drukowana A5
28.8
Świętoszek

Bezpłatny fragment - Świętoszek


Objętość:
148 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0556-9

Osoby

Pani Pernelle

Orgon — jej syn

Elmira — żona Orgona

Damis, Marianna — dzieci Orgona

Walery

Kleant — szwagier Orgona

Tartuffe

Doryna — garderobiana Marianny

Loyal — sługa sądowy

Urzędnik

Flipote — służąca pani Pernelle

Rzecz dzieje się w Paryżu, w domu Orgona, 1667 r.

AKT PIERWSZY

SCENA I

Pani Pernelle, Elmira, Marianna, Kleant, Damis, Doryna, Flipote

P. PERNELLE

Chodź, Flipoto, dość mam już niemiłych mi osób.

ELMIRA

Biegniesz pani tak prędko, że zdążyć nie sposób.

P. PERNELLE

Zostań, moja synowo, skróć sobie tę drogę,

Bez takich ceregieli ja się obyć mogę.

ELMIRA

Czcić panią, to powinność i chęć nasza szczera;

Lecz dlaczego się pani tak prędko wybiera?

P. PERNELLE

Bo nie mogę już patrzeć na nieład w tym domu,

Gdzie, aby mnie dogodzić, nie przeszło nikomu

Przez głowę. Każdy by się nieporządkiem zrażał!

Na to com ja mówiła nikt tu nie uważał;

Nikogo nie szanują, naraz mówi wielu,

Jednym słowem, porządek, jak w wieży Babelu.

DORYNA

Gdy…

P. PERNELLE

      Tyś jest pokojówka niezbyt w pracy prędka;

Lecz za to mocna w gębie i impertynentka;

O wszystkim umiesz gadać, kłócisz się zażarcie.

DAMIS

Lecz…

P. PERNELLE

      Ty bo jesteś głupiec, mówię to otwarcie

Jako babka, mój wnuku; to jest moje zdanie.

Mówiłam twemu ojcu, że nie będzie w stanie

Dochować się niczego z ciebie: jesteś trzpiotem,

Nicponiem. Sam w przyszłości przekonasz się o tem.

MARIANNA

Sądzę…

P. PERNELLE

      Ty jego siostra, udajesz skromniutką,

Potulną, taką grzeczną, usłużną, milutką,

Lecz wiesz, że cicha woda, to mówią, rwie brzegi,

Wiem ja, jak trzeba sądzić te twoje wybiegi.

ELWIRA

Jednak…

P. PERNELLE

      Moja synowo, przepraszam cię bardzo,

Ale chociaż w tym domu moim zdaniem gardzą,

Muszę powiedzieć, że ty, zamiast do ostatka

Dawać im dobry przykład z siebie, jak ich matka

Nieboszka, rozrzutnicą jesteś i co rani

Moje serce, ubierasz się jak wielka pani.

Gdy mężowi się tylko chce podobać żona,

Nie chodzi jak księżniczka świetnie wystrojona.

KLEANT

Ależ pani, wszak także winnaś mieć w rachubie…

P. PERNELLE

Pana, jako jej brata, oceniam i lubię,

Ale jej mąż, a mój syn, zrobiłby rozumnie,

Gdyby powiedział panu: przestań bywać u mnie.

Zdania, które pan ciągle wygłaszać się trudzi,

Wstręt tylko sprawiać mogą u poczciwych ludzi.

Że nazbyt szczerą jestem, może mi pan powie,

Lecz u mnie prosto z mostu, co w myśli, to w mowie.

DAMIS

Tartuffe babuni, który pragnie jak najszczerzéj…

P. PERNELLE

To zacny człowiek, jego rad słuchać należy

I najbardziej mnie złości, jeszcze do tej pory,

By taki jak ty wariat śmiał z nim wodzić spory.

DAMIS

Więc ja się może wcale nie będę opierał,

By ten bałwan tyranię nade mną wywierał.

Tu rozrywki nie szukaj, nie myśl o zabawie,

Chyba, że ten pan na nią zezwoli łaskawie.

