E-book
27.04
drukowana A5
36.1
drukowana A5
kolorowa
64
Straszne Legendy Hrabstwa Kłodzkiego i okolic

Bezpłatny fragment - Straszne Legendy Hrabstwa Kłodzkiego i okolic

Część 1

Objętość:
233 str.
ISBN:
978-83-8126-739-7
E-book
za 27.04
drukowana A5
za 36.1
drukowana A5
kolorowa
za 64

Wydanie drugie poprawione

Zarys historyczno — geograficzny Hrabstwa Kłodzkiego

Herb Hrabstwa Kłodzkiego
Hrabstwo Kłodzkie dawniej
zarys współczesny — Ziemia Kłodzka

Hrabstwo Kłodzkie (niem. Grafschaft Glatz) — kraina historyczna ze stolicą w Kłodzku, obecnie obejmująca powiat kłodzki, południowo-wschodnią część woj. dolnośląskiego.

Północno-wschodnia granica hrabstwa przebiegała od Wielkiej Sowy partią szczytową Gór Sowich, Grzbietem Zachodnim Gór Bardzkich, przez Przełęcz Bardzką, Grzbietem Wschodnim Gór Bardzkich, Gór Złotych, Gór Bialskich do Śnieżnika. Południowo-wschodnia granica od Śnieżnika przebiegała partią szczytową masywu Śnieżnika do Przełęczy Międzyleskiej. Granice hrabstwa od strony północnej, wschodniej i południowej były stałe. Zmiennością odznaczała się granica zachodnia, która od 1260 roku obejmowała obszar Broumova i Polic w dzisiejszych Czechach. Do XVI wieku granica zachodnia Hrabstwa Kłodzkiego biegła głównym grzbietem Gór Bystrzyckich, w roku 1589 granicę przesunięto na nurt Dzikiej Orlicy. Do obecnych czasów zachowały się kamienie graniczne Hrabstwa Kłodzkiego — Kamienny trójprzedział na Śnieżniku i Trójpański Kamień na Leszczyńcu w Górach Suchych.

Tereny te były bardzo wcześnie zasiedlone, w czasach rzymskich przebiegała tędy odnoga bursztynowego szlaku. Później walczyli o nie Polacy z Czechami — jak się sądzi, należały one ongiś do rodu Sławnikowiców, a później Przemyślidów. Pierwsza pisemna wzmianka w kronice Kosmasa — praskiego kronikarza z roku 981 dotyczy śmierci Sławnika i Kłodzka właśnie. W wieku X i XI Polacy i Czesi toczyli boje o panowanie nad Kłodczyzną. W 1137 roku pokój kłodzki zawarli Bolesław Krzywousty i czeski książę Sobiesław I. Bolesław zachował cały Śląsk oprócz Ziemi Opawskiej, która wraz z Ziemią Kłodzką przypadła Sobiesławowi.

Z uwagi na ukształtowanie terenu Ziemia Kłodzka stała się odrębną jednostką administracyjną zwaną terra Glacensis ­– od XIII w., zaś od XV comitatus Glacensis, później Glatzer Land. W wiekach XIII i XIV ziemią tą władali nasi Piastowie śląscy m.in. Henryk Probus i Bolko Ziębicki, jako lennem czeskim.

W 1458 roku Jerzy z Podiebradów wykupuje Ziemię Kłodzką i staje się ona jego osobistą posiadłością. Rok później terytorium to zostaje podniesione do rangi hrabstwa w strukturze Królestwa Czeskiego. W późniejszych latach (1477) włączono doń tereny klucza homolskiego — miasto Duszniki i zamek Homole wraz z miastem Lewinem i okolicznymi wsiami, należącymi dawniej do dóbr nachodskich. W 1501 roku, po śmierci księcia ziębickiego Henryka I Starszego hrabstwo sprzedano Ulrykowi von Hardeckowi, zaś jego brat Jan von Hardeck sprzedał je królowi czeskiemu Ferdynandowi I Habsburgowi (1534), który zostawił włości Janowi z Pernstejnu. Hrabstwo trafia do księcia bawarskiego Ernesta (1549) jako zastaw, który częściowo wykupuje Ferdynand I Habsburg (1561), a całkowicie odkupuje dopiero syn Maksymilian II Habsburg.

Od tamtego momentu Hrabstwo Kłodzkie bezpośrednio podlega czeskiemu królowi, aż do roku 1742, kiedy to wraz z większością Śląska hrabstwo trafia pod władanie Królestwa Prus. W 1871 roku ziemie te stają się częścią II Rzeszy Niemieckiej. Po drugiej wojnie światowej ziemie te włączone zostają do Polski, przy czym stają się one przedmiotem sporu z Czechosłowacją, która żąda włączenia tych ziem w obręb swego terytorium. Pod naciskiem Stalina zachowano status quo, a sam przebieg granicy potwierdzono dopiero w 1958 roku.

