E-book
25.94
drukowana A5
35.1
Przestrzeń czasu

Bezpłatny fragment - Przestrzeń czasu


Objętość:
88 str.
ISBN:
978-83-8245-323-2
E-book
za 25.94
drukowana A5
za 35.1

Przedmowa

Witam Państwa na progu nowej książki, która powstawała na przestrzeni wielu lat.

Książkę tą rozpoczęłam pisać w roku 1989 wiele lat minęło aby nabrała ona obecnego kształtu oraz wymowy o jaką mi chodziło.

Jest to opowieść o przyjaźni, miłości i relacjach międzyludzkich.

Jest napisana językiem prostym aby trafiła do każdego odbiorcy.

Kiedy zaczęłam ją pisać nie wiedziałam jeszcze, że życie napisze dalsze jej losy w świecie rzeczywistym.

Choć nie tak sielankowe jak w książce ale za to bardzo realne.

Zapraszam do czytania pierwszej części przygód moich bohaterów.


Marzena Wisińska

Część pierwsza

Deszcz wygrywał na parapecie swoją melodię. Melodię chłodnego wieczoru i zbliżającej się jesieni.

W pokoju panował półmrok, jedynie ogień z kominka dodawał trochę jasności.

W fotelu naprzeciw siedział przykryty grubym kocem, siwy już Horacy.

Po wizycie tego dnia u swojego lekarza zamyślił się nieco nad sobą i swoim zdrowiem.

— Nadeszła już ta chwila, o której pisał w liście Pan Jacek — powiedział sam do siebie i wstał z fotela.

Podszedł do biurka stojącego przy oknie.

Wyjął z kieszeni swojego brązowego szlafroka mały kluczyk. Włożył go w zamek jednej z szuflad i przekrecił, zamek chrobotnął.

Otworzył szufladę, w której pieczołowicie przechowywał wszystkie listy od Pana Jacka.

— Gdzie jest ten pierwszy — mruknął do siebie.

Wśród sterty listów, szukał tego jednego.

— No wreszcie jest — usiadł w foteliku przy biurku, zapalił lampkę i zaczął czytać:

,, Horacy, gdyby nadeszła taka chwila, w której będziesz musiał opuścić ten Świat lub coś niesłychanie ważnego by się stało możesz zawiadomić o tym tylko jedną osobę; jest nią Pani Marzena.

Musisz o wszystkim ja powiadomić …’’.

Horacy odłożył list i wyjął z drugiej szuflady pióro i karki. Po chwili namysłu, nachylił się nad biurkiem i zaczął pisać.

Tymczasem, za oknem zrobiło się całkiem ciemno i deszcz zaczął jeszcze gęściej i mocniej padać tak jak by chciał powiedzieć, że on jest najważniejszy na całym Świecie. Po ukończeniu pisania Horacy odłożył pióro, wstał od biurka i poszedł powoli do swojego,,Królestwa’’ Przyrządzić kawalerską kolację. Po kolacji położył się do łóżka.

Długo leżał i rozmyślał zanim zasnął. Deszcz za oknem nie ustawał padać, wiatr świstał to ciszej to głośniej.

Marzena weszła do swojego biura, przez mikrofon poprosiła sekretarkę:

— Proszę przynieś mi dzisiejszą pocztę.

Po chwili w gabinecie Marzeny ukazała się sekretarka.

— Szefowo, jest kilka faxów z Hong Kong-u, New York-u, Paryża i list z Polski — na chwilę zawiesiła głos i popatrzyła na Marzenę swoimi dużymi zielonymi oczyma, z których szefowa wyczytała ogromne zdziwienie.

— Pokaż mi ten list — wyciągnęła dłoń po kopertę.

— Proszę- podała ją szefowej.

Koperta nic jej nie mówiła. Odłożyła ją na biurko. Dziewczyna stała wpatrzona w kopertę.

Marzena spostrzegła to:

— Czemu cię tak dziwi ten list? — zapytała Ją.

— Przecież w tym kraju niema z kim handlować?

— Można przecież przyjaźnić się z ludźmi nie tylko handlować.

— Tak ale… — urwała.

Dziewczyna milczała wpatrując się w swoją szefową.

— Czasami nie liczą się pieniądze ale przyjaźń, zapamiętaj to… — po chwili milczenia dodała- idź już.

Marzena usadowiła się wygodnie w fotelu i otworzyła kopertę.

Zaczęła czytać jej zawartość:

,, … Droga Pani …

Mam dla Pani bardzo ważną wiadomość o Panu Jacku i prosiłbym o jak najszybsze przybycie.

Będę czekał na Panią na dworcu w Szczecinku.

