Nie każda walka jest widoczna z zewnątrz. Nie każdy ciężar zostawia ślad, który można dostrzec gołym okiem. Czasem największe zmagania odbywają się w ciszy — pomiędzy myślami, wspomnieniami i codziennością, której trzeba stawić czoła.
Tomik poezji pt. Spod dwójki do szóstki to próba spojrzenia na człowieka od strony, której często nie pokazuje światu — człowieka, który mimo wszystko nadal próbuje zrozumieć siebie i odnaleźć swoje miejsce. To podróż do miejsca, gdzie rodzą się pytania o siebie, własne istnienie i sens tego wszystkiego, co napotykamy na swojej drodze.
Jest to zbiór fragmentów ludzkiego doświadczenia — tego, co trudne do nazwania, ale obecne w życiu wielu z nas.
ㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤ ㅤ ㅤMateusz L.
2022/2023:
Pierwsze litery ucieczki.
Nic nie trwa wiecznie
Co począć mogą przepiękne włosiny?
Jakże efektowne, liczne i bogate.
Włos natury rok niecały bywa…
Początkowo wszystkie jednakowe,
o wspólnej barwie intensywnej zieleni.
Później zaś jednak wszystko się zmienia.
Z każdą sekundą żywot krótszy się staje.
Bliskość korzeni doskwierać zaczyna,
dom wrośnięty głęboko pod ziemią…
Czas uwielbia zaskakiwać.
Gdy traci swą zieleń zgrabnie jednolitą,
tam zjawia się piękno odmienności i kolorów.
Co roku, w roku, natura jak malarz.
Pędzlem i farbą tworzy obraz rozgrzany.
Mimo wszystko jakże obecnego
otoczenie gustuje w pejzażach chłodniejszych.
Natura koi sumienie człowieka.
Okres cór i synów barw ciepłych się zaczyna.
Radość z arcydzieła tego, co powstałe,
na ich twarzach od dziś zawita.
Lecz gdy płomyki skaczą z radości,
tam piękno samo w istocie swej płacze…
ㅤ
Czemuż to, co pięknem się stało,
musi wyrażać tak wiele smutku i żalu?
Agonia nadchodzi! — wołają po cichu.
Nie ma ratunku! Koniec się zbliża…
Nic nie trwa wiecznie.
Drzewa linieć zaczynają,
włosy ich piękne wspomnieniem się stają,
tworząc u pasa swego okrycie
dla kończyn rozgałęzionych głęboko pod glebą.
To, co pięknem nazwane wszak było,
to, co wysoko powstało nad ziemią.
Wszystko upadło…
Wszystko przy pasie rodziciela ostało.
Teraz, gdy czas szybu nad ziemią się skończył,
na kres żywota czeka w samotności i rozpaczy.
I tak, gdy wszystko przeminęło,
nadszedł czas barw zimnych,
gdzie puch biały otulił wszystko dookoła
i osiadł, gdzie tylko dane mu było.
Lecz domy nie płaczą, gdyż wiedzą doskonale,
że włosy nowe wyrosną
i ponownie będą piękne i kolorowe.
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
Poduszka
Czyż poduszki nie są cudne?
Małe i drobne, a jakże przytulne.
Każdy zapada w rozkosz co noc,
przerywając spacer udręki codziennej.
Poduszki najlepszym puchatkiem do snu i choroby.
Gdy głowa w ich ramionach zawita,
one szeptać zaczynają nam do ucha,
tak cicho, jakby nic nie mówiły.
Kłódki od wrót hipnagogii upragnionej swym szeptem otwierają,
jakby klucz jeden uniwersalny miały do tysięcy innych kłódek.
W samotności — poduszki jedynym przyjacielem.
Gdy stan łez i płaczu, ramiona swe otworzą,
łzy wszelkie pochłoną, jakby emocje zassały.
Lecz wiadome i prawdziwe, że to wszystko kłamstwem ostałe.
Świadomość ludzka wie doskonale,
że to, co nieożywione, ożywionym się nie stanie
i na zawsze złudzeniem zostanie.
