E-book
20.48
drukowana A5
29.72
Recepta na życie

Bezpłatny fragment - Recepta na życie


5
Objętość:
148 str.
ISBN:
978-83-8189-577-4
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 29.72

Słota

Złota jesień już odeszła

Słocie miejsca ustąpiła

Trochę smutna, trochę rzewna.

Dziwnie jakoś wystrojona,

Jakby starej krewnej suknia

Przyodziała jej ramiona.

Trochę duża, przyniszczona.

Kolor szary, wypłowiały

Jakby tylko pozostały

Same czernie i popiele.

Włosy długie i w nieładzie

Mgłą owiane, wiatrem polnym potargane.

Nieruchome i znudzona,

Melancholią przepełniona.

Oczy swoje gdzieś schowała.

Przymróżyła kapeluszem zasłoniła.

I już nie wiesz, może drzemie,

Może duma, może słucha.

Jakby w tem ujrzała ducha.

Nie, to tylko wiatr w kominie,

Smyczkiem po skrzypeczkach płynie.

Mgła i promyk słońca

Taki smutny dziś poranek

Mgłą osnuty dookoła

Promyk słońca tak się schował

Dziś nie będzie adorował.

Mgła se miejsce wymościła

Macki swoje wypuściła

Oj twa czułość jakaś chłodna

Trochę mokra niewygodna

Na pieszczoty ją wezbrało

Hola, hola moje ciało

Romantyzmu by nie chciało

Coś innego mam dziś w głowie

Promyk słońca mi się marzy

Co ogrzewa mnie na plaży.

Smutną minkę więc zrobiła

Przecież jestem taka miła.

Nie zazdroszczę twego szczęścia

Schodzę z drogi do zamęścia.

Promyk słońca się uśmiecha

Będzie ze mnie dziś pociecha.

Pora roku

Już spadły

Korony drzew ogołocone

Przed snem zimowym

Ułożone

Na trawie, dróżce

W polu w lesie.

Kolory żywe ustępują

Rudo- brązowe dominują

I tylko szelest liści wokół

Rozbrzmiewa nutką tej jesieni

Niesie nam jakiś dziwny spokój

Jesień to piękna pora roku.

Ostatni taniec

Już stroje są gotowe

Bajeczne, kolorowe

Już słychać rytmy walca.

Już zerwał się do tańca

Liść mały malusieńki

Porywa wszystkie wkoło

Wirują już wesoło.

Nacieszyć oczy moje,

Napatrzeć się na zapas.

Rok przyjdzie czekać cały,

By znów zatańcowały.

Zmysły rozproszone

Ludzie są wokoło

Człowiek, człowiekowi

Wszędzie rzeknie słowo.

Więc cóż ono znaczy

Dobre, czy niedobre

Myśli w nim zawarte.

Jak to rozszyfrować,

Co mu odpowiedzieć.

Nie takie to proste

Jakby się zdawało.

Pytam więc sam siebie,

Jak dawniej bywało,

Jak ludziom ze sobą,

Życie upływało.

Czasy się zmieniły

Gdzie tego przyczyna,

Dobrobytu wina.

Człowiek patrzy i nie widzi

Człowiek słucha i nie słyszy

Zmysły rozproszone.

Wynalazkiem wszelkim życie przepełnione.

Biedny i bogaty

Życie nie tylko po to jest by brać,

Pamiętać trzeba,

Żeby wziąć, trzeba też dać.

Dać można rzeczy.

Których masz w nadmiarze

Dać można słowo dobre.

Dać można dotyk dłoni.

Dobrą energią wzbogacony.

Kto się podzieli

Biedny czy bogaty.

Biedny da wszystko

No a bogaty.

Nawet rozłożyć nie chce na raty.


Człowiek człowiekowi

Ile człowieka jest w człowieku

Czy człowieczeństwo dzisiaj w modzie.

Kto zrobił podział

Kto ile dostał

Czy da się zważyć

A może zmierzyć

Kto ma go więcej

Starzy czy młodzi

A może dzieci mają najwięcej

Najmniej skażone świata gierkami.

