prolog
tym czasem — tym bardziej czasem tym którego
jesteś zatrważająco wątpliwym administratorem
nie wyłowisz miłosnych detali z okręgów źrenic
o których boscy przemytnicy wiedzą prawie wszystko
i czarne podniebienia
[z wyczuciem] pochylając głowy prawowitych
właścicieli twojego szaleństwa w okrutnej
niedoskonałości rzeczy widzialnych kaligrafują
dla ciebie nekrolog in blanco | on nie żyje
on jest martwy [komu w plecy setny nóż kto zdradził
nadzieję i dzieci jej skowytem rozproszone] on
nie żyje a chłopcy cierpliwie czekają [na Barabasza]
na ławce pod blokiem jak żołnierze w dwuszeregu
ustawione puste butelki po piwie — szklana armia
pijanych proroków — kolejno odlicz [ — — — tymczasem]
tym bardziej czasem tym którego jesteś i który
do ciebie nie należy nie wyłowisz miłosnych detali
z okręgów źrenic [na białe wiersze struga
czerwonej farby — nie krew — nekrolog in blanco]
nie ma takiego numeru
syndrom sztokholmski osierocił moją prawą rękę
[ — — — nie kocha] od ostatniego samobójstwa
minęły prawie dwa tygodnie | ona znowu przemyca
donosy kreślone amarantowym atramentem
a czasu coraz mniej [siostro] proszę mnie podliczyć
płacę krwią ze świątyni
nieopatrzności mojej i jego bolesnej męki
wszystko co miałem do napisania — napisałem
jeszcze tylko dokończę Majakowskiego i idę spać
[proszę mnie podliczyć] siostro
wściekłokrystaliczność
wyciągnęli mnie z kostnicy a teraz obwożą od burdelu
do burdelu [gdzieś] pomiędzy spotkaniem autorskim
a pielgrzymką do ostatniej wieczerzy
[mannequin challenge schlebiający nekrofilnym gustom
wymuskanych odbiorców] oto: trupoeta
— — — można mnie śmiało podotykać [już] nie pluję krwią
patomorfolog zainstalował w moich oczodołach
szklane kulki z hologramem gaju oliwnego — teraz