E-book
13.65
drukowana A5
13.5
drukowana A5
kolorowa
31.71
Quo Vadis

Bezpłatny fragment - Quo Vadis

Wiersze


Objętość:
28 str.
ISBN:
978-83-8126-904-9
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 13.5
drukowana A5
kolorowa
za 31.71

spis wierszy… spisu nie ma do czego tutaj spisu potrzeba czy fragment uczucia sens w ryzach utka ku czemu prosta spisu pobudka ...wszystko tu chaos w pogodnych progach tak zakochanie nim dobrze znane palcem na wodzie tekstem pisane czy na co czeka… czeka zapewne ujmuje siebie i liczy wersem..


1.

znajdź uzasadnienie giętkie tęcza słów.. przyrzeczenie nie jest mglistym wieków cieniem że tu oto właśnie teraz armię światła w sercu zbierasz by mi pięknie spojrzeć w oczy by mnie znowu zauroczyć by we dwoje wiatr we świecie zawirował jeszcze piękniej by kamienie sercem biły by godziny by mój miły nieskończenie uchodziły nietykalne zaślepieniem serca dobroć nieskończona miłość drugiej przecież nie ma więc ta jedna wszystko zmienia czy tu właśnie dobrze stoję spójrz mi w serce przecież twoje…


2.

czy ty go znasz tej czarnej nocy bezmiar cisze jak najgłębszy bas snu który tli przestrach modlitwa dzika losie Bóg nie słuchał tak choćby świat bić sercem ustał jemu cóż… ta sama pustka… obojętność… kwiat rozpadu jak mi bez jazgotu dojść do ładu z tą naturą toć w niej śladu najmniejszego ciepła skierki snu o świecie czy pokora to jezioro w lecie cicha noc półmrok kwilił dziewczę muza której szkoła dom ojczyzna w proch… anieli mili ptak gdy się do lotu sili tak wzlot sam w bezwzględnym niebie ech te oczy czarny krzemień toczą fale po jeziorze ktoś kto może lecz nie może jak tu ujrzeć czarną zorzę bo on dowiódł sobie pewniej że to ogień serce toczy on nim Boga zauroczy o te nieśmiertelne dusze wszystkie puste dramat luster… zniżyć mu co do kochania poza sensem to przeprawa jak przez azbestowe morze padniesz w klęsce na kolana ten do spania cię ułoży jaśka ci pod głowę włoży krztyna ciepła prostych kilka duma obca tej depresji Przebóg..mnie ta dusza niosła w każdym słowie w każdej pieśni hej wy bezboleśni już dawałem… to czas przeszły…


3.

o czym szepczą moje cisze kiedy myśli twych nie słyszę kiedy w oknie każdy szelest zapowiedzią deszczu nie jest kiedy w środku miasta dzwony wznoszą dźwięk donośny zdrowy echem drganiem rozproszeniem cięciem myśli ptactwa drżenie zwinnym cieniem w lot z łopotem wzbiło w niebo skrzydeł morze ponad drzewa ponad domy hen w nieboskłon nieskończony mlecz.. czy wiesz jak żółcią płonie blaskiem słońca uwieczniony krzemień skra nadzieja… powiedz jak najgłośniej imię moje na twe wszystkie niepokoje… i nie odchodź od tej myśli że to serce bije tobie tak jak twoje…


4.

świtem nikną mroczne chmurki mroków filar kruche wiórki słowik ze skowronkiem w trelach ucho niemal nie rozdziela tej różnicy tonu biegu pośród świtu szarych wdzięków mam błękity tu w ogrodzie nic nie stoi na przeszkodzie myślom włóczyć się za tobą my jak psy z kulawą nogą w tej wędrówce wciąż bez końca wzdłuż promienia arii słońca sen nieokrzesanie żwawy wiatr zaczesze kłosom grzywę spadnie deszcz a potem śnieg niewiadomy rzeczy bieg hen poniesie nas przy sobie na pogodę niepogodę zawrót głowy czy uśpienie rzeką zdarzeń na podporę i zetknięcia myśli w porę jaką tylko chcieć zechcemy na miliardy słów zamienię cisze cisz i brzmienia brzmienie kit mansardy ze Stachury wkładam w notes szarobury bo nam przyjdzie przez jesienie razem tworzyć światłocienie…


5.

wczoraj… kometa z warkoczem do ziemi wśród światła siarczystych promieni mieni się i będzie się mienić jeśli niczego nie zmienisz wczoraj… twoja odpowiedź co wiedzie do przedwczoraj ja się śmieję przez tę pamięć chwili pierwszej i to nie odejdzie wiatrem przez świat przez ocean wszystkich wad z twarzą zwróconą na tak patrzę ci w oczy a ty mi patrz są miejsca o których nic nie wiem wezmę cię wtedy za rękę jakkolwiek to przejście wczoraj pasaż na cztery ręce o… gdzie… i mnie tak w kruchości będzie najpewniej…


