E-book
20.48
drukowana A5
28.67
Recepta na życie

Bezpłatny fragment - Recepta na życie


5
Objętość:
152 str.
ISBN:
978-83-8221-136-8
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 28.67

Pandemia

Najlepsze układy

Nie wchodzą w rachubę

Czy szanse są różne

Czy to pewna zguba

Kto pecha miał będzie

A kto szczęście wielkie

Już mamy go wszędzie

A on bez wytchnienia

Wybiera

Przebiera

Bogaty czy biedny

Czarny czy biały

Chytry czy uczciwy

Nawet doskonały

Nikt nie wie

Co dalej

Kto będzie następny

Po prostu przypadek

Wizyta w przychodni

Zakupy w markecie

Krótka jazda metrem

Już macie

Już wiecie

On twardy jak diament

Nie idzie w układy

Sam sobą się rządzi

Swoje ma zasady.

Stan epidemiczny

Sytuacja nowa

Życie pozmieniała

Teraz ona rządzi

Będzie testowała

Kto dzisiaj

Kto jutro

A kto po niedzieli

Reguły ma twarde

Ludzie oszaleli

Zakupy na zapas

Powroty do domu

Decyzje pochopne

Zależy jak komu.

Jak przeżyć ten koszmar

Zegar cicho tyka

Ze snu się wybudzasz

W ciszy i ciemności

Sam siebie podjudzasz

Wyobraźnia nie śpi

Lęk Ci już buzuje

W tempie wręcz szalonym

Już Cię szantażuje

Co będzie

Jak będzie

Jak to się zakończy

Jak przeżyć ten koszmar

I życia nie skończyć.

Wirus

Niepokój narasta

Zderzymy się wszyscy

Kto z życiem się minie

Lęk w każdej rodzinie

Nikt się nie spodziewał

Że przyjdzie i do nas

Podstępny

Nieznany

W koronę odziany

Drżą babcie

Rodzice

I wnuki też płaczą

Dzikie myśli w głowie

Co jutro zobaczą

Jak przejdzie

Czy szybko

Co dla nas zostawi

Kogo se wybierze

A kogo pozbawi

Życia.

I dobra i zła mija

Nie czekasz

Czas płynie tak szybko

Zatrzymać by chwilkę

Choć czasem

Już pędzi

Już tydzień przeleciał

Już miesiąc Ci stanął za pasem

Jak czekasz

By coś się skończyło

To wlecze się czas w nieskończoność

Czym pognać go trochę

Czy może tak batem

A może by kija

On nadal jest głuchy

Nie mija

Dobra chwila umyka

Zła wlecze się włokiem

Czekać nam trzeba koniecznie

Nic nie trwa przecież wiecznie.

Epidemia

Sen z oczu dzisiaj Ci spędza

I myślisz od rana do nocy

Czym on nas jeszcze zaskoczy

Rozpełzł się po całej ziemi

Już jesteśmy zmęczeni

Wiadomości od rana

Liczba rośnie i rośnie

Ciągle jest pomnażana

Skąd to się wszystko wzięło

I wojny teraz nie trzeba

Ludzkość w niepokój wpędziło

Czy to jest chwili potrzeba

Zbędnych pytań zbyt wiele

Wszyscy snują domysły

Ciągle to wszystko się miele

Coraz to nowe pomysły

Siedzimy jak trusie zlęknione

Strach nas trzyma w uwięzi

Przyszły czasy szalone

Trzymaj się choćby powięzi.

Skryć się

Gdy przyszłość mrokiem smagnęła

Powrócę więc do przeszłości

Tam życie płynęło spokojniej

Tam więcej było radości

Człowiek o tym nie myślał

Żył tak sobie zwyczajnie

Dopiero gdy groźba zawisła

To przejrzał na oczy realnie

Skryć się może w przeszłości

Zatopić się w dobrych wspomnieniach

Nie myśleć o mrocznej wiośnie

Która nam życie pozmienia.

Poziomki

Chadzałam sobie dróżką przy lesie

Poziomki zbierać na polanie

Czasem w podskokach i śpiewając

A czasem chyłkiem

Po cichutku

Bo obok dróżki siedział zając

Beztroska słodka jak poziomki

Niosła mnie niczym wiatr motyla

Nanizać chociaż ze trzy słomki

Zjadać powoli

To cudne chwile

Patrzeć na chmurki płynące po niebie

I wyobrażać cuda wianki

Jakby to nazwać

Te zachcianki

Słodycz beztroski

Czy czas wręcz boski.

