E-book
69.3
drukowana A5
69.59
Skrzynia Potępieńca. Tom 1

Bezpłatny fragment - Skrzynia Potępieńca. Tom 1

Rymowany strumień świadomości


Objętość:
235 str.
ISBN:
978-83-8455-372-5
E-book
za 69.3
drukowana A5
za 69.59

CZĘŚĆ PIERWSZA

Ahoj piracie!

Skrzynia Potępieńca to zbiór pierwotnych tekstów napisanych strumieniem świadomości, przez RG na przestrzeni lat. Lepiej nie oczekuj nadmiernej poprawności literackiej zabijającej radość z tworzenia, bo jej tu nie znajdziesz…


Czy można latami robić coś co jest kompletnie nieopłacalne finansowo, ale wzbogacające wewnętrznie? — Jak najbardziej!


Dla autora poezja nie była sztuką, w której chodzi o wydobycie piękna ze słów, tylko plastrem na duchową ranę. Twórczość pomagała mu wyrzucać z siebie trudne emocje, nazywać nienazywalne, poszerzać perspektywę, rozwijać wyobraźnię, patrzeć z różnych punktów widzenia, przepracowywać traumy, itd.


Mimo że nie rozwiązywała źródła problemów, przynosiła mu psychiczną ulgę. W pewnym momencie nie była mu już dłużej potrzebna; rana się zabliźniła, a z bandażem można było się pożegnać raz na zawsze.


RG postanowił uczcić koniec z rozmachem, bo na Wyspach Kanaryjskich. Dlaczego akurat tam? Wyobraź sobie, że ktoś porzucił Cię, jak rozbitka na bezludnej wyspie z notatnikiem i długopisem. Właśnie to przydarzyło się jemu — tyle, że rolę wyspy przejęły Bieszczady. Przenośnie związane z wyspą, tak bardzo zafascynowały autora, że to właśnie na jednej z nich postanowił zakończyć — karierę, której nigdy nie było.

28°08’05”N, 14°14’39”W

Oto współrzędne niczym te z ręki Reziego, gdzie można znaleźć zakopaną, przez niego skrzynię z tysiącami zapisków…


Jeśli jednak nie masz czasu szukać oryginału 4 tysiące kilometrów od Polski na zamoczonej lagunie, przy Sotavento — to możesz pogrzebać w tej kopii bez odbywania długiej i męczącej podróży leniwy piracie, Arrr!


Ta publikacja to dosłownie skrzynia, w której się grzebie szukając skarbów, takich jak poszerzające perspektywę myśli, a nie książka do czytania od deski do deski. Nie zawiera prawdy objawionej.


To archiwalny zapis, który większość chciałaby zapomnieć; chaotyczny, często nierówny rytmicznie, ale szczery aż do bólu. Sam autor próbował się go pozbyć kiedy był targany licznymi wątpliwościami. Gdyby nie KZ w koszu, nie zachowałaby się żadna pamiątka z tego burzliwego okresu.


Znajdziesz tu głównie odrzuty, które nie nadają się jeszcze na piosenki. W większość z nich nie warto inwestować czasu, ani energii…


Chociaż jedne teksty zostały ukończone, a przy innych urwała się wena i zostały przerwane w połowie, to i tak ukazują RG jako tekściarza, poetę, ghostwritera, który potajemnie współpracował z artystami działając zza kulis. Ciekawe jakie jeszcze asy w rękawie ukrywa?


Wybierając najlepsze fragmenty, tzw. perełki, a następnie szlifując je, można utworzyć jakościowe teksty muzyczne, bez zbędnych zapychaczy, jak to zwykle na miejsce. Czy jednak do tego kiedykolwiek dojdzie? — Zobaczymy!


Miłego grzebania w skrzyni potępieńca i szukania perełek leniwy piracie, Arrr!

PIERWOTNE TEKSTY

RG — TWOJA DROGA

twoja droga przejrzysta, jak mgła ciemną nocą?

moja prosta, rozświetlona, jak z tła nieba tworząc

niczym górski strumień, który w skałach rzeźbi swoje miejsce

niczym płomień, który się rozszerza…


znasz to uczucie: zagubienie, dezorientacja

coś jakby wracać po omacku

trwasz w tym trudzie? znużenie, alienacja

to jak szukanie wyjścia z nieznanego lasu


to jakby krążyć wśród drzew

ze złudzeniem kręcenia się niczym na karuzeli

z mijaniem tych samych miejsc

uczuciem tonięcia, jak na topieli


zupełnie, jakby każdy twój ruch niwelował piach pustyni

a za chwilę zewsząd mieli zaatakować Cię asasyni…

RG — IDĘ TAM

idę tam, gdzie ludzi nie ma wokół

gdzie panuje: cisza, harmonia, spokój

gdzie nie będzie was, zbieram siłę w „tu i teraz” znowu

wiem, pewnie znam siebie, widzę nieraz dowód

pędzę chętnie, zegar we mnie rozpoczyna obchód

jęczę względnie, tęsknię tak, że wręcz obrywa rozum

szlocham i mięknę, ale obręcz trzyma, pomóż!

słyszę wołanie, pustkę z wnętrza co zaciska, jak powróz


idę dalej tam, gdzie nie sięga wspomnień żar

ten dar tonie w nędzach słodkich zmian

idę tam, gdzie potrzeba stanowi osobny tor

gdzie w objęciach mogę odnowić oazy plon


gdzie przywrócony do życia, ze szczęścia ocieram łzy

jestem zachęcony do wycia, bo z więźnia nie widać krzty

zero urojeń, pomówień; pozwolenia na tęgą katorgę

wojen, pogróżek; daleko od tego stronię

niczym światła promień, wewnętrznej głębi błysk

odpowiedzi zawieram w sobie, to treść głębszej wiedzy

— Watykan, Rzym!


powierzam powieści Tobie, wschodni zwyczaj posagu

dostrzegasz w treści kopie, nic nie zastąpi żaru oryginału

cisza w tobie? — ona jest efektem ostrych burz

wizja w głowie ma ten defekt smutny chłód


w tej ciszy boska iskra wyłania się z nas

w niej milczy prostota życia, nie przysłania strach

choć widzę jak wszystko się zmienia

nieraz odkrywam stres jakiś brak

wiem, że to tylko gra światłocienia

i wygrywam grę, jak Trump


idę tam, gdzie nie sięga mnie ludzki lans

idę tam, gdzie nie zbiega się sumień wrzask

idę tam, gdzie nieustannie tli się żar

idę tam, gdzie pasja trwa, la la la


idę tam, gdzie miłość przekazuje wartość

pogoda wdziera się siłą, dopisuje aż nadto

gdzie cisza jest początkiem wszelkiego dzieła

gdzie podąża szlakiem pieszego wiedza


a spokój mój zupełnie, jak między morzem i plażą

niepokój nie więzi, tu już w prozie żądzy łez z gażą

spokój ten jako niepojęty wyraz, przez miliony

wokół którego wichry objęły przekład nieskończony


ten naturalny stan stanowiący rdzeń

niezmierzalny znak określający treść

to Ty, wskrzeszony jak z popiołów feniks

prawdziwie dostrzeżony — dowodów bezlik


a czasowe zdarzenia oglądane z perspektywy

częściowego zamglenia, pożądane jak taryfy

z wybranego odrętwienia oczekiwane zaszczyty

to błędnego myślenia wykreślane zachwyty


i nie zmieni tego żaden zamiar

a skarb ukryty przez bezmiar

zwiewnych rzeczy, do których pałasz

w swych pretensjach


pozostanie nietknięty

nietknięty


z tej ciszy wyłania się świat

z tej ciszy wyłaniam się ja

z tej ciszy, z tej ciszy…

RG — ROZPADAM SIĘ

rozpadam się

a wraz ze mną

wszystko wokół mnie

oddalam zmierzch!

