E-book
13.65 12
drukowana A5
72.77
drukowana A5
kolorowa
118.27
SEXperymenty
10%zniżka

Bezpłatny fragment - SEXperymenty

(czyli trudne miłego początki) Powieść Erotyczna


Objętość:
685 str.
ISBN:
978-83-8155-694-1
E-book
za 13.65 12
drukowana A5
za 72.77
drukowana A5
kolorowa
za 118.27


PAMIĘCI:

mojej MAMY
oraz NIKODEMA

Prolog czyli: o czym jest książka?

O skrzętnie i umiejętnie skrywanych przed rodzicami, czy wychowawcami, faktach z życia seksualnego i erotycznego współczesnej młodzieży. Ale również o wyboistym dorastaniu, pełnym autentycznych lecz zaskakujących, czy nieprawdopodobnych wręcz przygód oraz stopniowym dojrzewaniu do dorosłego życia. Także, a może nawet przede wszystkim, seksualnego. Gdyż ono właśnie najbardziej skupia na sobie uwagę młodych ludzi.

Bohaterem powieści jest sympatyczny, otwarty na świat nastolatek, zachłyśnięty współczesnością, próbujący poradzić sobie z intensywnie budzącą się w nim seksualnością. Chłopak gorliwie i permanentnie poszukuje nie tylko wiedzy, ale również upragnionych doświadczeń z zakresu seksualizmu czy erotyzmu człowieka. A czyni to w najprzeróżniejsze, dostępne mu sposoby.

Poznajemy go w gabinecie lekarskim w momencie, gdy poddawany jest bardzo szczegółowym badaniom medycznym nad dojrzewaniem płciowym młodzieży. Następnie śledzimy jego losy związane z samoedukacją seksualną (szkolnej w tym kraju przecież brak!). Poznajemy przeróżne źródła i próby zdobywania wiedzy, a przede wszystkim praktyki w tym zakresie. Dowiadujemy się także jak dorabia sobie do skromnego kieszonkowego, prezentując swą pełną, intymną nagość w Internecie, zarówno w pojedynkę, jak i w przeróżnych konfiguracjach towarzyskich. Wreszcie stajemy się niemymi świadkami jego nietypowej inicjacji seksualnej, a następnie ponad dwuletniego, burzliwego związku z młodą, przepiękną nauczycielką biologii, będącą jednocześnie jego nową, szkolną wychowawczynią.

Bohater powieści, na naszych oczach, przeistacza się w zaskakująco szybkim tempie z doświadczonego(!) wbrew pozorom prawiczka, w czułego mężczyznę potrafiącego rozkochać w sobie rozsądną na pozór, dojrzałą kobietę. Jego szczególne uzdolnienia obejmują także pasję do rysowania kobiecych aktów, taniec towarzyski oraz pisanie wierszyków na nietypowe, czasem mocno osobliwe tematy.

Powieść wyróżnia się dużą kulturą języka i swobodą autora w posługiwaniu się terminologią erotyczną, a momentami również poczuciem humoru. Wulgaryzmy i slang młodzieżowy także bywają tu obecne, lecz wyłącznie w scenach uzasadniających ich użycie.

Do kogo adresowana jest książka? Oczywiście przede wszystkim do osób zainteresowanych erotyką oraz lubiących i ceniących jej wartość. Szczególnie powinni zajrzeć do niej jednak rodzice, wychowawcy i nauczyciele, by choć w przybliżeniu zorientować się, jak w rzeczywistości wygląda skrzętnie skrywane przed nimi, intymne życie współczesnych nastolatków, o którym nie mają na ogół nawet bladego pojęcia.

Powieści stanowczo(!) nie powinni czytać natomiast księża, gdyż mogą zacząć grzeszyć już podczas lektury pierwszego rozdziału. Ba, nawet i pierwszej strony! Zaś bezbożne, grzeszne rękoczyny są przecież, zgodnie z ich świętym przekonaniem, bardzo, ale to bardzo niezdrowe. A do grzechu, lub zbytniego nadwyrężania, czy wręcz trwonienia cennego zdrowia, autor stanowczo nie zamierza nikogo namawiać. Ba, nawet już na wstępie, zniechęca do tego!