Koronawirus

Skąd się to wszystko wzięło

Czy to z nieba przestroga

Żeby ludzkość zatrzymać

Żeby do serc zajrzała

Ogromna

Ogromna trwoga

Gołym okiem nie widzisz

Uchem tego nie usłyszysz

Ani smaku

Koloru

A tyle ma wigoru

Niepokonany

Złośliwy

Bezwzględny

Przechytrzył Napoleona

Przechytrzył też i Hitlera

Taką ma armię wymyślną

Co w siłę

Wzbiera

I wzbiera.

Płomień nadziei

Rozpalmy płomień nadziei

Wznieśmy do Boga błagania

By świat i ludzi ocalił

Dał nam siłę przetrwania

Ciężkie czasy nastały

Wróg wszędzie i wszystkich otoczył

Obrony żadnej nie mamy

Wszystkich znienacka zaskoczył

Uchroń nasz Panie przed zgubą

Stoimy przed wielką próbą

Stoimy przed Tobą mali

Może modlitwa ocali

Siły i wiary da więcej

Byśmy jakoś przetrwali

W tej wielkiej światowej męce.

Myśli

Już ciasno mym myślom

W głowie się zrobiło

Już coraz ich więcej

Znowu ich przybyło

Usiedzieć nie mogę

Spokoju nie dają

Już słowo o słowo

Już siły nie staje

Łapie więc długopis

Już mam ich połowę

Już są na papierze

Już luźniej w mej głowie

Raz nocą

Raz rankiem

Raz koło południa

Nigdy nie wiem kiedy

Wybuchnie ta kłótnia.

Gołąbki

Oj

Jakie to ważne

Sprawy dzisiaj miały

Gołąbki za oknem

Głośno rozprawiały

Przez szybę się niosła

Do domu rozmowa

Ze snu wybudziła

Chyba sprawa nowa

Tak jeden przed drugim

Łepki przekrzywiały

Długo ich dyskusje

Dzisiejsze tak trwały

Miło jest popatrzeć

Na parę gołębi

Tkliwa nutka w sercu

Ożyła gdzieś w głębi

Jakby tu zasięgnąć

Ptasiego języka

Może człowiek wtedy

Mniej by się potykał.

Łabędzi dom

Przy brzegu jeziora

Nieopodal drogi

Widzę dom łabędzi

Widok oczom błogi

Gniazdo swe uwiły

Na pokaz dla ludzi

Wszyscy jadąc drogą

Nie muszą się trudzić

Oczy same lecą

I w zachwyt wprawiają

Łabędzią rodzinę

Ludzie podziwiają

Przy pniu zwalonym

I wierzbie płaczącej

W szuwarach jeziora

Kaczuszki się plączą

Kto kogo pilnuje

Tego już nie wiemy

Za kilka tygodni

Sami się dowiemy

Wytrwałość ich wiedzie

I siła natury

Melodia z trzcin suchych

Niesie się do góry.

Rozsądek

Zachowaj rozsądek

Byś nie żałował

Żeś był lekkomyślny

Życie przeforsował

To nie są już żarty

To sprawy poważne

Rusz więc trochę głową

I nie bądź tak ważny

Posłuchaj

Poczytaj

Poradź się mądrzejszych

Błahe sprawy odłóż

A ceń najważniejsze.

Zostań w domu

Miłość to odpowiedzialność

Kochasz bliskich z całej siły

Zostań w domu

Bracie miły

Tak uchronisz

Syna

Córkę

Matkę

Ojca

I sąsiada

To już nie jest maskarada

To prawdziwe jest wyzwanie

Bój o życie

O przetrwanie

Idź po rozum więc do głowy

Pomysł prosty i gotowy.

Przyszłości

Przyszłości nieznana

Cóż nam przyniesiesz

Gniesz już kolana

Światu całemu

Skąd taka siła

Światu zesłana

To jak tsunami

Nieokiełznana moc

Pozwól nam przetrwać

Żyć przecież chcemy

To najcenniejsza

Wartość nam dana

Czy przez to wszystko

Lepsi będziemy

Czy przez to wszystko

Życie zaczniemy

Od nowa.

