E-book
23.21 20
drukowana A5
65.01
drukowana A5
Kolorowa
102.78
Przyjaciel do łóżka
10%zniżka

Bezpłatny fragment - Przyjaciel do łóżka

(czyli wirtuoz zmysłowej miłości)


Objętość:
530 str.
ISBN:
978-83-8245-235-8
E-book
za 23.21 20
drukowana A5
za 65.01
drukowana A5
Kolorowa
za 102.78

„Na tym świecie różnie bywa,

Zabawnie i dziwnie.

Raz jednostka jest szczęśliwa,

To znów wręcz przeciwnie.

W dżungli życia, w życia buszu

Zawsze ci pomogą

Cztery łapy,

Para uszu,

Oczy,

Nos

I ogon.”

{L. J. Kern}


PAMIĘCI mych niezawodnych,

niezapomnianych przyjaciół:

Hipolita (inaczej Tropa),

Orłosia (czyli Foxtera),

Nikifora, Nikodema

oraz Samby, od której

wszystko się zaczęło…


Chwał Panu, który stworzył prącia proste jak lance, aby wojowały w pochwach […]. Chwała Temu, który dał nam dar przygryzania i ssania warg, przytulania się udem do uda i składania jąder na progu bram szczęśliwości”.

szejk Sidi Mohammed el Nefzaui: „Pachnący ogród”

*

„Każda kobieta to fortepian, tylko trzeba umieć grać.”

Gabriela Zapolska: „Moralność pani Dulskiej”

*

„Pamiętaj mój drogi Mosze, kobiety plotkują o wszystkim, ale sobie nie dowierzają. Więc każda, nawet najwierniejsza i najzacniejsza żona przynajmniej raz puści się z tym, o którym się dowie, że w łóżku jest lepszy od jej męża. A postąpi tak choćby dlatego, by sprawdzić czy tamte mówiły prawdę.”

rabin Tore: „Mądrości Oczywiste”

*

„Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn.”

św. Jan Chryzostom, 349—407, gr.

P r o l o g

Nie, nigdy, przenigdy nie stałam się jego maskotką, lolitką czy podręczną zabaweczką. Od początku traktował mnie na serio i zawsze poważnie, choć uwielbiał najprzeróżniejsze figle, wygłupy, swawole, harce oraz żarty.

Nigdy nawet przez moment nie poczułam się przy nim okazjonalnym, weekendowym pieścidełkiem. Od początku pieścił z atencją, czułością, niebywałym zaangażowaniem, a całował z niesamowitą pasją. Do tego cudownie. Ba, wprost przeobłędnie.

Nigdy nie sprawił, abym choć przez moment odniosła wrażenie, iż jestem tylko młodym, wygodnym, przydatnym i chętnym dupidełkiem. Seks z nim od samego początku okazał się nieziemsko zmysłowy, wspaniały i niezapomniany.

Choć…

Jako niewinne pacholę wychowujące się w zwichniętej katolicko Polsce, zawzięcie skąpiącej dziatkom szkolnym świeckiej edukacji seksualnej, długo nie mogłam pojąć dlaczego ojciec czasami międlił i rozgniatał dłońmi piersi matki, a potem długo siłowali się ze sobą w łóżku, będąc kompletnie na golasa. Ale odnosiłam wrażenie, że chyba jednak lubią podobnie dziwaczną zabawę.

Nieco później usłyszałam od znacznie starszej koleżanki, że dla dziewczyn i kobiet wyrko z chłopem w nim, to smutna lecz konieczna rzeczywistość, codzienność i uprzykrzona życiowa normalka: „Nie ma rady, jeśli chce się mieć chłopaka, a później męża, trzeba to znosić. Inaczej odejdzie do innej”, usłyszałam ponurą wyrocznię. Ostrzegała też, iż na początku jest wyjątkowo okropnie, bo kiedy idzie się na seks z pierwszym gadem, między nogami na pewno zaboli, czasem nawet bardzo. Zaś inna dodała pocieszająco, iż jest na to pewna prosta rada, którą usłyszała kiedyś od księdza systematycznie molestującego ją na plebanii w ramach pokuty zadawanej po każdej spowiedzi: „Zamknij oczy, zagryź wargi i myśl o czymś innym lub jeśli jesteś akurat ciut bardziej wierząca niż rodzice ci każą, pomódl się w trakcie, aby nie bolało. Chłop ściągnie z ciebie majtki, rozłoży ci nogi i obejrzy całkiem golutką. Wtedy mu stanie, położy się na tobie i zaraz zrobi swoje, zaś ty modląc się gorliwie, praktycznie niczego nie poczujesz”.

No a kolejna przypadkowa uświadamiaczka starała się mnie pocieszyć jeszcze bardziej: „Jejku, nie martw się aż tak strasznie. Kolejny raz z chłopakiem na sobie, nie spowoduje już bólu. Ale fakt, przyjemne nigdy nie jest. I pamiętaj, do przymusowego zdejmowania przy kimś stanika i majtek, można się przyzwyczaić. Ostatecznie przed lekarzem też musisz się czasami rozebrać. Bywa, że i kompletnie na gółkę, a potem szeroko rozłożyć nogi. Skoro ja przeżyłam, również dasz radę, spoko” — usłyszałam od młodziutkiej, wiecznie znerwicowanej, nowej sąsiadki, samotnie hodującej koszmarnego, wiecznie wrzeszczącego bękarta, w wynajętym obok, ciasnym mieszkaniu.

Z owym bagażem kompletnie przypadkowych, niespójnych, raczej przygnębiających, pokątnie zdobytych informacji, wyruszyłam w końcu po własne życiowe doświadczenia. Od zawsze byłam ciekawska, więc pomimo licznych obaw, chciałam ich.

I…

Dzięki mojemu pierwszemu facetowi zdałam sobie sprawę, że mam łechtaczkę. Wcześniej specjalnie mnie nie interesowała. Ot, była sobie i już. Potem zrozumiałam, iż rozmarzona, często pęczniejąc samotnie pomiędzy wygłodniałymi wargami kuciapki, niecierpliwie oczekuje właśnie na niego. A jeśli go nie było, wówczas sama musiałam się nią zająć, na pocieszenie. Inni nie potrafili.

Potem ów facet uświadomił mi, iż należę do kobiet, którym nie wystarcza skromniutki jeden raz. Nawet jeśli był dość odlotowy. Tak, właśnie ten niesamowity człowiek sprawił, że pewnej nocy całkiem niespodziewanie to odkryłam. Od owej chwili stale dbał, abym w naszych kontaktach zawsze czuła się w pełni zaspokojona i błogo spełniona. A ów stan, dzięki niemu sięgał nierzadko nawet poza wyobrażalną granicę czy miarę nieziemskiej rozkoszy. Prawdopodobnie dlatego moja stopniowo rozwijająca się i dojrzewająca na jego oczach kobiecość, nigdy nie była nazbyt łakoma na liczne, chętne wacki ochoczo wznoszące się wokół, niczym halabardy. Momentami jakby nawet nimi pogardzała i czekała cierpliwie na wcześniej poznane wirtuozerskie narzędzie niezwykle zmysłowej, zarąbisto-zajebistej miłości. Właśnie na jego batutę. Wyjątkową, wprost idealną do seksu ze mną. Na nasz kolejny raz, który nigdy nie było wiadomo kiedy nastąpi. Lecz okazjonalne zbliżenia bywały jedyną formą bliskości, na jaką pozwalał sobie wobec mnie. Bardzo długo nie potrafiłam tego przełamać.

Cóż, zawsze byłam dla niego małolatą. I na wieczność tak pozostanie. Teraz już nic nie poradzę. Niełatwo pogodzić się z brutalną rzeczywistością, ale w końcu trzeba powiedzieć sobie trudno i trwać, żyjąc wyłącznie wspomnieniami. Szczęśliwie, wszystkie są wyjątkowo miłe i wprost niemożebnie przesympatyczne. Ba, zajebiste po prostu. Naprawdę…

Rozdział: 1
Kiedyś byłam dziewicą

(Miał na imię… Jerzy)

Dziś aż trudno uwierzyć lecz naprawdę byłam kiedyś dziewicą, serio. Tak, byłam regularną cnotką jak każda dziewczyna na świecie zanim przypadkowo nawiedzi ją nabrzmiały, rozochocony, samczy fiut-włóczykij, wiecznie poszukujący nowych przygód oraz miłych doznań czy sympatycznych wrażeń. W tym przypadku pomijając nieliczne, patologiczne karzełki, wielkość wichajstra użytego podczas inauguracyjnej zabawy we dwoje, nie jest specjalnie istotna. Byle w kluczowym momencie wypuszczony z bokserek samczy harpun okazał się pełnosprawny. A z tym u chłoptasiów bywa niestety różnie, jak kiedyś się przekonałam. I moje trzy bliskie koleżanki, również. Istna plaga? Samcza niewydolność? Niezgulstwo? Czy może raczej przypadkowa seria dziewiczych nieszczęść, totalnych frustracji i przykrych zawodów? Nie wiem, bo niby skąd. W szkole o tym nie uczą. Temat przecież wielce niepobożny i w ogóle, fe. Za to tym kraju religii, krzyżyków i świętych obrazków od cholery we wszystkich placówkach edukacyjnych. Świeckich ponoć z założenia. Tyle tego, że nierzadko zakłamanymi świętościami głoszonymi na lekcjach przez księży-pedofili lub zdrowo porąbane dewotko-katechetki, aż chce się rzygać. Lecz cóż, takie pokręcone czasy teraz nastały, niestety. Kiedyś był komunizm, a teraz to paskudztwo. Krótko mówiąc, kolejna dyktatura, kościelna dla odmiany. Istny koszmar, w którym nastąpiła jedynie zmiana kolorków: z czerwonego, na czarny. Więc aktualnie obowiązuje wersja znacznie bardziej smutna, ponura, posępna i ohydna, niż tamci preferowali. I co? Ano nic, ponownie wszystko przetrwać jakoś trzeba. Nie ma rady. Szczęśliwie obecni dręczyciele, także kiedyś powymierają. Na bank! Tylko aż strach pomyśleć, jaką durnotę kolejni wykombinują. Bo normalnie raczej tu nigdy nie będzie. Taki kraj. Ojczyzna od siedmiu boleści i tyle.

Jeszcze we wczesnej podstawówce, w trakcie potajemnej samoedukacji seksualnej (w wyznaniowym, katolickim państewku każde dzieciątko przymusowo tak ma) podręczne, okrągłe lusterko unaoczniło mi kiedyś, że aby nie było najmniejszych wątpliwości co do posiadanej i niecierpliwie oczekującej na demolkę cnoty, złośliwy i dziwaczny wybryk losu zmajstrował w mej cipce nie tylko zmniejszony otwór prowadzący w głąb wrót kobiecości (jak było u przyjaciółki), ale dodatkowo wyposażył mnie także w spory, pionowy, błoniasty, różowawy przedziałek w otworku pomiędzy nogami. Trudno, skoro wszystkie dziewczyny z jakiegoś powodu rodzą się firmowo zaplombowane przez naturę, niby czemu akurat u mnie miałoby być inaczej. Tylko z tym nadprogramowym przedziałkiem to już stanowczo drobna przesada, moim zdaniem. Ale fakt, pierwotnie był. I bynajmniej nikt mnie nie pytał o zgodę na jego instalację. Istna samowolka i draństwo, kurka wodna. Aż tyle zabezpieczeń? Przesada.

Przez pierwszych piętnaście lat naiwnej niewinności, nie bardzo wiedziałam co znaczy określenie: mieć faceta. Domyślałam się tylko, studiując cichaczem pornosy w Internecie, względnie dyskretnie podglądając młodych sąsiadów z naprzeciwka. Studentów, którzy nie zainstalowali żaluzji, ani zasłon w oknach wynajmowanego mieszkania na pierwszym piętrze oraz najwyraźniej nie przejmowali się zbytnio kosztami ciepłego, ledowego oświetlenia w głównym pokoju zabaw. A działo się w nim, oj działo, niemal na okrągło. Większość głównie kompletnie na golasa. Prawie codziennie i do późna w nocy. Jedynie podczas sesji bywało tam pusto, smutno i nijako. Ale z początkiem kolejnego semestru wszystko wracało do normy i ponownie kwitło beztroskie, aktywne życie. Nierzadko także w przeróżnych konfiguracjach towarzyskich. Raz, na mych zdumionych oczach ruda laska obsługiwała nawet dwa proste flety jednocześnie, pomagając sobie przy tym buzią i paluszkami obu łapek. Wcześniej do głowy mi nie przyszło, że w takim układzie również można zadziałać, a chłopcy wcale nie są później zazdrośni, tylko sprawiedliwie wymieniają się zachęcająco wypiętym tyłeczkiem całkiem zgrabnej dziewczyny. Ba, na koniec wszyscy troje byli najwyraźniej wielce uszczęśliwieni i z nieskrywaną wdzięcznością całowali się między sobą, zapewne w podzięce za milutkie pieszczoty wacków i odlotowe doznania zadka. No i blond chłopcy w końcu także polecieli w ślimaka. Nawet z języczkiem, który w międzyczasie zajmował się również jąderkami. U wyższego blondyna nawet sporawe były. Widziałam wszystko ze szczegółami przez niewielką lornetkę teatralną, którą kiedyś pożyczyłam od babci i zapomniałam oddać. Celowo? Chyba… tak. Ostatecznie w domciu również służyła mi do częstego przyglądania się aktorom grającym w ciekawych spektaklach inscenizowanych na żywo. Co w tym złego, że sobie ją przywłaszczyłam? Przecież babunia i tak przestała już chadzać do opery czy teatru. Przygłuchła i rozleniwiła się na starość bidulka. Ot, proza schyłkowego życia każdej ludzkiej istoty na tym łez padole.

Później, podczas letnich wakacji trafił się w końcu zajebisty gościu, który bardzo wprawnie udrożnił i bezproblemowo odplombował mi co potrzeba. Nawet miło było, nie powiem. I ździebeczko romantycznie. Tylko naprawdę nie rozumiem po czorta mamcia naturka bezsensownie zapieczętowuje wszystkie dziewczyny, bez wyjątku. Po jakie licho w ciekawej wrażeń i świata cipce tkwi coś takiego? Aby podczas oralu nadciekawski chwast mógł zajrzeć ukradkiem między nieskromnie rozłożone przed nim udka i dowiedzieć się, czy dziewczyna już wcześniej puszczała się z innym? Bezczelność przecież! Lecz w sumie diabli wiedzą o co z tym fantem chodzi. Ostatecznie ślepa kiszka również nie wiadomo do czego ludziom służy, a istnieje w jelitach, przez co chirurdzy na ostrych dyżurach w najprzeróżniejszych szpitalach nierzadko miewają znacznie więcej roboty. Istna anatomiczna durnota, ale jest, choć bez sensu. Protesty na nic się tu zdadzą, więc trudno, trzeba się z tym nosić i już. Wyjścia nie ma.

Zdejmowanie cholernego, wysoce upokarzającego dziewczynę simloka odbyło się u mnie ekologicznie. Przebiegło w ciepły dzień, przy niemym świadku, na łonie przyrody i w naturalny sposób. A nie ukradkiem, w samotności, cichaczem, wstydliwie, przy użyciu taniego, podłużnego warzywa lub plastikowego względnie silikonowego wynalazku made in Hong Kong, jak to ostatnio staje się coraz bardziej modne, ale z wykorzystaniem nabrzmiałej, sztywnej i twardej jak kołek męskiej końcówki, która w zwisie służy płci przeciwnej wyłącznie do sikania. Ot, takie dwa w jednym, sprytnie wykombinowane przez naturę. W sumie fajna i przydatna sprawa. Ładna? Czasem tak. Ale bez przesady…

Nieodzowny zabieg udrażniający na resztę życia mą kobiecość, przeprowadził niezwykle przystojny, wysportowany, zajebiście odlotowy posiadacz narzędzia niezbędnego przy defloracji. Był ratownikiem na obozie harcerskim tradycyjnie organizowanym od kilku lat przez nasz hufiec na Kurdybelsczyźnie. To chyba gdzieś na Podlasiu. Dziś nie pamiętam już dokładnej lokalizacji owego miejsca na mapie. Ale na pewno było tam niewielkie, urokliwe jeziorko położone w środku wysokiego, sosnowo-świerkowego lasu, stary, drewniany ciut rozchwiany pomost, spora ciemnozielona łódka z grubym, seledynowym kocem, pomarańczowymi kapokami oraz szerokim, płaskim dnem. Do tego zaciszna zatoczka ukryta głęboko w trzcinach, samotny, biały łabędź będący obserwatorem oraz niemym świadkiem całego wydarzenia, zachodzące słońce, leciutki powiew wiatru i… No tak, oczywiście, ON. Czyli opalony, przyciągający wzrok, cholernie zajefajny obiekt samczego gatunku, całymi dniami krążący wokół wyłącznie w mocno opiętych, ciemnoczerwonych kąpielówkach z jasno-kolorową kotwiczką wyhaftowaną tuż pod głębokim, równomiernie wklęsłym pępkiem. Prywatnie, ojciec koleżanki, która wówczas znajdowała się jeszcze w randze najlepszej i najbliższej przyjaciółki. Przypadek? Częściowo tak, ale nie do końca. Głęboko w duszy od pewnego czasu korciło mnie, aby zakazaną, wysoce niemoralną przygodę przeżyć u boku doświadczonego mężczyzny znanego z bezecności. Tacy przynajmniej wiedzą co robić i jak postępować z zakorkowaną dziewczyną, aby bez zbędnych komplikacji czy urazów, gładko przebrnęła przez konieczny, bolesny zabieg. A jak wieść niosła, ów samczy obiekt właśnie takowy był. Przynajmniej przyjaciółka w zbliżony sposób określiła kiedyś swego, jej zdaniem wielce upiornego, tatkę:

„Bezecny łajdak i niemożebny dziwkarz myślący wyłącznie kutasem, a nie głową. Odkąd pamiętam zdradza matkę z kim popadnie. Przez przypadek widziałam kiedyś sztywnego wacka którym mnie zrobił, nakrywając łajdaka z ciotką. Córką dziadka z jego trzeciego małżeństwa. Suka zdradzała ze skurwielem swego poczciwego, flegmatycznego mężulka, którego podstępnie wysłała wcześniej po zakupy do odległego o kilka kilometrów miasteczka. Z nogami zarzuconymi na biodra wiła się pod ojcem jak piskorz i jęczała z rozkoszy, a ten dymał ją bez opamiętania. Długo może. Pieprzyli się w ogrodowej altanie nad małym stawem, u stryjecznego wujka. Następnego dnia rżnął ją jeszcze raz, pod drzewem, na stojąco od tyłu, nie przejmując się, że z kajaka na wodzie wszyściuteńko widać. I to z detalami! Zdrowo podjarany, golutki ojciec ze sztywnym kutasem utkwionym w kochance, na moich oczach. Istny koszmar po prostu” — usłyszałam zachęcające i wielce obiecujące sprawozdanie naocznego świadka, z nikczemnych działań i śmiałych poczynań niezwykle atrakcyjnego bezecnika.

Lepszych rekomendacji nie potrzebowałam. Tylko w praktyce ów straszliwie nikczemny bezecnik, dodatkowo okazał się jeszcze naprawdę niemożebnie sympatyczny i niewyobrażalnie wprost superaśny w tym, co oferował. Do tego był seksy jak jasna cholera. Kurczę, kręcił mnie już od momentu, gdy niespodziewanie go zoczyłam. Serio.

Wysoki, niemal czarny, na maksa strzaskany słoneczkiem. Do tego barczysty, muskularny, z wyraźnie zarysowaną głęboką, wklęsłą bruzdą ciągnącą się na plecach wzdłuż linii kręgosłupa. Uwielbiam patrzeć na coś podobnego u siłaczy. Korci i przyciąga oczęta na maksa. A przy tym kuszące, ciepłe spojrzenie, kształtne, krągławe buły, czyli mięsiste pośladki, które napinał chyba bezwiednie stojąc na brzegu i obserwując kąpiących się obozowiczów. Na proporcjonalnej, pogodnej twarzy leciutki zarost (obecnie wiem, że lubię jak podniecony samiec ciuteczkę drapie zabierając się do całowania). Miał naprawdę śmiałe, nieumykające w bok, niebieskie oczy. I uśmiech, który praktycznie nigdy nie znikał z jego warg. Słowem kosmita przybyły na Ziemię z bezkresnych niebios lub istne samcze bóstwo ze starożytnej epoki, żywcem przeniesione nagle w XXI wiek. Tyle, że tamci z reguły bywali kompletnie nadzy na wiekowych, wykopaliskowych posągach. Zaś tu przed wzrokiem ciekawskich, istotny szczegół anatomiczny stale więziły czerwone kąpielówki z kotwiczką wyhaftowaną tuż nad przyrodzeniem, zapowiadającym się przez materiał raczej na dorodne. Lecz nawet w kolorowych gatkach facet jawił się niczym istny cud erotycznego powabu, estetyki i samczego, zmysłowego piękna. Do tego zgodnie z przekazaną mi istotną wieścią, niemożebny dziwkarz, łajdak i koszmarny bezecnik, w jednym. Czyli krótko mówiąc, ideał jak na początek. Aż grzech z takim nie zgrzeszyć. Szkoda by potem było. I to jak! Przynajmniej ja najczęściej nie umiem przeboleć straconej zbyt pochopnie okazji. Cóż, tak mam i nic na to nie poradzę, trudno. Obłudna moralność, fałszywa skromność czy zakłamanie, nigdy nie należały do mych mocnych stron. I chwała im za to. Dzięki temu od zawsze jestem w życiu otwarta na nowe rozwiązania, doświadczenia i ciekawe eksperymenty. Nie tylko w seksie, oczywiście.

Mój niemożebnie zajefajny, przystojny i pociągający… deflorator (o masz, w tym słowiańskim języku nie ma nawet adekwatnego terminu pozwalającego określić faceta, który skasował laseczce błonę dziewiczą, granda!) był starszy ode mnie o 23 lata. Zbyt dużo? Spoko, dla mnie w sam raz. W mojej familii wśród kobiet widać już taka rodzinna tradycja. Nie wypadało przecież jej olewać albo nie dostrzegać, względnie łamać czy też lekceważyć. Ostatecznie wiekową tradycję należy pielęgnować, kultywować i podtrzymywać w kolejnych pokoleniach. Więc cóż miałam począć? Kultywowałam. A przynajmniej próbowałam to czynić. Stopniowo z coraz większym i większym przekonaniem, iż ma to jednak sens. Aż w końcu naprawdę się przekonałam, ot co. Lecz spoko, nie uprzedzajmy zbytnio faktów. O istotnej kwintesencji całego zagadnienia, również tu będzie. Ale za moment, albo i ciuteczkę później. OK.?

Przyznam otwarcie, iż w ziemskim, doczesnym życiu nieustannie towarzyszą nam najprzeróżniejsze sploty ludzkich losów, dziejów oraz nietuzinkowych zdarzeń. Moja kochana rodzinka także nie uniknęła podobnej różnorodności. Może całe szczęście, że przypadkowo tak właśnie się ułożyło? Nie wiem. Za to wiem na pewno, iż dziadek był starszy od babci o równiutkie… 34 lata. Nawet dzień i miesiąc urodzenia mieli identyczny tyle, że pojawili się na świecie w znacznym odstępie od siebie. Lecz pewnego dnia zeszli się idealnie, w tym samym kraju, miejscowości i… szkole. Fakt, niektórym trudno w podobną historię uwierzyć, lecz to wyłącznie ich problem. Mnie staruszka opowiedziała kiedyś, że mając 19 lat na zabój zakochała się w swym 53-letnim, wysportowanym, uroczo świntuszącym i bardzo bezpośrednim, nowym nauczycielu rachunkowości. Po lekcjach matematyki pieścił i całował nieziemsko, więc nie odpuściła mu pomimo wszelkich przeciwności losu. Szybko pozbawiła starej, nudnej, otyłej żony i wbrew powszechnym biadoleniom, szlochom oraz lamentom własnej rodzinki, wyszła zań za mąż w niecały rok od chwili, gdy się jej objawił.

„Uwierz mi. Wszystko wilgotnieje, jęczy i drży w kobiecie pod dotykiem dłoni i ust tego, kto naprawdę potrafi pieścić i całować wszędzie…” — wyznała mi pewnego dnia, bynajmniej niespeszona faktem, iż rozmawia z nieletnią wówczas jeszcze, lecz wiele już rozumiejącą wnusią.

Mój przyszły dziadzio nigdy nie był majętny, więc onegdaj babunia na pewno nie poleciała na kasę, lecz ewidentnie na niego. Miał w sobie to coś? Najwyraźniej, tak. Kiedyś wyznała w sekrecie, że uwielbiała się z nim kochać gdzie się da i popadnie. W altanie w cienistym sadzie. W lesie na ogromnej, kwiecistej łące. Przy wschodzie słońca w koszu na plaży przy molo w Sopocie. W centrum Warszawy w wolno jadącej dorożce z zamykaną kabiną dla pasażerów. W hotelu w Zakopanem. A nawet w pociągu, w wykupionym w całości przedziale. Dziadzio pomimo słusznego już wówczas wieku, miał w tej kwestii fantazję i najwyraźniej cenił urozmaicenia. Młodziutka wtedy babunia, również. W pierwszej połowie XX wieku nie było niebiesko tabletkowej Viagry, czy podobnych do niej specyfików ordynowanych mężczyznom aby ich wiekowy, sfatygowany konar nadal wytrwale płonął życiem. Mimo to, leciwy amant w miłosnych wyczynach z chętną dzierlatką, radził sobie wyśmienicie. Jakim cudem? Ponoć regularnie popijał aromatyczny, ciemny napar z tajemnej mikstury ziółek, ordynowanych wówczas samczej starszyźnie przez wielce popularną, miejscową znachorkę cieszącą się wielką estymą wśród przedstawicieli płci męskiej. Co prawda na wstępie peszyło ich bezpardonowe wypytywanie o szczegóły konkretnego przypadku niemocy płciowej, a także oglądanie przez staruszkę skrzętnie skrywanych w spodniach męskich detali anatomicznych oraz ręczne badanie całego oprzyrządowania. Tym bardziej, że wszystko działo się w parterowym domku w centrum miasta, przy oknach pozbawionych zasłon. Za to po specjalistycznym dobraniu odpowiednich proporcji różnistego zielarskiego suszu, starsi panowie wprost szaleli z radości. Później zgłaszali się już wyłącznie po kolejne porcje mikstury, za którą słono płacili. Ale warto było, bo roślinki najwyraźniej działały na nieco skorodowaną męskość. Wszak mój protoplasta wyhasał na babuni dwóch męskich potomków oraz moją mamę. Spłodził ją w roku swego przejścia na emeryturę, po czym nagle zmarł nie doczekawszy przyjścia córuchny na świat. Babcia obawiała się, że być może niespodziewanie padł na nią omdlały, właśnie z nadmiernego wysiłku i wyczerpania podczas kolejnych wieczornych amorów. Ale podobno umierał szczęśliwy, trzymając wdowiejącą babunię za nagą pierś, aż do końca przytomności swego gasnącego umysłu. Takie miał ostatnie życzenie, więc babcia wytrwale je spełniła, nie bacząc na resztę obecnych przy zgonie gapiów, którzy wtargnęli do sypialni zwabieni i zaniepokojeni jej panicznym piskiem oraz donośnymi okrzykami przerażenia, dalekimi od tych, jakie towarzyszą często kobiecie podczas standardowej ekstazy miłosnej.

Biorąc pod uwagę istotną różnicę wieku partnera życiowego, babunia nie była w rodzince wyjątkiem. Moja mama również do świętych nie należała. Kiedyś dowiedziałam się o sprawie przypadkowo, gdy na imprezie imieninowej w domu, nieco ubzdryngolona zwierzała się koleżance z pracy, nie wiedząc, że przez niedomknięte drzwi także słyszę jej intymną spowiedź. Otóż mamuśka, początkowo cudzołożyła z kościelnym organistą, który nie przepadał za swą ślubną kobietą, za to za mamcią szalał. Więc ona, zaszalała z nim. Dawał jej prywatne, darmowe lekcje gry na pianinie, które często kończyły się pod fortepianem czynnościami, które on powinien wykonywać z żoną w ramach tak zwanych obowiązków małżeńskich. Tylko czyż obowiązki mogą sprawiać człowiekowi przyjemność albo przynajmniej radość? Widać nie, skoro szukał jej z inną istotą, znacznie młodszą i w wówczas niewinną jeszcze, na dodatek.

„Ojej, zaraz, zaraz… Jeżeli lekcje muzyki były na pozór darmowe, wynika, że mamcia nieświadomie płaciła mu za nie… sobą? Swoim dziewictwem i atrakcyjnym, nastoletnim ciałkiem? Kurczę, brzydko wychodzi. Toż to, fe. Wszakże nie rozpoczyna się miłego łajdaczonka od pospolitego kurestwa. Nie wypada przecież i niemoralnie się robi ździebeczko. Z drugiej strony wręczane kobiecie na randkach tuż przed seksem kwiatki, czekoladki, błyskotki, drogie francuskie perfumy czy inne mniej lub bardziej kosztowne duperelki, to niby zwyczajowe prezenciki, ale facet również w kółko trwoni na nie kasiorę. Gdy hojny jest, nawet sporo. Więc co, każda z nas puszcza się dla korzyści? Głupota przecież. Aby tak paskudnie nie wyglądało, należałoby chyba wprowadzić równouprawnienie w tej kwestii. Chłop także powinien coś otrzymywać od kobiety tuż przed bzykankiem. Tylko cóż mam wręczać facetowi zanim mnie przeleci? Kondom? Browara? Flaszkę? Gumka, zawsze się przyda. Bezpieczniej i bezdzidziusiowo przynajmniej będzie. Ale alkohol? Na ogół i tak jest na randce, bo zwykle idzie w parze z udanym łajdaczeniem. Kurczę, naprawdę nie mam zajawki co podarować gadowi w podobnej sytuacji. Krawat? Pasek do spodni? Nie, głupota. Jeszcze pomyśli, iż chcę żeby mnie spętał i przykutą do czegoś, przeleciał na ostro. Nie lubię tak. Po stokroć wolę być pieszczona i milutko bzyknięta, a nie uwiązana za łapy do kaloryfera i wydymana w tyłek. Więc co, dbając o własne przyjemności i bezpieczeństwo, niczym go lepiej nie obdarowywać? Zastanowię się jeszcze. Póki co pozostanę przy buziaku, potem namiętnym pocałunku, względnie całuskach z języczkiem, a jak będzie miły i dobrze się na koniec postara, zawsze mogę mu zrobić ekstra loda po pierwszym razie. Oczywiście jako zachętę do drugiego, bo tak lubię. Kurde, czy równouprawnienie zawsze powinno występować w związku w każdym zakresie i sytuacji? W sumie, nie bardzo wiem. Ale mniejsza z tym, nie warto zanadto filozofować. W praktyce, szkoda na to czasu” — pomyślałam z ulgą.

Powracając do wątku przypadkowo podsłuchanej rozmowy matki z jej koleżanką, dowiedziałam się, iż w późniejszym życiu rodzicielki jedynie sporadycznie przydarzały się jej małoistotne incydenty miłosne. Natomiast pod koniec studiów załapała się na dwuletnie stypendium w USA. Ale bynajmniej nie wyruszyła sama w szeroki świat. Jej wykładowca także udał się za wielką kałużę, pospolicie zwaną oceanem. Ponoć postąpił tak wyłącznie w celu zgromadzenia ciekawych materiałów do przygotowywanej wówczas habilitacji. W praktyce okazało się, że nie tylko…

Facet był starszy od mamci o blisko 27 lat. Lecieli do Stanów tym samym samolotem. Na miejscu, aby wyszło taniej, wspólnie wynajęli małe, jednopokojowe mieszkanie, w którym było jedno duże łóżko. Bynajmniej nie dokupili drugiego dla zachowania pozorów czy przyzwoitości. Za to na dobry początek, za niecałe dziesięć dolców nabyli w pobliskim liquorze pół galona najtańszej whisky w pękatej, plastikowej butli i zagryzając darmową pizzą dołączoną w promocji, ululali się na wesoło. Oczywiście żadne nie pomyślało na czas o prozaicznej gumce czy innej formie antykoncepcji, więc po dziewięciu miesiącach byłam gotowa do wyjścia na świat, z mocno przyciasnej już wówczas macicy. Cóż miałam począć? Wygramoliłam się z mamuśki, w odległym kraju. Dzięki temu, chociaż później jako siksę zaimportowano mnie niepotrzebnie do Polski, mam także stałe obywatelstwo za wielkim bajorem rozciągającym się na zachodnim krańcu Europy, względnie na wschodnim, Stanów. Tyle, że imię nieco dziwaczne nadali mi rodziciele. Podobno na pamiątkę miejsca, w którym przypadkowo zostałam zrobiona po alkoholu. Ale i tak nie wyszło najgorzej. W Ameryce wszystko jest przecież możliwe. Bez problemu mogli mnie tam nazwać Brandy, Whiskey lub dajmy na to bardziej przaśnie, siermiężnie i rustykalnie, Vodka. Szczęśliwie, zamiast wysokoprocentowego trunku wybrali nazwę stanu, w którym wybzykali sobie stypendialny suvenir. Mam więc na imię… Dakota. Bez doprecyzowania czy chodzi o północne, czy też południowe terytoria dawnego indiańskiego landu, zajmowanego ongiś przez plemiona Dakotów, których żabojadzcy kolonizatorzy z Europy Zachodniej, wzorem wrogich Dakotom Czipewejów, nazywali potem Siuksami. Tyle, że w dialekcie tamtejszych Indian Dakotowie, oznaczają przyjaciół lub sprzymierzeńców, zaś paskudni, wredni Siuksowie po ichniemu, to nic innego jak… małe żmije. W rozumieniu czerwonoskórych, istotna różnica, nie powiem. Tyle, że biali agresorzy jak zwykle mieli gdzieś takowy drobiażdżek. Gdy dysponuje się wodą ognistą oraz karabinem na ostre kule, a nie łukiem i wodą co najwyżej z Cheyenne River, faktycznie można się nie przejmować. Ot, proza życia. Ostatecznie współcześni władcy rozumują podobnie. I to na całej Ziemi, bez wyjątku. A w Kosmosie? Cóż, cholera wie jak tam jest, poza tym, że zimno jak diabli. Ale gdzieś, jakieś istoty zapewne też rozrabiają. I to na całego. No, chyba że są mądrzejsze od ludzi. A o to, raczej nie trudno…

Przyzwyczaiłam się do nietypowego imienia lecz nie ukrywam, dla wielu osób, w zestawieniu z nazwiskiem Jarząbek, brzmi raczej średnio, a dla niektórych nawet nieco dziwacznie lub nawet ździebko pretensjonalnie. Więc dla jaj, nowym ludziskom przedstawiam się czasami jako Dakota Hazel-Grouse. Czyli dokładnie ten sam niepozorny ptaszek z gatunku głuszcowatych, tylko po obcemu. Ale za to jak brzmi! Na dodatek, słabiej znającym angielski sprawa sugeruje, że jestem… mężatką, ha, ha. I co? Ku mej rozpaczy, na ogół wszyscy traktują rzecz śmiertelnie poważnie, z mety chwaląc, że świetnie opanowałam polski język i mówię w ogóle bez obcego akcentu. Ale ja mam obcy akcent tyle, że… w amerykańskim. Lecz tam każdy mówi jak chce, albo jak potrafi, więc i moje gadanie tubylcy odbierają jako zupełnie normalne. Amerykański angielski, to mój drugi język. Brytyjski, drażni me wyczulone ucho, chociaż nie wiem czemu. Nie jest to snobizm, na pewno. Może jakaś nietypowa alergia lingwistyczna? A może czysty przypadek? Boja wiem…

No tak, ale powrócę jeszcze do sprawy mego piętnastoletniego dziewictwa. Uwierało psychicznie, a ciekawość straszniście zżerała, jak będzie. Więc straciłam je z chęcią i bezproblemowo dzięki umiejętnościom, wprawie oraz doświadczeniu bardzo atrakcyjnego fizycznie faceta. Tak jak wcześniej wspomniałam, był ojcem mej ówczesnej przyjaciółki oraz niepoprawnym babiarzem. Ponoć zaliczył sporo kobiet i w końcu mnie, małolatę. Pierwszą i jak dotąd jedyną, regularną dziewicę w swoim życiu. Wprawdzie wspomniał potem o pewnym nic nieznaczącym, mocno przeterminowanym i nietypowym babskim dziwolągu, ale wiadomo, na przeróżne przypadki czasem trafia się całkiem niespodziewanie, więc nie dziwota, że i jemu coś podobnego kiedyś się przydarzyło.

Na moją szczerą, otwartą, dobrze umotywowaną prośbę, a raczej gorące pragnienie, że o wdzięku osobistym oraz kuszącej, powabnej urodzie i lekko wydekoltowanej, nieco prześwitującej koszulce bez staniczka pod spodem nie wspomnę, dość szybko wylądowaliśmy w łóżku. A ściślej w łódce, pośród wyjątkowo gęstych, przybrzeżnych szuwarów, w promieniach zachodzącego słońca. Nie obyło się co prawda bez sprayu przeciw komarom lecz dzięki niemu wszystko mogło przebiec miło i jak wcześniej wspomniałam, nawet ciuteczkę romantycznie.

