — dodała dziewczyna.
— Latarki? Bluzy?
— Są, podobnie jak kanapki, przekąski i napoje. W sumie nie wiem, na co nam tyle rzeczy, skoro chcemy spędzić tutaj kilka godzin. — odpowiedziała Sandra.
— Nie wiadomo co się wydarzy. — powiedział Wojtek — Lepiej być przygotowanym na dłuższą wyprawę.
Po chwili dotarli do końca ścieżki. Przed sobą zobaczyli zniszczoną konstrukcję, która kiedyś prawdopodobnie, robiła za szopkę. Teren wokół pozostałości po budynku porośnięty był wysoką trawą.
— To tutaj? — zapytał po chwili Wojtek — Chyba tak, skoro to opuszczony teren.
— Teraz już wiemy, dlaczego wielu ludzi na forum internetowym nie wiedzieli, gdzie dokładnie znajduje się nasza miejscówka. To nie ta działka, mimo iż wiele na to wskazuje. Widzisz po prawej kolejne działki? Zaraz za nimi znajduje się kolejna, mało uczęszczana ścieżka. To tam znajduje się nasz cel.
— W życiu bym na to nie wpadła. — odezwała się Sandra — Zatem prowadź nas. Swoją drogą, pamiętacie legendę Cichego Wzgórza? Historię o tym rozdwojonym jesionie na cmentarzu? Dowiedziałam się ostatnio czegoś ciekawego, mianowicie..
— Dzień dobry, to wy szukacie tej działki, na której zniknęli dzieciaki?
Znajomi spojrzeli na kobietę, która niespodziewanie pojawiła się tuż przed nimi.
— Tak, a pani to kto? — zapytał zaskoczony Wojtek, widokiem starszej kobiety.
— To pani Henryka, od której dowiedziałem się, gdzie znajduje się miejsce zaginięcia tamtych młodych ludzi. — wyjaśnił Jakub. — Zapomniałem wam o tym powiedzieć.
— Czyżby pierwsze oznaki demencji? — zadrwiła z niego Sandra.
— Chodźcie, zaprowadzę was do celu. — powiedziała kobieta — Dobrze, że robicie to za dnia. W nocy jest tutaj bardzo niebezpiecznie.