E-book
36.99
drukowana A5
69.9
Suli i przeznaczenie

Bezpłatny fragment - Suli i przeznaczenie

Gwiezdny Świat. Tom I


Objętość:
450 str.
ISBN:
978-83-8221-308-9
E-book
za 36.99
drukowana A5
za 69.9

Rozdział 1
ROZSTANIE

Przez sen usłyszała swoje imię, jakby ktoś wołał błagalnym tonem o jej pomoc. Oddychała nierównomiernie i zaciskała coraz mocniej pięść.

— Suli…

Dziewczyna przebudziła się. Zerwała się na równe nogi i podbiegła do szpitalnego łóżka.

— Babciu?

— Suli, posłuchaj…

Starsza pani dostała napadu kaszlu. Kiedy jej przeszło, złapała kilka głębszych oddechów.

Suli patrzyła na nią przerażonym wzrokiem. Serce waliło jej jak młotem.

— Babciu…

— Czuję, że to już…

— Nie, proszę cię… ­– wyszeptała przytulając się delikatnie do starszej pani.

Łzy spływały dziewczynie po policzkach. Dolna warga jej ust trzęsła się mimowolnie.

— Moja kochana… — zaczęła świszczącym głosem — W domu, w szafie, ukryłam twój prezent. Obiecujesz, że wyruszysz w drogę?

— Obiecuję — złożyła przysięgę i pocałowała babcię w czoło.

— Kocham cię, skarbie — wyszeptała przymykając blade powieki.

— A ja ciebie, babciu.


Elektrokardiogram wskazał zatrzymanie akcji serca. Suli wybiegła na korytarz.

— Pomocy!

Pielęgniarka i lekarz przybiegli po chwili. Reanimowali babcię Suli.

— Eleonora odeszła na zawsze… — zakomunikował lekarz.

Suli płakała. Straciła ostatnią bliską jej sercu osobę.

— Chodź, kochanie, napijemy się kakao.

— Chcę tu jeszcze chwilę zostać — odpowiedziała wycierając łzy rękawem bluzy.

— Poczekam na korytarzu — odpowiedziała przyjaznym głosem pielęgniarka, po czym odwróciła się i wyszła z sali, przymykając za sobą drzwi.

Suli sięgnęła do kieszeni różowej bluzy w poszukiwaniu chusteczek, ale znalazła tam tylko mały przedmiot, który wyjęła, a potem przyjrzała mu się z każdej strony. Po chwili schowała go z powrotem do kieszeni. Z żalem w oczach spojrzała na Eleonorę. Wolnym krokiem podeszła do umywalki znajdującej się w rogu sali, by napić się wody i przemyć oczy. Spojrzała w lustro. Krople wody spływały jej po twarzy, gdy zamyślona wpatrywała się w swoje odbicie. W jej spojrzeniu można było dostrzec ogromny smutek i strach przed nieznanym, które stało już u progu. Urwała kawałek papierowego ręcznika. Wytarła nim twarz i dłonie, a potem zgniotła go i cisnęła nim do kosza pod zlewem.

Uklęknęła przed łóżkiem i złożyła dłonie do modlitwy.

— Ojcze nasz… — zaczęła, a łzy ponownie pojawiły się w jej oczach.

— Na nic zdadzą się twoje modlitwy, złotko — odezwał się szorstki kobiecy głos za plecami dziewczyny.

Suli odwróciła głowę. Nie dowierzając własnym oczom, bez problemu rozpoznała swoją babcię cioteczną, którą znała jedynie z fotografii.

— Jej już nic nie pomoże — burknęła kobieta o bordowych włosach przechodząc obojętnie obok klęczącej Suli, po czym usiadła na krześle.

— Dziecko! Jak ty wyglądasz… Chodź do mnie! — powiedziała, gdy usadowiła się wygodnie. Machnęła ręką na dziewczynę.

Suli wstała i podeszła wolnym krokiem do kobiety ubranej w długi, czarny, przeciwdeszczowy płaszcz i pantofle, w których ledwo mieściły się jej grube stopy.

— Nie garb się! — huknęła.

Suli wyprostowała się natychmiast.

— Teraz ja będę się tobą opiekować, więc nie będziesz chodziła w takich łachmanach — dodała, patrząc szyderczo na spodnie nastolatki, które miały dziury na kolanach.

Suli patrzyła na kobietę tępym wzrokiem. Jasnoniebieskie oczy pokryte słoną powłoką błyszczały w sztucznym świetle. Po jej piegowatym policzku spłynęła jeszcze jedna łza.

— Chodź, przytul ciotkę Hermenegildę — rzuciła ozięble i przygarnęła dziewczynę do siebie, ciągnąc ją za bluzę. — Nie płacz, stara była, to umarła.

