E-book
6.83
drukowana A5
11.42
Ślepcy

Bezpłatny fragment - Ślepcy


4.5
Objętość:
50 str.
ISBN:
978-83-8189-520-0
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 11.42

Akt I Scena I

Michael i Gabriel rozmawiają na łące niedaleko gór, siedząc pod wierzbą.

Michael leży na plecach oparty na łokciach.

Gabriel siedzi wyprostowany, dość mocno gestykuluje.


Gabriel:

Gabriel mówi dobrotliwym głosem.


Powiedz Michaelu czy to drzewo nie daje cudnego cienia?


Michael:

Jak dla mnie budzi jedynie smutne wspomnienia.


Gabriel:

W takim miejscu, nie uchodzi takie dumanie,

W takim miejscu prawdę się poznaje…


Michael:

To chyba Gabisiu twoje domniemanie.


Gabriel:

Gabriel wykonuje gest, podnosi palec do góry, unosi się.


Chciałbyś! Toż głos Boga, jego przesłanie.


Michael:

Więc cóż ci on prawi w swej mądrości?


Gabriel:

Gabriel mówi trochę przemądrzale.


Jeśli wiedzieć chcesz, odpowiem w mej wielkoduszności,

Że ci buziaki przesyła, od twej ukochanej Sofii.


Michael:

Michael macha ręką sugerując że poruszony temat jest dla niego nieprzyjemny.


Jasne, wierzę we wszystko, ale dość tej teologii.


Gabriel:

Niech będzie ci, wedle twego uznania,

A co u Marii, nadal darmozjada wychowuje sama?


Michael:

Po sekundzie ciszy wszystko zamiera, Michael i Gabriel trwają w bezruch gdy odzywa się głos.


Jak było wczoraj, tak pewnie dziś i trwa

Czemu głowę twą mącą takie pytania.


Duch zza ściany:

Duch wydaje się być nie związany z tym co się dzieje, jakby dotyczył innego zdarzenia, jego głos jest szyderczy i trochę szalony. Po słowach ducha wszystko wraca do normy, jakby nic się nie stało.


Poucinajmy główki i wsadźmy do odwłoka,

Zobaczymy jak im się to spodoba.

Gabriel:

Wzrusza ramionami.

Jedna wielka niewiadoma,

Możliwe że podoba mi się ona.

Michael:

Michael śmieje się z Gabriela, w jego czuć słychać lekkie zaskoczenie. Wznosi do góry rękę jakby z kieliszkiem.

Tobie grzdylu, ona się spodobała?

Czyli z ciebie nie taki kawał pedała,

Opijmy to symbolikiem, panie bracie.

Gabriel:

Gabriel odczuwa ulgę, że nie został wyśmiany, zachwala język i pomysł Michaela.

Przyjacielu gawędarz przeto jako, jaki szlachcic w szacie,

Splendor! Brzmi to znakomicie,

I ten język i to picie.

Michael:

A więc wracając do tematu,

Serce me pieje z zachwytu,

Że mam tak dzielnego zuszka u boku,

Jeszcze mi dorośnie, narobi motłochu,

Ale będziecie szczęśliwi,

Ty, matka i gromadka stadniny.

Gabriel:

Chyba na gratulacje jeszcze za wcześnie bracie,

Czy pokocha, czy ręce odda w me kikucie?

(Gabriel wzdycha głęboko i patrzy w dół.)


Michael:

Michael rozciąga trochę ramiona i niedbale odpowiada.


Niech cię nie boli już czupryna twa rozczochrana

Pójdę, pogadam, będzie twoją od rana!

Gabriel:

Mówi z ironią w głosie.

Misiu, czy ateiście wypada o cudach bajać?


Michael:

Michael siada po turecku, trzyma się za kolana, pochyla się. W ostatnich zdaniach trochę naśmiewa się z Gabriela.


Tu wiele mówić nie trzeba, tylko za ręce brać,

Do pięknej północno- południowej kaplicy iść,

Pogadacie sobie po drodze, potem tylko się księdzu przedstawić,

A co do dalszych, kościelnych dyrdymałów,

Zawsze ciebie polecam do takich przypałów.


Gabriel:

Gabriel wstaje dynamicznie i odchodzi dwa kroki, pochyla głowę, patrzy w ziemię, ma zamęt w głowie i trochę się boi.


Tak, wszystko teraz, już,

Mężulek pewnie na mnie przygotuje nóż,


Michael:

Michael podchodzi do Gabriela i kładzie mu rękę na ramieniu.

