E-book
13.65
drukowana A5
32.31
Sztuka dystansu

Bezpłatny fragment - Sztuka dystansu

Felietony


Objętość:
185 str.
ISBN:
978-83-8221-160-3
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.31

Żeby być sobą, trzeba być kimś.

Jacek Santorski


Wstęp

„Sztuka dystansu” to zbiór felietonów publikowanych w latach 2013 — 2020 na łamach „Dyrektora Szkoły”, miesięcznika dla oświatowej kadry kierowniczej. Do ich wydania skłoniło mnie dobre przyjęcie „Potrzeby rozmowy” — podobnej w formie publikacji zawierającej felietony, które pisałam jako dyrektor Zespołu Szkół im. Ziemi Lubelskiej w Niemcach. W 2012 roku odeszłam ze szkoły i przeszłam na emeryturę. Nie zrezygnowałam jednak z aktywności zawodowej, dzielę się wiedzą i doświadczeniem z uczestnikami szkoleń, prowadzę zajęcia na studiach podyplomowych, piszę artykuły i książki.

Zebrane teksty powstawały od 2011 jako „Maile do młodej dyrektorki”; w pierwszej części ich adresatką była Maria, koleżanka rozpoczynająca dyrektorską drogę, natomiast felietony w „Sztuce dystansu” kieruję do każdego, komu nieobce są problemy edukacji i refleksja nad jakością życia i dokonywanymi wyborami (nie tylko zawodowymi). Dane opisywanych osób w większości są prawdziwe, zmieniłam imiona dzieci, bohaterów rodzinnych historii.

Wyjaśnienie dla uważnych: w latach 2011 — 2015 roku felietonowe maile ukazywały się w każdym numerze „Dyrektora Szkoły”, od 2016 publikowane są co dwa miesiące; natomiast wśród tekstów z 2020 roku dwa (z lutego i kwietnia) nie były drukowane na łamach czasopisma. Ostatni tekst napisałam w okresie pandemii koronawirusa i — zgodnie z wyznawaną przeze mnie zasadą proaktywności — ten nieprzewidywalny czas wykorzystałam na opracowanie i wydanie niniejszej książki.

Za inspiracje dziękuję szczególnie członkom mojej rodziny oraz uczestnikom szkoleń, dzielących się edukacyjnymi historiami. Życzę dobrej lektury.

Niemce, maj 2020.                                          Małgorzata Nowak

Szukanie Księżyca

Styczeń 2013

Zgasły listopadowe znicze zadumy nad przemijaniem, przeleciały feerią barw święta Bożego Narodzenia i już Nowy Rok wkroczył z szaleństwem karnawału, zabaw choinkowych, studniówek. Coraz bardziej brakuje nam czasu na zatrzymanie, na refleksje? SMS-y zastępują rozmowy, e-maile gardzą sztuką epistolarną, a życie zaliczamy odhaczając na tablecie załatwione sprawy. W szkole forma przysłania treść, od słów zwiastujących Dobrą Nowinę ważniejszy jest kostium, oprawa, błysk. Zamiast bliskich relacji mamy public relaction spotkań z VIP-ami. Życie mknie, za nami kolejny rok, problemy te same…

Zmartwiłam się tonem Twojego e-maila. Mam wrażenie, że jesteś mocno zmęczona, inaczej działania organu prowadzącego nie wyprowadziłyby Cię z równowagi. Rozumiem rozgoryczenie związane z komentarzami na temat gospodarowania środkami funduszu socjalnego. Osobą uprawnioną do podejmowania decyzji w sprawie funduszu socjalnego jest dyrektor. Tak zwana komisja socjalna jest bytem zwyczajowym, to jedynie ciało doradcze dyrektora szkoły, może być — nie musi. Co do związków zawodowych, to ich uprawnienia reguluje art. 27 ustawy z 23.05.1991 r. o związkach zawodowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2001 r. Nr 79, poz. 854 ze zm.). Najważniejsze: za zakładowy fundusz świadczeń socjalnych odpowiada osobiście dyrektor, nie komisja socjalna lub związki zawodowe. Jeśli zechcesz, kiedyś porozmawiamy szerzej na temat funduszu socjalnego. Dziś o czymś innym, bardziej przyjemnym, wszak zaczynamy nowy rok.