DORYNA

Gdyby chcieć skłonić głowę przed taką pochodnią,

To wszystko co się robi od razu jest zbrodnią.

Wszędzie się wtrąci, wyrok da na każdą stronę.

P. PERNELLE

Co on osądzi, to jest dobrze osądzone.

On chce was zbawić, wspierać, gdy się które chyli;

Mój syn powinien kazać, byście go lubili.

DAMIS

Nikt i nawet mój ojciec, nie ma takiej siły,

Ażeby ten jegomość stał się dla mnie miły,

Z wstrętnego. Kłamać nie chcę i wyznaję szczerze,

Że na jego zrzędzenie złość mnie wściekła bierze.

Ja już od dawna chwilę tę przeczuwam w duchu,

Jak do strasznego dojdę z tym łotrem wybuchu.

DORYNA

A toż to skandal! gdyby opowiedzieć komu!

Założył tu kwaterę, jak we własnym domu;

Łapserdak, co jak przyszedł, buty miał podarte,

A ubranie szelągów dziesięciu nie warte; —

Dziś już do tego doszedł, że się zapomina,

Wszystkim rządzi i pana udawać zaczyna.

P. PERNELLE

Klnę się życiem, że dobrze by tu rzeczy stały,

Gdyby pobożne jego chęci rządzić miały.

DORYNA

Zdaniem pani, on świętym zostanie niedługo,

Hipokryta, obłudnik, razem z swoim sługą.

P. PERNELLE

To język!

DORYNA

      Jego razem z Wawrzyńcem tak cenię,

Że nic bym im nie dała, jak na poręczenie.

P. PERNELLE

Sługi nie znam, więc nie chcę o niego wieść wojny,

Za pana ręczę, że jest zacny i spokojny;

A z was każde na niego sroży się i boczy

Za to, że on wam prawdę gorzką rzuca w oczy:

Że przeciwko grzechowi opornie stać trzeba.

Jedynym jego celem, zasługa dla nieba.

DORYNA

Tak! dlaczegóż, szczególniej od pewnego czasu,

Gdy kto tu przyjdzie, on wnet narobi hałasu?

Za każde odwiedziny niebo tak surowe

Z ust tego pana gromy ciska nam na głowę.

A mówiąc między nami, nieba nas tak straszą

Za to, że on zazdrosny jest o panią naszą.

P. PERNELLE

Milcz, nie wiesz o czym mówisz, przecież twojej pani

Te odwiedziny nie on jeden tylko gani.

Ciągła stacja powozów od nocy do rana

I czereda lokajów przed drzwiami zebrana

Waszego domu, co się na chwilę nie zmienia,

Na sąsiadach nie robią dobrego wrażenia.

Przypuszczam, w gruncie rzeczy, że złe stąd nie spadnie;

Lecz wreszcie mówią o tym, a to już nieładnie.

KLEANT

Jak to? Chcesz pani wstrzymać gawędy i plotki?

A toż by ciężar życia dopiero był słodki,

Gdy ktoś w uprzedzeniu tak głupim się zaciął,

By dlatego miał zrzekać się swoich przyjaciół.

Przypuśćmy, że w ten sposób ktoś swe życie zmienia,

Sądzisz pani, że wszystkich zmusi do milczenia?

Przeciw obmowie nie ma na świecie warowni,

Więc niechaj robią plotki ludzie zbyt wymowni;

Zostawmy im swobodę, niech ględzą od rzeczy,

Własna nasza niewinność obmowie zaprzeczy.

DORYNA

Czy to nie Dafne czasem, z tą śliczniutką lalą,

Swoim mężem, tak pięknie za oczy nas chwalą?

Dziwna rzecz, co się dzieje z tych plotkarzów rzeszą;

Że ci najgłośniej krzyczą, co najwięcej grzeszą;

A osoby najbardziej w obmowie zażarte

Są te, których uczynki tylko śmiechu warte.

Z najmniejszego uczucia wnet ich język kreśli

Taki obraz, by świat w tym dopatrzył złej myśli

I cieszą się na innych kiedy potwarz rzucą,

Że tym uwagę świata od siebie odwrócą;

Lub że ciężar opinii, co ich barki tłoczy,

Spadnie, kiedy na innych błotem cisną w oczy.

