E-book
22.62
drukowana A5
29
Przypadek

Bezpłatny fragment - Przypadek

Tom I


Objętość:
65 str.
ISBN:
978-83-8467-590-8
E-book
za 22.62
drukowana A5
za 29

SEKCJA I 

FUNDAMENTY RZECZYWISTOŚCI

Rozdział 1

Pęknięcie w matrycy

Zegar cyfrowy na ścianie wskazywał godzinę 21:42. W sterylnym, nowoczesnym biurze Adama jedynym źródłem światła była niebieskawa łuna ekranu laptopa oraz cienki pasek ledowej taśmy podwieszonej pod półką. Wszystko w tym pomieszczeniu miało swoje określone miejsce — od symetrycznie ułożonych notesów, przez równo ukierunkowany kubek z zimną dawno kawą, aż po linie kodu i wyliczeń na ekranie.

Adam lubił porządek. Porządek dawał mu poczucie kontroli. Jeśli rzeczywistość składała się z danych, wzorów i logiki, to oznaczało, że każdy problem można było rozwiązać, odpowiednio przekształcając równanie.

A jednak od kilku miesięcy coś w tym równaniu wyraźnie się nie zgadzało.

Adam potarł skronie, dociskając kciuki do kości jarzmowych. W głowie, dokładnie na środku czaszki — gdzieś głęboko za linią oczu — narastał dźwięk. Nie był to pulsujący ból ani tępy nacisk. Był to czysty, niezwykle wysoki, piskliwy ton.

— Tinnitus — mruknął pod nosem, nie otwierając oczu. — Nadciśnienie, zmęczenie materiału, za dużo kofeiny.

Powtarzał te słowa jak mantrę, bo medyczna etykieta przynosiła ulgę jego analitycznemu umysłowi. Kiedy coś miało nazwę, stawało się zwyczajne. Ale gdyby Adam był ze sobą bezwzględnie szczery, musiałby przyznać, że ten ton nie brzmiał jak awaria narządu słuchu. Nie dobiegał z uszu. Przypominał raczej wibrację struny wywołaną z wnętrza głowy — jakby jakaś mała, uśpiona dotąd cząstka jego anatomii dostrajała się do częstotliwości, której dotąd nie rejestrował.

Otworzył oczy i spojrzał na monitor. Wypalenie zawodowe? Pustka? Te słowa brzmiały tanio, jak z poradnika psychologicznego, ale opisywały dokładnie to, co czuł co wieczór, gdy cichł szum dnia. Zrobił wszystko tak, jak należy. Osiągnął stabilizację, budował pozycję, realizował kolejne punkty z listy życiowych celów. A mimo to z każdym miesiącem czuł wewnątrz paraliżujący, rosnący opór. Czuł się coraz bardziej jak aktor odgrywający rolę w sztuce, której scenariusz przestał go obchodzić.

Zniecierpliwiony chwycił myszkę, chcąc dokończyć raport i zamknąć laptopa. Wtedy zaczęła się seria.

Najpierw kursor na ekranie zaczął skakać bez ładu i składu, jakby ktoś po drugiej stronie niewidzialnego kabla szarpał za podłączone urządzenie. Adam warknął, odłączył odbiornik USB i podłączył go ponownie. Nic. Chwilę później ekran bocznego monitora zamrugał trzy razy i zgasł, pozostawiając po sobie jedynie zapach nagrzanego plastiku.

— Świetnie. Po prostu genialnie — syknął do pustego pokoju.

Poczuł, jak w jego klatce piersiowej bierze górę fala znajomej, gęstej frustracji. Gniew był jego nawykową reakcją na brak kontroli. Zaciął zęby, uderzając dłonią w blat biurka. W tej samej sekundzie taśma LED pod półką zamrugała i zgasła z cichym pstryknięciem, pogrążając pokój w półmroku.

