E-book
13.65
drukowana A5
48.52
Spełnione marzenia

Bezpłatny fragment - Spełnione marzenia

Historia prawdziwa

Objętość:
332 str.
ISBN:
978-83-8155-305-6
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 48.52

.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.


.

…wszystko to co było… i trochę fantazji

Irkowi — Alicja

.


.


.


.


.


.


.

Wracałam od Basi, tuląc małego pieska. Tego słodkiego psiaka wczoraj wieczorem przyniósł mi tata od swojego kolegi. Szłam spokojnie, rozmyślając, jakie imię by do niego pasowało. Razem z Basią, która była nim zachwycona, rzucałyśmy propozycje, ale nic nie pasowało do tego ślicznego… Kubusia.

Coś mi mignęło, więc odruchowo podniosłam głowę. Naprzeciwko mnie dostrzegłam dwóch chłopców. Jednego znałam z widzenia. Zenek, chyba tak miał na imię, ale nie zwracałam na niego uwagi. Był stary, miał chyba z siedemnaście lat. Na dodatek był brzydki i pryszczaty i nosił okulary. Ten drugi był ładniejszy, można by nawet powiedzieć, że całkiem ładny, no i chyba młodszy.

— Romek, patrz, jaki ładny piesek! — zachwycił się chłopak.

— Piesek jak piesek, ale dziewczyna jaka ładna — powiedział ten ładniejszy, mijając mnie.

Uśmiechnęłam się do siebie. Nie zwalniając kroku, szłam, rozmyślając nad imieniem. Nagle zza rogu wyłonili się ci dwaj. Jak to się stało? Przecież poszli w przeciwną stronę. Musieli szybko obejść skwerek, by wyjść mi naprzeciw. Niczego nie podejrzewając, szłam zatapiając się myślach nad imieniem dla mojego małego pupilka, kiedy chłopcy przyspieszyli i zrównali się ze mną.

— To jak ten piesek ma na imię? — zapytał ten ładniejszy.

— Kubuś — odparłam bez namysłu.

— A jego pani?

— Kto? — zapytałam.

— No ty, jak ty masz na imię? — Ja, Julcia, to znaczy Julka, no Julia — odpowiedziałam. Ale się wygłupiłam, gorzej wyjść nie mogło!

— Ładnie, a ja Romek to znaczy Roman. — Wszyscy nagle wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.

— No tak Romeo i Julia — zaśmiał się ten drugi. — A ja jestem Marian. Na moment nasze spojrzenia się spotkały, twarze spoważniały. „Są całkiem mili pomyślałam, tylko co to za imiona, Romek, Marian, ale to i tak lepiej niż Zenek” — pomyślałam.

Po chwili szliśmy już jak starzy znajomi, choć byłam nieco stremowana. Romek mnie onieśmielał. Coś w nim było takiego, że nie potrafiłam na niego spojrzeć bez zarumienienia się. Dobrze, że był Marian, który okazał się całkiem sympatyczny, chociaż stary i pryszczaty. Droga do domu minęła szybko i w fajnej atmosferze. Rozmawialiśmy o psach, szkole, wakacjach, które właśnie się zaczęły. Dotarliśmy do mojego domu.

— Tutaj mieszkam. Muszę iść, bo jest późno — powiedziałam.

— A jutro będziesz mogła wyjść? — zapytał Romek.

— Mogę, przecież są wakacje.

— To wyjdź o czwartej — zaproponował.

— Dobrze — zgodziłam się i poszłam do domu.


Nigdy nie doświadczyłam takiego uczucia, mimo że skończyłam już czternaście lat. Wydaje mi się, że jestem głodna, ale nie mogę jeść. Powinnam od dawna spać, a nie mogę zasnąć. Nie jestem senna, nie jestem głodna, nie mogę się na niczym skupić, myślę tylko o jednym. Myślę o nim. Nie o tym starym, pryszczatym, rzecz jasna, tylko o Romku. Piękny, jest jak żaden chłopak w naszym miasteczku, mądry, tak rozumnie ze mną rozmawiał, patrzył na mnie, jakbym była na obrazku, a ja nie śmiałam nawet oczu na niego podnieść. Co prawda wysilałam się nawet na dowcip, ale wypadłam raczej słabo. Jest trochę starszy, ale tylko o dwa lata. To chyba dobrze, że chłopak jest trochę starszy.

Boże, jaka głupia jestem! Zamiast spać, marzę o nim, a on pewnie do jutra zapomni i wcale nie przyjdzie na spotkanie. Dobrze, że się z nim, a raczej z nimi pod kinem się umówiłam, bo przynajmniej przez okno zobaczę, czy przyszli. Może nie przyjdą, a może przyjdzie tylko ten pryszczaty Marian, ale nie, przecież to Romek pytał, czy wyjdę. Dlaczego ta noc jest taka długa? Czy nigdy się nie skończy?! A potem trzeba jeszcze do czwartej czekać! Co się ze mną dzieje? Czyżbym się zakochała? Nieraz czytałam o miłości od pierwszego wejrzenia, ale o takiej miłości to tylko w książkach można przeczytać. W życiu się nie zdarza, przynajmniej w moim. No tak, ale dlaczego nie śpię?