Hermenegilda przycisnęła Suli do siebie i poklepała ją po plecach. Dziewczyna dwoma palcami zatkała nos marszcząc przy tym czoło. Chyba jeszcze nigdy dotąd nie czuła tak wstrętnie pachnących perfum…

— No, wystarczy! Idziemy.

Rozdział 2
137

Suli i jej cioteczna babcia jechały taksówką do domu. Smutny wyraz twarzy nastolatki niewyraźnie odbijał się w szybie. Przyglądała się spadającym kroplom deszczu.

Hermenegilda opowiadała o swojej podróży, o tym, ile musiała poświęcić, by przylecieć za ocean, ile czasu będzie musiała zmarnować, by zająć się wszystkimi sprawami związanymi z domem, opieką nad Suli, a przede wszystkim pogrzebem.

Dziewczyna nie słuchała tego marudzenia. Wiedziała, że jej babcia cioteczna żyła w Polsce sama jak palec, nie miała przyjaciół, ani nic, co by ją tam trzymało.

Samochód zatrzymał się przed wielką czarną bramą z numerem 137.

Suli wyszła bez słowa. Hermenegilda wyciągnęła z portfela banknot i z głośnym westchnieniem podała go kierowcy.

— Chyba pomoże pan wyciągnąć mój bagaż? — burknęła rzucając mu wymowne spojrzenie.

— Jasne — odpowiedział chowając uśmiech z twarzy.

Suli stała już na ganku. Odwróciła się na pięcie i otworzyła szeroko drzwi, by ciotka mogła zmieścić się w przejściu z tobołami. Wysoka i tęga kobieta doczłapała się do wejścia, a gdy przekroczyła próg, z wielkim hukiem zamknęła za sobą drzwi używając nogi. Suli wzdrygnęła się, a potem westchnęła.

— Piętnaście lat mnie tu nie było, ale widzę, że nic się nie zmieniło — odezwała się przyglądając się wnętrzu z szyderczym uśmiechem na twarzy. Zdjęła płaszcz i wcisnęła go w ręce dziewczyny. Suli wstrzymała oddech i powiesiła okrycie na wieszaku w korytarzu.

Kobieta ruszyła w stronę drewnianych schodów prowadzących na piętro starego domu, na którym znajdowały się trzy pomieszczenia. Pierwszym z nich był pokój Eleonory, pośrodku znajdowała się łazienka, a za nią pokój nastolatki.

— Zrób mi herbaty, dziecko — rozkazała odwracając twarz w stronę Suli.

Dziewczyna skinęła głową na znak przyjęcia prośby, a raczej komendy.

Kiedy Hermenegilda wtaczała się po schodach, Suli zdjęła kurtkę i buty. Wsunęła kapcie i pobiegła do kuchni wstawić wodę na herbatę. Wyciągnęła ze starej szafki dwie filiżanki, zaparzacze i słoik z owocową herbatą. Czym prędzej rzuciła się w pogoń za ciotką. Serce biło jej coraz mocniej. Stanęła w progu pokoju Eleonory i zamarła z przerażenia. Hermenegilda wyciągała z szafy ubrania swojej dopiero co zmarłej siostry i rzucała je prosto na podłogę.

— Co robisz, ciociu?! Tak nie można!

Suli, drobnymi dłońmi, zbierała rzeczy babci i układała je na wielkim łóżku, rozglądając się przy tym w pośpiechu, czy w szafie nie widać tego, co babcia zostawiła jej z okazji urodzin.

— Dziecko, nie ma w tym domu pokoju gościnnego, a nie będę spała na dole w salonie, więc robię sobie trochę miejsca. Nie martw się, tylko przynieś tu jakieś kartony, to poskładamy te rzeczy, by się nie zniszczyły — powiedziała rozkazującym tonem i spojrzała na Suli, posyłając jej tak szeroki i sztuczny uśmiech, aż zabłysnęła jej górna, złota czwórka.

Dziewczyna zmusiła się, by obdarzyć ciotkę lekkim uśmiechem, i jeszcze raz spojrzała w głąb szafy. Nic szczególnego nie rzuciło się jej jednak w oczy.

Wyszła z pokoju i stanęła na środku szerokiego korytarza, którego po jednej stronie znajdowała się drewniana balustrada, a po drugiej, ściana pokryta tapetą, imitującą gwiaździste niebo, którą zeszłego roku Suli wybrała z babcią tuż przed Bożym Narodzeniem.

— Coś na pewno się zmieniło — powiedziała do siebie i przewróciła oczami na myśl o zrzędzącej ciotce. Podwinęła rękawy ulubionej bluzy z napisem „DREAM BIG” i wzięła głęboki oddech.

Eleonora składowała kartony na strychu, więc dziewczyna zmuszona była wspiąć się po drewnianej drabinie na górę, czego bardzo nie lubiła. Rozsunęła schody strychowe za pomocą drewnianego drążka zakończonego metalowym hakiem.