Czy świat kołem się toczy

Może to tylko koszmar

Zły sen

Chcę się z niego przebudzić

Chcę wrócić

Dlaczego trwa

I trwa

Mogłam spodziewać się burzy

Piorunów

Wiatru szalonego

Złamanego drzewa na drodze

Majowego śniegu

Tego się nie spodziewałam

Moja wyobraźnia

Nie biegła w tą stronę

Czytałam

Historia już znała

Pamiętała

Były

Zbierały żniwo

Czy świat kołem się toczy.

Na spacer

Rozsiał się w sercu niepokój

Zapuszcza powoli korzenie

Spokój umknął daleko

A zagościło zmartwienie

Spokój szybko nie wróci

Darmo go wypatrywać

Lepiej byłoby pomyśleć

Jak to wszystko wytrzymać

Życie zmieniło kolory

Ranek szarością się budzi

To co wczoraj cieszyło

Dzisiaj już Tobie się nudzi

Hierarchia wartości zadrżała

Co z pracą

Z nauką

Już głowa bywa za mała

Zmęczenie oczy przymyka

I wyobraźnię budzi

Na spacer w wiosennym słońcu

Chętnie bym się potrudził.

Anioł domu

Aniołem domu jest Matka

Nigdy nie jest za stara

Jest drzewem wiecznie zielonym

Przepełnia ją wielka wiara

Owoce życia swojego

Zawsze przy sobie tuli

Otacza wielką miłością

Spełniona jest w swej roli

Pośród cierpień życiowych

Niesie Wam ukojenie

Przy niej ból siłę traci

Przy niej kwitną marzenia

A gdy skrzydła miłości

Wzniosą ją w górę do nieba

Czuwać będzie nad Wami

Gdy zagości potrzeba.

Tafla jeziora

Zatrzymał się poranek

W zachwycie uwielbienia

Słońce w tafli jeziora

Odbiło swe marzenia

I wszystko wokół oniemiało

Na brzegu drzewa

Niczym strażnicy

Bacznie pilnują okolicy

By nikt nie zmącił

Tafli wody

Pięknej

Błyszczącej

Pełnej urody

Nawet wiaterek

Psotami swymi

Nie psuje piękna

Oczom danymi

I tylko dwie kaczuszki

Z sitowia wyruszyły

Za nimi małe dróżki

Na wodzie się odbiły.

Jesteś bogaczem

Bogaczem wielkim jesteś

Na wyciągnięcie ręki

Masz bliskiego człowieka

Bogaczem wielkim jesteś

Obiad smakujesz we dwoje

Bogaczem wielkim jesteś

Od miesiąca was troje.

Marzenia jak ptaki

Młody człowiek

Nie myśli o przemijaniu

Myśli

Że wszystko trwać będzie wiecznie

Gdy chwila prawdy zawita

Kubłem zimnej wody przebudzi

Zapały młodzieńcze ostudzi

Zbudzą się uczucia nieznane

Spłoszą marzenia

Niczym ptaki

Do lotu zerwane

Czy powrócą

Czy znajdą miejsca te same

W tej samej

Czy w innej kolejności

Jedne odlecą na zawsze

Inne przyjdą w gości.

Na bal

Ruszymy na bal

We dwoje

Pod ramię

I tańczyć będziemy do rana

Ty ze mną

Ja z Tobą

Na sali z lustrami

Już para parę dogania

Dać ponieść się zmysłom

Ukoić w muzyce

Porzucić zbędne balasty

Tak tańczyć

Tak pląsać

Tak płynąć po fali

Nie widzieć

Nie słyszeć

Co bije z oddali.

Może się uda

Jak struś pędziwiatr

Gnał jak szalony

Nasz świat

W pomysłach niedościgniony

A dzisiaj

Tempo ma zmienione

Skrzydła podcięte

Nogi skulone

Dzisiaj struś w żółwia się zamienił

I tempo życia

Również zmienił

Choć żółwim krokiem

Ale idzie

W skorupie chroni swoje życie

Może się uda

Dałby Bóg miły

Będziemy trzymać go

Z całej siły.

Co to jest?

Kto mi odpowie

Na to pytanie

Co to jest?

