E-book
6.83
drukowana A5
59.9
Sześć łez

Bezpłatny fragment - Sześć łez


Objętość:
464 str.
ISBN:
978-83-8126-709-0
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 59.9

OPOWIEŚĆ O TRUDNEJ MIŁOŚCI

I NIESPEŁNIONYCH MARZENIACH


„Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś

odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem.

Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest

skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem

przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.”

Vincent van Gogh

Podziękowania

Z całego serca pragnę podziękować wszystkim tym, którzy wspierali mnie w pisaniu tej książki, tym którzy wierzyli, że uda mi się wytrwać do samego końca i nie oszaleć, oraz tym którzy sceptycznie podchodzili do mojej pasji utwierdzając mnie w przekonaniu, że niemożliwe staje się możliwe.

Jako pierwszemu pragnę podziękować mojemu mężowi Tomaszowi Szymczyk za cenne rady, za krytykę i pomoc w znalezieniu odpowiedniej osoby do stworzenia okładki, za to, że jesteś i za to, że miłość nie jest mi obca.

Dziękuję koleżankom z pracy Agnieszce Pióro i Monice Pabiańczyk za cierpliwe wysłuchiwanie o planach i marzeniach związanych z wydaniem tego dzieła. Za doping i mobilizację w trakcie jej realizacji. Wasza wiara w moje możliwości dodawała mi skrzydeł.

Podziękowania należą się też mojej siostrze Angelice Wiśniewicz, bo gdy osoba, która nie lubi spędzać czasu przed książkami zechce przeczytać Twoją publikację to oznacza, że jest ciekawa wszystkiego tego co Ciebie dotyczy, a to motywuje i daje kopa do działania.

Lucyna Urbaniec — najukochańsza cioteczka, która swoje serce włożyła w pomoc przy tworzeniu krótkiego blurpa na tyle okładki. To dzięki jej twórczości powstał ten ciekawy i zwięzły opis. Dziękuje bardzo za poświęcony mi czas.

Swą wdzięczność kieruje także do Szymona Czerwińskiego — znajomego adwokata, który niejednokrotnie odpowiadał na moje zawiłe pytania dotyczące prawa karnego. Za każdą odpowiedź serdecznie dziękuję i przepraszam jeśli znajdziesz tu coś, co jest totalną głupotą.

Dziękuję Adrianowi Siara za wykonanie wspaniałego portretu, który posłużył jako okładka do mojej książki. Za zrozumienie moich oczekiwań i przelanie ich na czystą kartkę papieru. Twój talent dopełnił tego dzieła.

Całej mojej rodzinie kłaniam się nisko za to, że nie wyśmiali mojego zamysłu napisania książki, za to że każdy z nich czekał na jej wydanie oraz za to, że nie zgasili mojego zapału a wręcz przeciwnie.

Każdy z Was osobna napełniał mnie pozytywną energią, każdy tu wymieniony w mniejszym lub większym stopniu przyczynił się do tego, że powstało „Sześć łez”, jesteście wspaniali. Dziękuję i życzę Wam udanej lektury, mam nadzieję że Was nie zawiodłam.

Prolog

Czy zastanawialiście się kiedyś czym jest miłość? Czy dla miłości można zabić drugiego człowieka? A może jesteśmy więźniami, niewolnikami, przedmiotami codziennego użytku?

Weronika leżała teraz na szpitalnym łóżku zalana łzami, samotna i bez nadziei na lepsze jutro.

— Boże czy to tak musi boleć? — niewypowiedziany żal jaki miała do świata wciąż kłębił się w jej myślach. Chciała z tym skończyć, chciała by rok 2014 powrócił, chciałaby nigdy nie poznać Darka. — do cholery z tym! Zostawiłam dla Ciebie wszystko a Ty odszedłeś…

W pokoju panował mrok, słychać było tylko deszcz stukający w szybę szpitalnego okna oraz szepty lekarzy i pielęgniarek na korytarzu. Weronika pamiętała każdą sekundę z ostatnich sześciu lat, a tak bardzo pragnęła wymazać to z pamięci.

Darek — jej miłość, a przynajmniej tak jej się wydawało zostawił ją z dnia na dzień po tym wszystkim co razem przeszli. Bez słowa wyjaśnień. Została sama i to przerażało ją najbardziej.

Zaczęła płakać, nie mogąc opanować ciała, które drżało jej coraz mocniej, bała się i nagle znowu ten ból przeszywający ją do szpiku kości, ktoś nad nią stał trzymając coś w rękach a potem już tylko ciemność…

* * *

— Poproszę z doktorem Mareckim!

