Rozdział 1
Od przygody i zarazem wycieczki do Puszczy Białowieskiej minął rok, nasi bohaterowie zdali do siódmej klasy.
Stasiowi i Wiktorii bardzo dobrze się układa, lecz w jednym dobrze się dopasowali, mianowicie oboje są słabi z matematyki i gdyby nie wsparcie Ani, powtarzali by szóstą klasę.
Jeśli chodzi o Emila to… dzieciaki stracili z nim jakikolwiek kontakt i w zasadzie to praktycznie o nim zapomnieli.
Przyszedł ciepły kwiecień, wychowawca klasy 7B, Robert Kalina ogłosił wycieczkę.
— 10 kwietnia pojedziemy z klasą 7A razem na wycieczkę — wygłosił mężczyzna.
— Heh, ciekawe gdzie tym razem? — mruknął ściszonym głosem Stasio do Wiktorii.
— Może być wszędzie, byleby nie było żadnych akcji jak rok temu z tą puszczą — odparła ściszonym głosem Wiktoria Stasiowi.
— Tym razem wybierzemy się w Sudety, pozwiedzamy, powspinamy się na góry, będzie naprawdę fajnie, i tym razem mam nadzieję, że nikt z was się nie zgubi, co? Stasiek, Ania, Wiktoria, Paweł.
Gdyby ktoś pytał… to rok temu nasz wychowawca poszedł na macierzyńskie dlatego wycieczkę mieliśmy z babką od polskiego, Jolantą Kwaśny, i tak po naszej przygodzie znów stała się „kwaśna” jak jej nazwisko.
— Nie zgubimy się, obiecujemy — odpowiedział Stasiek z lekkim rozbawieniem w głosie.
— No ja myślę, koszt wycieczki 130 złotych, zbieramy pieniążki do skarbnika Jasia do końca tygodnia, dobrze? — mruknął mężczyzna.
— Dobrze! — odpowiedziała klasa.
W tym momencie zadzwonił dzwonek, cała klasa wysypała się na korytarz, a głównym tematem rozmów rówieśników była klasa 7A, obie klasy za sobą nie przepadały.
— Ech, klasa 7A, czyli banda samych kretynów — stwierdził Stasiek opierając plecy o ścianę.
Największym wrogiem Stasia był Filip Bogucki z klasy no nie zgadniecie 7A, szatyn który zachowuje się jak playboy. Często przymila się do Wiktorii i próbuje stawiać Stasia w złym świetle.
Dziewczyna często zbywa szatyna, ale on często nie daje za wygraną. Chłopak właśnie znów próbował uczepić się pary.
— Heeeeej, Wiki! — rozbrzmiał głos Filipa.
— O, nieeee… tylko nie on — zamarudził Stasiek przewracając oczami.
— Co robisz w towarzystwie tego śmiecia? Może pójdziemy na randeczkę? — pytał nachalnie szatyn a złość zaczęła gotować się w Stasiu, bo chłopak coraz bardziej wcinał się między nich.
— Dasz buzi? Może być w policzek na start, co ty na to? — przybliżał się coraz bliżej odpychając Stasia od Wiktorii.
W końcu Wiktoria zrobiła coś co zszokowało wszystkich na korytarzu. Mianowicie blondynka wymierzyła cios z kolana prosto w krocze. Szatyn zapiszczał i upadł na kolana trzymając się za sami wiecie co.
— Ty szma… — próbował z siebie wydusić wyzwisko.
Stasiek w tym momencie był w kompletnym szoku.
— Tak się załatwia kretynów, misiaku — zwróciła się blondynka do bruneta.
— Wow… serio… wow… niezła z ciebie wojowniczka — mruknął z niedowierzaniem Stasiek.
Wiktoria zachichotała.
Po szkole.
— Za tą akcje z Filipem zabieram cię do kina, Wiki — mruknął brunet.
— Komedia romantyczna? — zaproponowała
— Spoko.
Zza murku w ciemnym zaułku na przeciwko budynku wychylił się Filip i rzucił;
— Jeszcze pożałujesz, że mnie tak upokorzyłaś na oczach wszystkich, ruda szlamo… a nie zaraz ona jest blondynką no to… blond szlamo. I odszedł zanurzając się w cień.
Stasiek i Wiktoria przyszli do kina Helios, zakupili bilety, colę i popcorn. Wydali całe swoje kieszonkowe na chociaż godzinę relaksu przed wielkim ekranem.