Czy człowieczeństwo dzisiaj w modzie,

Gdzieżby poszukać

W pracy czy w domu

W sklepie w markecie

Czy w Internecie.

Czy człowieczeństwo dzisiaj w modzie

Może na lekcje do szkół powrócić

Zadbać u źródeł o edukację

Może zacieśnią się relacje.

Człowiek człowieka zauważy

Myślmy zawczasu

Nie da się chyłkiem

Przebiec przez życie

Gdy człowiek człowiekowi wilkiem.

Uczynki

Dobrym uczynkiem

Naznacz miejsce bytu swego

Wyciśnij ślad niezapomniany.

Pomóż swym dzieciom

W ciężkich czasach

Ukoić serce rozedrgane

Rozwiać jaskółcze niepokoje

Złapać wiatr w żagle

I wyruszyć

Wyruszyć z wielką siłą w drogę.

Byle razem

Gdyby była jakaś siła

Co by schyłek ułożyła.

Schyłek życia.

Tak zwyczajnie po mej myśli,

Nie chcę wiele, też nie mało.

Żeby razem czas upływał

W zgodzie z Bogiem i przyrodą.

Żeby zdrowie choć kulawe,

Pozwoliło iść tą drogą.

Można sunąć, człapać, szurać,

Nieistotne w jakim tępie,

Czy to ważne, gdzie się śpieszyć,

Będę trzymać cię za rękę,

Z całej siły, byle razem

Przecie to jest najważniejsze.

Ty pogłaszczesz ja przytulę,

Krok do przodu, krok do tyłu.

Czy stoimy w jednym miejscu.

Nieistotne, czy stoimy, czy siedzimy

Byle razem, ty popłaczesz, ja pocieszę.

Najważniejsze, że żyjemy, że jesteśmy

Byle razem jak najdłużej.

Dla męża

Bóg łaskawy na mej drodze

Chcąc docenić i wyróżnić

Ale za co?

Czy na pewno?

Czy ja na to zasługuję?

Fart, wróżba czy przeznaczenie

Jakby zgadnąć jaka siła

Brała udział w tym zamyśle?

Zamysł wielki

Człowiek zwykły

Czy niezwykły?

Jak dla kogo

I cudowny i kochany

Lecz o tym sza nikomu ani słowa

Świat nie lubi dziś szczęśliwych

Jakim cudem to się dzieje

I pomoże i przytuli

I pocieszy i podwiezie

Kawę parzy i odkurzy

Takie proste są to rzeczy

A w nich tyle niezwykłości

Cieszyć się każdą minutą i godziną

Porą roku i nowiną.

W magazynie wspomnień wszelkich

Zamknąć wszystko to w butelki

I odłożyć na półeczki

Pomalutku, powolutku

Cichuteńko bez fanfarów

Bo gdy przyjdzie pora smutna

Przetrzeć dróżkę jasnej drogi

Cóż zostanie na pociechę

Na dożycie, na przetrwanie

Na spotkanie buteleczki.

Szukam żony

Szukam żony wyjątkowej

Młodej, pięknej, mądrej, zdrowej.

Gdzieżby ruszyć tu na łowy

Kto podpowie

Kto pokaże

Dreszcz przez plecy me przeleciał

Jak ocenić, jak odgadnąć

Gdzie fałsz, a gdzie prawda żywa

Czy podoła mym wyzwaniom

Czy nie znudzi codziennością

Czy ogarnie mnie miłością

Jakie trudne to zadanie

Boże pokaż rozwiązanie

Szukaj sercem nie oczami.

Poszukiwanie

Chciałbym dziś znaleźć przyjaciela

Może to on mnie rozweseli

Pomoże w biedzie i wysłucha

Doradzi dobrze, wesprze ducha

Ale gdzie by tu szukać

Rozglądam się do bólu głowy

Czyżby to towar deficytowy

Idę do Mistrza

Pomóż proszę

Mistrz rzecze wtedy

A czy ty jesteś gotowy

Zostać przyjacielem.

Dobry duszek

Mam dobrego duszka

Przysłał mi jabłuszka

Ciasto już zrobiłam

Gości nakarmiłam

Miłe ucztowanie

Chcę zaprosić na nie

Gościa królewskiego

Duszka kochanego.

