E-book
8.87
Przygody księzniczki Marii

Bezpłatny fragment - Przygody księzniczki Marii


Objętość:
12 str.
ISBN:
978-83-8104-474-5

Marysia była śliczną małą księżniczką. Miała blond włosy, niebieskie oczka, malinowe usta i najcudowniejszy na świecie uśmiech. Kiedy się uśmiechała wszyscy w około zapominali o swoich troskach i zmartwieniach. Niestety mała księżniczka nie miała ojca.

Król zginął na wyprawie wojennej. Marysie wychowywała królowa matka, ale jak to w życiu bywa obowiązki wychowania księżniczki spadły na nadwornych nauczycieli, pałacowe bony i pokojówki. Wszyscy usługiwali Marysi, spełniali jej wszelkie zachcianki i życzenia.

Tak, więc dzieciństwo upływało dziewczynce w całkowitej beztrosce. Księżniczka dorastała i coraz częściej bywała poza swoimi komnatami. Bardzo lubiła uciekać swoim damom do towarzystwa, co bardzo je złościło.. Podczas swoich ucieczek Marysia niekiedy słyszała narzekania poddanych na królową matkę.

Mówiono, że jest złą królową i nie rozumie potrzeb swoich poddanych. Mówiono również, ze zmieniła się po śmierci króla. Dorastająca księżniczka nikomu nie zdradziła tego, co usłyszała przypadkowo. Było jej bardzo przykro, że tak mówiono o jej matce..

Pomimo żalu głęboko w sercu chowała żale służby. Długo zastanawiała się co ma z tym zrobić. Zastanawiała się co myślą inni poddani zamieszkujący ich królestwo o rządach królowej.. Była ciekawa opinii wielu ludzi a nie tylko garstki służby. Chciała poznać ich życie i obyczaje. Pewnego dnia tuż przed 17- tymi urodzinami, kiedy leżała w łóżku myślała nad tym jak uciec dla swojej świty i wmieszać się w tłum poddanych.

Obmyśliła plan ucieczki. Postanowiła, że wymknie się z zamku pod osłona nocy i ucieknie do sąsiedniego państwa. Tam doprowadzi swój wygląd do takiego stanu, aby nie odbiegać od reszty społeczeństwa. Chciała wyglądać jak zwykła wieśniaczka, zaniedbaną, w łachmanach i podartych butach. Czekała tylko na odpowiedni moment żeby zrealizować swój plan. Nastała ciemna noc, księżyca nie było widać.

— To jest odpowiednia chwila.

— Powiedziała sama do siebie i wymknęła się z zamku w najgorszych ubraniach jakie miała.

Poszła do stajni po swojego kochanego rumaka i na nim odjechała do granic państwa. Minęła granice, zsiadła z konia i kazał mu wracać do domu.

— Wracaj wierny przyjacielu, wracaj do pałacu.

— powtarzała, ale konik nie chciał opuścić swej pani. Z bólem w sercu księżniczka nazbierała kamieni i zaczęła rzucać nimi w rumaka. Konik nie wiedział, dlaczego tak postępuje jego pani i po dłuższym czasie uciekł. Jednak nie wrócił do pałacu, czuł ze nikt go nie potrzebuje. Błąkał się od gospodarstwa do gospodarstwa, ale żadnym z nich nie pozwolił się dosiąść i jeździć na swoim grzbiecie. Po bolesnym rozstaniu z wiernym zwierzakiem księżniczka Marysia ruszyła w dalszą drogę pieszo.

Szła, szła przez polne drogi szukając kałuż i błota żeby się wybrudzić i nie wyglądać na kogoś zamożnego. Nie unikała też zarośli, bo chciała wyglądać na obdartuskę. Jednak jej największym problemem były piękne usta, blond włosy i jej czarodziejski uśmiech. Były to bowiem jej cechy królewskie. Po całym dniu dotarła wreszcie do chaty na skraju osady. Była już wystarczająco brudna i obdarta, kiedy weszła do środka domu.

Miała nadzieję, że nikt nie będzie się pytał o jej pochodzenie. Zamierzony efekt osiągnęła ponieważ rozczochrane i poplątane włosy zmieniły jej wygląd zupełnie. Podarte ciuchy i okropna fryzura na głowie zmieniły jej wygląd zupełnie, była nie do poznania.

Zapukała w drzwi chaty, ale nikt się nie odzywał. Uchyliła więc je i weszła do środka.

— Jest tu kto? — spytała jednak nikt nie odpowiedział. Była zmęczona, usiadła koło pieca w którym się paliło. Zmęczenie jej było tak wielkie, że niemal natychmiast usnęła. Po jakimś czasie do chaty wróciła jej mieszkanka, stara wiejska zielarka.

— A coś ty za jedna? — pytała budząc nieznajomą..

— Nie znam cię. — mówiła dalej.

— Jak cię zwą? — spytała obudzoną Marysię.

— Ja, ja nazywam się Mania- odparła księżniczka.

— A skąd tyś? -Znów spytała zielarka.

— Ja? Sama nie wiem- odparła- Wędrowałam od wsi do wsi z ludźmi co mnie przygarnęli jak byłam mała- ciągnęła swą zmyśloną opowieść.

— Niedawno pomarli i zostałam sama. A wy babo, kim jesteście? Zapytała.

— Jestem tutejszą zielarką- odpowiedziała baba- A ty wyglądasz jak ludzkie nieszczęście, trzeba cię trochę doprowadzić do porządku- dodała. Chciała dać dziewczynie całe ubranie i uczesać włosy, kazała się trochę umyć.. Jednak dziewczyna mając na uwadze to, co chciała osiągnąć odmówiła pielęgnacji włosów, nie zgodziła się również na wyrzucenie wszystkich ubrań.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.