Adam zastygł z ręką uniesioną nad blatem. Przez ułamek sekundy odniósł absurdalne, wręcz niedorzeczne wrażenie, że to nie była awaria instalacji elektrycznej. Że ta nagła seria usterek była bezpośrednią odpowiedzią otoczenia na falę wściekłości, która przed momentem w nim wezbrała. Jakby jego stan emocjonalny wyrzucił z siebie niewidzialny impuls, który rozbił się o elektronikę wokół.

Bzdura — pomyślał natychmiast, odpędzając tę myśl z mściwą satysfakcją. — Zwykły przypadek. Spadek napięcia.

Nim zdążył wstać i sprawdzić bezpieczniki, na blacie rozległ się głośny, zwielokrotniony sygnał wibracji. Telefon przesuwał się po gładkiej powierzchni drewna, rozświetlając mrok jasnym wyświetlaczem.

Na ekranie widniało imię: Lucas.

Adam westchnął ciężko. Lucas był chodzącym zaprzeczeniem wszystkiego, czym kierował się Adam. Chaos, impulsywność, brak jakiejkolwiek stałości i ciągłe wpadanie w emocjonalne turbulencje. Jeśli Adam był spiętą konstrukcją z żelbetu, Lucas przypominał żywy żywioł, który najpierw działał, a potem zastanawiał się nad konsekwencjami.

— Lucas, jest po dwudziestej pierwszej — powiedział Adam, odbierając i przykładając telefon do ucha. — Jeśli znowu zepsułeś…

— Musisz przyjechać — przerwał mu głos w słuchawce. Lucas nie witał się, nie pytał o zdrowie. Słychać było, że dyszy, a w jego tle szumiał strumień miejskiego ruchu. — Adam, nie pytaj o nic, po prostu przyjedź. Jestem w tej małej kawiarni Aura na obrzeżach, przy starej drukarni. Znasz to miejsce?

— Dziś nie dam rady — odparł twardo Adam. — Mam awarię w biurze, padł mi monitor i…

— To nie ma znaczenia! — Lucas niemal krzyknął do mikrofonu, a w jego głosie, obok chaotycznej energii, Adam wychwycił coś jeszcze. Czysty, nieukrywany strach. — Coś się stało. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Jeśli mi nie pomożesz tego ogarnąć, to zwariuję.

— Lucas, uspokój się. Weź głęboki oddech i powiedz mi…

— Pół godziny. Czekam pół godziny, a potem wychodzę. Przyjedź, błagam.

Połączenie zostało przerwane.

Adam odstawił telefon na biurko i przetarł twarz dłońmi.

— Nie jadę nigdzie — wymamrotał pod nosem. — Jestem zmęczony, mam do zrobienia…

Słowa zamarły mu w gardle. Na środku blatu leżał jego ulubiony, ciężki mosiężny przycisk do papieru — pamiątka po dziadku. Leżał dokładnie w miejscu, gdzie Adam położył go trzy godziny temu.

Gdy Adam patrzył na niego w półmroku, mosiężny walec nagle, bez najmniejszego podmuchu wiatru, bez żadnego drgania podłogi czy ruchu budynku, przechylił się na krawędź i z głuchym, bezwzględnym stukotem przetoczył się o dwa centymetry po drewnianym blacie, zatrzymując się tuż przy krawędzi stołu.

Adam zamarł, a krew w jego żyłach dosłownie zastygła. W biurze panowała bezwzględna, głęboka cisza. Żadne znane mu prawa fizyki klasycznej nie tłumaczyły tego ruchu. Nie było wstrząsu sejsmicznego. Nie było nachylenia blatu. Przedmiot po prostu zmienił położenie.

W tym samym momencie wysoki ton w jego głowie — ten sam, który od tygodni ignorował i zwalał na karb zmęczenia — nagle uderzył z podwójną, niesamowitą siłą. Nie był już agresywną awarią. Brzmiał nieskazitelnie czysto, niezwykle spójnie, niczym dźwięk dostrojonego kamertonu wzbudzonego w głębokim pomieszczeniu.

