E-book
27.3
drukowana A5
55.05
Sypiając z Katem

Bezpłatny fragment - Sypiając z Katem


5
Objętość:
401 str.
ISBN:
978-83-8245-702-5
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 55.05

Prolog

Zdarzyło ci się kiedyś stracić wszystko, co masz w jednej sekundzie? Mnie właśnie to spotkało, a co gorsze nie wiem nawet co straciłam, bo poza utratą całego swojego dotychczasowego życia, straciłam też pamięć.

Wszystko, co pamiętam, to jak obudziłam się otoczona trawą, tak pięknie wtedy pachniała… byłam pewna, że leżę na łące i właśnie ucięłam sobie drzemkę, lecz, kiedy podniosłam głowę zobaczyłam wokół siebie… pustkę. Nic, pusta, mało uczęszczana droga między zarośniętymi polami, kilka drzew, wrony kraczące nad głową i ja. No właśnie, ja… nie wiedziałam kim jestem, skąd jestem i co tam robiłam. Nie miałam pojęcia dokąd iść i kogo szukać. Spojrzałam na siebie, na różowej bluzce miałam ślady krwi, chyba nie mojej, bo nie zauważyłam na swoim ciele żadnych ran, jedynie głowa bardzo mnie bolała. Wyczołgałam się z rowu, w którym leżałam, na drogę i szłam nią z nadzieją, że kogoś spotkam. Nie wiem, jak długo to trwało, ale umordowana dotarłam na przedmieścia i wtedy spotkałam Katię, niewysoką blondynkę, która biegła z psem. Dopadłam do niej jakby była ostatnim człowiekiem na planecie. Na szczęście mi pomogła, zabrała mnie do swojego mieszkania i dała czyste ubrania i kolację. Niewiele mogłam jej o sobie opowiedzieć, mimo tego nie zostawiła mnie samej, a następnego dnia rano zawiozła do lekarza. Byłam potłuczona, ale zdrowa, nie miałam przy sobie żadnych dokumentów, więc nawet nie wiedziałam w jakim jestem wieku. Lekarz po badaniach uznał, że mam około osiemnastu lat, do dziś nie wiem, skąd to wiedział, ale co to za różnica, po badaniu ginekologicznym dowiedziałam się również, że nie zostałam zgwałcona, super, niestety nadal niczego nie pamiętałam. Katia zabrała mnie do siebie i długo rozmawiałyśmy, dowiedziałam się przy okazji, że jestem w Moskwie. Katia mieszkała na obrzeżach miasta, w mało przyjemnej dzielnicy, ale wszyscy się tu do niej uśmiechali. Jej mieszkanie składało się z sypialni, salonu, małej kuchni i jeszcze mniejszej łazienki. Spałyśmy obie w sypialni, Katia na swoim łóżku, a ja na rozkładanym fotelu, który pożyczyłyśmy od sąsiadki.

Opowiadała mi trochę o sobie, uciekła z domu cztery lata wcześniej, miała wtedy szesnaście lat, zamieszkała z babcią, która niestety po trzech latach zmarła. Katia pracowała jako kelnerka w jednym z lepszych klubów nocnych w mieście. Kiedy spytałam czemu mieszka w takim miejscu, zarabiając w drogim klubie zaśmiała się tylko i powiedziała, że to nie takie proste. Więcej już nie pytałam.

Spędzałam kolejne dni na przeglądaniu lokalnych wiadomości i szukając wskazówek. Czytałam wszystkie informacje o wypadkach, porwaniach i zaginięciach, nic nie pasowało do mnie. Nikt mnie nie szukał i nikt mnie nie znał, żyłam, jak w nie swoim świecie, pełnym obcych ludzi, nie istniałam, nie znałam nawet swojego imienia. Katia nazywała mnie Mila, nie wiem dlaczego, ale spodobało mi się to imię.

Kiedy minął miesiąc, a ja wciąż nie mogłam do niczego się dokopać, postanowiłam zacząć nowe życie. Nie miałam niczego i w zasadzie wegdług prawa nie istaniałam, a pracodawcy niechętnie patrzyli na kogoś, kto nie ma dokumentów. Wtedy Katia zaproponowała mi pracę w jej klubie. Zabrała mnie w sobotę wieczorem ze sobą do pracy, żebym mogła porozmawiać z kierownikiem.

Zamarłam na widok lokalu, dwa długie bary ciągnęły się chyba w nieskończoność, kilkunastu barmanów ubranych w idealnie uszyte, białe koszule, bez wytchnienia podawało drinki, skąpo ubrane kelnerki biegały sprawnie z tacami między stojącymi na środku stolikami, a pod ścianą stała szeroka scena z kilkoma rurami do tańca. Katia posadziła mnie przy barze, a sama pobiegła się przebrać, po niecałej godzinie podszedł do mnie wysoki, szarooki mężczyzna koło trzydziestki. Nogi się pode mną ugięły jak go zobaczyłam, on poczuł chyba coś podobnego, bo patrzył na mnie z rozdziawioną buzią i się nie odzywał, dopiero po chwili się przedstawił, ale w dupie miałam co mówił, wtedy ważne dla mnie było jak na mnie patrzył, po kilku minutach pociągnął mnie za rękę, prowadząc na zaplecze, bałam się czego będzie chciał, ale niepotrzebnie, bo okazał się naprawdę fajnym, wesołym facetem. Omówił ze mną warunki pracy i wynagrodzenia. Miałam zacząć od przyszłego tygodnia na początek jako kelnerka, a przy okazji nauczyć się tańca na rurze.

Tak oto zostałam tancerką w klubie „Czarna Róża”, ale to nie tu przeżyłam swój koszmar… koszmar przeplatany miłością do Kata.

Rozdział 1

— Mila —

Przez sen słyszę, jak Katia rozmawia z psem, kocham tę dziewczynę, psa zresztą też. Otwieram oko i zerkam na wiszący na ścianie zegarek, cholera, nie ma jeszcze południa, spałam raptem cztery godziny. Praca w nocy ma ten minus, że cała doba jest przestawiona i na nic nie ma czasu. Tej nocy serio miałyśmy zapierdol, jakiś bogaty gnojek robił sobie u nas wieczór kawalerski. Ja z trzema dziewczynami tańczyłyśmy na rurach, umowa była taka, że się nie rozbieramy, od tego były inne laski. Niestety panowie po paru głębszych nie potrafili utrzymać rąk przy sobie i kilku wyleciało z niezłym hukiem. Pan młody też się nie popisał, do rana pieprzył dziwki w VIP-roomie, nie kumam takich gości, po chuj się w ogóle żenią? Zresztą w dupie to mam, dla mnie ważne, że to nie ja musiałam mu dawać dupy. Bogate staruchy, którzy ślinią się na widok mojego tyłka to wystarczająco dużo jak dla mnie, a jakbym jeszcze musiała się puszczać, to chyba bym się zabiła.

Dobra czas podnieść się do pionu i coś zjeść. Zanim jednak to zrobię słyszę Katię.

— Stara, wypad z sypialni!

Oho! Zaczyna się, otwieram oczy i zamieram. Laska stoi nade mną ubrana w czarną, koronkową bieliznę i pończochy na pasie.

— Kurwa, wybierasz się gdzieś? — pytam i wygodnie układam się na łóżku, patrząc w jej wściekłe oczy.

— Nie, ty się wybierasz! Zapomniałaś? Mówiłam ci wczoraj, że się umówiłam.

Kurwa! Na śmierć zapomniałam. W myślach klepię się w czoło. Trudno muszę się zwlec z łóżka i opuścić bezpieczną przystań zwaną domem.

— Dobra — sapię, udając zmęczoną — już! Długo macie zamiar się kotłować? — mrugam okiem i wchodzę do łazienki.

— Aż skończymy — śmieje się i oblizuje usta.

Zazdroszczę jej faceta, ja jak do tej pory nie miałam żadnego, przed utratą pamięci nie wiem czy miałam w ogóle jakiegoś, a później też nie. Na początku myślałam, że Sasha, kierownik klubu, będzie tym moim pierwszym, ale szybko się okazało, że to nie mój typ. Owszem jest zajebiście przystojny i bardzo fajny, ale przez jego łóżko przetaczają się tabuny lasek, ja niestety nie mam ochoty być jego panienką na jeden raz, więc zostałam z nim na koleżeńskiej stopie. Katia jest z Dymitrem od roku, to świetny facet, widać, że bardzo ją kocha. Pracuje jako przedstawiciel handlowy i często wyjeżdża, dlatego jak już mogą się spotkać, to ja ulatniam się na jakiś czas.

Szybko ogarniam swoje już trochę zbyt długie, czarne włosy i związuję je w dużego, wysokiego koka na czubku głowy, na rzęsy, które też mam czarne nakładam cienką warstwę tuszu, a na usta błyszczyk. Naciągam na dupsko dżinsy, a na górę długi sweter w kolorze zgaszonego fioletu. Zanim wyjdę z łazienki słyszę głos Dymitra i trzaśnięcie drzwi do sypialni. Zakochańce, uśmiecham się sama do siebie, im już dobrze, a ja? Nawet nie mam planów na dzisiaj. Dobrze, że pogoda jest ładna i mimo kwietnia jest ciepło. Zgarniam z przedpokoju torebkę i słyszę pojękiwania Katii. Bez słowa wychodzę z domu i ruszam przed siebie pusta ulicą.

Pięknie pachnie świeżo skoszona trawa z pobliskiego parku, zaciągam się głęboko i czuję coraz większy głód, moje nogi same idą w kierunku naszego ulubionego, małego baru na końcu ulicy, często tu jadamy. Siadam przy stoliku obok okna i patrzę na przechodzących ludzi. Nagle czuję na sobie czyjś wzrok i nieprzyjemny dreszcz przechodzi przez moje ciało. Nerwowo rozglądam się po lokalu, ale poza barmanką nikogo tu nie ma, szybko odganiam od siebie przykre myśli i macham ręką do dziewczyny za barem. Jak zawsze zamawiam smażonego dorsza, ziemniaki i zestaw surówek. Zanim dostanę swój obiad na moim stoliku ląduje ulubione czekadełko, razowy chleb i swojski smalec. Boże jakie to dobre, dla samego tego smaku warto zamówić tu obiad. Znów to samo! Ktoś na mnie patrzy, kurwa czuję to! To nie jest wzrok kogoś, kto się po prostu zagapił, ktoś ewidentnie mnie obserwuje i wiem to! Wyglądam przez okno w poszukiwaniu… no właśnie kogo? Za szybą nikogo nie ma, nawet żaden samochód nie stoi w pobliżu na tyle, żeby ktoś mógł mnie z niego obserwować. A może to ze mną jest już coś nie tak. Od dwóch lat gapią się na mnie niewyżyci faceci, to może mi się na mózg rzuciło od tego.

Wkładam do ust kolejną kromkę chlebka i oblizuję opuszki, które ubrudziłam smalcem. Kurde szybciej niech dają ten obiad, bo chlebkiem się najem.

Wciąż rozglądając się wokół siebie zaczynam jeść w końcu swój obiad, jak zwykle ryba jest pyszna, idealnie usmażona i bardzo soczysta. Jem z takim apetytem, że sama się zastanawiam, gdzie to mieszczę. Moje całe sto sześćdziesiąt dwa centymetry wzrostu nie dają zbyt dużego pola do popisu, jeśli chodzi o jedzenie. Czuję, jak pękam, na szczęście do pracy mam na siedemnastą i najpierw dwie godziny kelnerowania to trochę się rozruszam. Taniec z pełnym brzuchem nie skończyłby się dobrze. Po skończonym obiedzie spoglądam na zegarek, minęły dwie godziny, może już skończyli. Posiedziałabym jeszcze trochę, ale czuję się, jak na widelcu. Jest mi nieprzyjemnie i dziwnie. Chyba czas do domu, trudno może Katia mnie nie zje.

— Oleg —

Piąty dzień jeżdżę za tą laską i co? I nic kurwa, z nikim się nie spotyka, prosto z pracy do domu, a z domu do pracy. W tym burdelu tylko kręci tyłkiem przy rurze, choć nie powiem robi to zajebiście, sam czasem miałem ochotę wcisnąć rękę w te jej koronkowe majteczki i sprawdzić, czy między nogami też jest taka gorąca. W sumie laska, która tak się pręży przy rurze musi też mieć temperament w łóżku. Na samo wspomnienie jej idealnego, młodego ciała i tych zgrabnych cycków, które idealnie wpasowałyby mi się w dłoń, kutas mi się podnosi. Odkąd za nią łażę nie ruchałem ani razu. Chętnie wziąłbym ją od tyłu przy tej rurce i przerżnął tak mocno, że by prosiła, żebym skończył. Zawsze siadam w pierwszym rzędzie stolików, żeby jakiś stary, napalony oblech nie zasłaniał mi widoku. Nie wiem, po co szef kazał ją śledzić i czego od niej chce, ale mi ten układ pasuje. Od prawie tygodnia każdy wieczór spędzam w knajpie, siedząc wygodnie w fotelu ze szklanką whisky i patrzę na dziwki tańczące na rurach, tylko głupi by się nad tym zastanawiał. Mila różni się od reszty tancerek, wszystkie laski wypinają cycki i dupy, tylko czekając, aż ktoś wsadzi im za majtki kasę. Nie obchodzi je nic poza gotówką, Mila wychodzi na scenę tańczyć, to jest jej świat i od pierwszego kroku na podeście jej twarz się zmienia. Ucieka w taniec i robi to z pasją i całą sobą, może właśnie to mnie w niej urzekło. Jej lekko zmrużone oczy i napięte mięśnie nóg w tych niebotycznie wysokich szpilkach poprawiały mi krążenie na tyle skutecznie, że flaczały mi nogi za to fiut twardniał do bólu. Gdyby tylko była taka możliwość, to każdą kasę bym dał, żeby mieć ją pod sobą. Zatopić kutasa w tych pięknych usteczkach i posuwać całą noc… Mmm… tak, to jest coś, czego bym teraz potrzebował. Niestety, siedzę w jakimś pustostanie i patrzę przez lornetkę, jak Mila pochłania kolejną kromkę chleba ze smalcem, kurwa, prawdziwa słowianka, do tego obrazka pasowałby jeszcze kiszony ogórek i szklanka czystej. Ja pierdolę, jeszcze palce oblizuje… no zaraz będę musiał sam sobie zwalić, bo dłużej nie wytrzymam.

W końcu zaczęła jeść widelcem, kurwa, jej palce wędrujące do ust doprowadzały mnie do obłędu. Teraz przynajmniej je jak każdy człowiek, a ja mam kilka minut na to, żeby wyjść z budynku i schować się w jakimś dogodnym miejscu. Staję po drugiej stronie ulicy i patrzę, jak wychodzi. Od razu kieruje się w stronę domu, chyba za bardzo się na nią gapię, bo zaczyna się rozglądać. Przyspiesza kroku i już prawie biegnie, pewnie ma nadzieję, że zauważy kto zaczyna dotrzymywać jej kroku, głupia, jesteśmy kilkanaście metrów od jej bloku, nie będę za nią biegł. Siadam z papierosem na ławce i czekam, aż będzie wychodzić do pracy.

Siedzę tak do prawie szesnastej, dziś wychodzi wcześniej, niż zwykle, ale mi to nie przeszkadza. Niestety jest z nią koleżanka, z którą mieszka i pracuje w klubie. Idę po drugiej stronie ulicy wpatrzony w ekran smartfona, a przynajmniej tak to wygląda. Ich droga do klubu jest zawsze taka sama, wsiadają w autobus i wysiadają dwie ulice od lokalu, ja w tym czasie jadę za nimi samochodem, aż dziwne, że po tych kilku dniach, żadna się nie zorientowała, że ktoś za nimi łazi. Daję im czas i nie wchodzę zaraz za ich plecami. Doskonale wiem, gdzie są. Podpalam fajkę i głęboko zaciągam dym, dziś jakoś dziwnie sporo gości się schodzi. Gaszę peta i szybko idę na pierwsze piętro, siadam przy barze i zamawiam czarnego ruska, tak na dobry początek wieczoru. Biorę od barmana swoją szklankę i kieruję się do stolika, niestety te najbliżej sceny są już zajęte, usadawiam się z boku sali i czekam na tego czarnego anioła, który za chwilę pokaże rogi.

Rozdział 2

— Maksim —

Siedzę w samochodzie na parkingu przed jakimś hotelem i nerwowo spoglądam na złoty zegarek na ręce. Od dwóch tygodni obserwuję tego faceta, żeby poznać jego zwyczaje, tryb życia, pracy i jebane pory posiłków. W swojej robocie nie mogę sobie pozwolić na żaden błąd, każdy niewłaściwy ruch może się dla mnie źle skończyć. Od dziesięciu lat skutecznie udaje mi się unikać kontaktów z naszymi krajowymi organami ścigania, doskonale wiedzą kim jestem, ale dopóki nie pcham im się pod nos, przymykają oczy na moją działalność, w sumie odwalam za nich część roboty.

Ta akcja miała być rutynowa, niestety facet zamiast jutro przygarnął sobie dziwkę już dziś. Ruchania poza koleją mu się zachciało. On ma obrobionego fiuta, za to ja spieprzony plan. Mam dwa wyjścia, albo rozwalić typa razem z panienką, albo czekać, aż skończą. Żadna opcja mi nie odpowiada, nie lubię zmieniać planów ani zabijać kogoś, na kogo nie mam zlecenia. Nie mogę czekać do jutra, dziś jest ostateczny termin na odstrzał gościa. Dam mu bzyknąć ostatni raz przed śmiercią, niech tam. Czekam zamknięty w samochodzie, aż dziwka łaskawie skończy swoją robotę i wyjdzie z hotelu.

Mija kolejna godzina, a ja czekam, jak kołek, mój telefon dzwoni co kilkanaście minut, ale nie muszę patrzeć na ekran, bo doskonale wiem kto się dobija. W końcu lekko zirytowany odbieram, a gość po drugiej stronie nie bardzo jest zachwycony, że cel nadal chodzi po świecie.

— Ja pierdolę — warczę, zaciskając dłoń na kierownicy — jest z jakąś dziwką.

— Gówno mnie to obchodzi! Za kwadrans ma nie żyć, nie za to ci płacę, żebyś litował się nad jakąś suką.

— Nie umawialiśmy się na nią, za nią mi nie płacisz — warczę i otwieram usta, żeby coś dodać, ale facet mnie uprzedza.

— To ją też ci zlecam. Zapłacę ci dodatkowo za tę kurwę, ale za dziesięć minut chcę mieć pewność, że on nie żyje.

Facet się rozłącza, a ja wyciągam moją ulubioną Berettę i tradycyjnie sprawdzam magazynek, mimo że sam go rano ładowałem. Wchodzę spokojne do holu hotelu i z uśmiechem na ustach i pistoletem w kieszeni podchodzę do recepcjonistki, która na mój widok wstaje i poprawia bluzkę na biuście. Pytam grzecznie, w którym pokoju zatrzymał się Władimir Pietrow, ale szybko się orientuję, że panienka zamiast mnie słuchać to wgapia się w moją twarz jakbym był co najmniej kosmitą. Doskonale zdaję sobie sprawę, jak działam na kobiety, a przynajmniej na te, które nie wiedzą kim jestem, mam w końcu lustro w domu. Opieram łokcie o ladę, lekko pochylając do przodu i z cichym westchnieniem opuszczam wzrok na na jej rozpiętą na biuście koszulę.

— Może chciałabyś — mruczę zadowolony, że lasce miękną kolana — pójść ze mną na kawę? — uśmiecham się jeszcze szerzej, pokazując pełen garnitur białych zębów.

Kurwa, ale ta laska jest pusta, od razu mówi mi numer pokoju, a żeby jeszcze bardziej ją podkręcić chwytam jej dłoń i składam na niej delikatny, choć nieco zbyt długi pocałunek, obrzydlistwo, ale dziewucha, aż wypieków dostaje, biedna…

Wjeżdżam windą na siódme piętro i szybko, chociaż cicho kieruję się do pokoju trzysta dwa. Odbezpieczam broń, zakładam tłumik i otwieram drzwi, od razu słyszę głośne jęki i dyszenie tego sukinsyna. Stękają tak głośno, że nawet jakbym wystrzelił teraz szampana to i tak by nie usłyszeli. Idę za odgłosami i staję w progu, patrzę, jak dziwka ujeżdża swojego konika, w zasadzie panienka jest niczego sobie, szerokie biodra i zgrabne, jędrne pośladki szybko podskakują na facecie, a jej stęki nawet mnie zaczęły podniecać. Oj, dziś muszę coś wydymać…

— Dobry wieczór — odzywam się głośno i wchodzę pewnie do sypialni.

O ja pierdolę! Laska skacze, piszczy i krzyczy, a przy okazji pokazuje resztę swojego zacnego ciała.

— Milcz kurwo! — warczę i wymierzam jeden strzał prosto w serce.

Dziewczyna pada na podłogę i patrzy pusto w sufit, a ja odwracam głowę w stronę swojego celu, facet leży, jemu też już leży i, zanim się do mnie odezwie, celuję w jego głowę.

— Pozdrowienia od Siergieja — facet otwiera usta, ale jestem szybszy, pociągam za spust i patrzę, jak ściana za jego głową pokrywa się rozbryzganą krwią.

Spokojnie chowam broń i wychodzę z pokoju, kierując się do tylnego wyjścia z budynku, nie mam zamiaru patrzeć na tę pustą laleczkę, która śliniła się na mój widok. W samochodzie wyciągam telefon i dzwonię, że sprawa załatwiona.

Nie mam humoru, mam ochotę na dobrą whisky i dobrą dziwkę. Jadąc przez miasto przypominam sobie o miejscu, w którym nie byłem już chyba ze dwa lata, włączam kierunkowskaz i zmieniam szybko trasę.

Siedzę w „Czarnej Róży” i rozglądam się po lokalu, od razu wyłapuję wszystkie zmiany, jeśli chodzi o wyposażenie czy obsługę. Jest kilku nowych barmanów, parę nowych, całkiem niezłych kelnerek kręci się między stolikami, bo ludzi jest dziś sporo. Piętro niżej słychać już muzykę klubową i pisk nastolatek. Tu póki co jest jeszcze względny spokój. Wzrokiem przywołuję kelnerkę i czekam, aż ruszy swoje zgrabne ciało. Wiem czemu się nie wyrywa, strach jaki budzę skutecznie ją hamuje. W końcu z paniką w oczach podchodzi do mnie piękna blondi w krótkiej sukience, zatrzymuje się obok i próbuje na mnie nie patrzeć.

— Jak masz na imię? — pytam i patrzę, jak dziewczyna zaczyna się trząść.

Lubię, jak ludzie reagują strachem na mój widok. Może jestem pojebany, ale lubię. Mój popieprzony ojciec wbijał mi od urodzenia do głowy, że tylko budząc strach będę mieć szacunek. Nie wiem, czy naprawdę tak jest, ale do tej pory działało. Nie odrywam oczu od przerażonej dziewczyny i bezceremonialnie mierzę jej ciało wzrokiem.

— Imię! — prawie krzyczę.

— Katia — odpowiada prawie bezgłośnie i szybko oddycha od czego zajebiście seksownie unoszą jej się cycki.

— No, czyli można — uśmiecham się, na co dziewczyna jeszcze bardziej się spina, fajna jest, chętnie zajrzałbym jej między nogi, ale to nie tym razem, dziś potrzebuję kogoś z doświadczeniem — podwójną szkocką z lodem — mówię i macham dłonią, żeby odeszła, jeszcze brakuje, żeby z nerwów zemdlała.