Stasiek oczekując na film, spotkał Pawła z grupką kolegów.
— O, Paweł, siemanko, na co idziesz z chłopakami?
— Na to na co jest ostatnio szał, czyli Minecraft Film przyłączysz się? — zapytał blondyn.
Brunet spojrzał kątem oka na Wiktorię.
— Nie, wybacz stary… ale nie mogę. Jestem z Wiktorią, a ona chce obejrzeć komedie romantyczną — odparł brunet.
— Aaaa… komedia romantyczna, wiesz jak to się zazwyczaj kończy? — zapytał blondyn.
— No jak?
— Całowaniem się zamiast skupianiem na filmie, ale droga wolna, w końcu jesteście parą — odparł blondyn.
— A skąd ty to niby wiesz? Nigdy jeszcze nie miałeś dziewczyny — mruknął brunet.
— Maciek mi wszystko opowiedział, że max 20 minut filmu i połowa sali idzie się migdalić — odparł blondyn.
— Aha, ale że tak w miejscu publicznym? — zdziwił się brunet.
— Tak. Powodzenia, Stasiu — pożegnał się z przyjacielem Paweł i poszedł do sali w której zaraz miał się rozpocząć film oparty na grze.
Stasiek wciągnął powietrze nosem i dołączył do Wiktorii, która już na niego czekała, aby pójść na salę.
— Dam radę — mruknął w myślach dla otuchy.
Rozdział 2
Ania wróciła do domu kompletnie nieobecna. Jej rodzice wracają z pracy koło 22:00, a jest dopiero 15:48.
Dziewczyna wspięła się po schodach, weszła do swojego skromnego pokoju, podeszła do okna i zasłoniła roletami oraz ciemną zasłoną po czym stanęła pod drzwiami oparła się plecaki i osunęła się siadając z podwiniętymi kolanami.
Brunetka o prostych delikatnych włosach nie mogła od kilku dni dobrze się wyspać. Dlaczego? Od niedawna nawiedza ją w snach i zarówno w myślach tajemnicza postać.
— Proszę, zostaw mnie, nie męcz mnie — mruknęła w przestrzeń zasmucona dziewczyna.
Głos w jej głowie po chwili odpowiedział chrapliwym mrocznym tonem:
— Nigdy cię nie opuszczę słonko… niedługo zmierzysz się ze swoim przeznaczeniem.
Dziewczyna spuściła głowę i z jej oczu popłynęło kilka pojedynczych łez.
Następnego dnia, szatnia szkolna
— No i jak było? — spytał Paweł rozwiązując buty.
— Było… całkiem mokro, no bo całowaliśmy się a potem Wiki się popłakała przez film… wyszedłem z tego kina tak rozpalony, że aż nie wiem. — Czułem trochę wstyd, że tak wszyscy w miejscu publicznym i w ogóle… — wyznał wieszając lekką wiosenną kurtkę na wieszak z numerkiem „10”.
— Tak działają każde filmy romantyczne — odparł blondyn.
— Przyniosłeś kasę na wycieczkę? — spytał brunet.
— Jeszcze nic rodzicom nie powiedziałem — odparł blondyn.
— Ja też nie, po naszym ostatnim wybryku… nie wiem czy którykolwiek z naszych rodziców w ogóle nas puści — mruknął brunet.
— Racja… — spuścił głowę blondyn.
Chłopcy zamierzali opuścić szatnię, gdy nagle minęli się z zdecydowanie przygnębioną Anią. Dziewczyna nawet nie przywitała się z przyjaciółmi po prostu przemknęła i skręciła w stronę szatni 7B.
Chłopcy nawzajem odwrócili głowy w stronę Ani.
— Widziałeś? Nawet się z nami nie przywitała — mruknął Stasiek.
— Dziwne, idź przodem ja z nią pogadam — odparł Paweł.
— Spoko — rzucił brunet, wyszedł na korytarz i usiadł na ławce, wyjmując telefon z kieszeni odpalając TikToka chłopak czekał na Wiktorię.
Blondyn o błękitnych oczach wrócił do klasowej szatni i usiadł koło Ani, ta nerwowo odsunęła się.
— Hej, Ania co się dzieje? — zapytał.
— Nic… — odparła brunetka ledwo słyszalnie.