Wzięła głęboki oddech i postawiła stopę na pierwszym stopniu, potem drugą… wchodziła powoli, jakby nie ufała starej, choć solidnej konstrukcji.

Nie lubiła tego zagraconego, ciemnego i pełnego robactwa miejsca. Postawiła stopę otuloną niebieskim kapciem na drewnianej strychowej podłodze i z obrzydzenia chciała się cofnąć, ale nie było już czasu, by rezygnować. Wszędzie leżały padnięte muchy. Zmarszczyła na ten widok nos i czoło. Z wymuszoną odwagą ruszyła w głąb strychu. Niewielka ilość światła dostająca się do środka przez małe okienko ukazała przed oczami Suli rozpościerającą się dookoła ogromną ilość kurzu i zapomniane, nikomu niepotrzebne przedmioty. Stara szafa wtapiała się w otoczenie, ale swoją wielkością górowała nad wszystkimi zgromadzonymi tam rzeczami.

Złożone kartony leżały po prawej stronie od wejścia, między wysoką, starą lampą a krzesłami ogrodowymi. Dziewczyna uśmiechnęła się triumfalnie, podbiegła do kartonów i ukucnęła, by powybierać najlepsze. Wzięła trzy i udała się szybkim krokiem w stronę wyjścia.

— Suli! Gdzie tak długo jesteś? Co z tą herbatą?! — wrzasnęła Hermenegilda twardym głosem wychylając się z pokoju.

Suli przewróciła oczami i zrzuciła kartony na dół.

— Już idę! — krzyknęła z wymuszoną uprzejmością.

Z ulgą opuszczała powoli strych, gdy nagle coś ją zainteresowało… Dostrzegła coś, tuż obok okienka. Patrzyła przez chwilę w tamtym kierunku i podskoczyła na drabinie, tracąc na chwilę równowagę. To ciotka znów ją wystraszyła swoim wrzaskiem.

— Kartony masz?!

— Tak, mam. Idę! — odkrzyknęła, tym razem mniej miło. Popatrzyła w ostatnim momencie jeszcze raz w tamtą stronę.

— Wyszło słońce — wyszeptała, dostrzegając światło tworzące na szafie finezyjne wzory.

Zamknęła wejście na strych i odetchnęła z ulgą. Czym prędzej pozbierała kartony i zaniosła do pokoju ciotecznej babci, która na jej widok rozłożyła ręce.

— No nareszcie, dziecko, gdzie ty byłaś tak długo? — spojrzała na Suli pytającym wzrokiem, marszcząc przy tym gęste czarne brwi.

— Na strychu, ciociu, lecę zrobić nam herbatę, bo woda się zagotowała!

Zanim wyszła z pokoju, spojrzała w stronę szafy, która nie była jeszcze całkowicie opróżniona. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Hermenegilda najwyraźniej czekała na pomoc Suli. W miejsce wyjętych rzeczy Eleonory powiesiła trzy, własne, czarne sukienki.

Suli pobiegła na dół do kuchni, by zaparzyć herbatę. Na stole stał szklany pojemnik z ciastkami korzennymi, które upiekła z babcią, zanim ta poważnie się rozchorowała. Przysunęła go do siebie i podniosła pokrywkę. Zaciągnęła się wspaniałym zapachem, a w oczach stanęły jej łzy. Wyjęła dwa ciastka i odstawiła pojemnik na miejsce. Przetarła oczy zaciśniętymi pięściami. Przygotowała drewnianą tacę z metalowymi uchwytami. Na spodkach położyła po ciastku, nabrała zaparzaczami trochę herbaty ze słoika, włożyła je do filiżanek i zalała wodą. Z szafki wiszącej obok okna wyciągnęła miód w małym słoiku, a z szuflady dwie łyżeczki. Położyła wszystko na tacy i udała się w stronę schodów. Była przyzwyczajona do jej noszenia, gdyż przez ostatnie tygodnie opiekowała się babcią najlepiej, jak tylko umiała, by ta po raz kolejny nie trafiła do szpitala, ale niestety, stało się inaczej.

— Jest herbata i ciastko — rzuciła w stronę ciotki, która właśnie przymierzała najładniejsze futro babci.

„W sumie w nic innego by się nie zmieściła”, pomyślała Suli.

— Wiesz, co jest najgorsze, Sulisławo? — spytała Hermenegilda i spojrzała na dziewczynę w lustrzanym odbiciu.

— Nie wiem — odpowiedziała ze zrezygnowaniem, kładąc tacę na okrągłym stoliku pod oknem. Usiadła w starym, ale wygodnym fotelu i wygładziła ręcznie haftowany obrus.

— Ech, moja wspaniała siostrzyczka, Eleonora, nie zostawiła żadnego spadku, żadnego listu ani żadnych pieniędzy — powiedziała z wyrzutem ciotka i odwróciła się natychmiast w stronę Suli, porażając ją wzrokiem.

— Coś ci wiadomo na ten temat, drogie dziecko? — dodała ozięble.