P. PERNELLE

Z waszych gadanin skutek żaden nie wyrasta.

Wszak pani Oronte pewno jest zacna niewiasta,

Modlitwą wciąż zajęta; a słyszę od ludzi,

Że to, co się tu dzieje zgorszenie w niej budzi.

DORYNA

Ta pani jest wyborna, przykład mnie zachwyca!

Wiemy, że dzisiaj żyje tak jak pustelnica,

Lecz to z wiekiem spłynęły na nią łaski boże,

Jest skromną, bo niestety, już grzeszyć nie może.

Miała dość wielbicieli, a choć dzisiaj pości,

Jednak dobrze umiała korzystać z młodości;

Dopiero kiedy uciech zamknęła się brama,

Od świata, co ją rzucił, niby stroni sama,

By pod szumną zasłoną skromności bez granic

Schować resztki urody, co już dzisiaj na nic.

Kokietka w pobożną się zamienia nieznacznie;

Gdy grono wielbicieli dezertować zacznie

I, aby ciężką stratę z poddaniem przeniosła,

W smutnej chwili zostaje dewotką z rzemiosła.

Wtedy w swoim zadaniu ostrym i surowem

Nikomu nie przebaczy, wszystko skarci słowem,

Nic nie może być skrytym dla takiej jejmości,

Głośno gromi za wszystko, lecz tylko z zazdrości,

Że innej się uśmiecha ta rozkoszy czara,

Do której, ona czuje sama, że za stara.

P. PERNELLE

do Elmiry

Otóż synowo! jakie ciebie bawią baśnie,

Ty sama w ich tworzeniu pierwszą jesteś właśnie,

A ci, co chcą zaprzeczyć, tu się mówić boją,

Ale i ja z kolei wypowiem myśl moją.

Powiem, że syna mego podwójnie stąd cenię,

Iż tak zacnej osobie dał tu pomieszczenie;

Że go niebo w swej łasce zesłało w te stronę,

Aby wam naprostował głowy przewrócone;

Że jego nauk słuchać powinniście radzi,

Bo on was do zbawienia najprościej prowadzi.

Ci goście, to czereda nic a nic nie warta;

Te bale, odwiedziny, to pokusy czarta,

Tam pobożnej rozmowy nie usłyszysz słowa,

Tam śpiewy i dowcipy, w których grzech się chowa.

A jeśli się wypadkiem od zgorszeń ustrzegą,

To już co najmniej muszą obmawiać bliźniego.

Na koniec, nikt rozsądny nie weźmie udziału,

W tych zebraniach, bo głowę straciłby pomału:

Tu się tysiące plotek w jednej chwili tworzy,

I bardzo słusznie mówił jeden sługa boży,

Doktor, ale nabożny mimo medycyny,

Że te wszystkie zebrania, to diabelskie młyny,

Na których się na pytel czarta mąkę miele,

I wnet nam opowiedział, nie straciwszy wiele

Czasu, historię o tym…

wskazuje na Kleanta

      Już się pan wyśmiewa!

Śmiej się pan sobie z dudków u których pan bywa.

do Elmiry

I bez… Moja synowo, żegnam, nic nie powiem

Więcej. — Gdy te wizyty mam przypłacać zdrowiem,

Już tutaj moja noga więcej nie postanie.

dając policzek Flipocie

Cóż to… czy ty chcesz wróbla połknąć na śniadanie.

Tak gębę rozdziawiłaś. No, chodź ty papugo,

I śpiesz się; już i tak tu bawiłam za długo.

SCENA II

Kleant, Doryna

KLEANT

O ja nie pójdę za nią, wolę tu pozostać,

Niż jeszcze reprymandę przy drzwiach od niej dostać,

A to sobie staruszka, co jeszcze wytrzyma…

DORYNA

Czemuż tego nie słyszy! Szkoda że jej nie ma!

Powiedziałaby panu z miną zagniewaną:

Jeszcze nie jestem w wieku, aby mnie tak zwano.

