E-book
6.83
drukowana A5
38.04
drukowana A5
Kolorowa
65.55
Samotne pasmo tęczy

Bezpłatny fragment - Samotne pasmo tęczy


Objętość:
237 str.
ISBN:
978-83-8155-867-9
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 38.04
drukowana A5
Kolorowa
za 65.55

Biała tęcza, tęcza we mgle — zjawisko optyczne i meteorologiczne, powstające w analogiczny sposób jak klasyczna wielobarwna tęcza, ale na kroplach mgły /Wikipedia/ (na górnym zewnętrznym łuku białej tęczy widoczne jedynie cienkie czerwone pasmo. Księżycowa tęcza — powstaje dzięki światłu odbijanemu przez światło Księżyca.)


Żadna modlitwa nie idzie nigdy na marne. Czasami tylko wydaje nam się, że tak jest, bo Pan Bóg przekracza nasze oczekiwania, a my tak jesteśmy skoncentrowani na tych oczekiwaniach, że nie zauważyliśmy, jak Pan Bóg zadziałał w naszym życiu. Bo zadziałał inaczej. Cóż, mogę tylko powtórzyć, Pan Bóg nie jest Złotą Rybką.

/internauta/

„Im większa nędza, tym większe ma prawo do Miłosierdzia Mojego”

/Dzienniczek Siostry Faustyny/

„Człowiek ucieka tak daleko, dokąd sięga jego strach, a żyje tak długo, na ile wystarcza mu odwagi”

/cytat z filmu/

„Pogodzić się ze stratą można (lub nie) tylko wtedy, kiedy jest ona nieodwracalna, ale kiedy istnieje jakakolwiek szansa na powrót do tego co było, człowiek chce całym sobą to odzyskać”

/cytat z filmu/

„Kiedy człowieka ogarnia panika, jest jakby nieobecny. Mózg blokuje wszelkie działanie. Znika groza i przerażenie. Pozostaje tylko dziwna niemoc, bezsilne poddanie się wydarzeniom. Uczucia i emocje znikają, człowiek wpada w otchłań, gdzie wszystko dzieje się poza nim.”

/P. Coelho/


„12 Tedy rzekł Bóg: To jest znak przymierza, który Ja dawam między mną i między wami, i między każdą duszą żywiącą, która jest z wami, w rodzaje wieczne.

13 Łuk mój położyłem na obłoku, który będzie na znak przymierza między mną, i między ziemią.

14 I stanie się, gdy wzbudzę ciemny obłok nad ziemią, a ukaże się łuk na obłoku:

15 Że wspomnę na przymierze moje, które jest między mną i między wami, i między każdą duszą żywiącą w każdem ciele; i nie będą więcej wody na potop, ku wytraceniu wszelkiego ciała.”

/Biblia/

Od autorki

Wszystko, co chciałam o tej mojej trzynastej już i chyba raczej ostatniej — przynajmniej na dłuższy czas — książce powiedzieć, umieściłam na tylnej okładce książki, dlatego powtórzę to również na wstępie w zbliżonej wersji i dodam do tego coś jeszcze.

Warunkiem powstania tęczy jest słońce, zaś w powstaniu białej tęczy bierze udział księżyc i mgła. Z siedmiobarwnej tęczy składają się eteryczne, duchowe powłoki naszego ciała subtelnego. Kiedy jest w nas słońce, radość, szczęście, równowaga emocjonalna, ten nasz duchowy płaszcz jest piękny, żywy, kolorowy, gra w nas prawdziwa gama niezafałszowanych dźwięków. Kiedy w naszym życiu pada deszcz łez, biją pioruny, a niszczycielski grad rujnuje nasze „zasiewy, plony życiowe”, na które tak ciężko pracowaliśmy nieraz przez lata, chowamy się przed światem, przed Bogiem, przed samym sobą pod nieprzemakalnym przezroczysto-białym „płaszczem”. Jesteśmy niewidoczni, jesteśmy w stanie FOG BOW — białej tęczy, często nie pozwalamy sobie pomóc, tracimy wiarę. Biała tęcza nazywa się z angielskiego zjawiskiem fog bow, gdyż jest utkana na bazie mgły i nocnego światła. Posiada ona pewną cechę… Widoczny jest w niej tylko cienki zewnętrzny sznureczek czerwonego pasma, niczym wiązanie w płaszczu przeciwdeszczowym lub czerwony promień, który może nas jeszcze uratować, sprawić, że jesteśmy widoczni w mroku, otworzyć nas na pomoc. Czym jest ów promień…?