Rozpoczęłaś kolejny etap bycia dyrektorem. Nie wiem, czy znasz teorie Marka Pleśniara, dyrektora biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, o etapach dyrektorskiego bytu. Według tej teorii w dyrektorskiej karierze można wyróżnić następujące okresy:

— miesiąc miodowy — czas starannie skrywanej radości z nowopoznanych względów konserwatora i uśmiechów tych, którzy niedawno gorliwie uśmiechali się do byłego;

— rok wariackich papierów — gdy nie jest wprawdzie lekko, ale w oczach organów zewnętrznych nadal uchodzi kompletna niewiedza; rok ten niektórzy nazywają: to wina mojego poprzednika;

— pierwsza mała stabilizacja — kolejne cztery lata, gdy nowi dyrektorzy mają tendencję do mówienia: to wszystko tu oto jam uczynił. Co jakiś czas małą stabilizację przerywa wypadek przy pracy, sytuacja kryzysowa, trzęsienie ziemi lub tsunami, ale poza tym to spoko; -)

— czas zgrzytania zębami — okres przed następnym konkursem; -)

Miodowy miesiąc i rok wariackich papierów masz za sobą. Problemy, o których piszesz, to norma w okresie małej (nie)stabilizacji. Trzymaj się, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Za to ciekawie i z emocjami — na pewno.

Może pomogą Ci moje refleksje po III Kongresie Kobiet Lubelszczyzny. To impreza pod hasłem Aktywność kobiet zorganizowana przez kobiety nie tylko dla kobiet. W programie, miedzy innymi, panele dyskusyjne: Nic co nowe nie jest mi obce?, Równość — czy potrzebna czy możliwa?; pokaz filmu Miss representation, warsztaty Nordic Walking, wystawy fotograficzne: Foty na płoty i Ona matka. Na deser pokaz mody: Babcia — mama — córka. Na wybiegu prezentowały się panie reprezentujące różne pokolenia: najmłodsza miała lat trzy, najstarsza… była też piękna. Z ciekawostek oświatowych: aplauz zdobyła pani Ewa, dyrektor lubelskiego Wydziału Oświaty i Wychowania z córką Hanią.

O Kongresie piszę Ci jednak z powodu słów, jakie usłyszałam na wykładzie profesor Marii Pasło–Wiśniewskiej na temat przywództwa kobiet. Dzieląc się doświadczeniami z trzydziestu lat kierowania biznesem powiedziała: Wykonuj właściwą pracę, nie jakąś pracę właściwie. Styczeń, okres noworoczny, to czas podsumowań, planów, decyzji o zmianach. Czy praca, jaka wykonujesz, to właściwa praca? Czy o tym marzyłaś? Tego chciałaś? Do tego dążyłaś? Pani profesor swój wykład zakończyła słowami: Szukaj swojego Księżyca, do którego chcesz dotrzeć. Nawet jeśli Ci się nie uda, to upadniesz w gwiazdy. Piękne, prawda?

Mój księżyc świeci coraz jaśniej. Od kilku miesięcy jestem na emeryturze, lecz nad biurkiem nadal wiszą ważne zasady. Może i Tobie się przydadzą:

— W drodze na Księżyc pociągnij za sobą innych ludzi, współpraca jest istotą nowoczesnego przywództwa.

— Kieruj się zaufaniem, ufaj, okazuj szacunek swoim współpracownikom.

— Słuchaj, rozmawiaj, odkryj siłę dialogu.

— Bądź aktywna zwykłą ludzką aktywnością: nie czekaj, nie stój, mobilizuj innych, działaj.

— Dostrzeż i doceń sukces każdego pojedynczego człowieka — to najlepszy motywator.

Bądź zawsze, w każdych okolicznościach i konfiguracjach Człowiekiem. Nie daj się omotać układom politycznym, nie uczyń się zakładnikiem public relations, żyj z godnością i w zgodzie z sobą. To moja propozycja postanowień noworocznych.

