E-book
9.56
drukowana A5
36.71
drukowana A5
Kolorowa
64.03
Sęk w drzewie życia

Bezpłatny fragment - Sęk w drzewie życia


Objętość:
225 str.
ISBN:
978-83-8189-346-6
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 36.71
drukowana A5
Kolorowa
za 64.03

Dedykuję przede wszystkim Śp. Markowi Rymuszko, człowiekowi wielkiemu, wspaniałemu, nieodżałowanemu wieloletniemu Redaktorowi „Nieznanego Świata” i tradycyjnie Wszystkim Ludziom, którzy myślą, czują i wiedzą więcej niż inni, a także tym, którzy dopiero chcieliby czuć, wiedzieć i doświadczać więcej, otworzyć się na prawdę, tradycyjnie dedykuję ją oczywiście ludziom mi bliskim w jakikolwiek sposób…


Także w wielkim hołdzie dla filmu „Ważka”/”Znamię”/Dragonfly”, który trwa na zawsze wgrany w moją pamięć i serce…


„Vita mancipio nulli datur, omnibus usu”…

Życia nikt nie otrzymuje na własność, lecz wszyscy do użytku…

Lukrecjusz

„Jedyny sens życia na Ziemi, który mnie przy tym życiu utrzymuje to fakt, że Jezus Chrystus, nie tylko dotknął jej całym Sobą, ale ją trwale na wieczność przemienił, chociaż cena tej przemiany i jej późniejsze powierzchownie oszacowane skutki, a głównie to, czym stał się i wciąż staje się człowiek, zdają się pozornie i tymczasowo zaprzeczać wszelkiemu sensowi.”/Autorka/


„Moment wielkiej tragedii w życiu człowieka często jest jak oblanie całego jego świata i jego samego lawiną cuchnącego błota, która bruka i unicestwia wszystko, odbiera poczucie wszelkiego sensu, nie pozwala patrzeć, oddychać, poruszyć się, by mimo wszystko, a może przede wszystkim pójść dalej i odbiera motywację do mozolnego odgrzebywania, oczyszczania i powstawania od nowa, jakiego przecież wymaga od nas Bóg Stwórca, w którym żyjemy i poruszamy się. Gdy tak czynimy, gdy wycofujemy się, to ten fragment Boskiej rzeczywistości w nas, za który jesteśmy odpowiedzialni, zostaje wycofany, odłączony od Całości i wtedy o tyle mniejszy i mniej doskonały jest Wszechświat, zubożony dziełem naszych rąk”. /Autorka/


Odrzucenie Boga sprawia, że wolność nie znajduje podstawy do budowania absolutnych punktów odniesień dla odpowiedzialności.”

/https://biblia.wiara.pl/doc/1868929.Wolnosc-nie-szczesny-dar/


„Sęk w tym, że kocham Jezusa, a to odwraca i przemienia wszystko”

/Autorka D.W./


Tam, gdzie jest gałąź, musi być także sęk.