Suli poprawiła się w fotelu, przełknęła z trudem ciastko i pokręciła przecząco głową, szybko trzepocząc rzęsami. Hermenegilda z impetem rzuciła futro na łóżko, obeszła mebel i usiadła w drugim fotelu przy oknie. Przez chwilę obie wpadły w głębokie zamyślenie.

Suli wyjęła zaparzacze. Hermenegilda posłodziła herbatę nie żałując miodu, a ciastko pochłonęła tak szybko, że okruchami pobrudziła swoją czarną sukienkę. Nie przejęła się tym jednak wcale, tylko dalej delektowała się herbatą. Dziewczyna patrzyła na to wszystko z otwartymi ustami, a gdy Hermenegilda głośno odchrząknęła, znów poprawiła się na fotelu i odruchowo spojrzała w głąb wielkiej szafy.

— Jeśli coś tu jest, to ja to znajdę — oznajmiła Hermenegilda, a Suli momentalnie zbladła słysząc te słowa.

— Dziecko, co ci jest? Co tak bujasz tą nogą? — rzuciła z niezrozumieniem w stronę Suli.

— Nic, ciooociu — wyjąkała niepewnym głosem — po prostu zachciało mi się siku, a nie chciałam przerywać rozmowy.

— Kto cię tak wychował, drogie dziecko? Bo na pewno nie jest to zasługa mojej siostry. Idź do tej toalety i daj mi trochę odpocząć po podróży — powiedziała i machnęła dłonią, wyganiając Suli z pokoju.

Dziewczyna udała się do łazienki. Zamknęła się w niej na klucz, po czym usiadła na czerwonym dywaniku. Oparła plecy o bladoróżowe, stare kafelki będące zabudową wanny, zakryła twarz dłońmi i zaczęła rozmyślać. Po chwili otrząsnęła się i zmarszczyła nos z powodu woni, jaka wydobywała się z nieszczelnej toalety. Sięgnęła do kieszeni dżinsów po telefon komórkowy i zobaczyła, że ma jedną kreskę baterii. Pokręciła głową, wstała z podłogi i usiadła na desce klozetowej. Z listy kontaktów wybrała kontakt do Dargo i napisała krótką wiadomość: „SOS. 10 minut. Weranda”.

Stanęła przy popękanej, ale nadal funkcjonującej umywalce. Odkręciła zimną wodę, ale była wręcz lodowata, więc odkręciła też ciepłą. Z kubka, który stał na zlewie, wyciągnęła różową szczoteczkę, nałożyła na nią pastę i umyła zęby. Poczuła wibracje telefonu w kieszeni. Skończyła więc szybko, opłukała twarz i wytarła ją ręcznikiem wiszącym na wieszaku przymocowanym do drzwi. Spojrzała na wiadomość: „Uratuję Cię.:D”. Uśmiechnęła się szczerze i wcisnęła telefon do kieszeni spodni. Z plastikowego, czerwonego koszyka dyndającego nad toaletą wzięła szczotkę, którą przeczesała włosy, a potem wyszła z łazienki. Przez uchylone drzwi zauważyła leżącą na łóżku ciotkę. Stopy, pokryte czarnymi rajstopami, wystawały jej za łóżko, a usta miała otwarte i pomrukiwała coś pod nosem, chyba przez sen. Suli cofnęła się i szybkim ruchem otworzyła drzwi, w innym wypadku na pewno by zaskrzypiały. Od razu skierowała się w prawą stronę do zamkniętej już szafy. Niepewnym ruchem dłoni pociągnęła za okrągły uchwyt i zaglądała już do środka, gdy nagle ciotka zachrapała tak głośno, że Suli automatycznie przymknęła drzwiczki. Znów podjęła próbę zajrzenia do szafy, ale poczuła wibracje telefonu. Z poczuciem zrezygnowania pochyliła głowę do przodu, odwróciła się i ruszyła w stronę stolika, na którym leżała taca. Pozbierała wszystko bezszelestnie i wzięła ze sobą. Przechodząc obok łóżka, położyła ją delikatnie na dywanie i jeszcze raz skierowała ręce w kierunku szafy, ale ponownie się wystraszyła, bo ciotka wypuściła niespodziewanie głośne i do tego śmierdzące gazy. Suli przewróciła oczami i sięgnęła do kieszeni po komórkę. Przeczytała wiadomość: „Czekam”. Spojrzała na szafę i wzruszyła ramionami. Na jej twarzy malowała się bezradność. Podniosła tacę i wyszła z pokoju, przymykając szybko drzwi, by nie zbudzić ciotki.

Zaniosła wszystko do kuchni. Wygrzebała trochę miodu ze słoika i posmarowała suche usta. Ubrała buty i pobiegła do salonu, po czym otworzyła drzwi prowadzące do ogrodu.