6.

nie z twoim charakterem i nie z moim o niedoczekanie atłasu cichych dni pod jednym parasolem cóż deszcz też mógłby zmyć i jeśli coś jest zawsze czy zmienić można sens a czas.. ach śledzę czas klucz wiary myśli rdzeń.. czym jeszcze w tej zieleni uchwycić wątek lata narcyzem koniczyną czy chabrem skrytym w łanach i chwile zapatrzenia choć ziemia tego nie ma dopowiesz drugie słowo gdy pierwsze powiem ja postąpię też tak samo pogodą wspólnych prawd akwamaryny nieba szarości zwykłych dat i dnia bez ciebie nie mam i nocy takiej brak i i gdyby i bez końca ten diamentowy szlak gdy prawda prosta w słowach odbicia duszy takt i gdy dwa serca jedno styk choćby echa brak.. choć suma niewygodna kocham cię i tak.. a może jeszcze bardziej dlatego właśnie o to nie warte było nie jest co minął szeptu potok fasady sennych świątyń porosły krzewem głogu z owoców marmolada śmiech… jak szukać ciebie w prochu..?


7.

w promieniu księżyca szukam bliskości twojego oblicza wstrzymanego oddechu dotknięcia dłoni wszystkiego do czego myśl nas skłoni drżące fatamorgany wiatrem niesione wśród wydm suną w księżyca zenicie bledną jak gwiazdy o świcie zodiaków korowody a w nich zmiany i życie w pustynnym suchym powietrzu słowa cichutko szeleszczą odchodzą samotności muskane dotykiem miłości tajemnica stworzenia tej ciszy w której ty wiecznie mnie słyszysz a ja każde westchnienie także w podróż zamienię hen w nieskończoność i nic już co niewiadomą nie dzieje się więcej samo takie malutkie uśpienie pierwsze uczucia prawo gdy miłość nie jest zabawą…


8.

wiesz ile można utulić w jednej miłości ile zadr rani serce przypływem zazdrości ile dróg ile domów pięknych ogrodów skromności ile na każdym progu i wiem że schwyciłbyś mnie w ramiona uwielbiał bez końca ja ..twoja królowa i mnie w twej rozpaczy umarłoby serce i kocham cię przecież jak umiem najpiękniej i w każdym z wcieleń obłoków na wietrze dla mnie wciąż dla mnie szeleszczą deszcze w każdym westchnieniu gwiazdy na niebie ciało spragnione czy tego nie wie krew tętni dziesiętna nic tego nie przetnie dwu trzech czy siedmiu wzrok na przededniu przymykam oczy nie krzywdząc cieniem i szepczę cicho..przecież ty jeden.. myśli cichutko skrywają ścieżki wyruszyć mogę najpewniej w dal pod czyim progiem przyniosę szczęście wpatrzona tęsknie nocą i we dnie w bladość twej skóry i mieczy różnicę patrzę ci w oczy kocham i karmię czas poblask migot zwiewnej welonki i tuczę tę wiernym szeptem rozłąki czy nie wiesz nie wiecie w bladości lica gwiazdy w zodiaku i rybka cierpliwa a serca tłuką trwożnie na wietrze i niebo grzmi nim błękit je przetrze pod czyim progiem z miłością jedną bo twego uczucia westchnienie jak echo


9.

lata cicha kantata ulotny sen z dnia na dzień pozornie nielotne mgły babiego lata wiatr wznosi lekkość hen przygasa zieleni orkiestra ktoś etykietę nowe liściom pastelom naderwał szmacianej marzanny wspomnienia dzieci wyśmiały nie ma.. nie pytam jakimi drogami konają historii drgnienia gdzie dociekać umiaru czekać historia oblicze zmienia duch ojczyźnianych pytań pozornie ulica ślepa może zapytać eksperta ten także pojęcia nie ma trzeba by nowy kierunek nauk na dzień dzisiejszy historia doraźnie współczesna z ukrytych kart obraz zmienia tu teraz i wciąż nawet jutro bez niej natura ślepa gubi wątek idzie kocha...donikąd miech ziemia i praca i dom narzeka śladem wzrostem pięknieje oblicze i godność i przekaz natura wtulona w ducha w szepcie wsłuchana i w wierszach pociecha nadziei nie ma na inną niż ta co ją nazwie najprościej z imienia moja ojczyzna szelest w ciemności czar cienia...jesteś mi tak naprawdę wszystkim czego zapragnę jakkolwiek są może piękniejsze których nic nie odmienia… …


10.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 13.5
drukowana A5
kolorowa
za 31.71