Nie bolało. Pieścił tak namiętnie, intensywnie i bez opamiętania, że czułam się oszołomiona wszystkim czego doświadczałam. Od samego początku odnosiłam wrażenie, iż zmysłowość w kontakcie z dziewczyną była dla niego czymś zupełnie naturalnym i oczywistym. W każdej sekundzie wiedział co czynić, abym poczuła się jeszcze niesamowiciej niźli przed momentem. Wspaniale pachniał, nie dezodorantem czy innymi chemicznymi odsmradzaczami, a sobą, słońcem, wodą… Był niesamowicie czuły. Z pożądliwością całował każdy, nawet najdrobniejszy skrawek, czy zakamarek skóry. Rozebrał mnie, o ile skąpe bikini w ogóle można uznać za odzienie. Nie protestowałam. Ba, chciałam tego. Tak, zapragnęłam być przy nim kompletnie naga i bezwstydna. Bezbronna? Nie, od początku mu ufałam. Po prostu nie wstydziłam się ciała przed atrakcyjnym, męskim bezecnikiem mającym za moment spełnić me skryte marzenie. Z mojej strony wstydu naprawdę nie było, ani za grosz. Nawet wówczas, gdy po zdjęciu majteczek spojrzał mi w oczy, a potem rozsunął szerzej uda i z uśmiechem na twarzy, roziskrzonym z emocji wzrokiem przyjrzał się muszelce, dobrze oświetlonej promieniami przedwieczornego słońca. Potem króciutko powitał ją językiem i pocałował, mówiąc:

— Dak, w tej pozycji prześlicznie i niesamowicie kusząco wyglądasz. Istna ambrozja dla zmysłów. Jesteś taka wąziutka. Nakręcam się, niczym dzieciak.

— Nie zawstydzaj mnie — odszepnęłam, odwracając kokieteryjnie oczy i zdając sobie jednocześnie sprawę, że nie w głowie mi poczucie choćby najmniejszego nawet wstydu.

Za moment ustami oraz zwinnym, niezwykle wprawnym językiem zmysłowo zaglądał już wszędzie. W okamgnieniu nie miałam przed nim cielesnych tajemnic. Wszystko widział. Moje dziewictwo i pionowy przedziałek w nim, zapewne także. Nie zapytałam o to, lecz w ułożeniu w jakim się znajdowałam, wszyściuteńko ujrzało światło dzienne stając się dostępne także i jego oczom. Nawet ucieszyłam się skrycie zdając sobie sprawę z faktu, iż bezecnik ogląda to, co za chwilkę na amen ma doszczętnie zdemolować. Ostatecznie teraz ta intymna część mego ciała należała do niego i wyłącznie od niego zależało, jak powierzona mu inauguracyjna robota zostanie wykonana.

„Zaboli? Trudno. Czort z tym, przeżyję” — pomyślałam pocieszająco, bez większych obaw.

Koniecznie chciałam z nim stracić uprzykrzoną cnotę. Tak, z nim. Właśnie z nim. Tu i teraz. Wyłącznie z nim! Z totalnym, zajebiście kręcącym mnie bezecnikiem.

„Lepszego fachowca do tego zabiegu na pewno szybko nie znajdę. Mowy nie ma. Facet zaliczył mnóstwo kobiet, więc ma wprawę, wystarczającą wiedzę oraz niezbędne doświadczenie. Nie spartoli tak prostej dla łajdaka roboty, wykluczone” — pomyślałam z nadzieją.

Z pełną ufnością oddałam się w jego ręce.

Delikatnie rozsunął palcami dolne wargi i z każdą z nich przywitał się długim, wilgotnym pocałunkiem. Żadnej nie pominął. Gdybym nie wiedziała, w ów sposób poinformowałby mnie, że mam cztery. Potem czubkiem języka jakby torował sobie drogę do mego częściowo zamkniętego jeszcze wnętrza. Chyba pomuskał nim przedziałek. Zabawiał się moim dziewictwem? Nie wiem, ale niesamowite to było. W ogóle nie znałam podobnego muskania, całowania i zmysłowego pieszczenia na dole. Pojęcia nie miałam, że może okazać się aż tak odlotowe. Również jego wprawne palce i dłonie, podobnie śmiało jak usta, stale zwiedzały mnie calutką. Pragnęłam by tego nie przerywały. Nigdy. Dotyk miał niesamowity, zniewalający i obezwładniający zarazem. Czuły, delikatny, to znów nieco brutalny, ale zawsze pewny siebie, nieprzypadkowy i zajebiście przyjemny. Widać było, że facet do perfekcji ma opanowaną sztukę pieszczenia kobiety. Caluteńkiej i wszędzie. Również i tego wcześniej nigdy nie doświadczyłam. Całkiem niespodziewanie znalazłam się nagle w mistrzowskich dłoniach wirtuoza pieszczot, a nie w topornych łapskach napalonego macacza-partacza, podczas zwyczajowego migdalenia się z chłopakiem na imprezie. Chłopcy zazwyczaj namolnie tłamsili piersi lub pod spódnicą odsuwali w bok majteczki w kroczu i ciekawsko usiłowali wetknąć palec w suchutką cipkę. On, pieścił. I to jak! Wszystkim co oferował nawet zapieszczał mnie, nieomal do nieprzytomności. Nie chciałam aby przestawał, zachłannie pragnęłam wciąż więcej i więcej. Wszyściutko co wyczyniał było dla mnie kompletnie nowe i zarąbiście przyjemne. Z reguły zdecydowanie odpychałam od siebie podnieconych kolegów. Po kilku chwilach nudy, tortur i zwyczajnej udręki, dezerterowałam z pola samczych poczynań. Jego, pragnęłam zatrzymać przy sobie. Na zawsze? Kurczę, tak od razu? No nie… Cholerka, sama nie wiem, ale…

Nagle poruszył się nieco inaczej niż czynił to do tej pory. Zarejestrowałam, że dyskretnie zsunął z siebie kąpielówki. W zagłębieniu złożonych na moment ud poczułam coś, co na pewno musiało być rozpalonym penisem, sztywnym i twardym niczym kołek. Wiosną migdaląc się z kolegą w domu poznałam na nodze podobny dotyk. Ale do sedna sprawy wówczas nie doszło, chociaż chciałam. Po ściągnięciu majtek chłopak przygotowując się do szturmu na mą cnotę, z dumą zaprezentował swe mocno wykrzywione w bok, sterczące działo, którego kondycję stale podtrzymywał ręką. Następnie w skupieniu zawisł nade mną, wziął tyłkiem zamach i gwałtownie natarł, lecz zwichrowany kutas spudłował, niestety. Niespodziewanie trafił w udo, zamiast w sedno sprawy. Nerwowo próbowałam naprowadzić kasownik palcami na właściwy cel. A ten pod wpływem dotyku wystrzelił, oblewając mi spermą dłoń, nogę oraz świeżutkie, niewielkie, bielutkie prześcieradełko, na którym zamierzałam przechowywać dla ciekawskich dowód utraty dziewictwa. Potem niedoszły deflorator zapowiedział, że innym razem jeszcze raz spróbuje wykonać spieprzone zadanie, bo dziś musi wrócić do szkoły na wieczorny trening koszykówki. Szybko się ubrał i wyszedł pozostawiając mi upokarzającą plombę w stanie nienaruszonym, zaś mnie sfrustrowaną, mocno zawiedzioną i upapraną milionami plemniczków. Jako osoba otwarta na nowe doświadczenia, kulinarne także, powąchałam lepką dłoń, a potem ostrożnie przejechałam po niej czubeczkiem języka. Zapach okazał się nijaki, zaś smak zupełnie bez znaczenia. A konsystencja? Bo ja wiem… Coś jak surowe, kurze jajko. Tylko zapewne pozbawione salmonelli. Zdrowsze?

„O masz, ależ wymyśliłam…” — uśmiechnęłam się do siebie w myślach.

Obecnie tonąc w ramionach wirtuoza pieszczot pomyślałam, że jeśli majty z niego zniknęły, zaczyna się najważniejsze. Skoro doświadczony kasownik sterczy tuż przy udzie i w gotowości bojowej czyha na mą cnotę, nieuchronnie nadchodzi kres hańbiącego mnie wybryku natury w postaci zbytecznej i do niczego nieprzydatnej błony dziewiczej. Odwrotu szczęśliwie nie ma.

Ta kasacja musi się wreszcie udać. Facet naprawdę zna się na rzeczy, widać przecież. Skoro bezecnik przerżnął niejedną babę, poradzi sobie i ze mną” — po raz kolejny dodałam sobie otuchy w myślach.

Leżąc spokojnie pod nim, przełknęłam ślinę i maksymalnie szeroko rozstawiłam ugięte w kolanach nogi oraz rozluźniłam brzuch, oferując pełen dostęp do siebie. W Internecie przeczytałam kiedyś, że aby mniej bolało, tak właśnie należy postąpić przy pierwszym razie.

„Ostatecznie doktor Google zna się na wszystkim czego przeciętni ludzie nie wiedzą, więc na rozdziewiczaniu chyba też powinien. Logiczne przecież…” — pomyślałam, oczekując decydującego natarcia.

— Słodka jesteś i bardzo pomocna — szepnął, zaglądając mi ciepło w oczy.

— Zrób to. Skasuj tę cholerną błonę. Obiecałeś… — powiedziałam cicho, oplatając nogami jego biodra, aby przypadkiem nie zdezerterował w ostatnim momencie.

— Spokojnie Dag. Nie denerwuj się, nie warto. Naprawdę — odparł czule.

— Zaczynaj. Jestem gotowa. Kasownik jest już sztywny, poczułam na udach. Sterczy i twardy jest.

— Przy tak atrakcyjnej, nagiej, niezwykle podniecającej dziewczynie nie może się zachowywać inaczej — odparł z uśmiechem na ustach.

— Wbij się we mnie. Teraz, od razu. Wytrzymam. Zagryzę wargi, nie krzyknę, daję słowo. Nie narobię siary. Nie usłyszą niczego w obozie, ani na pomoście. Odplombuj mnie, proszę.

— Bez obaw. Obiecałem, stracisz dziś cnotę. Mam wielką ochotę kochać się z tobą, ale nieco później.

— Czemu nie w tej chwili? Gotowy przecież jesteś. Coś nie tak ze mną? Wolałabym mieć już problem z głowy. Rozkraczę się ponownie, dźgniesz mocno i będzie po sprawie.

— Nie zamierzam cię dźgać.

— Więc jak to zrobisz?

— W odpowiednim momencie wniknę w ciebie. Tak będzie lepiej. Przekonasz się. Zaufaj mi, proszę.

— Ufam. Ale kiedy taki moment nastąpi?

— Nie wiem, zobaczymy.

— Jak to? Masz doświadczenie i nie wiesz?

— Powtarzam, spokojnie. Mamy czas.

— O masz. To co chcesz teraz robić?

— Najpierw zamierzam cię milutko dopieścić. Caluteńką. Później na amen załatwimy błonę. Masz moje słowo — szepnął patrząc mi w oczy, a potem pocałował zmysłowo w usta.

I dopieszczał. Jakaś słodka żądza kryła się w jego pocałunkach. Zasypywał mnie niezliczoną ich ilością, stale oszałamiając. Stopniowo coraz bardziej i bardziej. W końcu językiem ponownie zawędrował w dół i dopiero wówczas się zaczęło. Widziałam parokrotnie podobne sceny w filmikach porno w sieci, ale nigdy nie trenowałam ich z chłopakami na imprezach. Do głowy mi nie przyszło, że to aż tak zajebista zabawa. Lizał, całował, zasysał ustami dolne wargi, a potem łechtaczkę. Zrobiło mi się jakoś przedziwnie lecz niezwykle, niewiarygodnie przyjemnie. Wydawało mi się, że unoszę się na lekko falującym obłoku, znajdującym się pode mną. Zawirowało mi w głowie, zaparło dech w piersiach i…

W efekcie natłoku niesamowitych wrażeń, nie wiem kiedy we mnie wszedł. Przegapiłam samą istotę zagadnienia, całkowicie znieczulona intensywnymi pieszczotami i niezwykle odlotowymi doznaniami. W pewnym momencie zorientowałam się po prostu, że jest już w środku i rytmicznie zaczyna poruszać się coraz szybciej, gwałtowniej i zdecydowaniej. Wsuwał się we mnie, po czym wysuwał na zmianę. I było to naprawdę miłe. Nie widziałam wcześniej jego nabrzmiałego penisa. Lecz sądziłam, że musi być wielki. Czułam, że jest bardzo twardy, mocny, władczy i wypełnia mnie maksymalnie, aż do końca. Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy mam na sobie i w sobie prawdziwego mężczyznę, który ograniczając me ruchy, całkowicie nade mną zapanował. Leżałam pod nim i cieszyłam się, że mną zawładną w sposób jakiego nie znałam. Poddałam się zmysłowości. Zarzuciłam mu stopy na biodra rejestrując, iż dzięki temu zanurzył się jeszcze głębiej. Władczo wniknął we mnie, a potem zaczął szaleć. Nie chciałam aby przestał. Nagle uświadomiłam sobie, iż ewidentnie posiadł mnie i byłam z tego faktu niezwykle zadowolona. Nareszcie ziściło się coś, o czym skrycie wielokrotnie marzyłam w duszy. Stałam się kobietą. Współżyłam seksualnie z mężczyzną. Prawdziwym, niesamowicie męskim facetem, zajebistym samcem, czując jak władczo zapuszcza we mnie swój twardy, mocny korzeń. Nagle zapragnęłam, aby wbił się maksymalnie, jak najgłębiej, aż do końca. A on… zrobił to, choć nie wypowiedziałam nawet ani słowa. Zanurkował cały, po czym znieruchomiał na moment. Na uniesionych nieco w górę pośladkach poczułam coś przyjemnego, lecz nieznajomego.

„Co to takiego? Dziwne. W tym miejscu? Jądra…?” — wydedukowałam niepewnie w myślach, nieco onieśmielona.

Wiem kiedy skończył. Nagle wyskoczył ze mnie. Jęknęłam zawiedziona. Poczułam coś ciepłego na brzuchu, a chwilkę później przylepiliśmy się tym miejscem do siebie w miłosnym uścisku. Nie przestawał całować ani szeptać, że jestem cudowna i podniecam go tak, jak żadna kobieta do tej pory zrobić tego nie potrafiła. Że nie chce byśmy zakończyli na jednym razie. Że pokaże mi różne sposoby, warianty i nauczy wspaniałego seksu, który pozostanie niezapomniany i przecudowny w mych wspomnieniach. Tyle, że całą sprawę musimy utrzymać w głębokiej tajemnicy, z uwagi na wyjątkowo niesprzyjające zewnętrzne okoliczności, czyli: on — kadra obozu harcerskiego opiekująca się nieletnimi, i jego córka — moja współspaczka z namiotu i przyjaciółka, w jednym.

I właśnie wówczas, tuż po wyczekiwanej z upragnieniem defloracji oraz pierwszym bzykaniu się z niesamowitym mężczyzną wprowadzającym mnie trwale na miłą drogę niecnoty, uwierzyłam w budzącą się we mnie kobiecość. No bo jeżeli jestem tak wyjątkowa, kusząca i podniecająca, a przy tym warta kontynuacji potajemnego, głęboko zakamuflowanego i ryzykownego na obozie związku, musi być we mnie coś naprawdę kuszącego, skoro przyciągam tak zajebiście atrakcyjnego i dojrzałego faceta, jak Jerzy. Ponętnego ratownika, który lasek może mieć przecież na pęczki. Szczególnie tu, na obozie harcerskim, gdzie chętnych na rozdziewiczenie było znacznie więcej. Znałam je wszystkie, nie kłamię. Zdeflorowane z mety z zadowoleniem meldowały pozostałym o sprawie. Reszta ponurą miną i milczeniem potwierdzała wstyd, frustrację oraz niedolę dalszego życia w nieszczęsnej, upokarzającej cnocie.

O swym pierwszym, przewspaniałym mężczyźnie nigdy nie myślałam ani nie mówiłam o nim, jak też i do niego, Jurek. Był ewentualnie panem Jurkiem podczas naszych oficjalnych kontaktów wśród ludzi. Stawał się Jerzym w łóżku oraz wszędzie tam, gdzie udawało nam się przebywać wyłącznie we dwoje. Jedynie rola macochy w kontekście przyjaciółki, peszyła mnie ździebeczko. Ale ostatecznie o tym wiedziałam wyłącznie ja. Z Jerzym, początkowo prawie nigdy nie poruszaliśmy niewygodnego wątku rodzinnego, bo i po co.

Tego samego dnia o zmroku, pływaliśmy nago wzdłuż trzcin. Z obozowiska nikt nie mógł nas zobaczyć. Gęste szuwary skutecznie osłaniały sporą nieckę, jak i jej najbliższą okolicę. Jerzy cały czas kręcił się wokół mnie, od czasu do czasu muskając wargami me ciało. Wydawało mi się, że stale ma erekcję. Gdy o to zapytałam roześmiał się i wyjaśnił, że w wodzie dyndające wacki pływają swobodnie w toni wodnej, pozornie imitując częściowy wzwód. Niedowierzałam. Pozwolił dotknąć. Sprawdziłam. Penis był delikatny i uroczo mięciutki. Pobawiłam się nim przez moment. A on po chwili zaczął twardnieć i rosnąć w dłoni. Nadal delikatnie zabawiając się nim czekałam co będzie dalej. Pierwszy raz trzymałam w ręku nie tryskającą zabaweczkę podpitego szkolnego kolegi, lecz dorodny narząd kopulacyjny prawdziwego mężczyzny, który mnie dzisiaj posiadł. Organ, który wyzwolił mnie z oków dziewictwa, choć sam moment demolowania błony, z emocji i nadmiaru pozytywnych wrażeń niestety przeoczyłam. A może dobrze, że tak się właśnie stało? Nie wiem. Przynajmniej w decydującym momencie nie panikowałam obawiając się, że zdrowo zaboli. Nie było kiedy. Wyszło super. Codziennie mogłabym być tak rozdziewiczana, gdyby to było możliwe. Może i szkoda, że matka natura nie przewidziała bisów w tej sprawie? Pojęcia nie mam.

Penis Jerzego zaprezentował mi się w końcu bardzo dumnie, w pełnym rozkwicie, dostojeństwie i okazałości bojowej. Nadal trzymałam go w dłoni i przez taflę wodną obserwowałam z wielkim zaciekawieniem.

„Dobrze, że nie miałam okazji zobaczyć go przed defloracją. Zapewne obawiałabym się, że się nie zmieści, a wjeżdżając do środka sprawi przeraźliwy ból. Dzięki odwrotnej kolejności poszło gładko, bez lęku i zbędnego panikowania, a bólu nie zarejestrowałam ani krztyny. Tylko czemu nie natrafiłam na podobną wieść w sieci? Szukałam przecież różnych porad związanych z rozdziewiczaniem, ale o tym aby nie oglądać kasownika zawczasu, nie było ani słowa. A przynajmniej ja nie dotarłam do podobnej informacji” — przemknęło mi przez głowę internetowe, ewidentne niedopatrzenie edukacyjne.

Samczy narząd ustawiony na baczność tuż przede mną, nieco mnie peszył, ale zarazem ciekawił i kusił aby poznać go bliżej. Lubię wszelkie nowości. Poprosiłam abyśmy przenieśli się na płytszą wodę. Nakłoniłam Jerzego by wynurzył się do połowy ud. Ręką stale dbałam o pełną erekcję. Z dotychczasowych imprezowych doświadczeń wiedziałam już jak to się robi. Wreszcie ujrzałam na żywo niczym nieskrywany organ, który niedawno uczynił mnie kobietą, a pod nim ciemną, pomarszczoną sakiewkę wypełnioną klejnotami.

„Fakt, duży jest i masywny. Okazały, długi i gruby. Solidny serdel albo kawał mięcha. Ale w porównaniu z tym, co widywałam w necie, to chyba jednak przeciętne samcze wyposażenie. Jądra również raczej normalnej wielkości — przemknęło mi przez myśl nowe doświadczenie życiowe.

Nieoczekiwanie złapałam się na tym, iż po raz pierwszy na żywo patrzę na pełną męską nagość, oceniając ją również pod kątem estetyki. Samczy komplecik Jerzego wydał mi się całkiem atrakcyjny wizualnie. Wyraźnie kusił i zatrzymywał na sobie oko. Facet naprawdę miał ładne jądra. Widywałam i obmacywałam kilkakrotnie woreczki z mniejszymi lub większymi klejnocikami, lecz nie pamiętam aby kiedykolwiek mi się podobały. Ot po prostu były sobie u chłopaka pod brzuchem i już. A te przedstawiały się zaskakująco atrakcyjnie. Łapka spontanicznie do nich powędrowała i podparła od spodu. Wówczas sztywny penis poruszył się i ustawił idealnie frontem do mnie. Pochyliłam się i cmoknęłam go w główkę, a on zakołysał się lekko, jak gdyby z zadowolenia.

„Cholerka, samcza zabaweczka naprawdę może się podobać dziewczynie. Wcześniej nie wpadłam na to. Tyle, że nigdy przedtem nie miałam okazji oglądać w takim stanie odjazdowego, dojrzałego mężczyzny. Tu wszystko dzieje się na spokojnie, organ urósł, naprężył się i czeka. U kolegów na imprezie już dawno by wystrzelił i opadł. Szczerze mówiąc, u żadnego nie miałam szans na podobne obserwacje, więc pojęcia nie mam czy którykolwiek zestawik przedstawiał się równie estetycznie. Ale u Jerzego naprawdę wszystko jest wyjątkowo ładne, a do tego miłe w dotyku” — oceniłam w myślach, obejmując drugą dłonią twardego kutasa.

Nagle zdałam sobie sprawę, iż wyjątkowo śmiało wyczyniam coś, czego z reguły nie zwykło się robić w przeciętnych układach damsko-męskich. Bowiem oprócz niezwykle wprawnego kasownika mej cnoty oraz typowo męskich, atrakcyjnie przedstawiających się ozdób, obmacuję i ciekawsko oglądam jeszcze inny przyrząd. I wówczas, w mej głowie pojawiła się spontaniczna refleksja oraz towarzyszące jej leciutkie speszenie:

„O masz. A więc przed blisko szesnastoma laty, właśnie tym twardym, solidnym dłutem wepchniętym pewnej kobitce między rozstawione uda, została mozolnie wyrzeźbiona Grażynka — pomyślałam oczywiście o przyjaciółce — Powstała z plemniczka wytworzonego w jednym ze sporych jąder, które dzierżę aktualnie w garści. Tylko czy ja bym chciała, aby ona zabawiała się aktualnie sterczącym kutasem mojego tatulka i bezczelnie przeliczała mu jajka w mosznie?”.

Tego akurat nie byłam już taka pewna. Lecz mój tatko zaliczał się do klasycznych dziadków, zawzięcie walczących z naturą o przetrwanie. Stał się leciwym człowiekiem łykającym codziennie garść pełną najprzeróżniejszych leków utrzymujących go nadal przy życiu. Zaś Jerzy był wypasionym, samczym ciachem. Przynajmniej w moich, ogromnie zachwyconych nim oczach. Nie osiągnął jeszcze czterdziestki i właśnie z dumą, bezwstydnie demonstrował swą nienaganną sprawność seksualną oraz dwa zasobniki z amunicją ukryte w nieco skurczonym i pomarszczonym, skórzanym woreczku. Również bardzo milutkim w dotyku. Zachwycałam się jego klejnotami.

„Kurczę, on ma naprawdę całkiem fajne kulki do zabawy. Wisior, a teraz twardy sztywniak, też miły. Facet goluteńki, umięśniony, ładnie i estetycznie zbudowany, podniecony moją obecnością przy nim… Niezwykle atrakcyjny okaz jurnego samca. A do tego pieści, jak szalony. Tylko czemu jego żona tego nie docenia? Grażka twierdziła, że starzy na pewno już od dawna w ogóle się nie bzykają i sypiają oddzielnie” — zdziwiłam się w myślach.

— Widzisz co ze mną wyczyniasz? Dawno nie byłem aż tak podniecony. Jesteś cholernie seksy. Na ciebie reaguję niczym szczeniak z podstawówki na fotkę z gołą babą w sieci — rzekł cicho, patrząc mi głęboko w oczy.

— Byłam pewna, że ona kłamie — odparłam spokojnie, głaszcząc go po jądrach.

— Kto? — zapytał zdziwiony.

— Twoja żona.

— Nie rozumiem. Co masz na myśli?

— Trzy dni temu, rano przechodziłam koło waszego namiotu. Przypadkowo usłyszałam fragment rozmowy.

— Co zarejestrowałaś? — zaniepokoił się.

— Twierdziła, że od dawna jesteś impotentem. Że powinieneś się leczyć. Bezczelnie oczerniała ciebie i twoją nienaganną męskość. Jak mogła!

— Pokłóciliśmy się. W złości tak mawia czasami — westchnął.

— Oczu nie ma? Takiej halabardy nie dostrzega? — wskazałam jego mocno rozochocony penis.

— Przy niej tak nie reaguje — westchnął.

— Nie bzykacie się już?

— Historia.

— Czemu?

— Odkąd urodziła dzieciaka, odeszło jej.

— O masz. Chyba ciut nienormalne. Nie leczy się tego?

— Owszem, można. Tyle, że trzeba chcieć poddać się stosownej terapii. Zaś ona, nie ma na nią najmniejszej ochoty.

— Dziwna baba…

— Pod wieloma względami, niestety.

— Podoba ci się?

— Szczerze mówiąc, nie. Pozostała wyłącznie smutną atrapą dawnej kobiety, która i tak nigdy nie była specjalnie atrakcyjna. Na domiar złego roztyła się. Z ponętnego kiedyś tyłeczka w mig zrobiło się wstrętne zadzisko z rozstępami. Piersi oklapły… Nie wygala się, chociaż siwieje wszędzie. W ogóle łazi po domu zaniedbana i wiecznie zrzędzi albo marudzi. Szkoda gadać — machnął bezradnie ręką.

— Fakt. Dobrze to ona nie wygląda. Nawet w ubraniu — przyznałam obiektywnie.

— Sama widzisz. Nie da się zabawiać z takim babsztylem. To byłby istny masochizm — zaśmiał się.

— W telewizji ciągle reklamują prochy na te sprawy przeznaczone dla facetów. Próbowałeś?

— Po czorta. Sama widzisz, mogę tylko nie z nią. Chemia nie pomoże w podobnym układzie. Szkoda zachodu i kasy. Poza tym mówiłem, ona nie chce.

— Masz pomysł na inne rozwiązanie problemu?

— Nie. Dakota, dajmy temu spokój. Na szczęście wczoraj potwora wyjechała.

— Wróci?

— Nie. Przynajmniej tak zapowiedziała. I liczę na to.

— Czyli problemem pozostaje twoja córka, a moja przyjaciółka, w jednym?

— Jakim problemem?

— Łóżkowym, w naszym przypadku.

— Zadanie zostało wykonane. Chciałaś abym cię odkorkował. Sądziłem, że chodzi o jednorazową przysługę.

— Owszem, chodziło o nią. Wyszło super. Dzięki — z wdzięcznością cmoknęłam go w policzek.

— Masz jeszcze jakieś plany wobec mnie?

— Nie miałam, ale powstały na bieżąco…

— Co masz na myśli?

— Jerzy, ciutkę nachalnie wyjdzie, ale… Kurczę, nie wiem jak rzecz ująć…

— Najlepiej jak najprościej.

— Serio? Mogę szczerze?

— Wal.

— OK. Więc chcę się z tobą pobzykać. Nauczyć czegoś fajnego od doświadczonego faceta. No i… kręcisz mnie — przyznałam otwarcie.

— Miła jesteś.

— Praktyczna przede wszystkim. Od razu widać, że znasz się na sprawie.

— Przeceniasz mnie…

— Nie. Cudownie pieścisz. Do tej pory bywałam wyłącznie obmacywana przez chłopaków. Ty pokazałeś, że może być inaczej. Poza tym po seksie chętnie przytuliłabym się w nocy do swego niesamowitego Kuby Rozpruwacza. Ale w warunkach obozowych nie mamy się gdzie podziać. Na łodzi, w trzcinach będzie zbyt zimno, a jedynie tam nikt nie może nas wypatrzeć.

— Zaskoczę cię.

— Czym?

— Grażyna w ogóle nie przychodzi do mojego namiotu. Jeszcze przed wyjazdem na obóz została zawarta jednoznaczna umowa.

— Zabroniłeś jej?

— Nie. Ustaliliśmy, że wakacje przypadkowo spędzamy co prawda niby razem, ale osobno jednocześnie. Ona mieszka ze swoją drużyną, jak i ty. Widujemy się wyłącznie na plaży i podczas posiłków. Poza tym mamy wolne od siebie. Ani razu jej u mnie nie było, dopóki niespodziewanie nie zwaliła się na łeb żona. Od wczoraj wszystko błyskawicznie wróciło do normy. Grażka chce być wolna od niewygodnego nadzoru i ja także. Oboje chętnie przywróciliśmy pierwotne reguły i zasady gry. Już obowiązują.

— Czyli możemy swobodnie bzyknąć się i przekimać u ciebie?

— Dokładnie.

— Super — objęłam go i cmoknęłam w usta.

— Chcesz coś usłyszeć? — zapytał z uśmiechem.

— Chcę.

— To wielce niepoprawne z uwagi na twój wiek, bo jesteś małolatą. Ale nic nie poradzę, że wyglądasz na nieco więcej i jesteś cholernie seksy. A na golasa, z pełną depilacją, istna bogini. Dakota, powiem prozaicznie, podobasz mi się.

— Ty mnie też.

— Wiesz, w sumie strasznie się cieszę, że chcesz kontynuować naszą niecną działalność.

— Ja również.

— Tylko pamiętaj, wszystko musimy utrzymać w ścisłej tajemnicy przed otoczeniem. Inaczej jako kadra obozowa, mogę mieć później spore kłopoty i nieprzyjemności.

— Słówka nikomu nie pisnę, że z przyjemnością łajdaczę się z tobą, panie ratowniku — zapewniłam.

— Mam nadzieję. Tylko brak mi pewności, czy aby Grażka nie będzie nocą ciebie poszukiwała. Może zaniepokoić ją nieobecność przyjaciółki w bazie noclegowej drużyny. Mieszkacie przecież razem.

— Już moja w tym głowa by twoja córeczka spała spokojnie — zapowiedziałam z przekąsem.

— Na pewno?

— Tak.

— Wspaniała jesteś.

— Owszem, bo zajebiście pragnę spędzić z tobą sporo czasu, wyłącznie w cztery oczy. Bez zbędnych świadków, tym bardziej takich jak Grażka. Mam więc w tym niezaprzeczalny interes.

— Jaki?

— Wspominałam. Chcę poznawać seks u boku kogoś, kto najwyraźniej dobrze zna się na sprawie. A ty jesteś do tego jak znalazł. No i niezwykle milutko pieścisz.

— Naprawdę aż tak wysoko mnie oceniasz? — zapytał ze śmiechem.

— Jak najbardziej. Na sobie wszystkiego przecież doświadczyłam.

— To był tylko jeden, jedyny raz.

— Więc chcę więcej.

— Dak, rozdziewiczania nie da się powtórzyć. Jest już po sprawie. Cnota prysnęła niczym bańka mydlana. Ona się sama nie odnawia, ani nie remontuje się tego. Choć kiedyś słyszałem, że w krajach arabskich podobno naprawdę wyczyniają czasami takowe cudeńka — zarechotał.

— Nie rób sobie ze mnie jaj. Początkowo miało być wyłącznie odkorkowanie i o to cię poprosiłam. Sęk, że zrobiłeś to niezwykle milutko, więc się rozmarzyłam. Zapragnęłam abyś teraz przeleciał mnie uczciwie, jak prawdziwą kobietę.

— Naprawdę chcesz tego?

— Bardzo. Masz olbrzymie doświadczenie, nie wątpię. Chciałabym z niego skorzystać, a przy okazji nauczyć się czegoś zajefajnego w te klocki. Zgadzasz się na nową umowę i ciutkę bezecny układzik?

— Cóż, chociaż zapewne powinienem tak postąpić, nie odmówię. Ba, wchodzę w taki układ z nieukrywana przyjemnością — zaśmiał się.

— OK. Właśnie na taką odpowiedź liczyłam.

— A więc służę ciepłem, radą, pomocą oraz całym sobą.

— Nim także? — delikatnie zakołysałam pochwyconym w dłoń, stale sztywnym penisem.

— Nim, przede wszystkim — odparł, tuląc mnie do siebie i całując we włosy.

W milczeniu, trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę.

— Jerzy, mogę cię o coś zapytać? — odezwałam się pierwsza.

— Słucham.

— Ile kobiet w życiu zaliczyłeś?

— Dojrzały, lojalny i odpowiedzialny facet nie prowadzi podobnych statystyk. To dziecinada — odparł.

— Czyli dużo, rozumiem.

— To już wyłącznie twoje domysły — odparł, zaglądając mi z uśmiechem w oczy.

— Dziewic też nie liczyłeś?

— Byłaś pierwszą firmowo zaplombowaną istotką w moim życiu.

— Oho, akurat ci uwierzę.

— Niby czemu?

— Sądząc po sposobie i niewiarygodnym sprycie w jaki załatwiłeś moją cnotę, sporo błon musiałeś w życiu wykasować. Kasownik masz bardzo wprawny i dobrze wiesz jak zabrać się do rzeczy.

— Dak przepraszam, nieświadomie skłamałem przed chwilą.

— O masz. Więc jednak… Czemu?

— Zapomniałem o jednej dziewczynie.

— Ot i męskie podejście do sprawy niezwykle istotnej dla kobiety — westchnęłam.

— W jakim sensie?

— Jerzy, skoro byłeś dla niej pierwszym facetem, ona na pewno cię zapamiętała. Ja nigdy o tobie nie zapomnę. Nie pamiętasz swojej pierwszej, przelecianej dziewczyny?

— Oczywiście, że pamiętam.

— To właśnie owa dziewica?

— A skąd. Cnotka niewydymka to kompletnie inna sprawa. Dawna i bardzo nietypowa historia.

— Była młodsza ode mnie?

— Przeciwnie, starsza.

— Ile miała lat?

— Dwadzieścia cztery.

— Co? Jeju, ale jaja. Toż to patologia. Bywają jeszcze dziewice w tym wieku? Nie wierzę…

— Również nie wierzyłem, dopóki się nie przekonałem.

— Obstawiam, że był to zapewne jakiś otyły, wstrętny, tłusty kaszalot. Przecież atrakcyjna, rębna laseczka aż tak, przenigdy by się nie przeterminowała, niemożliwe. No i wstyd poza tym okropniasty. Boże…

— Właśnie z powodu wstydu do mnie trafiła.

— Jak to, trafiła.

— Na studiach wszystko się jeszcze wydarzyło. Koleżanka z grupy przyprowadziła do akademika swoją sąsiadkę z bloku informując, że dziewczynę trzeba rozdziewiczyć i ja mam sprawę załatwić. Najlepiej od ręki.

— Czemu akurat ty?

— Przyjaźniliśmy się od dłuższego czasu, a ona była z kolei zaprzyjaźniona z tamtą dziewczyną.

— Przyjacielska przysługa?

— Coś w tym guście. Tamta chciała iść do ginekologa, ale ze względu na wiek, wstydziła się pokazać człowiekowi przenoszoną cnotę.

— Nie dziwię się — westchnęłam. — Gdybym była w podobnej sytuacji, wolałabym się zapaść pod ziemię niż przedstawić komukolwiek dowód podobnej anomalii. Czemu wcześniej się nie puściła? Nie wmówisz mi, że nie miała ani jednej okazji przez tyle lat.

— Była kompletnie aseksualna.

— Możesz nieco bardziej po ludzku?

— Nie interesowała się seksem, ani żadną płcią.

— Lesbą także nie była?

— Nie. Seks w ogóle jej nie pociągał. Był dla niej całkowicie obcym i obojętnym elementem życia. A chłopców unikała w szczególności uważając, iż bywają zazwyczaj głupi i namolni.

— Jak wyglądała? Pewnie klucha.

— Przeciwnie. Szczupła, ale zero urody, cycków, tyłka, niczego. Żebra na wierzchu i nogi jak pałąki. A ze sposobu bycia, ponuraczka. Do tego ogólnie była wyjątkowo nijaka, zaś momentami nawet odpychająca.

— O masz. Jakim cudem dałeś radę przelecieć istnego maszkarona?

— W wieku, w którym wówczas byłem rżnie się jeszcze wszystko, co chętnie lezie w łapy. Wszystkie młode ludzkie samczyki tak mają. Czasami hormony potrafią odebrać nawet rozum. Wiem coś o tym — westchnął.

— Dąłeś radę podniecić się przy takim koszmarku?

— Trudno było. Ale przyjaciółka pomogła rozwiązać problem.

— No, nie… Była przy tym?

