E-book
6.83
drukowana A5
18.88
drukowana A5
Kolorowa
42.5
Rzecz o niezapisanych wierszach

Bezpłatny fragment - Rzecz o niezapisanych wierszach

Objętość:
104 str.
ISBN:
978-83-8155-304-9
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 18.88
drukowana A5
Kolorowa
za 42.5

Ewinkowi

— Dziękując za piękno Twoich obrazów i rysunków

Obawa

Rysunek autorstwa Ewy Golińskiej — Pisarkiewicz wykonany w 2018 roku pastelami na kartonie.

Rzecz o niezapisanych wierszach

Firanka (II)

Zniknął

rodzinny dom


na wietrze kołysze się

jeszcze


zawstydzona firanka

Okno Heraklita

Nie chcę siadać

w fotelu i patrzeć

w okno

z widokiem

na Wzgórze Umarłych


ten czas

odpłynął


a nie wchodzi się

przecież ponownie

do tego samego

spojrzenia

Niezapisane wiersze

Wybaczcie mi

wszystkie wiersze

których nie zapisałem


może znajdziecie

gdzieś

lepszego właściciela


wiersze

nie powinny być

bezpańskie

Nad grobem poety

Nigdy nie byłem poetą


choć

próbowałem


pisałem wiersze

lecz nie uczyniło to ze mnie

poety

tak jak przyrządzanie potraw

nie uczyniło ze mnie

kucharza


stoję na cmentarzu

i czytam wykuty w kamieniu fragment

ostatniego wiersza

Feliksa Rajczaka


i wiem że


nigdy nie będę poetą


w moich wierszach

jest zbyt mało dotyku

porannej mgły

Piosenka o wspólnej podróży (II)

Ktoś na śmierć

wybrał się

inny poszedł

na miłość


Ktoś zapatrzył się

w wiatr

a ktoś

ruszył w zawiłość


A ja wciąż

jestem tu

ciągle idę

przy tobie


schylam się

do twych rąk

skrywam w cieniu

twych powiek


Ktoś na stos

rzucił się

inny skrzydła

rozwinął


Ktoś tam z marzeń

swych spadł

i w pamięci

zaginął


A ja wciąż

jestem tu

ciągle idę

przy tobie


schylam się

do twych rąk

skrywam w cieniu

twych powiek


Inny z krzyża

sam zszedł

poszedł drogą

do słońca


A ktoś choć

starał się

nie odnalazł

jej końca


A ja wciąż

jestem tu …

Rzecz o niezapisanych wierszach (I)

Niezapisane wiersze

są fragmentem

pustki

puzzlem nicości

ziarnkiem

niepoznania


Niezapisane wiersze

są źródłem

sprzeczności

bo przecież gdzieś

istnieją …

mimo braku

trwania

Opuszczone wiersze

Wiersze

nie powinny

być

bezdomne

opuszczone

nieczytane


nie powinny

usychać

w samotności


trzeba brać je na ręce


trzeba brać w dłonie

górski strumień

i zwyczajny wiatr

Wyjście (II)

Piszę

„wiersze

wierszyska

i wierszyki”


wypisuję się

z siebie

Chwila (VII)

ptasi

świergot

inkrustuje

ciszę

Las pod wsią Fajum

światło

jak powietrze zatopione

w bursztynie

a w nim odbija się

staw filuternie

zanurzony pośród drzew


nic nie mąci niczego


w pagórkowatym lesie

ptak nieśmiało

rozmawia z ciszą


głęboką

jak najprawdziwszy wiersz

Rzecz o niezapisanych wierszach (II)