— Kurwa! Nie interesuje mnie, że ma pacjenta!

— Dobrze poczekam 5 minut ale będzie go to sporo kosztowało!

Darek czekał dopiero 3 minuty ale i tak przestępował z nogi na nogę z telefonem przy uchu. Musiał się dowiedzieć czy są jakieś efekty w leczeniu. Do diabła nie mógł z nią być, nie teraz. Miał tylko nadzieję że kiedyś mu to wybaczy.


— Dr Marecki, słucham Pana — zmęczony głos w końcu odezwał się w słuchawce.

— I jak? — starał się trzymać nerwy na wodzy, głos mu drżał — czy dziś jest lepiej?

— Może najpierw dzień dobry czy coś w tym stylu? Ja rozumiem, że mi Pan specjalnie płaci za opiekę i leczenie Pana eee… kobiety ale szanujmy się. — spokojnym tonem zauważył doktor.

— Witam szanownego doktorka! Gadaj! — tętno niebezpiecznie sięgało mu górnej granicy wytrzymałości.

— Proszę się nie martwić, dziś Pani Weronika czuje się znacznie lepiej, zjadła śniadanie, obecnie śpi. — chwila zastanowienia co powinien powiedzieć, może jednak prawda byłaby lepsza niż marne pocieszanie kolesia, który działa mu na nerwach jak nikt inny ale dzięki któremu ma teraz dostatnie życie. W końcu jednak dodał — gorzej jest z jej psychiką ale nie ma co się dziwić, nie po tym co ją spotkało. Dziś Dr Misiewicz ma z nią porozmawiać, to świetna Pani psycholog, może uda jej się coś wskórać. Proszę być dobrej myśli Panie Kwiatkowski.

— A czy On był?

— Nie Proszę Pana nie był widziany już od tygodnia. Proszę wybaczyć ale muszę wracać do pacjentów. Dowidzenia.

Stał jeszcze chwile z telefonem przy uchu, aż nagle gdzieś na drugim końcu ulicy wreszcie go spostrzegł.

— Mam Cie Skurwielu! Zapłacisz mi za to! — po czym ruszył czym prędzej przed siebie.

* * *

Życie kładzie nam pełno kłód pod nogi ale to czy jesteśmy w stanie je udźwignąć zależy jedynie od nas samych. Nie poddawaj się, kiedyś się uwolnisz! Te słowa jak mantrę powtarzała Weronika każdego dnia, aż w końcu przyszła wolność, miłość, nadzieja i ból który powracał 6 razy, aż w końcu powalił ją na łopatki, bezsilną, a na dodatek koszmar sprzed lat chciał powrócić.

Rozdział 1

Minął rok odkąd udało jej się uciec od Michała. Po trzech latach bycia w toksycznym związku wreszcie oddychała pełną piersią.

Bydlaka — bo tak go nazywała poznała we wrześniu 2010 roku. Pamiętała ten dzień jak dziś. Ona dwudziestoletnia dziewczyna, studentka drugiego roku pedagogiki szkolnej i wczesnoszkolnej. Brunetka z błękitnymi oczami, 170cm wzrostu, zgrabna pełna uśmiechu i życzliwości. Kochała dzieciaki i wiedziała, że w przyszłości pragnie mieć ich co najmniej troje. W ten piątkowy, upalny, wrześniowy dzień wraz z koleżankami z uczelni Marzeną, Kasia i Martą kończyły zajęcia o 15:00.

— Spójrzcie jakie piękne lato, aż żal siedzieć w mieszkaniu, chodźmy gdzieś zaszaleć, poderwać kogoś. — z entuzjazmem zaczęła nalegać Marta, blondynka o piegowatej buzi i z kilkoma kilogramami w zapasie. — ruszcie swoje chude dupska!

— Marta daj nam spokój — odparła Kasia, dziewczyna o rudych kręconych włosach i nienagannej urodzie. — przypominam Ci, że w poniedziałek mamy ważny egzamin z psychologii i ostrzegam, że ja na pewno nie dam Ci zerżnąć ode mnie wszystkiego.

Śmiejąc się poczochrała Martę po włosach i udała się do maleńkiej kuchni w ich wspólnym mieszkaniu, które dzieliły wraz z Weroniką i czwartą dziewczyną o imieniu Marzena — brunetce o piwnych oczach, zarozumiałej ale sympatycznej na swój pokręcony sposób.