— Tamta nie chciała aby wychodziła z pokoju. Chyba obawiała się mnie ździebko. Widzieliśmy się po raz pierwszy w życiu, w mocno nietypowym celu i okolicznościach. W dodatku dość szybko stanęliśmy przed sobą kompletnie na golasa. Chciała przedtem z bliska obejrzeć rozebranego do naga faceta. Podobno i w tej kwestii byłem pierwszym chłopakiem, którego na żywo zobaczyła bez majtek — przyznał.

— Jezu, nie chciałabym tak zaczynać. Masakra.

— Atrakcyjnie dla żadnej ze stron nie było — przyznał.

— Kurczę, jajo przecież. Inna lasencja stawia przy mnie wacka facetowi, bo ja za cholerę na niego nie działam, a gad ma mnie za moment odkorkować? Straszne. Istny obciach i niebywała obelga dla dziewczyny. W dodatku rozebranej przed wiotkim chwastem kompletnie na gółkę.

— Weź drobną poprawkę na fakt, iż biedaczka przyszła, a w zasadzie na musie została do mnie doprowadzona w konkretnym celu. To nie była bynajmniej towarzyska schadzka z chęci na milutką, bzykaną zabawę we dwoje.

— Masz rację, drobna różnica. Ale i tak niezła siara.

— Przeróżne dziwne przygody czasami się w życiu przytrafiają.

— Niby racja. Dla ciebie podobna akcja liczyła się jako seks z dziewczyną?

— Seks? Nie żartuj. Raczej wymuszona kopulacja na życzenie, przy zaprzyjaźnionym świadku. A jeśli miałbym sprawę jeszcze nieco precyzyjniej dookreślić, przeprowadziłem u dziewczyny zabieg defloracyjny przy współudziale asystentki spełniającej rolę instrumentariuszki, sprawnie przygotowującej sprzęt niezbędny do wykonania powierzonego mi zadania.

— Oryginalnie powiedziane — zaśmiałam się.

— W rzeczywistości dziewczyna zamknęła oczy i odwróciła głowę, by na nic nie patrzeć. Nogi poszły na boki, a chwilę później było krótko, rzeczowo, na temat i na zimno. Czyli sprzęt gotowy, cel namierzony, akcja, trach i po sprawie. Plus kompletne zero przyjemności. Najzwyklejsza fizjologia po prostu.

— Bała się?

— Poprosiła aby wszystko odbyło się maksymalnie szybko i żeby nie musiała długo patrzeć na sterczącego penisa, bo taki wygląda okropnie i prymitywnie.

— O masz, ale baba wymyśliła. Ewidentnie było z nią coś nie tak.

— Mówiłem, seks uważała za zbyteczny, a nawet obrzydliwy.

— Nie pojmę kaszalota.

— Trafiają się czasem tacy ludzie.

— Zabolało ją przy decydującym natarciu?

— Trochę. W kulminacyjnym momencie głośno jęknęła. Ale wacek wyrychtowany ręcznie przez koleżankę i obficie namaszczony oliwką, bez żadnego problemu wjechał w śliską piczkę, również wcześniej posmarowaną dla lepszego poślizgu. Przestarzała przeszkoda została bezpowrotnie zdemolowana i usunięta na wieczność. Ot, nietypowa, ekspresowa, koleżeńska przysługa, wykonana bez zarzutu. Zaraz potem wycofałem się z dziewczyny widząc, że w zaistniałych warunkach i okolicznościach nie mam najmniejszych szans na szczęśliwy finał, czy jakiekolwiek przyjemności. Dla pewności, że jest po sprawie, trzy razy zrobiłem w tę i nazad aż do końca i odpuściłem. Zaś przyjaciółka potem zajrzała, aby upewnić się na sto procent, że wstyd koleżanki przepadł bez śladu.

Przytuliłam się na chwilę do niego.

— Straszne miałeś doświadczenia z dziewczynami. Nie spodziewałam się podobnych rewelacji. Drobny koszmar — szepnęłam.

— Inne były znacznie lepsze i o wiele przyjemniejsze. Zapewniam — odparł, całując mnie we włosy.

— Zapamiętasz mnie jako swoją drugą dziewicę w życiu?

— Na pewno.

— Miło.

— Istnieje jeszcze inny powód aby nigdy nie zapomnieć o tobie, przewrotna i seksowna małolatko — zaśmiał się.

— Jaki? — byłam ciekawa.

— Jesteś jedyną koleżanką mojej córki, z którą wbrew logice i przyjętym obyczajom, zacząłem uprawiać seks.

— Grażka ma ich sporo. I większość jest jeszcze do odkorkowania, zapewniam. Zaliczysz więcej?

— Wątpię. Mówiłem, z tobą nie powinienem tego robić, ale skusiła mnie twoja rozbrajająca szczerość, bezpośredniość i totalna otwartość przy wstępnym omawianiu sprawy na śródleśnej polanie. Poza tym wdzięk, urok, oryginalna uroda, ponętny tyłeczek w skromniutkich majteczkach oraz piersi, które przypadkowo dzień wcześniej zobaczyłem, gdy przebierałaś się po wyjściu z jeziora. Podkreślam, nie masz jeszcze szesnastu lat, a wyglądasz na znacznie więcej. W twoim wieku można kobiecie jeszcze coś podobnego powiedzieć. W przypadku starszej baby, nie daj boże aby się człowiekowi wymsknęło — zaśmiał się, kręcąc głową.

Byłam w siódmym niebie i aż trudno mi było w ów stan uwierzyć. Podobałam mu się. Jeszcze wczoraj w południe, gdy obserwowałam zajebiście przystojnego pana Jurka chodzącego czujnie wzdłuż brzegu jeziora, nie miałam pojęcia co zrobić, aby nakłonić go by mnie zdeflorował. Specjalnie pokazałam mu cycki po kąpieli. Ładne są, po prostu chciałam mu je zademonstrować. W odpowiednim momencie udając, że przez przypadek góra od kostiumu wylądowała na trawie, celowo zwlekałam z ponownym umieszczeniem jej na właściwym miejscu. Niewiele obchodzili mnie niezwykle uradowani tą okolicznością przypadkowi koledzy. Chciałam aby on dostrzegł mnie i zapamiętał, że istnieję tuż obok niego. Nie odczuwałam wstydu. Mogłabym się całkowicie rozebrać na jego oczach, ale nie wypadało przecież, nie byliśmy na brzegu sami.

Pomimo, iż był ojcem mojej przyjaciółki, nie znałam go wcześniej. Raczej rzadko bywał w domu. Przynajmniej wówczas, gdy ja w nim czasami przebywałam. Dostrzegłam go dopiero na obozie, gdy zdejmował koszulkę na plaży. Zaskoczona, wskazałam atrakcyjnego samca Grażce, a ta oznajmiła, że to niestety jej ojciec. Zbaraniałam. Lecz cóż, ojca się nie wybiera. Ale faceta do seksu, owszem. Dni mijały, a ja stopniowo zaczynałam mieć obsesję na jego punkcie. Moim pierwszym facetem, musiał być on. Tak, wyłącznie ON! Pragnęłam całej sprawy, właśnie w jego wykonaniu. Dlaczego? Sama nie wiem. Intuicja? Wieczorami naprawdę marzyłam aby znaleźć się w jego ramionach i stracić cnotę, kładąc się pod nim. I co? Nagle się udało! W dodatku wszystko wyszło tak jakoś samo z siebie.

W wolnej chwili wyruszył do lasu, na grzyby. A ja, znów niby przypadkowo, za nim. Celowo w kusych majteczkach i lekko prześwitującej koszulce, bez staniczka. Co mi tam. Postanowiłam zrezygnować z obłudy, fałszywej moralności czy pruderii i otworzyłam przed nim udręczoną, dziewiczą duszę podczas długiej rozmowy w cztery oczy, po obiedzie, na polance w zacisznym miejscu za obozem. A od chwili kiedy następnego dnia w łódce zdjął ze mnie bikini, jesteśmy po imieniu. Nie będę przecież mówiła proszę pana do faceta, który wszedł we mnie i coraz śmielej się w środku poruszał. Głupio by przecież brzmiało. Podniecenie, kompletna nagość pozbawiona wstydu oraz miły seks, łączą i zbliżają ludzi, nawet pomimo sporawej różnicy wieku. Przynajmniej w moim przypadku tak wyszło. I całe szczęście, że nie stało się inaczej. Zapewne wszystko wypadłoby blado i wyłącznie gorzej. A tak, poszło jak z płatka.

Miałam niebywale szczęście, że w odpowiednim miejscu oraz czasie Jerzy pojawił się na mojej drodze. Przypadek? Przeznaczenie? Pojęcia nie mam. Najważniejsze, że dzięki wybranemu, odlotowemu facetowi przestałam być wreszcie dziewicą. Tyle, że ze względu na zewnętrzne okoliczności zmuszona byłam zataić informację z kim utraciłam nieszczęsną cnotę. Ale wreszcie nie miałam powodu aby wstydzić się przed koleżankami, iż nadal wędruję po świecie z nieszczęsnym simlokiem tkwiącym między nogami. Jeśli nie uwierzą na słowo trudno, niech sprawdzają. Taka już dola atrakcyjnej laseczki pragnącej dołączyć do szkolnej elity. Łatwo nie ma. Jeśli chce posiadać pełen szacun oraz poważanie w zawistnym, babskim gronie, wyjścia nie ma. Przymusowo ściąga bidulka publicznie majtasy, kładzie się na czymkolwiek i szeroko rozkłada nogi przed szkolną lub imprezową zgrają niedowiarków. A bo to raz trafiłam na podobną scenkę? Więc co mi tam, dam radę, nawet jak jakiś ciekawski chłopak przy okazji się przypałęta. Nie będę pierwsza w takiej sytuacji.

Wiosną przypadkowo sama uczestniczyłam gościnnie w pięcioosobowej Koleżeńskiej Komisji Defloracyjnej. Zastępowałam chorą koleżankę. Widząc co się święci, sprawdzana laska w ostatnim momencie spanikowała i próbowała zdezerterować. Ale gdy zbierze się wysoka KKD odwrotu nie ma, majtki bezwzględnie muszą opaść. Skoro wcześniej wariatka dobrowolnie zgłosiła odplombowanie, żadne protesty nie są już później uwzględniane. Komisja działa zgodnie z wcześniej uchwalonym i przegłosowanym demokratycznie prawem. W tym przypadku aby dopiąć swego, konieczne okazało się zastosowanie przymusu bezpośredniego, czyli wezwanie do pomocy dwóch silnych, zaprzyjaźnionych z komisją chłopaków z najstarszej klasy, którzy niejedno już w szkole widzieli. Tylko, że zamiast przymusowego rozebrania opornej laseczki od pasa w dół, wyszło, że Alutka ukazała się wszystkim kompletnie na gółkę. Głupiutka blondyneczka nie pomyślała perspektywicznie co ją tego dnia czeka i przyszła w jednoczęściowym, luźnym kombinezonie. W dodatku bez stanika pod spodem. Rozbierając ją komisyjnie, uczynni dżentelmeni mieli więc dodatkową atrakcję oraz niezłą radochę układając i rozciągając bezradną na biurku, odzianą wyłącznie w skarpetki oraz adidasy. I wyszła kawa na ławę, wydało się. Nie dość, że wykryte zostało ewidentne kłamstwo, to jeszcze i paskudnie, włochate zaniedbanie wokół istotnej okolicy damskiego ciałka. Istna siara. Jakby co, w moim przypadku przynajmniej wstydu nie będzie. Gdzie trzeba zawsze jestem elegancko wydepilowana. Wszak po to produkują odpowiednie kremy, by je wykorzystywać, a nie skrobać się maszynkami wyłącznie wówczas, kiedy to już naprawdę niezbędne i konieczne. Ładne dziewczyny zawsze powinny być zadbane. Nie wiadomo kiedy podstępny los, z jakiegoś powodu nagle każe się im gdzieś rozebrać. Bywa, że i całkiem na gółkę. Czasem wystarczy przegrany, pochopny zakład z byle gadem. Jeśli delikwentka posiada poczucie honoru, ubranko musowo spada z niej w przeróżnych sytuacjach. Najczęściej wystarczy zademonstrować przez dłuższą chwilę cycki i po kłopocie. Lecz jeśli dajmy na to, zakład idzie o wyższą stawkę lub poważniejszą sprawę, w razie pechowej przegranej wszyściuteńko musi pojawić się na widoku. Nie ma rady. Poza tym zadbane laseczki z reguły mają większą szansę na wcześniejsze zerwanie firmowej plomby złośliwie zafundowanej przez naturę. Łatwiej im znaleźć chętnego, który podejmie się owego zadania. Dziewice nie są dziś w modzie, to przeżytek. No i wstyd pyza tym. Cóż, obecnie najdłużej nietknięte pozostają wyłącznie szkaradne, tłuste maszkarony, na które nie ma amatorów. A szczęśliwie do nich, zdecydowanie się nie zaliczałam. Nigdy!


Przed kolacją okazało się, że Grażynka rzeczywiście nerwowo poszukiwała mnie po całym obozowisku naszej drużyny. Bynajmniej w ogóle nie zamartwiała się o mnie, lecz jak zwykle o siebie. Obawiała się, że niepotrzebnie będę poszukiwała jej, jeśli nie wróci na noc do namiotu i mogę podnieść alarm kiedy dziewczyny nigdzie nie odnajdę. Wielce podekscytowana oznajmiła w tajemnicy, że zaginając parol na własną cnotę, umówiła się z komendantem obozu na to samo, co ja zrobiłam dzisiaj z jej ojcem, w łódce. Tyle, że tamten biedaczek nie miał zielonego pojęcia, iż będzie gościł w śpiworze dupeczkę wymagającą wstępnego, bolesnego odkorkowania, a nie fajną, udrożnioną już przez kogoś lasencję do beztroskiej, regularnej i miłej wydymki. Szczęśliwie o sobie nie musiałam w ogóle niczego opowiadać, ale zaznaczyłam, że też zniknę późnym wieczorem, aby romantycznie pomarzyć patrząc na gwiazdy odbijające się w ciemnym jeziorze. Obiecałam, że oczywiście zapewnię jej maksymalną dyskrecję i ewentualne alibi. Gdyby się sprawa przypadkowo wydała miałam zeznać, że obie długo nie mogłyśmy zasnąć i aby nie budzić innych, dyskretnie wymknęłyśmy się nad jezioro, na typowo babskie pogaduchy. Prospołeczna postawa jest w harcerstwie zawsze mile widzianym i skutecznie przekonującym argumentem. Warto o tym pamiętać. Często się przydaje, naprawdę.

Także i kolejne noce obie spędzałyśmy podobnie, czyli oddzielnie. Grażynka z wdzięczności za zdjęcie jej simloka, zgodnie z wolą wodza oraz karą nałożoną za pierwotne zatajenie faktu dziewictwa, do końca obozu regularnie zaspokajała popęd płciowy starszego o zaledwie sześć lat komendanta. Rozbierała się posłusznie na jego oczach do golaska, następnie pobożnie klękała przed nim i manualno-oralnie przygotowywała dość skromny oręż do standardowych działań. Potem jak trusia leżała pod nieco tłustawym, potężnym, sapiącym druhem i sama niewiele z tego miała, oczywiście nie licząc wielkiej ulgi z powodu pozbycia się za pierwszym razem firmowej plomby między zgrabnymi nogami. Twierdziła, że niestety bolało. Przez kilka chwil nawet bardzo, bo początkowo technicznie sprawa nie wychodziła. Ale dzielnie zacisnęła zęby, rozkraczyła się maksymalnie i jakoś przetrwała niezbędny, inicjacyjny zabieg, wykonany kompletnie na sucho. Facet nie wiedział, że dopiero udrażnia wrota przeznaczone do harców. A ona z emocji i odczuwanego bólu, w ogóle nie mogła się podniecić. Za to nakręcony komendant, lekko wstawiony browarami, niczym na rozkaz parł do przodu, nie bacząc zbytnio na drobiazgi. Lecz w końcu zrobił swoje i dopiero wówczas zaskoczył, że zagościł w dziewczynie jako pierwszy.

Podczas następnych nocy w milczeniu, wytrwale rewanżowała się druhowi za koleżeńską przysługę upewniając się, że za pierwszym razem wykonał przykrą robotę bez zarzutu. Reklamacji szczęśliwie nie musiała składać. Błona zniknęła całkowicie. U Grażki była większa niż u mnie, ale bez przedziałka. Kiedyś z jej inicjatywy, z ciekawości we trzy porównywałyśmy własną, intymną anatomię i u każdej było ździebko inaczej. Aktualnie wszystkie pozbyłyśmy się już zbędnego i niewygodnego balastu.

Malwina odważnie i przebojowo poszła na pierwszy ogień, z atrakcyjnym mężem nowej sąsiadki. Odkąd wprowadzili się do bloku naprzeciwko, podglądał ją przez okno z rana albo wieczorami. Celowo pozbyła się firanek i wszelkich fatałaszków na sobie. Goluśka snuła się po własnym pokoju udając, iż nie dostrzega stałego obserwatora zza szyby. Nawet kremem depilacyjnym namaszczała się kiedyś na jego oczach, stając przodem do okna w jasno oświetlonym pokoju. W efekcie systematycznie narastającej, wyjątkowo umiejętnie prowadzonej prowokacji, szybko dał się skusić na młodziutki, ponętny, apetyczny owoc. W kolejnym tygodniu, gdy wyszła na spacer z psem, nawiązał z nią kontakt w pobliskim parku. Zaś w weekend, pod nieobecność żony, zaprosił dziewczynę do siebie i w małżeńskim, dużym, szerokim łożu w mig załatwił jej anatomiczny dylemat. Potem w nagrodę, regularnie wybzykał ją sobie kilka razy. Podobno miał czym działać. Twierdziła, że oczy wyszły jej z orbit, gdy po raz pierwszy ujrzała gruby rożen, na który za moment miała zostać nadziana. Struchlała zaskoczona, biorąc go do ręki. Przeraziła się ostrego bólu lecz mimo to, nie odważyła się na dezercję. Wytrwała w postanowieniu. I całe szczęście, bowiem strach często niepotrzebnie miewa wielkie oczy. Mimo ciut przerażająco wyglądającego kasownika, gładko przebrnęła przez sprawnie przeprowadzony zabieg. Zabolało, ale krótko i w sumie niewiele. Następnego dnia Malwinka szczegółowo zrelacjonowała nam, jak było. Z jej długiego wywodu, szczegółowych opisów i wypieków na policzkach, wniosek wypływał dość krótki:

„Sprawa ogólnie jest do przyjęcia. Nawet duży kutas mieści się bez problemu. Byle bez sensu nie spanikować, dziewczyny” — usłyszałyśmy na zakończenie wielce pocieszającą wiadomość.

Z całej naszej trójki, w kolejce do defloracji Grażynka była ostatnia. Wprawdzie wyprzedziłam ją o kilka godzin, ale nie mogłam przyznać się do zaistniałych faktów, aby uniknąć niewygodnego pytania: „Z kim?”. Co niby miałabym odpowiedzieć? Cichaczem puściłam się z twoim ojcem na obozie i facet okazał się zajebisty w łóżeczku? Niedorzeczność przecież. Mogłabym wówczas na amen stracić wypróbowaną przyjaciółkę, a nie chciałam tego. Potrzebowałam jej do babskich zwierzeń i nie tylko. Zależało mi wówczas na naszych kontaktach. Wybierając mniejsze zło przemilczałam sprawę, plasując się tym samym na ostatnim miejscu w naszym wielce zaprzyjaźnionym ze sobą terceciku, stopniowo tracącym uprzykrzone cnoty. Tylko czemuż matka natura wykombinowała dziewczynom przeszkodę u wejścia do wrót tunelu miłości oraz niebiańskiej rozkoszy? Faceci mają lepiej pod tym względem. Im należy uwierzyć na słowo. U dziewczyny zawsze można sprawdzić czy mówi prawdę. Wyłącznie w odniesieniu do pierwszego razu, oczywiście. Nie ma szans na równouprawnienie w tej kwestii. Dopiero później można fantazjować dowoli, względnie nie kłamać zanadto. I gdzie tu sprawiedliwość dziejowa, ja się pytam? Nie ma!

Do samiutkiego końca obozu harcerskiego nad urokliwym jeziorem Kierklo na Kurdybelsczyźnie, chętnie, potajemnie, wytrwale i regularnie chadzałam późnymi wieczorami na coraz milsze korepetycje z seksu, do namiotu naszego ratownika oraz ojca wypróbowanej przyjaciółki i naprawdę robiłam zaskakujące postępy. W dodatku lekcje podobały mi się coraz bardziej, a codzienne praktyki stale stawały się przyjemniejsze. W kolejnym tygodniu spostrzegłam jednak, że kondycja mego wyśmienitego korepetytora wyraźnie osłabła. Mógł kochać się ze mną długo, ale tylko raz w ciągu nocy. To znaczy Jerzy chciał częściej i próbował, lecz jego samcza końcówka była przeciwnego zdania. Rozleniwiła się. Po znojnej pracy kutas udawał się na długi wypoczynek. A może naprawdę się lenił? Nie wiem, ale nawet to, okazało się pożyteczne. Bowiem Jerzy szybko uświadomił mi, co w podobnej sytuacji może zdziałać dziewczyna ustami, z oklapniętym dezerterem. I udawało się, nie powiem. Drań stopniowo nabierał wigoru i mężniał w buzi oraz w łapkach. Potem dla odmiany ja sadowiłam się okrakiem, nadziewając się nań i dowodziłam wszystkim co działo się w namiocie. Naprawdę robiło się coraz fajniej. Oboje z Jerzym świetnie zabawiliśmy się sobą. Przy okazji opanowałam ubieranie penisa w prezerwatywę. Nawet lubiłam to robić. Mój korepetytor od seksu używał bardzo cieniutkich wackowych wdzianek, aby nie hamowały bodźców, których mu dostarczałam. Za pierwszym razem przy defloracji, nie miał żadnej, więc zadziałał na wyskok. Następnego dnia specjalnie pojechał raniutko do pobliskiego miasteczka i w aptece zakupił całe pudełko. Mieściło chyba ze sto gumek. Cichaczem podwędziłam kilka i podarowałam Grażynie, aby kazała się w nie ubierać komendantowi. Palant nie dość, że beztrosko niczego nie używał, to jeszcze spuszczał się w niej za każdym razem, a potem z mety zasypiał. Nie chciałam aby przyjaciółka zaszła niepotrzebnie w przypadkową ciążę. Myślałam o Jerzym. Wtedy wychodziłoby, że sypiam z… dziadkiem? O nie, to brzmi zdecydowanie frustrująco i przygnębiająco, niestety.

„Grażka stanowczo powinna bardziej uważać, ochoczo łajdacząc się potajemnie nocami z grubawym i beztroskim szefem obozu. Powiem jej to otwarcie” — postanowiłam w myślach i dopięłam swego.

No cóż, w kontekście seksu i łóżka określenie: ojciec najlepszej przyjaciółki, także kojarzy się ciutkę dziwnie, lecz brzmi zdecydowanie lepiej aniżeli, dziadek. Pomimo, że w tym przypadku kochałaby się ze mną dokładnie ta sama osoba. Seksowna na dodatek, apetyczna i bardzo męska. Istne ciacho. Nic tylko zachłannie konsumować samczą słodkość i cieszyć się, że akurat na nią się w życiu trafiło. I… nagle doznałam olśnienia. Właśnie wówczas, leżąc u boku Jerzego z jego penisem w dłoni zrozumiałam, że do przyjemnej zabawy w seksowne klocki, zdecydowanie wolę mężczyzn starszych od siebie. Nawet znacznie. Ale określonko seksowny dziadek, brzmiałoby już zdecydowanie aż nazbyt głupowato. A nawet obleśnie co nieco. O, nie. Co to, to nie. Dziadek do łóżka? Przenigdy! Taka wersja samca stanowczo odpada.

„O masz. Niektóre słówka naprawdę miewają istotne, a nawet i kolosalne znaczenie. Przynajmniej dla mnie” — pomyślałam, tuląc się słodko do faceta, który zaczynał mi odpowiadać coraz bardziej.

Ostatniego dnia obozu, pakując manatki po upojnej nocy podczas której po raz kolejny zostałam zapieszczona nieomal na śmierć, przypomniało mi się zdanie wypowiedziane kiedyś przypadkowo przez babcię w mojej obecności: „Wszystko wilgotnieje, jęczy i drży w kobiecie pod dotykiem dłoni i ust tego, kto naprawdę potrafi pieścić i całować wszędzie…”.

„Naprawdę coś w tym jest” — w myślach, przyznałam aktualnie rację leciwej babuni.

Wsiadając do autokaru mającego dowieźć ostatnią grupę harcerzy do domu, dostrzegłam mego wspaniałego defloratora dopychającego klamoty klapą bagażnika swego auta. I spontanicznie podjęłam istotną decyzję:

„W przyszłości, koniecznie muszę poszukać sobie faceta takiego, jak Jerzy. Musi być identico. Inny, raczej nigdy nie będzie mi odpowiadał. Raczej? Kurczę, niby skąd mam wiedzieć, skoro z innym nigdy dotąd nie byłam. Ale… Cholera, chyba… Tak! Mój facet musi być taki, jak Jerzy. Na pewno.” — postanowiłam i ciepło uśmiechnęłam się przez okno do pleców i pośladków wysportowanego, strzaskanego słońcem ratownika, układającego coś na tylnym siedzeniu swego samochodu.

Rozdział: 2
Pierwszy orgazm

(Z Jerzym oczywiście, no bo z kim)

Wszystko co w seksie wyjątkowe, niesamowite, odlotowe i zajefajnie zajebiste, przydarza mi się z Jerzym. Tak, wyłącznie z nim! Pech? Absolutnie. Raczej dar niebios i niebywałe szczęście. Istny cud, że właśnie na niego w życiu trafiłam, a nie na pierwszego lepszego nieudacznika cierpiącego na erotomaństwo, nadpobudliwość płciową, kompleks małego fiuta, przedwczesny wytrysk nasienia oraz nadmiernie rozbuchane samcze ego, do kupy razem wzięte i wymieszane w jednym samczym nieszczęśniku. Moje bliższe i dalsze koleżanki miały znacznie gorzej ode mnie. Miały? Gdzie tam. Nadal tak mają, bidule. Pechowa seria niepowodzeń i typowo damskich nieszczęść? A skąd. Raczej reguła, niestety. Przykra sprawa lecz taka właśnie jest nastolatkowa rzeczywistość, w brutalnym realu. Seks korci, ale niewiele się z niego ma. Zadowolenia z chętnie podejmowanych ukradkiem działań, ma się rozumieć. Choć niezupełnie. Chłopak jakby nie patrzeć ma z tego przyjemność. Niemal każdy. Nakręciło się, zaszalało gadzinko w pierwszej lepszej laseczce i ulżyło sobie rozsiewając wredne plemniczki. Z dziewczyną bywa gorzej. Orgazmu ni chuchu. Ba, niekiedy nawet fatalnie laseczka wychodzi na pośpiesznym bzykaniu w szkolnym kiblu, na długiej przerwie. Szczególnie jeśli pechowo zajdzie w ciążę. Wówczas dopiero ma przerąbane. Wszędzie i na całego. O świeckiej szkole z obrzydliwie obłudnym klechą na czele wtrącającym się wiecznie do wszystkiego, lepiej nawet nie wspominać. A w domu totalne mycie głowy, szlabany na wszystko, no i dodatkowe koszty związane z przymusową wycieczką aborcyjną do ościennego kraju, bo tu sprawujący władzę katotalibowie nie pozwalają na logiczne rozwiązanie niechcianego problemu. No a gad? Cóż, poszedł sobie. Więc martw się babo, ile wlezie. Skoro puściłaś się, masz za swoje. Teraz to już wyłącznie twój problem, paskudna ladacznico. Ot, proza życia i sprawiedliwość dziejowa, w jednym. Ostatecznie nie trzeba było urodzić się dziewczyną kretynko, tylko chłopem. Cóż, już w łonie matki miałaś cholernego pecha. Jej zbłąkana komórka jajowa z wielce osamotnionym chromosomikiem X, spacerując sobie leniwie po jajowodzie zadała się nie z tym plemniczkiem, co potrzeba. Tak niecnotę straszliwie wzięło i naszło na puknięcie, że zamiast z przystojnym dżentelmenem Y, zaszalała z pierwszym lepszym napotkanym czortostwem, a ten pechowo wyposażony był niestety w chromosom X. A skoro zabrakło pierońskiego Y-greka, zamiast dyndającego, okazałego fiutka i jajeczek, powstała skromniutka cipencja. Zaś cała reszta ciebie, razem z nią przy okazji. Taka jest okrutna prawda. Pretensje możesz zgłaszać do stwórcy. Czyli do losu, który pokarał cię płcią XX mającą społecznie gorsze konotacje w kwestii równouprawnienia na tym świecie, niż XY. Jak będzie na innym? Cóż, kiedyś się przekonasz. Nawet na pewno. Akurat to, masz jak w banku. Szwajcarskim na dodatek. Żyć wiecznie przecież się nie da. Bez sensu by było poza tym. Nic tylko się starzeć i starzeć? Wyobraź sobie jakbyś wyglądała mając tysiąc sto lat. Same rozstępy, zmarchy i obwisłości wszędzie. Przy tak zajefajnie atrakcyjnej damulce, klasyczna Baba Jaga to zapewne wielce superaśna Miss World albo może i Trump’owa Miss Universe. Brr. Dreszcz obrzydzenia przechodzi na samą myśl o wyglądzie cycków, tyłka i facjaty w aż tak wykopaliskowym wieku. Upiornie koszmarna sprawa. Stanowczo żadna kobieta nie chciałaby tego dożyć i doświadczyć na sobie. Ręczę!

*****

Cóż, po pamiętnych wakacjach na Kurdybelsczyźnie, nad urokliwym jeziorem Kierklo położonym blisko niewielkiego miasteczka Zamajtys, nie utrzymywałam kontaktów z Jerzym. On nie chciał. Twierdził, że to zbyt ryzykowne i niebezpieczne przedsięwzięcie. W sumie miał chyba rację. Mnie też byłoby głupio stale lawirować pomiędzy Grażyną, a jej seksownym i pociągającym ojcem. Poza tym warunków lokalowych nie mieliśmy. No bo gdzie, u niego? Nonsens. Grażynka wróci wcześniej ze szkoły i heca na sto, albo i tysiąc fajerek murowana. W dodatku straszliwa z niej plotkara. Na bank wszyscy jeszcze tego samego dnia dowiedzieliby się, że zwyrodniały, bezecny ojciec cichaczem gwałci na boku jej nieletnią, bliską koleżankę. Więc co, może u mnie? Mowy niema. Matki co prawda o przeróżnych porach nie ma w domu. Ale ojciec emeryt, praktycznie z mieszkania nie wychodzi. Najwyżej wpadnie na momencik na co atrakcyjniejszą promocję do pobliskiej Biedronki i zaraz jest z powrotem z zakupami. Powód? W określonych godzinach staruszek musi łyknąć odpowiednie prochy, aby pożyć dłużej. Garściami je zajada. Aż tak niemożebnie zachłanny jest na zaliczenie jeszcze kilku dodatkowych dni, tygodni, miesięcy, albo i latek na tym łez padole. W zaświaty najwyraźniej mu niespieszno. Tyle, że ZUS zapewne wolałby inaczej. Jedynie milczy przez grzeczność. Paranoja, ile państwowa służba zdrowia musi dokładać do starców każdego roku. Totalnie chybiona inwestycja, moim zdaniem. I tak wkrótce wymrą. Covid-19 vel Sars-2 albo i nowsze świństwo im w tym zapewne skutecznie dopomoże. Chińczycy w laboratoriach ani chybi trzymają już coś jeszcze zjadliwszego w zanadrzu. Chwila nieuwagi i wypuszczą toto w przestworza. Poza tym jak wspominałam, wiecznie żyć się nie da, boć natura zaprogramowała ludzkość kompletnie inaczej. Lecz cóż, póki co państwo buli emerytom kasiorę, bo taki humanitarny obyczaj obowiązuje i na razie nie godzi się postępować inaczej. Chyba, że współcześni katotalibowie coś nowego wymyślą i uchwalą. Zobaczymy.

Szczerze mówiąc, podczas owych pamiętnych wakacji, dzięki Jerzemu osiągnęłam swoje. Zostałam odkorkowana, a właśnie taki naczelny cel przyświecał mi głównie u progu lata. To był naprawdę priorytet najwyższej wagi, więc nie zmarnowałam czasu. Plan demolacyjny firmowego oplombowania został wykonany w stu procentach i do tego iście po mistrzowsku. Super! Jak każda normalna dziewczyna naprawdę cieszyłam się z utraty zbytecznego piętna. Dzięki temu błyskawicznie znalazłam się w szkolnej czołówce laseczek, które z praktyki wiedziały już co to seks. Czyli mówiąc krótko, trafiłam do elity liczących się lachonków, z którymi śmiało można figlować na imprezach, bez obawy o natknięcie się na przykrą, skrzętnie zatajoną niespodziankę u wejścia do wrót hulanek i rozkoszy. Cóż, chłopcy stanowczo nie przepadają dziś za dziewicami, takie czasy. Tyle, że tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, nie obyło się bez Komisji Defloracyjnej. Pojawiło się bowiem podejrzenie, że dziwnie dużo lasek pozbyło się cnoty w ciągu zaledwie dwóch wakacyjnych miesięcy. Zazwyczaj bywało mniej. W moim przypadku sprawa przedstawiała się o tyle niekorzystnie, że nie miałam żadnego świadka całego zajścia. Bez problemu mogłam zeznać prawdę w sprawie Grażki informując, że plombę załatwił jej druh komendant na obozie harcerskim. We własnej sprawie nie miałam nikogo kto mógłby poświadczyć, że nie kłamię. Przyjaciółce zełgałam o przypadkowym chłopaku, który rzekomo zdjął mi simloka tydzień temu, w klubie. Na imprezie, na którą ona nie poszła, bo akurat miała ciotę. Lecz wiarygodność podobnych zeznań była praktycznie żadna. Każda mogła przecież bez przeszkód wydumać coś podobnego. Sama nie uwierzyłabym takiej bez sprawdzenia jak faktycznie przedstawia się rzeczywistość między nogami. Czyli mówiąc krótko, wstyd schowaj laleczko do kieszeni, majteczki śmiało skieruj kochanieńka w dół, kładź się grzeczniutko na pleckach, kolanka rozstaw uczciwie szeroko na boczki i zademonstruj złotko, czy aby przypadkiem nie łżesz w kwestii rozprutej błony. Zajrzymy i zobaczymy czy rzeczywiście masz prawo zaliczać się już do szkolnej elity niecnych lachonków. Tylko wcześniej wydepiluj się starannie i elegancko, aby siary nie było. Inaczej laseczce po prostu nie wypada ściągać majtek przy ludziach. Istny obciach, totalna wiocha i ohyda. Fuj!

Po zakończonych lekcjach, po przedłużającej się burzliwej naradzie, Ogólnoszkolna Koleżeńska Komisja Do Spraw Defloracji stwierdziła, że z uwagi na podejrzany natłok zgłoszonych ostatnio przypadków, do szczegółowego sprawdzenia zakwalifikowano wszystkie dziewczyny, bez wyjątku. Zaskakującą decyzję umotywowano tym, że do szkolnej elity nie może przedostać się nikt przypadkowy, a tym bardziej ewentualna oszustka. Nie było wyjścia, laska która nie chciała wypaść z gry, bezwzględnie musiała się podporządkować niemiłemu zarządzeniu. Z przymusowej kontroli stanu faktycznego zrezygnowała zaledwie jedna, ciutkę pokraczna dupencja. Prawdopodobnie naiwnie liczyła, że prześliźnie się jakoś w tłumie większym niż zazwyczaj. Lecz gdy niespodziewanie pojawiła się konieczność przedstawienia publicznie dowodu rzeczowego, wymiękła obawiając się kompromitacji i ogólnego ostracyzmu towarzyskiego. Do końca szkoły miałaby wówczas przechlapane gdyby okazało się, że w tak istotnej sprawie nałgała wszystkim w żywe oczy.