— Dobrze, że jesteś! ­

— Chyba coś chcesz… — powiedział zaczepnie Dargo.

Patrzył na nią swoimi dużymi brązowymi oczami i zatrzepotał ciemnymi rzęsami.

Zmierzyła go od góry do dołu. Znów miał na sobie coś nowego.

— Musimy stąd iść.

Złapała go pod ramię.

Chłopak spojrzał pytającym wzrokiem, ale Suli zrobiła groźną minę i ruszyli w stronę bramy.

— Chodźmy do mnie, taty nie ma. Zrobię sok — uśmiechnął się szeroko i przeczesał palcami brązowe, lekko falowane włosy, sięgające mu prawie do ramion.

— Pędem — rozkazała i skierowała się na ulicę, a on za nią.

Mieszkali po sąsiedzku, ale jego dom, w przeciwieństwie do domu Suli, był wyremontowany i dobrze wyposażony. Weszli do środka, ściągnęli buty i udali się prosto do kuchni. Suli usiadła na hokerze, a on przygotował sok z pomarańczy i grejpfruta z dodatkiem niewielkiej ilości cukru trzcinowego. Dziewczyna odgarnęła włosy do tyłu, podparła twarz dłońmi i przyglądała się chłopcu.

— Nie mam już siły, Dargo… — zaczęła po chwili ściszonym głosem.

— Co się stało? Masz takie czerwone oczy… Babcia gorzej się czuje? — spytał zmartwiony, podając jej sok, po czym usiadł na przeciwko.

— Umarła dziś rano.

— Jeeej… Sulka, nie wiem, co powiedzieć. Przykro mi, naprawdę lubiłem twoją babcię… — powiedział czerwieniąc się przy tym co nie było u niego normalnym widokiem.

— Dziękuję — przerwała mu, opuszczając wzrok, i wzięła łyk soku.

Zrobił smutną minę i podszedł do niej, by pogłaskać ją po ramieniu. Wahał się czy ją przytulić.

— Poradzę sobie z jej śmiercią, bo babcia mnie na nią przygotowała, ale jest coś, co mnie przeraża i nie wiem, co mam robić — spojrzała na niego, jakby czekała na potwierdzenie, że może mu zaufać.

— Mów… — zachęcił łapiąc ją za oba ramiona.

— Przyjechała siostra babci, by zająć się różnymi sprawami, i zamieszkała ze mną. To straszna wiedźma!

— Powiem ci coś w sekrecie… — dodała ściszonym głosem, a on otworzył szeroko oczy i uchylił lekko usta, jakby nie mógł doczekać się poznania wielkiej tajemnicy.

— Ukryła dla mnie coś bardzo ważnego — ciągnęła dalej. — Mówiła, że w szafie, a ona znajduje się w pokoju babci, gdzie ciotka smacznie chrapie… Jeśli ona się do niego dorwie, nic mi nie da, a jeszcze gorzej się stanie, jeżeli w jej ręce wpadnie coś, co wpaść nie może…

— Co to takiego, Suli?! — przerwał jej Dargo.

— Posłuchaj… Ciotka powyrzucała z szafy część ciuchów babci, by włożyć swoje. Nie wiem, jak to zrobić, by nie dorwała się do spadku przede mną! Pytała mnie nawet, czy wiem coś na jego temat — wypowiedziała jednym tchem, po czym przechyliła szklankę i wypiła cały sok.

— Suli, musimy obmyślić plan — powiedział i podrapał się po głowie.

— Jak nie dostanę tego prezentu, to nigdy nie odkryję świata, o którym ci kiedyś opowiadałam.

— Chodź, idziemy — odparł zdecydowanie i puścił jej oczko.

— Dokąd mnie ciągniesz?!

Wstała i poszła za nim z grymasem na twarzy.

— Do ciebie — odpowiedział i szturchnął ją w ramię.

— Do mnie?! Jak ciotka cię zobaczy, to będzie dym — podniosła piskliwie głos.

— To nie zobaczy, Suli, zaufaj mi, jestem facetem, to znaczy jeszcze nastolatkiem, ale już mężczyzną — zaczerwienił się, wyprostował i wyszedł z kuchni.

W korytarzu zaczął się ubierać i kiwnął głową w stronę Suli, by zrobiła to samo.

— Fajne trampki — rzuciła w stronę chłopca, uśmiechając się szeroko.

Spojrzał na swoje zielone buty w żółte gruszki, które świetnie komponowały się z cytrynową bluzą i ciemnymi dżinsami. Zaśmiał się pod nosem.

— Prezent od taty, dzięki, twoje różowe też są super. W ogóle zawsze ładnie wyglądasz.

Zmierzył ją od góry do dołu i pokiwał potwierdzająco głową.

— Dziękuję — uśmiechnęła się i przejrzała się w wielkim lustrze w srebrnej ramie, wiszącym na białej ścianie. Obejrzała się z każdej strony. — Wiem — dodała.