— Przecież widzę, że zachowujesz się zupełnie inaczej — nie dawał za wygraną blondyn.
— Nic mi nie jest! — wstała gwałtownie a jej głos odbił się echem po całej szatni. — Nie wyspałam się i tyle! — krzyknęła na tyle, że nawet Stasiek na korytarzu usłyszał.
Paweł zamilkł, Ania nigdy się tak nie zachowywała. Dziewczyna zazwyczaj była cicha i lekko introwertyczna, nie podnosiła głosu i nie wściekała się w ten sposób.
Ania zarzuciła swój czarny plecak z logiem Addidas na ramię i wyszła z szatni z powiewem wiatru.
— Ania… — mruknął do siebie Paweł.
Lekcja informatyki była z wychowawcą więc pierwsza część zajęć była poświęcona sprawom wychowawczym. Część klasy zaczynała przekazywać Jasiowi klasowemu skarbnikowi pieniądze na wycieczkę. Chłopak przekazał panu Robertowi, że 20 osób z 24 wpłaciło mu sumę pieniędzy.
Jasiek wymienił cztery brakujące nazwiska no i to oczywiście byli Stasiek, Ania, Wiktoria i Paweł.
— Jakoś mnie to nie dziwi — mruknął wychowawca.
Jasiek zaczął wszystkim oprócz czwórki rozdawać zgody na wycieczkę.
— Stasiek, Ania, Wiktoria, Paweł macie czas do jutra, aby przynieść 130 złotych na wycieczkę, jasne? — zwrócił się do czwórki dzieci wychowawca.
— Dobrze… — cała czwórka odpowiedziała przeciągliwie.
Ania po informatyce poszła do damskiej toalety, przemyła twarz wodą z kranu i spojrzała w lustro. Była sama. Usłyszała syczenie węża a jej szyja nienaturalnie zaczynała wyginać się w prawo, widok był podobny do tego, gdy Voldemort atakował Harrego Pottera. Dziewczyna zacisnęła powieki, po czym usłyszała znów głos tajemniczej postaci, która penetrowała jej umysł.
— Spójrz na mnie! — głos przemówił jakby zmodulowanym mrocznym tonem.
Głowa dziewczyny wyprostowała się, jakby ktoś za nią szarpnął. Zielone oczy otworzyły się, bez woli brunetki, jakby nie mogła nagle zapanować nad swoim ciałem. Serce biło w piersi niczym dzwon Zygmunta na Wawelu.
Dziewczyna była zmuszona patrząc na swoje odbicie. Jej mina wyrażała strach, stale rosnący gdy zobaczyła, że za ramiona jej białej bluzki w granatowe cienkie paski chwytają czarne jak noc spiczaste palce rąk. Po czym wynurza się reszta sylwetki kompletnie czarnej postaci wyglądającej jak chodzący cień o spiczastych elfich uszach i czerwonych oczach.
Postać zdecydowanie wpływała na całe pomieszczenie. Drzwi od toalety zamknęły się z hukiem, który zapewne odbił się echem na korytarzu, a lampy zamrugały.
Po tym zjawisku, Ania poczuła ręce postaci na swoich ramionach i gorący oddech na karku, postać szepnęła coś do ucha brunetki i wszystko minęło.
Dziewczyna omdlała ale w porę do otwartej już toalety wpadła Wiktoria, którą wystraszył widok Ani bladej jak kafelki wypełniające otaczające je pomieszczenie.
— Ania! Nic ci nie jest?! — zapytała zaniepokojona pomagając dziewczynie podnieść się z zimnych podłogowych płytek.
— Tak… po prostu nie zjadłam śniadania… — skłamała.
— Ale wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha! Dobra, nieważne — blondynka rozpięła plecak i wyjęła zapasową kanapkę panini z kurczakiem, które Wiktoria kupiła w drodze do szkoły.
— Trzymaj, musisz coś zjeść — Wiktoria podała szeleszczące opakowanie zawierające kanapkę Ani.
Ania wzięła drżącymi palcami opakowanie i podziękowała Wiktorii i wybiegła z łazienki, zostawiając blondynkę z milionem pytań.
Rozdział 3
Stasiek, Wiktoria i Paweł wracali razem do domu i ich głównym tematem rozmów było starcie z rodzicami na temat wycieczki… jednak Paweł wypalił z czymś innym.
— Martwię się o Anię — wyznał blondyn zmieniając temat.