Aby uniknąć podstępnych przekłamań oraz ewentualnych pospiesznych i pokątnych korekt faktycznego stanu posiadania, dokonywanych czymkolwiek w kiblu na chybcika, komisyjne sprawdzanie wszystkich lasek odbyło się niemal natychmiast. W starej, nieużywanej już dla potrzeb szkolnych przebieralni, do której wejście znajdowało się w bocznym, nieoświetlonym, wąskim korytarzu za salą gimnastyczną. Ku wyraźnemu utrapieniu bezradnych dziewczyn wyrażonym głośnym pomrukiem dezaprobaty, bezwzględna przewodnicząca zawezwała telefonicznie dodatkowo dwóch zaufanych chłopaków z klasy maturalnej, do ewentualnej pomocy koniecznej w razie nadmiernego oporu którejś ze stadka nieszczęsnych delikwentek. Lecz ostatecznie żadna nie wyraziła zbytniego lub nadmiernego sprzeciwu przy pozbywaniu się majtek na ich oczach, więc chłopcy mieli tylko dodatkową rozrywkę oraz teatrzyk porno dziejący się na żywo przed ich roziskrzonymi z zachwytu ślepiami. Uczynnie od razu połączyli ze sobą trzy niewielkie, podłużne, zielone stoliki, umieszczając dwa rozkładane plastikowe krzesła po obu stronach blatu, na końcu zestawu zwróconym ku środkowi sali. Najwyraźniej nie po raz pierwszy wprawnie i naprędce przygotowywali amatorską namiastkę tandetnego fotelu ginekologicznego. Dobrze wiedzieli jak wszystko powinno wyglądać i gdzie się znajdować, aby mogło być przydatne przy nietypowej kontroli osobistej. Niezwykle osobistej i przymusowej, na dodatek dziejącej się w ich obecności. Ale trudno, wyjścia nie było. Koleżeńska, pięcioosobowa Komisja wybrana na kolejną kadencję w demokratycznych wyborach tuż przed poprzednimi wakacjami, jednogłośnie zadecydowała i zarządziła co trzeba, więc pozostawało jedynie uznać ów werdykt za obowiązujący i poddać się szczegółowym oględzinom anatomicznym, bez względu na fakt czy akceptowało się takowe postanowienie, czy też nie.

A później, no cóż, było po kolei. Według listy utworzonej zgodnie z kolejnością wcześniej zarejestrowanych zgłoszeń. Pierwsza laska miała częściowego farta. Akurat tego dnia przyszła do szkoły w sukience. Nieco skrępowana konieczną obecnością umięśnionych chłopaków, pozbyła się majtek, pokornie ułożyła przed wszystkimi na stolikach, nogi poszły na boczne krzesełka, ale podkasana sukienka osłaniała jednak co nieco przed natręctwem i nadmiarem oczu ciekawskich gapiów zamkniętych na klucz w starej, obskurnej pakamerze. Pięcioosobowa Komisja zajrzała z bliska gdzie trzeba, po czym jednogłośnie stwierdziła, że laska nie ściemnia. Następnie przewodnicząca rozciągając palcami lewej reki płatki sromu, udokumentowała zgłoszoną uprzednio utratę cnoty smart fonem, trzymanym w prawej dłoni i było po sprawie. Tyle, że reszta dziewczyn była w spodniach. Każda uważa przecież, że na co dzień tak jest najwygodniej. Musowy okazał się więc połowiczny striptiz przed gawiedzią, co wyjątkowo uradowało obu dżentelmenów. No bo który facet nie lubi bezkarnie popatrzeć sobie na babską goliznę? Może pedał? Nie wiem. Lecz cóż, wyjścia nie było. Wszystkie laski karnie rozebrały się od pasa w dół i próbując osłonić łapkami depilację, skromniutko ustawiły się do kontroli tak, jak nakazała Wysoka Komisja. Obie z Grażką jak na złość miałyśmy akurat na sobie krótkie bluzki kończące się w okolicy pępka. Nie mogłyśmy liczyć nawet na minimalny kamuflaż damskich intymności. A obaj chłopcy zachłannie lustrowali ślepkami u speszonych kolejkowiczek wszystko, co się tylko chcieli. Ponętne, jędrniutkie, golutkie tyłeczki, również. Było świeżo po wakacjach więc łatwo dało się zauważyć, że zdecydowana większość dziewczyn opalała się latem w stringach. Większe i szersze białe paski na tyłeczkach, stanowiły mniejszość. Ba, skromniutki margines zaledwie. Za to wszystkie strzaskane słoneczkiem brązowiutkie pośladki, prezentowały wyjątkowo powabnie i ponętnie. Zachwycone oczęta chłopczyków wędrowały za każdą kolejną golutką dupeczką aż po zestaw zielonych stolików, gdzie po chwili nieco skrępowanych przygotowań, odbywało się sakramentalne: „sezamie otwórz się”. Wydało się przy okazji, iż trzy dziewczyny najwyraźniej opalały się w ogóle bez jakichkolwiek majteczek. Bowiem również z przodu nie miały na skórze jasnych pasków. Za to równomiernie zbrązowiała, nienaganna depilacja oraz dolne wargi, prezentowały się zajebiście. Serio. Nawet mnie, dziewczynie to się podobało pomimo, iż póki co, nie mam najmniejszych nawet homo inklinacji. Zadziałało zwykłe poczucie estetyki, nic więcej. Bez żadnych świństw, domysłów czy podtekstów. Ot, po prostu ładna, estetyczna babska golizna i tyle. Proste.

Grażynka została wyczytana przede mną. Ogólnie należała do nieco wstydliwych dziewczyn. Oczywiście, obie parokrotnie widziałyśmy się wcześniej całkiem na golasa, lecz wówczas przebywałyśmy w pokoju lub łazience wyłącznie we dwie. Nawet we cztery się kilkakrotnie przydarzyło, pod prysznicami. Ale rozbieranie się obecności chłopców, dla jaj na imprezie, w ogóle nie wchodziło u niej w grę. Wstydziła się bóg wie czemu, choć niczego jej nie brakowało, ani nie ciążyło bynajmniej zanadto, tu i ówdzie. Cycki i tyłeczek też miała wporzo. Ogólnie biorąc, mieściła się w estetycznej normie nie gorzej ode mnie. Teraz wyraźnie widziałam, jak leżąc pół nago na stolikach próbowała przełamać wewnętrzny opór niepozwalający jej na swobodne, szerokie rozłożenie nóg na oczach przymusowo zgromadzonej, różnopłciowej widowni. Dziewczyna zaprezentowawszy depilację, nieco poczerwieniała na twarzy i zaciskając uda, wahała się przez dłuższą chwilę, cóż ma uczynić dalej. Wówczas bezduszna przewodnicząca zapytała, czy chłopcy mają jej pomóc w przedstawieniu Wysokiej Komisji dowodu rzeczowego, potwierdzającego prawdziwość złożonego wcześniej oświadczenia. Speszona Grażka zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, wręcz purpurowa na policzkach i z zamkniętymi powiekami pokręciła przecząco głową. Następnie nabrała powietrza w płucka, wzięła wyraźny zamach i nagle wszyscy usłyszeliśmy głośne: trach, trach. Tak gwałtownie rozstawiła szeroko nogi, że przypadkowo przewróciła oba plastikowe krzesła, trafiając stopami w ich oparcia. Uczynni chłopcy momentalnie zjawili się z obu stron, tuż przy niej, doprowadzając zdemolowane mebelki do porządku. Na wszelki wypadek do końca pozostałych działań komisji, przez cały czas podtrzymywali je później za wąskie oparcia. Oczywiście ślipka mieli zachłannie wlepione z bliska w bezbronne krocza atrakcyjnych, z konieczności obnażonych dziewczyn. Grażka wyznała mi później, że było to dla niej koszmarne przeżycie, bo po raz pierwszy dwóch chłopaków zaglądało jej bezkarnie między nogi, a ona nie mogła zaprotestować, ani nawet czymkolwiek osłonić swej nagusieńkiej, wystawionej na widok publiczny kobiecości, którą członkinie Komisji kolejno rozwierały paluchami na oścież, na ich uradowanych oczach.

Gdy nadeszła moja kolej, z mety wpisałam w koszty wszelkie zahamowania, obiekcje i uciążliwości obdukcji, której z konieczności postanowiłam się poddać. W sumie całkiem dobrowolnie tak postąpiłam, gdyż nie chciałam wypaść z liczącej się w szkole grupy laseczek. Ale i przymusowo zarazem, bo przecież majtki przy wszystkich kazali mi zdjąć ci, na których sama kiedyś zagłosowałam przy powoływaniu owej Komisji. Nie było więc sensu nadmiernie się stresować, ani krępować zanadto. Po diabła. Golizna ludzka rzecz, a i tak każdy chłopak wie, co dziewczyna ma między nogami. Depilacja była bez zarzutu, więc…

Cóż, ulokowałam się płasko na połączonych ze sobą zielonych stolikach. Śmiało spojrzałam w oczy dryblasowi, który asekurował czarne krzesło ustawione po lewej stronie. Czemu akurat jemu? Fizycznie wydał mi się atrakcyjniejszy od drugiego. Uśmiechnęłam się niewinnie, potem zawadiacko puściłam do niego oko i bez zbytecznych zahamowań oraz bez ogródek, z dumą zademonstrowałam wszystkim zgromadzonym swą nagusieńką kuciapkę. Zarejestrowałam, że chłopak momentalnie poczerwieniał na twarzy gapiąc się na mój srom, z konieczności szeroko rozwierany palcami na jego oczach przez jedną z członkiń Szkolnej Komisji Defloracyjnej. Gad zobaczył wszyściuteńko co tylko można było oraz co chciał, albo może i początkowo nawet nie miał zamiaru oglądać. W tak bezwstydnym ułożeniu, zapewne zademonstrowałam mu także ciemno brązowy odbyt. Słyszałam, że niektórych facetów kręci ów otwór, więc niech ma i takie wrażenia nachalny, prymitywnie skonstruowany wzrokowiec. Tylko nie wiem czemu w pewnym momencie obdukcji, dziewczyna nagle odciągnęła mi kciukiem napletek i dokładnie obejrzała w pełni odsłoniętą łechtaczkę, bezczelnie obmacując ją z wyraźnym zaciekawieniem. Może się jej spodobała? A może po prostu była lesbą? Pojęcia nie mam. Samcze gadzisko oczywiście skwapliwie skorzystało z nadarzającej się okazji, aby wnikliwie przestudiować także ów intymny szczególik mej obnażonej anatomii, skrywanej zazwyczaj przed wzrokiem obcych. Najwyraźniej komisyjnie urządzono mu pokaz babskich intymności na całego, więc gratisowo zafundowałam kutafonowi i taki sympatyczny widoczek. Czort z tym i z nim. Ostatecznie wszyściutko ładnie i estetycznie się u mnie przedstawia, więc co mi tam.

„Pogap się chłopino na atrakcyjnie rozkraczone przed tobą babskie przymioty i ciesz się, że akurat masz ku temu przypadkową okazję. Raczej nieczęsto trafiają się podobne. A potem zwal sobie gdzieś na osobności, bo od nadmiaru obejrzanych dziś łechtaczek głowa cię biedaczku rozboli, że o przepełniających się ustawicznie jądrach, nie wspomnę. Poszczęściło ci się draniu niewyżyty bo jesteś tu jakby służbowo, jako środek przymusu bezpośredniego wobec opornych laleczek. A że takowych w tym gronie akurat dzisiaj zabrakło, masz jedynie teatrzyk porno żywcem rozgrywający się na twych zachłannych oczętach. Twoja wygrana, a moja nieskromna strata, przebrzydły erotomanie. Ale trudno, przeżyję. Pozostałe, przymusowo obnażone przed tobą laski, zapewne również” — pomyślałam beztrosko, ze stoickim spokojem.

Potrwało trochę nim wszystkie członkinie Szacownej Komisji Defloracyjnej po kolei przekonały się, że zeznałam świętą prawdę zgłaszając wcześniej wakacyjną utratę dziewictwa. Ostatnia przystąpiła do rzeczy potężnawa przewodnicząca. Zwilżyła czymś dwa pulchne paluchy, wsunęła we mnie, poczym maksymalnie rozwarła je w środku i wykonała kolisty obrót, imitujący nieco pracę korkociągu. Nie było to specjalnie miłe. Raczej brutalne i nawet nieco zabolało. Następnie wyjęła łapsko z pochwy, a z kieszeni spodni smartfona. Palcami lewej dłoni bezpardonowo rozsunęła i rozciągnęła mi wszystko na dole, poczym pstryknęła fotkę dokumentującą mój intymny przypadek. Wreszcie obojętnie odsunęła się na bok. Wyraźnie widziałam jak obaj chłopcy stojący tuż przy mych szeroko rozwartych udach pochłaniają wzrokiem stopniowo zamykające się wejście do babskiego wnętrza. Ten paskudniejszy po prawej, dość głośno oddychał, jakby posapywał nawet i nerwowo przełykał ślinę. Po zakończeniu wyjątkowo osobistej kontroli przeprowadzonej na oczach niemych świadków, wstając ze stolików, niby przypadkiem i niechcący przejechałam dłonią po jego spodniach w kroczu. Z przodu okazały się wyraźnie wybrzuszone. Przeprosiłam grzecznie za rzekomo przypadkowy dotyk. Po czym podobnie jak na początku pierwszemu, z uśmiechem spojrzałam mu śmiało w oczy, a potem także puściłam oko. Wyraz twarzy poczerwieniałej niczym soczysty burak, miał obłędnie zbaraniały, więc po prostu parsknęłam śmiechem i kręcąc kusząco gołym zadkiem, ruszyłam w stronę stolika, na którym wcześniej pozostawiłam fikuśne majteczki oraz resztę garderoby zdjętej z siebie pod przymusem.

Ubrałam się bez specjalnego pospiechu i spokojnie czekałam na otwarcie drzwi. Sprawdzonych dziewczyn nie wypuszczano pojedynczo z pakamery, aby nie wzbudzać podejrzeń, że w środku coś się dzieje. Na koniec wszyscy razem, cichutko wyszliśmy z pomieszczenia, rozchodząc się od razu po wejściu do głównego budynku. Dokładnie w miejscu, którego nie obejmowały kamery monitoringu. W okolicach starej przebieralni w ogóle ich nigdy nie było, dlatego stała się bezpiecznym miejscem do różnych ekscesów towarzyskich. Podobne, ale sporo mniejsze pomieszczenie znajdowało się na poddaszu, w lewym skrzydle. Oba nazywaliśmy potocznie bzykalniami, bo ludzie, głównie z najstarszego rocznika, często wpadali tam na szybki numerek, aby odprężyć się lub odstresować po upiornych lekcjach matmy, chemii, względnie fizyki. Największe oblężenie obu pomieszczeń trafiało się zwykle na długiej przerwie. Czasu specjalnie nie było, bo chętnych nie brakowało, więc wszystko działo się w ubrankach. Laska klękała, wyciągała chłopakowi wacka z rozporka i robiła mu laskę aż do skutku, lub jedynie przygotowywała wstępnie do dalszej, krótkiej akcji na stojąco. Aby do niej doszło, opuszczała spodnie do kolan i wypinała tyłek, opierając się łapkami o stolik lub siedzisko krzesła. On odsuwał paluchem w bok paseczek stringów, zwilżał śliną wejście do pochwy i ekspresowo załatwiał sprawę, bo inni czekali w kolejce przestępując z nogi na nogę i nerwowo sprawdzając co chwila godzinę w telefonie. Za to co bardziej zaprzyjaźnieni ze sobą ludziska, nie przejmowali się drobiazgami i zamykali się w szkolnych bzykalniach nawet po kilka par. W sumie i tak każda była zajęta sobą, więc co za różnica skoro nie ma postronnych gapiów, bo wszyscy skupiają się na własnej robocie, a nie na oglądaniu poczynań niemal kompletnie ubranych sąsiadów.

Oba pomieszczenia znali wszyscy uczniowie. Nauczyciele, zapewnie niekoniecznie. Wszak szkolne ciało pedagogiczne nie zawsze musi wiedzieć o wszystkim, co wyczynia dorastająca młodzież na przerwach, albo po zakończonych lekcjach. W każdej szkole zawsze kwitnie głęboko ukryte i zakamuflowane drugie życie. W mojej również. Nie znajdowałam nigdy powodu, aby akurat pod tym względem miałaby być gorsza od pozostałych. C’est la vie, jak mawiają ci, którzy uczą się do matury francuskiego, zamiast bardziej przydatnego w życiu języka. Lecz cóż, nie zawsze myśli się o przyszłości już w tak młodym wieku.

Mam szczęście, że od szczenięcia stałam się dwujęzyczna. Nie muszę zbytnio przejmować się nauką w kontekście lingwistycznym. Lecz nieraz bywa mi niezwykle głupio w sytuacjach, w których szkolna anglistka popełnia stereotypowe błędy językowe. Cóż, tak miewają najczęściej ludzie, którzy obcego języka nauczyli się głównie z książek, a nie z życiowej praktyki, na żywo. Cóż, zawsze przymykam na to oko. Nie wypada przecież kilkakrotnie w ciągu jednej godziny lekcyjnej poprawiać zadufanego w sobie nauczyciela. Jeszcze zakompleksiony belfer zacznie stawiać mi dwóje, albo pały? A tak, siedząc cichutko, zawsze mam z angielskiego na świadectwie celujący pomimo, iż nie zaglądam do podręczników ani notatek, których z tego przedmiotu w ogóle nie prowadzę. I pomyśleć, że ów życiowy luksus zawdzięczam półgalonowej butelce najtańszej whisky, którą moi rodzice zanabyli kiedyś w podrzędnym liquorze na odległym kontynencie, a potem w wynajętym mieszkaniu w stanie Dakota, zrobili mnie po pijaku. Muszę ich w końcu dopytać, z której konkretnie Dakoty pochodzę. Z północnej czy z południowej? Nie wiem czemu, ale wcześniej nie wpadłam na pomysł, aby się wszystkiego dokładnie dowiedzieć. Chyba najwyższy czas poznać własną, prenatalną i niemowlęcą przeszłość oraz korzenie terytorialne, z których onegdaj wywodzili się wyłącznie czerwonoskórzy Dakotowie. Tylko szkoda, że europejscy najeźdźcy tak bestialsko ich kiedyś wymordowali. Zaś następnie cudem pozostałych przy życiu tubylców, dobiły drobnoustroje zawleczone do Ameryki via Atlantyk, ze starego kontynentu. Czy obecnie masowo eksportowana z Chin, nowa zaraza w postaci covid-19 nas również niedługo wykończy? No cóż, zobaczymy. O ile przeżyjemy ów eksperyment, oczywiście…

*****

Od moich defloracyjnych wakacji minęło nieco miesięcy. Miałam już 17 lat i naprawdę bardzo ładny, jędrny, kształtny biust, wprost idealnej wielkości. Nie za duży i nie za mały, po prostu w sam raz. Świetnie komponował się z resztą młodziutkiego, atrakcyjnego ciałka. O tyłeczku i smukłych, długich, zgrabnych nogach, nie wspomnę. Muszelka widoczna poniżej zawsze nienagannej depilacji, sympatycznie uśmiechała się do otoczenia. Odkąd stałam się wylaszczona przez naturę, ponętna i straszliwie seksy, czasem lubiłam popatrzeć w wielgachnym lustrze na swą kompletną, bezwstydną, niczym nieskrępowaną nagość. I co?

„Na pierwszy rzut oka, istna eksportowa laseczka. Wprost wymarzona na rozkładówkę w pikantnych pisemkach dla facetów” — myślałam nieskromnie za każdym razem.

Raz nawet pozowałam do podobnych zdjęć. Ale nie do pisemka, a koledze ze starszej klasy, do jego prywatnej kolekcji fotek gołych dziewczyn, które wpadły mu w oko. Nie mogłam człowiekowi odmówić, nie wypadało. Ostatecznie przegrałam z nim zbyt pochopnie zawarty zakład, a jestem honorowa. Gdybym wygrała, jeszcze tego samego wieczoru on ganiałby w stroju Adama przy mnie i dwóch bliskich koleżankach, wokół fontanny w parku. Ciacho z niego, więc nawet byłyśmy ciekawe konkretnego szczególiku anatomicznego, w jaki wyposażył go los oraz geny przodków. Niestety wyszło tak, że z ubranka przymusowo wyskoczyłam przed nim ja. Stało się to następnego dnia, po lekcjach, w ogrodzie rodziców jego opasłego kumpla, ale wyłącznie w cztery oczy. Abym czuła się swobodnie, tamten miał zakaz wstępu w tą okolicę, dopóki nie skończymy ze zdjęciami. Tyle, że potem się wydało, iż przebiegły, podstępny kurdupel zakamuflował wcześniej w kwiatach kamerkę i wszyściutko obejrzał u siebie w pokoju, na monitorze. Lecz mówi się trudno, jego zysk. W duszy specjalnie nad faktem nie ubolewałam. Ale dla zasady wyraziłam swe wielkie oburzenie. Niech wie otłuszczony pokraka, że przesadził i nadużył mego zaufania. Ostatecznie nie z nim zakładałam się o goliznę, tylko z atrakcyjnym, naczelnym szkolnym erotomanem, czyli z Hugonem.

Wystąpiłam przed nim solo i pokazałam się caluteńka, ze wszystkich możliwych stron. Bezwzględny drań kazał mi zdjąć nawet mini stringi, gdy zawahałam się przez momencik. Cóż miałam zrobić? Skoro zgodnie z umową miało być kompletnie na gółkę, a one praktycznie i tak prawie niczego nie osłaniały, pozbyłam się paskowatego materiału na jego zachwyconych oczkach. W rzeczywistości gatki były celowo przywdzianymi tego dnia skromniuteńkimi nacipnikami, w które zwykle ubierałam się na rozbierane imprezy towarzyskie. Osłaniały jedynie dolne wargi oraz łechtaczkę. Aby gad przypadkiem nie podejrzewał, że się wstydzę, po ich zdjęciu, odchylając się nieco w tył, celowo siadłam tuż przed nim na dużym, ozdobnym kamieniu. Okrakiem oczywiście. A co! Jak robić draniowi wystawę z ponętnej cipki, to nóżki muszą pójść na oścież, nie ma rady. Niech ma, kontempluje i podziwia prymitywny samiec, prawdziwe kobiece piękno. Nie będę mu żałowała, skoro wstydzić się nie mam czego. Młodość i jej piękno pozwalają na takowy luksusik. W przyszłości niewiadomo jak będzie, choć mam nadzieję, że nie zbrzydnę jednak zbyt szybko. Odpukać? Może jednak… tak. Na wszelki wypadek.

Jak już wspomniałam, pełny striptiz urządziłam na świeżym powietrzu, w samo południe, w ogrodzie, wśród niesamowitych kwiatów, które hodowała jego matka. A ściślej, wynajęty w tym celu stary ogrodnik. Kompletnie łysy, ale z długą, gęstą, siwą brodą. Widziałam go kiedyś później. Zimą zakładał czerwoną czapkę z wielkim, białym pomponem i bez zbędnej charakteryzacji dorabiał sobie jako Mikołaj, w markecie.

Plenerowe fotki wyszły nie tyle świetnie, co wręcz zarąbiście. Ja na nich, również. Śmiało pozując, absolutnie niczego nie ukrywałam. Współczesna cyfrówka uwieczniła wszyściutko, z detalami. Ostatecznie jak bawić się, to z fantazją, odważnie i na całego, a nie odgrywać popieprzoną cnotkę niewydymkę. W dodatku, na golasa. Niewiarygodnie by przecież wszystko wyszło. A tak…

„Kurczę, naprawdę momentami musiałam wyglądać kusząco i seksy, skoro w pewnej chwili w luźnawych gaciach zapatrzonego we mnie fotografa coś się wyraźnie uwypukliło, a potem nawet odciągnęło je sporo, od nieco kosmatego podbrzusza” — zarejestrowałam w myślach.

Wprawdzie korciło mnie, aby zajrzeć tam w celach poznawczych, lecz nie wypadało. Wszak to on wygrał moją goliznę, a nie ja, jego. No i nie byłam początkującą dziwką dobierającą się do chłopa, tylko fotomodelką erotyczną, więc z żalem powstrzymałam łapkę oraz ciekawskie zapędy niesfornych ślipek. Tylko pod koniec sesji zdjęciowej wszystko się nagle wzięło i totalnie popieprzyło. Niewiadomo skąd, niespodziewanie wykwitła przed nami jego dziewczyna. Ot, dowiedziała się, że jest u kumpla i chciała mu zrobić niespodziankę. Przekonana, iż powinien u niego nadal być, wpadła bez zapowiedzi, bo naszło ją na seks. Ponoć pieprzyli się czasem w ogrodowych zaroślach u spasionego kurdupla i dlatego drań pozakładał wszędzie tajwańskie kamerki. No i powstała ogólna konsternacja. Ja goluteńka, niczym Ewcia w kwiecistym raju. Zaś Hugo wyłącznie w szortach, przez które wyraźnie było widać, że robię na nim niezaprzeczalne wrażenie. Nieco wcześniej zrzucił z siebie część łachów, bo w środku lata było mu za gorąco w koszulce, w pełnym słońcu. Do tego panowała lekka duchota i było niemal zero przewiewu w ogrodzie osłoniętym starym, wysokim, ceglanym murem. Co prawda w ażurowej altanie pracował wentylator, ale pozowałam głównie w kwiatach poza nią, w upale i duchocie.

Ostro wnerwiona laseczka najwyraźniej nie uwierzyła w jego pospieszne i ciut chaotyczne zapewnienia o naszej całkowitej niewinności. Z wściekłością i bez uprzedzenia opuściła mu gacie do kostek unaoczniając, że dzieje się w nich coś, co powinno pojawiać się wyłącznie pod wpływem jej bliskości, a nie mojej. Potem wrzeszcząc i ewidentnie przestając nad sobą panować, z furią chwyciła go za jądra skurczone pod solidnym, rozochoconym działem i brutalnie ścisnęła dłonią. Biedak zawył dyszkantem, unosząc się na palcach. Zaś ja, głośno jęknęłam ze współczuciem, empatią i przerażeniem. Nie mam pojęcia skąd wzięła tyle siły w drobnej łapinie. Wykrzykując obelgi nie odpuszczała, tylko zawzięcie ściskała bezbronny nabiał pełną garścią. On wył, tracąc oddech i rozpaczliwie machając rękami, a ja pobladłam. Znałam podobny chwyt. Widziałam go kiedyś w sieci, oglądając filmik o różnych sposobach samoobrony przed gwałcicielem. Instruktorka nie patyczkowała się z gadem. Jego genitalia w mig zawisły z rozpiętych spodniach, zaś ona z pasją i obłędem w oczach, tak długo zgniatała w łapie i miażdżyła niewielkie jajka, aż w końcu pośród histerycznych krzyków bólu i rozpaczy gościu zemdlał, dołując na glebę. Nie wiem czy scenka była inscenizowana, czy nakręcona na serio. Wszak różnie w necie bywa. Ale w ogrodzie wszystko działo się na żywca, na moich oczach.

„Kurwa, żeby w tak bestialski sposób karać własnego chłopaka? I to za co? Za kompletną niewinność? Przecież nawet jego kutasa nie widziałam, dopóki sama mi go nie zademonstrowała, sadystka popieprzona. Toż jajka u chłopa to delikatna rzecz, a ona… Oszalała idiotka, czy co?” — jęknęłam w myślach.

Bałam się, że oszalała Kacha celowo miażdży Hugonowi jądra, by okaleczyć nieszczęśnika na amen. Przez dłuższą chwilę aż tak strasznie wszystko się przedstawiało. Wrzasnęłam na nią. Dopiero wtedy odpuściła i odwracając się do mnie, na poczekaniu, histerycznym głosem, błyskawicznie dośpiewała sobie resztę rzekomych faktów, do których w ogrodzie oczywiście w ogóle nie doszło. Więcej, pomimo niezaprzeczalnych braków w naszym obopólnym przyodziewku, nie zanosiło się nawet na takowe fakty, przynajmniej z mojej strony. To nie była przecież pokątna, bzykana randka, tylko niewinna przyjacielska przegrana i miła rozrywka, w jednym. Tyle, że na golasa. Ostatecznie cóż w tym złego? Lecz Kaśka nie przyswajała rzeczywistości, tylko na całego robiła chryję oraz totalną siarę.

Po krótkich, piskliwych, babskich wrzaskach, więdnący w oczach, cholernie obolały Hugo nagle dostał w pysk, a ja usłyszałam, że jestem kurewską dziwką i zdzirą, dającą dupy zajętym chwastom, niebędącym moją własnością. Następnie na maksa wkurzona Kasieńka kopnęła w statyw z kosztownym aparatem, od którego w efekcie odpadł obiektyw, po czym dziewczyna zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

Z mety popsuł się i kompletnie wyparował nastrój panujący w ogrodowym plenerze tuż przed jej nadejściem oraz układy pomiędzy nimi. Zerknęłam współczująco na męskie walory, niesamowicie skurczone zapewne z bólu i przerażenia. Naprawdę przykro było patrzeć na to, co pozostało po niedawnej świetności i dumie sporego organu. Istny pokurcz i rozpacz po prostu. Osłupiały i jakby bezradny chłopak, w ogóle niczym się nie osłaniał. Stał przede mną golutki, z majtasami przy kostkach i ze łzami w oczach. Z niedowierzaniem patrzył na metalową furtkę zatrzaśniętą z hukiem przez rozeźloną, zazdrosną dziewczynę. Cóż miałam począć. Podeszłam do niego, schyliłam się i podciągnęłam mu gatki, po czym delikatnie ułożyłam w nich łapką zwłoki męskości oraz obolałe klejnoty. Hugo w ogóle nie zareagował na tę opiekuńczość. Wreszcie ubrałam się, cmoknęłam go pocieszająco w policzek i wyszłam z nosem spuszczonym na kwintę. Zdjęcia przesłał mi za jakiś czas, mailem.

Dopiero po dwóch tygodniach od felernego zajścia Kasiulka dała mu się udobruchać, wyłudzając na przeprosiny kaskę na oryginalny, srebrny kolczyk łechtaczkowy, który wypatrzyła w międzyczasie na regionalnym Allegro. Miało być łącznie z montażem, bo tatuator sprzedający najprzeróżniejsze cielesne ozdóbki, oferował w pakiecie również i taką usługę. Hugo pokornie zgodził się ponieść koszty za miłe grzechy, których nie popełnił. Ewidentnie wybrał święty spokój i dotychczasową, całkiem atrakcyjną laseczkę do dalszego bzykania, a nie rozpoczynanie poszukiwania nowej dupencji, niezbędnej erotomanowi do tegoż celu. Dziewczyna była ładna, chętna i na dodatek podobno lubiła seks. A czegóż więcej potrzeba do szczęścia wiecznie napalonemu chłopakowi z klasy maturalnej? Chyba tylko warunków lokalowych sprzyjających częstemu i nieskrępowanemu obracaniu ponętnej dupci. A te, Hugonek akurat miał zapewnione. Wolny za dnia, piętrowy apartament rodziców, to jedno. A dwupiętrowa willa z przeszklonym poddaszem należąca do rodzicieli gościnnego kolegi, była naprawdę przestronna. No i w rozległym ogrodzie, aż roiło się od przytulnych zakamarków z bujną, różnokolorową roślinnością, w których łatwo było się ukryć. Nawet nazbyt wścibskiemu gospodarzowi da się tam skutecznie zniknąć z oczu, bo przecież nie wszędzie zdołał poinstalować ukryte kamerki. A brodaty ogrodnik raczej nie doniesie o tym, co przypadkowo zoczył pielęgnując zieleń. Wszak starszy człowiek zazwyczaj miewa już problemy ze wzrokiem. Nie tylko kąt widzenia mu się znacząco zmniejsza, ale i przejrzystość soczewek już nie taka, jak dawniej. Łatwo więc przeoczyć wiele przypadkowych obiektów, widoków czy pikantnych szczegółów. O szczególikach, nie wspomnę. Tym bardziej jeśli wynajętemu pracownikowi odpali się ekstra kilka groszy, za wspaniałomyślną starczą niedowzroczność oraz przemilczenie tego, czego oficjalnie nie widział. Cóż, prościuteńkie rozwiązania ewentualnego problemiku bywają zwykle najlepsze. Jedynie podstawa owej niefrasobliwości i wygody, to mieszkać w czym trzeba i posiadać nieźle nadzianych rodzicieli zarówno własnych, jak o kolegi. Nawet otyłego. Wtedy da się spokojnie żyć i aż szkoda umierać, nie dożywszy późnej starości, którą z pewnością uprzykrzą kiedyś paskudnie krnąbrne wnusięta, niestety.

Owo niewinne, przypadkowe przegranie towarzyskiego zakładu, zmuszające mnie do rozebrania się przed kolegą ze starszej klasy oraz śmiałe pozowanie mu kompletnie na golasa do amatorskich zdjęć z nieskromnie rozpostartymi udkami, jeszcze bardziej podbudowało me babskie ego. Ostatecznie byle kaszalotów nie prosi się o zaprezentowanie swej całkowitej nagości pośród pięknych kwiatów, aby ich nie oszpecać. Zaś pomiędzy nimi a mną, naprawdę nie było estetycznego dysonansu, ani dysharmonii wizualnej. W dodatku całkiem kusząco i erotycznie wszystko się zadziało. Niespodziewanie zaprezentowany mi przez Kasię samczy organ Hugona, zanim zemdlał z bólu i strachu przed dalszą nieuchronnie nadchodzącą karą, niezbicie ów fakt potwierdzał. Tylko czy ja, na żywo pokazywałabym sterczącego kutasa mojego chłopaka innej lasce? Raczej nie… Ciut przyintymna sprawa, moim zdaniem. Wiszący, to jednak co innego. Niech patrzy sobie i podziwia co wyłowiłam. Lecz na baczność, wolę aby był już wyłącznie mój. Aha, no i chyba aż tak nie maltretowałabym jąder własnemu gadowi. Szkoda sympatycznych kulek. Ostatecznie również w i moim interesie leży, aby funkcjonowały sprawnie. Chłop z trwale uszkodzonymi jajeczkami, albo bez nich, to raczej smutny i nieprzydatny nabytek. Poza tym humanitarna jestem i nie lubię zadawać bólu niewinnym stworzeniom. Ale nie ukrywam, Kasia przypadkowo zaspokoiła mą zdrową, babską ciekawość co do stanu posiadania szkolnego kolegi. Teraz przynajmniej wiem czym chłopak dysponuje oraz czego Kaśka stanowczo nie chce wypożyczać innym samiczkom. Przyznaję, ujrzałam całkiem niezły sprzęt do milej zabawy, więc chyba ją rozumiem. A fotki? Cóż, jak wspominałam, wyszły całkiem zajebiste. Serio. Przechowuję je na dysku oraz w chmurze, w archiwum mailowym. Na starość będę miała przynajmniej co wspominać i oglądać. Czy komukolwiek je pokażę? Nie wiem, ale na pewno wstydzić się niczego nie muszę. Wyszłam ślicznie. Hugo naprawdę potrafi fotografować i ma dryg do ustawiania dziewczyny w plenerze, w niezwykle atrakcyjnych pozach. A jest w nim coś, co sprawia, że nawet jak do fotki każe rozłożyć szeroko nogi, to się dziewczyna nie wstydzi. Nie wiem czemu, ale w moim przypadku tak właśnie było. Widział wszyściuteńko. W ogóle nie przeszkadzało mi, że ślepkami, a potem cyfrówką zaglądał we wszelkie intymności. Tylko zapewne Kaśka jeszcze nie raz będzie miała powody do przesadnej zazdrości w podobnych sytuacjach i roznegliżowanych okolicznościach. Laseczka zdecydowanie powinna wyluzować, względnie towarzyszyć mu podczas sesji zdjęciowych, aby się przekonać, że pomimo kompletnej golizny zajefajnej dziewczyny, nic strasznego się wówczas nie dzieje. Inaczej w końcu biedaczka zwariuje, albo naprawdę okaleczy chłopaka za kompletną niewinność. Szkoda by było. Chłop bez sprawnych jajeczek, to jednak istotna ułomność, jakby nie patrzeć. No i drążek mu potem może zacząć nawalać, a wtedy ma po sprawie. Żadna laseczka takiego nie zechce. Może co najwyżej, zapasiony, paskudny kaszalot i tak nienadający się przecież do seksu. Bezsensownie stracony gad, dla wypasionych laseczek? No nie, tak być nie może. Toż to zgroza!

Szczerze mówiąc, jak każda ponętna babeczka zdrowa na ciele i umyśle, lubię podobać się facetom. Ostatecznie po to istnieją, aby wywierać na nich odpowiednie wrażenie. No i nie ukrywam, często dostrzegam swą atrakcyjność w natrętnych, a nawet pożądliwych spojrzeniach przypadkowo mijanych samców. Od momentu uwidocznienia się mej powabnej seksualności, a i owszem, lecą na mnie. Lecz zazwyczaj nie chcę być nazbyt łatwa. Nie tyle trzymam się dziwacznych, staromodnych zasad, albo krępuję się lub kryguję, co raczej zdecydowanie nie lubię iść na nadmierną łatwiznę. Być może właśnie z tego powodu zaliczyłam dotąd na imprezach zaledwie dwóch, z wyglądu całkiem niezłych chłopaków oraz ojca jednego z nich, na działce. I co? Boże, w łóżku po prostu niebo a ziemia.

