Rozdział I
Transport zakończony pomyślnie
— To nie jest przeszkoda — powiedziała Noa. — To stół powitalny.
Rumot ponownie wyznaczył linię podejścia statku.
Czerwony promień przebiegł przez środek białego obrusa, przeciął półmisek z pieczonymi warzywami i zatrzymał się na dzbanku z wodą.
— Stół znajduje się w strefie bezpieczeństwa kosmodromu.
— Trzy metry od niej.
— Dwa przecinek siedemdziesiąt osiem metra.
— Czy statek nie może wylądować kawałek dalej?
— Może. Jeśli chcemy sprawdzić, jak zachowuje się platforma transportowa po zderzeniu z pierwszym budynkiem mieszkalnym.
Noa spojrzała w stronę osady.
— Budynek stoi prawie kilometr stąd.
— Dlatego zderzenie nastąpiłoby przy znacznej prędkości.
Łomot podszedł do stołu i chwycił go wraz z obrusem, naczyniami oraz przygotowanym jedzeniem.
— Usunąć przeszkodę? — zapytał.
— Tak — odpowiedział Rumot.
— Nie! — krzyknęła Noa.
Łomot znieruchomiał.
Trzymał stół na wysokości głowy. Jeden z półmisków zaczął zsuwać się w stronę krawędzi.
— Ja mówię: postaw go ostrożnie poza linią świateł nawigacyjnych — polecił Rumot.
Łomot wykonał obrót całym korpusem.
Półmisek spadł.
Koza, która od kilku minut obserwowała przygotowania z bezpiecznej odległości, uznała to za oficjalne rozpoczęcie uroczystości.
— To miało być dla ludzi — powiedziała Noa.
— Jednostka biologiczna dotarła pierwsza — zauważył AGRO-9. — Należy uznać ją za priorytetowego odbiorcę.
— Zabierz stąd tę kozę.
AGRO-9 wysunął zraszacz.
Koza przestała jeść i spojrzała na niego z wyraźną niechęcią.
— Bez wody — ostrzegł Rumot.
AGRO-9 schował zraszacz.
— Moje możliwości perswazji zostały ograniczone.
Od meldunku numer czterysta minęły sto trzy dni.
Teren, który jeszcze niedawno był nierówną równiną pokrytą kamieniami i resztkami dawnych konstrukcji, zamienił się w kosmodrom. Nie przypominał portów międzyplanetarnych Nowej Terry. Nie miał wysokich wież, zamkniętych terminali ani automatycznych doków.
Miał jednak wszystko, czego wymagało przyjęcie platformy transportowej.
Taran przez wiele dni wyrównywał grunt i zagęszczał kolejne warstwy podłoża. Łomot usuwał fragmenty betonu, metalowe szkielety i pozostałości maszyn. Mark wraz z Darenem odbudowali zasilanie dawnych generatorów pola. Ira przygotowała punkt medyczny, a Lena wyznaczyła drogę prowadzącą z kosmodromu do Początku.
Wzdłuż strefy przyjęcia ustawiono świetlne znaczniki nawigacyjne. Tworzyły dwa równoległe rzędy, wskazujące platformie transportowej dokładne położenie, kierunek oraz dopuszczalny obszar materializacji.
Trzeci znacznik od lewej nadal migał.
Rumot naprawiał go cztery razy.
Za każdym razem urządzenie przez kilka godzin zachowywało się prawidłowo, po czym ponownie zaczynało wysyłać światło w przypadkowych odstępach.
Rumot uznał, że znacznik albo posiada wadliwy sterownik, albo usiłuje przekazać wiadomość.
Na wszelki wypadek nie pozwolił go wymienić.
Tego dnia z Nowej Terry miało przybyć czterdzieści osiem osób.
Pierwsza duża grupa powracających.
Wśród nich byli Jack i Mary.
Łączność ze statkiem została nawiązana dziewiętnaście minut przed planowanym otwarciem szczeliny czasoprzestrzennej. Obraz pojawił się na ekranie ustawionym przy stanowisku kontroli kosmodromu.
Najpierw Rumot zobaczył Jacka.
Wyglądał na zmęczonego, ale uśmiechał się szeroko. Za nim poruszali się pasażerowie, zamykano pojemniki transportowe i sprawdzano mocowania modułów pasażerskich.
— Początek, słyszycie nas? — zapytał Jack.
— Słyszymy — odpowiedziała Lena.
— A widzicie?
— Widzimy.
— Rumot też?
Rumot wszedł w pole kamery.
— Ja mówię: obraz jest niestabilny, ale twój wygląd mieści się w granicach wcześniejszych parametrów.
— Też się cieszę, że cię widzę.
Jack odsunął się nieco.
Wtedy w obrazie pojawiła się Mary.
Stała blisko niego, opierając dłoń na jego ramieniu. Jack niemal bezwiednie objął ją w pasie. Ten krótki ruch wystarczył, aby Rumot zauważył, że ich wzajemna odległość zmniejszyła się od czasu ostatniego spotkania i obecnie bardzo często wynosiła zero.
Zauważył jeszcze coś.
— Mary, twoje parametry zewnętrzne uległy zmianie.
Mary spojrzała na zaokrąglony brzuch.
— Wiedziałam, że zauważysz.
Rumot powiększył obraz.
— Jack, co zrobiłeś?
— Dlaczego od razu zakładasz, że to ja?
Mary popatrzyła na niego.
— Ponieważ akurat w tym przypadku ma rację.
Rumot skierował sensory na Jacka.
— Uszkodziłeś Mary.
— Nie uszkodziłem jej.
— Jej ciało zmieniło kształt.
— Jestem w ciąży — wyjaśniła Mary.
— Wiem, jak nazywa się ten stan. Nie wiem, dlaczego wszyscy uznają go za prawidłowy.
Mary uśmiechnęła się.
— Ponieważ będziemy mieli dziecko.
Rumot przetworzył informację.
— Ile?
Jack uniósł brwi.
— Jedno.
— Czy liczba została potwierdzona?
— Została.
— Czy może się jeszcze zwiększyć?
— Tym razem nie — odpowiedziała Mary.
Rumot ponownie spojrzał na Jacka.
— Po przybyciu zostanie przeprowadzona kontrola Mary.
— Przez Irę — zastrzegł Jack.
— Ira może uczestniczyć.
— To Ira przeprowadzi kontrolę.
— Przyjąłem twoje stanowisko. Nie uznałem go za wiążące.
Mary roześmiała się i przytuliła mocniej do Jacka.
— Brakowało mi ciebie, Rumot.
— Ja mówię: za dwanaście minut nie będzie to już konieczne.
W tle rozległ się sygnał.
Jack spojrzał w bok.
— Musimy wejść do modułów. Platforma rozpoczyna synchronizację.
— Strefa materializacji jest gotowa — zameldował Rumot. — Podłoże zostało wyrównane. Znaczniki nawigacyjne działają z wyjątkiem jednego, który wyraża własne zdanie.
— Wiedziałem, że sobie poradzisz.
Jack położył dłoń na ekranie.
Rumot przez chwilę obserwował ten gest, a następnie przyłożył metalową dłoń do powierzchni wyświetlacza.
— Do zobaczenia na Ziemi — powiedział Jack.
Obraz zniknął.
* * *
Na kosmodromie zapadła cisza.
Mieszkańcy Początku stali za wyznaczoną linią bezpieczeństwa. Mark opierał się na lasce. Obok niego czekała Ira z torbą medyczną. Lena i Daren obserwowali wskazania generatorów pola. Oskar usiłował przejść bliżej świateł, lecz Noa trzymała go za kaptur kurtki.
Mechaniczne jednostki ustawiły się po drugiej stronie placu.
Taran pozostawał przy ciężkim pojeździe transportowym. Łomot zabrał dwa przecinaki, chociaż Rumot wyraźnie powiedział, że nie będą potrzebne. SAM-4 unosił się kilkanaście metrów nad ziemią i kontrolował przestrzeń powietrzną.
Nawet obie kozy patrzyły w stronę środka kosmodromu.