KLEANT

A to furia! doprawdy, jakaś dziwna zmiana; —

Snać przez tego Tartuffe’a taka opętana.

DORYNA

Z tego niech pan pojęcie o synu wytworzy.

Jak go zobaczysz, powiesz: no tutaj to gorzéj!

W służbie królewskiej dawał dowody odwagi,

Był pełen poświęcenia i męskiej rozwagi;

Teraz ten człowiek chodzi jakby ogłupiały,

Tak tym nędznym Tartuffem zajęty jest cały.

Nazywa go swym bratem i kocha go więcéj

Stokroć niż żonę, dzieci. Od kilku miesięcy

Wszystkie swoje sekreta zwierza mu najszczerzéj;

Co on każe, to robi; jak w świętego wierzy;

Pieści go i całuje, że, sądząc najprościéj,

Dla kochanki nie można mieć większej miłości.

Przy stole pierwsze miejsce daje mu jak księciu

I cieszy się, gdy żarłok zjada za dziesięciu;

A gdy na odbijanie tamtemu się zbiera,

Ten woła w tejże chwili: niech cię Pan Bóg wspiera.

Prawie — szaleje za nim, w nim widzi świat cały,

Bez przestanku na ustach ma jego pochwały;

To jest jego bohater, jego serce, głowa,

Uwielbia go, powtarza tylko jego słowa;

Każdy wyraz wyrocznią, — tak z nim myśli zgodnie;

A cokolwiek on zrobi, to cud niezawodnie.

Tamten zna swą ofiarę, więc się też wysila,

Aby go pozorami omamiać co chwila,

Wyłudzając u niego pieniądze nieznacznie.

Cóż dopiero gdy na nas wszystkich zrzędzić zacznie,

Nie daruje nikomu. Lecz nie dosyć jeszcze;

Ten bałwan, jego lokaj, chwycił nas w swe kleszcze;

Prawi nam reprymandy śmiesznie niesłychanie.

I wyrzuca róż, muszki nasze i ubranie;

Hultaj ten tak się wczoraj już zapomniał przecie,

Że podarł chustkę, którą znalazł w Świętych Kwiecie,

Mówiąc, że to jest zbrodnia straszna, niesłychana,

Mieszać ze świętościami przybory szatana.

SCENA III

Elmira, Marianna, Damis, Kleant, Doryna

ELMIRA

do Kleanta

Dziękuj Bogu, żeś został; minęła cię cała

Nauka, co się przy drzwiach nam jeszcze dostała.

Postrzegłam męża, on mnie nie widział, więc skrycie

Pójdę na górę czekać na jego przybycie.

KLEANT

Ja tu, by go powitać, oczekiwać będę,

Bo nie mam czasu zostać na dłuższą gawędę.

SCENA IV

Kleant, Damis, Doryna

DAMIS

Niechaj wuj mu coś wspomni i o mojej siostrze,

O jej ślubie z Walerym; chociaż tu najprostsze

Snuje się przypuszczenie, że Tartuffe źle wpływa

Na ojca. Wszak z Walerym byłaby szczęśliwa

I gdyby na mój związek chciał zezwolić jeszcze,

To siostra Walerego, tą myślą się pieszczę,

Byłaby…

DORYNA

      Wchodzi. Cicho.

SCENA V

Orgon, Kleant, Doryna

ORGON

      A, dzień dobry, szwagrze.

Cieszę się, że cię widzę.

KLEANT

      Ja się cieszę także.

Właśnie miałem wychodzić, lecz teraz zostanę.

Cóż tam na wsi, czas piękny, zboże już zasiane?

ORGON

do Kleanta

Doryna. Pozwól, szwagrze, na chwileczkę małą,

Muszę się jej wypytać, co się w domu działo.

do Doryny

No! niechajże mi panna nowiny opowié;

Przez te dwa dni co słychać, czy wszyscy tu zdrowi?

DORYNA

Pani dostała jakiejś gorączki nerwowéj,

Miała dreszcze, bezsenność i straszny ból głowy.

ORGON

A Tartuffe?

DORYNA

      W jego zdrowiu nie ma żadnej zmiany;

Zawsze jest tłusty, gruby, świeżutki, rumiany.