/Michał Malikowski — znawca drewna w rozmowie z radiową „Czwórką”/

Parę słów od autorki

I znów jest książka, jedna po drugiej, bo tyle historii, przesłań było mi dane napisać. Dominującym elementem w tej akurat książce jest ważka. Jak to się stało, że stała się symbolem, ważnym przesłaniem? Prosiłam Boga o znak, o temat mojej kolejnej, czyli tej właśnie książki. Wyszłam popołudniem na osiedle i bezmyślnie weszłam w uliczkę, którą prawie nigdy nie chodzę. W oddali ujrzałam mężczyznę z małym chłopcem, który coś niósł przed sobą. Oprócz nich i mnie nie było nikogo na tym chodniku. Kiedy mijali mnie, zobaczyłam w rękach chłopczyka kilka gumowych dinozaurów, pająków, jaszczurek itd. Minęliśmy się i po jakimś czasie zbliżałam się do miejsca, przez które przechodzili oni. Patrzę, a tam na chodniku leży na plecach martwa i sztywna duża, piękna ważka! Biedulka, pomyślałam! Może jeszcze żyje?! Schyliłam się, delikatnie wzięłam ją w palce i wtedy zorientowałam się, że to idealne, wierne odwzorowanie ważki, ale jednak figurka. Zgubił ją chłopiec! Odwróciłam się i chciałam zawołać chłopca, by podać mu zgubę, jednak po nikim nie było śladu. Cofnęłam się, ale nigdzie ich nie było. Pomyślałam, ze Bóg postawił tego chłopczyka na mojej drodze celowo i zabrałam ważkę, jako swój wielki znak. Po powrocie do domu włączyłam telewizor i od razu trafiłam na jedno z pytań w teleturnieju „Jeden z dziesięciu”. Brzmiało ono: ile par skrzydeł ma ważka? Pomyślałam, to kolejny znak. A potem ważki były wszędzie! Na czyjejś bluzie, kiedy poszłam w ważnej sprawie do instytucji, w telewizji na filmach przyrodniczych, na porcelanie, na blacie zegarka, który mi podarowano, w Internecie na stronach, gdzie nie mogłam się ich spodziewać, jako wzory na różnych przedmiotach itd. it. Także na blogu niezwykłych podróżników, Brygidy i Bartka, których poznałam dzięki tej ważce! Teraz utrzymujemy kontakt, a ich piękną, niezwykłą „Lekcję ważki” załączam na końcu książki. Dowiedziałam się wszystkiego o ważce i dokonałam ważnych odkryć życiowych, o których piszę poniżej. Wreszcie przechodzę do drugiego tematu książki, jakim jest sęk w drzewie, zauważony i sfotografowany przeze mnie na toruńskim przystanku tramwajowym na Placu Rapackiego. Znak czekał na mnie! Na sęku ktoś wymalował napis: KOCHAM JEZUSA, ja zrobiłam fotografię i już był drugi wątek książki, powstał mój bardzo mocny wiersz na ten temat, który zamieściłam oczywiście w książce. To właściwie był pierwszy znak, biorąc pod uwagę daty. Prześladował mnie też temat kontaktu wzrokowego z Jezusem, jaki został mi dany w moich mistycznych doświadczeniach, które zamieszczam w moich książkach. Sęk posłużył mi w sensie sęku w drzewie życia ludzkości, sęku, jaki każdy z nas po sobie pozostawi. Czy będzie on tylko skazą na drewnie, czy znakiem po ważnej gałęzi ludzkiej jednostki, która wniosła coś dla ogółu. Inny temat, który stał się wątkiem tej książki, to kontakt na falach snu pomiędzy związanymi ze sobą i rozdzielonymi przez los ludźmi, którzy o swoim istnieniu wzajemnie nic nie wiedzą, jedynie coś przeczuwają i doświadczają