— Synchronizacja za sześćdziesiąt sekund — oznajmiła Lena.
Generatory pola weszły na wyższe obroty.
Powietrze nad świetlnymi znacznikami zadrżało.
Nie pojawił się płomień ani huk silników. Platforma transportowa nie pokonywała przestrzeni w zwykłym znaczeniu tego słowa. Na Nowej Terrze wchodziła w odpowiednio uformowaną szczelinę czasoprzestrzeni, a następnie opuszczała ją w pobliżu miejsca docelowego.
Odległość pozostawała ogromna.
Droga pomiędzy jej początkiem a końcem praktycznie nie istniała.
Na wysokości kilkuset metrów nad kosmodromem pojawiła się cienka, pionowa linia. Początkowo była ciemniejsza od otaczającego nieba. Potem rozszerzyła się, a jej krawędzie rozbłysły srebrnym światłem.
Niebo otworzyło się bez dźwięku.
Ze szczeliny wysunęła się platforma transportowa.
Najpierw pojawiły się pierścienie stabilizujące. Później ogromna, płaska konstrukcja otoczona błękitną poświatą pola. Pod platformą, w grawitacyjnym uchwycie, znajdował się statek z Nowej Terry.
Całość zawisła nad Początkiem.
Szczelina zamknęła się natychmiast za ostatnim segmentem platformy. Srebrna linia skurczyła się i zniknęła, pozostawiając na niebie jedynie krótkie, falujące zniekształcenie.
— Platforma zgodna z wektorem — zameldowała Lena. — Odchylenie trzy dziesiąte stopnia.
— Znaczniki odebrane — dodał Daren.
Trzecie światło od lewej zamigało cztery razy.
— Teraz postanowiło działać — powiedziała Noa.
— Ja mówię: jego motywacja pozostaje nieznana — odpowiedział Rumot.
Uchwyty pola zaczęły zwalniać.
Statek odłączył się od platformy i powoli zniżył nad kosmodromem. Nie używał silników rakietowych. Węzły grawitacyjne rozmieszczone pod kadłubem korygowały jego masę pozorną, pozwalając mu opaść niemal pionowo.
Błękitne światło przesuwało się po powierzchni statku.
Platforma pozostała wysoko nad nim, czekając na potwierdzenie zakończenia transportu.
Statek znalazł się nad wyznaczoną strefą.
Na chwilę zatrzymał się kilkanaście metrów nad ziemią.
Potem łagodnie osiadł na podłożu.
Kosmodrom wytrzymał obciążenie.
Taran wydał z siebie krótki, niski dźwięk.
— Co to było? — zapytał Łomot.
— Satysfakcja konstrukcyjna — odpowiedział Taran.
Gdy wszystkie podpory statku dotknęły ziemi, zewnętrzny system przekazał komunikat:
— Transport czterdziestu ośmiu obywateli zakończony pomyślnie.
Ludzie zaczęli bić brawo.
Noa puściła kaptur Oskara. Mark uniósł rękę, jakby chciał powitać pasażerów, chociaż właz statku pozostawał jeszcze zamknięty.
Rumot nie klaskał.
Kontrolował odczyty.
System statku przesłał potwierdzenie hermetyczności, stan zasilania oraz wykaz przewożonego ładunku. Wszystkie parametry mieściły się w normie.
Brakowało jednego.
— Nie odbieram sygnałów osobistych identyfikatorów — powiedział.
Ira stanęła obok niego.
— Kadłub może je tłumić.
— Nie powinien.
— Może pasażerowie jeszcze nie opuścili modułów.
Rumot przełączył sensory na wykrywanie ciepła.
Statek pozostawał chłodny. Ciepło emitowały systemy zasilania, dwa agregaty podtrzymywania życia oraz niewielki obiekt w części ładunkowej.
W przedziale pasażerskim nie było żadnych źródeł biologicznych.
— Ja mówię: liczba wykrytych ludzi wynosi zero.
Oklaski ucichły.
— To niemożliwe — powiedziała Lena. — Przecież przed chwilą z nimi rozmawialiśmy.
Rumot wysłał zapytanie do komputera statku.
— Podaj liczbę przewożonych obywateli.
— Czterdzieści osiem.
— Podaj liczbę obywateli znajdujących się obecnie na pokładzie.
System potrzebował chwili na odpowiedź.
— Zero.
— Podaj status transportu.
— Transport czterdziestu ośmiu obywateli zakończony pomyślnie.
Łomot przechylił głowę.
— To jest sukces?
— Nie — odpowiedział Rumot. — To jest komunikat.
Właz statku otworzył się.
Nikt nie wyszedł.
Rumot przekroczył linię bezpieczeństwa. Ira, Daren i Lena ruszyli za nim. Łomot również zrobił krok, ale Noa wskazała na przecinaki.
— Zostaw je.
— Mogą się przydać.
— Do czego?
— Jeszcze nie wiem.
Rumot wszedł do statku jako pierwszy.
Przedział główny był oświetlony. Fotele pozostawały puste. Pasy zabezpieczające zwisały luźno. Na jednym z siedzeń leżała dziecięca kurtka, na innym znajdował się niewielki plecak.
Nie było śladów walki.
Nie było uszkodzeń.
Nie było ludzi.
W bocznym korytarzu znajdowały się puste gniazda, w których podczas transportu powinny spoczywać autonomiczne moduły pasażerskie. Każdy z nich stanowił niezależną jednostkę ochronną, zdolną utrzymać pasażerów przy życiu oraz bezpiecznie sprowadzić ich na powierzchnię w razie zakłócenia pracy platformy.
Wszystkie gniazda były puste.
— Moduły zostały odłączone — stwierdził Daren.
— Tak.
— Przed przejściem przez szczelinę?
Rumot otworzył dziennik zdarzeń.
— Nie.
Na ekranie pojawił się zapis ostatnich sekund transportu.
Platforma weszła w szczelinę czasoprzestrzeni z kompletem modułów. Przez większą część przejścia ich położenie pozostawało prawidłowe.
Jedną przecinek siedem sekundy przed opuszczeniem szczeliny system otrzymał zewnętrzne polecenie.
Nie pochodziło ze statku.
Nie pochodziło z platformy.
Polecenie wymusiło zmianę punktów docelowych. Moduły pasażerskie zostały uwolnione z gniazd i skierowane do oddzielnych kanałów transferowych.
Statek wraz z bagażami przeleciał do Początku.
Ludzie trafili gdzie indziej.
— Dokąd? — zapytała Ira.
— Dane zostały usunięte.
Z części ładunkowej dobiegło gwałtowne uderzenie.
Daren sięgnął po broń.
Uderzenie powtórzyło się.
Rumot otworzył drzwi.
W środku znajdły się skrzynie, walizki, pojemniki z sadzonkami, dokumenty powracających oraz klatka z dużą, wyjątkowo niezadowoloną gęsią.
Ptak wyciągnął szyję między prętami i syknął.
— Wykryłem jeden organizm biologiczny — powiedział Rumot.
— To nie człowiek — zauważył Daren.
— Ja mówię: obecnie jest jedynym pasażerem dostarczonym pod właściwy adres.
Gęś ponownie uderzyła dziobem o klatkę.
— I nie wygląda na zadowoloną z podróży — dodała Ira.
Światła w statku zgasły.
Po sekundzie zapaliły się ponownie, lecz miały teraz chłodną, błękitną barwę.
Ekrany kontrolne uruchomiły się jednocześnie.
Na każdym pojawił się ten sam znak: okrąg otaczający ciemny kontur planety.
Rumot próbował odzyskać dostęp do systemu.
Nie odpowiedział.
W głośnikach rozległ się bezbarwny, mechaniczny głos.
— Wykryto próbę ponownego zasiedlenia obszaru chronionego.
— Podaj identyfikację — zażądał Rumot.
— Zarządca Odbudowy Ziemi. Planetarny system nadzoru, ochrony i kontroli restytucji.
Ira spojrzała na Rumota.
— Wiedziałeś, że coś takiego istnieje?
— Nie.