Skąd taki chłopak wziął się w naszym miasteczku? Mieszkam w tej mieścinie od urodzenia, wszystkich tu znam, a jego nie! Jak to się stało, że dzisiaj zobaczyłam go po raz pierwszy? Nadal nie śpię i nawet mi się nie chce… Dlaczego ta noc taka długa?

Gdy się przebudziłam, od razu zaczęłam myśleć o Romku. O tym, czy przyjdzie i jak mam się ubrać. Dotychczas wstawałam rano i wkładałam to, co miałam pod ręką, nie przykładając wagi do ubioru. Ale dzisiaj jest inny dzień — pójdę na spotkanie z Romkiem, no i tym pryszczatym Marianem, o ile w ogóle przyjdą! W co się dziewczyny ubierają na… spotkania? Skąd miałam wiedzieć, skoro nigdy nie umówiłam się z chłopakiem. Baśka chwaliła się, że kiedyś spotkała się z kimś, ale przecież nikt nie pytał, w co się ubrała. Zresztą Baśka ma starszą siostrę, mogła ją zapytać. A ja co — nic! Ani brata, ani siostry, jedynaczka. Wszyscy moi znajomi mi zazdroszczą, choć nie wiem, czego. Wciąż powtarzam, że są głupi, bo przecież nie mam nawet z kim się bić. A teraz to nawet nie mam kogo zapytać. Miałabym starszą siostrę, to od razu bym zapytała, ale jakby była młodsza… no to może przynajmniej powiedziałaby mi, czy dobrze wyglądam. I na tych rozterkach z powodu braku rodzeństwa minęło przedpołudnie. Nie miałam żadnego pomysłu. Odruchowo spojrzałam przez okno w stronę kina i… oni już tam stali. A ja? Która godzina? Za pięć czwarta! Gdzie moja sukienka? Jakakolwiek, nieważne, może być żółta! Dobrze, że jestem już opalona. Buty? Mam, chodaczki, będą pasowały, jeszcze tylko włosy przeczeszę i… a może oni przyszli repertuar w kinie przeczytać, a nie… E tam idę, w końcu już czwarta.


— Cześć, myślałem, że nie przyjdziesz — przywitał mnie Romek.

— Dlaczego miałabym nie przyjść? — odpowiedziałam pytaniem.

— Taka fajna dziewczyna na pewno by nas w konia nie zrobiła — odezwał się Marian.

„Nas” — pomyślałam. „Gdyby o ciebie chodziło, to pewnie, że bym nie przyszła, ale tu chodziło o Romka!

— Pewnie, że bym nie zrobiła — potwierdziłam.

— To może się przejdziemy gdzieś do parku — zaproponował Romek.

— Możemy, czemu nie. — Niezbyt inteligentnie, ale się zgodziłam.

Poszliśmy we trójkę. Znowu było miło, śmialiśmy się, żartowaliśmy i się wygłupialiśmy. W tak cudownej atmosferze minął nam dzień i nie wiedząc kiedy, zrobił się wieczór. Musiałam iść do domu, a wtedy w drodze powrotnej Romek dotknął mojej ręki. Prąd przeszedł po moim ciele. To było zupełnie nowe doznanie. Zrobił to niby przypadkiem drugi raz. Spojrzałam na niego jak rażona piorunem, ale on się nie przejął. Wręcz przeciwnie, wziął delikatnie moją rękę i tak wróciliśmy do domu.


Kolejna noc nieprzespana. Znowu nie mogłam się doczekać rana i kolejnego spotkania. Umówiliśmy się na czwartą. Kolejny dzień i kolejne spotkanie. Prawie każdy dzień spędzaliśmy razem. Spacerowaliśmy po miasteczku, chodziliśmy do parku i lasu, opalaliśmy się na łące, spotykaliśmy się na kąpielisku. Najpierw przychodził z kolegą, ale po kilku wspólnych spotkaniach Marian zaczął narzekać na brak czasu. Od tej pory spotykaliśmy się tylko we dwoje. Tylko ja Julka i on Romek.

I tak minęły wakacje, zaczął się rok szkolny.

Jak nigdy, byłam z tego powodu wściekła. Nie dlatego, że trzeba było wracać do szkoły, bo nigdy problemów z nauką nie miałam, ale dlatego że Romek musiał wyjechać do internatu. Chodził do budowlanki, a w naszym miasteczku działały tylko ogólniak i rolniczak. Skończyły się wakacje, a tym samym nasze spotkania ograniczyły się do weekendów co dwa, a czasami trzy tygodnie.