Tamci dwaj ledwo zaczęli, zaraz zakończyli całą sprawę, w mig sflaczeli i egoistycznie walnęli w kimono. Nawet nie zdążyłam zbytnio zwilgotnieć. Z ciekawości pooglądałam sobie ich samcze oprzyrządowania, ale szału nie było. Nawet nie sięgnęłam po aparat, aby podesłać trofea koleżance. Na podobne pamiąteczki, szkoda rozładowywać baterii w telefonie. Również nie warto było fatygować się po linijkę, aby toto wymierzyć. Więc w sumie żadna strata, że seks z takim osprzętem nie wypalił. To znaczy sprzęt przedwcześnie wypalił, tylko seks z nim, nie. Mniej, niż przeciętny ekwipunek. Skromniaczki po prostu. Nie to co Tadeusz. I wyposażenie solidne, i podejście do kobiety godne prawdziwego mężczyzny. W dodatku, dżentelmena. Już na samo dzień dobry podarował mi kwiatki. Polne, ale jednak. A w łóżeczku naprawdę bywało z nim milutko, przytulnie i na dodatek bardzo erotycznie. Oj, nieco romantycznie nawet. Wporzo gościu. A całuje, że klękajcie narody. Albo i lepiej…

Poznałam go przypadkowo w kuchni, tuż przed imprezą u Bima. Kulturalnie, wraz z żoną, opuszczał własne domostwo, wspaniałomyślnie pozostawiając je we władaniu synowi, na całą noc. Miał bardzo ciepłe, głębokie i wnikliwe spojrzenie. Zapamiętałam jego oczy. I niespodziewanie wróciły do mnie nad ranem, gdy goluteńka, umęczona i stłamszona leżałam pod pijanym w sztok Bimem, śpiącym na mnie z majtkami opuszczonymi do kolan. Zaspana, odniosłam wrażenie, iż owe oczy chciałyby się mną zaopiekować. A może później tylko mi się tak przyśniło? Nie bardzo pamiętam…

Rano, czyli około południa, gdy naga wychodziłam spod prysznica, Tadeusz przypadkowo wtargnął do łazienki. Powiedział grzecznie: „Przepraszam”, lecz nie wycofał się z ciasnawego pomieszczenia. Pozostał przez chwilę w otwartych drzwiach i zachłannie patrzył. Uśmiechając się, chłonął mój widok z zachwytem, podziwem i jakby z niedowierzaniem. Nie speszył mnie bynajmniej. Nigdy nie byłam nadmiernie wstydliwa. Po czorta? Nawet lubię czasem takie męskie gapiostwo. Bywa miłe, choć najczęściej nieco natarczywe. Odrzekłam spokojnie: „Dzień dobry” i stale stojąc frontem do niego, nie przerwałam wycierania pleców zrolowanym ręcznikiem. Z uśmiechem zerkałam rozbawiona, dbając aby niczym nie przysłaniać swych powabnych kształtów, nienagannej depilacji i ogólnej, babskiej atrakcyjności. Z premedytacją kusiłam weterana miłosnych podbojów. Wyglądał zachęcająco. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, pokręcił głową i puszczając do mnie oko, westchnął: „Istna bogini…”. Po czym wyszedł, jakby rozmarzony.

Nie mam pojęcia skąd wytrzasnął mój numer. Już przy pierwszym połączeniu kusił uwodzicielsko i niesamowicie. Po drugim, tego samego dnia, zawahałam się. Przy trzecim, za cholerę nie potrafiłam odmówić. Ulęgłam, nawet chętnie. Kolejne trzy weekendy spędziliśmy we dwoje, w małym domku na jego działce, tuż za miastem. Było uroczo i diabelnie bosko…

Pieścił i całował nieziemsko. W dodatku wszędzie. Nawet skrawkowi ciałka nie przepuścił. Ssał, zasysał, pieścił, całował, cmokał, lizał… Owszem, lata praktyki zrobiły swoje. Lecz czemu choćby w podstawowym zakresie synalkowi nie udzielił dotąd stosownych korepetycji. Przydałyby się nieudacznikowi. Oj, przydały. Naprawdę. W dodatku całkiem od podstaw. Bim potrafił jedynie wykonywać biodrami prymitywne ruchy kopulacyjne. No i międlił cycki. O całowaniu, czy pieszczotach nie miał bladego pojęcia. Nawet łechtaczki nie obejrzał, nie wspominając już o zdawkowym cmoknięciu jej na miłe powitanie. Szybko opuścił spodnie chętnie demonstrując swój cienkawy i lichawy narząd płciowy, niewielkie jądra, które niemal powłaziły mu w pachwiny oraz własne podniecenie. Od razu na maksa. Walnął mnie brutalnie na wyrko i chaotycznie obmacał. Dwa razy proforma, na chybcika uderzył w ślinę. Podciągnął sukienkę, palcem przemieścił w bok dolny paseczek od stringów i dysząc, na sucho chciał się we mnie szybciutko wpakować. Na szczęście, źle wycelował. Poprawić już nie zdążył, bo z mety poleciało. Ubranie wymagało szybkiej, przymusowej, ręcznej przepierki. Miałam dodatkową robotę i poczucie bezsensownie zmarnowanego czasu, zamiast udanej, przyjemnej zabawy. Kompletna beznadzieja.

Cóż, w istotnej zawartości bokserek u synalka i tatusia, również była spora różnica. Na korzyść protoplasty rodu, oczywiście. Szkoda, że Bim nie odziedziczył dorodnego oręża po ojcu. A może ktoś inny cichaczem zmajstrował go przypadkowo rodzicielce? Nie wiem. Ostatecznie nie będę wnikała w familijne układy, czy pilnie strzeżone tajemnice. Nie moja sprawa. Ale wyczytałam kiedyś w necie, że wielkość samczego wichajstra oraz zasobników z amunicją, można odziedziczyć nawet i po prapradziadku. Tyle, że sprawdzić się już tego obecnie nie da, bo po wielu latach od pochówku przodka istotne dowody, nawet jeśli były pokaźnych rozmiarów, zniknęły bezpowrotnie. Można więc jedynie uwierzyć na słowo wszechwiedzącemu doktorowi Google, względnie w ogóle odrzucić takową teorię, jak kto woli. Ale czort w tym.

Tadeusz oczywiście od początku doskonale wiedział co należy robić i jak postępować z młodą, atrakcyjną kobietą. Czułam, że po raz pierwszy od czasów Jerzego, ponownie znalazłam się we właściwych rękach i pod odpowiednim facetem. W dodatku kieliszek szampana nieco mnie rozluźnił, wiec chętnie poddawałam się wszelkim pieszczotom i miłym zabiegom. Nie było widać ich końca. Ba, nie chciałam nawet aby kiedykolwiek nastąpił. Pragnęłam aby trwały wiecznie. I… trwały. Niemal w nieskończoność. Starsi faceci w przeciwieństwie do ostro strzelających synalków, to zwykle wytrawni długodystansowcy. A o to babeczce przecież przy seksie chodzi. Wszak niemal każda pragnie długo, jeszcze i jeszcze… Wówczas zazwyczaj milutka i boska sprawa robi się z zabawy. A bywa przy niej niebiańsko. Zapewniam.

Rozbierając mnie, Tadzio popełnił wprawdzie drobne faux pas, ale szybko mu wybaczyłam. Szepcząc mi do ucha różniste komplementy, zapytał też dyskretnie czy jestem jeszcze dziewicą. Roześmiałam się, informując w odpowiedzi, iż najwyraźniej pomylił współczesne czasy z odległą epoką własnej młodości. Pokiwał znacząco głową wyznając, że i w jego erze bywało już krucho z dziewicami, więc w sumie żadnej nie zaliczył. A potem niezwykle wprawnie zajął się muszelką. Najpierw rozsunął mi nogi i z zachwytem długo przyglądał się wszystkiemu. Ze znawstwem ocenił, że pusia jest wąziutka i prześliczna. Podobno w jego pokoleniu kobiety rzadko pozbywały się włosów na dole, a od dawna zupełnie nie nakręcały go kosmate widoki. Obecnie było inaczej. Zarejestrowałam, że już od samego patrzenia na mą kompletną i bezwstydną nagość, dzieje się coś z jego okazałym orężem. Lubię widzieć jak dojrzały, nieco szpakowaty mężczyzna stopniowo podnieca się na mych oczach, nie ukrywając tego faktu przede mną. To dziwnie obezwładnia, przynajmniej mnie. Wówczas zaczynam się mu poddawać. Później, gdy nabrzmiały penis osiągnie swe dumne apogeum, mam wielką ochotę aby oddać się we władanie zachłannie i pożądliwie wpatrzonemu we mnie samcowi. Jest w tym zapewne coś pierwotnego lub zwierzęcego nawet, ale niezwykle przyjemnego oraz zmysłowego przede wszystkim. Uwielbiam pożądanie. Nie tylko własne lecz również to, które dostrzegam w męskich, pełnych zachwytu, roziskrzonych oczach próbujących pożreć mnie w całości, tu i teraz. To kręci. Momentami nawet, jak cholera. Więc wilgotniałam…

A Tadeusz zmysłowo całował, lizał lub delikatnie podszczypywał ustami dolne wargi, zaś nawilżony mną palec, stale milutko pieścił łechtaczkę. Po pewnym czasie palec został zastąpiony przez język oraz zmysłowe usta. Leżałam przed nim bezwstydna, maksymalnie otwarta dla jego gorących oczu. Stałam się jeszcze bardziej wilgotna. Zauważyłem, iż w pewnym momencie z uwielbieniem wpatrywał się w wydostającą się ze mnie, pobłyskującą w świetle wilgoć, a potem zaczął ją zmysłowo zlizywać, kontynuując cudowne pieszczoty. Zrozumiałam, iż w ów sposób potrafią wspaniale działać jedynie dojrzali faceci. Nigdy nie zaznałam podobnie podniecających wrażeń, migdaląc się jakimkolwiek kolegą. Przecięty raptus po ściągnięciu ze mnie majteczek, z reguły chciał po prostu zajrzeć miedzy nogi, poszerzyć wejście palcem i błyskawicznie władować się do środka. Odnosiłam wrażenie, iż zwyczajnie szkoda mu czasu na takie duperele, jak dłuższe, milutkie pieszczoty języczkiem. W jego egoistycznym rozumieniu, to była kompletnie zbędna sprawa. Zaś Tadeusz pieścił długo, wytrwale, zmysłowo i niesamowicie. A ja? Cóż, nadal się nakręcałam. On, również…

Wreszcie, bardzo podniecony zawisł nade mną i nieprzerwanie, władczo patrząc mi w oczy, wsunął się do środka delikatnie lecz zdecydowanie. Jakby nie znosił sprzeciwu. W połowie zanurzenia gwałtownie, jednym ruchem wepchnął się do samiuteńkiego końca. Posiadł mnie? Tak, ale nie zamierzałam zgłaszać żadnych reklamacji czy obaw, ani tym bardziej protestować. Z nim wewnątrz siebie, zarejestrowałam rozkoszny dreszcz i błyskawicznie zwilgotniałam maksymalnie. Lubię oddawać się we władanie prawdziwemu mężczyźnie. Nakręca mnie podobna sytuacja. Z przyjemnością gościłam w sobie Tadeusza, zaś on stale patrząc mi władczo w oczy wbijał się coraz energiczniej i w coraz szybszym tempie. Jakby oznajmiając wszem i wobec, iż w tym momencie należę wyłącznie do niego. Jestem jego własnością, z którą może postępować tak, jak chce lub ma na to ochotę. W okamgnieniu stał się samcem alfa, który właśnie posiadł wybraną przez siebie samicę i nie zamierza jej nikomu odstępować. Pokrył mnie, w zoologicznym rozumieniu tego słowa. To nie była miłość, a kopulacja. Niesamowicie, niewiarygodnie wprost przyjemna, dogłębna, pełna i odjazdowo zmysłowa. Zajebista po prostu.

Z ciepłym uśmiechem na ustach, zarzuciłam mu nogi na biodra i przyciągnęłam do siebie. Poddałam się i oddałam we władanie całkowicie. Pragnęłam aby o tym wiedział. Delektowałam się jego rytmicznie nawiedzającą mnie, nabrzmiałą, nienagannie twardą męskością, maksymalnie wypełniającą me wnętrze. W pewnym momencie spontanicznie szepnęłam: „Go”, a on przyspieszył. Nie wiedział, że jestem dwujęzyczna. A może znał angielski? Albo po prostu wyczuł, iż właśnie tego w danym momencie potrzebuję. Nie wiem. W każdym razie był mistrzem w tym, co ze mną i we mnie wyczyniał. Działał nieomal jak Jerzy, choć jednak inaczej. Pieprzyliśmy się bardzo, bardzo długo. Stale był niesamowicie podniecony, a przy tym władczy i jakby zaborczy. Skończył zanurzony głęboko we mnie. Drżał przy tym na całym ciele. Zdziwiłam się gdy ujrzałam, że zawiązuje na supeł prezerwatywę. Kiedy ją założył? Pojęcia nie mam. Dojrzały facet widać jest przewidujący i w porę pomyśli o wszystkim. W dodatku w łóżku kocha się jak odlotowy przybysz z obcej planety, a nie falstartujący biegacz-amator z najbliższego sąsiedztwa. To był nieziemski, niesamowicie zmysłowy seks. Przeżycie wprost nie z tej ziemi. I z fantastycznym mężczyzną, na dodatek. Spędzając z nim w sumie kilka nocy i dni, zdobyłam nowe i wspaniałe doświadczenia. Tylko… niestety, wszystko działo się bez przeżycia choćby jednego orgazmu z mojej strony. Tadeusz starał się, lecz nic z tego nie wychodziło. Nawet zapytał, czy miewam już orgazmy. Lecz cóż, zeznałam szczerą prawdę, bo poco kłamać w tej kwestii. Pechowo, jeszcze nigdy nie doszłam do finału z facetem. Nawet z Jerzym. Czemu? Czy aby to normalne? A może ze mną jest coś nie tak? Kurczę, skąd mam wiedzieć? Doktor Google pociesza, że mam czas i pewnie w końcu kiedyś dojdę. Tadeusz powiedział mniej więcej to samo, choć w google podobno nie zaglądał. Ale czy obaj nie łgają usiłując mnie pocieszyć? Też nie wiem, kurczę blade. I bądź tu mądry człowieku. A pomocy, znikąd. Nawet na lekarstwo…

Zrozumiałam natomiast coś innego. Tak, w łóżku zdecydowanie wolę starszych facetów. Najpierw Jerzy, a teraz Tadeusz i w obu przypadkach było niesamowicie odlotowo. Wyłącznie z dojrzałymi mężczyznami seks potrafi być naprawdę zajebisty. Cudowna sprawa. Naprawdę. Na nastoletnich amatorów pokątnego bzykania gdzie i jak popadnie, nie ma co liczyć. Zwyczajnie szkoda czasu na podobne doświadczenia. Z nimi i tak nic przyjemnego się przecież nie przytrafi. W dodatku nuda, jak jasna cholera. Wypróbowałam, porównałam, więc wiem. Tyle w bzykanym temacie.

I pomyśleć, że taki niemożebnie wprawny, wytrawny, czuły kochanek, łóżkowy mistrz-długodystansowiec jak Tadeusz, na co dzień marnuje się bezsensownie, w samotności trenując czasami rękoczyny pod kołderką. Mimochodem wspomniał ostatniego dnia nad ranem, że od wielu lat nie sypia już z żoną. Ale potrzeby swoje ma. O czym się przekonałam. Mieszkają w oddzielnych pokojach. Babsko wiecznie mu w domu zrzędzi i niemiłożebnie marudzi. Momentami nie chce mu się nawet na nią patrzeć. Ponoć straszliwie zbrzydła, roztyła się i zestarzała. Do tego zaniedbała wprost niemożebnie, więc całkiem przestała go kręcić. Co prawda widziałam ją tylko raz. Akurat wyruszali do swych równolatków na dłuższą balangę i zwalniali Bimowi chatę, na jego imprezową noc. Kobieta owszem, mocno starawa, lecz raczej nie wyglądała mi jeszcze na totalną masakrę. Dałoby się ją jeszcze odratować. Wystarczyłby przeciętny remont obwisłości oraz zmarch i facjata zapewne by nieco odżyła. Ale pozory czasem mylą, więc…

„Boże, czy mnie również kiedyś coś podobnego w życiu czeka? Nie chcę się tak szkaradnie zestarzeć, aby odstraszać chłopów. Jezu, nie daj boże. Nie! Kurwa, nie chcę…” — jęknęłam bezradnie w myślach.

Mniej więcej pół roku później przypadkowo dowiedziałam się od Bima, że jego ojciec chadza czasami do agencji towarzyskiej mieszczącej się pomiędzy naszą szkołą, a nowo wybudowanym kościołem. Ponoć trzykrotnie widział, jak papcio zamykał w niej za sobą drzwi. Chłopak nieźle się dziwił, że będąc w swoim wieku ojciec w ogóle jeszcze chce i może się łajdaczyć. W przeciwieństwie do synalka, nie byłam zaskoczona. Żałowałam tylko, że Tadeusz nie ma z kim realizować istotnych dla siebie potrzeb. Cóż, życie nie zawsze układa się tak, jak byśmy tego sobie życzyli, względnie chcieli. Ot, takaż jego brutalna proza, niestety.

*****

Truchtałam pospiesznie po stale skręcającym, betonowym, zaokrąglonym korytarzu, gdy nagle i niespodziewanie w mej głowie ożyły sympatyczne wspomnienia. Czemu? Wydarzył się cud. Przypadkowo wpadłam na… Jerzego, w mall’u. W Stanach tak określa się galerię handlową, czyli prosto, krótko, do rzeczy i na temat. Bez zbytecznego łamania języka czy wypowiadania przydługich określeń. Wychodził z jakiegoś sklepu. Ja byłam już spóźniona na umówione spotkanie z koleżanką, na tym samym piętrze, kawałek dalej, w mini barku. Po prostu zderzyliśmy się ze sobą, jednocześnie mówiąc grzecznie: „Przepraszam”. Po czym zdumieni, przywitaliśmy się jak dawni, starzy przyjaciele. Postronni ludzie pomyśleliby zapewne, że ojciec przypadkowo spotkał się z córką lub wujek, ze sporo młodszą kuzynką. Lecz my… No cóż, króciutko, przez chwilkę byliśmy kochankami. Tyle, że owa chwilka w moim przypadku była niezwykle istotna. Ba, najistotniejsza jak dotąd w łóżkowych sprawach. W moim głębokim przekonaniu, to właśnie Jerzy położył podwaliny pod moją uwolnioną seksualność. Unaocznił mi, że ona naprawdę istnieje oraz pokazał, iż może być wspaniała. Tyle, że wyszło tak, iż prawie wyłącznie… z nim. Niedawna, całkiem sympatyczna przygoda z Tadeuszem pokazała, że nawet jego cichaczem porównywałam do Jerzego. Owszem, Tadek był bardzo dobry w te klocki, ale inny. Jerzy bardziej mi odpowiadał. Zafiksowałam się na nim? Bo ja wiem…

Nie widzieliśmy się od dobrych dwóch lat. Spojrzałam mu w oczy i właśnie wówczas powróciły nagle wspomnienia z nad jeziorka Kierklo, skrytego w bujnej zieleni lesistej Kurdybelsczyzny. Bardzo miłe. Ba, przemilutkie wspomnieniątka zresztą. Z polany, z namiotu i ze sporej łódki, także. Gdyby nie Jerzy, nie wiem jak wyglądałoby moje odkorkowywanie. Do tej pory także nie byłabym już zapewne dziewicą, lecz podobnie jak rozliczne koleżanki, trochę bym przy tym pocierpiała i nieco się pomęczyła z byle gadem. A tak, trafiłam na idealny korkociąg i wszystko poszło jak z płatka. Mistrzowska robota, bez krzty bólu. Super.

— Jesteś tu sam? — spytałam z nadzieją i uśmiechem, w spontanicznie roziskrzonych oczach.

— Nie za bardzo — odparł, jakby nieco zmieszany.

— Żona? — dociekałam.

— Nie. Kolega z pracy stoi przy wystawie, tuż za tobą — rzekł jakby ciutkę dyskretnie, ściszonym głosem.

— Szkoda — westchnęłam, robiąc smutną minę.

— Dlaczego?

— Mam straszną ochotę rzucić ci się z radości na szyję i ucałować — wyznałam szczerą prawdę.

— Miło, ale weź na wstrzymanie — odparł półgłosem.

— O masz. Zbrzydłam? Już ci się nie podobam? — zapytałam, rzucając mu szelmowskie spojrzenie.

— Niestety, wprost przeciwnie. Własnym oczom nie wierzę. Bóstwo z ciebie wyrosło. I to jakie. Istna miss. Nie Polski, a wszechświata od razu. Bomba! Już wówczas byłaś ładna i bardzo atrakcyjna, ale teraz… Istny szał.

— Nadal jesteś straszniście seksownym i zajebiście pociągającym samcem, mój drogi. W twoim przypadku, szczęśliwie nic się nie zmieniło — powiedziałam z uśmiechem, mrużąc lubieżnie oczy.

— I ojcem twojej przyjaciółki. Nie zapominaj o istotnym drobiażdżku, ponętna kocico — westchnął.

— Ostro poprztykałyśmy się z Grażyną przed paroma miesiącami. Wyszedł z tego rozwód. Obecnie to już wyłącznie stara znajomość. Ostatnio nawet nie dzwonimy do siebie. Masz przestarzałe dane, zresetuj częściowo pamięć.

— No proszę, wystarczyła drobna chwila nieuwagi z mojej strony i już poderwałeś piękną dziewczynę. Jak ty to robisz, draniu? — usłyszałam za sobą męski głos.

— Koleżanka córki — Jerzy wskazał mnie dłonią.

— Miło. Wiśniewski — facet wyciągną rękę w moją stronę.

— Dakota — odparłam, odwzajemniając dziwnie miękki uścisk męskiej łapy.

Człowiek prawdopodobnie potraktował moje imię, jako nazwisko. W Polsce często ludziska tak mają. Ale ostatecznie gdybym w tym kraju miała na imię Warmia, Małopolska albo Lubelszczyzna, pewnie podchodziliby do sprawy identycznie. W życiu nie nazwałabym tak własnej córki. Lecz mnie przytrafił się akurat podobny dziwoląg i muszę z tym żyć na co dzień. Przywykłam. Ale szkoda, że skąpi w pomysły rodzice nie nadali mi przy okazji drugiego imienia. Bardziej normalnego. Przynajmniej miałabym wybór, a tak…

— Chyba musimy się niestety pożegnać — rzekł do mnie Jerzy, jakby nieco zmieszany.

— Panie Jurku, mogłabym ewentualnie zadzwonić do pana w sprawie, o której rozmawialiśmy przed chwilką? — spytałam, zerkając mu ciepło w oczy.

— Oczywiście — odparł jakby lekko rozpromieniony.

— Tylko nie jestem pewna, czy przez roztargnienie przypadkowo nie wykasowałam pana numeru — jęknęłam, sięgając po telefon.

— Więc zanotuj na nowo — uśmiechną się porozumiewawczo.

Za moment podyktował mi zestaw cyfr, który błyskawicznie wklepałam do smartfona, z adnotacją: „Jerzy” oraz przyozdobiłam wszystko żółtym, szeroko uśmiechniętym słoneczkiem.

Oczywiście jeszcze bardziej spóźniłam się na spotkanie z koleżanką. Rozmawiając z nią często gubiłam różne wątki, bowiem w głowie buszował mi Jerzy. Bynajmniej nie były to pojedyncze, przelotne myśli, a całe ich ciągi. Oczywiście pojawiły się milutkie wspomnienia, ale ze zdziwieniem złapałam się ta tym, iż poczynam snuć mocno prywatne plany związane z tym człowiekiem. A to było przecież kompletnie niepoprawne logicznie i bezpodstawne przede wszystkim. Toż facet miał swoje życie i wiążące się z nim plany oraz problemy, więc po czorta mu jeszcze na karku małolata. Podczas odległych wakacji chciałam i poprosiłam, to w wolnej chwili zdjął mi idiotyczne oplombowanie zafundowane przez naturę. Jestem mu za to cholernie wdzięczna, lecz nie mam prawa oczekiwać niczego więcej. Dla niego na zajefajną partnerkę do łóżka niezbyt się jeszcze nadaję. Ot atrakcyjna, młoda, chętna dupka i tyle. Niewiele, a szczerze mówiąc niczego jeszcze nie umiem w tej istotnej działce. A samymi chęciami, ewidentnych braków w praktyce, nie nadrobię. Owszem, posiadam nieco wprawy w ręcznej obróbce wacka, bo troszkę potrenowałam na imprezach. Lecz oral, mniej niż średnio mi ostatnio wyszedł. W rzeczywistości gad nie mógł skończyć i nieco znudzony, sfinalizował wreszcie dzieło własną łapą. Zaś ja stremowana, usłużnie czekałam w pogotowiu z małą szklaneczką w garści, podziwiając niesamowite tempo pracy jego nadgarstka. Dla mnie, niewykonalne. Ale przynajmniej na zakończenie wykazałam się pełnym refleksem, skrzętnie zbierając do naczynka cały ładunek. Nawet kropelki nie uroniłam, strząsając doń ostatnią. W sumie on był chyba zadowolony, tylko ja nie za bardzo. Zbłaźniłam się na oczach koleżanki, która na poprzedniej imprezie, na mych oczach zrobiła mu buźką dobrze. Mnie nie wyszło. Pech?

„I jak tu startować do Jerzego z takimi umiejętnościami? Kurczę, tylu rzeczy chciałabym się od niego nauczyć. No i z nim, może orgazm z facetem by mi się nareszcie przytrafił. Tylko co, jeśli w ogóle przenigdy nie będę go miała? Nie chcę tak, ale czytałam przypadkowo w necie o oziębłych babach. Koszmar, ale przecież istnieją na świecie i takie nieszczęśniczki, więc… Też mam pecha? A może jednak jest jakaś drobna szansa na ratunek? Nie wiem. Najchętniej od razu zadzwoniłabym do Jerzego. Wypada tak szybko? O masz, skąd niby mam wiedzieć czy są na to jakiekolwiek reguły. Wiem jedno. Po nagłym, przypadkowym spotkaniu zdałam sobie sprawę, iż go potrzebuję. Póki co, tyle w tym temacie” — oświadczyłam sama sobie, główkując nieco chaotycznie.

Nie certoliłam się zanadto i zadzwoniłam tego samego dnia, wieczorem. Z dawniejszych czasów pamiętałam, iż Grażyna mówiła kiedyś, że ojciec zawsze wychodzi z psem na spacer około dziesiątej. Wyłowiłam go w małym parku, za domem. Gadaliśmy przez dobre pół godziny. Jednomyślnie i bardzo chętnie zaklepaliśmy sobie wspólnie czas na kolejny weekend. Omal nie posikałam się z radości uprzytamniając sobie, iż on również chce tego spotkania. Intuicyjnie wyczuwałam, że między nami na pewno ponownie wydarzy się coś niezwykle fajnego. Nie wiedziałam jedynie, co to w rzeczywistości będzie. I wydarzyło się. A jakże. Tyle, że nie mogłam doczekać się owego konkretnego dnia. A potem pognałam na spotkanie jak na skrzydłach, nakręcając się psychicznie już od samiuteńkiego rana. Niemal szalałam z radości, widząc świat wyłącznie w różowych kolorach. I…

Jerzy miał klucze do mieszkania kolegi, który na kilka miesięcy wyjechał służbowo zagranicę. Ponoć na stypendium. Zaraz po wejściu tam, z mety zorientowałam się, że lokum musowo należy do samotnego faceta. Czemu? Żadna dziewczyna by tak nie mieszkała, niemożliwe przecież. Ogólnie niby czysto, ale…

Wielgachny pokój. W rogu, na podłodze pod ścianą gruby, dwu a nawet i trzyosobowy materac. Kilka plastikowych skrzynek odwróconych do góry dnem, a na nich piankowe poduszki. Zapewne fotele albo krzesła, cholera wie. Różnogabarytowe pudła kartonowe robiły za schowki, a jednocześnie za podręczne stoliki lub szafki o rozmaitej wysokości. Spora, wysoka skrzynia transportowa była pewnie stołem, względnie biurkiem, przy którym zasiadając, nie bardzo wiadomo co począć z własnymi nogami. Na ścianie płaski, wielgachny telewizor, niczym podłużny obraz w czarnych ramkach. Przy oknie konająca palma daktylowa. Na parapecie wynędzniała paprotka, a w zasadzie jej przesuszone zwłoki. Do tego szklanki, kieliszki i butelka z reszteczką whisky. We wnęce w przedpokoju zlewozmywak, lodówka, kuchenka gazowa i znów kilka pudeł, o wszechstronnym tu widać zastosowaniu. Dalej łazienka, ale… bez drzwi. A w jej centralnym punkcie pozłacany kibel z ozdóbkami, stojący na lekkim podwyższeniu, niczym tron w dawnym pałacu królewskim, albo prezydenckim za czasów bytowania w nim Wałęsy. Tyle, że wówczas pozłacany, wielce ozdobny sedesik pełnił funkcję nie tronu, a sanitariatu. Uznałam, iż w lokum kolegi Jerzego nawet sikając nie ma się gdzie ukryć i trzeba to robić publicznie. Nie było żadnego przepierzenia, kotarki, niczego, co wiązałoby się z ludzką cywilizacją. Wszystko widać. Przy grubszej sprawie naturalny aromat obficie zalatuje zapewne bezpośrednio do pokoju. Lecz cóż, ostatecznie nawet w zimie można otworzyć okno i niemiło pachnący problemik wywieje na ulicę. A więc spoko, nie warto zaprzątać sobie głowy drobiazgami. Sądzę, iż zapewne w ów prosty sposób podchodził do sprawy główny lokator, który na chwilkę wyemigrował służbowo z ojczyzny oddając koledze pod czasową opiekę własne królestwo z niezwykle oryginalnym kibelkiem, ewidentnie będącym w stylu i guście dawnego prezydenta RP panującego u schyłku XX wieku.

— Warunki tu nieco spartańskie, ale przynajmniej mamy zagwarantowany święty spokój i pełne bezpieczeństwo — skomentował Jerzy moje niepewne rozglądanie się wokół.

— Nam potrzebne będzie wyłącznie to — wskazałam obszerne, zasłane legowisko usytuowane na podłodze w rogu pokoju.

Podeszłam do mego pierwszego w życiu, prawdziwego mężczyzny i zarzuciłam mu ręce na szyję.

— Nareszcie mogę to zrobić — powiedziałam cicho, całując go w usta.

Odpowiedział lekkim pocałunkiem. Wtuliłam się w jego przepastne ramiona, a on objął mnie niczym kruszynkę i zamkną w nich całkowicie. Ogarnęło mnie przedziwne ciepło i poczułam się wyjątkowo bezpiecznie, pomimo fizycznego uwięźnięcia w jego uścisku, z którego sama nie miałabym najmniejszych szans się wyplątać. Lecz ani w głowie było mi to czynić. Pragnęłam aby chwila trwała jak najdłużej, a nawet wiecznie…

— Nadal uważasz, że nie jestem dla ciebie zbyt stary? — szepnął mi do ucha.

— Ani odrobinę — odszepnęłam z uśmiechem.

— Równy miesiąc temu skończyłem czterdzieści lat. Zdajesz sobie z tego sprawę?

— Szmat czasu, ale nie interesuje mnie metryka, tylko ty. Dla mnie stale jesteś naprawdę atrakcyjnym, pociągającym samcem, od którego ponownie chcę się w łóżku czegoś nauczyć. Fajnego na dodatek — rzekłam, cmokając go przelotnie w usta.

— Masz jakieś szczególne życzenia, jak poprzednio na obozie harcerskim?

— Dziewictwa już mnie pozbawiłeś. Potem przeleciałeś kilka razy. Miło było. Teraz chcę się z tobą regularnie kochać. Poznać co jeszcze potrafisz robić z kobietą. Zatracić się w twych odlotowych pieszczotach. Może się uda.

— Co ma się udać? Nie rozumiem.

— Chodzi o finał, u mnie.

— Masz na myśli orgazm?

— Nie inaczej. Doskonale pamiętam jak cudownie pieścisz i potrafisz czynić wszystko na przeróżne sposoby. Może przeżyję wreszcie orgazm z facetem. A konkretnie, właśnie z tobą — rzekłam, uciekając mu wzrokiem.

— Z żadnym ci się dotąd nie udało?

— Jerzy, nie przesadzałam z ilością. Przypadkowe bzyknięcia po pijaku na imprezach się nie liczą. Po tobie znaczący był wyłącznie jeden, doświadczony gościu. Starał się, ale też nie wyszło. Pech? A może ja jestem jakaś lewa?

— Próbowałaś sama?

— O masz. Czy ja cię pytam, czy się onanizujesz? — rzekłam, nieco oburzona.

— Zdarza mi się. Nie ma w tym niczego złego.

— Wow. Jestem pod wrażeniem. Nie przypuszczałam…

— Że facet w moim wieku zabawia się czasami samotnie wackiem? — spytał, ze śmiechem.

— To też. Ale bardziej miałam na myśli fakt, że przyznałeś się do sprawy niezwykle szybko i zupełnie otwarcie. Z reguły ludzie tak nie mają.

— Mówiłem. Normalne, zdrowe zajęcie. I miła rozrywka. Nie ma się czego wstydzić. Więc jak, potrafisz dojść sama?

— W życiu nie rozmawiałam o tym z facetem…

— Więc spróbuj. Masz okazję.

— Ksiądz się, kurde, znalazł. Próbujesz mnie wyspowiadać?

— Nie. Wyłącznie chcę pogadać. Sama zaczęłaś temat, a ze mną możesz być szczera. Nie opowiadam o tobie nikomu. O tym, że cię zdeflorowałem, wiemy wyłącznie oboje. Nie chwalę się takimi rzeczami. To prywatne i osobiste przeżycia dwojga ludzi, a nie sprawa do rozdmuchiwania wokół. Nie sądzisz?

— OK. Skoro… Skoro także to robisz… przyznam ci się.

— Śmiało…

— Tak. Palcami czasem dochodzę. Ale nie zawsze — rzekłam, nie mogąc spojrzeć mu w oczy.

— Więc głowa do góry, jest dobrze — cmoknął mnie w policzek.

— Jerzy, nie jest dobrze, tylko bardzo źle. Nie zawsze mam orgazm zabawiając się sobą, chociaż chcę. Nie dosłyszałeś, głucholu?

— Powiedziałem dobrze, bo szczytowanie w ogóle się u ciebie zdarza. A to oznacza, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dziewczyna z upływem czasu nauczy się szczytować. Tylko chłopak już od pierwszego wytrysku otrzymuje orgazm w podarunku od mamci natury.

— Ze wszystkim wam łatwiej, lepiej i wygodniej w seksie — mruknęłam.

— Wibrator wypróbowałaś?

— Kurczę, Jerzy, zejdź na ziemię. Nie miałam okazji. Mam dopiero 17 lat. Myślałam o maszynce, ale nigdy nie spróbowałam. To błąd?

— Nie. Ale mam pomysł.

— Jaki?

— Jedziemy na wycieczkę.

— No nie. Chciałam się z tobą kochać, a nie zwiedzać okolicę — jęknęłam zawiedziona, tupiąc stopą w podłogę.

— Uwierz mi, nie pozwolę aby ominęło cię coś miłego, a i sam nie zamierzam marnować podobnej okazji. Lubię eksperymenty.

— Jakie?

— Zobaczysz.

— Na tej wycieczce chcesz mnie bzyknąć?

— Nie.

— Przelecisz mnie w samochodzie?

— Nie dzisiaj, ale innym razem, nawet chętnie — powiedział ze śmiechem.

— Więc gdzie mamy się kochać?

— Tu. Ale odłóżmy wszystko mniej więcej o godzinkę lub może ciutkę dłużej. Jest szansa aby wszystko okazało się znacznie fajniejsze niż się spodziewasz. Jasne?

— Czyli jaki masz plany przed bzykaniem?

— Jedziemy do sex-shopu.

— O masz… Po czorta?

— Zobaczysz. Po drodze kupimy też pizzę i szampana. Musimy czymś uczcić sprawę.

— Jaką?

— Twój pierwszy orgazm z facetem.

— Jesteś pewien, że się uda.

— Absolutnie, nie.

— To po co szampan? — wzruszyłam ramionami.

— Aby był pod ręką, na wszelki wypadek. Jeśli dziś się nam nie powiedzie, poczeka spokojnie w lodówce do następnego razu. Mieszkanie jest wolne przez najbliższe trzy miesiące. Kupa czasu i mnóstwo szans na eksperymenty przed nami. Będziemy próbowali. W końcu się uda, nie wątpię.

— Straszliwy optymista z ciebie. A co, jeżeli okażę się oziębła?

— Dakota, bzdury wygadujesz, kotku.

— Niezupełnie. Wyczytałam niedawno w sieci, że są takie kobiety, naprawdę. Same opisują na portalu jak z nimi jest.

— Wiem, że na świecie istnieją oziębłe baby. Ale nie zaliczasz się do nich, gwarantuję.

— Niby skąd masz pewność, że akurat mnie podobny feler nie dopadł?

— Mówiłem, masturbując się, zaliczyłaś wstępny test, szczytowałaś. Problem ewentualnej oziębłości odpada w twoim przypadku. Teraz moja kolej aby się tobą miło zająć. Popróbujemy. Obiecuję.

— A jeżeli mam jednak jakiś ukryty defekt związany z brakiem orgazmu. Co wtedy?

— Ręczę, że nie masz.

— Nie wmawiaj mi, że potrafisz wszystko przewidywać? Jesteś wróżbitą?