PS A na deser informacja, która niezauważalnie przemknęła w mediach. W raporcie o edukacji w 50 krajach pod tytułem „Krzywa nauczania” ogłoszonym przez Pearson ( jedną z największych firm edukacyjnych na świecie) zajmujemy 14 miejsce! I jak tu nie być optymistą?

Niezależność a koniunkturalizm

Luty 2013

Jak dobrze, że wzięłaś sobie do serca moje rady sprzed roku, kiedy przekonywałam Cię, że profesjonalny dyrektor, to wypoczęty dyrektor. Ferie już za nami. Cieszę się, że znalazłaś czas na kilka dni odpoczynku. Jeszcze raz dziękuję za pocztówkę. Twoje życzenie,… aby czas przyniósł spokój i dystans do spraw niegodnych uwagi, w zamian dając sztukę dostrzegania spraw istotnych…, wydrukowałam i powiesiłam nad biurkiem. Niech się spełnia.

Pytasz, co robię? Cóż, okazuje się, że mimo emerytury (a może właśnie dlatego?) jestem cennym współpracownikiem dla firm szkoleniowych. Jestem dyspozycyjna, a wieloletnie doświadczenie dyrektorskie procentuje praktyczną znajomością zagadnień. Jako niezależny trener sama decyduję o czasie i miejscu pracy. Kalendarz mam zajęty już do kwietnia. O wrażeniach z peregrynacji po szkołach napiszę innym razem, zapewniam Cię, że moja nowa praca to okazja do niejednego studium porównawczego i analizy przypadków oświatowych.

Dziś o czymś innym. Dziwisz się, dlaczego w ostatnim numerze Kleksa, szkolnej gazety, którą Ci regularnie wysyłam, nie ma mojego tekstu. Twoje pytanie o przyczynę dotknęło czułego miejsca. Jak wiesz, Kleks to mój beniaminek wśród szkolnych przedsięwzięć, czasopismem chwaliłam się przy każdej okazji i w każdym towarzystwie. Było czym, ostatni sukces redakcji to I miejsce w III Ogólnopolskim Konkursie na Gazetkę Szkolną organizowanym przez tygodnik Kontakty i Centrum Doskonalenia Nauczycieli TWP w Łomży.

Dobra gazeta skutecznie buduje wizerunek szkoły, o czym się wielokrotnie przekonałam. W tym roku Kleks obchodził XX Jubileusz, ma długi staż jak na szkolne czasopismo. Koleżanka opiekująca się z mojego nadania redakcją poprosiła o kilka słów do numeru jubileuszowego. Ucieszyłam się i z przyjemnością napisałam krótki wspomnieniowy tekst. Pozwolę sobie go zacytować, jest naprawdę niedługi.

Jest taki okres w życiu człowieka, kiedy sztuką jest umieć stanąć z boku. Doświadcza tego uczucia rodzic, kiedy dziecko dojrzewa, staje się dorosłe, wybiera własną drogę. Mądry rodzic potrafi wtedy stanąć obok; wspierać bez wtrącania się, motywować bez nakłaniania, pomagać bez narzucania.

„Kleks” jest moim dzieckiem. Wymyśliłam go zaczynając pracę wicedyrektora, prowadziłam przez 7 lat; potem jako dyrektor wspierałam, motywowałam, inspirowałam, szukałam środków na finansowanie. Nigdy nie cenzurowałam czasopisma, zawsze miałam pełne zaufanie do pracy opiekunów i uczniów. I nigdy się nie zawiodłam. Zawsze byłam z „Kleksa” dumna.

Przez dwadzieścia lat stał się nieodłącznym elementem życia szkoły, towarzyszy wydarzeniom, dokumentuje emocje, utrwala przeżycia, uświadamia upływ czasu. Jest wizytówką Zespołu Szkół im. Ziemi Lubelskiej w Niemcach. Było to możliwe, gdyż koncepcja pisma zrodziła się z potrzeby serca i trafiła na twórczy zespół uczniów i nauczycieli. „Kleks” jest spełnieniem marzeń o szkolnej gazecie. Oddałam go w dobre ręce, uniezależnił się, zaczął żyć własnym życiem, dojrzał, dorósł. Ma dwadzieścia lat. Piękne są marzenia, które przerastają marzycieli.