zaskakujących, lecz znanych przecież nauce stanów. Tak więc jedno udziela na falach ratunku drugiemu na odległość. To przede wszystkim moje własne doświadczenia, gdyż zostało mi dane w tym życiu więcej. Sytuacja opisana w książce jest fikcją literacką, jednakże opowiada między innymi oczywiście o rodzaju doświadczeń tak świetnie mi znanych. Z kolei wszystkie opisy mistyczne są wiernym odbiciem moich własnych doświadczeń, tylko w innych okolicznościach życiowych...Inny temat, to zranienia międzyludzkie, problem oprawcy i ofiary, zadany do przepracowania w życiowych doświadczeniach nam, ludziom. Czy rozpoznamy swoje wzajemne role w tym życiu i wyciągniemy wnioski, zagramy naszą rolę właściwie? Czy wybaczymy oprawcy, dzięki któremu coś zrozumieliśmy? I odwrotnie, czy jesteśmy w stanie szczerze żałować pokrzywdzonego przez nas i przeprosić, zadośćuczynić za krzywdę? Cmentarze pełne są mogił, gdzie ofiary spoczywają obok swoich katów, to najcenniejszy widok na tej naszej Ziemi, najlepsza lekcja pokory, bo na końcu wszyscy odchodzimy, wobec ziemskiej fizycznej śmierci stajemy się równi bez względu na wszystko. Inny temat to odwaga do kroczenia własną drogą i postąpienia zgodnie z własnym sumieniem, bez oglądania się na to, co inni o tym sądzą, odwaga bycia sobą i przyznania się do własnych wyborów życiowych. Jest także temat świadomości, że na Ziemię przyszliśmy z wyższych wymiarów, ze stanu pięciowymiarowej świadomości na ochotnika do ziemskiego gęstego stanu dwoistości, tylko tego nie pamiętamy. Doświadczamy, jak to jest żyć na tak ciężkiej gęstości, będąc uwikłanym w dwoistość. Badamy gęste zakamarki egzystencji. Ponadto jest tu jeszcze temat możliwości duchowych uśpionych w nas, tajemniczej substancji produkowanej przez szyszynkę i ewentualnych skutków jej działania, także innych doznań, doświadczeń duchowych, których natura niewielu ludziom raczej, sądząc z obserwacji i rozmów jest znana, nie wiedzą, co noszą w sobie, a ja chciałam to przybliżyć z pewnością jednak nie po to, by bezmyślnie coś z tym potem ktoś kombinował, gdy się dowie z jakichś źródeł, lub ode mnie i sobie zaszkodził, zaś samej wiedzy nigdy za dużo. Wszelkie procesy, wszystko w nas uruchamia się dokładnie w tedy, kiedy naturalnie jesteśmy na to gotowi, a wszelkie sztuczne usilne przyspieszanie, kombinowanie, jest jak puszczenie przez żarówkę prądu o takiej mocy, która ją rozsadzi. Jest więc mowa o pewnych procesach wewnętrznych, prowadzących do stanu oświecenia, niekoniecznie za przyczyną praktyk wschodnich, które niejednemu nieprzygotowanemu mogłyby nawet zaszkodzić, ale za przyczyną otwarcia się, bacznej obserwacji, wyczulenia na pewne odczucia, doznania, analizowanie, zgłębianie, dociekanie, myślenie, prowadzące do wewnętrznej transformacji...Gdzie tu miejsce dla ważki? O tym poniżej w rozdziale Ważka, oraz w „lekcji ważki” Brygidy i Bartka na końcu książki, bo ważka to stan istnienia, istotka boża, poprzez którą Pan Bóg dla tych wierzących i Wszechświat dla innych chce nam coś ważnego pokazać, jak zresztą poprzez niejedno inne stworzenie, czy zjawisko…/Autorka/