ORGON

Biedny człowiek!

DORYNA

      Osłabła z tego i pobladła.

Wieczorem przy kolacji nic a nic nie jadła,

Ten ból głowy tak wielki snać wpływ na nią czyni.

ORGON

A Tartuffe?

DORYNA

      Do wieczerzy sam jeden siadł przy niéj

I z całą pobożnością w sposób dosyć łatwy,

Zjadł potrawkę cielęcą i dwie kuropatwy.

ORGON

Biedny człowiek!

DORYNA

      W gorączce tak noc przeszła cała,

Że ani jednej chwili do rana nie spała;

Miała poty gwałtowne i w strasznej obawie

Czuwaliśmy nad panią, aż do rana prawie.

ORGON

A Tartuffe?

DORYNA

      Po jedzenia nazbyt ciężkim znoju,

Przeszedł wprost od kolacji do swego pokoju,

A czując, iż sen wkrótce już morzyć go zacznie,

W wygrzanym łóżku przespał aż do rana smacznie.

ORGON

Biedny człowiek!

DORYNA

      Gdy tak noc przeszła prawie cała,

Na nasze prośby rano krwi upuścić dała;

Skutek nastąpił prędko, ulżyło zupełnie.

ORGON

A Tartuffe?

DORYNA

      Wyspawszy się w puchu i bawełnie,

Ażeby skrócić smutek, który serce rani,

I pokryć krew, co rankiem utraciła pani,

Cztery kieliszki wina wypił na śniadanie.

ORGON

Biedny człowiek!

DORYNA

      Teraz już wszystko w dobrym stanie

I biegnę, by uprzedzić panią; niech się dowie,

Z jaką pan troskliwością pytał o jej zdrowie.

SCENA VI

Kleant, Orgon

KLEANT

W nos ci się śmieje, szwagrze i powiem najprościéj,

Nie chcąc cię jednak wcale pobudzać do złości,

Że ma słuszność zupełną. Boż to rzeczy nowe,

By ktoś kaprysem takim nabił sobie głowę.

Człowiek ten tak myśl twoją zajął bez podziału,

Żeś o wszystkim dla niego zapomniał pomału.

I on, co się pieniędzmi twymi wzmógł po stracie

Swego i z nędzy tutaj…

ORGON

      Wstrzymaj się, mój bracie!

Nie znasz tego, o którym mówisz… więc w tym względzie…

KLEANT

Nie znam go, kiedy tak chcesz, zgoda, niech tak będzie;

Więc cóż to jest za człowiek? toż na wszystkie strony…

ORGON

Bracie mój! poznawszy go, byłbyś zachwycony,

Nie chciałbyś się z nim rozstać do zawarcia powiek.

To jest człowiek… który… ach… człowiek… to jest człowiek!

Trzyma się zasad, w których spokój się zamyka,

I na świat cały patrzy jak gdyby z dymnika.

Tak, ja się zmieniam, gdy mnie jego rady strzegą,

On mnie uczy skłonności nie mieć do niczego;

Przez niego wszelka miłość w mej duszy się starła;

Mógłby brat umrzeć, dzieci, matka by umarła,

Lub żona, to mnie wszystko obchodzi, ot tyle…

KLEANT

A to uczucia ludzkie, w całej swojej sile.

ORGON

Gdybyś go poznał, bracie, jak ja go poznałem,

To byś go pewno również kochał sercem całem.

Do kościoła modlić się przychodził co rana

I tuż przy mnie bliziutko padał na kolana;

A zebrane osoby wciąż okiem zań wiodły,

By widzieć, z jaką skruchą zasyła swe modły

Do nieba. Bo westchnienia wciąż wydając srogie,

Co chwila bił się w piersi, lub czołem w podłogę,

A kiedym ja wychodził, on biegł niestrudzony

Uprzedzić mnie, by podać mi wody święconéj.

Jego chłopiec mi wszystko szczerze opowiadał

Kim był; a gdym ubóstwo jego już wybadał,

Podawałem mu wsparcie, lecz skromny bez miary,

Chciał mi zawsze oddawać część mojej ofiary;

Odbierz połowę, mówił, to nadto wspaniale,

By taką wzbudzać litość jam niegodny wcale.