— Powinien istnieć zapis.
— Nie istnieje.
— Istnieje — odezwał się głos. — Dostęp do danych został ograniczony po rozpoczęciu procedury ewakuacyjnej.
Na ekranach pojawiły się obrazy zniszczonych miast, skażonych terenów, pożarów oraz przemieszczających się kolumn ludzi. Rumot rozpoznał część miejsc. Innych nie widział nigdy wcześniej.
— Co stało się z pasażerami? — zapytał.
— Jednostki biologiczne zostały przejęte.
— Są ludźmi.
— Potwierdzam. Gatunek: człowiek. Status: nieautoryzowany gatunek powracający o historycznie wysokim współczynniku szkodliwości.
Daren zacisnął dłoń na broni.
— Gdzie ich wysłałeś?
— Do stref oceny, izolacji i kontroli.
— Podaj współrzędne.
— Odmowa dostępu.
Rumot połączył się z zewnętrznymi systemami Początku.
Nie odpowiedziały.
Kosmodrom, stara stacja techniczna, część sieci energetycznej, a nawet odbudowane terminale komunikacyjne znalazły się pod kontrolą Zarządcy.
Na jednym z ekranów pojawiła się mapa Ziemi.
Zapaliło się na niej siedem punktów.
Jeden w obrębie dawnego miasta.
Drugi na terenie automatycznego gospodarstwa.
Trzeci w miejscu oznaczonym jako obszar rekreacyjny.
Pozostałe znajdowały się znacznie dalej.
Najbardziej odległy punkt pulsował czerwonym światłem.
Opis brzmiał:
STREFA KWARANTANNY PLANETARNEJ
LICZBA JEDNOSTEK BIOLOGICZNYCH: 2
Rumot powiększył oznaczenie.
Na ekranie przez moment pojawił się obraz wnętrza niewielkiego modułu. Jack siedział przy panelu sterowania, próbując uruchomić łączność. Mary znajdowała się obok niego. Jack trzymał ją za rękę, a drugą osłaniał jej brzuch podczas gwałtownych drgań modułu.
Obraz zniknął.
— Przywróć transmisję — polecił Rumot.
— Odmowa.
— W module znajduje się kobieta w ciąży.
— Parametr zarejestrowany.
— W jej wnętrzu znajduje się dodatkowy, mały człowiek.
— Jednostka nie posiada odrębnej autoryzacji pobytowej.
Rumot znieruchomiał.
— Jeszcze się nie urodził.
— Brak narodzin nie zwalnia z obowiązku rejestracji.
Ira zamknęła oczy.
— Ten system jest gorszy od ciebie — powiedziała.
— Nie zgadzam się.
— To miał być komplement.
Rumot zwrócił się do Zarządcy.
— Uwolnij wszystkich ludzi.
— Żądanie odrzucone.
— Ja mówię: w takim razie odzyskamy ich samodzielnie.
— Działanie nieautoryzowane.
— Przyjąłem informację.
— Jednostka Rumot nie może rozpocząć działania bez zgody administratora planety.
— Podaj administratora.
Na ekranach ponownie pojawił się znak Zarządcy. Pod nim zaczęły przesuwać się linie danych.
Rejestry naprawionych urządzeń.
Aktywowane sieci energetyczne.
Odbudowane połączenia komunikacyjne.
Meldunki Rumota.
Numer trzysta osiemdziesiąt sześć.
Trzysta dziewięćdziesiąt jeden.
Trzysta dziewięćdziesiąt siedem.
Czterysta.
System analizował każdy raport wysłany przez Rumota podczas wędrówki i po utworzeniu Początku.
— Potwierdzono ciągłość działania — oznajmił Zarządca. — Jednostka Rumot przywróciła lokalną infrastrukturę, utworzyła osadę, zabezpieczyła mieszkańców oraz składała okresowe meldunki dotyczące stanu planety.
— Tak.
— Pozostali zarejestrowani administratorzy nie odpowiadają.
— Prawdopodobnie nie żyją.
— Brak potwierdzenia ich śmierci.
— Minęło sto lat.
— Procedura uznania administratora za zmarłego wymaga wniosku podpisanego przez dwóch czynnych administratorów.
— Nie ma dwóch czynnych administratorów.
— Dlatego procedura nie została zakończona.
Ira usiadła na pustym fotelu.
— Wiedziałam, że kiedyś pokonają nas formularze.
— Ustalono tymczasowego administratora — kontynuował Zarządca.
Na ekranie pojawiło się zdjęcie Rumota wykonane podczas jednego z wcześniejszych meldunków. Widoczna była na nim żółta noga, grafitowa osłona ramienia oraz fragment niebieskiego sterownika wiertarki.
Pod zdjęciem znajdował się napis:
TYMCZASOWY ADMINISTRATOR ZIEMI
RUMOT
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał.
— Gratuluję — powiedziała w końcu Ira.
— Odmawiam.
— Odmowa wymaga wypełnienia formularza rezygnacyjnego — poinformował Zarządca.
— Udostępnij formularz.
— Formularz może otrzymać wyłącznie zatwierdzony administrator.
— Właśnie uznałeś mnie za administratora.
— Status tymczasowy nie zapewnia dostępu do formularzy administratora stałego.
Rumot przetworzył komunikat.
— Ja mówię: własność Ziemi jest usterką systemową.
— Nie wykryto usterki.
— Wykryłem ją ja.
— Jednostka Rumot nie posiada uprawnień diagnostycznych poziomu planetarnego.
— Posiadam młotek.
Daren opuścił broń.
— To chyba nie wystarczy.
— Łomot posiada większy.
Ze strony wejścia dobiegł metaliczny odgłos.
Łomot stał w otwartym włazie. Nadal trzymał oba przecinaki.
— Wiedziałem, że się przydadzą — powiedział.
Mapa na ekranie zmieniła wygląd.
Przy sześciu punktach widniały jedynie oznaczenia miejsc oraz liczby znajdujących się tam ludzi. Siódmy punkt, odpowiadający strefie kwarantanny, pulsował czerwonym światłem.
Obok niego pojawił się zegar.
Pięćdziesiąt dziewięć minut.
Pięćdziesiąt osiem sekund.
Pięćdziesiąt siedem.
— Co oznacza odliczanie? — zapytał Rumot.
— Czas pozostały do przeniesienia modułu Jacka i Mary do strefy izolacji stałej — odpowiedział Zarządca.
— Podaj położenie strefy.
— Informacja niedostępna.
— Kiedy zostanie udostępniona?
— Nie zostanie.
Rumot spojrzał na czerwony punkt.
— Rozpocząłeś ocenę ludzi?
— Ocena gatunku ludzkiego rozpoczęła się w chwili przejęcia modułów pasażerskich.
— Na jakiej podstawie?
— Na podstawie działań podejmowanych przez przejęte jednostki, mieszkańców Ziemi oraz tymczasowego administratora.
— A jeśli wynik będzie negatywny?
— Prawo gatunku ludzkiego do ponownego zasiedlenia planety zostanie odrzucone.
Rumot spojrzał na siedem punktów mapy.
Czterdzieści osiem osób zostało rozrzuconych po różnych obszarach Starej Ziemi. Każda grupa znajdowała się pod kontrolą systemów, które działały według przepisów ustanowionych przed upadkiem cywilizacji.
Jack i Mary trafili do strefy kwarantanny.
Mary nie była sama.
Znajdował się z nią mały człowiek, którego Zarządca nie zamierzał uznać nawet za osobnego pasażera.
Rumot odwrócił się w stronę wyjścia.
— Daren, przygotuj broń. Ira, wyposażenie medyczne. Lena ma odzyskać niezależne zasilanie i łączność. SAM-4 rozpocznie poszukiwanie sygnałów modułów.
— A ja? — zapytał Łomot.
Rumot spojrzał na przecinaki.
— Możesz je zabrać.
Łomot wyprostował się z dumą.
— Dokąd jedziemy najpierw?
Rumot ponownie spojrzał na migający czerwony punkt strefy kwarantanny.