Cała trójka zatrzymała się.
— Nooo… dzisiaj zastałam ją bladą jak ściana w damskiej toalecie, tłumaczyła mi się, że nie zjadła śniadania ale na serio moim zdaniem wyglądała jakby zobaczyła ducha w lustrze — wyznała Wiktoria.
— Na mnie nakrzyczała w szatni, a to do niej niepodobne — wyznał Paweł.
— Ten krzyk to nawet ja potwierdzę, bo odbiło to się echem na korytarzu — potwierdził Stasiek.
— Wiecie co? — mruknęła blondynka.
— Co? — chłopcy odpowiedzieli równocześnie.
— Pójdę do domu Ani, pogadać jak laska z laską.
— A co z wycieczką? Musimy powiedzieć starym! — krzyknął Stasiek.
— Bez obaw! — odparła Wiktoria machając ręką. — Jak wyjdę od Ani to zdzwonimy się.
— Dobra — odparł brunet.
Trójka przyjaciół rozdzieliła się. Stasiek i Paweł wrócili do swoich domów, a Wiktoria poszła do Ani.
Stasiek dotarł do swojego domu, poprawił ręką zsuwające się ramie plecaka i nacisnął klamkę od drzwi. Wchodząc do mieszkania wpadł na niego jego pięcioletni braciszek Leoś.
— Leoś! O rety, jaka przylepa, kiedyś przewrócisz swojego brata! — ucieszył i zarazem zaskoczył się brunet. — No, leć na górę, ja muszę pogadać z mamą.
Chłopiec kiwnął i głową i wbiegł na schody zostawiając za sobą dźwięki małych stópek.
Stasiek ściągnął plecak i zostawił go na moment na ulubionym fotelu jego ojca.
Brunet zassał głęboko powietrze i wypuścił i skierował się w kierunku kuchni z której dochodził zapach gotowanej zupy pomidorowej.
Ania jak zwykle o tej porze była zupełnie sama w domu w swoim pokoju leżała brzuchem na łóżku twarz miała wbitą w poduszkę.
Wciąż męczyła ją postać, która na samym początku objawiała jej się łagodnie w snach, ale z każdym dniem sny brunetki przypominały niekończące się koszmary.
Usłyszała syczenie węża i już wiedziała, że nieznana zjawa znowu będzie jej zatruwała życie.
Dziewczyna w tym momencie pękła jak bańka mydlana.
Krzyczała w poduszkę i uderzała energicznie pięścią w materac — Zostaw mnie, zostaw mnie zostaw mnie!
Zjawa mruknęła prychając
— Nigdy…
Ania z potarganymi włosami poderwała się z łóżka, w lustrze zjawa o czerwonych oczach uśmiechała się szeroko, dziewczyna na granicy załamania nerwowego zacisnęła pięść, aż knykcie zbielały i wymierzyła cios w taflę lustra.
Lustro nie rozpadło się, ale został na nim pęknięty ślad po pięści brunetki. Pięść dziewczyny zaczęła ją piec, masowała dłoń, nie wytrzymała, padła na kolana i rozpłakała się chowając twarz w rękach. W myślach powtarzała sobie „Czemu ja? Czemu mnie to spotkało?”
Do domu Ani zaczęła zbliżać się zatroskana stanem przyjaciółki Wiktoria. Zastukała w drzwi frontowe, Ania wewnątrz usłyszała stukanie do drzwi, zignorowała to, więc blondynka zaczęła chodzić i zaglądać w okna, czy czasem nie widać gdzieś zrozpaczonej dziewczyny. Pusto. Na parterze Ani nie było.
Wiktoria głęboko westchnęła, wyciągnęła telefon z kieszeni, wybrała kontakt do Ani i napisała do niej wiadomość.
Wiktoria:
— hej stoje pod twoim domem otworzysz?
Telefon Ani zawibrował na stoliku nocnym, dziewczyna przeszła kawałek „na czworaka” i sięgnęła ręką po urządzenie. Nacisnęła boczny przycisk i ujrzała push-up z Messengera z wiadomością od Wiktorii czy ją wpuści. Po chwili namysłu brunetka przełamała się, odpisała, że już schodzi na dół.
Ania zeszła na parter i otworzyła drzwi Wiktorii.
— Musimy pogadać, Ania — mruknęła na wejściu blondynka.
Brunetka kiwnęła głową i zamknęła drzwi po tym obie poszły do pokoju dziewczyny.
