E-book
13.65
drukowana A5
32.41
drukowana A5
kolorowa
55.68
Styczeń

Bezpłatny fragment - Styczeń

Polski Kalendarz Obyczajowo-Gospodarski Wybór tekstów


Objętość:
118 str.
ISBN:
978-83-8126-684-0
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.41
drukowana A5
kolorowa
za 55.68

ą.


Konstanty Mackiewicz, Leśna ścieżka zimą


Motto: Naród — to nie język, naród — to jego dusza, to jego tęsknoty, jego pieśni, jego literatura. Naród kształtuje się pod wpływem wychowania.

Józef Mackiewicz, Droga donikąd


Nazwa miesiąca pochodzi od słowa stykać, czyli łączyć Nowy Rok ze Starym.

Gdy styczeń mrozów nie daje, sprowadzi nieurodzaje.

Gdy w styczniu mrozy i śniegi, będą stodoły po brzegi.

Styczeń zamglony, marzec zadeszczony, lipiec utopiony

Na Martynę (30 stycznia) przybywa dnia o godzinę.

Gdy w styczniu ciepło na dworze, pustki będą w komorze.


***

Mikołaj Rej, Żywot człowieka poczciwego

Iż różne są czasy w roku, też są i różne przypadki w gospodarstwie i w każdej sprawie człowieka poczciwego, gdyż rok jest na czworo rozdzielon: naprzód wiosna, więc lato, potem jesień, więc zima. A w każdym z tych czasów i potrzebnego a różnego gospodarstwa, i rozkosznych czasów, i krotofil swych w swoim onym pomiernym a w spokojnym żywocie poczciwy człowiek może stadnie żyć.


1 stycznia — Nowy Rok


***

Jan Kochanowski, Kolęda


Tobie bądź chwała, Panie wszego świata,

Żeś nam doczekać dał Nowego Lata.

Daj, byśmy się i sami odnowili,

Grzech porzuciwszy, w niewinności żyli.


Łaska Twa święta niechaj będzie z nami,

Bo nic dobrego nie uczynim sami!

Mnóż w nas nadzieję, przyspórz prawej wiary,

Niech uważamy Twe prawdziwe dary!


Użycz pokoju nam i świętej zgody,

Niech się nas boją pogańskie narody,

A Ty nas nie chciej odstępować, Panie,

I owszem, racz nam dopomagać na nie!


Błogosław ziemi z Twej szczodrobliwości,

Niechaj nam dawa dostatek żywności,

Uchowaj głodu i powietrza złego,

Daj wszystko dobre z miłosierdzia swego!

***

Oskar Kolberg, Krakowskie, część I

Witano się dawniej w owym dniu słowami Bóg cię stykaj! polecając się opiece, jakoby zetknięcia się z Wszechmocnym. Wielką wagę przykładano do życzeń noworocznych, kiedy i kapłan w kościele (po uczczeniu pamiątki Obrzezania Pańskiego), skończywszy tego dnia kazanie, winszował dziedzicowi i parafijanom. Po nabożeństwie razem z ks. proboszczem zjeżdżano się do dworu i tam winszowano i życzono sobie wzajemnie. Wiedziano co komu życzyć należy, umysł i grzeczność siliły się na dowcip, koncepta, po których dzieci i żaki prawiły perory. Dzisiaj zwyczaj winszowania spowszedniał, ograniczając się na krótkiem uściśnięciu ręki; zastąpiło go także rozesłaniem biletów z powinszowaniem, i te później zarzucono. Ojcowie mieli na to sposób, aby powtarzane co rok życzenia nie były nudnemi: oto dbali o nie, jak o ważną żywota sprawę, więc płynęły one z serca i z sąsiedzkiego afektu.

Od Nowego Roku trwa kolęda. Mianowicie dzień Trzech króli i wilją do niego zwano szczodremi, gdyż w tym czasie najwięcej rodzice dzieciom, gospodarze czeladzi, możni sąsiadom, podawcy plebanom rozdawali kolendy, mianowicie gdy ci chodzili kolędować po wsi lub mieście.