Przepraszam was wszystkie wiersze

spalone i niezapisane

za tę zapałkę wieczorem

i pustkę kartki nad ranem


Przepraszam was słowa za gniew

przepraszam za romans z lenistwem

za wygłodniały płomień

i za … stronice wciąż czyste


Czasu nie wrócę

nie wstrzymam

dłoni

co już zawiniła


To wszystko niestety

minęło

te wiersze

już się prześniły


Przepraszam litery przyjazne

które mi zaufałyście

— jednych nie przygarnąłem

a inne … zbyt płomieniście

Jesień

Znikam

po drugiej stronie

tłumu

dorocznej

wędrówki

liści

Nadaremność (XXXIII)

marzeniami

wykarmię

prostokąt

który mnie

przygarnie

Physalis

Biorę w dłonie

owoc peruwiańskiej

miechunki

zamknięty w zmysłowej

sukience


rozchylam ją

i sięgam

po jasnopomarańczową

kuleczkę


jest jednocześnie

trochę kwaśna

i troszeczkę słodka


podobnie

jak codzienność

Portret Beatrycze

Beatrycze wierzy

w dobre anioły

i w niepodległość drzew

— czasami wydaje jej się

że są lepsze

od ludzi


Wierzy we wróbla

przylatującego

od czasu do czasu

na jej balkon

— ptak siada na najdalszej

części balustrady

i przyjmuje pozę modelki

z sesji fotograficznej


Beatrycze wierzy

w muzykę


Nie ufa zegarom

obłokom

biedronkom

i zeschniętym liściom


Nie cierpi

wyznawców hałasu


Szuka siebie

za kolejnymi zakrętami

wieczorów

i w książkach

których tytuły

są równie zapomniane

jak ona


Beatrycze chciałaby

chodzić zimą

po nadmorskiej plaży

…nad Bałtykiem

i wędrować przez

rozsłonecznioną Wenecję


Zwykłe marzenia

Zwykła dziewczyna

Zwykły wiersz


Tak powiecie


A ja myślę

że w wieku

w którym

nie ma białych plam

na mapach

a sny

wędrują

na orbitę okołoziemską

i dalej


Beatrycze

jest jak

nieodkryty świat

z ukrytego wymiaru

śnionego

w równoległej rzeczywistości

Rzecz o Beatrycze

Beatrycze

jest jednocześnie

bukietem barwinków

i białą jaskółką


zapomina

dzieciństwo


mycie brudnych

od smarów dłoni

w ropie

i w proszku do prania


rąbanie drewna

i dźwiganie węgla z piwnicy


zapomina

piasek nad Wartą w Uniejowie

i smak żurku

„Mimozie”


rosół z wermiszelem

gotowany

przez mamę

na denaturatowej kuchence

wśród drzew pola namiotowego

w Stegnie i w Sobieszewie


mgliście przypomina sobie

robienie warkoczy

ze słomy

i wiązanie snopków

w Jackowie


Beatrycze

jest jednocześnie

bukietem barwinków

i białą jaskółką


jeszcze jest

Nadaremność (XXXIV)

Wszystko już przekwitło

i nawet Alicja

zniknęła

gdzieś

po drugiej stronie

głębi

niepokornego lustra

Nadaremność (XXXV)

Między

pustym krzesłem

a brzegiem stołu

jest ukryta przestrzeń

gotowa

do wypełnienia

krzykiem

Nadaremność (XXXVI)

Kuszony cieniem

oswajam

wiatr

Obawa (I)

ściskasz w dłoniach

kolory sukienki

ściskasz obawę

której

nie potrafisz

określić

wzór na materiale

nie jest odpowiedzią

jesteś nią

tylko ty sama

W stronę ciszy (I)

trzymając

w dłoni

naczynie

z meandrem

zmierzasz

wprost

w stronę

ciszy

Oczekiwanie (I)

Splotłaś dłonie


czerwona

nitka

rzeczywistości

wiąże cię

z czasem

Josephine Baker (I)

Meander

zaczepił się o twoją

dłoń


wskazuje

już

tylko

wczorajszy

wiatr

Martwa natura ze sznurem

zwykły powróz

sznur

lina

zieleniała

i jednocześnie

wyburzała od wody

od soli

od słońca


zwykły postronek

nad piaskiem

plaży

obmywanej oceanem


zwykły znak wiary

w drodze

donikąd

W stronę ciszy

Rysunek autorstwa Ewy Golińskiej — Pisarkiewicz wykonany w 2018 roku pastelami na kartonie.