Widok spuchniętych od płaczu zielonych oczu i potarganych włosów, tylko jeszcze bardziej niepokoiły Wiktorię. Chciała jak najszybciej dowiedzieć się co dolega jej najlepszej przyjaciółce.
Usiadły razem na krańcu łóżka. Trwała niezręczna cisza, którą po chwili przerwała blondynka.
— Co ci się stało, Ania? — zapytała.
Ania westchnęła — Powiem ci choć pewnie mi w to nie uwie… — urwała zdanie, w tym momencie kompletnie nie mogła otworzyć ust.
Zjawa mruknęła jej w głowie jedno konkretne zdanie
— Nie pozwolę ci na to, aby ktoś się o mnie dowiedział…
— Ania, wszystko w porządku? — zapytała blondynka ściszonym lekko głosem.
— T-Tak… wszystko w porządku po prostu… mam gorsze… dni i tyle. Przepraszam, że was tak niepokoję… — skłamała i znów agresja wzięła tutaj górę, zjawa w jej ciele nie zamierzała odpuścić, znów rozległ się koszmarny syk węża i Ania wybuchła.
— A teraz… WYNOŚ SIĘ! WYNOŚ SIĘ WYNOŚ, CHCĘ BYĆ SAMA! — Ania poderwała się i wskazała Wiktorii palcem drzwi wyjściowe z pokoju, sama okropnie szybko oddychała, jej klatka piersiowa gwałtownie się poruszała.
Wiktoria wstała i podeszła do framugi drzwi, przez ramię rzuciła
— Nie zostawię cię z tym samej, cokolwiek ci dolega, pomogę ci i opuściła dom Ani.
Ania po wyjściu Wiktorii zrobiła coś, czego by sama się nigdy nie odważyła. Poszła do łazienki, otworzyła szafkę pod zlewem i wyjęła opakowanie czarnej farby do włosów należącej do jej mamy.
Po 20 minutach z brunetki zrobiła się czarnowłosa, w dodatku dziewczyna użyła prostownicy do rozprostowania swoich włosów.
Paweł wrócił do swojego domu, przy obiedzie nie owijał w bawełnę i truł rodzicom o pieniądze na wycieczkę w Sudety, jego rodzice byli słabo przekonani co do puszczenia blondyna, który rok temu trafił do szpitala z ciałem w 40% pokrytym bandażami. Chłopak przysięgał na wszystkich świętych, że tym razem nigdzie się nie zgubi ani nie zostanie ranny.
— No dobra, synek. Do wieczora damy ci znać — stwierdził ojciec blondyna.
Najbardziej zawzięci byli jednak rodzice Wiktorii i Stasia, którzy solidnie trzymali się swoich argumentów, nie obyło się bez łez, błagania na kolanach, przysięg i tak dalej.
Rodzice Ani byli tak pochłonięci pracą, że raz nie zauważyli nowego koloru włosów u córki, a dwa dali dziewczynie na wycieczkę zamiast 130 złotych ponad 500. Byleby zapewne dziewczyna się od nich odczepiła.
Ale czy to koniec metamorfozy cichej lekko introwertycznej dziewczyny? Nie powiedziałbym.
Rozdział 4
Wstał nowy dzień, do szkoły na ulicy Sudeckiej przybyła trójka dzieciaków. Stasiek, Paweł i Wiktoria. Powoli nieubłaganie zbliżała się pora na dzwonek, pech chciał, że pierwsze dwie godziny to informatyka i wiadomo pierwszym tematem będą jak zwykle sprawy wychowawcze.
Prawie równo z dzwonkiem przybyła Ania. Kompletnie odmieniona. Czarne długie proste włosy, czarny top odsłaniający brzuch, czarna skórzana kurteczka, czarne baggy jeansy i czarne buty tak na oko chyba Addidasy lub inne markowe butki.
Pod oczami narysowane kredką czarne kreski, brwi również wyraźnie bardziej podkreślone. Wyglądała zadziornie, jak laska a nie jak wcześniej. Paweł, Wiktoria i Stasiek byli w szoku, niemal kopary im opadły na widok swojej przyjaciółki.
— Nie śliń się na nią, kretynie! — zamknęła buźkę Wiktoria Stasiowi.
— Ale… no… skąd u niej taki glow up? — spytał zszokowany brunet.
— No właśnie — odparł Paweł.