stoję sam z myślą;

to tylko Maru w dzień

rozganiam cień! strach?

zmyłką popycha się tu żalu trend

aż czuję do niego wstręt

obstawiam, że wreszcie zamilkną

chwytam też łagru sęk #rzęch


czy mam cierpieć przez obawy

bo coś się kroi za rogiem?

to tylko rtęć, weź zastrzyk!

ktoś Cię goni? a jak nas porwie?

przykrość, niechęć, zakazy;

złogi ironii — znasz rozsądek!

dopiero liche spazmy od ubogich

uświadamiają chłam i nonsens

myślo-kształty po nic

komplikują samą modłę

życiowej karmy nie odgonisz

podlizując się przewrotem

z przymiotem zdrady zbłądzisz

snując się przezornie


złotem są zmiany

stabilność mąci

łudząc nas

bo wystarczy krach

i jest koniec


niektórzy skazy i godność sądzą — agresją, słowem

mówią idź precz, mimo że znasz fakty trąbią treścią z gnojem

nie dajesz im wiary, a i tak padasz z tarczą, tak ciężą odorem

nie znasz kary? pałasz karą, gdy cierpią żądze…


to pewne, pewnego dnia już mnie tu nie będzie

ale nie poddam się, dopóki tu jestem

na co mi na cmentarzu pozłacany Bentley

nie wiem, ale chętnie przejadę się dopóki tu jestem


rozpadam się, lecz to nie forma epitetu

nakładam cierń i mierzę w podnóża Edenu

wahania, dreszcze — je lepiej usuwać z menu

zmagania łatwo zniesiesz, trudniej sprostać cierpieniu


natura rzeczy zaspokaja, aż przechyla się szala

która wieści zagrabiać, przechytrza wizje Hussaina

kultura nęci żeby zarabiać, przerywa te liche błagania

dopiero porównanie skarbca, przez wskrzeszenie Łazarza


to normalne, że odchodzimy; lepsze to niż tu tkwić wiecznie

choć formalnie zawodzimy, wierzę w nić zgliszcz jak Dexter

triumfalne narodziny? a w planie co? dzicz, znicz i ciernie

to warte kpiny zagranie; milcz, piszcz i nędzniej


teraz to wiem! uciekamy przed brutalną prawdą

nie przeraź się, że nie przetrwamy, wszystko przepadło

miewam gdzieś wydzierany na mnie głos z pogardą

zawierzam Ci się! wymieramy, znasz też tę przypadłość?


i kiedy już nie będzie wiadomo co dalej

wezmę kartkę, długopis, lub zrealizuję nagranie

a zrobię to bo wiem, zrobię to bo wiem…


to pewne, pewnego dnia już mnie tu nie będzie

ale nie poddam się, dopóki tu jestem

na co mi na cmentarzu pozłacany Bentley, nie wiem

ale chętnie przejadę się dopóki tu jestem!


nie wierzę w lepszych, jesteśmy równi dla śmierci

pierwsze przepych? niestety na równi są także ślepcy

niechętnie przemilczę, że zwierzęcy i próżni na prestiż

przeciętnie wielcy, ale pazerni o łupy z Hastings, jak Hastings!


to dołujący apel, bo przeciera cenne oczy

skomlących w żale, jakby nie wydzierali się urodzić

jednostronicowy papier, to nie wymierna jeszcze korzyść

zakręconych w szale przytwierdza zdobyta zdobycz

zakochanych w szmale, uciemięża jedna z gonitw

pytasz gdzie moja kariera? weź, przestań brodzić!


rozpadam się i jestem taki jak wszyscy

mimo różnic jesteśmy z tej samej gliny


dla wielu nadzieja zastąpiła źródła napędowe

a w celu tworzenia nakarmiła gusta akordem

zaś będąca u steru beznadzieja zatrwożyła tutaj — close it!

a chęć dążenia zmiażdżyła pusta jak odstęp postęp

nie cieszy Cię już, że w portfelu masz niezłą kwotę?