Sęk

Sęk w tym, że kocham Jezusa,

Taki trudny dla wielu sęk w moim drzewie życia

Drzewie, co cień ochronny na mnie zarzuca

Gdy tego życia zdradzieckie przemierzam ulice…

Sęk, który wszystko odmienia,

Jak liczba Pi odwraca rzeczywistość…

Gdy w upale doświadczeń w jego staję cieniu

Dostrzegam sęk po TAMTEJ gałęzi

Którąś Ty Sam był Jezu na Ziemi,

Sęk przez tak wielu nie odróżniany od innych…

Któregoś dnia ktoś go rozpoznał czekając na tramwaj

I sprayem wyznał Ci z nudów swą małą miłość Panie

Niedoskonałą, tandetną, jak sam napis…

Każdy ma swój sęk w swoim drzewie życia, to pewne…

Sęk w tym, by nasz sęk w pniu ludzkości miał sens

By nie stanowił jedynie skazy na drewnie…

Mniej ważni(???) nie zostawiają sęków, bo nie puszczają gałęzi

Idą w górę, stanowią filar, nie doświadczając udziału

Dźwigają gałęzie innych, które powstają

Ku przemianie konstrukcji świata…

Gdy Twoja gałąź Panie odpadła

Po wykonaniu zadania, gdy świeże soki życia puściłeś

W nieczułe arterie ludzkości skostniałego pnia,

My ludzie woleliśmy wyznawać Ci miłość niedoskonałą

Białą farbą niechlujnie pisząc kocham na Twoim sęku,

Jak na nagrobnym pomniku z pędzlem w ręku

Zamiast pić soki życia dane na teraz i na wieczność,

By gałęzie, co nakarmione ich sensem strzeliły w przyszłość

Sęki mocne swą treścią zostawiając po sobie

Na których potomni zechcą wyznawać nam, żyjącym teraz i godnie

Miłość i wdzięczność, jak kiedyś ktoś wyznał ją Panie Tobie

Białą farbą ku oczom wszystkich,

Na małym przystanku Ziemi…

„Wiele ludzi obawia się pójść za głosem swojego sumienia, ponieważ próbują dostosować się raczej do opinii innych niż do prawdy, którą rozpoznają w swoim sercu”.

