E-book
12.29
drukowana A5
77.06
Sen in Excelsis

Bezpłatny fragment - Sen in Excelsis


5
Objętość:
659 str.
ISBN:
978-83-8126-068-8
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 77.06

Dorota Worobiec

Sen in excelsis

Ridero 2017

Okładka i ilustracje: Dorota Worobiec


© Dorota Worobiec, 2017 ISBN 978-83-8126-068-8

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

SPIS TREŚCI

Wstęp 7

Zanim zdarzyło się wszystko 14

Część pierwsza: Popioły starych słońc 23

Część druga: Anno Domini dwa tysiące XYZ… 132

Część trzecia: Tuż przed Podróżą Nieaktywną 178

Część czwarta: Podróż „Nieaktywna”… czy aby na pewno?. 184 Część piąta: Kontakt po podróży pozornie tylko

nieaktywnej 190

Część szósta: Czas „Po Wszystkim” 213

Część siódma: Tak Zwane Sny 220

Część ósma: Prorocza zabawa sprzed lat… 267

Część dziewiąta: Styczeń 2012 i cd… 273

Część dziesiąta: Mojej Duchowej Never Ending Story wielki

ciąg dalszy 317

Część jedenasta: drugiej strony mgły, czyli ciąg dalszy

nastąpił… 495

Gdy Bóg powierza duszy jakąś misję, daje jej również wszystkie łaski i pomoce potrzebne do wypełnienia tej misji.

On nigdy nie daje mniej, niż trzeba.

bł. Jakub Alberione

WSTĘP

“Daremnie śmierć usprawiedliwia siebie samą wskazaniem na nie- ubłagane prawo, któremu i ona musi służyć i podług którego wszelkie życie doczesne to tylko krótka droga między łonem matki a kryptą. Śmierć jest bowiem tyleż nieuchronna w ładzie przyrody, co nie do pomyślenia dla ludzi kochających siebie nawzajem. Jakiż stąd wniosek? Zapewne nie może to być postulat, by mniej kochać, życie bez miłości jest już samo w sobie śmiercią.”

/Eugen Drewermann, „Zstępuję na barkę słońca”/

Kilka słów od autorki

Książką tą spełniam bardzo ważną dla mnie prośbę, wolę, polecenie z Tamtej Strony od świętej pamięci Małgo- rzaty: ”Musisz powiedzieć o tym ludziom” i zarazem moją własną, rozpoznaną sercem i umysłem ziemską misję dla ludzi.

Przyjaciółka na trzy lata przed swoją śmiercią podzieliła się ze mną „tajemnym przekazem Archanioła Michała”. Była to „Medytacja Błękitnego Płomienia”, która przemienia życie ziemskie, sprowadza z zamierzchłej przeszłości bliskie, czy zna- ne nam kiedyś osoby, które mają od teraz bezpośredni wpływ na to nasze życie. Sporadycznie medytacja ta może spowodować przejście słuchającej jej osoby w Wyższy Wymiar, na Tamtą Stro- nę, aby mogła realizować swoje dalsze przeznaczenie na tym Wyższym już Planie. Odtąd fioletowe światło Michała Archanioła i Jego symboliczny Niebiański Flet prowadzą mnie w trakcie pisa-

nia, co jest cyklicznie przez Niego akcentowane, aż wreszcie sam przybywa do mnie również symbolicznie i zarazem duchowo, prawdziwie… W swojej Figurze, z samej Groty w Gargano! Prze- kazem dzielę się z innymi osobami i okazuje się, że natychmiast dzieją się w ich życiu „cuda”, co w pewnym miejscu książki jest opisane. Mój pierwszy „cud” Michała Archanioła, po pierwszym przesłuchaniu medytacji opisuję w rozdziale „Zanim zdarzyło się wszystko”, na samym początku książki. Książka zawiera w sobie całe moje „niezwykłe” duchowo życie i podzielona jest na czę- ści. Nie jest to jednak suchy opis faktów, chociaż właściwie z nich samych się składa. Chodzi tu o wielkie przesłanie, pewien niesa- mowity ciąg wydarzeń zmierzający do czegoś ważnego, książka staje się jakby „żywa”, o czym przekona się osoba czytająca. Jej głównym przesłaniem jest połączenie sacrum i profanum w życiu każdego współczesnego człowieka, bez względu na system reli- gijny, jaki praktykuje… Bez względu na światopogląd.....Chodzi tu również o cenną umiejętność współpracy z Czasoprzestrzenią i czytanie znaków, jakie ona nam daje.

