E-book
15.75
drukowana A5
30.29
Ruina Imperii

Bezpłatny fragment - Ruina Imperii


Objętość:
63 str.
ISBN:
978-83-8467-033-0
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 30.29

Rozdział I

Roma Capta!

Był 4 września 476 roku pańskiego.

Flawiusz Odoaker, Rzymianin pochodzenia germańskiego obaliwszy uzurpatora Romulusa Augustulusa zebrawszy senat w Rawennie przemówił w te słowa.

— Ludu rzymski, nastał kres rządów uzurpatora, uwolniłem was.

Zrobił krótką pauzę.

— W zamian żądam jednego, uznania mojej władzy.

Wśród senatorów przebiegł szmer.

W końcu odezwał się jeden z nich.

— Nigdy nie zaakceptujemy Germanina na tronie!

Kilkunastu innych poszło w jego ślady.

— Jestem Rzymianinem. — odpowiedział cicho Odoaker. — Jestem patrycjuszem, obywatelem Rzymu.

— Zniszczyłeś Rzym! — krzyknął starszy Senator z Kapui.

— Albo uznacie mnie za króla… — Odoaker spojrzał gniewnie po senatorach. — Albo wszystkich was zabiję.

Część senatorów pobladła.

— Odoakerze… wiesz co czynisz? — spytał senator.

— Czy tego chcecie czy nie, Rzym musi się zmienić. — odparł Król Italii.

— Czy zamierzasz zostać cesarzem?

— Nie wykluczam takiej możliwości. — odpowiedział po chwili.

Cesarz Wschodniorzymski Zenon usłyszawszy o obaleniu Augustulusa był zaniepokojony.

Wprawdzie Romulus był uzurpatorem, ale był Rzymianinem.

Odoaker był obywatelem Rzymu, ale go zlikwidował.

— Wyślij list do Neposa. — przekazał dyplomacie. — Pomogę mu.

Dyplomata Leoktes spojrzał ze zdziwieniem.

— Na pewno panie chcesz to zrobić?

Zenon milczał przez dłuższy czas.

Wielokrotnie Wschód pomagał Zachodowi. Dostarczał wojska, finansów a także wykształconych ludzi.

— Nie porzucę Zachodu. — powiedział w końcu.

— Z jakiego powodu? — spytał Leoktes.

— Lepiej, żeby Italią rządził Rzymianin, który będzie nam posłuszny niż nieobliczalny Germanin. — odparł po chwili.

Dyplomata skinął głową.

Po jego wyjściu Izauryjczyk został sam.

Podszedł do mapy.

— Kiedyś wielkie imperium… teraz… wspomnienie.

Skierował swój wzrok ku Dalmacji.

— Mam nadzieje, że nie popełniam błędu.

Oderwał wzrok od mapy.

— Mógłbym spróbować go przekupić. — zastanawiał się. — Ale on nie zadowoli się tylko namiestnictwem w Italii.

Z tą myślą podpisał rozkaz przekazania Neposowi pieniędzy.

Flawiusz Juliusz Nepos czytał list z Konstantynopola.

Zmarszczył brwi.

Po chwili odłożył na biurko.

— Przysyła mi flotę… — powiedział po chwili.

Jeden z doradców spojrzał na niego pytająco.

— Co zrobimy? ww

— Dopóki żyję istnieje Rzym. — odpowiedział.

— A Syagriusz? — spytał Poncjusz będący przedstawicielem lokalnej arystokracji.

— Syagriusz ogłosił niezależność. — odparł Nepos. — Naszym priorytetem jest odzyskanie Italii.

— Pytanie tylko czy Senat i papież zaakceptują cię znów jako cesarza. — powiedział Poncjusz.

Władca Dalmacji spojrzał na niego.

— Muszą. — powiedział. — W końcu jestem legalnym cesarzem Zachodu.

— Jeśli zostawimy granice bez obrony Goci zaatakują. — zauważył dowódca lokalnego garnizonu.

— A z kolei, jeśli nic nie zrobimy Odoaker ruszy na nas. — odparł stanowczo Nepos.

— Załóżmy panie, że odzyskasz władzę… co wtedy?

Nepos zamyślił się.

— Rzym wróci. — powiedział po długim milczeniu.

Po wszystkim udał się do prywatnej komnaty.

Romulus Augustulus przebywał w areszcie.

Odoaker jeszcze nie zdecydował co zrobić z cesarzem Zachodu.