To książka o potężnym ciosie życiowym, na który złożyły się uderzenia losu następujące jedno za drugim. Nie ma już nic i nic nie jest możliwe, nawet cud. Śmiertelna dawka leków i decyzja młodej dziewczyny, studentki, zdają się mieć przewagę nad planami i decyzją Boga względem niej. W strasznych, lecz romantycznych tajemniczych ruinach bardzo starej nieczynnej budowli rozgrywa się dramat Eliasza. Czy bohaterka wyjdzie ze swojej „Groty Eliasza”, jakie przejdzie procesy, czy cud będzie możliwy? Księżycowy Dziadek, biała tęcza, różowy śnieg, tajemniczy czerwony sznurek, wielkie znaki w stanie jawy i snu, wreszcie zlanie się w całość postaci z japońskiej księżycowej baśni z naszymi bohaterami, tajemnice z przeszłości, teczka samobójców, tajemnicze zdjęcie, poszukiwania dziwnego ogrodu na ukrytej ulicy, antyczna kłódka, zardzewiały zegar bez wskazówek, wreszcie ogród, wielkie spotkania i transformacja, gdyż życie bez niej nie jest życiem.


Dla jasności dopowiem tylko, że nie ma już „Snu in Excelsis” — dawno zakończona i wydana książka, ale treść tej księgi stanowiącej moją duchową autobiografię toczy się nadal. Kiedyś musiałam zakończyć ją i zrobiłam to dawno temu, zaś wszelkie moje dalsze przeżycia w „stanach wyższych” i nie tylko wkładam w losy bohaterów kolejnych książek i uczyniłam to również w tej książce. Oczywiście losy Tessi nie są i nigdy nie były moimi losami, jedynie moje własne doświadczenia duchowe przelałam właśnie na nią. Losy bohaterów są fikcją literacką, natomiast przesłanie duchowe najprawdziwsze i najmocniejsze pod słońcem. Inspiracją do napisania tej książki stało się ciche, niezauważalne dla kogoś patrzącego na życie powierzchownie wydarzenie z autobusu nr. 12 w moim rodzinnym mieście Toruniu, także ciekawa tajemnicza dzielnica na Rudaku, kryjąca obiekty historyczne, przejmująco przemawiające do wyobraźni i ducha. Tak więc dziesiątego października 2018 roku spóźniłam się na autobus 12, którym jeżdżę najwyżej dwa razy w roku do przychodni specjalistycznej, musiałam zaczekać na kolejny, ale gdyby nie to, nigdy nie ujrzałabym młodziutkiego chłopaka z dłuższymi związanymi z tyłu włosami, chłopaka o twarzy Jezusa. Nie zauważyłabym też zegara bez wskazówek, zardzewiałego zegara z umarłym czasem, oraz historycznego schronu, działającego podobnie jak ten zegar-widmo na wyobraźnię. Książkę miałam w tej jednej jedynej chwili prawie całą w głowie! Zawsze tak piszę. Owszem, chciałam napisać jeszcze tą jedną, ostatnią książkę, wiedziałam świetnie o jakich wartościach ma ona być, ale potrzebowałam akcji, bohaterów i oni się pojawili. Piszę ONI, nie ON, ponieważ bohater był jeszcze jeden, a właściwie bohaterka… Otóż umówiłam się tuż przed świętami Bożego Narodzenia z moją koleżanką Gosią i wracałam wieczorem po odwiedzinach do domu. Było ciemno, spóźniłam się na autobus, jak wtedy. Musiałam odczekać