Książka ta zawiera głośne wołanie o świadome, odważne doświadczanie, kroczenie po jedynym wspólnym gruncie, jakim dla tzw. ”umarłych”, a właściwie żyjących pełniej niż my, dla wszelkich innych bytów, oraz dla nas w relacji z nimi są fale mózgowe alfa, delta i teta. Te trzy (alfa, delta i teta) pozostają z nami po zrzuceniu ziemskiego ciała i te trzy są dostępne dla nas na Ziemi najczęściej nocą, chociaż nie jedynie nocą. Za dnia, przy posiadaniu ciała ziemskiego korzystamy z beta i gamma. Za ich przyczyną nie możemy prawie NIC, co dotyczy sfery ducha. Za pomocą fal alfa delta i teta mamy możliwość prowadzenia niewy- obrażalnego wprost dialogu z osobami, które już po Tamtej Stronie i po tej naszej… Za przyczyną tych fal możemy najwspanialej na świecie kontaktować się z Bogiem, z całym Niebem Chrześcijańskim w przypadku chrześcijan, oraz z całym Wyższym Wymiarem w rozumieniu o wiele bardziej szerszym i poznawać PRAWDĘ, oraz rozwiązywać wszelkie problemy wspólnie z nimi. Na ubogich falach beta i gamma możemy oczywiście dokonać jakiegoś zapoczątkowania, deklaracji w stronę Wyższego… Jednak- że odpowiedzi i całe prowadzenie wydarzać się będzie na falach alfa, delta i teta i prowadzeni będziemy wówczas także na beta i gamma w sposób absolutnie zaskakujący. To wtedy pojawią się szczęśliwe zbiegi okoliczności, które będą oczywiście czymś zupełnie innym, to wtedy pojawią się w naszym życiu tzw. CUDA. Podłączeni będziemy bowiem wówczas do Czasoprzestrzeni, jako do wielkiej całości, której cząstkami jesteśmy. Tematyka książki jest bardzo różnorodna, bogata, jednak pojawiają się często wątki duchowe związane z chrześcijańską stroną mojego i nie tylko mojego życia i tu pragnęłabym powiedzieć, że jeśli książkę będzie czytał chrześcijanin, wzbogacić może swoje życie duchowe o coś, czego być może się nie spodziewa. Jeżeli czytać będzie osoba praktykująca inny system religijny, niech nie sądzi, że próbuję „przeciągnąć” ją w inną stronę, czy może skrytykować jej sposób wyznawania Boga, czy doświadczania Wielkiego Umysłu. Niech wówczas pamięta, że opisując niektóre wydarzenia w duchu chrześcijańskim (chociaż nie tylko), opowiadam jej o czymś wiel- kim i pięknym. CHRZEŚCIJAŃSTWO zaś staje się tu filtrem, narzędziem poprzez które przeżywam, realizuję i spełniam to swoje ziemskie życie. Chętnie sama czytam przecież opowieści z elementami innych systemów religijnych, oraz korzystam z cennej skarbnicy wiedzy tych systemów. Jeśli czytać będzie oso- ba „neutralna”, szybko zorientuje się, o co chodzi i podąży za bie- giem akcji. Książka jest pewnym ważnym ukłonem w stronę bar- dzo mi bliskiego i potrzebnego chrześcijanom Kościoła (mam na myśli instytucję w ogóle). Ukazuję bowiem w niej wielką potrze- bę Nowych Czasów, być może złych w sensie duchowości jakiejś sporej nawet części społeczeństwa. Jednocześnie zaś czasów bar- dzo świadomej duchowości tej pozostałej części społeczeństwa, uznającej i stosującej „narzędzia” stworzone specjalnie dla praw- dziwie głębokiego przeżywania, doświadczania tej duchowości. Pragnę zaznaczyć, że wydarzeń „niezwykłych” w moim życiu nie wywoływałam sama. Pewne silne przeżycia otworzyły mi kiedyś drogę samoistnie, potem, kiedy zorientowałam się w czym biorę udział i jak wielkie szczęście mnie spotkało, oczywiście podtrzy- muję to wszystko. Nigdy w życiu nie „wywoływałam” Umarłych z tzw. Tamtej Strony za przyczyną głupich praktyk, Oni sami kon- taktują się ze mną i na tej zasadzie odbywają się moje kontakty z Wyższymi Osobami, Bytami, gdyż jestem dostrojona odpo- wiednimi ku temu falami. Początkowe części