E-book
4.1
drukowana A5
12.08
Rozważania ważne i mniej ważne

Bezpłatny fragment - Rozważania ważne i mniej ważne

Objętość:
56 str.
ISBN:
978-83-8189-980-2
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 12.08

Wstęp

To informacja dla tych, którzy w przyszłości mogą się znaleźć — ludzi chcących ukazać mnie jako materialistkę. Pisarkę, która po pierwsze chce zarobić: <Dostała talent od Boga i zamiast nim służyć to kasę zbiera i żyje sobie wygodnie>. Tutaj zaznaczam, że to jest dla mnie obecnie duży cel. Chcę zarobić tyle, żeby nie bać się np. utraty pracy. I w dużej mierze jestem na tym skupiona. Może dlatego, że zależy ode mnie: jak rozreklamuję moje książki, gdzie z nimi dotrę, jak wycenię…

Jednak był ważniejszy cel, który „odłożyłam na bok” bo nie zależy ode mnie. Treści, które piszę, mają pomagać czytelnikom. Z takim zamysłem je pisałam: żeby kiedyś komuś pomogły. A więc czy ktoś kupi i czy skorzysta to już zależy od Boga. Dlatego tą część „naszego interesu” oddałam Jemu.

Kiedy tworzyłam te teksty nie myślałam, że sama je wydrukuję. Z prostej przyczyny: byłam w zakonie. Wtedy miałam takie przekonanie, że po prostu Siostry znajdą to po mojej śmierci i same zrobią co trzeba. Ale wyszło jak wyszło. Moja droga jako zakonnicy się skończyła i obecnie jako świecka sama mogłam wziąć się do pracy nad publikacją.

.

Milość — moja Droga krzyżowa (zapomniana)

I. Jezus na śmierć skazany.

Wyrok zapadł. Miłość musi umrzeć. Nie chcą mnie.

II. Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

Wtłoczyli mi na plecy krzyż swojej nienawiści. Dlaczego? Bo mieli jej już za dużo. Chwast szybko się rozrasta. Nie dawali już sobie rady. Ktoś musiał wziąć od nich ten nadmiar. A kto mógł to zrobić jeśli nie Miłość? Jeśli nie ja?..

III. Pierwszy upadek Jezusa.

Dużo. Za dużo.. nawet miłość nie wytrzymałą. Musiałem upaść. Ale to też z miłości. do Ciebie. Żebyś wiedziała, że Twoje upadki to nie koniec świata. Moja droga na nim się nie skończyła. I Ty możesz się podnieść.

IV. Jezus spotyka Matkę swoją.

Matko.. jak dobrze Cię widzieć.. Serce, które zna mnie, wie ile cierpię i rozumie dlaczego.. i cierpi razem ze mną. I z Tobą też.

V. Pomoc Szymona Cyrenejczyka.

Złapali kogoś. Zmusili do pomocy. Broni się, ale żołnierzy jest dużo. Stoi już obok, idzie ze mną. Spojrzał mi w oczy.. i coś zobaczył..

Tak, kocham Cię. Mimo, że zmusili Cię, byś mi pomógł to i tak Ci dziękuję.

VI. Jezusowi ociera twarz Weronika.

Ludzka złość tak grubą warstwą przykryła twarz Miłości, że nikt Jej nie poznaje. W każdym spojrzeniu jest odraza. W każdym poza jednym. Weronika. Jej wrażliwe serce poznało. Poznało, ale też miało odwagę, by tą twarz odsłonić. Mimo żołnierzy, mimo rozwrzeszczanego tłumu. I odpowiedź dostała, bo Miłość zawsze odpowiada. Dałem jej swoją twarz na zawsze.

VII. Drugi upadek Jezusa.

Piekło nienawidzi dobroci. Upadłem. Czy więc warto być dobrym, jeśli za to mnie poniżają, wyśmiewają, rzucają kamienie pod nogi?

Tak, powiem Ci. Warto Cię kochać i ciągle mam nadzieję, że mi w końcu odpowiesz.

VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty.

Tak, one też mnie poznają. Matkami są, więc Miłość jest im znana. Tylko, żeby to jeszcze dobrze wykorzystały..