Mieszkanie mieściło się na trzecim piętrze jednego z bloków w Krakowie. Niewielkie, dwupokojowe, z maleńką i ciasną kuchnią oraz łazienką, które kupili Weronice jej rodzice na 18-ste urodziny, a które ona udostępniła koleżanką ze studiów w zamian za towarzystwo i dokładanie się do czynszu i mediów. Pierwszy pokój wymalowany na brzoskwiniowy kolor, z oknem wychodzącym na południe zajmowała Weronika z Kasią, z którą nawiązała najlepsze relację i którą śmiało mogła nazwać przyjaciółką. Drugie16m2 o cytrynowych ścianach zajmowała Marzena z Martą, które lubiły imprezować i niekoniecznie zarywać nocy na naukę.

— No co? — zapytała z uśmiechem Marta spoglądając na Marzenę i Weronikę. — idziecie czy nie?

Nie czekając na odpowiedź zabrała się za przeglądnie szafy stwierdzając po chwili, że w nic seksownego się nie zmieści.

— A co nam w sumie szkodzi — wstała Weronika, okręciła się wokół własnej osi i w podskokach udała się przyszykować na szalony wieczór, mając nadzieję że dziś pozna mężczyznę swojego życia.

Kasia w obcisłej czerwonej sukience współgrającej z jej włosami i niebotycznie wysokich czarnych szpilkach wyglądała obłędnie. Marta starała się zatuszować zbędne kilogramy pod zwiewną czarną sukienką ale dobrze wiedziała, że w towarzystwie koleżanek nie ma szans poderwać przystojnego, wysokiego bruneta. Marzena postawiła na klasyk i ubrała luźną dżinsową spódniczkę i czarny top z dużym dekoltem podkreślającym jej duży i zgrabny biust. Czekały gotowe w korytarzu na Weronikę ponaglając ją jak za każdym razem miało to miejsce.

— Wiki jak zaraz nie wyjdziesz to jak Bóg mi świadkiem wyciągnę Cię siłą na dyskotekę tak jak teraz stoisz, choćbyś była naga. — zjadliwie dogadywała Marzena

— No już już, dajcie mi dziewczyny jeszcze minutkę, obiecuje że już kończę. Jeśli chcecie możecie już iść, ja Was dogonię — odparła.

Z racji, że przedpokoik miał zaledwie 2m2 dziewczyny wyszły z bloku i udały się spacerkiem na przystanek autobusowy mając nadzieję, że Weronika ich wkrótce dogoni.

Wymalowana i gotowa do wyjścia Weronika rzuciła okiem na siebie ostatni raz. Upięty luźno kok u dołu głowy z wypuszczonymi kilkoma pasemkami włosów spadających luźno wokół twarzy, do tego niezbyt mocny makijaż oraz klasyczna mała czarna z dodatkiem beżowych szpileczek, taki widok zadowolił ją więc udała się do wyjścia z przeczuciem, że czeka ją dziś coś wyjątkowego.

Niestety nie sądziła wtedy jeszcze że jej życie po dzisiejszej nocy ulegnie tak drastycznym zmianą.

Rozdział 2

Wychodząc z mieszkania jak zawsze sprawdziła czy dokładnie zamknęła drzwi i biegnąc dogoniła dziewczyny w drodze na przystanek.

— Orzesz Ty! — Kasia nie skrywała podziwu jaki wywołał na niej wygląd przyjaciółki

— Trzymasz się ode mnie z daleka bo wyglądam przy Tobie jak brzydkie kaczątko — ze smutkiem i zazdrością stwierdziła Marta.

— Dziewczyny dajcie spokój. Marta więcej wiary w siebie kobieto. I chodźcie już bo w końcu się spóźnimy na autobus. — z nieskrywanym uśmieszkiem skwitowała Wiki.

O godzinie 20:00 były już na miejscu w pobliskiej dyskotece o nazwie Elections. Był to całkiem spory klub o trzech salach, gdzie w jednej grano piosenki typu dance i pop, na drugiej typowe disco polo a trzecia przeznaczona była na restaurację z miękkimi kanapami i w pół roznegliżowanymi kelnerkami.

Dziewczyny po wejściu zajęły miejsca na jednej z loży, popijając mojito obserwowały wolnych kawalerów, z którymi mogłyby się zabawić tej nocy.

— Chodźcie kochane pora wyrwać jakieś ciasteczko — entuzjastycznie poderwała się Marzena gotowa zaszaleć dzisiejszej nocy.

— Chyba jakiegoś pączka żebym go w łóżku nie zgniotła — odparła ze śmiechem Marta i ruszyła za Marzeną na parkiet.

— Idziemy! — zatrzepotała rzęsami Weronika i pociągnęła Kasię za sobą do tańca.