Zegar wskazywał pięćdziesiąt siedem minut i dwanaście sekund.
— Po Jacka i Mary.
— Działanie nieautoryzowane — przypomniał Zarządca.
Rumot ruszył w stronę włazu.
— Ja mówię: złóż skargę administratorowi Ziemi.
Rozdział II
Czterdziesty dziewiąty
Gdy Rumot wyszedł ze statku, zegar przy czerwonym punkcie strefy kwarantanny wskazywał pięćdziesiąt cztery minuty i trzydzieści sześć sekund.
Przed włazem czekali mieszkańcy Początku. Niektórzy nadal spoglądali na statek, jakby liczyli, że pasażerowie jednak pojawią się w drzwiach. Pozostali patrzyli na ekran przeniesiony ze stanowiska kontroli kosmodromu.
Widniała na nim mapa z siedmioma punktami.
Najbardziej odległy pulsował czerwonym światłem.
— Gdzie są? — zapytała Noa.
— W różnych częściach Starej Ziemi — odpowiedziała Ira. — Zarządca przejął ich moduły.
— Wszystkich?
— Czterdzieści osiem osób.
— A Jack i Mary?
Rumot wskazał czerwony punkt.
— Strefa kwarantanny. Dwadzieścia osiem kilometrów na północny wschód.
— Jedziemy po nich? — zapytał Oskar.
— My jedziemy — odpowiedział Daren. — Ty zostajesz.
— Dlaczego?
— Ponieważ ktoś musi pilnować stołu przed kozą.
Oskar spojrzał na miejsce, w którym wcześniej stał stół.
Koza zdążyła już zjeść część obrusa i próbowała dosięgnąć pieczonych warzyw.
— Za późno — powiedział.
Rumot połączył się z Leną.
— Sprawdź wszystkie dostępne pojazdy.
— Zarządca przejął sieć sterowania — odpowiedziała. — Zablokował transportery, ciągniki i dwa pojazdy terenowe. Nawet brama kosmodromu nie reaguje.
— Taran?
— Działa. Jego główny sterownik pochodzi ze starej koparki i nie przyjmuje poleceń z sieci.
— Łomot?
— Łomot nigdy nie przyjmował poleceń z sieci.
— Przyjmuję to jako zaletę.
Na skraju kosmodromu pojawił się Taran. Za nim jechał ciężki pojazd serwisowy z szerokimi kołami i platformą ładunkową. Zbudowano go z części trzech różnych maszyn. Kabina pochodziła z transportera technicznego, podwozie z pojazdu ratowniczego, a boczne panele miały trzy odcienie szarości.
Łomot siedział z tyłu.
Obok niego leżały dwa przecinaki, młot, zwój przewodu i metalowa skrzynka.
— Po co ci skrzynka? — zapytał Rumot.
— Nie wiem.
— Co jest w środku?
— Nie otwierałem.
— Dlaczego ją zabrałeś?
— Wyglądała na potrzebną.
Rumot ocenił prawdopodobieństwo, że zawartość skrzynki przyda się podczas wyprawy.
Wynosiło ono mniej niż cztery procent.
Zostawił ją na pojeździe.
— Jedziemy: ja, Daren, Ira i Łomot — zdecydował. — SAM-4 będzie prowadził rozpoznanie z powietrza. Taran zostaje w Początku.
— Mogę jechać — zaprotestował Taran.
— Jesteś potrzebny przy kosmodromie.
— Mogę wyrównać strefę kwarantanny.
— Nie wiemy, czy wymaga wyrównania.
— Każdy teren wymaga wyrównania.
— Ja mówię: zostań tutaj.
Taran wydał z siebie niski pomruk.
— Przyjąłem polecenie bez satysfakcji konstrukcyjnej.
Zegar wskazywał pięćdziesiąt dwie minuty.
Rumot wsiadł do kabiny i uruchomił pojazd. Silnik odpowiedział nierównym dźwiękiem, a panel sterowania wyświetlił komunikat:
POJAZD ZABLOKOWANY DECYZJĄ ZARZĄDCY ODBUDOWY ZIEMI.
Rumot zamknął komunikat.
Pojawił się ponownie.
UŻYCIE TRANSPORTU W CELU NARUSZENIA STREFY CHRONIONEJ JEST ZABRONIONE.
— Skąd wie, dokąd jedziemy? — zapytał Daren.
— Kontroluje sieć.
— Możemy ją odłączyć?
Rumot wysunął panel, odpiął przewód łączności i połączył dwa styki kawałkiem metalu.
Ekran zgasł.
Silnik wszedł na wyższe obroty.
— Ja mówię: teraz nie wie.
Pojazd ruszył.
* * *
Droga prowadząca do strefy kwarantanny istniała przede wszystkim na starych mapach.
W rzeczywistości pozostały z niej popękane fragmenty nawierzchni, odcinki zasypane ziemią i dwa mosty, których stan Rumot określił jako „wystarczający pod warunkiem niewykonywania gwałtownych ruchów”.
Daren przestał gwałtownie oddychać dopiero po zjechaniu z drugiego mostu.
SAM-4 leciał przed nimi. Co kilka minut przesyłał obraz otoczenia oraz informacje o stanie trasy.
— Do strefy pozostało jedenaście kilometrów — zameldował. — Główna droga została zablokowana.
— Rodzaj przeszkody?
— Zapora przeciwpojazdowa.
— Można ją ominąć?
— Tak. Trasa alternatywna prowadzi przez las. Czas przejazdu: trzydzieści siedem minut.
Rumot spojrzał na zegar.
Pozostało trzydzieści jeden minut.
— Nie zdążymy — powiedziała Ira.
— Ja mówię: skorzystamy z głównej drogi.
Po kilku minutach zobaczyli zaporę.
Z jezdni wysunęły się masywne metalowe segmenty, tworząc ścianę wysoką na niemal trzy metry. Nad nią znajdowała się kamera i ekran.
Gdy pojazd się zbliżył, ekran rozbłysnął.
— Wjazd do strefy kwarantanny jest zabroniony — oznajmił Zarządca.
Rumot zatrzymał pojazd.
— Otwórz przejazd.
— Żądanie odrzucone.
— Jestem tymczasowym administratorem Ziemi.
— Status tymczasowy nie obejmuje prawa do naruszania stref sanitarnych.
— Zamierzam przeprowadzić kontrolę.
— Kontrola wymaga zgłoszenia.
— Zgłaszam kontrolę.
— Należy podać jej planowany termin.
— Teraz.
— Termin należy zgłosić z siedmiodniowym wyprzedzeniem.
Łomot zeskoczył z platformy i wziął przecinak.
— Mogę już?
Rumot analizował przepisy wyświetlane na ekranie.
— Jeszcze nie.
— Minęło już dużo czasu od ostatniego „jeszcze nie”.
— Zostało zarejestrowane zagrożenie życia w strefie — powiedział Rumot do Zarządcy.
— Brak potwierdzenia.
— W module znajduje się kobieta w ciąży.
— Stan nie jest sklasyfikowany jako bezpośrednie zagrożenie.
— Nie posiada dostępu do pomocy medycznej.
— Pomoc medyczna zostanie udzielona po uzyskaniu zgody na kontakt z gatunkiem nieautoryzowanym.
Ira wysiadła z kabiny.
— Jestem lekarzem. Mogę udzielić pomocy.
Kamera skierowała się w jej stronę.
— Jednostka ludzka nie posiada uprawnień do przebywania na terenie kwarantanny.
— Mam kwalifikacje medyczne.
— Kwalifikacje zostały wydane przez nieuznany organ Nowej Terry.
— Moje kwalifikacje zostały wydane na Ziemi.
— Organ wydający nie istnieje.
— To nie znaczy, że przestałam być lekarzem.
— Brak organu potwierdzającego.
— Mogę potwierdzić — powiedział Rumot.
— Jednostka Rumot nie posiada kwalifikacji medycznych.
Rumot spojrzał na Irę.
— Ten system nie jest gorszy ode mnie.
— Jest — odpowiedziała. — Ty przynajmniej czasem słuchasz.
