E-book
6.28
drukowana A5
19.88
Słowa

Bezpłatny fragment - Słowa

Wiersze wybrane


Objętość:
79 str.
ISBN:
978-83-8155-188-5
E-book
za 6.28
drukowana A5
za 19.88
prawdopodobnie wszystko zaczęło się od słowa…


.


Słowa od zawsze w życiu człowieka odgrywają wielką rolę. Służą komunikacji, dostarczają wiedzę, jak i potrafią wywołać w nas każde uczucie. Zatrzymam się jednak na słowie poezja. Czym ona właściwie jest? Być może to kropla życia zamknięta w czasie… Biegnące dni w chwilach radości i smutku doświadczają nas wszystkich. Przecież nikt nie jest w tym jedyny. Poezja nie tylko potrafi to dostrzec, ale i wejrzeć do środka. Unieść obraz emocji, aby wewnątrz mogła wypłynąć nad pęd codzienności. Stać się dla ludzi oczami serca i duszy.

***

milczeniem jest księga, gdy patrzy

a potem słowem, kiedy stronę otwierasz

i z chwili zamilkłej płyną obrazy

myślisz, że mówisz, że czytasz

a to słowa czytają ciebie

bo za nimi stoisz ty — księga


— green green —

sama nad rzeką

czemu moja wierzbo płaczesz

i ramiona w niebo wznosisz

 przecież będzie jeszcze wiosna

zieleń życiem znowu wstanie

a ptak gniazdem radość wróci


czemu blade usta twoje

liczą krople rzeki

ich minuty czas nie wróci

przeto szeptem opowiadaj

by niebyły obce wodzie dzieci


spójrz na niebie wachlarz słońca

 jak jesienią dłonie serca

kiedy zapisane w liściach słowo

ukazuje przemijania piękno


dalej milczysz, łzą zamarzasz

bieląc wkoło trawy

ach już widzę…

tyś tu sama nad tą rzeką…

szept duszy

noc sny w szepty nawleka

ciche jak skrzydła anioła

a na niebie księżyc

budzi srebrne motyle

które marzenia

zdmuchują w mleczach


i nic to, że znikną

zbudzone o świecie

bo puchem świata

nie los, nie życie

lecz pięknem są tylko chwile

w duszy człowieka…

czasem tak trudno…

na oknie dusza cicho jak motyl

rozkłada wilgotne skrzydła

szukając ciepłego obrazu

lecz z ramy zdarzeń brzemienny zegar

wydaje na świata kolejnego wilka


a potem ćma zjada motyle

i twarz na szybie jak pelargonia

biało-pajęcza w zaklęciu lustra

zmienia powoli serce w pająka

by złowić szept, chociaż mały

choćby jedyny

tyci, najmniejszy…


czasem tak trudno znaleźć drogę

nawet gdy sen spada księżycem

i mąką znaczy nocną gęstwinę

bo kiedy próbujesz dłonią

zebrać z niej ślady

nakarmić usta, chociaż tęsknotą

to chleb jak kamień spieczony świtem

opada drzwiami, zamykając jaskinię…

wyszło na chwilę

ktoś powiedział wyszło na chwilę

a potem zgasło niczym słońce…


na oknie dłoń kreśliła słowa

lecz tylko księżyc

czasem ćmą lunatykiem

wrzucał monetę

a ona na dnie jak w studni śniła…


ktoś powiedział, wyszło tylko na chwilę…

liczyłem fale…

liczyłem fale dotykające brzegu

i choć znikały

to kolejne płynęły i płynęły

gładząc odciśnięte ślady


białe skrzydła morza

tęskne jak za chmurą niebo

kiedy obraz wiatr ubiera

szeptem kropli zaglądały w oczy


mewy krzykiem na języku wody

rozcinały ciche słowa

topiąc zamki z piasku

ulepione niczym śniące twarze

a ja znowu

próbowałem liczyć fale…

twe łzy

mówisz, że jesteś deszczem

i pytasz, czy słyszę w nim słowa

a ja nie wiem, czy one to ty

czy deszcz otwiera się we mnie


a kiedy mówisz

by słowom nie wierzyć

wierzyć im muszę

albowiem

co z wątpliwości się rodzi

tylko prawdę odkryć może

że deszczem były

twe łzy…

słońce tak nisko

słońce tak nisko

jak usta w wodzie

a noc gdzieś błądzi

w ziarnach klepsydry

i czerwień płynie

pocałunkiem tęsknoty

rzucając w myśli

kawałek chleba


— lecz ptak daleko

być może do snu

ułożył już skrzydła


słońce tak nisko

jak kamień

co mąci wodę

a listowie szeptem

w pajęczych zasłonach

wiatr delikatnie

marzeniem porusza

.

.

drżą ciche słowa

i mgła niczym woal

oddech przez krople

sznurami korali

w trawy nawleka

a każda kropla

pocałunkiem

— wiosny zakwita…


słońce tak nisko

płatkami maków

z nocą się droczy…


cień patrzy sową

jakby poplątał nici

i spija echo

przez słomkę duszy

a słońce tak nisko

jak serce

z rozlanego wina…

spacer w deszczu

noc w kroplach deszczu

rozmazuje lampy

poruszając cienie

na wieży zegar

chrapliwie oddycha

przez rdzawy uśmiech

starego dachu

— cisza próbuje zaszyć miasto…


kałuże płyną

jak czarne oczy

malując rzęsy

snem mokrej ziemi

a w parasolach liści

wiatr szepty zbiera


noc taka cicha

jest w ciepłym deszczu

— w sam raz na spacer…


.
Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.28
drukowana A5
za 19.88