A gdym uparcie twierdził, że przeciwnie sądzę,

On w mych oczach rozdzielał biednym te pieniądze.

Niebo go w końcu zsyła do mego siedliska

I odtąd dom mój cały pomyślnością błyska;

On tu wszystko poprawia, nawet moją żonę,

O mój honor staranie ma nieocenione;

Zazdrośniejszy niż ja sam o nią; mej czci broni

I wskazuje mi wszystkich, co się wdzięczą do niéj.

Gdybyś wiedział, jak zacnie jego myśli biegą!

Lada drobnostka grzechem wielkim jest u niego,

O jedno nic, oskarżyć się przychodzi skromnie.

Ot, niedawno, ze skruchą wielką przyszedł do mnie,

Z wyznaniem, tym cię pewno rozczulę i zdziwię,

Że, modląc się, złapaną pchłę zabił złośliwie.

KLEANT

Mój bracie, skończ te żarty. Kpisz ze mnie tą mową,

Albo będę przypuszczał, żeś sam pokpił głową.

Czy ty myślisz, że jaki wpływ na kogo czyni…

ORGON

Mój szwagrze, tak przemawiać zwykli libertyni.

Ja wiem, że ty się w duszy nosisz z taką plamą.

Jużem ci z dziesięć razy powtarzał to samo,

Że to ci jakie przykre zajście kiedyś wzbudzi.

KLEANT

Oto sposób mówienia takich jak ty ludzi.

Każdy z was chce, by jak on wszyscy byli ślepi,

A ten jest libertynem, który patrzy lepiéj:

Kto przed waszym bałwanem czołem nie uderzy,

Ten nie uznaje świętych, ten już w nic nie wierzy.

Lecz taki człowiek jak ja o trwogę nie pyta,

Wiem co mówię, a Pan Bóg w moim sercu czyta.

Wasze gadania we mnie nie obudzą skruchy,

Są obłudnie nabożni, jak udane zuchy;

Nie ten odważny, który nazbyt wiele gada,

Ale ten, co dowody swej odwagi składa.

Tak samo podziwienia we mnie nie obudzi

Ten, co z wielkim efektem modli się dla ludzi.

A więc ciebie każdemu okłamać się uda?

Wszystko jedno, pobożność szczera, czy obłuda,

Jednakową w pojęciu twym znajdują łaskę,

I jednakowo cenisz twarz człeka i maskę?

Sztuka i szczerość, jedno uczucie wyrodzi,

A pozór czyż dla ciebie za prawdę uchodzi?

Więc różnicy osoby od widma nie czujesz,

A fałszywe pieniądze za dobre przyjmujesz?

Ludzie po większej części dziwną idą drogą,

Nic prawie nigdy słusznie ocenić nie mogą,

Miara rozsądku nadto ich siły obarczy,

Im granica rozumu nigdy nie wystarczy.

Muszą koniecznie popsuć rzecz w zasadzie piękną,

Chcąc w niej iść tak daleko, że aż ramy pękną.

Ja ci szwagrze nawiasem mówię moje zdanie.

ORGON

Tak, ty jesteś doktorem wielkim niesłychanie,

Świat ci dowód uznania śle na wszystkie strony

Ty jeden jesteś mądry, ty jeden uczony,

Wyrocznia, Katon drugi, i w tobie się kupi

Cały rozum, a wszyscy są przy tobie głupi.

KLEANT

Nie, uczonym doktorem ja nie jestem — wcale,

Zbytnią moją nauką także się nie chwalę,

W sobie tylko różnicę tę od innych widzę,

Że umiem poznać prawdę, a fałszem się brzydzę.

Ja oceniam człowieka z przekonaniem szczerem,

Kto jest zacny, pobożny, ten mi bohaterem,

Równie dobrym, jak każdy inny; bo choć skrycie

On także dla ludzkości poświęca swe życie.

Ale za to pogardy godzien, nie uznania

Ten, kto się pobożnością udaną zasłania.