Czas mijał mi na czekaniu na weekend, kiedy mój Romek miał przyjechać. Minął rok szkolny, przyszły wakacje, wspólne spędzanie czasu, koniec wakacji, a po nim kolejny rok szkolny, ale ten miał być już inny. Romek skończył zawodówkę i zaczął edukację w innej szkole i w innym mieście. Wybrał szkołę w Bydgoszczy. Do domu przyjeżdżał rzadziej. Kolejny rok upływał mi głównie na czekaniu. A ja czekałam. Kolejny rok szkolny minął i przyszły wakacje, wspaniały okres, kiedy mieliśmy więcej czasu dla siebie. Ale to co dobre, szybko się kończy, wakacje spędzone razem niestety też.

I tak jak poprzednio, nowy rok szkolny, rozstanie i czekanie.


Był początek października. W ten wyjątkowo ciepły weekend jak zawsze czekałam na Romka. Przyjechał do mnie, wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. Usiedliśmy na ławce, ale tym razem coś się zmieniło.

— Wiesz, Julcia, muszę ci coś powiedzieć. — W jego głosie wyczułam dziwne, obce tony.

— Słucham cię, Romku. — Spojrzałam na niego. — Wyglądał jak zbity pies. Nie przypominał mojego Romka. Patrzył na mnie obcy, nieznany mi chłopak. Poruszał ustami, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobywał. — Co chcesz mi powiedzieć? — zapytałam ochrypłym głosem.

— Julciu, ja tam, tam, w Bydgoszczy, po-poznałem dziewczynę — dukał.

Krew odpływała z twarzy, zimny pot oblał całe moje ciało.

— Co zrobiłeś?

— No właściwie nie, nie poznałem, ale, ale a…

— Może zamiast się jąkać, powiesz mi, o co chodzi?

— Założyliśmy się z kolegami, który z nas poderwie taką Bożenę, która z nikim nigdy nie rozmawiała, przed chłopakami uciekała jak dzikuska. To taka szara myszka, ale okazało się, że to bardzo fajna dziewczyna i ja wygrałem, i się w niej zakochałem, i teraz jesteśmy razem. — Strzelał jak z karabinu maszynowego. Każde słowo ja pocisk trafiało mnie prosto w serce. Czułam, że moje serce jest jedną wielką raną.

— Jak to Bożenę, jaką Bożenę?! — Podniosłam głos.

— Przepraszam — wyszeptał. — A taka była wielka miłość między nami. — Nie wiem, czy stwierdził fakt, że już mnie nie kocha, czy też wspominał to, co się dla niego skończyło. Dla NIEGO skończyło, bo ja nie potrafiłam wyrzucić go ani z serca, ani z pamięci. — Mam do ciebie prośbę, Julciu. Zostańmy przyjaciółmi. Bardzo chciałbym nadal się z tobą spotykać, jako przyjaciel, proszę.

— Dobrze, Romku — powiedziałam cicho — a teraz chodźmy stąd.


Spotykaliśmy się, ale nie tak jak przedtem. Mieszkaliśmy w małym miasteczku, więc było to nieuniknione. Czasami chodziliśmy do kawiarni, do dyskoteki, na spacer, ale NAS już nie było! Był rok szkolny, więc Romek mieszkał w internacie w Bydgoszczy. Było mi łatwiej, nie widząc go, ale tak bardzo za nim tęskniłam. Pojawiali się różni epuzerzy, ale żaden nie był NIM. Nikt nie był tak doskonały jak Romek, nikt nie był Romkiem.

.


.


.


.


.


.


.


.


.


.

Ach żeby można było

Cofnąć ten piękny czas

Aby się znów powtórzyło

To co złączyło nas


Abyśmy znów mogli chodzić

Naszymi ścieżkami przez las

Po płytkiej wodzie brodzić

Ach, żeby wrócił ten czas


Jak bardzo tego pragnę

Ty nie wiesz miły mój

Chciałabym, żebyś nagle

Powrócił do mnie znów….

grudzień 1975 r.

Czterdzieści dwa lata później…

Jesienny wieczór, sobota. W telewizji NIC, jakieś mdłe seriale, które mnie nie interesują, czy inne talk-show, znajomi — każdy w swoim domu. Co robić?

Odbębniłam solidny spacer z psem, załatwiłam kilka telefonów i jak co dzień, nudząc się okropnie, przeglądałam swój ulubiony portal społecznościowy. Przeczytałam wiadomości, przejrzałam zdjęcia, swój profil, profile znajomych… wszystko. Nagle coś mnie tknęło — wpisałam w wyszukiwarkę imię i nazwisko mojej pierwszej miłości, Romka. O kurczę, jest! Czasami zdarzało mi się go szukać, ale nigdy na nic nie trafiłam, a dzisiaj JEST! Ma swój profil i nawet zdjęcie. Imię i nazwisko się zgadza, miejscowość też, tylko twarz inna, no ale ja przecież też nie jestem taka sama. Oczy, nosi okulary, usta te same. Tak, to usta mojego Romka! Moje serce oszalało, w głowie kłębiły się tysiące pytań i to jedno, które przebijało się przez wszystkie inne. CO DALEJ?


