Rozdział 1
Był rok 1867. Młody rewolwerowiec szykuje się ze swoją bandą do napadu na bank w Tomson. Nazywa się Tommy „Pif-Paf” Johnson i jest byłym żołnierzem Konfederacji, który stracił ziemię na rzecz kolei, a to właśnie ten bank ją finansuje.
Tommy jest uzbrojony w dwa rewolwery Colt 1851 Navy kaliber.44 cale. Jest wyśmienitym strzelcem i potrafi załadować swoje rewolwery w osiem minut, czyli po cztery minuty na każdy. Jego towarzysze to jego brat, Jimmy „Dubeltówka” Johnson, oraz ich kuzyn od strony ojca — a dokładniej syn brata ich ojca — John „Winchester” Johnson. Ich gang nazywał się Gangiem Trzech Johnsonów. Wszyscy trzej mają po dwadzieścia lat, gdyż Tommy i Jimmy to bliźniacy.
Według planu mają wjechać do miasta i po cichu wejść do banku. Gdy wejdą, krzykną: „To jest napad!”. Tommy wyceluje rewolwery w kasjerów i każe ładować pieniądze do torby, John będzie pilnował wejścia, a Jimmy będzie pilnował klientów banku. Po wzięciu pieniędzy mają wyjść z banku, wsiąść na konie i odjechać, zanim przybędzie szeryf. Plan zakłada, żeby nikogo nie zabić, chyba że w samoobronie.
Rozdział 2
W dzień napadu na bank przyjechali do miasta Tomson i weszli do budynku. Wtedy Tommy podszedł do kasy, wyciągnął swoje Colty i krzyknął:
— Stać, nie ruszać się, to jest napad! Wszyscy ręce do góry!
Kasjerzy wkładają łup do sakw podanych przez Tommy’ego i mówią:
— Proszę nas nie zabijać, oto pieniądze i złoto.
Wtedy, gdy pieniądze i sztabki złota są już w sakwach, a gang Johnsonów szykuje się do wyjścia, jeden z klientów wyciąga broń. Jimmy natychmiast strzela do niego z dubeltówki i zabija go na miejscu. I wtedy właśnie wszystko się posypało.
Gdy wyszli z banku, nadbiegł szeryf oraz jego czterech zastępców i zaczęła się strzelanina. Tommy zastrzelił szeryfa i jednego z zastępców, Jimmy drugiego, a John pozostałych dwóch. Następnie wsiedli na konie i odjechali.
Rozdział 3
Gdy dojechali do kryjówki w jaskini, w której zawsze dzielili łupy, zaczęli omawiać przebieg zdarzeń. Tommy rozpoczął rozmowę:
— Głupiec z tego zastrzelonego klienta banku. Gdyby nie wyciągnął broni, toby żył, a tak niepotrzebnie zginął.
— Rzeczywiście, Tommy, on był głupcem — odpowiedział Jimmy. — My nie chcieliśmy nikogo zabijać, ale cóż, tak bywa.
— Następnym razem krzyknij, że jeśli będzie spokój, to nikt nie zginie — zaproponował John.
— Dobry pomysł, John. A co ty myślisz, Tommy?
— Myślę, że to dobry pomysł, ale czy się uda, to już od klientów zależy.
— Właśnie.
— Racja, to zależy od klientów. Ale cóż poradzić, świat jest pełen głupców. A teraz podzielimy łup.