E-book
10.92
drukowana A5
25.46
Salazar

Bezpłatny fragment - Salazar

Ostatnie rządy Salazara


5
Objętość:
123 str.
ISBN:
978-83-8245-505-2
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 25.46

Prolog


Często miałem wrażenie, że śmierć czeka na mnie tuż za rogiem, były momenty gdzie celując do kolejnego chuja niszczącego cudze lub moje życie zaciskała moją szyję pętla, była śmierć, która odpuszczała mi i luzowała ucisk zawsze gdy już kogoś zabiłem.

Najgorszym momentem był moment gdy siedziałem w samochodzie jadąc na rozlew krwi, wtedy moje myśli sprowadzały mnie na ziemię, co zrobi moja rodzina gdy zginę? Jak poradzi sobie moja ukochana żona beze mnie i czy moja najstarsza córka jest gotowa na przejęcie mojego interesu.Nigdy nie zastanawiałem się jak zginę i z czyich rąk.

Teraz gdy celuję w skroń jakiegoś dupka, który zaszedł mi ostro za skórę zastanawiam się czy śmierć boli, co czuje człowiek odchodzący z tego świata? czy jest świadomy tego co się stało czy tylko jak kawał mięsa leży na ziemi i patrzy martwymi oczami na swojego oprawcę. Gdzie wędruje nasza dusza i czy ona istnieje? Jestem z wyboru ateistą, nie wierzę w żadnego Boga, aniołki i inne duperele, obchodzimy święta tylko ze względu na moją żonę, ona dostaje pierdolca przed Bożym Narodzeniem, wybiera prezenty dzwoni do córek i pyta o ich wymarzony prezent na gwiazdkę, pół dnia siedzi z gosposią w kuchni i robią tyle jedzenia, że dzieci z trzeciego świata miałyby miesiąc wyżerki, ale chyba zmieniam temat co? Od śmierci do Boga przecież jest już tak blisko, przy mnie sam Lucyfer to święty Aniołek, mam na sumieniu kilkaset osób a na swoją obronę mam tylko tyle, że sobie zasłużyły. Mam tylko nadzieję, że moja żona pochowa moje prochy w ogrodzie albo postawi urnę w salonie nad kominkiem bo jak przyjdzie jej do głowy pochować moje ciało na cmentarzu to uwierzcie mi cmentarz spali się i zostanie po nim tylko napis, że tu w tym miejscu taki obiekt się znajdował. Naciskam spust i widzę te pierdolone martwe oczy patrzące na mnie ja pierdole ciekawe co on czuje?…


Alberto Salazar

Ostatni ruch łopatą i ten skurwiel wącha kwiaty od spodu. Już po wszystkim, już kurwa po wszystkim. Nie ma już nikogo w Marbelli kto by mógł zakłócić spokój mnie, mojej rodzinie i moim interesom. Myślał, że może mnie okradać i szantażować, że doniesie psom? ostrzegałem a żeby to raz, żeby wycofał się i przestał węszyć, nie docierało i takie są skutki wpierdalania się w nie swoje sprawy.

A teraz się wam przedstawię nazywam się Alberto Salazar, mieszkam od lat w Marbelli gdzie stałem się ikoną tego miasta, jestem największym i najlepszym biznesmenem hotelowym, wręcz mogę powiedzieć, że gigantem w tej branży, mam udziały w branży spożywczej, monopolowej i oprócz tego prowadzę nadmorski bar ”Del Veterano”, który zarabia na siebie dopiero w sezonie gdy turyści z całego świata odwiedzają najpiękniejsze miejsce w Hiszpanii.

Nie należę do grzecznych mężczyzn i w swoich interesach jestem w stanie posunąć się do wszystkiego, pójdę każdą drogą jeśli ona przyniesie mi ogromne zyski, nawet jeśli to droga po trupach a najczęściej tak właśnie jest.

Większa część mojego dobytku to legalny biznes a niewielka część to biznes o którym wolałbym głośno nie mówić.

— Panie Salazar zadanie wykonane, szczerze? Nawet się kurwa nie zmęczyłem czyli albo załatwi mi pan zajebanie kogoś i wykopanie dla niego dołka albo będę musiał przebiec z trzydzieści kilometrów — powiedział podchodząc do mnie Diego z kąśliwym uśmiechem, otarł ręką swoje czoło, które faktycznie było bez potu, skinąłem w jego stronę głową i odpaliłem papierosa ta robota mnie wykończy, psychicznie i fizycznie.

— zacznij kopać głębsze doły to się bardziej zmęczysz-odpowiedziałem śmiejąc się a on zmarszczył nos i dodał do mnie po chwili

— Panie Salazar za godzinę mamy do odebrania przesyłkę może wtedy spale jeszcze jakieś kalorie-zatarł ręce i cieszył się jak dziecko

— pamiętam! Mam nadzieję że Katarczycy wywiązali się z zamówienia i nie popełnią błędu z przed tygodnia za dużo mam do stracenia-powiedziałem ostro a Diego tylko się uśmiechnął bo wiemy oboje, że gdy zostaje popełniony błąd, trzeba będzie pojechać do Kataru i zajebać kilku ludzi i odzyskać to co należy do mnie!

Wyjebałem już sporo gotówki na to zamówienie. Należy mi się to co zamówiłem a w razie niepowodzeń Diego będzie zadowolony.

— Panie Salazar samochód jest gotowy do drogi-powiedział do mnie szeptem Tadeo, mój zaufany od lat kierowca, zaczynał u mnie jako prawa ręka do zabijania na zamówienie, pewnego dnia oznajmił mi, że to nie dla niego i zaproponował, że będzie mnie woził po całym świecie-zapraszam-otworzył drzwi i gestem ręki zaprosił mnie do środka. Poczekałem jeszcze chwilę przyglądając się Diego, który zmieniał zakrwawione ubrania na czyste i obaj wsiedliśmy do samochodu.

Jechaliśmy jakieś pięć minut i nagle Diego wypalił

— ej ej panie kierowco zatrzymaj pan auto muszę pozbyć się tego dziadostwa-wskazał na brudne ubrania a Tadeo posłusznie zatrzymał samochód na poboczu

— jeśli nie macie nic przeciwko to jeszcze siknę za krzakiem, pęcherz mam już wielkości piłki-w biegu wysiadł z samochodu. Oczekiwałem od niego odrobinę przyzwoitości, w biegu spalił spalił ubrania po czym wyciągnął fiuta i na widoku oddał mocz, pierdole wychowałem neandertalczyka.

— panie kierowco możemy jechać dalej-usiadł obok mnie, miał przyspieszony oddech, sikanie musiało go ogromnie zmęczyć.

— następnym razem nie machaj mi fiutem przed oczami, nie wszyscy musimy go oglądać-skarciłem go a ten wybuchnął śmiechem.

— panie Salazar, musiałem panu pokazać, że mam jaja, porządnego fiuta i zasługuje na pracę u pana-śmiał się idiota co i mnie trochę rozbawiło.

— u mnie nie robi się kariery przez łóżko a wielkość fiuta nie ma dla mnie znaczenia a że masz jaja to wiedziałem od początku.

Od paru miesięcy myślę tylko o tym, żeby na chwilę zrezygnować z tego szaleństwa i przekazać pałeczkę mojej ukochanej córeczce, chciałbym odpocząć od tego syfu i spędzić wakacje z Clarisą, po drodze przypomina mi się, że muszę zadzwonić do mojego księgowego i przypomnieć mu o umówieniu spotkaniu u prawnika, wyciągam telefon z kieszeni skórzanej kurtki i wybieram jego numer

— dzień dobry panie Salazar-słyszę po jednym sygnale

— Emiliano zadzwoń do prawnika i notariusza umów na jutro spotkanie i dopytaj czy są już gotowe dokumenty dla Marceli zależy mi na czasie-rozłączyłem połączenie i sięgnąłem po piersiówkę.

— o tak tego mi było trzeba-rozkoszowałem się smakiem szkockiej, którą przemycam w marynarce przed żoną, Clarisą zapewne zapisałaby mnie do Anonimowych alkoholików ale ja muszę się napić, przeżywam za duży stres i ciąży na mnie presja

— Diego mam dla ciebie zadanie, wymagać ono będzie od ciebie poświęcenia-jego wzrok gdyby mógł to by mnie zabił, domyślał się o co mogę prosić- po odebraniu przesyłki pojedziesz ze mną do biura i podejdziesz na dział Lety Ferrer, wydasz jej polecenie przygotowania oświadczenia do prasy o przekazania mojego dobytku w ręce Marceli- Leta to najlepsza przyjaciółka mojej córki, znają się od lat, Diego z tego co mi wiadomo miał z nią romans ale szczegółów nie znam i ogólnie chuj mnie to obchodzi co między nimi zaszło.

