E-book
4.1
drukowana A5
7.67
Syn

Bezpłatny fragment - Syn


5
Objętość:
16 str.
ISBN:
978-83-8189-965-9
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.67

Słońce świeciło wysoko na niebie. Dzień był ciepły, żadnej chmury na niebie, delikatny wiatr kołysał źdźbła traw i zbóż. Pola sprawiały wrażenie złotych oceanów, których bezkres sięgał po horyzont, a złote fale sennie i powoli przemieszczały się po nim. Wśród tego oceanu widać było dwie sylwetki — jedna postawnego mężczyzny, druga małego chłopca. Szli w stronę lasu, który znajdował sie już jakieś pól kilometra od nich. Chłopiec, idąc za ojcem, wesoło uderzał ręką w kłosy. Podążali przed siebie w milczeniu. Ojciec w ręku trzymał włócznię, a za paskiem miał krótki nóż zrobiony z kamienia. Szli na polowanie.

Dotarli do skraju lasu. Cień momentalnie dał im schronienie przed słońcem. Kierowali się w głąb zalesienia, uważając przy tym, żeby nie hałasować i nie łamać niepotrzebnie gałęzi. Nagle mężczyzna pokazał gestem reki, żeby się zatrzymali. Chłopiec stanął bez ruchu tuż za ojcem, wypatrując tego, co ojciec zobaczył. Zwierz stał jakieś 30 metrów od nich. Czarny, średniej wielkości dzik z ostrymi i dość dużymi kłami (fajkami) jak na swój rozmiar. Obaj pochylili się nisko, ojciec wymierzył, zrobił zamach i posłał włócznię w kierunku zwierzęcia. Grot włóczni bezszelestnie rozcinał powietrze i pędził w kierunku dzika. Ostry kwik oznajmił, że włócznia doszła celu i wbiła się w zwierzę, ale nie spowodowała natychmiastowej śmierci. Dzik zorientował sie skąd została rzucona i zaczął szarżować w tym kierunku. Pędził, a jego oczy były czerwone i pełne zemsty. Biegł, łamiąc pod sobą gałęzie i wzbijając w górę grudki ziemi. Mężczyzna pchnął chłopaka w stronę grubego drzewa, które zostało powalone na ziemię ze starości i kazał natychmiast ukryć się za konarem. Chwycił nóż i czekał na starcie, które zdawało się dla małego chłopca jak walka dobra ze złem, jak pojedynek Herkulesa z lwem nemejskim. Dzik zaatakował prosto, machając łbem w prawą stronę i próbując wbić kły w udo człowieka, który chciał go uśmiercić. Mężczyzna zrobił unik i w jednej chwili jego ręka, która trzymała nóż powędrowała w miejsce, gdzie bestia miała czerwone, przerażone i pełne gniewu oko. Trafił. Poczuł jak po ręku spływa mu mieszanina krwi i galaretowatej mazi. Zwierzę nie kwiczało, w tej chwili wyło przeraźliwie. Chłopiec zakrył uszy i wsunął się we wgłębienie pod konarem tak, że została tylko delikatna szpara, przez którą widział jak słońce przedziera sie przez konary drzew, tworząc świetliste słupy. Dzik padł na lewy bok tocząc pianę z pyska, mężczyzna doskoczył natychmiast do niego, przycisnął go kolanem i zaczął raz po raz wbijać nóż w jego ciało, w miejsce, gdzie znajdowało się serce, które biło w zawrotnym tempie. Krew ciekła mu po ręku i tryskała wkoło, zwierzę znieruchomiało. Zasapany zwycięzca tej bitwy wstał i spojrzał na leżącego dzika. Otarł pot i krew z czoła i włożył nóż za pas.

— Możesz już wyjść Fidelisie — rzekł wyciągając złamaną włócznię ze zwierzęcia- dobrą kryjówkę sobie znalazłeś- roześmiał się, powodując rozluźnienie na twarzy swojego syna.

— Mama będzie z ciebie dumna — odparł Fidelis — Na pewno powie: Kasjan jesteś moim bogiem wojny — powiedział chłopiec naśladując głos matki. Obaj roześmiali się, a ojciec poklepał syna po ramieniu.