Zakonnicom, prócz pobożnego zgorszenia, przy czytaniu powieści nic raczej więcej nie zagraża.

Miłej lektury!

Amen

Rozdział 1: Badanie

Naprawdę nigdy nie potrafiłem zrozumieć ludzi, którzy przy innych nie chcieli, bali lub wstydzili się rozebrać. A może wyłącznie ja urodziłem się i wychowywałem bez poczucia wstydu? Nie wiem. Przypadkowo mogło się tak zdarzyć. Z reguły, nawet w mieszanym towarzystwie na imprezach, wycieczkach szkolnych czy basenie, zupełna nagość nigdy nie sprawiała mi problemu. Przynajmniej do dziś…

— Zdejmij majtki — usłyszałem polecenie ładnej, młodej blond lekarki o długich, smukłych palcach, atrakcyjnym biuście widocznym w głębokim dekolcie niedopiętego fartucha oraz błękitnych oczach i miłym, ciepłym uśmiechu na ciekawej, proporcjonalnie zbudowanej twarzy.

Stałem przed nią już wyłącznie w slipach, a wchodząc do gabinetu podejrzewałem, że ich także za moment prawdopodobnie mnie pozbawią. Wiedziałem, iż ta chwila kiedyś nadejdzie. W szkole przed miesiącem ogłosili, że wylosowano nas do badań medycznych finansowanych przez Unię Europejską nad dojrzewaniem i rozwojem płciowym nastolatków. Rodzice musieli co prawda wyrazić pisemną zgodę na skrupulatne wymierzanie nam wszystkiego, no ale która matka przejmie się zbytnio faktem, że jej dorastający syn będzie musiał stać całkiem na golasa przed trzema młodymi, atrakcyjnymi kobietami, z których jedna zajmie się dokładnym obmacywaniem mu nabiału i wacka, zaś pozostałe będą się wszystkiemu z zaciekawieniem przyglądać. Rodzicielkę obchodziło wyłącznie, że badania są za darmo, bez stania w kolejce, czy wcześniejszych zapisów. Może nawet w ogóle nie przyszło jej do głowy, że dzięki machinalnemu podpisaniu przez nią jakiegoś świstka papieru, będę musiał publicznie zademonstrować swe klejnoty, że o męskim organie płciowym dumnie wyprężonym na baczność w swej pełnej okazałości, nie wspomnę?

— Nie wstydź się, nie ma sensu. Szybciutko ściągaj majtasy — zachęcała miła pielęgniarka siedząca obok seksownej lekarki.

Kilkakrotnie widziała mój goły tyłek. Była sąsiadką w bloku i parę razy, gdy chorowałem, matka przyprowadziła ją żeby robiła mi zastrzyki. No ale pokazać sympatycznej kobiecie z parteru kawałek gołego półdupka, czy wacka w każdej chwili mogącego nagle zacząć brykać na jej oczach oraz sakiewkę wypełnioną klejnotami, to jednak drobna różnica. Nawet dla mnie.

— Wszyscy chłopcy są tak samo zbudowani. Nie przejmuj się zbytnio. Wyskocz szybko z majtek i po problemie — doradzała Bździągwa od biologii uśmiechając się przy tym ciepło i zachęcająco.

Jesteśmy nieletni, więc przy badaniu podobno musiał być obecny odpowiedzialny za nas opiekun. A sympatyczna, młodziutka, nowa szkolna biologiczka była w dodatku naszą wychowawczynią, więc jakby „z urzędu” miała pooglądać sobie całkowitą goliznę swych uczniów. Pech, że była ładna i to niestety bardzo, więc zwyczajnie obawiałem się, że mi przy niej stanie. No bo konia z rzędem chłopakowi, który mając 16 lat potrafi skutecznie zapanować nad swoim hulającym o dowolnej porze doby orężem. Kutas staje kiedy i gdzie chce, a czasem — gdy akurat tego właśnie najbardziej nie trzeba — opada. Ale o tym ostatnim miałem się dopiero przekonać za jakiś czas. Póki co, byłem zatwardziałym, przeterminowującym się właśnie prawiczkiem. Pech? Raczej nie. Bardziej sprzyjała temu nieco niekorzystna dla mnie konfiguracja w dotychczasowych układach męsko-damskich. Przez nią mój wacek nie zwiedził dotychczas żadnej pochwy, choć obaj tego bardzo pragnęliśmy. Nie udawało się pomimo, iż czasami naprawdę niewiele brakowało do pełni szczęścia i przeżycia w jakiejś lasce oczekiwanej od dawna rozkoszy.

