E-book
16.38
drukowana A5
47.96
Roszada

Bezpłatny fragment - Roszada


Objętość:
327 str.
ISBN:
978-83-8189-292-6
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 47.96

Dla Dominiki, Eweliny i Ani, z podziękowaniem za wsparcie i miłe słowa wtedy, gdy najbardziej ich potrzebowałam. Bez Was nie byłoby tej książki.


Et à Anthony-Luc Douzet, l’homme qui m’inspire beaucoup quant à ma vie d’auteur auto-édité. Merci à vous.


Los zawsze wygrywa. Większość bogów rzuca kośćmi, ale Los gra w szachy i nikt się nie orientuje — dopóki nie jest za późno — że przez cały czas miał dwie królowe.

— Terry Pratchett

Prolog

♪ One Night Only — Say You Don’t Want It


Nowosybirsk, Rosja


Samochód zatrzymał się na poboczu drogi, tuż obok kremowego fiata. Po chwili wysiadł z niego młody mężczyzna, ciasno owijając się płaszczem i krzywiąc się, podczas gdy wściekle lodowate podmuchy omiatały mu twarz.

Ukryty wśród ośnieżonych drzew strzelec doskonale go rozumiał. On również nie cierpiał zimy. Większą nienawiścią darzył tylko zimowe zlecenia plenerowe i choć do niedawna myślał, że nic nie będzie w stanie wzbudzić u niego bardziej zaawansowanej niechęci, teraz wiedział, że był w błędzie. Aktualnie na szczycie jego czarnej listy znajdowały się zimowe zlecenia plenerowe na Syberii.

Mężczyzna w płaszczu podszedł do stojącej przy drodze kobiety, milcząco spoglądającej na śnieżno-lodowy krajobraz. Jakby było co podziwiać, burknął w myślach zabójca, naciągając na głowę biały jak reszta jego stroju maskującego kaptur i obserwując, jak znajomi nawiązują rozmowę. Poprawił pozycję, przeklinając pod nosem śnieg, na którym zmuszony był leżeć, szczypiący w twarz mróz i mocne smagnięcia wiatru, od którego oczy zachodziły mu łzami. W końcu zastygł w całkowitym bezruchu i położył palec na spuście.

Czekał.

Był profesjonalistą. Do obiektu wielkości człowieka, przy sprzyjających warunkach, trafiał bez problemu z odległości blisko trzech kilometrów. Nic nie mogło przeszkodzić mu w wykonaniu tego zadania, nawet pogoda z piekła rodem; tym bardziej, że cel miał niemal idealnie przed sobą, a dystans nie należał do największych. Był jednak zarazem na tyle duży, by umożliwić mu swobodną ucieczkę.

Technicznie rzecz biorąc, kobieta była już martwa.

Strzelec wstrzymał oddech i nacisnął spust.

Rozdział 1
Szach

♪ Mika — Happy Ending


Otworzyłam oczy, czując silny, tępy ból w okolicach obojczyka. Moje powieki sklejała ropa, więc nie należało to do łatwych zadań; w końcu udało mi się jednak rozejrzeć wokół siebie. Znajdowałam się w pogrążonym w półmroku pokoju, którego nie rozpoznawałam. Mrugając gwałtownie, by polepszyć ostrość widzenia, spróbowałam usiąść, lecz zdołałam unieść się raptem na kilka centymetrów, po czym bezsilnie opadłam na łóżko. Z moich ust wydobył się zduszony jęk. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, ani co się stało. Wiedziałam tylko, że jestem ranna. Ranna i niezdolna do zrobienia czegokolwiek produktywnego.

O walce i ucieczce nawet nie wspominając.

Ostrożnie zajrzałam pod bluzkę i zobaczyłam gęsto oplatające moją klatkę piersiową bandaże, skrywające właściwy opatrunek. Wyglądały na czyste, zmienione niedawno; ktoś więc musiał przy mnie czuwać. Kto, Patrick? Co dokładnie się wydarzyło? Zacisnęłam powieki, usiłując przywołać z odmętów pamięci swoje ostatnie wspomnienia.

Strzał. Ktoś do nas strzelał, tego byłam pewna.

A potem nie było nic, jedynie ciemność.

Prawą ręką niezdarnie odwinęłam parę warstw bandaża, chcąc się upewnić co do skali odniesionych obrażeń. Może nie był to najszczęśliwszy pomysł, ale musiałam się dowiedzieć jak bardzo mam przesrane, zanim podejmę decyzję w kwestii dalszego postępowania. Przy okazji ponuro odnotowałam, że żadne z ubrań, które miałam obecnie na sobie nie należało do mnie.

— Na twoim miejscu nie robiłabym tego — ostrzegła mnie dziewczyna, która nie wiadomo kiedy wsunęła się do pokoju i aktualnie przyglądała mi się z uwagą — Chyba że chcesz, żeby zaczęło się paprać.