Horacy ‘’

Kobieta wstała z fotela, włożyła list z kopertą głęboko do torebki i jeszcze raz poprosiła sekretarkę Dziewczyna weszła do pokoju, Marzena zaczęła mówić:

— Zaraz zarezerwujesz mi bilet na najbliższy lot do Polski, potem wyślesz fax do Szczecinka, — masz tu adres — wtrąciła pisząc adres na małej kolorowej kartce.

— przyjadę za kilka dni i przejrzyj pozostałą korespondencję i odpisz na każdy — mówiła dalej

— Juliet będziesz moją zastępczynią jesteś za dobra na sekretarkę, dobierz sobie kogoś kto będzie zajmował twoją dotychczasową posadę.

— Dziękuję Pani — Juliet promieniała z radości — w końcu została zastepcą dyrektora o czym czasem marzyła.

— Proszę Cię nie mów mi ciągle,, Pani ’’, wiesz jak mam na imię — wychodziła już ze swojego gabinetu — zadzwonię za godzinę

— rzuciła prawie już na korytarzu.

Podeszła do dużej szklanej windy. Po kilkunastu sekundach drzwi windy powoli rozsunęły się.Marzena weszła do środka.

— O kogo ja widzę, jak po urlopie — zapytała.

— Maziena! — krzyknął Stew z entuzjazmem. Nigdy nie mógł poprawnie wymówić jej imienia.

— Jak było w Rzymie?

— Leniuchowałem przez całe dwa tygodnie — chwalił się.

— Jak twoje sprawy sercowe, poderwałeś kogoś, pochwal się.

— No, a jakże by inaczej, dwa tygodnie w Rzymie i nic nie poderwać. Poznałem piękną Włoszkę, przyjechała ze mną.

— To znajomość na dłużej — zapytała jak wychodzili z windy.

— Tak, będę się żenił, mam nadzieje, że zaszczycisz swoją obecnością nasze przyjęcie weselne? — otworzył jej drzwi prowadzące na zewnątrz.

— Może podrzucić Cię — zapytał jak zawsze.

— Dziękuje pojadę swoim, Cześć!

— Cześć! — patrzył na nią jak wsiadała do samochodu.

Marzena usadowiła się wygodnie na siedzeniu, odpaliła samochód i popatrzyła w lusterka.

Droga była wolna, włożyła wsteczny, wycofała, zakontrowała kierownicą i dodała gazu na prostej.

Cały ten manewr trwał kilkanaście sekund. Wszyscy znali Ją z tego, że prowadziła jak rajdowiec ale zawsze bezpiecznie. Miała super refleks i zmysł przewidywania różnych sytuacji.

Po kilku minutach jazdy po prostej wjechała na,,ślimaka’’ był bardzo zatłoczony. Nagle zobaczyła, że jeden z prawych pasów jest wolny zjechała na niego i po krótkiej chwili skręciła w boczną ulice, na której mieszkała. Zahamowała przed bramą do swojej posiadłości. W pilocie przycisnęła jeden z małych przycisków, brama otworzyła się. Równocześnie przydepnęła pedał gazu i sprzęgła, koła zawirowały w miejscu. Zdjęła nogę ze sprzęgła i szybko ruszyła. Minęła swoje tarasowe ogrody pokryte pięknymi kwiatami. Minęła zakręt i zaparkowała przed domem. Przed wejściem stał już gotów do pomocy młody zarządzający domem Chris. Wysoki szatyn o ciemnych oczach z uroczym uśmiechem. W swoim roboczym ubraniu wyglądał bardzo pociągająco: biała dwurzędowa marynarka i granatowe spodnie z zaprasowanym kantem.

Prywatnie ubierał się w najnowsze ciuchy z kolekcji, które zaprojektowała Marzena.

— Chris spakuj mnie szybko, wiesz co masz włożyć, to samo co zawsze. Proszę przynieś mi lemoniadę do basenu.

Skierowała się do jednego z pokoi. Zdjęła ubranie i rzuciła na kanapę. Została w jednoczęściowym fioletowym stroju. Wyjęła z włosów spinki, długie ciemne włosy rozrzuciły się na szyi i plecach.

Nagle Chris otworzył drzwi

— O! przepraszam — chciał wyjść.

— OK. Chris wejdź — słucham Cię.

— Chciałem zapytać na jak długo wyjeżdżasz?

W domu Marzeny każdy mówił do siebie po imieniu, nie chciała być urzędowa, pragnęła mieć w domu przyjaciół a nie roboty wykonujące jej prośby.

— Tak na prawdę to nie wiem, około tygodnia mi to zajmie. Po chwili namysłu dodała:

— Możesz się tu wprowadzić, jest tyle miejsca, że starczy i dla Ciebie.

Chris usiadł z wrażenia na fotelu naprzeciw drzwi prowadzących do basenu.