Z okazji XX Jubileuszu dziękuję opiekunom gazety oraz wszystkim współpracującym z redakcją przez te lata nauczycielom i uczniom za to, że „Kleks” ma się dobrze i nadal budzi emocje. Dalszą drogę niechaj wyznaczają Wam zasady zawarte w Karcie Etyki Mediów:

— zasada prawdy,

— obiektywizmu,

— oddzielania informacji od komentarza,

— uczciwości,

— szacunku i tolerancji,

— pierwszeństwa dobra odbiorcy,

— wolności i odpowiedzialności.

Życzę Redakcji i Czytelnikom, aby zawsze, niezależnie od okoliczności robili rzeczy właściwe, nie jakieś rzeczy właściwie.

Z radością brałam do ręki jubileuszowo — świąteczne wydanie. Gazeta była piękna, kolorowa, wydana w profesjonalnej drukarni, miała 48 stron; wypasiona, jak by powiedzieli gimnazjaliści. Z niecierpliwością szukałam swojego tekstu. Znalazłam na 9 stronie — trzy zdania: podziękowania i kodeks medialny. Reszta zniknęła. Zadzwoniłam i zapytałam:

— Dlaczego wycięto tekst, który był moim pożegnaniem ze szkolną gazetą?

— Nie pasował do koncepcji tego numeru.

Odłożyłam słuchawkę. Słyszę te słowa, jakby to było wczoraj. Nadal jest mi przykro, nie potrafię zrozumieć.

Szukałam w słowniku znaczenia słowa koncepcja. Znalazłam konformizm i koniunkturalizm. W jubileuszowym Kleksie znalazło się miejsce dla wielu, wielu zasłużyło na zdjęcia, notki biograficzne. Całą stronę razem ze zdjęciem poświęcono dyrektor Gminnego Ośrodka Administracji Szkół, osobie, która przyczyniła się pośrednio do mojej rezygnacji ze stanowiska. W szkolnej gazecie zabrakło miejsca dla jej pomysłodawczyni, pierwszej opiekunki redakcji, do sierpnia ubiegłego roku dyrektorki szkoły. Umarł król, niech żyje król. Boli. Z czasem przejdzie. Niesmak zostanie.

Dlaczego opisuję tę historię? Angażujesz się bardzo w sprawy szkoły, oddajesz jej czas, którego brakuje Ci dla bliskich. Ja postępowałam podobnie, nie żałuję tego, czasem, jak w tej sytuacji, jest mi po prostu tak po ludzku przykro.

Pamiętaj, świat dyrektora nie powinien zaczynać się i kończyć na szkole. Zadbaj o swoje życie poza szkołą, zadbaj, by robić rzeczy właściwe, by Twoje poczucie wartości, potrzeba samorealizacji i rozwoju nie zależała od aktualnych układów i zależności między organem prowadzącym, nadzorującym a związkami zawodowymi. Zadbaj o swoją niezależność.

Dzielenie się wiedzą

Marzec 2013

Jak dobrze, że już marzec. Po raz pierwszy od wielu lat mam czas na spacery i szukanie wiosny. Niestraszne mi ostatnie podrygi zimy, zamykam komputer, nakładam polar, czapkę z daszkiem, biorę kijki i w trasę. Jeszcze szarawo, słońce nieśmiałe, ale już żółte marcówki wychylają się spod zeschłej trawy i pachnie wiosną!