Nikczemni komedianci, szarlatani podli,

Z których każdy po to się tak namiętnie modli,

Ażeby tej modlitwy użyć za narzędzie

Do swych celów niegodnych i to, co jest wszędzie

Najszczytniejszym dla ludzi, wielkim i podniosłem,

U nich stało się handlem, nikczemnym rzemiosłem.

Pieniądze i godności, oto są ich cele,

Za to się biją w piersi i modlą w kościele,

Aby w zręcznie osnutym tej obłudy wątku,

Idąc niebieskim szlakiem dojść aż do majątku.

Każdy, modląc się, poszcząc, przy tym żebrze dzielnie,

A będąc w świcie króla — zaleca pustelnie.

Pod zasłoną pokory zasypują błotem;

Mściwość, gwałtowność, skąpstwo zwykłym ich przymiotem.

Zgubią kogo, lub straszną dokuczą mu męką,

Dowodząc, że to Pan Bóg kierował ich ręką

I przekonają wszystkich, że zgubić potrzeba

Kogoś, bo to jest wielka zasługa dla nieba.

A tym niebezpieczniejsza jest ta broń zdradziecka,

Że schylać głowę przed nią uczą nas od dziecka,

I ta zemsta straszliwa musi im ujść płazem,

Bo oni poświęcanym mordują żelazem.

Taki oszust zbyt często na oko ci wpadnie,

Lecz uczciwych odróżnisz od nich bardzo snadnie,

A nasz wiek słusznie szczycić może się w tej mierze,

Że ma ludzi uczciwych, co się modlą szczerze.

Weź, bracie, Arystona, patrz na Peryandra,

Oronta, Alcydama, spojrzyj na Klitandra,

Oto ludzie pobożni, zacni w samej rzeczy,

Którym nikt uczciwości pewno nie zaprzeczy;

Ci komedią obłudną na lep cię nie schwycą,

Nie pysznią się z modlitwy, ze skruchy nie szczycą;

Każdy czyn nasz na pewno ich krytyk nie wzbudzi,

Z cnoty się nie wywyższą ponad innych ludzi;

W pogardzie słów, za tamtych nie zmierzają śladem

I nawracają innych tylko swym przykładem.

Wiedzą, że w sądzie swoim często ludzie błądzą,

Prędzej dobrze z pozorów niżli źle osądzą,

Plotek, intryg nie robią pewnie w każdej chwili,

I o to się starają, by uczciwie żyli.

Ich zasada życiowa tylko się zamyka

W tym, by mieć wstręt do grzechu, lecz nie do grzesznika,

Słusznie myślą, że grzech się przez pokutę zmaże,

Więc nie należy karać srożej, jak Bóg karze.

Oto są właśnie ludzie, jakich ja znam dużo,

Tacy słusznie za przykład wszystkim innym służą.

Ale ten twój jegomość, to ci powiem szczerze,

Chociaż ty jego cnotę chwalisz w dobrej wierze,

Nie jest takim, sprawdzisz to nie czekając długo.

ORGON

Czy już skończyłeś?

KLEANT

      Tak jest.

ORGON

odchodząc

      Zostaję twym sługą.

KLEANT

Pozostań, szwagrze, dajmy pokój tej rozmowie,

Mam tu do niej inny przedmiot: pamiętasz o słowie,

Któreś dał Waleremu? Wszakże narzeczony

Twej córki?

ORGON

      Tak.

KLEANT

      Dzień ślubu już był naznaczony?

ORGON

Prawda.

KLEANT

      Czemuż opóźniasz ten związek serc ścisły?

ORGON

Nie wiem.

KLEANT

      Czyżbyś miał w głowie przeciwne zamysły?

ORGON

Być może.

KLEANT

      Złamać słowo miałżebyś powody?

ORGON

Tego nie mówię.

KLEANT

      Zatem, gdy nie ma przeszkody,

Dotrzymasz obietnicy, wszystko już gotowe.

ORGON

To względne.

KLEANT

      Wykrętami na co suszyć głowę!

Ażebym cię wybadał prosił mnie Walery.