— Czy na pewno chcesz żebym tu zamieszkał?

— Oczywiście, że tak — stanowczo odpowiedziała.

Nikt nigdy nie próbował jej się sprzeciwić, i tak postawiłaby na swoim oczywiście w pozytywnym znaczeniu.

Podeszła do fotela i usiadła naprzeciw Chrisa, mówiła dalej:

— Chciałabym,  żebyś tu zamieszkał,  ponieważ nie mam tu bliskiej osoby,  a Ty pracujesz tu od początku.

— Co ma do tego praca?

— Właściwie to nic. — uśmiechnęła się — może jestem dobrą wróżką, która spełnia marzenia.

— Mam do Ciebie pytanie, na które próbowałem sam sobie odpowiedzieć ale nie mogę tego zrobić.

— Jakie? — pytaj.

— Nie odpowiesz, domyślam się.

— Zależy jakie będzie pytanie.

— Dlaczego zostałaś sama?

— To jest długa historia, kiedyś sam się dowiesz, a może Ci powiem, albo nie powiem.

Po chwili milczenia wstała z fotela.

— Tak w ogóle to nic nie wiesz i nie rozumiesz — ten temat zawsze Ją drażnił.

— Dlaczego tak myślisz?

— Nie pytaj więcej o to proszę — wyszła z pokoju przez drzwi prowadzące do basenu.

Boso przeszła po zielonej krótko przyciętej trawie.

Jak zwykle zeszła po drabince do basenu. Ciepła woda przyjemnie pluskała, sztuczne fale rozbijały się o ciało kobiety jak o wielkie skały. Marzena zanurzyła się cała i zanurkowała, po chwili wypłynęła z drugiej strony basenu. Jej długie ciemne włosy przykleiły się do ciała tak jak i strój. Jeszcze raz przepłynęła basen i podpłynęła do drabinki.

— Chris, choć na chwile! Zawołała jego, bo wpadł jej do głowy nowy pomysł.

— Jestem, słucham Cię — postawił lemoniadę na stoliku i podszedł do basenu.

— Coś ci powiem, podaj mi rękę.

Chris nie spodziewając się niczego wyciągnął dłoń. Marzena chwyciła jego rękę i Chris znalazł się w basenie.

Kobieta roześmiała się.

— Zachowujesz się jak nastolatka! Oburzony wypowiedział te kilka słów wychodząc z basenu. Woda okapywała z białej marynarki, spodni i włosów.

Popatrzył na siebie i zniknął w drzwiach do pokoju.

Marzena pośpiesznie wypiła lemoniadę, powycierała włosy dużym ręcznikiem, potem zrobiła z niego turban na głowie. Ubrała się w swój ulubiony różowy szlafrok i poszła do pokoju. Wygodnie usadowiła się na fotelu i zaczęła czytać książkę.

Po cichu do pokoju wślizgnął się Chris, stanął za fotelem i położył dłonie na ramionach Marzeny.

Spokojnie podniosła głowę do góry i popatrzyła mu prosto w oczy.

— Przepraszam uniosłem się, wybacz — prosił

— Wcale się nie gniewam, wręcz przeciwnie, ucieszyłam się, że tak ktoś może jeszcze do mnie mówić. Chciałabym mieć tyle lat co ty.

— Przecież jesteś młoda.

— No wiesz, czterdziesto-pięcioletnia kobieta nie jest już taka młoda.

— Ale taka jak Ty jest młoda, zwłaszcza dla mnie, ale przecież chyba wiesz, że naprawdę to liczy się wnętrze i to kim jesteś a nie jaka jesteś i ile masz na koncie.

— OK — dosyć tych komplementów, jedź po swoje rzeczy — wstała i chciała wyjść z pokoju lecz On zatrzymał Ją, chwycił w ramiona i pocałował. Marzena z wrażenia oniemiała, po kilku sekundach powiedziała:

— Nie bądź taki dowcipny — to powiedzonko przetrwało od młodzieńczych lat.

— To było na pożegnanie — popatrzył jej w oczy.

— No tak, na pożegnanie potem na powitanie, nie za dużo! — zażartowała.

— Chyba nie — odpowiedział wesołym głosem. Przeczesał ręką włosy opadające mu na czoło.

Marzena weszła po drewnianych szerokich schodach na piętro. W pokoju na łóżku leżały przygotowane jej ulubione ciuchy: dżinsowe spodnie, kurtka i jakaś bluzka trykotowa z barwnym wzorem.

Usiadła przy toaletce, zdjęła ręcznik z głowy, włosy rozrzuciły się w nieładzie.

Wzięła do ręki słuchawkę i wystukała na klawiszach numer. Po chwili oczekiwania w słuchawce odezwał się głos.