— bez obrazy ale nie mam ochoty tam iść i czuję, że to zadanie to jest kurwa po złości-obraził się jak malutkie dziecko.

— Diego to nie jest kurwa prośba!!! wykonaj polecenie chyba, że to dla ciebie za trudne pamiętaj, że Vicent tylko czeka aż ci się noga powinie! -krzyknąłem głośniej, nienawidzę sprzeciwu -jesteś kurwa facet czy pizda?! jeszcze dziesięć minut temu pokazywałeś, że masz jaja i fiuta do tej roboty.

— a pan mówił dziesięć minut temu, że nie ważne jaki mam rozmiar fiuta i że nie liczą się jaja a teraz nagle są takie ważne? Ale oczywiście!!! zajebiście!! -wymachiwał ze złością rękoma- oczywiście zrobię to, bo po moim trupie jebany Vicent dostanie moją posadę!!!

On się nigdy nie nauczy, że ja zawsze dostaję to co chce.

Diego jest dla mnie jak rodzony syn, zawsze marzyłem by mieć syna ale niestety nie było mi dane go mieć. Mój syn miał być moją wisienką na torcie, spełnieniem marzeń i dziedzicem rodu Salazarów. Diego miał trudne dzieciństwo, dużo mu pomogłem i gdyby nie ja skończyłby pewnie w poprawczaku.

Droga do portu przy którym miała czekać na nas moja ukochana córeczka trwała czterdzieści minut

— czerwona strzała już stoi-wskazał palcem na stojącego na parkingu Mercedesa GLC CUPE w kolorze krwi, krew to ulubiony kolor Marceli Salazar.

— za te papierosy to jej kiedyś łeb ukręcę! -nie mogę oswoić się z myślą, że moja córka jest już dorosła i pozwala sobie na palenie papierosów przy swoim ojcu, Pamiętam jak Clarisa przyniosła Marcelę zawiniętą w różowy kocyk w jednorożce, była taka malutka, bezbronna i piękna, moje serce skradła bez dwóch zdań. Odczekałem parę tygodni aż żona dojdzie do siebie po porodzie i podjąłem z nią najważniejszą rozmowę.

— kochanie wiesz czym się zajmuję, wiesz jak ważne jest przekazywanie imperium z pokolenia na pokolenie, oczekiwałem syna, który będzie dziedzicem, muszę być przygotowany, nie mogę czekać na syna-plątałem się wtedy jak dziecko

— chyba żartujesz!!! to jest mała dwumiesięczna dziewczynka a nie rozbójnik z pistoletem! Zapomnij Alberto! -krzyczała była wściekła

— Clarisa- trzymałem ją za ramiona-ja zacznę przygotowywać ją do pracy za siedem lat jeśli w tym czasie nie urodzisz mi syna to Marcela przejmie interes a jeśli urodzisz mi drugą córkę będziesz mogła zrobić sobie z nią co chcesz.

Po paru latach prób zajścia w ciąże Clarisa urodziła mi drugą córkę Dolores

— Marcela jest moja i będzie pracowała dla mnie a ty zajmij się Dolores i wychowuj ją jak chcesz.

Podział był bardzo widoczny, Marcela po szkole musiała się uczyć i być najlepsza w tym co robi, co roku jej świadectwo miało wyróżnienie, miałem wobec niej bardzo wysokie wymagania, uczyłem dziewczynę pewności siebie i ciężko pracowała na moje uznanie, natomiast Dolores mogła robić z wolnym czasie co tylko chciała, gówno mnie obchodziło co się z nią dzieje dla mnie liczyła się tylko Marci.

Tadeo zaparkował nieopodal samochodu córki, stała oparta o drzwi, miała na sobie czerwoną obcisłą sukienkę, podkreślała jej kształty, wysokie czarne szpilki, pasujące do kurtki skórzanej i torebki, ciemne okulary i pomalowane na czerwono usta, które w tym momencie wypuszczały z siebie dym papierosowy.

— Spóźniłeś się Tatku to nie w twoim stylu-powiedziała z grymasem i dmuchnęła mi prosto w twarz

— Pięknie wyglądasz kochanie, mówiłem ci już że palenie nie jest dla ciebie dobre-odgryzłem się z uśmiechem i pocałowałem ją w policzek. Diego na powitanie skinął głową.

— i kto to mówi największy palacz w całym kraju, po co kazałeś mi tu przyjechać? -spytała marszcząc swój malutki nosek. Nachyliłem się do jej ucha i wyszeptałem

— to bardzo delikatna sprawa, oczekuje od ciebie dyskrecji i zachowania zimnej krwi. Na pokładzie łodzi która za dziesięć minut tu przypłynie jest coś bardzo cennego, obserwuj mnie i nie zadawaj za dużo pytań-Marcela skinęła potwierdzająco głową, bywała ze mną na kilkunastu akcjach i zabijanie nie jej jej obce ale ta sprawa jest bardzo delikatna.

Łódź była punktualnie, na pokład weszliśmy we troje, ja, Marcela i Diego.

Kobus przedstawiciel The Katar Group poprowadził nas schodami w dół pod pokład, w wielkiej kabinie stało około czterdzieści beczek przykryte wiekiem.

Pod wiekiem znajdowały się ryby pokryte lodem, żeby nie wzbudzać podejrzeń przy kontroli celnej.

— Diego sprawdź! -rozkazałem a on ruszył do pierwszej wybranej przez siebie beczki. Wsadził swoją wielką łapę ale nie było tam nic oprócz ryb i lodu. Widzę wkurwienie w jego oczach,

— kochanie przygotuj się na przedstawienie-powiedziałem do córki i zaśmiałem się, w tym momencie Diego wpadł w szał, wywracał wszystkie beczki do góry dnem, nie pierdolił się w tańcu wyjebał wszystkie, podnosił je rzucał i kopał w stronę Kobusa

— gdzie jest kurwa towar?! -krzyknął, jednym ruchem podniósł Kobusa za koszulkę -mów kurwa gdzie jest towar albo to twoja ostatnia podróż.-rzucił Kobusa na ziemię i kopnął lewą nogą w twarz.

— Diego ja się nim zajmę a ty weź to co znalazłeś i przynieś mi na mostek-powiedziałem głośno, przeciągnąłem Kobusa na mostek statku.

Marcela w ciszy szła tuż za mną. Weszliśmy na mostek z całej siły jaką w sobie zebrałem rzuciłem nim o posadzkę, Marci pewnym krokiem podeszła do zalanego krwią Kobusa, podniosła go i posadziła na krześle, związała go kablem, jej oczy były przepełnione złością, daje sobie rękę uciąć, że jej tęczówki były przez chwilę czerwone.

— no no panie Kobus nie ładnie tak pogrywać z nami, gdzie jest moja broń? -zaczęła łagodnie może zbyt łagodnie.

— myślałeś skurwysynu, że oddamy ci naszą broń?! -patrzył na mnie- Jesteś w błędzie Al Durhan nie jest na każde twoje zawołanie-Kobus roześmiał się i plunął w stronę Marceli.

Córka podeszła w jego stronę i przyłożyła papierosa do jego oczu i napluła mu prosto w otwartą buzię.

— nigdy nie pluj w moja stronę Kobus! mów gdzie jest nasza broń albo wydłubie ci oczy i wyślę Al Durhanowi na śniadanie-Marcela złapała go za włosy i zaczęła za nie szarpać i wyrywać garściami.

— panie Alberto znalazłem tylko dwadzieścia sztuk gówna-powiedział Diego wchodząc na mostek-mów gdzie Al Durhan wysłał nasze zamówienie i dla kogo pracuje-dodał zwracając się do Kobusa.

— pojebało cię? Mam zdradzić Al Durhana? Kpisz sobie? Wiesz co on by mi zrobił gdyby się dowiedział, że go zdradziłem?

— a wiem co ja ci zrobię? Jeśli mi nie powiesz?,mów kurwa cierpliwość mi się kończy-krzyknął Diego

— nie zdradzę żadnych szczegółów, chcesz wiedzieć to

sam zadzwoń do Durhana.