T. Merton

Ochotnicy na ziemię

Kiedy osiągniemy pięciowymiarową świadomość, doświadczymy powrotu do integracji z Wyższym Ja. To ponowne połączenie ze swoimi „wyższymi” częściami przynosi wyższą świadomość i pozwala poznać siebie na poziomie duszy. Zaczynamy Być tym, kim naprawdę jesteśmy. Zaczynają ujawniać się i rozwijać nasze duchowe umiejętności jak jasnowidzenie, telepatia, intuicja.

Dostęp do mądrości, która jest w nas — życie w piątym wymiarze jest zachwycające ponieważ znów jesteśmy w pełni świadomi. Mamy dostęp do mądrości i wiedzy, która jest w nas samych, we wszystkich wymiarach. Nie ma separacji. Jesteśmy Jednością ze wszystkim.

Doświadczamy Wyższej, Lżejszej Energii — W piątym wymiarze, wibrujemy w uczuciach takich jak piękno, dobro, szacunek. Emocje, których doświadczamy nie przypominają w niczym tych, których zwykle doświadczaliśmy w trzecim wymiarze. Większości naszych doświadczeń nie da się ogarnąć umysłem ani wyrazić słowem (intelekt /mózg), płyną one z serca i uczuć (zmysły łączą się tworząc szósty zmysł). Osiągamy stan cichego, wewnętrznego wiedzenia. Wyższy Umysł — Na tym poziomie życia, kiedy ciało mentalne połączone jest z ciałem emocjonalnym w jedność, ta jedność aktywuje Wyższy Umysł i działamy z poziomu Umysłu Duszy. Zaczynamy wiedzieć wszystko to co wie Dusza i dokonujemy wyborów w oparciu o tę wiedzę. Czas Symultaniczny — Żyjąc w piątym wymiarze poruszamy się w czasie symultanicznym, który pozwala nam widzieć z szerszej perspektywy Wszystkiego Co Jest. Wszystkie odpowiedzi znane są nam zanim jeszcze postawimy pytanie i znamy wszystkie możliwości rozwiązań zanim podejmiemy jakąś akcję. Dlaczego więc opuściliśmy to wspaniałe miejsce, gdzie wszystko jest znane i zeszliśmy do trzeciego wymiaru? (Opuściłeś śliczne Niebo, wybrałeś barłogi:-))Kiedy Stwórca wyraził życzenie lepszego poznania siebie, poprosił o ochotników i zgadnij kto pobiegł na początek kolejki krzycząc ”wybierz mnie, wybierz mnie”? Ty! Stwórca wysłał najlepszych i najmądrzejszych (Ciebie) na tę specjalną misję by zbadać najdalsze zakątki egzystencji. To była i jest wspaniała wyprawa, na którą zapisały się najdzielniejsze i najbardziej entuzjastyczne dusze. Czemu wybraliśmy trzeci, a nie żaden inny wymiar?

Dwoistość nie istnieje w żadnym wyższym wymiarze, a jest ważną częścią tego, czego chcieliśmy doświadczyć. Nasze poszukiwania zaprowadziły nas do wielu miejsc, ale w miarę jak zanurzaliśmy się coraz bardziej w gęstość, ostatecznie znaleźliśmy się w niższych wibracjach świata materii. Tu mogliśmy pławić się w przyczynach i skutkach i poznawać rezultaty naszych wyborów i działań. Tu mieliśmy wolną wolę by poznawać przeróżne zakresy wibracji (włącznie ze strachem, nienawiścią, złością, zdradą itp.). Kiedy zapisywaliśmy się na tę przygodę, nie wiedzieliśmy, że zanurzymy się w nią tak głęboko, ani że zapomnimy kim jesteśmy, skąd pochodzimy, czemu tu jesteśmy i jak wrócić do Domu.