Namawiam Cię do wyjścia na dwór, przyda Ci się przerwa i oderwanie od wypełniania rubryk w SIO (dla niewtajemniczonych: System Informacji Oświatowej). Szczerze współczuję wszystkim, którzy muszą się z tym zmagać. Do takiego wniosku skłoniła mnie pobieżna lektura aktów prawnych związanych z wdrożeniem nowego SIO. Stosowna ustawa i wynikające z niej rozporządzenia to ponad 80 stron specjalistycznego języka, skróty, fachowe określenia, odnośniki. Rozumiem celowość zebrania i ogarnięcia informacji na temat oświaty na szczeblu centralnym, jednak procedury z tym związane wymagają, moim zdaniem, oddelegowania specjalnych pracowników wyłącznie do obsługi SIO.

O ile jest to możliwe na poziomie ministerstwa, kuratorium czy dużego organu prowadzącego, to już w gminie nie jest takie oczywiste; zaś w większości szkół, zwłaszcza wiejskich — niemożliwe. Bo kogo oddelegować? Sekretarkę, która odpowiada za wszystkie sprawy administracyjne, akta osobowe pracowników i załatwianie spraw uczniów, rodziców i wszelkich interesantów? A co mają zrobić dyrektorzy szkół, którzy o sekretarce mogą tylko pomarzyć? Odpowiedź jest prosta; dyrektor odpowiada za wszystko.

Niestety, możliwość delegowania uprawnień w zakresie SIO prosta nie jest i wymaga określonej procedury. Cóż zatem robią dyrektorzy odpowiedzialni za wywiązanie się z kolejnego zadania narzuconego bez odpowiedniego wsparcia? Wspierają się nawzajem. Ja takie wsparcie znajdowałam na forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Teraz jest podobnie: wątki poświęcone dyskusji o SIO pokazują, z jakimi problemami zmagają się zarządzający szkołami, zamiast zająć się doskonaleniem procesu uczenia/uczenia się, co jest podstawowym zdaniem szkoły. A może się mylę? Inteligentna jestem, a pewnych porad nijak nie rozumiem: Antywirus wystarczy wyłączyć na czas instalacji. Z firewallem na razie daj spokój. Zresztą zależnie od wersji Awasta firewall może być zintegrowany z antywirusem.

Na szczęście, już się z SIO zmagać nie muszę, ale nadal uczę się, korzystając z sieci wsparcia. Sięgając do terminologii naukowej praktykuję konektywizm, uczę się korzystając z zasobów cyfrowych i bogactwa nawiązanych relacji. Moc dyrektora bierze się z profesjonalnej wiedzy oraz umiejętności dzielenia się nią z innymi. Potrafię i chcę pomóc, potrafię z pomocy skorzystać — tego się nauczyłam od mądrzejszych, zwłaszcza na forum OSKKO. Dodając świadomość prawną i zaufanie, podstawę kompetencji społecznych, mamy odpowiedź, jak buduje się autorytet lidera.

Nie bez powodu piszę o umiejętności dzielenia się wiedzą, sztuce korzystania ze wsparcia i zaufaniu. Ostatnio znalazłam się w niezręcznej sytuacji. Mam teraz czas na śledzenie aktualności oświatowych, ofert szkolenia czy publikacji. Ze szczególną uwagą przeglądam stronę Ośrodka Rozwoju Edukacji, gdzie często pojawia się kolejny e-poradnik.

Doceniam otwarte zasoby cyfrowe, jednak chętnie korzystam z wydań papierowych. Tym bardziej ucieszyłam się, kiedy znalazłam możliwość zamówienia serii książek o pracy z uczniem zdolnym. W formularzu rejestracyjnym należało wpisać swoje dane i adres placówki oświatowej, nie musiało to być jednak miejsce pracy. Bez większego zastanowienia wpisałam adres mojej byłej szkoły, znam jej potrzeby, więc zamówiłam kilka egzemplarzy z myślą o bibliotece i nauczycielach. O zamówieniu bezpłatnych książek (po jednej dla siebie, reszta dla szkoły) poinformowałam e-mailowo wicedyrektorkę oraz panią sekretarkę, ciesząc się z pozyskania publikacji. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przeczytałam e-maila z ORE następującej treści: Szanowna Pani, zwracam się z prośbą o wyjaśnienie dotyczące zamówionych przez Panią poradników. W dniu dzisiejszym otrzymałam telefon od dyrektora (…) z informacją, że nie jest Pani pracownikiem szkoły i zamówiła Pani poradniki na adres szkoły bez zgody i wiedzy dyrekcji.(…)Informacja ta nie pozwala na przesłanie na Pani nazwisko zamówionych poradników do szkoły. Cóż, sprawę niezwłocznie wyjaśniłam, przeprosiłam za nieporozumienie i zamówiłam poradniki na adres oświatowej firmy szkoleniowej, z którą współpracuję. Wiedzą z publikacji podzielę się z nawiązką podczas warsztatów z nauczycielami; dzielę się także kolejnym doświadczeniem ze sfery budowania relacji nowego dyrektora z byłym. Ku refleksji? Każdy dyrektor będzie kiedyś byłym dyrektorem. Warto o tym pamiętać.