— to teraz kurwa na własnej skórze poczujesz i dowiesz się dlaczego z nami się nie pogrywa! -powiedziała Marcela, patrzyła mu prosto w usta trzymając jedna ręką jego brodę. Z torebki wyciągnęła nóż i jednym ruchem przeciągnęła nim po twarzy Kobusa, zaczął się szarpać i ponownie opluł jej twarz z ironicznym uśmiechem.

— Kobus tylko na tyle cię stać?! Pluć w twarz kobiecie? Al Durhan wysłał taka pizdę do nas? nie miał nikogo lepszego? A może po prostu ciebie mu jest najmniej żal i pogodzi się bez opłakiwania z twoją nagła

śmiercią-powiedziała i dodała-spójrz na mnie Kobus i powiedz dlaczego nie dostaliśmy naszego zamówienia, bo za chwile stracisz możliwość podziwiania świata-zaśmiała się i zajęła się oczami mężczyzny, usiadła na niego okrakiem i na żywca pozbawiła go oczu.

Po czterdziestominutowych torturach jakie zadała Marcela Kobusowi zawołała Diego żeby zajął się ciałem, bez świadków, ruszyła szybkim krokiem, wzięła mnie pod rękę i opuściliśmy pokład łodzi.

— Marcela jestem pod wrażeniem, to co zrobiłaś, to jest kawał zajebistej roboty ale musisz być bardziej ostrożna, przeciwnika musisz dobrze poznać, znać każdy jego słaby punkt-objąłem córkę -nie nauczyłem cię tylko jednej rzeczy wiesz jakiej? — pokręciła głową -nie nauczyłem cię negocjacji i rozmowy z wrogiem, od razu przechodziłem do czynów i robisz to samo, mam trochę żal do siebie bo są rzeczy, które mimo wszystko można rozwiązać rozmową-pocałowałem córkę w czoło i oboje odpaliliśmy papierosa-Marcela pamiętaj jeszcze jedno czasem nie warto brudzić sobie rąk masz Diego, Victora, Vita i Vicenta- usiadłem obok niej na murku.

— tatku! Wiem ale chciałam udowodnić tobie, że jestem gotowa zająć twoje miejsce w firmie, ciężko pracowałam przez lata u twego boku, musisz mieć pewność, że nigdy cię nie zawiodę-powiedziała dumnie i dodała-tatku?!dyrektor Salazar Hotels Marcela Salazar brzmi dumnie prawda? -uniosła głowę i zaciągnęła się papierosem.

— do zobaczenia kochanie, czekaj na telefon ode mnie, myślę że jeszcze dziś wieczorem się dowiem o terminie u notariusza i prawnika-pokiwała głową wsiadła do samochodu i odjechała, pomogłem wsadzić ciało Kobusa do bagażnika i opuściliśmy tereny portu.

— Diego kogo mamy w Katarze? -zapytałem, mężczyzna chwilę pomyślał i odpowiedział

— Pedro i jego ludzie maja kryjówkę pod Ad-Dauha-

wyciągnąłem telefon i wyszukałem w kontaktach Pedro, mojego szwagra o którym kompletnie zapomniałem.

— Pedro, Al Durhan i jego ludzie zrobili nas w chuja mamy dwadzieścia sztuk jakiegoś gówna, jutro z samego rana dołączy do ciebie kilku naszych ludzi zróbcie porządek z Al Durhanem- wydarłem się do słuchawki po czym dodałem-ja też przyjadę ale dopiero po przekazaniu firmy muszę jeszcze zadzwonić do Vita, żeby załatwił ochronę Marceli i Clarisie

— Oczywiście Alberto, przyjąłem, ochrona przyda się również Dolores, nie wiadomo jak daleko posuną się ludzie Durhana w zemście na nas. Połączenie zostało zerwane, faktycznie jeszcze ochrona dla Dols, totalnie zapomniałem o tej dziewczynie.

Po paru godzinach zadzwonił telefon

— za parę tysięcy Riali kupiliśmy ludzi Durhana, którzy byli tak wspaniałomyślni i pomocni, że podłożyli podsłuch w jego biurze, mamy kontrolę nad wszystkim-Pedro jest nieoceniony, to kuzyn mojej ukochanej żony, pragnął wielkiej kasy, sławy i pławienia

się w luksusach, parę lat temu poznał córkę szejka i postanowił przenieść się do Kataru, dzięki temu poszerzyły się horyzonty, nie tylko dla niego ale także dla mnie.

— dobra robota Pedro! Z samego rana biorę ludzi i lecę do Kataru.

Pedro jest niezawodny, często krok przede mną, podsłuch? jestem z niego cholernie dumny.

Diego zajął się ciałem Kobusa, wykopał dla niego piękny głęboki dołek, w tym czasie wróciłem z Tadeo do rezydencji. Moja żona leżała na kocu niedaleko basenu i czytała jakaś badziewną książkę z happy endem, podszedłem do niej od tyłu i wyszeptałem do ucha

— jesteś taka piękna, tęskniłem za tobą chodźmy na górę-mówiłem do niej całując jej ramiona a ręce powędrowały na piersi, są idealne, okrągłe na sam ich widok maszt stoi mi w gaciach

— Alberto nie chce stracić córki oni są niebezpieczni, całe życie martwiłam się o twoje życie teraz dojdzie mi jeszcze zamartwianie się o Marcelę-powiedziała nieco zmartwiona, ja pierdole znowu się zaczyna a myślałem, że po prostu uda mi się ją zabrać na górę i spędzić przyjemny wieczór

— Clariso obiecuje ci kochanie, że włosek z jej

pięknej główki nie spadnie, a teraz nie karz mi czekać muszę iść z tobą na górę bo jeszcze chwila a jaja mi wybuchną-uśmiechnąłem się zawadiacko, wziąłem żonę na ręce i zaniosłem ją do sypialni.

— kocham cię Alberto-wyszeptała mi do ust

— jesteś najpiękniejszą i jedyną kobieta w moim życiu, oddał bym za ciebie życie moja Clariso, możesz być po dzisiejszym dniu dumna z naszej córki, poradziła sobie z kolesiem jak z obraniem jabłka- nie potrzebnie dodałem to zdanie bo na twarzy żony zobaczyłem malującą się wściekłość.

— kochanie nie denerwuj się ona sobie poradzi jest naprawdę w tym dobra a za parę lat nawet lepsza ode mnie-nogą popchnąłem drzwi sypialni i rzuciłem Clarisę na łóżko…


Marcela Salazar

Nie mogłam spać pół nocy po telefonie ojca, denerwowałam się a jednocześnie całe życie czekałam na ten dzień! Było po szóstej, wskoczyłam w sportowe ubrania i poszłam pobiegać, gdy biegam mój umysł się wyłącza, uspokajam się, wyciszam i napawam pięknym porankiem.

Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic, nałożyłam delikatny makijaż, który zawsze podkreślam czerwoną szminką, w samej bieliźnie podeszłam do szafy, długo mi zajęło wybranie odpowiedniego stroju, wybrałam sukienkę na grubych ramiączkach z dekoltem, sukienka była na tyle obcisła, że moja pupcia delikatnie odstawała

— gotowa jesteś panno Salazar na przejęcie firmy? -zapytałam swojego odbicia w lustrze i puściłam do siebie oko.

Po dwóch godzinach złożyłam ostatni podpis na akcie notarialnym potwierdzającym, że wszystko co należało do mojego taty należy teraz do mnie sieć hoteli, akcje, restauracja przy hotelu i bar przy plaży z widokiem na Morze Alborańskie. Podeszłam do mojego ukochanego tatusia, przytuliłam go mocno i wyszeptałam do ucha

— dziękuję tato za zaufanie, nie zawiodę cię nigdy w życiu i jak tu stoję obiecuję, że będę dbać o firmę jak o mojego Mercedesa, czyli jak się domyślasz bardzo-puściłam do ojca oko

— kochanie pokazałaś mi już dawno temu, że zasługujesz na noszenie naszego nazwiska a teraz cały dobytek, który należał do mojego dziadka, potem ojca i mnie należy do ciebie i jest w twoich rękach, dbaj o niego a przyniesie ci sporo korzyści, musisz pamiętać jeszcze jedno kochanie, zasłużyłaś na to swoją ciężką pracą, nigdy nie miałaś niczego podanego na tacy, to wyłącznie twoja zasługa a jeśli chodzi o wczorajsze wydarzenie to tylko upewniło mnie, że dobrze robię mimo, że Clarisa nie jest z tego zadowolona bardzo się o ciebie martwi, pojedź do niej ona cie potrzebuje, dawno u nas nie byłaś a wiesz jak to matka, odchodzi od zmysłów i oskarża mnie o sprowadzenie ciebie na złą drogę.