Po chwili na stoliku widzę swój alkohol, upijam od razu duży łyk i rozkoszuję się przyjemną chwilą spokoju, za cjhwilę wypuszczą dziwki i zaraz któraś będzie podtykać mi tyłek pod nos, licząc na napiwek, nie, żebym nie lubił dobrych dup, ale dziś muszę się najpierw rozluźnić. Wypijam kolejną szklankę i patrzę na jakąś rudą dziwkę przy rurze, aż nagle na scenę wchodzi młoda dziewczyna, kurwa, wygląda jakby była niepełnoletnia. Jej rozpuszczone, czarne włosy sięgają jej prawie do pasa, idzie wolnym krokiem na wysokich szpilkach i staje przy rurze na środku podestu. Ma na sobie białą bieliznę, która kontrastuje z jej ciemną cerą. Nie jest zwykłą dziwką, inaczej się rusza, inaczej patrzy. Bezwiednie wstrzymuję oddech, kiedy obejmuje dłonią metalową rurę i czkam na jej ruch. Obraca się w tańcu, a ja czuję, że nie oddycham, dopiero po chwili orientuję się, że gapię się na nią z otwartymi ustami jak jakiś kretyn, rozglądam się po pełnej sali i widzę, że nie tylko ja tak na nią reaguję. Podnoszę szklankę do ust w nadziei, że ten stan mi minie i czuję na ramionach delikatny uścisk.

— Maks… — od razu poznaję głos Stelli — ile to już czasu cię nie było?

— Sporo — odpowiadam i sadzam ją sobie na kolanach, ale kątem oka spoglądam na czarnulkę przy rurce, w sumie sam nie wiem czemu.

— Gotowa na ostre wrażenia? — pytam, choć znam odpowiedź, Stella nigdy nie odmawiała.

Ze szklanką w ręce idę za nią, spoglądając na jej nęcący tyłek, ale zanim przekroczę próg pokoju zerkam ostatni raz na małą przy rurze, opiera się o nią plecami z nogami rozstawionymi dość szeroko i powoli zjeżdża w dół, pierdolę, wygląda jakby ta rura w nią wchodziła. Mój kutas już ledwo mieści się w spodniach i muszę sobie ulżyć. Popijam drinka i zamykam za sobą drzwi.

Stella siedzi na stoliku i wiem, że po mojej minie już widzi, że się dziś napracuje. Podchodzę do niej i chwytam za włosy przesadzając ją na kanapę, ma teraz usta na wysokości mojego krocza i o to chodzi. Bez zaproszenia rozpina mi spodnie i ściąga je do kolan. Wpycham w jej usta swojego kutasa i z uśmiechem patrzę, jak się nim krztusi. Owszem, natura sowicie mnie obdarowała i doskonale wiem jak to wykorzystać. Upajam się widokiem łez płynących z jej oczu, kiedy końcówka mojego penisa uderza w tylną ścianę jej gardła. Nie zwalniam tempa, coraz mocniej pieprzę jej usta, przyciskając jej głowę do krocza, kurwa, jak mi dobrze, jej język świetnie współpracuje i ślizga się po moim prąciu, dając przyjemny poślizg, słyszę, jak powstrzymuje odruch wymiotny i zaciska na moich biodrach palce. Długo nie pociągnę, czuję dreszcze i zajebiście przyjemne drżenie w dole brzucha, spoglądam z góry na jej duże, trochę już zużyte piersi i wiem, że zaraz wystrzelę, próbuję się powstrzymać, spinając mięśnie, ale nie daję rady i kiedy Stella łapie mnie za jądra wybucham, kurwa, co za ulga, czuję, jak mój fiut pulsuje i wylewa z siebie strumienie spermy. Nie przestaję poruszać biodrami i czekam, aż Stella połknie wszystko do ostatniej kropli. Jak już jestem dokładnie wylizany wyciągam go z ust dziewczyny i obracam ją tyłem do siebie, wyjmuję z kieszeni gumkę i szybko naciągam na lekko zmęczonego członka. Odsuwam cienkie majtki z jej zgrabnego, wypiętego tyłka i łapię swój sprzęt w dłoń. Pocieram główką o jej mokre krocze i czuję, jak znów sztywnieje, jednym ruchem wchodzę w nią do samego końca i słucham krzyku połączonego z jękiem. O tak! O to właśnie mi chodzi. Przyciskam jej głowę do oparcia kanapy i pieprzę mocno i boleśnie. Wyciągam prawie całego z jej rozepchanej dziury i ponownie z całej siły wbijam się do końca, dziewczyna próbuje się wyrywać, ale zaciskam na jej włosach swoje palce i pociągam do tyłu, wyginając jej plecy. Syczy z bólu, ale mnie to kręci, znów próbuje się wyrwać, o nie słoneczko, już zapomniała suka jedna, że ze mną tak się nie gra. Jednym ruchem łapię ją za biodra i przyciskając do siebie odsuwam się o pół kroku w tył, odciągając tym samym jej twarz od oparcia. Łapię jej ręce i zaplatam na plecach, tym razem dociskam jej wierzgające ciało do siedziska, jest teraz jeszcze bardziej wypięta, a ja mogę wchodzić w nią głęboko i szybko. Jej krzyki są skutecznie tłumione przez kanapę, trzęsie się, a jej nogi przy każdym moim ruchu próbują się zacisnąć. W dupie mam, że ją boli, mogła się nie wyrywać. Jestem wypity i wkurwiony, to będzie długa akcja, w takich sytuacjach jestem mocno niewyżyty. Posuwam ją coraz brutalniej, biedna nie ma już siły jęczeć, słyszę tylko jej głośne dyszenie i popiskiwanie. Dźwięki uderzeń moich bioder w jej wypiętą dupę są coraz szybsze i głośniejsze, mimo bólu wiem, że zaraz dojedzie, czuję jak rytmicznie zaciska się na moim kutasie, przyspieszam ruchy i uderzam dłonią w jej pośladek. Głośny, orgazmiczny jęk wyrywa się z jej gardła, a mój członek tonie w silnym skurczu jej mięśni. Głośno sapie i chce się podnieść, a ja uśmiecham się do siebie… o nie dziewczynko, to jeszcze nie koniec naszej zabawy…

Rozdział 3

— Mila —

Schodzę ze sceny i czuję, jak moje stopy pulsują boleśnie w butach, od razu je zdejmuję i idę z nimi w ręce do baru, siadam na krześle i narzucam na siebie cieniutką, lekko przejrzystą tunikę. To był wyjątkowo wyczerpujący występ, sama nie wiem czemu. Teraz czeka mnie godzina przerwy i znów na scenę, dostaję od Igora wysoką szklankę z sokiem. Lubię tego chłopaka, został przyjęty do pracy za barem tego samego dnia co ja i oboje byliśmy w mega nerwach, może dlatego tak przypadliśmy sobie do gustu. Igor jest wysokim blondynem o niebieskich oczach, nie jest wyjątkowo piękny, ale ma urzekający uśmiech, na który już pewnie niejedna laska poleciała. Jest starszy ode mnie o trzy lata i traktuje mnie jak młodszą siostrę, pasuje mi to, gdybym miała mieć rodzeństwo, to chciałabym go jako brata.

— Jak tam mała? — pyta i patrzy na moją skrzywioną minę.

— Stopy mnie bolą — odpowiadam i podciągam nogi na krzesło.

— Chętnie bym ci pomasował, ale nie wyjdę zza baru, dużo ludzi dziś — odpowiada nie odrywając się od pracy.

— No widzę właśnie, co to dzisiaj? Rozdajecie coś za darmo? — śmieję się i spoglądam w te błękitne oczyska — jeszcze cztery wyjścia i fajrant.

— Optymistka — uśmiecha się do mnie, ale widzę, że kątem oka spogląda na dziewczynę siedzącą kilka krzeseł dalej.

— O stary, bierz się, ja sobie dam radę — przechylam się przez bar i klepię go pokrzepiająco w ramię.

Igor, jak z automatu zostawia mnie i przesuwa się w bok bliżej wyszczerzonej do niego brunetki.

Obracam się na krześle i siadam przodem do sali, wzrokiem obiegam siedzący tłum, a przez chwilę mój wzrok zatrzymuje się na młodym chłopaku, który udaje, że na mnie nie patrzy, oj chłopczyku, wiem, kiedy ktoś się na mnie gapi. Rozsiadam się wygodnie na hokerze i uwodzicielsko zakładam nogę na nogę, chłopak opuszcza wzrok, ale za chwilę znów go na mnie podnosi. Jest młody, ma może tyle lat co ja. Wpatrujemy się w siebie bez mrugnięcia, czekam, które z nas wygra tę wojnę na spojrzenia. Mijają kolejne minuty i żadne z nas nie odpuszcza, a po chwili czuję na ramieniu klepnięcie.

— Nawet fajny — Katia staje obok mnie i mierzy chłopaka wzrokiem.

— Tylko nie wiem czemu się gapi — odpowiadam i nadal nie spuszczam go z oczu.

— Serio? Dać ci lusterko? Idź do niego, żyj dziewczyno. Młoda jesteś, czas, żebyś sobie w końcu kogoś znalazła, a ten ewidentnie ma na ciebie chęć.

— Jasne, już lecę. Nie będę za facetem latać.

— Głupia jesteś — odpowiada, ale słyszę, że nagle wstrzymuje oddech.

Odwracam wzrok i widzę, jak Katia robi się blada, a jej dłonie się trzęsą.

— Źle się czujesz? — odwracam się przodem do koleżanki, a jej wzrok jest utkwiony w salę, podążam za nim i spoglądam na siedzącego przy stoliku mężczyznę. Czuję, jak w moim brzuchu poruszają się motylki, co ja mówię poruszają… one szaleją! Boże co to za facet! Ubrany w ciemne, garniturowe spodnie i czarną koszulę idealnie dopasowaną do jego boskiego ciała. Siedzi przy stoliku sam i rozgląda się po sali. Pociera dłonią po policzku pokrytym delikatnym zarostem i przejeżdża palcami po ułożonych w nieładzie, prawie czarnych włosach, czuję, jak moje majtki robią się mokre.

— Mila, nie patrz na niego! — słyszę drżący głos Katii.

— Co? — pytam lekko nieprzytomna.

— Lepiej, żeby cię nie widział — chwyta moją twarz i odwraca w swoją stronę.

— Co ty robisz? Zwariowałaś?

— Nie wiesz kto to jest? — zaprzeczam głową — kurwa, faktycznie. Nie było cię tutaj, jak był stałym gościem. Słyszałaś kiedyś o Kacie?

Z uśmiechem kręcę głową.

— Kat? W sensie, że wyroki wykonuje? — śmieję się.

— Dokładnie!

— Ale u nas jest moratorium, nie wykonuje się kary śmierci.

— Weź laska zacznij myśleć!

— Ale co? Że on niby… — przerywam zdanie, ale kończę je sobie w myślach.

Kurwa czy to możliwe, żeby taki facet był zwykłym mordercą? I tak sobie siedzi spokojnie w nocnym klubie, pije whisky i nie boi się, że ktoś na niego doniesie?

— Ale czemu mam nie patrzeć? Chyba nie zabije mnie za to co? — pytam już szeptem, ale widzę, jak Katia bierze szklankę z alkoholem, stawia na tacy i na trzęsących nogach, powolnym krokiem zmierza do stolika przystojnego Kata. Odprowadzam ją wzrokiem i czuję coś dziwnego, jakbym była zazdrosna, że to ona stoi teraz obok niego, a nie ja. Co się ze mną dzieje? Przez ostatnie dwa lata, które pamiętam spotkałam naprawdę wielu przystojnych facetów, ale ten jest inny, każdy jego ruch wywołuje we mnie dziwne dreszcze. Czuję skurcze w podbrzuszu i nie wiem, jak mam się zachować, siedzę i gapię się na niego, aż nagle facet jakby czując mój wzrok odwraca głowę i patrzy prosto w moje oczy. Przepadłam… utonęłam… umarłam i zmartwychwstałam, i to wszystko w ciągu jednej sekundy. Z daleka nie potrafię dostrzec koloru jego oczu, ale jego wzrok wypala we mnie dziury. Nie mruga, utkwił spojrzenie w moim ciele, paraliżując mnie i uzależniając, a każda część mojego rozpalonego ciała wibruje jednym szybkim rytmem. Opuszcza wzrok z moich oczu i wędruje nim po moim ciele, czuję się naga, rozbiera mnie wzrokiem, a po jego spojrzeniu widzę co robi ze mną w wyobraźni.

— Mila, nie gap się! — głos Katii wyrywa mnie jak ze snu, potrząsam głową i spoglądam na nią zaskoczona — Wiem, że cię kręci, ale nie znasz go, to nie facet dla ciebie.

— Dlaczego?

— Mila, kurwa! — rozgląda się na boki i pochyla do mojego ucha — potrafi tak mocno pieprzyc dziwki, że tracą przytomność.

Patrzę na nią jak dziecko z rozdziawioną buzią i nie umiem wydusić z siebie słowa.

— Tylko Stella wytrzymuje jego możliwości, ale po nim nie nadaje się do niczego i bierze wolne.

— Czemu mi to mówisz? Przecież ja nie jestem tu dziwką.

— Widzę, jak na niego patrzysz, on na ciebie też. Serio nie próbuj się do niego zbliżać. Jesteś świetną tancerką i niech tak zostanie. Lepiej dla ciebie, żeby tylko patrzył jak tańczysz. Obiecaj, że nie będziesz próbowała się do niego zbliżyć, on jest niebezpieczny.

Słucham jej słów, ale jakby nic do mnie nie dociera, fale gorąca uderzają w moje ciało i wiem, że facet wciąż na mnie patrzy, boję się odwrócić, trzęsę się i o mały włos nie upuszczam szklanki z sokiem.

— Mila, koniec przerwy! — głos Sashy wyrywa mnie z myśli, kurwa teraz to nawet ochoty nie mam tańczyć.

— Sasha, mogę wziąć wolne? — pytam błagająco i patrzę, jak szeroko się uśmiecha.

— Nie — rzuca i wychodzi.

No zajebiście, nogi mi się telepią, że ledwo stoję, a co dopiero tańczyć, i to na obcasach.

Stoję za sceną i przyglądam się dwóm dziewczynom, z którymi występuję. Poprawiają włosy, makijaż, sprawdzają czy sznurek stringów równo siedzi między pośladkami i mimowolnie się uśmiecham. W dupie mam, jak teraz wyglądam, mój cel aktualnie, to nie pierdolnąć z rury na podłogę, reszta to nie powód do zmartwień. Zresztą w porównaniu do dziewczyn wyglądam, jak zakonnica, one w zasadzie nic nie mają na sobie, bo nawet to, co mają jest tak prześwitujące, że i tak wszystko widać. Ja do tego tańca wybrałam pół gorset z push-up’em i szorty, wszystko z czarnej koronki, a na stopy czarne, sznurowane szklanki.

Muzyka zaczyna grać, najpierw spokojne pojedyncze dźwięki po to, żeby dać nam chwilę na wejście na scenę. Stoję na środku i obejmuję rurę dłonią, obchodzę ją dookoła i modlę się, żeby nie upaść. Czuję jego wzrok na sobie, ale staram się na niego nie patrzeć, przymykam oczy i w całości oddaję się muzyce. Wiruję wokół rury, nie rozglądając się na boki, moje nogi po chwili przestają drżeć, a ciało się uspokaja. Lubię ten stan, stan, w którym nie zastanawiam się nad życiem, jestem tylko ja i taniec.

Nie wiem, jak długo już tańczę, mój oddech jest przyspieszony i czuję, jak moje ręce są coraz bardziej zmęczone, wiem, że to oznacza zbliżający się koniec występu. Nie mylę się, muzyka cichnie, a my zatrzymujemy rozpędzone ciała. Podnoszę wzrok i wbijam go w faceta… kurwa, nie wierzę… wyszedł? Świetnie! Czuję… czuję pustkę. Mam w duszy pierdoloną dziurę, że nie mogę go teraz zobaczyć…

Rozdział 4

— Maksim —

Pieprzę Stellę nie wiem ile czasu, ale moje ciało jest już zmęczone. Ona po kilku orgazmach leży i już prawie się nie rusza, wyszła z wprawy odkąd przestałem tu zaglądać. Niestety skarbie, dziś nie mam litości, co prawda wolałbym być teraz między nogami tej małej, ale trudno. Od pierwszego szczytu w ustach Stelli nie doszedłem ani razu, czuję, jak mój penis zaczyna boleć, nie mówiąc już o mięśniach, jedyne, o czym teraz marzę to porządnie się spuścić i wejść pod prysznic.

Stella leży na boku, jedną nogę trzyma między moimi, a drugą opiera o moje ramię. Wchodzę w nią głęboko i szybko, patrzę, jak jej ciało buja się od moich pchnięć, ale przestała już reagować, patrzy na mnie błagająco i wiem, że chce już skończyć, łapię nogę leżącą na moim barku i podkulam do jej boku, dając sobie lepszy dostęp do jej mokrej dziurki, pochylam się i opieram ręce po obu stronach jej głowy, napieram mocno na jej krocze i w końcu czuję nadchodzące spełnienie, przyspieszam ruchy i mocno zaciskam dłoń na oparciu kanapy. Tak! Kurwa, w końcu! Elektryzujący dreszcz przechodzi przez moje ciało, a ja wylewam nasienie z taką siłą, że czuję, jak mój fiut drętwieje i pulsuje. Nie mam już nawet siły go wyjąć. Dociskam biodra jeszcze kilka razy do krocza Stelli, mój kutas jest już miękki, wysuwam go z dziewczyny i na drżących nogach wchodzę do łazienki, spoglądam na swojego kolegę, który swobodnie zwisa sobie między moimi nogami. Ściągam gumę i dokładnie go wycieram. Po wyjściu z toalety zastaję Stellę wciąż leżącą na kanapie, oddycha ciężko i nawet na mnie nie patrzy. Ubieram spodnie i rzucam na stolik pieniądze, spoglądam z litością na to, co zostało z dziewczyny i kręcę głową.

— Ogarnij się — mówię jakby nigdy nic i wychodzę, sam nie wiem dlaczego to powiedziałem.

Zaraz za drzwiami spotykam Sashę, nie muszę nic mówić, doskonale wie, że Stella do niczego już się dziś nie nadaje. Spoglądam na pustą scenę i czuję… hmm… co ja czuję? Żal? Rozczarowanie? Chyba coś w tym stylu, chciałbym ją teraz zobaczyć, patrzeć jak oplata rurę nogami i wyobrażać sobie, że robi to ze mną, jej zgrabne, szczupłe nogi oplatają ciasno moje biodra, a ja wchodzę w nią coraz głębiej i mocniej. Chcę patrzeć na jej podniecona buźkę i posuwać całą noc, słuchając jęków i krzyków orgazmu. Kurwa, na samą myśl czuję drgnięcie w spodniach. Siadam przy stoliku i czekam, rozglądam się po sali i widzę JĄ. Siedzi przy barze ze szklanką pomarańczowego napoju, włosy ma związane w luźnego koka, ale kilka kosmyków opada na jej ramiona. Ubrana jest w przeźroczystą, długą bluzkę, która pobudza mnie jeszcze bardziej, już wyobrażam sobie jak wkładam ręce pod tę szmatkę i zrywam to z niej, odsłaniając jędrne ciało, a potem… Kurwa, o czym ja myślę? Co się dziś ze mną dzieje? Nigdy nie latałem za babami, a o nią mam ochotę się postarać, wiem, że będzie warta, tak, tylko ja nie umiem starać się o laskę, biorę co moje i tyle.

Patrzę w tę zadziorna buźkę i dostrzegam, że nie odwraca od czegoś wzroku i niestety to nie jestem ja, podążam za jej spojrzeniem i napotykam młodego łepka siedzącego kilka stolików dalej, gapi się na nią z uwodzicielskim uśmieszkiem, a mi otwiera się nóż w kieszeni, no to chyba jakiś żart! Mierzą się wzrokiem, a ja dostaję coraz silniejszego wkurwa. W końcu do dziewczyny podchodzi moja kelnerka, teraz obie patrzą na gnojka, blondyna mówi coś ciągle do mojej małej… kurwa! Co ja gadam? Jakiej mojej? Katia nagle dostrzega mnie i blednie, pokazuję, żeby przyniosła whisky i odwracam głowęj, nie chcę, żeby na mnie patrzyła. Po kilku minutach blondynka stoi przede mną i stawia szklankę na stole.

— Nie bój się, nic ci nie zrobię — mruczę od niechcenia i dostrzegam w jej oczach ulgę.

Nie wiem dlaczego, ale moja głowa sama odwraca się w stronę baru i widzę wpatrzoną we mnie dziewczynę, wstrzymuję oddech i zapominam o mruganiu powiekami. Mała ani drgnie, a ja czuję, jak wszystko wokół mnie przestaje istnieć, muzyka gra coraz ciszej, ludzi już w ogóle nie słyszę, całe otoczenie jest zamglone i takie bardzo dalekie. Jest tylko ona, jedyna wyraźna istota, od której, choćbym chciał nie potrafię oderwać oczu. Nic poza nią nie istnieje, przenoszę wzrok niżej, jej piersi unoszą się od szybkich oddechów, działam na nią i zdaję sobie z tego sprawę. Wiem jaką mają tu zasadę, tancerki są nietykalne, więc zostało mi tylko na nią patrzeć i będę to robił póki wystarczy i oddechu.

Mała odwraca niechętnie twarz do koleżanki i zaczynają rozmawiać, blondynka macha rękami i ewidentnie jest mocno z czegoś niezadowolona, wisi mi to, ważne, że Mała nie przestaje kątem oka na mnie spoglądać, chcę tego i tylko to się teraz dla mnie liczy, sam siebie nie poznaję, bo nigdy tak nie reagowałem na żadną laskę.

Patrzę, jak wstaje z krzesła i idzie w stronę sceny, z zapartym tchem czekam, aż wejdzie na podest. Podnoszę szklankę i, zanim dotknę ustami brzegu szkła, widzę jak podchodzi do rury, próbuję się nie gapić, ale marnie mi to wychodzi. Podnieca mnie, ja pierdolę, żadna laska nie potrafiła mnie podniecić samą swoją obecnością.

Tym razem ma na sobie czarną koronkę, czuję, jak spodnie robią się coraz ciaśniejsze. Mała obchodzi rurę dookoła, a jej pośladki zgrabnie kołyszą się przy każdym jej kroku. Muzyka zaczyna grać szybciej i głośniej, a mała coraz śmielej porusza ciałem. Jej szeroko rozstawione nogi, aż zachęcają, żeby w nią wejść, kurwa znów to samo, czemu, aż tak bardzo mi na niej zależy? Przecież to dziwka jak każda inna, nawet jakbym miał ją tylko dla siebie, to i tak byłaby tylko dziwką, pieprzyłbym ją każdego dnia i każdej nocy. Nie umiem okazywać uczuć i nie mam litości nad nikim, jedyne, co mną kieruje to władza i pieniądze. Reszta to przyjemny dodatek, odkąd odpowiadam za siebie robię to, co lubię i co sprawia mi jakąś satysfakcję, lubię spędzać czas na siłowni, czasem po ciężkim dniu potrzebuję zmęczyć ciało, ostry seks jest kolejnym aspektem, z którego nigdy nie zrezygnuję, lubię dominować i mam satysfakcję, jak doprowadzę laskę na skraj wycieńczenia.