książki powstawać zaczęły niedługo po śmierci Małgorzaty, napisane są w stylu baj- kowym oraz specyficznym językiem, chociaż wszystko zostało przeżyte przeze mnie i nie tylko przeze mnie, na różnych falach PRAWDZIWIE. Początkowe części zawierają wszystko, co miałam do powiedzenia biorąc pod uwagę moje życie od jego początku, aż po czas odejścia Małgorzaty oraz innych ważnych w tej książce osób… I to właśnie w „Popiołach starych słońc” oraz w części drugiej, połączyłam wiele podróży duchowych w jedną wielką podróż.. Z kolei ramy, które widoczne są w treści tej książki pod postacią mojego wchodzenia i schodzenia z poziomów od najniż- szego do najwyższego i potem znów odwrotnie, oczywiście uka- zały mi się prawdziwie w jednej z takich podróży, a ja zastosowa- łam je szerzej. To jest jedyna „fikcja” w tej książce, chociaż wła- ściwie fikcją w dosłownym znaczeniu oczywiście nie jest. Części późniejsze, to bieżąca kronika, z niecierpliwym wyczekiwaniem dalszego ciągu, gdyż okazało się szybko, że moje życie ułożyło się w pewną dziwnie wyglądającą całość, jakby toczyło się spe- cjalnie dla dalszego ciągu tego pisania i ja wierzę, że tak wła- śnie jest. Pojawiają się ważne postaci z Tej i Tamtej Strony życia i układa się zadziwiająca dla mnie akcja, chwilami powodująca dreszczyk i wciąż prowadząca mnie do jakiegoś nieznanego, lecz ważnego finału. Również na trzy lata przed swoją śmiercią Małgorzata poinformowała mnie, że utrzymuje kontakt z bardzo znaną, sławną Jasnowidzącą z Hamburga. To ona powiedziała wtedy Gosi, że kiedyś napisze jakąś „dziwną, niezwykłą książkę, lub weźmie udział w treści czyjejś książki”. Ten fakt właśnie się wydarzył, jednak Gosia, wraz z innymi wystąpiła w książce już z Tamtej Strony. W treści tej książki z „Tej” i potem z „Tamtej Strony” bierze też udział osoba duchowna, „ściągnięta” przez Michała Archanioła dla mnie z zamierzchłej przeszłości, o czym w początkowym rozdziale i później przez prawie całą książkę. Nigdy nie zapomnę pewnego spotkania z Gosią. To było pod drzewami na toruńskim przystanku tramwajowym przy ul. Reja. To wtedy powiedziała mi kompletnie nieświadomie o powstaniu w przyszłości tej książki, o której treści właściwie nie miałyśmy, ona i ja jeszcze wtedy pojęcia. Czym stanie się książka, nawet nie podejrzewałam na początku jej pisania. Rozwijała się wraz ze mną, tak właśnie mogę powiedzieć, gdyż dzięki jej napisaniu roz- winęłam się duchowo i dotarły do mnie pewne fakty, sprawy, na które patrzyłabym pewnie inaczej, nie pisząc. Książka zawiera też moją poezję. Tworzyłam ją od wczesnych lat, aż po lata nie- dawne. Tematycznie jest ta poezja zgrana z książką, gdyż zawsze pisałam o Bogu, śmierci i relacjach międzyludzkich. Myślę, że po jej napisaniu jestem kimś trochę innym. Kimś znacznie prze- mienionym duchowo i tego samego pragnęłabym dla wszystkich, którzy kiedykolwiek przeczytają moje przesłanie. Dedykuję tą moją opowieść tej części oblicza i serca każdego człowieka, która wierzy, wzrusza się oraz emocjonuje i przeżywa jak dziecko, bun- tuje jak młodzieniec, wspomina jak starzec… Ostatecznie składa jednak pod wszystkim kapitulacyjny podpis istoty dojrzałej, pogodzonej, bo w końcu podobno po każdym buncie, każdej roz- paczy, każdym głębokim przeżyciu, nawet najbardziej oporna jednostka, bez względu na wiek dojrzewa, uspokaja się, lub nie… Są tacy, którzy nigdy nie godzą się na ziemskie rozstania, śmierć, przemijanie, a więc egzystencję pełną nostalgicznego bólu. Jednakże pamiętajmy mimo wszystko, że „Życie grozi rozstaniem, ale śmierć łączy na zawsze”/Marek Hłasko/.