Przez pierwsze godziny studentki bawiły się z różnymi chłopakami, czasem męcząc się w tańcu, czasem bawiąc doskonale. Marzena jako pierwsza ulotniła się z parkietu z przystojnym nieznajomym. Ku swemu zdziwieniu nawet Marta poznała chłopaka imieniem Eric, w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia. Zdystansowana Kasia trzymała się troszkę z boku nie zaprzątając sobie głowy poznania nikogo nowego, a jedynie dobrze się bawiąc i starając się nie pić za dużo alkoholu.

— Cześć piękna. Jestem Michał, może mógłbym Ci zająć chwilkę co? — usłyszała Weronika słodki głos wędrujący prosto do jej ucha.

Nieznajomy stał tuż za nią, pachniał wybitnie. Odwracając się do niego aż zakręciło się jej w głowie lądując w jego umięśnionych ramionach. Weronika omiotła go spojrzeniem i stwierdziła z uznaniem że jest całkiem przystojny. Dopasowana różowa koszula, z rozpiętymi dwoma guzikami od góry, do tego podwinięte do łokci rękawki oraz skrojone na miarę gustowne czarne spodnie. Michał miał ponad 180cm wzrostu, dobrze zbudowany, z czarnymi krótko ściętymi włosami i delikatną blizną na policzku, która nadawała ostrości rysom twarzy.

— Halo mała powiesz mi chociaż jak masz na imię? — z pełnym uśmiechem zapytał nowo poznany

— Hej, jestem Wiki, znaczy Weronika — wydukała

— To co bawimy się, czy idziemy się coś napić?

— Yyy… może napijemy się a potem zatańczymy — musiała coś się napić gdyż w ustach zrobiło jej się nagle sucho, a myśl że mógłby ją teraz dotknąć napawała ją przerażeniem. — zapraszam do mojego stolika — paplała bez namysłu.

Noc okazała się wspaniała, bawiła się z Michałem wyśmienicie, a pocałunek skradziony tej nocy rozpalił jej zmysły. W podświadomości pragnęła więcej ale z braku doświadczenia nie chciała aby stało się to za szybko. Chłopak okazał się nie być nachalny, wymienili się numerami telefonów i umówili na randkę jeszcze tego samego dnia.

Weronika wróciła szczęśliwa do mieszkania, z wypiekami na twarzy i w pełni życia, tak że nawet nadchodzący egzamin nie zepsuł jej nastroju.

Marta także odnalazła swojego księcia na białym koniu i cała w skowronkach paplała o tym na okrągło dopóki nie zamknęła oczów i nie zapadła w długi i spokojny sen.

Reszcie dziewczyn ta noc minęła jak inne podobnie spędzone.


Ranek nadszedł zbyt szybko niżby dziewczyny tego chciały. Jedynie Weronika od 7:00 rano krzątała się po kuchni śpiewając sobie pod nosem i układając sobie w myślach dzisiejszy wieczór.

— Wiki zamknij dziobek! Zlituj się kobieto!

— Chcemy spać!

Współlokatorki uciszały koleżankę ale na nic zdały się ich prośby, gdyż Weronika postanowiła ten dzień spędzić wyjątkowo pracowicie, począwszy od sytego śniadania z trzech jajek ugotowanych na miękko i gorącą herbatką do popicia.

NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ

DZISIEJSZEGO WIECZORU

JAK MINĘŁA NOC?

Michał napisał do niej z samego rana, a więc także o niej myślał. Zadowolona szybko wystukała odpowiedź:


JA TAKŻE CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ

NOC MINĘŁA ZDECYDOWANIE ZA SZYBKO.


Kolejny dźwięk telefonu.

KINO? DYSKOTEKA?

A MOŻE KNAJPKA?

Po chwili namysłu odpisała:


MOŻE KNAJPKA?

BĘDZIEMY MOGLI SPOKOJNIE POROZMAWIAĆ :)


Następny sms od Michała.

JESTEM ZA!

„KASABLANKA” O 20:00?

BĘDĘ CZEKAŁ MAŁA.

Śmiejąc się od ucha do ucha odpowiedziała:


DOZOBACZENIA :)


Zerknęła na zegarek, godzina ósma. Starała się odegnać od siebie myśli związane z nowo poznanym chłopakiem ale nie mogła się na niczym skupić. Nie mogła uwierzyć, że los uśmiechnął się do niej i poznała Michała, przystojnego i zabawnego mężczyznę, który zauroczył ją od pierwszej chwili.

