E-book
13.65
drukowana A5
38.16
Szklane imperium

Bezpłatny fragment - Szklane imperium

Piękne i kruche


Objętość:
170 str.
ISBN:
978-83-8126-066-4
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.16

Przedmowa

Czy miliarder jest szczęśliwy? Czy prezydentowi żyje się łatwo? I skąd tak naprawdę biorą się nasze uprzedzenia do innych ludzi?

Drogi czytelniku niech te trzy pytania będę punktem wyjściowym przy czytaniu mojej debiutanckiej powieści. Jednak zanim zaczniesz ją czytać, aby nie zostać źle zrozumianym chcę byś poświęcił jeszcze kilka chwil na dokończenie tego wstępu.

Dobra książka to taka która przekazuje poprawne wartości życiowe i jednocześnie czyta się lekko. Niemożliwe. Może jednak?

W niniejszej książka zawiera wątki jakie możemy zobaczyć w wielu książkach i filmach. Miłość spełniona i nie spełniona. Pieniądze i władza. Dobro i zło. By nie zanudzić wszystkich kolejną rzewną historyjką, nadałem tej powieści nieco kontrowersji, przekładając baśniową historią na współczesny grunt. Są wymienione państwa i miejsca, które w każdej chwili możemy odwiedzić. Wiele postaci jest wzorowanych na osobach żyjący współcześnie.

Nie chcę jednak, by ta powieść byłą traktowana jako manifest polityczny i źródło ideologiczne. Jest to ocena świat w którym żyją i prób zmienienia go na lepsze. Jednak jak każda powieść musi być ona wyjaskrawiona. O wojnie i podbojach lepiej się czyta niż o rozmowach i kompromisach. Charyzmatyczne postacie lepiej się zapamiętuje niż zawiłe meandry ludzkiej psychiki. Dynamiczna i prosta akcja lepiej wpada w oko niż długie i zawiłe wywody filozoficzne.

Tak, więc życzą Ci drogi czytelniku udanej lektury. Mam nadzieję, ze wyciągniesz z niej poprawne wnioski i po przeczytaniu tej książki inaczej spojrzysz na miliardera, a gdy spotkasz obcokrajowca nie ominiesz go łukiem lecz podasz mu dłoń. Jeżeli jednak kogoś uraziła ta powieść, pragną go w tym miejscu przeprosić i jeszcze raz zaznaczyć, że jest to przejaskrawiona fantastyczna historia z ukrytym drugim dnem, która ma pojednać, a nie podzielić ludzi.


Powieść dedykuję

Natalie Portman

,,Choć nieraz mówię o durnej Polsce

wymyślam na Polskę i Polaków,

to przecież tylko Polsce służę.”

Józef Piłsudski

Prolog

Po okrucieństwie pierwszej połowy XX wieku i sukcesie technologicznym drugiej połowy, w wiek XXI ludzie wchodzili z nadzieją na lepsze czasy. Zaczęli się jednoczyć. Zanikały podziały. Jednak ich utopijny sen pękł jak bańka mydlana. Terroryzm, nowe wojny, dyktatorzy. Wszystko to przyczyniło się do tego, że niszczącą idę równości i braku podziałów, zaczęła zastępować równie niszczycielska idea nienawiści i nacjonalizmu. Po 90 latach od zniszczenia fanatyzmu prawicowych radykalistów, w Europie złowieszcza ideologia znów pukała do jej drzwi, a ludzie pospieszyli jej otworzyć.

Tymczasem Polska, która przygotowywała się na świętowanie 35 rocznicy wyzwolenia spod okupacji Związku Radzieckiego, znów stanęła na krawędzi.

Ze wschodu zagrażała jej imperialistyczna polityka Federacji Rosyjskiej, zaś z zachodu kleszcze zaciskał coraz większy nacjonalizm Europy zachodniej. Ludzie, którzy kiedyś żyli spokojnie teraz bali się o swoje życie. Do Polski i innych krajów Europy środkowo wschodniej ściągało coraz więcej osób prześladowanych w innych krajach. Jednak i w Rzeczpospolitej kiełkowało ziarno nacjonalizmu. Partia,,Wola Polska” skupiała wszystkie grupy nacjonalistyczne, cieszyła się coraz większym poparciem. Opozycja nie umiała przeciwstawić się w sprawny sposób coraz większemu fanatyzmowi. Niektórzy obywatele zrozumieli, że albo uciekną z własnej Ojczyzny, albo się przeciwstawią. Tymczasem nacjonaliści świętowali sukces jakim było wygranie przez ich kandydata wyborów prezydenckich. Teraz nadszedł czas kiedy rozstrzygnie się przyszłość Polski i Świata…

Wszystko na jedną kartę

22 maja 2023 roku


Wschodziło właśnie poranne słońce, gdy pułkownik wyglądał przez okno. Pomarańczowe światło zalewało plac na którym żołnierze ustawieni w szeregu czekali na przyjazd ciężarówek. Pułkownik popatrzył się teraz na szybę w której widniało jego odbicie. Był to 23 letni mężczyzna, średniego wzrostu i szczupły. Miał niebieskie oczy i średniej długości włosy w kolorze ciemny blond. Jego twarz rzadko wyrażała jakiś emocje, a tym bardziej pozytywne. Jego wzrok padł na pagony jego munduru, a później na tabliczkę z imieniem płk. Jozue Portman.