Być profesjonalistą

Kwiecień 2013

Wielkanocne święta już za nami, a żonkile dopiero zaczynają cieszyć oko. Postanowiłam przenieść się z przedpołudniową kawą na taras; słońce i powietrze sprawiają, że wszystko wydaje się prostsze, ludzie lepsi, a ja młodsza. Rok temu pisałam: za czasem nie nadążam, tyle się dzieje, znów gonią mnie terminy, zaraz egzaminy, arkusz organizacyjny i jeszcze ewaluacja zewnętrzna. Teraz czas zwolnił, pozwala się obłaskawić, daje szansę na lekturę, spacer, na refleksję nad tym, co jeszcze jest a już mija. To nie czas rządzi moim życiem, to ja panuję nad czasem, dyktuję warunki, stawiam wymagania. Decyduję, kiedy i co robię. W kwietniowe weekendy prowadzę zajęcia na kursie zarządzania szkołą, przekazując swoje doświadczenia przyszłym dyrektorom.

Mam wrażenie, że ta praca czekała właśnie na mnie. Lubię uczyć. Zawsze lubiłam. Przechodząc na emeryturę martwiłam się, jak sobie poradzę z potrzebą aktywności, rozwoju, samorealizacji. Bałam się zamknięcia w czterech ścianach komputera, sprawdzania poczty, w której tylko reklamy i newslettery sklepów internetowych. Rzeczywistość okazała się łaskawa, pracy mi nie brakuje, kontakty wirtualne się wzbogaciły, a relacje w realu bardziej pielęgnowane nabrały blasku.

Co mnie cieszy szczególnie w sferze zawodowej? Moment czytania kart ewaluacyjnych po szkoleniu. W rubryce Uwagi na temat prowadzącej najczęściej pojawia się słowo profesjonalizm w różnych odmianach. Jest to dla mnie największy komplement i podziękowanie. Ze wszystkich słów na p, czyli: powołanie, poświęcenie, pasja, które łączy się w edukacyjnej tradycji z zawodem nauczyciela, najbardziej cenię sobie właśnie profesjonalizm.

Zastanawiałaś się kiedyś nad sensem słowa profesjonalista? Kim jest? Jakimi cechami się wyróżnia? Słownikowa definicja mnie nie zadowala. Kojarzy mi się ze świetnym hydraulikiem (niczego hydraulikowi nie ujmując): profesjonalista specjalista, fachowiec w jakiejś dziedzinie, człowiek dobrze znający swój zawód, zawodowiec. (M. Szymczak,[red.] Słownik Języka Polskiego, Warszawa 1978). Szukałam czegoś bardziej pasującego do mojego rozumienia terminu profesjonalista. I znalazłam! Niewielka objętościowo lektura Profesjonalizm w uczeniu. Jak osiągnąć sukces (B.Hurst, G. Reding, Warszawa 2011), wydana przez Wolters Kluwer w serii Inspiracje Edukacyjne. Przeczytałam tam wypowiedź Wiliama Glasera, która, według mnie, oddaje sens profesjonalizmu edukacyjnego: Wykonanie pracy, nawet dobre, jest czymś wystarczającym dla nieprofesjonalistów, ale cechą profesjonalistów jest stałe poprawianie sposobu, w jaki pracę się wykonuje — poprawianie zarówno ze względu na własne standardy, jaki i ze względu na innych. (…) Profesjonaliści nie tylko wiedzą, jak wykonywać pracę, do której zostali wynajęci, ale także pozostawia im się możliwość wykonywania tej pracy w sposób, który uważają za najlepszy.(s.21) Wszystkie moje skojarzenia ze słowem profesjonalizm, czyli: wiedza, umiejętności, rzetelność, kompetencje, doskonalenie, rozwój, świadomość własnej wartości, sztuka refleksji; zawierają się w powyższym sformułowaniu.