Czas, który jeszcze przed nami, w szklanych urnach klepsydr zaświeci i spłonie podpalony ostatnim naszym ziemskim słońcem…

Karawan wiatru szybko zabierze na cztery strony świata proch gorący, który jedynie na Ziemi pozostanie po całym tym zamieszaniu, jakim było życie…

(Autorka)

Nie ma dla twórcy lżejszego, piękniejszego, bardziej pro- miennego uczucia ponad to, kiedy może położyć przed kimś, jak dar prawdę czystą i jedyną, nie zmąconą ubarwieniem mającym mu przynieść rozgłos, dumę, wzbudzić sensację. Taką prawdą jest moja opowieść, o czym wie Bóg i tylko z tego powodu jestem z niej dumna...Nie martwię się, czy inni w nią uwierzą, bo prawda łatwo daje się poznać, gdy czyta ją serce…

Ta skromna, lecz duchowo bogata książka, napisana między Niebem a Ziemią, mogłaby stać się ogniwem łączącym coś, co nigdy nie powinno było zostać rozdzielonym… świat nauki ze światem ducha, a co za tym idzie, pięknym przełomem w życiu ludzi zarówno tych „zwyczajnych”, jak i tych „niezwykłych”. Mogłaby. Gdyby te środowiska spuściły z tonu chociaż na czas potrzebny do jej przeczytania, jednak bez niecierpliwego skaka- nia po stronach, tylko tak od słowa pierwszego do ostatniego, to jest warunek jedyny, ale niezbędny…

„Człowiek dobrze osądza tylko całość”/Przyp.23,22

Warunkiem i sensem istnienia dwóch pozornie odrębnych biegunów, punktów, jest istnienie linii, która może je połączyć burzliwą dyskusją, a jej finałem może być jedynie podanie sobie dłoni przez tzw. świat suchych faktów naukowych i świat war- tości duchowych, nie tylko nie pozbawiony tychże faktów, lecz z nich przecież składający się, lecz fakty te doświadczane są w tym wypadku otwartym sercem i otwartym umysłem. Podaję tą książkę do rąk każdego, kto nie tkwi w miejscu. Każdego, kto rozwija się i bacznie obserwuje ten swój rozwój, oraz do rąk tych, którzy dopiero chcieliby otworzyć się na pełne doświadcza- nie rzeczywistości. Podaję ją wreszcie księżom i zapraszam Ich

wszystkich po „przeczytaniu mojego życia” do szczerej dysku- sji na temat tzw. wiary skostniałej, nieaktywnej w zestawieniu z wiarą żywą, praktyczną. Wiarą radosną, spełnioną. Wiarą sku- teczną, wiarą tak bogatą w duchowe owoce…

Wszystkim tym, którzy trwają w jakimś duchowym marazmie, czy może jakiejś formie skostniałych ideałów, przekonań, których nie są pewni i których nawet nie rozu- mieją, nie czują, a może zwyczajnie mają duchowego lenia, niedowierzają, dedykuję cenne myśli, które znalazły nie- świadome z samego początku zastosowanie w moim, jak się to okazało, niezwykle świadomym i pełnym życiu…

„Nie musisz niczego zmieniać i odrzucać…

Możesz dodać jeden znaleziony przez ciebie koralik do całości, stwarzając sobie optymalne warunki do powodzenia, harmonii, szczęścia i radości, do lepszego rozumienia siebie i życia zgodnie z własnymi ideałami.”

„Oczy nie widzą, szukać trzeba sercem.”

/Z. Królicki/


/Saint Exupery/

„Całe życie człowieka jest jednym wielkim, trudnym do pojęcia, cudem”

/A. Carrel/

„Dla niektórych ludzi twoje życie może być Jedyną Biblią jaką przeczytają”.

/W.B.Toms/

„Życie jest snem, z którego budzimy się, gdy przychodzi śmierć.”