— Dak, spokojnie. Najczęściej faceci bywają nieudolni w tych sprawach, szczególnie młodzi. Ale starszym również się zdarza. Później zwalają winę na kobiety. One opisują swe klęski i porażki w sieci, a ty niepotrzebnie wszystko czytasz. Powstaje błędne koło. Daruj sobie podobne lektury tworzone przez czort wie kogo. Gro owych autorek to zapewne zamężne, sfrustrowane baby, na które żaden chłop nie chce już patrzyć, więc żalą się swym czytelniczkom. Wypisz się z ich grona i po problemie.

— Czyli co? Ty, Jerzy, wszechmogący cudotwórca, obiecujesz mi nagle orgazm? Tak ni z gruszki, ni z pietruszki? Pojawi się na twoje zażądanie? — spytałam z powątpiewaniem.

— Nie.

— Oj, coś ściemniasz, albo się pogubiłeś w zeznaniach.

— Nie.

— Więc co? Powiedz jasno.

— Dak, oferuję ci czynną pomoc w poszukiwaniu sposobu na osiągnięcie orgazmu. Proste.

— Kiedy się u mnie pojawi?

— Pojęcia nie mam. Ale nie boję się wyzwań. Szczególnie w łóżku. Nie pozostawię cię samopas z nierozwiązanym problemem. Przekonasz się.

— Kochany jesteś. Ale…

— Obiecuję, jeśli pojawią się dodatkowe kłopoty, wspólnie pokombinujemy na różne sposoby.

— Chyba czarno to widzę — westchnęłam bezradnie.

— Dak, nie zamartwiaj się niepotrzebnie. Głowa do góry.

— Kurczę Jerzy, z ciebie jest wielce przemądrzały, zanadto pewny siebie, samczy zarozumialec, czy tylko kompletny szaleniec albo istny wariat?

— Ni jedno, ni drugie. Zapewniam.

— Więc kim jesteś?

— Optymistą raczej. W dodatku niepoprawnym. A teraz chodź — pociągnął mnie za sobą w stronę drzwi prowadzących na klatkę schodową.


Po niecałej godzinie byliśmy z powrotem. Duża, mrożona pizza z szynką i pieczarkami oraz podwójnym serem, ketchup, makowiec, cztery browary, cola i szampan, wylądowały w lodówce. Zaś dwa wibratorki, baterie do nich, żele i olejek do masażu, na materacu pod ścianą. Do tego kajdanki, bóg wie po co. My ubrani, pomiędzy owym dobytkiem.

Sięgnęłam po mały, plastikowy wibratorek, zamknęłam go w dłoni i uruchomiłam. Drżał. Intensywność dało się regulować, ale nic więcej się z nim nie działo. Podobnej próbie poddałam większe urządzenie. Było wykonane chyba z lateksu. Przypominało realny, okazały, sterczący penis w kolorze ciała. Prócz wyraźnych drżeń, poruszała się nieco sama główka niby-fallusa oraz czubeczek nie większej niż kciuk wypustki umieszczonej na dolnym boku sztucznego kutasa. Wszystko również można było regulować. Po chwili, zdegustowana odrzuciłam przedmiot na legowisko.

— Te zabawki mają mnie doprowadzić do orgazmu? Liczyłam, że ty to zrobisz — rzekłam mocno zawiedziona.

— Właśnie mam taki zamiar — odparł ze śmiechem.

— Więc po czorta jeździliśmy po maszynki i obrączki? Chcesz mnie nimi skuć, niczym byle glina rabusia, który przypadkowo dał mu się złapać? Nie zamierzam zwiewać ci z łóżka, zapewniam.

— Chodziło mi o żele stymulujące i olejek. Resztę rzeczy wziąłem przy okazji, na zapas. Mogą się kiedyś przydać do wspólnej zabawy. Ale nie dziś — wyjaśnił.

— Gdy w sklepie zobaczyłam, że wybierasz wibrator pomyślałam, że pewno zaczęły się u ciebie problemy z wackiem i musisz wspomagać sprawę dodatkowym sprzętem. Miałam rację?

— Na męskie niedomagania są inne sposoby. Tego typu damski wibrator nie zadziała. Inny, mógłby się ewentualnie przydać. Ale spokojnie, nawet w ubraniu jesteś lepsza niż osławiona Viagra i wszelkie jej podróbki. Boję się pomyśleć co zacznie się ze mną dziać, kiedy cię rozbiorę — rzekł z uśmiechem, tuląc mnie do siebie.

— Nie zamierzam protestować przy rozbieraniu, ani oglądaniu mnie całkiem na golaska — odparłam, zerkając mu kokieteryjnie w oczy.

— Wspaniale.

— Pamiętam, że lubiłeś moją goliznę. Zaś mnie nakręcało obserwowanie, jak zachłannie pożerasz mnie wzrokiem, wielgachny samcze.

— Podejrzewam, iż owo pożeranie za moment się powtórzy.

— Więc skonsumuj mnie sobie, smacznego.

— Aha Dag, nie nastawiaj się dzisiaj na orgazm.

— Czemu? — zdziwiłam się.

— Popracujemy nad nim innym razem.

— Ojej, nie lepiej od razu spróbować?

— Najpierw oboje musimy przypomnieć się sobie. W zasadzie ja muszę cię poznać na nowo. Dwa lata to multum czasu w przypadku dorastającej dziewczyny. Wydoroślałaś, oszałamiasz pięknem i urokiem. Mam straszną ochotę cię oglądać, tulić, całować, pieścić…

— Wszędzie? Tak jak za pierwszym razem, w łódce?

— Nie tylko. Chcę na nowo odkryć twoje ciało. Zapewne jest jeszcze wspanialsze i atrakcyjniejsze niż wówczas. Widzę na co się zapowiada. Przeistoczyłaś się w prześliczną kobietę, pragnę cię pieścić.

— Wyłącznie pieszczoty obiecujesz?

— Zobaczymy…

— Nie bzykniesz mnie dzisiaj? — jęknęłam zaskoczona.

— Nie. Nie bzyknę.

— O masz. Jak to? Chcę seksu przecież.

— Ja również.

— No tak… Czyli jednak wacek zaczął ci już nawalać — wywnioskowałam z żalem.

— Póki co, działa bez zarzutu — odparł z rozbrajającym uśmiechem.

— Więc czegoś chyba tu nie rozumiem… Wyjaśnisz?

— Dak, bardzo chcę i oczywiście będę się z tobą kochał. Nie odpuszczę sobie tej przyjemności. Ale nie zamierzam cię bzykać, przelatywać czy dymać. Jest subtelna, a nawet zasadnicza różnica pomiędzy tymi wszystkimi określeniami i znaczeniami. Przekonasz się.

— Chyba nagle zaskoczyłam. Pojęłam, co masz na myśli…

— Miło. Chcę otworzyć przed tobą nowy świat.

— Jaki?

— Erotyzmu, zmysłowych pieszczot, pożądania, rozkoszy… Wszystkiego, co może być i bywa najlepsze, najwartościowsze i najwspanialsze w seksie. Oczywiście, o ile potrafi się z niego korzystać. A warto, zapewniam cię.

— Kurczę, naprawdę jesteś niesamowity.

— Ty także, choć w nieco odmiennym znaczeniu niż to powiedziałaś.

Przylgnęłam do niego całą sobą. Uniosłam głowę. Jego usta czekały już na mnie. Zaczęliśmy się całować. Początkowo krótko i delikatnie. Później coraz dłużej, bardziej namiętnie. Następnie przez pewien czas toczyliśmy zawzięty pojedynek na języki. Zabawnie zasysał mój w swoich ustach. Jakby go obezwładniał lub brał w jasyr. Odkryłam, że lubię gdy przygryza mi lekko dolną wargę. Nie wiem czemu zaczęło sprawiać mi to przyjemność. Po pewnym czasie zarejestrowałam, że robię się rozmarzona i… leciutko wilgotna.

Stopniowo zaczął wyłuskiwać mnie z ubrania. Nie rozbierał pospiesznie, nachalnie, nerwowo lub namolnie, jak czyni przeważnie przeciętny chłopak na imprezie, ale niezmiernie czule. Właśnie, w y ł u s k i w a ł ze wszystkiego co miałam na sobie. Wyłącznie on potrafił pozbawiać mnie odzieży w podobny sposób. Nieco lubieżny i zmysłowy jednocześnie. To strasznie nakręcało. Wszystko co czynił było niezwykle przyjemne. Na imprezach często reagowałam niechęcią na podobne zachowania kolegów próbujących zedrzeć ze mnie jakąś część ubrania. Teraz pragnęłam, żeby nieprzerwanie kontynuował wszystko co robi. Jedyne czego żałowałam to to, że stopniowo kończy się na mnie ubranie i za moment ta niesamowita chwila nieuchronnie przeminie.

Wprost oszałamiał pocałunkami i dotykiem. Zniewalał niemal. Zgodziłabym się na wszystko, czego by zażądał. Lecz niczego nie chciał. Stawał się dawcą niebywałej przyjemności. Pieścił i całował każdy skrawek odsłanianego ciała i stale rozbierał w nieopisanie erotyczny sposób. Nawet nie przyszło mi do głowy aby choć kokieteryjnie zaprotestować przy pozbawianiu mnie stringów. Stałam kompletnie naga, a on klęczał przede mną i językiem zwiedzał miejsce, które przed sekundą odsłonił. Potem stale szeptał, że jestem piękna, podniecająca, zjawiskowa, niepowtarzalna i jedyna. Nikt wcześniej nie obsypywał mnie komplementami w aż tak powalającej dawce. Nieomal dałam się przekonać, że naprawdę jestem nieziemską boginią piękności. Przynajmniej dla niego.

Kiedy ułożył mnie na plecach zarejestrowałam, iż momentalnie spostrzegł, że jestem wilgotna. Od razu przywitał się językiem z łechtaczką. Zadrżałam. Wplotłam mu palce we włosy i przytrzymałam głowę w miejscu, gdzie zawędrowała. Zrozumiał o co mi chodzi, a język w mig zaczął ciekawsko zwiedzać całą okolicę. Nieco podobnie jak za pierwszym razem, w łódce. Leżąc przed nim, rozsunęłam nieco szerzej nogi i jęknęłam. Bardzo subtelnie zassał mą kobiecość. Westchnęłam wyginając się nagle w łuk, a w dole brzucha poczułam jakby intensywne ciepło wolno przemieszczające się wewnątrz, ku górze. Wrażenie było mi kompletnie nieznane, lecz cudowne. Oszołamiało, podniecając jeszcze bardziej.

Podkurczałam mocniej nogi i bezwstydnie rozstawiłam je przed nim maksymalnie szeroko. Miałam przedziwne wrażenie, że jakaś tajemna moc albo siła, świadomie otwiera mnie na coś zupełnie nowego. Po dłuższej chwili intensywnych pieszczot na dole, biodra i uda poczęły mi lekko drżeć. Zwęziłam nogi i opuściłam wzdłuż boków Jerzego. Na moment otuliłam go nimi, zaś on bezustannie zasypywał mnie swą niewiarygodnie miłą pieszczotą. Nagle napięłam spastycznie mięśnie. Ponownie wygięłam łukowato kręgosłup. Poczęłam drżeć całym ciałem, a on jakby nigdy nic, nadal pieścił i całował wszystko co napotykał wokół łechtaczki, albo ponownie coraz intensywniej zasysał ją samą, a potem przyjemnie lizał. Nie czubkiem, a pełnym językiem, jakby zjadał lody z podłużnego rożka.

Kolejne uderzenie ciepła przemieszczającego się stopniowo do góry wyzwoliło ze mnie spontaniczne jęki i postękiwania. Zasychało mi w gardle. Nagle wydałam z siebie jakiś przedziwny dźwięk i gwałtownie uwięziłam jego głowę w dłoniach. Językiem intensywnie pieścił teraz punkt, w którym go zatrzymałam. Poczęłam dyszeć, odnosząc wrażenie, iż zaczyna mi brakować tchu. Krzyknęłam coś, po czym zarzuciłam mu nogi na plecy i prężąc się, przygwoździłam do materaca. W odpowiedzi zamknął w swych wargach łechtaczkę, a potem językiem urządził po niej wprost nieprawdopodobny galop. Sądziłam, że za moment oszaleję. Odchodziłam od zmysłów, wiłam się i jęczałam, usiłując wyrwać się z jego ust. Lecz przytrzymał mnie mocno za biodra i posapując, nadal nie przestawał pieścić. Jakby w ów sposób sadystycznie znęcając się nade mną. Wyrywałam się, szarpałam, szamotałam, a on nadal, ze stoickim spokojem przytrzymywał mnie silnymi rękoma i uparcie robił swoje językiem. Zupełnie nie zważał na moje protesty, tylko pieścił, jak gdybym go do tego zachęcała. Krzyknęłam błagalnie: „Jerzy, n i e!”. Lecz w ogóle nie zareagował. Nie przestał pieścić, a w właściwie niemal maltretować łechtaczki językiem. Nie zmieniał tempa. Nie zrobił ani sekundy przerwy. Nie odpuszczał. Nie słyszał mnie? Ogłuchł? Myślałam, że za moment zwariuję, że oszaleję…

Niemal rozpaczliwie próbowałam oderwać jego upartą głowę od siebie. Lecz jakim cudem kruszynka może wygrać zapasy z olbrzymem? W całkowicie bezsilnych dłoniach, już tylko trzymałam jego włosy, pojękując bezradnie i bezsilnie. Zaś on nieprzerwanie jakby chciał mi dopiec, albo zrobić na złość, uparcie i zawzięcie pieścił bez opamiętania dalej. Wargami i językiem niezmiennie kontynuował katorżniczą pieszczotę, która w kolejnej chwili poczęła wyzwalać ze mnie gwałtowne westchnienia, później coraz głośniejsze jęki, aż wreszcie wydobył się ze mnie przeciągły krzyk: „Jeeerzyyy”.

Napinając wszystkie możliwe mięsnie, spastycznie wygięłam plecy w łuk i mocno zadrżałam. Wpadłam w przedziwny dygot. Nagle, zaparta głową o poduszkę, zastygłam w napięciu i kompletnym bezruchu. Po czym bezwładnie opadłam na materac. Wyraźne uczucie ciepła, błogo rozpłynęło się po całym wnętrzu. Nie miałam pojęcia co się stało, ani co to było. Zakręciło mi się w głowie? Wyłączyłam się ze wszystkiego? Przepadłam gdzieś? Odpłynęłam w nieznane? Odfrunęłam? Nie wiem. Boże, pogubiłam się…

Jerzy niezwykle subtelnie i delikatnie muskał teraz wargami każdy centymetr mego krocza. Po chwili ułożył policzek w miejscu, z którego regularnie usuwałam włosy. Cmoknął mnie w pachwinę i znieruchomiał. Długo, naprawdę bardzo długo trwaliśmy tym nietypowym przytuleniu. Odczuwałam przedziwny błogostan, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam. Nie chciałam go przerywać. Pragnęłam, by ów moment trwał wiecznie. Milczałam, delektując się chwilą…

W końcu on pierwszy odezwał się ściszonym głosem:

— Dag, jesteś niesamowita. Cudownie reagujesz. Do tego smakujesz bosko, ambrozja po prostu.

— Zamęczyłeś mnie, sadystycznie zadręczyłeś łotrze, ale niemożebnie miło — szepnęłam, nie wykonując najmniejszego ruchu.

— Wiesz, sam nie wierzę z jaką łatwością i naiwnością dałem się nabrać ślicznej małolacie. Podstępna spryciara z ciebie.

— Spryciara? Do tego, podstępna? Nie rozumiem. Na co cię niby nabrałam? — mruknęłam zdziwiona.

— Na rzekomą oziębłość i brak orgazmu. Po co już na wstępie strzeliłaś dziwacznego focha? Nie pasuje do ciebie. Miałaś potajemny, ukryty cel? Sądziłaś, że poczuję się lepiej w roli nauczyciela albo terapeuty seksualnego? O co ci chodziło?

— O masz. Zwariowałeś chyba.

— Nie. Próbuję cię jakoś zrozumieć. Zaskakujesz mnie.

— Jerzy, nie wiem co ze mną zrobiłeś, naprawdę. To znaczy źle powiedziałam. Wiem co się stało, ale pogubiłam się we wszystkim. Odleciałam. To naprawdę był mój pierwszy i jedyny orgazm z facetem. Właśnie z tobą. Nigdy z żadnym nie doszłam, wspominałam przecież. Nawet blisko nie bywało. Najwyżej przydarzało się mniej lub bardziej fajnie, ale na tym koniec. Zaręczam. Rozumiesz?

— Mam ci uwierzyć?

— Boże, po cóż miałabym cię okłamywać, człowieku?

— Sam nie wiem…

— Ale ja wiem, że byłoby to głupie i bez sensu. Nie pojmujesz?

— Chyba rzeczywiście zacząłem mylnie oceniać fakty, sorry. Zaskoczyłaś mnie na całego.

— Ty mnie, również. Lepiej przytul mnie, a nie oskarżaj o krętactwo czy podstęp — powiedziałam cicho.

— Jeszcze raz przepraszam.

— Przeżyję. Wtul mnie w siebie, proszę.

Podciągnął się na legowisku. Objął mnie ramionami jak dawniej, w namiocie. Wyłącznie on potrafił układać się przymnie w podobny sposób. Wtuliłam się w niego. Wchłonęłam zapomniany, przyjemny zapach mężczyzny, który poznałam przed dwoma laty, w łódce zakotwiczonej w trzcinach na jeziorze. Zaskoczyło mnie, że jest kompletnie ubrany. Miał na sobie wszystko w czym był po naszym powrocie z sex shopu. Ja leżałam całkiem naga i nieco obezwładniona w jego silnych ramionach, które po raz kolejny uwięziły mnie zachłannie na amen. Ale czułam się bardzo bezpiecznie pomiędzy jego umięśnionymi łapskami. Jeszcze mocniej przylgnęłam do jego ubrania. Był w cienkich spodniach, przez które wyczułam erekcję. Dotknęłam jej dłonią. Odchyliłam w tył głowę i pocałowałam go w usta, porozumiewawczo potrząsając zajętą ręką.

— Co to? — zapytałam z uśmiechem.

— Mówiłem, jesteś lepsza niż Viagra. Gdy doszłaś, opadł na chwilę. Lecz twa tuląca się do mnie nagość, nawet przez ubranie ponownie zrobiła swoje — rzekł cicho, ze śmiechem.

— Bardzo cierpisz z tego powodu?

— Bynajmniej. Delektuję się tobą.

— Naprawdę ci się podobam?

— Dak, tworząc twe ciało matka natura przekroczyła wszelkie granice wyobrażalnego piękna. Potraktuj zachowanie wacka jako hołd składany twej boskiej kobiecości.

— Jerzy, peszysz mnie. Nie wiem co odpowiedzieć…

— Nie musisz nic mówić. Ale mam prośbę. Bardzo bym pragnął abyś ją spełniła.

— Postaram się. Lecz nie mam pojęcia o co chodzi.

— Prosta sprawa.

— Czyli?

— Kiedy jesteśmy wyłącznie we dwoje, nie zakładaj niczego na siebie. Masz prześliczne ciało, w każdym calu. Chłonę jego widok i wprost nie mogę się napatrzeć. Nie odbieraj mi tej możliwości i przyjemności przyodziewając cokolwiek na siebie.

— Nie wstydzę się ciała. Ale nigdy nie chodziłam przy kimś przez cały czas kompletnie na golasa. Nie mam w tym wprawy.

— Więc ponownie masz okazję doświadczyć ze mną czegoś po raz pierwszy — zaśmiał się.

— OK. W końcu czegóż się nie robi dla mężczyzny. Zajefajnego samca, na dodatek. Dziewictwo bezboleśnie, bezpowrotnie i przyjemnie utracone na łonie natury, więc chwała ci za to. Orgazm niespodziewanie zaliczony już przy pierwszym podejściu, mistrzu. Z totalnym ekshibicjonizmem oraz bezwstydnością przy tobie, powinno pójść jeszcze prościej, rozpustny erotomanie — odparłam ze śmiechem.

— Na pewno sobie poradzisz. I bynajmniej nie o moje erotomaństwo tu chodzi lecz o estetykę i odbiór niespotykanego uroku i kobiecego piękna — rzekł, cmokając mnie w policzek.

— Skoro tak, niech ci będzie. Patrz sobie, co mi tam. Będę łaziła przy tobie rozebrana. O ile nie będzie mi nazbyt zimno, ma się rozumieć.

— Boska jesteś.

— Doprecyzujmy. Mam być również bez stringów? W sumie niewiele zakrywają. W kroju, który lubię najbardziej, tyłek jest caluteńki na wierzchu.

— Poproszę o pełną nagość, prześliczna istotko. Nawet nalegam.

— OK., poradzę sobie z tak bezwstydnym bezwstydem. Skoro cycki oraz ponętny tyłeczek ci nie wystarczają, kuciapkę też będziesz miał gratis stale na widoku. Zerkaj sobie kiedy zechcesz. Naprawdę się nie wstydzę. Tym bardziej ciebie, mój wspaniały wybawco z dziewiczego stanu — uśmiechnęłam się, zerkając mu zalotnie w oczy.

— Super — cmoknął mnie w policzek.

— Ale chciałabym sobie jeszcze z czymś poradzić — powiedziałam cichutko i sztucznie nieśmiało.

— Mianowicie?

— Z tym — lekko potrząsnęłam jego nabrzmiałą męskością, uwięzioną w spodniach.

— Nie potrafisz rozebrać podnieconego faceta? Nie wiesz jak się za to zabrać? Nie uwierzę — odparł zdziwiony.

— Nie w tym rzecz.

— A w czym?

— Mam ochotę na coś, w czym nie mam wprawy. Rzecz znam głównie z filmików w necie. W realu zaledwie nikłe doświadczenie i po pijaku na dodatek. O porażce typu niewypał, nie wspomnę. Czyli zero praktycznych umiejętności.

— Możesz jaśniej?

— Mogę.

— Więc…

— Naszło mnie żeby zrobić ci loda. Najwyższy czas bym i tego się nauczyła. A przynajmniej zaczęła uczciwie trenować. Co ty na to?

— Dakota, naprawdę jesteś odlotowa i niesamowita. Zaskakujesz nie mniej, niż twoje imię przy pierwszym spotkaniu.

— Ostrzegałam, wprawy w tej działce nie mam. Możesz być zawiedziony.

— Bez praktyki wprawy nie nabędziesz.

— Wiem. Chcę poćwiczyć. Podpowiesz, gdybym się pogubiła?

— OK. Ale spokojnie, facet to proste urządzenie. Obiecuję, w porę ostrzegę przed finałem.

— O masz, o tym nie pomyślałam. Co mam z tym zrobić? W sieci i na imprezach widziałam, że niektóre laski wszystko połykają.

— Nie zaczynaj od tego. Po prostu wypuść plemniczki na wolność i po problemie.

— Ot tak, w powietrze?

— Albo na brzuszek.

— Nie lubisz kończyć dziewczynie w buzi?

— Lubię, jak większość facetów.

— Więc w czym problem?

— Sporo kobiet nie gustuje w smaku, zapachu i konsystencji spermy. Nie zmuszaj się do niczego. Nie warto. Ale kiedyś, z czystej ciekawości oczywiście możesz spróbować. Wyłącznie wolna wola. Lecz powtarzam, w łóżku niczego na siłę się nie robi, bo wtedy wszystko najczęściej okazuje się kompletnie bez sensu.

— OK. Przynajmniej mam jasny ogląd sprawy — odparłam, cmokając go w subtelny, ciutkę drapiący zarost na prawym policzku.

Przystępując ochoczo do rzeczy, szybko pozbawiłam go portek. W sumie, pomimo ewidentnego braku wprawy, oral wypadł nienajgorzej jak na pierwszy raz. A końcowy smak eliksiru okazał się całkiem znośny i do zaakceptowania. Choć nie powiem aby był to szczególny kulinarny rarytas, nadający się na przykład do okraszenia potrawy wielkanocnej. Lecz niektóre chińskie specjały naprawdę smakują znacznie gorzej, a ludzie w różnych częściach świata cieszą się, że mieli okazję ich spróbować.

Gdybym koniecznie musiała opisać wrażenia kubków smakowych podczas procesu konsumowania obfitej porcji nasionek Jerzego, powiedziałabym tak:

Pokrusz widelcem bardzo drobniutko, na kompletną miazgę, dorodnego szerszenia usmażonego podobnie jak frytki w głębokim oleju palmowym. Zetrzyj na pył 1/10 dobrze upieczonego kasztana jadalnego oraz ćwierć uprażonego orzeszka piniowego. Dodaj ciuteńkę cukru trzcinowego, mini szczyptę soli oraz białko z połowy kaczego jajka. Wszystko wymieszaj dokładnie, wlej do buzi i połknij”.

Poszło? No właśnie. I tak rzecz po prostu smakowała. Przynajmniej w moich ustach od zawsze szeroko otwartych na nowe smaki oraz wszelkie nietypowe kulinarne doświadczenia czy niespodzianki. Z wyjątkiem poczerniałych, chińskich, przeraźliwie śmierdzących jaj, egzotyczne smaki bynajmniej nie odstraszają. Przynajmniej mnie.

Skąd wzięłam powyższy pomysł na opisanie specyficznego koktajlu? Kiedyś poczęstowano mnie czymś smakowo podobnym na zachodnim wybrzeżu USA. Konkretnie w Chinatown, w San Francisco. Jako że jestem made & born in the States, nie mam problemu z przekraczaniem granicy państwowej w żadną stronę. Póki niczym przygłup nie oznajmię na lotnisku, że przybywam aby z premedytacją zabić aktualnego prezydenta, własnej obywatelce wjazdu nigdy nie odmawiają. No a w necie naprawdę łatwo wyszukać tanie przeloty. Szczególnie jeśli podróż podzieli się na etapy. A dalej? No cóż, wszystko może okazać się nawet mniej kosztowne niż w Polsce. O ile oczywiście robi się zakupy na promocjach, w tamtejszych odpowiednikach Biedronki (np. w sieci Safeway) oraz wie, jak ekonomicznie żyć w zaoceanicznym, wielgachnym kraju. Warto wybrać się kiedyś na długą wycieczkę do tamtego świata, aby przekonać się, że nie kłamię. Przedsięwzięcie naprawdę nie jest drogie. Serio! Przecież z autopsji poznałam sprawę. I to kilkakrotnie, a rozrzutną milionerką bynajmniej nie jestem.

*****

Przez kolejne trzy miesiące wiele razy spotykaliśmy się w Jerzym w czasowo wolnym mieszkaniu jego znajomego. Z czasem nawet nazwaliśmy je naszym… schowkiem. Nie mieliśmy ustalonego harmonogramu, godzin ani dni. Wszystko działo się spontanicznie. Sms lub telefon i… No właśnie. Wyłącznie seks? Otóż nie. Zawsze przed, albo po seksie były wspólne, coraz dłuższe rozmowy o najprzeróżniejszych sprawach. Nierzadko bardzo osobistych. Stopniowo dowiadywałam się o nim coraz więcej. Być może również przez ów fakt, stawał się coraz bliższym mi człowiekiem. Rozumiał mnie, a ja starałam się pojąć jego sposób myślenia oraz wiecznie towarzyszące mu obawy. Z tymi ostatnimi łatwo nie było. Przede wszystkim różnica wieku miedzy nami. Dla niego wielce istotny, stale powracający temat. Dla mnie, bez znaczenia. A nawet wielki plus w kontekście tego, czego dzięki niemu doświadczałam. Owszem, jestem koleżanką jego córki. Lecz co z tego? Od jakiegoś czasu nie przyjaźniłyśmy się już z Grażką, więc mój aktualny ogląd sprawy przedstawiał się inaczej. No i on obawiał się, że nasz romans w końcu się wyda. I co wtedy?

— Zaraz Jerzy, to nie jest romans — zaoponowałam.

— A jak nazwałabyś podobnie nienormalny i nieakceptowany społecznie układ pomiędzy nastolatką, a czterdziestoletnim chłopem? — zapytał.

— Przyjaźń — odparłam bez chwili zawahania.

— Wątpię czy ktokolwiek uwierzy w taką bajeczkę. Szczególnie widząc nas razem w łóżku, na golasa.

— Więc przyjaźń erotyczna. OK? Taka nasza niewinna, prywatna wersyjka dość powszechnego na świecie FWB — zaśmiałam się.

— Nie wiem co oznacza ten skrót — przyznał otwarcie.

— Układzik towarzyski: Friends with Benefits. Czyli krótko mówiąc, przyjaźń połączona z seksem, żeby obu stronom zawsze było milutko. Odpowiada?

— Co? Mamy być przyjaciółmi do łóżka?

— A i owszem — odparłam z uśmiechem na twarzy.

— Dak, tu nie Ameryka. W purytańskim, stłamszonym katolicko kraju, zważywszy na dzielące nas lata i pokolenia, trudno byłoby komukolwiek uwierzyć w podobnie specyficzny, dobrowolny układ. Tutaj z mety uznają mnie za parszywego, zwyrodniałego drania, wykorzystującego seksualnie niewinną, niepełnoletnią, atrakcyjną dziewczynę. Czyli krótko mówiąc, zrobią ze mnie dewianta, albo i kompletnego zboka.

— Jezu, przestań w kółko przejmować się innymi.

— To niełatwe…

— Więc najpierw pomyśl o nas. I podkreślam, wykorzystuj mnie oraz molestuj w łóżeczku, ile zechcesz. Byle zawsze milutko i namiętnie, czyli po twojemu. A w pokręconej wyobraźni ewentualnych, postronnych debili, bądź sobie niby wielce paskudnistym przestępcą, mój niemożebnie zajefajny draniu. Mam ci to dać na piśmie? Zaraz się zrobi, nie ma sprawy.

— Wątpię czy jakiekolwiek oświadczenie małolaty będzie w ogóle wzięte pod uwagę, jakby co.

— Jerzy, wyluzuj. Liczymy się my, a nie banda kompletnie odmóżdżonych, stetryczałych po kościelnemu, czy porąbanych intelektualnie zgredów.

— Ręczę, nie wszyscy nas zrozumieją.

— Więc pal ich diabli. Miej pełną świadomość, iż naprawdę nie chcę lądować w łóżku z kimkolwiek innym. Wolę, a przede wszystkim chcę, właśnie z tobą. Zrozum, stałeś się moim guru. Bardzo cenię sobie tę nietuzinkową znajomość oraz wszyściutko co nas łączy. Podkreślam, wszyściuteńko — zapewniłam.

— Owo łączy, staje się kolejnym problemem.

— O masz. Nie rozumiem.

— Stopniowo zaczyna nas łączyć nazbyt wiele. Początkowo zamówiłaś wyłącznie przysługę defloracyjną. Zatkało mnie, lecz po namyśle zgodziłem się, mając w pamięci fatalne doświadczenia z rówieśnikami pewnej dziewczyny, którą znam.

— Co jej zrobili?

— Kilku trzymało, a jeden rozdziewiczał.

— Zgwałcili biedną lasencję?

— Teoretycznie, jedynie pomagali koledze.

— W czym? I w jaki sposób?

— Przytrzymywali na łóżku jego rozebraną dziewczynę, bo się spod niego wyrywała. Palancik działając na sucho, nie mógł sobie poradzić z zadaniem, więc wezwał do pomocy wielce uczynnych kolesiów.

— Przecież to gwałt.

— W rzeczywistości ona chciała z nim seksu, ale nie takiego. W rezultacie, przez wiele lat unikała później facetów niczym zarazy.

— Po podobnym horrorze, nie dziwota — wzdrygnęłam się.

— Ano właśnie. W kolejnym etapie naszej odnowionej po pewnym czasie znajomości, miał być tylko orgazm. Pojawił się pierwszego dnia, ale…

— Uważasz, że to źle? Nie rozumiem — przerwałam mu z niedowierzaniem.

— Nie. Rzecz w tym, że nie poprzestaliśmy na owym elemencie. Spotykamy się coraz częściej i tak się składa, że wszystko układa się coraz lepiej.

— Cieszę się z tego powodu, a nie zamartwiam. Ty najwyraźniej, nie — byłam zaskoczona.

— Dak, problemem jest co innego.

— Czyli co?

— Chętnie się z tobą widuję. A w międzyczasie… Cóż, aż nazbyt często zaczynam o tobie myśleć.

— Dokładnie tak, jak ja o tobie. Tylko podkreślam ponownie, ja naprawdę się cieszę, a nie dramatyzuję z tego powodu. Istotna różnica. Dostrzegasz?

— Zaczynamy się od siebie uzależniać.

— Odpowiada mi to.

— Przez nasz układ wiecznie musisz okłamywać rodziców…

— Wszystkie nastolatki postępują podobnie. Zapomniałeś? Mówiłeś kiedyś matce: „Nie wrócę dziś na noc, bo idę przelecieć koleżankę?” Czy może raczej: „Mamcia, dziś przenocuję u kumpla. Będziemy się długo uczyli, bo jutro robią nam sprawdzian z matmy?”

— Naprawdę nie rozumiesz naszej dziwacznej sytuacji? Ja pomimo prób zachowania dystansu, wciąż nie umiem inaczej na nią spojrzeć.

— Jerzy powiedz mi, co twoim zdaniem jest zdrowszym i lepszym układem, czy też rozwiązaniem. Ja kocham się z tobą bo lubię i pragnę tego, a później kręcę ci się po domu na golasa, bo tak chcesz. Moje dwie koleżanki ze szkoły postępują nieco podobnie, tylko dodatkowo za każdym razem biorą jeszcze za to kasę od kompletnie obcych facetów. Nierzadko innych, nieomal za każdym razem. Jedna wyciąga nawet spore kwoty z podobnego hobby.

— Mówisz poważnie, czy jaja sobie ze mnie robisz? — zapytał oniemiały.

— Najpoważniej jak potrafię.

— Nie wierzę…

— Więc uwierz. Świat się zmienia. Najwyraźniej musisz zacząć za nim nadążać, mój drogi. Przynajmniej mentalnie.

— Nieco szokująca zmiana…

— Pogódź się z faktami. Przywyknij i dokształć się ździebko we współczesnych realiach.

— Nieco przerażają…

— Trudno. Dodam, że pierwsza laska, od wakacji ma także częściowo stałego, nadzianego sponsora tyle, że kurwi się na potęgę nie tylko z nim, ale i z innym, na jego oczach, bo tak im się czasem zamarzy. Owi dżentelmeni są bliźniakami i od czasów późno szkolnych wspólnie posuwają nieraz panienki, ponieważ lubią taką milusią rozryweczkę. A wiadomo, klient nasz pan. Zaś jego kaska będzie nasza, jak wzorowo wykonamy zamawianą usługę. No i przy podobnym dymaneczku płaci się od wacka, więc staweczka jest podwójna. Cóż, przydaje się arytmetyka, ekonomiczne prawa rynku oraz prościutka proza życia, jednocześnie.

— Szkoda, że z tej prostoty nieźle zajeżdża zgrozą.

— Przedsiębiorczy lachonek na pewno jest innego zdanka, mój drogi.

— Ile ona ma lat?

— Dokładnie tyle, co ja. Mówiłam przecież, to szkolna znajomość.

— Naprawdę aż trudno uwierzyć, że to prawda.

— Nie bądź niedowiarkiem. Za to druga ponętna dupeczka wyposażona nawet w spore cycki, od ponad roku ogłasza się w sieci, a potem całkiem na golasa paraduje chętnym po chałupach lub biurach, w najprzeróżniejszych punktach miasta. Oczywiście za solidną godzinową stawkę i bez opodatkowania do tego. Ta co prawda nie pieprzy się notorycznie z klientami, ale pozwala się obmacywać oraz zaglądać i wtykać sobie paluchy, gdzie się da. Każdy naturalny otwór ma swoją indywidualną cenę, nierzadko uaktualnianą ze względu na zasobność portfela konkretnego dżentelmena. Oczywiście za dodatkową opłatą, dzieje się też nieco więcej.

— Czyli co na przykład?

— Ostatnio w jakiejś firmie podczas telekonferencji, zrobiła pod biurkiem laskę biznesmenowi za extra stówkę i poważnie zastanawia się, czy aby przypadkiem nie włączyć owego punktu na stałe do swej dotychczasowej oferty. Bo przecież papierowe pieniążki są niezwykle miłe, wysiłek w sumie niewielki, a smak spermy nie ma większego znaczenia, jeśli szybciutko się ją czymkolwiek popije.

— Jej rodzice niczego nie podejrzewają?

— A gdzie tam. Zajęci własnym, bazarowym biznesem nie mają czasu na drobiazgi, więc przedsiębiorcza córcia jest bezpieczna.

— Przykra sprawa.

— To twój osąd. Ale wyznaj, w razie czego, którą opcję wolałbyś wybrać dla swojej pociechy. Moją czy którejś z dwóch panienek, o których ci przed chwilunią wspomniałam?

— Sugerujesz, że Grażka…

— Jerzy, wyluzuj. Grażka absolutnie nie ma z tym nic wspólnego. Chodzi o inne dziewczyny w moim wieku. Znam je, nawet nie wiem czy ona także. Wspominałam, nie rozmawiamy już ze sobą od dłuższego czasu i na jakąkolwiek zmianę w tej kwestii, raczej się nie zanosi. No i Grażyna raczej nie ma podobnych inklinacji.