„Julio, skoro ci się udało odnaleźć swoją największą miłość, nie schrzań tego. Idź za ciosem” — pomyślałam. Drżącą ręką napisałam wiadomość:

Witaj Romku przepraszam za śmiałość, ale czy mieszkałeś kiedyś w Mogilnie?

Enter i… poszło.

To był długi wieczór. Mało tego, że się nie kończył, to jeszcze kompletnie nic się nie wydarzyło. Z mieszanymi uczuciami poszłam spać. Następnym dniem była niedziela. Z 8 jednej strony fajnie, bo wolne, z drugiej — kolejny nudny dzień, a po nim kolejny wieczór w samotności. Odkąd zmarł mój mąż, wieczory nie różniły się od siebie. Czasami głupi film i… internet. Po przejrzeniu rzeczy ważnych przyszedł czas na pierdoły, a jak pierdoły, to wiadomo mój ulubiony Facebook. Zajrzałam do wiadomości, cisza. „Nic to, pewnie ma to gdzieś, albo jeszcze nie zaglądał” — pomyślałam. Nagle coś mignęło. Jest! Jest wiadomość! Lakoniczny, acz wymowny tekst:

— Tak.

Moje palce same stukały na klawiaturze drugą wiadomość:

— Witaj, Romku. Mieszkałam koło kina… nie zrozum mnie źle, bardzo chciałabym z tobą porozmawiać, o ile oczywiście nie masz nic przeciwko temu. Minęło ponad czterdzieści lat, mamy swoje życie, swoje rodziny, ale czasami wspominam tamte lata i ciebie również. Pozdrawiam, Julcia

Minęła cholernie długa chwila i… przyszła odpowiedź.

— Niestety, nie przypominam sobie. Może pomyliłaś mnie z moim bratem Markiem?

Przecież to niemożliwe, jak można TEGO nie pamiętać? I znowu, jak przed laty, poczułam to samo, krew odpłynęła nie tylko z twarzy, ale chyba z całego ciała.

„O nie, Julio, raz dałaś się zbyć, jak ta głupia, drugi raz nie popełnia się takich samych błędów. Teraz tak łatwo mnie nie spławisz” — pomyślałam.

— Nie, Romku, nie! Nie pomyliłam cię z Markiem. Mam na myśli ciebie. Mieszkałam w kamienicy naprzeciwko, a właściwie po przekątnej kina. Miałam małego pieska. Ty z kolei kolegowałeś się z Marianem, ale rzeczywiście po tylu latach masz prawo nie pamiętać.

Napisałam, bo przecież to moje być albo nie być! Chwila, a właściwie chyba wiek czekania i jest odpowiedź!

— Popatrz, jak mały szczegół potrafi przywrócić pamięć. Oczywiście, że cię pamiętam. Pamiętam pieska i dom, w którym mieszkałaś. Przepraszam za moją demencję. Dwa tygodnie temu byłem na zjeździe budowlanki w Bydgoszczy, ludzie mnie poznawali, a ja mało kogo. Miło mi, że dałaś o sobie znać. Ja też czasem wspominam tamte wspaniałe lata młodości.

Dostałam w odpowiedzi.

— Nie wiem, co w tym jest, ale… coraz częściej przypominają mi się tamte lata. Mieszkam od czterdziestu lat w Bydgoszczy. Szkoda, że nie mieliśmy kontaktu wcześniej. Napisałeś, że byłeś tutaj, mogliśmy się spotkać w realu. Nie chciałabym się narzucać czy coś w tym stylu, ale naprawdę chętnie bym z tobą porozmawiała.

Enter, poszło i… cisza. Tego wieczoru nie otrzymałam już żadnej wiadomości. Czekałam, ale na próżno, w końcu po północy poszłam spać wraz z moimi myślami i niedosytem.


Następnego dnia obudziłam się z mieszanymi uczuciami. Cieszyłam się, że znalazłam go, a jednocześnie było mi smutno, że po kilku zdaniach już się nie odezwał. Ubrałam się i poszłam do pracy. Martwy sezon, więc na szczęście nie miałam dużo pracy w biurze. Szybko załatwiłam bieżące sprawy, zamierzałam zająć się zaległościami. Nie było tego wiele, ale musiałam w końcu się z tym uporać. Jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie zadzwonił telefon. Od niechcenia spojrzałam na wyświetlacz i zamarłam. Na ekranie widniało imię i nazwisko Romka. Dzwonił przez komunikator z Facebooka. Zaczęłam trząść się jak galareta. Ręce mi drżały, serce kołatało, głos uwiązł w gardle. Nie wiem, jakim cudem udało mi się odebrać. Ochrypłym, nie swoim głosem powiedziałam:

— Halo, słucham.

— Halo, Julcia, to ty. — Od dawna nikt mnie tak nie nazywał. Jestem Julią, dla znajomych Julką czy Julą, ale Julcią byłam bardzo dawno temu.