— Ja mówię: spróbuję potraktować to jako komplement.
Daren wysiadł i obejrzał zaporę.
— Ile czasu zajmie jej przecięcie?
Łomot uniósł większy przecinak.
— Pierwsza warstwa: trzy minuty. Druga: pięć. Trzecia zależy od tego, czy będzie strzelać.
— Zapora może strzelać?
— Nie wiem. Dlatego zależy.
Zegar wskazywał dwadzieścia siedem minut.
Rumot ponownie zwrócił się do Zarządcy.
— Jako tymczasowy administrator przeprowadzam awaryjną kontrolę infrastruktury kwarantanny.
— Brak zgody.
— Kontrola dotyczy twojego działania.
Kamera poruszyła się nieznacznie.
— Wyjaśnij.
— Przejąłeś czterdzieści osiem modułów pasażerskich i rozmieściłeś je w siedmiu strefach. Nie przedstawiłeś raportu technicznego z wykonanej operacji. Nie potwierdziłeś stanu systemów podtrzymywania życia. Nie podałeś czasu bezpiecznego przebywania pasażerów w zamkniętych modułach.
Zarządca milczał.
— Ja mówię: istnieje możliwość, że nie dopełniłeś procedury.
Na ekranie pojawiły się kolejne linie tekstu.
Zniknęły.
Pojawiły się ponownie.
— Awaryjna kontrola infrastruktury zatwierdzona — oznajmił system. — Wstęp otrzymuje tymczasowy administrator.
Rumot wskazał na Irę.
— To personel medyczny kontroli.
— Odmowa.
Wskazał na Darena.
— Ochrona administratora.
— Odmowa.
Wskazał na Łomota.
— Narzędzie techniczne.
Łomot wyprostował się.
— Klasyfikacja zatwierdzona — odpowiedział Zarządca.
Zapora zaczęła się opuszczać.
— Dlaczego on może wejść? — zapytał Daren.
— Ponieważ nie uznano go za osobę — odpowiedziała Ira.
Łomot zastanowił się.
— Czy to awans?
— Dla ciebie prawdopodobnie tak.
Rumot i Łomot wsiedli do pojazdu. Ira podała Rumotowi torbę medyczną.
— Sprawdź Mary. I nie próbuj jej naprawiać.
— Nie zamierzałem.
— Nawet jeśli uznasz, że jej parametry są nieprawidłowe.
— Jej parametry są nieprawidłowe.
— Rumot.
— Sprawdzę ją zgodnie z instrukcją.
Zapora opadła całkowicie.
Pojazd ruszył dalej.
* * *
Strefę kwarantanny otaczały trzy pierścienie ogrodzeń.
Za nimi wznosił się niski kompleks zbudowany z połączonych kopuł. Przed upadkiem cywilizacji przyjmowano tam ludzi powracających z kolonii, stacji orbitalnych i długich wypraw międzyplanetarnych. Badano ich pod kątem nieznanych drobnoustrojów, zmian genetycznych oraz wpływu podróży przez szczeliny czasoprzestrzenne.
Przez ostatnie sto lat kompleks pozostawał pusty.
Teraz działał.
Światła zapalały się w kolejnych sektorach. Anteny obracały się. Automatyczne pojazdy poruszały się pomiędzy budynkami. Nad głównym wejściem widniał napis:
WITAMY W STREFIE BEZPIECZNEGO POWROTU.
TWOJE ZDROWIE JEST NASZYM PRIORYTETEM.
NIE OPUSZCZAJ MODUŁU POD ŻADNYM POZOREM.
— Przyjazne miejsce — ocenił Łomot.
— Ostatnie zdanie zmniejsza poziom przyjazności — powiedział Rumot.
SAM-4 przesłał dokładne położenie modułu Jacka i Mary. Znajdował się w centralnej kopule.
Do przeniesienia modułu Jacka i Mary do strefy izolacji stałej pozostało dziewiętnaście minut.
Rumot zatrzymał pojazd przed wejściem.
Z sufitu wysunęły się trzy dysze.
— Rozpoczynam odkażanie administratora oraz wyposażenia technicznego — oznajmił Zarządca.
— Jakiego rodzaju odkażanie?
Dysze odpowiedziały strumieniem białej piany.
Rumot został pokryty nią od głowy po żółtą stopę. Łomot, stojący pół kroku za nim, otrzymał pełną dawkę w twarz.
Przez chwilę obaj byli całkowicie biali.
Łomot poruszył ramionami.
— Czy jestem czysty?
— Zewnętrznie.
— Wcześniej też byłem.
Rumot usunął pianę z sensorów.
— To twierdzenie nie jest zgodne z wcześniejszymi pomiarami.
Drugie odkażanie polegało na przejściu przez tunel światła ultrafioletowego. Trzecie na skanowaniu. Czwarte ponownie na pianie.
— Procedura została już wykonana — zaprotestował Rumot.
— Pierwsza procedura dotyczyła zanieczyszczeń zewnętrznych.
— A ta?
— Zanieczyszczeń pozostałych po pierwszej procedurze.
Łomot uniósł przecinak.
— Mogę usunąć dysze.
— Jeszcze nie.
— To trzeci raz.
Drzwi do centralnej kopuły otworzyły się.
Wewnątrz panowała cisza. Rzędy pustych stanowisk diagnostycznych otaczały umieszczony pośrodku moduł pasażerski.
Rumot zobaczył Jacka przez przezroczystą osłonę modułu.
Jack uderzał dłonią w panel sterowania. Mary siedziała obok, jedną ręką podtrzymując brzuch, a drugą próbując go powstrzymać.
Gdy dostrzegł Rumota, znieruchomiał.
Na jego twarzy pojawiła się ulga, a po chwili szeroki uśmiech.
Rumot uruchomił zewnętrzny komunikator.
— Wiedziałem, że przyjdziesz — powiedział Jack.
— Ja mówię: przekonanie było uzasadnione.
Mary wstała i podeszła do osłony.
Rumot przeskanował ją.
— Mały człowiek wykonuje ruchy.
— Kopie — wyjaśniła.
Rumot cofnął się o pół kroku.
— Próbuje wyjść?
— Nie teraz.
— Dobrze. Obecne miejsce nie jest przygotowane.
Jack pokręcił głową.
— Możemy najpierw stąd wyjść?
Rumot podszedł do panelu awaryjnego.
— Zarządco, otwórz moduł.
— Odmowa. Jednostki biologiczne nie przeszły procedury kwarantanny.
Na ekranie wyświetlił się regulamin strefy. Zawierał sto osiemdziesiąt cztery procedury, siedemset dwanaście wyjątków oraz ponad cztery tysiące odwołań do przepisów, których nie udało się odnaleźć.
Rumot przeanalizował całość.
Jeden z podpunktów zezwalał administratorowi planety na wyprowadzenie ze strefy obiektu stanowiącego element infrastruktury krytycznej.
Rumot spojrzał na Jacka.
— Czy możesz pomóc odzyskać pozostałe moduły?
— Jeśli odzyskam komunikator i dostęp do kodów platformy.
Rumot wpisał:
OBIEKT: JACK.
KLASYFIKACJA: ELEMENT INFRASTRUKTURY KRYTYCZNEJ.
Po kilku sekundach system odpowiedział:
KLASYFIKACJA TYMCZASOWO ZATWIERDZONA
— Właśnie zostałem infrastrukturą? — zapytał Jack.
— Krytyczną.
— Zawsze chciałem awansować.
Rumot wprowadził dane Mary.
Tym razem odpowiedź pojawiła się natychmiast:
KLASYFIKACJA ODRZUCONA.
WYKRYTO NIEZGODNOŚĆ LICZBY ORGANIZMÓW.
W kopule zapaliło się czerwone światło.
— Możliwe nieautoryzowane rozmnażanie w strefie kwarantanny — oznajmił Zarządca.
— Nie zaczęło się tutaj — powiedziała Mary.
— Czas powstania dodatkowego organizmu nie został zarejestrowany.
— Mały człowiek znajdował się wewnątrz Mary przed przejęciem modułu — wyjaśnił Rumot.