— Po co ci to było tato. — mruknął do siebie.

Drzwi celi otworzyły się.

— Król chce z tobą mówić. — powiedział jeden ze strażników.

Wyszedł posłusznie z celi i wyszedłszy z lochów ujrzał człowieka, który pozbawił go władzy.

— Chciałeś mnie widzieć magistrze. — powiedział z trudem próbując ukryć odrazę.

Odoaker przyglądał się chłopcu czas jakiś.

W końcu rzekł.

— Senat nigdy nie zgodzi się na to bym cię zabił. — powiedział po chwili.

— Czego ode mnie chcesz?

— Dam ci majątek, uposażenie, pieniądze i spokój, jeśli nie będziesz mieszał się do polityki.

— Myślisz, że się zgodzę? — Romulus spojrzał na niego wzrokiem pełnym nienawiści. — Ojciec uczynił mnie marionetką, ty odebrałeś mi wszystko a świat… świat się mnie wyrzekł.

— Zrozum młodzieńcze. — spojrzał na niego surowo. — Też jestem Rzymianinem.

— Skoro tak, to czemu nie nosisz purpury? — syknął Romulus. — Każdy władca ją ma.

To zbiło Germanina z tropu.

— Każdy cesarz. — powiedział powoli.

Przez chwilę milczeli.

— Przyjmujesz czy nie?

Romulus skinął głową.

— Nie myśl, że po twej śmierci nie sięgnę po władzę. — mruknął opuszczając korytarz.

Teoderyk, król Ostrogotów zwinął papirus i schował go do biurka.

Wychowany w kulturze rzymskiej władca nie był mile widziany u Gotów ci ostatni pomimo silnej romanizacji nadal uważali się za osobny lud od Rzymian.

— Co też Konstantynopol myśli? — spytał sam siebie.

Po pewnym czasie sam sobie odpowiedział.

— Chce wykorzystać nas wszystkich do własnych celów.

Zawołał swojego doradcę.

— Tak wasza wysokość?

— Powiedz Neposowi, że nie zamierzam mu przeszkodzić w odbiciu Italii.

Doradca skłoniwszy głowę wyszedł.

— Czy to dobry pomysł?

— Z naszej perspektywy? Najlepszy.

Skłoniwszy się doradca wyszedł.

Teoderyk został sam.

Spojrzał na mapę Dalmacji.

Potem skierował wzrok ku Italii.

Następnie na Konstantynopol.

— Jeszcze nie. — szepnął.

Senatorowie zebrali się pod Kapuą niedaleko Neapolu.

Romulus widząc ich początkowo nie wiedział co zrobić.

Było ich trzech.

Ankcjusz Sulpicjusz, Marek Orontiusz i Septymiusz Flaccus.

— Wasza cesarska mość. — odezwał się jeden z nich. — Chcemy pomówić.

— W jakiej sprawie? — spytał Romulus otwierając drzwi.

— Rzymu. — odpowiedział drugi.

— Rzymu nie ma. — powiedział po chwili.

— Jest. — upierał się senator.

Chłopak spojrzał na nich poważnie.

— Rzym jest wtedy, dopóki istnieje cesarz. — powiedział po chwili.

— Tym cesarzem jesteś ty panie.

— Cesarzem jest Nepos. — odparł zrezygnowany. — Ja byłem tylko marionetką.

— Mimo wszystko byłeś Imperatorem.

— Czemu tak mówicie panowie? — spytał Romulus. — Idźcie do swego władcy. — dodał.

— On nie jest Rzymianinem.

Chłopak gwałtownie podniósł wzrok.

— Ja tym bardziej nie jestem.

Wszyscy spojrzeli po sobie.

Była to prawda.

Nepos spojrzał na wybrzeże.

Słońce świeciło jasno.

Flota dalmatyńska stała w porcie.

Legioniści załadowali się na statki.

W ich myślach było tylko jedno.

Idą wyzwalać ojczyznę.

Nepos patrzył na to wszystko z niepokojem.

Armia nawet z posiłkami ze Wschodu liczyła piętnaście tysięcy ludzi, gdy Odoaker mógł liczyć na dwadzieścia tysięcy.

Liczył jednak, że zdobędzie Rawennę bezkrwawo.

Gdy miał już wypływać przybył goniec.

— Namiestnik Flawiusz Odoaker przysyła tobie wiadomość. — powiedział wręczając mu pergamin.