wystarczy na eskortę…


rozpadam się

to nieodwracalny proces

stoję między tym co ważne

a tym co żałosne

RG — ROZCZARUJĘ WSZYSTKICH

jedni mnie widzą w złotym garniturze

wiesz, Ci wieszczą mi spory sukces

gdy nędzni się cieszą, jak się chory trudzę

zwiewni spieszą z ręką pomocnych złudzeń


wszystkich, którzy na mojej staną drodze

wszędobylskich tchórzy z premedytacją zawiodę

a zakłamanych wróży co zamieniają w zombie

zachęcę do służby, nieco im dodając złości


podobno wybrać drogę słuszną, to bardzo smutne

wiadomo jak trudno oszukać dualną naturę

na nowo próbować i opłakiwać z wiarą skutek

gdy noc przypomina, że z marzeń zostało puree


rozczaruję tych, którzy widzą na mnie biznes

poszczuję złych, sprowadzających na mieliznę

bo tego co czyste nie ograniczą dystryktem

a tego co zwykłe nie zmiażdżą zakryciem


3x: rozczaruję wszystkich, taki ze mnie ideał

bo taki ideał, właśnie ze mnie jest…


sądziłem, że jestem więźniem waszych oczekiwań

a ukryłem własne, bo skomlały jak wygłodniały pelikan

zwykle nam umyka, to która droga jest właściwa

przykre, lecz ta perspektywa bywa jak fikcja


dla fanów obraz fałszywy wykreuję bez trudu

czas klaunów przez zaszczyty, przykuje uwagę kruków

rozczaruję również osiedlowych plotko-twórców

bo nie podaruję im złudnej mocy słów królów


wiem, łatwo jest wykpić i zmieszać kogoś z błotem

lecz nie uczynisz ze mnie zbiornika na pseudo mocze

podłapujesz historię? czujesz już tę złudną kontrolę

ale przyjmuję ją godnie! bo plujesz tu bujdą jak złomek


i nie padnę przed tłumem prosząc o wsparcie

nie ważne, że w sumie wytworzę tym zamieć

poczęstuję też skostniałych niepoprawnym zachowaniem

dla których przekraczanie norm jest surowo zakazane


3x: rozczaruję wszystkich, taki ze mnie ideał

bo taki ideał, właśnie ze mnie jest…

RG — SAM

liczysz na innych? — lekcja z perspektywy czasu

czyny dla zwykłych? nie ma tego w przykazaniu

gdy ulatniają się tłumy, zamierasz na fali płaczu

znika chęć skruchy, bariera osiągnięcia miliarda dolarów


czasem wśród tłumów doskwiera nam samotność, bo

żaden tłum z lukru nie zawiera sam w sobie dość, go


ludzie nie zawsze mają nastawienie przychylne

szczególnie pamiętają, gdy ich zamrzenie pryśnie


to wierni kibice co kibicują zwycięskim zawodnikom

dzielni w liryce dopingują, póki jest rycerski widok

wdzięczni czy nie, potakują widząc krzyż z mogiłą

niechętni twarze odwracają płacząc; dziś nie wyszło

to chorągiewki na wietrze, znajdź więc własny grunt

gdy z powierzchni się ulotnią, sam przeskoczysz chłód

a nadęci, którzy Cię zranią, uderzą w mocny mur

w niechęci może i oddadzą, ale stracą ostatki tchu


2x: sam, znowu sam, zawsze sam

sam, bo na końcu każdy jest sam


to nie horror, choć zbliżone do karykatury

bo nieco złowrogo nastawione do Ciebie jury

widząc nowość, nie okaże żadnej skruchy

przytoczy Ci żałość, odsuwając od swej grupy


co gdy poznasz dno ludzkiego oblicza

wierzyłeś w ich szczerość, teraz Cię ona obrzydza

pamiętny pokaz: koloseum, igrzyska

nadęty rozkaz „kaput” i apogeum krwi pryska

cena za wysoka? spójrz! w muzeum tli się rozrywka

ucieczka od problemów jest warta nowości komika

czasem widzę część świata oczami druida

i milknę, bo to ofiar przystań

myślę, jak łatwo stworzyć kreacje i wyłgać

kogoś za coś; „a niech prosi o łaskę bycia”

Ja zmiażdżyłem ten pryzmat:

nie można mnie już tym skarbem trzymać


2x: sam, znowu sam, zawsze sam

sam, bo na końcu każdy jest sam

RG — DLACZEGO TO ROBIĘ?

dlaczego to robię? przerwę ciąg pytań w głowie

poniekąd skomlę! pieprzę tron i wdycham zorzę

powiedzą, że rządzę? nie chcę!

jeśli to błąd, może od razu wymarz postęp

czy podejdą do tego ode mnie mądrzej?

jakoś przedzierżę sąd bycia kmiotem


chcesz mnie wplątać w marną i pyskatą rap grę?

eh, chętnie plądrować za taką trywialną gafę

w przeddzień oskalpować wartość;

mówiąc: „Ty? — słabo błaźnie”

i grzęźnie kopulować

z tanią szufladką schematem?

mam dzielnie oscylować

między prawdą a pochwałą od kalek

bo sam nie chcę pokonywać gęstwin

i pałać „łakołkaniem”, stop…


rap od teraz będzie wykraczał, wychodząc po więcej

to narzędzie, by przekazać treścią coś szczerze

i nie mogą tego powstrzymać żadnych spojrzeń brzytwy

z przezornością kaskadera zakryję ostrze nieustępliwym

kto? Ty? Tak! tłum z przekorą frajera mówi; zamilcz?

no proszę mnie uciszyć, ja z przemową countera

milczeć mogę, przez całe godziny


dlaczego to robię

wciąż zachodzę w głowę

dlaczego, dlaczego to robię?

dlaczego tworzę

mimo braku wynagrodzeń

dlaczego, dlaczego tworzę?

dlaczego tak gonię

widok bezmiaru w apostrofie

dlaczego, dlaczego go gonię

dlaczego tak robię

i z braku tworzę ogień

dlaczego, dlaczego to robię?


oddaj spojrzenie na mnie

a dostrzeżesz ten oto stan

przekaz odmiennie Cię znajdzie

jak zaklęcie z Pottera, ostrzegam

określenie trafne: „brak w portfelu…

a chodzi z nadęciem pozera”

tych co pożera powodzenie

łączy zwykle problem z fartem w pokera

kariera? niech wymierzę karne, strzelam w bramkę pioniera

przeklęcie? zawsze dreptam tę oazę utrapienia

zamieraj prędzej na chęć, zacieram odrazę pochlebstwa


jakby w rytm serca, ułożone każde słowo

zaszczytów hymn wybierasz?

to utajone w zmowie z katastrofą

jest mrok, a Taxi „lans” podjeżdża

to ukartowane, ale jak trafię nocą?

magii pasja przywiera

ujawnione inspiracje „prolog”


to pasja! wyższa moc! inspiracja płynie z góry

przysmak wyrażania siebie, z definicją by jej użyć

dla emocji, dla wartości to upust i swoboda

dla pazerności zaś: brud, złud i trwoga


to przykład ekscytacji przefiltrowany przez wnętrze

to wyraz dewiacji niewykastrowany w społeczeństwie

nie wiem skąd ta chęć, by dzielić się tym na scenie

prosta rzecz dla mnie wcielić się w swym refrenie

pieniądze nie skusiły mnie! mój styl przekręt?

powiedz, gdzie kupiły Cię gazety! — mnie? wciśnij reset!


„portfelo-znawco”, nie masz pojęcia co to jest nonsens

pieniądze mogą być dobre, ale są używane w złej formie


myślisz, że chodzi o poklask?

w życiu bym się w to nie pakował!

nigdy nie zabłądzi w okowach

ten komu świat już rozliczył podaż


a hejty?


wiesz, przykro jest widzieć jak bydło gnoi dziewczynkę

drętwy z tą myślą milczę, jak zwyrodniali są ich rodzice

treści bywają mocne, gdy Ci sądni gnają tych poniżej


mam świadomość, jakiś głęboko wewnątrz skryty skarb

który w ten sposób chcę wyrazić — nazwałem go: NAY

RG — DZIECI PRESJI

odpuść wewnętrzne muszę

a mimo presji występującej w naturze

trochę wyluzujesz


chcesz skarcić miłość?

niech liczy się tylko cel

jeden kęs? coś ty, zgarnij bilion!

tę część kończy przykrość klęsk

pięść zagnij z siłą

zrób gest w złości krzycząc

„ja chcę wstecz”

lepiej zmień to! nagnij widmo!

i przeskocz kłody szydząc z wiedźm


a teraz najważniejsze, apogeum przez brednie

nieraz pamiętne: odejść już i nie wierzę w siebie

przekład na presję? mhm:

„znaleźć tu z wdziękiem kobietę”

rewanż? — tak będzie!

z pamięci trud chętnie wygrzebię


błagalne pragnienie sławy, te lata szczenięce

marzę o tym jak mnie ścigają paparazzi

przykazem pożądanie chwały, garstka pretekstem

warczę, gdy kłamstwem przyciągają już od drukarni


znajdź kogoś! wiesz, najlepiej jak najszybciej

nadal błogo? niech spojrzę: a ta para czemu w rozsypce?

pała wrogość przez tę drogę; to dla mas przykre

z parcia wyłonią się niespełnione, jak kiła ambicje


to nasza presja, nasze powołanie do życia

chcesz z tym walczyć, ale z nią nie da się wygrać

to nasza presja, nasze powołanie do życia

chcesz z tym walczyć, ale z nią nie da się wygrać


presja, presja

stres, i ten pośpiech

presja, presja..

stres, i ten pośpiech


podobno Polacy to najmniej ambitny naród

ale zostawiają rodziny i wyjeżdżają

ćśś! pij! Ty nie marudź! — pij! Ty nie marudź!


presja, jaka presja?