Analizując wybrany przed laty zawód nauczyciela, uświadomiłam sobie, że jest to profesja, która implikuje konieczność bycia profesjonalistą.

Nauczyciel ma wiedzę, kompetencje, możliwość decydowania o sposobie wykonywania swojej pracy oraz nienormowany w pewnym zakresie czas pracy.

Co ogranicza wolność nauczyciela? Podstawa programowa i osiemnastogodzinne pensum.

Co pozostaje w sferze indywidualnych decyzji? Wiele: możliwość stworzenia własnego programu, swoboda wyboru treści, metod, przywilej poszukiwania i realizowania własnego stylu nauczania, samodzielność i niezależność podczas lekcji.

Czego oczekuje się od nauczyciela w zamian za kredyt zaufania i swobody zawodowej? Profesjonalizmu w całym bogactwie tego słowa, czyli fachowości, gotowości i umiejętności ciągłego poprawiania swojej pracy, doskonalenia, krytycznej refleksji i twórczego podejścia do problemów. Oczekuje się rzetelnej pracy w każdym aspekcie, wyznaczania sobie wysokich standardów i ich osiągania.

I dlatego, kiedy moja praca zostaje oceniona jako pełen profesjonalizm, jest to dla mnie najwyższa forma nagrody zawodowej. Na koniec fragment z książki, która mnie zainspirowała do rozważań. To standardy amerykańskiej organizacji zawodowej nauczycieli.

— Nauczyciele są oddani uczniom i nauczaniu.

— Nauczyciele znają przedmioty, których uczą i wiedzą, jak je przekazać uczniom.

— Nauczyciele odpowiadają za organizowanie przebiegu nauki uczniów i kontrolują go.

— Nauczyciele analizują systematycznie swoją pracę i na podstawie tej analizy wyciągają wnioski na przyszłość.

— Nauczyciele są członkami społeczności szkolnych. (Hurst, Reding, 2011, s. 20)

Warto sobie uświadomić, że dylemat: być albo nie być nie być profesjonalistą, ma tylko jedno satysfakcjonujące rozwiązanie. Wiem z doświadczenia. Bądź profesjonalistą!

Wirus odpowiedzialności

Maj 2013

Cieszę się, że spodobała Ci się polecana przez mnie lektura. Masz rację, w szkole za dużo czasu zajmują działania biurokratyczne, administracyjne, a zaniedbujemy często rzeczy najważniejsze, czyli doskonalenie procesu uczenia/nauczania. Sądzę jednak, iż przeciążenie zadaniami i rozrastanie się obszarów, za które odpowiadają dyrektorzy, nie zwalnia ich z moralnej odpowiedzialności za sens i cel sprawowania swojej funkcji.

Pozwól, że jeszcze wrócę do profesjonalizmu. W internetowej wersji Słownika Języka Polskiego, znalazłam lepszą definicję, niż ta przytaczana przeze mnie z książkowego wydania z 1978: Profesjonalista to:1.osoba zajmująca się zawodowo jakąś dziedziną, 2.ktoś, kto ma duże umiejętności w jakiejś dziedzinie i doskonale wykonuje swoją pracę.