Zamarłam z końcówką bandaża w dłoni. Na moje usta cisnęło się tyle pytań, a żadnego z nich nie byłam w stanie wyartykułować. W dodatku nagle zrobiło mi się cholernie słabo.

— Daj, pomogę ci z tym — nieznajoma usiadła przy mnie na brzegu łóżka, po czym sprawnie poprawiła opatrunek — Nie powinnaś się zbyt gwałtownie ruszać, wiesz? Minie jeszcze trochę czasu zanim powrócisz do formy.

— Kim jesteś? — wychrypiałam głosem godnym starej alkoholiczki. Mój język był tak wyschnięty, że przypominał bardziej kawałek drewnianej deski włożony do ust niż żywy fragment ciała.

— Nazywam się Julia. Julia Mitkowa. Nie musisz się mnie obawiać, jesteś tu bezpieczna.

— Tu, czyli gdzie?

— W moim domu — wyjaśniła zdawkowo.

— To świetnie że tak mówisz, ale nie zamierzam wierzyć ci na słowo.

— Biorąc pod uwagę twoją sytuację, to byłaby głupota z twojej strony. A z tego, co o tobie wiem, masz raczej dość wysoki iloraz inteligencji. Przyniosę ci wody.

Podniosła się, lecz stanowczo chwyciłam ją za rękę. Może mój stan fizyczny był opłakany, ale psychikę i mentalność miałam nie do zdarcia. To one stanowiły moją największą siłę.

— A co takiego niby o mnie wiesz? — zapytałam chłodno, wbijając w Julię ostre spojrzenie. Ta jednak nie odwróciła wzroku. Wręcz przeciwnie, uśmiechnęła się.

— Całkiem sporo ciekawych rzeczy — odparła spokojnie, uwalniając dłoń z uścisku — Nina, zdaję sobie sprawę z tego, że masz wiele pytań i obiecuję, że dostaniesz odpowiedzi, których tak pragniesz. A przynajmniej część z nich… Jeśli tylko nieco zaczekasz. Teraz najważniejsze jest byś wróciła do pełni sił, a żeby stało się to jak najszybciej, musisz odpoczywać. Pójdę po tę wodę, zjemy obiad, a później porozmawiamy. Okej?

Zagryzłam usta walcząc z irytacją, po czym niechętnie skinęłam głową. Głównie dlatego, że burczało mi w brzuchu, a z doświadczenia wiedziałam, że poważne dyskusje lepiej było prowadzić z pełnym żołądkiem.

— Byle tylko to później nastąpiło jak najszybciej — mruknęłam, poprawiając polarowy koc, którym byłam okryta — Nie należę do zbyt cierpliwych jednostek, ale tego także jesteś pewnie świadoma.

— Owszem — przyznała, wzdychając ciężko. Wyglądała na zmęczoną — Myślę jednak, że twoja cierpliwość czy też jej brak nie ma tu nic do rzeczy. Nie jesteś w stanie podnieść się z łóżka, więc przez kilka kolejnych dni na pewno stąd nie zwiejesz; co, jak zakładam, masz w planach. Skoro przed nami jeszcze wiele wspólnie spędzonych godzin, chyba przyznasz mi rację odnośnie do tego, że porozmawiać zdążymy i to bez większego pośpiechu. To z kolei prowadzi do wniosku, że w tym momencie możesz skupić się wyłącznie na spokojnym zjedzeniu zupy.

Prychnęłam pod nosem, nie zamierzając szerzej komentować sarkastycznej wypowiedzi swojej opiekunki.

— Zależy, jaką ugotowałaś — burknęłam, starając się ignorować ściskający mi gardło głód.

— Borowikową — oznajmiła z zagadkowym błyskiem w oku.

— Co za świetne wyczucie. Tak się składa, że to moja ulubiona zupa — stwierdziłam z nieskrywanym zdumieniem. Moje podejrzenia względem Julii wykroczyły właśnie poza akceptowalną skalę. Gdybym była sprawna, natychmiast przesłuchałabym ją w odpowiedni sposób. Taki, który uwzględniałby lufę przy jej skroni w ramach zachęty do pogawędki. Lecz do sprawności było mi niestety daleko.

— Wiem — mrugnęła do mnie zawadiacko, zupełnie jakby zgadywała o czym myślę, po czym wyszła z pokoju.


*


Choć początkowo miałam opory przed jedzeniem i piciem tego, co podawała mi Julia, dotkliwe pragnienie i głód szybko wzięły górę nad ostrożnością. Próbowałam tłumaczyć sobie w myślach, że gdyby dziewczyna chciała mnie otruć, pewnie dawno już by to zrobiła, nie tracąc sił i czasu na opatrywanie mnie. Chyba że istniały określone, ale nieznane mi powody, dla których trzymała mnie przy życiu.