/P. Coehlo/


ZANIM ZDARZYŁO SIĘ WSZYSTKO

Czyli porażający bardzo ważny roz- dział, bez którego całość nie ma sen- su

Rok 2000

Nocą 01—02.02.2000r. (fale alfa) stało przy moim łóżku coś na kształt talerza satelitarnego. Ta rzecz miała osobowość i obserwowała mnie. Poczułam się bardzo zagrożona. Nagle usłyszałam dźwięk jakby odlatującego pionowo, w górę jakiegoś pojazdu. Czyżby była to manifestacja kogoś, czegoś z Tamtej Strony, czy też stan mojego umysłu, zmieniony w ważnym celu na ten czas? Pokój zalany ultrafioletem, wibracje, gwizdy szumy. Spojrzałam w okno mojego pokoju i ujrzałam cień znikającego nad dachami pojazdu. Widziałam to na falach alfa przez… żaluzje, których nie miałam!!! Nagle nastał dzień (na falach głębokiego snu) i oto już znajduję się w pokoju rodziców. Tam całe ściany oklejone są moimi pracami z zakresu grafiki komputerowej. Jednak jest to luty 2000 i nie mam w realu własnego komputera. Znam programy biurowe, nie znam programów graficznych, a te stanowiły moje marzenie. Wchodzę na balkon, ten od strony klatek schodowych, czyli wychodzący na zachód. Nagle widzę na niebie, na południowym zachodzie zmierzający do mnie błękitny eteryczny, giętki promień… Ma osobowość! Mówi do mnie telepatycznie, że daje mi moc twórczą w oczy dłonie, uszy, umysł i serce. Następnie wnika w to wszystko po kolei, a ja odczuwam to niby przyjemne porażenie prądem. Nagle dzień zmienia się późny wieczór, jest czarne niebo, gwiazdy, księżyc. W jednej chwili zmienił się całkowicie mój sposób odczuwania. Zmiana poziomów energetycznych! Usłyszałam to zdanie gdzieś w głębi siebie. Zaczęłam wyraźnie słyszeć naddźwięki i poddźwięki z takim charakterystycznym głuchym strzelaniem jakby fajerwerków. Moje oczy zaczęły widzieć inaczej kolory. Te kolory były niesamowicie intensywne i występowały jako żywe fontan- ny kolorowych energii, tak się nazywały, a ja skądś to wiedzia- łam. Róż i turkus. Żółty, czerwony i nie tylko. Nagle z miejsca, z którego wyszedł za dnia błękitny promień, zaczęła prze- bijać jakaś jasność. Okazała się ona po chwili „Złotą Gwiazdą”, tak też się nazywała. Ta moja złota Gwiazda, czymkolwiek była, wysłała mi teraz osobiście w prezencie z Nieba… KOMPUTER?! Ze środka Złotej Gwiazdy ostro wystrzelił teraz złoty pojedynczy promień i bardzo precyzyjnie, celnie trafił z nieba w pusty, czarny, będący kosmiczną głębią ekran stojącego na balkonie komputera. Pojawił się na nim szybko migający obfity tekst, jakoś nie byłam w stanie tego odczytać. Po chwili widziałam coś… 22 11 22 11 22 11 Opowieść z Gwiazd. Komputer posiadał osobowość i duszę! Poczułam lekką grozę i dziwne podłączenie mojego mózgu do przerażającego Kosmosu.. Na podłodze stało tekturowe pudło, na pudle był napis brzmiący: PRO-AFRO lub coś podobnego. W pudle znajdowały się dyskietki, krążki CD i książki. Okazało się, że autorem książek jestem ja sama, nie widziałam tytułu więc pomyślałam z radością, że pewnie kiedyś napiszę jakieś programy graficzne lub coś w tym stylu. Gdybym wtedy znała prawdziwe znaczenie tego, co oglądały moje oczy!!! Bałam się tego wszystkiego, co się działo, ale cieszyłam się. Na koniec na nocnym niebie pokazała się dziura. Z niej wyszła przepiękna smukła dłoń, pokiwała mi i usłyszałam głos: ”W dzień Matki Pana, Alleluja!” Porażona usiadłam na łóżku, o Boże, to 02.02.2000., tegoroczne święto M.B. Gromnicznej!

Real. Po trzech miesiącach nabyłam komputer. Był stary i używany, składany z części. Kiedy kolega informatyk złożył go w całość, przyniósł mi go do domu. Oniemiałam. Na monitorze widniał napis: GOLD STAR (Złota Gwiazda)!!!!!!!! Kolega Grze- gorz powiedział też o komputerze: Stał sobie nie wiadomo jak długo w tym sklepie z używanym towarem, że aż biedak jęknął chyba z radości w momencie zdejmowania go z półki, pewnie ma duszę! To było oczywiście w żartem, chociaż…

Czym stał się dla mnie komputer, co dzięki niemu osiągnę- łam, to już inna bajka, zresztą spełniona.