— a ty nie jedziesz ze mną? -zapytałam zdziwiona, wpatrując się w zakłopotane oczy taty po czym dodałam- tato czy jest coś o czym powinnam wiedzieć? — ale ojciec nie odpowiedział nakazał mi jechać do matki a sam wsiadł do samochodu, który

ruszył z piskiem opon. Stałam jeszcze chwilę jak idiotka wpatrując się w odjeżdżający samochód ojca po czym ruszyłam do domu matki.

Dom moich rodziców był domem jak z bajki, wysoki mur otaczał rezydencję do której prowadziła kamienna ścieżka otoczona tujami i głazami, z tyłu domu był basen otoczony wysokimi krzakami i kwiatami, obok basenu znajdowało się miejsce do grilla, istny raj do wypoczywania.

Weszłam po kilku kamiennych schodkach, wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drewniane, ciężkie drzwi a wtedy moja matka naskoczyła na mnie

— kochanie tak rzadko nas odwiedzasz, stęskniłam się za tobą córeczko-mówiła do mnie, całując mnie po policzkach-a może spotykasz się z kimś? przystojny? -pytała z entuzjazmem, żałuje że przyjechałam.

— nie mamo z nikim się nie spotykam, miałam dużo pracy.

— ta nawet wiem na czym ta praca polega, może zajmiesz się czymś bardziej kobiecym? kochanie jesteś taka piękna, młoda chociaż tu już ci muszę powiedzieć, że twój zegar biologiczny tyka moja droga, czas byś poszukała jakiegoś przystojnego miłego chłopca, wiesz jak marzę o wnukach-cała Clarisa Salazar, ona jest tak słodka, że cukrzycy można dostać

— mamo!!! proszę cię, nie wychodzi mi z facetami na dłuższą metę sama wiesz dlaczego-starałam się uśmiechnąć do matki-faceci nie lubią gdy kobieta w związku nosi spodnie i chodzi z bronią w torebce-

moje słowa tylko rozzłościły matkę

— Fernando był idealny, mogłaś sobie ułożyć z nim życie! A może i doczekałabym się wnuków

— Fernando zdradził mnie z Leticią, sekretarką ojca, błagam cię skończmy ten temat bo jeszcze wypowiemy słowa, których będziemy obie żałowały.

— Mamo czy Dolores wróciła już z Madrytu?? -zapytałam z nadzieją, że siostra jest w domu i będę mogła chodź na chwilę uciec od tej rozmowy

— oczywiście wróciła wczoraj z Madrytu

— czy nie obrazisz się jeśli do niej pójdę i zostawię cię samą z przygotowaniem obiadu? -przy matce muszę wysławiać się idealnie, być idealną ale w tej sekundzie muszę wyjść bo szlag mnie trafi jak jeszcze raz usłyszę, że potrzebny mi kawaler, chociaż nie powiem bo przydałby się ostry seks, aż mnie pipka zapiekła na samą myśl o seksie.

— cześć kochana siostrzyczko czy nie przeszkadzam? -zapytałam wsadzając głowę między drzwi- Dolores

nie odpowiedziała tylko rzuciła mi na szyję.

— kocham cię tak bardzo Marci- Dolores pocałowała mnie w usta i mocno objęła, miała drobniutkie ramiona, była dużo wyższa ode mnie czego jej cholernie zazdrościłam, mimo szpilek musiałam stanąć na palcach, żeby ją przytulić.

— tez cię kocham mój mały robaczku, tak bardzo tęskniłam kochanie-pogłaskałam ją po pięknych czarnych, długich włosach były jeszcze wilgotne i pachniały truskawkami.

Dolores miała siedemnaście lat, wiodła proste, beztroskie życie, uczyła się w najlepszej szkole w Madrycie i tylko wakacje mogła spędzać w domu. Były momenty słabości w moim życiu, zazdrościłam jej, że nie musiała się o nic martwić pieniądze miała na koncie bez większego wysiłku, imprezowała, bawiła się i mogła spotykać z przyjaciółmi, wyjeżdżać i to wszystko bez kontroli rodziców.

Ja nie mogłam sobie na to pozwolić od najmłodszych lat rodzice pilnowali mnie bym odnosiła sukcesy w szkole, byłam najlepszą uczennicą w szkole podstawowej i średniej, potem studia ekonomiczne, hotelarskie i zarządzaniem zasobami ludzkimi w Madrycie, studiując trzy kierunki nie miałam czasu dla siebie. Po powrocie do Marbelli, rozpoczęłam pracę u boku taty, rzecz jasna rozpoczęłam pracę na najniższym stanowisku w hotelu i barze, by zaliczyć każdy szczebel kariery.

Mam trzydzieści lat i według taty jestem już gotowa przejąć jego obowiązki, bo to ja jestem odpowiedzialna za przedłużenie rodu Salazar.

W wieku Dolores miałam na swoim koncie pobicia i byłam świadkiem morderstwa członka włoskiej mafii, to była próba ze strony ojca czy sprostam zadaniom, przecież jestem mimo wszystko kobietą a niektóre sprawy mogą załatwiać mężczyźni, dzięki temu nabrałam charakteru, z zadumy wyrwał mnie okrzyk siostry.

— Marci zakochałam się! Jest studentem medycyny przystojny, olśniewający i nieziemsko bogaty-nawijała piskliwym głosem w jej oczach skakały iskierki, takiej Dolores nigdy nie widziałam, była szczęśliwa, podekscytowana i zakochana, miłość jest dla takich jak ona, słodko pierdzących i wierzących w happy endy.

— bardzo się cieszę, to coś poważnego? — spytałam z ciekawością jakie mają wobec siebie plany, moja malutka siostra staję się kobietą?? kiedy to się stało parę miesięcy jej nie widziałam a przez telefon takich wieści mi nie przekazała-czy nie powinnaś się teraz skupić na nauce i wybraniu studiów? -zapytałam poważnie.

— ooo tak Marci to coś więcej niż poważnego!!!

za miesiąc kończę osiemnaście lat muszę się przygotować do bachillerato, zaliczyć Selectivo bo chcę rozpocząć naukę na Uniwersytet Complutense w Madrycie, spotkania z Antonio są dla mnie odskocznią, spędzamy dużo czasu razem, oglądamy filmy, pomaga mi w nauce, zwiedzamy miasto a wieczorem raz w tygodniu wychodzimy do klubu.

Zakochałam się, tak bardzo się zakochałam on też i zaproponował mi wspólne zamieszkanie po moich urodzinach -wyjaśniła mi Dolores nie rozumiałam jej pośpiechu do wspólnego zamieszkania z chłopakiem, którego jak sądzę zna od nie dawna. Ona aż cała chodziła z ekscytacji, biła od niej tak pozytywna energia, że mogłaby zasilać całą Hiszpanię dwadzieścia cztery godziny na dobę a i tak uszło by z niej tylko jeden procent baterii.


*bachillerato — odpowiednik polskiej matury

*Selectivo — egzamin wstępny na studia


Wyszłam z jej pokoju bez słowa wolałam tego nie komentować ani nie prawić jej morałów, że to za szybko wiedziałam tylko, że jeśli ojciec się dowie dostanie szału a panienka Dolores obrazi się na niego na Amen. Mama nic nie wspomniała o zmianach w życiu siostry najwidoczniej nic nie wie ale to nie są moje sprawy, niech sama im powie. Mam teraz dużo ważniejsze zmartwienia na głowie.

— mamo czy obiad już gotowy bo trochę się spieszę, muszę odwiedzić bar i popracować-spytałam niecierpliwie, chciałam zapytać o Dolores ale jakoś zabrakło mi odwagi

— już kochanie nakładam, rozmawiałaś z siostrą? Powiedziała ci że Antonio chce nas poznać i przyjeżdża w sobotę na oficjalny obiad rodzinny? -mama chyba podzielała entuzjazm siostry i cieszyła się z jej szczęścia, ale żeby od razu obiad rodzinny?

Ja nic z tego nie rozumiem ja się chyba starzeję, wszystko przez brak seksu ja pierdole dwa miesiące bez porządnego bzykania a mój mózg zaczyna myśleć jak mózg osiemdziesięciolatki.