zapytaj o nią Jose Mourinho

cela nasza pędzi

jak japońskie Pendolino


mówią na Ciebie artysta?

błagają! no zostań, bądź idolem

wielbią! oko gdzieś przymykasz

i już ciągają po sądzie


skoro każdy może być sławny?

miliard stron miałby Playboy

oto zalany kobiecymi ciałami

chyba utonąłbym nad przeręblą


każdy ma prawo marzyć

ale od kołyski karmią paszą

zajazdy na gastrofazy?

te chłystki grają za darmo

wiary brak! a maestro tracki?

przemyślmy trwającą zazdrość

odmienność z nami!

ważni przejdźmy z przekorą karłom!


widzę wiele osób, które robią coś czego im się nie chce

widzę niechęć! pośród ludzi pełno jest kar, przekleństw

widzę pragnienie: och! znów przywdziewają syzyfową nędzę

a nisze pazerne tłumią tu nieokiełznaną pierwotną kolędę


to nasza presja, nasze powołanie do życia

chcesz z tym walczyć, ale z nią nie da się wygrać

to nasza presja, nasze powołanie do życia

chcesz z tym walczyć, ale z nią nie da się wygrać


presja, presja

stres, i ten pośpiech

presja, presja..

stres, i ten pośpiech

RG — ŚWIADOMY SEN

upadek moralności człowieka? — temat rzeka!

wyznanie: od agonii do zbawienia? — perypetia

Braille’m zawodzisz, leci kolejna seria narzekań

lecz wyraźnie wolisz wybierać letarg i zmartwienia


mijam jakąś osobę!

co robimy na imprezie?

chwila! pardon? moment!

czy dołożyli kilka pięter?

witaj, szalom! OOBE

— świadomy dzisiaj śnie

może jakąś panią rozbiorę

napalony misja sex


niee: Ty nie patrz i nie podglądaj

trochę prywatności, boskiej prywatności

niee: Ty nie patrz i nie podglądaj

trochę prywatności, boskiej prywatności — yeah!


nachalna gadka, kierunek słodka barmanka

wybrana jak zdrapka, pocałunek moja bajka

ukazana jak Walia! kotłuje oporna wyobraźnia

lecz nie jest zainteresowana i triumfuje 10 przykazań


2x: i nawet jeśli byłby to tylko zwykły sen

szanuj wolną wolę, nie zmuszaj do miłości


czas na retrospekcję!

co tu robi Ex? moja była

falstart na dyskotece

znowu goi się blizna


i nagle chcę być

jak magnat w haremie

tulić rączki w niewolnicach

galerie, pasmanterie

kurwić mącić

divkę rozkochiwać


na przedsmak podejdę

ale odpycha pewne spojrzenie

ta lekcja! over ended

ktoś chwyta dzielnie za rękę

pamięta mnie jeszcze?

ja jakoś za nią nie tęsknię

zabiera przed siebie: slalom!

przystań na trzecim piętrze


tak krok po kroku zachodzi w głębi zmiana

powoli opada cała gama, magma odczuć

nawet odwrotność porządku złagodzi męki i błagania

co wyzwoli od oczekiwania po katach posług


litości? miłości?

litości, miłości!


2x: i nawet jeśli byłby to tylko zwykły sen

szanuj wolną wolę, nie zmuszaj do miłości


PS. Nie zamierzam zaskarbiać czyichś uczuć, nic na siłę!

RG — ODWRÓCONA PERSPEKTYWA

gdy na horyzoncie jawi się jedynie morze

a znany nam przylądek mami zwykle powrotem

Ty! wyparty sam w obieg, mały jak tycie roztocze

wysłany jak Noe w ostre wiatry i linie brzegowe


2x: pozwól wpłynąć temu co nowe

bądź gotów, wypłynąć po nowe


czasami, aż trudno uwierzyć

więdnę! agresja ponad słowa

nad nami znów są lepsi?

to preselekcja po zawodach

przegrani łudzą kiepskich,

lepiej krach odwołać

jak z nędzy ciężkie saldo pastora


konkurencja jest dla mnie, jak obraz z playstation

monumentalne pytanie! i co, że teraz też zwyciężył?

i co z tego, że teraz tak zwyciężył!

co z tego? co z tego?


czy jak będę w czymś najlepszy na świecie

czy będę z lotu najszczęśliwszym człowiekiem?


2x: czy będę?

nie wierzę!


zbyt żądni równości chcą szeregu niezdolnych

polegali na zazdrości, patrzeniu w billboardy

i na nic nam głosić takiemu pokoleniu  umiejętności

to dla nich trash i pomioty po spojrzeniu w kosztorys


nie zawsze perspektywa

jest lepsza niż jej brak

pamiętaj o tym, pamiętaj jak ja

nie zawsze narzucona przyszłość

do nas przemawia, pamiętaj o tym

pamiętaj jak Ja


zamykam oczy, obok braku perspektyw

nic nie da się zrobić, pogłos żalu i nerwy

muzyka grozy gra do żartów z tantiemy

znów tyka głodny żarłok czasu:

czy czujecie się już upokorzeni?


od kiedy to każdy wie czego tak chce? w tej powieści:

lud oburzony kładzie przeciętność na loterii

ale, gdyby każdy miał pewność na mainstream

wtedy za brakiem opowiedzą się nawet i biedni


pamiętam niemożność pogodzenia się z utratą

zamęt, żal z nie pokorą i utrapienia nad przepaścią

togę ukazującą perspektywę lepszą i gorszą


gdy wszystko na opak wydaje się być rozsądne

uczucie zatykania w sobie; kulenia, przykurcz

w takich momentach mimowolnie się modlę

nic z zewnątrz, ale wewnątrz garnę się do krzyku

ostatecznie zostanie tu po nas proch i trochę mitów

a cała reszta w ukłonie zostanie ubrana w cudzysłów


puk, puk?

kto tam?

nikt!


ale, choćby świat mnie wielbił, Ja na kolanach

widzę jak to nie daje mi nic; kaskada, nic…

RG — NIE MOGĘ

nie mogę, to uczucie znowu je czuję

znów pretensje, że czegoś nam brak

nie mogę, spróbuję i znowu się trudzę

choć tu rozwiązaniem jest sam czas


chcielibyśmy mieć nieograniczone możliwości

tylko nasze oczy byłyby wtedy szeroko zamknięte

chcielibyśmy, by ludzie byli nieskończenie dobrzy

tylko, że zagubionych zraniłoby to pragnienie


ten co może mniej

jest często utrapieniem

dla ogółu kimś gorszym

a przez to, że nie może

więcej dla pokus zrobić…

— stanowi to część jego zgrozy


nie mogę, to uczucie znowu je czuję

znów pretensje, że czegoś nam brak

nie mogę, spróbuję i znowu się trudzę

choć tu rozwiązaniem jest sam czas


tak wiele osób wegetuje

mimo że, mimo że:


2x: w końcu przyjdzie się nam pożegnać

z tym wszystkim co mamy i co robimy


chcesz zatrzymać wszystko

a nie możesz zatrzymać nic,

już jesteśmy nadzy: tik-tak!

