Od autorki
Człowiek, jako materia, podlega ciągłym zmianom. Jest od materii zależny, a równocześnie ją przekształca i na nią oddziałuje. Może z niej tworzyć zarówno piękno, jak i brzydotę, może z materią walczyć, lecz nie sposób jest zwrócić się przeciwko niej… od niej oderwać, uciec, czy ją pokonać. Przywiązujemy się do materii, nie bacząc na erozję. Zmęczone ciało staje przed tym, co ulotne, kruche, nieoczekiwane — i być może — ostateczne.
De Ser
Wyrafinowana uczta
na deskach pokaz
treli i moreli
Wygłaszają
pieśni pochwalne
dla serów pleśni
elegancko
z wachlarzem
przy nosie
odganiając
smród
winnego
grona
Sole trzeźwiące
Potrzebuję zażyć …
w nozdrza
ostrego przepoconego
irytującego zapachu życia
Zażyć ulicy i tanich fajek
piwa na schodach z jakimś
lumpem.
Zażyć cudownego wypierdolenia mnie
z baru i wrzucenia pijanego w błoto.
Brudny prysznic jest wspaniały…
Cały tydzień muszę rano
całować moją żonę
na „do widzenia wieczorem”
i ubierać się świtem
do pracy w prasowane kołnierzyki
pastowane uśmiechy
i tożsamość poskładaną
do teczki…
Party
stoję pokątnie
lekko pod kątem
wychylam
ze szklanki
śmiałość
Trzęsawisko
Już się zlatują
zbierają w kłęby
paplają chichoczą
szepczą…
Stawiają zakłady
zacierają ręce
wskakują na sznury
by rozhuśtać dzwony
Ramiona nam dygoczą
w szarych płaszczach
po pachy w błocie
Chcieliśmy przecież
komuś pomóc
być dobrymi ludźmi
a skończyliśmy
polerując sobie buty
cudzym nieszczęściem
Stany skupienia
ciekną dni
ciekną łzy
na podłogę
ścieka gin
ulatnia się kasa
ulatnia się mąż
ulatnia się gaz
Płomień zgasł
martwa natura
jak stała
tak stoi
Gniazda
Mieszkania
starych ludzi
kurczą się
z wiekiem
Choć trudno przejść
z kuchni do pokoju
w poligonie rupieci
to starzy ludzie
nie chcą
pozbywać się śmieci
Przygarniając je
wiją z nich
wielkie gniazda
chroniąc się
przed śmiercią
niepamięci
Ostatnia działka
mój ogródek marzeń
gniazdko bajek
w nim bocian
cały rok gości drewniany
kolorami szumią
butelki na płocie
starocie pomalowało słońce
lalki misie i garnki
ożywia wiatr
zadziera z nimi
ale nie spadną z piedestału
bo to mój świat
cudowny zapomnieniem
buduję go jak mur
przed nadciągającym cieniem
moi wierni przyjaciele
krasnale sarenki
łabądki wyginające szyje do nieba
nie oponują …
towarzyszą
nad altaną
lśnią ciszą
błyskotki
tęcza moja…
śnię
— przejdę po niej…
Stan paliatywny
Oni gdzieś tam są…
w innym sennym wymiarze
w głębinach…
gdzie ryby nie mają głosu
Na powierzchni bezruch
dłonie i ciała podłączone
do kroplówek
dryfują bez płetw
Oni są gdzieś tam…
na wakacjach
tańczą na plaży
i piją drinki
albo gdzieś …
na spacerze ze swoimi uczniami
opowiadają o historii i literaturze
Oni gdzieś tam są…
z mężami i córkami
przy stole na którym
ich ręce robiły ciasto
biesiadują rozmawiają
Ich serca jak ryby
wyjęte z morza
jeszcze trzepocą…
Słońce świeci zawsze
Szkli
na lizakach
z palonego cukru
lśni
w oczach
roześmianych
dzieciaków
grzeje
huśtawki
głaszcze
odkryte ramiona
młodych kochanków
marcowo
grzeje ciemiona
równo w kolumnach
na placu apelowym
nogi bose w śniegu
głaszcze
nagie ramiona
kości czaszki
lśnią
nim zakopią
młodych kochanków
dopiero co
zeszłych
z huśtawek
dzieciaków
palonych
lizaków
szkli
Ecce Homo
Darmo cierpieli
za krzyżem Twoim
szli ...nieśli …
choć nikt nie przykazał
nikogo nie zbawili
nikt im się nie pokłonił
nie włożył gąbki do ust
krwią spienionych
Na Golgotę
wlekli się klika lat
obdarci z człowieczeństwa
ludzkie szkielety
do ostatniej chwili
wypatrując Weroniki
pełni nadziei
na wybawienie…
Udokumentowani
nieudekorowani
Ecce Homo
Buty zostawili
można je zwiedzać
i zostawili mydło
można się nimi umyć
,,..Macht Frei…”
Jak powstają gwiazdy
Na chwilę tu byłem
i zobaczyłem miliony gwiazd
jasnych