Barwy gwiazd minionych

Barwy gwiazd minionych

Ona


— Wciąż myślę, dlaczego najbardziej bolą mnie nogi, gdy wracam z pracy. Rozumiem, że oczy, gardło…, ale nogi? Taki ciepły wieczór, gwiazdy zdają się tańczyć nad dachami. Gwiazdy i …ból nóg.


On

— Znów zmęczona. I kto tutaj jest egoistą? Mówi, że zmieniłem się, ale to przecież nie jest prawda. Jestem wciąż taki sam jak dawniej, jak zawsze. Chciałbym wtulać się w jej włosów pachnące wiatrem sploty, kłaść głowę w zbawcze gniazdo ramienia, czuć ciepło. Znów zmęczona! A ja przecież jestem wciąż taki sam.


Ona


— Woda gotuje się tak długo. Grzałka nie zastąpi jednak gazu. Przywiozą go dopiero jutro. Musze jeszcze zaciągnąć mereżkę w rajstopach. Ale, póki co, włączę radio. O! Znów organy! Pamiętam jak w Kazimierzu siedzieliśmy w kościele. Na dworze było tak gorąco. Upał drgał nad brukiem ryneczku. A w półcieniu nawy kołysała nas, fala po fali, muzyka wylewająca się z piszczałek. Miał takie delikatne dłonie. Palce zawsze błądziły mu tak trochę dziecinnie i nieporadnie. Zawstydzone. Gotuje się woda. Zaleję herbatę.


On


— Marzenia. Jasne, że są fajne. Ale … Nie, właściwie to nie mam racji. Podobno, gdy była z nim … On. Nie znam człowieka. Ale czuję, jak stoi między nami. Mieli się pobrać. Chciała mieć dziecko. Mówił, że jeszcze nie. Ja nie chcę. On też wtedy nie chciał. Miał jakieś szalone plany. Kochał ją. Czy ją kocham? Nie wiem. Ostatnio denerwuje mnie. Idę o zakład, że gdy zapada w te swoje inne krainy, myśli o nim. Cholera! Chyba jestem zazdrosny.


11 października


Widziałem ją wczoraj z … nawet nie wiem, jak mu na imię. Trzymali się za dłonie, ale czułem, że robili to z przyzwyczajenia. To był dziwny dzień. Spotkałem ją znów na ulicy — tym razem samą. Podszedłem z pozoru swobodnie, choć ołowiane nogi krępowały mój uśmiech. Pocałowałem ją na przywitanie. Rozmawialiśmy jak zawsze … jak zawsze wtedy. Teraz, każdy wieczór jest taki sam, taki samotny. Krzyknąłem: „Dlaczego!?” … Spojrzała z wyrzutem — znów burzyłem błogosławiony spokój. Poza tym nie byliśmy już jednym organizmem. Mimo to usłyszałem jak mówi: „Bardzo mi brak ciebie. Ale to już inne miejsce i inny czas, wiedz, że …”. Pocałowałem ją szybko i odbiegłem. Znów odbiegłem.


Ona


— Zostaw proszę! Nie dziś. Tak duszno. Zimno mi. Przykryj mnie i przytul się do mnie. Wiesz, słuchaj, opowiem ci coś. Byliśmy kiedyś w górach i …


On


— Nie mów teraz nic …


Ona


— I w tych górach, mimo że był maj, śnieg sięgał do kolan. Nie dotykaj mnie!!


*


Nie chcę go. Nie mogę tak dłużej. To przecież kłamstwo. Lepka mgła. Tak zimno. Jutro… jutro porozmawiam. Niech tylko uspokoi się. Spać. Spać. W Kazimierzu było tak ciepło. Tak trudno, gdy plącze się tyle muzyki z ciepłem tamtych dłoni.


On


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 18.88
drukowana A5
Kolorowa
za 42.5