Nepos rozwinął go powoli i zaczął czytać.

,,Do Juliusza Neposa, króla dalmatyńskiego ja Flawiusz Odoaker, namiestnik Italii i magister militum pragnę zwrócić ci to, co prawnie należy do ciebie. Nie jest to spisek wymierzony przeciwko tobie, gdyż sam obaliłem uzurpatora, proszę przybądź do Rzymu tam oddam ci władzę w zamian żądam tylko jednego zatrzymania władzy nad wojskiem.

F. Odovac”

— Wiedział o wyprawie. — powiedział cicho. — Dlatego napisał ten list.

— Panie taka okazja może się już nie powtórzyć. — powiedział dowódca floty.

— To prawda. — mruknął Nepos. — Szykowałem kilka tygodni tę wyprawę a teraz mam ją odwołać?

Nikt nie wiedział co odpowiedzieć.

W końcu zwinął pergamin.

— Jeśli myśli, że oddam władzę jednemu dokumentowi to się myli.

— Ale panie…

— O co chodzi?

— Poleje się rzymska krew.

To zatrzymało Neposa.

Nie ważne, ile by wojska zebrał… po drugiej stronie barykady też będą Rzymianie i mieszkańcy Italii.

— Co za dylemat… — powiedział Nepos. — Chcę odzyskać tron, ale nie chcę zabijać swoich.

Po chwili dodał.

— Ale nie mogę też oddać władzy w ręce człowieka, który obalił poprzedniego cesarza.

Wyjął papirus i zaczął pisać.

,,Do Flawiusza Odoakera namiestnika Italii.

Rozumiem twoje zamiary, aczkolwiek muszę uwierzyć, że twoje intencje są prawdziwe. Przypłynę do Rawenny z wojskiem nie po to aby siać spustoszenie, lecz aby władać.

Flawiusz Juliusz Nepos”,

Po czym rzekł.

— Wyruszamy.

Flota zawinęła do portu.

Obaj spotkali się w centrum miasta.

Nepos odezwał się pierwszy.

— Nie ufam ci.

Odoaker skinął głową.

— Wcale nie musisz. — odparł. — Ale musimy współpracować.

Gdy nie przekonało to cesarza magister militum westchnął.

— Jestem obywatelem rzymskim. — powiedział w końcu. — Mam takie same prawa co ty.

— Jesteś Germaninem. — odpowiedział Nepos.

— Jestem Rzymianinem. — zripostował Odoaker.

— Niech będzie Flawiuszu Odovacu. — powiedział zrezygnowany cesarz.

Po chwili dodał.

— Ale robię to tylko ze względu na ludność Italii.

— Tak czy owak wasza cesarska mość potrzebujesz mnie.

— Wiem. — odpowiedział imperator zanim udał się do pałacu.

Odoaker został sam.

Spojrzał na panoramę miasta.

Było piękne.

Malownicze.

Przypomniał sobie czasy, gdy jeszcze był tylko synem swojego ojca.

Po chwili wyszeptał.

— Jeszcze nie jest ten moment. — odpowiedział patrząc na pałac cesarski.

Wiedział jedno, rozpoczęła się gra o purpurę.

Romulus dowiedział się o wszystkim szybko.

Po chwili wyszedł z majątku, który dostał od Odoakera.

Wtedy zatrzymał się gwałtownie.

Kilkanaście metrów dalej stała młoda dziewczyna w pełnej zbroi.

Była Germanką.

— Nie mogło być za prosto. — powiedział.

— Ojciec kazał cię pilnować. — odparła po germańsku.

— Nie znam germańskiego. — powiedział.

— A ja nie lubię łaciny. — odparła po łacinie.

— A jednak mówisz w moim języku.

Tamta zrobiła kilka kroków w jego stronę.

— Niestety.

Romulus zmierzył ją wzrokiem.

— U nas dziewczyny są bardziej cywilizowane. — powiedział.

— Jeszcze jedno słowo. — uniosła miecz.

— Dobrze już spokojnie.

— Grzeczny Rzymianin. — rzekła uśmiechając się lekko. — Krymhilda.

— Romulus.

— Wiem. — odparła.

Schowała miecz do pochwy.

— Nie możesz odejść. — powiedziała.

Romulus nie odpowiedział.

Miała rację.

Rozdział 2

Romulus i Krymhilda

— Odoaker jest twoim ojcem? — spytał zdziwiony.