Adam poczuł, jak po jego plecach przebiega zimny dreszcz. To nie był strach. To było uczucie, jakby w gęstej, szczelnej ścianie, którą budował wokół siebie przez całe życie, pojawiła się pierwsza, mikroskopijna szczelina. A przez tę szczelinę zaczęło przedostawać się coś, czego nie potrafił nazwać.

Zabrał z biurka kluczyki do samochodu i płaszcz. Nie zgasił komputera. Nie sprawdził bezpieczników.

Kiedy wyszedł z budynku na chłodne, wilgotne powietrze wrześniowej nocy, zatrzymał się na progu. Spojrzał w zachmurzone niebo rozsypane nad miastem. Szum w głowie nie zniknął, ale gdy na jedną krótką sekundę przestał z nim walczyć i po prostu pozwolił mu trwać, poczuł w klatce piersiowej niezwykły, głęboki spokój.

Przeczucie było ciche, ale nieodwołalne: cokolwiek czekało na niego w małej kawiarni na obrzeżach miasta, właśnie stawiał pierwszy krok na drodze, z której nie było już powrotu do dawnego, uporządkowanego świata.

Rozdział 2

Rezonans i pierwsza lekcja

Kawiarnia „Aura”, upchnięta w zaułku starej dzielnicy przemysłowej, wyglądała jak miejsce opuszczone przez czas. Zamiast nowoczesnego szkła i betonu, które Adam oglądał na co dzień, przywitało go ceglane wnętrze, nasycone zapachami parzonej kawy, świeżego wosku, dojrzałych goździków i cynamonu. Niewielkie, mosiężne lampy rzucały miękkie, bursztynowe plamy światła na drewniane stoliki i pożółkłe ściany ze starej cegły.

Cichy szum miejskiego deszczu za progiem w ułamku sekundy ustąpił miejsca głębokiemu, otulającemu wnętrzu. Kawiarnia była pusta, jedynie w kącie sali po prawej stronie od wejścia pod oknem, dostrzegł Lucasa.

Lucas wyglądał jak cień samego siebie. Siedział przy małym, dębowym stoliku, nerwowo obracając w dłoniach szklankę z wodą. Bliskość krawędzi blatu sprawiała, że naczynie niemal spadało.

— Adam! — Lucas zerwał się na nogi tak gwałtownie, że szklanka przechyliła się, rozlewając kilka kropel na drewno. — Dzięki Bogu. Myślałem, że olejesz sprawę.

— Prawie to zrobiłem — odpowiedział chłodno Adam, zdejmując płaszcz i przysiadając na wolnym krześle naprzeciwko. Nawykły do chłodnej analizy, próbował uchwycić sytuację w znane mu ramy logiczne.

— Lucas brzmiałeś przez telefon, jakbyś uciekał przed wyrokiem — Adam zwrócił się bezpośrednio do kolegi — Mówiłeś, że wydarzyło się coś niewytłumaczalnego. O co chodzi?

— On nie ucieka przed wyrokiem — z zaplecza wyszła kobieta.


Nie weszła gwałtownie ani głośno. Wsunęła się w przestrzeń kawiarni z nieprawdopodobną lekkością, jakby grawitacja była dla niej jedynie dobrowolnym wyborem. Miała na sobie ciemnozielony, miękki sweter i długą spódnicę. Jej włosy, przetykane srebrnymi pasmami, opadały swobodnie na ramiona, ale to jej oczy przyciągały całą uwagę — jasne, baczne, a zarazem nasycone spokojem tak głębokim, że sam jej widok przynosił natychmiastową ulgę.


W rękach trzymała glinianą czarkę z parującym, zmysłowym naparem cynamonowym, z którego unosiła się gęsta smuga zapachu. Postawiła ją łagodnie przed Adamem. Nie pytała, co chce zamówić.


— Nazywają mnie Elena — powiedziała, spoglądając na nich obu z bezgraniczną czułością. — Pij cynamon Adamie, a spokój w Twojej głowie pozwoli ci wreszcie zrozumieć, o czym tak naprawdę krzyczy ten pisk w twoich uszach.


Adam zamarł z dłonią uniesioną nad czarką. Włoski na jego przedramionach stanęły dęba.


