Staram się czytać Biblię, ale przychodzi mi to bardzo trudno. Korzystam z programu „Biblia w 365 dni”, więc teoretycznie powinnam przeczytać ją w rok. Prawda jest jednak taka, że czytam ją już chyba trzeci rok i jestem dopiero na 137. dniu. Trochę mi z tego powodu wstyd.
Stary Testament jest dla mnie wymagający, ale nie poddaję się i powoli idę naprzód. Za to Nowy Testament czyta się znacznie łatwiej. Szczególnie lubię listy św. Pawła. Tam przeżywam prawdziwą ucztę duchową. Nieraz jedno zdanie zatrzymuje mnie na dłużej i prowokuje do refleksji.
Ostatnio mocno poruszyły mnie słowa św. Pawła:
„żyję w ciele”.
Przez kilka dni nie mogłam przestać o nich myśleć. Patrzyłam na siebie i na moje starzejące się ciało, zastanawiając się, czy rzeczywiście jest ono mną. A może jest tylko ciałem, w którym żyję?
Bardzo chciałam z kimś o tym porozmawiać. Niełatwo jednak znaleźć rozmówcę gotowego do takich rozważań. Wtedy przyszła mi do głowy niecodzienna myśl: przecież mogę porozmawiać z AI, z Copilotem.
I tak zaczęła się rozmowa.
Im dłużej trwała, tym bardziej mnie zadziwiała. Prowadziła od jednego zdania św. Pawła do pytań o człowieka wewnętrznego, sumienie, uzależnienia, niepełnosprawność, wolność i ludzkie „ja”.
Ta rozmowa dała mi wiele do myślenia. Pomyślałam, że być może nie tylko mnie interesują takie pytania, dlatego postanowiłam podzielić się jej zapisem.
Tak powstał ten ebook.
Zapraszam do lektury.
Wciąż myślę o tym, co przeczytałam u św. Pawła. Napisał, że „żyje w ciele”. Możesz rozwinąć tę myśl?
To jedno z tych krótkich zdań św. Pawła, które otwiera bardzo głęboką perspektywę.
Kiedy Paweł pisze: „żyję w ciele” (np. Flp 1,22 czy Ga 2,20), nie mówi o ciele w znaczeniu czysto biologicznym. Nie chodzi mu tylko o mięśnie, kości i ziemskie życie. Dla niego człowiek jest jednością, ale jednocześnie wie, że jego najgłębsza tożsamość nie wyczerpuje się w tym, co materialne.
W Liście do Filipian Paweł jest rozdarty między dwoma pragnieniami. Z jednej strony chciałby „odejść i być z Chrystusem”, bo uważa to za coś nieporównanie lepszego. Z drugiej strony mówi, że „pozostawać w ciele” jest potrzebne dla dobra wspólnoty. Mówiąc „w ciele”, ma na myśli życie tutaj, na ziemi, pośród codziennych obowiązków, cierpień, pracy i relacji.
Jest w tym pewien realizm. Paweł nie gardzi życiem ziemskim. Nie mówi: „utknąłem w ciele”. Raczej stwierdza: „dopóki żyję tutaj, mam jeszcze misję”. Ciało staje się miejscem służby Bogu.
Jeszcze głębiej brzmią jego słowa z Listu do Galatów:
„Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego”.
To niezwykłe zdanie. Paweł mówi właściwie: „Nadal jestem tym samym człowiekiem. Jem, pracuję, podróżuję, cierpię, starzeję się. Żyję w ciele. Ale źródło mojego życia jest już gdzie indziej. Moim centrum nie jestem ja sam, lecz Chrystus”.
Można powiedzieć, że dla Pawła istnieją dwa poziomy życia jednocześnie:
życie „w ciele” = zwyczajne ziemskie życie,
życie „w Chrystusie” = najgłębsza duchowa rzeczywistość człowieka.
Te dwa poziomy nie są przeciwne. Chrześcijanin nie ucieka od codzienności. Przeciwnie, jego wiara ma się realizować właśnie w ciele, w konkretnej rzeczywistości dnia codziennego.