— Dokładkę? — spytała uczynnie, gdy rozprawiłam się z drugą porcją obiadu.

Pokręciłam głową.

— Nie, dzięki. Zupa jest pyszna, jednak sądzę że nie powinnam się za bardzo przejadać — odparłam, opierając się plecami o ścianę. Podniesienie się do pozycji siedzącej zajęło mi dwadzieścia minut, lecz uparłam się, by zrobić to samodzielnie. Na szczęście Julia nie próbowała się ze mną kłócić.

— Racja — odłożyła mój talerz na stolik i usiadła obok, zwrócona twarzą w moją stronę — Przejedzenie nie jest wskazane w twoim przypadku. Skoro nie burczy ci już w brzuchu, porozmawiajmy. Z daleka widzę twoją nieufność i myślę, że najwyższy czas się jej pozbyć. Pytaj, proszę.

— Skąd tyle o mnie wiesz? Nie znamy się, jestem tego pewna — zmrużyłam oczy, sondując wzrokiem jej twarz w poszukiwaniu ewentualnych oznak kłamstwa.

— I tym razem się nie mylisz — uśmiechnęła się cierpko i zajęła wygodniejszą pozycję, siadając po turecku — Nie miałyśmy dotąd okazji się poznać, wątpię też, żebyś kiedykolwiek o mnie słyszała. Ja za to wiem o tobie naprawdę wiele, i to z dobrego źródła. Jestem znajomą Igora.

Zamrugałam z zaskoczeniem. Tego stwierdzenia nie spodziewałam się usłyszeć z ust dziewczyny, choć wzięłam pod uwagę masę możliwych scenariuszy.

— Nigdy o tobie nie wspominał — przyznałam, wzmacniając czujność. Równie dobrze mogła kłamać, wycierając sobie gębę imieniem zmarłego, który w żaden sposób nie mógł potwierdzić jej słów, ani im zaprzeczyć.

— Tak przypuszczałam. Nie byliśmy ze sobą szczególnie blisko, łączyły nas jedynie sprawy zawodowe. Raczej nie miał powodu, by ci o mnie opowiadać.

— Również jesteś hakerem?

— Owszem, choć nie na pełen etat. Traktuję to jako dodatkowe zajęcie, hobby. Na co dzień pracuję jako pielęgniarka anestezjologiczna — wyjaśniła — Tylko dlatego wiedziałam, jak cię poskładać. Zanim zmieniłam kierunek studiów, krótko szkoliłam się na lekarza, chirurga. Zawsze dobrze się uczyłam, w szkole przeskoczyłam parę klas, dzięki czemu dość wcześnie zdałam maturę… Ale mniejsza z tym. Igora spotkałam w kafejce w której pracował, około czterech lat przed jego śmiercią. Znałam już wtedy podstawy hakerstwa, lecz to on nauczył mnie profesjonalnych sztuczek. Wiele razy pomagałam mu przy zleceniach. W przerwach sporo rozmawialiśmy, często mówił także o tobie, swojej współlokatorce.

— Jak dużo ci opowiedział? — zapytałam, czując jak napina się we mnie jakaś dziwna struna. Działo się to wyłącznie wtedy, gdy czułam się zagrożona.

— Nic istotnego, przynajmniej do pewnego momentu. Wiesz, że był w tobie zakochany? Niestety, fakt że byłaś jego jedyną przyjaciółką sprawiał, że nie miał komu się wygadać. Wysłuchiwanie go nie stanowiło dla mnie jednak żadnego problemu, bywało nawet zabawnie. W ten sposób dowiedziałam się między innymi tego, jaka jest twoja ulubiona zupa i że świetnie gotujesz — zaśmiała się, ale po chwili wyraźnie spochmurniała — Lecz, jak wspomniałam, wesoło było tylko do pewnego momentu. Po jego śmierci dostałam na skrzynkę mailową pewien filmik. Zaplanował jego wysłanie kilka dni wcześniej. W nagraniu wyznał mi czym się zajmujesz, Nina, ale nie wnikał w szczegóły, nie martw się. Ograniczył się do stwierdzenia, że jesteś płatną morderczynią i dlatego martwi się, że kiedyś ściągniesz sobie na kark coś, z czym nie będziesz potrafiła się samodzielnie uporać. Wiedział, że cię nie wydam, ufał mi. Poprosił, żebym miała na ciebie oko i w razie kłopotów… Pomogła ci. Wiele mu zawdzięczam, więc zdecydowałam się spełnić jego życzenie, choć szczerze mówiąc łudziłam się, że nigdy nie będę musiała się z tym ujawniać. Nadzieja matką głupich, co nie?