Postanowiła wziąć się w garść i zabrać do nauki. Czekał ją naprawdę ważny egzamin a nauki było za dużo jak na dwa dni. Uruchomiła ekspres do kawy, a zapach świeżo zaparzanej kawy unosił się po wszystkich pomieszczeniach w mieszkaniu budząc do życia pozostałe współlokatorki. Z racji tego, iż miały jedną łazienkę przez chwilę dało się słyszeć kłótnie i przepychanki dziewczyn, która z nich jako pierwsza powinna z niej skorzystać. Weronika nie chciała uczestniczyć w tym przedstawieniu więc szybko przemknęła z kawą do swojego pokoju. Włożyła słuchawki na uszy i ustawiła cicho muzykę Georga Bizet, ponieważ nauka od zawsze najlepiej jej wychodziła przy muzyce poważnej. Pamiętała jak jeszcze za czasów dzieciństwa tata zawsze zabierał jej ulubione płyty do nauki, gdyż jak twierdził nie jest się w stanie słuchać muzyki a jednocześnie uczyć i zapamiętywać. Wtedy zawsze biegła z naburmuszoną miną do mamy, która z kolei łagodziła spór z tatą tłumacząc mu, że Wiki jest dobrą uczennicą więc widocznie jej ta muzyka pomaga, a nie przeszkadza. Lecz wystarczyło tylko, by dostała gorszą ocenę w szkole a cała sytuacja na nowo powracała. Uśmiechnęła się teraz na wspomnienie o rodzicach, z przykrością stwierdzając, że dawno ich nie widziała a mieszkają zaledwie kilkanaście kilometrów od niej w malowniczej miejscowości Bartków na północ od Krakowa. Wioska w której wychowała się Wiktoria mieściła zaledwie 142 numery domów, z czego większość rozrzucona po wiosce tak jak jej rodzinny dom, z dala od sąsiednich budynków. Lubiła tam wracać, czuć rodzinne ciepło z kominka w salonie. Zapach szarlotki, który zawsze piekła mama w sobotni poranek, oraz zapach drewna w warsztacie taty. Odkąd pamiętała jej mama Alicja Strzałkiewicz zawsze zajmowała się domem i swą jedyną córeczką czyli nią. Tata natomiast Marek Strzałkiewicz pracował jako stolarz oraz zajmował się uprawą pola, które odziedziczył w spadku po zmarłym wujku — bracie jego ojczyma, a które stanowiło zabezpieczenie rodziny w razie kryzysu. Jej dzieciństwo można zaliczyć jako udane i szczęśliwe. Miała wszystko, rodziców kochających, którzy oddaliby dla niej wszystko, swój własny pokoik na poddaszu mieszkania, początkowo pomalowany na różowo z szarymi słonikami. Potem, gdy nadszedł etap dorastania ona zbuntowana i rozkapryszona nastolatka zażyczyła sobie remont pokoju i wymalowała go osobiście z pomocą taty na śliwkowy kolor, dokupując białą komodę i szafę, białe łóżko oraz białą toaletkę. Gdy opuszczała rodzinny dom dwa lata temu pozostawiła na zasłanym łóżku swojego ulubionego słonika imieniem Sonia na znak wkraczania w dorosłe życie. Teraz rozejrzała się po swoim teraźniejszym pokoju z przykrością stwierdzając, że nie jest tu już tak przytulnie. Jej łóżko po prawej stronie okna, Kasi po lewej, do tego szafa i stolik z drzewa sosnowego, który wykonał dla niej tata oraz zdezelowany zielony fotel, który pozostał po poprzednich właścicielach, a który urzekł swoją prostotą Weronikę i jej mamę. Na środku pokoju sprawiając go milszym dziewczyny kupiły zielony dywan typu „shaggy”, którego czyszczenie spędzało im sen z powiek. Na ścianach rozwieszone zostały zdjęcia rodzinne oraz kilka małych obrazów przedstawiających krajobraz Krakowa, które kupiły na targu za marne grosze.

Po wspominając stare czasy Weronika zapomniała o spotkaniu z Michałem i ochoczo zabrała się za analizowanie wpływów zjawisk psychicznych na interakcje międzyludzkie oraz interakcję z otoczeniem. Nawet nie spostrzegła jak do pokoju weszła Kasia zapraszając ją na obiad.

— Wiki chodź z nami zjeść. Marta zrobiła wykwintne spaghetti, musisz spróbować.

— Powiem Ci — odparła Weronika — że tak się zaczytałam, że nawet nie wiedziałam iż jestem taka głodna.

Klepiąc się po brzuchu wstała z łóżka i pomaszerowała do kuchni wyczuwając intensywny zapach sosu pomidorowego i lekko przypalonego mięsa mielonego.