— Zdejmiesz sam, czy mam ci ściągnąć slipy? — zapytała lekarka.

— Naprawdę muszę wszystko pokazać? — jęknąłem błagalnie, wskazując dyskretnie wzrokiem nauczycielkę.

— Coś skrywasz w majtkach? Jakiś feler? Masz niedorozwój lub wady wrodzone prącia, względnie jąder? Dlatego się wstydzisz? — dociekała publicznie błękitnooka lekarka z atrakcyjnym biustem łypiącym na mnie ciekawsko z dekoltu niedopiętego fartucha.

— Nie. Normalnego mam. Klejnoty też w porządku. Wszystko spore, działa i jak trzeba jest. Nie narzekam. Spoko sprawa — zapewniłem szybko.

— Jesteś pewien?

— Na bank. Jeszcze w podstawówce porównywaliśmy z kumplami wacki z tym, co w Internecie można znaleźć. Nie odbiegam od normy — oznajmiłem.

— Więc w czym problem? Rozbieraj się — poleciła stanowczo.

— Koniecznie? — jęknąłem.

— Tak. Nie da się obejrzeć, ani zbadać jąder czy penisa przez majtki. A muszę to zrobić, by wypełnić cholerne, unijne tabelki. Inaczej mi nie zapłacą. Nie masz innego wyjścia. Migiem, ściągaj slipy. Szkoda czasu — oznajmiła.

— Pieprzyć Unię. Co jej do mego wacka i w ogóle wszystkiego, co noszę we własnych gaciach? Wyłącznie moja sprawa — mruknąłem pod nosem.

— Pretensje możesz zgłaszać do Brukseli. Mnie każą dbać, by fundusze przyznane na ten rok nie przepadły. W przeciwnym razie unijne urzędasy się przyczepią. Rozbierz się wreszcie — westchnęła.

— Unia daje kasę, by pani pooglądała facetom klejnoty? Nie ma pilniejszych wydatków? Przecież ludzie głodują na świecie. Można by im pomóc — rzekłem z przekonaniem.

— Zostań europosłem i zmień wszelkie głupoty. Ale póki co, ściągaj majtki — odparła nieco poirytowana lekarka.

— Widzę, że masz drobny problem. Pomogę ci — rzekła przyjaźnie pielęgniarka podchodząc do mnie z tyłu.

Zadziałała błyskawicznie. Nie zdążyłem nawet zareagować, ani niczego powiedzieć. Szybkim, zdecydowanym ruchem obu rąk, bezpardonowo opuściła mi majtki do kolan, demonstrując zebranym wszelkie detale mej bezbronnej, intymnej, męskiej anatomii, aktualnie skurczonej nieco z przerażenia.

Po lewej stronie za plecami usłyszałem poruszenie i głośne chrząknięcia. To moi dwaj koledzy z klasy, których najwyraźniej poruszyło przymusowe pozbawienie mnie przyodziewku. Wchodziliśmy do gabinetu po trzech i, by badanie przebiegało sprawniej, dwóch przygotowywało się do niego, kiedy pierwszy był oglądany.

Kumpli się nie wstydziłem. Nieraz widzieliśmy się przecież całkiem nago pod prysznicami na basenie. Każdy z nas dobrze wiedział jakie skarby drugi posiada zarówno w zwisie, jak i na baczność. Wszak wacki w naszym wieku czasem naprawdę trudno jest oswoić. Nawet na pływalni przy ratownicze, kompletnie bez powodu, lubią dumnie zademonstrować się nieraz w pełnym rozkwicie w kąpielówkach. Nierzadko wzwód zdarza się również przy dziewczynach, które miewają wówczas dodatkowy powód do uciechy i cykania fotek chłopakom skaczącym z trampoliny. Lecz cóż, taki los nastolatka. Trzeba się przyzwyczaić i żyć dalej z męczącą, stale rozbrykaną przypadłością, licząc na wyrozumiałość otoczenia.