Teraz mamy okazję przypomnieć sobie to wszystko i wrócić do Domu.

Długo oczekiwana „Przemiana Świadomości” właśnie ma miejsce. Zabrnęliśmy w trzeciowymiarową przygodę tak daleko, jak to było możliwe. Osiągnęliśmy ogromny sukces w tym czego zamierzaliśmy doświadczyć i co zbadać w tej różnorodnej i gęstej dwoistości. To, przez co obecnie przechodzi Ziemia i jej mieszkańcy, to ogromna przemiana polegająca na podnoszeniu wibracji (na każdym poziomie).Jesteśmy ogromnie ważną częścią tej Przemiany. Jesteśmy wielcy, nie mali. Jesteśmy ważni, a nie nic nieznaczący. Nasz udział w życiu jest ogromnie ważny i doceniany przez ludzkość i Wszystko Co Jest.

Powitajcie zmianę w sposobie życia, drodzy Przyjaciele. Razem rozpoczęliśmy proces tworzenia Nieba na Ziemi.

Autorzy: Jim Self i Roxane Burnett (fragmenty)

Od siebie dopowiem:

Dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie fakt, iż na Ziemię przybyliśmy na ochotnika, na własne życzenie, pierwotnie z woli Boga w głębszym sensie rzecz jasna, aby pomóc — przenikającemu od środka nas samych i wszelkie swoje stworzenie — Stwórcy zbadać „gęste” zakamarki egzystencji w naszych tożsamościach, przestaniemy się buntować przeciwko wszystkiemu, co nas tu spotyka, czego doświadczamy i z powodu czego tak często cierpimy...SAMI CHCIELIŚMY i chociaż tego nie pamiętamy, to zamyka wszelką dyskusję i dociekania a pretensje do Boga, do losu, czyni bezzasadnymi. Jedyne, co możemy i co powinniśmy uczynić, to zastanowić się, dokonać analizy swojej własnej misji przybycia na Ziemię. Niech każdy powróci mentalnie do momentu decyzji, kiedy w formie ducha podniósł swą dłoń, zgłosił się jak dziecko w klasie do odpowiedzi i krzyknął: ja! Ja chcę na Ziemię i pobrał „spadochron”! Niech każdy wyobrazi sobie siebie w formie duchowej, tkwiącego nad symbolicznym otworem na wysokościach, w dole widać Ziemię, malutką, pełną cierpienia i pełną lekcji, zadań, pełną sensu lecz tak głodną Miłości. Ziemię, w której u kresu wędrówki ofiara tak często spoczywa obok swego kata, po obustronnym odegraniu roli. Niech każdy wytrwa w tym jedynym momencie decyzji i uświadomi sobie swoją własną wolę przybycia w gęste obszary materii, a potem wszyscy mentalnie w objęcia zwizualizowanych przez siebie swoich rodziców ziemskich, którzy wcześniej lecieli jak my teraz. Lecąc dokonujmy spontanicznej szybkiej analizy i rozpoznania swojej misji ziemskiej, bazując na naszych dotychczasowych ziemskich doświadczeniach, naszych zaletach i wadach, naszych sukcesach i porażkach, naszych ranach i pocałunkach od losu, naszych relacjach z innymi, także na relacjach pomiędzy naszymi rodzicami i innymi ludźmi postawionymi na naszej drodze. Przybyliśmy przecież, aby oprócz przeżycia zadanych nam lekcji, przynieść na Ziemię „kawałek Nieba”, aby stworzyć Niebo na Ziemi, rozrzedzić gęstą materię, ale niech każdy rozpozna swój przydział czynności, swoje zadanie do wykonania, abyśmy nie tkwili z wręczonymi narzędziami w dłoniach i podanym do obróbki materiałem w miejscu, nie mając instrukcji obsługi, planu i byli głusi na polecenie: WYKONAJ, SAM CHCIAŁEŚ! Tyle porzuconych „narzędzi” i nietkniętego „materiału” wszędzie, bo ktoś nie wiedział, co z tym zrobić! I tylu zawiedzionych i znudzonych z powodu NIEROZPOZNANIA! Czy już wiesz, dlaczego niemowlę, a może trzylatek jest w tym życiu „rośliną”, chociaż niczemu nie zawinił? On ocenia egzystencję NA MOCNEJ GĘSTOŚCI i wszelkie tego konsekwencje! To geniusz! On był najodważniejszy z nas wszystkich! Nie ma tylko na tym poziomie, do którego zszedł tej wiedzy, jaką miał zanim skoczył. Powiesz, po co mamy dla Stwórcy badać egzystencję na tak ciężkiej gęstości, przecież On wie, jak to jest istnieć w takim stanie! On wszystko wie! Wie, bo doświadcza tego swoją obecnością w nas, wszystkich swoich stworzeniach zanurzonych w Nim i postrzegających wszystko przez pryzmat tożsamości, która jest poniekąd ułudą, a kombinacji takich ziemskich i nie tylko ziemskich doświadczeń są kwadryliony kwadrylionów, dlatego to wszystko trwa i trwa, aż ziarnko ostatnie zostanie przesypane… Powiesz, skoro On wiedział u samego początku, jak to wszystko jest, po co dalej brnął w to?! Sęk w tym, że nie ma właściwie żadnego początku, ciągu dalszego i końca, bo nie ma po prostu czasu! Czas nie istnieje, to tylko my tak to przeżywamy, postrzegamy, doświadczamy. Nie ma żadnego czasu, jest jedno wielkie teraz, bo jak wiemy, niczego nie można robić w przeszłości lub w przyszłości, wszystko czyni się zawsze w chwili, która trwa, czyli w teraźniejszości. On wie, że Jego stworzenie tak często cierpi zanurzone w ułudną tożsamość jednostki, ale czyż On sam nie cierpiał najbardziej w swej ziemskiej tożsamości Jezusa Chrystusa?! To naszym zdaniem, a nie zdaniem Jego cierpienie jest złe, brzydkie, wstrętne...Co miałeś rozpoznać, czego doświadczyć w swoim życiu — misji, wiesz tylko ty sam w swej głębi, WIESZ TO!!! Dotrzyj tam, do dna swego JA i odczytaj to póki jeszcze czas, jak napis na murze! Oby nikt z nas nie stanął kiedyś w sytuacji, o jakiej opowiada mój wiersz z tomiku…