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
Zgniły świat
Zgniły od środka świat jest człowieka.
Bez przyszłości pisany. Bez gwarancji nam dany.
W teraźniejszym świecie tylko nadzieja
ostatnim wyjściem człowieka bywa…
Każdy śmiertelny na tych samych fundamentach zbudowany.
Zaś jednak inaczej od środka urządzany.
Zgniliznę rzeczywistości czuć wszędzie wokoło.
Jakże by jej nie czuć, jeżeli egzystencja wśród robactwa nam dana.
Pokarm to cierpienie drugiego podobnego.
Smutek i żal najlepszym obiadem.
Żądza niszczenia gruntu takiemu
jest niczym triumfalne puchary złociste.
Oblicze prawdziwe ledwo widoczne
przeplatankę tworzy z kopią idealną.
A gdy przychodzi moment szczytowy,
oryginał widoczny, wyrwany spod tapet.
Skąd to wszystko wzięte pierwotnie?
Szczęście z nieszczęścia drugiego takiego.
Co krok spotykane, wszędzie widywane…
Kochać się nie trzeba, więzi być nie musi,
lecz emocje pozostają pojęciem nieznanym.
A jest to błąd ogromny,
gdyż słowo „empatia”
to klucz niepoznany.
Teraz
Zegar tyka tyku-tik.
Zegar tyka tyku-tak.
Gdzieś tam ktoś poszerza horyzonty,
odnajduje nowe lądy.
Te, gdzie złoto zakopane
bądź deszcz z błotem wymieszany.
Ktoś gdzieś je posiłek ciepły.
Gdzieś ktoś laury zbiera nowe.
Gdzieś muzyka gra wniebogłosy.
A gdzieś dalej, za blokami lub górami,
ktoś w poduszkę łzy wylewa lub za okno rzuca okiem.
Może ktoś gdzieś pisze wiersze albo rzuca zwiędłą różą…
Tyle wszystkich jest czynności.
Tyle wszak niewymienionych.
Tyle ich niewyobrażonych.
Tyle ich niepoliczonych.
Wszystkie te słowa, gesty i ruchy
zegar wyznaczy w sekundach minuty.
Gdy wydarzenia nadejdzie czas,
tak w głos zaśpiewa: tyku-tik, tyku-tak.
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
Czas
Czas częścią życia.
Powiązany z nim był, jest i będzie,
wiecznym węzłem spleciony.
Czas najcenniejszą walutą wszechświata.
Kursu nie zmienia, wartość ta sama,
najwyższa ze wszystkich w obrocie nam znana.
Nie zostanie nigdy w miejscu,
nie spowolni swego biegu,
nie przyspieszy swego pędu.
Niezmienny, a jednak gna, gdy uciecha towarzyszy każdemu.
Niezmienny, a jednak spowalnia, gdy udręka w życiu zawita.
Z uśmiechem parszywym na twarzy, bardzo mu w nim do twarzy.
Tak oto czas niezmienny zmiennością potrafi zaskoczyć.
Pobawi się z nami włóczką życia splątaną,
lecz nie czystą kartą zagra bez wyrzutów.
Takim sposobem schemat ma zwarty,
żeby człowiekowi trudniej było bytować
w teraźniejszości niezmienno-zmiennej…
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
ㅤ
Uraz
Złość wybrzmiewa, od środka rozdziera.
Chociaż odczuwana, to niedostrzegana,
widoczna w szczegółach, lecz ukryta w ogóle.
Mała iskierka, drobny płomyczek.
Taki gorący, tak bardzo palący…
Jakże taki mały, jakże taki drobny
potrafi rozpalić ogromną wieżę ognia?
Ona odczuwana, dla świata niewidziana.
Wystarczy jedno słowo,
może jedna czynność,
może szczegół w cieniu stojący.
A gdy oświetlony i zauważony,
to i tak ślepotą lud porażony.
Będzie grać na zwłokę uparcie,
nim rozsypie się ich rozum w utracie.
Jakże coś, co za kroplę wody uważane,
może wywołać taki chaos i zamęt.