Jak widać historia tych ziem była bardzo burzliwa, nie rozpieszczała ich mieszkańców. Ludzie albo musieli ulec przyrodzie i zmieniającym się sytuacjom geopolitycznym, albo stawali się twardymi sudeckimi góralami Hrabstwa Kłodzkiego. Z uwagi na to, że wiele się tu działo i wiele dziwnych rzeczy widziały góry i ich mieszkańcy, zaczęły powstawać legendy dotyczące mieszkańców, miast, wsi i gór.

Jak wiadomo w każdej legendzie jest ziarno prawdy i każde podanie niesie ze sobą jakiś morał, dlatego zapraszam Was drodzy Czytelnicy do świata baśni i legend, które kiedyś zasłyszałem.

*****

U podnóża sudeckich gór, a dokładniej u podnóża Wzgórz Lewińskich, w małej miejscowości Lewin Kłodzki, stała wielka poniemiecka chata. Była to jedna z większych chałup, z wielką stodołą i oborą pełną zwierząt. Chata stała po lewej stronie tuż za górskim potokiem Wyżnik, zjeżdżając z góry Ludowej od strony Dusznik-Zdroju w kierunku Kudowy-Zdroju. Był ciemny i mroźny zimowy wieczór. Za oknem wielkie płaty śniegu sypały się na drzewa, mały warsztacik znajdujący się pod olbrzymim kasztanem oraz na całe podwórko i ogród. Zdawało się, że słychać jak mróz skrzypi, rysując malownicze wzory na szybach okien.

W wielkiej kuchni służącej zarówno za jadalnię, bawialnię, jak i salon było kilka osób. Przy wielkim drewnianym stole, okrytym białym obrusem domownicy krzątali się szykując kolację. Wszyscy siedzieli na drewnianych ławach ustawionych wzdłuż stołu i okien, głośno rozmawiając ze sobą i śmiejąc się od czasu do czasu. W kącie w wózku spało dziecko, zaś w drugim końcu na drewnianej podłodze bawił się mały czarnowłosy chłopczyk, tuż obok fotela postawionego przy kominku, w którym palił się teraz ogień ogrzewający całe to pomieszczenie.

— Babciu, opowiedz mi jakąś bajkę — powiedział do starowinki siedzącej w wielkim bujanym fotelu.

Prababcia Adela

Babcia, a właściwie prababcia chłopca, miała na imię Adela. Ubrana była w ciemny kubraczek i ciemnozieloną suknię, na które nałożony był jasny fartuszek w różne kolorowe wzorki, spod czerwonej chusty na głowie wymykały się srebrne kosmyki włosów. Spojrzała na dziecko kasztanowymi oczami, pogłaskała je po ciemnych włosach, po czym sięgnęła po leżące w kącie polano drzewa, które wrzuciła do ognia wesoło igrającego w kominku. Iskry sypnęły wesoło w górę i rozleciały się na boki. Zarazem zdało się jakby w chacie troszkę przygasło światło sprawiając, że całe pomieszczenie nabrało tajemniczości i otoczyła je aura magii. Prababcia zamknęła na chwilę oczy, jakby chcąc sobie coś przypomnieć, wzięła głęboki oddech. Rozmowy i śmiechy przy drewnianym stole ucichły i każdy z domowników z ciekawością spojrzał na zamyśloną kobietę. W ciszy i oczekiwaniu, które nastały dało się czasem usłyszeć rżenie konia lub muczenie krowy dobiegające z przyległej obórki.

Prababcia Adela spokojnym głosem, mając wciąż zamknięte oczy, ważąc słowa zaczęła opowiadać…

— To nie będą bajki mój kochany… — zawiesiła przy tym głos. — Opowiem ci prawdziwe historie, które usłyszałam od swej prababci, gdy byłam taka mała, jak ty. Moja prababcia znała je od swej babci. Te historie opowiadają dzieje tej ziemi i ludzi, którzy tu mieszkali…

Kobieta obróciła głowę i utkwiła spojrzenie w ogniu, a za jej wzrokiem podążył wzrok chłopca…

I — Legendy z okolic Kudowy-Zdroju

( Czermna, Słone, Pstrążna, Jakubowice, Zakrze, Brzozowie, Bukowina Kłodzka )

Flaga i Herb Kudowy-Zdrój

BIEDA, AŻ PISZCZY

W czasach wczesnego średniowiecza, a może trochę później, Kudowę-Zdrój nazywano z czeska Chudoba. Nazwa po Polsku brzmi „bieda”, a skąd się wzięła?

