Szafa ciotki Ferdynandy

Bezpłatny fragment - Szafa ciotki Ferdynandy

...czyli niesamowite przygody pewnego rodzeństwa. Część pierwsza


Objętość:
24 str.
ISBN:
978-83-8104-228-4

Szafa ciotki Ferdynandy

W czwartek popołudniu przywieziono starą szafę od ciotki Ferdynandy.

Nie pasowała do naszego mieszkania. Była z ciemnego drewna, zakurzona i podziurkowana gdzieniegdzie przez korniki, rzeźbiona w owoce i liście, z mnóstwem szuflad i szufladek. Dziwny mebel, nieco spiczasty w górnej części, gdzie wprawna ręka wyrzeźbiła kiście winogron.

Gdy spojrzało się na szafę z boku, wydawała się wielka, ale dopiero gdy stanęło się przed nią z przodu, wydawała się nie mieć końca, jak drapacz chmur! Kto by chciał takie meblisko, które zajmuje tyle miejsca?

Klucz do szafy był ułamany, ale duży i sprawnie można było go przekręcić w zamku.

Tata z wujkiem ustawili ją w korytarzu, między kuchnią a salonem, na tej dużej ścianie na której wcześniej wisiał wielki obraz z górami. Teraz ona sama wyglądała jak góra, wielka i zwalista. Zasapany wujek powiedział, że idzie do domu a tato stwierdził, że ktoś pewnie zrobił tę szafę w listopadzie.

— Czemu w listopadzie… — smęcił mój brat Romek. Bolało go ucho i co ktoś coś powiedział, to on od razu pytał się czemu, żeby zwrócić na siebie uwagę.

— Co czemu, Romusiu.. Bo to smutny miesiąc, ciągle ciemno i pada.

— Ale w listopadzie niewiele już brakuje do Świąt! — włączyłam się ochoczo -Mamo, a tu wisiał ten fajny obraz z górami, ja go lubię..

— Dobrze, Roma, nie nudź ty też. Wisiał, ale teraz szafa stoi. Musimy ją przechować, bo ciocia wyjeżdża na trochę, wynajęła mieszkanie na ten czas, ale boi się, że lokatorzy zniszczą cenny antyk. Więc my się nim zaopiekujemy.

— Hahah! Zaopiekować się szafą! — parsknął śmiechem mój brat — Roma, wyprowadź szafę na spacer! Aport!

— Romuś, już cię uszko nie boli? — rozzłościłam się.

— W każdym razie proszę się bawić z daleka od szafy, nie porysować jej, bardzo was proszę. A teraz Roma poukładaj te książki rozrzucone po podłodze w waszym pokoju. Romek chodź, dam ci lekarstwo na ucho.

— Lekarstwo nie, nie lubię… — mruknął mój brat i schował się do szafy.

— Wychodź natychmiast! — zdenerwowała się mama. Ale drzwi nie dało się otworzyć.

— Romuś, dziecko, otwórz od środka, nie można siedzieć w szafie …Tomku! A gdzie klucz?

— Nie wiem, był przecież w zamku — zdziwił się tato.

— Dziecko mi się w szafie zamknęło. Romek!!!

Klucza rzeczywiście nie było w zamku.

Zapadła cisza. Nagle coś zachrobotało, drzwi od szafy uchyliły się i wyjrzała rozczochrana czupryna mojego braciszka.

— Surprise! — wrzasnął. Odkąd ma lekcje angielskiego, ciągle się popisuje jakimś słówkiem — Wiesz Roma? W szafie można się od środka zamknąć kluczem.

— Nie ma żadnego zamykania się i siedzenia w szafie. Rozumiemy się? — powiedziała surowo Mama.

— Ale ja tylko stałem!

Roześmiałam się głośno. Mój brat trochę mnie denerwuje, bo ciągle zabiera mi moje rzeczy i wtrąca się we wszystko, co robię, ale i tak go lubię.

W każdym razie ułamany klucz został zabrany przez mamę, która zarządziła, że w szafie nie należy się bawić i koniec. Potem oboje z tatą zaczęli wycierać mebel z kurzu.

Po godzinie szafa nabrała połysku, wbudowany w jedną z szuflad zegar porcelanowy tykał cichutko.

— Roma- szepnął mój brat-Muszę ci coś powiedzieć.

— Idziemy do pokoju sprzątać zabawki — powiedziałam rodzicom, którzy spojrzeli z lekkim zdumieniem na nas. Pociągnęłam Romka za rękaw — No co?

— No to powiem ci, jak poprosisz mamę, żeby pozwoliła mi pograć.

— Romek, ja wiem, że ty ciągle chcesz telefon mamy z tą nową grą. Ale jak coś skasujesz? Jesteś za mały na zabawy smartfonem.

— No pewnie. A ja nie chcę telefonu, tylko grę! A jak nie, to nie powiem. A w ogóle to ty też nie jesteś dorosła!

— No dobra, zaraz pójdę poprosić mamę. I co?

— Bo ta szafa…

— Co szafa?

— Wiesz co jest w środku?

