E-book
6.83
drukowana A5
16.87
Świat ze szkła

Bezpłatny fragment - Świat ze szkła


Objętość:
45 str.
ISBN:
978-83-8189-800-3
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 16.87

Kilka słów

Srebrzyście rozszeptał się księżyc

Na głębokim granacie bezdennym

Wpełzał między wysokie, uschłe źdźbła traw

I dotknął dłonią płochliwą, ulotną

Gałęzi co nawet martwe

Wciąż pragną rosnąć


Pień roztulił się lękliwie, płacząco

W czas jadowicie niebieski

W ciemność gwiazdami tęsknie zawodzącą


A gwiazdy zgasły,

Nim pulsujące oko je schwytało


Kiedy świt parował szarością ze zdrętwiałej ziemi

Bez skutku stukałam

Do drzwi dusznoludzkiej sieni

***

Leżał cicho na chodniku

I lśnił delikatnie

Obietnicą pięknej jesieni

Niedawno jeszcze

Skryty w miękkim wnętrzu

Kolczastej łupiny

Teraz niedoskonałą kulistością

Chłodzi obłe palce.

Niedługo, za chwil kilka

Skurczy się, zmarszczy

By odejść

W tegoroczne zapomnienie.

***

W moim oknie rozsiadła się Nostalgia

Przesycona oddechem

Świata o wieczornej porze

Pełna cieni drzew za szybą

Głębokiego nieba bez dna

Soczystego granatu

Którym nabrzmiało powietrze.

W dotyku pierwszych gwiazd

Zaszeleści cicho sukienką

Zostawi uśmiech

Delikatny jak skrzydła ważki

Otoczona firankami rzęs

Owinie się drgnieniem powiek

Znikając

W rozkołysanej przez noc ciemności

***

I jak to jest

„nie wiem”

Do rangi ósmego cudu podniesione

Jak to się dzieje?

Nagle

Każda myśl w inną kierowana stronę

W głowie ma zwyczaj

Pełna znaczeń cisza się zagnieżdżać

I już-już

Łapiesz

To sensu maleńkie ziarenko

Przez chwilę trzepocze w Twej dłoni

Potem znów pusto

Te dwa słowa

Pełne życia

— nie wiem —

Tęsknię

Najbardziej to czuję

W wybuchającej zieleni

mojego dzieciństwa


Na ścieżce, która

Pod grubym echem stóp

Pamięta wciąż moje

Wśród drzew starszych

Niż pamięć

Na ławce, która

Stoi i stoi

Od wieczności po wieczność


To się spaliło

Tamto usunięte

Aż do fundamentów

Ślad dziupli bliskiej ciału

Nawet w trawie nie został


I kiedy przeszłość do teraźniejszości

Ciasno się przytula

Zaciskającą się obręczą

Próbuję biec w tył

Do sukienek kwiecistych

Do wózków i lalek

Bez rysów twarzy

Zapatrzonych w nic

Lecz w tamtym wtedy

Z oddechem głębszym

Niż mój i twój


Wyciągam ręce

Chwytam

Bezpowrót przecieka przez palce

Minotaur

Nie wiem, ile lat już tam siedzi

Kolor oczu — nieznany

Włosy — ciemne lub jasne

Wzrost — całkiem zwyczajny?

Jego wszechnieobecność

Poza murami

Uwiera wszystkich wokół

Z powodu miłości

Która być powinna

Lecz jedyne, co wyraźne

To szczególny jej brak.

Ten problem domaga się rozwiązania

Niech ktoś zrobi z tym porządek

Może być bez serca

Za to z odwagą heroiczną

Cóż z tego?

W labiryncie często

Spotyka się potworność

Czas nieuważności

Nawet gdy jesteś obok

Już widzę

Jak wychodzisz

I pamiętam ostre słowo

Wypowiedziane miesiąc temu.

Jedyna chwila mi dana

Nim wydarzy się do końca

Stracona.

Wspomnienia z życiem

Równolegle powstają.

Uważność odpowiada

Ironicznym uśmiechem

Na moje poczynania.

Ludzie musieli nadać jej imię

Choć istniała zawsze.


Na świecie jest tylko jeden gatunek

Który zapomniał

Jak żyć teraz.

Niedzielne popołudnie

Głęboką ciszą otoczona

W echo dźwięków za szybą wpleciona

Przecedzona przez samotność

Z miękkością kociej sierści pod dłonią

Przeżywam wnętrze swoich myśli

Zerkam nieśmiało w tłum emocji

Powoli wkradam się w ten wszechświat

Nieskończenie przerażona

Nieskończonością odcieni

Z niewytłumaczoną szarością w tle

Którą tak pragnęłabym oszpecić

Kolorami.

Chciałabym stąd uciec

Z wrzaskiem

I tonę w białym, delikatnym puchu z piór bezchwili.

Zasłuchana w milczenie telefonu.

***

Czymże jest

To najgorsze zjawisko pod słońcem?


Czasem szeleszczącą reklamówką

Która odleciała

A rzeczy rozsypane na ulicy

Zostały.


Ostatnim oddechem

W miejscu

Gdzie czekało się na sny

O przyszłości.


A innym razem może pomyłką?

Wypadkiem przy pracy?

Drogą, którą przypadkiem

Nazywamy ślepą uliczką?


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 16.87