— W waszej szkole dzieją się takie rzeczy?

— O ile wiem, w każdej. Lecz to się dzieje poza szkołą, a nie w niej, dla jasnego oglądu sytuacji. Na portalach społecznościowych ogłaszają się teraz wszyscy i w każdej sprawie. Nie wiesz o tym?

— Nie przypuszczałem, że nastolatki handlują własnymi tyłkami w Internecie.

— Zdarza się, że i dziewictwem. Ale fiutami, także.

— Co?

— Dokładnie to, co usłyszałeś. Chłopaków również rzecz dotyczy. Oferują za kasiorę swoje usługi pedałom. Względnie gejom, jeśli to drugie słówko brzmi lepiej dla twego ucha. Znam nawet kilku przedsiębiorczych chłoptasiów, więc wiem o czym gadam.

— Pojęcia nie miałem…

— To już masz. I zrozum, w moim pojmowaniu całej sprawy, nasz układ jest całkiem zdrowy, choć w tradycyjnym podejściu społecznym, rzeczywiście nieco nietypowy. Ale liczymy się my, a nie inni. I wiesz co ci powiem?

— Słucham.

— Każdej lasce życzyłabym takiego korepetytora od seksu, na jakiego mnie udało się trafić. Więc przestań wreszcie doszukiwać się zbędnych problemów w naszym układzie. Nie ma ich, a jeśli się pojawią, na bieżąco postaramy się je rozwiązać. Tyle w tym temacie z mojej strony. Aha, nie. Jest jeszcze jedno.

— Czyli?

— Dzisiejszy odlot był naprawdę wspaniały. Wyłącznie dzięki tobie oczywiście. Liczę na więcej, wiec nie łudź się, że łatwo z ciebie zrezygnuję. Czyli podsumowując, wykorzystuj mnie w łóżku, ile wlezie. Na twoim miejscu, jak nic skorzystałabym z takiej propozycji — spojrzałam mu znacząco w oczy i pocałowałam w usta.


Wyglądało, że dał się przekonać. Tyle, że nasza niesamowita sielanka minęła wraz z końcem czerwca, czyli z początkiem wakacji. Rozstaliśmy się w przyjaźni i rozjechaliśmy po świecie. No, może nie zupełnie po świecie. Jerzy wybierał się ze znajomymi na dwa tygodnie na Mazury, głównie na ryby. Ja poleciałam na dwa miesiące do ciotki, do Waszyngtonu. Później obie miałyśmy zwiedzić Alaskę.

Po wakacjach jakoś nie odnowiliśmy kontaktu. Wiedziałam, że nie dysponuje już schowkiem, bo w minionym lipcu właściciel lokum miał wrócić do kraju. Oczywiście myślałam czasami o Jerzym, ale nie zadzwoniłam. Nie wiem czemu. Tak jakoś wyszło. Cóż, on również milczał…

Rozdział: 3
Pierwszy sylwester w mieście

(Niespodziewanie z… Jerzym!)

W kręgu najbliższych znajomych nikt nie miał pomysłu na ciekawe spędzenie Sylwestra. Przede wszystkim brakowało lokum na udaną prywatną imprezkę oraz kasy na hulanie po barach lub w klubach. Za to miasto po raz pierwszy organizowało darmową, masową imprezę przy muzyce na żywo, w samym centrum. Grzech nie spróbować podobnej nowości. Poszliśmy więc w kilka osób.

I od razu pojawił się nonsens. Obowiązywał zakaz wnoszenia jakiegokolwiek alkoholu. Informowały o nim wielkie plakaty, zaś od rana niemal co godzinę trąbili o tym w miejscowym radiu. Ale sylwester bez procentów, czy choćby promili? Niemożliwe przecież. To miała być radosna zabawa, a nie stypa po kończącym się dziadku. Oczywiście z mety zjawiła się policja, bo jakże by inaczej. Posępni, złowrogo wyglądający gliniarze zrobili szpaler z mocno zdezolowanych radiowozów i sprawdzali wchodzących na główny plac, przez ową prowizoryczną, doraźnie skleconą bramkę. Ale gliniarz wiadomo, nie myśli. To niepodobne do niego. Z rzadka co prawda usiłuje ruszyć mózgownicą lecz i tak nic mu z tego zazwyczaj nie wychodzi, więc jedynie wykonuje rozkazy. Bo to łatwe, a on wyłącznie prościutkie sprawy ogarnia i dlatego jest gliną. W innej roli nigdzie by się nie sprawdził. Masakra. Tego wieczoru, głowach mundurowych alkohol najwyraźniej kojarzono wyłącznie z płcią męską. Więc sprawdzali tylko torby oraz kieszenie facetów. Dziewczyny przepuszczali niczym powietrze, jakbyśmy w ogóle nie istniały. Nie było nas, więc jako duchy przeszmuglowałyśmy pod kurtkami co trzeba. W rezultacie na całym placu zabaw nikomu niczego nie brakowało, a o północy ze wszystkich stron szampany strzelały na wiwat, że aż miło. No, może szampany to określenie nieco na wyrost w odniesieniu do białego, gazowanego, słodkiego wina, w grubej butli z odrutowanym, strzelającym korkiem. Lecz podobnie szlachetne trunki najwyraźniej dominowały na miejskiej imprezie, sądząc po etykietach pustych flaszek walających się potem gdzie popadnie.

Zająwszy dogodne miejsce na placu wypełniającym się stopniowo tłumem, z nostalgią spojrzałam na budynek po lewej stronie, a potem w okno schowka, w którym wiosną spędziłam z Jerzym mnóstwo cudownych godzin. Było oświetlone. Nie dziwota, właściciel lokalu powrócił pół roku temu z zagranicy i obecnie najwyraźniej przebywał u siebie. Zapewne nadal wśród wielce oryginalnych mebli, zrobionych z kartonowych pudeł i różnokolorowych, plastikowych skrzyneczek.

„A może właśnie zasiadł na podwyższonym, oryginalnym, pozłacanym kibelku w łazience bez drzwi i swą grubszą potrzebą po raz ostatni w starym roku zasmradza caluteńkie lokum?” — parsknęłam śmiechem, w myślach.

Tuż przed północą, przypadkowo ponownie zerknęłam w okno. Tkwiła w nim jakaś postać. Z powodu dużej odległości i braku lepszego oświetlenia po tamtej stronie placu, była po prostu cieniem człowieka patrzącego przez szybę na huczącą muzyką okolicę pełną rozbawionych i roztańczonych ludzi. Po pewnym czasie obiekt zniknął. Po kilku minutach znowu się pojawił, tym razem otwierając szeroko okno.

„Oho, moja doraźna, prozaiczna koncepcja o ostatnim, wielce udanym sranku w odchodzącym roku, zdaje się potwierdzać” — pomyślałam rozbawiona.

Postać nie dawała mi jednak spokoju. Przyciągała wzrok. Nie wiem czemu, ale poczęła skupiać uwagę na sobie. Niewątpliwie była męska. W pewnym momencie, w jej nielicznych ruchach dostrzegłam coś dziwnie znajomego.

Wybiła północ. Nagle poczęła szaleć muzyka, ludzie, szampany, race, petardy oraz różnokolorowe reflektory. Ostrymi światłami omiatały ściany wszystkich budynków lub punktowo, przez moment oświetlały na nieco dłużej poszczególne fragmenty elewacji. Wreszcie dopadły znajome okno schowka i tkwiącą w nim sylwetkę człowieka. Osłupiałam.

— Jerzy! — krzyknęłam odruchowo, podskakując i wymachując ręką w jego kierunku.

Oczywiście nie mógł mnie usłyszeć, ani dostrzec w szalejącym, rozjazgotanym tłumie. Jak zahipnotyzowana patrzyłam w górę, gorączkowo wymachując obydwiema rękami oraz uśmiechając się szeroko do niego. Łudziłam się, iż może jakimś niewyobrażalnym cudem jednak mnie spostrzeże. Gwałtownie przyspieszona, nieomal wariacka akcja serca i zachłannie wciągających powietrze płuc, stała się niewątpliwym dowodem na mą nagłą, niesamowitą wprost ekscytację.

— Wypatrzyłaś kogoś znajomego na dachu? — krzyknęła mi do ucha koleżanka, widząc co wyczyniam, trzymając stale zadartą głowę.

— Nie jestem pewna, ale chyba tak — odkrzyknęłam, stojąc tuż przy niej.

W ogólnym zgiełku nie było sensu tłumaczyć, iż w ogóle nie o dach chodzi. Błyskawicznie wydobyłam z kieszeni kurtki smartfona i w kontaktach momentalnie odnalazłam znajomy numer. Tylko… Nikt nie odbierał.

„Cholera, w harmiderze dochodzącym z ulicy, on nie ma najmniejszej szansy usłyszeć telefonu” — pomyślałam trzeźwo i logicznie.

„Jesteś w schowku?” — wystukałam i posłałam mu smsa.

Zero odpowiedzi, a facet dalej tkwi w oknie. Ponownie wychwytuje go, tym razem na nieco dłużej, obracający się mocny reflektor i…

„Tak, na bank. To Jerzy. Wyraźnie teraz widać. Co on tu robi? Idę do niego na górę” — postanowiłam błyskawicznie.

Lecz niemal w tej samej sekundzie pojawił się natłok mocno otrzeźwiających, asekuracyjnych myśli:

„Kurczę, a jeśli on nie jest tam sam? Może ma inną kobietę i z nią spędza Sylwestra w mieszkaniu kolegi? Może tamten ponownie wyjechał pozostawiając mu klucze? Albo facet zorganizował zabawę sylwestrową wśród swych pudeł i zaprosił Jerzego do siebie? Z kim? Pojęcia nie mam. Myślę wyłącznie o sobie i reaguję jak typowa małolata. Tak, na skrzydłach pognałabym zaraz do niego, ale nie odzywał się przez wiele miesięcy. Może już wiosną miał mnie dosyć, tylko przez delikatność nie odważył się tego nawet zasugerować? Wykorzystał okazję, że wyjechałam na długie wakacje i zamilkł, nie chcąc odnawiać kontaktów jesienią… Jejku, co mam zrobić?” — jęknęłam w duchu.

Bijąc się z chaotycznie błądzącymi myślami stale patrzyłam na niego, telepatycznie błagając aby się odezwał. A on… wyprostował się, zamknął oko, zaciągnął zasłony i zniknął.

„Odezwij się, Jerzy, błagam. Daj znać. Podpowiedz co uczynić. Bardzo, cholernie bardzo chcę iść na górę, ale nie zniosę konfrontacji z jakąś obcą, albo i znajomą dupą. Nie daj boże, kolejną koleżanką Grażki. Egoistycznie wolałabym abyś pozostał wyłącznie moim defloratorem i zajebistym nauczycielem niesamowitego seksu. Jerzy, zrozum, ja chyba…” — zamilkłam w myślach, obawiając się je dokończyć.

Utkwiłam wzrok w ekranie smartfona i w skupieniu, w pełnej gotowości czekałam na odebranie połączenia. Sprawdziłam, czy wibracje są dobrze ustawione. Choć palce drętwiały z zimna, w ogóle nie brałam pod uwagę wetknięcia go do kieszeni. W totalnym jazgocie nie mogło być mowy o usłyszeniu dzwonka.

„Jerzy, jestem tu, tuż koło ciebie. Sterczę jak głupia, niemal pod oknem naszego dawnego schowka. Daj znać jeżeli chcesz mnie zobaczyć, proszę. Nie, ja błagam. Zlituj się, Jerzy…”

Pojęcia nie mam czy w ogóle istnieje telepatia, ale z jakąś szaloną, wprost niewyobrażalną mocą, wbijałam się zachłannie wzrokiem w zasłonięte okno, śląc myśli przez szyby, firany oraz zaciągnięte kotary. Wylatywały ze mnie niczym energetyczne strzały i rozkazy niemogące pozostać bez odpowiedzi. Żądałam jej… Lecz po długim czasie oczekiwania, zwątpiłam w swe ewentualne nadprzyrodzone możliwości. Doszczętnie zdruzgotana i zrezygnowana, trzymałam telefon w opuszczonej bezradnie ręce.

„Skoro się nie odezwał, zapewne ma mnie dość. Już jakiś czas temu zamknął okno. Do tej pory na pewno by spostrzegł migającą w aparacie diodę informującą o moim esemesie. Spróbować zadzwonić ponownie? A jeśli już skasował tamtego esemesa? Głupia jestem sądząc, iż chciałby się jeszcze ze mną widywać. Po prostu zwyczajnie ma dość. Małolata znalazła sobie korepetytora od seksu. Zwariowała? Ostatecznie, ileż można się z taką wozić? Raz czy dwa przelecieć natrętną dupę, da się zrobić. Ot, choćby dla przyjemnej rozrywki, czy koniecznego, fizjologicznego rozluźnienia. Ale gnojówa zbeszczelniała, wiecznie chce więcej i więcej… Przesadza!” — usiłowałam odtworzyć sobie prawdopodobny tok jego rozumowania.

Schowałam mocno zziębniętą dłoń do kieszeni puchowej kurtki. Poczułam, że wilgotnieję pod powiekami.

„Jedyna nadzieja w tym, że w oknie stał jednak ktoś inny, bardzo podobny do niego. Jerzy bawi się pewnie gdzieś na noworocznej imprezie, a telefon przypadkowo pozostawił w szatni, w wierzchnim ubraniu. Dlatego nie odpowiada. Pewnie da znak życia dopiero po południu, jak się wyśpi i odpocznie, po całonocnej hulance…” — dodawałam sobie otuchy w myślach.

Pozostawiłam smartfona w spokoju w kieszeni kurtki lecz zziębniętą, zwiniętą w pięść dłoń, nadal ogrzewałam w jej ocieplanym wnętrzu. Niepocieszona, ze smutkiem spojrzałam w znajome okno. Nagle cień czyjejś ręki odsunął w bok zasłonę, a zewnętrzny ruchomy reflektor po raz kolejny przypadkowo wyłapał pojawiającą się w nim postać.

Kurczę, przecież to Jerzy. Ślepa nie jestem. Trzyma podkurczoną rękę przy uchu. Wygląda na to, że gada z kimś przez telefon. Czemu ze mną nie chce?” — jęknęłam bezsilnie, w gubiących się myślach.

W tym momencie wydało mi się, że kostkami zaciśniętych w pięść palców wyczułam leciuteńkie drgania telefonu. Momentalnie chwyciłam go pełną garścią i wyciągnęłam z kieszeni. Wibrował. W ogólnym harmiderze ustawionego na maksa dzwonka w ogóle nie było słychać, lecz na ekranie widniała zbawienna i wymarzona informacja: „Jerzy”.

Odebrałam błyskawicznie. Słyszałam jego głos, ale niczego nie mogłam zrozumieć. Dudniąca z gigantycznych głośników muzyka, wszystko kompletnie zagłuszała. Rozemocjonowana darłam się do aparatu ile sił w gardle oraz płucach, lecz do niego również nie docierały moje słowa. Rozłączył się. Za moment przyszedł sms:

„Gdzie jesteś?”

„Na dole, na placu. Widzę cię w oknie schowka” — odpisałam.

„Wpadnij na górę. W tłumie cię nie odnajdę.”

„Jesteś sam?” — wystukałam z lekkim wahaniem.

„Jak palec.”

Na tę wieść ucieszyłam się niczym wierna psina na powitanie swego pana, po długiej rozłące. Omal nie posikałam się z radości. Uśmiechnęłam się szeroko w stronę okna i rozpromieniona odruchowo pomachałam wolną ręką. W myślach ucałowałam go za tę przecudowną samotność. Naprawdę obawiałam się, iż spędza tę noc z jakąś kobietą. No bo jak, Sylwester, a on sam? Taki niesamowicie zajebisty facet? Niemożliwe przecież. A jednak…

„Kod domofonu, ten sam?” — wolałam upewnić się esemesowo.

„Te drzwi dzisiaj zamknęli dla bezpieczeństwa. Trzeba od tyłu.

„Którędy?” — nie miałam pojęcia o innym wejściu do starego budynku.

„Od sąsiedniego, wąskiego podwórka przy równoległej ulicy.”

„Nie znam. Nie wchodziliśmy tamtędy. Zabłądzę po nocy” — zmartwiłam się.

„Widzisz aptekę na rogu domu? Powinna świecić na czerwono.”

„Tak” — szybko zlokalizowałam neon.

„Dotrzyj do niej. Przyjdę po ciebie.”

„OK.” — odstukałam w końcowej odpowiedzi.

Wykrzyczałam koleżance w ucho, że znikam z imprezy, po czym zaczęłam przeciskać się przez rozbawiony tłum. Ktoś nieznajomy objął mnie i spontanicznie złożył życzenia noworoczne, całując w oba policzki. Odpowiedziałam tym samym i wytrwale wędrowałam dalej. Nie było to proste. Cały plac podzielono na sektory i poprzegradzano ciężkimi, metalowymi barierami. Musiałam je obchodzić nadkładając sporo drogi, po czym ponownie obierać właściwy kierunek. Raz pomogli mi dwaj potężni faceci, przestawiając mnie po prostu niczym pionek, za kolejną barierkę. Chwilę potem wpadłam na trzech gliniarzy ukradkiem podpijających wprost z butelki tanie, owocowe wino. Na mój widok jeden szybko ukrył niedopitą flaszkę pod mundurem i ruszyli w przeciwną stronę. Za to gdy zatrzymałam się na moment przy policyjnej ciężarowej budzie na dużych kołach stojącej nieco dalej, usłyszałam wesołą przyśpiewkę dobiegającą z jej wnętrza: „Jeszcze po butelce. Jeszcze po butelce, póki spiryt jest w manierce…”. Idąc dalej, stale potykałam się o puszki po piwie, puste butelki po najprzeróżniejszym alkoholu oraz bezprocentowych napojach. Wszędzie walały się opakowania po czymś do żarcia lub opróżnione paczki po papierosach. Wreszcie dotarłam pod aptekę i nagle wpadłam w objęcia Jerzego. Zaczęliśmy życzyć sobie noworocznie, ale niewiele słysząc z tego co mówiliśmy, szybko skupiliśmy się na przyjacielskim pocałunku. Przedłużyłam go nieco, nie zaprotestował.

Na górze z zaskoczeniem dowiedziałam się, że nasz schowek był wolny również przez kolejne miesiące. Znajomy Jerzego w ostatniej chwili przedłużył sobie o pół roku stypendium zagraniczne, o czym poinformował go z początkiem lipca.

— Za dziesięć dni wraca już na pewno. Przysłał nawet część swoich klamotów — rzekł Jerzy, wskazując cztery wielkie, kartonowe pudła stojące jedno na drugim w rogu pokoju.

— Zapewne nowe, zagraniczne mebelki, które najwyraźniej uwielbia — skomentowałam zgryźliwie, rozglądając się po pomieszczeniu. — Jedynie facet może żyć w otoczeniu mnóstwa pudeł i skrzynek, niczym homeless lub kloszard. Tylko oni z reguły w parku lub pod mostem, zaś on we własnym mieszkaniu. Lecz co do umeblowanka, gust widać identyczny.

— Jego sprawa — odparł Jerzy, machając ręką.

— Miałeś tu jakąś kobietę? — spytałam, przełykając ślinę.

— Oczywiście — potwierdził.

— Czyli dobrze się domyślałam dlaczego nie dzwonisz — odparłam z przekąsem.

— Nie odzywałem się z innego powodu. A tą kobietą byłaś ty, wiosną.

— Więc skoro nie było innej, czemu milczałeś mając nadal klucze do schowka?

— Dak, znasz moje obiekcje. Nie zmieniły się. Gdy jestem sam, wracają niczym bumerang w odniesieniu do ciebie i konfiguracji, w której zdarza się nam funkcjonować — powiedział nieco bezradnie.

— Szkoda, że tylko, zdarza. Pogodziłeś się z żoną?

— Zero szans i chęci w tej kwestii. Kompletnie zidiociała. Z taką jędzopą i potworą nie idzie wytrzymać — wzruszył ramionami.

— Rozwiedź się w końcu.

— Chyba rzeczywiście trzeba się będzie za to zabrać. Tylko strasznie dużo zachodu z durną biurokracją. Łatwiej zarejestrować sobie babę w urzędzie gminy, niż potem się cholery w sądzie pozbyć. Dlatego wiecznie zwlekam. Kompletny bezsens, że kiedyś się z nią ożeniłem.

— Chciałeś tego małżeństwa?

— A skąd, nigdy w życiu. Nawet mi się specjalnie nie podobała. Przeciętna, nudna dupa.

— O masz. Związałeś się na stałe z babą, która cię nie kręciła? — oniemiałam.

— Tak wyszło.

— Jakim cudem?

— Poznaliśmy się przypadkowo na wakacjach. Ciągle lało, więc z nudów na okrągło pieprzyliśmy się w namiocie, ile wlezie. Raz gumka cichaczem pękła. Zauważyła to rano, robiąc porządki. Łudziliśmy się, że być może usterka powstała dopiero po użyciu. Ale po paru tygodniach okazało się, że bachor jest w drodze.

— Ale siara…

— No właśnie. W tym durnym kraju oficjalnie nie ma skrobanek, a aborcja na lewo, to dla nas był wtedy majątek. Przymusowe, masowe wycieczki w tym celu do sąsiednich, bardziej cywilizowanych krajów, nie były wówczas jeszcze tak popularne, jak obecnie. Nie wiedzieliśmy nawet o podobnej możliwości. Internet z istotnymi informacjami był dopiero w powijakach. W praktyce, w sieci pisywało się wyłącznie maile. Nie poszukiwało się w nim porad życiowych, tylko porolni, muzyki lub innej rozrywki.

— Nie musiałeś się od razu żenić. Chcąc być fair, uznałbyś córkę, płacił alimenty i po krzyku. Po diabła od razu ołtarzyk, kropidło, sukienkowy i złote obrączki.

— Rodzina nalegała na ślub. Jej i moja. Szczęśliwie, nie na kościelny, bo to już kompletny cyrk. W końcu uległem. Teraz mam za swoje — westchnął.

— Wolisz dalej męczyć się w związku istniejącym wyłącznie w papierach urzędowych? Po czorta ci idiotyczny układ.

— Dakota, nie zadręczaj mnie tym szajsem, proszę. I tak mam go dość na co dzień.

— OK. Sorki, że w ogóle od tego zaczęłam. Nie powinnam. Tylko…

— Nie szkodzi. Podejdźmy do niemiłej sprawy inaczej.

— Czyli?

— Przeczytam ci coś, co niemal idealnie ujmuje i odzwierciedla kwintesencję problemu. A potem zakończymy temat. Zgoda?

— Niech będzie. Co przeczytasz?

— Wierszyk, na który niedawno trafiłem.

— Dawaj — rzekłam bez przekonania, że to najlepszy pomysł.

Pogmerał palcem po telefonie, po czym zaczął czytać:


O czarodziejce która przeistoczyła się w WIEDŹMĘ

Zestarzałaś się Jędzopo

(wszak dwadzieścia lat minęło),

czyniąc wszystko, żeby spieprzyć

przodków swych pierwotne dzieło.


Przerodziłaś się w koszmara,

Zwredniał strasznie ci charakter,

Bezustannie menstruujesz,

Wiem, rozumiem, to klimakter.


Lecz z czartowskim wprost bełkotem

Omamienie cię opadło,

Chcesz bym czynił czci przedmiotem

Szpetność twą, durnotę, sadło?


Chcesz by stwór podeszły wiekiem,

Co kobietą być już przestał

I z rzadka bywa człowiekiem,

Wciąż windować na piedestał?


Kiedyś niemal w nieskończoność

Słuchać twych wynurzeń mogłem.

Dziś człek myśli: „Jakim by tu

Zawrzeć babie gębę skoblem?”


Dawniej westchnień i rozkoszy

Potrafiłaś bywać źródłem.

Teraz jesteś wredną kwoką

I rozlazłym, starym pudłem.


Lecz ty zmian tych nie dostrzegasz!

Realizmu w tobie mało.

Myślisz wciąż, ropucho smętna:

„On uwielbia moje ciało…”


Wiedz, obrazie wiedźmy starej,

Że gdy z głębin swej kanapy,

Wychylając cielsko tłuste,

Wstrętne swe wyciągasz łapy,

Z gracją klępy (bez urazy

dla zwierzęcia wprost pięknego)

Zad unosisz, nadstawiając

Ryj do zwarcia miłosnego…

Wtedy staję się kastratem,

Co i nie chce, i nie może.

Seks z potworą z Łysej Góry?

Nawet Viagra nie pomoże.

— Autor podaje, że jest to brutalne uwspółcześnienie „Matrony” Boya-Żeleńskiego po niemal stu latach, od chwili powstania pierwotnego działa — dodał Jerzy na zakończenie.

— Nie chciałabym aby ktokolwiek o mnie kiedyś podobnie napisał — westchnęłam.

— Recepta jest prosta — zaśmiał się.

— Jaka?

— Nie stań się jędzą na stare lata — odparł ze śmiechem, podchodząc i cmokając mnie w policzek.

— Obiecuję. Postaram się.

— A propos naszych newsów życiowych. Masz chłopaka? — zapytał.

— Nie i nie zanosi się, póki co. Nie kręcą mnie ostatnio.

— Czemu? Coś przykrego się przytrafiło?

— Naprawdę chcesz wiedzieć?

— Jeżeli masz ochotę o tym opowiedzieć, tak. W przeciwnym przypadku możemy powrócić do tematu innym razem lub w ogóle go pominąć. Twoja wola.

— Po diabła odkładać, przemilczać albo ukrywać prawdę?

— Więc wal, słucham.

— Kurczę, Jerzy, powiem prosto i bez ogródek. Przeżyjesz?

— Nie ma sprawy.

— Mnie nie jest potrzebny chłopak w moim lub zbliżonym wieku, z wiecznie rozbrykaną, tryskającą po sekundzie kuśką lecz regularny facet. Samiec alfa. Najlepiej taki, jak ty. Do tego z jajami. Jarzysz?

— Wolisz starszych?

— Na to wychodzi. Widać już taka moja rodzinna tradycja.

— Mama jest znacząco młodsza od ojca?

— 27 lat.

— O, sporo — podkreślił.

— Spoko, to nie jest u nas familijny rekord.

— Serio?

— Owszem. Babcia jako dziewiętnastolatka zaszalała jeszcze bardziej.

— Czyli?

— Dziadek był starszy od niej o 34 lata. Nie znałam go, ale babcia twierdzi, że była z nim szczęśliwa. Przy różnych rodzinnych okazjach do dziś wspomina swego wybranka z nostalgią i wielkim sentymentem.

— Masz ciut nietypową rodzinkę — zauważył.

— Ano widzisz. Może geny? Może inne licho? Nie wiem. Lecz zważywszy na powyższą statystykę, nie dorównuję przodkom. Różnica latek między nami, to pryszcz i błahostka w porównaniu z nimi — machnęłam ręką.

— Dla mnie niezupełnie — odparł.

— Niestety, wiem — westchnęłam.

— Może spróbuj się rozejrzeć wśród starszych lecz sporo młodszych ode mnie. Na pewno ich nie brakuje. Jesteś ładna i atrakcyjna. Ciało masz super, piersi i tyłeczek palce lizać. Żaden ci cię nie oprze. Jestem pewien.

— Nie pocieszaj mnie noworocznie. W ostatni Halloween z jednym spróbowałam. I wyszło jak zwykle. Szkoda gadać.

— Czyli jak?

— Nijak. Masakra w łóżku. Przeleciał mnie sobie po prostu. Jedyne co miał fajnego, to kutas. Ale jak się okazało wyłącznie z wyglądu. W praktyce, do niczego.

— Ponownie orgazm okazał się problemem? Wiosną kilkakrotnie przećwiczyliśmy sprawę. Sukces okazał się o niebo lepszy niż się początkowo spodziewałem.

— Jerzy, z orgazmem przy nim było jak stąd do Waszyngtonu, albo i na Alaskę. Zachodnią na dodatek. Dalej, już tylko woda.

— Aż tak fatalnie?

— Kompletna siara. Nie miałam nawet szansy na miłe podniecenie, a ten już skończył i zaraz zasnął. Tak milutko, romantycznie, erotycznie i ekscytująco z nim było. Nic tylko wyć do księżyca, ratując się samotnie własnymi paluszkami przy słodko kimającym chłoptasiu. Gdyby się przebudził, pewnie ucieszyłby go taki widoczek, ale przespał sprawę, niedołęga.

— Jesteś jeszcze bardzo młoda, a już…

— O masz. Jerzy, nie zaczynaj. Tak, pamiętam, jestem małolatą, ale widać u mnie potrzeby i ochota na seks przyspieszyły. Jest mi potrzebny, nie ukrywam. Oczywiście nie u wszystkich dziewczyn w moim wieku tak się dzieje. Niektóre jeszcze nie bardzo wiedzą, jak zabrać się za robienie chłopakowi loda. Ale znam też dwie, które mają podobnie jak ja. Czyli nie jestem patologicznym wyjątkiem, niemieszczącym się w życiowej normie czy regule.

— Na początku znajomości facet często bywa nadpobudliwy. Szczególnie przy nowej, młodej i atrakcyjnej dziewczynie. Wówczas jego podniecenie bierze górę nad możliwością opanowania nadmiaru bodźców.

— Co mi po takim chwaście. O mnie chodzi.

— Spróbuj mu pomóc dłużej panować nad sobą.

— W jaki sposób?

— Może następnym razem najpierw rozładuj chłopaka ręcznie lub oralem, a dopiero później kochaj się z nim. Przy kolejnym podnieceniu zapewne dłużej będzie mógł się tobą zajmować. Kiedyś miałem podobnie — przyznał otwarcie.

— Jerzy, tak się składa, że wyłącznie z tobą, jedynym normalnym facetem w moim otoczeniu mogę być szczera, więc ci powiem.

— Miło mi. Słucham.

— Zrozum, mam już drobne doświadczenie z chłopakami. Dużo tego nie było, ale jednak. Czasem chadzam na imprezy. Święta zbytnio nie jestem. Lecz nie chcę w nieskończoność próbować i za każdym razem frustrować się w kółko. Bez sensu przecież. Nie próbuję także odstawiać łóżkowej belferki, bo sama dopiero raczkuję w tej działce. No i nie zamierzam uczyć podjaranych, matołowatych chłopczyków tego, czego nie wiedzą lub w ogóle nie są w stanie pojąć swym napalonym na byle dupę umysłem. Szkoda marnować czasu, skoro tuż obok istnieją na świecie faceci tacy jak ty. A zresztą, co tam inni. O ciebie konkretnie chodzi, nie o jakichś tam starszych mężczyzn. Jesteś facetem do wszystkiego, a do łóżka w szczególności. Poznałam z autopsji i cieszę się, że tak się stało. Jakimś cudem wypatrzyłam ciebie już w wieku piętnastu lat i sprawdziłeś się w dwustu procentach. Poczynając od samej demolacji pieprzonego, firmowego oplombowania. Orgazm, też miałam wyłącznie z tobą. Potrzebuję prawdziwego, regularnego mężczyzny, a nie byle samczyka ze sztywnym siusiaczkiem. Wybacz, może nieco brutalnie gadam, ale taka jest prawda oraz moja filozofia w tej kwestii. Przyznałam ci się otwarcie. Teraz wiesz w czym tkwi szkopuł i mój cholerny problem.

— Przyjemnie słyszeć, że tak pozytywnie mnie postrzegasz, ale…

— Bez żadnych ale, poproszę. Dziś składam tobie i sobie, czyli nam obojgu, podkreślam, nam obojgu składam życzenia noworoczne: Aby nasz układ, nadal rozwijał się w dobrym kierunku, bo dotychczas szczęśliwie tak się zdarzało. I oby tych zdarzeń przytrafiało się nam jak najwięcej — powiedziałam, patrząc mu w oczy.

W odpowiedzi podszedł, przytulił mnie i pocałował we włosy. Wtuliłam się w niego całą sobą. Ramionami otoczył mnie jeszcze bardziej. Milczeliśmy. Muzyka za oknami nieco się uspokoiła. Szyby w oknach przestały dzwonić. Świat normalniał po niedawnym, około północnym amoku. Poczułam się niezwykle bezpiecznie. Wchłonęłam jego zapach. Pamiętałam i lubiłam tę kuszącą woń. Uniosłam i odchyliłam głowę. Jego usta czekały tuż nad moimi. Z jego oczu emanowało ciepło i przedziwna, spokojna energia, która stopniowo wnikała we mnie. Zaczęliśmy się całować. Potem zamarliśmy w bezruchu, nie wypuszczając się z objęć. Zapragnęłam aby ta chwila nigdy się nie skończyła. On, chyba pomyślał podobnie. Tak mi się przynajmniej wydawało. A może to było wyłącznie moje pobożne życzenie? Nie jestem pewna…

Po krótkiej ciszy zza szyb poczęła dobiegać nastrojowa melodia. Chyba pierwsza spokojna tej szalonej nocy. Zaczęliśmy tańczyć. Kto uczynił pierwszy krok? Ja? On? Nie wiem…

„E, pewnie ja. Faceci przecież nie tańczą. Ale jemu idzie całkiem nie najgorzej, przyznaję. Ma wyczucie rytmu? Nie wierzę… Wow, dobry jest. Prowadzi? Kurczę, robi to idealnie w takt stale przyspieszającej muzyki. Nie gubi rytmu? Świetnie sobie radzi. O rany, tańczący facet… Ale jaja.” — pomyślałam z niedowierzaniem.

Tańczyliśmy bez przerwy przez ponad pół godziny, w rytm wszystkiego co dobiegało zza okna. Wreszcie muzyka ucichła. Z uśmiechem spojrzeliśmy sobie w oczy.

— Dak, świetnie się z tobą bawi. Potrafisz być niezwykle seksy w przeróżnych wygibasach. Jestem pod wrażeniem — rzekł, cmokając mnie w policzek.

— Ja też.

— W jakim sensie?

— Dotychczas sądziłam, że standardowi faceci nie tańczą. A już samce alfa, na pewno nie. W te klocki w klubach dobrzy są głównie geje. Heretycy częściej gustują w licznych drinkach, niż choćby w jednym tańcu.

— Los przypadkowo tak zrządził, że do kochających inaczej akurat się nie zaliczam. Przynajmniej na razie — odparł ze śmiechem.

— Więc chwała losowi. Całe szczęście, że tak masz. W przeciwnym razie nadal byłabym pewnie nieszczęsną i już mocno przeterminowaną dziewicą, mój bezlitośnie pociągający oprawco — powiedziałam, mrużąc kocio oczy i zarzucając mu ręce na szyję.

Przywierając do siebie w objęciach, zaczęliśmy się całować. Później przytuleni, długo staliśmy w milczeniu. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że ubranie mam kompletnie przyklejone do ciała, prawie we wszystkich miejscach.

— Jerzy, po naszym balowaniu jestem kompletnie mokra i lepka od potu. Nastawiając się na grudniową zabawę na ulicy ciepło się ubrałam, a nieoczekiwanie wylądowałam w mieszkaniu. Pozwolisz mi wziąć prysznic?

— Oczywiście. Czemu pytasz? Nadal czuj się tu jak u siebie w domu. Tak jak dawniej — odparł.

— Nie za bardzo mogę się tak poczuć.

— Czemu?

— Od lata nie ma tu już moich rzeczy.

— Co ci potrzebne?

— Ręcznik.

— Drobnostka. Da się załatwić — powiedział z uśmiechem, cmokając mnie w czubek nosa.

Podszedł do dwóch sporych, czarnych toreb bagażowych stojących w niewielkiej wnęce i zaczął je przeszukiwać po kolei.

— Spakowałem już część klamotów przed rychłą wyprowadzką stąd. Przez blisko trzy czwarte roku nazbierało się ich tutaj nieco — wyjaśnił.

— Od wakacji stale mieszkałeś w schowku?

— Nie, ale ostatnio zdarzało mi się nocować dość często. O patrz, właśnie trafiłem na szczoteczkę do zębów. Nowiutka, w plastiku zaplombowanym folią. Może być twoja. Chcesz?

— Przyda się, dzięki — odebrałam od niego opakowanie.

— Świeży ręcznik mam pewnie w drugiej torbie. Nie pamiętam gdzie go upchnąłem, ale na pewno jeszcze stąd nie wyjechał.

Dokopując się do dna wielkiej, czarnej torbo-walizy na kółkach, machinalnie zaczął wyjmować różne przedmioty ułożone na wierzchu. W pewnej chwili wydobył dwa wibratory zapakowane w foliową torebkę i położył je na wyjętym wcześniej podkoszulku. Przypomniały mi się wspólne zakupy w sex-shopie, wiosną.

— Po co kupiłeś wówczas chińskie zabaweczki? Nie używałeś ich ze mną ani razu — przypomniałam.

— O ile dobrze pamiętam wziąłem je na zapas, na wszelki wypadek.

— Po czorta?

— Początkowo tak zasugerowałaś mnie swymi problemami z orgazmem, że wolałem mieć pod ręką coś do pomocy. Pamiętam, że chciałem też wziąć jeszcze typowo łechtaczkową zabaweczkę, ale wówczas akurat im się wyczerpały. Sporo kobiet je kupuje, są niezwykle popularne.