Stróż

Gdy bezradność w samotności

Wzrośnie ponad twoje siły

W głowie myśli poplątane

Niepokoju siejąc ziarno

Zmienię tony serca twego.

Ktoś zawita niespodzianie

Wślizgnie się w snu chwile miłe

Podaruje bukiet wsparcia

Tak uroczy jak motyle

Żeby ci się lepiej żyło

Żeby dzień witając rankiem

Spojrzeć w niebo i pomyśleć

Że nie wszystko się skończyło.

Smutek

Smutek w twym sercu

Gniazdko zrobił

I siedzi sobie najwygodniej.

Odizolował wszystkich wokół

Czy to jest dobrze

Myślę sobie

Zaprosił gości w swe pielesze

Zwątpienie, żal i rezygnację

Czy to popsuje twe relacje

Wśród twych przyjaciół i znajomych

Wyciągnę dłoń mą w twoją stronę

I trzymać będę aż mi zmilknie

To nic nie szkodzi

Że sił już nie masz

Żeby swą podać w moją stronę

Lecz przyjdzie chwila

Gdy zawita

Nadzieja w radość przyodziana

Błyskiem pioruna olśni wokół

I smutek zniknie i zapomnisz

I zapanuje w sercu spokój.

Zmęczenie

Gdy zmęczenie cię ogarnie

I już nawet nie masz siły

Żeby patrzeć na człowieka

Już nie mówiąc o słuchaniu.

Znajdź dzień wolny

W ciszy głuszy i spokoju.

Myśli wolno poukładaj

Książkę ułóż na kolanie

Wyjdź poezji na spotkanie.

Niech to miłe ucztowanie

Błogim ciepłem cię otuli.

Nim dzień minie, siły wrócą.

Znów zapragniesz, pracą swoją

Ulgę nieść potrzebującym

By ukrócić ich czekanie

Tak naprawdę, to nie wiemy

Czy też czekać nie będziemy.

Ważne

Co jest ważne, co ważniejsze

Gdzie poszukać odpowiedzi

Ksiądz nie powie na spowiedzi.

Sąsiad skąpy będzie w radach,

Byś nie pobił w czymś sąsiada.

A rodzina jak rodzina,

Jak krajobraz górski

Najładniej wygląda i w gronie się trzyma

Gdy człowiek od człowieka

Po prostu z daleka.

Poszukaj bratniej duszy

Co wsłucha się w serce twego brzmienie.

I ramię przy ramieniu

Krok równy trzymając

Bez zbędnych słów, bez ceregieli

Nie zważając

Czy dobra, czy zła chwila

Razem…

Tak życie będzie lżejsze

I to jest najważniejsze.

Sama sobie

Serce w strzępy już rozdarte

Ból wulkanem już się wzbiera

Oczy nie schną, łez strumienie

Żłobią zmarszczki na twej twarzy

Ile można znieść cierpienia

To zbyt wiele na jednego.

Kto pomylił się w podziale,

Obdarował cię skromnego

Nazbyt szczodrze, na bogato

Gdzie poszukać ukojenia

Dniem i nocą

Myśli w głowie się łomoczą.

Ciało, dusza rozedrgane

Nie pomaga już modlitwa

Gdzie podpowiedź, gdzie mam szukać

Czy przegrana to już bitwa

Myślę sobie już od dawna

Żeby pomóc jakoś tobie

W tym cierpieniu, w tej chorobie

Może mały kroczek naprzód

Spróbuj pomóc sama sobie.

Pogotowie

Proszę erkę wysłać zaraz

Ale szybko, szybciuteńko

Pilna sprawa

Co się stało

Proszę mówić

Bóle, duszność, kołatanie

Coś się dzieje niesłychanie.

Już jedziemy proszę pani

Pędzi erka na sygnale

Biegnie lekarz i ratownik

Szybko

Saturacja, puls, ciśnienie, EKG

Proszę pani wszystko w normie.

Nie.

Niemożliwe

Co mi jest

Samotność.