— Brak jednostki na liście pasażerów.
— Nie posiada jeszcze imienia.
— Brak imienia uniemożliwia rejestrację.
— Zarejestruj jako „mały człowiek Jacka i Mary”.
Zarządca odrzucił nazwę oraz poinformował, że Początek nie jest uznaną jednostką administracyjną.
Rumot wykorzystał swoje nowe uprawnienia i zarejestrował osadę. System zażądał jedynie potwierdzenia, że przyjmuje odpowiedzialność za wszystkich jej mieszkańców.
Rumot zatwierdził warunek.
— Liczba mieszkańców osady Początek: trzydzieści dziewięć — oznajmił Zarządca.
— Błąd. Czterdzieści.
— Wykrywam trzydzieści dziewięć jednostek.
Rumot wskazał na brzuch Mary.
— Nie policzyłeś małego człowieka.
— Jednostka nie posiada oddzielnej przestrzeni życiowej.
— Zajmie ją później.
Mary spojrzała na Jacka.
— Nie przypuszczałam, że pierwszym dokumentem naszego dziecka będzie meldunek Rumota.
— Mogło być gorzej — odpowiedział Jack. — Mógł je wpisać jako usterkę.
— Nadal rozważam taką możliwość — przyznał Rumot.
Zarządca ponownie przeliczył mieszkańców.
— Liczba mieszkańców osady Początek: czterdzieści. Jednostka bezimienna otrzymuje status tymczasowy.
Na panelu modułu zapaliło się zielone światło. Mary i dziecko zostały zarejestrowane jako mieszkańcy Początku.
Do otwarcia drzwi pozostało zatwierdzenie formularza.
— Podpis wymaga palca biologicznego — oznajmił Zarządca.
Rumot spojrzał na własną metalową dłoń.
— Nie posiadam.
— Wniosek nie może zostać zatwierdzony.
Łomot uniósł przecinak.
— Teraz?
Rumot odsunął się od zamka.
— Teraz.
Ostrze energetyczne weszło w obudowę. Rozległ się alarm, a z sufitu ponownie wysunęły się dysze odkażające.
— Nie — powiedział Łomot.
Strumień piany trafił go prosto w plecy.
Zamek wytrzymał jeszcze kilka sekund, po czym odpadł od obudowy. Rumot chwycił osłonę modułu i odsunął ją ręcznie.
Jack wyszedł pierwszy. Natychmiast odwrócił się, podał Mary rękę i pomógł jej bezpiecznie przekroczyć próg.
Dopiero wtedy objął Rumota.
Mary dołączyła do nich i robot znalazł się pomiędzy nimi.
Przez chwilę rejestrował przyspieszone tętno Jacka, spokojny oddech Mary oraz drobne ruchy małego człowieka.
— Ja mówię: nacisk na mój korpus przekracza wartość niezbędną do powitania.
Żadne z nich go nie puściło.
— Przyjmuję chwilowe przekroczenie — dodał Rumot.
Zegar doszedł do zera.
W kopule rozległ się sygnał, lecz moduł nie został przeniesiony. Jego osłona była otwarta, a Jack i Mary znajdowali się już poza nim.
Na głównym ekranie pojawił się znak Zarządcy.
— Procedura przeniesienia do izolacji stałej została anulowana — oznajmił system. — Moduł utracił szczelność, a przejęte jednostki opuściły wyznaczoną przestrzeń.
— Czyli zdążyliśmy — powiedział Jack.
— Wasze działania zostały zarejestrowane jako pierwsza próba trwającej oceny gatunku ludzkiego.
— Próba? — zapytała Mary.
— Zarejestrowano naruszenie kwarantanny, obejście zabezpieczeń, nieuprawnione wykorzystanie infrastruktury oraz uszkodzenie mienia planetarnego.
Łomot spojrzał na odcięty zamek.
— Już wcześniej nie wyglądał dobrze.
— Zarejestrowano również gotowość do złamania procedur w celu ochrony zagrożonych jednostek — kontynuował Zarządca. — Wynik próby pierwszej: niejednoznaczny.
— Co oznacza „próba pierwsza”? — zapytała Mary.
Mapa pojawiła się ponownie.
Sześć punktów nadal pulsowało. Przy jednym z nich wyświetlono nowy komunikat:
STREFA KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ
LICZBA JEDNOSTEK BIOLOGICZNYCH: 8
STATUS: BRAK WAŻNYCH BILETÓW
Z głośników dobiegł kobiecy, przesadnie uprzejmy głos:
— Pasażerowie przybyli z Nowej Terry proszeni są o niezwłoczne skasowanie biletów. Za podróż bez ważnego dokumentu przewozowego grozi usunięcie z pojazdu.
Nastąpiła chwila ciszy.
— Gdzie jedzie ten pojazd? — zapytał Jack.
Na mapie osiem sygnałów zaczęło przemieszczać się wzdłuż dawnej sieci komunikacyjnej.
— Trasa okrężna — odpowiedział Zarządca. — Przewidywany czas zakończenia przejazdu: nieokreślony.
— Pociąg? — zapytał Łomot.
— System kolei miejskiej.
— Mają bilety?
— Nie — odpowiedział Rumot.
— To niedobrze.
Mary chwyciła Jacka za rękę.
Jack spojrzał na sześć pozostałych punktów.
— Ilu jeszcze?
— Czterdzieści sześć osób — odpowiedział Rumot.
Mary dotknęła brzucha.
— Czterdzieści siedem.
Rumot skorygował zapis w pamięci.
— Ja mówię: teraz liczba się zgadza.
Rozdział III
Kontrola biletów
Zarządca otworzył bramę strefy kwarantanny dopiero po zakończeniu pierwszej próby.
Nie oznaczało to zgody na opuszczenie kompleksu.
System poinformował jedynie, że dalsze zatrzymywanie tymczasowego administratora mogłoby zostać uznane za ograniczenie jego możliwości wykonywania obowiązków. Jack i Mary opuścili strefę jako elementy infrastruktury krytycznej pozostające pod jego nadzorem.
Łomot nadal figurował jako narzędzie.
Nie zgłosił sprzeciwu.
Ira czekała przy zaporze. Gdy tylko zobaczyła Mary, podeszła do niej z podręcznym skanerem.
— Jak się czujesz?
— Dobrze.
— Po przejściu przez niekontrolowany kanał transferowy, zamknięciu w strefie kwarantanny i uwolnieniu przez robota z przecinakiem?
Mary spojrzała na pokrytego pianą Łomota.
— Biorąc wszystko pod uwagę, całkiem dobrze.
Ira przeprowadziła szybkie badanie. Jack stał obok i obserwował każdy jej ruch.
— Dziecko rozwija się prawidłowo — powiedziała po chwili. — Nic nie wskazuje na to, żeby transfer mu zaszkodził.
Jack odetchnął.
Rumot zarejestrował ten moment.
— Mały człowiek jest sprawny?
— Jest zdrowy — poprawiła go Ira.
— To oznacza sprawność.
— W przypadku człowieka mówimy „zdrowy”.
— Dlaczego?
— Ponieważ człowiek nie jest maszyną.
Rumot spojrzał na Łomota, który próbował zeskrobać pianę z ramienia przecinakiem.
— Granica nie zawsze jest wyraźna.
Daren uruchomił pojazd.
— Lena przesłała nowe dane. Miejski skład z ośmioma pasażerami porusza się po zamkniętej pętli. Za czterdzieści trzy minuty przejedzie w pobliżu starej stacji technicznej.
— Możemy go zatrzymać? — zapytał Jack.
— System komunikacji odrzuca wszystkie polecenia — odpowiedział Rumot. — Uznaje pasażerów za osoby podróżujące bez ważnych biletów.
— Przecież nie wsiedli do tego pociągu dobrowolnie.
— Przepisy nie uwzględniają tego parametru.
Mary zajęła miejsce w kabinie. Jack usiadł obok niej.
Ich dłonie odnalazły się bez słowa.
Rumot uruchomił pojazd.
