E-book
2.73
drukowana A5
14.84
Sabat

Bezpłatny fragment - Sabat


Objętość:
81 str.
ISBN:
978-83-8155-992-8
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 14.84


© tekst i odjazdowe ilustracje Tom Hex

© przypisy Frater R.I.P. [RIP]


słowa kluczowe #

#magia mistyka czary szamanizm czarownictwo czarostwo

religia ezoteryka duchowość medytacja


Imprimatur

Nihil obstat

Kowen Metropolitalny na Łysej Górze

Nr 17/2019

Lady Emerencia, arcykapłanka generalna

Frater Anubis, kanclerz

Soror Nirvana, cenzor


Po dodatkowe materiały, bonusy i gadżety zajrzyj na stronę

Tom-Hex.blogspot.com

Zastrzeżenie!

Książka została napisana w celach rozrywkowych i w żadnym wypadku nie stanowi porady medycznej, psychologicznej ani magicznej. W przypadku jakichkolwiek okoliczności czytelnik przed podjęciem decyzji powinien skonsultować się z lekarzem, psychologiem albo certyfikowaną wróżką bądź czarownicą.

Autor ani wydawca w żadnym wypadku nie namawiają ani nie polecają stosowania opisanych w książce zaklęć mogących prowadzić wprost do stanu permanentnego zadowolenia z siebie i życia, no chyba że coś się nie uda i efekt będzie trochę inny.

Osoby śmiertelnie poważne uprasza się o przekazanie książki komuś niepoważnemu.

Przedmowa

Oto jak powstała ta książka i dlaczego warto ją przeczytać. Kiedyś Tom zaprosił nas na uroczystość odkorkowania butelki starego wina, Mouniera Cognaca z 1904 roku, wartego kupę forsy. Ale był jeden warunek. Mieliśmy się pobawić w jakąś strasznie wyuzdaną grę, przynajmniej tak nam powiedział. Mówił różne rzeczy, że na przykład w tej grze przemienimy się w kogoś innego, w jakieś potwory albo w bogów, ale raczej w miazgę. Tak się wyraził, że zostanie z nas miazga. To miała być jakaś magia z najczarniejszej czeluści. I dlatego trzeba wpierw wypić to stare wino, mówił Tom, bo ma moc i dzięki niemu nastąpi transsubstancjacja. Przypadkiem ukruszył mi się wtedy ząb, ale z powodu śliwek, a nie dlatego, że miałem trudność z wymówieniem słowa transsubstancjacja. Nigdy w życiu! Ja takie słowa codziennie wymawiam przed snem jako zaklęcia ochronne. A oni się śmiali. Ale wymiękli przed tą grą, a ja nie. To miało być coś w rodzaju Jumanji, tak mówił Tom. Ale on zawsze ściemnia. A oni spanikowali. Nie ma co się dziwić, po ostatnich wypadkach w krypcie… Johanna się przeziębiła, tak wiało z czeluści. Ale mniejsza o to. Kolesie nie chcieli pić, jak przyszło co do czego. Jeden że nie pije wina, drugi że prowadzi, trzeci się niby ochlapał i hyc do łazienki, czwarty że cierpkie. Więc piliśmy sami i było nawet niezłe. Więc się później dołączyli. A potem Tom pokazał grę z otchłani. Chodziło o to, że mieliśmy pisać różne rzeczy na karteczkach i je sobie przyklejać na ciało. I to wszystko. No więc przykleiłem sobie kartkę z napisem smutny. Po krótkiej chwili, tyle co ejakulacja, zauważyłem, że faktycznie jestem smutny. Inni też to skumali. Ten co miał karteczkę skakać, naprawdę chciał skakać. To niesamowite! Potem miałem napis idealista i ku prawdziwemu zaskoczeniu nas wszystkich, myślałem w ten właśnie sposób. Nie wiem, skąd się to brało, ale słowa, takie idealistyczne, ach i och, wszystko cudowne i niebiańskie, same przychodziły mi do głowy. Jeden z kolesi nakleił sobie napis idiota, a drugi ekstremista i omal się nie pozabijali. Tom przykleił sobie karteczkę płoche dziewczę. Szkoda, że nie widzieliście, co wyczyniał. Ale to było nic wobec tego, co inni próbowali z nim wyczyniać! Najwyraźniej te etykietki działały nie tylko na właściciela, ale i na otoczenie. To było jak we śnie, kompletna paranoja. Mieliśmy cały karton tych karteczek i sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. To było wesoło, to smutno. Zmienialiśmy cechy, poglądy, płeć, wygląd, wykształcenie, wyznanie tylko przeklejając karteczki. W końcu Tom nakleił sobie etykietkę Bóg i zaczęliśmy go traktować jak Boga. Znosiliśmy ofiary. Osobiście intonowałem pieśni pochwalne ku jego szlachetnemu obliczu.