Znów spoglądam na Małą, owija swoje ciało wokół rurki i zawisa nad podłogą, kurwa, jest taka drobna, a jednak ma sporo siły, żeby wykonywać takie akrobacje, ciekawe co potrafi w łóżku? Znowu, czemu ciągle wyobrażam ją sobie w łóżku? Ona jest z dziesięć lat ode mnie młodsza, to prawie pedofilia, uśmiecham się sam do siebie i spoglądam na kolesia, który wpatruje się w nią z takim samym zainteresowaniem co ja. O nie kolego, nie będzie tak łatwo! Co ja pierdolę? Potrząsam głową i znów spoglądam na scenę, Mała stoi tyłem do mnie, powoli rozsuwa nogi na boki i przesuwając dłonie w dół rury wypina pośladki tak mocno, że między jej kolanami widzę jej biust. Mój kutas wyrywa się do ruchania, a ja siedzę w fotelu i nie odrywam oczu od jej tyłka, którym teraz prowokująco kręci doprowadzając moje ciało do szaleństwa. Jak jeszcze chwilę na nią popatrzę, to spuszczę się w spodnie. Wstać też nie mogę, bo mój wzwód będzie z daleka widać. Wyciągam telefon z kieszeni i zaczynam przeglądać wiadomości z kraju, gówno mnie obchodzi co się dzieje w tym pojebanym państwie, ale to ostudzi moje zapędy na tyle, że będę w stanie wyjść z lokalu. Chyba kwadrans już patrzę w ekran i śledzę prognozę pogody na najbliższe dni. W końcu zaczynam odczuwać luz w kroku. Mój kolega powoli mięknie, a ja mogę podnieść się z fotela. Nie spoglądając na scenę ruszam w stronę wyjścia i od razu kieruję się do samochodu. Z jednej strony jestem wkurwiony na nią, że tak na mnie działa, z drugiej strony na siebie, że taka mała gówniara potrafiła doprowadzić mnie do takiego stanu.

Z piskiem opon wyjeżdżam spod klubu i jadę w stronę domu. W myślach wciąż widzę jej przeszywający wzrok. Czemu nie mogę przestać o niej myśleć, co w niej jest, że tak na nią reaguję? Wiem, że jest tylko jeden sposób, żeby się tego dowiedzieć i na samą myśl szeroko się uśmiecham.

— Już niedługo mała będziesz jęczeć tylko dla mnie…

Rozdział 5

— Mila —

Dziś mamy ostatni dzień wolnego, od dwóch tygodni leniuchujemy razem z Katią. Najchętniej przeleżałabym go w łóżku, ale Katia ma inne plany, dyskotekę wymyśliła na zakończenie urlopu, no litości, nie dość, że od jutra znów co dzień będę tańczyć w pracy, to jeszcze w wolne mam tańczyć? No żart jakiś! Niestety nie dała się namówić na pozostanie w domu i w końcu zgodziłam się z nią iść, ona ma w planach przetańczyć noc, a ja pewnie spędzę ten czas przy barze. Może jak wypiję to zapomnę o tym facecie. Nie mówiłam Katii o tym, co czuję i jak ten facet na mnie działa, zabiłaby mnie. Wciąż mam wrażenie, że jest gdzieś w pobliżu, czuję na sobie ciepło jego wzroku. Wbrew temu co mówiła o nim Kitka chciałabym go poznać. Boże, na samo wyobrażenie jego głosu lub, choćby dotyku czuję dreszcze. Ten Kat działa nawet, jak nie ma go obok, nigdy nie myślałam, że to możliwe, ale tak, mimo lęku chcę go poznać, poczuć zapach jego ciała, chcę, żeby założył mi włosy za ucho i przejechał opuszkami palców po szyi, chcę czuć jego oddech na swojej skórze. Wiem, że pomimo tego, co robi na co dzień jest w nim delikatność i czułość, w każdym człowieku jest. Może po prostu potrzebuje kogoś, kto obudzi w nim te dobre uczucia.

— Ej! Mówi się! — głośny głos Katii wybudza mnie z rozmyślań.

Patrzę na nią z otwartymi ustami i uświadamiam sobie, że stoję przed lustrem i próbuję się malować.

— Co? — pytam i przykładam pędzelek do powieki.

— O czym tak dumasz? Tylko nie mów, że o niczym.

— Tak jakoś o wszystkim naraz — próbuję udawać obojętność i sięgam do kosmetyczki po tusz do rzęs.

— Nie no błagam, laska! Serio chcesz iść tak ubrana? — Katia odsuwa się krok ode mnie i mierzy moje lustrzane odbicie, nie powiem, żeby była zachwycona widokiem.

— No co? — pytam i wzruszam ramionami.

Dla mnie jest ok, postawiłam na jasnoniebieskie dżinsy rurki, a do tego seledynową tubę. Z biżuterii zrezygnowałam, mam w uszach tylko małe kryształki. Część włosów zebrałam do góry i związałam w koka, a resztę wyprostowałam i puściłam luzem. Patrzę na skrzywione usta przyjaciółki i przenoszę wzrok na jej strój. Fakt, przy niej wyglądam jakbym szła na szkolną potańcówkę. Ma na sobie czerwoną, wręcz mikroskopijną sukienkę na cienkich ramiączkach, materiał na biuście jest mocno marszczony co fajnie dodaje objętości, na nogach ma czarne, lakierowane szpilki i wygląda nieziemsko.

— Weź pokaż trochę ciała — Katia w końcu się odzywa, a ja przewracam zrezygnowana oczami.

— Dziewczyno cały tydzień biegam w majtkach. Dziś też muszę?

— Prawda — robi dzióbek i mruży jedno oko — wiem, mam coś dla ciebie.

— Aż się boję — mruczę i czekam, aż wylezie z szafy.

Kiedy pokazuje mi sukienkę, którą swoją drogą musiała niedawno sobie kupić, bo jej nie widziałam, zamieram, sama nie wiem, czy z zachwytu, czy z zaskoczenia. Jest cudna, kurwa jest taka… no idealna, jednocześnie wszystko zakrywa i wszystko pokazuje. Spoglądam na Katię, a ona tylko rusza brwiami, zna mnie pipa jedna. Bez czekania ściągam spodnie i bluzkę, zostając w samej bieliźnie, szybko naciągam na siebie kieckę nie dając Katii możliwości się rozmyślić i staję przed lustrem.

— Bosko — szepczę sama do siebie.

Sukienka jest uszyta z dwóch warstw, pierwsza to czarny, śliski materiał mocno dopasowany do ciała, sięga od dekoltu, aż do końca pośladków, dosłownie, przy pochylaniu widać majtki. Druga warstwa to czarna, prześwitująca koronka, wygląda jak druga sukienka z tym, że jest z wysoką stójką, długimi rękawami i sięga do kolan. To jest to! Włosy zostawiam, tak jak były, a na stopy zakładam złote sandałki na szpilce.

Idziemy chodnikiem, ale nie całkiem dobrze nam idzie, zanim wyszłyśmy z domu obaliłyśmy dwa wina, a w zasadzie to Katia je obaliła co mnie zaskoczyło, bo ona prawie nie pije. Cholera nogi zaczynają jej się dziwnie plątać, a jej śmiech robi się coraz głośniejszy.

— Zamknij się wariatko — burczę, sama ledwo powstrzymując śmiech — pół miasta cię słyszy.

— Chuj tam, może nas nie aresztują…

— Gdzie ten klub? — pytam, bo nigdy tam nie byłam.

— Wiesz, chyba się zgubiłam — laska, udając powagę rozgląda się wokoło.

— No bez jaj! — odwracam się za siebie i widzę faceta, który na mój widok przystaje.

Jest niedaleko, ale jednak zbyt daleko, żebym mogła dostrzec jego twarz zwłaszcza o tej porze. Biorę Katię pod rękę i ciągnę, próbując jak najszybciej się oddalić, jak na zawołanie widzę nadjeżdżającą taksówkę, co prawda jedzie w przeciwnym kierunku, ale to mnie najmniej obchodzi. Macham ręką i po chwili siedzimy już w aucie, kiedy przejeżdżamy obok tego faceta nagle odwraca głowę, jakby chowając się przed wiatrem i przypala papierosa. Oddycham z ulgą i patrzę pytająco na Katię.

— No co? Musiałam źle skręcić — wzrusza ramionami.

— To dokąd jedziemy? — nagle odzywa się taksówkarz.

— No gdzie to jest? — warczę do Kitki lekko już zdenerwowana.

— Nie znam adresu.

— Nie wierzę kurwa! I co, będziemy jeździć w kółko, aż sobie przypomnisz?

— To może nazwę klubu? — patrzę w uśmiechnięte oczy w lusterku i marszczę brwi — no w tych strojach to panie chyba nie do cerkwi.

— Katia, nazwę klubu podaj — zaczynam się wkurwiać co jeszcze bardziej bawi moję towarzyszkę.

— Coś z wybuchem — mamrocze i opiera głowę o szybę.

— Czemu się tak nawaliłaś co? Musiałaś?

— Bo widzisz siostro… — mruczy — ja w zasadzie nie lubię alkoholu, ale dziś nie dam rady…

Przerywa, a łzy zaczynają płynąć po jej policzkach. Oj, coś się wydarzyło, a ja nie nic wiem. Psia krew! Spoglądam na kierowcę i widzę, że wie dokąd jechać. Siadam bokiem na siedzeniu i chwytam twarz przyjaciółki w dłonie.

— Ej, kochana, co jest?

— Dymitr mnie zostawił — wybucha nagle i zalewa się łzami.

— No kurwa jasna! — krzyczę i patrzę przepraszająco na kierowcę — jak to zostawił? Kiedy?

— Tydzień temu — buczy, a mnie podnosi się ciśnienie.

— Kutas jeden! A co mu odwaliło nagle?

— Natasha, jebana suka dupy mu dała i się spodobało. Ruda ździra!

— Znasz ją? — pytam i już obmyślam plan zemsty.

— Nie, ale jak ją spotkam to nie podaruję kurwie jednej, rozpierdolę ją gołymi rękami, a to, co z niej zostanie rozrzucę po śmietnikach.

Chcę się odezwać, ale auto nagle się zatrzymuje. Spoglądam przez okno i widzę jasny, neonowy napis na budynku, EXPLOSION, no tak, coś z wybuchem, śmieję się do siebie i wyjmuję szybko portfel, bo Katia już zdążyła wyskoczyć na zewnątrz.

— Tak między nami — słyszę głos mężczyzny siedzącego za kierownicą — to ten gość to serio skurwiel, że taką pannę puścił bokiem.

Patrzę na niego zaskoczona i w zasadzie nie wiem, co powiedzieć.

— To moja wizytówka — podaje mi mały kawałek tekturki — mam dyżur do szóstej rano, gdybyście potrzebowały powrotu do domu.

— Dzięki — szybko odpowiadam i odchodzę, bo Katia już kurwa stoi przy drzwiach, ja pierdolę będę miała wieczór.

Wchodzimy do środka i pierwsze co mnie uderza to zapach potu połączony z tanimi perfumami i odorem alkoholu. Jasny szlag! Te dwa lata spędzone w dość luksusowym lokalu robią swoje. Za każdym razem, jak gdzieś wychodzę, to potrzebuję czasu, aż mój organizm przywyknie do warunków, za to Katia dziarsko zmierza do baru i siada na hokerze.

— Stara, ty już może nie pij co? — siadam obok i spoglądam na jej rozmazany makijaż.

Podaję jej lusterko i chusteczki, żeby się ogarnęła, jednak nie siedzi długo i już po kilku minutach znika w tańczącym tłumie. Ja nie mam zamiaru podnosić dupy z wygodnego krzesełka. Nawet się nie rozglądam, a przynajmniej bardzo się staram, jednak mam nieodparte wrażenie, że znów ktoś na mnie patrzy. Gwałtownie odwracam głowę w prawo i widzę znajomą twarz, zimny dreszcz przechodzi po moim ciele. Skąd ja cię znam kolego? Pytam sama siebie i w głowie próbuję przypomnieć sobie chłopaka, uśmiecha się do mnie, więc chyba, też mnie zna. Nie odrywam od niego wzroku, a on robi kilka kroków w przód, zbliżając się do mnie niebezpiecznie blisko. Odchylam się delikatnie do tyłu, nie chcąc, żeby mnie dotknął.

— Mogę się przysiąść? — mruczący głos wywołuje na moim ciele gęsią skórkę.

Kiwam głową na stołek obok mnie i zaciągam się chmurą zapachu jaka roztaczała się wokół niego. Skąd ja go kurwa znam? Bo znam go na stówę! Ten świdrujący mnie wzrok… Odwraca do mnie twarz i spoglądam w jego oczy. No jasne! Łepek z naszego lokalu, śmieję się sama do siebie i kręcę z niedowierzaniem głową.

— Już sobie mnie przypomniałaś? — uśmiecha się i pokazuje fajne dołeczki w policzkach.

— Tak, z trudem, ale się udało — odpowiadam i obracam się na krześle, siedzę teraz na wprost niego i opieram łokieć o bar.

— Mila — wyciągam dłoń i czekam na chłopaka.

— No co ty Julia, jaka Mila? — pyta, a moje serce się zatrzymuje.

Po dwóch latach znalazłam kogoś, kto może mi pomóc, niech to nie będzie sen…

Rozdział 6

— Oleg —

Idę za dziewczynami i zwijam się ze śmiechu, Katia ledwo trzyma się na nogach, a Mila próbuje ją targać za sobą. Dziewczyny dobrze się wstawiły przed imprezą nie ma co, ich wypięte, prawie gołe tyłki, które pokazują, pochylając się co chwilę robią z moim ciałem co chcą. Jak one mogą chodzić na takich obcasach, i to po pijaku? Patrzę na kołyszącą się pupkę Mili i wyobrażam ją sobie bez tej sukienki. Co dzień widuję ją w samej bieliźnie, ale ta kiecka działa mocno na moją wyobraźnię. Szef chce ją mieć dla siebie, kurwa nie wiem, po co, ale mieć ją na co dzień w sypialni to doskonale rozumiem.

Kiedy z nim ostatnio gadałem to nie bardzo zrozumiałem dlaczego właśnie ona, ale kiedy powiedział, że laska straciła pamięć to już wiedziałem, że na tym planie i ja mogę skorzystać, wystarczy jej wmówić kilka pseudo faktów, a wtedy sama będzie chciała być blisko mnie, w kłamaniu nikt mnie nie przebije. Namieszam dziewczynie w głowie i w końcu sama do mnie przyjdzie.

Kurwa! Odrywam się od myśli i widzę wpatrzoną we mnie Milę, odruchowo się zatrzymuję. Kurwa błąd! Teraz już wie, że idę za nimi. Kłopoty, Mila ciągnie Katię i macha ręką na taksówkę, ok, to mi daje jakąś szansę, na szczęście mam samochód blisko zaparkowany. Wiem, że obejrzy się na mnie jak będą przejeżdżać, wyciągam papierosa i przypalam, odwracając lekko głowę. Kiedy tylko samochód mnie mija wskakuję do swojego auta, szybko wyjeżdżam na drogę i śledzę taryfę. Po drodze zmieniam koszulkę i zakładam czapkę z daszkiem. Ostatnie dwa tygodnie pilnowałem jej z daleka. Po naszym ostatnim wpatrywaniu się w siebie w klubie musiałem się trochę usunąć, ale dziś to sobie odbiję.

W końcu zatrzymujemy się pod klubem, Katia prawie wypada z samochodu, za to Mila rozmawia jeszcze chwilę z kierowcą. Po minucie wchodzę po schodach kilka kroków za nimi i zatrzymuję się przy wejściu. Siadam przy barze na tyle daleko, żeby mnie nie zauważyła. Po chwili dosiada się do mnie jakaś niunia z wypiętym, prawie gołym biustem. Nawet jest niezła, jej lekko zamglony wzrok daje znać, że sporo już w siebie wlała. Bełkocze coś do mnie i kładzie dłoń na moim udzie. No błagam, czuję, jak fiut mi się pręży, a laska jest zdecydowanie chętna. Kurwa, ale mam ochotę ją przelecieć, zaspokajanie samego siebie, które mi ostatnio musiało wystarczać nie jest tak przyjemne jak przerżnięcie chętnej laski, z tym że nie mogę wyjść na zewnątrz, a przecież tu jej nie wezmę, chociaż dziewczyna jest tak nawalona, że pewnie by się nie broniła. Już mam ochotę zaciągnąć ją do najbliższego kibla i wyruchać tak mocno, że nie będzie mogła chodzić, ale znikąd pojawia się jakiś koleś i leci do mnie z łapami, że jego laskę podrywam. No kurwa! Jeszcze awantury mi tu brakuje, na szczęście facet, widząc pijaną dziewczynę zbiera ją z krzesła i wywleka z lokalu. Spoglądam na Milę, która sączy kolejny kieliszek czerwonego wina i w głowie układam plan, który będę chciał wcielić w życie. Biorę głęboki oddech i idę w jej kierunku, nasze spojrzenia nagle się krzyżują i od razu widzę, że mnie kojarzy, ale nie pamięta kim jestem. Dobrze, pierwszy punkt odhaczony, teraz tylko muszę pilnować, żeby mnie nie poniosło z wciskaniem kitu, reszta sama pójdzie.

— Mogę się przysiąść? — laska po chwili wahania wskazuje głową krzesło obok siebie, ale dalej jest nieufna.

Naglę zauważam, jak dziewczyna śmieje się do siebie i kręci głową, dotarło, gdzie mnie widziała.

— Już sobie mnie przypomniałaś? — pytam i uśmiecham się szeroko.

— Tak, z trudem, ale się udało — odpowiada i odwraca się przodem do mnie, ukradkiem mierzę wzrokiem jej ponętne ciało.

— Mila — wyciąga do mnie dłoń i właśnie teraz zaczynam teatrzyk.

— No co ty Julia, jaka Mila? — patrzę, jak jej twarz się zmienia i już wiem, że to był dobry pomysł.

— Kim jesteś? — pyta poważnie i nawet nie mruga.

— No co ty, nie poznajesz mnie? — poprawiam się na krześle i spoglądam na jej zgrabne uda, oj będzie trudniej, niż myślałem, laska jest gorąca i trudno przy niej zapanować nad sobą.

— O co ci chodzi? — widzę w jej oczach lekką panikę i uśmiecham się łagodnie.

— Julia, no co ty, co się z tobą stało? — pytam poważnie, a w duchu cieszę się, że się nabrała.

— Znamy się bliżej? — patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, a jej czekoladowe tęczówki błyszczą teraz jeszcze bardziej, niż zwykle.

— Nie wiem czy bliżej — mruczę i wzruszam lekko ramionami — widzieliśmy się kilka razy na jakichś imprezach, to wszystko, ale skąd te pytania? Serio mnie nie kojarzysz?

Mrużę oczy i patrzę, jak wychyla całą lampkę wina i zamawia od razu następną, którą też wypija.

— Ej, wolniej panna — hamuję ją, choć chcę, żeby się upiła.

Po, chyba czwartej lampce, odwraca się do mnie, ma śliczne rumieńce na policzkach, cholera zaczyna mi się podobać.

— Co o mnie wiesz? — przechyla się do mnie na tyle blisko, że czuję jej zapach, bosko pachnie.

— Możesz powiedzieć o co chodzi?

— Straciłam pamięć dwa lata temu. Jesteś pierwszą osobą, która coś o mnie wie.

— Kurwa, żarty sobie robisz? — udaję zaskoczenie i chyba robię to dobrze, bo mi wierzy.

— A wyglądam na taką? — rzuca mi wkurwiona już na maksa i bierze kolejne wino, dobrze dziewczyno pij, nie będę musiał tyle wymyślać.

Milczę i daję Mili się spokojnie upijać, widzę, że już nie kontroluje tego co robi, dobrze, kolejny punkt dla mnie.

— Nie wiem o tobie zbyt wiele, widzieliśmy się w sumie kilka razy — zaczynam mówić i widzę jak próbuje wszystko zapamiętać — to było ze cztery lata temu, mieliśmy wspólną znajomą, Nadię, pamiętasz? — spoglądam na Milę i widzę, jak łzy napływają jej do oczu. Jeszcze lepiej, wzruszaj się — chodziliśmy razem na imprezy.

— Gdzie ona jest? — pyta niewyraźnie i dotyka mojej dłoni, kurwa ta dziewczyna mnie coraz bardziej kręci.

— Nadia? Rok temu wyszła za mąż i wyjechała z mężem do Stanów.

— Kurwa, myślałam, że się z nią spotkam — zabiera rękę z mojej i chwyta za kieliszek — mów dalej, rodzice, miejsce zamieszkania, nazwisko?

— Żartujesz? Myślisz, że pytałem cię o nazwisko? Na to zbyt krótko się znaliśmy, ale nie należałaś do biednych lasek, więc twoi rodzice musieli mieć kasę.

— Mieszkałam tutaj? — mówi coraz mniej wyraźnie i pije kolejne wino.

— Nie — kręcę głową i zastanawiam się co odpowiedzieć — w Petersburgu.

— Cholera, nic mi się nie przypomina — ociera łzy z policzków, a mnie robi się jej szczerze żal.

Wstaję z krzesła i staję tuż obok niej, niespodziewanie Mila się odwraca i opiera czoło o mój mostek, no ja pierdolę i w co jeszcze się wpakuję? Nie wiem czemu, ale obejmuję ją i przyciskam do siebie. Dziewczyna trzęsie się od płaczu, i to tylko dlatego, że nawciskałem jej niestworzonych kitów. Trudno, jak powiem jej prawdę, to wcale nie będzie lepiej. Musi jakoś przeżyć, póki co przytulam ją do siebie i wdycham słodki, cytrusowy zapach jej włosów. Kurwa, jak ona na mnie działa, na szczęście szef nie zabraniał jej ruszać i coś czuję, że dziś skorzystam z tego przywileju. Jest nieszczęśliwa i pijana, a ja jestem teraz dla niej najbliższą osobą. Dziewczyna płacze coraz głośniej, a ja nie wiem, jak mam się zachować. Odsuwam się lekko i wsuwam palce pod jej podbródek, unoszę jej twarz i patrzę na czarne strużki tuszu płynące po jej policzkach.

— Hej mała, przestań — serio żal mi jej, a ja jestem kutasem, że pogarszam jej stan — jeszcze może sobie coś przypomnisz, ja ci pomogę — mruczę i zauważam, że Mila wbiła we mnie swoje oczy i nie odrywa ode mnie wzroku.

I tyle w temacie, nie mogę się powstrzymać, to jest dziwne, nie wiem, jak to nazwać, jakaś niewidzialna siła popycha mnie do niej, a ja nie mam zamiaru się bronić. Wplatam palce w jej czarne włosy i zbliżam swoją twarz do jej, nadal na mnie patrzy, nawet nie mruga. Bez ostrzeżenia przyciskam ją do siebie i mocno całuję, kurwa jak ona smakuje, jej wargi są takie cudnie miękkie i delikatne. Przez pierwszych kilka chwil nawet się nie rusza, napieram mocniej językiem i czuję, jak rozchyla wargi, no teraz, to jestem w raju. Jest taka ciepła i słodka, jej lekko alkoholowy posmak działa na mnie pobudzająco. Spinam się, czując, jak mój kutas naciska na spodnie, niedługo trzaśnie mi zamek. Mila niepewnie oddaje pocałunek, jej język nieśmiało przesuwa się po moim, a ja czuję mrowienie w lędźwiach, jeszcze chwila, a wezmę ją na barze. Muszę jak najszybciej wyciągnąć ją na zewnątrz, tam już będę mógł się zabawić. Odsuwam się, ale ona chwyta moją twarz i wpycha mi język prawie do gardła, no tego to bym się nie spodziewał, ale dobrze mi z tym. Liżemy się tak mocno, że już pewnie wszyscy się na nas gapią, ale aktualnie mam to w dupie. Teraz myślę tylko o tym, żeby wejść w nią, poczuć jej ciasną cipkę zaciskającą się na moim przyjacielu. Przenoszę dłonie na jej biodra i próbuję przybliżyć ją do siebie, na początku lekko się spina, ale po chwili rozkłada nogi na boki i daje mi stanąć między nimi, cholera tonę w przyjemności przy tej lasce. Dłużej nie wytrzymam, chcę się odsunąć, ale ona robi to pierwsza, spogląda na mnie i w sekundę blednie. No jasne, za dużo wypiła.

— Chodź, przejdziemy się — chwytam ją za rękę i pomagam zejść z hokera.