— Nie wiedziałam nawet, że istnieją aż tak wysoko wyspecjalizowane maszynki do samoobsługi — przyznałam.

— Ano są. Jeśli masz ochotę zabierz oba, może ci się kiedyś przydadzą. Dla mnie nigdy nie będą przecież użyteczne. Właściwie powinienem ci je dać przed wakacjami, ale zapomniałem, że leżą tu gdzieś schowane.

— Jerzy, wolę twoje naturalne wibratorki: paluszki, usta, języczek, rozochocony wacek. Plastik, nie koniecznie.

— A w samotności?

— O masz. Zapomniałam, że wiesz.

— O czym?

— Kiedyś zeznałam ci, że czasem się masturbuję.

— Ja również. Więc jak, bierzesz je?

— Dobra, daj. Może wypróbuję kiedyś w stanie wyższej konieczności lub w akcie totalnej desperacji. Nie znam tego. Koleżanka mi kiedyś zeznała, że szału co prawda nie ma, ale miło było. Podobno lepiej niż z prysznicem o regulowanym strumieniu wody.

— Inaczej nie produkowaliby aż tak masowo babskich gadżecików. Zbytu by nie było — zaśmiał się.

— OK. Wibratory, rozumiem. Ale doskonale pamiętam, że kupiłeś wtedy także kajdanki. Po kiego diabła?

— Dokładnie w tym samym celu?

— Do zabawy z cipką? — oniemiałam.

— Bez przesady — parsknął śmiechem.

— Nie pojmuję. Chciałeś mnie skuć?

— Rozważałem taką ewentualność — przyznał.

— Bez sensu. Przenigdy nie zwiałabym ci z łóżka. Przecież sama się pchałam do niego, licząc na twoją pomoc. Jaka więc we wszystkim logika?

— Zdarzają się kobiety obawiające się przeżycia orgazmu. Chcą, ale boją się silnych, nieznanych wrażeń. Znałem taką dziewczynę.

— Skułeś ją i pomogło?

— Dokładnie. Tylko nie miałem kajdanek. Przywiązałem jej ręce do łóżka własnymi krawatami.

— O masz. Kompletnie nie do ogarnięcia. Jakim cudem coś takiego poskutkowało?

— Psychologiczny aspekt całego zagadnienia.

— Czyli co konkretnie?

— Zniewolenie. Ty bez obaw poddałaś się wszelkim pieszczotom i się udało. Co prawda nieco walczyłaś ze mną lecz w końcu pozwoliłaś się przekonać. Ona panicznie bała się nieznanego i zawzięcie, ostro wycofywała się w pewnym momencie, brutalnie odpychając mnie fizycznie od siebie. Uwięzione dłonie nie pozwoliły na to. Mogłem działać nadal. Ustawicznymi pieszczotami przełamałem w końcu opory i grube lody. Po kilku miesiącach sama śmiała się z dawnych lęków wiedząc, iż z facetem w łóżku czekają ją wyłącznie przyjemności, a nie tortura.

— Skąd wzięło się u niej coś podobnego.

— Uraz. Próbowano ją zgwałcić we wczesnej młodości.

— Skułbyś mnie żelastwem wielkoludzie i bezbronną kruszynę wziął siłą, gdybym się ciebie bała i protestowała? — oniemiałam.

— Dak, co ci nagle odbiło? Absolutnie, nie.

— Z tamtą tak postąpiłeś.

— No co ty. Zniewoliłem ją wyłącznie dlatego, że dobrowolnie mi na to pozwoliła. Gdy wyjaśniłem co i dlaczego planuję zrobić, chciała tego. Spróbowaliśmy kilkakrotnie, odnosząc w końcu sukces.

— Rozumiem, że nadal mogę ci ufać? — chciałam się upewnić.

— Bez najmniejszych obaw. Jesteś ostatnią osobą, którą bym kiedykolwiek skrzywdził. Dręczenie, przemoc czy sadyzm, to całkiem nie moje klimaty — odparł, wręczając mi czyściutki, zielonkawy ręcznik kąpielowy z imitacją jednodolarówki.

Wzięłam go pod pachę. Wówczas wyleciały z niego kajdanki. Podniosłam je i obracając na palcu, zapytałam:

— Jak krępuje się tym kobietę w łóżku? Ręce mają być z przodu, czy z tyłu?

— W zależności od sytuacji i tego co chce się robić.

— Jaki pomysł miałeś wówczas na mnie?

— Żadnego. Mówiłem, kupiłem rzecz na wszelki wypadek. Ale jakby przyszło mi ich użyć, prawdopodobnie ułożyłbym cię na łóżku i unieruchomił łapki nad głową.

— A potem mnie ostro zerżnął, czy pieścił i dopieszczał, aż do skutku?

— Nie rżnę kobiet. Co najwyżej się z nimi kocham. A pieściłbym cię, calutką.

— Nigdy ci tego nie zabronię. W moim przypadku obrączki raczej się nie przydadzą. Zbędny wydatek — podeszłam do sprawy czysto ekonomicznie.

— To tania zabawka, nie przejmuj się kosztami — odparł ze śmiechem.

Odłożyłam kajdanki na najbliższe kartonowe pudło, czyli mój dawny stolik na podręczne drobiazgi i ruszyłam w stronę łazienki. Dochodząc do niej, zatrzymałam się.

— Jerzy, w zasadzie powinnam się tutaj rozebrać. W łazience wszystkie łachy zaparują podczas kąpieli, a zimno na dworze, mogę się później przeziębić.

— OK., co za problem?

— Odwróć się i nie podglądaj.

— Zaczęłaś się mnie nagle wstydzić? — skomentował z niedowierzaniem.

— Nie, ale głupio mi robić pełny striptiz przed facetem, kiedy jestem mocno nieświeża. Później mogę latać po mieszkaniu na golasa, tak jak lubisz. Depilacja świeżutka, z przedwczoraj, więc jest bez zarzutu, siary nie będzie. Możesz sobie oglądać dowoli.

— Bardzo lubię twoją muszelkę, jest śliczna.

— Po odświeżeniu pozwolę ci się z nią przywitać. Nie widzę przeszkód. Póki co, wara od przepoconej cipki.

— Co powiedziałabyś na wspólną kąpiel? Tańcząc, również nieźle się zgrzałem.

— To zmienia postać sprawy. Rozbieraj się.

— Stojąc przed tobą?

— Tak. Jeden łaszek z siebie ty, jeden ja i tak, aż do skutku. Zobaczymy kto będzie pierwszy.

— Chcesz mi przypomnieć dawne studenckie czasy? Wówczas w akademiku grywaliśmy tak z dziewczynami w pikantną ruletkę.

— Na studiach dopiero? Zabawę poznałam na początku ogólniaka. Na imprezach się tak wygłupialiśmy. Nawet fajnie, a czasem i komicznie bywało, gdy chłopcy byli już nadzy, a laski nadal miały jeszcze coś na sobie. Obecnie już rzadziej zdarzają się podobne harce.

— Widać świat poszedł na przód. W szkole średniej nie znałem tego. Cóż, najwyraźniej różnica pokoleń robi swoje — pokręcił głową.

— Dobra, zakończ wspomnienia bo za chwilkę znowu usłyszę, że jestem zbyt młoda, albo ty nazbyt stary. A więc cicho, wiem. Pogódź się z tym drobiazgiem, mój drogi. Ściągnij coś z siebie, prędko.

— Od czego zacząć?

— Bez znaczenia. Dawaj po kolei.

Rozpiął, po czym zdjął koszulę. Ja bluzkę. I tak na zmianę. To on, to ja coś z siebie zdejmowaliśmy. W końcu stanął przede mną kompletnie goły, zaś ja zostałam jeszcze w staniku, grubych rajstopach oraz podwójnych majtkach.

— Najwyraźniej za grubo się ubrałam, majt zbyt wiele. Nie planowałam rozbieranej randki tylko zabawę na zimnej, nieco ośnieżonej ulicy — skomentowałem sytuację.

— Spokojnie. Z przyjemnością obejrzę finał — odparł z uśmiechem.

— Patrz i podziwiaj.

— Jest co…

— Więc korzystaj z okazji — powiedziałam, zrzucając z siebie resztę odzienia.

— Śliczna sprawa — skomentował pełną nagość, pochłaniając mnie wzrokiem.

— Jerzy, ale teraz daj mi minutkę — poprosiłam.

— Na co?

— Na siku. Ten ozdobny, pozłacany kibel a’la dwudziestowieczny Wałęsa, stoi niczym tron na samym środku bezdrzwiowej łazienki. Wiosną przyzwyczaiłam się i w końcu sikałam przy tobie lecz obecnie nieco mi głupio. Wypadłam z wprawy. Może jutro, albo pojutrze się poprawię. Ale teraz…

— Nie ma sprawy. Zaczekam. Daj znać kiedy skończysz — okazał wyrozumiałość, na którą liczyłam.

Potem umył mi plecy. Zrewanżowałam się tym samym lecz zajęłam się również pośladkami. Nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności.

— Na twoje mięsiste buły zwróciłam uwagę jeszcze jako dziewica. Napinałeś je chyba bezwiednie, stojąc na brzegu jeziora i obserwując ludzi w wodzie. Podobają mi się twoje pośladki — przyznałam.

— Mam jeszcze cokolwiek godnego uwagi, oprócz zadka? — zaśmiał się.

— Osobowość. Chyba dlatego lubię przebywać w twoim towarzystwie. Dobrze się przy tobie czuję. Właśnie teraz zdałam sobie sprawę, że tak jest. Poprzednio chyba mi to umknęło, nie wiem.

— Odnosiłem wrażenie, iż jestem dla ciebie głównie samczym obiektem seksualnym i prywatnym korepetytorem w tym zakresie.

— To na pewno, bez dwóch zdań. Jesteś dla mnie guru, istnym mistrzem w tej działce. Ale masz w sobie również coś, co mnie do ciebie przyciąga. Pojęłam to dziś, stojąc na ulicy. Wiesz jak ucieszyłam się kiedy z niedowierzaniem odkryłam, że facet w oknie schowka to ty, a nie jego właściciel? Niemal oszalałam z radości. Koniecznie chciałam się z tobą zobaczyć. Dzwoniłam, posłałam smsa, a ty nic. Pomyślałam, że zapewne masz tu jakąś atrakcyjną babę i chcesz, aby małolata odpieprzyła się wreszcie od ciebie, raz na zawsze. Odkorkowałeś, udowodniłeś że gówniara nie jest oziębła, a teraz masz jej dość. Ostatecznie, ile można wozić się ze szczylówą.

Obrócił się przodem, objął mnie i pocałował.

— Naprawdę wpadł ci do głowy podobny absurd?

— Początkowo łudziłam się, że może milczysz, bo nie słyszysz telefonu w ogólnym harmiderze dolatującym z ulicy. Ale nadzieja stopniowo słabła, aż w końcu zniknęła.

— Jakiś czas po północy sięgnąłem po telefon aby wysłać znajomym życzenia noworoczne. Spostrzegłem, że miga. Zerknąłem na wiadomość i ucieszyłem się, że się odezwałaś. Momentalnie oddzwoniłem podejrzewając, iż być może jesteś gdzieś w gigantycznym, ulicznym tłumie za oknem.

— Fizycznie nie łatwo było tu dotrzeć, bo pełno stalowych barier na placu. Musiałam je okrążać. Za to psychicznie, niemal frunęłam do ciebie na skrzydłach, nie bacząc na jakiekolwiek przeszkody czy zawalidrogi.

Ujął mą głowę w dłonie. Spojrzał w oczy i pocałował w usta. Zarzuciłam mu ręce na szyję i nie pozwoliłam przerwać pocałunku, ale nie miał chyba takiego zamiaru. Przypadkowo otarłam się biodrem o kran. Poczułam zimną wodę na plecach. Dlatego przerwaliśmy niezwykle miłe, subtelne zbliżenie. Dokończyliśmy mycie już każdy we własnym zakresie, bo we dwoje pod prysznicem było niestety zbyt ciasno. Wytarł najpierw mnie, potem siebie. Na koniec wielką szmatą zebrałam wodę z podłogi, aby jej nadmiar nie przeciekł do sąsiadów mieszkających niżej. Potem stanęłam przed nim i kokieteryjnym wzrokiem zlustrowałam jego nagie ciało.

— A wracając do twoich niezaprzeczalnych atutów, mój drogi, zdecydowanie podoba mi się jeszcze to — powiedziałam z szerokim uśmiechem, kładąc na otwartej dłoni jego wilgotne jeszcze genitalia.

— Przeciętny ekwipunek — skomentował skromnie.

— Dla mnie, wyjątkowy.

— Czemu?

— Dzięki niemu — uniosłam wiotki penis palcami drugiej reki — już w wieku piętnastu lat pojęłam, co oznacza potoczne określenie, męskość. Tylko, że prywatnie od razu nazwałam ją sobie wówczas, kutasem. Dla mnie lepiej brzmi. Bardziej zdecydowanie, odważnie i naprawdę męsko.

— Niektórzy uważają to słówko za nieco wulgarne określenie.

— Ja, nie.

— Słówko wacek, nie leży ci z jakiegoś powodu?

— Ostatecznie może być, ale jedynie wówczas jeśli wacuś rzeczywiście leży. A raczej wisi pomiędzy nogami i dynda sobie beztrosko, słodki maluszek. Tak jak ten, obecnie. To w sumie dość nijakie określenie, niczym fifrak, fiutek albo jeszcze gorzej, prącie. Istne karłowate maleństwa. To nie oddaje powagi i dostojeństwa samczego atrybutu gotowego do znojnej, wytrwałej i mozolnej akcji satysfakcjonującej na koniec kobietę. Do tego celu niezbędny jest Kutas. Przez duże K, na dodatek. Czyli twardy penis w pełnym, dumnym wzwodzie, prężący się w bojowej pozycji na baczność, przed chętną laseczką. Ale tak sprawa się ma jedynie w moim, prywatnym pojmowaniu istoty męskiego konkretu. Inni niech sobie gadają jak chcą. Nic mi do tego. Drażni cię to słowo?

— Nie.

— Zgadnij kiedy nazwałam sobie w myślach twój samczy organ, kutasem?

— Niby jakim cudem mam na to wpaść. Pojęcia nie mam.

— W dniu rozdziewiczenia. Najpierw, kiedy byłeś we mnie po raz pierwszy sądziłam, że musi być ogromny, wprost gigantyczny nawet, bo czułam, iż wypełnia mnie całkowicie i do samiuśkiego końca. Sądziłam, że to maks tego, co może się we mnie zmieścić. Pod wieczór kąpaliśmy się na golasa w jeziorze. Dopiero wówczas go ujrzałam, a potem pooglądałam sobie z ciekawością.

— Nigdy wcześniej nie widziałaś na żywo rozebranego chłopaka? — zdumiał się.

— Bez przesady. Jeśli często chadza się na imprezy, to raczej niemożliwe. Szczególnie jeśli bywa się na takich, gdzie pomiary samczego ekwipunku są nawet obowiązkowe. Ale żaden z wcześniej oglądanych kutasów nie wywarł na mnie takiego wrażenia, jak twój.

— Dostrzegłaś w nim coś szczególnego? — zapytał ze śmiechem.

— Najwyraźniej zadziałało u mnie jakieś niesprecyzowane poczucie estetyki, którego wcześniej nie miałam. Po prostu wydał mi się ładny. Serio. A mój mózg z mety skorygował pierwotne wrażenia dziewiczej cipki, odnoszące się do jego wielkości. Nie okazał się przerażającym gigantem, tylko normalnych rozmiarów. Wiedziałam, bo prócz bagażu imprezowych doświadczeń, wcześniej uważnie przeszkoliłam się także w necie, jak każda normalna dziewczyna, czy chłopak.

— Cóż, takie są smutne realia w działce polskiej edukacji seksualnej, na którą w świeckim państwie, nie pozwala panoszący się wszędzie kościół — westchnął, jakby z rezygnacją.

— Nie da się ukryć. Potem pozwoliłeś mi się pobawić obiektem mego zainteresowania. A on systematycznie rósł w dłoni, aż osiągnął ostateczny rozmiar. I dokładnie wtedy, zamieniłam sobie w łepetynie słówko męskość, na kutas. Czyli solidny kawał mięcha, twardy kołek, dostojny, dumny z siebie samczy organ płciowy, gotowy do przyjemnych działań. Właśnie ów rozsadzany energią, cholernie męski kutas, a nie byle jaki wacuś, czy nie daj boże kompletnie nijakie prącie, za przeproszeniem. Powtarzam, w moim prywatnym pojmowaniu męskości tak jest. Pojmujesz?

— Teraz owszem.

— Aha, i nie każdy penis w pełnym wzwodzie, automatycznie zasługuje na owo szlachetne miano.

— Czyli który twoim zdaniem spełnia odpowiednie warunki?

— Jedynie organ faceta wiedzącego jak kutasa używać. Zesztywniałe końcówki, którymi chłopcy chętnie popisują się na imprezach, to właśnie mogą być wacki. Czyli nijakie fiuty, które tak naprawdę jeszcze do niczego się nie nadają, oprócz szybkiego tryskania spermą po ścianach, przez co dziewczyny mają potem więcej sprzątania po samczych wyczynach po pijaku. Tyle, że oni nie przejmują się drobiazgami uważając, iż laska istnieje na świecie wyłącznie po to aby miło obsłużyć chwasta, a potem doprowadzić najbliższe otoczenie do stanu normalności.

— O chłopakach mawia się teraz, chwasty?

— Bywa. Na przykład wyrwać chwasta, znaczy poderwać sobie jakiegoś. Ale ciuteczkę krótsze słóweczko gad, moim zdaniem jest chyba jednak popularniejsze.

— Rozumiem, że seks i wszystko co się z nim wiąże, zawsze dominuje na współczesnych imprezach młodzieżowych.

— E tam, dominuje. Przesada. Ale jest. No, zdarza się, mówiąc zgodnie z prawdą. Inaczej bywa nudno.

— Na czym polegają najpopularniejsze zabawy?

— Jerzy, mam ci streszczać najprzeróżniejsze scenariusze? Sporo tego. Zwykle nie zapamiętuję na dłużej pospolitych wygłupów. Chyba, że coś wyjątkowego akurat się czasem przytrafi.

— Więc podaj choć jeden przykład.

— OK, niech ci będzie. Aktualnie zabawa w doktora mi się nagle przypomniała. Mniej więcej sprzed roku.

— W doktora? W ogólniaku? W coś takiego bawiłem się kiedyś w przedszkolu lub na początku podstawówki. Dokładnie nie pamiętam.

— Spoko, też tak miałam. Ostatnia wersja była typowo dla dorosłych.

— Czyli co konkretnie?

— Ojej, było ciut sztywno i nudnawo. Nieoczekiwana posucha alkoholowa do wszystkiego się przyczyniła. Zostały jedynie pojedyncze browary i to słabe. Ktoś puścił z pendrive’a w telewizorze pornola, ale kopia okazała się kiepskiej jakości. Pewnie była wersją bardziej na telefon, a nie na ekran wielgachny na pół ściany. Na filmie dwie kobitki badały facetów w jakiejś klinice, tylko najistotniejszych szczegółów nie było widać, bo obraz śnieżył i rozmazywał się w wielu miejscach. Któraś z lasek wpadła na pomysł, aby zamiast wytężać wzrok i domyślać się co powinno być widoczne aktualnie na ekranie, lepiej na żywo zabawić się wspólnie w doktora i dokładnie zbadać co trzeba wszystkim chłopakom obecnym na imprezie. Więc było podobnie jak w filmie. Dziewczyny zostały lekarkami i każda kolejno losowała sobie pacjenta. Z małego koszyczka na jajka święcone wyciągała karteczkę z imieniem chwasta i zabierała się przy reszcie, do szczegółowego badania. Najpierw kazała mu się rozebrać do majtek i oglądała oraz opukiwała całego. Potem gad kładł się na stole, ona ściągała z niego gatki i brała się za najistotniejsze u samca konkrety. Niezwykle dokładnie oglądała wszelkie anatomiczne detale. Obmacywała pieczołowicie klejnoty. Wymierzała centymetrem w obu sytuacjach to, co zmienia wielkość, grubość oraz kierunek ustawienia. Na koniec własnoręcznie pobierała spermę do badania, więc tryskało kulturalnie, do pojemniczka, aby po wygłupach było mniej sprzątania. U jednych zabieg trwał króciutko, u innych trzeba się było nieco namęczyć, ćwicząc rytmicznie i wytrwale nadgarstek. Ale zamierzony rezultacik został osiągnięty. Ze wszystkich końcóweczek poleciało co trzeba, bez wyjątku.

— Chłopcy byli zapewne wielce zadowoleni z takiego obrotu sprawy.

— Wniebowzięci nawet. Przy sprawnej obsłudze, żaden nie zaprotestował. Zaledwie kilku zakwestionowało jedynie ciut zaniżone wyniki pomiarów swego organu w pełnym wzwodzie. Innych uwag nie mieli.

— Czemu zapamiętałaś akurat tę zabawę?

— Właśnie zamierzałam nawiązać do istotnej niecodzienności całego wydarzenia, tylko mi przerwałeś.

— Więc słucham cierpliwie dalej.

— Otóż ostatnia z dziewczyn badając swego rozebranego pacjenta, przypadkowo odkryła coś nietypowego w woreczku z jajkami. Oznajmiła wszystkim, że chwast ma trzecie jądro, tylko chyba jeszcze nieco niewyrośnięte. Na tak sensacyjną wieść, zbiegli się wszyscy. Stanęli wokół stołu i po kolei badali osłupiałego delikwenta. Chłopaki także.

— Ty również?

— Też pytanie. Jako jedna z pierwszych dokładnie obmacałam nietypowy przypadek. Ciekawska przecież jestem.

— I co stwierdziłaś?

— Drobne dziwo. To było rzeczywiście coś jak małe jajeczko. Na przykład u przedszkolaka. Tyle, że w porównaniu do obu pozostałych normalnych jąder chłopaka, wydawało się nieco miękkawe. Nasze rezolutne konsylium orzekło, że jeśli uda nam się z pacjenta utoczyć więcej spermy niż było w przypadku innych gadów, będzie to oznaczało, iż ma jednak w woreczku trzecie jądro.

— I było więcej?

— Było.

— To może zależeć od tego, jak dawno miał poprzedni wytrysk.

— Tego akurat nikt nie wziął wówczas pod uwagę. Ale jeden z chłopaków miał wujka lekarza. Konkretnie, urologa. Z ciekawości zapytał go później przy nadarzającej się okazji o poprawność naszej amatorskiej diagnozy. A tamten roześmiał się i wykluczył podobne rozwiązanie. Ale po znajomości i z zawodowej ciekawości, obiecał fachowo skonsultować nietypowy przypadek.

— Co orzekł?

— Okazało się, że to guz, który trzeba szybko usunąć.

— Rak?

— Podobno nie, ale nie pamiętam jak zostało to określone. W każdym razie prawdziwy lekarz orzekł, że gdyby to coś pozostawić w spokoju, za kilka lat rozrosłoby się i chłopak mógłby mieć poważne problemy z płodnością.

— Najwyraźniej imprezowa zabawa w medyka, przypadkowo przyniosła pozytywny efekt — podsumował Jerzy.

— Widzisz, nie wszystko co wyczyniają nastolatki jest paskudne i od razu straszniście fe. Gdyby nie scenariusz podsunięty nam przez fatalnej jakości pornos, nie wiadomo jakby się sprawa potoczyła. Przeciętni lekarze nie obmacują przecież jąder chłopakom przy standardowych badaniach. A dzięki Melanii, Arnoldzik ma co prawda niewielką, jasną bliznę z boku jajecznego woreczka, ale w przyszłości nie grozi mu bezpłodność. Taka prawda.

— Skąd wiesz, że blizna jest jasnego koloru i z boku moszny?

— O masz, ale pytanie. Widziałam przecież. Na pierwszej powakacyjnej imprezie musiał się rozebrać calutki, więc później kazałam mu się położyć na podłodze i przy okazji, z ciekawości obejrzałam wszyściutko dokładniej. Normalne chyba.

— Dlaczego musiał się rozbierać?

— Ojej. Przegrał zakład z Marzenką. Wyskoczył przed nią z ubranka, zrobił na golasa dziesięć pompek i było po wszystkim. Ale nie wymagaj abym pamiętała o co się założyli. Drobna przesada — podkreśliłam.

Podeszłam do niego i cmoknęłam w usta. Przejechałam koniuszkiem języka po czubku nosa, po czym spojrzałam wesoło w oczy.

— Z radości, że nagle mamy niespodziewaną randkę, zapomniałam o czymś — powiedziałam cicho.

— O czymś istotnym?

— Yychy — mruknęłam, mrużąc kocio oczy.

— Da się nadrobić owo niedopatrzenie?

— Owszem… — odparłam, stale prowokując go wzrokiem.

— Na czym polega twoje zapominalstwo?

— Miło i noworocznie przywitałam się wyłącznie z tobą.

— A kogo jeszcze chcesz powitać?

— Jego — odparłam i ze znaczącym uśmiechem wskazałam palcem skromnie zwisający penis.

— Miło zapowiada się ten nowy roczek…

— Owszem. Zamierzałam to zrobić w łazience, ale nagły strumień zimnej wody na plecach, a potem sprzątanie jej nadmiaru z podłogi, ochłodziły moje niecne zapędy. Mogę nadrobić teraz paskudne niedopatrzenie?

— Nie będę protestował.

— Spróbowałbyś… — pogroziłam palcem.

Uklękłam i przekrzywiając głowę, z uśmiechem przyglądałam się z bliska jego atrybutom płciowym. Po dłuższej chwili, rzekłam:

— Jerzy, wtedy nad kurdybelskim jeziorem, miałam rację.

— Nie zaskakuję o czym mówisz.

— O nim — wskazałam palcem rozleniwioną trąbę.

— Czego owa racja dotyczyła?

— Estetyki i urody. On jest naprawdę ładny. Nie mówię tego aby sprawić ci frajdę, a jedynie relacjonuję swe potwierdzające się aktualnie wrażenia. Podoba mi się twój wichajster, serio.

— Od tamtej pory wielokrotnie widziałaś mnie na golasa. Nagle ponownie odkryłaś sprawę?

— Wychodzi, że tak. Z tak bliskiej odległości przyglądam mu się dokładnie po raz pierwszy.

— Niejeden raz pieściłaś wacka ustami. Wówczas było jeszcze bliżej.

— Ojej, zrozum. Przy oralu skupiam się głównie na swej robocie, a nie na podziwianiu estetyki i wyglądu obiektu, nad którym pracuję. Na dodatek zawsze chcę, aby całość ustno-ręcznego zajęcia wypadła miło i jak najlepiej, więc nie mogę się zbytnio rozpraszać. Nie mam jeszcze wielkiej wprawy i pełnej swobody w zabawie, uczę się dopiero. Raczkuję niemalże. Działam z uwagą, bo chcę robić istotne postępy.

— I robisz je. Nigdy nie zgłaszałem reklamacji — zaśmiał się.

— Miło mi z tego powodu.

— Mnie, jeszcze bardziej.

— Wiesz, chętnie strzelę fotę kutaskowi — zapowiedziałam.

— Poco? — zapytał, robiąc wielkie oczy.

— Niektóre dziewczyny pokazują czasami innym laskom fotki fiutów, które się im podobają lub z innego powodu przyciągają oko. Twój, wart jest uwiecznienia dla potomności. Naprawdę mi się podoba. Nie kłamię — zapewniłam.

— Pokazujecie sobie nawzajem zdjęcia wacków, swoich chłopaków?

— Też. Lecz wyłącznie wówczas, gdy któraś natrafi w spodniach na rzeczywiście ciekawy lub nietypowy egzemplarz. Na przykład wielki, dziwacznie krzywy lub gruby ponad miarę. W rzeczywistości, większość zdjęć pochodzi z netu.

— Niekoniecznie chciałbym aby twoje przyjaciółki oglądały mnie nago.

— Fiuta tylko cyknę. Bez uwidocznionej buzi, nie będzie wiadomo do kogo należy.

— Odmawiam.

— Trudno. Ale szkoda. Dobrze, że choć sama mogę się nim ponownie nacieszyć — rzekłam, obejmując palcami rozleniwionego wisielca.

Cmoknęłam go na powitanie. Potem koniuszkiem języka, pobawiłam się samym czubeczkiem żołędzi wystającym nieco z napletka. Następnie ściągnęłam go delikatnie z główki, a język począł zabawiać się jej podstawą, naszpikowaną jasnymi punkcikami. W końcu zassałam całość ustami. Poczułam, że samczy organ stopniowo rośnie w buzi i ogólnie staje się coraz większy. Nabierał grubości oraz wydłużał się, wnikając coraz głębiej. W końcu sięgnął niemal do gardła. Wtedy wyjęłam z ust armatnie działo, obejrzałam i popodziwiałam swe dzieło. A potem ręcznie doprowadziłam trzonek do maksymalnie nienagannej postury, na baczność.

— Szybko dziś reagujesz — powiedziałam cicho, oblizując obficie oślinione wargi.

— Przydługi post, plus twoja niezaprzeczalna uroda, robią swoje — odparł.

— Nie wmawiaj mi, że pościłeś aż przez pół roku. Jajeczka — cmoknęłam w nie — non stop pracują. Chciał nie chciał, musisz opróżniać zbiorniczki. Skoro żona wiecznie do dupy, pewnie masz inną partnerkę do tych spraw. Przyznaj się szczerze, łobuzie — powiedziałam, zerkając w górę, w jego oczy.

— Owszem mam. Nawet stałą — odparł.

— A jednak. Nareszcie się wydało. Więc czemu skłamałeś zapewniając wcześniej, że w schowku łajdaczyłeś się wyłącznie ze mną?

— Bo taka była i jest rzeczywistość.

— Aha, czyli posiadasz jeszcze inne lokum, w którym pieprzysz się z tamtą? Zeznawaj prawdę, bo zamiast pieścić, zgniotę ci zaraz jąderka — zapowiedziałam, chwytając pełną garścią klejnoty i robiąc złowieszczą minę. — Spróbuj skłamać… — dodałam groźnie, potrząsając delikatnie jądrami.

— Schowek jest moją jedyną kryjówką. Innej nie posiadam — odparł, uśmiechając się.

— To gdzie gzisz się z tamtą? U niej? Czy może podczas obecności świadomej wszystkiego żony, u siebie w domciu? Serio pytam — podkreśliłam.

— Zdarza się w domu oraz tutaj.

— O masz. Coś tu nie gra.

— Czemu?

— Zaprzeczasz samemu sobie, albo mi łżesz w żywe oczy. Łapiesz sens wszystkiego, co wygadujesz?

— Jak najbardziej.

— Więc jaja sobie ze mnie robisz. Tak?

— Nie.

— No to znacznie jaśniej, bardziej łopatologicznie, poproszę. Nie pojmuję twej zagmatwanej logiki. Moja inaczej działa.

— To jest moja stała partnerka — rzekł, składając w trąbkę prawą dłoń i wykonując przy sztywnym penisie kilka ruchów, naśladujących męską masturbację.

— Aż taki z ciebie samolub i potworny egoista? Nie przypuszczałam.

— Czemu tak sprawę oceniasz? Nie rozumiem. Masturbacja to normalny, zdrowy i powszechny sposób na rozwiązanie nabrzmiałego problemu.

— Owszem, ale dla osób, które nie mają towarzystwa mogącego dopomóc w milszym rozwiązaniu owego nabrzmiałego, twardego i sterczącego problemu.

— Wiesz przecież, że w gruncie rzeczy jestem samotny i znasz mój układ z żoną. Nic się nie zmieniło. No i nie mam kochanki.

— Kochanki może nie, ale masz mnie w zasięgu telefonu. Tylko przez kolejne pół roku nie pomyślałeś o prościutkim rozwiązaniu. A mogło być tak milutko…

— Rozmawialiśmy już o tym. Wyjaśniłem czemu tak się stało.

— Jerzy, więc wiedz, że przez ostatnich sześć miesięcy również miałam stałego partnera do seksu. Wygląda tak.

Uniosłam w górę prawą dłoń zwiniętą w pięść, pozostawiając wyprostowany środkowy palec.

— O, fuck! — syknęłam ze złością. — Źle wyszło, ale jesteś dorosły. Powinieneś zrozumieć, co miałam na myśli wykonując spontanicznie, powszechnie znany gest. Bynajmniej nie szło mi o to, co zazwyczaj oznacza on w codziennej rzeczywistości.

— Dotarło do mnie, spokojnie — zapewnił.

— Miło. Ale dla pełnej jasności dodam jeszcze, że czasami paluszki są dwa. O, te — zasalutowałam, również ze zwiniętą pięścią i wyprostowanymi, tym razem dwoma palcami. — Jak czynić kakofonię w powszechnie używanych gestach, to na całego — zaśmiałam się.

— W twojej masturbacji również nie dostrzegam niczego złego, ani niestosownego. Samo zdrowie — zapewnił.

— Tak? Tylko ja wolałabym o to szlachetne zdrówko zadbać wspólnie z tobą, w jednym łóżeczku. A nie cichaczem, w samotności, pod kołderką, w ciemnym pokoiku. W mini grupce bywa znacznie przyjemniej i raźniej. Dotarło?

— Dziś nadrobimy drobne zaległości.

— Drobne? Chcesz nadrobić pół roku w jedną noc, która w dodatku niedługo się kończy? Nie da się! Za cholerę — podkreśliłam stanowczo.

— Jeśli zechcesz, możemy mieć dla siebie najbliższy tydzień.

— Ciutkę lepiej, lecz to również nie do końca ładna propozycja.

— Czemu?

— Na początku wspominałeś, że właściciel schowka wraca dopiero za dziesięć dni.

— Taka prawda. Wtedy muszę oddać mu klucze.

— Tydzień, to siedem dni. Co z trzema pozostałymi? — zapytałam, zerkając mu znacząco w oczy.

— Również mogą należeć do nas.

— Aha, więc należą. Już postanowione. Trzymam cię za słowo.

— I stale za jądra. Rozumiem, że teraz je ocalę — rzekł ze śmiechem.

— Bez nich byłbyś do niczego. Nie opłaca mi się uszkadzać istotnej części faceta, skoro mam chcicę na niego. Pozostawię klejnoty w stanie nienaruszonym, spoko.

— Zawsze i we wszystkim zwietrzysz własny interes?

— Może? Nie zastanawiałam się nad tym. Ale dziś na pewno jest w moim interesie, aby twój interes nadawał się do miłej roboty. Musisz sowicie odpłacić mi za wspaniałomyślne nieuszkodzenie jajeczek, pamiętaj.

— Jak konkretnie mogę się odwdzięczyć?

— Dobrze wiesz, nie udawaj niewiniątka. Lecz ciebie również coś czeka.

— Co? Jeśli mogę wiedzieć.

— Poniesiesz karę.

— Karę? Za co?

— Za niebywały egoizm, wielomiesięczne, paskudne samolubstwo i samotne rękoczyny w zakresie istotnych potrzeb człowieka. Dziewczyna, to też człowiek z potrzebami w tej kwestii. Zapamiętaj.

— Nigdy w to nie wątpiłem. Jaką karę zamierzasz mi wymierzyć?

— Nie zrobię ci draniu loda. Z połykiem na dodatek. A miałam ochotę na śliską ostrygę. Widzisz co straciłeś?

— Ojej Dak, strasznie będę tego żałował.

— A żałuj sobie, żałuj. Możesz już zacząć. Przekształcając ci przed chwilą leniwego fiuta w dumnego kutasa, zamierzałam rozpocząć dziś wspólne harce od ciuteczkę perwersyjnych i lubieżnych figli. Ale miej za swoje, cholerniku.

— Skoro uważasz, że zasłużyłem na podobne okrucieństwo, trudno poddam się karze. Ale szkoda, naprawdę. Poprzednio stawałaś się coraz lepsza w fajniutkiej zabawie.

— Więc doceń pilną uczennicę i jej dobre chęci do dalszej nauki, egoistyczny korepetytorze od seksu.

— Nie sądzisz, że może jednak przydałby się drobniutki sprawdzianik? Przez pół roku pewnie zapomniałaś…

— O, co to, to nie! — przerwałam mu zdecydowanie. — Sklerozy jeszcze nie posiadam, więc spoko. Nie ominie cię zapowiedziana kara. Nie łudź się niepotrzebnie. Poniesiesz ją paskudniście paskudny paskudniku.

— Najwyraźniej muszę się z tym pogodzić…

— Innego wyjścia nie masz — zapewniłam.

— OK., mówi się trudno…

— Nareszcie pojąłeś swój błąd, mam nadzieję.

— Nie da się ukryć. Masz jakieś szczególne zażyczenie?

— Owszem.

— Jakie?

— Całuj mnie, pieść i dopieszczaj calutką. A potem przeleć. Nie. Kochaj się ze mną, długo. Postaraj się, abym odleciała. Jest mi to cholernie potrzebne, a tak się składa, że możliwe bywa wyłącznie z tobą. Z kimkolwiek innym, stale nie mam szans na milutki finał, naprawdę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 23.21 20
drukowana A5
za 65.01
drukowana A5
Kolorowa
za 102.78