— Słucham sekretariat Blue Mode.

— To Ja — odezwała się wesoło.

— A to Ty, najbliższy samolot masz za półtorej godziny, zdążysz? — zapytała.

— Raczej nie, a następny, o której?

— Następny jest o 21.08.

— O której jest w Warszawie?

— Około 22.30.

— Czy możesz zarezerwować mi apartament w hotelu Victoria, to jest oczywiście w Warszawie.

— Oczywiście zaraz to zrobię.

— Dziękuję Ci, jak już to zrobisz to poszukaj kogoś na twoje miejsce, jak mówiłam już wcześniej zarządzasz firmą podczas mojej nieobecności.

— Tak już znalazłam, ale czy zgodzisz się żebym poleciła moją przyjaciółkę, która trzy lata temu straciła prace, była sekretarką w firmie, która zbankrutowała. Ma dobre referencje z poprzednich miejsc zatrudnienia.

— OK — prześlij mi na pocztę jej CV i referencje, odpowiem jak skończę czytać.

Szybko przeczytała przesłane CV i odpowiedziała Juliet.

— Dobrze, pomożesz jej gdyby miała jakieś kłopoty. Miłej pracy życzę, Hej — odłożyła słuchawkę. Pilotem włączyła muzykę, która delikatnie rozchodziła się po całym pomieszczeniu.

Po chwili zadzwoniła,,babcia’’ z kuchni.

— To Ja kochanie, o której ma być obiad — Słodki głos,,Babci’’ zawsze podnosił wszystkich na duchu i wprowadzał w dobry nastrój.

Miriam po pierwsze niebyła babcią ( jeszcze ) lecz kucharką w dodatku wyśmienitą. Była to osoba zawsze uśmiechnięta, można by powiedzieć, że bez zmartwień i codziennych problemów, dosyć tęga o siwiejących już włosach ale zawsze zadbana. Otyłość w niczym jej nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie nikt z domowników, bo tak można było nazwać pracowników w domu Marzeny nie wyobrażał sobie,, babci’’ Miriam np. szczupłej.

— obiadu może dzisiaj dla mnie nie być, zjadłabym kolorowe kanapki, które tak wspaniale robisz.

— Jak to obiadu nie robić dla ciebie, przecież trzeba coś ciepłego zjeść — protestowała Miriam.

— Proszę tylko kanapki, a teraz sobie poczytam, o drugiej zadzwoń po mnie.

— Dobrze — wyłączyła się.

Kobieta wyjęła z nocnej szafki książkę. Była to najnowsza pozycja współczesnego pisarza Jacka Needi.

Marzena uwielbiała czytać jego książki, miały taki sam styl, jakim posługiwał się Jacek.

Zaczytała się tak, że nawet nie słyszała kiedy pod dom podjechał Chris, swoją Hondą ze swoimi rzeczami w plecaku. W tym samym czasie zadzwoniła Miriam.

— Kochana chciałaś kanapki, już są, no i jest już druga.

— Dziękuję babciu.

— Chris już wrócił? — dodała babcia.

— Już schodzę, tylko się ubiorę.

Nie minęło dziesięć minut, a Marzena była gotowa do wyjazdu. Torba z podręcznymi rzeczami leżała spakowana na łóżku.

Zeszła energicznie po schodach. W kuchni siedział Chris i zajadał kanapki zrobione przez Miriam.

— No tak już pałaszujesz a na mnie nie poczekasz?

— Przepraszam — zrobił zażenowaną minę.

Marzena i babcia roześmiały się.

— Z czego … się śmiejecie — przełknął.

— Z ciebie — odpowiedziała Marzena i dalej się śmiały z babcią.

— Z byle czego się śmieją — udaje obrażonego.

— Nie denerwuj się — Miriam przytuliła Chrisa i pogłaskała go po głowie jak małe dziecko.

Chris przytulił się i zaczął chichotać.

Marzena z babcią usiadły do stołu. Po chwili na talerzu nie leżała żadna kanapka.

— Teraz już jestem najedzona — powiedział to poprawiając się na krześle.

— A obiadu jeść nie chciała tylko kanapki — ubolewała Miriam kręcąc głową.

— Nie martw się Miriam wszystko będzie w porządku.

— Ile zostało ci czasu do wyjazdu? — zapytał Chris.

— o 21.08 wylatuję wcześniej odprawa.

— Mam propozycję — zapytał.

— Jaka propozycja? — już jestem ciekawa — odpowiedziała Marzena

— No, no — pokiwała głową Miriam i spojrzała na Chrisa.

— Czy mogę cię porwać na przejażdżkę motorem a potem odwiozę cię na lotnisko.

— Propozycja super — odpowiedziała Marzena.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 25.94
drukowana A5
za 35.1