— Tak, Romku, to ja — odpowiedziałam bardzo… inteligentnie.

— To ty, czy to naprawdę ty? — mówił, nie zmieniając tembru głosu.

— Tak to naprawdę ja. — W słuchawce zapadła głucha cisza.

— Do tej pory nie mogę uwierzyć, że to ty. Jak to dobrze, że mnie znalazłaś. Jak to się stało? — wydukał cicho.

— Coś mnie tknęło i wpisałam twoje dane w wyszukiwarkę. No i okazało się, że jesteś! — odpowiedziałam z udawaną swobodą, siląc się na dowcip.

— Jak to dobrze, że tak się stało. Mnie się wszystko przypomniało. Cały wieczór oglądałem wszystko, co ciebie dotyczy. Oglądałem twoje zdjęcia, wszystkie wpisy i do tej pory nie mogę uwierzyć, że jesteś. Nie spałem całą noc. Przypominałem sobie wszystko, co się z tobą wiązało. Co ty ze mną zrobiłaś, że kolejną noc nie spałem przez ciebie? Nie poszedłem do pracy, bo nie byłem w stanie. Cały czas myślę tylko o tobie! Wiesz, wczoraj wieczorem wróciłem z roweru. Miałem iść pod prysznic, ale żona zauważyła wiadomość od ciebie. Poprosiłem, żeby przeczytała, a później odpisała.

„To stąd ta odpowiedź o niepamięci” — pomyślałam.

— A ja myślałam, że naprawdę mnie zapomniałeś — powiedziałam półszeptem, bo głos nadal tkwił gdzieś głęboko we mnie i nie chciał się wydostać.

— Skąd! Wszystko sobie przypominałem. To była i koszmarna, i piękna noc. Wszystko wróciło. Nasze spotkania! Pamiętam, jak bardzo się ekscytowałem na każde z nich, pół dnia się szykowałem, żeby dobrze wypaść.

— Ja miałam to samo — wydukałam prawie bezgłośnie. — Spotkania z tobą też były dla mnie bardzo ważne.

Julciu, byłem w Bydgoszczy dwa tygodnie temu na zjeździe w budowlance. Gdybyśmy wcześniej się znaleźli, to znaczy gdybyś mnie wcześniej znalazła, spotkalibyśmy się. Tak bardzo chcę cię zobaczyć, dotknąć, przekonać się, że to właśnie ty, że na pewno ty. Żyjesz! Jesteś! Istniejesz!

— Romku, ja też bardzo bym tego chciała. Tydzień temu byłam w Kaliszu, to blisko ciebie.

— Ojej, jaka szkoda — westchnął. — Mijaliśmy się, ale teraz zrobię wszystko, żeby to zmienić.

Zapadła cisza, żadne z nas nie potrafiło wydusić słowa.

— Romku, jestem teraz w pracy. Czy mógłbyś zadzwonić po południu, bo tutaj niezręcznie mi się rozmawia? — skłamałam. Byłam sama w biurze, ale potrzebowałam czasu, by oswoić się z myślą, że to się dzieje naprawdę.

— Po południu, Julciu, jadę do Niemiec. Zadzwonię jutro.

— Dobrze, Romku, będę czekała. Już się cieszę na tę rozmowę.

— Ja też, Julciu, bardzo się cieszę. Mogę jeszcze dzwonić?

— Oczywiście, Romku. Od ciebie zawsze odbiorę. Nawet jak będę bardzo zajęta czy też w środku nocy. Możesz dzwonić, kiedy tylko masz czas i ochotę — odpowiedziałam ciągle jeszcze słabym głosem.

Gdzieś w tle stuknęły drzwi.

— To na razie, pa. — Usłyszałam.

— Pa, Romku — powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. Rozłączył się.

Do końca dnia wręcz unosiłam się nad ziemią, a raczej nad podłogą. Tyle myśli kłębiło się w mojej głowie, że nie mogłam nad nimi zapanować. O pracy nie było mowy. Nie byłam w stanie na niczym się skupić, ochłonęłam więc nieco i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. Po chwili, dłuższej zresztą, zorientowałam się, że to część Bydgoszczy, z którą niewiele mam wspólnego. Pojechałam nie w tę stronę. Musiałam zawrócić, żeby dojechać do domu. Rondo. Czemu ta kobieta wlazła na pasy? Kątem oka, o ile okrągłe oko może mieć kąty, zauważyłam czerwone światło. No pięknie Julciu! Opanuj się, bo ludzi pozabijasz. Starałam się już nie popełniać błędów i jechać uważniej. Zwracałam 11 uwagę na znaki, ale nie wiedzieć kiedy, zamiast w domu znalazłam się na cmentarzu. Mój samochód przywiózł mnie chyba tu po to, bym się opamiętała. Skoro już tu dotarłam, poszłam odwiedzić groby męża i mamy, którzy ode mnie odeszli.