chcesz zakryć swoją twarz

i wiecznie się gdzieś ukrywać

ale na odkrycie przyszedł w końcu czas


kiedyś uśmiechnę się i wszystko oddam

gdy przyjdzie na mnie znikąd pora

ale teraz jedyne czego pragnę

to by patrząc wstecz

móc powiedzieć, że

zrobiłem wszystko

co w mojej mocy

wszystko…

RG — BRZYDKIE KACZĄTKO

dlaczego chcemy podobać się płci przeciwnej? — korzyści!

jakie korzyści mają Ci brzydcy — eee, jakie korzyści?


jedna dziewczyna szturcha drugą

by oderwała ode mnie wzrok

z myślą, że nie widzę zniszczenia

jej cery w imię piękna

autentyczna w ruchach

mrugnąć i ukazała odległe dno

a mój allseing eye czuwa jak

dziecko na święta Bożego Narodzenia


może gdybym był piękny

może czułbym się lepszy

może poderwałbym te cheerleaderki

oh sprzeciw!


bo bez brzydoty

nie ma tu piękna

nie ma piękna

bez brzydoty

nie ma tu piękna

nie ma piękna


a pewnego dnia zachwyt

okryje się zmierzchem, chociaż

w niepewności tak marzą

o niezwykłej wstędze…


czasem czuję się jak brzydkie kaczątko, brzydkie kaczątko

czasem czuję się jak brzydkie kaczątko…

z tym, że nie wyrosnę na łabędzia

nie wyrosnę na łabędzia

na łabędzia


gdyby każdy mógł śpiewać pięknie

czy wokół byłoby tyle fałszu?

gdyby każdy mógł wyglądać świetnie

czy wokół byłoby tyle płaczu?


nie każdy może śpiewać jak anioł

stań z tym twarzą w twarz

i nie każdy powie, że to ma wartość

nikomu nic nie musi się podobać


2x: zero chwały, zero braw

czy wciąż chcesz śpiewać?

zero chwały, zero braw

nie wszystko to poezja!


chcemy, by dobrze mówiono o nas

tylko, że to niemożliwe

wciąż chcesz wymogom sprostać?

aprobata jest jak słodycze

stracę korzyści, miłości nigdy! (ouch)

słodkości nie sycą mnie

chociaż są pyszne

RG — KRÓLESTWO PRZYJEMNOŚCI

praca? ohh! tylko dla pieniędzy

jest jak seks gra z dziwkami

ważna choć, przyszło nam wierzyć

że zła przez brak satysfakcji

kara! — to widok mas pomiędzy

przerwami bez pasji w pracy

niby mam zatarg od mimoz za te podteksty

no, ale jak bez nostalgii żar wyrazić?


zagrabić! gonić łupy! zyski! — grunt, by mieć.

chcesz zatrzymać majątek na zawsze? (Śmiech)

na nic prosić, złudy prysły z ust niczym PRL!

w walce przegrywasz to żałosne zmaganie

więc puść cierń, puść cierń!


to miało dawać nam szczęście a tylko nas rani

bo przyjemność bez miłości traci smak

bo możliwość bez wartości traci sens

wybierz mądrze…


wszystko bez miłości jest niczym

to królestwo przyjemności


sekta! a na jej czele, wódz odgrywa pasterza

i jako władca życia podbudowuje swoje EGO?

niekiedy grzeszne z pokus, to doktryna pastwienia

litość, manipulacja i ocieranie łez chusteczką

znowu kolejna, namiętnie skryta “owieczka”

cicho zrezygnowana, jak po wyborach Prescott!

następna w kolejce: w podróży do zniewolenia

niczym ogniwo do stopienia w rękach najwyższego


dobiegają kolejne głosy: “nie powinno być nałogów”

chociaż tak pięknie, nietrzeźwo spoglądasz na sytuację

pomijając mordercze sądy i widowisko złych tortur

jak w piekle ślepo podążasz za wyparciem?


niech zgadnę! masz problem z tłumieniem emocji

i to nie nałóg a zaledwie drobny miły obowiązek

ale żaden bardzo proszę tu z Ciebie alkoholik


no nie żartuj

a zalewanie okropnych chwili w sobotę

sorry, miałem na myśli co dzień!

odezwał się wszystko wiedzący

to właśnie wytłumaczenie uzależnionych!


to miało dawać nam szczęście, a tylko nas rani

bo przyjemność bez miłości traci smak

bo możliwość bez wartości traci sens

wybierz mądrze…


wszystko bez miłości jest niczym

to królestwo przyjemności


stres? spokojnie! chodź i zapal jednego papieroska

wiem, że niektórzy chcą pokój ducha, bez stresu

lżej? pozornie! mija godzina i jest napad kolejnego stresora

albo to znowu emocje i coś wymusza bycie w biegu…


słodzik? tak w papierosach

reakcje są na poziomie komórki

co gdyby było szczęście na sprzedaż?

dopamina w hormonach;

byłaby lekarstwem na bycie smutnym

a ty pytałbyś tylko: gdzie moja recepta?


niedoinformowani?

do papierosów dosypuje się antydepresanty

inhibitory monoaminooksydazy

ale nikt się nie przyzna dlaczego pali?

to nałóg! nie, nie ze mną te numery

to przyjemność, chęć otrzymania nagrody i kary

chociaż jest sadystyczna, więc wasze kłamstwa na nic


każda paczka fajek jest z przesłaniem, każda

dlaczego ważna informacja prawie zawsze jest ignorowana?


to miało dawać nam szczęście, a tylko nas rani.

bo przyjemność bez miłości traci smak

bo możliwość, bez wartości traci sens

wybierz mądrze…


wszystko bez miłości jest niczym

to królestwo przyjemności


to takie słodkie, gdy otyła kobieta wcina cheeseburgera

i w pogoni za przysmakiem niszczy organizm”

“odstawie na potem” — mówi! czy to ukryta ucieczka?

mina Kruegera! a dziś kalorii daj frykasie

przywykliśmy się ranić...


tak często mylimy przyjemność ze szczęściem

nawet kwestie zdrowotne nie pomagają się uwolnić

to jak z męką Eazy-e! życie z nędzą aidsem

wciąż chcesz przejść życie szukając ciągłej przyjemności?


przyjemność odejdzie, ale nie złamie to Twej istoty

każdą kroplę słodyczy poprzedza gorycz

to nie przypadek, ani aforyzm — sorry!

RG — EFEKTY SYZYFA

2x: nie poddawaj się na środku morza, płyń dalej

trzymaj kurs, w przeciwnym razie sztorm zaleje statek


wiele razy się nie powiodło, aż zaciskam zęby

tyle razy kamień stoczono — jak z Syzyfa mordęgi

przykre kary, utrapienie; bo powiązano praca i efekty

moje okazały się wartością przez dno, w którym ugrzęzły


podchodzisz w jej kierunku,

ale nie chcesz poznać jej bliżej, wstyd Ci!

zawody miłosne, to już część tego gatunku

pragniesz, ale doznań z mokrej kobiecej (…)

talony słowne, ślesz do skutku

bracie, może odstaw te niezdrowe nawyki

nawet zraniony ostrzem

nie porównuj i nie strącaj w osądzie wszystkich

wzgardzony? może! ale daj coś od siebie

nie czekaj na „efekt windy”

spragniony? ojej, to tylko kilka uniesień

i wszystkie prysną, jak plan złej Izmy


nie buduj niszcząc wszystko jednocześnie

a stworzysz dom z marzeń, ze snów i

nie próbuj siłą wywołać wrażenie

gdyż to w pokorze kryje się klucz, styl


ten, który patrzy z lustra ostrzy ząbki na sukces

co chcesz udowodnić? przez tę konsumpcję

nie zapominaj, jak wiele osób zatraca duszę

wreszcie zrób to, poukładaj puzzle…


witaj, showbiznes!


może zachowam się, jak skretyniałe błazny

i dzisiaj rozbłysnę, jak te niewyparzone gwiazdki


skoro dzięki temu efekty nagle zaczną błyszczeć?

skoro dzięki temu efekty nagle zaczną błyszczeć?