— Wychowawcą. — odparła. — Mój ojciec odszedł do Walhalli.

— Nie ma takiego miejsca.

— Zachowujesz się tak, jakbyś wszystko o nas wiedział, ale tak na prawdę nie wiesz nic.

— Nie muszę poznawać waszej prawdy. — odparł Rzymianin. — Twój nauczyciel odebrał mi władzę.

— Grzeczniej Romulusie. — Krymhilda zrobiła jeszcze kilka kroków. — Tylko rozkaz taty trzyma cię przy życiu.

— Dziękuje za taką łaskę. — syknął po chwili.

— Powiedziałam coś.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.

Rzymianin i Gotka, chrześcijanin i poganka, cywilizowany i barbarzynka.

W końcu Romulus dał za wygraną.

— Przepraszam. — wykrztusił.

Krymhilda uniosła dumnie głowę.

— Znasz swoje miejsce… dobrze.

— To nie tak.

Dziewczyna uniosła brew.

— A jak?

— Byłem cesarzem. — wyjaśnił. — A teraz jestem tylko nobilem.

— Wiesz, że nigdy nie byłeś tak na prawdę władcą?

— Teraz wiem. — odparł cicho.

— Więc bardzo proszę wróć do siebie. — poprosiła. — Inaczej będę musiała cię zmusić.

Romulus usłuchał.

Powoli odwrócił się.

— Romulus. — zawołała.

— Tak?

— Jeśli będziesz chciał porozmawiać po prostu zawołaj, wiem, jak to jest stracić rodzica.

Drgnął.

Pomimo złości na ojca nadal za nim tęsknił.

— Na razie. — powiedział. — Muszę się przyzwyczaić do mego losu.

Następnego dnia leżał na łóżku.

Nie chciał wstawać.

Nie mógł też wyjść.

Dobijało go to.

— Cóż to za wolność, skoro jestem zakładnikiem. — stwierdził.

Spojrzał na drzwi.

Potem przez okno.

Siedziała na kamiennej ławce czyszcząc miecz.

Ich spojrzenia się spotkały.

— Obmyślasz plan ucieczki? — spytała.

— Być może. — zamyślił się.

— Ignorujesz mnie. — zauważyła podchodząc kilka kroków bliżej.

— Wiesz z mojej perspektywy wasza kultura jest prymitywna.

Na twarzy Krymhildy pojawił się wyraz bólu.

— Nie musisz mnie lubić. — powiedziała. — Ale słuchać już tak.

Romulus szybko pożałował własnych słów.

— Przepraszam. — powiedział cicho.

Wieczorem Krymhilda ponownie siedziała na kamiennej ławie.

Tym razem nie czyściła miecza.

Trzymała w dłoniach kawałek materiału i próbowała naprawić rozdarcie na rękawie.

Romulus przez chwilę obserwował ją z okna.

W końcu westchnął i wyszedł.

Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie.

— Jeżeli przyszedłeś ponownie obrażać moją kulturę, oszczędź sobie.

— Nie przyszedłem.

Krymhilda uniosła brew.

— Więc po co?

Romulus usiadł na drugim końcu ławy.

— Nie wiem.

To ją zaskoczyło.

— Nie wiesz?

— Nie jestem przyzwyczajony do tego, że nie wiem.

Przez chwilę milczeli.

— W pałacu zawsze ktoś wiedział za mnie. Doradcy. Nauczyciele. Ojciec.

— A teraz?

— Teraz mam tylko własne myśli.

Krymhilda spuściła wzrok.

— To czasami najgorsze towarzystwo.

Romulus spojrzał na nią.

— Podobno twój ojciec… odszedł do Walhalli.

— Tak.

— Naprawdę w to wierzysz?

Dziewczyna zastanowiła się chwilę.

— Wierzę, że kiedyś go jeszcze zobaczę.

Romulus nie odpowiedział.

— Mój ojciec żyje. — powiedział po chwili. — A mimo to mam wrażenie, jakbym go stracił.

Krymhilda spojrzała na niego łagodniej.

— To trudniejsze.

— Co?

— Stracić kogoś, kto nadal jest obok.

Romulus pochylił głowę.

— Przez całe życie myślałem, że zostanę zapamiętany jako cesarz.

— A teraz?

— Teraz nie wiem nawet, kim jestem.

Krymhilda poprawiła rękaw.

— Ja też kiedyś nie wiedziałam.

— Ty?

— Tak.

