E-book
13.65
drukowana A5
38.16
Stokrotki

Bezpłatny fragment - Stokrotki


Objętość:
238 str.
ISBN:
978-83-8189-937-6
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.16

W głowie robiłam

wiosenne porządki.

Pieliłam starannie

myślowe grządki.

Zaniepokoiły

mnie moje uprawy —

wszak nie sadziłam

ich dla zabawy.


Wyobraź sobie

moje zdziwienie,

gdy w miejscu,

gdzie wcześniej

padały półcienie,

zakwitły stokrotki —

widok ten słodki

przyniósł mi ulgę

i nowe natchnienie.


Nie wszystkie

były barwne

ku mojemu

zaskoczeniu,

ale nie ma się

co dziwić,

skoro przyszło im

żyć w cieniu.

Stokrotki

Nie warto

w kimś całej

nadziei pokładać —

gdy zniknie,

nie będzie się z czego

poskładać.

Gra w butelkę

Na Twych ustach gorzki trunek

pozostawił pocałunek —

że z butelką mnie zdradziłeś,

nawet nie zauważyłeś.

Kredyt zaufania

Z naszych słów napiszę

książkę,

lecz nic na niej

nie zarobię,


bo wciąż tonę

w długach

po Tobie.

Zabawa w podchody

Wzrokiem się wkradasz

do wnętrza mej głowy.

Na miejscu zbrodni

zostawiasz dowody.


By iść w Twoje ślady,

mam dobre powody.

Też umiem się skradać.


Zabawa w podchody.

Związki

Są związki chemiczne.

Frazeologiczne.

Przyczynowo-skutkowe

i zawodowe.


A ten nasz?

Zachodzę wciąż w głowę,

bo sklasyfikować

go nijak nie mogę.

Równowagi

zaburzyć

nic nie jest w stanie

bardziej niż bierne

oczekiwanie.


I to nie kwestia

braku cierpliwości,

lecz konieczności

życia w niepewności.

Wypowiedzenie

Wydrukuję Ci

wypowiedzenie

z prośbą o szybkie

rozpatrzenie.

I nie zapomnę

złożyć podpisu


w polu

do popisu.

Ścianka wspinaczkowa

Nie patrzeć za siebie

i mocno się trzymać.

O celu w oddali

nie zapominać.


Gdy wreszcie nadejdzie

właściwa godzina,

wspinaczki po szczęście

nic nie zatrzyma.

***

Mam iluzoryczne

złudzenia optyczne,

w których zachodzą

reakcje chemiczne.

Powstają z nich rymy

asymetryczne,

budzące do życia

podmioty liryczne.

Notes

Kupiłam sobie notes

na czarną godzinę.

Gdy w ręku go trzymam,

mam pewną rozkminę —

czy zapisywać

w nim swe dylematy,

czy może spisywać

nas dwoje na straty?

Drogi na skróty

W życiu wybieram

te dłuższe drogi.


Jedyny znany mi

skrót —

ten myślowy.

Brak zgody

Nie podpisywałam

takiej umowy,

że się rozstaniemy

tam,

gdzie zaczną się

schody.

Nic dziwnego

że się rozpadało,

skoro od świtu

na deszcz się zbierało.

***

Lepsza jest

smutku

beczka bez dna,

niż taka,

co ma je dwa.

Nas-troje

Nastrojowa muzyka

i splecione dłonie.

Przytulna sypialnia

i wino czerwone.


Wprost idealny

wieczór we dwoje!

Ja, Ty, depresja —

wesołe

nas-troje.

Ta druga

Swe serce już dawno

innej oddałeś —

pociągał Cię zawsze

jej smak i chłód.


I choć o miłości swej

mnie zapewniałeś,

już dawno przestałam

czekać na cud.


Wiem, że ta gorycz

niczego nie zmieni —

jej piwne oczy

zamknięte są w szkle.


Gdy jej etykieta

w świetle się mieni,

moje nadzieje —

topielce przy dnie.

Echa obietnic

dudnią mi w głowie.

Wyrwane z kontekstu,

wydarte spod powiek.


Obrazy dookoła —

dziecięce wydzieranki.

A ja, już dorosła,

staję z nimi w szranki.


Sklejone urywki

z pamięci otchłani

po jej korytarzach

wędrują parami.


Jak martwe zombie

powłóczą nogami,

mój spokój burząc

płynnymi ruchami.