Myśl o przyjacielu sprawiła, że pustka w moim sercu zakłuła boleśnie, jednak nie byłam w stanie wściec się za to, że wyjawił prawdę na mój temat zupełnie obcej dla mnie osobie. Jak by na to nie spojrzeć, w ten sposób kolejny raz uratował mi życie. Gdyby nie Julia, nie siedziałabym tu teraz, czułam to podświadomie. A gdyby Igor nie wysłał jej tej wiadomości, nigdy by nie interweniowała.

Cokolwiek sprawiło, że w ogóle musiała interweniować.

— Wiedziałaś, że jest chory? — odpowiedź wyczytałam z jej twarzy szybciej, niż ją usłyszałam. Potwierdziła też moje przypuszczenie.

— Tak. To ja załatwiałam mu leki przeciwbólowe, dzięki którym tak długo w miarę normalnie funkcjonował.

Zacisnęłam powieki, nie mając pojęcia co powiedzieć.

— Dziękuję — rzekłam w końcu — Za pomoc Igorowi; za to, że nie wydałaś mnie policji i za uratowanie mi tyłka.

— Nie dziękuj, ja tylko spłacam swój dług.

— Wcale mnie nie znasz, a jednak mi pomogłaś. Gdybyś po prostu zignorowała prośbę Igora, nikt by cię nie rozliczył z twojego długu. Nieważne, jak nie był by wielki.

— To prawda. Ale sumienie nie dałoby mi spokoju, wiem to — westchnęła, pocierając skroń — Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem święta, lecz nadal je mam. Poza tym, chociaż regularnie łamię prawo, lubię pomagać. Jestem dobrą kryminalistką, choć językoznawcy uznaliby to pewnie za oksymoron. Czasem się zastanawiam, które z moich uczynków przeważają szalę: dobre czy złe? Możliwe, że nigdy się nie dowiem. Faktem jest natomiast, że uratowałam ci tyłek nie tylko z powodu życzenia Igora, ale przede wszystkim dlatego, że chciałam.

— Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie jestem dobrą kryminalistką — uniosłam brwi z drwiącym uśmiechem — Nie przeszkadza ci to?

— Nie byłaś, zgadza się. Jednak ostatnio jakby się nawróciłaś — wzruszyła ramionami nonszalancko — W moich oczach zasłużyłaś więc na drugą szansę.

Mimo że wciąż zamierzałam stosować wobec niej zasadę ograniczonego zaufania, atmosfera między nami znacząco się rozluźniła. Biorąc pod uwagę fakt, że w chwili obecnej byłam zdana na jej łaskę, było to więcej niż pożądane.

— Skoro już wiem, kim jesteś i skąd masz tak dokładne informacje na mój temat, powiedz mi coś więcej o moich obrażeniach — zerknęłam przelotnie na obojczyk i zacisnęłam zęby. Czułam, że prawda o tym co mnie spotkało nie przypadnie mi do gustu, ale nie było sensu odwlekać zapoznania się z nią.

— Masz ranę postrzałową w okolicach prawego obojczyka — ton głosu Julii mimowolnie stał się bardziej profesjonalny — Na szczęście kula ominęła główne tętnice i inne ważniejsze naczynia krwionośne. Tylko dzięki temu nie wykrwawiłaś się, zanim się tobą zajęłam. Kiedy tu dotarłaś usunęłam kulę, zahamowałam krwawienie i zaszyłam ranę; w dużym skrócie. Poza tym i ogólnym osłabieniem najpewniej nic ci nie jest.

— A kiedy właściwie tu dotarłam? — przełknęłam ślinę, odruchowo zaciskając pięść.

— Dwa tygodnie temu. Dziś Sylwester — poinformowała mnie dziewczyna, z lekkim wahaniem śledząc moją reakcję — Przez większość czasu spałaś, trochę gorączkowałaś. Bałam się, że coś zepsułam, albo że wdała się infekcja i trzeba będzie przewieźć cię do szpitala, ale na szczęście wszystko ustąpiło. Udało mi się przemycić tu kroplówkę, więc najważniejsze leki i odżywki podawałam ci dożylnie.

— Zorganizowałaś polową klinikę w swoim mieszkaniu — pokiwałam głową ze szczerym uznaniem. Dwa tygodnie. Dwa cholerne tygodnie w kompletnej nieświadomości — Nie zapytam, dlaczego nie zabrałaś mnie po prostu na ostry dyżur, bo zakładam, że gdyby takie rozwiązanie wchodziło w grę, skorzystałabyś z niego. Zanim jednak opowiesz mi szczegóły… Jakim cudem zdołałaś pracować i jednocześnie doglądać mnie tutaj?