W dzień Trzech — króli, lud piekł dawniej pewny rodzaj chleba przennego w kształcie rogatym, który zwano szczodrak albo rogal; nim to obdarzano się w sąsiedztwie i tych co przychodzili po kolędzie.


***

Oskar Kolberg, Krakowskie, część III


Co kto najprzód po Nowym Roku zobaczy, takie na ten rok będzie miał zdrowie. Źrebię jest najpożądańsze, najgorsze gąsięta.


***


Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów


Kolęda jest to obrządek kościelny pewny, który się zaczyna od Nowego Roku i trwa do wielkiego postu.

Księża plebani lub ich wikaryjusze w te czasy jeżdżą po dworach i wsiach albo po miastach chodzą po domach, ogłaszają w krótkiej przemowie przyńście na świat Słowa Wcielonego, życzą błogosławieństw wszelkich niebieskich i ziemskich i po skończonej perorze egzaminują czeladź domową i służących z katechizmu. Asystujący księdzu do tej kolędy organista z bakałarzem, gdzie jest i kilku chłopców, śpiewają po wchodzeniu i wychodzeniu jaką pieśń o Bożym Narodzeniu. Po wyjściu księdza dziewki ubiegają się do stołka, na którym ksiądz siedział; która pierwsza usiędzie, ma sobie za wróżbę, że tego roku za mąż pójdzie. Po wsiach chłopi w Wielkiej i Małej Polszcze dają księdzu kawałki słoniny, serki, grzyby suche, orzechy i owoce kokosze, a oprócz tego po kilka groszy. Po miastach zaś tylko same pieniądze, na jakie kogo stać; toż samo i po dworach szlacheckich, w których pospolicie po odbytej kolędzie raczą się gospodarz z księdzem, obchodząc dzień kolędy bankietem według przemożenia.


***

Karol Olgierd Borchardt, Znaczy kapitan


…Szesnaście uderzeń w momencie pożegnania Starego Roku i spotkania Nowego — z których pierwsze osiem wybijał najstarszy wiekiem na okręcie, bez względu na to czy nosił mundur admirała, czy bosmana, zaś następnych osiem najmłodszy marynarz…


***

Józef Piłsudski, Kalendarium

Gdy wolni spotykamy Rok Nowy, uchylmy przede wszystkim czoła przed naszymi ojcami i dziadami, którzy, chociaż w walce ulegli przemocy, przekazali jednak swym potomkom nieugięte dążenie do tego samego celu, co im w boju i twardej służbie żołnierskiej przyświecał.


6 stycznia  Święto Trzech Króli


Gdy Trzech Króli mrozem trzyma, będzie jeszcze długo zima.

Michał Elwiro Andriolli, Kolędnicy

Rozpoczyna się karnawał (zapusty, mięsopust).

Pierwszego dnia mięsopustnego św. Żarłoka, drugiego św. Potoka, a trzeciego św. Stękawy. Jan Gołubski, Tryplika

Jest to okres zabaw, towarzyskich spotkań, kuligów i balów. Czas obfitości pożywienia i wszelakiej okowity. Atmosfera sprzyja kojarzeniu par i weselom.

***

Oskar Kolberg, Krakowskie, część III


Na Trzech Króli nie jedzą, aż trzy gwiazdy zobaczą, aby ich zęby nie bolały.

***

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska

Tańczono i śpiewano na ulicach, zwłaszcza w rynku, wleczono na powrozie bałwana słomianego, zwanego combrem, i rozrywano go na kawałki.