W ówczesnej wiosce Lipolitov zagnieździła się bieda, została zesłana tu przez Liczyrzepę za to, że mieszkańcy bez jego zgody polowali na dziką zwierzynę w pobliskich górach. Bieda była chuda i strasznie wysoka, blado-szara, miała poczerniałe i spróchniałe trzy zęby, włosy skołtunione i ubrana była w szare, brudne, postrzępione szmaty. Liczyrzepa kazał jej siedzieć w wiosce i pilnować, by ludzie nie bogacieli, pola nie obradzały i zwierzęta nie rodziły.

Bieda zjadała mieszkańcom plony, zabijała trzodę, kradła chleb i mleko, a gdy ktoś zarobił jakieś halerze, to bieda je kradła. Dzieci płakały z głodu, kobiety chudły w oczach, pola pustoszały, a zwierzęta marniały. Chłopi nie mieli siły i nerwów, żeby pracować — cokolwiek by nie zrobili, bieda niszczyła.

Ludzie, którzy przejeżdżali przez Lipolitov, wytykali mieszkańców palcami i mówili „chudoba, chudoba!”, czyli „bieda, bieda!”.

Oj tańczyła bieda w wiosce, tańczyła, dobrze jej się tam wiodło, a mieszkańcy chyłkiem stamtąd uciekali do okolicznych wiosek, lecz miejscowi przeganiali ich z powrotem do Chudoby, żeby i u nich bieda się nie zagnieździła.

Mijały lata, a wioska marniała, chaty rozpadały się, ludzie chorowali i mizernieli, a nikt nie chciał im pomóc.

Po stu latach z okładem do wioski trafił chrześcijański mnich imieniem Wojciech, podobno szedł on do Polskiego księcia Mieszka, ale to inna historia.

Bieda — czes. Chudoba

Zobaczył biedę na własne oczy, koślawa starucha wlepiła w niego wyłupiaste gały i oblizała się na jego widok — mnich miał przy sobie kawał okrągłego bochenka chleba i mieszek pełen złota. Ludzie z Chudoby wyszli mu na spotkanie prosząc o kawałek chleba, ale gdy ten odłamywał chleb i rozdawał, bieda porywała go i pożerała łapczywie swą wielką obrzydliwą gębą.

Wojciech stanął szeroko na nogach i zrobił w powietrzu znak krzyża, usiłując przegonić biedę, ale ona daleko nie uciekła, zaśmiała się tylko i przyczaiła na środku wioski. Ten moment wystarczył, by mnich nakarmił chlebem wieśniaków.

Ludzie prosili go, by pomógł przegnać im biedę. Mnich kazał sobie opowiedzieć, kiedy ta zagościła w ich wiosce i jaka była tego przyczyna. Chłopi wspomnieli na czasy, gdy bez zgody Liczyrzepy, ducha tutejszych gór, ich dziadowie polowali na zwierzynę w jego lasach i że, to on za karę skazał ich na biedę. I siedzi u nich już przeszło sto lat, i nie zamierza stąd odejść.

Wojciech pomyślał chwilę i powiedział, że za kilka dni wróci. Mnich udał się w góry na poszukiwanie Liczyrzepy, kilka dni chodził po górach i go nawoływał, w końcu w okolicach Karłowa (niem. Karlsbeg, Carlsberg, czes. Karlov, Kalasperk), Liczyrzepa wyszedł z lasu na spotkanie z człowiekiem. Przybrał postać olbrzymiego brodacza ubranego w futra, w dłoni trzymał potężny kostur, a zaciśnięta na nim ręka wyglądała jak koło młyńskie.

— Czego chcesz człecze i dlaczego straszysz zwierzynę swym krzykiem? — zapytał patrząc z góry na mnicha w brązowym habicie, z drewnianym krzyżem na szyi.

— Przyszedłem w imieniu mieszkańców Chudoby, bo sami przyjść nie mogą, bieda ich nie puszcza — odrzekł mnich. — Nie sądzisz Liczyrzepo, że karzesz ich już dość długo? Za grzechy ich dziadów oni nie odpowiadają, są dobrymi ludźmi i chcę cię prosić, byś zabrał biedę z ich wioski.

Liczyrzepa podrapał się wielką łapą po głowie:

— Hmmm, sądziłem, że już dawno biedę odwołałem, widać nie posłuchała mnie — powiedział strapiony. — Jest tylko jeden sposób, by się jej pozbyć, trzeba ją zamknąć w takim miejscu, z którego już się niewydostanie. — Podniósł głowę, zmrużył lewe oko, złapał się pod brodę i zadumał.