— Kobiety jak ja Was kocham! — ze śmiechem powiedziała Weronika zasiadając przy kuchennym stole z dziewczynami.

— Dobra, dobra, następnym razem Ty gotujesz, a teraz opowiadaj jak tam Twój Romeo? — skwitowała szybko Marzena.

— Hmm… zaczynając od tego, że jest nieziemsko przystojny, świetnie całuje i jestem z nim dzisiaj umówiona to nie ma o czym gadać.

Weronice zaczerwieniły się policzki ale nie dała po sobie poznać, że serce jej aż skacze na samą myśl o Michale.

— Tylko Cię proszę uważaj na siebie tym bardziej, że wiesz… — Kasia starała się mówić delikatnie do przyjaciółki nie chcąc jej urazić a jedynie ostrzec przed prawdziwym życiem, jakie niestety ona miała okazje już poznać.

— Kaśka daj jej spokój! — Marzena krzywo spojrzała na Katarzynę — daj jej w końcu żyć własnym życiem. Co Ty mamuśka jej jesteś? Dziewictwo ma trzymać do ślubu czy jak?

— Halo ja tu jestem — zauważyła Weronika — nie mówię, że umówiłam się z nim na szybki numerek tylko na randkę, a z drugiej strony dajcie mi spokój, nie będę się Wam spowiadać.

— Przepraszam, po prostu się o Ciebie martwię, tak z własnego doświadczenia. — odparła zrezygnowana Kasia

Katarzyna Wojas dwa lata wcześniej poznała chłopaka, w którym zakochana była jak nikt inny, wtedy wydawało jej się, że ze wzajemnością. Szybko namówił ją na współżycie z tym, że dla niej nie było to tak przyjemne jak wszyscy w koło głosili. Problem jednak nie polegał na tym co czuła lecz na tym jak zachował się jej obecny chłopak. Po zakończeniu całego aktu wyśmiał się jej w twarz, że wygrał zakład i czy może zrobić im zdjęcie na dowód tego. Kasia będąc w osłupieniu nawet nie zaprzeczyła, chciała szybko uciec od niego zapominając o tym co ją spotkało. Nigdy potem nie spotkała się już z tym chłopakiem. Miał on jednak na tyle godności, że wykasował zrobione przez niego zdjęcie i wysłał Kasi przeprosiny z informacją, że był głupi i chciałby się jeszcze spotkać. Katarzyna jednak nie miała zamiaru wracać do tej samej rzeki w efekcie czego została sama a chłopak, który ją wykorzystał pozostał tylko przykrym wspomnieniem. Dlatego przyjaciółka tak bardzo ostrzegała Weronikę, nie chcąc aby spotkało ją coś podobnego. Z drugiej zaś strony Kasia wiedziała, że nie wszyscy faceci są tacy sami i w głębi serca pragnęła tak jak Weronika spotkać kogoś wyjątkowego i poczuć znowu motylki w brzuchu.

Weronika ponownie zamknęła się w pokoju. Zerknęła na pozostawiony w pokoju telefon i z radością zauważyła migającą ikonkę oznaczającą czekającego na nią sms’a. Szybko nacisnęła opcję otwórz i odczytała wiadomość:

KOCHANA CÓRECZKO ZAPRASZAMY CIĘ NA NIEDZIELNY OBIAD, NIE UZNAJEMY ŻADNYCH WYMÓWEK. KOCHAMY CIĘ BARDZO I CZEKAMY.

RODZICE

Z jednej strony chciała jechać, z innej zaś wiedziała, że ma bardzo dużo nauki, poza tym jest teraz Michał i wiązała z nim wielkie nadzieje na coś więcej niż tylko koleżeństwo. Po chwili namysłu odpisała tak jak zawsze miała w zwyczaju:


MAM DUŻO NAUKI

MOŻE W NASTĘPNY WEEKEND CO?


Po odczytaniu kolejnej wiadomości wiedziała, że tym razem jej się to nie uda.

O CO, TO NIE.

CIĄGLE NAS ZBYWASZ NAUKĄ.

I nagle nie wiedząc skąd przyszło jej to do głowy i czy aby to nie za szybko i za pochopnie odpisała:


DOBRZE BĘDĘ ALE MOŻLIWE ŻE NIE SAMA.


Dźwięk wiadomości.

JUŻ NIE MOŻEMY SIĘ DOCZEKAĆ ABY GO POZNAĆ KOCHANIE.

Po chwili zdając sobie sprawę, że teraz na w zasadzie pierwszej randce musi zaprosić chłopaka do rodzinnego domu wiedziała, że zrobiła o jeden krok za wcześnie. Nie miała jednak odwrotu, napisała więc:


SKĄD WIECIE, ŻE CHODZI O CHŁOPAKA?