***

Melchior Wańkowicz, Szczenięce lata

Teraz od Świąt szedł jeden ciąg festynów aż do Nowego Roku. Każde z nas przywoziło przynajmniej po dwóch kolegów lub koleżanki. Korepetytorzy, którzy latem z nami dukali, też przyjeżdżali i zwozili kolegów. Do nauczycielek też zjeżdżały jakieś przyjaciółki — stare panny — przyjeżdżały z matkami i ciotkami dawne nauczycielki i bony, z którymi zachowywały się serdeczne stosunki; namykały się dawne rezydentki(…),ściągali z rodzinami wszyscy „klienci domu” — ksiądz, adwokat, doktor…

Zawiązywały się tam flirciki platoniczne, wzdychania, utarczki babskiego i męskiego obozu, przeplatane tradycyjnymi psikusami, jak słanie prześcieradeł na prętach leszczynowych zamiast na ramie z materacem, podczas gdy przy łóżku stawiano nieckę z wodą, zaszywanie w mankietach rękawów nocnych koszul i wsypywanie w nie mąki; płeć męska wywzajemniała się straszeniem, co dawało pole niewiastom bać się, a „bać się” pojmowano jako nieodłączny atrybut kokieterii i kobiecości: więc wieszaliśmy lub kładli na łóżka w damskich pokojach manekiny imitujące trupy, więc ukazywaliśmy się szarą godziną w bieli prześcieradła, brzękaliśmy po strychu łańcuchami, wyliśmy jako wilki w zagajach. Były to figle, że tak rzeknę, rytualne, uświęcone tradycją i niekaralne. Aż dziw, że te wszystkie dryblasy tak powtarzały dowcipy pokoleniami.

(…)Tak oto we dworze całym od Bożego Narodzenia do Nowego Roku gwałt panował a skweres; następowała mobilizacja służby domowej, to znaczy dziopy wiejskie odrabiały dniówki robocizny, tłukąc talerze i szklanki, a nad tym całym rozedrganym harmiderem rozpięte było pytanie: „gdzie się ich wszystkich położy?

(…) -W małym garnuszku kaszka smaczniejsza — odpowiada ze szczerym zadowoleniem babka.

***

Kazimierz Scheyen, Lwowskie gawędy

…Post ściśle obserwowano, więc okres szaleństwa był bardzo ograniczony, czas karnawału trzeba było należycie wykorzystać. W karnawale niewiele sypiali i młodsi, i starsi, bowiem liczba opiekunów obsiadających kanapy wzdłuż tanecznej sali niejednokrotnie przewyższała ilość czynnych aktorów zabawy.

Wydatki związane z balem były stosunkowo duże, okazji do tańca mało, więc rzecz prosta, że tańczono nie inaczej jak do rana, do białego mazura przy świetle dziennym, po czym gremialnie udawano się na śniadanie, przeważnie do Szkockiej i Romy.

Niezbyt fortunny obrazek kończył czarowną noc. Widok pozieleniałych twarzy, rozwichrzonych włosów, pomiętych i poplamionych sukien, kołnierzy i gorsów, więdnących kwiatów zdzierał wzajemny urok z postaci, które w nastrojowym świetle i pod czarem walca tak niedawno zbliżały się do siebie. Może tak brutalne przejście z krainy baśni w szarą rzeczywistość rozbiło niejedno zamierzone małżeństwo. Ziewająca, umęczona, z przekręconym kapeluszem na głowie i obleśnym uśmiechem przylepionym tylko do jednej strony twarzy, upadająca z sił niedoszła teściowa, która do ostatniej chwili spełniała wiernie swój obowiązek, jak prawy żołnierz na posterunku, dobijała ostatni gwóźdź do matrymonialnej trumny.

Boć karnawał był głównym okresem, a bale i zabawy miejscem jarmarku małżeńskiego w czasach, gdy zawarcie znajomości i wzajemne poznanie się było tak trudne. Czy dobry tancerz był równie dobrym materiałem na męża, oceniali rodzice i ciotki.

Po takiej nocy szło się wprost do zajęcia lub nauki. Nastrój w szkole byłby fatalny, gdyby nie to, że pan profesor też był niewyspany, bo wyprowadzał córki na bal.

Zostawały jednak pamiątki: paniom karnety, panom kotyliony.