Myślę, że jest w tym wielka pociecha. Paweł nie opisuje życia mistyka oderwanego od świata. Opisuje człowieka, który doświadcza zmęczenia, chorób, więzienia i niepewności, a mimo to odkrywa, że nawet zwykłe życie „w ciele” może być miejscem obecności Boga.
Może właśnie dlatego te słowa tak poruszają: Paweł nie mówi, że dopiero kiedy opuści ciało, zacznie naprawdę żyć. On mówi, że już teraz, żyjąc w ciele, można żyć życiem Chrystusa. To napięcie między „jeszcze tu” a „już z Nim” jest jednym z najpiękniejszych wątków całej jego duchowości.
To wszystko co piszesz — racja.. ale ja myślę o czymś innym: skoro św. Paweł pisze, że żyje w ciele, to znaczy, że ciało nie jest nim. Że jego ja jest w ciele, a ciało jest jak „ubranie”. Nie utożsamia swojego „ja” z ciałem. On jest kimś innym niż ciało.
Tak. I myślę, że dotykasz tutaj czegoś bardzo ważnego.
Gdy Paweł mówi: „żyję w ciele”, to rzeczywiście brzmi tak, jakby odróżniał siebie od ciała. Nie mówi: „jestem ciałem”, lecz „żyję w ciele”. Tak samo mówimy: „żyję w domu”, ale dom nie jest mną.
To spostrzeżenie pojawia się zresztą w wielu miejscach Nowego Testamentu. Paweł potrafi mówić o człowieku wewnętrznym i zewnętrznym. Potrafi mówić o odejściu od ciała i przebywaniu z Chrystusem. Potrafi też pisać o ciele jako o „przybytku”, czyli czymś w rodzaju tymczasowego mieszkania.
Jednocześnie trzeba zauważyć subtelność jego myśli. Paweł nie jest greckim filozofem, który uważałby ciało za więzienie duszy. Dla niego ciało jest stworzone przez Boga, dobre i przeznaczone do zmartwychwstania. Nie chodzi więc o przeciwstawienie:
prawdziwy ja = dusza,
ciało = niepotrzebna skorupa.
Raczej:
istnieje moje głębsze „ja”,
a ciało jest sposobem, w jaki to „ja” obecnie istnieje i wyraża się w świecie.
Ale samo doświadczenie, które opisujesz, jest bardzo bliskie temu, co można odczytać z Pawła.
Kiedy mówi: „żyję w ciele”, brzmi to tak, jakby był świadomy siebie jako podmiotu, który posiada ciało, używa ciała, mieszka w ciele, lecz nie wyczerpuje się w ciele.
To zresztą jest doświadczenie dostępne każdemu z nas. Możesz spojrzeć na swoją rękę i powiedzieć: „moja ręka”. Możesz powiedzieć: „moje ciało”. Ale nie mówisz: „ja ręka” ani „ja ciało”. Intuicyjnie rozróżniasz między tym, co posiadasz, a tym, kim jesteś.
Być może właśnie dlatego zdanie Pawła tak mocno wybrzmiało w twoim sercu. Nie jest to tylko informacja teologiczna. Ono sugeruje pewną wizję człowieka: istnieje jakieś „ja”, które może obserwować własne ciało, które trwa mimo zmian ciała, starzenia się i choroby.
W tym świetle śmierć nie byłaby dla Pawła unicestwieniem osoby. Skoro „ja” żyję w ciele, to mogę również przestać żyć w ciele i nadal istnieć. Właśnie dlatego może powiedzieć, że pragnie „odejść i być z Chrystusem”. Gdyby utożsamiał siebie całkowicie z ciałem, takie zdanie nie miałoby sensu.