Odcinam się od nich

grubymi kreskami

i walczę o spokój

wszystkimi siłami.


Myśl na przynętę

im puszczę w obieg —

dzisiaj to cisza

najwięcej mi powie.

Savoir-vivre

Nie pozwalają mi

dobre maniery

powiedzieć Ci w oczy,

że jesteś

nieszczery.

Tunel

Bezduszna depresja

mnie ciągnie za nogę

i chociaż się bronię,

to wygrać nie mogę.


Tunel jest ciemny —

ja światło mam w sobie,

lecz drogę oświetla

mi tylko przy Tobie.


I znów się w nim czołgam,

tracąc swą wiarę,

bo wyjścia nie umiem

odnaleźć już wcale.

Love songs

To niepojęte

jak mogą rozproszyć.

Zepsuć mi humor

i zabrać sens.


Przez nie choruję

na każdy dotyk,

każde wspomnienie

i każdy sen.


Staram się leczyć

codziennie od nowa.

Nie chcę już tęsknić,

pragnąć i marzyć.


I będę wiedzieć,

że jestem już zdrowa,

kiedy przestaną

się z Tobą kojarzyć.

Selfie

Uśmiech

na ustach,


a w oczach

pustka.

Gabinet cieni

Jest takie miejsce,

gdzie się chowają.

Knują, mamroczą

i się zmawiają.


Chcą mnie obezwładnić

i przejąć kontrolę.

Zrobić zamach stanu

na moją silną wolę.


Moje plany sabotują.

Tłoczą się, spiskują.

Co naprawiam — psują.

Stale się buntują.


Są zdeterminowane,

by przejąć władzę.

Nie wiem, czy sobie

z nimi poradzę.


W swoim umyśle

mam korytarze.

Podążam nimi,

gdy śnię i marzę.


Jest ślepa uliczka

w sennej przestrzeni.

Na drzwiach tabliczka:

„Gabinet Cieni”.

***

Wiesz,

chyba weszłam

na wyższy poziom,


kiedy przestałam

gonić swój ogon.

Kompozycja zapachowa

W sercu jałowiec,

bursztyn i frezja.

Z paczulą i fiołkiem

to czysta poezja.


Jest dzikie piżmo

i lilia wodna.

Pachnąca róża

i wonna piwonia.


Drzewo sandałowe

dla uzupełnienia.

To nasza kompozycja.


Zapach wspomnienia.

Barter

Marzyłam, byś się odniósł

do mojego zdania.


Szczerość za szczerość

to uczciwa wymiana.

Kardigan

Dobrze o tym wiesz

kochanie —


wolę, gdy jesteś

sobą w katanie,

niż kimś innym

w kardiganie.

Stare radio

Przygrywa w tle.

Przerywa ciszę.

I tylko, gdy piszę,

głośniej je słyszę.


Gra stale — od lat.

Nic się nie zmienia.

Kwestia przyzwyczajenia

się do niesłyszenia.


Tak źle nastrojone

rozsadza mi głowę,

gdy się zatrzymuję,

by pomyśleć


o Tobie.

Lampka goryczy

Najlepsza,

bo z naszej


winnicy.

W narożniku

Nadchodzą chmarami

i wszystkie są twarde —

w bitwie z myślami

trzymam znów gardę.


Łamię swe palce,

kości i stawy.

Nierówne starcie,

igrzyska, zabawy.


Zła dyscyplina,

kategoria wagowa.

One — waga ciężka.

Ja — piórkowa.

Rozbita

jak szyba —

nic już

nie trzyma mnie

w ryzach.


Nie ma też

śladu

po moich

rysach.

Muszę

rozgraniczyć,

co dobre,

a co złe —


niektóre

z tych emocji

nie są częścią

mnie.

Meteorologia

Dzisiaj rokowania

mnie nie zawiodą.

Mam w dłoni kupon

na loterię pogodową.


Śledzę prognozy

i robię wyliczenia,

pomimo faktu,

że aura się zmienia.


Sprzedawca kuponów

już ze mnie się śmieje,

bo myśli, że nie wiem,

skąd wiatr zawieje.


Może ulewa mu

uśmiech ten zmyje.

Ode mnie na szczęście

się tylko odbije.


Ja jestem jak skała,

co wszystko zniesie.

On — chorągiewka

na rwącym wietrze.

Odpychasz mnie

od siebie.

Grymas

mi malujesz.

Fałszem

mnie trujesz.