Na kilka dni przed wielkim wydarzeniem tanecznym cały żeński personel rodziny zaprzęgnięty był do fabrykacji kotylionów, kolorowych kokard o różnych rozmiarach, z mniej lub więcej pomysłowymi ozdobami.

Zwyczajnie o północy następował uroczyście zapowiadany kotylion, walc figurowy. Przyćmione światła kolorowe potęgują nastrój. Do dawno zaangażowanego kotyliona wiódł tancerz nie inaczej, jak wręczając bukiet kwiatów, drugim zaś aktem tego kulminacyjnego tańca wieczoru był walczyk dla pań, które wybrańcom przypinały kotyliony.

Przy młodzieńczym łóżku na ścianie wisiał dywanik. Szpileczkami wetknięte weń były kotyliony, trofea balowe wielu lat.

Dawny tancerz pamiętał dokładnie, od której każdy kotylion pochodzi i jakie się łączą z nim wspomnienia.

Każdej wchodzącej na bal danserce pan komitetowy wręczał karnecik. Ozdobny, składany kartonik z czerpanego papieru. Na okładce akwarelowy malunek lub piórkowy szkic z napisem upamiętniającym datę i bal. Na drugiej stronie dużymi literami widniał program taneczny:

Polonez

Kadryl I

Lansjer I

Mazur

Kotylion

Krakowiak

Kadryl II

Lansjer II

Biały mazur

Były to oczywiście tylko tańce figurowe aranżowane przez wytrawnego wodzireja z biało — czerwoną kokardą olbrzymich rozmiarów. „Para w lewo, para w prawo!”, „Panie kółeczko”, „Panowie koszyczek”, „Panowie w cieniu pań!”, „Do środeczka!”

Do tańców figurowych angażowano przez wpisanie nazwiska w odpowiedniej rubryce karnetu, przeważnie małym ołówkiem przywiązanym do kartonu.

Myślano wtedy spokojnie o tym, co będzie jutro, pojutrze, za miesiąc czy rok. Nie tylko angażowano do tańca na miesiąc przyszły, lecz nawet proszono ołówkiem do tańca „od dziś za rok” i dotrzymywano obietnicy.

Przy dziewczęcym łóżku wisiał dywanik. Szpileczkami wetknięte weń karnety, trofea balowe wielu lat, przywodziły na pamięć wspomnienia dawno minionych wzruszeń.


***

Józef Szczypka, Kalendarz polski

I tylko żałoby narodowe, wstrząsy po klęskach powstańczych, aresztowaniach i zsyłkach zakłócają ustawicznie te skoczne karnawałowe obrządki. Z danserami w obcych uniformach nie chce się mieć nic do czynienia … Panie przedkładają czerń nad inne kolory i chowają do komód biżuterię. A często nie urządza się żadnych balów i wręcz grozi wybiciem szyb tym, którzy je urządzają. Polskość zhardziała. Polskość, która nawet karnawałowi przydaje biało — czerwoną kokardkę swej dumy.

O kuligach

Kulig — zabawa zapustna połączona z gromadnym objeżdżaniem sąsiedztwa.

***

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska

O zabawach kuligowych pisze wychowany w XVIII w. Łuk. Gołębiowski, że nikt podczas nich nie bywał obrażony, nikt upośledzony, godzono wtedy niejeden zatarg sąsiedzki a wyobrazić sobie teraz nie można tej nieporównanej serdeczności i braterskiego wylania, jakie podzielał i kapłan, i rycerz, i najpoważniejszy obywatel. Tu ostrzeżono wcześniej, tu wpadano znienacka, niekiedy w strojach codziennych, a zawsze zadowalając się najskromniejszym ugoszczeniem lub wioząc w podarku zwierzynę i ryby tam, gdzie kniei i rybołówstwa nie miano. Młodzian znajdował sposobność zbliżenia się do dziewic, wyświadczenia im grzeczności i podobania się swej bogdance. W tych zebraniach, kipiących wesołością i szczerotą staropolską, nie znano przedrwiwań, kłótni, pojedynków, a dawniejsze nieporozumienia i niechęci topiono w węgrzynie i uściskach braterskich.