Obydwoje głośno się zaśmiali.

— Poczekaj, skoczę po kilka rzeczy do pokoju i zaraz wracam, bo bym o czymś zapomniał.

Pobiegł w stronę krętych schodów, które prowadziły na piętro. Udał się na górę i wrócił za chwilę z czerwonym plecakiem przewieszonym przez ramię.

— Gotowy?

— Tak, zwarty i gotowy! Plan jest prosty, idziemy do ciebie, do twojego pokoju. Poczekamy aż ciotka wstanie. Jak nas nakryje, to powiemy, że będziemy się razem uczyć. Niby został tylko tydzień szkoły i nie trzeba nic robić, ale wymyśliłem właśnie co powiemy w razie przypału… Będziemy mieli przedstawienie szkolne i musimy przećwiczyć razem swoje role. W razie czego zaprosimy ciotkę, a potem nagle rozchorujemy się czy coś, dobre?

— Może być — powiedziała i puściła mu oczko.

Chwycił klucze z komody stojącej obok lustra i otworzył drzwi.

— To idziemy.

Po cichu weszli do domu Suli. Na parterze nie usłyszeli żadnych oznak życia. Suli wstąpiła do kuchni po wodę i pokiwała do Dargo ręką, wskazując kierunek drogi. Ostrożnym krokiem wchodzili po schodach, ale były tak stare, że co chwilę któryś stopień dawał o sobie znać skrzypieniem. Pierwsze drzwi do pokoju na piętrze były już zamknięte, co oznaczało, że Hermenegilda musiała wstać. Z łazienki dobiegały odgłosy lejącej się wody.

— Przeszukaj szafę — wyszeptał Dargo do Suli — a ja będę stał na czatach. Daj tę wodę i idź — dodał patrząc jej głęboko w oczy, jakby wzrokiem chciał przekazać jej trochę zaufania.

Dziewczyna nie zastanawiając się ani chwili, otworzyła natychmiast drzwi. Podbiegła do szafy i zaczęła pośpiesznie ją przeszukiwać. W szufladach znalazła rajstopy, bieliznę, skarpetki, apaszki, czapki, berety, szaliki i nic więcej. Rozczarowana wstała na chwilę, by się lepiej rozejrzeć, po czym ponownie uklęknęła, by poszukać po prawej stronie szafy, gdzie leżało kilka kartonów. Wyciągała jeden po drugim i biegiem, ale dokładnie zaglądała do środka każdego z nich. Znalazła kozaki, sandały, klapki, kapcie, obuwie sportowe, znów kozaki i znów kapcie. I nic więcej.

— Suli — syknął chłopak, zaglądając do pokoju — chowaj to i dzida! — wykrzyknął szeptem.

Dziewczyna kiwnęła porozumiewawczo głową i odłożyła kartony z butami z powrotem do szafy. Zamknęła ją szybko, a potem wyszła na korytarz i chwyciła chłopaka za rękę. Po cichu przeszli obok łazienki. Zza drzwi dobiegał do ich uszu śpiew, a raczej próba śpiewu.

— Roxette — wyszeptała Suli.

— Ale wyje… It muuust have been looove — zawtórował Dargorad szeptem do ucha koleżanki.

Uśmiechnęli się do siebie i weszli do pokoju Sulisławy. Dargorad zamknął za nimi drzwi.

— Wejdź pod łóżko — rozkazała — a ja będę udawała, że śpię. Nie wiem, ile to będzie trwało, ale musimy spróbować.

Chłopak odłożył butelkę z wodą na biurko i wcisnął się pod łóżko. Suli ściągnęła trampki i położyła się przykrywając się kocem. Przyjaciele cierpliwie odgrywali swoje role. Suli leżała nieruchomo odwrócona plecami do wejścia.

Minęło kilka minut, ale w pokoju nadal panowała cisza i spokój. Sulisławie robiło się już gorąco. Leżała przecież w bluzie i spodniach pod kocem na pościeli.

Rozległo się pukanie. Sulisława wstrzymała oddech, gdy usłyszała naciśnięcie na klamkę. Ciotka zbliżała się do jej łóżka, a Suli wypuszczała powoli powietrze z płuc. Zmarszczyła nos z powodu przeszywających wszystko kioskowych perfum, ale złapała się na tym od razu i z poświęceniem zaczęła oddychać spokojnie.

— Kto by pomyślał, że dziecko zmęczone od nicnierobienia — wymamrotała Hermenegilda pod nosem.

Suli zacisnęła pięści, które skrywała pod kocem.

Hermenegilda podeszła do klasycznego biurka stojącego pod oknem. Usiadła na obrotowym krześle, w którym ledwo się zmieściła. Wysunęła jedną z szuflad.

Nastolatka podniosła prawą powiekę, by zobaczyć, co się dzieje.