Ten z kolei krótki epizod miał miejsce wiosenną nocą roku 2001 i prawdopodobnie stanowił wstęp, przymiarkę do czegoś, co zdarzyć się miało później. Sądzę nawet teraz z perspektywy cza- su, że był on czymś więcej. Był wręcz WARUNKIEM zaistnienia czegoś, co zdarzyło się potem i kontynuacją przed chwilą opisa- nego transu. Jest takie miejsce w moim mieście, bardzo blisko mojego domu, tuż przy szkole podstawowej, do której uczęsz- czałyśmy ja i moja nieodłączna od urodzenia przyjaciółka Gosia. Z tego miejsca raz lub może dwa razy w roku odjeżdżał rano i na to samo miejsce wracał późnym wieczorem autobus wiozący naszą klasę na kolejne wycieczki szkolne w czasach, kiedy były- śmy uczennicami klas młodszych szkoły podstawowej, czyli w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych.

Tej wiosennej nocy roku 2001 znalazłam się w tym właśnie miejscu na falach głębokiego snu. Był to okres szczególnie nasi- lonych przeżyć paranormalnych w moim życiu. Przeżycia para- normalne oczywiście towarzyszą mi przez całe życie. To, co się wówczas zdarzyło, było najbardziej przerażającym w sensie mocy odczuwanego strachu przeżyciem, jakiego kiedykolwiek w swoim życiu doświadczyłam. Wtedy jeszcze nie rozumiałam tego, co się stało. Usiłowałam tłumaczyć to sobie na tysiąc sposobów, ale żaden z nich w efekcie mnie nie zadowalał. Stałam na ścieżce pomiędzy dwiema szkołami, naszą szkołą z numerem 22 i równo- legle stojącą z numerem 11. Znów 22 i 11!!! Panowała nienatu- ralna cisza. Nagle, znikąd stanął w poprzek tej ścieżki nieduży,

osobowy samochód w typie Poloneza, swoim ustawieniem dając jakby znak, że zdecydowanie przybył z północy (strefy śmier- ci). Był on w kolorze kremowym, sugerował karetkę medyczną. Stał zwrócony maską w stronę szkoły Nr 22. Drzwi samochodu były otwarte, w nich siedział na tylnym siedzeniu mężczyzna z lewą stopą opartą o asfalt. Ubrany był w biały dwuczęściowy strój lekarski, na piersiach przypięty identyfikator z nieczytelny- mi danymi. Lewą dłoń opierał na kolanie wysuniętej na zewnątrz nogi, jakby zamierzony symbol, że częściowo jest TU a częściowo TAM. Był on w wieku raczej trudnym do określenia. Może średnio młodym? Na twarzy miał delikatne okularki w drucianej oprawie. Skierował na mnie swój przeszywający wzrok i sparaliżował mnie tym wzrokiem w dosłownym znaczeniu. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam wydać z siebie głosu, choć starałam się gło- śno krzyczeć. On był bardzo pewny siebie, spokojny. Z kolei mnie ogarnęło uczucie, którego opisanie słowami graniczy z cudem, lub jest wręcz niemożliwe. Jednak muszę jakoś to opisać i spró- buję zrobić to najlepiej, jak tylko potrafię.

Otóż czułam, że otworzył się w tym momencie przede mną cały groźny kosmos, jak gdyby mój mózg został do niego podłą- czony, że kosmos jest we mnie, nie poza mną, że jakaś przeraża- jąca tajemnica dotyka i przeszywa mnie całą, że ON i pojazd nie są stąd, to znaczy z tej Ziemi, cokolwiek by to znaczyło i nie mam na myśli obcej cywilizacji w dosłownym znaczeniu, chociaż kon- takty z nią nie są niczym dziwnym w ludzkim życiu. Całą swoją spokojną i silną osobowością namierzył mnie, zapamiętał, gdyż było mu to potrzebne na przyszłość. ON widział moją panikę i spokojnym bezsłownym przekazem myślowym powie- dział do mnie nie mając nawet najmniejszego zamiaru mnie ści- gać „uciekaj sobie, uciekaj, i tak będziesz moja”. Nie miało to jednak nic wspólnego z relacjami mężczyzna-kobieta. To miało całkiem inny wymiar. Nagle utraciłam poczucie „pod- łączenia”, odzyskałam władzę w ciele, paraliż minął. Odzyskałam też głos. Uciekłam najszybciej i najdalej jak tylko mogłam i schroniłam się tuż przy ogrodzeniu szkoły, pod kraciastą, bor-