Kasjan szybko oprawił dzika i pozbył się rzeczy, które nie nadawały się do jedzenia, a będą mu ciążyły w drodze powrotnej. Do domu mieli jakieś 2 kilometry. Ojciec zarzucił zdobycz na ramię i ruszyli w drogę powrotną.

Zbliżali się do domu, czuć było, że jego żona a matka Fidelisa szykuję coś dobrego dla strudzonych wojowników. Myśl ta sprawiła, że delikatnie się uśmiechnął. Weszli do środka domu, którego ściany miały kolor pustynnego piasku, a w środku panował przyjemny chłód. Afra szykowała właśnie dla nich posiłek. Na stole była już pieczeń z przepiórki i chleb. Fidelis szybko dobiegł do matki i uściskał ją mocno na powitanie, a ona odwzajemniła to pocałunkiem w czoło. Kasjan położył zdobycz na kamiennym blacie w rogu pomieszczenia.

— Zobacz, co upolowaliśmy- z dumą powiedział Fidelis.

— Tak, to w dużej mierze zasługa naszego małego wojownika- słowo wojownik sprawiło, że Afra trochę posmutniała.

— Nie wiem czy dobrze robisz zabierając go na polowania, on ma dopiero 9 lat. Spójrz na siebie, jesteś cały we krwi — mówiąc to, podała mu misę z wodą, żeby się umył.

— Kochanie to już wystarczający wiek, żeby zobaczył na czym stoi świat. Polowanie to część naszego życia.

— Ja lubię polowania mamo- ze smutkiem w oczach odezwał się chłopiec.

— Boję się, że któregoś razu coś ci się stanie- przytuliła go mocno.

— Dopóki jest ze mną nic mu się nie stanie, a zresztą to wspaniały wojownik- pogłaskał go delikatnie po głowie, a potem szybkim ruchem rozczochrał mu włosy.

— W domu też może się coś stać. Mogę na przykład sie potknąć i rozbić głowę.

— Ach Fidelisę cały ojciec przez ciebie przemawia.- uśmiechneła się i puściła oczko do Kasjana, który natychmiast odryzł się mówiąc:

— Lepiej, że poszedł we mnie niż w ciebie, moja ty Nimfo!

Usiedli do stołu. Kolacja zniknęła w mgnieniu oka. Mały chłopiec momentalnie zasnął po posiłku, a ojciec zaniósł go do jego łóżka i ucałował na dobranoc.

— Nie kładziesz się jeszcze? — zapytała Afra, a widok żony ubranej w nocną koszulę sprawił, że serce Kasjana zabiło szybciej. Delikatny mrok wpadał przez okna do środka sprawiając, że jego ukochana wyglądała jak najprawdziwsza Wenus.

— Muszę zrobić coś dla naszego syna- oznajmił — chcę zrobić naszyjnik z kłów dzika.

— Tylko nie siedź za długo- powiedziała, dając mu w usta soczystego buziaka.

Skończył. Na rzemyku wisiał duży fragment kła. Miał nadzieję, że syn ucieszy się jak rano wstanie i zobaczy coś takiego obok swojego łóżka. Położył naszyjnik tuż obok chłopca. Raz jeszcze ucałował go w czoło i poszedł do swojego łoża. Niebieskie księżycowe światło wpadało do środka delikatnie oświetlając śpiącą żonę, położył się delikatnie tak, żeby jej nie obudzić. Ucałował w usta, pogłaskał delikatnie po włosach i zasnął.


****

Nocną ciszę przerwało mocne uderzenie, które natychmiast wybudziło Kasjana ze snu. Na wpół przytomny, nie do końca wiedział, co się dzieje. Księżyc świecił w całej okazałości rzucając srebrzysty blask na wszystko, co znajdowało się tu na dole. Światło księżyca w szczególny sposób odbijało się od jednej rzeczy. Zahipnotyzowany patrzył na nią, nie pojmując co to jest póki resztki jego snu nie uleciały.

— To miecz!!! — zawołał jego umysł

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 7.67