Idziemy chodnikiem, oddalając się od klubu, przy ścianach budynku stoją całujące się małolaty, a ja spoglądam na Milę, która szybko i głęboko oddycha, powstrzymując wymioty, na szczęście noc jest chłodna i szybko robi jej się lepiej, może nawet zbyt szybko. Skręcamy w małą uliczkę i idziemy kilka kroków, widzę, jak dziewczyna niepewnie ogląda się za siebie, chuj, zaraz mi ucieknie, teraz albo nigdy. Łapię ją za ramiona i opieram plecami o ceglaną ścianę jakiegoś budynku. Zanim zareaguje przyciskam do niej swoje usta. Wyrywa się przez chwilę, ale łapię jej nadgarstki i przyciskam do ściany po obu stronach jej ciała, wchodzę językiem w jej usta najgłębiej, jak mogę, kurwa jaka ona jest smakowita, nie oddaje pocałunku, ale dalej mnie podnieca. Wyrywa dłonie z mojego uścisku i łapie mnie za barki, próbując odepchnąć mnie od siebie. Silna jest, praca przy rurze robi swoje. Taka wkurwiona jest jeszcze bardziej seksowna. Opieram się klatką piersiową o jej miękki biust i dociskam ją do ściany, blokując przy okazji ruchy. Mój kutas już szaleje, czuję ból i odrętwienie, szybko podciągam koronkę sukienki i docieram do koronkowych stringów, nie widzę ich, ale od czego jest wyobraźnia, ściskam miękkie pośladki i zsuwam skąpą bieliznę, nie będzie nam już potrzebna. Wzdycham, jak szczeniak i zaciągam głęboko jej zapach, a dłonią szybko sięgam do rozporka, Mila się wyrywa i próbuje krzyczeć, ale sprawnie zamykam jej usta swoimi wargami. Siłuje się ze mną kilka dobrych minut, chcę się już w nią wcisnąć, ale taka gra wstępna też mi odpowiada, jeszcze kurwa chwila i będę w jej mokrym, ciasnym raju. Nagle czuję uderzenie w plecy, upadam i czuję przez chwilę nieziemski ból, potem jest już ciemność.

Rozdział 7

— Maksim —

To były pracowite dwa tygodnie, nie wiem już nawet jaki mamy dziś dzień i kiedy ostatnio się wyspałem. Z jedzeniem też nie było lepiej, żywiłem się po knajpach, jeżdżąc między jednym miastem a drugim. Skąd się tylu ludzi do likwidacji nabrało to nie wiem. Pewnie, gdybym sam nie dawał takiej możliwości do odstrzału niechcianych elementów, to by pewnie było ich mniej. Na szczęście ten maraton się już skończył, za pół godziny będę już w swoim domu, jedyne, o czym teraz marzę to długa, gorąca kąpiel i wygodne łóżko. Oczy mi się kleją i mam nadzieję, że nie usnę po drodze. W końcu wjeżdżam do miasta, światła latarni trochę mnie rozbudzają, mijam po drodze grupki idące, bądź wracające z imprez, niedoświadczona w piciu młodzież zatacza się na chodnikach lub całuje na przystankach i ławkach. Wkurwia mnie ten widok, ale gdzieś w środku trochę im zazdroszczę, nie znam takiego życia jakie oni teraz prowadzą. Spieprzyłem swoje życie, a właściwie nie ja sam tylko moi rodzice, ja tylko nie potrafiłem jako dorosły wyrwać się z tego w co mnie władowali. Matki nie pamiętam, poszła w tango jak miałem rok i już nie wróciła, nawet nie wiem, czy żyje i nie interesuje mnie to, mógłbym ją znaleźć, ale nie mam po co. Matkę zastąpiła mi Wiera, była moją nianią i do tej pory jest w moim domu jako gosposia, kucharka, sam nie wiem. Ojciec nie dbał o moje dzieciństwo, od małego szkolił mnie na zabójcę, nie wiem czemu tak mu na tym zależało, sam nie zabijał, owszem do dziś robi jakieś mętne interesy, ale nie zabija, a przynajmniej nie osobiście. Nigdy nie żyłem, jak normalne dzieci czy nastolatkowie. Moi rówieśnicy chodzili do szkoły, ja miałem lekcje w domu, chłopaki poznawali dziewczyny, zakochiwali się, całowali po kryjomu, a ja miałem prywatną dziwkę starszą ode mnie o prawie dziesięć lat. To z nią miałem swój pierwszy raz, którego zresztą dobrze nie wspominam, ani tego nie chciałem, ani nie było to dla mnie przyjemne, czułem się upokorzony i wykorzystany. Może dlatego tak traktuję kobiety, nie zaznałem innych uczuć jak przemoc nawet w sferze łóżkowej. Sam seks nie sprawia mi przyjemności, przyjemność daje mi dominacja nad laską. Seks jest dobry, jeśli sprawia ból, tak byłem nauczony i tak żyję do dziś. Nie uznaję bliskości, czułości, to jebane farmazony, które ludzie wymyślają, żeby ukryć swoje prawdziwe pragnienia. Podobnie jest z całowaniem, pierwszy raz smakowałem ust kobiety w wieku piętnastu lat i była to właśnie moja dziwka, jakie to było obrzydliwe, ludzie zachwycają się pocałunkami w usta, w szyję czy jeszcze gdzieś indziej, ja na samą myśl czuję odrazę, co w tym ma być takiego nadzwyczajnego? To mlaskanie, ślinienie, kurwa, co w tym przyjemnego? Nie mówię już o minecie, kurwa jak pomyślę ilu facetów posuwa dziwkę jednej nocy, a potem ja miałbym wjechać tam językiem… kurwa, zbiera mi się na wymioty. Nie, to stanowczo nie dla mnie, ograniczę się do tego, co mi sprawia przyjemność.

Chcąc skrócić sobie drogę przez miasto skręcam w małą uliczkę i omijam kilka głównych ulic. Dojeżdżam do skrzyżowania i, mimo że mam pierwszeństwo, odruchowo spoglądam w prawo, kolejna całująca się pod ścianą para, no ludzie co oni mają z tym całowaniem? To tak mi na złość? Śmieję się do siebie i jadę dalej. Dojeżdżam do końca ulicy i zatrzymuję samochód. Kurwa, dlaczego się zatrzymałem? Spoglądam w lusterka, ale nie widzę niczego niepokojącego, puste ulice, żadnych ludzi, a jednak coś jest nie tak. Ufam swojej intuicji, nigdy mnie nie zawodzi. Gaszę światła i chwilę czekam, wiem, że coś się wydarzy. Wyciągam broń ze schowka, bo czuję, że będzie potrzebna, szybko sprawdzam magazynek i wkładam Berettę za pasek. Zawracam wóz i parkuję go we wnęce z kontenerem na śmieci. Idę cicho, sam nie wiem dokąd i po co, ale moje nogi same mnie prowadzą, kurwa coś dziwnego się dzieje. Nagle słyszę krótki, urwany krzyk, co to było? Rozglądam się szybko, ale nadal nikogo nie ma. Nie przesłyszało mi się, wiem, że coś jest nie tak jak powinno, idę dalej i z każdym krokiem zaczynam wątpić w swoje przeczucia. Odwracam się i kątem oka spoglądam w małą uliczkę, w której widziałem całującą się parę. No proszę, laska ewidentnie nie ma ochoty na bzykanie, za to koleś jak najbardziej, gniecie dziewczynę do ściany swoim ciałem tak mocno, że panna już pewnie nie może oddychać, trzyma dłoń na jej tyłku, a druga ręką rozpina swoje spodnie. Szczerze? W dupie to mam, co mnie to obchodzi? A jednak stoję i patrzę dalej, laska próbuje go odepchnąć, a facet zdążył już jej majtki zsunąć, cóż, jest całkiem niezła, sam bym chętnie się z nim zamienił. Kiedy koleś sięga do swoich gaci dzieje się ze mną coś dziwnego, sam nie wiem kiedy znajduję się już przy nim i uderzam go Berettą w kark, facet upada i traci przytomność. Odwracam się do dziewczyny, siedzi skulona pod ścianą z kolanami podciągniętymi do twarzy i opiera o nie czoło. Trzęsie się od płaczu, ale nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Teraz boi się jeszcze bardziej i słusznie, bo serio mam ochotę dokończyć to, co on zaczął. Niestety robię coś zupełnie innego, coś, co zaskakuje mnie samego. Kucam obok dziewczyny i pukam palcem w jej dłoń.

— Hej, w porządku? — kurwa, co to za pytanie? Troska w moim głosie brzmi nienaturalnie i co najmniej dziwnie.

Dziewczyna podnosi zapłakaną twarz, a ja zatrzymuję oddech, ja pieprzę, co ona tu robi? Kurwa, wiem, co robi, siedzi na betonie i gapi się na mnie takim wzrokiem, że ciarki idą mi po kręgosłupie i zatrzymują się w spodniach, resztką woli opanowuję odruch poprawienia rosnącego fiuta i nie odrywam oczu od Małej. Patrzy na mnie, nie mruga, nie oddycha, nie drgnie. Gdybym przyłożył palce do jej szyi, to założę się, że tętna też chwilowo nie ma. Jej policzki robią się blade tak bardzo, że przez cienką, delikatną skórę widać błękitne żyłki, a po chwili rumieni się tak pięknie, że zaczynam się uśmiechać. Kurwa, ja się uśmiecham? Może tylko mi się wydaje, bo ona jest dalej przerażona. W jej oczach zbierają się łzy, a ja na ten widok marszczę brwi. Wyciągam dłoń w jej stronę, a ona się uchyla, kurwa, boi się mnie, normalnie bym się cieszył, ale teraz jest mi… dziwnie. Zgarniam kosmyk włosów, który opadł na jej policzek i zakładam jej za ucho, mruży oczy i dopiero po chwili z głośnym wydechem je otwiera. No ja jebię! Podnieca mnie, jej ciemno brązowe oczy lśnią od łez, ale dam sobie rękę obciąć, że też czuje jakiś rodzaj podniecenia.

W sumie, przecież mogę ją teraz wciągnąć do samochodu i po sprawie. Dlaczego tego nie robię? I co? Dam jej wstać i iść do domu? A jutro zobaczę ją znów przy rurze wypiętą do tłumu napalonych facetów? Co się ze mną dzieje? Olać tę laskę, co jest w niej takiego nadzwyczajnego? Nic! Każda dupa jest taka sama.

Chcę wstać i słyszę za sobą szmer, odwracam głowę i widzę kolesia, który podnosi się z ziemi, no nie, to ten sam koleś co się na nią gapił, mówiłem kolego, że nie będzie tak łatwo. Facet chyba wie kim jestem, ze strachem na mnie spogląda i zrywa się na równe nogi, chwieje się chwilę, ale szybko znika w ciemnej ulicy.

— Odwieźć cię do domu? — pytam i sam się za to w myślach policzkuję, po chuja pytam? Przecież, jak się zgodzi to nie wytrzymam.

— Nie. Dziękuję za pomoc — odpowiada cicho, a mi miękną kolana.

W jej głosie są chyba wszystkie możliwe emocje, od pewności, przez złość, strach, aż po błaganie o litość. Cholera, po co ja to rozkminiam? Niech sobie ma głos jaki chce, po chwili orientuję się, że stoi przede mną, mimo obcasów sięga mi do pół głowy. To milczenie robi się irytujące. Robię krok w tył i widzę w jej oczach żal.

— Uważaj na siebie — mruczę sam nie wiem czemu i odchodzę w stronę zaparkowanego Porsche.

Kiedy tylko ruszam z miejsca wyciągam telefon i wybieram numer Niny, potrzebuję zamoczyć fiuta, bo rozrywa już moje gacie.

Po kilkunastu minutach podjeżdżam pod dom, jak poparzony wyskakuję z auta i zaskoczony spoglądam na Aleksa.

— Nie spisz? — pytam i wyciągam do niego dłoń.

— Twoja kurwa mnie obudziła — mruczy niezadowolony.

— Szybka, nie spodziewałem się, że już jest.

— Tyle jej płacisz, że się stara. A co cię tak naszło w środku nocy?

— Później pogadamy, ale najpierw Nina, bo myśleć nie mogę — kręcę głową i wchodzę na piętro.

Od razu idę do małej sypialni, w której przyjmuję dziwki. Jakoś nie mam ochoty brać ich do swojego łóżka. Nina siedzi naga na kanapie i pali papierosa.

— Wywal to gówno — warczę i odpinam pasek w spodniach.

Widzę, jak uśmiecha się na widok mojej erekcji, idiotka myśli, że to z jej powodu. Zdejmuję spodnie, a ona już przede mną klęczy, to w niej lubię, nie muszę niczego mówić. Ściąga mi bokserki i zaciska dłoń na moim kutasie, sunie po skórze w przód i w tył, a ja już czuję ulgę. Siadam na kanapie i rozszerzam nogi, między którymi od razu usadawia się moja dziwka. Chwytam jej włosy i przyciągam do swojego krocza, wiem, że chce się nim najpierw pobawić, ale ja nie mam na to ochoty. Wpycham w nią kutasa tak głęboko, aż czuję opór. Dławi się nim, a ja przyciskam jej głowę jeszcze mocniej, drapie moje uda swoimi długimi szponami, a mnie to kurewsko podnieca. Zamykam oczy i widzę te jebane, czekoladowe tęczówki Małej, ten błagalny wzrok pobudza moje ciało. Kolejne dreszcze przechodzą przeze mnie, a moja ręka automatycznie przyspiesza ruchy głowy Niny. Na początku laska próbuje sama nadawać tempo, ale po chwili się poddaje. Słyszę jej tłumione jęki i wyobrażam sobie tę małą klęczącą między moimi nogami, kurwa czemu ona? Przecież jest mi dobrze tak jak jest. Po co to zmieniać?

— Mocniej kurwa! — warczę na Ninę, która nie ma już siły i zwalnia ruchy.

Zaciskam palce na jej włosach i pieprzę jej usta.

— Taaak… — mruczę do siebie i czuje pulsowanie w kroczu, jeszcze chwila… — O tak! — wybucham głośnym jękiem i strzelam spermą z takim ciśnieniem, że dziewczyna zaczyna się krztusić. Próbuje się lekko odsunąć, ale jestem nieugięty.

— Łykaj, nie marudź — warczę, nie przestając kołysać jej głową.

Laska zlizuje ostatnią sączącą się kroplę z mojego penisa i wstaje z kolan, patrzę na jej sztuczne cycki i znów widok Małej i jej młodego, naturalnego biustu wkrada się w moje myśli.

— Poczekaj, zaraz wracam — wstaję z kanapy i ze zwisającym członkiem wchodzę do łazienki, zdejmuję koszulę i wrzucam do kosza na pranie.

Odkręcam wodę pod prysznicem i, zanim nabierze temperatury, wchodzę pod strumienie. Chłodne krople masują moją skórę, czuję ulgę, choć ciągle jakieś głupie myśli krążą mi po głowie. Staram się o niej nie myśleć, w końcu to taka sama dupa co wszystkie inne. Jedno jest pewne, do Czarnej Róży już na pewno nie zawitam. Opieram czoło o kafelki i pozwalam wodzie spływać po plecach, nagle czuję dotyk na ramionach.

— Ja pierdolę, zapraszałem cię tu? — warczę.

— Długo cię nie było, stęskniłam się — jej wysoki głos drażni mnie dziś wyjątkowo mocno.

— Wypad, chcę być sam — odwracam się i groźnie spoglądam na nią z góry.

Niespodziewanie laska staje na palcach i łapiąc mnie za szyję wpija się w moje usta. Nosz kurwa jasna! Odpycham ją od siebie i podnoszę rękę, jak do uderzenia, w ostatnim momencie się hamuję.

— Wypierdalaj! — zakręcam wodę i owijam biodra ręcznikiem.

— Maks, bzykamy się tak często, pozwól mi być tu na stałe — jęczy błagająco, a ja wybucham śmiechem.

— Pojebało ci się coś chyba. Zabieraj co twoje i wynocha. Więcej nie chcę cię tu widzieć — rzucam na stolik pieniądze i wychodzę na korytarz.

Idę do swojej sypialni, ale Nina mnie dogania, no i tym razem nie wytrzymuję. Łapię ją za gardło i przyciskam do ściany, widzę, jak desperacko próbuje złapać powietrze i stara się oderwać moją dłoń od swojej krtani, głupia, jeszcze nikomu się to nie udało.

— Nie będę powtarzał, więc słuchaj uważnie. Jesteś tu ostatni raz. Albo za dwie minuty wyjdziesz, albo oddam cię chłopakom, a potem rozpierdolę to, co z ciebie zostanie, wybieraj! — krzyczę i słyszę, że kilku chłopaków zareagowało na mój podniesiony głos i czeka na dole na rozkazy.

— Dobrze — sapie ledwo słyszalnie, a ja poluźniam uścisk i zamykam za sobą drzwi sypialni.

Suka doskonale wiedziała, czego nie robić. Teraz muszę poszukać sobie innej dziwki… hmm… i tak się składa, że tylko jedna przychodzi mi do głowy…

Rozdział 8

— Mila —

Otwieram oczy, a raczej próbuję to zrobić i od razu tego żałuję, słońce bez litości świeci mi prosto w twarz, a ja nie mam siły jej odwrócić. Tak, tego wina było wczoraj zdecydowanie zbyt dużo. Nawet nie pamiętam, czy Katia ze mną wróciła, ale słysząc kroki za drzwiami, wiem, że w ogóle wróciła. Kto mi kazał tyle pić, no nikt, ale po wczorajszych wrażeniach nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Najpierw powrót do przeszłości, której ni chuja nie potrafię sobie przypomnieć, a później… no właśnie później. Co on tam robił? Wiedział, że tam jestem? Zresztą, co za różnica, przy nim nic nie ma znaczenia, nie potrafię przy nim myśleć, myślę tylko o nim, kiedy dotknął mojej skóry zatraciłam się w przyjemności jaką we mnie rozbudzał. Jego wzrok mnie palił, czułam prawdziwy ból, a mimo to chciałam więcej. Gdzieś w środku pragnęłam, żeby złapał mnie za rękę i zaciągnął do swojego samochodu i już nigdy nie wypuścił. To chore, ale tego właśnie wtedy chciałam, chciałam być tylko jego, nawet jeśli robiłby mi krzywdę. Dziś mi już przeszło, owszem chcę go nadal, patrzeć w te zielone oczy każdego dnia, ale wiem, że on… cholera, on chyba widzi we mnie tylko dziwkę z klubu, a ja nie chcę, żeby mnie tak traktował. Chciałabym, żeby widział we mnie kobietę… o czym ja myślę? Zostawił mnie tam, więc widać nie był mną zainteresowany.

Spoglądam na zegarek, jest już po trzynastej, chcę się podnieść, ale słyszę Katię, która wchodzi do sypialni.

— Dzień dobry alkoholiczko — śmieje się głośno, a ja czuję, jak umieram.

— Zlituj się — szepczę, co boli mnie jeszcze bardziej.

— Możesz w końcu powiedzieć co się stało? — siada na łóżku i wpatruje się we mnie.

— Sama nie za bardzo wiem — mruczę i podciągam się na rękach, opierając plecy o ścianę — miałam nadzieję, że coś sobie przypomnę, zaufałam mu, a on…

— Kto?

— Nie wiem. Spotkałam kolesia, który mówił, że mnie kojarzy sprzed lat, ale niewiele o mnie wiedział. To ten sam co kiedyś był w klubie. Katia, nie mam już siły walczyć z pamięcią. Z jednej strony chciałabym sobie wszystko przypomnieć, ale z drugiej… — wstrzymuję głos.

— Co?

— Nie wiem. Nikt mnie nie szukał przez dwa lata, nikomu nie byłam potrzebna. To do czego mam wracać? Do świata, który mnie nie chce?

Czuję, jak trzęsie mi się podbródek i nagle wybucham płaczem. Katia siada obok mnie i mocno do siebie przytula. Tak strasznie mi źle, tak przykro, kim byłam, że nikt mnie nie chce? Tak bardzo bym chciała, żeby ktoś powiedział, że jestem dla niego ważna, że mnie potrzebuje. A potrzebuje mnie tylko Sasha do kręcenia tyłkiem i nabijania mu kieszeni kasą, bo ja akurat dostaję z tego niewielki ochłap. Dobra dość tego użalania się nad sobą, pora się ogarnąć, bo wieczorem do roboty. Odsuwam się od Katii i spoglądam w jej smutne oczy.

— Uśmiechnij się, zawsze może być gorzej — śmieję się i staram się podnieść co z moim bólem głowy nie jest takie łatwe, kiedy staję na nogach czuję nadchodzące wymioty. Biegnę do łazienki resztkami sił, powstrzymując się przed rzygnięciem i klękam przy sedesie. Kolejna fala przechodzi przez moje ciało, a mój żołądek wywraca się na lewą stronę, Boże ile tego tam jeszcze jest? Ostatnie kilka torsji mam już na sucho, ledwo żyję, nie wstając z podłogi sięgam do spłuczki i spuszczam wodę, opieram czoło o deskę i modlę się o uzdrowienie albo szybką śmierć, nie wiem, czego bardziej chcę. Jak ja będę dziś pracować? Nagle do łazienki wpada Katia.

— Stara, któraś z dziewczyn podobno odchodzi.

— Która? — pytam, chociaż dziś jest mi to obojętne.

— Nie wiem, Natasha dzwoniła, że szef wkurwiony chodzi, bo ma teraz dziurę w grafiku.

— Zajebiście, będzie więcej roboty, jak na moje dzisiejsze możliwości, to serio bardzo fajnie — mruczę bez siły i opieram czoło o deskę klozetową.

Podnoszę się z kolan i podchodzę do umywalki, spoglądam w lustro i widzę mój rozmazany makijaż i jego, Kata, który odgarnia włosy z mojej twarzy.

— Oszalałam — szepczę do siebie i myję twarz zimną wodą.

Całe popołudnie snuję się po mieszkaniu, szukając sama nie wiem czego. Dzisiejsza noc mnie złamała, chyba lepiej było mi przed spotkaniem tego chłopaka, cholera nawet nie wiem, jak miał na imię.

— Kurwa, do dupy to wszystko — mówię sama do siebie i sięgam ze stolika dzwoniący telefon.

To Katia, dziś zaczyna wcześniej, niż ja.

— No co tam na froncie? — odbieram i krzywię usta w sztucznym uśmiechu.

— No zjebało się — krzyczy do mnie.

— Coś konkretnie? — mruczę, bo gówno mnie obchodzi ten cały burdel.

— I to jak! Sasha cię wystawił — warczy już cicho.

— Aaa, to ja odpadłam. Dobrze, w dupie to mam.

— Mila kurwa, nie rozumiesz, on cię nie zwolnił.

— Kitka mów mi jaśniej, ja na kacu nie myślę samodzielnie.

Słyszę, jak Katia głośno wypuszcza powietrze.

— Zdjął cię ze sceny — wstrzymuje oddech i już wiem, że nie jest dobrze — od dziś pracujesz jako dziwka, przykro mi.

Nie odzywam się, chyba nawet nie oddycham, nie wiem, co się ze mną dzieje. Czuję się tak, jakbym wyszła z ciała i patrzyła na wszystko z boku, i to w zwolnionym tempie, nie potrafię się poruszyć. Jedyne co czuję, to wściekłość i obrzydzenie.

— Zaraz będę — rzucam do telefonu i telefonem, nie będzie mnie kutas jeden do ruchania wystawiał, sam niech dupę wypina jak lubi.

Zdyszana wbiegam do gabinetu Sashy, no kurwa, siedzi przy biurku z jakąś laską między nogami.

— Wypierdalaj suko, muszę z szefem pogadać — drę się tak głośno, żeby wszyscy słyszeli.

Zaskoczona dziewczyna podnosi się z kolan i ociera usta, a szef ukochany o mało wzrokiem mnie nie zabija, uhh ależ się boję.

— Ty skurwielu! — krzyczę zaraz po tym jak panna zamyka za sobą drzwi — możesz powiedzieć co to się porobiło? I czemu nikt mnie o zdanie nie pyta?

— Mila to nie tak, siadaj — pokazuje mi głową fotel i zapina spodnie — Widzisz kilka lat temu mieliśmy kłopoty, groziło nam zamknięcie klubu.

— Gówno mnie to obchodzi — warczę i zaplatam ręce na piersiach.