2x: nie poddawaj się na środku morza, płyń dalej

trzymaj kurs, w przeciwnym razie sztorm zaleje statek


…a gdy zgubisz kurs, kieruj się tym co ważne

efekty w sumie tu na zgubę są skazane!

RG — SANITARIUSZ

najpierw dziwne sny, niczym prorok

później…


jadę samochodem

a ktoś z przeciwka mruga, uwaga

patrzę na pobocze

ktoś na nim ubolewa turla się i uskarża

ważne? nonsens!

kobieta tam węszy ambaras

stoi nad nim jak mumia #sarkofag

czy ona prawi mu kazania?


drugie spojrzenie: samochód wygląda na cały

w sumie; chyba nie jest groźnie, pora się oddalić

jej ręce złożone, robi obchód z miną wrytej skały

pozornie spokój bije z jej chytrej twarzy

chyba nie ma się o co martwić

gdyby było machałaby jak pajacyk


gdy ktoś poda Ci pomocną dłoń

doceń to, doceń to!

gdy ktoś poda Ci pomocną dłoń

doceń to, doceń to!


nieopodal zakręt, dobiega sygnał z karetki

już widzę swój koniec, jest bliski

widzę jak rozpędzona rozwiewa resztki nadziei

cudem zjechałem za ubocze barierki, uff!


później do załatwienia miałem jeszcze parę spraw

po zestawieniach prawie rozwaliłem wahacz

więc myślę sobie, przyda się czyjaś rada

proszę o pomoc, ale spotyka mnie przykra sytuacja

„ha ha” — ktoś przypomina wygnańca! masakra


i woła kumpla z innego samochodu

brak współczucia, rozumiem do niego uraz

ale teraz we dwóch śmieją się z mojego uskoku

zapominając o tym, że każdy może upaść

radość sprawia im cierpienie?

ach, dostrzegam w ich oku belkę

a sam chwilę wcześniej

przejechałem obok

potrzebującego obojętnie


tak, droga powrotna nieco się dłużyła

a ilość rowerzystów szalę amplitudy

przechyliła na niebezpieczną

niektórzy wierzą, że słusznym

wyborem będzie przejechanie na czerwonym

może się zmieszczą, cóż nie tym razem

bo z przeciwka wyjechał tir z naczepą

czy i tym razem wyszli obronną ręką?

RG — SZEF

2x: kontrolować wszystko

sprawować pieczę

dopilnować widowisko

wykonać najlepiej


obiecano Ci stanowisko

wszczepiono bycie kimś

obiecano Ci, ale oszukano

gdyż byłeś nikim, hi-hi!


i teraz zaciskasz pięści

w oczekiwaniu na stołek

szykujesz odwet, lecz

przypominasz lassie, leć…


4x: stań na czele, jak kapitan

stań na czele, jak pirat


Steve Jobs to przy mnie Teresa z Kalkuty

nie: co, co? tylko czyście teraz brudy

litość, oh! przykro mi, że nazywasz mnie okrutnym

tylko dlatego, że liżesz mi w mękach buty


niektórzy piastują urzędy

za dolara rocznie — miliarderzy!

drugorzędne są dla nich ława i pieniądze;

i Ty w to wierzysz? lepiej…


4x: stań na czele, jak kapitan

stań na czele, jak pirat

RG — TCHÓRZ

znowu; boisz się bać

głowisz gdzie uciekać

wstydzisz swoich ran

ciągle ich wypierasz

boisz się dostrzec świat

spojrzeć prawdzie w twarz

i stracić to co masz

wolisz, by zniknął strach

ale zamiast skarcić fałsz

znowu się wściekasz

lecz to niczego nie zmienia


2x: odwaga to wiara, że jest coś

ważniejszego niż strach…


gdy poczujesz się, jak tchórz

oddychaj głęboko


poczuj chłód

zimny dreszcz

palące słońce

parszywy śmiech

dostrzeż wojnę

przykry zmierzch

gorycz, ucieczkę;

a następnie

przetrzyj oczy, bo:


2x: odwaga to wiara, że jest coś

ważniejszego niż strach,

to dar, to dar

od Boga!

RG — TELEFON

i znowu ktoś dzwoni

wybiera mój numer

jakiś nieznajomy…

towarzyszy mi odczucie

niczym z filmu grozy

więc może zaszyję się gdzieś za murami

ukryję przed złymi wieściami

spojrzę tam, gdzie nie ma granic

ups: to pokoje z widokiem na kraty

ciekawe jaką cenę przyjdzie tam zapłacić?


4x: halo?

mam złe wieści dla pana!


są dobre i złe wieści

choć sam to uśmierzam

mimo obaw podchodzę

z zimną miną prezesa

nie rozumiem życia

widzę jakie jest ulotne

ale przypominam sobie

o tym pod koniec!


4x: halo?

mam złe wieści dla pana!


PS: wiesz, w życiu bywa różnie

zbiory bywają różne…

RG — DECYZJA

2x: 1001

10101


jak to z wolą bywa

często zdradliwa

ból ustawia kierunek

podlicza bilans

korzyści i strat

chociaż to chwila

a dzisiaj przemija


2x: to nie wystarczy raz podjąć decyzję

trzeba jeszcze trwać przy niej

nie wystarczy raz podjąć decyzję

przykre, lecz prawdziwe!


czego tak naprawdę chcesz?

widzę Twoje niezdecydowanie

masz marzenie, ale czy spełniasz je?

skąd w Tobie to ciągłe zawahanie, he?


2x: no powiedz co wybierasz

wykrzycz to

powiedz czego się spodziewasz

wykrzycz to


nie wystarczy raz podjąć decyzję

trzeba jeszcze trwać przy niej

nie wystarczy raz podjąć decyzję

przykre, lecz prawdziwe!


podejmij decyzję i jak słoń trwaj przy niej

podejmij w końcu decyzję…

RG — ZAZDROŚĆ

bo ten ma

a ten tu nie ma

koleś sobie gra

a mu się przelewa

no proszę; ma odrzutowiec z nieba

a tu człowiek nie może się przemieszczać

żal dociera do serca, aż odbiera wspomnienia

tak pożera komedia, fakt odejścia od zera

i widzą Twoje życie w różowych okularach

widzą co chcą widzieć, nierzeczywiste doznania

widzą twoje życie w idealnych barwach

ale nie wiedzą, że za nimi skrywa się i nostalgia

było mi żal ludzi co mają mniej niż Ja

dostrzegam również ich bunt i zmagania

nie muszą godzić się z tym ile mam

ale nie mogą zrobić nic by to powstrzymać


zawsze będzie ktoś

co ma więcej niż Ty

i nie możesz zrobić z tym nic

zawsze będzie ktoś

kto ma gorzej niż Ty

i nie możesz zrobić z tym nic


tak wiem, wyglądają świetnie

tak wiem, pachną pięknie

tak wiem, wydają się nieziemskie

ale to złudzenie!