Józef Chełmoński, Kulig


***

Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów, O zapustach i kuligach

Lubo wielcy panowie i można szlachta przez cały rok zabawiali się bankietami i tańcami bardzo często spraszając do siebie gości z rozmaitych okazyj, jako to: na święta Bożego Narodzenia, na Wielkanoc, na Zielone Świątki, na imieniny, na chrzciny, na zaręczyny, na wesela, najwięcej jednak takowych ochot sprawiali sobie od Tłustego Czwartku aż do Środy Wstępnej.

(…)Takowe uciechy działy się po pańskich domach między przyjaciółmi zaproszonymi. Niższej zaś fortuny szlachta wyprawiała kuligi, które były takowe: dwóch albo trzech sąsiadów zmówili się z sobą, zabrali z sobą żony, córki, synów, czeladź służącą i co tylko mieli w domu dorosłego, nie zostawując w nim tylko małe dzieci pod dozorem jakich dwojga osób, mężczyzny i niewiasty. Sami zaś wpakowawszy się na sanki, albo gdy sanny nie było, na kolaski, karety, wózki, na konie wierszchowe, jak kto mógł, jechali do sąsiada pobliższego ani proszeni od niego, ani przestrzegłszy go, żeby się im nie skrył albo nie ujechał z domu. Tam go zaskoczywszy, rozkazywali sobie dawać jeść, pić, koniom i ludziom, bez wszelkiej ceremonii, właśnie jak żołnierze na egzekucyi, poty u niego deboszując, poki do szczętu nie wypróżnili mu piwnicy, spiżarni i szpichlerza; gdy już wyżarli i wypili wszystko, co było, brali owego nieboraka z sobą z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada, któremu podobneż pustki zrobiwszy, ciągnęli dalej, aż poki w kolej do tych, którzy zaczęli kulig, nie doszli.

(…)Że takowe kulgi najwięcej bawiły się pijatyką i obżarstwem, przeto mniej dbając o tańce, przestawali na jakim takim skrzypku, czasem z karczmy porwanym albo między służącą czeladzią wynalezionym; chyba że gospodarz miał swoja domową kapele albo też rozochocony posłał po nią gdzie do miasta. Najsławniejsze co do pijatyki i brawury te kuligi były w województwie rawskim, gdzie się nieraz krwią oblewały, a jeżeli się kto obcy przez niewiadomość wmięszał do tego kuligu, a nie podobał się mu albo nie mógł wystarczyć zdrowiem pijaństwu, zbili jak leśne jabłko, suknie w płatki na nim podrapali i wypędzili go — jakoby dla słabego zdrowia niegodnego tak dzielnej kompanii.

Tak na kuligu, jako tez i bez niego, w Kuse dni zapustne (tak albowiem nazywano ostatnie trzy dni zapustne) przestrajali się i przekształcali w rózne figury: mężczyźni za Żydów, za Cyganów, za olejkarzów, za chłopów, za dzidów, niewiasty podobnież za Żydówki, za Cyganki, za wiejskie kobiety i dziewki, udając mową i gestami takie osoby, jakich postac na siebie brali.

(…)Po wieczerzy mięsnej w ostatni wtorek dawali około godziny dwunastej północnej mleko, jajca i …śledzie, przegradzając niejako tymi potrawami nastepującemu postowi i niby po stopniach od mięsa przez nabiał do niego przystępując. Ta maślana kolacyja zwała się podkurek, była wszędzie w używaniu tak w wielkich domach, jako też w małych.