Ta noc była tak długa, jak żadna inna. Owszem, zdarzały się długie i nieprzespane, ale wieki temu. Myśli kotłowały się w mojej głowie. Zadzwonił, pamiętał, jednak nie byłam mu obojętna. Jak długo i jak bardzo tęskniłam do tych słów. Przed oczami miałam tamtego chłopaka, którego kochałam bez pamięci. Znowu byliśmy razem w parku i w lesie, i na Gliniankach. Znowu trzymał mnie za rękę, obejmował, całował. Kiedyś! A dzisiaj zadzwonił, usłyszałam jego głos, słowa, które sprawiły, że mój świat zawirował. Wirował razem z moimi myślami i marzeniami aż do rana. Obudził mnie budzik, a ja po nieprzespanej nocy wcale nie byłam śpiąca, lecz pełna werwy i chęci do życia. Wstałam zadowolona i szczęśliwa. Szybko załatwiłam toaletę, ubrałam się, wyprowadziłam psa i prawie pofrunęłam do pracy. Zrobiłam to, co musiałam, poradziłam sobie z zaległościami. Mogłabym zrobić jeszcze więcej, bo praca szła mi jak nigdy dotąd. Często zerkałam na telefon, ale ten uparcie milczał. Nie martwiło mnie to, ponieważ sama prosiłam o rozmowę po południu.

Po pracy pojechałam do sklepu, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Weszłam do środka i po raz pierwszy od lat nic mnie nie interesowało. Żadne żarcie nie było mi do życia potrzebne. Kupiłam trzy mandarynki i wyszłam. Telefon wciąż milczał. „Przecież jeszcze wczesna godzina” — pocieszałam się. W domu przejrzałam wiadomości i wyprowadziłam psa. Późnym wieczorem, po dwudziestej, zadzwoniła Irka. Poprzedniego dnia, po telefonie Romka powiedziałam jej o wszystkim. Przyjaźniłyśmy się od dziecka, towarzyszyła mi w całym młodzieńczym życiu, znała wszystkie szczegóły, które dotyczyły mnie i Romka, więc musiałam ją o tym poinformować.

— I co, Julka, dzwonił? — zapytała bez wstępów.

— Nie, Irciu, cały czas czekam — odpowiedziałam smutnym głosem.

— Nie martw się, Julcia. Jak mówił, że zadzwoni to zadzwoni — oświadczyła filozoficznie Irka. — No to nie blokuję telefonu. Jak zadzwoni, daj znać. Dzień trwa do dwudziestej czwartej, czekaj cierpliwie.

— Czekam, ale z cierpliwością to już gorzej, a do dwudziestej czwartej to trwa doba. Nie sądzę, by tak późno dzwonił — zwątpiłam.

— Czekaj, zadzwoni — powtórzyła Irka i zakończyła rozmowę, a ja czekałam.


Dzień dobiegł końca, skończyła doba, zaczął się następny i następny, i następny. Zaklinałam telefon jak szaman deszcz, a on milczał uparcie. Co prawda od czasu do czasu się odezwał, ale zupełnie innym głosem, niż oczekiwałam. Czyżby znowu nastąpił koniec, zanim cokolwiek się zaczęło? I znowu nie mogłam jeść, nie mogłam spać, ciągle myślałam o tym, co usłyszałam od Romka. A może mi się to śniło? Ale przecież ja prawie nie śpię! Pewnie przemyślał, że żona, że przeżył beze mnie tyle lat, to i dalej przeżyje, że ma swoje życie, a ja do niego nie pasuję. Jakkolwiek jednak by się stało, nawet gdyby rzeczywiście już więcej nie zadzwonił, to i tak warto było żyć dla tych kilku słów wypowiedzianych po latach. To, że pamięta, że myśli, że przeze mnie nie śpi — to rekompensata za lata milczenia. Na rozmyślaniach minęły mi trzy długie, wręcz niekończące się dni.

W piątek poszłam do pracy, coś tam zrobiłam, ale brak snu dawał o sobie znać. Słaniałam się i marzyłam, żeby zrobić to, co najważniejsze i nie może czekać, a potem wreszcie pójść do domu. Nagle zadzwonił telefon, spojrzałam na ekran i zamarłam. Romek. Zaklinanie wprawdzie późno, ale pomogło!

— Słucham — powiedziałam słabym głosem, który jak zwykle uwiązł mi w gardle.

— Dzień dobry, Julciu, możemy porozmawiać? — spytał.

— Oczywiście Romku, przecież ci powiedziałam, że od ciebie zawsze odbiorę, nawet w środku nocy — odpowiedziałam.

— Tak, ale czy nie przeszkadzam, czy chcesz ze mną rozmawiać? Trzymam telefon od pół godziny i zastanawiam się, czy ode mnie odbierzesz? Czy mogę do ciebie dzwonić? — szeptał.

— Romku, byłabym niepocieszona, gdybyś nie zadzwonił. Czekałam na twój telefon. Obiecałeś mi, że zadzwonisz — wystrzeliłam jak z karabinu.