Za darmo

Powieszono ogłoszenie

,, w dniu jutrzejszym jest szczepienie

nieodpłatne”

dobrodziejstwem świata tego

są szczepienia od wszystkiego

tężec, krztusiec i błonnica

odra, świnka i gruźlica

tłum się zbiera w oka mgnieniu,

każdy podda się szczepieniu

pani pyta a od czego to szczepienie?

Doktor mówi

Od głupoty świata tego

Nic nie szkodzi

Najważniejsze, że za darmo.

Kryzys

W kryzysie świat nasz pogrążony

Mknie ku ogólnemu zatraceniu

Bierność wrażliwych i uczonych

Przyniesie wszystkim nam trofeum.

Lecz czy zdobyczą ucieszymy

Naszych przyjaciół i rodzinę

Jak wypijemy, w tej samej co ważymy

Co naszym dzieciom zostawimy.

Rozniećmy myśli w naszych głowach

Powoli ruszmy do działania

Nikt przecież za nas,

Ani dla nas

Nie naprawi tego

Co zepsuliśmy sami.

Oj życie

Oj życie udrzeć by się chciało

Cię jak najwięcej

Dla niepoznaki spojrzeń innych

Może by nocą albo rankiem

Gdy jeszcze śpią sąsiadek oczy

Co później moc wlepiają w szybę

By nie przeoczyć chwili ważnej

By temat plotek zawsze świeży

Gimnastykował język węży

Człowiek się mota jak obłędzie

Ten żyje długo

Ten jedzie wszędzie

Ten dom ma i pieniądze

I zaspakaja swoje żądze.

Nie zawsze zgodnie z dekalogiem

Myśląc opatrznie

Że bogactwo

Usprawiedliwi to łajdactwo

Lecz po cóż drzeć ci ponad siły

Czy nie wystarczy tobie tego

Co los odmierzył miarką życia

Trochę dziurawą, wyszczerbioną

Lecz przecie Tobie namienioną.

Na niby

Dziwne zjawisko

W życiu gości

Na niby

Na niby przyjaźń

Na niby miłość

To jak fastryga

W sukni życia

Jak długo suknia będzie trzymała

Skoro na niby pani zszywała.

W którym momencie puści fastryga

I co odsłoni

W życia zakręcie

Jak na to patrzeć

Jak z tym iść dalej

Na niby życie

Czy zmarnowane.

Może na serio

Choć raz spróbujmy

Lecz powiedz kiedy

Kiedy pomrzemy.

Okno wiedzy

W naszym świecie okien wiele

W domu, w sklepie i kościele

Od północy, od południa,

Które lepsze,

Które ważne

A które jest najjaśniejsze

Które dziecku swemu wskażesz,

Może okno na jezioro,

Na las,

Na krajobraz górski

Myśli kłębią się dookoła

Drogi panie jeszcze dzisiaj

Swemu dziecku uchyl lekko

Pokaż skrawek magicznego krajobrazu

Który nigdy się nie znudzi

Jak nazywa się to okno

Jak zwyczajnie

Okno wiedzy.

Ognisko domowe

Strażniczko domowego ogniska

Pilnuj paleniska

Jeśli popróżnujesz

Mrok ci zapanuje

Rozpełznie po kątach

Zagnieździ się w szafie

Ułoży się na pościeli

Na półkach, kanapie.

Drwić będzie z ciebie

W ciemności bałagan powstanie

Twoja rodzina

Chłodu nie wytrzyma

Rozsypie się

W dzikim rozpędzie

Będzie szukać ognia

Gdziekolwiek to będzie.

Jedni się ogrzeją, inni się poparzą.

Po co mi to było

Pracowałem ponad siły

W dzień i w nocy, dnia każdego

Świątek, piątek i niedziele

Budowałem dom

Bastion wielki, dwupiętrowy

Kuchnie, hole i pokoje,

Trzy łazienki i balkony,

Nie zważając na me znoje

Oczy rano przecierałem,

Dumą, sercem napawałem

No i w końcu mam co chciałem

Piękny pałac zbudowałem

Dnia pewnego zapomniałem

Na drabinę się wspinałem

Szczebel wcześniej połamałem

I runąłem w dół jak długi

Jak tu teraz żyć wypada

Tak daleko do sąsiada

Żona wlecze do łazienki

Ile trudu, jakie męki

Po co nam te trzy łazienki

Jedna by nam wystarczyła

Byle blisko łóżka była.