Ale to nie był koniec. Tom kazał nam przyklejać karteczki, ale ich nie zdejmować, więc byliśmy cali obklejeni papierem, tak że nie było w ogóle widać, kto jest pod spodem. Owszem, widziałem kogoś, ale tylko sam wierzch, a na tym wierzchu kartki z różnymi napisami, na przykład strażak, młody, konserwatysta, blondyn, ojciec, zdolny, psychopata i tak dalej, ale kto był w środku, nijak zgadnąć i nijak to wszystko odczytać. I już nie było tak wesoło, bo musieliśmy jednak wszystkie te teksty mozolnie czytać.

Ale to znowu nie był koniec. Tom kazał nam zdjąć hurtem wszystkie te karteczki. I nagle staliśmy się nadzy, bez żadnych określeń. Patrzyliśmy na siebie jak na jakichś cudaków. Nie mogliśmy z siebie czytać, więc byliśmy jakby tacy sami, w dziwnej jedności, bez napisów określających, kto jaki jest. I tak siedzieliśmy sobie, aż ktoś nakleił sobie karteczkę. Jakaś tam etykietka. I ten gość, co ją sobie nakleił, był już oddzielony od nas. A potem Tom nakleił sobie napis demon, wyjął długi zakrzywiony nóż i oznajmił, że koniec zabawy: że zdejmujemy swoje prawdziwe skóry. Rzecz działa się w krypcie, płonęły świece, więc efekt był murowany. Wszyscy spieprzyli stamtąd w mgnieniu oka.

Na koniec okazało się, że ktoś zwinął korek od wina. Nie wiem na co komu korek, ale Tom bardzo z tego powodu rozpaczał i mówił, że jak ktoś go znajdzie, to niech odda, bo inaczej nigdy nie wyjdziemy z tego stanu. Ale korek chyba się znalazł, bo wariactwo minęło, a gra się skończyła. Chociaż nie do końca, bo jak słyszę, że ktoś mówi, że co to nie on, to myślę sobie wtedy — gościu, popieprzyły ci się etykietki. Sam też nie jestem pewien co do moich. Czasem sobie myślę, że nie wiem, kim naprawdę jestem, bo co sobie pomyślę, to zawsze to jest jakaś nalepka. I niestety te nalepki mają cholernie dobry klej.

Spisałem to wszystko dzień później, a Tom mówi: jaki dobry wstęp do książki. Jakiej książki? — zapytałem, a on powiedział, że jak już jest wstęp, to on napisze do niego książkę. No i to jest ta książka, którą właśnie czytacie.


Frater Ygg, akolita w Kaplicy Misterium

Pieśń rytualna Krętej Ścieżki z bębnami

(można rapować)