— Ja… nie mówiłem nikomu o pisku — wyszeptał ze zdumieniem, a jego analityczny umysł natychmiast spróbował szukać racjonalnego wyjaśnienia. — Skąd pani…


Elena uśmiechnęła się delikatnie, przysiadając na krawędzi wolnego krzesła przy ich stoliku.


Co do Lucasa — mówiła Elena dalej — to on ucieka przed własną emocją, którą karmił przez ostatnie trzy tygodnie. A kiedy ładunek stał się za duży, po prostu zaczął wylewać się na otoczenie. Zbiła się szyba w jego mieszkaniu? Światła zaczęły mrugać?

Lucas pokiwał głową gwałtownie, wpatrując się w Elenę z mieszanką przerażenia i fascynacji.

— Dokładnie tak! Szyba w sypialni pękła sama z siebie, kiedy wpadłem w szał przez te długi! A potem… ten ton w głowie. Pisk, od którego chce się wyć.

Adam poczuł, jak po jego karku przechodzi lodowaty impuls.

— Jaki ton? — spytał, mimowolnie poprawiając się na krześle.

— Wysoki, czysty dźwięk — odpowiedziała Elena, nie odrywając od niego wzroku. — Jakby ktoś uderzył w niewidzialny kamerton tuż za twoimi oczami, w samym środku czaszki. Słyszysz go od tygodni, prawda, Adamie? Próbujesz go nazywać przemęczeniem albo uszkodzeniem słuchu, ale doskonale wiesz, że nie dobiega z uszu.

Adam zacisnął dłonie. Jego analityczny umysł natychmiast postawił mur obronny.

— Zwykła statystyka. Tinnitus dotyka co drugiego przebodźcowanego pracownika biurowego w tym mieście. A jeśli chodzi o pękające szyby czy awarie instalacji — to kwestia naprężeń materiału i spadków napięcia. Dzisiaj w moim biurze też wysiadło światło. Przedmiot na stole poruszył się przez drgania stropu. To są fizyczne fakty.

Elena uśmiechnęła się szerzej. Nie wyglądała na dotkniętą jego sceptycyzmem.

— Masz rację. To są fizyczne fakty. Tyle że fizyka nie kończy się na tym, co możesz dotknąć palcem.

Sięgnęła po mały, mosiężny dzbanek z mlekiem stojący na stole. Powoli postawiła go na środku, po czym wyciągnęła dłoń, zatrzymując ją kilka centymetrów nad blatem.

— Wszystko, co widzisz — ten stół, Twój komputer w biurze, Twoje ciało i ten mosiądz — to nic innego jak skondensowana, zwolniona do granic możliwości energia. Myśl również jest energią, tylko o znacznie wyższej częstotliwości. Kiedy żyjesz w ciągłym napięciu, wściekłości czy lęku, twoja podświadomość generuje potężny ładunek. Gdy ładunek staje się zbyt gęsty, zaczyna oddziaływać na materię wokół Ciebie. Działa jak impuls elektromagnetyczny.

— Chcesz mi wmówić, że moja złość gasi żarówki? — sparafrazował z niedowierzaniem Adam. — To brzmi jak bajka dla dzieci.

— Działa to w obie strony — kontynuowała spokojnie Elena, ignorując jego opór. — Pisk, który słyszysz, to reakcja Twojej szyszynki. To mały, niezwykle wrażliwy narząd w twoim mózgu, krystalicznej anteny w samym centrum Twojej czaszki, wypełnionej mikroskopijnymi kryształkami kalcytu. Kiedy Twoje pole energetyczne zaczyna wibrować szybciej — bo podświadomie czujesz, że czas obudzić się z tego snu — szyszynka reaguje fizycznym tonem. Wsłuchaj się w niego. Co czujesz, kiedy nie próbujesz go zagłuszyć?

Adam zamarł. Przypomniał sobie chwilę na progu budynku, tuż przed wejściem do samochodu. Moment, w którym na jedną sekundę przestał walczyć z dźwiękiem i poczuł dziwny, głęboki spokój.