Dostrzegła jak Hermenegilda wyciąga z szuflady jeden z jej zeszytów, a potem wyrywa z niego kartkę. Chwyciła niebieski piórnik, który leżał na biurku i wybrała pióro. Suli przymknęła z powrotem oko i czekała, co będzie dalej. Po chwili, Hermenegilda wstała i podeszła do łóżka dziewczyny. Nachyliła się nad nią i dotknęła zewnętrzną stroną dłoni czoła Suli. Hermenegilda westchnęła i nieznacznie zsunęła z dziewczyny koc. Potem odwróciła się w lewą stronę, by obejść łóżko. Zrobiła dwa kroki… i nagle runęła na podłogę tuż przed meblami.

— Ałaaa! — wydarła się w niebogłosy. — Co za paskudny bałagan!

Suli zerwała się z łóżka na równe nogi.

— Ciociu! Pomogę ci wstać! — wykrzyczała i odwróciła się, by sprawdzić, co się stało. Wystający spod łóżka plecak Dargorada okazał się przyczyną całego zajścia. Dziewczyna wciągnęła powietrze, przymykając oczy, i pokręciła głową.

— Przepraszam, ciociu, zapomniałam odłożyć plecak na miejsce.

Ciotka wstała, wykonując mozolne ruchy, i zmierzyła Suli piorunującym wzrokiem. Otrzepała sukienkę od góry do dołu i odgarnęła przesuszone bordowe włosy z czoła.

— Za karę musisz posprzątać nie tylko w tym pokoju, ale w moim również! Rozumiesz?

Suli powstrzymała się od komentarza. Stała z opuszczonymi ramionami, zgrywając współczującą istotę.

— Proszę opróżnić szafę z rzeczy Eleonory i popakować je w kartony, a ja potem zdecyduję, co z nimi zrobić, chyba że znajdę testament. Na tę chwilę chcę, byś po prostu ją opróżniła. Jest w niej taki sam bałagan jak tutaj — wskazała ręką na pokój dziewczyny, w którym tak naprawdę panował porządek. Nawet książki na półkach były poukładane tematycznie, na parapecie znajdowały się zadbane storczyki, kurze były pościerane, podłoga czysta i gdzieniegdzie stały lawendowe świece zapachowe, które zarówno Suli, jak i Eleonora, uwielbiały.

— Dobrze, ciociu, i jeszcze raz przepraszam — powiedziała i odprowadziła ją do drzwi. Odetchnęła z ulgą, gdy ta przekroczyła próg pokoju.

— Zapisałam ci mój numer telefonu, tylko nie dzwoń z głupotami. Będę wieczorem, bo muszę załatwić sprawy związane z pogrzebem, a ty posprzątaj i zrób obiad lub coś zamów. Pieniądze zostawię w kuchni na stole — powiedziała Hermenegilda gestykulując ręką, kierowała się w stronę schodów.

Suli poszła po chwili za nią, by upewnić się, że opuściła dom.

Wróciła do pokoju i zobaczyła Dargorada siedzącego na łóżku z zadowoloną miną.

— Widzisz, plan idealny — zaśmiał się, zaklaskał w dłonie i uniósł ręce do góry na znak zwycięstwa.

— Jesteś nienormalny, Dargo! A jakby się zabiła?! Zobacz na te sosnowe szafki — wskazała palcem na jasne meble stojące naprzeciwko łóżka. — Mało brakowało, a walnęłaby w nie głową i byśmy mieli niezły dżem!

— Ale za to mamy niezły cyrk i wolną drogę do szafy — powiedział, podskakując na łóżku ze sprężynowym materacem.

Dziewczyna pokręciła głową, nie mówiąc już ani słowa, ale na jej twarzy malował się lekki uśmiech, a w głowie rodziła się myśl o sprzyjających okolicznościach.

— Szkoda czasu. Co proponujesz? — spytał Dargorad.

— Najpierw znajdziemy prezent, a potem spakujemy co trzeba w kartony.


Przeszukiwali ogromną szafę w stylu prowansalskim, który Eleonora kochała za elegancję i prostotę nadającą charakteru staremu domowi. Przyjaciele wyjęli z niej mnóstwo rzeczy, które poukładali na łóżku i podłodze.

— Z tym wszystkim, to niezły stragan można by otworzyć — podsumował chłopak, rozglądając się wokoło. Przeczesał palcami kasztanowe włosy, co zdarzało mu się ostatnio dość często. Zauważył jakiś czas temu w szkole, że dziewczyny zwracają uwagę, gdy to robi. Koleżanki z młodszych klas nadały mu przezwisko Tarzan i nawet był z tego powodu zadowolony.

Suli zmierzyła go wzrokiem sugerującym, że nie życzy sobie więcej takich komentarzy. Pracowali więc dalej jak mrówki jeszcze ponad godzinę, aż opróżnili szafę i sprawdzili wszystkie jej zakamarki.