— Tak — pomyślał — tylko to nazwisko wskazywało na to, że pochodzi z żydowskiej rodzinny. Ochrzcił się w wieku 12 lat, mimo to nigdy nie porzucił swojej rodzinnej kultury. Nawet w tym zakresie był dziwny. Człowiek dwóch państw i dwóch religii.

Jeszcze raz spojrzał na żołnierzy. — Żeby tylko się udało — powiedział do siebie — żeby się udało. Inaczej wszyscy jesteśmy straceni.

Nigdy nie poczuł, jak to sam ujmował, smaku żołnierskiego życia. Jego szybki awans poskutkował tym, że na linii frontu był zaledwie dwa razy. Zawdzięczał to swojej wrodzonej umiejętności myślenia strategicznego oraz dowodzenia. Gdy zaczął wykazywać się w sztabie szybko go wyszkolono i awansowano.

Rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju weszła adiutanka pułkownika. Sierżant Sophie Rimiet była 27 letnią kobietą, około 165 centymetrów wzrostu, brązowych oczach i włosach. Została wybrana osobiście przez pułkownika, po tym jak ostatniego zwolnił za niedopełnienie obowiązków, polegające na przedstawieniu złej dokumentacji.

— Generał czeka na Pana w hangarze.

— Dziękuję. Zaraz tam przyjdę.

Adiutanka zasalutowała po czym wyszła. Pułkownik zabrał z biurka broń, rogatywkę i również wyszedł. Generał Zygmunt Koraczyn był starym polskim oficerem i protektorem pułkownika. Mężczyzna był dobrze zbudowany. Miał siwe włosy i duży wąs. Różnili się we wszystkim poza idą zmiany ustrojowych w Polsce. Starszy oficer był zawsze radosny, optymistyczny i traktował wszystkich na równi co stało w zupełnej opozycji do poglądów Jozuego.

Gdy wszedł do hangaru zobaczył generała jak żartował z kilkoma podoficerami.

— O jesteście pułkowniku! Wszystko gotowe? — zapytał generał pułkownika, gdy ten salutował.

— Tak jest panie generale. Czekamy tylko na sygnał z parlamentu. — odpowiedział Portman.

— Doskonale. — Generał spoważniał i wysłał na plac towarzyszących mu żołnierzy.

— Wiecie Jozue — powiedział Koraczyn — że to co planujemy to zamach stanu i jak się nam nie uda to koniec.

— Tak generale. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Ale teraz już nie ma odwrotu.

— W takim razie dobrze.

Podeszli do zebranych na placu żołnierz.

— Spocznij — powiedział generał gdy zobaczył, że zebrani salutują.

Wszyscy patrzyli na starego oficera, który o czymś myśląc parzył w dal. Za nim stał pułkownik, który wzrokiem poganiał swego mentora. Ten zobaczywszy jego spojrzenie, uśmiechnął się delikatnie po czy powiedział:

— W im to powiedzcie. Ja jestem tylko marionetką w rękach historii.

Pułkownik przytaknął. Generał przepuścił go do żołnierzy, którzy teraz oczekiwali na słowa pułkownika:

— Kocham naszą ojczyznę — zaczął — i nie godzę się z tym, że niszczą ją moi rodacy. Zbyt długo czekaliśmy na to, aby uczynić nasze państwo silnym i potężnym. Zbyt wielu ludzi cierpiało i umierało w skutek źle działającego systemu. Teraz przyszedł czas na zmianę. Nie ważne czy nam się to uda, czy nie uda. Nasz kraj doświadczył już raz zbrojnego przewrotu i trzeba przyznać, iż wyszło mu to na dobre. Jeżeli ktoś chce się wycofać to tylko teraz!

Nikt się nawet nie poruszył, więc pułkownik kontynuował:

— Dobrze. Niech, więc się stanie. Rozkazuję aresztować członków zgromadzenia narodowego za zdradę Rzeczpospolitej Polskiej i postawienie ich przed trybunałem stanu.