— Julciu, ale ja nie pamiętam naszej rozmowy. Wiem, że rozmawialiśmy długo, ale nie pamiętam, o czym, tak bardzo byłem nią zaaferowany. Do tej pory nie dociera do mnie to, że to naprawdę ty. Że istniejesz, żyjesz, jesteś i mnie znalazłaś. Nie mogę się oswoić z myślą, że znowu mogę z tobą porozmawiać, o ile oczywiście mi pozwolisz?

— Nie pytaj o to więcej. Po prostu dzwoń, kiedy możesz i masz ochotę — powiedziałam nieswoim głosem.

— Julciu, ja nie wiem, co się ze mną dzieje, ale od niedzieli, od kiedy dałaś znak, że to ty, nie śpię, nie jem, tylko cały czas szukam informacji o tobie. Cały internet przejrzałem. Twój profil oglądałem już kilkakrotnie, uczę się go wręcz na pamięć. Nie radzę sobie z tym, aż żona pytała mnie, co się ze mną dzieje. Nie umiałem tego wytłumaczyć.

— Ja też chodzę jak śnięta ryba. Jeżdżę bez celu, gadam od rzeczy, nie mogę się na niczym skupić. Myślę cały czas tylko o tobie — wyznałam.

— Opowiedz mi o sobie. Jak żyjesz, co robisz, opowiedz mi, Julciu — poprosił.

— Ja Romku — tak dawno głośno nie wypowiadałam jego imienia, że teraz chętnie powtarzałabym w każdym zdaniu — ja — zająknęłam się, bo nie wiedziałam od czego zacząć — jestem od trzech lat wdową. Mieszkam sama, w zasadzie z psem. Mam troje dzieci. Najstarszy syn mieszka w Holandii, a młodszy i córka w Bydgoszczy.

— Ojej, to przykre, że jesteś wdową — westchnął współczująco. — Musi być ci ciężko.

— Nie, mam rentę rodzinną i trochę dorabiam. Radzę sobie. Nauczyłam się już tak żyć i nie narzekam.

— A gdzie pracujesz? — zapytał.

— W biurze. W firmie turystycznej, na pół etatu.

— To pewnie i pieniądze z tego też nie wielkie — zauważył.

— Niewielkie, ale od pewnego czasu nie mam dużych wymagań. Zmieniłam swoje życie. Mam to, co mam. Staram się z tego cieszyć, a nie narzekać. Teraz moje życie płynie zgodnie z innymi standardami, ale mam też inne priorytety, a przede wszystkim mniej kłopotów.

— Tego ci zazdroszczę. A przedtem pracowałaś, Julciu, w akademii sportowej? — Powtarzał moje imię w każdym zdaniu, jak mantrę, a ja przyjmowałam to jak balsam na moje serce.

— Tak, ale już od pięciu lat tam nie pracuję. Dlaczego pytasz? — spytałam.

— Bo, Julciu, ja po zakończeniu budowlanki miałem iść tam na studia, ale w ostateczności nie poszedłem. Tyle lat mijaliśmy się.

— Tak — westchnęłam z rozrzewnieniem. — A ty? A tobie, Romku, jak się układa?

— Ja? Jak mi się układa — powtórzył. — Mam firmę. Kiedyś byłem na kontrakcie w Iraku i w Libii, później założyłem firmę i tak ciągnę do tej pory. Julciu, tak bardzo chciałbym cię zobaczyć, dotknąć. Myślę o tym cały czas, ale to jest jednak kawałek drogi. Sprawdzałem cały swój kalendarz, ale do końca roku nie mam już żadnego wolnego terminu.

— Szkoda, bo ja też bardzo bym chciała cię zobaczyć. — „Marzę o tym od lat, pomyślałam”, a głośno powiedziałam: — Może jakoś ci się uda po Nowym Roku. W końcu to tylko parę tygodni. — Przez myśl mi przeszło, że to cała wieczność!

— Tak, myślę o tym, cały czas o tym myślę — powiedział dziwnym głosem. — Muszę cię zobaczyć!

Na chwilę zapadła cisza. Nie potrafiłam wykrztusić słowa, on chyba też nie. Usłyszałam westchnienie czy też lekkie chrząknięcie. Po chwili usłyszałam:

— Julciu, powiedz mi, jak wyglądasz i trochę więcej o swoim życiu.

— Nie wiem, co chciałbyś wiedzieć? Wyglądam normalnie… chyba. To zdjęcie, które wstawiłam na Facebook, zostało co prawda zrobione pięć lat temu, ale oprócz tego, że mam teraz długie włosy, to raczej się nie zmieniłam.

— Masz długie włosy? Wtedy też miałaś długie. Musisz ślicznie wyglądać. Wiesz, nie umiem odtworzyć twojej twarzy. Wiem, jak wyglądałaś, byłaś niesamowita, inna niż wszystkie dziewczęta,. Nigdy więcej nie spotkałem takiej osoby jak ty. Patrzę na twoje zdjęcia, wiem, że to ty, słyszę twój głos, widzę twojego pieska, widzę znajomych, ale twojej twarzy nie. Muszę ciebie zobaczyć!