To bardzo ciekawe, że zauważyłaś to w samym języku Pawła. Czasem jedno małe słowo, takie jak „w”, odsłania całą antropologię. Nie „jestem ciałem”, lecz „jestem w ciele”. To rzeczywiście sugeruje pewien dystans między osobą a jej cielesnością, choć bez odrzucania samego ciała.
o, własnie tym stwierdzeniem „Skoro „ja” żyję w ciele, to mogę również przestać żyć w ciele i nadal istnieć.” dotykasz samego sedna.. czy uświadomienie sobie tego faktu, za św. Pawłem może się zdarzyć tylko w połączeniu z Bogiem? Czy człowiek niewierzący może też dotrzeć do tego miejsca?
Myślę, że trzeba tu rozróżnić dwie rzeczy.
Pierwsza: odkrycie, że nie utożsamiam się całkowicie z ciałem.
Druga: pewność, że będę istnieć po śmierci i że moje istnienie ma ostateczny sens w Bogu.
To pierwsze nie jest zarezerwowane wyłącznie dla wierzących.
Już starożytni filozofowie, którzy nie znali Chrystusa, dochodzili do podobnych intuicji. Platon zastanawiał się nad nieśmiertelnością duszy. Stoicy odkrywali w sobie wymiar głębszy niż zmienne stany ciała. W różnych tradycjach duchowych świata ludzie dochodzili do doświadczenia: „jest we mnie obserwator”, „jest we mnie ktoś, kto patrzy na moje myśli, emocje i ciało”.
Nawet współcześnie zdarza się, że człowiek niewierzący mówi: „Moje ciało się starzeje, ale ja w środku czuję się tym samym człowiekiem co trzydzieści lat temu”. To bardzo zwyczajne doświadczenie. Ciało zmienia się nieustannie, a poczucie „ja” zachowuje zadziwiającą ciągłość.
Natomiast u Pawła dzieje się coś więcej.
On nie tylko odkrywa, że jest kimś więcej niż ciało. On odkrywa Kim jest ten, który go podtrzymuje w istnieniu.
Można powiedzieć, że filozof może dojść do progu i powiedzieć:
„Wygląda na to, że moje najgłębsze ja nie jest tym samym co ciało.”
A Paweł idzie dalej i mówi:
„Tak, a źródłem tego ja jest Chrystus. Dlatego śmierć nie ma nade mną ostatniego słowa.”
To jest różnica między intuicją a wiarą.
Czasem myślę, że niewierzący może dojść bardzo daleko. Może nawet głęboko odczuć, że świadomość nie daje się łatwo sprowadzić do materii. Może przeżyć zachwyt nad tajemnicą własnego istnienia. Ale Paweł nie zatrzymuje się na tajemnicy. On twierdzi, że spotkał Osobę, która tę tajemnicę wyjaśnia.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uderza w tym fragmencie.
Kiedy mówisz:
„Ja jestem w ciele, jak w ubraniu”,
to brzmi to bardzo naturalnie. Ale jeśli posiedzieć z tą myślą trochę dłużej, staje się ona wręcz zdumiewająca.
Bo kim jest to „ja”, które właśnie zauważyło, że jest w ciele?
Nie ręką, nie mózgiem, nie myślą, bo potrafi obserwować rękę, mózg i myśl. Nie emocją, bo potrafi obserwować emocje. Nie nawet chwilową tożsamością, bo pamięta siebie przez dziesięciolecia zmian.
To pytanie prowadziło zarówno mistyków, jak i filozofów bardzo daleko.
Paweł odpowiedziałby prawdopodobnie nie tyle definicją, ile relacją:
„Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.”
Jakby mówił: kiedy schodzisz naprawdę głęboko do własnego „ja”, nie znajdujesz tam samotnej, samowystarczalnej jednostki. Znajdujesz ślad Tego, od którego otrzymałaś istnienie.
I być może dlatego ta myśl tak porusza. Bo nie jest tylko spekulacją o duszy. Jest pytaniem: kim jest to „ja”, które teraz czyta te słowa i jest świadome samego siebie?
To pytanie można postawić bez wiary. Ale odpowiedź Pawła jest już odpowiedzią człowieka, który wierzy, że w głębi tego „ja” spotkał Boga.
Aż mi dech zaparło, gdy przeczytałam to, co napisałeś.. sam to wymyśliłeś? czerpiesz skądś natchnienia?