— Tak jest — chórem odpowiedzieli żołnierze, po czym wsiedlina ciężarówki i całą kolumną ruszyli w stroną parlamentu.


Przed południem w sali sejmowej zebrało się zgromadzenie narodowe. Wszyscy parlamentarzyści mieli wysłuchać przemówienia nowo wybranego prezydenta RP Wiesława Wisłowskiego. Jego wybór odbył się w cieniu wielu skandali i słabnącej pozycji państwa. Nowy wybór również był przez wielu krytykowany ze względu na skrajnie poglądy nowego prezydenta i jego partii. Dodatkowo cały czas wzrastało zagrożenie atakiem ze strony Rosji, która po zajęciu Łotwy i Estonii, szykowała się na wojnę totalną z zachodem. Gdy wszyscy już usiedli na mównicę wszedł Wisłowski i rozpoczął swoje flegmatyczne przemówienie.

W tym samym czasie z każdej strony pod kompleks sejmowy podjechały ciężarówki z żołnierzami. Przed głównym wejściem zaparkował samochód z którego wysiadł Koraczyn i Portman. Wszyscy rozpoczęli wdrażanie planu. Ludzie generała rozpoczęli rozbrajanie Straży Marszałkowskiej i agentów BOR-u. Z szokowani i zaskoczeni funkcjonariusze nie stawiali większego oporu. Wobec przeważającej siły agresorów i przedstawianiu pisemnych nakazów aresztowań posłów nie mieli szans.

Podczas gdy żołnierze opanowywali budynki parlamentu, dwaj oficerowie wraz z podległym oddziałem ruszyli w kierunku sali plenarnej. Na korytarzu napotkali pierwszą przeszkodę. Poinformowana Straż Marszałkowska ustawiła prowizoryczne barykady. Na widok żołnierzy podnieśli broń.

Oddział zatrzymał się i odpowiedział tym samym. Pułkownik krzyknął:

— Rzucić broń.

Strażnicy nie zareagowali.

— Chłopaki nie wygłupiajcie się. Rzucie broń. — powtórzył tym razem spokojnie.

Ochrona powoli zaczęła składać broń na ziemi. Żołnierze generała opuścili karabiny. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Nikt nie miał ochoty strzelać do swoich, szczególnie gdy wiedzieli, że obie strony wykonują rozkazy.

— Odprowadźcie ich — polecił generał kilku żołnierzom. — Reszta za mną.

Dalej nie natrafili już na żaden opór. Podczas gdy przemówienie trwało, ciszę przerywały lekkie szmery.

Część zgromadzonych osób słyszała dziwne stuki i hałasy za drzwiami co ich niepokoiło. Prezydent dalej prowadził swoje rozważania:

— …w tym celu musimy kierować się własnym rozsądkiem i zdawać sobie sprawę z odpowie…

W tym momencie na salę weszli żołnierze. Niemal wszyscy zebrani poderwali się z miejsc, jednak zaraz szybko usiedli widząc wycelowane w nich lufy karabinów. Kilku bardziej opornych zostało odepchniętych kolbami. Pułkownik wskazał na prezydenta i powiedział:

— Aresztować go.

Dwaj żołnierze wzięli Wisłowskiego za ramiona i odprowadzili do ławy. Pozostali albo pilnowali posłów, albo zabierali ich telefony. Pułkownik wszedł na mównicę.

— Dekretem podjętym przez Tymczasowy Rząd Republik Polskiej i podpisanym przez jej przywódcę generała Korczyna, podaje się przed trybunał stanu dotychczasowy rząd i zgromadzenie narodowe Rzeczpospolitej Polskiej, za zdradę oraz szkodzenie interesom i obywatelom Państwa Polskiego.

Ta wypowiedz wywołała szok i niedowierzanie. Posłowie zaczęli krzyczeć i przepychać się z żołnierzami. Niektórzy wpadli w panikę, a kilku po prostu zemdlało. W tym momencie usłyszano strzał. To generał wystrzelił z pistoletu w powietrze. Na sali zapanowała cisza.

— Odprowadzić ich do tymczasowych więzień — nakazał generał.

Wszyscy potulnie udali się pod eskortą żołnierzy w wyznaczonym kierunku. Kilku agresywnych osób skuto kajdankami, a omdlałym udzielono pierwszej pomocy.


Następnie generał spotkał się z innymi oficerami. Nakazano wysłać zawiadomienie do wszystkich baz wojskowych w kraju, aby natychmiast rozpoczęły przejmowanie tymczasowej władzy nad większymi miastami. Rozesłano też komunikaty do pozostałych służb.

Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Tak nagła zmiana nie może udać się całkowite. Niektóre służby uznały zwierzchność aresztowanego rządu. Do opinii publicznej dopiero pod wieczór dotarło co się stało i jak można przypuszczać wywołało panikę. Na ulicach pojawili się demonstranci popierający prezydenta lub spiskowców. Ci drudzy szczególnie głośno skandowali nazwisko młodego pułkownika. Jozue był już wcześniej znany w dość wąskich kręgach, jednak na tyle by zebrać spore grono zwolenników.

Pod wieczór do generała i pułkownika przyszli żołnierz, których zadaniem był przeszukanie biur rządowych. Obaj przejrzeli dokumenty i ze zdziwieniem otworzyli oczy. Znajdowały się tam plany wprowadzenia jednopartyjnego systemu w państwie.,,Wolna Polska”. Tak nazywała się partia z której wywodził się prezydent i rząd, planowała przejąć niepodzielną władzę. W dokumentach było opisane wszystko po kolei. Wdrożenie tych planów kosztowało by wielu co najmniej wygnanie z kraju. Na jednej z kartek widniało nazwisko pułkownika.

Opisano go jako,,zdradziecki i szkodliwy element, który zależy usunąć”. Wszyscy zdawali sobie sprawę z nacjonalistycznego poglądu Wisłowskiego, ale te dokument przekraczały ludzkie pojęcie. Gdyby Koraczyn przełożył zamach stanu o miesiąc, nie zdążył by przeprowadzić akcji i skazał by kraj na pogrążenie się w chaosie zła.

W ciągu najbliższych dni za sprawą sprawnych działań sprawa w kraju zacznie się stabilizować. Problemy będę się za to mnożyć na arenie międzynarodowej.

Trudy teraźniejszości i demony przeszłości

29 października 2024 roku


Od pamiętnego dnia minął już ponad rok i życie zwykłych ludzi poprawiało się wolniej niż zakładano, ale wszystko szło ku dobremu.

Grupa ludzi niezadowolonych stanowili przedstawiciele o skrajnych poglądach. W państwie wprowadzono system semiprezydencki na czele z prezydentem Koraczynem. Zawieszono działalność wielu partii politycznych, a część z nich rozwiązano. Przygotowane wcześniej reformy musiały ulec korekcie. Okazało się bowiem, że gospodarka państwa jest w gorszym stanie niż oficjalnie podawano do wiadomości. Bez poprawek wprowadzono tylko nową konstytucję. Czas naglił jednak nieubłaganie.

Dla nowych władz jednym z priorytetów było przeniesienie stolicy państwa z Warszawy do Opola.

Również sprawy polityki zagranicznej stały się zawiłe. Polskę wykluczono z Unii Europejskiej, jej działalność w NATO została zawieszona, a stacjonujący w niej żołnierze obcych państw zostali natychmiast ewakuowani. Na granicy znów wprowadzono kontrolę co sąsiednie państwa, pomimo zapewnień nowych władz, odebrały jako chęć rozpoczęcia wojny.


Republika Polska stawała się potężnym i wpływowym państwem. Nowe sojusze zawarte w miejsce większości starych stawały się coraz bardziej korzystniejsze. Pomimo politycznej izolacji zwykli ludzie zaczęli wracać, a nawet na stałe osiedlać się w nowej krainie dobrobytu. Chętnie ich tu przyjmowano. Sympatiom obdarzano nawet osobę prezydenta, który jak się okazało nie miał takiej silnej władzy jak się można było spodziewać. W jego cieniu wyrastał jego następca. Młody oficer, który był współtwórcą przewrotu.


Generał Portman siedział w ten pochmurny dzień w swoim gabinecie przy biurku. To on był inicjatorem przeniesienia stolicy do Opola, a teraz sprawował nadzór nad jego budową. Przeglądał właśnie dokumenty dotyczące planu rozwoju państwa.

— Dobrze. Dobrze. — złożył podpis i wziął do ręki następny dokument. — Dobrze. Tu trzeba poprawić.

Rozległo się pukanie do drzwi.

— Wejść. — powiedział generał.

W drzwiach pojawił się młody szeregowy.

— Przyszedł sierżant Królikowski. Chce się z Panem widzieć.

— Proszę go wpuścić. Był umówiony.

Szeregowy otworzył drzwi i wpuścił sierżanta po czym sam wyszedł.

— Cześć Jozue. Dawno się nie widzieliśmy. — z uśmiechem powiedział Królikowski.

— Cześć Marcin. Siadaj.- powiedział generał. — Co tam u Ciebie?

— Dobrze.

— Widzę, że zmieniłeś trochę swoje plany ze szkoły. Dostałeś się do Wojskowych Zakładów Chemicznych. Awansowałeś na sierżanta. I stałeś się nieco bardziej powściągliwy w wyrażaniu swoich poglądów.