— To całkiem proste. Jestem na urlopie, którego nie brałam od wieków; za dwa dni się kończy. Tym bardziej więc się cieszę, że wreszcie odzyskałaś przytomność. Nie mogłabym cię zostawić samej, a nie chciałabym też kłopotów w pracy.

— Ja również nie chcę, żebyś miała przeze mnie problemy — zapewniłam, po czym spojrzałam na nią twardo — Okej, skoro jestem już świadoma ile mnie ominęło, wypadałoby chyba poruszyć najważniejszą kwestię. Jak i dlaczego tu trafiłam? Co wydarzyło się nad Zbiornikiem?

Julia wzięła głęboki wdech, najwyraźniej szykując się do oznajmienia mi złych wieści, lecz to nie ona odezwała się pierwsza.

— Już myślałem, że nigdy nie zapytasz — rzekł z drwiącym uśmiechem mężczyzna, który w tym momencie wyjrzał zza uchylonych drzwi.

Dosłownie mnie zamurowało. Spodziewałabym się bowiem zobaczyć wiele osób, ale jego akurat nie.

— Sebastian? — wydusiłam z niedowierzaniem.

— Cześć, siostrzyczko. Niestety, obawiam się, że odpowiedzi na twoje pytania nie będą równie optymistyczne jak fakt, że wciąż oddychasz.


*


— Ja cię tu przywiozłem — powiedział, spoglądając na mnie z powagą i z wdzięcznością przyjął od Julii kubek gorącej, świeżo zaparzonej kawy.

— Miło z twojej strony — prychnęłam, zaciskając usta — To jednak sprawia, że nasuwają mi się na myśl bardzo istotne sprawy do wyjaśnienia. Co robisz w Nowosybirsku? Skąd znasz Julię? Skąd wiedziałeś…?

Sebastian uniósł rękę, przerywając mi bezceremonialnie.

— Zaraz wyjaśnię, ale lepiej, żebym zachował logiczną kolejność, nie sądzisz?

Przytaknęłam niechętnie, mierząc go ponurym wzrokiem. Biorąc pod uwagę naszą przeszłość, nie mogłam się zdobyć na nic więcej niż bardzo ograniczone zaufanie w stosunku do jego słów. Jednak w tym momencie był praktycznie jedyną osobą, która mogła i chciała oświecić mnie odnośnie do tego, co się wydarzyło; postanowiłam więc w miarę możliwości trzymać język za zębami i wysłuchać tego, co miał do powiedzenia. Później, gdy nadarzy się ku temu okazja, miałam zamiar zweryfikować jego wersję. Każde jej słowo, sylaba po sylabie, jeżeli okaże się to konieczne.

— Przyjechałem do Nowosybirska nieco ponad miesiąc temu. Skontaktowała się ze mną Julia, była zaniepokojona. Miała powody by przypuszczać, że grozi ci niebezpieczeństwo.

— Jakie powody? — spytałam, przenosząc spojrzenie na dziewczynę.

— Twój dom był pod obserwacją — odparła — Jakiś czas temu podpięłam się do systemu monitorującego twoją najbliższą okolicę i raz na tydzień sprawdzałam, czy nie działo się coś niezwykłego.

— W ramach długu zaciągniętego u Igora?

— Tak.

— I co takiego zobaczyłaś?

— Podejrzane samochody na fałszywych numerach, paru obcych gości przechadzających się twoją ulicą i ukradkiem zerkających na dom… Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych.

— I nie przyszło ci do głowy, żeby mnie w tej kwestii uświadomić, zamiast wciągać w sprawę Sebastiana? — uniosłam brwi.

— Przyszło, ale uznałam, że może to nic takiego i nie warto cię niepotrzebnie niepokoić. Może to głupie, lecz wiedziałam, co spotkało cię w ostatnich miesiącach i…

— …nie chciałaś mi dokładać zmartwień w obawie o moją kruchą psychikę? — zakpiłam, nie mogąc się pohamować.

— …i dlatego napisałam do twojego brata, agenta FBI, z prośbą o sprawdzenie w ich bazie kilku typów, którzy kręcili się wokół twojego domu. Na własną rękę nie udało mi się niczego znaleźć, mimo że zdjęcia tych podejrzanych były dobrej jakości — wyjaśniła, całkiem ignorując moje złośliwe wtrącenie.

— Moje poszukiwania były równie bezowocne, zapewne dlatego że obserwatorzy umiejętnie się zakamuflowali. Niemniej sam fakt, że cię nadzorują, zaniepokoił mnie na tyle, że zdecydowałem się przyjrzeć temu wszystkiemu z bliska. Wspólnie z Julią analizowaliśmy nagrania z kamer, a gdy ona była w pracy ja patrolowałem twoją dzielnicę. Przy okazji straciłem sporo kasy na zimową odzież, bo ta, którą spakowałem, okazała się nieadekwatna do tutejszych temperatur.