TAK CZY INACZEJ JA NA PEWNO WPADNĘ.

TEŻ WAS KOCHAM, DOZOBACZENIA :)


Po wysłaniu ostatniej wiadomości zerknęła na zegarek, dochodziła godzina 15:30. Policzyła szybko w myślach; pół godzinki na dotarcie + godzina na zrobienie się na bóstwo daje razem półtorej godziny. Zostało jej więc około trzech godzin na naukę. Z zadowoleniem stwierdziła, że całkiem dobrze idzie jej przyswajanie wiedzy i może dostateczny nie będzie wielkim osiągnięciem.

Kolejne trzy godziny Weronika spędziła na intensywnej nauce, z zadowoleniem uznając ten dzień za owocny. Wreszcie zamknęła książki i wzięła szybką kąpiel. Otworzyła szafę i spoglądając jednocześnie za okno dostrzegła, iż jesień zbliża się nieubłaganie. O tej godzinie słońce jeszcze ogrzewało przechodniów spacerujących ulicą, niestety na niewiele się ono zdawało przy dzisiejszym wietrze. Długo zastanawiała się nad ubiorem, w rezultacie stawiając na beżowe rurki i luźną malinową bluzkę z długim rękawkiem z delikatnym wycięciem na plecach. Skomponowała do tego swoje ulubione beżowe szpilki. Tym razem włosy zakręciła delikatnie i pozostawiła luźno puszczone. Jak zawsze postawiła na delikatny makijaż, który dodawał jej uroku. Pozostało jej 20 min do spotkania.

— Cholerka! Spóźnię się jak nic. — z lekką paniką przyznała Weronika.

Nie pozostało jej nic innego jak zamówić taksówkę pod dom, która najszybciej zawiezie ją na miejsce. W biegu wyszła z mieszkania, z korytarza żegnając współlokatorki i czym prędzej przywołała taksówkę, która podrzuciła ją do restauracji Kasablanka.


Restauracja Kasablanka mieściła się kilka przecznic od jej mieszkania. Niewielka knajpka w rustykalnym stylu. Wzniesione ściany z czerwonej cegły pozostawały w swym naturalnym wydaniu. Wielkie okna wychodzące na ulicę wpuszczały dzienne światło, a o tej godzinie zachodzące słońce nadawało temu miejscu swoistą tajemniczość. Dodatkowo ściany minimalistycznie ozdobione zostały lustrami w złotych ramach. Na suficie widoczne były belki drewniane z których zwisały podłużne złote lampy. W środku było dużo gości, mimo wszystko można było swobodnie porozmawiać. W samym rogu restauracji, za drewnianym filarem dostrzegła Michała, który uśmiechał się już do niej i machał ręką na powitanie. Szybko przemknęła pomiędzy stolikami i z szelmowskim uśmiechem powitała chłopaka.

— Witam i przepraszam za spóźnienie — pochyliła głowę w lewą stronę i z uśmiechem dodała — zjemy coś, bo jestem strasznie głodna?

— Zapraszam w takim razie.

Weronika przy Michale czuła się niesamowicie szczęśliwa. Prowadzili swobodną rozmowę jedząc kolację. Michał zamówił sobie pieczeń wołową w sosie śmietanowym, z dodatkiem białego ryżu i suszonych pomidorów. Weronika natomiast grillowanego łososia podanego ze szpinakiem i sosem chrzanowym. Oboje sączyli białe wytrawne wino. Dla nich dwojga świat przestał istnieć, zapatrzonych w siebie dwoje zakochanych, którzy wydawać by się mogło mogli stworzyć coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, gdyby tylko 17 kwietnia 2011 r. można wymazać z kalendarza.

— Opowiedz mi coś więcej o sobie — zachęciła Michała Weronika.

— Michał Sztula, lat 26, przedstawiciel handlowy firmy farmaceutycznej „Laskok” — ukazując swe śnieżno białe zęby kontynuował — co więcej pragniesz wiedzieć mała?

— Skąd pochodzisz, jaki jest Twój ulubiony kolor, albo choćby czy masz rodzeństwo. Jutro zaproszeni jesteśmy na obiad do moich rodziców, nie mogę im przedstawić kogoś kogo znam tylko z imienia i wieku. — widząc przerażenie i zdziwienie w oczach swojego towarzysza prędko dodała — wiem, przepraszam — zaczęła spuszczając głowę w dół — wiem, że to za wcześnie ale cholerka wyrwało mi się i już teraz nie mam odwrotu, ale! — uniosła palec wskazujący do góry nakazujący mu aby nie przerywał — nie naciskam na Ciebie, zrozumiem wszystko, wiem że jestem troszkę pokręcona i szalona i może Cię to przerażać ale ja naprawdę Cię nie zmuszam i jeśli powiesz nie to ja to zrozumiem i nie będę naciskać.