Czy to jest miłość


Świat się zmienia w oka mgnieniu

Czy wraz z nim zmienia się wszystko

Czy miłość nie jest już miłością

Naszych dziadków i pradziadków.

Czy wraz z nowoczesnością

Powstały nowe wymagania

Którym trzeba sprostać, żeby zakwitła

Czy musi być ubrana w markową szatę

Czy mości się tylko w pięknym domu

I jeździ drogim samochodem

Jakie wartości są ponadczasowe

A może to nie jest miłość.

Epidemia

Jest już wszędzie

Nikt nie myśli

Jak żyć będzie.

Choroba objawów ma wiele

Bywa też ukryta

Trzeba by umieć patrzeć

By rozpoznać to podstępne ziele.

I w dużym mieście i na bezludziu,

W pracy i w domu

Nikt jej nie piele

Owinie cię, zasłoni, zagłuszy

Odwagi pozbawi, sumieniem nie ruszy.

Niech każdy z serca cegiełkę dobroci wypali

Mur zbudujemy co nas ocali.

Każdy dostanie tabletkę radości

I zastrzyk przeciw obojętności.

Tak świat wyleczymy

Od chronicznej samotności.

Wyjątek

Ja jestem mądry, przystojny,

Młody.

Mam dom, dwa samochody

Żonę młodszą o dekadę

Teścia z firmą zagraniczną

Cóż myślisz człowiecze marny

Że jesteś wyjątkiem na ziemi

Stać mnie na wczasy

Odnowę biologiczną, bale

Władzę mam

O ho ho i dalej

Konto już rośnie

I cóż chcieć więcej

A serce masz.

Do czasu

Ranić człowieka można do czasu

Rana na ranie, raną pogania

Blizny powstają, twardnieją,

Skorupę tworzą i powszednieją.

Serce zamyka się w grocie głębokiej

Tylko nieliczni znają tam drogę

Świat dziwnie patrzy na to zjawisko

Czy to jest człowiek, czy to już wszystko

Co może nam zaoferować

Niemy i głuchy na świata dźwięki

Zahartowany przez wszystkie męki

Zadane wcześniej, gdy jeszcze ciało

Czuło co boli, serce pękało.

Szkoda jest wielka

Rzec by się chciało

Ludzie

Zbyt późno się zrozumiało.

Kiedy się cieszyć

Cieszyć się światem

To grzech czy naiwność

Najłatwiej przychodzi nam narzekanie

Na czasy, pogodę,

W kościach łamanie.

Rzadziej myślimy o tym co dobre

Nie dziękujemy za to co mamy

Pokój na świecie

I chleb na stole

Szkoda, że wszystko to doceniamy

Dopiero wtedy gdy umieramy.

Zadumany czas

Tak naprawdę to mi nie śpieszno

Wyruszyć w podróż w tamtą stronę.

Poczekam tyle jest jeszcze do zrobienia

Nie przeczę

Też do naprawienia

Przecie nie wszystko w życiu wyjdzie.

Czasem odłożę coś na później

Brak mi odwagi i pokory

Z nią chyba większość ma na bakier.

Nie zwlekaj długo

Bo nie wiemy

Kiedy swój bilet dostaniemy.

A stryj mój mawiał

A stryj mój mawiał

,, szczęśliwe to pokolenie, co wojny nie widziało”

Więc cieszmy się z tych czasów

W których nam żyć przystało.

Odbijmy sobie krzywdy ojców

Dbajmy więc o to co zostało.

Módlmy się za tych co życiem swoim

Progi wolności układało.

Pamięci czemóż krótka taka

Czy bez doświadczeń nie wytrzymasz.

Czy tylko dzieło dokonane

Na własnym ciele piętnowane

Pozwala poczuć tę różnicę,

Czasów pokoju i pożogi.

Czy bez doświadczeń

Nie umiemy

Cieszyć się

Szczęściem i pokojem.

Raz w roku

Raz w roku wszyscy się zbierają

Modlitwy swoje posyłają.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 29.72