— To nic nie oznacza — mruknął, choć jego głos stracił pewność siebie.

— Oznacza wszystko — odparła Elena. — Zostaliście tu sprowadzeni obaj, bo wasze energie działają na zasadzie kontrastu. Lucas jest jak nieskrępowany, chaotyczny strumień — działa impulsywnie, emituje fale wściekłości i lęku, nie mając nad nimi żadnej kontroli. Ty, Adamie, jesteś jak tama, która próbuje zatrzymać rzekę. Zamknąłeś się w klatce z logiki i procedur, ale ciśnienie wewnątrz jest tak duże, że tama zaczyna pękać. Mosiężny przycisk na twoim biurku nie przesunął się przez wstrząs sejsmiczny. Przesunął się, bo na ułamek sekundy Twoja intencja i zebrana energia przebiły matrycę.

Lucas spoglądał to na Elenę, to na Adama, szeroko otwartymi oczami.

— To co my mamy teraz zrobić? — zapytał cicho Lucas. — Jak mam sprawić, żeby ta wściekłość i te dziwne akcje ustały?

— Najpierw musicie zrozumieć, kim naprawdę jesteście — odpowiedziała Elena, opierając się wygodniej. — A nie jesteście ani swoimi emocjami, ani swoimi stanowiskami w pracy, ani nawet swoimi ciałami. Wasza dusza to świadoma, niepowtarzalna energia, która została oderwana od energii Źródła i wykreowana, by doświadczać. Ale inkarnując tutaj, na Ziemi — w jednym z najtrudniejszych wymiarów we Wszechświecie — zabieracie ze sobą zaledwie około dwudziestu, dwudziestu pięciu procent swojej całkowitej energii.

Adam zmarszczył brwi, przymykając oczy.

— Dwadzieścia procent? A reszta?

— Reszta zostaje w Domu — powiedziała cicho Elena. — Twoja kotwica, do której możesz zwrócić się w każdej chwili. Ludzie nazywają ją Aniołem Stróżem nie wiedząc, że zwracają się do samego siebie w Domu. Ale dopóki uważasz, że jesteś tylko ciałem i umysłem zamkniętym w biurze, twój „Kapitan” próbuje sterować statkiem bez kontaktu z dowództwem.

W kawiarni zapadła długa cisza. Szum deszczu za oknem wydawały się teraz odległe.

Adam spojrzał na swoje dłonie. Przez całe życie wierzył, że kontroluje swój świat. Tymczasem siedząca przed nim kobieta w kilku prostych słowach zarysowała wizję rzeczywistości, w której jego dotychczasowa kontrola była zaledwie dziecięcą zabawą w teatr.

A najgorsze było to, że gdzieś głęboko w środku — w miejscu, do którego nie sięgała żadna logika — wiedział, że ona nie kłamie.

Rozdział 3

Kapitan, Pierwszy Oficer i Ambasador

Sączenie się ciepłego, miodowego światła z mosiężnych lamp rzucało miękkie refleksy na gruby, dębowy blat. Za oknami kawiarni Aura deszcz wciąż miarowo uderzał o szyby, zamieniając uliczne latarnie w rozmyte, złociste plamy. Wewnątrz panował niezwykły, pełen skupienia spokój.


— Kapitan? — powtórzył zdezorientowany Lucas, mrużąc oczy. — Jaki Kapitan? O czym pani mówi?


Elena splotła smukłe dłonie na blacie stołu i spojrzała głęboko w oczy obu mężczyznom.

Ludzka dusza, zanim zetknie się z materią Ziemi — jedną z najtrudniejszych, najbardziej wymagających i surowych planet do wcieleń — jest niepowtarzalną, żywą i świadomą energią wydzieloną ze Źródła, czyli od Boga. Bóg jest wszech-istotną Energią, z której wszystko powstało. Dusza posiada własne myśli, własną świadomość i cel — a tym celem jest jej nieustanny rozwój.


Pochyliła się nieco bliżej, a światło mosiężnej lampy wyostrzyło jej szlachetne rysy.