— I przez cały ten czas żadne z was nie zdecydowało się ze mną porozmawiać.

— Zbieraliśmy się do tego, ale w pewnej chwili wiele wyjaśniło się samo. Tydzień po mnie do miasta zawitał bowiem… Patrick — Sebastian uważnie przyglądał się mojej reakcji na wzmiankę o znacząco nieobecnym narzeczonym, jednak zachowałam kamienną twarz. Zapadła kłopotliwa cisza, na szczęście krótka — Zastanawia mnie, dlaczego do tej pory o niego nie zapytałaś.

— Niby czemu miałabym pytać o to, co oczywiste? — odrzekłam, zaciskając pięści. Paznokcie wbiły się we wnętrze moich dłoni, poczułam ból — Skoro go tu nie ma, to albo nie żyje, albo znowu mnie oszukał. Nawiasem mówiąc, wolałabym pierwszą opcję, lecz twoja mina ewidentnie wskazuje na drugą.

— Nie oszukał cię — zaprzeczył Sebastian, kręcąc ponuro głową. I zadał ostateczny cios — On cię wystawił, Nina. Przynajmniej wszystko na to wskazuje.

Z moich ust wydobył się wściekły syk. Nie byłam jednak zaskoczona. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają, nieważne jak bardzo chcielibyśmy w to wierzyć.

— Mogłam się tego spodziewać. Od początku jego motywy wydawały mi się podejrzane. Ale skoro stwierdzasz to z takim przekonaniem, mam nadzieję, że masz jakiś solidny dowód?

— Owszem. I pokażę ci go, kiedy skończę opowieść. Patrick parę razy spotkał się z osobami, które cię obserwowały. Wyglądało to na zdawanie raportów, więc przypuszczamy, że to on je wynajął. Niestety nie zaryzykowałem zbliżenia się na tyle, żeby podsłuchać którąś z rozmów. Morrison mnie zna, więc gdyby zobaczył że kręcę się w pobliżu, miałby się na baczności. Wolałem, by pozostał na tyle nieostrożny na ile to było możliwe i ograniczyłem się do prowadzenia śledztwa z dystansu. Nadal wspomagała mnie Julia, po godzinach sprawdzając zapisy kamer. Nie działo się jednak wiele, przynajmniej aż do niedzieli dwa tygodnie temu.

— Dnia, w którym mnie postrzelono — mruknęłam, marszcząc czoło.

— Dokładnie. Tego dnia Julia miała wolne, a ja zwyczajowo obserwowałem Patricka. Piłem kawę w samochodzie niedaleko domu twojego ojca, gdy zauważyłem że odjeżdżasz. Dwie minuty później Morrison poszedł w twoje ślady, lecz zrobił krótki postój w centrum i zabrał na pokład pasażera. Ubranego od stóp do głów na biało, trzymającego podłużny futerał w ręku. Wysadził go na poboczu w bliskiej odległości od miejsca, z którego do ciebie strzelano, a potem ruszył nad Zbiornik, gdzie się spotkaliście. Minąłem was i zatrzymałem się kilkaset metrów dalej, ale tak, żebyście tego nie zauważyli. Wtedy jeszcze nie docierało do mnie, że facet którego Patrick podwiózł to snajper. Gdybym prędzej się zorientował…

— To nie twoja wina — powiedziałam stanowczo.

— Uważam, że jednak trochę moja.

— I moja — dodała Julia — Wiedzieliśmy, że coś się święci, powinniśmy być przygotowani na coś takiego. I dyskretnie dać ci znać, żebyś była ostrożna.

— Zgubiła mnie naiwność. Myślałem, że cokolwiek zaplanował, nie zrobi ci krzywdy. Pamiętam, jak na ciebie patrzył — westchnął ciężko, zerkając na mnie przepraszająco — Dopóki mnie nie oświeciło zakładałem, że wynajął tych gości dla twojego dobra, żeby cię chronili czy coś w tym stylu. Wiesz, przed kolegami po fachu, na przykład. Zastanawiałem się, czy znowu ktoś cię nie ściga.

— Jedyne, co mnie ściga, to moje błędy — stwierdziłam z goryczą — Ale twój tok rozumowania wcale mnie nie dziwi, braciszku.

— Kiedy śledziłem wasze poczynania przez lornetkę, w pewnym momencie dostrzegłem błysk wśród drzew, a potem niewielki ruch. I nagle pojąłem, co się święci — Sebastian przełknął ślinę — Wybiegłem z samochodu i pognałem w tamtą stronę. Podkradłem się najciszej jak tylko się dało i rzuciłem się na strzelca; niemal dokładnie w chwili, gdy nacisnął spust. Szamotaliśmy się, aż przyłożył mi bronią w potylicę. To wystarczyło, by uciekł; wykorzystał te parę sekund, na które mnie zamroczyło. Nie goniłem go, musiałem sprawdzić co z tobą. Leżałaś na poboczu, nieprzytomna i cała we krwi. Auto Patricka znikało już za zakrętem. Zostawił cię na śmierć.