— No i po problemie — stwierdziła z zadowoleniem lekarka, wskazując dłońmi me przymusowo obnażone genitalia. — Masz rację, narządy płciowe rzeczywiście rozwinęły się u ciebie prawidłowo. Ale zrzuć majtki zupełnie. Będą przeszkadzały przy szczegółowym badaniu gonad. Muszę obejrzeć wszystko bardzo dokładnie — zapowiedziała.

Wyszedłem z gatek, które same zdążyły już smętnie opaść na podłogę. Stopą odrzuciłem zdarte ze mnie odzienie na leżankę, na której uprzednio obmacywano mi brzuch. Wyprostowałem się i odruchowo zakryłem dłońmi wszystko, co facet ma z przodu najcenniejszego. Lecz po chwili bezradnie opuściłem ręce wzdłuż tułowia. Przecież cholerne baby i tak wszystko przed sekundą widziały. Nie mam już przed nimi tajemnic. Nawet w gaciach…

Pragnąc dodać sobie otuchy pomyślałem, że w ostateczności nie mam się czego wstydzić. W rankingu wielkości intymnych narządów jaki przeprowadzaliśmy kiedyś z kumplami, plasowałem się w szkolnej czołówce. Tylko Bernardowi nikt nie mógł dorównać. Miał największego i najgrubszego kutasa nie tylko w całej szkole, ale i na osiedlu, na którym obaj mieszkaliśmy. Tu także przeprowadzono kiedyś pomiary we wnęce za śmietnikiem. Benek nosił w spodniach istną zagiętą maczugę, którą nieraz z dumą demonstrował wszystkim, nawalony browarami na imprezach. Dziewczyny zwykle aż piszczały wtedy z wrażenia. Niektóre bez pardonu uwieczniały ów nabrzmiały, dorodny organ w swych telefonach, by natychmiast rozesłać fotki spragnionym wrażeń siostrom lub przyjaciółkom nudzącym się samotnie w domu.

— Podejdź bliżej — poleciła lekarka wkładając gumowe rękawiczki.

Czy ona myśli, że mój wacek jest jakiś parszywy?” — pomyślałem. — „Będzie go macać przez gumę? Przecież rano porządnie wyszorowałem i wypłukałem się caluteńki podejrzewając, że mi mego przyjaciela prawdopodobnie obejrzą.” Nie przypuszczałem tylko, że do oglądania przystąpią trzy młode, całkiem atrakcyjne kobiety. W tym jedna naprawdę prześliczna super laska. Nasza biologiczka była bowiem najpiękniejszym ciałem pedagogicznym jakie spotkałem kiedykolwiek w życiu. Określenie „Bździągwa” nijak do niej nie pasowało, ale ksywka przypadła jej w spadku po poprzedniej, starej, jędzowatej nauczycielce. I tak już pozostało. Ale na krótko.

Kompletnie nagi podszedłem do stolika, przy którym siedziała kobieta w białym, niedopiętym fartuchu eksponującym miłe oku piersi. Spostrzegłem, że wzrok wszystkich trzech bab wlepiony jest aktualnie w moje krocze.

„Gówno prawda, że podobno wyłącznie faceci lubią sobie na goliznę popatrzeć” — uśmiechnąłem się do siebie w myślach. — „Właśnie mam przed sobą niezbity dowód, że baby również taka rzecz kręci”.

— Najpierw zmierzę prącie, a potem jądra. Następnie delikatnie zbadam wszystko — zapowiedziała lekarka, po czym wzięła w ogumowane palce mego wiotkiego, bezbronnego wacka i położyła go bezwładnie na linijce trzymanej w drugiej dłoni.

— 13,5 cm — oznajmiła, zaś pielęgniarka skrupulatnie zapisała ów wynik w tabelce leżącej na biurku.