dwadzieścia minut na kolejny, ale warto było, i to jak! Czekając na przystanku poprosiłam moją niezawodną św. Ritę o pomoc w pewnej sprawie nie dotyczącej mnie, tylko kogoś. Autobus nadjechał. W pomoc Rity wierzyłam bezgranicznie, ale nie spodziewałam się, że… spotkam ją poniekąd już w autobusie! Autobus był kompletnie pusty, tylko ja i ...siostra zakonna w czarnym habicie, jak św. Rita. Siostra wstała po jakimś czasie i zmierzała do wyjścia z autobusu. Chwyciła dłonią odzianą w czarną rękawiczkę za pionowy uchwyt i...moim oczom ukazał się wizerunek wyhaftowanej na rękawiczce czerwonej róży z zielonym listkiem — symbol św. Rity, oraz mały napis: Święta Rito naucz nas kochać! No cóż… Ta święta odpowiada w sposób niewyobrażalny, często natychmiastowy, dała tą scenką znak, że przyjęła moje zgłoszenie o pomoc dla osoby, o którą prosiłam, a jednocześnie otrzymałam kolejną scenkę do książki! Jeśli chodzi o moje doświadczenia duchowe na falach subtelnych, oraz na tych zwykłych falach jawy, to bardzo znów poszły do przodu. Każde z najbardziej niewiarygodnych doświadczeń duchowych Tessi jest moim osobistym doświadczeniem powstałym już po napisaniu mojej autobiografii i wszystkich innych książek. Jedynym „błędem” postrzegania z mojej strony pozostaje fakt, że szłam przez życie i pisanie z przekonaniem, iż większość ludzi przeżywa stany i doświadczenia przynajmniej w jakimś stopniu podobne moim, niestety, większość ich nie przeżywa, są tacy, którzy nawet nie wierzą mi, sami żyją „powierzchownie, zewnętrznie” i nawet nie chcą tego zmieniać, a ja nie chcę ich oceniać. Ja szanuję ich w ich fizycznym przeżywaniu życia, zaś oni mnie w moim duchowym niestety, nie zawsze. Piszę więc dla tych, którzy są ciekawi, otwarci i chcą coś zmienić, otworzyć się na głębię ducha i współpracę z Niebem. Cóż...Nie dziwię się tym pierwszym, ja z kolei nie mogę pojąć, że można nie mieć podobnych przeżyć, ale muszę się z tym pogodzić i dodać swej ocenie innych ludzi odrobinę pokory więcej. Chciałabym jeszcze podziękować w tej książce wszystkim, którzy bardziej lub mniej świadomie przyczynili się do jej powstania, a więc między innymi koleżance Gosi za naszą niezapomnianą wyprawę z aparatem fotograficznym na toruński Rudak do tajemniczej dzielnicy z zegarem bez czasu i schronem-hangarem, za zdjęcia, za obecność. Także na moje podziękowania bardzo zasługuje miły i uprzejmy pan Michał Kadlec, autor niezwykłego bloga „Po Toruniu”, który użyczył mi kilku swoich fotografii z wnętrza Schronu-Hangaru Wschodniego i fotografii muru, oraz udzielił kilku cennych wskazówek dot. zdjęć. Polecam wszystkim gorąco ten wspaniały blog pana Michała, jako jego autor charakteryzuje się pan Michał umiejętnością bardzo trafnego wyboru niezwykle ciekawych miejsc, obiektów wartych utrwalenia i przedstawienia ludziom. http://potoruniu.blogspot.com/p/info.html

Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi wszelką informacją, czy po prostu ze mną byli i są w tym codziennym życiu, wszystkim, z którymi prowadziłam przez lata bardzo twórcze dla mnie dyskusje, rozmowy, wszystkim którzy czytają lub dopiero przeczytają moje książki. Dziękuję z góry panu Darkowi i wszystkim powiązanym ludziom, którzy przyczynią się do powstania płyty z utworem muzycznym z moim własnym tekstem, czyli późniejszy załącznik do książki.

Cierpienie, próba i wytrzymałość Tessi były wyliczone odmierzone, odważone, przekalkulowane z dokładnością co do jednego atomu przez Boga, bo ON nigdy nie nałoży na nikogo więcej, niż ten ktoś jest w stanie znieść. Jaki Bóg zajmuje się Z ZEWNĄTRZ, Z ODDALI, kwadrylionami istnień ludzkich i nie tylko ludzkich na przestrzeni czasu? ALBO BÓG ZMYŚLONY, ALBO BÓG POJMOWANY PRYMITYWNIE, ALBO… BÓG, KTÓRY JEST W NAS, W SWOICH STWORZENIACH I W CAŁYM SWOIM STWORZENIU OD WEWNĄTRZ I JEDNOCZEŚNIE TAKŻE ODGÓRNIE STERUJĄC WSZYSTKIM! I od tego momentu wszystko powinno być dla każdego jasne! Bóg jest matematykiem, chemikiem, fizykiem, biologiem, lekarzem, psychologiem, astronomem, kreślarzem, scenografem, filmowcem, poetą, malarzem, po prostu geniuszem i artystą! To dlatego masz „policzony każdy włos na głowie”, bo Bóg jest także w tobie od wewnątrz! W każdej twojej tkance, w każdym atomie! Będzie wielu takich, którzy odrzucą moją twórczość z powodu...Jezusa Chrystusa. Jeśli ktoś mnie z Jego powodu wyśmieje, to ja będę z tego powodu dumna, nic ponad to nie mam do powiedzenia, pozostałym życzę miłej, owocnej lektury. „Jesteś bezczelna, albo… święta”. Oto słowa, które usłyszałam od kogoś, kto dowiedział się o moich przeżyciach duchowych, wiedzy, doświadczeniu, postrzeganiu, pojmowaniu. Moja odpowiedź: nie dodałam ani jednego słowa do tego, co faktycznie przeżywam i o tym wie Bóg, kiedyś się z tego rozliczę, więc jestem spokojna, zaś do świętości mi daleko, mam wiele wad, niedoskonałości charakteru, z wieloma problemami sobie nie radzę. I nie piszę tego „pod publiczkę”, aby krytyką własnej osoby zaskarbić sobie czyjeś względy. Na szczęście wielu wokół takich, którzy świetnie wiedzą o czym piszę opisując moje przeżycia, doświadczenia. Z takimi właśnie dzielę się tym wszystkim, gdyż sami doświadczają w takiej czy nieco innej formie podobnych stanów, a przynajmniej wiedzą, o co chodzi, zaś wszystkim pozostałym przedstawiam i proponuję to wszystko od podstaw, wierząc, że komuś będę pomocna, a przez to spełnię swoją życiową misję i niech tak się stanie. Odebrałam i odbieram już pierwsze podziękowania, niektóre bardzo wzruszajace, pytania, prośby, dotyczące mojej twórczości i niech ona wszystkim otworzy, przybliży to, czego nie dały im być może inne źródła. Dodam jeszcze, że książka nie ma na celu TYLKO przedstawienia niezwykłych przeżyć duchowych. Opisuje przede wszystkim tragiczne losy bohaterki, przemieniane przez Boga, którego ona najpierw obraża, odrzuca, potem przeprasza i błaga o pomoc.

Będą tacy, którzy odrzucą moją twórczość, pogardzą nią, celowo zademonstrują odrzucenie poprzez nie przeczytanie z powodu moich darów, jakie otrzymałam od Boga już na życiowym starcie, a które oni poddają w wątpliwość z czystej zawiści. Wiem też, że niektórzy odrzucający moją twórczość, odrzucają ją tylko z tego powodu, że to właśnie JA, a nie ktoś inny przez nich poważany, jestem tą obdarowaną duchowymi darami autorką i zignorują mnie nawet, jeśli książki zostały im przeze mnie podarowane. Ja zawsze wtedy myślę o tych, którzy mnie docenili i sami przez to coś zyskali, ja zaś zawsze mogę od nich dowiedzieć się ciekawych rzeczy w sprawach, w których to oni są tymi „wybranymi”. Wszystkim takim osobom jeszcze raz dziękuję, zaś tym pierwszym odpowiem mimo wszystko, a może zwłaszcza po chrześcijańsku: niech Wam wszystkim Bóg błogosławi i przytoczę coś z ewangelii św. Łukasza.


Słowa Ewangelii według świętego Łukasza


Jezus zeszedł z dwunastoma Apostołami na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu.

A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:

«Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.

Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.

Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.

Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.

Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.

Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.

Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.

Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem ojcowie ich czynili fałszywym prorokom»./Autorka/

Ekstremalny stres

„Kiedy człowieka ogarnia panika, jest jakby nieobecny. Mózg blokuje wszelkie działanie. Znika groza i przerażenie. Pozostaje tylko dziwna niemoc, bezsilne poddanie się wydarzeniom. Uczucia i emocje znikają, człowiek wpada w otchłań, gdzie wszystko dzieje się poza nim. "/P. Coelho/


„A potem odzianemu w purpurę Jezusowi żołnierze włożyli na głowę koronę cierniową. Upleciona z miejscowych krzewów o kolcach długich na kilka centymetrów została mocno, ze złością, wciśnięta na Jego skronie. Teraz rozpoczęło się kolejne bicie i poszturchiwanie, które dosięgało głowy, a więc ostre kolce wbijały się jeszcze głębiej. Do czego można porównać ból przeszywający dobrze unerwioną skórę głowy? Przypomina rażenie prądem? Fizjolodzy wyliczają, że to miejsce, które jest również dobrze ukrwione, na jednym centymetrze kwadratowym posiada aż 140 punktów wrażliwych na ból. Pamiętajmy, że Jezus był już bardzo wycieńczony. Nie jadł przez wiele godzin, a przede wszystkim był spragniony — nie pił w upale przy postępującym odwodnieniu organizmu i upływie krwi. Miał za sobą ciężką, bezsenną noc w ogrodzie oliwnym.