Kiedyś, gdy wszystko było przed tobą,

gdy było możliwe…

Kiedyś, gdy stałeś u źródeł

z jeszcze pustym naczyniem…

Mogłeś wybrać naczynie solidne i pewne,

i w nie zaczerpnąć treść ziemskiego życia…

Lecz ty świadomie oraz celowo wybrałeś… sito.

Dziś znów stoisz u źródeł, cicho, ponuro,

tym razem, z naczyniem już pustym, aż do dna.

Treść życia ku twojej uldze wyciekła przez dziury,

treść, której się bałeś,

ta treść trudniejsza, ta mniej wygodna…

O Boże, to była istota życia!!!!!

Dziś stoisz u źródeł,

z wciąż pustym naczyniem.

Niewiele dziś już przed tobą,

i mało co już dziś jest możliwe.

Dziś wybrałeś naczynie szczelne,

z podwójnym dnem i ścianą z żeliwa.

Tylko, że treść, co płynie jak rzeka,

tak łatwo, jak kiedyś już nie chce tam wpływać…

Ważka

Zamieszkujące środowisko wodne ważki należą do najstarszych ewolucyjnie współcześnie żyjących owadów. Obecnie na świecie żyje ich około 6000 gatunków. Występują na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy, głównie w strefie tropikalnej i subtropikalnej. W Europie stwierdzono występowanie około 130, a w Polsce 74 gatunków. Ważki są drapieżnikami. Posiadają charakterystyczne smukłe ciało z krótkim tułowiem, silnie wydłużonym odwłokiem, dużymi oczami złożonymi i dwóch parach bogato żyłkowanych skrzydeł. Długość ich ciała waha się od 2 cm do 19 cm. Rozpiętość skrzydeł ważek mieści się w podobnym przedziale 2–19 cm. Do największych współcześnie żyjących gatunków należy hawajski endemit Anax strenuus o rozpiętości skrzydeł do 19 cm oraz środkowoamerykański gatunek świtezianki o podobnych wymiarach. Ważki łączą sobą żywioł Wody i Powietrza. Rodzą się w wodzie, tam się rozwijają, po czym opuszczają wodną egzystencję i po przeobrażeniu wznoszą się w powietrze stając się najlepszym lotnikiem wśród owadów. Potrafią latać we wszystkich kierunkach, przekraczając prędkość 10 m/s. Jako jedne z niewielu zwierząt opanowały lot wiszący. Polują na latające owady (m.in. komary, muchy), chwytając je nogami — dlatego nogi są zaopatrzone w sztywne szczeciny.

Ważki przepięknie mienią się metalicznie połyskującymi barwami i przez to od wieków przyciągały też uwagę człowieka. Widziano w nich małe smoki (ang. nazwa ważki: dragonfly), owady nawiązujące kontakt z duszami zmarłych i przybywające ze świata elfów.

Ważka jest symbolem powrotu starej wiedzy z Atlandydy do nowego cyklu, wolności i wznoszenia się ponad siebie samego.

Jako „zwierzę mocy” ważka zwraca naszą uwagę na kwestię lekkości, wyciszenia, dynamiki i elastyczności oraz pomaga nam je w równowadze zintegrować w naszym życiu. Ważka to tancerka powietrza. Pomaga nam pozbyć się wszelkich balastów, tego wszystkiego co ciąży nam na duszy i połączyć to co leży przed nami (naszą przyszłość) z tym co leży za nami (naszą przeszłość), tak abyśmy potrafili poruszać się w teraźniejszości z gracją i swobodą. Obdarza nas umiejętnością balansowania, szybkiego podejmowania jasnych decyzji i swobodnego manewrowania między wszelkimi trudnościami i wyzwaniami. Tak byśmy mogli tańczyć przez życie tak jak ona tańczy w powietrzu. I nawet jeśli nasza ścieżka traci nieco na linearności, to za to nabiera lekkości i blasku.

Ważka wybudza nas tym samym z letargu, nie pozwala byśmy popadali w stagnację. Nawołuje nas do tego byśmy dbali o nasza fizyczną i psychiczną zwinność. W tej fazie życia lekkość jest nam bowiem niezmiernie potrzebna, abyśmy potrafili się wznieść do góry i pokonując wszelkie bariery i przeszkody.

Ważka rozwija w nas siłę wojownika. Jako zwierzę związane z żywiołem wody uczy nas opanowywania emocji, wzmacnia nasza intuicję i szybkie działanie z wyczuciem sprawy. Przynosi umiejętność dostrzegania rzeczy z różnej perspektywy i zmieniania kąt naszego działania, zanim warunki ulegną zmianie. Uczy nas elastyczności, tak byśmy bez wielkiego planowania mogli dopasować się do każdej sytuacji i w każdej poruszać bez ograniczeń. Pomaga nam rozumieć rzeczy bez słów ale też nabrać dystansu i odgraniczyć się od spraw, które nam szkodzą lub nas nie dotyczą. W walce uczy nas sztuki odwracania uwagi i obdarza umiejętnością zmylenia przeciwnika i zmiany naszej postaci. Tym samym jest nam ochroną na naszej drodze przemiany.

file:///F:/zwierz%C4%99ta%20mocy %20%E2%80%93%20wa %C5%BCka%20% E2%80%93%20% C5%9 Awiat%20wed% C5%82ug%20 Bafki.htm


Tu nie chodzi o wypaczone pojmowanie pewnych symboli, nie chodzi o jakieś czczenie ważki, czy innego zwierzęcia, zjawiska, tylko o dostrzeżenie przesłania, jakie nam swoim istnienie ono niesie.