powiedz: komu zazdrościsz wspaniałości

komu zazdrościsz wygód, widoków

komu zazdrościsz zwykłych zamożności

komu zazdrościsz przygód, mozołów?

komu zazdrościsz słodkości?

komu zazdrościsz dobroci?

komu zazdrościsz swobody?

komu zazdrościsz mocy?


i jak myślisz, kto Tobie ich zazdrości?


zawsze będzie ktoś

co ma więcej niż Ty

i nie możesz zrobić z tym nic

zawsze będzie ktoś

kto ma gorzej, niż Ty

i nie możesz zrobić z tym nic

RG — ROZTARGNIONY

roztargniony ma problem

zebrać myśli w całość

rozbawiony, aż chichocze

teraz przyśni uwagą

liczy, że ustrzeli tysiące celów

mając jeden nabój?

przeliczy się!

tak samo jest z uwagą


2x: masz tylko jeden nabój

masz tylko jeden nabój, na raz!

masz tylko jeden nabój

masz tylko jeden nabój na strzał

masz tylko jeden nabój, więc

mądrze uwagę rozdzielaj


i tu urwała się wena…

RG — PAPLA

2x: papla i papla

tak bez opamiętania

papla i papla

dla niej to zabawa


żądza obmówienia i krytyki

gdy byłem trochę młodszy…

słowa oszczerstwa przychodziły

lekkim krokiem od znajomych

miałem poczuć się gorszy

dostrzec czarnobiałe kolory

poznałem, ale niedosyt

pozerstwo i zaniżone progi


byłem tam, gdzie nikt już nie pamiętał

nie mów fałszywego świadectwa

a chęć zadość-uczynienia

to także była: „dramato-komedia”

nieraz myślałem, że coś ze mną nie tak

letarg ukrywałem, jak palenie holendra


wtedy zgoliłem pod włos

jak w reklamie gillette’a

wszelkie oznaczenie oczernienia

a teraz mam „zarost”

od którego nie uciekam


2x: papla i papla

tak bez opamiętania

papla i papla

dla niej to zabawa


obmówienie nie zniknie

nawet, jeśli się skrzętnie skryjesz

sumienie i tak odkryje prawdziwe

w wojnie o świetne opinie

trzymasz moją? na zdrowie

nie musisz wypowiadać się mile

i chociaż osoba, która uwierzy plotce


nie zechce poznać mnie bliżej, to nic

już do tego przywykłem, także pff

RG — POGARDA

widzę jak na mnie patrzysz

czuję gdy plujesz jadem

widzę jak uparcie ganisz

czuję strach, ale głównie odrazę

czym sobie zasłużyłem, że

bez powodu plujesz jadem

czym sobie zasłużyłem, że

bez powodu?


4x: kuku, kuku

ssssssss

kuku na muniu


gardzisz mną za to, że jestem sobą

dla Ciebie mniej, niż zerem

na nic sąd; sam rozwalę pomost

skoro znaczę mniej, niż zwierzę


widziałem Twoją pogardę

ale nie tylko Twoją

gdy patrzono na mnie jakbym

nie był dobrą osobą

jakbym miał braki… (fuck it)

nie pozostaje mi nic innego, jak wybaczyć

i pokochać nawet tych, co nie szczędzili słów pogardy


tak naprawdę gardzisz sobą

nie mną, a to duży błąd

…wiesz jak się czuje wzgardzony

jego jad jest wielki

od takiego gniewu nie ma ucieczki

a tego bólu już nie da się uśmierzyć

RG — PUSTYNIA

chcesz jak Armstrong zdobyć księżyc

lecz pod stopami wciąż jest paląca Sahara

nie wiesz czy możesz sobie dziś wierzyć

więc gonisz oazy, choć to fatamorgana


masz wrażenie, że pijesz

dostajesz prezent

a wkładasz piach w usta

masz wrażenie, że pijesz

a to jak w reklamie sprite

od Mikołaja rózga

to była tylko iluzja

pobudka


2x: a słońce wciąż wykańcza ostatnie tchnienie, to pustynia

czy poddasz się, czy będziesz iść przed siebie, bo to pustynia!


wierzysz, że każdy związek

przetrzyma deszcz i powodzie

ale wystarczy trochę wody

tereny podmokłe i runie

jak domek z kart


chociaż zmianie wypowiadasz walkę

nie szukasz odpowiedzi

nie dostrzegasz konsekwencji

już na starcie spadasz na parter

łapiąc się za te cukierki…


2x: a słońce wciąż wykańcza ostatnie tchnienie, to pustynia

czy poddasz się, czy będziesz iść przed siebie, bo to pustynia

na której nic nie rozkwita

RG — RABUŚ

Raduś, rabuś

rabuś, Raduś

Raduś, rabuś

rabuś, Raduś


to uczucie; za chwilę

ktoś mnie obrabuje

to przeczucie, że przyjdzie

przyjąć bezradną posturę

to niesłuszne! nie kłóć się

bo wyjmą tępą maczugę

trochę okrutne, ale zacisną pięść

wyegzekwują nędzną jałmużnę


i nie będą pytać:

czy oddasz, czy nie

zastrzelą, chyba że

nie sprzeciwisz się

i nie będą pytać:

czy oddasz, czy nie

zastrzelą, widząc jak

sprzeciwiasz się


mierzy w moją stronę

jeśli nie oddam zginę

czuję się jak przyparty

do muru „człowiek-kaloryfer”

mówi to tylko biznes

jedni zarabiają rocznie

to co można ugrać w chwilę


mam nogi jak z waty

ucieczka w zaświaty

decyzja podjęta, lepiej zostać obdartym

ale na przyszłość nie pozwolić się

obrabować grając w karty…


i nie będą pytać:

czy oddasz, czy nie

zastrzelą, chyba że

nie sprzeciwisz się

i nie będą pytać:

czy oddasz, czy nie

zastrzelą, widząc jak

sprzeciwiasz się…

RG — NAGRODA

chcesz setki braw

oznak zainteresowania

sukces garściami brać

tak dumnie, bez oddania


a dla nagrody dopuszczasz się oszustwa

i zwodzisz przeciwnika

tak chcesz go oskubać, że pokusa

zaczyna tworzyć lubrykant


4x: gdzie, gdzie?

gdzie moja nagroda!


nie oddalaj się od tego kim jesteś

zostaw też ubrania, które nie należą do Ciebie

zostaw te ubrania, bo dusisz się

zdejmij je wreszcie!


skoro tak wiele mogę

jak pracę włożę

to kto wygnał ten postęp

oh, oh — bezradność


wokół nas pełno spraw

na które nie mamy wpływu

pośród kłamstw spieszno nam

na bujne życie starszych rówieśników


za młodu nie możesz

na starość nie możesz

zawsze jest tak, że czegoś

nie możesz, nie możesz

RG — NIEKONSEKWENCJA

wiele razy potrzebowałem zachęty

wiele razy porzucałem projekty

wiele razy szukałem pociechy

widząc zerowe efekty

nie zliczę ile razy wynosiłem

przyjemności nad istotne rzeczy

odrzucałem też miłostki

jak one moje względy

nie zliczę ile razy

poddawałem się od ręki, ale


2x: konsekwencje nie znikną:

BAM! i już ich nie ma!

konsekwencje przyjdą

gdy najmniej się ich spodziewasz


największa skaza R-a

niekonsekwencja

niekonsekwencja, yeah!


ile nauki przez to poszło w las

ile utracono szans…

przez nieznajomość prawd

to wiem tylko Ja


ile razy ważniejsze były cukierki

tyle też razy szukałem pociechy

tak wiele razy byłem niekonsekwentny

widząc zerowe efekty


a wszystkie chwile, w których byłem niekonsekwentny

nauczyły mnie, że dalej trochę jestem

ale czy kieruję się nadal tylko tym co przyjemne?

no, już niekoniecznie…

RG — NIEUDACZNIK

jaka pasja, RG?

liczą się tylko efekty

dorośnij w końcu

nie, dzięki!


liczysz, że to czego dotkniesz

zamieni się w złoto…

nęci Cię bycie mądrą osobą

dla której nic nie jest trudnością, ale


zawsze może się coś nie powieść

nawet powodzenie ma gdzieś koniec

zawsze może się coś nie powieść

i staniesz: raz, na górze, raz na dole


2x: jak nieudacznik

nie, nieudacznik

nieudacznik

nie, nieudacznik


przemierzasz wiele dróg

rozpościerasz tyle smug

ciągła gonitwa, zwykle ruch

niosąca chwile w kołowrót


ale, gdzie twoja przystań

na chwile zostaw pryzmat

rozejrzyj się, zatrzymaj

i zapytaj siebie…


czy trasa, która przebiega

nie zapędza rój, aż do piekła?

czy trasa, którą wybierasz

nie zabiera w skutkach piękna

spójrz tam, gdzie wzrok nie sięga

gdzie mniej zależy na efektach

tam aż, chce się uśmiechać

przez to, że nie trawi ich rozterka…


2x: nieudacznik

nie, nieudacznik

nieudacznik

nie, nieudacznik

RG — NIEUK

sądziłeś, że w szkole rozbudzą talenty

a rodzice będą z Twojego powodu wniebowzięci

sądziłeś, że dla Ciebie będą autorytety

ale teraz widzisz; purpurę i błękit


zawsze początek jest trudny

dlatego się nie poddawaj

zawsze początek jest żmudny

dlatego walcz nadal


i na chwilę zapomnij

o tym kim jesteś

o wszystkich dyplomach

na chwilę zapomnij

o tym co już wiesz

o zgłębionych mądrościach


2x: i rozbudź w sobie głód wiedzy

głód wiedzy

rozbudź w sobie głód wiedzy

głód wiedzy


tyle czasu umknęło mi przez czekanie

aż ktoś we mnie uwierzy

tyle czasu zajęło mi poznanie, że

nikt tu nie musi we mnie wierzyć


…jeśli chcesz się czegoś nauczyć

nie licz tylko na nauczycieli

mnie nauczyli, że jeśli chcesz coś zgłębić

to od Ciebie pierwsze muszą wypłynąć chęci

RG — DORADCY

skąd wiesz co dla mnie dobre

skoro mieszasz w to kwestie osiągnięć?

skąd wiesz jaką mam przejść drogę?

dlaczego twierdzisz, że moje są nierozsądne?


2x: wyrocznie twierdzą zgodnie

jakby wszystko było jawne

nie opakowane, zupełnie jakby

nie było niespodzianek!


i znowu ktoś wie wszystko najlepiej

tylko skąd, skoro Ja tego nie wiem

i znowu ktoś wie wszystko najlepiej

tylko skąd, skoro Ja tego nie wiem

skoro nawet Ja tego nie wiem


za to wiem jak łatwo jest

stracić właściwy tor

i dryfować, dryfować:


między górą a dołem

między wolą a padołem

między zagubieniem a porządkiem

między złem a dobrem

między końcem a początkiem

tam gdzie zło miesza się z dobrem

a cierpienie z nierozsądkiem…


i znowu ktoś wie wszystko najlepiej

tylko skąd, skoro Ja tego nie wiem

i znowu ktoś wie wszystko najlepiej

tylko skąd, skoro Ja tego nie wiem

skoro nawet Ja tego nie wiem


doradcy kiwają głową, jak pingwiny

a ich kciuk zatacza obieg…

to prorocy, przy których papa smerf

jest jak gang olsen

można przypuszczać, że podstępem

chcą przejąć kontrolę

wiedzą co robić, tylko skąd?

no powiedz! Ja robię to co kocham

i nie pytam statystów o drogę, choć…


2x: wyrocznie twierdzą zgodnie

jakby wszystko było jawne

nie opakowane, zupełnie jakby

nie było niespodzianek!

RG — GNIEWNY

eR, zwierzęco gniewny

jak dziecko Rosemary

dać pistolet do ręki

strzał! niech to, zbyt lekki

masz kaliber 44?

— daj większy!


2x: to na co czujesz gniew

to na co reagujesz źle

wyrzuć z siebie

niech odejdzie


wyrzuć z siebie gniew na wszystkie gwizdy w tle

gniew za drwinę, złość na przykre piski i wstręt

lepiej okiełznaj przyczynę, bo:


2x: nawet miażdżąc jedną głowę hydrze

kolejne sprawią, że ta odrośnie szybciej


wybacz tym dla których jesteś nikim

odpuść wyrządzone krzywdy

i pozwól odejść własnej odrazie…

wybacz gniew na wszystkie gwizdy w tle

gniew za drwinę, złość na przykre piski i wstręt

lepiej okiełznaj przyczynę, bo:


2x: nawet miażdżąc jedną głowę hydrze

kolejne sprawią, że odrośnie szybciej

RG — KŁAMCZUCHA

2x: łga, gdy źle

łga, gdy dobrze

łga, gdy coś chce

a dostać nie może


byle gdzie, byle jak

nie zważa na konsekwencje

a jej: blef, podbicie, pas

jest nie lada problemem


młodsze pokolenie

wychwala występek

szuka łatwiejszej drogi

ale takie nastawienie

wypacza podejście

i powoduje niekiedy

bardzo duże szkody


tak wiem

to wydaje się piękne

ale także przemija

i żadne kłamstwo

nie jest w stanie

go zatrzymać


kłamie, gdy może coś stracić

zachowuje się jak wampir

oszukuje wymiar kary

i nie daje się ujarzmić


okłamała mnie; łgała w żywe oczy

ale zdradzała się sama tikiem nerwowym

wypierała fakty, lecz jak przedstawiłem dowody

wpadła we własnoręcznie wykopane dołki


ja też święty nie jestem i nigdy nie byłem

wiele razy sprawiłem przykrość rodzinie

więc nie ukamienuję za krzywą minę

tylko wiedz, że te skróty nieraz rujnują życie


proszę nie udawaj!

nieładnie tak kłamać

klikam sprawdzam!

acha, mam was!

RG — KONFLIKT

przyczyna konfliktu leży w nas

w naszych myślach działaniach

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 69.3
drukowana A5
za 69.59