Pociesza mnie, kto się nade mną lituje. Lecz większą pociechą, gdy za własne grzechy żałuje.

IX. Trzeci upadek Jezusa.

Lepsze tysiąc upadków, gdy z każdego powstaniesz, niż jeden tylko, ale w którym zostaniesz.

X. Jezus z szat obnażony.

Rozebrali mnie. I co zobaczyli? Zwykłe ciało ludzkie, gdyby chcieli poznaliby w nim Miłość. Tylko Miłość jest tak bogata, że nie potrzebuje żadnych ozdóbek, jest tak cenna, że nie kupisz Jej za żadne pieniądze. I jest tak czysta, że nie znajdziesz Jej na ziemi, nie znajdując Boga. Szukaj mnie.

XI. Jezus do krzyża przybity.

Jeden gwóźdź. Drugi gwóźdź. Trzeci gwóźdź. Trzy razy „nie!”; trzy razy „precz!” Trzy razy wyrzucili mnie ze swojego życia..

XII. Jezus na krzyżu umiera.

Ostatnie moje słowa „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.” A spojrzeniem odpowiedziałem na te trzy gwoździe: „I tak Cię kocham… I tak Cię kocham… I tak Cię kocham…”

XIII. Jezus z krzyża zdjęty.

Po każdym upadku proś moją Matkę, by pomagała Ci zdjąć mnie z krzyża, bym mógł szybko zmartwychwstać.

XIV. Jezus do grobu złożony.

Nie bój się. Grób to nie koniec. Ja wrócę. Tylko mnie kochaj. Miłość Cię prosi.

Bog Cię widzi. Zawsze i wszędzie

Nie ukryjesz się przed Nim. Uśmiechnąłeś się, czy może zasępiłeś? Myślisz, że Bóg jest jak gestapo, co czeka dniem i nocą na najmniejszy upadek? A kary wymierza bezlitośnie wielkie..? Bóg tak bardzo Cię kocha, że chce na Ciebie patrzeć nieustannie. Jesteś Jego radością. Patrzeć na Ciebie to jego szczęście. A gdy zdarzy się upadek, On przysyła pomoc. Jak patrzysz na swojego chłopaka / dziewczynę? Jak za nim / nią tęsknisz? Jak bardzo czekasz na spotkanie? Lubisz go / ją widzieć? Myśleć o nim / niej?

A Bóg kocha Ciebie jeszcze bardziej. Dlatego chce Cię widzieć częściej. Słuchać co mówisz, patrzeć jak żyjesz, podziwiać Ciebie i to co robisz, myśleć o Tobie, dawać Ci prezenty… to nie jest miłość zaborcza. On cieszy się Twoim szczęściem. Że za 15 min. ten chłopak do Ciebie przyjdzie. Porządny jest, nie zrobi Ci krzywdy, więc Bóg się cieszy. Tylko o Nim nie zapomnijcie.

Bóg — Ojciec Niebieski

Bóg Ojciec Niebieski jest Ojcem wszystkich ludzi, bo wszystkich nas sam stworzył. Dał każdemu oddzielnie pierwiastek życia, niezbędny by istnieć i utrzymuje go póki nie uzna, że ta dusza może do Niego wrócić. Stworzył człowieka z gliny i dał mu tę moc, by ze swego ciała rodził nowe ciało. Stworzył rodziców, by łączyli się w pary i przyjąwszy święty sakrament małżeństwa wydawali potomstwo. Rodzice to współpracownicy Boga w dziele stwarzania człowieka. Daje łaskę i rodzi się nowe życie, albo łaski nie daje. Robi tak, kiedy uzna, że jest potrzeba. A Bóg jest mądry i wie, kiedy jest potrzeba.

Tak więc skoro rodzice są „tylko” współpracownikami Boga w dziele stwórczym człowieka, toteż nie mają prawa, by to życie „usuwać”. Czyli po prostu zabijać. Nie mają mocy, by życie dać, więc nie mają prawa, by życie komukolwiek zabrać.

Bóg jest miłością. Jako Ojciec tak bardzo [bo bezgranicznie] kocha swoje dzieci, cierpi okrutnie, gdy giną one z rąk ludzi — bestii. Bo Inaczej ich nazwać nie można. Zabić własne dziecko to zbrodnia [nieopisana] tak straszna.