— Prześwietliłeś mnie?

— Dobrze wiesz jaki mam charakter.

— Tak to widać. Jesteś tu gdzie mówiliśmy, że będziesz. Kiedy się ostatnio spotkaliśmy byłeś świeżo po awansie na pułkownika. A teraz proszę. Trzęsiesz całym państwem. — zaśmiał się Marcin.

— Lepiej mów co u Ciebie?

— Chyba wszystko wiesz. Służę w Opolu cały czas. Poznałem kogoś. Liczę, że będzie to coś poważnego.

— To moje gratulacje. Bardzo się z tego powodu cieszę. U mnie w tym temacie bez zmian. Ale nie zawracajmy sobie tym głowy. Przyszedłem tak, żeby spotkać się z przyjacielem. Byłeś nie uchwytny przez ostanie lata…

Rozmowa toczyła się kilka godzin. Przyjaciele mieli dużo do omówienia po wielu latach. Mówił głównie Królikowski. Jozue nawet już przy nim ważył słowa. Był powściągliwy w tym co mówił i używał raczej ogólników.

Rozmowa trwała w najlepsze gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.

W drzwiach pojawiła się adiutnka generała i mężczyzna w średnim wieku. Był ubrany w ciemny golf i jasny garnitur.

— Generale, Pan Mark Graham do pana. — powiedziała Rimet.

— A tak, oczywiście. — powiedział Jozue i zwrócił się do nowo przybyłego. — Cześć. Mark.

— Witam, panie Portman. — powiedział mężczyzna — Chciałem się z panem zobaczyć przed jutrzejszym przedstawieniem.

Generał przytakną i wyraził wdzięczność za przybycie.

Wyjaśnił Marcinowi, że Graham jest dyrektorem Metropolitan Opera w Nowym Jorku i przyjechał do Opola na otwarcie Nowego Teatru Narodowego. Jego zespół baletowy miał wystawić jutrzejszego wieczoru,,Jezioro Łabędzie”.

— Widzisz Marcin. Amerykański rząd nie popiera naszych działań, ale przynajmniej nam nie przeszkadza. Wie, że lepiej mieć teraz Polskę za przyjaciela niż wroga.

Tymi słowami zakończyło się spotkanie przyjaciół. Generał po rozmowie ze swoim amerykańskim gościem, udał się do domu by przygotować się na jutrzejszy wieczór.


Nazajutrz około godziny 17.00. z domu generała wyjechała limuzyna w której siedział generał. Jozue już przed przewrotem posiadał znaczny majątek. Był znanym poetą, filantropem i krytykiem filmowym. Posiadał też początkującą fabrykę zbrojeniową. Po przewrocie stała się ona kurą znoszącą złotą jaja. Po pół cenie dozbrajała Polską armię, a zastosowanie nowatorskich technologii, przynosiło jej zyski za granicą. Portman zrzekł się rządowej pensji na rzecz pomocy najuboższym obywatelom nowej stolicy.

— Pojedź okrężną drogą, chcę jeszcze zobaczyć co dzieje się w centrum. — Powiedział generał do kierowcy.

Mężczyzna wykonał polecenie oficera. Dom generała mieścił się daleko na peryferiach za dzielnicą rządową zbudowaną od podstaw na terenach dzielnic Groszowice, Grotowice i Malina jak i pobliskich wsiach w stronę południowo-wschodnią, dlatego przyjazd do starego miasta zajmował co najmniej pół godziny.

Generał milcząc patrzył przez okno. Wspominał dawne dzieje tej części miasta. Stare domy i zakłady przemysłowe, ustąpiły miejsca biurowcom i centrom handlowym. Ta niegdyś spokojna dzielnica teraz tętniła życiem. Jedyną pozostałością był stary cmentarz żydowski, którego nie pozwolił zlikwidować oraz kościół dawnej Nowej Wsi Królewskie. Znajdowali się na ulicy Struga i już mieli wjeżdżać na wiadukt kolejowy. Jozue obrócił gwałtownie głowę w prawą stroną. Zobaczył budynek szkoły. Szkoły do której dawno temu sam chodził. Miał z tyle dobrych wspomnień. Lecz jedno złe przeważało je wszystkie. Jego skamieniałe serce do teraz cierpiało gdy o niej myślał… Później samochód skręcił w lewo z ulicy Raymonta, w kierunku placu Daszyńskiego. Następnie przez ulicę Krakowską i Pistowską udał się w stronę teatru. Gdy Jozue miał czas nie korzystał z drogi łączącej dzielnicę rządową z koszarami i Głównym dowództwem, tylko właśnie tymi uliczkami przejeżdżał przez Stare Miasto, a następnie dzielnicę Zaodrze na zachód do pracy.