Zanim zdążyła cokolwiek dodać zamknął jej usta pocałunkiem, który wypełnił jej usta słodkim smakiem z dodatkiem wytrawnego wina. Jego usta miękko spoczęły na jej wargach, rozchyliła je nieco zachęcając go do głębszego pocałunku. On nie czekając długo pocałował ją głęboko rozpalając jej zmysły i powodując ciarki na ciele. Zamknęła oczy, nie zwracając uwagi na pozostałych gości restauracji. Wtedy on się odsunął i z pełnym rozbawieniem dodał:

— Kotku, chyba się w Tobie zakochałem. Jeszcze nigdy nikogo tak pokręconego nie poznałem. Jesteś czarująca, uwodzicielska, delikatna a zarazem tak słodka, że choćbyś mnie chciała zaciągnąć jutro przed ołtarz to chyba bym poszedł — pieścił przy tym delikatnie jej kłykcie — a wracając do pytania pochodzę z Wrocławia, tam mieszkałem do ukończenia 24 roku życia. Tu znalazłem pracę i odkąd Cię poznałem nie zamierzam stąd wyjeżdżać. Moja mama to lekarz pediatrii, tata to dentysta. Mnie też naciskali na szkołę medyczną ale chyba nie bardzo się nadawałem. W ślad za rodzicami poszła za to moja siostra Adrianna, jest dwa lata młodsza ode mnie i tak sztywno nastawiona do życia, że uwierz mi nie chciałabyś jej poznać. Więcej rodzeństwa nie posiadam, a przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo. Co do koloru to najbardziej lubię kolor Twoich oczu, błękitna głębia oceanu.

Michał jednak nie powiedział prawdy o tym skąd naprawdę pochodził, ani też kim byli jego rodzice. Prawda jednak była taka, że jako dziecko został oddany do domu dziecka, gdzie wychowywały go siostry przełożone i który nigdy nie zaznał rodzinnego ciepła. Wiedząc jednak jakie życie miała Weronika wstyd mu było się przyznać, że jest chłopakiem, którego nikt nie chciał pokochać, który wstrzynał bójki i któremu nauka nigdy nie szła za dobrze. W dzisiejszych czasach trzeba było być kimś z nienaganną przeszłością, trzeba być pewnym siebie i twardo stąpać po ziemi, w przeciwnym wypadku niczego się nie osiągnie i nie będzie się szanowanym. Pragnął więc pozostać synem lekarza i stomatologa licząc, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw.

Reszta wieczoru upłynęła w wesołym nastroju. Wspólnie opowiadali o swoim dzieciństwie, z różnicą taką, że opowiadania Michały były jego nigdy niespełnionymi marzeniami. Na koniec kolacji Michał opłacił rachunek i odwiózł Weronikę do domu.

Pierwsza randka zakończyła się delikatnym pocałunkiem na dowidzenia. Weronika wiedziała, że tym razem znajomość ta nie skończy się tak szybko jak inne pozostałe. Nie przypuszczała, że przyjdzie jej za tą znajomość płacić tak wysoką cenę, że będzie skłonna do tak wielu poświęceń i wybaczeń.

Rozdział 3

— Marek czy Ty mnie słuchasz? — ze zdumieniem mama Weroniki przyglądała się siedzącemu przed telewizorem mężowi, który oglądał mecz piłki nożnej nie przejmując się wizytą córki z nowym chłopakiem. — To ja tu biegam, skacze, szykuje, aby wszystko było jak należy, proszę Cię abyś przyniósł mi beżowy obrus a Ty sobie siedzisz jak gdyby nigdy nic i udajesz, że nie widzisz tego jak się przejmuję dzisiejszymi odwiedzinami naszej córki. — podpierając ręce o bok dodała ze złością — Marek, jak Boga kocham jak zaraz się nie ruszysz to wyjdę z siebie! — już miała wyjść z salonu lecz w ostatniej chwili coś ją zatrzymało, zerkając na męża pełna frustracji odparła — nie mów mi że masz zamiar wystąpić w tej znoszonej flanelowej koszuli bo zaraz mnie tu coś trafi! — wznosząc ręce do góry dodała — Chryste Panie a czemuś mnie tak skarał tym chłopem?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 59.9