Opuszczony i zdradzony, staczający duchową walkę z samym sobą, targany niepokojem modlił się i płakał. Bał się śmierci. Z relacji świadków dowiadujemy się o krwawym pocie, jaki właśnie wtedy pojawił się na Jego ciele. Pisze o nim ewangelista Łukasz, który sam był lekarzem. Czym jest ów tajemniczy pot o tak niezwykłym zabarwieniu? Może go wywołać ból fizyczny bądź lęk psychiczny przekraczający wytrzymałość człowieka. Wtedy pękają drobne naczynka krwionośne znajdujące się w skórze. Tak było w przypadku Jezusa, którego obezwładnił stres.


— Gdy wspominamy śmierć Chrystusa i ogarniamy szczegóły Jego męki, samo narzuca się przekonanie, że intensywność dolegliwości fizycznych była bliska ekstremum — mówi dr Szczepan Cofta. — Że zasadniczo trudno wyobrazić sobie większą udrękę w jakiejkolwiek z ludzkich sytuacji zdrowotnych. Dla mnie osobiście to ekstremum Męki jest jednym z ważnych dowodów bliskości, jaką Syn Boży mógł ofiarować człowiekowi. Zanurzył się w najgorszej wyobrażalnej sytuacji cierpienia. W takiej sytuacji nawet w największej opresji żaden cierpiący człowiek nie powinien się czuć niezrozumiany, opuszczony.


/Materiały Serwisu Chrześcijańskiego, Witryny Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych, Przewodnika Katolickiego, How did Jesus die? Christian Answers.Net/