— tak tak ale nic nie wspomniała o cudownym rodzinnym obiadku z nowym chłopakiem-powiedziałam kąśliwie, po czym wzięłam głęboki oddech i odważyłam się zapytać o jej zamieszkanie z Antonio, ku mojemu zdziwieniu wszyscy wiedzą i są zadowoleni to jest jakiś koszmar, ja się o nią bardziej martwię niż moi rodzice?? pierdole ich sprawa tylko, żeby nie dzwoniła z płaczem, że ją zostawił albo że jest w ciąży.

Wyszłam z tego przepełnionego do obrzygania miłością domu i pojechałam do Baru na plaży, sezon się zaczyna za miesiąc trzeba przygotować lokal i skompletować zespół.

Bar był ogromny składał się z trzech pięter, na każdym piętrze był taras, ogrodzony drewnianą poręczą, klienci mogli siedzieć na świeżym powietrzu i oglądać zachód słońca. Odpaliłam papierosa i szybkim krokiem weszłam do lokalu.

Lokal potrzebował odświeżenia i posprzątania od ostatniego otwarcia minęło parę miesięcy i nikt tu nie zaglądał, przeszłam przez szklane drzwi wprost do swojego nowego biura, pomieszczenie było niewielkie ale znajdowało się w nim wszystko czego potrzebowałam do pracy, biurko z porządnego drewna, krzesło obite czarną skórą, szeroki regał na którym stały segregatory ale najlepsze było to, że dwa kroki dzieliły mnie od łazienki i szafy z ubraniami, idealne biuro dla kobiety.

Przejrzałam leżące na biurku faktury i pochowałam do odpowiednich segregatorów, chyba ojciec już nie miał czasu żeby się tym zająć albo miał kompletnie leniwego pracownika.

Dzisiaj moje ciało odmawia mi posłuszeństwa po ciężkim poranku potrzebuje porządnego rżnięcia inaczej z pracy nici.

Odpaliłam papierosa i zasiadłam przy biurku rozejrzałam się tylko czy w biurze nie ma kamer, zajmie mi to dosłownie chwile. Rozpięłam zapięcie przy kostce i kopnięciem zrzuciłam buty, jedną nogę położyłam na biurku a druga zarzuciłam na kaloryfer, podciągnęłam sukienkę do góry, odchyliłam koronkowe majtki i uwolniłam gorącą jak wulkan pipkę. Odchyliłam głowę do tyłu a mój palec serdeczny zataczał kółka na łechtaczce, ohhh oddech przyspiesza, serce zaczyna bić mocniej, podłożyłam jedną rękę pod tyłek i wsadziłam palec do środka nadal kręcąc kółeczka, rozkoszowałam się swoim ciałem, dyszałam, bicie mojego szalonego serca można było usłyszeć na drugim piętrze lokalu, gdy już miałam dochodzić i doprowadzić się do ekstazy usłyszałam męski głos

— chętnie ci pomogę, jesteś taka napalona-powiedział zrzucając z siebie marynarkę na ziemię, podszedł do mnie szybkim ruchem, widziałam wybrzuszenie w jego spodniach, ciekawe ile widział z tego co robiłam, automatycznie zakryłam swoją cipkę ręką ale on z siłą ją oderwał co mi się spodobało i zaczęła się zabawa.

Mężczyzna, którego kompletnie nie znam i nie wiem dlaczego godzę się na jego zabawy z moją cipką ale jestem tak spragniona seksu, że nie mam siły walczyć.

Uklęknął przede mną i ciepłym powietrzem dmuchał w moje krocze

— jesteś taka mokra, taka gotowa, że nie umiem nad sobą zapanować-zaczął delikatnie mnie lizać, jedna ręką rozchylił wargi czym ułatwił sobie łatwiejszy dostęp do łechtaczki, nie wiedziałam co się dzieję nie miałam nawet siły, żeby zaprotestować i odepchnąć nieznajomego tak bardzo potrzebowałam seksu.

Wsadził mi palec do środka a po chwili dodał kolejny, zaczął szybko nimi ruszać nie przestając lizać mojej wulkanicznej cipki, orgazm nadszedł jak fala uderzeniowa, jak tsunami, czułam jakby uszło ze mnie sto ton lawy, nasze oczy się spotkały, mężczyzna był przepełniony pożądaniem on płonął

— mam nadzieję, że pomogłem -powiedział do mnie po pierwszym orgazmie i uśmiechnął się tak jakby zdobył właśnie Mont Everest

— nie wiem co mam powiedzieć, normalnie się tak nie zachowuje –w gardle czułam ogromną suchość i pragnienie, mężczyzna podał mi szklankę wody i powiedział

— proszę napij się wody-nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa a wtedy on dodał

— wystarczy gracias, wybacz powtórzyłbym to ale przyszedłem tutaj spotkać się z szefem tego baru-

uśmiechnął się a jego błękitne oczy błyszczały

— dziękuję i przepraszam nie powinnam ci na to pozwolić, a jeśli szukasz szefa baru to masz go przed sobą-po tych słowach koleś znieruchomiał i znikł mu ten łobuzerski uśmieszek

— do usług, lubie pomagać kobietom w opresji, zobaczyłem jak to sama robisz i nie mogłem zmarnować takiej okazji zwłaszcza, że musze przyznac smakujesz przesłodko.-zarumieniłam się

kurwa co ja robie powinnam go zajebać a ciało zakopać za barem i udawać, że ten koleś nie istnieje ale nie mogłam coś miał w sobie co zatrzymywało moje diabelskie moce.

— po co przyszedłes? -zapytałam już tonem ostrym, musiał wiedzieć, że było miło ale się kurwa skończyło

— chcesz znać moje myśli czy prawdziwe intencje? -on chyba przegina, wiem o czym myśli wiem i widzę to po jego spodniach ale moja cierpliwość powoli się kończy, nie zrobie mu krzywdy a może to by było najlepsze rozwiązanie, walka jaka rozgrywa się teraz w mojej głowie porównywalna jest do II wojny światowej.

— nie pogrywaj ze mną bo nie wiesz z kim masz do czynienia-zagroziłam mu.

— moją prawdziwą intencją jest zbadanie tutejszego rynku, za tydzień otwieram w pobliżu mały bar, chciałem wiedzieć więcej o tutejszej społeczności, jacy są klienci, jakie macie ceny, czego oczekujecie od swoich pracowników, sprawy organizacyjne-powiedział udając przyjaciela, wiedziałam, że kłamie, po chwili dodał

— nikogo tu nie znam, przeprowadziłem się do Marbelli z Barcelony zaledwie pare dni temu, moja ekipa pracuje od paru miesięcy przy remoncie lokalu-powiedział takim tonem, że prawie zrobiło mi się go żal ale intuicja mi podpowiada, że łże jak pies.

— myślisz, że ja ci pomogę? to jesteś w ogromnym błędzie, dla twojego dobra spierdalałabym stad zanim zrobię ci coś czego nie chcę-krzyknęłam ale on chyba nie zrozumiał moich słów, podszedł do mnie

napierając swoją erekcją na moje ramię, złapał mnie za brodę i powiedział ostrym tonem

— wiem kim jesteś Marcelo ale czy ty wiesz kim ja jestesm? -po wypowiedzeniu tych słów miałam ochotę wyjebać mu w twarz tak, że rodzona matka by go nie poznała. On był szybszy złapał mnie za włosy, podniósł i rzucił na blat biurka

— Marcela teraz będziesz krzyczała moje imię tak głośno, że usłyszy cię twój ojciec w Katarze-powedział groźnie i zaczął podciągać moją sukienkę do góry, lewą ręką rozsunął ramiączka sukienki uwalniając moje piersi, rozpiął swoje spodnie i ściągnął koszulke.Jego ciało było idealnie zbudowane, widoczny był każdy mięsień, szerokie ramiona napięły się a jego ręcę złapały mnie za biodra i jednym ostrym ruchem we mnie wszedł, zapomniałam kim jestem, zapomniałam jak mam na imię, mózg nie miał siły przebicia, teraz rządziło mną ciało i chęć ostrego seksu.

— Ignacio!!! krzycz Marcelo chce usłyszeć jak ci teraz dobrze-nakazał z łobuzerskim uśmiechem a jego biodra pchały coraz mocniej, jego członek rozpierał mnie od środka

— Ignacio!! skończ!!! -krzyczałam ze łzami w oczach, było to boleśnie podniecające, czułam jak rozrywa mnie od środka

— poproś Marcela poproś, żebym skończył-z jego ust nie znikał uśmiech

— błagam Ignacio! — po tych słowach skończył a orgazm i to kolejny nadeszł jak tsunami jak huragan zniszczył we mnie wszystko co od lat budowałam.