— W jej przypadku ten glow up jest na plus — stwierdziła blondynka.
Reszta klasy szeptała o nowym wyglądzie Ani, nawet wychowawca zwrócił na to uwagę.
W sali informatycznej rozpoczęła się lekcja, no i temat wychowawczy.
— Ania, Paweł, Stasiek, Wiktoria — mruknął mężczyzna z westchnieniem — Przynieśliście pieniądze na wycieczkę? — zapytał znacząco wywierając presję na dzieciaków.
— Tak… — mruknęły dzieci.
— No to pokolei, dajecie mi do ręki, bo jeśli nie macie to cała klasa nigdzie nie pojedzie.
Mężczyzna jeszcze bardziej wywarł presję, do tego doszły nieprzyjemne spojrzenia reszty klasy na zalegającą płatność czwórkę.
Cała czwórka pokolei podeszła do biurka wychowawcy i kładli na blat wymaganą kwotę.
— Dziękuję, szanownej czwórce, że postanowili państwo nie zrujonawać wszystkim wycieczki — mruknął z sarkazmem mężczyzna.
Nikt jednak nie wie, że wczoraj rodzice Stasia zastrzegli go, że jak ma jechać w te Sudety, to ma za wszelką cenę pilnować Pawła, Wiktorii i Ani a jak oni dowiedzą się o kolejnym wybryku to Stasiek i reszta dostaną szlaban na wycieczki. Dlaczego wszyscy? Cóż… zaginięcie dzieciaków w puszczy zbliżyło do siebie rodziców dzieciaków, wręcz po tym wszystkim stali się niezłymi kumplami stąd… odpowiedzialność zbiorowa. Dzieciaki odebrały zgody i wychowawca ogłosił, że zbiórka na autokar odbędzie się już o 7:15 pod szkołą, pogroził palcem, aby nikt mu się nie ważył spóźnić i każdy ma przynieść ze sobą podpisane zgody na wyjazd.
Na przerwie, oczy chłopaków z innych klas padały na Anię, która zatopiła się w ekranie swojego telefonu i nie zwracała kompletnie uwagi na przyjaciół, wręcz nie wymieniła z nimi ani słowa, ani nie przywitała, jej wzrok wydawał się czasami pusty, a czasami przyćmiony.
Do Wiktorii przyczepił się Filip kładąc rękę na ramieniu blondynki, szeptając jej do ucha
— W autokarze siadamy razem, myszko… — i odszedł jak najszybciej, aby Stasiek go nie złapał.
Wiktorię aż otrzepało z obrzydzenia, upokoiła Stasia.
— Spokojnie, będę siedziała z tobą w autokarze, ten kretyn nam nie przeszkodzi — przytuliła się do bruneta.
Paweł przełamał się i podszedł zagadać Anię. Chłopak zbliżył się a dziewczyna rzuciła mu nerwowe spojrzenie.
— Czego chcesz? — mruknęła nie odcinając wzroku od telefonu.
— Nic, chciałem się spytać czy wszystko w porządku — odparł blondyn.
— Nic mi nie jest, to nie można już normalnie zmienić image’u? — spojrzała tym razem na chłopaka.
— Nie no, można ale ty… nigdy tak nie wyglądałaś, nawet charakter ci się zmienił — bronił się.
— Ta? To smerfastycznie, a teraz daj mi spokój — chciała przegonić blondyna.
— Jak sobie chcesz — rzucił na odchodne Paweł, a Ania dmuchnęła powietrzem w grzywkę.
Blondyn wrócił do Stasia i Wiktorii.
— No i co tam się dowiedziałeś? — spytał brunet krzyżując ręce na piersiach.
— Nooo… jakby tu powiedzieć… bardzo się zmieniła, nie tylko w wyglądzie ale też… w charakterze.
— W charakterze? — dopytała blondynka.
— Ma bardziej opryskliwy charakter zupełnie jak nie ona — mruknął blondyn spuszczając lekko wzrok w podłogę.
— Czyli jednym słowem próbuje być bad girl — podsumował Stasiek.
— A to nie jakiś okres lub menopauza? — nagle wypalił.
— Puknij się, menopauze ma się po czterdziestce, przynajmniej tak słyszałam podsłuchując mamę, mamy po 13 lat, więc obstawiam że tak jak my, nasza mała dotąd niewinna i delikatna Ania dojrzewa na swój sposób — wypaliła Wiktoria.