— Daj skończyć. Pomógł mi wtedy jeden z tutejszych biznesmenów. Pożyczył kupę kasy, my spłacaliśmy mu to w ratach i jakoś szło.

— O, no super mi to wyjaśniłeś, dzięki — unoszę oba kciuki do góry.

— Mila, nie obrażaj się. Pełnomocnik tego faceta zadzwonił do mnie rano, że mam mu oddać resztę kasy do jutra. No skąd ja mam wziąć tyle pieniędzy.

— I co ty myślisz, że zarobisz do jutra moją dupą? Chyba mnie przeceniasz — śmieję się mu prosto w oczy.

— Słonko, obiecał zostać przy ratach, jak do tej pory pod warunkiem, że zejdziesz ze sceny. Nie wiem czemu akurat ty. Wielu klientów przychodzi tu tylko dla ciebie i…

— Posłuchaj — przerywam mu — nie zrobisz ze mnie kurwy, nie tak się umawialiśmy. Twoje długi mnie nie obchodzą, nie spłacę ich własnym tyłkiem, zapomnij! — krzyczę i uderzam w biurko dłonią.

Kurwa za mocno, szczypie jak cholera, ale nie daję tego po sobie poznać. Chcę wyjść z biura, ale przy drzwiach zatrzymuje mnie Sasha.

— Dziewczyno to gangster, nie podaruje nam tego.

— Nam? Chyba tobie!

— Mila, wyraźnie powiedział, że chodzi o ciebie. Uwierz, jeśli dziś nie przyjmiesz pierwszego klienta, to rozpierdoli nas wszystkich — sięga ręką na biurko i pokazuje mi zdjęcia, wszystkie robione z ukrycia, ale dobrej jakości.

Przedstawiają wszystkich pracowników łącznie ze sprzątaczkami i ochroną parkingu w ich domach, z rodzinami, z dziećmi, na spacerach i przy wspólnych posiłkach.

— Uwierz, ten facet jest nieobliczalny. Wiem, jak się czujesz, jedyne, co mogę dla ciebie zrobić, to zminimalizować ilość klientów do jednego dziennie i dać ci ochronę w razie ktoś będzie chciał zrobić ci coś złego.

— Co ty pierdolisz? Zmuszanie mnie szantażem do puszczania już jest złe! Ufałam ci Sasha — szepczę, a do oczu napływają mi łzy — nie tak miało to wyglądać, ja nie chcę — płaczę już głośno i czuję, jak chłopak mnie obejmuje i całuje w głowę.

— Kochanie, zawalczymy o ciebie, może da się go jakoś przekonać.

— Jasne — mruczę zrezygnowana — to co, o której zaczynam swoją przygodę życia?

— Mila, przepraszam cię… — mówi chyba szczerze, nic już nie wiem.

— O której? — podnoszę głos.

— O dziewiątej — odpowiada, a ja spoglądam na zegarek.

Mam dwie godziny, dwie ostatnie godziny swojej godności. Mnie mógłby zastrzelić, ale nie pozwolę skrzywdzić Katii i Igora.

Siadam przy barze i już widzę, że wszyscy wiedzą, co się stało, patrzą na mnie, jedni ze współczuciem, inni z cwanym uśmieszkiem. Podchodzi do mnie Katia i mówi coś, ale w ogóle jej nie słucham, nie odzywam się, nie ma mnie tutaj. Chcę krzyczeć, chcę wyć i płakać. W środku czuję, jak się rozpadam, nie będę potrafiła już żyć. Niech mnie ktoś uratuje, niech to będzie tylko sen. Nie, to nie sen, to koszmar, który zacznie się za nieco ponad godzinę. Bez słowa wychodzę na zaplecze i przebieram się w swój klasyk do tańca, czyli koronkowe szorty i pół usztywniany stanik. Wchodzę do jednego z pokoi dla prostytutek, a żołądek zaciska mi się na samą myśl tego, co za chwilę się tu stanie, dobrze, że od porannego rzygania niczego nie jadłam, bo jak nic puściłabym teraz kolorowego pawia. Mam ochotę podciąć sobie żyły. Rozglądam się po niewielkim pomieszczeniu, na środku stoi niski stół z rurą, a wokół niego czarna, półokrągła kanapa. Więc to tu stracę siebie, wszystko się pojebało. Słyszę muzykę z głównej sali i wchodzę na stół, chwytam rurę w dłoń i zaczynam swój ostatni występ, występ bez publiczności, tylko ja. Ocieram łzy z policzków i zatracam się w tańcu, nie myślę, nie słucham i nie otwieram oczu. Nie chcę niczego więcej, to mój świat, a ktoś wlazł w niego przy okazji, niszcząc mnie całą.

Szybko obracam swoim ciałem wokół rury, nie chcę przerywać, bolą mnie już ręce, i wiem, że klient pewnie już czeka, a ja tak bardzo nie chcę kończyć, jeszcze nie teraz, jeszcze, chociaż kilka obrotów, słyszę zamykane drzwi, kurwa już jest… zaciskam powieki wypuszczając z oczu dwie samotne łzy, ale nie kończę tańca, facet się nie odzywa, więc nie przestaję, tak bardzo się boję. Nie chcę, nie zrobię tego, to zbyt wiele, jest tyle lasek, które to lubią, więc dlaczego ja? Moje serce szaleje ze zmęczenia, a nogi już drżą, zwalniam tempo i w końcu zatrzymuję się naprzeciwko siedzącego na kanapie mężczyzny. Stoję oparta głową o rurę, głośno dyszę i przełykam ślinę, próbując się uspokoić. Nie otwieram oczu, czuję na sobie jego wygłodniały wzrok i jedyne o co teraz się modlę, to, żeby to nie był jakiś obleśny staruch.

— Otwórz oczy — słyszę niski, lekko ochrypnięty głos i wstrzymuję oddech, Boże daj mi siły… nie wiem, czy wzywanie Boga w tej sytuacji jest na miejscu, ale tylko On może mnie uratować…

Rozdział 9

— Maksim —

Stoję za drzwiami i waham się, czy je otworzyć, sam tego chciałem, ale jednak coś mnie wstrzymuje. Może to jednak nie był dobry pomysł, może lepiej mieć dziwkę, która oprócz podniecenia nie budzi we mnie żadnych emocji? Ale z drugiej strony, dopóki jej nie zobaczyłem, nie wiedziałem nawet, że mam jakieś uczucia. Teraz czuję… kurwa, co ja właściwie czuję? Podniecenie? Nie, to nie to. Radość? Też nie, co to właściwie jest radość? Dziecko czuje radość, jak cukierka dostanie, ale trzydziestoletni facet, który na co dzień zajmuje się zabijaniem ludzi może czuć radość? Więc co to jest do chuja? Kiedy rano Aleks powiedział, że załatwił wszystko i Mała będzie do wynajęcia to poczułem… satysfakcję, tak, mogę tak to nazwać, ale kiedy po chwili zobaczyłem go jak wyszczerzył się w obleśnym uśmiechu na widok jej zdjęcia, to moją satysfakcję szybko zamieniłem na wkurw. Wiedziałem, że oprócz mnie będzie miał ją każdy, kto zapłaci… więc w zasadzie każdy, kto tam dla niej przychodził, bo założę się, że jak tylko wieść się rozejdzie, to nikt nie odpuści takiej możliwości. To już mnie mniej bawi.

Kładę rękę na klamkę i już wiem, co czuję, ekscytację, kurwa, po prostu, jak szczeniak nie mogę się doczekać, aż zobaczę ją całą, bez tej, swoją drogą podniecającej, koronki. Będzie moja, będę patrzeć jej w oczy, kiedy kolejny raz będzie krzyczeć, szczytując pode mną. Na samą myśl mój penis rośnie, dobra Maksim, czas zacząć podróż do raju. Naciskam klamkę i cicho wchodzę do środka, spoglądam w centralny punkt pokoju, zatrzymuję się i zamieram na sekundę, a moje usta bezwiednie wyginają się w szeroki banan. Tańczy, ale jak tańczy… jej smukłe ciało wiruje wokół rury w takim tempie, że trudno nadążyć wzrokiem. Jest dziś inna, niż zawsze, bardziej nerwowa i jakby… zrozpaczona. Próbuje zatracić się w tańcu, ale wiem, że myśli o czymś zupełnie innym. Przypominam sobie, że drzwi za mną są nadal otwarte, oglądam się przez ramię i widzę kilku facetów wgapiających się w tańcząca Małą, no jeszcze kurwa czego… wściekły zamykam drzwi, niestety mimo starań zrobienia tego jak najciszej usłyszała ich dźwięk, drgnęła, ale nie przestała tańczyć, a ja patrzeć. Siadam na środku kanapy i upajam się widokiem przed sobą i uczuciem tętniącego w spodniach fiuta, to będzie gorąca noc… Nie wiem, jak długo siedzę, z nią każda minuta jest zbyt krótka, jest zmęczona, na twarzy ma piękne rumieńce, a jej falujący od szybkich oddechów biust pobudza moje ciało. Zwalnia, obraca się jeszcze kilka razy wokół rurki i powoli zatrzymuje się przed moją twarzą. Wiem, że się boi, ludzki strach wyczuwam na kilometr. Ma na sobie dość zabudowaną bieliznę, nie tak, jak klasyczne dziwki, które nic na sobie nie mają, bo tych kilku sznurków nie można nazwać bielizną. Taka zasłonięta w odpowiednich miejscach jeszcze bardziej pobudza wyobraźnię, a wyobrażam sobie… oj wyobrażam. Mała nadal stoi w bezruchu i nie wiem, na co czeka, ja nie mam się co spieszyć, sycę oczy jej widokiem i zapachem… tak, mimo pewnej odległości jaka nas dzieli, czuję jej zapach, nie wiem, czy to perfumy, czy jakiś inny kosmetyk, ale pachnie słodko, a w połączeniu z zapachem strachu tworzy się mieszanka, która wzbudza we mnie najdziksze żądze. Dawno się tak nie jarałem przed seksem, fakt jeszcze żadna kobieta w moim życiu nie działała na mnie w podobny sposób. Nie odwracam oczu od jej ciała, nadal opiera głowę u rurkę i nie wypuszcza jej z dłoni. Dyszy i głośno przełyka ślinę, kurwa jak ona mnie kręci, to zdecydowanie nie był dobry pomysł, mam jeszcze szansę się wycofać. Zanim nie otworzy oczu mogę po prostu wyjść i ktoś inny zajmie moje miejsce. Czemu tego nie robię? Czemu się oszukuję, że jej nie chcę? Kurwa pierwszy raz w życiu tak bardzo wiem, czego chcę. Nie wiem, czy na raz, czy na sto, ale chcę ją mieć. Wstaję z kanapy i staje naprzeciwko dziewczyny, zaciska powieki i z oczu wypływają jej dwie pojedyncze łzy.

— Otwórz oczy — mówię pewnie, ale staram się nie brzmieć groźnie.

Stoi jak słup soli, myśli, zna mój głos i dlatego nie chce na mnie patrzeć. W końcu powieki się uchylają, a ja tonę w czekoladowym wulkanie jej gorącego wzroku. Jej oczy błyszczą się od łez, no i po co płaczesz? Jeszcze nic ci nie zrobiłem, śmieję się sam do siebie, choć widzę, że lasce nie jest do śmiechu.

— Nie jesteś już tancerką — mruczę i podnoszę jeden kącik ust, kurwa przez całe swoje życie nie uśmiechnąłem się tyle razy co przy niej, dziwne uczucie.

— Zawsze nią będę — odpowiada pewnie i unosi dumnie głowę, zaimponowała mi, nie powiem, że nie.

— Za występ ci nie zapłacę — próbuję ją sprowokować.

— Nie musi pan. Taniec nie był dla pana, tylko dla mnie — odpowiada, nie patrząc mi w oczy.

— Ok. to teraz zrób coś w końcu dla mnie, za to ci płacę — warczę sam nie wiem czemu.

Spogląda mi w oczy, a ja mięknę, kurwa ja? Mięknę? To w ogóle możliwe? Mimo tego, że tu jest i wie, po co tu jest, czuję, że coś jest mocno nie tak, tylko jeszcze nie wiem co. Maksim opanuj się, to dziwka, masz ją przelecieć, a nie bawić się w psychologa! Warczę sam na siebie, a jednak robię coś innego, rozsiadam się na kanapie i głową wskazuję jej miejsce obok. Zaskakuje mnie, bo bez słowa schodzi ze stołu, ja pierdolę, ale ona ma ciałko, siada po drugiej stronie kanapy i patrzy mi w oczy.

— Skąd się tu wzięłaś? — pytam i patrzę, jak jej wzrok łagodnieje.

— Robi to panu różnicę? Mam rozłożyć nogi prawda? Bo inaczej jakiś niezrównoważony gangster rozstrzela moich przyjaciół. Więc na co jeszcze czekamy? Miejmy to już za sobą co? — wstaje i widzę, jak drży jej dolna warga, a oczy wypełniają się łzami.

No proszę, niezrównoważony gangster, chyba Sasha zbyt wiele jej powiedział, tym zajmę się później, teraz czeka na mnie Mała.

— Dobrze, zapraszam — mówię i wskazuję głową swoje krocze.

I co teraz? Dalej jesteś taka odważna? Śmieję się w duchu i patrzę, jak dziewczyna niepewnym krokiem podchodzi bliżej i nie spuszcza ze mnie wzroku. Kolejny raz kiwam głową, żeby klękała między moimi nogami, no co, w końcu od tego jest dziwką. Dziewczyna dopiero po chwili wykonuje moje polecenie. No proszę, z tej perspektywy mam jeszcze lepszy widok na jej zgrabne piersi.

— No dawaj, miejmy to już za sobą — uśmiecham się szeroko i widzę, jak z trudem przełyka ślinę.

Ociera nadgarstkiem łzy, które spływają jej po policzkach, a ja upajam się tym widokiem. Kładzie dłonie na klamrze paska, a ja już czuję, jak dochodzę, próbuję opanować jakoś mojego fiuta, ale jej dotyk sprawia, że skacze mi w spodniach tak, że nawet ona to zauważyła, widzę, jak zażenowana i zawstydzona odwraca wzrok i bez patrzenia rozpina pasek i guzik spodni. Kurwa, jak rozepnie zamek, to mój kutas wyskoczy jak z procy i od razu się spuszczę, nie dam rady dłużej. Nagle panienka zatrzymuje drżące dłonie i widzę, że się waha, co jest do cholery? To, że ja się podnieciłem od samego patrzenia jest dziwne, ale rozumiem, ale dlaczego ona tak bardzo to przezywa? Co jest nie tak? I z kim, z nią czy ze mną? Przenoszę wzrok na jej oczy, zwracam uwagę na jej zaciśnięte szczęki i kolejne łzy. No nie, jebać to! Łapię jej dłonie i odrywam od siebie, dziewczyna przerażona patrzy jak chwytam za swoje krocze, boi się, że sam się rozbiorę, nie tym razem królewno. Zapinam guzik i pasek.

— Co jest mała? — warczę i łapiąc za ramiona sadzam ją obok siebie.

— Przepraszam, ja…

— Nie chcesz tego robić — stwierdzam i widzę zmianę na jej twarzy, Sasha zapewniał mnie, że nie będzie problemów, i że laska jest gotowa, no jeśli tak wygląda gotowość prostytutki do pracy, to dziękuję bardzo — jak masz na imię?

— Mila — szepcze prawie bezgłośnie.

— Posłuchaj Mila. Chyba wydarzyło się coś, co nie powinno. Jeśli dobrze rozumiem, Sasha bez porozumienia z tobą wystawił cię na dzisiaj tak?

Kiwa głową, a moja krew się gotuje, oj oberwie się Aleksowi, Sashy zresztą też.

— Pracowałaś już jako prostytutka? — po co pytam, przecież to widać, że nie.

Znów tylko zaprzecza głową, mogłaby się odezwać, ma zajebisty głos.

— Niech pan im nie robi krzywdy — mówi do mnie drżącym głosem, a ja nie za bardzo wiem, o czym — niech mnie pan zabije, ja nie potrafię tego zrobić, nie chcę — wybucha płaczem, a ja dostaję jakiejś furii.

Łapię ją za szyję i zaciskam palce, nie wyrywa się, poddaje się i nawet nie prosi, żebym przestał, wpatruję się w jej czekoladowe oczy i podniecam się jeszcze bardziej, kurwa ze mną jest serio źle.

— Jest szef? — odpowiada mi kiwnięciem głowy.

Puszczam jej szyję, a ona opada na kanapę, nawet na nią nie spoglądam, wychodzę z pokoju i kieruję się prosto do biura Sashy. Nie wiem czemu się wkurwiłem, co za różnica czy ona chce, czy nie? Ma mi dać dupy, a nie zwierzać się ze swoich mentalnych problemów, mam gdzieś jej uczucia, a jednak nie mogę się powstrzymać przed obiciem mordy Sashy, wpadam do jego gabinetu i bez uprzedzenia wywlekam go zza biurka, chłopak zaskoczony nie reaguje i przyjmuje pierwszy cios, to będzie krótka rozmowa, krótka, ale bolesna…

Rozdział 10

— Mila —

Siedzę na kanapie i analizuję to, co przed chwilą się wydarzyło. Byłam tak blisko niego, tak bardzo chciałam z nim być, być tak blisko, żeby czuć jego zapach, a jednak, jak pomyślę co miałam zrobić to… kurwa nie chcę tego w taki sposób. Wiem, że to bez różnicy gdzie i jak, ale jednak chciałabym, żeby ten nasz pierwszy raz był nasz, a nie tylko jego, żeby było nam obojgu dobrze, chcę czuć skurcze z podniecenia i przyspieszające tętno od jego dotyku. Teraz czułam tylko obrzydzenie i strach co zrobi, jeśli nie spełnię jego oczekiwań, a nie spełniłabym. Działa na mnie w taki dziwny sposób, podnieca mnie i onieśmiela, jednocześnie przeraża mnie i uwodzi. Nie wiem, czy robi to świadomie czy to moja chora wyobraźnia, ale mam wrażenie, że nie jestem mu obojętna, nie musiał mnie zostawiać, byłam tu po to, żeby mnie przeleciał, mógł to zrobić bez pytania mnie o zdanie, a jednak… sama nie wiem co, nie wiem dlaczego wyszedł, co się stało? Chciał mnie mieć i miał, podaną na tacy i bezbronną. Czemu mnie nie wziął? Przecież nie ma litości dla dziwek, czyli co? Nawet do tego się nie nadaję?

Rozcieram skórę na swojej szyi i przełykam z trudem ślinę, ma uścisk, jeszcze chwila i straciłabym przytomność. Jego dotyk mnie palił, a jednak tęsknię za nim, za tym jak powstrzymuje uśmiech, jak marszczy czoło, kiedy o czymś intensywnie myśli, za błyskiem w oczach na widok mojego ciała. Chcę na to patrzeć, chcę patrzeć jak rano otwiera oczy, jak myje zęby, chcę mu zapinać spinki przy mankietach i poprawiać krawat przed ważnym wyjściem. Kurwa… zakochałam się? Nie wiem, co to miłość, nie pamiętam jej. A jeśli to tylko fascynacja? Jeśli tak naprawdę zauroczył mnie czymś, a później okaże się kimś zupełnie innym, w końcu to zabójca. Mila ocknij się, potrząsam głową i zastanawiam się jakby wyglądało moje życie u jego boku. Zresztą, życie jako kto? Utrzymanka? Potajemna dziwka? Bo raczej nie sądzę, że zdecydowałby się mnie komukolwiek przedstawić jako swoją kobietę, bez żartów w taką bajkę nawet taka romantyczka jak ja nie uwierzy.

Minęło już z pół godziny odkąd facet stąd wyszedł, nie wiem, co mam robić czy czekać, czy wyjść? Boję się, że jak wyjdę to ktoś będzie chciał mnie wynająć. Chce mi się spać, chyba za dużo nerwów, jak na jeden dzień. Kładę się na kanapie tak, żeby widzieć drzwi wejściowe, zimno mi, w pokoju nie ma niczego czym można by się przykryć, trudno, obejmuję rękami swoje ciało i czekam kto pierwszy przyjdzie. Boże jak mi się oczy kleją, coraz wolniej je otwieram, w końcu przestaję walczyć i zamykam je, ale dalej słucham tego, co dzieje się wokół. Z głównej sali słychać muzykę i głosy ludzi, a zza ściany dochodzą mnie jęki dziewczyn, które nie mają takich problemów z wykonywaniem swojej pracy jak ja.

Znów widzę zielone oczy Kata, nie uśmiecha się, jest groźny i bezwzględny, a jednak nie boję się go, mówi coś, ale niczego nie rozumiem, jak przez ścianę słyszę jego głos, jest zdenerwowany i krzyczy, ale nie na mnie. Co tu się dzieje? Gdzie ja jestem? Chcę wstać z kanapy, ale jestem czymś przyciśnięta, ktoś mnie trzyma? Nagle zapada cisza, martwa cisza, przerażająca cisza, która mnie paraliżuje. Kulę się na kanapie i zaciskam ręce na swoim ciele. Boję się, nie słyszę Kata, nikogo nie słyszę. Nie otwieram oczu ze strachu przed tym, co zobaczę, a jeśli on naprawdę zabije Katię za to, że nie chciałam… nie, niemożliwe. Mógł to zrobić, sam mnie od siebie odsunął. Kim on jest do cholery? Kim ja jestem? Trzęsę się, czuję drżenie każdej części mojego ciała, nie wiem, czy to z przerażenia, czy z zimna, to bez znaczenia. Chcę płakać, ale nie mogę, żadna łza nie napływa mi do oczu, a ja tak bardzo tego potrzebuję, przytulić się do kogoś i po prostu wypłakać jak dziecko. Nie potrzebuję zrozumienia, nikt nie zrozumie tego, co w sobie noszę. Przestałam już myśleć o swojej przeszłości, pogodziłam się, że nic sobie nie przypomnę, teraz myślę o tym, co będzie, czemu mam wrażenie, że ktoś tu jest i na mnie patrzy? Oddycham głęboko i czuję, że jest mi cieplej, chyba to były tylko nerwy, muszę pogodzić się z myślą, że jestem nikim i każdy może zrobić ze mną co chce. Nie ma mnie, nawet nie znam swojego imienia, Julia? Jakoś nie wierzę…

Znów go widzę, zawładną moimi myślami, ale nie przeszkadza mi to, patrzy teraz prosto na mnie, jego wzrok płonie pożądaniem, a ja nie chcę mu odmawiać, jedyne, czego się boję to tego jak to zrobi, nie chcę brutalnego seksu, chcę… czego ja chcę? Zaprzeczam sama sobie, wiem jaki jest, widziałam Stellę po jego sesji, nie chcę tak skończyć. A jeśli on nie umie lub nie chce inaczej, to co? Może warto spróbować, może, skoro nie wziął mnie siłą, to potrafi być inny… czemu nie mogę zasnąć? Tak bardzo chce mi się spać. A może właśnie śpię? Ktoś mnie dotyka… mmm… przyjemnie mnie dotyka, czuję mrowienie na ciele i dreszcz wstrząsa moim skulonym ciałem. Ej, kimkolwiek jesteś nie przestawaj… jest tak miło i błogo…

Kto to był? I dlaczego przestał? Staram się otworzyć oczy, ale nie potrafię, cholera co jest? Zaciskam powieki i po chwili otwieram jedno oko, drugie mam zamknięte i przyciśnięte do swojego przedramienia. Spałam, więc to był tylko sen… szkoda, ale mimo wszystko, chociaż we śnie było mi dobrze. Staram się poruszyć, ale coś jest inaczej, mam na sobie koc?

— Dobry wieczór — słyszę męski głos i podrywam się na kanapie.