Świece kadzidła płoną pochodnie

Ołtarz dary w miseczkach i ognie

Woda ofiarna błogosławienie

Bóstwa wezwane okadzenie


Święte sylaby święte kierunki

Potrawy gotowe gotowe trunki

Uczta ofiarna inwokacje

Rytmiczne śpiewy inkantacje


Kapłan kapłanka ich zaklęcia

Zasłony iluzji do przecięcia

Nóż zakrzywiony się unosi

Echo zwycięstwa się roznosi


Ogień Powietrze Woda i Ziemia

Pełnia księżyca czas uniesienia

Wszystko jest święte czyste i boskie

Bębny rytmiczne tańce beztroskie


Umysł ogarnia trans przeznaczenie

Ciała w ekstazie błogosławienie

Bóg już przybywa przybywa Bogini

Kochanek kochance miłość uczyni


Lewa i prawa strona się łączy

Góry i dołu nic nie rozłączy

Sacrum profanum są zjednoczone

Życie ze śmiercią błogosławione


Energia płynie moc przeistacza

Braci i Siostry do szczęścia przeznacza

Wszystko jest boskie i doskonałe

Życie było w częściach i już jest całe


Rytuał jak życie jesteśmy bóstwami

I zaczynamy władać Mocami

Bębny rytmiczne tańce beztroskie

Wszystko jest święte czyste i boskie

SABAT

Wspomina Weedow

Tego dnia z racji równonocy przypadł sabat, czyli święto solarne, i jednocześnie esbat, bo akurat księżyc był w pełni. Mieliśmy więc podwójną uroczystość, a nawet potrójną, ponieważ Rada Starszych Zakonu zwołała walny zjazd członków i sympatyków DMO. Później dowiedziałam się, że także planety były w jakiejś koniunkcji ustawione w szeregu, a na słońcu błyskały plamy i w ogóle Kosmos szalał w najlepsze.

Byłam właśnie świeżo po pierwszej inicjacji, to znaczy odebrano mi tytuł arcykapłanki i zostałam prostą kapłanką, bo w DMO tak to się odbywa, że najpierw jest się arcy, a potem z roku na rok tytuły się odbiera, aż do całkowitego ogołocenia. Zostałam więc wtajemniczona w pewne tajne aktywności zakonu i mogłam brać udział w posiedzeniach Rady Młodszych. Na moje pytanie o Radę Starszych otrzymałam odpowiedź, że tutaj wszyscy są młodzi.

Kiedy dotarłam z moimi dzieciakami do świątyni, był tam już zgromadzony niezły tłumek sympatyków. Johanna witała gości, wręczając im program dwudniowej imprezy.

zaprasza na

unikalny Sabat-Esbat


Konferencja — warsztaty — spotkania — publiczne rytuały

Walny zjazd członków i sympatyków

Koniunkcja planet — przelot komety Harleya


Program obejmował między innymi:

— wykład inauguracyjny Toma Hexa,

— zwiedzanie kaplicy, krypty i drewutni,

— giełdę przedmiotów rytualnych, ziół, kamieni, metali i różnych akcesoriów magicznych,

— rozgrywki w śmiercionośną grę planszową Witchumanji,

— zawody w wychylaniu rogu jednorożca,

— konkurs na najładniejszego sigila,

— i rozmowy indywidualne kapłanów, Hexa, Ygga i Ma Sacry z chętnymi, którzy chcieliby się poradzić w kwestiach praktyki magicznej bądź we wszelkich innych sprawach życiowych.

Ciekawą propozycją wydawał się warsztat „Zamiana w kruki i przelot” prowadzony przez Toma Hexa. Bardzo się na niego napaliłam, to znaczy na warsztat, nie na Hexa, bo mam sentyment do kruków i pomyślałam, że fajnie byłoby dokonać takiej przemiany, wznieść się w powietrze i zaznać magicznej wolności.

Zainteresowała mnie też „Dyskretna uprawa roślin” fratrów Bombastusa i Uroborosa, na którą postanowiłam się udać choćby nie wiem co. Wieczorem zaś miała się odbyć „Uczta Boskiego Obżarstwa” polegająca na objadaniu się konsekrowanym pożywieniem ofiarowanym bogom i nam samym, a po niej zajęcia nocne z magii seksualnej i seksu bez magii.

Zapowiadało się rewelacyjnie!

Ulotka z programem zawierała też takie oto „Uwagi porządkowe”:

— Noclegi dla przyjezdnych możliwe na ziemi — w kaplicy, ogrodzie i drewutni. W krypcie spać nie można, chyba że ktoś ma ubezpieczenie na życie, wpłaci kaucję 250$ przewidywanych kosztów związanych z wizytą policji, ratowników i koronera, a także wskaże numery telefoniczne osób, które zostaną powiadomione o zgonie. Należy ustalić szczegóły pośmiertnego odprowadzenia duszy.