Świat ma nowe wyzwanie

Czy to już wojna

Trzecia

Światowa

Zbrojna to armia

Jak błyskawica

Ogień roznieca

Kraje zajmuje

Już prawie dwieście

Czy zrujnuje

Co nam zostawi

Jak wiele istnień

Życia pozbawi

I wszystkie narody

I wszystkie nacje

Czy biedne

Czy w bogactwie

Życie pędzi

Wszystkim jednako

Sen z oczu spędzi.

Iskierka radości

Tęsknię dnia każdego

Za domem

Za drogą

Za wierzbą przy stawie

Żyję w ciągłym lęku

I ciągłej obawie

Martwię się o bliskich

O ojca

O matkę

O siostrę

Nie myślę

Nie słucham

Odpędzam co mogę

Mam żonę przy sobie

Trzymamy się razem

W imadła uścisku

Oka nie spuszczamy

By być razem

Blisko

To siły dodaje

Lżej trochę na duszy

Sam przecież nie jestem

Sam się tu nie ruszam

We śnie ręką czasem

Sprawdzam dla pewności

Jest

Pewny już jestem

Iskierka radości.

Mój Anioł

Są matki wspaniałe

Co nawet i z nieba

Drogę Ci wskazują

Gdy zajdzie potrzeba

We śnie Ci podpowie

Otuchy Ci doda

Gdzie krok masz postawić

Gdzie życie kierować

Gdy czasy są trudne

I ciężko na duszy

To rada jest cenna

Już wiesz dokąd ruszyć.

Jeszcze żyjemy

Przewisieć to wszystko

Nie wszystkim się uda

Ofiar światu przybywa

Kiedy odetchniemy

Czekanie w niecierpliwości

W ciągłym zagrożeniu

Sił nas pozbawia

Czyni bezbronnymi

Ostrożność ze zmęczenia

Czujność swą usypia

Czy jest już i u nas

Do pani z naprzeciwka

Wnuki przyjechały

Szkoły są zamknięte

Gdzie by się podziały

Mama pielęgniarka

A ojciec to strażak

A u sąsiada

Syn z Anglii powrócił

Co prawda jest w kwarantannie

Lecz obawa jest duża

Czy nam nie podrzuci

Jeszcze wszyscy żyjemy

Ciszej smutniej

Przyczajeni do życia

Mniej w oczy patrzymy

Żeby uwagi nie skupiać

Bokiem przejść

Kroku przyśpieszyć

Skryć się w domowym zaciszu

Gdy drzwi za sobą zamykam

Czy czuję się bezpieczniej.

Jak nitka splątana

Małżeństwo to nitka splątana

W dłoniach kobiety trzymana

Ma swój początek i koniec

A Ty jak godny wybraniec

Nić tę będziesz rozwijał

Zadanie to nie jest łatwe

I łatwym nigdy nie było

Lecz jeśli się go podjąłeś

To skończ to wybrane dzieło

Nie każdemu się uda

Czasami sił już nie stanie

Zmęczenie czasem zawita

Jeśli trafiłeś właściwie

To Ci pomoże kobieta.

Będzie cudnie

Po deszczu wiosennym

Już się przebudziła

Jeszcze jest nieśmiała

Ale już ożyła

Przebiły źdźbła trawy

Zimowe poszycie

Pną się tak ku górze

Wzmaga się w nich życie

Świeża zieleń jasna

Świeża zieleń żywa

Patrzę bez ustanku

Chyba jej przybywa

Ptakom już wiosenna pora zapachniała

Od rana koncerty

Filharmonia dała

Dźwięki to przeróżne

Słuchać by bez końca

Nie trzeba biletu

Nie trzeba też gońca

Marcowe powietrze

Świeżością owiewa

Krokusy zakwitły

Zakwitną też krzewy

Żonkile już w pąkach

Niebawem wystrzelą

Kolorów przybędzie

Cudnie będzie wszędzie.

Wędrować

Nie spieszę się

Któż mi zabroni wędrować

Czasu nie będę żałować

Sama siebie pocieszę

Mądrzej siły rozłożę

W miejscu chwilę zaczekam

Znajdę czas

I dla siebie

I dla drugiego człowieka.

Żyłbym w dobrobycie

Żyłbym w dobrobycie

Gdyby sąsiad miał mniej

I pędził skromne życie

A tak

Poczucie mnie gniecie

Bo wszyscy już wiecie

Że żyję jak żyję

Bardziej chudo niż tłusto

Po prostu nie tyję

Na duszy markotno już stało

Zmienić by coś się zdało

A może by tak sąsiada

Z lekka nieco podpuścić

I może by się udało

Z torbami w drogę go puścić

Czy iść po rozum do głowy

Zakasać do łokcia rękawy

Z życiem wziąć się w zapasy

Pokazać sąsiadowi klasę.