Nadal jednak w tym sformułowaniu brakuje mi podkreślenia wagi doskonalenia i konieczności rozwoju. Zatrzymanie się na poziomie posiadanych kompetencji jest automatycznym regresem. Szkoła z założenia powinna być organizacją uczącą się. Zatem dyrektor, stojący na jej czele, winien być owego uczenia liderem. Jeżeli dyrektor nie doskonali swoich umiejętności, poprzestając na formalnym potwierdzeniu kwalifikacji zdobytych na kursie z zarządzania, to kierowana przez niego placówka ma małe szanse na rozwój. Oczywiście, mówiąc o doskonaleniu, nie chodzi mi o zaliczanie kolejnych szkoleń czy studiów podyplomowych; znam dyrektorów, którzy mając dyplomy kilku kierunków, w żadnym nie są profesjonalistą. Myślę raczej o intelektualnym przywództwie edukacyjnym, zdobytym drogą samorozwoju, refleksji i twórczym korzystaniu z doświadczeń.

Pewno dziwisz się, skąd u mnie takie dylematy i refleksje, przecież nie jestem już dyrektorem szkoły. Cóż, zawsze byłam wyznawcą tezy, że przywódcą się jest, nie bywa. Owo bycie, nie bywanie, to poczucie odpowiedzialności za szkołę, za pracowników, za wyniki uczniów. Kiedy przestajesz być dyrektorem, owa odpowiedzialność zmienia się w moralny imperatyw przekazania swoich doświadczeń, wykorzystania możliwości realnego wpływu na edukację w szerszym znaczeniu.

Z tego powodu nadal jestem w centrum spraw oświatowych, działam, piszę, szkołę. Doskonalę siebie i innych. Obecnie sporo czasu zajmuje mi udział w projekcie Ośrodka Rozwoju Edukacji. To pilotażowy internetowy kurs dla moderatorów wspierających Szkolnych Organizatorów Rozwoju Edukacji (SORE). Wiem, że interesujesz się e-learningiem. Może uda Ci się dostać do następnej edycji? A może wśród nauczycieli znasz kogoś, kto z powodzeniem mógłby pełnić rolę lidera doskonalenia? Celem kursu jest współpraca, wymiana doświadczeń, propagowanie twórczych pomysłów oraz umożliwienie pokazania własnego warsztatu pracy, a także integracja środowiska SORE jako nowej grupy zawodowej działającej w obszarze edukacji.

A wracając do mojej byłej szkoły… Wiesz, że nadal co jakiś czas mi się śni? Ostatnio obudził mnie sen, w którym uczestniczyłam w radzie pedagogicznej, już jako była dyrektorka, bez prawa głosu. Z bezsilnością obserwowałam, jak rozsypuje się system zbudowany na wsparciu, zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa. -To niemożliwe, ludzie się tak szybko nie zmieniają — chciałam krzyknąć i …obudziłam się. Mam nadzieję, że to był tylko sen.

Podobne koszmary dyrektorskiej frustracji czasem mnie budziły, gdy pełniłam funkcję dyrektora. Na szczęście, coraz rzadziej mnie prześladują. To znak, że powoli wyzbywam się wirusa odpowiedzialności. Pisze o nim Michael Fullan w książce Odpowiedzialne i skuteczne kierowanie szkołą (Warszawa 2006, s. 30.) Wirus występuje u osób pełniących funkcje kierownicze w dwóch formach: nadmiaru i niedostatku odpowiedzialności. Obie formy są szkodliwe dla zainfekowanego i dla otoczenia. Ani wyręczanie innych, ani zwalanie na nich wszystkich zadań nie są dobrym sposobem na bycie dyrektorem. Najskuteczniejszym lekarstwem jest zaufanie do kompetencji innych, dzielenie się z nimi wiedzą, wspieranie i dawanie poczucia bezpieczeństwa współpracownikom.

Jeśli rozpoznajesz u siebie wirusa odpowiedzialności, przemyśl zdanie: Szacunek i uznanie pojawiają się, gdy dyrektorzy liczą się z wrażliwością zależnych od siebie ludzi, umieją wsłuchać się w ich problemy i wystrzegają się arbitralnych działań. (Fullan 2006, s.65) Słowa: Silni przywódcy często nakładają na siebie zbyt dużą odpowiedzialność za powodzenie (Fullan 2006, s.68) wisiały nad moim dyrektorskim biurkiem ku refleksji.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.31