— Aby zamieszkać w fizycznym ciele i bezpiecznie nawigować po oceanie ziemskiego życia, dusza korzysta ze struktury Trzech Zarządców:


Kapitan (Świadomość): Wasz analityczny umysł umiejscowiony w mózgu. Kapitan potrafi liczyć, analizować dane, planować i operować na logice. Tworzy myśli w oświadczeniu: „myślę, więc jestem”. Tworzy niesamowite Kształty Myślowe. Ale Kapitan ma jedną wadę: żyje w iluzji, że musi kontrolować cały świat. Kiedy traci kontakt z resztą załogi, wpada w panikę, nakręca pętle stresu i generuje biologiczny opór — ten pisk, który słyszysz, Adamie.


Pierwszy Oficer (Podświadomość): Jego prawdziwym domem nie jest mózg, lecz serce i cała biochemia ciała. W tkankach serca znajduje się czterdzieści tysięcy neuronów sensorycznych — to niezależny „mózg serca”. Pierwszy Oficer zarządza pamięcią komórkową, emocjami, nawykami, instynktem przetrwania oraz polem kardiologicznym. To on wie, jak oddychać i leczyć rany. Gdy Kapitan go ignoruje, Pierwszy Oficer choruje i wysyła lęk, ścisk w żołądku oraz paraliżujący strach — tak jak u Ciebie, Lucasie.


Ambasador (Nadświadomość): Wasze Wyższe Ja. Ambasador w ogóle nie mieści się w ciele fizycznym, tylko tuż nad nim. Jest swoistym połączeniem z resztą waszej energii w „Domu” Źródła. A wasza pozostała dusza w Domu, wasz Anioł Stróż, posiada pełny wgląd w plan waszej duszy i całą mapę waszych wcieleń.


Adam słuchał z otwartymi ustami. Słowa Eleny uderzały w jego inżynieryjną świadomość z precyzją, jakiej nie odnalazł w żadnej ze swoich naukowych publikacji.


Słyszałem kiedyś o Podświadomości — wtrącił Lucas — próbowałem nawet z nią pogadać. Usiadłem na podłodze, zamknąłem oczy i kazałem jej, żeby przestała przyciągać te cholerne długi i awarie. I wiesz co? Nic! Znowu zaciął mi się zamek w drzwiach od samochodu. To wszystko nie działa.

— A jak dokładnie jej to „kazałeś”? — spytała Elena, unosząc brwi.

— No po prostu! Mówiłem w duchu: „Zwijamy te negatywne myśli! Ma być spokój i kasę na koncie!”. Jak dowódca. Tak jak mówiłaś.

— Tylko że Kapitan, który krzyczy na załogę z mostka kapitańskiego, nie zyska jej szacunku, Lucasie. Zyska jedynie cichy bunt.

— Dusza to świadoma energia, a czakry i pole energetyczne reagują na nasze myśli. Kim jest twój Kapitan, Lucasie?

— Świadomością — mruknął Lucas, opuszczając wzrok. — Tym, co myśli teraz.

— Dokładnie. Świadomość to Kapitan. Podejmuje decyzje, analizuje, wyznacza kierunek. Ale Kapitan sam nie wyciąga kotwicy, nie dorzuca węgla do pieca i nie steruje śrubą napędową. Od tego jest Pierwszy Oficer — czyli Twoja podświadomość. W tradycji Kahunów, o której dawno temu wiedzieli uzdrowiciele na Pacyfiku, nazywano go Unihipili. To emocjonalne, wewnętrzne dziecko. Posiada ogromną siłę, wykonuje całą czarną robotę, zarządza twoim ciałem, nawykami i pamięcią, ale… nie rozumie abstrakcyjnego języka logiki.

— To jak mam z nim gadać? — wyrwał się Lucas. — Skoro nie słucha rozkazów?