— W sumie… może masz rację — mruknął Paweł.
— Na razie… zostawmy ją w spokoju, może jen to wszystko przejdzie — stwierdził Stasiek.
Dzień minął w miarę normalnie, zdarzały się zaczepki Filipa, parę przepychanek, nawet zjawa w ciele Ani, na jakiś czas dała jej spokój.
Jedno było pewne, zbliża się wycieczka na której wydarzy się jeszcze więcej niż dotychczas.
Rozdział 5
Godzina 7:10, wszyscy przybyli pod szkołę… oprócz Ani, która niemal się spóźniła przyszła na minutę przed planowanym przyjazdem autokaru. Dosłownie o 7:14, idąc kompletnie stoickim spokojem i znudzonym wyrazem twarzy. Miała na ramieniu torbę z ciuchami w końcu to kilkudniowa wycieczka. Dziewczyna podała podpisaną przez rodziców zgodę wychowawcy, Robertowi Kalinie. Po czym Ania stanęła koło Wiktorii, Stasia i Pawła.
Autokar trochę się jednak spóźnił, przyjechał o 7:20, był dwupiętrowy o białym kolorze, a kierowca wyglądał jak… metalowiec? Lub satanista.
Facet wysiadł by otworzyć bagażniki i rzucił
— No, wrzutajta i lecim na Szczecin!
Obie klasy ładowały swoje torby i walizki do pojazdu i wsiadali, nauczyciele nawzajem się przekrzykiwali
— 7A na dole! — krzyknęła cycata wychowawczyni klasy 7A Aneta Bloch.
— 7B na górę! — krzyknął wychowawca klasy 7B, Robert Kalina.
Filip w tym momencie niesamowicie się oburzył, liczył na to że jednak usiądzie koło swojego obiektu westchnień czyli Wiktorii z 7B. W myślach przeklinał i stawiał odważne deklaracje, że zemści się. Obiecał sobie że na wycieczce rozwali kwitnący związek blondynki z brunetem.
Ania usiadła razem z Pawłem a Wiktoria ze Stasiem wręcz cała czwórka była fotel w fotel.
Kierowca al’a satanista zamknął bagażniki, zavapeował i wskoczył do autokaru prosto za kółko.
Pan Kalina wziął do ręki mikrofon, który zapiszczał niemiłosiernie tak, że zapewne niektórym zaczęły uszy krwawić.
— Wszyscy są? Są. No to komu w drogę temu czas. — mruknął mężczyzna próbując rozluźnić atmosferę.
Autokar miał już ruszać, gdy nagle w drzwi wyjściowe zapukała spóźniona pani pedagog Katarzyna Chowaniec.
Kobietę wpuszczono na pokład autokaru. I po tym w końcu autobus mógł ruszyć z miejsca.
Podczas jazdy… Paweł bardzo szybko zasnął, Wiktoria i Stasiek śmiali się co jakiś czas z filmików z YouTube’a a Ania… była oparta głową o szybę.
Dziewczyna wpatrywała się w swoje odbicie a w nim znów tą samą czarną zjawę z czerwonymi jak światło stopu oczami. To było coś, czego inni nie widzieli i Ania co chwilę powtarzała sobie
— Nie mogę im powiedzieć, nie uwierzą mi a może i wezmą za wariatkę — wyszeptała.
— Wiedz, że nie jestem sam, Aniu… — rozbrzmiała zjawa w głowie czarnowłosej. Dziewczyna westchnęła i przymknęła oczy.
Podróż trwała cztery godziny, o 10:20 dojechali do niewielkiej wsi Rzeczka u podnóża Sowich Gór.
Obie klasy wysiadły z autokaru, biorąc swoje bagaże, ze względu na ciasne uliczki, autokar nie mógł ich podwieźć pod sam hotel. 30 osobowa grupa na czele z wychowawcami i pedagog musieli przejść się kawałek drogi.
Po 10 minutach dotarli do skromnego hotelu „Pod Sową”. Filip już zacierał ręce, aby trafić do jednego pokoju z Wiktorią jednak… znowu odniósł porażkę. Nauczyciele decydowali o pokojach i tym kto z kim będzie. Mieli dokładną listę i zaczynali wymieniać. Wyszło tak, że Paweł, Stasiek i Filip będą razem w jednym pokoju. Chłopaki rzucili mordercze spojrzenia na Filipa, a on im to samo odwzajemnił.