dową koszulą jakiegoś pracownika budowy, który młotem pneu- matycznym kuł chodnik w tym miejscu. Spod koszuli obserwo- wałam sytuację. ON wysłał za mną swoich służących z psami.

W życiu nie widziałam czegoś podobnego!!!!!!!

Oni byli wzrostu ponad dwóch metrów, ubrani w czarne lub granatowe smokingi, nawet z białymi chusteczkami w klapach marynarek, białe rękawiczki. Ich głowy były łyse, kolor skóry tru- pio blady, oczy niewidzące, jakby były w stanie takiego transu. Psy, to harty o nienormalnie wysokim wzroście. Służących było dwóch, ich postacie dostojne, o skoordynowanych, dokładnie wyliczonych ruchach. Poszli za mną mylnym śladem i nie dopadli mnie. Ja wiedziałam jednak, że to tylko chwilowa ucieczka, że być może nie byłam jeszcze gotowa na „wycieczkę”, cokolwiek ona miała znaczyć. Być może to nie ja nie byłam gotowa, ale całe okoliczności nie były jeszcze z jakiegoś powodu odpowied- nie. Wiedziałam jednak, że to tylko kwestia czasu i nie unik- nę ponownego spotkania oraz „wycieczki”…

Pośród setek moich duchowych doświadczeń na różnych falach mózgowych, pośród wielu doświadczeń poza ciałem, mija- ły kolejne lata. Jednego takiego roku (01.01.2005) odeszła z tego świata TA właśnie moja przyjaciółka Gosia, zabierając ze sobą na tamtą stronę życia opisaną przed chwilą moją dość przerażają- cą opowieść i wszystko, co razem przeżyłyśmy na tym świecie od urodzenia, gdyż znałyśmy się od urodzenia. Posiadała ona zdol- ności paranormalne, które w jakimś stopniu podobne były moim. Na trzy lata przed swoją śmiercią Gosia kontaktowała się ze sław- ną jasnowidzącą z Hamburga. Dowiedziała się od niej o tym, że kiedyś sama napisze książkę, lub wystąpi w czyjejś niesamo- witej książce. Gdyby Jasnowidząca wtedy wiedziała, o czym mówi… A może ona wiedziała? Natomiast przebywała już po Tamtej Stronie także moja babcia… Kiedy babcia umierała dla Planety Ziemia 20.01. roku 2000, pod jej niewiedzą wybrałam się wraz z jej odchodzącą powoli duszą w bardzo niezwykłą rzew- ną, łagodną, pachnącą truskawkami, kolorowym kwiatem grosz- ku, róż, cegiełek, maciejki oraz wszystkich innych niesamowitych

cudów jej prastarego, nie istniejącego(?) od lat ogrodu, cudow- ną duchową podróż na falach beta, falach naszej zwykłej ludzkiej jawy. Sądzę, że chociaż „działałam” w dzień, na jawie, to zdoła- łam włączyć inny rodzaj fal, być może lekkie alfa. Rozpamiętywa- łam tak dzieciństwo w jej rajskim ogrodzie z nią samą, rodzica- mi, sąsiadami i koleżanką Iwoną oraz kolegą Jackiem. Tak minę- ły mi dni jej umierania.....Jednak babcia jakoś zdołała dowiedzieć się o tym, biorąc pod uwagę wszystko, co zdarzyło się potem… To była druga połowa sierpnia roku 2001. Siedziałam w realu,

na naszej zwykłej, ziemskiej jawie (fale beta) w domu przyjaciółki i świętowałyśmy jej dość bliskie już urodziny (31.08.) oraz moje równie bliskie imieniny (05.09.). Oczywiście spotkałyśmy się jak zwykle rano, abyśmy były same i miały masę czasu na obgadanie spraw duchowych, które stanowiły najważniejszy temat jej i mojego życia. Obdarowałyśmy się nawzajem prezentami zwią- zanymi z tego typu sprawami, a więc książkami, kadzideł- kami itp…