W nowym Teatrze Narodowym zebrało się już większość gości. Była to jedna z nielicznych budowli umieszczona w starej części Opola. Zastąpiła teatr im. Jana Kochanowskiego i okoliczne budynki. Był to budynek olbrzymi, zbudowany z największym rozmachem. Miał podobnie jak pozostałe nowo wznoszone działa architektoniczne być monumentalny, a jednocześnie współgrać z istniejącymi zabytkami.

Przed głównym wejściem czekał tłum fotoreporterów. Gdy generał wysiadł z samochodu zalała go fala światła. Dziennikarze próbowali się przepchać w stronę Jozuego i zachęcali go by podszedł do nich. Czerwony dywan był dość szeroki. Dodatkowo odgrodzony był gęstym kordonem policji i żandarmerii. Co utrudniało pracę reporterów i fotografów.

Generał wszedł do środka. Poprowadzono go do holu przed wejściem na główną widownię. Olbrzymia dwupoziomowa sala zbudowana z marmurów oraz ozdobiona złotem i dziełami sztuki. Wypełniał ją tłum ludzi. Wszyscy witali się z młodym oficerem. Nawiązywali z nim krótsze i dłuższe rozmowy. Jozue udał się na taras, obok bocznych schodów. Było to miejsce idealne dla niego. Osłonięte z dwóch stron i na uboczu, z którego było widać znakomitą większość sali. Zawsze na masowych imprezach szukał takich miejsc.

— Cześć Jozue. Czy powinnam powiedzieć: dobry wieczór, Panie generale? — usłyszał z boku Portman znajomy kobiecy głos.

Odwrócił się powoli. Nie słyszał tego głosu już dawno. Zbyt dawno. Przed nim stała młoda kobieta, nieco niższa od niego. Miała brązowe włosy i ciemne oczy. Ubrana była w czarną wieczorową suknię. Generał odwzajemnił jej uśmiech i powiedział:

— Wystarczy cześć Jozue. Miło Cię widzieć. Nie spodziewałem się, że się tu spotkamy.

— Ja nie mogę powiedzieć tego samego. Byłam pewna, że tu będziesz.

— Co tu robisz? Zakładam, że nie przyszłaś na balet z własnej woli. — spytał generał próbując zachować miły wraz twarzy.

— Faktycznie jestem tu służbowo. — odpowiedziała kobieta — Zaproszono wszystkich senatorów, więc jestem.

— A faktycznie. Obiło mi się o uszy. O ile pamiętam startowałaś z list centrowej partii,,Jedność kraju”?

— Dokładnie.

Znajomi zaczęli rozmowę i przechadzkę po tarasie. Tą młodą kobietą była Kinga Puchnikow. Koleżanka z klasy generała, kiedy ten chodził do szkoły. Była to też jego wielka niespełniona miłość. Jozue nie dawał po sobie poznać, że po mimo upływu lat jego uczucie nie wygasło. Ponieważ, balkon był zapełniony, a oboje chcieli w spokoju kontynuować rozmowę, udali się na balkon przeznaczony dla ochrony. Tam generał wyprosił znajdujących się na nim żołnierzy.

— Tak dużo rzeczy zmieniło się od naszego ostatniego spotkania. — powiedziała senator.

— Niektóre rzeczy się zmieniają, a inne wciąż trwają w swej niezmienności. — podsumował Jozue.

Rozmowa trwała dalej. Tym razem to generał musiał ważyć słowa by nie powiedzieć za dużo. Zwłaszcza gdy dowiedział się, że jego ukochana ma narzeczonego. Ogarniał go smutek i gniew. Ten smutek i gniew, które kiedyś nie pozwalały mu zasnąć.

— Ostatnio widzieliśmy się na spotkaniu klasowym. Pamiętasz?

— Tak. Już jako pułkownik specjalnie jechałem z Warszawy.

Zaczęto wzywać gości na salę. W głównym holu zatrzymali się.

— Może się kiedyś spotkamy. Już po przyjacielsku. — zapytała na koniec kobieta.

— Po przyjacielsku może być ciężko. — odpowiedział ciężko generał.

— Dlaczego? — zapytała, tym razem zdziwiona.

— Pamiętasz co Ci dzisiaj mówiłem. Niektóre rzeczy się zmieniają, a inne nie. Mój stosunek względem Ciebie należy do tych drugich.

Senator bardzo spoważniała. Oboje patrzyli teraz na siebie i oboje wiedzieli co myśli to drugie.

— Możemy być, albo kolegami z klasy, albo kimś znacznie więcej dla siebie. — kontynuował rozmowę generał. — Z mojej strony nie ma opcji pośredniej.