I robisz wszystko,

co tylko się da,

bym nie mogła

się doczekać

dnia,


gdy zabierzesz

wzburzone morze

i sztormy

z mojego horyzontu.


Wyprowadzisz się

na dobre

z moich oczu

i uszu.

Żal

rozrywa

mi serce w strzępy —

krążą w powietrzu

jak barwne

konfetti.


Znowu mi słabo.

Świat mniej realny.

Obrazy nakładają

się na siebie

jak slajdy.


Jestem w dwóch

wymiarach

jednocześnie.

Zaliczam między nimi

płynne przejście…

Gdzieś pomiędzy

stoickim spokojem

a

żałosnym szlochem,

powtarzam sobie

w głowie


„wytrzymaj jeszcze trochę”.

Nau(cz)ka

Wertując księgi

pełne naszych

wspomnień,

czuję się, jakbym

studiowała

toksykologię.

Niewypowiedziana prawda

i tak jest realna.

Przemilczane kłamstwo

nadal nim jest.


Nie każda z prostych dróg

jest przecież banalna.

Wystarczy czasem gest,

by oblać łatwy test.

W przyszłość

bez Ciebie

wchodzę pewnym krokiem.

To mi w życiu wyszło!

Niestety —

bokiem.

Ogłoszenie

„Na skrzyżowaniu myślowych torów

miałam dziś stłuczkę, więc nie mam wyboru —

potrzebuję mechanika.

Moja głowa jest rozbita”.

Definicja

słowa „dojrzeć”?


Wreszcie prawdzie w oczy spojrzeć.

Mikstury

na półkach stoją w równym rządku.

Pozornie wydaje się wszystko w porządku,

lecz pora już wylać te gorzkie płyny —


koncentrat strachu i płynne toksyny.

***

Wiedziałam,

że ten zakup

mnie wpędzi w kłopoty,


bo nic mnie nie wpędza

w nie bardziej,

niż Ty —


w koszuli

pod kolor

mojej tęsknoty.

***

To nie porażka —

to jest nauka.


Dzień puścił mi oczko,

mówiąc „do jutra”.

***

Pośrodku niczego

martwy punkt — wysiadam.

Pod wspomnień ciężarem

już prawie upadam.


Ognisko dogasa,

lecz wciąż tli się płomień.

Ogrzewam dziś przy nim

skostniałe swe dłonie.


Jest wyjątkowo

mgliście i wietrznie.

Aura impasu

otacza to miejsce.


Przed swymi myślami

znów chowam się w cieniu —

wśród drogowskazów

na dróg rozwidleniu.


I razem z tą mgłą

mnie otacza wrażenie,

że każda z tych ścieżek

prowadzi


do Ciebie.

W dobrych rękach

kiedyś byłam.

Idealnie

wpasowana.

Jak dla tych

jedynych dłoni

z pasją

zaprojektowana.

Czas

się pozbyć

nieproszonych gości

ze swej

podświadomości.

Podsumować

przyszła pora

najtrudniejsze,

chude lata.

Wiem, że przetrwać

było warto,

kiedy zbliża się

wypłata.

Wyprowadzam się

z błędu.


Na granicy

obłędu.

Mapa

Wiem,

że nie potrzebuję

jej wcale,

bo swoją drogę

wykuwam w skale.

Dziś opuszczam

swoją przystań.

Już się dawno

spakowałam,

choć wytrwanie

w tej decyzji

jest trudniejsze,

niż myślałam.

Improwizacja

Znów na jednej nodze stoję,

chcąc utrzymać równowagę.

W pełnym tłustych lęków stawie

utopiłam swą odwagę.

Zostawiliśmy

sobie wiele

do życzenia.


Wiem,

bo zrobiłam

rachunek sumienia.

Od końca

Czasami teksty

od końca piszę —

najpierw mam puentę,

a potem resztę.


Gdyby się wszystko

tak dało odwrócić,

to byśmy właśnie

kończyli się kłócić,


by coraz lepiej

się dogadywać.

To, co zgubione,

na nowo odkrywać.


I coraz lepiej

siebie rozumieć.

Rozmawiać i patrzyć

na siebie znów umieć.


I słabiej się znać

z każdym dniem.

Wad w sobie mieć

coraz mniej.


Aż byśmy się sobie

miło przedstawili,

żeby zapomnieć

imiona po chwili.


Doszlibyśmy do „cześć”

i poszli w dwie strony —

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 38.16