— Romku, ale czy zdajesz sobie sprawę z tego, że mówisz i myślisz o szesnastoletniej dziewczynie, a ja mam teraz nie szesnaście, lecz sześćdziesiąt lat i zupełnie inaczej wyglądam. Możesz się rozczarować — oświadczyłam.

— Do sześćdziesięciu ci trochę brakuje. To nieważnie, Julciu, jak wyglądasz. Chcę zobaczyć cię, dotknąć, bo to jesteś TY. Tylko to dla mnie jest ważne. TY!

— Romku, ja też bardzo tego chcę!

Wymieniliśmy jeszcze kilka nic nieznaczących zdań i zakończyliśmy rozmowę. Znowu wyrosły mi skrzydła. Nic nie było ważne, nic się nie liczyło tylko to, że mój Romek zadzwonił.


Był wtorek, ostatni dzień października. Miałam wolne. Pracowałam cztery dni w tygodniu oprócz środy. Czasami też wpadały jakieś wyjazdy na wycieczki, ale sporadycznie, gdy pojawiła się luka. Byłam zatrudniona na pół etatu. Mojemu szefowi to wystarczyło, dla mnie układ idealny. Cztery dni po pięć godzin, środa i weekendy wolne — super. W tym tygodniu w środę akurat wypadało Święto Zmarłych, więc zamiast środy szef zaproponował mi wolny wtorek, a ja chętnie na tę propozycję przystałam. Nie miałam nic szczególnego do zrobienia, wybrałam się więc na zakupy. Poszłam do galerii, w której nic mnie nie zainteresowało, przemieściłam się do drugiej. Dzień był nieciekawy, chłodny i dżdżysty, więc spacer po galerii okazał się trafionym pomysłem. Chodziłam od sklepu do sklepu, oglądałam, 15 przymierzałam, ale nic z nie kupiłam. W zasadzie zwiedziłam już całą górę, zaliczyłam prawie cały parter. Miałam już skierować się na parking do samochodu, kiedy poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i odruchowo przykładając do ucha, wręcz krzyknęłam.

— Halo.

— Dzień dobry, Julciu. Dlaczego krzyczysz? — zapytał Romek. Nogi się pode mną ugięły i zaniemówiłam. — Halo, Julciu, jesteś tam? — dodał.

— Tak, tak, Romku, jestem — szepnęłam.

— Jesteś w pracy?

— Nie, jestem na zakupach w galerii, a tu jest straszny hałas — wyjaśniłam.

— Nie przeszkadzam ci?

— Nie, nie przeszkadzasz. Nigdy mi nie przeszkadzałeś i nie przeszkadzasz. Mam dzień wolny, więc poszłam do galerii, ale to nie jest tak ważne, żebyś aż mi przeszkadzał — sprostowałam natychmiast.

— Wiesz, Julciu, cały czas nie mogę przestać o tobie myśleć. Powiedz mi, jak to się stało, że mieszkasz teraz w Bydgoszczy? Dlaczego tam wyjechałaś?

Myśli zaczęły kotłować mi się w głowie. Co mam mu powiedzieć, że pośrednio jest tego sprawcą?

— A tak jakoś wyszło, przyjechałam w poszukiwaniu pracy. Chociaż nie, z pracą wtedy nie było problemu. No po prostu jakoś się tu znalazłam.– Żeby odwrócić uwagę od tego pytania, a raczej odpowiedzi szybko dodałam: — Wiesz, Romku, tutaj jest straszny hałas. Poczekaj chwilę, znajdę jakieś ustronne i przede wszystkim ciche miejsce, żebyśmy mogli swobodnie porozmawiać.


Spojrzałam na samotną ławkę, stojącą na uboczu. Miałam wrażenie, że mnie zaprasza. Podeszłam do niej, lekko się ociągając, żeby zyskać na czasie i wymigać się od odpowiedzi. Usiadłam i po chwili, udając swobodę, zapytałam:

— A co u ciebie, Romku?

— U mnie okej, Wiesz Julciu, przez cały czas myślałem o nas i Bydgoszczy. Chodziłem tam do szkoły, a ty teraz tam mieszkasz. Kiedy wyjechałem z naszego miasteczka, wydało mi się takie duże i ładne. Tak wiele się tam działo. Teraz odnoszę wrażenie, że nic się nie dzieje.

— Masz rację, na początku też wydawało mi się interesujące, ale teraz nic, zupełnie nic się nie dzieje — odparłam zadowolona, że udało mi się zmienić temat.

— No to tak jak wszędzie. Mnie się kojarzy to miasto z młodością, szkołą, zabawą, a teraz będzie jeszcze kojarzyć z tobą — zauważył.

„Mnie się również kojarzy z tobą” — pomyślałam.

— Tak Romku, każdy z nas ma inne skojarzenia.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 48.52