Danuta Pawlicka

Głos Wielkopolski

Strażnik magicznych kłódek

Starszy człowiek w odzieniu kloszarda, w wersji jednak raczej czystej i jeśli nie pachnącej, to przynajmniej nie śmierdzącej i to z całą pewnością, często widywany był w mieście przy miejscowym małym mostku. Był jakby typem wiecznego włóczęgi — filozofa. Balustrada mostku uginała się pod ciężarem …kłódek, przynajmniej tak to wyglądało z powodu ich nadmiaru, a pomyśleć tylko, że zaczęło się od jednej, tej pierwszej… Kłódkom groziła ewakuacja do haniebnego jak na całą sprawę miejsca, do miejsca ich „kaźni’, na złomowisko. Strażnik kłódek nie mógł przecież na to pozwolić, aby ta pierwsza kłódka, ta najważniejsza, zginęła tragicznie na złomowisku, gdzie sam dostarczał i sprzedawał znaleziony złom. Złom to złom, zaś takie kłódki, to była dla niego świętość! Był świadkiem od samego dosłownie początku, jak zakochane pary zawieszały na mostku swój metalowy dowód miłości, zamykały go kluczykiem i kluczyk wrzucały do płytkiej dość wody w strudze… Miasto posiadało wprawdzie inny, wielki most o znaczeniu krajowym, europejskim i piękną rzekę Wisłę, jednak pary wybrały akurat to miejsce. Czuł się opiekunem tych kłódek, ich właścicieli i ich uczuć. Para, która przyszła tu kiedyś jako pierwsza, miała ze sobą bardzo charakterystyczną kłódkę. Nie była to kłódka nowa, mała, lekka, taka wprost ze sklepu, na dodatek imiona miała nieco niezdarnie wydrapane gwoździem na swej powierzchni. Ta kłódka rozpoczęła historię wszystkich następnych na tym mostku. Była ogromna, bardzo ciężka, pochodziła z osiemnastego lub dziewiętnastego wieku, miała na sobie wzór jaszczurki i trzy kluczyki. Kłódki zakochanych, te ze specjalnego sklepu, z pięknym laserowym grawerem mają pewnie jeden kluczyk, ta wielka, antyczna miała trzy. Jakby mówiła nie o dwóch osobach, czyli jednej parze, ale o trzech osobach, a więc może o jednej parze i trzeciej osobie? Kiedy klucze od tej historycznej, tajemniczej nieco pierwszej kłódki utonęły w strudze, starszy człowiek zrobił rzecz co najmniej dziwną. Natychmiast po odejściu młodej pary wyłowił je ze strugi, zdążył cudem i schował je w przepastnej kieszeni swego płaszcza...Nie potrafił odpowiedzieć samemu sobie, dlaczego tak postąpił, być może nawet siebie samego o to nie zapytał. Czuł, że coś lub KTOŚ nim kierował. Klucze nosił w kieszeni lat kilka. Kiedy kłódkom na poważnie zagroziło złomowisko, starszy człowiek przy oświetleniu jedynie księżyca w pełni stanął na mostku, wydobył z namaszczeniem klucze z głębi kieszeni i powolnym, dostojnym ruchem włożył jeden z nich w antyczną kłódkę. Po chwili charakterystyczny dźwięk oznajmił, że oto kłódka została otwarta. Starszy człowiek tkwił tak przez chwilę w bezruchu, po czym zdjął ciężką kłódkę z balustrady mostku i cięższy o wagę uratowanego przedmiotu przepadł w ciemnościach… Teraz miał i kłódkę i klucze. Teraz był w posiadaniu całości czegoś, co dopiero w momencie wybranym przez los, bardziej pewnie przez Boga wreszcie przemówi i odkryje swoją historię w wyższym, ważnym celu...Starszy człowiek oczywiście nie miał o tym pojęcia, kłódką zaopiekował się bardziej z powodu jakiegoś niejasnego przeczucia, lub sentymentu do niej, była przecież pierwszą na tym mostku, a on wprawdzie z oddali, ale jednak widział parę, która ją zakładała i która wrzuciła klucze do strugi. Podświadomie raczej czuł, że on musi być jej strażnikiem, zaś przy okazji także strażnikiem wszystkich kolejnych, jednak już bez takiego przywiązania do nich. Kolejne były kłódkami zwyczajnymi, nowymi, wprost ze sklepu, z pięknym grawerem imion par. Ta pierwsza przebiła wszystkie następne pod każdym względem, zdawała się przyglądać wszystkim kolejnym, jakby trochę z góry, nisko oceniając ich znaczenie. No bo czy świeżo wyprodukowana automatycznie, maszynowo, hurtowo, kłódka z laserowym grawerem mogła mieć duże znaczenie? Może i miała, jednak ta antyczna, wykonana przed wiekiem lub dwoma przez kowala, zahartowana w ogniu, pamiętająca sękate spracowane dłonie autora swego żywota była wśród nich królową! Taką kłódkę mogła zawiesić tylko para wyjątkowa, świadoma lub nie swej wyjątkowości… swego przeznaczenia napisanego przez Boga…

Jak uderzenie pioruna…

Po czasie…

Trzydziestego grudnia świat żył już właściwie tylko atmosferą nadchodzącego szybkimi krokami Sylwestra. Ruch w hipermarketach, odłożone na ostatnią chwilę pospieszne wizyty w sklepach z elegancką odzieżą, prawdziwy nalot na salony fryzjerskie i kosmetyczne, wielkie zamówienia w cukierniach… Dzień to był dziwny w swej kolorystyce, bowiem kolor nieba stał się różowo-żółty, słońce zaś przygaszone, niczym w stanie zaćmienia. Kolor nieba rzutował na wygląd śniegu, który przybrał podobny odcień zarówno na zasadzie odbitego światła, jak i za przyczyną opadających z nieba cząsteczek pustynnego piasku… Tak… Daleka Sahara wysłała tu do Europy, do Polski drogą powietrzną swoich posłańców — kwadryliony ziaren piasku, jakby zaproszenie dla kogoś, kto ma wybrać się na prywatną „pustynię” swego życia, podobnie do biblijnego Eliasza… Wyprawa Eliasza kończy się wielkim wyjściem z groty osamotnienia, w której dokonała się jego transformacja. Czy osoba, po którą pustynia wysłała piaskowych posłańców też zakończy swoją wyprawę wielkim wyjściem z groty? Czy może zastygnie w niej w obezwładniającym bólu, strachu, w obłędzie, niemym krzyku, ekstremalnym stresie co zabija?


Trzydziesty pierwszy grudnia…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 38.04
drukowana A5
Kolorowa
za 65.55