O redutach

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska

Reduty czyli maskarady. Pierwsze reduty w Warszawie były przy ulicy Piekarskiej, w domu pod Nr 105, za panowania Augusta II Sasa, który, jako miłośnik zbaw, do późnej nocy w nich uczestniczył. Dawano je potem w najętych pałacach u Przezdzieckich, Radziwiłłów, Jałonowskich i w innych. Najpierwszym redut przedsiębiorcą był niejaki Salwator, który na Nowem Mieście kamienice wymurował. Później znaleźli się inni współzawodnicy. Za Augusta III Sasa tak były ulubione reduty, że je dawano zacząwszy od października aż do adwentu i znowu przez całe zapusty po 3, 4, i 5 razy na tydzień. W niedzielę odbywały się reduty w kilku miejscach a wszędzie było pełno osób i nieraz w dniu takim sprzedawano do 6000 biletów wejścia.

(…)Osoby wchodzące miewały maski i domina czyli płaszcze kitajkowe albo osobliwsze jakie i wspaniałe nieraz kostjumy. Obszerniej o redutach warszawskich opowiada Kitowicz w „Opisie obyczajów” i Łuk. Gołębiowski w „Opisaniu Warszawy”.

KOŁACZ ZAPRASZA NA WESELE

Wera Sztabowa, Krupnioki i Moczka, czyli gawędy o kuchni śląskiej


Do jego pieczenia przystępuje się z pietyzmem. Wybiera się najbielszą mąkę, najświeższe jaja i najtłuściejsze masło. Ciasto musi bowiem być bogate, a przede wszystkim smakowite. Nie żałuje mu się więc żółtek i masła, zagniata całe góry posypki czyli kruszonki, zaś dla nadzienia wybiera najlepszy biały ser i najsłodszy „niebieski” mak. Zamyka się wszystkie okna i drzwi, żeby się ciasto przypadkiem nie „przeziębiło”.

Ten wspaniały kołacz, panna młoda (nieraz w otoczeniu swoich druhen) — jeszcze przed weselem — poniesie do wszystkich zaproszonych gości.

(…)Wtedy panna młoda ponawia prośbę o wzięcie udziału w weselu.


JAK KULINARNIE „DAWANO KOSZA”?

Gdy młodzieniec starający się o rękę otrzymywał miskę gęstej grochówki, w której wieprzowe ogony były zanurzone — oznaczało to odmowę; gdy zaś ogony sterczały końcami do góry — zastawał przyjęty.

***

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska

Gdy zalotnikowi, starającemu się o rękę panny, chciano dać do zrozumienia odmowę (a zaloty odbywały się najczęściej pod jesień), podawano i częstowano go arbuzem. Stąd powstało wyrażenie: „dostać arbuza”, czyli odprawę. Takie samo znaczenie miała czarna polewka czyli czernina, lub wieniec z grochowin, zawieszony w izbie, gdzie nocował konkurent.

UCZTA CUKROWA

Jeśli uczta weselna przeciągała się do późnej nocy, to jej finałem była uczta cukrowa. W sypialni młodych zastawiano stół słodyczami, z marcepanem w roli głównej. Następnie kobiety zamężne (Swachy), przy dźwiękach poloneza zaprowadzały tam młoda parę. Po wzniesieniu toastów słodkim winem, zostawiano młodożeńców w ramionach Amora.


WYPRAWA ZAMOŻNEJ PANNY

***

Pamiętniki z życia Ewy Felińskiej, tom I, Wilno 1856 rok

W owym czasie nie było we zwyczaju jak dzisiaj oglądać się na posag żony i nań rachować. Każdy mężczyzna polegał więcej na tem co sam mógł zapracować, wymagając od żony jedynie, aby była oszczędną szafarką i pilnym stróżem pracy jego; nie pytał zaś co gotowego w dom jego przyniosła. Jedynie uważano aby była szlacheckiego rodu. Wyjąwszy tę jedną okoliczność, jeżeli tylko do serca przypadła młoda panienka, nic nie stawało na przeszkodzie do pojęcia jej za żonę.

Trzeba wyznać jednak, że ta bezinteresowność w owym czasie łatwiejszą była daleko niż dzisiaj; bo potrzeby obojga były skromniejsze i łatwiej było im zadość uczynić przy pracy błogosławieństwie bożem.