Rozglądam się po pokoju, ale jestem ciągle w tym samym pomieszczeniu. Jak nieprzytomna rozglądam się wokół, a mój wzrok zatrzymuje się na mężczyźnie siedzącym po drugiej stronie kanapy. Ma w ręku szklankę z alkoholem, a na stole, na którym niedawno tańczyłam stoi butelka. Siadam i spoglądam na swoje ciało, mam na sobie męską kurtkę, która obłędnie pachnie, czekam, aż facet się odezwie, mam nadzieję, że nie zmienił zdania i po wypiciu prawie całej butelki wódy nie będzie próbował jeszcze raz.

— Trzęsłaś się z zimna — wskazuje głową na swoją kurtkę, którą nadal jestem okryta.

Wpatrujemy się w siebie i jedyne, na co mam teraz ochotę to przytulić się do niego, żeby mnie objął, tak po prostu, ale nie zanosi się na to, wychyla prawie całą szklankę złotego trunku i pochyla się do przodu, opierając łokcie o kolana.

— Chcesz wiedzieć co ustaliłem z twoim szefem? — pyta, a ja próbuję opanować drżenie ciała na dźwięk jego lekko ochrypniętego głosu.

Kiwam głową, potakując i widzę, że jest niezadowolony.

— Tak — szybko się poprawiam.

— Nie będziesz pracować tu jako prostytutka — mówi, a ja oddycham z ulgą — w ogóle nie będziesz tu pracować.

Oj, nie tego się spodziewałam, patrzę mu w oczy i czekam, aż dokończy. Jak to nie będę?

— Nie rozumiem — mówię nieśmiało i poprawiam się na kanapie — muszę jakoś zarabiać na życie.

— Będziesz. Masz dwa wyjścia, albo zostajesz tutaj i sypiasz z każdym, kto za to zapłaci, a uwierz mi, za ścianą jest pełna sala napalonych na ciebie facetów, albo…

Wstrzymuje głos, cholera, aż boję się słuchać dalej.

— Albo?

— Albo jedziesz do domu… do mojego domu.

Te słowa wyrzuca z siebie tak szybko, że chwilę zajmuje mi przyswojenie ich sensu. Chyba się przesłyszałam, do jego domu? Czyli co? Chciałam tego, chciałam z nim być, ale serio? Tak po prostu mam wstać i do niego jechać? Jako kto?

— Nie rozumiem — mruczę i wpatruję się w jego szkliste oczy.

— To proste — bierze butelkę i dolewa sobie alkoholu — masz wybór, dawać dupy wszystkim albo tylko mi. Z tym że u mnie będziesz mieć wszystko, czego będziesz potrzebowała, a tutaj, sama wiesz jak jest, nie?

Milczę, serio nie wiem, co odpowiedzieć na takie coś. Czego się spodziewałam? Niczego konkretnego, ale na bank nie bycia prywatną dziwką. Z drugiej strony, jeśli to jedyny sposób, żeby się do niego zbliżyć… niczym nie ryzykuję. Nie jestem mu obojętna, to jest plus, gdyby chciał mnie tylko bzykać to robiłby to tutaj. Kurwa, co ja sobie wyobrażam? Że to będzie historia o kopciuszku? Co mam zrobić? Logicznie rzecz biorąc, wolę jego jednego, niż przypadkowych kolesi, ale z drugiej strony… jest druga strona? Czy to serio jest różnica kto mnie posuwa? Czy jeden, czy dziesięciu to nadal jestem kurwą. To żaden wybór…

Podnoszę wzrok i widzę, że jest wkurzony, zbyt długo się zastanawiam, a co on myśli, że to takie łatwe? Co ja mam zrobić?

— Masz pół godziny na decyzję, czekam przy barze — spogląda na zegarek na nadgarstku — czas start.

Wychodzi z pokoju, a ja siedzę i gapię się w miejsce na kanapie, na którym przed chwilą siedział. Boże, to na pewno sen, pojadę do niego, położę się tam spać, a obudzi mnie Katia ze swoim marudzeniem, że śpię do południa. Tak, na pewno tak będzie… a jak nie? Jak mnie zamknie w domu i… i co? Jak teraz wygląda moje życie? Dokładnie tak samo.

— Boże daj mi jakiś znak — szepczę i podnoszę wzrok do góry.

Wstaję z kanapy i powoli wychodzę z pokoju, uderza mnie głośna muzyka i zapach dymu papierosowego. Wzrokiem ogarniam całą długość baru, nie widzę go nigdzie, nie minęło pół godziny, więc powinien tu być. Idę wzdłuż baru i widzę spojrzenia barmanów, no informacje to tu szybko się rozchodzą. Kroczę w samej bieliźnie i czuję na sobie wzrok facetów, którzy czekali na mój występ, nie dziś chłopcy.

Jest! Siedzi z Sashą przy końcu baru, Kat dostrzega mnie z daleka i zawiesza na mnie wzrok, kurwa, albo ja mam coś z głową, albo serio mu się podobam, jego twarz się zmienia jak na mnie patrzy, zresztą w dupie, co za różnica. Sasha się odwraca, a ja zamieram, ma podbite oko, rozciętą brew i wargę. Szybko podchodzę bliżej i przyglądam mu się ze zmarszczonymi brwiami.

— A tobie co?

— Mały wypadek przy pracy — spogląda ukradkiem na Kata, a ja w duchu parskam śmiechem, dobrze ci kutasie za to, co mi zrobiłeś.

— A tyle razy ci mówiłam, żebyś nie pieprzył się pod biurkiem, bo kiedyś ryj sobie rozwalisz — klepię go w ramię i widzę, jak Kat uśmiecha się ze wzrokiem wbitym w swoją szklankę.

— Decyzja — warczy, odwracając się do mnie, a ja zagryzam z nerwów wargę, jest jakaś dobra decyzja w tej sytuacji?

Rozdział 11

— Maksim —

Siedzę na tylnej kanapie mojego Porsche i sam nie wierzę w to, co się dzieje. Co ja kurwa przed chwilą zrobiłem? Pojechałem tam przelecieć dziwkę i co? Po pierwsze nie przeleciałem, przez co mój fiut boleśnie daje wciąż o sobie znać, po drugie zwolniłem Milę z tego burdelu, po trzecie zabieram ją do swojego domu. Kurwa, obcą laskę zabieram do siebie, żeby ze mną mieszkała? Na mózg mi już padło, po jaki chuj potrzebuję jej na co dzień w swojej willi? Nie znam jej, skąd mam wiedzieć, czy mnie nie będzie… nie wiem, choćby okradać, a kurwa jest z czego. Z drugiej strony nie dałem jej wyboru, bo co to za wybór? Wiadomo, że jak miała do wyboru jednego faceta zamiast kilkudziesięciu to normalne, że wybrała jednego. Tylko co teraz? Jak mam ją traktować? Jak mam z nią rozmawiać? I w ogóle mam z nią rozmawiać? O czym? O jej pracy czy kurwa o mojej? No błagam co ja najlepszego zrobiłem? To są efekty jak się chujem myśli. Mogłem ją tam zostawić i kupić sobie jej dupę na wyłączność, ale tam, a nie u siebie!

Bezwiednie spoglądam w lewo, Mila siedzi przy samych drzwiach i trzyma się ich kurczowo, jakbym miał ją zaraz stąd wyrzucić. Czemu tak bardzo mi przeszkadza, że ona się mnie boi? Wiem, że powinna bać się tego, co ją czeka, ale… kurwa, nie podoba mi się to. Omiatam wzrokiem ją całą, ma na sobie dopasowane, czarne spodnie nad kostkę, czarne trampki i szarą, dresową bluzę z kapturem. Pierwszy raz widzę ją tak ubraną, podoba mi się taka, najchętniej już teraz wsunąłbym ręce pod tę bluzę. Maksim! Upominam sam siebie i coś dziwnego przychodzi mi do głowy, coś, o czym do tej pory nigdy nie myślałem. Chcę ją dotykać, czuć jej skórę pod palcami. Żadnej dziwki do tej pory w taki sposób nie dotykałem, nie czułem potrzeby pieszczot ciała. Nie widziałem w tym niczego fajnego, a Mila nawet w za dużej bluzie działa na mnie w jakiś dziwny sposób, że chcę tego, czuć ciepło jej skóry, i to jak drży z podniecenia. Dokładnie, chcę, żeby była podniecona, chcę patrzeć jak płoną jej oczy na samą myśl o mnie. Skąd to się we mnie wzięło? Dlaczego przy niej zapomniałem myśleć o sobie? O nie kurwa! Tak nie będzie, nie zmienię się dla jakiejś panienki, nie będzie żadnej umowy. Dojedziemy do domu tylko po to, żeby się rozejść. Wróci do Róży i niech sobie radzi. Ja nie mam zamiaru jej niańczyć, wywracając przy okazji swoje życie do góry nogami. Nie po to tyle lat na to pracowałem, żeby jakaś panienka mi to burzyła. Co ja myślałem, decydując się ją zabrać do siebie? Sam nie wiem, spoglądam na dziewczynę i widzę, jak ociera z policzków łzy, kręcę z politowaniem głową i z ulgą zauważam, że wjeżdżamy już na podjazd garażu. W końcu, Mała zaraz stąd wyleci, a ja zadzwonię po jakąś dziwkę, bo mnie zaraz nerwy rozerwą.

Kiedy samochód się zatrzymuje wysiadam i nie czekając na Milę idę w stronę domu, zanim przekroczę próg, słyszę, jak mój kierowca rozmawia z dziewczyną i przystaję na moment.

— Odprowadzić panią? — pyta ją tak miłym głosem jakiego nigdy u niego nie słyszałem.

— Nie, dziękuję chyba sobie poradzę — odpowiada mu cicho, a jej głos się łamie.

— Gdyby czegoś pani potrzebowała, to proszę mówić — no nie wierzę, odwracam głowę i widzę, jak Nikołaj uśmiecha się do Małej, a co gorsze, ona śmieje się do niego, kurwa ona się serio do niego uśmiecha, tak szczerze i bez wymuszenia.

Stoję wpatrzony w nich i sam nie wiem, co zrobić, nagle dziewczyna się odwraca i szybkim krokiem rusza w moją stronę, zanim do mnie dojdzie otwieram drzwi domu i wchodzę prosto do salonu, rzucając swoją kurtkę na duży, skórzany fotel. Siadam na kanapie i biorę ze stolika szklankę, nalewam od razu czystą i wypijam jednym haustem. Zaciskam powieki i przełykam alkohol, kiedy otwieram oczy widzę Milę, stoi przestraszona obok fotela, na którym leży moja kurtka i stara się na mnie nie patrzeć, jest przy tym taka dziecinna i słodka. Bawi się mankietem bluzy i patrzy na swoje buty.

— Siadaj — warczę.

Mała podnosi wzrok i siada na samym brzegu fotela, mam wrażenie, że zaraz się z niego zsunie, nie wiem, czy połową pośladka się o niego opiera, nieważne.

— Nie bój się — mówię, dolewając sobie wódki — nie będziesz tego robić. To nie był dobry pomysł, chyba pierwszy raz w życiu przyznaję, że nie miałem racji. Nikołaj odwiezie cię do domu, jutro rano załatwię ci powrót na scenę.

Laska otwiera coraz szerzej oczy i nie wiem, co w nich widzę, myślałem, że się ucieszy, w końcu nie chciała pracować dupą, to o co chodzi? Nabiera powietrza do płuc, a mój kutas rośnie na sam widok jej unoszących się piersi, rozsadzi mnie zaraz. Miałem nadzieję, że jak tylko jej o tym powiem, to wyleci stąd i już nigdy jej nie zobaczę, a ona siedzi jakby jej tu dobrze było. No wypierdalaj! Krzyczę w myślach, chociaż tak naprawdę to mam ochotę się na nią rzucić i nie wypuścić z łóżka przez najbliższą dobę. Patrzę na nią coraz groźniej w nadziei, że się przestraszy i w końcu wyjdzie, a ja będę mógł spokojnie poruchać.

— Wypad! — podnoszę głos, a ona przestraszona podrywa się z fotela, płacze, kurwa czemu tym razem? Bo ją wyganiam czy z radości?

Patrzę na jej drżący podbródek i podniecam się jeszcze mocniej, za chwilę przestanę się kontrolować. Chcę się odezwać, ale Mała mnie uprzedza.

— Oczywiście, jeśli pan sobie życzy — głos jej się łamie tak, że ledwo rozumiem co mówi, co tu się dzieje do cholery? — mogę o coś spytać?

— Mów — sapię i podnoszę szklankę.

— Dlaczego pan mnie nie chce?

No kurwa! Tego już chyba za dużo! Patrzę w te czekoladowe oczy pełne łez, żalu i jakiegoś takiego wyrzutu. No brawo chłopie i co jej teraz powiesz? Że chcesz jej tak bardzo, że aż jej nie chcesz? Genialne, na bank jej ulży. Podnoszę szklankę i spokojnie patrzę, jak ociera spływające łzy, świetnie, pierwszy raz ruszają mnie czyjeś łzy. Jest tu piętnaście minut, a już mnie zmieniła. Zajebiście, ciekawe co by było dalej… o nie, nie będzie żadnego dalej! Podnoszę wzrok, ale nie umiem jej niczego powiedzieć. Kurwa powinienem ją zastrzelić, to umiem najlepiej.

— Rozumiem — odzywa się cicho, a mnie przechodzi dreszcz — nie będę panu zabierać więcej czasu… — wstrzymuje na chwilę głos, a ja czekam z zaciśniętymi pięściami co powie — dziękuję i przepraszam za kłopot.

Robi krok w tył, ale nadal stoi przodem do mnie jakby na coś czekała, weź dziewczyno wypieprzaj i daj mi spokój. Nie wiem dlaczego, ale wstaję z kanapy i robię kilka kroków w jej stronę, nie cofa się, czeka co się stanie, błąd dziewczyno… podchodzę na tyle blisko, że prawie jej dotykam, patrzę z góry w jej oczy, których mimo lęku nie odwraca od moich. Kurwa zaraz wezmę ją na podłodze, ale nie potrafię się poruszyć, gapię się, jak dziecko na ostatni kawałek czekolady, nie mrugam, wdycham jej zapach, który dociera do każdej komórki mojego organizmu, karmię się nią i cholera dobrze mi z tym. Rozchyla usta, a ja czuję drżenie w podbrzuszu, nigdy nie reagowałem tak na żadną laskę. Może to tylko alkohol tak na mnie działa, chcę ją ominąć i zostawić samą, niech już stąd wyjdzie… nagle słyszę szmer, nie myśląc co robię wyciągam broń i wymierzam w kobietę stojącą przy schodach na piętro…

— Wiera? — patrzę zdziwiony na kobietę ubraną w szlafrok — co tu robisz?

— Ja? — podchodzi bliżej i spogląda na Milę — a wy?

— Ja zaraz idę spać, a Mila już wychodzi — kiwam głową na dziewczynę, która w końcu rozumie, że jej tu nie chcę.

— Tak, pójdę już — znów ten drżący głos, nie jest dobrze widzę, że Wiera dziwnie jej się przygląda — dobrej nocy.

Tym razem patrzy na mnie jakby przepraszała mnie, że żyje.

— Zaraz — Wiera nagle się odzywa i już wiem, że spieprzy mi plan — dokąd o tej porze? Chodź dziecko, prześpisz się, a jutro pojedziesz, gdzie musisz.

— Nie! — oboje z Milą podnosimy głos i automatycznie spoglądamy na siebie.

— Jest środek nocy, gdzie się dziewczyna będzie tłuc? Zaprowadzę cię do sypialni gościnnej, a rano po śniadaniu ktoś cię odwiezie — uśmiecha się i łapie Milę pod ramię.

Dziewczyna przepraszająco na mnie spogląda, a mnie zaraz zaleje krew, co ta kobieta kombinuje?

— W porządku — warczę niezadowolony — róbcie co chcecie, ale mnie w to nie mieszajcie.

Odwracam się i biorąc po dwa stopnie wbiegam na piętro i idę do swojej sypialni. Już nawet na dziwkę przeszła mi ochota, a świadomość, że Mila śpi dwa pokoje dalej doprowadza mnie do szału. Biorę zimny, co ja mówię zimny… lodowaty prysznic i syczę, bo skóra zaczyna mnie już boleć. Jutro, zanim Mała wstanie muszę zniknąć z domu, nie mam zamiaru na nią patrzeć, a z Wierą pogadam później.

Leżę w łóżku i staram się zasnąć, dochodzi już piąta rano, a ja nie mogę nawet zamknąć oczu, kręcę się z boku na bok i wkurwiam coraz bardziej. Wstaję z łóżka i ubieram dresowe spodnie, schodzę cicho na parter i kieruję się prosto do siłowni. Staję na bieżnię i zaczynam trucht, co kilka minut zwiększam tempo, aż w końcu biegnę tak szybko, że zaczynam tracić oddech. Zeskakuję z taśmy i dyszę głośno, próbując wyrównać tętno i oddech. Biegnę do sypialni i jak najszybciej wchodzę pod prysznic, płuczę ciało i ubieram spodnie i koszulę. Wychodzę na korytarz i próbuję się nie rozglądać, na szczęście nikogo nie spotykam, w kuchni włączam ekspres i z przyjemnością słucham mielonego ziarna, jedyne, czego teraz chcę to mocna kawa. Siadam przy wyspie i niecierpliwie spoglądam, jak przeźroczysta filiżanka napełnia się czarnym, gorącym płynem. Liczę, że nikt tu nie wejdzie, podnoszę filiżankę do ust i biorę łyk espresso. Czuję ulgę rozpływającą się po moim ciele, ale błogi stan nie trwa długo, bo drzwi za mną się otwierają, szlag by to! Nie odwracam się, w dupie mam dziś wszystkich.

— Synek, może coś powiesz?

— Nie mam ochoty — warczę.

— Nie wyrzucaj jej — spoglądam zaskoczony na Wierę, a moje serce przyspiesza na samo wspomnienie tej panny, kurwa do niedawana nie wiedziałem, że mam serce.

— Możesz powtórzyć?

— Ona jest dla ciebie szansą.

— Nie sądzę. Jadę do pracy — od kiedy ja jestem takim pilnym szefem, żeby kontrolować ludzi o siódmej rano? — wrócę koło szesnastej.

Wstaję od wyspy i zamykam drzwi. Zagryzam ze złości wargę i idę do wyjścia, na nieszczęście spotykam Milę, jeszcze jej mi tu brakuje! Patrzy na mnie przepraszająco, a ja nie wiem, co mam myśleć, podchodzę do niej, a ona stoi, patrzy na mnie i drży, mój kutas się obudził, zajebiście… Zdaje sobie sprawę, że jestem wkurwiony, że została na noc, opuszcza wzrok i milczy. Za to ja robię coś, czego długo będę żałował. Wsuwam palec pod jej podbródek i unoszę jej twarz, znów patrzą na mnie te oczy…

— Wrócę koło szesnastej. Poczekaj na mnie…

Rozdział 12

— Mila —

Cały dzień spędzam w willi Kata, to wielki dom urządzony bardzo luksusowo, ale minimalistycznie, nie ma tu żadnego przypadkowego elementu, każdy przedmiot jest tu z jakiegoś powodu i wszystko bardzo dobrze do siebie pasuje, jakby było produkowane na zamówienie. Salon jest dość mroczny, grafitowa podłoga, czarne kanapy i meble w kolorze czekoladowego brązu, mimo ciemności jaka tu panuje jest tu także przestrzeń i w sumie dobrze się tu czuję. Ściana salonu jest prawie cała oszklona, a widok wychodzi na niewielki sad i las, ale nie ma tu tarasu, schodki prowadzą od razu na trawę. Zaraz przy salonie jest jadalnia z długim stołem i szesnastoma krzesłami. Nie wiem, po co mu taka ilość miejsc, skoro mieszka tu sam, może ma dużą rodzinę? Nie wiem, Wiera nie chce ze mną o nim rozmawiać. W ogóle jest dziwna, najpierw sama mnie tu zatrzymywała, a teraz traktuje mnie jakby mnie tu nie chciała. Spoglądam na piękny zegar wiszący na ścianie, dochodzi trzynasta, jeszcze trzy godziny, tylko co dalej. Nic nie rozumiem, ściągnął mnie tu z jakiegoś powodu i w ciągu kilkunastu minut jazdy samochodem zdążył zmienić zdanie, wyrzucił mnie z domu, a rano mówi, że mam na niego zaczekać? O co chodzi? Jak mnie wczoraj wygonił, to serce mi pękło, nie wiedziałam, jak mam się zachować, stałam, jak kołek i nie umiałam się poruszyć, tak bardzo chcę być przy nim, wiem to chore, ale czuję do niego coś, czego nie potrafię racjonalnie określić. To nie jest miłość, chyba jeszcze nie. Wiem tylko, że to jest cholernie uzależniające, pewnie nawet, gdyby mnie bił to bym przy nim trwała, niech mnie zabije, ale niech mnie nie odtrąca. Co jest w tym facecie, że tak działa? Przestałam się dziwić jego prostytutkom, które mimo tego jak je traktuje ciągle do niego wracają, jego nie da się zostawić czy zapomnieć. Może teraz, kiedy jeszcze nic oprócz znajomości nas nie łączy byłoby łatwiej, ale wiem, że jeśli między nami do czegoś dojdzie, to przepadnę i będę jego niewolnicą. Będzie ze mną robił, co będzie chciał, a ja nie będę potrafiła mu się przeciwstawić. Jakie to wszystko popieprzone…

— Może coś zjesz? — z rozmyślań wyrywa mnie głos kobiety.

Odwracam głowę i dopiero teraz zauważam, że stoję oparta czołem o szybę.

— Nie dziękuję — mruczę i znów spoglądam na ogród.

— Nic dziś nie jadłaś — Wiera podchodzi bliżej, a ja serio nie mam na nic ochoty, niech on już wróci.

— Naprawdę nie jestem głodna.

Chyba rozumie, że chcę zostać sama i wychodzi, a ja stoję i czekam nie wiadomo na co. Czemu ten czas tak wolno płynie? Boli mnie głowa, pogoda dziś do niczego, od rana pada i wieje, kładę się na kanapie i opieram głowę o miękką poręcz, patrzę na przesuwające się powoli wskazówki zegara, tykanie doprowadza mnie do szału, ale muszę to jakoś przeżyć, przymykam oczy i przypominam sobie twarz Kata, jego oczy, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, nic poza nim się nie liczyło, świat mógł się walić, a ja nadal bym na niego patrzyła, to było coś magicznego, a jednak później miałam być jego dziwką, co się zmieniło? Kiedy tak patrzył na mnie w klubie wiedziałam, że coś się wydarzy, nie sądziłam tylko, że aż tyle. A potem, kiedy obronił mnie przed tym kolesiem, jak odgarnął włosy z mojej twarzy, to się rozpłynęłam, zrobił to dokładnie tak jak sobie wyobrażałam, pragnęłam go wtedy tak bardzo, nie miałam odwagi mu tego powiedzieć, a teraz? Teraz też chyba nie mam, tu jest problem, że ja się go boję, przeraża mnie i podnieca. Uchylam powiekę i spoglądam na zegar, o trochę poleżałam, jest już piętnasta. Przeciągam się, rozciągając mięśnie i zwijam się z powrotem w kulkę, wyobrażam sobie jaki jest w sypialni, czy zawsze taki brutalny jak mówiła Katia? Czy może potrafi być czuły i namiętny, wyobrażam sobie naszą wspólną noc, jak powoli rozbiera mnie, zostawiając samą bieliznę, jego ciepłe palce suną po moim drżącym ciele, a ja wdycham jego zapach połączony z oddechem. Zagryza wargę, tak jak wtedy, kiedy widziałam go po raz pierwszy i podnieca mnie tym widokiem, cholera na samą myśl czuję wilgoć w majtkach. Jego pocałunki na mojej skórze są takie gorące i mokre, a jego palce czynią cuda między moimi nogami, rozrywa moje majtki, a językiem doprowadza mnie na szczyt… przesuwa język w górę mojego ciała i wchodzi we mnie powoli i delikatnie, kołyszemy się w rytmie naszych serc i oddechów, a kolejny orgazm przeszywa nasze splecione ciała, mrr… zajebiście… jest tylko jeden problem, nie wiem, jak to jest, nie miałam faceta i obawiam się, że moje niedoświadczenie w porównaniu z jego doświadczeniem wypadnie na tyle kiepsko, że po pierwszym razie mnie wyśmieje i kopnie w dupę, a ja wrócę z podkulonym ogonem na rurę. Tak, chyba właśnie tego się boję, upokorzenia w jego oczach, on pewnie spodziewa się nie wiadomo jakich akrobacji w łóżku, a ja tego nie znam i nie umiem.