Romulus spojrzał zdziwiony.

— Przecież jesteś pewna siebie.

Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.

— To dlatego, że nauczyłam się udawać.

— Podobnie jak ja.

— Tylko ty udawałeś cesarza.

A ona?

Romulus spojrzał na nią pytająco.

— Ja udawałam, że nie boli mnie to, że wszyscy widzą we mnie tylko Gotkę.

Zapadła cisza.

Pierwszy raz Romulus nie miał odpowiedzi.

Po chwili powiedział:

— Nie wiedziałem.

— Właśnie dlatego powinieneś słuchać.

Skinął głową.

— Tak.

Krymhilda spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.

— Nie spodziewałam się, że tak łatwo przyznasz mi rację.

— Ja też nie.

Po raz pierwszy oboje się uśmiechnęli.

Ale tylko na chwilę.

Bo oboje wiedzieli, że następnego dnia świat nadal będzie taki sam.

Romulus nadal będzie byłym cesarzem.

Krymhilda nadal będzie Gotką.

A między nimi nadal będzie stała historia dwóch światów.

Następnego dnia zapukała do drzwi.

Otworzył.

— Dziś ojciec przyjeżdża do ciebie. — wyjaśniła.

— W jakim celu? — spytał.

— Porozmawiać.

— Za ile będzie?

W tym momencie usłyszeli rżenie konia.

— Jest.

Odwróciła się.

Odoaker podszedł do niej.

— Jak się miewa chłopak moja droga?

— Tylko raz próbował uciec.

Odoaker pogładził ją po włosach.

— Genzeryk byłby dumny.

Po czym dodał.

— Jak chcesz możesz zostać.

— Dobrze, ojcze.

Odoaker poklepał ją po ramieniu i oboje weszli do willi.

Odoaker wszedł do komnaty.

Romulus stał przy oknie.

Przez chwilę żaden z nich się nie odezwał.

W końcu Odoaker powiedział:

— Nie wyglądasz jak człowiek, który cieszy się z wolności.

Romulus spojrzał na niego chłodno.

— Bo nią nie jest.

Odoaker skinął głową.

— Masz rację.

To zaskoczyło młodzieńca.

— Przyznajesz?

— Oczywiście. Jesteś wolny od korony, ale nie od jej ciężaru.

Po chwili usiadł.

— Mój bunt nie był wymierzony w ciebie. — zaczął. — Twój ojciec miał dać nam żołd, ale odmówił.

— Czyli to wszystko… przejęcie władzy, wygnanie mnie… to wszystko z powodu wypłaty?

— Z grubsza tak. — odpowiedział dowódca. — A co do przejęcia władzy…

— Wiem, że oddałeś władzę Neposowi, ale właściwie po co?

— Początkowo chciałem być królem Italii, ale Zenon wprost dał do zrozumienia, że woli wspierać Neposa, więc przywróciłem mu władzę.

— Krymhilda nazywa cię ojcem.

— Bo ją adoptowałem i wychowałem. — wyjaśnił. — Jej matka zmarła przy porodzie, a ojciec zginął na Polach Katalaunijskich.

— Rozumiem.

Krymhilda zawstydziła się.

Romulus spojrzał Odoakerowi w oczy.

— Wypuścisz mnie kiedyś?

— Jeśli będziesz posłuszny, kto wie. — na twarzy rzymskiego wodza pojawił się cień uśmiechu.

Po chwili dodał.

— Czas na mnie.

Ucałował córkę w czoło i wyszedł.

— Jeszcze jedno… — odwrócił się i spojrzał na nią. — Masz brata.

Po tym wsiadł na konia i odjechał do Rzymu.

Gotka nadal była zawstydzona. Nie lubiła, jak obcy widzieli Odoakera w tej roli.

— Dla innych jest wodzem. — powiedziała mieszaniną łaciny i gockiego. — Dla mnie… jest po prostu tatą.

Chłopak podszedł do okna.

— Jeśli jestem na ciebie skazany to przynajmniej naucz mnie swej mowy. — powiedział.

Krymhilda zamrugała, przetarła oczy i otworzyła usta.

— Rzymianin chce uczyć się innego języka niż greki? — spytała zaskoczona.

— Widzę, że lepiej ci wychodzi mówienie po swojemu. — powiedział. — Nie traktuj tego jako szacunku po prostu tak będzie praktyczniej, jeśli chcemy ze sobą rozmawiać.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 30.29