No ładnie…” — pomyślałem. — „Tego mi tylko trzeba, by wszystkie znały dokładnie, co do milimetra, moje rozporkowe gabaryty, a swe cholerne zapiski przekazały dalej, bóg wie komu, w całej Unii Europejskiej. Ale ostatecznie prezentuję fiuta poświęcając się dla dobra ogólnoeuropejskiej nauki, więc co mi tam…” — wytłumaczyłem sobie na pocieszenie sytuację, w której znalazłem się przymusowo na golasa w damskim towarzystwie.

Następnie lekarka wzięła do ręki suwmiarkę i, mniej więcej po środku, zmierzyła średnicę mego największego skarbu i sensu męskiego życia. Uważnie przyjrzała się wacusiowi, kilkakrotnie sprawdziła ruchomość napletka, a gdy w całości ściągnęła z niego skórkę, skrupulatnie wymierzyła główkę oraz przewężenie tuż pod nią. Przy śmiałych poczynaniach kobiety poczułem, że przyjaciel stopniowo zaczyna wymykać mi się spod kontroli. Pogrubiał i uniósł się lekko w smukłych palcach lekarki, ale na szczęście całkiem nie zesztywniał na oczach publiki. Zarejestrowałem, że nauczycielka w milczeniu, bacznie obserwuje jego zachowanie.

Obecnie lekarka, nadzorowana przez ciekawski wzrok pozostałych gapiów, wzięła się za wymierzanie mego, również niczego sobie, nabiału. Każde jądro, ściskając, przysuwała ku ściance moszny, a potem suwmiarką obejmowała je wzdłuż i wszerz. Momentami ściskanie ździebko pobolewało, więc mój przyjaciel uspokoił się szybko i teraz zwisał znowu swobodnie na oczach zebranych. Lekarka każdy pomiar oczywiście dyktowała głośno pielęgniarce, więc obawiałem się, że nawet osoby czekające w korytarzu poznają każdy detal mej intymnej anatomii. Zdany na łaskę trzech bab, absolutnie nie miałem już niczego do ukrycia, choć podobno obowiązuje w tym kraju tajemnica lekarska oraz ochrona danych osobowych. Lecz ostatecznie wszelkie, odtajnione bez ogródek, dane z okolic łonowych, nie przynosiły mi ujmy. Ba, wręcz dostarczały powodów do nieskrywanej dumy. Wspaniałomyślnie postanowiłem więc przymknąć oko na szerzące się w gabinecie lekarskim bezprawie, ewidentnie kłócące się z ogólno unijnymi dyrektywami.

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, po serii bardzo dokładnych pomiarów, rozpoczęło się nadzwyczaj szczegółowe badanie mego męskiego ekwipunku oraz publiczne dociekanie najintymniejszych faktów z życia nastolatka.

— Kiedy ostatnio miałeś wytrysk nasienia? — spytała lekarka, trzymając w garści oba jądra i przesuwając wolniutko palcami po jednym z nich.

— Dzisiaj rano — wybąkałem i czerwieniąc się, utkwiłem wzrok w jej piersiach widocznych w głębokim dekolcie niedopiętego fartucha.

Nie ma co łgać, gdy baba trzyma cię za jaja i sprawdza, czy jest w nich zgromadzony wystarczający zapas amunicji” — pomyślałem, święcie przekonany, że lekarz ma widać sposób na wymacanie spermy w środku, choć nie miałem zielonego pojęcia jak można coś takiego wyczuć, bo mnie, ani kumplom, nigdy się to nie udało, choć kiedyś nawzajem zrobiliśmy sobie we czterech podobne „badania”. Poza małymi grudkami nad lewym jajkiem w woreczku u Gucia, nikt nic u nikogo niczego nie wyczuł. Potem chłopak zaniepokojony drobną odmiennością oraz niewielkimi klejnotami (w porównaniu do trzech kumpli), poszedł z matką do prawdziwego lekarza i dowiedział się, że przytrafiło się mu zapalenie jakiegoś powrózka. No ale miał szczęście. Lekarzem był facet i wyleczył go, tyle że oglądał, obmacywał i wypytywał o wszystko dokładnie w obecności nie tylko młodej pielęgniarki, ale też starej rodzicielki. I stało się. Gucio zaprezentował wszystkim przypadkowy wzwód swego niepozornego w zwisie kindybałka. Ja natomiast, całkiem goluteńki, stałem aktualnie frontem przed prześliczną, młodą wychowawczynią oraz sympatyczną sąsiadką z bloku i ładną, błękitnooką lekarką ze spozierającym na mnie ponętnym biustem, czyli przed trzema atrakcyjnymi kobitkami i naprawdę nie miałem zielonego pojęcia, co mnie jeszcze za chwilkę czeka.

