E-book
Bezpłatnie
Pustostany

Bezpłatny fragment - Pustostany

przed rozwodem


5
Objętość:
83 str.
ISBN:
978-83-65236-32-6
Kup po „cenie czytelnika”

Pobierz bezpłatnie

Trzeba było opisać te pustostany jakkolwiek, tylko po to, by mieć to już z głowy i do mówienia o tym nie wracać

powołanie

Nienatrętnie wraca w snach

ten, który pewien jest, że właśnie spełnia swoje powołanie.

Nie sam

bo zaraz śni mi się ten drugi

mniej przekonany do tego, co by było, gdyby.


Ze zdziwieniem odnajduję ich obu

nad ranem,

kiedy myślę jeszcze w ciszy świtu,

jak z troską rozmawiają

co słuszniejsze

święcenia, czy cielesne kochanie.


Nigdy jednak w tych swoich dyskusjach

nie myślą o kimś,

kto wczoraj położył się do łóżka.

Nie zauważają,

że po nocnym spotkaniu

to nie oni podejmą decyzję

czy dzisiejszy dzień

spędzić z wyrzutem sumienia,

czy oddać się powołaniu poniedziałku, środy, czy soboty.


Tu, poza klauzulą,

świętego spokoju

nie dostaje się na furcie

jak świętego obrazka,

za darmo.


Tu zatyka się uszy wśród zgiełku

i samemu robi za owego furtiana,

by móc namiastkę sacrum silencium

podarować komuś

zawołanemu w próg

drzwi, wirydarza, refektarza

zaproszonemu na rosół,

już nie przy lekturze

żywotów świętych.


Brewiarz poczeka,

trzeba zająć się

psami,

talerzami,

różami,

śrubkami,

przelewami


i na koniec

upaść jeszcze na twarz

przed najświętszą własną rodziną.

…rachunek sumienia zrobią za mnie,

oby nie krzykiem.

logos

gdybym stworzyć miał świat

od początku

zmieniłbym jedno

Słowo

modlitwa pijaka

wolałbym żebyś był

żeby moja siła nie była z gadania

że wieki temu

ktoś cię widział

że mu się zdawało

że to cud

tyle chleba z kilku koszyków

jeżeli cię nie ma

trudno

radzę sobie jak mogę

przyjdziesz nie wygonię

choć może nie będziesz chciał

gadać do mnie

cóż dopiero zostać

byłoby łatwiej jednak

gdzieś się podzieję

z diabłem pod mostem

nie ja jeden

tyle razy włóczyliśmy się

nocą po mieście

może że upadły

nie oznacza że nie święty

że nie od ciebie

może wcale cię nie nienawidzi

i do ciebie prędzej czy później

zaprowadzi

obaj ze zgorzkniałymi gębami

jakoś się za fraki podtrzymujemy

bo nie ma równej drogi

dawno nie zstępowałeś nie wiesz

że każdy partaczy robotę

każdy swoją

więc co się dziwisz

że nawet anioł o piwnych oczach

umoczy pysk w kieliszku z bezradności

bo to wcale nie taka chwila

ten twój pomysł ze światem

że w głowie namiesza dobrze chciał

wiesz jak jest

przyjdziesz to odetchnę

nie to nie

nie pierwszy raz pogodzę się

z odejściem

z nieprzyjściem

bo jeżeli człowieka tak wyniosłeś

że synowi kazałeś urodzić się

to tak jak z ludźmi

i twoje wytrzymam nieprzyjście

judas

Judasz nie był najgorszy

stracił nadzieję

w najmniej odpowiednim momencie

i nie dla pieniędzy

formalności urzędnicze

trzeba było mu zapłacić

żałował na sznurze

nikt nie otworzył gęby

wtedy w Ogrójcu,

pod krzyżem też

nie było quorum

że cię zdradził?

przecież to nie on chciał

żebyś doświadczył

jak to jest być człowiekiem

niebo i pod niebem

anioł jeden

i drugi

z tego samego chcenia

a tak przecież

i sobie i ojcu swemu

różni

nasycenie

kiedy dopełni się już nasycenie

sięgam odleglej

lub pozbywam się czegoś

by móc znów chcieć więcej

przyłapałem się

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
Kup po „cenie czytelnika”

Pobierz bezpłatnie