To właśnie tego dnia Gosia podarowała mi także prezent z Nieba (drugi taki prezent od niej w moim życiu, o pierw- szym będzie później), chociaż byłyśmy wtedy i ona i ja, jeszcze na Ziemi. Był to tajemny przekaz od Michała Archanioła w posta- ci muzyki wywołującej wibracje, które ściągały z zamierzchłej przeszłości ludzi, a ci z kolei wpływali na dalsze losy zaintereso- wanej osoby. Ten przekaz nosił tytuł: ”Medytacja Błękitnego Pło- mienia” i zmieniał nawet życie przyszłe po Tamtej Stronie, jeśli tylko ktoś był gotów. Na ile był to symbol, a na ile fakt, każdy dopowie sobie kiedyś sam. Przyjaciółka opowiedziała mi, co stało się z życiem jej niektórych znajomych, którzy otrzymali od kogoś kolejnego ten przekaz i zapytała mnie uroczyście, czy chcę, czy jestem gotowa odmienić swoje życie. Powiedziała mi wtedy też, że nie zawsze, czasem jednak trzeba odejść z Ziemi (umrzeć cia- łem) aby przekaz mógł kontynuować się w czyimś życiu, w życiu już doskonalszym.

Chciałam. Gosia kazała mi się jeszcze dobrze zastanowić, bo kiedy już usłyszę choćby pierwsze tony przekazu, będzie za

późno na odwrót. Chciałam bardzo mocno! Gosia podeszła do magnetofonu i po chwili popłynęły rzewne tony…

To samo nagranie dała mi oczywiście do domu na zawsze, a po tygodniu stał się pierwszy „Cud Michała Archanioła”. Otóż siedziałam z mamą w naszym parafialnym kościele pod wezwaniem zresztą samego Michała Archanioła (!) i słuchałyśmy teraz ogłoszeń parafialnych, gdyż był to koniec mszy. Nagle ksiądz wypowiedział następujące słowa…

„Z przyjemnością zawiadamiam, że na skutek decyzji wyższych władz kościelnych naszego zgromadzenia wraca do Torunia, do naszej parafii, po trzydziestu latach ksiądz Czesław Olszewski. Zamarłam. To był przecież mój ksiądz od Pierwszej Komunii!!! Poszłyśmy z mojej inicjatywy we trzy z koleżankami powitać go z bukietem ciemnoczerwonych, wielkich róż… Ksiądz miał tu swoją misję, o której nie miał pojęcia i swoje przeznaczenie. Na pożegnanie od para- fii, z której do nas przybył, otrzymał… ręczny zegarek. Poka- zał nam go i powiedział, że wprawdzie nie powinno się wie- rzyć w takie znaki, ale to chyba znaczy: człowieku, czas na ciebie.

Ściągnął go tu sam Michał Archanioł rzewną melodią z niebiańskiego fletu i fioletową mgłą...Czekała na niego

„dziewczynka”, która pożegnała go ponad 29 lat temu jako ostatnia z grupy komunijnej (ja) oraz ludzie związani z tym wszystkim w sposób chwilowo niewiadomy. W tamtym cza- sie, w roku 1972 jako dziesięciolatka podarowałam księdzu na zakończenie czekoladę owiniętą w biały papier i prze- wiązaną złotą ozdobą, jaka pozostała po szyciu mojej komu- nijnej szatki. „Dziękuję za naukę, za wszystko i życzę księ- dzu przyjemnych wakacji”. Tak powiedziałam poinstruowa- na wcześniej przez mamę na pożegnanie mojemu niezwy- kłemu księdzu, bo przecież każdy ksiądz od Pierwszej Komunii na zawsze pozostaje tym niezwykłym i szczegól- nym. Moja Pierwsza Komunia całe życie chodziła za mną rzew- nym echem dziwną melodią na dnie duszy, niezrozumiałą ducho-

wą tęsknotą. Na zawsze zapamiętałam w niezrozumiały dla mnie sposób teksty wszystkich pieśni z tego dnia i cały przebieg tego dnia w szczegółach. Zdrowa jeszcze całkiem i kompletnie nie przeczuwająca niczego Gosia dowiedziała się na tej naszej Ziemi o zdarzeniu związanym z dziwnym powrotem księdza. Zabrała potem na Tamtą Stronę ze sobą także inną moją opowieść…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 77.06