— A co może być w szafie.. Półki, szuflady…

— Drzwi!

— Drzwi? -zdziwiłam się- Odkryłeś Amerykę. W każdej szafie są drzwi.

— Ale nie te z przodu, te w środku!!

— W środku w szafie są drzwi?

— Tak, takie małe z klamką. Ciekawe po co. A teraz daj pograć, obiecałaś!

Poprosiłam mamę o telefon, no i musiałam przysiąc, że bardzo szybko posprzątamy w pokoju. Trzeba było trochę ogarnąć nasz bałagan, a mama zawsze przychodziła sprawdzić, czy dotrzymaliśmy słowa. Tak więc dostałam pozwolenie na granie przez pół godziny. Tylko że to Romek grał, a ja zabrałam się za porządkowanie połowy pokoju. Drugie pół należało w końcu do niego.

Zaczęłam się zastanawiać nad tym, co powiedział mój brat. Szafy mają drzwi po to, żeby je otworzyć i schować do niej różne rzeczy. Ale drzwi w środku nie mają już sensu. Nie może być szafy w szafie! A może Romek kłamie, tylko dlatego, żeby pograć? Postanowiłam sprawdzić, czy mówił prawdę.

On tymczasem leżał na dywanie i pochłonięty grą nie zwracał na mnie uwagi. Sprawdziłam więc, co robią rodzice; mama czytała książkę na kanapie, tato pracował przy komputerze, od czasu do czasu gawędzili sobie troszkę.

Szafa stała dumnie w korytarzu, złamany klucz tkwił w zamku. Była wielka i imponująca. Uchyliłam drzwi, zaskrzypiały z lekka, a moim oczom ukazały się pudła ustawione jedno na drugim. Nic prawie nie było widać… Popędziłam do Romka.

— Daj telefon, Romuś.

— Nie dam, muszę grać!

— Daj, proszę, potrzebuję latarki. Idę sprawdzić, czy nie kłamałeś z tymi drzwiami w szafie.

— A co, nie widać?

— Ciemno tam jest!

— No dobra… — Romek oddał mi telefon, a sam zaczął robić dziwne ćwiczenia na dywanie, twierdził, że to joga, choć pewnie sam nie wiedział, co to jest. Zostawiłam go więc w pokoju, ale przybiegł zaraz za mną.

Jasny ekran telefonu oświetlił wnętrze szafy. Drewno wewnątrz było równie ciemne co na zewnątrz, jedna część została podzielona na wąskie półki i szufladki, a druga, obszerna, kryła z boku małe drzwi. Miały właściwie formę okna, bo nie sięgały ziemi, natomiast posiadały klamkę i zamek.

— Daj klucz, otworzymy! — gorączkowałam się. Romek wyszedł z szafy i wyciągnął z zamka klucz.

— Znów w szafie ciotki siedzicie? Właśnie się zastanawiałam, co tak cichutko u was w pokoju. Myślałam, że jesteście zajęci grą, a tu używacie mojego telefonu jako latarki- rozbrzmiał znienacka głos mamy. Stała nachylona nad nami i śmiała się. Aż podskoczyliśmy z zaskoczenia.

— Ale mamo!

— No nic, idźcie może pozbierać w końcu te roboty i książki z podłogi, bo kolacja będzie niedługo, a potem, wiadomo, do łóżeczka, moje pociechy! Dziś kolację przygotuje tatuś.

— Tatuś, tatuś! Ja będę pomocnikiem! — Romek wyskoczył z szafy, tupocząc jak koń- Co gotujesz kucharzu tatusiu? — i pogalopował do kuchni.

— Ale głodomór… jak tylko coś usłyszy o jedzeniu, to zapomina o całym świecie. Ale mamusiu, czy wiesz, że w tej szafie…

— Tak tak, kochanie. A wiesz, że tam w waszym pokoju książki są rozrzucone na podłodze. Trzeba się tym zająć.

— A Romek?

— No, skoro pomaga kucharzowi tatusiowi, to ty ułóż książki wobec tego — uśmiechnęła się mama.

Postanowiłam więc, że już nic nie powiem o tajemniczej szafie.

Po powrocie ze szkoły miałam w głowie tylko jedną jedyną myśl — sprawdzić w końcu, do czego służą niewielkie drzwi we wnętrzu starej szafy. Przekręcając klucz w zamku usłyszałam cichy chrobot, a potem porcelanowy zegar przestał tykać. Sprawdziłam — rzeczywiście wskazówki malowanego zegara zatrzymały się.

Wróciłam do szafy i uchyliłam drzwiczki, które otworzyły się na zewnątrz. Najpierw usłyszałam śpiew ptaków, a potem poczułam zapach kwiatów, jak w słoneczny, majowy dzień.

Za drzwiami krył się kolorowy, wonny ogród! Kwitnące kwiaty, soczysta zieleń, a w oddali mury obronne zamku. Wydawało mi się, że to sen. Ale wystarczyło tylko zeskoczyć w dół na szmaragdową trawę i już byłam w majowym ogrodzie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.