Boże co ja tak ziewam? Nic cały dzień nie robiłam, a zmęczona jestem, jak po kopaniu kartofli. Dobra czas się podnieść, bo zaraz pan i władca wróci, ciekawe jak szybko stąd wylecę.

Z zamkniętymi oczami siadam na kanapie i pocieram dłońmi twarz, znów ziewam i nieprzyjemny dreszcz przechodzi przez moje ciało, wzdrygam się lekko i marszczę brwi. Zaciskam powieki i po sekundzie je otwieram, kurwa! Pierwsze co widzę to wielkie, zielone oczy, które patrzą na mnie jak drapieżnik na ofiarę, wtulam się głębiej w oparcie kanapy i czekam czy coś powie, nie wygląda na zadowolonego, co ja gadam wygląda na wkurwionego, na mnie?

— Przepraszam, nie wiedziałam, że pan już wrócił, chyba zasnęłam — odzywam się, widząc, że on nie ma zamiaru.

— Nie szkodzi, Wiera mówiła, że nic dziś nie jadłaś — no tym to mnie zaskoczył, opuszczam wzrok i wpatruję się w swoje bose stopy.

— Nie mam apetytu — mruczę — kiedy będę mogła wrócić do domu?

Drży mi głos i modlę się, żeby mnie nie wyrzucał, spoglądam w jego twarz i widzę, jak bardzo się zmienił po moich słowach, niestety nie na lepsze.

— Właśnie chciałem z tobą o tym porozmawiać. Możesz mi powiedzieć o co chodziło wczoraj? Nie chcesz pracować jako dziwka, a jednocześnie pytasz mnie czemu odsyłam cię do domu?

Patrzę mu w oczy i sama nie wiem, co mam powiedzieć, to jest trudne do zrozumienia nawet dla mnie, a jak mam to jemu wytłumaczyć? Powiedzieć prawdę? Ale jaka jest prawda? Odwracam wzrok, ale jego spojrzenie czuję na sobie i wiem, że odpowiedź mnie nie ominie. Podnoszę oczy i chwilę wpatrujemy się w siebie, Boże mogłabym tak siedzieć do końca życia…

— Widzi pan, ja… — zawieszam głos i nie wiem, co dalej — bo ja… myślałam, że pan… — kurwa jąkam się, jak nienormalna — że pan mnie chce, a potem wyrzucił mnie pan z domu — wyrzucam z siebie na jednym wydechu i głośno nabieram powietrza, teraz albo nigdy — chciałam wiedzieć co ze mną jest nie tak, że pan mnie nie chce, to wszystko.

— Nie powiedziałem, że cię nie chcę — warczy i podnosi szklankę do ust.

To teraz to mnie rozwalił, czyli co chce i nie chce? Pojeb, podobnie jak ja, uśmiecham się w duchu.

— Chcesz tu zostać? Świadoma jesteś jakie życie cię tu czeka?

Tym razem jego głos jest lodowaty, a twarz surowa i kamienna, już wiem dlaczego ludzie się go boją, sam jego wyraz twarzy potrafi doprowadzić do zgonu.

— Nie będziesz moją kobietą — kontynuuje, a ja upajam się dźwiękiem jego głosu — nie będziesz nawet moją kochanką — wstrzymuje głos i dolewa alkohol do szklanki — będziesz tu moją dziwką, będę cię pieprzył kiedy tylko najdzie mnie ochota, a uwierz mi często mnie nachodzi, będziesz musiała spełniać wszystkie moje oczekiwania, i to bez słowa sprzeciwu, a w tych sprawach, podobnie jak w całym swoim pojebanym życiu, nie jestem delikatny.

Kiwam głową w rytm jego słów i widzę, że jest zaskoczony, że jeszcze nie uciekłam, ale nie chcę uciekać, coś mnie tu zatrzymuje, choć z każdym wypowiedzianym przez niego słowem jestem bardziej przerażona.

— Ja w zamian zapewniam ci utrzymanie, opiekę prawną, zdrowotną, wynagrodzenie, ochronę i wszystko to, co jest ci potrzebne do życia — nie odzywam się, czekam, bo coś mi podpowiada, że jeszcze nie skończył — jeśli się zgodzisz, to jeszcze dziś pojedziemy do kliniki, lekarz cię zbada i zleci badania krwi, chcę mieć pewność, że jesteś zdrowa, bo nie mam zamiaru się czymś zarazić, oczywiście ja też zrobię komplet badań, żebyś również miała taką pewność, lekarz dopasuje ci antykoncepcję. Wiadomo, ja za wszystko płacę. Oczywiście w czasie menstruacji będziesz zwolniona ze swoich obowiązków. Chcesz słuchać dalszych warunków, czy już masz dość?

O, i to jest dobre pytanie… chcę słuchać? Po tym, co już usłyszałam, każda normalna dziewczyna wypadłaby stąd szybciej, niż by zdanie skończył, a ja siedzę i słucham.

— Niech pan mówi… — szepczę i nie odrywam od niego wzroku.

— Jak już wspomniałem, będziesz prostytutką, nie życzę sobie żadnego rodzaju okazywania uczuć, ani w trakcie pracy, ani poza nią. Żadnego przytulania, głaskania, czy całowania. Ja będę decydował co robisz i jak. Będziesz miała swoją sypialnię z łazienką, zawsze masz być gotowa do pracy. Oczywiście w granicach rozsądku, jak przyjdę i będziesz się w tym czasie kąpać, to oczywiście nie będziesz musiała przerywać. Pościel ma być zmieniana po każdym razie, ale od tego będzie osobna dziewczyna, która będzie się tym zajmowała. Garderobę masz zaopatrzoną, jeśli czegoś tam nie ma, to pojedziesz z kierowcą na zakupy. Tu mieszka kilkunastu mężczyzn, wiedzą kim jesteś i nie odważą się ciebie dotknąć, jeśli jednak któryś będzie próbował, lub, chociaż będzie coś na ten wspominał, albo da ci do zrozumienia, że chce to zrobić masz mi o tym powiedzieć. Nikołaj będzie twoim osobistym ochroniarzem i kierowcą. Nie wychodzisz z domu bez mojej wiedzy i bez niego. Czy to jest jasne?

— Jasne — mruczę i chyba zaraz się rozpłaczę, co ja robię? Dobrowolnie zgadzam się na bycie niewolnicą? To jakiś sen…

— Potrzebujesz to wszystko, co powiedziałem na piśmie, czy…

— Wierzę panu — wyrywam się, wchodząc mu w zdanie.

Chyba jest tym zaskoczony. Kiwa tylko głową i spogląda na zegarek na nadgarstku.

— Zbieraj się, zadzwonię do lekarza, żeby na nas czekał.

— Mogę o coś spytać? — wypalam, kiedy facet wstaje z fotela — czy będę mogła widywać się ze znajomymi?

— Ustalimy to jeszcze, a teraz chodź — mruczy i idzie w stronę drzwi.

No super, pogrzebałaś się żywcem Mila. To nie będzie historia jak z filmu, to będzie permanentny ból i upokorzenie, nie tak chciałam żyć, mogę się jeszcze wycofać… ale czy tego chcę? Czy po jednej nocy spędzonej z nim pod jednym dachem jestem w stanie odejść? Nie sądzę…

Rozdział 13

— Maksim —

Mila całą drogę do kliniki, pobyt tam i drogę powrotną nie odezwała się nawet jednym słowem, kiedy o coś pytałem kiwała tylko głową. Chyba, jednak nie chce tak żyć, trudno, zgodziła się, a ja nie mam w zwyczaju zmieniać zdania, bo jakaś panienka nie może się zdecydować czego chce.

Siedzę w gabinecie i przeglądam dokumenty z jednego z moich kasyn. W głowie mam ciągle widok przerażonej Mili wchodzącej do gabinetu ginekologa, żal mi jej było, jest młoda, a ja jej gotuję los jakiego sam nie chciałbym mieć, nie oszukujmy się, nie będzie ze mną do śmierci, po kilku latach będzie już na tyle zużyta, że wyleci z mojego domu, ja wezmę sobie świeżą laseczkę, a ona będzie żebrać o kawałek chleba, bo nigdzie do pracy nie pójdzie. Ale nie to jest teraz najważniejsze, najważniejsze, żeby jej wyniki badań były ok, mam teraz tydzień czekania. Nie wytrzymam tyle, muszę coś przelecieć, bo to patrzenie na Małą zaczyna mnie nakręcać. Wyciągam telefon, żeby zadzwonić po jakąś dziwkę, ale nagle drzwi gabinetu się otwierają i staje w nich Aleks.

Znamy się od zawsze, jego matka zmarła zaraz po porodzie, nie ma rodzeństwa ani żadnej rodziny, nasi ojcowie współpracowali, niestety ojciec Aleksa zginął na jednej z akcji i mój ojciec wziął go do nas, żeby chłopak do domu dziecka nie trafił. Od tamtej pory jesteśmy prawie nierozłączni jak bracia. Jest przy okazji moją prawą ręką w interesach i przyjacielem. Spoglądam na jego wyszczerzony uśmiech i już wiem, że coś kombinuje.

— No co znowu? — patrzę na niego i odkładam papiery na biurko.

— Nic, tak przyszedłem sprawdzić, czy jeszcze żyjesz.

— A czemu mam nie żyć? Coś się stało? — poprawiam się nerwowo w fotelu.

— Ta mała jest całkiem niezła, zasmakowałeś już jej ciasnej norki? — śmieje się w głos, a mnie krew zalewa.

— Odwal się młody co?

— No nie gadaj, że nie? Czemu?

— Czekam na wyniki — warczę i odwracam wzrok.

— No nie! Słyszałeś o gumkach? To takie lateksowe woreczki, w różnych kolorach, zapachach i rozmiarach, naciągasz toto na kutasa i rżniesz…

— Aleks! — wydzieram się — nie wkurwiaj mnie, nie po to jest tylko moja, żebym miał ją posuwać w gumie!

— Ale w ogóle już ją miałeś…

Podnoszę wzrok i nie muszę nic mówić, Aleks zna mnie zbyt długo i zbyt dobrze, żebym mógł coś przed nim ukryć.

— Uuu stary, starzejesz się — mówi mi poważnie prosto w oczy — nie chcesz mi powiedzieć chyba, że wziąłeś sobie dupę na własny użytek bez sprawdzenia.

— Właśnie tak zrobiłem, a ty masz z tym problem?

— Problem to ty zdaje się masz! Maksim, kim jest ta dziewczyna? Znasz ją? Albo znasz kogoś, kto ją zna?

— O co ci chodzi?

— Sam nie wiem — kręci głową — ale coś mi nie gra, tobie przy niej fiut się włącza, a mózg wyłącza, ale masz mnie, mówię ci coś jest nie tak. Może nie z nią, może to serio fajna laska i ogień w łóżku, ale coś jest na rzeczy. Dobra, zostaw te papiery i jedziemy do Etny. Musisz się rozładować, chłopaki już narzekają, że się czepiasz o byle gówno.

— Ja się chyba dopiero zacznę przypierdalać! Co to kurwa za dyskusje? Może jeszcze będą mi mówić co mam robić?

— I właśnie dlatego zbieraj dupę, Milę możesz zabrać ze sobą, niech się dziewczyna odstresuje.

— No jeszcze co? Nie będę jej przecież tam pilnował — pukam się w czoło i chowam teczki do szuflady biurka.

— Dorosła jest, nie trzeba jej pilnować — Aleks patrzy na mnie, a ja zaraz wybuchnę, już sobie wyobrażam, jak jacyś napaleni faceci kręcą się koło niej i chcą dokładnie tego samego co ja. No przecież, jak ona tam będzie to ja na bank nic nie przelecę, bo będę ciągle sprawdzał co z nią. Wykluczone.

— Mila zostaje. Nikołaj ma siedzieć w domu i jej pilnować, jak ją dotknie to upierdolę mu ręce.

Aleks już się nie odzywa tylko kręci głową i wychodzi z gabinetu. Po niecałej godzinie wchodzimy do klubu, Etna to prawdziwy wulkan, takiej masy chętnych lasek nie ma nigdzie w Moskwie. Jest tu sporo mniej ekskluzywnie, niż w Czarnej Róży, ale dziś mi to nie przeszkadza. Ma być ruchanie i będzie, widzę, że Aleks rozmawia już z menadżerem, to jest plus posiadania kasy i pożyczania jej odpowiednim ludziom, dzięki temu zawsze mamy dobrą miejscówkę. Zanim zdążyłem rozejrzeć się po towarze bujającym się na parkiecie idziemy już na piętro do loży. Aleks rozsiada się naprzeciwko mnie i spogląda jakby chciał mnie o coś zapytać.

— No wal, nie będę się domyślał — mówię i zdejmuję kurtkę.

— Podoba ci się ta mała nie? To nie jest tylko panienka do przeruchania. Ona ci się tak zwyczajnie i po ludzku podoba.

— No i co? — warczę, bo wiem już do czego zmierza.

— Nic, może to nie było głupie zagranie.

— Aleksiej — szczerzę się, bo wiem, że nie lubi jak się go tak nazywa — nie kombinuj. Ona z założenia miała być dziwką i nią będzie.

— Wiesz, że w końcu…

— Aleks! Kurwa nie zaczynaj, bo serio nie mam nastroju na takie pogawędki — krzyczę i mam ochotę przypierdolić mu w ten uśmiechnięty ryj — wypierdalaj do baru i przyślij mi jakąś dupę, przydasz się przynajmniej do czegoś.

Kurwa, czego on ode mnie chce? Znam swoje obowiązki i wiem, co mnie czeka w najbliższym czasie, ale to moja sprawa, a nie jego.

Widzę, jak zagryza ze złości wargę, przegiąłem, ale nie mam ochoty wysłuchiwać wykładu na temat moich obowiązków, kurwa nie dzisiaj! W głowie mam Milę, siedzi teraz z Nikołajem i pewnie świetnie się bawią w swoim towarzystwie, a ja potrzebuję ostrego seksu. Podnoszę wzrok i widzę panienkę, na mój gust jest starsza ode mnie, a może to tylko ta tapeta i solarium. Nieważne, podnoszę się z kanapy i bez słowa obracam dziewczynę tyłem do siebie i popycham do przodu, żeby oparła dłonie o stolik, ma zgrabny, dość duży tyłek, odsuwam stringi i już widzę wilgoć w jej kroczu, jedną dłonią rozpinam spodnie, a drugą sięgam po gumkę. Naciągam lateks na sterczącego już fiuta i wchodzę w nią do samego końca, głośny jęk wyrywa się z jej ust, dziewczyna odchyla głowę do tyłu i głośno dyszy od każdego mojego ruchu. Nie jest ciasna, a to znaczy, że nie skończymy szybko. Wychodzę prawie cały i powoli wchodzę do końca, znów to samo, przód, tył, laska jęczy i sapie, a ja przyspieszam ruchy, po kilkunastu pchnięciach dziewczyna zaczyna popiskiwać. Posuwam ją mocno i brutalnie, nie wyrywa się, a jej mruczenie dodaje mi mocy i robię to jeszcze ostrzej, nogi jej się już trzęsą i zaczyna krzyczeć. Dobrze, lubię tego słuchać, kładę dłoń na jej plecach i dociskam do stolika, żeby jeszcze mocniej się wypięła, taak… teraz jest sporo lepiej, z jej rozciągniętej cipki zaczyna płynąć sok w takiej ilości, że wręcz kapie na stół i słychać tylko charakterystyczne chlupotanie. Uderzam biodrami w jej krocze i słucham głośnych stęków, to muzyka dla moich uszu. Jej mięśnie zaciskają się na moim członku i wiem, że zaraz laska wybuchnie orgazmem za to ja opadam z sił, a szczyt daleko przede mną, chwytam jej biodra i nadaje im szybsze tempo, laska już przestała jęczeć słyszę tylko głośne oddechy i krótkie a przy każdym pchnięciu. No ja pierdolę, i to dosłownie, laska już się wije pode mną od fali orgazmu i drze się tak, że szyby dzwonią, a ja nic, kurwa nic! Jest za luźna czy co do chuja? Wychodzę z niej i biorę drugą gumkę, naciągam ją szybko i, zanim laska zdąży się podnieść, wchodzę w nią kolejny raz, z tym że teraz w dupkę, najpierw powoli, żeby jej nie rozerwać, głośny jęk bólu wypełnia lożę, a ja już czuję, że będzie dobrze, na początku próbuje się odsunąć, ale trzymam ją za biodra i dopasowuję jej ruchy do swoich potrzeb, jej mięśnie są napięte, ciasne i idealnie obciskają mojego kutasa, wchodzę coraz głębiej i czuję, jak spina mięśnie jeszcze mocniej, a z jej ust wyrywają się coraz głośniejsze stęki, nie za bardzo mogę poznać, czy to zadowolenie, czy ból, ale sam jej jęk mnie nakręca, rozluźnij się panna, bo sobie krzywdę zrobisz, już jestem cały w środku, dziewczyna boleśnie kwili, ale nie robi mi to różnicy, już czuję, że to będzie szybki numerek, wysuwam się kawałek i dopycham do końca, stęki dziewczyny są coraz głośniejsze, a mi jest coraz lepiej, przyspieszam i wsłuchuję się w jej głośne syczenie, jest mi tak zajebiście dobrze, wychodzę prawie cały i wsuwam się do końca, drugi raz, trzeci i jeszcze jeden, zaciskam mocniej palce na jej biodrach i kołyszę nią do przodu i do tyłu, słychać uderzenia naszych ciał o siebie, mi jest dobrze, ale ona w końcu zaczyna krzyczeć i płakać, jeszcze chwila dziewczynko i kończymy, myślę i wyobrażam sobie Milę, która już niedługo zastąpi mi wszystkie dziwki, jej młoda cipka będzie tylko moja i będę w nią wchodził często i mocno, na samo wspomnienie Małej, czuję mrowienie w lędźwiach, przyspieszam jeszcze bardziej, na co laska rozpaczliwie krzyczy z bólu. Wstrzymuję oddech i wybucham, kurwa! Nareszcie… Wyrzucam z siebie kolejne strumienie nasienia i kołyszę biodrami, dociskając się coraz mocniej do wypiętej dziwki. Laska ledwo stoi, gdybym nie trzymał jej bioder już by pewnie leżała na stole… hmm to nie jest głupie, ale może innym razem. Na szczęście mój penis zmalał i laska już się tak nie drze. Uspokajam swoje ciało i wyciągam z dziewczyny miękkiego kolegę, kondom jest pełen, zdejmuję go i wyrzucam do kosza, dziewczyna bez sił siada na kanapie, nie było tak źle, skoro miała siłę iść. Jest aż blada, głośno dyszy i patrzy na mnie z nienawiścią, chyba Aleks jej nie uprzedził, po co do mnie idzie, trudno. Wyjmuję portfel i rzucam na stolik plik rubli, to powinno wystarczyć. Bez słowa wychodzę z loży i zahaczając najpierw o toaletę, spokojnie idę do baru, przy którym siedzi mój przyjaciel. Siadam obok niego i zamawiam wódkę z lodem, Aleks patrzy na mnie i śmieje się pod nosem, nie mam ostatnio do niego cierpliwości, wkurwia mnie na każdym kroku i w końcu się doigra.

— Nie smakowała panienka? — rzuca do mnie, a ja zaciskam dłoń na kryształowej szklance.

— A chcesz spróbować? Jeszcze pewnie tam leży — warczę i wlewam cały alkohol do gardła.

— Obejdzie się, nie będę dojadał resztek po tobie, mam swoją godność. No chyba że zrezygnujesz z Małej — spoglądam na niego z mordem w oczach i widzę, jak się ze mnie nabija — ją mógłbym przygarnąć nawet po tobie.

— Ty chcesz serio w mordę zarobić. Nikt poza mną jej nie dotknie — prawie krzyczę i dopiero teraz widzę, że młody jaja sobie ze mnie robi, co on liczy na to, że wyznam mu, jak to zakochałem się od pierwszego wejrzenia i chcę spędzić z tą dziwką całe życie? Jeszcze czego, żadna laska nie jest tego warta. Podnoszę kolejną szklankę i dopijam wódkę.

— To co? Jeszcze po jednym i do domciu? — znów się śmieje.

Mam ochotę urżnąć się w trupa i mieć wszystko w dupie, niestety rano mam parę ważnych spraw do załatwienia i muszę trzeźwo myśleć. Poza tym nie mogę pozbyć się myśli o Małej, wiem, że siedzi w domu, ale jakoś tak mi dziwnie jak ona jest tam, a ja tu. Chyba za bardzo się do niej przywiązuję. Trzeba jakoś ograniczyć nasze kontakty tylko i wyłącznie do seksu. Żadnych rozmów, żadnych wspólnych posiłków i innych spraw. Niech wie, gdzie jej miejsce i czym dla mnie jest. Nie pozwolę na zmiękczenie mnie, była, jest i będzie tylko do posuwania. Nigdy nie pozwolę, żeby jakaś panienka zmieniła moje życie, ja o sobie decyduje, a nie ona. Dziwka zawsze będzie tylko dziwką.

Rozdział 14

— Mila —

Otwieram powoli oczy i nerwowo rozglądam się wokoło, no tak jestem u Kata, cholera z tego wszystkiego nawet nie wiem, jak on ma naprawdę na imię, nikt nie chce ze mną o nim rozmawiać, jestem tu już prawie tydzień, a wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że budzę się nie w swojej sypialni. Obecna jest sporo większa, niż ta u Katii, jest tak samo ciemna jak cały dom, na podłodze jest czarna, puszysta wykładzina, duże łoże stoi po lewej stronie od wejścia, a na ścianie wiszą dwa kryształowe kinkiety. Po prawej stronie są drzwi do łazienki, w której jest wanna i duża kabina prysznicowa bez brodzika. W garderobie są dwie szafy pełne ubrań, bielizny i butów. W życiu nie miałam tylu ubrań, zwłaszcza tak drogich. Leżę w czerwonej, satynowej pościeli i wcale nie chce mi się wychodzić z łóżka, spoglądam na zegarek stojący na szafce nocnej, jest po ósmej. Coś bym zjadła, wczoraj poszłam spać bez kolacji i burczenie w brzuchu daje mi już znać, że pora na posiłek. Powolnie wychodzę z łóżka i kieruję się pod prysznic, szybko opłukuję ciało i myję włosy, cholera czas do fryzjera, nawet nie wiem, jak mam mu o tym powiedzieć, owszem obiecał zapewnić mi zaspokojenie wszystkich potrzeb, ale jakoś tak niezręcznie, co, powiem dzień dobry zawieź mnie do fryzjera? Pomyślę, może sama sobie podetnę końcówki, w końcu to nie operacja na mózgu. Wychodzę z łazienki owinięta ręcznikiem, kurde wszystko w tym domu pachnie Katem, ale mi już odwala. Tęsknię za nim, ostatnio prawie w ogóle go nie widuję, czasem widzę, jak idzie z gabinetu do wyjścia i tyle, Wiera nic mi nie mówi, bo to nie jej sprawa, a Nikołaj się boi, żeby nie podpaść. Przeglądam swoją garderobę i nie wiem, co ubrać, w końcu wybór pada na czarne leginsy z koronkowymi wstawkami na bokach nogawek i długi, jaskrawo zielony top na szerokich ramiączkach. Nie znalazłam w łazience suszarki do włosów, więc z ręcznikiem na głowie idę w stronę kuchni. Przy schodach spotykam Wierę, która trzyma w ręce kosz z jabłkami.