Zadanie rodziców to urodzić (matki), wychować, wyżywić, przekazać Boże wartości, wprowadzić w życie chrześcijańskie, zaprowadzić do Kościoła i do sakramentów. Pomóc w najważniejszym wyborze — drogi życiowej, a gdy już „wyjdą z domu” wspierać ich duchowo i materialnie, ile będą w stanie, ile będzie trzeba i jak długo będą żyli. Na tym polega ich współpraca z Bogiem.

Gdy sprzeciwiają się woli Ojca, On by ich nawrócić, dopuszcza jakieś cierpienie. Marnie z nimi jeśli nie odczytają wezwania i będą brnąć dalej w grzech. Jedyną dla nich nadzieją Miłosierdzie Boże, które będzie o nich walczyć, aż do śmierci.

Oczyszczanie boli, bo…

Grzechy to suche gałązki i liście w żywym naszym organizmie — duszy. Miłość Boga to ogień. Wszystko co suche w ogniu pali się natychmiast. Normalnie chętnie palimy liście w jesieni. Ale…

Suche liście naszych grzechów są pomalowane przez diabła. A sam diabeł wmawia nam, że to, co widzimy jest prawdziwe. Widząc jasne, kolorowe, błyszczące, ozdobione listki szkoda nam ich. Kościół tłumaczy, żer szatan to kłamca, wilk w owczej skórze. Ale nam trudno uwierzyć, że pod tą piękną — sztuczną powłoką jest dawno już suchy, martwy i bez koloru liść, który nie nadaje się do niczego, tylko na spalenie. A spalony wydaje woń, która unosi się do Boga śpiewając hymn, pieśń radości: „już nie mam tego grzechu!:)”

I daje radość Ojcu, że dzieci Go tak kocha. A kiedy wszystkie suche części duszy już się spalą, wtedy duszę „pali” tylko czysta miłość Boża. A to już nie boli nic a nic. Ona jest samą rozkoszą, radością, uniesieniem.

Choroby, choroby

Chyba wszystkie choroby mają jakiś zewnętrzny objaw: wysypka, twarz blada lub czerwona, oczy świecące, nos spuchnięty, ręka w gipsie, słychać kaszel i wiele innych..

Tak samo jest z największą „chorobą” dzisiejszego świata. Chorobą najgłębszą, najtrudniejszą do zniesienia, najboleśniejszą, najbardziej utrudniającą zdrowe, dobre funkcjonowanie.

Tą chorobą jest głód miłości. jest to też choroba najpowszechniejsza — bo każdy został stworzony przez Miłość i, chce czy nie, potrzebuje Jej.

Objawy są tak samo różne jak przy tych wyżej wymienionych, ale trudniejsze do wyleczenia, a przy tym trudniejsze, w większości przypadków, do przyjęcia.

Kalectwo, choroby psychiczne, niepełnosprawność, zmieniony wygląd fizyczny, depresje, anoreksja, bulimia, alkoholizm, fobie, nikotynizm, wszystkie używki, pornografia, nadużycia seksualne, problemy z własną płciowością (pary jednej płci)…

Całe mnóstwo jest tych „objawów”. Niektóre mówią „tylko” o tym, że człowiek jest głodny Boga, że potrzebuje miłości. Inne służą do zagłuszania tego głodu (np. używki).

bo jak nie masz nikogo, kto mógłby Ci pomóc, a głód w sercu krzyczy….

Nie masz nikogo, bo wszyscy wokół swoją postawą mówią Ci, że jesteś do niczego, już nic Ci nie pomoże, nic z Ciebie nie będzie, już tylko „śmierć” Cię czeka…

to co możesz zrobić? Ja nie umiałabym wstać ;(

Ostatnie znów są objawem tego, że człowiek szukając źle wybiera. I nie umie zawrócić.

Albo nie wierzy, że może. Bo i po co?.. Dla kogo?..

Umartwienie ciała, a troska o swoje zdrowie

Najpierw pytam siebie „dlaczego to robię?” Czy z miłości do Boga, z pragnienia zbliżenia się do Niego, czy może z racji jakiejś idei, chęci zaszpanowania, zwykłych, ludzkich pobudek? Co mną kieruje?