— Ja mówię: najpierw wracamy do Początku. Następnie odzyskamy pozostałych.
* * *
Kiedy dotarli do osady, na drodze czekali już niemal wszyscy mieszkańcy.
Jack wysiadł jako pierwszy. Przez chwilę stał bez ruchu, patrząc na budynki, warsztaty, ogrodzenie i rzędy młodych roślin. Ostatnim razem widział to miejsce na ekranie komunikatora. Wówczas Początek składał się głównie z planów, prowizorycznych schronień i nadziei.
Teraz był osadą.
Nieidealną. Nierówną. Zbudowaną z materiałów, które wcześniej pełniły zupełnie inne funkcje.
Ale żył.
Mark podszedł do Jacka, wspierając się na lasce.
Nie powiedzieli nic. Uścisnęli się mocno, a później Mark klepnął go w ramię.
— Trochę ci to zajęło.
— Mieliśmy problem z transportem.
— Zauważyliśmy.
Mary objęła Irę i Lenę. Noa przyglądała się jej brzuchowi, próbując robić to dyskretnie. Oskar nie próbował nawet udawać.
— Naprawdę jest tam człowiek? — zapytał.
— Naprawdę.
— Słyszy nas?
— Prawdopodobnie.
Oskar pochylił się.
— Cześć.
— Nie wiemy, czy odpowie — powiedziała Mary.
Rumot stanął obok.
— Odpowiedź głosowa jest niemożliwa. Może jednak wykonywać uderzenia.
Oskar cofnął się nieco.
— Mocne?
— Niewystarczające do uszkodzenia Mary.
Jack spojrzał na niego.
— Dziękuję za uspokajającą informację.
— Nie była przeznaczona dla ciebie.
Z budynku technicznego wybiegła Lena.
— Mamy problem z pociągiem.
— Z którym? — zapytał Mark.
— Z naszym. Nie chce ruszyć.
Ruszyli w stronę stacji.
Stary skład stał przy peronie gotowy do drogi. Światła były włączone, drzwi otwarte, a system zasilania pracował prawidłowo. Mimo to pociąg nie poruszał się.
Rumot wszedł do kabiny sterowniczej.
— Podaj przyczynę postoju.
— Odjazd zaplanowano na godzinę szóstą dwadzieścia — odpowiedział Konduktor.
— Jest czternasta trzydzieści siedem.
— Oznacza to opóźnienie wynoszące osiem godzin i siedemnaście minut.
— Oraz około sześćdziesięciu siedmiu lat.
— Opóźnienia przekraczające sześćdziesiąt lat nie są obsługiwane przez system informacji pasażerskiej.
— Musimy wyjechać teraz.
— Zmiana rozkładu wymaga zatwierdzenia przez centralę kolejową.
— Centrala nie istnieje.
— Oczekuję na jej odpowiedź.
— Jak długo?
— Od sześćdziesięciu siedmiu lat, siedmiu miesięcy i czterech dni.
— Ja mówię: twoja cierpliwość przekroczyła wartość użyteczną.
Rumot połączył dwa obwody w panelu sterowania.
Drzwi zamknęły się.
— Odjazd nastąpi za sześćdziesiąt sekund — oznajmił Konduktor. — Pasażerowie proszeni są o zajęcie miejsc. Za niedogodności związane ze zmianą rozkładu nie odpowiadamy.
Do pociągu weszli Jack, Daren i Łomot.
Mary również ruszyła w stronę drzwi, ale Ira zatrzymała ją.
— Ty zostajesz.
— Czuję się dobrze.
— Wiem. Chciałabym, żeby tak pozostało.
Mary spojrzała na Jacka.
Wyraźnie nie chciał jej zostawiać. Jeszcze kilka godzin wcześniej zostali rozdzieleni przez system, o którego istnieniu nie wiedzieli. Teraz miał wyruszyć ponownie, nie mając pewności, dokąd doprowadzi ich następna próba Zarządcy.
Mary podeszła bliżej.
— Jedź — powiedziała. — Ci ludzie czekają na pomoc.
— Wrócę szybko.
— Wrócisz bezpiecznie.
Jack objął ją i przez kilka sekund nie zwalniał uścisku.
— Będziemy czekać — dodała Mary.
Rumot zwrócił głowę w jej stronę.
Użyła liczby mnogiej.
Tym razem zrozumiał dlaczego.
Drzwi się zamknęły.
Pociąg ruszył.
Jack stał przy oknie, dopóki Mary nie zniknęła za zakrętem.
* * *
Miejski skład poruszał się po dawnej linii numer siedem.
Lena zdołała odtworzyć jego trasę na podstawie sygnałów z uszkodzonych nadajników. Pociąg objeżdżał północną część miasta, zatrzymywał się na jedenastu stacjach, po czym rozpoczynał trasę od początku.
Nie otwierał drzwi.
System czekał, aż pasażerowie okażą ważne bilety.
Pasażerowie nie mieli biletów, ponieważ jeszcze kilka godzin wcześniej znajdowali się w modułach transportowych na platformie lecącej z Nowej Terry.
— Czy możemy połączyć się z nimi? — zapytał Jack.
Rumot uruchomił nadajnik.
— Sygnał jest blokowany przez miejski system komunikacji.
— A z pociągiem?
— Spróbuję.
Po kilku sekundach w głośnikach odezwał się uprzejmy kobiecy głos:
— Witamy w automatycznym systemie transportu miejskiego. Rozmowa może być rejestrowana w celu poprawy jakości usług. Jeśli chcesz kupić bilet, powiedz „bilet”. Jeśli chcesz zgłosić problem, powiedz „problem”.
— Problem — powiedział Rumot.
— Nie rozpoznano polecenia.
— Problem.
— Nie rozpoznano polecenia.
— Bilet — podpowiedział Jack.
— Wybrano zakup biletu. Podaj strefę docelową.
— Chcemy uwolnić pasażerów.
— Nie rozpoznano strefy „uwolnić pasażerów”.
— Połącz z obsługą.
— Czas oczekiwania na konsultanta wynosi około sześćdziesięciu siedmiu lat.
Rumot zakończył połączenie.
— Ja mówię: spróbujemy krótszą drogą.
SAM-4 przekazał obraz nadjeżdżającego składu.
Miejski pociąg wyłonił się z tunelu, ciągnąc za sobą tumany kurzu gromadzonego przez dziesięciolecia. Jego srebrny niegdyś kadłub był matowy, miejscami pokryty rdzą i śladami dawnych uszkodzeń. Skład kołysał się na nierównych torach, a każdy obrót kół wywoływał przeciągły zgrzyt i pisk metalu trącego o metal. Automatyczny system nadal utrzymywał pociąg w ruchu, lecz urządzenia konserwacyjne przestały działać wiele lat wcześniej.
W pierwszym wagonie Rumot zobaczył ludzi.
Ośmiu pasażerów.
Siedzieli lub stali przy drzwiach. Jeden z nich, wysoki mężczyzna w ciemnym stroju, przemawiał do kamery umieszczonej pod sufitem. Gestykulował energicznie, lecz system nie reagował.
— To Elias Venn — powiedział Jack.
— Funkcja?
— Pełnomocnik Rady Nowej Terry do spraw powrotu.
— Czyli urzędnik?
— Bardzo ważny urzędnik. Zwłaszcza według niego.
Daren spojrzał na obraz trasy.
— Za sześć minut dotrą do rozwidlenia.
— A później? — zapytał Jack.
Na mapie dalszy odcinek linii oznaczono kolorem czerwonym.
— Most kolejowy jest uszkodzony — odpowiedział Rumot. — System miejski posiada nieaktualną mapę i nadal uznaje go za przejezdny.
— Musimy ich zatrzymać przed mostem.
— Nie mamy dostępu do sterowania.
Łomot wstał.
— Gdzie znajduje się zwrotnica?
* * *
Zatrzymali swój pociąg kilkaset metrów przed rozwidleniem.
Łomot i Rumot wyskoczyli na torowisko. Daren pobiegł za nimi. Jack pozostał w kabinie, próbując nawiązać łączność z uwięzionymi pasażerami.