Dawna prostota obyczajów i niewykwintne nawyknienia, wiele wpływały na swobodę życia. Nikt nie potrzebował jak z jednej tak z drugiej strony, zaprzedawać uczuć serca, i wieść całe życie w przymusie z niemiłym wspólnikiem czy wspólniczką dla tego, aby dogodzić jakimś potrzebom urojonym, których większość ani się domyśla że są potrzebami. Serce miało nierównie wolniejszy wybór, pary łączyły się snadniej, potrzeba umiarkowane j pracy dla zaopatrzenia domu w przyzwoite wygody, ukrócała cugle wyobraźni rozmarzonej bujaniem po nieznajomych przestrzeniach, i zapobiegała wielu nieszczęściom rzeczywistym i urojonym, pod któremi dziś jęczą rodziny szlacheckie.


***

Elżbieta Kowecka, Smaki i aromaty, nr 2/2000 rok


Gdy narzeczeni wymienili pierścionki, a data ślubu została ustalona, w domu panny młodej następował pracowity okres. Zaczynano przygotowywać wyprawę.

(…)Pierwszą pozycję w spisie zajmowała, oczywiście, suknia ślubna; na początku wieku nie zawsze jeszcze była ona biała, panny brały ślub w sukniach bardzo strojnych, ale kolorowych.

Inne ubiory wyprawne obmyślano niesłychanie szczegółowo, musiała ona bowiem służyć na lata, trzeba też było przewidzieć, że ich właścicielka może utyć, a nawet — gdy wydawano za mąż bardzo młodą panienkę — i urosnąć. Toteż toaleta posiadała spore zakładki. Suknie trzeba było przewidzieć na różne okazje; na wielkie bale i skromniejsze przyjęcia. (…) Uwzględniano suknie spacerowe, zimowe i letnie, a także skromniejsze, domowe. Obowiązkowo w wyprawie musiała się znaleźć i czarna sukienka na wypadek, gdyby do drzwi domu zapukało nieszczęście.

Dodawano też pióra, wstążki, koronki, bogatą pasmanterię do oszywania strojów dla ich odnowienia, szale, które miały za zadanie między innymi okrycie już nieco zniszczonej odzieży.

Bardziej przewidujące matki, które nie wierzyły, że aktualna moda utrzyma się przez lat kilkanaście, dorzucały do wyprawy 3—4 sztuki tkanin na uszycie w przyszłości czegoś modnego. Bogata wyprawa zawierała kilkanaście do dwudziestu sukien, raczej rzadko więcej.

(…)W latach 1861 — 1862 … wszystkie ubiory, z bielizną włącznie, były czarne, a także suknie ślubne, chociaż białe, miały dopięte czarne kokardy.

Co się stało? Otóż, gdy w 1861r. podczas patriotycznych manifestacji ulicznych w Warszawie padli ludzie zabici przez rosyjskich zaborców, kobiety polskie postanowiły na znak żałoby narodowej chodzić w czerni. Gnębione przez cenzurę carską czasopisma nie mogły o tym donosić otwarcie, trudno jednak było konfiskować wzmianki o kolorach sukien kobiecych.

Trzeba jednak dodać, że owe żałobne wyprawy przysporzyły następnie niemało kłopotu swoim właścicielkom. Po wybuchu powstania styczniowego w 1863 r. Rosjanie zabronili noszenia czarnych ubiorów (na włożenie żałoby po kimś bliskim trzeba było mieć specjalne pozwolenie), a gdy przygasły patriotyczne uniesienia, młode kobiety nie chciały też wiecznie chodzić w czerni. Czekał je więc niemały wydatek na nową garderobę.

Ale wróćmy do zwykłych wypraw. Uwzględniały one oczywiście i odzież wierzchnią: paltociki, salopki, peleryny, kapelusze lub czepce, niewielkie torebeczki na drobiazgi, zwykle około kilkudziesięciu par butów: od pantofelków balowych do wysokich trzewików zimowych zapinanych na liczne guziczki.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.41
drukowana A5
kolorowa
za 55.68