Po drugie, jeśli mam pozwolenie spowiednika, przełożonej lub innej władzy, tzn. że Bóg tego dla mnie chce. Że to mi pomoże, zbliży mnie do Niego.

Jeśli umartwiam się (chodzi o bardziej konkretne umartwienia typu biczowanie, noszenie włosiennicy czy leżenie krzyżem; do umartwień małych typu siedzenie prosto, wystarczy czysta intencja) „na własną rękę” bez konsultacji z kimkolwiek mogę być nawet pod działaniem złego ducha, który w ten sposób, przez zarozumiałość, chce wpędzić mnie w pychę.

Jeśli nie jestem pewna czystości intencji, która mnie popycha do danego umartwienia po prostu pytam władzę o pozwolenie. Wtedy Bóg zadziała dając pozwolenie lub nie. I mogę spać spokojnie :) (chyba że akurat brak snu będzie umartwieniem).

Umartwiać należy się tylko i wyłącznie z miłości do Boga. Żadna inna motywacja nie daje nam przyzwolenia na tę „działalność.” Dlatego, gdy się umartwiasz rób to tak, by Bóg widział, a nie ludzie. Dla Jego chwały, nie swojej.

I walcz z diabłem, bo będzie kusił.

Troska o ciało, zdrowie ma się w sposób zewnętrzny. Poprzez skromność w ubiorze, rozsądne odżywianie.

Jesteśmy świątynią Ducha Świętego. To mamy ludziom pokazać, by dać świadectwo.

Co trzeba dać ludziom, dać ludziom, co Bogu, dać Bogu.

Jak przyjdzie choroba czy inne cierpienie to z góry. I należy je przyjąć w pokorze, bo ma w nim Bóg swój cel.

Nie może kobieta odkrywać swojego ciała bez jakiegokolwiek umiaru i wykorzystywać do zaspokajania własnych, egoistycznych przyjemności.

Nasze ciała są święte i jako takie powinny być „ofiarowane” w świętym sakramencie małżeństwa współmałżonkowi lub w ślubie czystości Panu Jezusowi.

Mamy dbać o nasze ciała tyle ile jesteśmy w stanie, ile nam sumienie każe.

Jak przyjdzie umartwienie to od Boga i należy je przyjąć w duchu pokuty. Za grzechy własne lub zadośćuczynienie za grzechy świata.

Antykoncepcja i códzołóstwo

Antykoncepcja i cudzołóstwo to grzechy, które ranią Boga. Wszelka nieczystość. Ludzie przestają kochać Boga, a bóg cierpi. I co? I przychodzi Bóg do ludzi, których sobie wybierze i prosi ich o miłość. Przychodzi jako kaleka, niepełnosprawny, niedorozwinięty, z wieloma wadami — bo do tych chorób doprowadzili go ludzie.

Człowiek bez jedzenia chudnie, brzydnie. Boga pokarm to miłość. Bez niej brzydnie. I taki wygłodzony — brzydki przychodzi żebrać.

Jedni się Go boją, jedni przyjmują i kochają tak jak On chce.

Nie do końca winni są Ci pierwsi — oni sami mogą być głodni i nie mają już co dać Bogu (zabijają nienarodzone). Dziecko chore — to Bóg głodny, proszący o miłość.

Tzw. niechciane ciąże to naturalne konsekwencje ludzkich decyzji. Co robisz ze swoją wolnością, to z niej masz. Chcesz mieć prawo z niej korzystać i prawo usuwania konsekwencji. Za dużo. Życie nie jest tak wygodne.

Uciekasz od krzyża. Nie da się. On Cię w końcu znajdzie.

„Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do Królsestwa Bożego” (Łk.9,62)

A tak po mojemu: „sięgasz do pługa, nie oglądaj się za siebie.”

W zakonie wysłali mnie na terapię. Chodziłam z posłuszeństwa. Męczyłam się wszystkim. Że we wspólnocie to była tajemnica, choć przecież i tak większość się domyślała; dojazdami — daleko i z przesiadką, w zimie, po ciemku; bezsensem tego; moim upokorzeniem…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 12.08