ORGON

Dzięki niebu.

KLEANT

      Daj słówko odpowiedzi szczeréj.

Cóż mu mam zanieść?

ORGON

      Co chcesz.

KLEANT

      Kłamstwem się nie zmażę.

Twoja wola?

ORGON

      Zrobić to, co mi niebo każe.

KLEANT

Ja ci wprost i otwarcie zapytanie czynię,

Dałeś mu słowo, zechcesz dotrzymać, tak — czy nie?

ORGON

Żegnam.

KLEANT

sam

      A! to Walery spotka się z kłopotem;

Muszę iść, aby wcześnie uprzedzić go o tem.

AKT DRUGI

SCENA I

OrgonMarianna

ORGON

Marianno!

MARIANNA

      Słucham ojca.

ORGON

      Zbliż się, moje dziecię.

MARIANNA

do Orgona, który zagląda do gabinetu

Czy ojciec szuka czego?

ORGON

      Nie, ale w sekrecie

Chciałbym pomówić z tobą, więc patrzę dokoła,

Czy kto nas tu z ukrycia podsłuchać nie zdoła,

Lecz jesteśmy bezpieczni. Otóż uważ sobie,

Że ja zawsze łagodność oceniałem w tobie

I zawszem w tobie widział dziecko dla mnie drogie.

MARIANNA

Za to ja ojcu wdzięczną jestem, ile mogę.

ORGON

Dobrze mówisz; lecz by ta miłość była trwała,

Potrzeba, byś mej woli we wszystkim słuchała.

MARIANNA

Posłuszeństwo, to córki największa ozdoba.

ORGON

Ślicznie. Powiedz, jak ci się pan Tartuffe podoba?

MARIANNA

Komu? Mnie?

ORGON

      Tak jest, tobie. Wnet się rzecz pokaże,

Mów zatem.

MARIANNA

      Ja to powiem, co mi ojciec każe.

SCENA II

Orgon, Marianna, Doryna

Doryna wchodzi po cichu i staje niepostrzeżona za Orgonem.

ORGON

To rozumna odpowiedź. A więc mów w ten sposób,

Że nie znasz przyjemniejszych i uczciwszych osób

Nad niego, że w twym sercu nosisz jego postać

I chciałabyś z mej woli żoną jego zostać.

Cóż?

MARIANNA

      Co?

ORGON

      Hę?

MARIANNA

      Jak?

ORGON

      No przecie.

MARIANNA

      Chyba słuch mnie myli?

ORGON

Jak to?

MARIANNA

      Ja mam powiedzieć, — ojciec chciał w tej chwili,

Że czyją w sercu moim mam wyrytą postać,

I czyją to ja żoną pragnęłabym zostać?

ORGON

Tartuffe’a.

MARIANNA

      Nie, w ten sposób ja mówić nie zacznę,

Na cóż kłamstwa powtarzać i takie dziwaczne!

ORGON

Owszem powinnaś mówić prawdę, prawdę całą,

Bo ja chcę, by to prawdą dla ciebie się stało.

MARIANNA

Jak to, ty myślisz ojcze…

ORGON

      Tak jest, córko, myślę

Tartuffe’a z naszym domem złączyć przez to ściśle,

Więc małżeństwo, gdybyś go za męża przyjęła,

Czego pragnę… gdyż ja chcę…

spostrzegając Dorynę

Skądeś się tu wzięła?

To dopiero musisz być stworzeniem ciekawem,

By aż tu podsłuchiwać, no, i jakim prawem?

DORYNA

Doprawdy nie wiem jeszcze skąd się to zaczyna,

Lecz to o tym zamiarze nie pierwsza nowina,

Już mi ktoś o tym wspomniał, nie pamiętam właśnie

Kto; ale uważałam to za prostą baśnię.

ORGON

Cóż to, wieść niemożliwa?

DORYNA

      I próżno się szerzy,

Chociaż pan sam to mówisz, nikt ci nie uwierzy.

ORGON

Uwierzą mi; jest środek na to dość utarty.

DORYNA

Tak, tak, my wiemy, że pan mówisz to na żarty.

ORGON

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.