— Ukradła, musiała ukraść! — powiedziała Sulisława i usiadła skrzyżnie na podłodze, ledwo znajdując dla siebie miejsce, po czym złapała się za głowę. Chłopiec usiadł obok niej i zamyślił się, gryząc wargi.

— Suli, a może nie o tę szafę chodziło? — powiedział, patrząc na koleżankę, której obiecał ratunek. Nie miał zamiaru nie dotrzymać słowa.

Dziewczyna westchnęła, zamyśliła się na moment, a za chwilę przytuliła chłopaka i dała mu całusa w głowę. Zdziwiona własną reakcją, zaśmiała się głośno i szturchnęła go łokciem.

— Jesteś genialny! Musimy to wszystko ogarnąć, zanim wróci ciotka, ale najpierw sprawdzimy jeszcze jedno miejsce. Wstawaj! Idziemy!

Poszli na strych, gdzie nie było zbyt jasno, ale Dargorad wyciągnął z czerwonego plecaka latarkę i oświetlił wnętrze.

— Dobrze, że ciotka tutaj nie weszła, bo dopiero miałaby co komentować. Swoją drogą, straszna z niej małpa — rzucił w stronę Suli, która przekładała rzeczy z miejsca na miejsce, by dostać się do szafy.

— To prawda, ale lepiej nie wchodzić jej w drogę, bo wtedy dopiero pokaże, jaka jest naprawdę, a tego nikt, uwierz mi, nie chciałby doświadczyć na swojej skórze — powiedziała i zaśmiała się, widząc minę przerażonego kolegi.

— Zabrzmiało to bardziej groźnie niż zabawnie — powiedział, rumieniąc się.

— Dlaczego babcia miałaby chować prezent na strychu i zastawiać go tymi wszystkimi gratami?

— Przed straszną wiedźmą, zresztą jak jej na imię?

— Hermenegilda.

— OMG… katastrofa. Teraz się nie dziwię, że taka z niej wredota — zaśmiał się i kichnął głośno z powodu kurzu, który unosił się w powietrzu.

— Prawda. Bless you!

— Dzięki. Dlaczego zawsze mówisz „prawda”, jak kicham?

— Żebyś miał zagadkę, o czym akurat pomyślałam!

— Pewnie o tym, jak to dobrze mieć mnie przy sobie…

— Nie o tym, ale to prawda. Dobrze, że jesteś.

Wymienili się uśmiechami. W końcu dostali się do ciemnobrązowej wiktoriańskiej szafy, która stała na czterech ozdobnych nogach. Suli pociągnęła za uchwyt.

— Zamknięte na klucz, a klucza nie ma — skwitowała rzucając Dargoradowi spojrzenie pełne rezygnacji.

— Nie potrzebuję go — powiedział cwaniacko wypinając klatkę piersiową do przodu.

Suli zdziwiła się i z zaciekawieniem spojrzała mu w oczy. Zamyśliła się.


Dargorad należał do drużyny pływackiej i wyglądał na całkiem dojrzałego w stosunku do swoich kolegów. Koleżanki często wpisywały w „Złotych myślach” jego imię i nazwisko pod hasłem „Podaj imię i nazwisko osoby, która ci się podoba”. Suli traktowała go jednak od lat tak samo, jak brata, którego zawsze chciała mieć, a nie jak kogoś, do kogo mogłaby wzdychać przed snem. Zresztą w nikim jeszcze nigdy nie była zakochana. Nie wiedziała dlaczego. „Przyjdzie czas i pora”, powtarzała przyjaciółkom, gdy pytały, który to szczęściarz skradł jej serce.


— Mam przyjaciela, który uczy mnie takich sztuczek, jak na przykład włamywanie się do szafy — zarzucił włosami i sięgnął do plecaka po kilka drobiazgów, po czym wybrał jeden, a resztę schował.

Dziewczyna przechyliła głowę ze zdziwienia i wyjęła mu z ręki latarkę.

— Zawsze mnie zaskakujesz, Dargo — powiedziała szczerze.

— Do usług, o pani — powiedział teatralnym tonem i ukłonił się przed nią do pasa, jakby była królową. Obydwoje wybuchnęli śmiechem.

Sulisława poczuła coś w rodzaju déjà vu, ale szybko odrzuciła tę myśl, uznając ją za głupią.

Oświetliła dziurkę od klucza, a chłopiec próbował otworzyć zamek wsuwką. Męczył się przy tym bardzo, bo chciał to zrobić jak najszybciej. Wykręcał nadgarstek na prawo i lewo, w dół i w górę, a zamek nadal pozostawał zamknięty.

— To nie jest takie proste — wykrztusił i przełknął ślinę.

— Wiem, ale musisz to zrobić, uda się — zachęcała go do dalszej pracy i uśmiechnęła się delikatnie.

— Jest! — krzyknął triumfalnie i otworzył drzwiczki.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 36.99
drukowana A5
za 69.9