Przez kilka minut zgodnie milczeliśmy, przetrawiając bolesną prawdę. Nie zamierzałam jednak się nad sobą użalać.

— Co było dalej? — dałam Sebastianowi znak, by kontynuował opowieść.

— Pobiegłem po swoje auto i przywiozłem cię tu, do Julii. Podczas jazdy zadzwoniłem do niej, więc była przygotowana na to, co musiała zrobić.

— Na tyle, na ile pozwalał mi szok — mruknęła dziewczyna — Niezależnie od tego, Sebastian we właściwym momencie rzucił się na zabójcę, czym prawdopodobnie uratował ci życie.

— Oboje mnie uratowaliście — uśmiechnęłam się blado — Dziękuję. Mam u was dług.

— Nie u mnie — zaoponowała Julia — Znasz moje powody.

— Jeśli chodzi o mnie, potraktuj to jako ratę — dodał mój brat, patrząc na mnie znacząco — Pierwszą z wielu, w ramach zadośćuczynienia za krzywdy z przeszłości.

Zagryzłam usta i potarłam skroń, czując jak narasta we mnie frustracja. Zdawałam sobie sprawę, że moja sytuacja nie wygląda za ciekawie, ale dopiero w tej chwili zrozumiałam, że pomimo moich starań, by zostawić za sobą przeszłość i rozpocząć nowe życie, stare demony powróciły — i to o wiele silniejsze. A żeby z nimi walczyć, musiałam ponownie stać się tym, kim nie chciałam być. Nie podobała mi się ta perspektywa. Dawne życie przywodziło mi na myśl czarną dziurę, z której cudem udało mi się wydostać. Jeżeli na powrót stałabym się jego częścią, mogłam zostać wessana tak głęboko, że już nigdy nie wystawiłabym nosa poza horyzont zdarzeń, nie mówiąc o ucieczce. Wiedziałam jednak doskonale, że muszę raz na zawsze uporać się ze sprawą Patricka. Metodycznie, krok po kroku, zaczynając od poznania motywacji jego czynów. Lecz przed rzuceniem się w wir tornada, należało poruszyć jeszcze jedną, bardzo ważną dla mnie kwestię.

— Okej — powoli pokiwałam głową, wysilając się na tyle, by krótko i zwięźle podsumować usłyszane rewelacje — Patrick niespodziewanie przyjeżdża do Nowosybirska, po raz następny udaje, że mu na mnie zależy, odstawia teatrzyk z oświadczynami i w końcu wystawia mnie mordercy a ja ledwo uchodzę z życiem. Jego motywacje zostawmy na później. Czy któreś z was kontaktowało się z moim ojcem lub Tatianą? Na pewno zastanawiają się, gdzie przepadłam na tyle dni.

Sebastian i Julia wymienili zakłopotane spojrzenia.

— Ty jej powiedz — westchnął mój brat, nerwowo przeczesując palcami włosy. Unikał moich oczu i nagle dotarło do mnie, że to jeszcze nie koniec złych wieści. To był zaledwie ich początek, pierwsze kamyczki zwiastujące lawinę.

— O czym? — warknęłam, prostując się gwałtownie i natychmiast tego pożałowałam. Stłumiłam syk bólu i zacisnęłam zęby, piorunując ich wzrokiem — Tylko nie mówcie, że coś im się stało, bo…

— Żyją i mają się dobrze — Julia uniosła rękę w uspokajającym geście — Przynajmniej na razie.

— Wobec tego daj mi telefon, muszę z nimi porozmawiać.

— Myślę, że to nie jest najrozsądniejszy pomysł — rzekła dziewczyna, a w jej oczach zobaczyłam szczery żal.

— Co chcesz przez to powiedzieć? — byłam już nieco skołowana.

Julia zerknęła na Sebastiana, a ten krótko skinął głową.

— Najlepiej będzie, jeśli sama zobaczysz. W każdym razie, jeśli ciągle się nad tym zastanawiasz, zaraz zrozumiesz czemu nie zabraliśmy cię do szpitala, jak przecież nakazywałby zdrowy rozsądek. Morrison miał przygotowany plan awaryjny, tak byś w razie niepowodzenia strzelca nie mogła nikogo poprosić o pomoc — oznajmiła, sięgając po laptop. Przez krótką chwilę czegoś szukała, po czym podała mi komputer. Na jego ekranie widoczne było jedno okno, z uruchomionym plikiem wideo. Z duszą na ramieniu, nie czekając na dodatkowe zachęty, wcisnęłam przycisk rozpoczynający odtwarzanie.