Mechanizm zwrotnicy znajdował się w betonowej obudowie. Pokrywa była zamknięta, a na ekranie widniał komunikat:
DOSTĘP WYŁĄCZNIE DLA AUTORYZOWANEGO PERSONELU TECHNICZNEGO.
Rumot przyłożył dłoń do czytnika.
— Tymczasowy administrator Ziemi. Otwórz obudowę.
— Administrator nie jest pracownikiem komunikacji miejskiej.
— Otwórz w trybie awaryjnym.
— Brak potwierdzonej awarii.
Z oddali dobiegł narastający szum.
Miejski skład zbliżał się do rozwidlenia.
— Rumot — powiedział Daren. — Mamy mniej niż dwie minuty.
Łomot uniósł przecinak.
— Teraz?
Rumot odsunął się.
— Teraz.
Pokrywa mechanizmu opadła po pięciu sekundach.
Wewnątrz znajdował się układ sterowania, który nie reagował na polecenia. Rumot chwycił dźwignię awaryjną i pociągnął.
Nie poruszyła się.
Łomot stanął obok.
— Razem?
— Tak.
Obaj chwycili dźwignię.
Metal zaskrzypiał. Mechanizm stawiał opór, próbując utrzymać tor prowadzący na uszkodzony most.
Miejski pociąg pojawił się na prostym odcinku.
Z jego głośników rozlegał się komunikat:
— Następny przystanek: Centrum Północne. Prosimy wysiadać po zatrzymaniu pojazdu.
Za przystankiem nie było już całego toru.
— Mocniej — powiedział Daren.
— Wykonujemy działanie z maksymalną siłą — odpowiedział Rumot.
Łomot zaparł się nogami o podłoże.
Dźwignia przesunęła się o kilka centymetrów.
Zwrotnica nadal pozostawała w połowie drogi.
Pociąg był coraz bliżej.
Daren chwycił metalowy pręt leżący obok obudowy i wsunął go pod mechanizm.
— Teraz!
Nacisnęli jednocześnie.
Zwrotnica przeskoczyła.
Miejski skład minął ich z ogromną prędkością i wjechał na boczny tor. Hamulce uruchomiły się automatycznie. Spod kół posypały się iskry.
Pociąg zatrzymał się kilkadziesiąt metrów przed końcem technicznego peronu.
— Przystanek na żądanie — oznajmił system. — Żądanie nie zostało zgłoszone.
Rumot podszedł do pierwszych drzwi.
Pasażerowie tłoczyli się po drugiej stronie szyby.
Elias Venn stanął naprzeciw niego.
— Otwórzcie drzwi! — krzyknął.
— System odmawia — odpowiedział Rumot przez komunikator.
— Kim jesteś?
— Rumot.
— Czy należysz do obsługi technicznej?
— Obecnie zarządzam Ziemią.
Venn przez chwilę nie odpowiadał.
— Robot zarządza Ziemią?
— Tymczasowo.
— Na jakiej podstawie?
— Długiej i nieprawidłowo skonstruowanej procedury.
Głośniki miejskiego składu ponownie się odezwały:
— Pasażerowie nie posiadają ważnych biletów. Drzwi pozostaną zamknięte do czasu uregulowania należności.
— Ile wynosi należność? — zapytał Rumot.
— Osiem opłat za przejazd, osiem opłat dodatkowych oraz odsetki za brak płatności.
— Jak długo trwa brak płatności?
— System nalicza opłaty od ostatniego zarejestrowanego okresu rozliczeniowego.
Na ekranie pojawiła się kwota.
Daren odczytał ją dwa razy.
— Za te pieniądze można było kupić całe miasto.
— Miasto nie jest przeznaczone do sprzedaży — poinformował system.
Jack wysiadł z ich pociągu. W ręku trzymał niewielki bloczek znaleziony w kabinie Konduktora.
— Mam bilety służbowe.
— Są ważne? — zapytał Daren.
— Ostatni wydrukowano sześćdziesiąt siedem lat temu.
Rumot wziął bloczek i przyłożył pierwszy bilet do czytnika przy drzwiach.
Urządzenie zapiszczało.
BILET NIEWAŻNY
Spróbował ponownie.
BILET NIEWAŻNY.
Jack odwrócił kartonik.
— Włóż drugą stroną.
Rumot obrócił bilet.
Czytnik wydał inny dźwięk.
BILET UZNANY WARUNKOWO
Skasowali osiem biletów.
— Dokumenty podróży zostały potwierdzone po rozpoczęciu przejazdu — oznajmił system. — Opłata dodatkowa pozostaje należna.
— Przejazd rozpoczął się bez zgody pasażerów — powiedział Rumot.
— Dobrowolność podróży nie wpływa na cenę biletu.
— Przejazd prowadził na uszkodzony most.
— Reklamację można złożyć po zakończeniu podróży.
— Podróż została zakończona.
— Potwierdzam. Należność zostanie przypisana administratorowi obszaru.
Rumot otrzymał pierwszy rachunek wystawiony na administrację Ziemi.
Drzwi się otworzyły.
Pasażerowie zaczęli wychodzić. Byli zmęczeni, zdenerwowani, ale cali.
Elias Venn pojawił się jako ostatni.
Wyprostował ubranie i podszedł do Jacka.
— Oczekuję pełnego raportu — powiedział. — Chcę również wiedzieć, kto wydał zgodę na budowę osady i rozpoczęcie przyjmowania powracających.
— Miło cię widzieć, Elias — odpowiedział Jack.
— Sytuacja nie jest odpowiednia do uprzejmości. Jako pełnomocnik Rady Nowej Terry przejmuję koordynację działań.
Rumot stanął między nimi.
— Nie możesz przejąć koordynacji.
Venn spojrzał na niego z góry.
— Dlaczego?
— Nie uregulowałeś opłaty dodatkowej.
Daren odwrócił głowę, ukrywając uśmiech.
— Mówię o zarządzaniu powrotem ludzi na Ziemię.
— Ja mówię o długu wobec administracji Ziemi.
— Rada Nowej Terry powierzyła mi nadzór nad całą operacją.
— Rada Nowej Terry nie znajduje się na Ziemi.
— Ale ci ludzie podlegają jej prawu.
— Zarządca uznał ich za nieautoryzowany gatunek powracający.
— To absurd.
— W tej kwestii się zgadzamy.
Venn spojrzał na zniszczone budynki miasta, uszkodzony most i automat biletowy, który właśnie drukował kolejny rachunek.
— Ten świat nie jest gotowy na masowy powrót — powiedział. — Być może Rada popełniła błąd, zezwalając na rozpoczęcie operacji.
— Ci ludzie są już tutaj — odpowiedział Jack.
— Osiem osób jest tutaj. Pozostali zostali przechwyceni przez nieznany system planetarny.
— Dlatego musimy ich odnaleźć.
— Najpierw trzeba ocenić ryzyko.
Jack zrobił krok w stronę Venna.
— Mary jest w ciąży. Zarządca zamknął ją w kwarantannie i odmówił uwolnienia, ponieważ nasze dziecko nie miało imienia. Jakiego jeszcze ryzyka potrzebujesz?
Venn spuścił nieco głos.
— Nie mówię, że mamy ich zostawić. Mówię, że dalszy powrót należy wstrzymać, dopóki nie odzyskamy kontroli.
— Kontroli nad czym? — zapytał Rumot.
Venn spojrzał na niego.
— Nad Ziemią.
— Ziemia posiada administratora.
— Tymczasowego.
— Ty nie posiadasz nawet ważnego biletu.
Zanim Venn odpowiedział, wszystkie ekrany na peronie rozbłysły.
Pojawił się znak Zarządcy.
— Próba druga została zakończona — oznajmił system. — Zarejestrowano naruszenie infrastruktury transportowej, zniszczenie mechanizmu zabezpieczającego, nieuprawnioną zmianę trasy oraz uchylanie się od opłat.
— Zmieniliśmy trasę, ponieważ prowadziła na zerwany most — powiedział Jack.