— jesteś taka piękna Marcelo, tak cudownie dochodzisz, mam nadzieję, że masz jeszcze siłę na jeszcze jeden orgazm bo ja nie mogę się tobą nasycić-pogłaskał mnie po policzku i pocałował, tak namiętnego pocałunku nie miałam nigdy, nasze języki tańczyły gorące tango, rękami pieścił moje piersi a w kroku poczułam prąd, moja pipka była pod napięciem.

— eres maravilloso Marcela!!! eres hermosa!!! twoja cipka jest taka mokra-powiedział i zanurzył swoja głowę miedzy udami, ssał, lizał, wsadzał palce a moje ciało stawało się bezwładne, całował moje uda i podgryzał je, jedną ręką rozchylił moje wargi i dotarł do miejsc o których istnieniu nie miałam pojęcia, drugą ręką pieścił moje piersi, jego dotyk sprawia, że mam dreszcze, doszłabym od samego dotyku moich piersi, doszłabym w sekundę.Jego usta ssały coraz intensywniej moją pipkę do jednego palca dołożył drugi.

Moje ciało wyginało z rozkoszy, szarpałam go za czarne włosy, nie mogłam złapać oddechu

— Ignacio błagam, skończ błagam!!! -wykrzyczałam a orgazm nadszedł na zawołanie, poczułam silną potrzebę dominacji najmocniej jak potrafiłam odepchnęłam go do kaloryfera spojrzałam mu prosto w oczy, uśmiechnęłam się i pomyślałam

— teraz to ty będziesz błagać bym skończyła

Nagle obudziły się we pragnienia i władcza siła nad która nie potrafiłam już zapanować.

Uklęknęłam przed nim, wzięłam jego fiuta do ręki, otworzyłam usta i pieprzyłam go, owinęłam język wokół główki, wsadziłam go głęboko, prawie całego i ssałam, jego biodra wypięły się w moją stronę a ręce robiły mi masaż głowy. Jego oddech przyspieszył i z jego ust wydobywały się jęki były seksowne i nakręcały mnie jeszcze bardziej, chciałam więcej, wstałam rzuciłam go na biurko, usiadłam okrakiem i nachyliłam się do jego kroku, jego ogromny fiut pulsował, aż się prosił żeby wsadzić go do ust, ssałam intensywnie druga ręka nacierałam, masowałam i ruszałam nim w górę i dół. Ignacio szarpał moje włosy czułam przyjemny ból.Nie pozwalałam mu dojść. W kroku czułam tak wysokie napięcie, że musiałam sobie ulżyć, wsiadłam na niego, Ignacio przesunął swoje ręce na moje pośladki, opierałam się o jego silny i twardy tors.Doszedł tak intensywnie, poczułam w sobie ogromne ciepło i ulgę.

Nie mogłabym się teraz skupić na niczym innym a tym bardziej na pracy, położyłam się na nim, patrzyłam w jego piękne oczy i uśmiechnęłam się.

— to było niesamowite!!Ignacio nie zrozum mnie źle, ale ja takich rzeczy nie robie z osobą, której kompletnie nie znam-powiedziałam i pocałowałam go w policzek-nie wiem czemu to zrobiłam poczułam taka potrebę kurwa Marcela utknęłaś.

— Masz rację to było zajebiste! Ale nie mów, że zrobiłaś to z kimś kogo nie znasz bo znasz mnie aż za dobrze-bawił się kosmykiem moich włosów po czym dodał

— nie przedstawiłem się, Ignacio Milano Huerto-dopiero po chwili doszło do mnie co on powiedział-przecież rodzina Huerto to nasz odwieczny wróg to jego dziadek zamordował mojego dziadka i o co? O jakaś jebaną dziwkę z którą oboje spali.

— Huerto?! Czy ty sobie jaja ze mnie robisz? Kurwa pieprzyłam się z wrogiem? -wpadłam w szał, uderzyłam go z całej siły w twarz jedyne co chodziło mi po głowie to wyciągnąć z torebki pistolet i jebnąć w sam środek czoła, ojciec mnie zajebie.Przyłożył rękę do czerwonego polika, uśmiechnał się i powiedział

— przecież też tego chciałaś ani przez chwilę nie sprzeciwiłaś się temu, czy jakbym się przedstawił na samym początku to też tak chętnie rozłożyłabyś nogi? -zapytał a w jego głosie słyszałam irytacje i złość

— wypierdalaj! — krzyknęłam i wywaliłam go za drzwi, oparłam się o ścianę a oczy zaszły łzami, pierwszy raz w życiu płakałam…

— eres maravilloso-jesteś cudowna

— eres hermosa-jesteś piękna


Ignacio Huerto

Szybkim krokiem wyszedłem z baru, podszedłem do swojego samochodu ledwo udało mi się go otworzyć, ręce trzęsły mi się z nerwów wszedłem do środka oparłem ręce na kierownicę i mocno nimi o nią uderzałem, waliłem z całych sił

— joder, joder, joder- jak mogłem być tak pojebany, miałem ją zajebać a zamiast tego pieprzyłem Marcelę, miałem najlepszy seks w życiu.

Wiedziałem kim ona jest ale mojemu zdradzieckiemu pierdolonemu fiutowi zachciało się ruchać, ona mnie sprowokowała to jej wina gdyby nie bzykała się sama z sobą do niczego by nie doszło, co ja pierdole mogłem olać to co robiła i przejść do czynów, a mimo to uprawiałem z nią seks i to nie byle jaki najlepszy w moim życiu, nie miałem do czynienia z tak seksowną kobieta o tak ciasnej cipce, która pewnie będzie mnie prześladować i śnić co noc, po powrocie do domu muszę się ogarnąć.

Poczułem wibracje w swoich spodniach, wyciagnąłem telefon i wydarłem się do niego

— czego kurwa? -mój głos drżał, dawno nie byłem taki wkurwiony, przyszedłem w innym celu a wyszedłem z siniakiem na ryju i erekcją w spodniach

— zajebałeś ją? -odezwał się znajomy głos

— pracuje nad tym-zbyłem go i już chciałem rozłączyć połączenie gdy usłyszałem

— ona jest dla nas zagrożeniem, masz ją zajebać!

Wyszedłem z samochodu trzaskając drzwiami z całej siły, jakby to one były winne całej sytuacji, odpaliłem nerwowo papierosa, mój wzrok automatycznie przesunął się na drzwi baru z którego wyszła wściekła dziewczyna.

Już czuje jej usta na moim fiucie, jej czerwone piękne usta wydymane przez mojego fiuta, pragnę to poczuć jeszcze raz i pragnę spuścić się do nich co to byłby za widok jakby oblizywała się ze spermy tym zwinnym językiem, usta te pierdolone czerwone usta co ja kurwa pierdole…

— stęskniłaś się kochanie za moim fiutem? -zapytałem z ogromnym zadowoleniem

Marcela podeszła do mnie bardzo blisko, czułem jej perfumy i zapach cipki, złapała mnie mocno za koszulę i pociągnęła w dół żeby było jej łatwiej mnie pocałować, całowała namiętnie a nasze języki tańczyły ze sobą tango tak jak kilka minut temu

— nie przestawaj kochanie mój fiut jest już gotowy na powtórkę-powiedziałem jej w usta a ona odskoczyła ode mnie jakbym był trędowaty

— To na pożegnanie kochanie! z przykrością muszę stwierdzić, że sam będziesz musiał poradzić sobie ze swoim fiutem, ja ci już nie pomogę -szepnęła, wygładziła sukienkę i poszła do czerwonego mercedesa. Odprowadziłem ją wzrokiem do samochodu, wsiadła i zniknęła, a ja poczułem ogromy ból w klatce piersiowej, mój wzrok gdy kierowała się do auta cały czas skierowany był na jej piękny tyłeczek, znowu mam ochotę wejść w nią i dotykać jej piękne ciało.Wsiadłem do samochodu wkurwiony i zmieszany, udało się jej doprowadzić mnie do takiego stanu.

Pojechałem do swojego baru, rozliczyłem się z ekipą, która zakończyła swoje prace remontowe. Lokal był gotowy na huczne otwarcie, czekało mnie jeszcze zakup towaru i złożenie mebli ale w tym miał mi pomóc mój przyjaciel Adriano De La Cruzo najlepszy kucharz w całej Hiszpanii jak nie na świecie, pracował w najlepszych pięciogwiazdkowych hotelach i restauracjach w całym kraju, ostatnim jego pracodawcą był niejaki Alberto Salazar ale nie spodobało mu się, że jego nową szefową zostanie jego pyskata i seksowna córeczka.