— Często się onanizujesz? — dociekała lekarka obmacując mi bardzo dokładnie drugie jądro.

— Noo… róóóżnie… Jak przyjdzie ochota… wtedy… zwalam — wyjąkałem.

— Raz? Dwa? Trzy razy w tygodniu? — drążyła uparcie niezręczny dla mnie, intymny temat.

— Bywa, że i… codziennie… — szepnąłem speszony.

O tym, że czasami walę dwa lub trzy razy na dzień bałem się wspomnieć, by nie wyjść na pieprzonego zboczka. Zauważyłem, że wszystkie moje odpowiedzi są skrupulatnie notowane przez pielęgniarkę w tabelce, w ogólno-unijno-europejskiej karcie medycznej.

— Wyobrażasz sobie wtedy coś erotycznego? A może oglądasz przy tym jakieś zdjęcia, obrazki lub filmy? — wypytywała obojętnym tonem medyczka.

Jej wścibskość, ciekawość i dociekliwość zaczęły mnie nagle irytować.

Co babie, lub tej całej, pieprzonej Unii Europejskiej do tego, jak często i przy czym zwalam? Ostatecznie to wyłącznie moja, prywatna sprawa, a nie nachalnie wpieprzającej się do wszystkiego, porąbanej Brukseli” — pomyślałem trzeźwo.

— Zależy — odparłem, czując, że ponownie robię się czerwony na twarzy. — Często… walę przy… kompie — przyznałem szczerze, spoglądając na naszą cudowną, prześliczną biologiczkę.

I to był błąd! Ogromnie głupi, niewybaczalny wprost błąd. Kompletna siara i osobista tragedia na dodatek. Publiczny wstyd. O ośmieszeniu się nie wspomnę. Mówiąc krótko, przydarzył się istny koszmar! Nie wiem jak rzecz dosadniej określić słowami. Po prostu, stało się! Na oczach wszystkich…

Przelotna myśl o kompie i mojej tajnej fotce naszej przepięknej biologiczki (topless, wyłącznie w stringach, na plaży w Chorwacji, którą przysłała mi mms’em starsza siostra, po ich przypadkowym spotkaniu podczas wakacji) spowodowała, że mój Pan Niezależny poszybował ochoczo w górę. W ciągu kilku sekund zesztywniał maksymalnie, prezentując się nagle wszystkim zebranym w pełnej okazałości i gotowości bojowej. W dodatku zwrócił się frontem w stronę nauczycielki, która przyglądała mu się szeroko otwartymi oczami. Była zaskoczona, a policzki począł jej przyozdabiać lekki rumieniec, przeistaczający się stopniowo w purpurę. Wyraźnie speszyła się. Nie wiedziałem co mam zrobić, ani jak zachować się w zaistniałej sytuacji. Po prostu stałem bezradnie, demonstrując zebranym swego rozochoconego przyjaciela. Wstydziłem się? Nie wiem. Byłem chyba raczej mocno zażenowany.

— Skoro przydarzyła ci się nagle erekcja, zmierzymy ile twój penis ma w pełnym wzwodzie — zapowiedziała lekarka, która najwyraźniej postanowiła wykorzystać nadarzającą się okazję, do unijnych celów sprawozdawczych.

— Trochę mi głupio… Ja się nie… tego… No…, nie podjarałem przecież… On tak jakoś… sam z siebie. Zupełnie bez mojej woli wystartował. Przepraszam — bąknąłem, nie czując się zbyt komfortowo w zaistniałej niespodziewanie, niezręcznej sytuacji.