I momentalnie mnie zmroziło.

Na tle rządowego loga stali mój ojciec, Tatiana, Patrick oraz miejscowy pułkownik policji. Wszyscy byli bladzi i wyglądali na strapionych, ale zdecydowanie najgorzej prezentował się Aleksandr. Sprawiał wrażenie, jakby na kark nagle spadło mu kolejnych dwadzieścia lat. Tatiana zdawała się być na skraju załamania nerwowego, a twarz Patricka przypominała nieprzeniknioną maskę. Jeszcze jedną z jego bogatego repertuaru.

— Jak państwo wiedzą, wczoraj nad Zbiornikiem Nowosybirskim doszło do strasznego zdarzenia — odezwał się pułkownik wypranym z emocji głosem — Ze względu na dobro prowadzonego śledztwa nie mogę ujawnić żadnych ważnych szczegółów, więc proszę o niezadawanie pytań, na które nie dostaną państwo odpowiedzi. Wszystko co istotne dla mediów zostanie podane w niniejszym oświadczeniu — odchrząknął kilka razy, po czym kontynuował — Najważniejsza informacja dotyczy tego, że doszło do strzelaniny, w wyniku której ranna została Nina Konstantinowa, mieszkanka naszego miasta. Skala obrażeń odniesionych przez panią Konstantinową jest nieznana, podobnie jak aktualne miejsce pobytu poszkodowanej. Mamy uzasadnione powody by przypuszczać, że doszło do jej porwania, dlatego niezwłocznie przystępujemy do akcji poszukiwawczej. Ktokolwiek posiada najmniejszą nawet poszlakę, która mogłaby pomóc policji w odnalezieniu zaginionej, proszony jest o jak najszybsze powiadomienie o tym fakcie służb — na ekranie wyświetliło się moje zdjęcie i numer telefonu kontaktowego — Jednocześnie uprasza się wszystkich o zachowanie ostrożności. Strzelec, który mierzył do pani Konstantinowej nie został do tej pory ujęty i nie wiadomo, jakimi motywami się kierował. Może więc stanowić bezpośrednie zagrożenie również dla reszty mieszkańców Nowosybirska. Ostrożność zalecana jest także w przypadku spotkania samej pani Konstantinowej. Na tym etapie sprawy jest to z reguły niewskazane, jednak ze względu na jej wyjątkowy charakter upoważniono mnie do przekazania państwu informacji o tym, że istnieją liczne przesłanki ku temu by sądzić, że poszukiwana może być zamieszana w działania terrorystyczne. Ponawiam więc apel o zachowanie wzmożonej czujności i natychmiastowy kontakt z policją w przypadku posiadania wiedzy na temat pani Konstantinowej oraz osoby odpowiedzialnej za strzelaninę. O postępach w śledztwie będziemy informować na bieżąco.

Nagranie dobiegło końca, ale nie potrafiłam oderwać zszokowanego wzroku od ekranu komputera. To się nie mogło dziać naprawdę. Najwyraźniej moje koszmary senne postanowiły w pewnym sensie przeniknąć do rzeczywistości, tylko w zmienionej postaci. A już zaczynałam naiwnie sądzić, że się od nich uwolniłam.

— Okazało się, że Patrick oddalił się z miejsca strzelaniny i niezwłocznie zadzwonił na policję. Przedstawił własną, kłamliwą wersję wydarzeń; zapewne wiarygodną, skoro go nie zamknęli. Kiedy dowiedział się, że nigdzie nie ma twojego ciała, mógł podsunąć teorię o porwaniu i terroryzmie… Chcieliśmy jak najszybciej zabrać cię do szpitala, lecz gdybyśmy to zrobili, pewnie już wkrótce siedziałabyś w więzieniu, o ile Morrison nie dokończyłby roboty własnoręcznie, odwiedziwszy cię na oddziale. Nina? — Sebastian spoglądał na mnie z niepokojem.

— Tak? — ocknęłam się z zamyślenia.

— Powiedz coś. Masz taką minę, że zaczynam się bać.

— Nie masz powodu. Uważam, że postąpiliście słusznie, decydując się zaryzykować. Jestem przekonana, że nie przeżyłabym pobytu w szpitalu; nie muszę znać motywacji działań Patricka by to stwierdzić. Tu, w ukryciu, paradoksalnie miałam większe szanse — posłałam mu słaby uśmiech.

— Może trochę za wcześnie na to pytanie, ale… Co zamierzasz zrobić?

— Wszystko zależy od tego, jak toczy się ich śledztwo — zamknęłam laptop, starając się powstrzymać grymas wściekłości — I czy dla opinii publicznej przestałam już być potencjalną terrorystką.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 47.96