— Mówiliśmy o tym tyle razy. Naprawdę dalej jest tak samo.

— Jak widać tak. A z tego co dzisiaj usłyszałem, pozostaje nam koleżeństwo.

— Wychodzi na to, że tak. Dobranoc, Panie generale. — odpowiedziała kobieta. Jej głos był pełen rozczarowania i smutku.

— Dobranoc Pani senator. Miłego spektaklu. — powiedział Jozue zachowując kamienną twarz.

Następnie ukłonił się i ruszył w kierunku loży prezydenckiej. Umieszczona była ona naprzeciw sceny i była znacznie większa niż te po bokach. Wszystkie miejsca na dole i loże już były wypełnione po brzegi.

— Cześć Jozue. — powiedział Koraczyn, widząc przybyłego gościa.

— Witam, Panie prezydencie. — odpowiedział oficer.

Następnie przywitał się z rodziną generała i kilkoma innymi gośćmi. Zgasły światła. Orkiestra zaczęła grać, a kurtyna rozsunęła się.

W czasie przerwy wymieniano opinie. Bardzo liczono się z opinią generała, który jednak z wiadomych przyczyn był nieobecny. Jednak szczerze i z namysłem odpowiadał, ze na razie występ spełnia jego oczekiwania. Tą samą opinią potwierdził po zakończeniu przedstawienia. Później goście udali się do sali balowej, gdzie mogli raczyć się poczęstunkiem i konwersacją, również z artystami, których oglądano na scenie. Jozue trzymał się na uboczu. Przez jego stolik przewijała się masa gości. Pytano go o politykę, kulturę, wojskowość i różne inne sprawy. On odpowiadał jak zwykle w spokojny i przemyślany sposób. Wiedział, że życie jest jak teatr, świat jak scena, a on jest jak pozostali aktorem. Jedynie raz wstał by osobiście pogratulować tancerzom doskonałej interpretacji i wykonania wybitnego działa.


Nazajutrz życie stolicy powoli wracało do normy i rutyny codzienności. Z tygodnia na tydzień świat przyzwyczajał się do nowej Polski i nowych ustawień na politycznej szachownicy. Młodą Republikę zaczęły gnębić choroby wieku dziecięcego. Pomimo wzrostu zadowolenia ogółu obywateli, coraz wyraźniej zakreślali się wrogowie systemu. Nie mając możności demokratycznego wpłynięcia na władzę, przeciwnicy rządu wychodzili na ulicę. Oczywiście gdy temperatura wzrastała, natychmiast reagowano. Rozpędzano demonstrujących, przeprowadzano aresztowania.

Nie zabraniano im jedynie mówić. Generał uznał, że słowa nie szkodzą jeżeli są tylko słowami. Słowa miały coraz większe znaczenie gdyż powoli zbliżała się data następnych wyborów. Choć nowa konstytucja dawała możliwość przeprowadzenia głosowania, uzależniała ona jednak tą decyzję od stanowiska parlamentu.

W wyznaczonym dniu na sali sejmowej zebrali się wszyscy posłowie, prezydent i dowództwo wojskowe. Obrady odbywały się za zamkniętymi drzwiami co jeszcze bardziej potęgowało napięcie. Ludzie zbierali się na ulicach. Z niecierpliwością czekali na decyzję. Około godziny 21 na mównicę przed gmachem parlamentu wystąpił marszałek sejmu. Powitano go owacjami. Gdy tłum zamilkł marszałek powiedział:

— W dniu 14 lutego 2025 roku, Zgromadzenie Narodowe zniosło większością głosów obie izby parlamentu oraz powołując do życia Radę Senatu i Radę Gubernatorów. Zachowuje się Radę Ministrów i urząd Prezydenta Polski. Senatorów mianuje prezydent, zaś gubernatorów wybierają obywatele danego sektora. Ministrów mianuje premier, a jego prezydent. Z dniem dzisiejszym premierem zostaje generał Wojska Polskiego Jozue Portman, zaś prezydentem Kazimierz Koraczyn. Skład nowych władz zostanie przedstawiony w przeciągu dwóch tygodni.

Tymi słowami polityk zakończył przemówienie. Nastała cisza, którą jednak przerywały coraz to głośniejsze rozmowy.

W nocy wybuchły zamieszki. Przeciwnicy władzy, głównie skrajna prawica, rozpoczęli masowe protesty. Na ulicach słyszano takie hasła jak:,,Precz z Sanacją”,, , Ten kraj jest dla Polaków” i,,Masoneria won”.