— Pod żadnym pozorem nie wolno otwierać trumny w krypcie. Grozi to czymś gorszym niż śmierć. Nie wolno wyjmować wbitych kołków, zrywać pieczęci na pamiątkę ani odpowiadać na propozycje sączące się z ciemnych kątów.

— Osoby naruszające porządek i spokój niecnymi wybrykami będą niezwłocznie usuwane poza teren albo, co skuteczniejsze, umieszczone w krypcie obok trumny. Ponadto zostaną od nich pobrane substancje biologiczne w wiadomym celu rytualnym.

Weszliśmy do środka. Trwały jeszcze porządki i przygotowania. W ogóle kręciło się tam mnóstwo ludzi, których nie znałam, ale RIP zaczął mi ich przedstawiać.

W punkcie rejestracji, gdzie rozdawano program i pobierano składkę na żywność rytualną, uczestników cały czas przybywało. Akurat przyszli jacyś nowi ludzie i byłam świadkiem następującej rozmowy naszego drogiego Tommyknockera, który stał na bramce, z niejakim OverLordem.


OverLord: Gościu, a ty ile masz inicjacji?

Tommyknocker: Hm… Jak by ci tutaj odpowiedzieć, żebyś się nie obraził…

OverLord: Sądząc po twoim wyglądzie, najwyżej dwie.

Tommyknocker: Tylko spokój, tylko spokój… Więc twierdzisz, że jesteś arcykapłanem inicjowanym w kilku zakonach magicznych? I że dostąpiłeś oświecenia?

OverLord: Oczywiście, że jestem oświecony! Mam zresztą potwierdzenie uzyskania najwyższego stopnia w tradycji A.-. A.-., czyli tytułu Hipissimusa, co oznacza Najwyższego Hipisa, najbardziej wyzwoloną i wyluzowaną osobę! Nie podlegam już tym wszystkim ograniczającym zasadom, które obowiązują was, o biedni śmiertelnicy! Jestem Bogiem!


Tommyknocker: Człowieku! W historii powszechnej takich co twierdzili podobnie jak ty, było na pęczki, a potem się okazywało, że jedyne do czego doszli, to przerośnięte ego.

OverLord: Ja nie mam przerośniętego ego, ty marna istoto, bo jestem oświecony! JA jestem jednością ze wszystkim, jestem panem i władcą, niepokonanym OverLordem! Zapamiętaj to sobie! W każdej chwili mogę uczynić cuda, o jakich ci się nie śniło! Jestem wszystkim! Dlatego moim magicznym mottem jest mantra „JA, JA, tylko JA”.

Tommyknocker: Twierdzisz, że jesteś wszechmocny i możesz robić, co chcesz?

OverLord: Oczywiście. Skoro wszystko jest iluzją, to nic nie jest prawdą i wszystko jest dozwolone. Jako osoba wyzwolona jestem ponad wszelkim prawem, także karmicznym, wiccańskiej potrójnej odpłaty i tak dalej. Realizuję swoją Wolę. Ona jest jedynym prawem.

Tommyknocker: Z tego co słyszałem, Miłość jest najwyższym Prawem.

OverLord: Miłość? Owszem. Zgadzam się. Seks, zachcianki, chuć i swawole. To jest dopiero życie!

Tommyknocker: Przyznaj się: jeśli, jak twierdzisz, jesteś ponad normami, to pewnie wyczyniasz jakieś plugastwa?

OverLord: A cóż to jest tak zwane “zło”? Mityczna koncepcja. Kwestia wysoce umowna. Ja robię to, co jest moją Wolą.

Tommyknocker: No to posłuchaj uważnie. Moją wolą jest, żebyś się stąd jak szybciej teleportował. Jeśli to do ciebie nie dociera, mogę użyć mocniejszych słów, a nawet ci przyfasolić w twoją nędzną facjatę. Rozumiesz?

OverLord: Jeszcze pożałujesz, ty głupi świrze…

Tommyknocker: Masz jakiś problem?

OverLord: To ty masz problem! Lepiej nie fikaj!