Dzwonek u drzwi Antykwariatu, czyli początek historii

W leniwy, cichy, weekendowy, zdawałoby się nawet znieruchomiały w czasoprzestrzeni, ukryty pod welonem mgieł poranek wczesnego jeszcze dość października, dłoń antykwariusza odziana w białą rękawiczkę rutynowym gestem układała na wystawie prywatnego, rodzinnego Antykwariatu malutką, przepiękną, oprawioną w okładkę z białej kości zabytkową książeczkę, a był to był modlitewnik niemiecki, katolicki, z roku 1905…

75-letni Anastazy spał snem zabitego, jednak tuż po przebudzeniu, kiedy mózg pracował jeszcze na falach alfa, pojawiła się przed jego oczyma jakby dziura, przestrzeń. Zastygł w bezruchu, by nie przerwać przekazu, widoku… Zdarzało mu się od czasu do czasu dotknąć czegoś więcej, niż przeciętny człowiek i umiał trwając w bezruchu utrzymać wizję, obserwując jej ciąg dalszy… odróżniał „projekcję” od rzeczywistego kontaktu w takich wizjach… Kontakt ma rangę wyższą, jednak projekcja niesie w sobie przekaz, nie mniej ważny od tegoż kontaktu. Kontakt jednak zawsze wzrusza, wyzwala wielkie przeżycia wewnętrzne...Na tle jasnego nieba zbliżała się w tej wizji tuż przed jego oczy niewyraźna postać. Była jakby z materii bardzo ciemnych, kłębiastych chmur. Uformowała się w postać Jezusa Chrystusa. U dołu postaci kotłowało się kłębowisko prawie czarnych chmur, z takiej samej materii, jak cała postać. Postać nagle zdecydowanie ukazała uniesioną w górę w geście błogosławieństwa i pokoju prawą dłoń. Z jednej dłoni wystawał jakby miecz Michała Archanioła, jednak nie do końca rozpoznawalny. To wyglądało, jakby Jezus Chrystus pokazał się jako jedna postać z Michałem Archaniołem. Ciemna materia, z jakiej utkane były postacie nie zwiastowała nic dobrego, miecz Archanioła i gest Jezusa oraz Jego uśmiech wskazywały jednak na zwycięską walkę z czymś tragicznie złym. Potwornie, tragicznie złym i mocnym! Nagle z lewej strony postaci, czyli po prawej stronie mającego wizję, pojawił się jakby tunel, droga. Teraz Anastazy widział w miniaturze przezroczystą dłoń Jezusa Chrystusa wyciągniętą do niego w tym „korytarzu” i przyzywający gest tej dłoni! Po chwili ujrzał białą, przezroczystą, eteryczną miniaturę swojej dłoni wyciągającą się w odpowiedzi do dłoni Jezusa i po kolejnej chwili swoje własne eteryczne, jakby prześwietlone stopy! On zmierzał do Jezusa! A więc stanie się coś i on będzie musiał umrzeć dla Ziemi?! Teraz?! Tak szybko?! Nieodwołalnie?! Leżał tak długo po wszystkim z ciałem z lekka ociężałym, sztywnym, nieskorym do jakiegokolwiek ruchu i bał się wstać. Chciał wtopić się w kanapę i stanowić z nią jedność, nie czuć, nie myśleć, nie działać. Wreszcie wstał. Ostatecznie jest sobotni poranek, pójdzie po świeże pieczywo i drobne zakupy i z pewnością nic mu się nie stanie. Będzie uważał. Po wyjściu ze sklepu na starówce, gdzie mieszkał, szedł wzdłuż wystaw sklepowych i nagle na jednej wystaw malutki przedmiot natychmiastowo i niewytłumaczalnie przykuł jego wzrok. Rzecz była przepiękna i wiekowa. I oto nastał historyczny moment, chociaż Anastazy nie był go absolutnie świadomy. Oto drzwi Antykwariatu uruchomiły mały dzwoneczek, który dał znak czasoprzestrzeni, losowi, że to „już” i jednocześnie uruchomiona została historia… Bardzo dziwna to była i bardzo mocna historia…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 36.71
drukowana A5
Kolorowa
za 64.03