Główne gromy posypały się na mniejszości narodowe i samego generała. Jozoe chcąc załagodzić sytuację zaproponował w publicznym przemówieniu dialog, co jeszcze bardziej rozwścieczyło tłum. Kryzys miał miejsce trzy dni po wspomnianym wystąpieniu. W większych miastach dochodziło do regularnych walk ulicznych pomiędzy buntownikami, a policją i wojskiem. Kontr manifestację rozpoczęli również zwolennicy prezydenta. Najgorzej było jednak w Warszawie. To tu prawicowcy opanowali jedną z dzielnic. Tu też miało miejsce krwawe starcia obywateli z dwóch stron barykady. Kilka osób zginęło, a wielu zostało rannych. W nocy nastało apogeum konfliktu. Przeciwnicy rządu próbowali wedrzeć się do szpitala wojewódzkiego, gdyż uważali, że skrył się tam nowy mazowiecki gubernator. Wezwano dodatkowe oddziały wsparcia, próbowano nawiązać dialog. Bez skutecznie. Tłum napierał.

W sztabie antykryzysowym powołanym w Opolu, informacja ta doszła z opóźnieniem. W całym państwie uporano już z protestami, więc powoli kończono działalność sztabu. Do pomieszczenia wszedł żołnierz:

— Panie pułkowniku. W Warszawie protestujący chcą przypuścić szturm na szpital. Czekają tam na rozkazy.

Starszy żołnierz spojrzał na podwładnego. Nakazał połączenie go z miastem. Gdy rozeznał się w sytuacji ogłosił czerwony alarm.

Po półgodzinie, gdy gorączkowo próbowano załagodzić sytuację do dowództwa przyjechał generał Portman.

— Jaka sytuacja pułkowniku? — zapytał.

— Rozpoczęliśmy ewakuację szpitala, ale protestujący to utrudniają.

— Na miejscu jest policja i wojsko. Na razie odpierają ataki. — odpowiedział oficer.

— Jak oceniacie zagrożenie dla pacjentów i personelu? — powiedział generał siadając.

— Bardzo duże. Tłum jest nieobliczalny.

Jozue kazał pokazać na ekranie sytuację pod szpitalem. Następnie odbył rozmowę z dowódcą sektora Mazowieckiego. Później długo patrzył to na ekran, to przez okno. Po godzinie namysłu kazał połączyć go ze sztabem Cieni w Warszawie. Cieniami nazywano żołnierzy NAW-u, czyli Narodowej Agencji Wojskowej. Była to instytucja powołana i nadzorowana osobiście przez Jozuego. Oficjalnie miała stanowić łącznik pomiędzy wojskiem i policją. W rzeczywistości była to prywatna ochrona generała i jego sposób na kontrolowanie państwa. Większość jej członków wywodziła się z oddziałów, które doprowadziły do przewrotu. Swoją potoczną nazwę zawdzięczali grafitowemu kolorowi munduru, który przypominał kolorem cień. Mundur taki nosił również sam generał.

Po odbyciu krótkiej rozmowy w sąsiednim pokoju, generał wrócił do pomieszczenia i patrzył się dalej na ekran. W tym samym czasie do dowódcy obrony szpitala, który na pierwszej linii frontu dowodził ludźmi podszedł jeden z żołnierzy:

— Pilne rozkazy ze stolicy. — powiedział mężczyzna, wskazując jednocześnie dwóch oficerów w grafitowych mundurach stojących z boku. Dowódca wiedział już co się święci i od kogo przyszły rozkazy.

Wysłuchał żołnierzy po czym widać było, że się kłócą. Dowódca musiał jednak ulec. Wrócił na stanowisko. Na jego twarzy malował się strach.

— I co? — zapytali żołnierze.

— Mam użyć amunicji. Ostrej amunicji. — odpowiedział dowódca.

Wszyscy zamilkli. Wobec tego co miało się stać, nie mieli wyboru. Dowódca ustawił żołnierzy. Mieli oddać jeden strzał na wysokość kolan tłumu. Ustawiono żołnierzy. Dowódca podniósł rękę — żołnierze wycelowali. Dowódca gwałtownie opuścił rękę w dół i krzykną,,Ognia”. Huk jednolitego wystrzału przeszył powietrze. Następny strzał padł już w powietrze. Zapadła cisza. Tłum ucichł. Wszyscy zobaczyli ludzi w pierwszych rzędach. Leżeli na zimie i trzymali się ranni za nogi. Już nikt nie stawiał oporu. Protestujący jeden po drugim zaczynali się podawać. Gdy żołnierze zobaczyli, że jest bezpiecznie rozpoczęli udzielać pierwszej pomocy rannym. Przepuszczono też lekarzy. W Opolu również było cicho.

Milczenie w sztabie przerwał jeden z obecnych:

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.16