Tommyknocker: Chyba cię wszyscy przytulimy. Szczególnie ten duży brat koło kwiatków lubi robić misia z zagubionymi magami. Zdarzało mu się nawet łamać kości.

OverLord: Co za cyrk! Straciłem tylko czas! Porażka. Nie było mi miło!

Tommyknocker: Pa, pa. Będziemy się za ciebie modlić do świętej Rity, patronki spraw beznadziejnych.

OverLord: Wal się, frajerze!

Tommyknocker: Nawzajem, złamasie!

OverLord: Głupie fiuty…


Najwyraźniej przyciągamy dziwaków — pomyślałam — jak kościoły i biblioteki. Wtedy zmaterializował się przede mną naprawdę dziwny gość wyglądający jakby strzelił w niego piorun. Bez ogródek zaczął nawijać coś niezrozumiałego, że niby świat, w jakim żyjemy, jest sztuczny, oszukany, a konkretnie zrobiony z włóczki. Wydawało mi się, że niedokładnie usłyszałam, ale facet naprawdę mówił właśnie to: wszystko zrobione jest z włóczki.

Ty też jesteś z włóczki? — zapytałam.

Gość odpowiedział, że jak wszystko, to wszystko. Ale część rzeczy składa się z plastiku, albo z papieru, na przykład niebo jak w filmie Truman Show. Jesteśmy zamknięci w sztucznym świecie, ktoś nas obserwuje i kręci film! A prawdziwy świat jest gdzieś daleko…

Ciekawe ilu jeszcze takich proroków spotkam? — pomyślałam.

WłóczkaMan skupił na mnie swój wzrok, wyciągnął rękę, szarpnął za mój rękaw i z okrzykiem triumfu pokazał jakąś nitkę.

Oto dowód! — oświadczył — Jesteś sztuczna!

Potem wyjaśnił, że ludzie są zrobieni z włóczki, bo zrobił ich na drutach osobiście sam Demiurg HoHoOHon. W rzeczywistości wszyscy są martwi! A jeśli się ruszają, to tylko dlatego, że porusza nimi wiatr!

Poczułam, że muszę uciekać. Gdzie są normalni ludzie? Na szczęście Tommyknocker był w pobliżu i zerkał nieustannie, czy aby nic mi nie grozi ze strony namolnego dziwaka.

Uf! Bramkarze są jednak potrzebni!


Czas mijał i szybko się okazało, że Tom Hex gdzieś zniknął, a wszyscy go szukają, bo ma wygłosić wykład inauguracyjny. Potem obiegła nas wieść, że Hex zamknął się w swoim pokoju na poddaszu i nie chce wyjść mimo nalegań Rady Starszych, czyli Młodszych. A jeszcze później pojawiła się plotka, że Hex ma doła i gra w jakąś grę. Ponoć powiedział zbolałym głosem przez dziurkę od klucza, że musi skończyć level i nie wyjdzie, dopóki tego nie zrobi, a i tak nie wiadomo, czy w ogóle wyjdzie, bo przecież gra w Witchumanji! Chociaż niektórzy twierdzili, że zaginął w grach eXistenZ albo transCendenZ (zobacz film Davida Cronenberga eXistenZ z 1999 roku).


Wszyscy byliśmy tym głęboko poruszeni, bo przecież wiadomo, że Witchumanji jest bardzo niebezpieczna i nie należy grać w nią w pojedynkę, bez asekuracji. Takie próby zawsze kończyły się poważnymi ranami, a nawet śmiercią. Brat Ygg przyniósł nawet apteczkę, w której oprócz tradycyjnych środków, takich jak korzeń mandragory, szałwia, kość piszczelowa, suszone żaby i kryształy, dołączono środki niekonwencjonalne: aspirynę, wodę utlenioną i krople żołądkowe. Według Ygga medycyna konwencjonalna to ta odwieczna, a niekonwencjonalna to współczesna farmakoterapia. Siostra Ostra dodała też bandaże, ale takie dziwnie pożółkłe, zmiętolone. Słyszałam potem w kuluarach awanturę o jakąś mumię z piwnicy, ale nie wiem dokładnie, o co chodziło.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 14.84