— Nie przejmuj się. Przy podobnych badaniach u młodych mężczyzn penis często reaguje wzwodem — rzekła uspokajająco znajoma sąsiadko — pielęgniarka.

— Pomożesz mi? — lekarka zwróciła się do niej — Penis jest łukowato wygięty, wiec trzeba by go zmierzyć dokładnie po krzywiźnie. Linijką się nie uda. Podaj centymetr — poprosiła.

Czemu, do diabła, one wszystkie brzydzą się mojego czyściuteńkiego fiuta?” — pomyślałem widząc, że pielęgniarka również najpierw wkłada gumowe rękawiczki, a dopiero potem bierze krawiecką miarkę i podchodzi do mnie — „Szczęście, że dziewczyny nie postępują tak na imprezach. Mało przyjemnie by wtedy było” — westchnąłem w myślach.

Lekarka bardzo dokładnie, lecz delikatnie obmacała nabrzmiałą żołądź, a następnie centymetr po centymetrze badała oba boki sztywnego kutasa, lekko je przy tym uciskając palcami. Dotyk utrwalał jedynie erekcję. Nie było szans, że ustąpi. Chcąc nie chcąc nadal musiałem demonstrować wszystkim wacka w takim stanie. Najgłupiej mi było z powodu nauczycielki, która nie odrywała od niego wzroku.

— Ciała jamiste bez zmian — orzekła lekarka. — Może pani wpisać BZ w ostatniej rubryczce? — spytała biologiczkę.

Ta wzięła długopis, przyciągnęła do siebie kartę z unijną tabelką i zanotowała dokładnie o co ją poproszono.

— Nie tak! — lekarka zwróciła się ponownie do pielęgniarki przykładającej właśnie centymetr do mego w pełni rozochoconego wacława. — Zmierzymy od nasady po całej krzywiźnie. Ty trzymaj na dole i w środku, a ja przytrzymam przy wierzchołku — poleciła.

— 17,5 cm — oznajmiła lekarka po chwili. — Proszę to wpisać w rubryce „ER” — znowu zwróciła się do naszej prześlicznej wychowawczyni.

— W ostatni weekend było równe 18 cm — zaprotestowałem nieśmiało.

— Często wymierzasz prącie? — zaciekawiła się pielęgniarka.

— Nie. Sam w ogóle już tego nie robię — przyznałem.

— Skąd w takim razie ów weekendowy wynik? — zapytała z uśmiechem.

— W sobotę na imprezie był nowy konkurs z pomiarami. Po raz kolejny wyszło 18 cm, naprawdę. Mierzyli komisyjnie — podkreśliłem.

— Kto był w komisji? — zainteresowała się biologiczka.

— Kto chciał. Czyli chyba wszyscy — wyjaśniłem.

— Dziewczyny też? — dopytywała z niedowierzaniem.

— Oczywiście. Już przed tygodniem zapowiadały niespodziankę na kolejnej imprezie. Same wymyśliły nowy konkurs i rozbierały wszystkich chłopaków po kolei. Żadnemu nie przepuściły.

— Chłopcy godzili się na taką zabawę? — zainteresowała się pielęgniarka.

— Nie wszyscy, ale co z tego. Jak któryś nie chciał dobrowolnie wyskoczyć z łachów, skuwały go kajdankami i ściągały majtki na środku pokoju, by wymierzyć wszystko co chciały. Nie było pomiłuj — przyznałem.

— Skoro tak, zmierzmy jeszcze raz — westchnęła lekarka.

Ponownie odbyło się przy świadkach bardzo dokładne, komisyjne mierzenie dumnego z siebie wacława.

— OK., niech pani wpisze 18 cm skoro to dla niego aż takie ważne. Ale masz rację, rzeczywiście tak jest. Koleżanki miały rację — potwierdziła rezultat po nieco precyzyjniejszym pomiarze.