Ania i Wiktoria trafiły do pokoju razem z Karoliną z 7A, dziewczyną która nie wie kiedy się zamknąć. Wiktoria przewróciła oczami, a Ania dmuchnęła powietrzem w grzywkę.
— No, wiecie z kim macie pokoje, więc odłóżcie swoje bagaże i możecie pozwiedzać okolice ale ostrzegam, macie trzymać się razem i pod żadnym pozorem nie wybierajcie się w góry, na to przyjdzie czas.
Stasiek, Paweł, Wiktoria i Ania wyszli przed hotel, brunet miał im coś ważnego do przekazania.
— Wiecie co… no… jest taka sprawa… — drapał się nerwowo w kark.
— No jaka? — zapytał Paweł.
— Muszę was wszystkich pilnować i zanim coś powiecie to… wina rodziców. Powiedzieli, że jak znowu coś lub ktoś z nas odwali jaką manianę… to pożegnamy się z wycieczkami na zawsze… — wyznał z trudem brunet.
— Ech, rodzice… — westchnął Paweł.
— Hmph — fuknęła Wiktoria a Ania tylko odwróciła wzrok.
— To co? Idziemy zwiedzać?
— Czemu nie — mruknął Paweł i ruszyli.
Rozdział 6
Stasiek i Paweł ruszyli do sklepu z pamiątkami a Ania w połowie drogi postanowiła wrócić do hotelu, Wiktoria chciała ją przytrzymać, ale czarnowłosa gwałtownie wyrwała się.
Wiktorię wciąż niepokoi zachowanie i nagła przemiana Ani. Idąc chodnikiem obok zabytkowego kościoła przypadkiem wpadła na chłopaka. Chłopiec był wyższy pół głowy od Wiktorii, włosy krótkie szatynowe, oczy szare, nos zwyczajny, cera czysta niemal różowata. Ubrany był w białą bluzkę z krótkim rękawem na szyi srebrny łańcuch, na ręce smartwatch i kilka kolorowych opasek, spodnie czarne dresy i białe addidasy. Na twarzy malował mu się ciepły uśmiech. Wiktoria odbiła się od klatki piersiowej szatyna i ich oczy się spotkały. Wiktoria zauroczyła się.
— H-Hej — zająknęła się blondynka.
— H-Hej… — szatyn zrobił to samo i im dłużej wpatrywał się w błękitne oczy Wiktorii tym bardziej piekły go policzki.
— Wybacz, że… na ciebie wpadłam, niezdara ze mnie… — mruknęła blondynka.
— Nic się nie stało — uśmiechnął się szatyn odgarniając Wiktorii kosmyk włosów za ucho.
— Jak masz na imię? — zapytała.
— Aleks, a ty? — zapytał
— Wiktoria — odpowiedziała.
— Jesteś stąd? Bo jeszcze tu nie widziałem tak pięknej dziewczyny — podrywał blondynkę, szatyn.
— Nie… przyjechałam tu z Krakowa z klasą na wycieczkę, będę tu tylko kilka dni — odparła blondynka. — A ty jesteś stąd? — dopytała.
— Tak, mieszkam tu z babcią, byłem teraz na grobie mojej mamy — odparł zielonooki.
— Współczuję straty — spuściła nieco głowę w dół, chłopak momentalnie uniósł podbródek Wiktorii i bez wahania ją pocałował, nie mógł już dłużej powstrzymać swoich uczuć i emocji.
W tym czasie Stasiek i Paweł oglądali pamiątki w sklepiku, były tam pocztówki z wizerunkiem Sowich Gór, zabytkowego kościoła i inne krajobrazy. Sprzedawczyni jednak wyglądała dziwnie… była zdecydowanie gdzieś po 70-tce, twarz pomarszczona, wyraz zdecydowanie skupiony na chłopakach, na głowie biało-kremowa chusta z pod której wychodziły białe jak śnieg włosy spięte w kok. Ubranie starszej kobiety przypominało strój niejednej szkolnej woźnej. Paweł przy kobiecie lekko czuł się nieswojo, szeptał Stasiowi do ucha, że kobieta na bank ich obserwuje, a brunet skarcił blondyna żeby nie przesadzał.
Chłopaki kupili po kubkach granite od sprzedawczyni obok, bo to był nie tylko sklepik a mały pawilon.