Mnich nie przeszkadzał w myśleniu Duchowi Gór, patrzył na tego olbrzyma i podziwiał. Na własne oczy widział pogańskie bóstwo. Ciężko będzie przegnać go i wprowadzić tu chrześcijańską wiarę — pomyślał.

— Już wiem — odezwał się Liczyrzepa. — Masz ode mnie worek z koziej skóry, a w nim słoninę i bochen chleba. Gdy zajdziesz do wioski, powiedz ludziom, że masz dla nich jedzenie, tylko tym razem nie odganiaj biedy od worka. Ją pierwszą poczęstuj, a zobaczysz co się stanie… głupi nie jesteś, będziesz wiedział, co zrobić.

Duch Gór podarował mnichowi duży wór z koziej skóry, krzyknął jeszcze na odchodne, by przeprosił chudobian za to, że zapomniał o biedzie i poszedł w stronę Szczelińca.

Wojciech zarzucił wór na plecy i czym prędzej wrócił do Chudoby. Mieszkańcy czekali już na niego, a bieda wyglądała im zza pleców i ciekawie zerkała, co też ten wredny mnich niesie w wielkim worze. Zaś Wojciech podszedł do ludzi i powiedział:

— Mam dla was dar, wspaniałą pyszną słoninę i duży bochen chleba.

Ludzie ruszyli do przodu, ale mnich mrugnął do nich porozumiewawczo, a ci przepuścili biedę. Mnich rozwiązał już worek i otworzył go szeroko:

— O nie! — krzyknęła bieda. — Nie dostaniecie tych rarytasów! — i skoczyła prosto do worka. W tym momencie mnich zamknął worek i zawiązał rzemieniem. Ludzie zaś pobiegli po kije i cepy, zaczęli okładać worek z biedą w środku, aż ta piszczała, płakała i krzyczała z bólu od razów za wszystkie lata nędzy, niedostatku, chorób, głodu i zmartwień. Ponoć właśnie stąd wzięło się przysłowie „bieda, aż piszczy”… Chłopi bili ją tak długo, aż opadli z sił, a bieda piszcząc i płacząc prosiła, by ją puścili, to pójdzie sobie gdzie indziej. Już chłopi mieli się zlitować i ją puścić, gdy Wojciech zatrzymał rękę jednego z nich:

— A jeśli ona kłamie? To demon nieczysty, ta bieda ona nikomu nie odpuści, jak nie was ukrzywdzi, to innych.

— Ma rację — mówili chłopi — radź, co robić Wojciechu?

— Trzeba w górach wykopać głęboką studnię — zaczął mówić mnich — tam wrzucimy worek i zakopiemy. Potem nakryjemy ziemię dużym głazem by nikt jej nie odkopał.

Jak rzekł, tak też zrobiono. W górach niedaleko Chudoby wykopano studnię głęboką na 55 metrów i wrzucono tam wór z koziej skóry, w którym była złapana bieda. Zakopano studnię i nakryto potężnym głazem.

W ten dzień w ramach podzięki i widząc mądrość mnicha, kilka rodzin przyjęło chrzest z rąk Wojciecha. Od tamtej pory w wiosce zaczęło się wszystko rodzić i darzyć, ludzie naprawili chaty, zaorali pola i zaczęli żyć dostatnio. Dzieci stały się pulchniutkie, kobiety zaokrągliły tu i ówdzie, co nadało im powabu, a mężczyźni nabrali krzepy.

Jeszcze wiele lat Kudowę nazywano Chudoba, ale z czasem zapomniano o znaczeniu tego słowa, wioska przemieniła się w miasto, które było bogate i żyło się w nim dostatnio.

Wojciech krótko zabawił w tych rejonach, gdyż spieszył się do władcy Polan i opuścił wdzięcznych mu mieszkańców Chudoby. Wiem, że chwilę zabawił w Kłodzku, a później ruszył dalej, ale o tym innym razem. Tym mnichem, był nie kto inny tylko św. Wojciech (Vojtěch Slavníkovec), który później zginął z rąk pogańskich Prusów.


Gdy kuracjusze i turyści spacerują w rejonach kudowskich gór, czasem słyszą wycie i piszczenie spod ziemi… to bieda piszczy. Lepiej nie podnosić wtedy żadnych głazów, bo kto wie, do kogo tym razem bieda się doczepi.

ŹRÓDEŁKO MARYI

Matka Boska — Źródełko w Kudowie-Zdrój
Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.04
drukowana A5
za 36.1
drukowana A5
kolorowa
za 64