— No proszę, nie jestem ogrodnikiem, ale nie sądziłam, że o tej porze jabłka się zbiera — śmieję się i biorę od niej ciężki kosz.

— Nie słonko, to z tamtego roku jeszcze się uchowały w piwnicy, ale trzeba je przerobić, bo zaczynają się psuć — ciężko oddycha — nie wiem może ciasto upiekę na popołudnie do kawy, ale co z resztą? — wzrusza ramionami.

— Może placki na śniadanie?

— Dziewczyno złota — śmieje się głośno — na tylu chłopów co tu śniadanie je? Dwie godziny smażenia, dziecko litości.

— To ja zrobię, pokaż mi tylko, gdzie co jest w kuchni.

— No co ty.

— Naprawdę to żaden kłopot, lubię gotować, a i tak nie mam nic do roboty — zatrzymuję się na chwilę, przypominając sobie, że pojutrze odbieram wyniki badań i zacznę mieć robotę.

Wiera spogląda na mnie i kręci głową, doskonale wie kim będę i mam nadzieję, że mi pomoże przetrwać te najtrudniejsze, pierwsze dni, myślę, że później będzie mi już łatwiej.

Wiera prowadzi mnie do kuchni, ale mój humor jakoś dziwnie uleciał, kobieta krząta się po pomieszczeniu i pokazuje mi, gdzie co jest i wychodzi, a ja bez słowa zabieram się za ciasto, wrzucam składniki do wielkiej miski, bo serio nakarmić plackami tylu facetów to wyczyn, rozglądam się za mikserem, ale nigdzie go nie widzę, super. Otwieram dużą szufladę, o jest mikser. Włączam obroty i opieram się biodrem o blat, strasznie głośne to pieruństwo. Sięgam ręką pilot od jakiegoś sprzętu audio stojącego na górnej szafce i włączam muzykę, mam nadzieję, że za to tu nie zabijają. Kiwam się na boki z mikserem utkwionym w misce z ciastem i mruczę pod nosem słowa piosenki, dawno nie śpiewałam…

— Co to będzie?

Męski głos rozbrzmiewa tuż przy moim uchu, a ja podskakuję… kurwa! Podskakuję z włączonym mikserem, aż boję się obejrzeć. Wyłączam urządzenie i obracam się za siebie, jednak nie dożyję do śniadania. Kat. I to Kat w pełnym wydaniu, jest zły, e tam co ja gadam, jest wkurwiony, jego idealnie czarna, wyprasowana koszula mieni się kropelkami ciasta, a ja nie jestem w stanie się odezwać, nawet głupiego przepraszam nie jestem w stanie z siebie wydusić, może, gdyby tak na mnie nie patrzył byłoby mi łatwiej. W końcu budzę się z tego letargu i łapię papierowy ręcznik z blatu, odrywam kilka listków i przykładam do koszuli, nie chcąc rozetrzeć kropli.

— Przepraszam pana, przestraszyłam się — tłumaczę się i próbuję się nie rozpłakać — naprawdę nie chciałam.

Facet stoi chwilę w bezruchu, w końcu spogląda na swój kropkowany tors i odsuwa się krok ode mnie. Wyciągam rękę, ale nie pozwala się dotknąć.

— Dość — warczy, podnosząc dłonie, a ja sztywnieję, takiego tonu jeszcze nie słyszałam, już po mnie.

Więcej się nie odzywa, odwraca się na pięcie i wychodzi z kuchni. Zajebiście, rzucam zużyte ręczniki na szafkę i chowam twarz w dłoniach, biorę się za jabłka, bo ja mogę nie dożyć śniadania, ale chłopaki muszą coś zjeść, gdzie ta Wiera, miała mi pomóc z jabłkami. Szybko obieram część i kroję do ciasta, smażę pierwszą porcję na trzech patelniach naraz, żeby było szybciej, a kuchnia powoli wypełnia się zapachem jabłek i cynamonu. Po kilkunastu minutach zaczynam słyszeć coraz więcej głosów za drzwiami, przyszli po zapachu, śmieję się do siebie, układając usmażone placki na talerzach i niosę do jadalni. Na szczytach stołu siedzą Kat i Aleks, a między nimi kilku ochroniarzy. Spoglądają na mnie zaskoczeni, ale milczą, nawet wiem dlaczego. Kiedy stawiam talerz przed Katem mężczyzna podnosi na mnie płonący wzrok i wiem, że zaraz mi się oberwie.

— Nie jesteś od gotowania — warczy, a ja zaraz zemdleję.

— Wiem, chciałam pomóc Wierze.

— To nie należy do twoich obowiązków, jesteś tu…

— Wiem kim jestem — przerywam mu ze łzami w oczach i widzę zaskoczenie na twarzach wszystkich przy stole, w zasadzie sama sobie się dziwię, że tak wybuchłam — nie musi mi pan tego przypominać, znam zakres swoich obowiązków, ale skoro jeszcze ich nie wykonuję, to chciałam jakość zapracować na to, co od pana dostaję.

Kończę swój wywód, bo głos drży mi tak, że zaraz wybuchnę płaczem, ochroniarze opuszczają wzrok, a Kat z Aleksem bacznie mnie obserwują, nie wiem czy mam czekać, aż coś powie, czy wyjść. Na szczęście dostrzegam, że jeden talerz jest już pusty, więc biorę go w dłoń i szybko wychodzę.

Dobiegam do patelni i obracam placki, na szczęście nie zdążyły się spalić. Kurwa, po co mi to było, trzeba było cicho siedzieć, ocieram z policzków łzy i boję się wyjść z kuchni, jak na złość wraca Wiera, na szczęście kuchenka jest naprzeciwko drzwi, więc stoję tyłem i na nią nie patrzę. Bezgłośny szloch wstrząsa moim ciałem i wiem, że na mnie patrzy, czuję wzrok na plecach, pociągam nosem i nie odwracając głowy łapię rolkę ręczników papierowych, już teraz nie da się ukryć, że ryczę, sama nie wiem czemu tak bardzo, ale chyba po prostu wszystko mi się skumulowało i muszę to wywalić z siebie, co ja na to poradzę, że płakanie pomaga.

— Daj spokój — prostuję się na dźwięk męskiego głosu — nieprzyzwyczajony jest, że ktoś wykonuje nie swoje obowiązki.

Odwracam głowę i spoglądam na wysokiego blondyna. Nie wiem, po co przyszedł, ani mi nie pomoże, ani nic. Staję znów przodem do patelni i czuję, jak zgarnia mi włosy na jeden bok, kurwa co jest? Odsuwam się lekko i patrzę co zrobi.

— Wycofaj się z tego, serio on cię zniszczy — no proszę, Aleks ma uczucia, kto by pomyślał? Nie odpowiadam, bo co mam powiedzieć, że chcę, żeby mnie zniszczył? — on nie potrafi o nikogo dbać, będzie cię traktował jak krzesło, będzie cię brał, kiedy będzie potrzebował, a jak zechce zmienić wystrój, to cię wypieprzy na śmietnik i kupi sobie nowe krzesło.

— Czemu pan mi to mówi?

— A to ważne? Znam go, wiem jaki jest i wiem, jak bardzo będziesz żałowała, że nie odeszłaś, kiedy miałaś taką możliwość.

— Wiem, już tego żałuję — chyba go tym zaskakuję, bo marszczy brwi i krzyżuje ręce na klatce piersiowej — ale widzi pan z pewnych powodów nie mogę i nie chcę odejść.

— Dziewczyno posłuchaj — łapie moją twarz w dłonie i kieruje na swoją, żebym na niego patrzyła — on cię będzie bił i gwałcił rozumiesz to? Nie przytuli cię po seksie, nie powie, że ładnie wyglądasz, i że lubi jak się śmiejesz! Będziesz jedną z kilku albo kilkunastu lasek, które będzie posuwał, będzie je pieprzył tobie pod nosem, a potem będzie przychodził do ciebie! Tego chcesz?

Dlaczego on mi to mówi? Patrzę mu w oczy i wiem, że ma rację, nie liczyłam na wielką miłość, ale starałam się nie myśleć o tym jak to będzie wyglądać w praktyce. Nie chciałam tego wiedzieć i tak było łatwiej. Ja nie umiem już oddychać bez niego, a Aleks odebrał mi tlen, odcina go ode mnie, a ja czuję, jak moje płuca się zapadają, chcę wziąć oddech, ale nie mogę, jakby wielkie imadło ściskało moje żebra, duszę się i trzęsę. Mila jeden oddech, weź oddech, wołam sama do siebie, ale to niewiele daje, zamykam oczy i spadam w otchłań bez dna, duszę się, a moje serce bije coraz szybciej. Nie mogę odejść, nie mogę umrzeć bez niego… otacza mnie ciemność, gdzie ja jestem do cholery? Słyszę czyjś głos, jest zdenerwowany, ale cichy, boję się. Boję się, że się nie obudzę. Kto mnie dotyka? Czuję przyjemne kołysanie i zapach… znam ten zapach, co tak pachnie? Próbuję otworzyć oczy, ale są takie strasznie ciężkie… Mila dasz radę, spróbuj jeszcze raz…

Uchylam powieki i od razu je zamykam, słońce mnie razi, a może to światło z żyrandola? Otwieram oczy i próbuję wyostrzyć wzrok na tyle, żeby dowiedzieć się, gdzie jestem. To moja sypialnia, za oknem jest widno, więc dlaczego spałam? Nie spałam, ostatnie co pamiętam to rozmowa z Aleksem. Czemu on mi to mówił? Myślałam, że są przyjaciółmi, więc dlaczego próbuje mnie od niego odsunąć? Boli mnie głowa, podnoszę się na rękach i opieram plecy o poduszki, zauważam na stoliku tabletki przeciwbólowe i szklankę wody, czyli, jednak komuś zależy na tym, żebym tu nie zdechła z bólu, pewnie Wiera się pofatygowała, bo nie sądzę, że któryś z samców o tym pomyślał. Bez zastanowienia biorę dwie tabletki i popijam wodą. Zsuwam się z poduszek i znów opieram policzek o miękką pościel. Chyba jeszcze się prześpię, zamykam oczy i odpływam.

Przez sen czuję dotyk na twarzy, z bólem otwieram oczy i patrzę w niebieskie oczy Aleksa, no błagam, serio? Jeszcze mu mało i przyszedł mnie dobić? Głośno wzdycham i zamykam oczy, niech idzie w cholerę.

— Jak się czujesz mała? — pyta cicho i pociera kciukiem mój policzek.

Otwieram oczy i nie wiem w zasadzie jak mam się zachować.

— W porządku, głowa mnie boli.

— Trochę nas przestraszyłaś — uśmiecha się słodko, ale widzę, że jest poobijany.

— Coś się panu stało?

— Mów mi po imieniu co? Taki mały wypadek, nieważne. Potrzebujesz czegoś?

— Nie dziękuję, chyba dziś poleżę — staram się mówić grzecznie, ale tak, żeby zrozumiał, że ma już wyjść.

— Jasne, nie będę ci przeszkadzał.

Zamykam oczy i słyszę, jak wstaje, nareszcie, już mi się nawet spać odechciało, ale jakoś jego obecność nie działa na mnie dobrze. Czekam, aż zamknie za sobą drzwi, ale on robi coś innego, pochyla się nade mną i całuje mój policzek. Kurwa teraz to już całkowicie nie wiem, co myśleć… zwłaszcza, że to było bardzo przyjemne… chyba nawet zbyt przyjemne.

Rozdział 15

— Maksim —

Wychodzę z gabinetu i idę na śniadanie, mój żołądek od pół godziny upomina się o jedzenie. Słyszę hałasy z kuchni i zadowolony idę w stronę jadalni, ale kątem oka widzę, że Wiera jest w ogrodzie, co to ma być? No nie wierzę, że któryś z chłopaków gotuje. Przechodzę przez pusty salon i słyszę z kuchni muzykę i włączony mikser. No proszę, nie wiedziałem nawet, że w kuchni jest jakiś sprzęt grający, ciekawe czego jeszcze nie wiem o własnym domu. Rozglądam się na boki i uchylam drzwi, kurwa, a jednak mogłem tu nie wchodzić, Mila stoi przy blacie z mikserem w ręce, który swoją drogą strasznie hałasuje, a w tle leci jakaś muzyka. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że Mała kołysze się na boki, a jej pupa w opiętych leginsach wygląda tak podniecająco, że nie potrafię wyjść z kuchni. Chrząkam głośno, ale mikser w połączeniu z muzyką skutecznie mnie zagłusza, decyduję się podejść, nie ma noża, więc może mnie nie zadźga.

— Co to będzie? — pytam, przekrzykując mikser, a Mila podskakuje.

No kurwa czuję opadające na mnie krople rozbryzganego ciasta, mam wrażenie, że jest wszędzie, mrużę oczy i po chwili zapada cisza, dziewczyna wyłącza to ryczące chujostwo, a ja stoję, jak debli. Chyba moja twarz nie wygląda zachwycająco, bo Mila boi się poruszyć, patrzy na mnie tymi pięknymi oczami, zaraz czy ja powiedziałem pięknymi? Serio są wybitnie piękne. Patrzy na mnie i dotyka mojego mostka, próbując wytrzeć krople ciasta.

Mówi coś do mnie, ale nie słucham, nie obchodzi mnie co chce powiedzieć, czuję dreszcze, jak ona mnie kręci, kurwa zawsze broniłem się przed dotykiem kogokolwiek, moje ciało jest moje, nie lubię tego rodzaju bliskości, nie jest mi potrzebna i nie toleruję tego jak ktoś naruszy moją granicę prywatności. Z Milą jest inaczej, chcę, żeby mnie dotykała, ale nie wiem, jak mam się zachować, co mam robić? Nie umiem być dotykanym. Pociera lekko dłonią po koszuli na mojej piersi, a moje spodnie już pękają w szwach, zwolnij dziewczyno, bo zerżnę cię tutaj bez czekania na wyniki, mój fiut się wyrywa, a ja nie potrafię się przed nią obronić. W końcu decyduję się odezwać, choć szczerze, robię to wbrew sobie.

— Dosyć — warczę specjalnie groźnie, żeby od razu odpuściła, odsuwam się krok w tył, ale widzę wciąż wyciągniętą rękę. Ta laska mnie czasem dobija.

Odwracam się i prawie biegnę do sypialni, nie dam rady, kurwa wystrzelę w spodnie na samą myśl o tej pannie, już po drodze się rozbieram, kiedy dochodzę do prysznica mam już na sobie tylko bokserki. Odkręcam wodę i od razu wchodzę pod strumienie mój fiut stoi tak sztywno, że można na nim pranie wieszać i się nie ugnie, co ona ze mną robi. Łapię go w rękę i nadaję ostre tempo muszę szybko zejść z ciśnienia, bo nie dam rady normalnie funkcjonować, sunę dłonią w przód i w tył, a on robi się jeszcze twardszy, zaciskam dłoń i wyobrażam sobie Milę klęczącą przede mną, jej czekoladowe oczy błyszczą się z podniecenia, a ona mruczy z moim kutasem w ustach, jej język delikatnie przesuwa się po skórze, a ja kurwa strzelam prosto w jej gardło. Tak to pierwsze co z nią zrobię, chcę już w nią wejść, poczuć jej ciepłe, mokre wnętrze, skoro tak bardzo się broniła, to raczej nie miała wielu facetów, jej dziurka pewnie jest tak ciasna… warczę i pocieram dłonią po główce swojego napiętego kolegi. Tak, tego potrzebuję, potrzebuję jej młodego ciała, jej jęków co noc, jej krzyków i płaczu, żebym już przestał ją pieprzyć. O tak! Czuję, jak mój fiut pulsuje i zaraz… jeszcze tylko kilka… tak! Jęczę głośno i nie mam zamiaru się hamować. O kurwa! Strzelam spermą i od razu czuję ulgę, męczę go jeszcze chwilę w dłoni, wyciskając z niego ostatnie krople nasienia, już niedługo stary będziesz się pławił w pachnącym soku między nogami Mili…

Kiedy schodzę do salonu ubrany w czystą koszulę i spodnie, od razu czuję zapach cynamonu. Ze schodów dostrzegam w jadalni Aleksa i kilku chłopaków, no proszę im też zapachniało.

Siadam przy stole, a zaraz za mną reszta towarzystwa, patrzę na każdego z nich, ale się nie odzywam, nie chcę wchodzić w dyskusję, nie ma dziewiątej, a ja już mam dość tego dnia. Nikt się nie odzywa, a po chwili drzwi się otwierają i staje w nich Mila z trzema talerzami. Zatrzymuje się na chwilę zbombardowana wzrokiem moich ludzi, chyba nie tylko mi się podoba. Mała stawia talerze, a ja poza cynamonem czuję soczystą pomarańczę z jej jeszcze lekko mokrych, długich włosów.

— Nie jesteś od gotowania — warczę sam nie wiem dlaczego, bo przecież nic złego nie zrobiła.

— Wiem, chciałam pomóc Wierze — odpowiada i zaczyna głos jej się łamać, co jest ze mną nie tak, że tak panicznie na mnie reaguje?

— To nie należy do twoich obowiązków, jesteś tu… — zaczynam, ale Mała mi przerywa, co nie powiem, ale mi imponuje.

— Wiem kim jestem, nie musi mi pan tego przypominać, znam zakres swoich obowiązków, ale skoro jeszcze ich nie wykonuję, to chciałam jakość zapracować na to, co od pana dostaję.

Laska wybucha, a ja nie wiem, co mam powiedzieć, jej drżący głos doskonale zdradza jej nerwy. Coraz częściej się zastanawiam co zrobić, żeby przestała się mnie bać, ale z drugiej strony, potrzebuję, żeby się mnie bała. No i co, chłopaki opuścili mordy w talerze, a ja z Aleksem patrzymy na Małą i zastanawiam się, który z nas bardziej jej teraz chce, kurwa tego nie przewidziałem, jeśli Aleks ją tknie, to będę musiał go rozpierdolić, a bardzo bym tego nie chciał, nie jego…

Chcę się odezwać, ale Mila podchodzi do Ivana i zabiera talerz po plackach, wychodzi w takim tempie, że prawie biegnie. Zaciskam szczęki i już nawet chęci na jedzenie nie mam.

— Będę u siebie — warczę i wychodzę do gabinetu.

Mam dość, serio wiele w życiu głupot narobiłem, ale ta była chyba największa. Niepotrzebnie ją tu ściągnąłem i niepotrzebnie próbuję ją zatrzymać. Ma jeszcze wybór, do pierwszego razu daję jej czas, potem będzie za późno. Wyniki będą pojutrze, ma dwa dni na zastanowienie, dłużej nie będę czekał, jak tylko dostanę papier, że jest ok, to nie wypuszczę jej z łóżka przez całą noc, choćbym miał ją pieprzyć nieprzytomną to nie przestanę, zbyt długo czekałem na ten dzień. Na samo wspomnienie jej zapachu szleję, a co dopiero jak będzie jęczeć pode mną. Najbardziej mnie dziwi, że nie podała żadnych swoich warunków, nie miała żadnych uwag, nic, no poza jedną, możliwość widywania się z Katią i jakimś barmanem z klubu. Normalnie nie dałbym jej spotykać się z żadnym kolesiem, ale i tak zawsze będzie z Nikołajem, więc nie ma opcji, żeby ktoś ją ruszył. Poddała się temu co mówiłem bez żadnego sprzeciwu, kurwa albo ona jest nienormalna, albo Aleks serio ma rację i coś jest nie tak. Sam już nie wiem, co bym wolał, może, gdyby okazała się jakąś podstawioną przez moich wrogów laską łatwiej by mi było ją odstawić.

Póki co mogę z nią tylko porozmawiać, pewnie jest jeszcze w kuchni, wychodząc z gabinetu słyszę chłopaków w jadalni, mijam ich bez słowa i wchodzę do kuchni, zamieram na moment i po chwili klęczę już przy kuchence.

— Coś ty jej kurwa zrobił? — warczę na Aleksa i odrywam jego dłonie od leżącej na podłodze Mili.

Wkładam dłoń pod jej głowę i wplatam palce w jej wilgotne włosy, unoszę ją lekko z podłogi i patrzę, jak bezwładnie opada. Ja pierdolę co tu się stało? Spoglądam na Aleksa i po jego spojrzeniu widzę, że ma coś z tym wspólnego. Zaciskam szczęki i biorę Małą na ręce. Aleks podrywa się razem ze mną i otwiera mi drzwi, a kiedy wynoszę ją z kuchni, z jadalni wypadają po kolei chłopaki i patrzą na mnie jakbym ją pobił. Wszyscy są już w niej zakochani, świetnie. Nie mam teraz do tego głowy, idę do jej sypialni i kładę delikatnie na łóżko, wszystko tu nią pachnie. Odwracam się i widzę stojącego w drzwiach Aleksa.

— No słucham — warczę, podchodząc bliżej.

— Stary serio nie sądziłem, że tak zareaguje.

— Czyli? — ma szczęście, że jest dla mnie jak brat, bo już by zarobił w mordę.

— Tak z nią rozmawiałem, czy jest świadoma tego jaki jesteś.

— Co? — teraz to już wrzeszczę i szybko oglądam się za siebie, ja pierdolę, ale wymyślił.

— Maks, ona jest bardzo delikatna i wrażliwa, a ty ją zabijesz — tłumaczy mi coś, a ja słucham jakbym nie rozumiał ani słowa.

— Aleksiej co ty pierdolisz? Jak ją zabiję? — łapię go za koszulkę i przyciągam do siebie.

— Ona potrzebuje kogoś, kto o nią zadba, kto się nią zainteresuje i będzie się nią opiekował, a ty widzisz w niej tylko dziurę do ruchania i nic poza tym!

Nie wytrzymuję jednym ciosem powalam go na ziemię i sam nie kontroluję już tego, co robię, uderzam pięścią na oślep i opanowuję się, dopiero jak Aleks przestaje się ruszać. Kurwa, co ja zrobiłem? Klęczę nad chłopakiem i ciężko dyszę ze zmęczenia.

— Ivan! — krzyczę, wychylając się na korytarz i od razu słyszę, jak biegnie po schodach — dawaj opatrunki — wołam, zanim do mnie dotrze.

Chłopak w miejscu zawraca i po chwili jest przy mnie z apteczką, sprawnie opatruje twarz Aleksa, który odzyskał już przytomność, ale się nie odzywa. Ivan odprowadza go do jego sypialni, a ja siedzę przy łóżku Mili. Nie wiem dlaczego czekam, przecież tylko zemdlała, nie ma się czym przejmować. Głośno wypuszczam powietrze i nie oglądając się za siebie wychodzę z jej sypialni.

Kiedy jestem już na dole oczy chłopaków zwrócone są na mnie, no kurwa nie będę im się tłumaczył.

— Znaleźć wam robotę? — warczę i podchodzę do barku.

Nie ma jeszcze jedenastej, a ja już z drinkiem, dobrze, że dziś całą robotę mam w domu. Kroki na schodach sprawiają, że się odwracam. Kurwa, morda Aleksa pozostawia wiele do życzenia, próbuję się nie śmiać, ale mi nie wychodzi.

— Bawi cię coś? — podchodzi bliżej i siada na kanapie, opierając nogi o blat stolika.

— Sorry, trochę mnie poniosło.

— Zauważyłem. Może mi się należało, ale serio uważam, że robisz błąd. Ona nie nadaje się na dziwkę, będzie umierać każdego dnia z tobą, aż zostanie z niej wrak człowieka.

— No i?

— Obaj dobrze wiemy, co powinieneś zrobić…

— Co ty chcesz mi powiedzieć?

— Twój dziadek nie zostawił ci większego wyboru nie?

— Mój dziadek był pojebany! Jak można decydować o czyimś losie jak się go w ogóle nie zna?

— Dokładnie tak samo jak ty decydujesz o losie Mili…

Nie odzywam się, nie wiem, co mam odpowiedzieć.

— Maks, ja się może nie znam, ale czarno to widzę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 55.05