Spokojnie jesteś dobry w tych sprawach,

Zaiste legendarna stała się twa wprawa,

Wiadome że kiedy Gabi wlatuje do łóżka,

Nie wie, ni mężulek, ni wydmuszka,

Tylko się potem okazuje sprawa.

Gabriel:

Gabriel się rozchmurza i uśmiecha zadziornie do Michaela. Wszystko się zatrzymuje, Michael i Gabriel trwają w bezruchu.


Bracie nie ona pierwsza i nie ostatnia.


Głos:

Głos pochodzi zewsząd, jest spokojny i mocny. Wszystko wraca do normy.


Wiesz że wszystko przeze mnie się dzieje,

Każde twoje brykania, swawole,

Będą sprawione i przemyślane.


Michael:

Michael chce wyraźnie odciągnąć myśli Gabriela na inny temat. W trakcie przymruża trochę jedno oko.

Mów więc mi teraz o Hansie,

Czym się ten człek zajmuje,

Kim że jest, jak wygląda,

Bo wiedzieć coś o nim mnie naszła ochota.

Gabriel:

Gabriel patrzy w górę, próbuje sobie przypomnieć Hansa, kiwa głową w trakcie wyliczania jego cech. Gabriel marszczy nos, czuje że mówi czasami rzeczy nieistotne. Trapią go trochę zachowania Hansa.

Hans, istota o małym wąsie,

Myśli (on) trochę o życia prozie,

Artystą on się zowie,

Co maluje sam ci powie

Ma on też w sobie zabójczą siłę,

Żeby tylko nie wlazł nam w politykę,

Bo jak mi się chyba słusznie wydaje,

Problemów będzie sporo przez jego zachowanie.


Michael:

Michael mówi lekceważąco, nie zauważa problemu. Patrzy w górę, na chmury.


Czy mamy się naprawdę czego obawiać?

Chyba z Fredem może rozmawiać?

Bo jak widzę w obłokach, to czyni,


Gabriel:

Gabriel wzrusza ramionami jednocześnie unosząc brwi.


Jak nie on robiliby to inni.

Michael:

Michael macha na to ręką.

W razie czego nie nasza sprawa,

Gdyby zaszła jakaś kolaboracja.


Gabriel:

Lecz zobaczyć przecież możemy.

Michael:

Idą na bok i obserwują.

Niech będzie więc to zrobimy.

Akt I scena II

Hans i Fredo zagorzale rozmawiają. Hans zaczyna starając się być przekonujący.


Hans:

Uwielbiam Cię, Ty stary łotrze,


Fredo:

Hans patrzy na Fredo z góry.


To chyba dzięki mojej siostrze,


Hans:

Niewątpliwie nadaje twej myśli,

Jakąś krztę zrozumiałości,


Fredo:

Że ją lubisz wiem, że kochasz zgaduje,

Lecz potrzebne zapewnienie, czy Cię kłuje,


Hans:

Trudne zadajesz mi pytania,

Lecz odpowiedź prosta, pragnienia,

Jedynie ich być pewien mogę,

Miłość wywołuje we mnie trwogę,

To jest właśnie moja walka,

Gdy się rozum z sercem spotka,

Wyciąga lekko rękę przed siebie, zaciska ją w pięść. Przesadnie gestykuluje i intonuje. Ubolewa nad swoją dolą.


Fredo:

Patrzy w bok zamyślony i rzuca bezmyślnie może bardziej do siebie niż do Hansa.


Puk, puk?

Hans:

Obraca głowę z niezrozumieniem.

Cóż za stuk.

Fredo:

Czasem w tę zabawę gram.


Hans:

Ach, więc kto tam?


Fredo:

To ja, twe sumienie.


Hans:

Więc gdzie klucze twoje?


Fredo:

Wyrzuciłeś uznając, że nie ma miejsca,

Dla gadatliwego akwizytora,

Hans:

O jaki ja niewiarygodnie mądry,


Fredo:

Oczywiście lepszy od sowy.


Duch Niemiecki:

Głos prześmiewczy i ironiczny.


Ale to była kpina wyśmienita,

Podanie imienia ślepego lotnika.


Michael i Gabriel patrzą na nich i cicho rechoczą.

Akt I scena III

Rafał rozmawia z Razjelem w jego domu. Na stole leży stara księga z dziwnymi napisami.


Rafał:

Co mi chciałeś pokazać tak śpiesznie,


Razjel:

Musisz ty zobaczyć pewną idei księgę,


Rafał:

Proszę, powieści kucharskich mam już dość,

To co wysmażasz, zwykle staje mi jak ość,


Razjel:

Obraca się do Rafaela tyłem.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 11.42