Chciałem się skupić na pracy ale moje myśli mi na to nie pozwalały, siedziałem przy stole z głową schowaną w dłoniach, ona jest niesamowita kurwa pragnę jej tu i teraz nie wiem co by powiedział mój ojciec gdyby dowiedział się o moim namiętnym poranku z Marcelą Salazar, obiekt westchnień nie jednego samca, metr sześćdziesiąt chodzącego seksu, jej piękne ciemne oczy zmieniające się w jeszcze ciemniejsze gdy przez jej ciało przepływa fala orgazmu, nie mogę wytrzymać i złamałem w tej chwili milion swoich zasad ale wziąłem telefon do ręki i napisałem wiadomość.

Nadawca: Ignacio

Odbiorca: Marcela

Nie mogę o tobie zapomnieć, chcę znów znaleźć się między twoimi nogami i poczuć ten słodki smak.

Nadawca: Marcela

Odbiorca: Ignacio

Masz wysokie mniemanie o sobie jeśli myślisz, że to powtórzymy.

Ale marzenia się spełniają, spróbuj pomyśleć życzenie przy spadającej gwiazdce może dostaniesz jakąś dziwkę na wieczór:)

Nadawca: Ignacio

Odbiorca: Marcela

Jesteś moją gwiazdą,

Wysmarowałbym ci twoja wilgotną cipkę kremem z tortu i wylizał mmm mój ulubiony krem to czekoladowy a w połączeniu z twoją ciasną cipką miałbym znakomity deser :):)

Nadawca: Marcela

Odbiorca: Ignacio

Zapomnij!

Nadawca: Ignacio

Odbiorca: Marcela

Przyznaj, że było ci dobrze, mnie nie oszukasz widziałem jak się prężysz, jak błagałaś o orgazm hihihi:) jeszcze będziesz błagać o powtórkę

Twój Ignacio, bóg orgazmu:)


Patrzyłem się w telefon jak debil czekając na odpowiedź ale dostałem tylko nędzną wiadomość sieciową, że rachunek jest opłacony i dziękują mi za terminową płatność.

Po chwili na moim ekranie wyświetliło się połączenie od Alvaro Soelo, to mój znakomity szpieg w Katarze

— Panie Huerto mam wieści dla Pana

— Cześć Alvaro wszystko w porządku? -zapytałem stanowczo, on nigdy nie dzwoni bez powodu

— Panie Huerto jakaś godzinę temu jechałem przez centrum Ad-Dauha i zobaczyłem coś co może pana zainteresować-pan zagadka sprawdzał moją cierpliwość

— no nie wiem może buty z nowej kolekcji na wystawie? -pytałem z irytacją

— gdyby to były buty to zadzwoniłbym na video rozmowę-zaśmiał się a mi kompletnie nie było do śmiechu, irytował mnie swoimi zagadkami a do tego Marcela nadal nie odpisała na moje zachęcające smsy

— zobaczyłem kolumnę czarnych Range roverów a wie pan kto jeździ takimi samochodami??? -spytał z kolejną zagadką

— nie wiem kurwa kto?! Jakiś szejk? królowa brytyjska z wizytacją? -krzyknąłem do słuchawki, oszaleje z tymi ludźmi

— panie Huerto spokojnie mogę zadać panu ostatnie

pytanie, które pomoże panu w rozwiązaniu zagadki-był wyraźnie rozbawiony-jest nie wysoki, dobrze zbudowany, bogaty i uważany za mendę-zaśmiał się bo wyczuł mój nastrój

— poproszę pytanie do publiczności albo telefon do przyjaciela-odburknąłem

— publiczność zagłosowała i podaje wyniki głosowanie aaaaa tadam tadam tadam- zaczął naśladować jakieś dźwięki, które miały chyba według niego zbudować napięcie-to była kolumna samochodów Salazara z niewiadomych przyczyn przyjechał do Kataru-powiedział z radością, że udało mu się mnie wkurwić i kontynuował — ponoć jakieś interesy mu nie poszły z katarskimi handlarzami ale jedyne co mnie zastanawia to, że Salazar prawie nigdy nie opuszcza Hiszpanii bez ważnego powodu czy mamy się nim zająć? -zapytał już bardziej poważnie

— obserwujcie go, chce wiedzieć wszystko! Czekam na informacje i macie kurwa mówić mi o wszystkim nawet jak zauważysz, że sra w krzakach mam o tym wiedzieć rozumiesz? -w moim mózgu czułem jak trybiki i złącza zaczynają intensywnie pracować, po chuj on tam pojechał, Alvaro nie zdążył mi odpowiedzieć gdy dodałem :

— Bez pochopnych ruchów! Znajdź jego kryjówkę, masz mi codziennie meldować co się tam dzieje i co on kurwa tam robi! Ja na spokojnie przeanalizuję sytuację, nie chce żeby któryś z naszych ludzi ucierpiał, dowiedz się ilu ich tam jest i jaki jest cel jego przyjazdu chodź byś miał zapłacić komuś lub wejść

głęboko w dupę ja muszę wiedzieć wszystko-właśnie doszło do mnie, że powtórzyłem dwa razy te same rozkazy, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, tracę rozum.

— oczywiście zbiorę ekipę i od jutra zaczynamy swoje małe śledztwo o nic niech się pan nie martwi — zapewnił Alvaro a ja zakończyłem połączenie. Oczywiście wiedziałem, że Salazar jest w Katarze ale nie mogłem powiedzieć Soelo, że wiem bo śledzę od jakiegoś czasu każdy jego ruch.

Nie mogłem znaleźć sobie miejsca, siedziałem w pracy do późna, poukładałem dokumenty do segregatorów, sprawdziłem jeszcze skrzynkę mailową, nowa wiadomość w której poinformowali mnie, że jutro dojadą do mojego baru szkła do napojów, zastawy stołowe, dekorację i alkohol, cudownie.

Wróciłem do swojego apartamentu, zawiesiłem skórzaną kurtkę na wieszak i zamknąłem szafę, buty rzuciłem w kąt, podszedłem do barku i nalałem sobie podwójną whisky z lodem, włączyłem telewizor i walnąłem się na kanapie, w telewizji nic nie było, zmieniałem kanały i w końcu znalazłem coś dla siebie na eroticaTV, dwie piękne cycate blondynki nawzajem zlizują sobie soki z cipek mmm od razu przypomniałem sobie smak cipki Marceli, mmmm moja ręka powędrowała do spodni, złapałem swojego fiuta i patrząc na cycate dziwki waliłem konia gdy już miałem kończyć mój telefon wydał dźwięk sms

Nadawca: Marcela

Odbiorca: Ignacio

Z tak bujną wyobraźnią powinieneś pisać książki

muszę się skupić nie przeszkadzaj mi

jasno dałam ci do zrozumienia, nie chce mieć z tobą nic wspólnego

Oj Marcela co ja się z tobą mam, zaśmiałem się do siebie i szybko wystukałem odpowiedź

Nadawca: Ignacio

Odbiorca: Marcela

Marcela najsłodsza oglądam pornola i walę konia

może chciałabyś mi potowarzyszyć?

Podnieca mnie teraz myśl o twoich ustach na moim fiucie, jesteś czarownicą, rzuciłaś na mnie potężne zaklęcie.

Nadawca: Marcela

Odbiorca: Ignacio

Jesteś nienormalny polecam wizytę u psychiatry!


Z nabrzmiałym w spodniach fiutem udałem się na taras mojego apartamentu, oparłem się o balustradę i ku moim oczom ukazała się ona, piękna Marcela, falowane czarne włosy opadały jej na ramiona miała na sobie prześwitującą koszulę nocną stała na tarasie i paliła papierosa, zrobiłem to samo nie spuszczając z niej wzroku zagadałem

— piękny wieczór prawda kochanie? Nie za zimno ci w tej seksownej cieniutkiej koszulce? -rzekłem z małym rozbawieniem

— to są chyba jakieś żarty?! Prześladujesz mnie Huerto? — krzyknęła widocznie wkurzona

— to przeznaczenie z tym nie wygrasz najdroższa-posłałem jej buziaka i jestem pewien, że ona w tym momencie przewróciła oczami.

Gdy skończyła palić papierosa jeszcze przez dłuższą chwilę bacznie mi się przyglądała i zniknęła w ciemnościach swojego mieszkania a ja poczułem pustkę w sercu. Wszedłem do środka i sięgnąłem po telefon.