Z taktem

Poeta pisał

,, umierać trzeba z taktem”

Cóż to ma znaczyć

Każda śmierć faktem jest

Namacalnym

Niepowtarzalnym

W skrytości schyłek przeżywać

Trosk nie odkrywać

Nie martwić bliskich i znajomych

Czy ciężko

Samotnie nieść brzemię starości

A gdyby tego jeszcze mało

To i choroby zło nadało

Troska to wielka i oddanie

Nie martwić bliskich

Tym co się stanie

Z uśmiechem na ustach

Dać się zapamiętać

Spróbować na żarty

Choć i tak wyjdzie na serio.

Kto ma przyszłość

Umieć patrzeć w przyszłość

Czy każdemu dane

Mówią żeś Ty inny

Czy może wybrany

Kiedy w tłumie stajesz

Mówią że odstajesz

Przecież patrzą wszyscy

Wszyscy oczy mają

Więc czemu tak bywa

Że nie dostrzegają

Przyszłość ma przed sobą

Ten kto widzi wszędzie

Jak sokole oko

Wypatrzeć potrafi

To czego inni nie widzą.

Talent

Czy z talentem urodzony

Czy rozwinąć go zdołałeś

Jak zdobyłeś

Skąd go wziąłeś

Gdy nam raptem ukazałeś

Czy marnował się przez lata

Skryty od całego świata

Czy pieściłeś go w ukryciu

By błysk nadać swemu życiu

Czy masz jeden

Czy też wiele

Ile w końcu ich posiadasz

Który w pracę swoją wkładasz

Który Tobie się nie nudzi

Który służyć ma dla ludzi

Czy rozwijasz go czasami

By podzielić się też z nami

Dać popatrzeć

Dać posłuchać

Dotknąć

Czy też popróbować

Jeśli uda Ci się złowić

To nie zmarnuj go czasami

Zrób więc wszystko

To co zdołasz

By pozostał między nami.

Dwie miarki

Dobry człowiek miarką swoją

Mierzy to co w drugim widzi

Im mądrzejszy

Tym jest lepszy

Świat układa harmonijnie

Ze spokojem i rozwagą

Gdy coś robi dla człowieka

To w intencji dobrej czyni

Zła unika

Od głupoty szybko zmyka

Dobrze wie

Że to zaraza

Złem karmiona się rozmnaża.

Czas kołem się toczy

Słodkie lata dzieciństwa

Na półce wspomnień złożone

Zajrzę czasem tam chwilę

Wspomnę lata minione

Tam wszystko było doskonałe

Tam radość kwitła

I beztroskie życie

Tam wszystko było wręcz wspaniałe

Tam miłość była

I szczęście obfite

Ptaki śpiewały radośniej

Lato było bez końca

Jesienią kasztanów urodzaj

I śnieg bielszy od bieli

Wspomnienie tak miłe

Aż oddech zapiera

Łza w oku się kręci

Tęsknota już wzbiera

Popłynie jak rzeka

W krainę dzieciństwa

Zajrzy do młodości

I znowu powróci

Do dnia dzisiejszego

Czas kołem się toczy

Czy szkoda jest chwili

By z nim się podroczyć.

Kluczem czy wytrychem

Mężczyźni różne to sposoby mają

Serce niewieście

Raz kluczem

A raz wytrychem otwierają

Nim dotrą czoło stawić muszą

Drodze czasem niełatwej

Raz wierzchem przez płot

Czy dziurą w płocie

Furtką

Czy bramą wjazdową

Czasem od frontu

A czasem też trzeba

Jak lis skradać się skrycie

Chyłkiem pod żywopłotem

Od ogrodu strony

Czy uczta jest wyśmienitsza

Gdy człowiek strudzony

Osiągnie swój cel

Z dawna wymarzony.

Ślizgiem przez życie

Ślizgiem przez życie

Nie jednej się uda

Po lodzie

W wygodzie

A jeśli i nawet

Szkodę czyniąc komuś

Skrupuły nieznane

Litości też nie ma

Grunt wszystko podane

Na tacy

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 28.67