Uff” — odetchnąłem w myślach. — „O mało nie zdegradowały mnie do czwartego miejsca w klasie. A tak nadal jestem w pierwszej trójce. Ale z Beniem i tak nie mam się co porównywać. Ma najlepszy rozmiar w całej szkole! Jestem o całe dwa centymetry za nim, tak w długości jak i w objętości. No, ale inni mają za to znacznie gorzej. Taki Trumniak na przykład, zaledwie 12 cm cienkiego sztywniaka w pozycji na baczność. I jak z czymś takim w ogóle startować do dziewczyn? Już przy wstępnej, przytulanej, selekcyjnej obmacywance w tańcu na imprezie ma biedak totalnie przerąbane. Laski ewidentnie cenią sobie męskie gabaryty. Wszak nie jeden chłopak się już o tym na własnej skórze przekonał” — pomyślałem współczująco o koledze.

— Proszę pobrać mu jeszcze wymaz z cewki — lekarka zwróciła się do pielęgniarki.

Co ona zamierza mi zrobić?” — spanikowałem nieco w myślach i spojrzałem prosząco na nauczycielkę licząc na wyjaśnienie. Ale ta nadal wpatrzona była w mego ciągle sterczącego fiuta, który póki co w ogóle nie zamierzał opadać. Patrzyła na niego jak urzeczona lekko się uśmiechając. Po chwili podniosła wzrok i nasze oczy spotkały się przypadkowo. Wtedy też skonstatowałem, że nasza pani całkiem porządnie się już rumieni. Całkiem jak dziewica z podstawówki, gdy nieoczekiwanie zobaczy w realu pełne wyposażenie gołego faceta. Ale biologiczka miała chyba blisko 30 lat i na pewno widziała w życiu niejednego ludzkiego samca ze sterczącą lancą. Z takim ciałem, biustem, nogami i pośladkami jakie mam w kompie na foci, na pewno nie może opędzić się od chętnych na nią amatorów do radosnych uciech we dwoje. Aż tu nagle czerwieni się na widok rozebranego ucznia, który jeszcze niedawno nie chciał zdjąć przy niej majtek w obawie, że wacek mu nagle stanie? Zaś gdy do tego doszło spanikował, lecz potem zrezygnowany, przyzwyczaił się do swego braku stroju i teraz prawie nie wstydził się przy niej swej pełnej, intymnej, sterczącej dumnie nagości. Tym bardziej, że właśnie jej prawie całkowitą nagość (z wyłączeniem cipki) znał ze zdjęcia od ponad roku, chociaż ona nie miała o tym nawet zielonego pojęcia.

— Połóż się na kozetce — poleciła pielęgniarka.

— Co pani mi zrobi? — czułem się niepewnie widząc, że zmierza w moim kierunku z plastikowym patyczkiem zakończonym niewielkim kłębkiem waty.

— Pobiorę wymaz z cewki — odrzekła fachowo.

— Włoży mi to pani do tyłka? — przeraziłem się.

— Nie, do tego sztywniaka — wskazała na wacka, który ani myślał zmięknąć. — Połóż się na plecach — dodała.

— Bardzo będzie bolało? — byłem pewien straszliwych tortur i poczułem, że mój przyjaciel nagle jakby ździebeczko dezerteruje ze strachu.

— Ani troszkchę — pocieszyła pielęgniarka, zanurzając płytko patyk z watką w otworze więdnącego w jej oczach i palcach wacusia.

Rzeczywiście nie bolało. Uznałem, że już koniec moich mąk i chciałem się ubrać, a przynajmniej założyć gacie korzystając z okazji, że wacuś ponownie dynda sobie beztrosko i przynajmniej nie będzie problemu z wygodnym ułożeniem go w slipach. Sięgnąłem po majtki.

— Zaczekaj — usłyszałem głos lekarki — Jeszcze prostata.

— Co takiego? — spytałem mocno zaskoczony.

Byłem przekonany, że prostata to choroba. Coś co ma się dopiero na starość. Dziadek miał prostatę i przez nią umarł. Sądziłem, że to nowotwór. Ja mam dopiero 16 lat, więc…

— Skąd u mnie nagle prostata? — zapytałem lekko przerażony.

— Każdy chłopczyk ma ją od urodzenia — uśmiechnęła się lekarka. — Coś mi się wydaje, że edukacja seksualna w tej szkole kuleje — zwróciła się do nauczycielki.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65 12
drukowana A5
za 72.77
drukowana A5
kolorowa
za 118.27