Nadawca: Ignacio

Odbiorca: Marcela

Podnieciłaś mnie tą koszulą, gdybym tam był pieprzyłbym cię na tym balkonie a twoje sterczące sutki od zimna ogrzałbym języczkiem

mam na ciebie ochotę

Nadawca: Marcela Salazar

Odbiorca: Ignacio Huerto

włącz sobie pornola i daj mi spokój

Nadawca: Ignacio

Odbiorca: Marcela

Nigdy nie dam ci spokoju

musisz od dzisiaj żyć z tą myślą

jesteś moja rozumiesz?


Odpisałem jej w desperacji i znowu zamilkła.

Poszedłem po łazienki, wszedłem pod wręcz gorący prysznic, oparty o zimną ścianę złapałem mojego kutasa i ruszałem nim jak opętany, przed oczami miałem sceny z Marcelą w roli głównej, nigdy nie zapomnę chwili gdy zobaczyłem ją na tym fotelu z nogami rozłożonymi a między udami jej malutkie sprawne paluszki zataczające kółka wokół cudownej łechtaczki, jeszcze parę ruchów i wydałem z siebie ryk aż sam byłem zdziwiony z jaką intensywnością doszedłem.

Przepasałem ręcznik wokół ciała i wyszedłem, idąc korytarzem do sypialni usłyszałem pukanie do drzwi, gdy zobaczyłem osobę za nimi prawie ręcznik opadł mi z wrażenia na ziemię…

*joder-polski odpowiednik kurwa


Alberto Salazar


Wyruszyliśmy z chłopakami do Kataru samolot jak kurwa zawsze w pilnych sytuacjach opóźniony nie będę kurwa czekał siedem godzin nie mam na to cholernego pierdolonego czasu!!!

Wyjąłem z kieszeni spodni telefon i zadzwoniłem do Vicenta

— Vicent potrzebuje samolot! Masz trzydzieści minut na załatwienie transportu albo kogoś rozjebie-krzyczałem do słuchawki jak opętany, dzisiaj nic kurwa nie idzie po mojej myśli, rozłączyłem połączenie i w napięciu oczekiwałem odpowiedzi, zbawienie nadeszło szybko i odebrałem połączenie

— Panie Alberto udało się wszystko załatwić, proszę kierować się do wyjścia numer 765 samolot zaraz będzie- odpowiedział łagodnie Vicent

— dziękuję Vicento

Samolot był gotowy po piętnastu minutach, podszedł do nas starszy elegancki pan i zaprosił na pokład.

Po zajęciu miejsca machnąłem do Stewardessy

— poproszę podwójna whisky lodem-przyjęła zamówienie kiwnięciem głowy i zapytała czy reszta pasażerów również życzy sobie coś mocniejszego.

Nie mogłem zaznać spokoju, przeszkadzały mi głupawe wymiany między moimi ludźmi na tematy o których nie powinni rozmawiać w miejscu publicznym

— a pamiętasz jak związaliśmy Huliana do krzesła w moim garażu za zgwałcenie kelnerki w barze pana Salazara i wsadzaliśmy mu na zmianę nasze fiuty? A gdy rzygał spermą zajebaliśmy go przejeżdżając

kołami samochodu po jego jajach? Był ubaw po pachy-mówił to prawie krzycząc.

— zasłużył bo co jak co ale kobiet i dzieci się nie krzywdzi, niech mu jaja w tej ziemi lekkie będą-zaśmiał się drugi a wszyscy koledzy również wybuchnęli śmiechem.

— jeszcze jedno słowo tych idiotów a nie ręczę za siebie-wyszeptałem do ucha Diego, który był równie wkurwiony co ja.

Vicent wszystko przygotował na miejscu czekały już podstawione Range Rover

— Diego Ty jedziesz ze mną sam! -złapałem go z całej siły za łokieć i wręcz wtargałem do samochodu

— czuję, że ktoś nas podsłuchuje mam przeczucie, że w naszym gronie jest zdrajca, ufam ci Diego i mam nadzieję, że ty znasz swoje miejsce, miejsce u mego boku Diego! Było by mi szkoda zajebać tak dobrego gracza jak ty-mówiłem dość groźnie, do takiej rozmowy skłoniły mnie pogawędki w samolocie, miałem złe przeczucia, ktoś mógł słyszeć te rozmowy, ktoś mógł prowokować rozmowy, żeby dowiedzieć się więcej o naszych planach.

— Panie Salazar mnie może być pan pewien, wolałbym zginąć niż pana wydać ale wiem o co panu chodzi też słyszałem te rozmowy, mogę ich postraszyć-powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem Diego.

Siedziałem w samochodzie z moim najbardziej zaufanym chłopcem, obawy o interesy stawały się coraz większe, co będzie jeśli ktoś niepowołany usłyszał ich przechwałki, brakuje nam tylko policji i prokuratury na karku, stewardessa podejrzanie była w pobliżu, jestem pewien, że usłyszała parę pikantnych szczegółów z morderstw.

Z zamyślenia wyrwał mnie potężny huk, odruchowo spojrzałem w tylną szybę i zobaczyłem jak w naszą kolumnę uderzają czarne samochody i próbują zepchnąć z drogi, z samochodów naszych ludzi unosił się ciemny dym, niektóre wylądowały na poboczu dachem do dołu, jedyne co słyszałem to strzały, Diego załadował broń i wysiadł z samochodu. Szybkim krokiem kierował się w stronę rozbitych samochodów, wyciągnąłem broń zza paska, naładowałem ją i wybiegłem z samochodu za Diego, widziałem tylko szary, unoszący się wysoko dym, schyliłem się do leżącego jednego z moich ludzi, był cały we krwi a na samym czoła miał ślad po kuli, nagle poczułem jak całe moje ciało odpływa, zrobiło mi się czarno przed oczami, poczułem silny, potężny ból z tyłu głowy, zrobiło mi się nie dobrze, moje miękkie nogi nie były w stanie utrzymać mnie długo w pozycji stojącej, upadłem na ziemię…

Diego przykucnął i w takiej pozycji przemieszczał się między samochodami szukając jakiegokolwiek śladu, człowieka który przeżył lub potrzebuje pomocy, gdy usłyszał huk i upadające ciało na ziemię zaczął strzelać na opak z myślą postrzelenia wroga, jednak nie zobaczył nikogo i niczego oprócz unoszącego się dymu, naglę pod swoimi nogami znalazł głowę jednego z towarzyszy, odruchowo ją podniósł a na czole widniał napis”to dopiero początek”, jego jedynym celem było odnalezienie swojego szefa, krążył między samochodami bardzo długo

— Salazar i jego przydupasy wypierdalajcie stąd to jest ostrzeżenie pierwsze i ostatnie! -usłyszał czyiś głos i ryk silnika odjeżdżającego samochodu.

— Diego?! Panie Salazar?! Roberto?! — czy ktoś mnie słyszy? — nawoływał Rafael, Diego widział tylko jego sylwetkę w otchłani nadal unoszącego się dymu.

— panie Salazar! -nawoływał nerwowo sprawdzając mój puls-żyje ale musimy szybko go przewieźć do Pedro

— co tu się kurwa wydarzyło?? widziałeś kto to zrobił? -pytał Rafael udawanym, zmartwionym tonem

— to było ostrzeżenie ale domyślam się kto może za tym stać-powiedział podenerwowany Diego-pomóż mi zabrać pana Alberto do samochodu musimy spierdalać i to jak najszybciej

— połóżmy go na tylnym siedzeniu i podłóżmy mu coś pod głowę, lepiej żeby nie było śladów krwi w samochodzie to pożyczone auta-sugerował Diego a Rafael przyniósł z bagażnika dwa koce.

— jedziemy! Wsiadaj do przodu! -rozkazał i usiadł z tyłu kładąc sobie na uda moje nogi

— zostawimy ich? Diego kurwa tam są ludzie może któryś z nich jeszcze żyje-Rafael krzyczał pytająco ale usłyszał tylko, że jeśli ma ochotę może spierdalać liczy się życie Salazara.

Po godzinnej jeździe dojechaliśmy do fortecy w środku lasu, dookoła wysokiego i potężnego muru płynęła rzeczka a jedyny wjazd do środka był przez most, który po telefonie do Pedro został opuszczony. Przejechaliśmy przez most do zaokrąglonego podjazdu do niskiego ale okazałego budynku. Pedro z założonymi rękami czekał na nich przy głównym wejściu

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 25.46