— On słucha bez przerwy! — odpowiedziała z naciskiem Elena. — Tyle że nie słucha twoich słów, tylko twoich emocji. Jeśli krzyczysz na niego w duchu: „Masz przestać się bać braku pieniędzy!”, to jaką emocję mu wysyłasz? Wysyłasz mu potężny ładunek lęku i presji. A twój Pierwszy Oficer rejestruje ten ładunek, tworzy z niego gęsty kształt myślowy i… zaczyna przyciągać dokładnie to, czego się boisz. On wykonuje Twoje polecenie, tylko ze wspak, bo reaguje na fundament, a nie na fasadę.

Adam słuchał w skupieniu. W jego głowie pojęcia zaczęły układać się w precyzyjną strukturę.

— Zależność przyczynowo-skutkowa — zauważył Adam. — Jeśli podświadomość steruje energią i ciałem, a reaguje na emocje, to negatywne myśli działają jak instrukcja obsługi, którą sami na siebie nakładamy.

— Dokładnie tak, Adamie — Elena skinęła głową. — A co jest powyżej? Kto stanowi łącznik ze Źródłem i wszystkimi innymi duszami?

— Ambasador — odpowiedział Adam bez wahania. — Nadświadomość. Ta część naszej energii, która komunikuje się z tymi siedemdziesiąt pięć procentami, które zostało w Domu.

— Właśnie. Ambasador, czyli Aumakua, Twoje Wyższe Ja, komunikuje się z Twoim Aniołem Stróżem. Ambasador nie wtrąca się w decyzje Kapitana, bo szanuje wolną wolę. Jednak żeby Ambasador mógł zadziałać i przynieść ci rozwiązanie, proces musi przejść prawidłową ścieżką: Kapitan przekazuje intencję Pierwszemu Oficerowi w atmosferze spokoju i zaufania, a Pierwszy Oficer wysyła ładunek many do Ambasadora, który przesyła dalej do Domu.

Elena spojrzała na Lucasa.

— A co ty zrobiłeś Lucasie? Próbowałeś przeskoczyć Pierwszego Oficera, nakrzyczałeś na niego, zablokowałeś przepływ energii lękiem, a potem zdziwiłeś się, że zaciął ci się zamek w samochodzie. Zamek zaczął się zacinać, bo Twoja podświadomość wyrzuciła gęsty, zablokowany kształt myślowy na zewnątrz. Materia zareagowała na twój stan wewnętrzny.

Lucas zamilkł. Przez chwilę słychać było tylko miarowy stukot deszczu o szybę.

— To co mam zrobić, kiedy czuję ten pisk w głowie i zaczynam panikować? — zapytał cicho Lucas. W jego głosie nie było już złości, jedynie autentyczna chęć zrozumienia.

— Po pierwsze: zatrzymaj się — powiedziała łagodnie Elena. — Ten pisk głowie to nie jest wróg. To Twoja szyszynka, która daje ci sygnał, że Twoje pole wibruje szybciej, że wchodzi w rezonans. Zamknij oczy. Nie walcz z tym dźwiękiem. Wsłuchaj się w niego tak, jakbyś słuchał ulubionej muzyki. Kiedy przestajesz walczyć, twój Pierwszy Oficer czuje, że Kapitan opanował sztorm. Dopiero wtedy możesz powiedzieć mu — z miłością, jak do małego dziecka: „Widzę twój lęk. Przepraszam, że na Ciebie krzyczałem. Jesteśmy bezpieczni”.

Adam poczuł, jak w jego własnej klatce piersiowej coś pęka. Przypomniał sobie wszystkie lata, w których dokręcał sobie śrubę, stawiając wymagania, ignorując zmęczenie ciała, nazywając sygnały z wnętrza słabością. Jego własny Pierwszy Oficer był latami głodzony i terroryzowany przez chłodną logikę Kapitana.

— A co z tą energią, którą zostawiliśmy w Domu? — zapytał Adam, chcąc pchnąć temat dalej. — Mówiłaś, że na Ziemię zabieramy tylko około dwudziestu procent. Dlaczego tak mało?

Elena uśmiechnęła się ciepło. Czekała na to pytanie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 22.62
drukowana A5
za 29