E-book
39.38
drukowana A5
81.52
Prosperita dla każdego

Bezpłatny fragment - Prosperita dla każdego

Objętość:
485 str.
ISBN:
978-83-8440-876-6
E-book
za 39.38
drukowana A5
za 81.52

Wprowadzenie

Książka ta powstała na prośbę moich Czytelników jako papierowy zapis tego, co jest zawarte na mojej stronie o Prospericie. Z wielu powodów. Trochę dlatego, że nie każdy chce i lubi czytać artykuły w sieci. Wiele osób lubi usiąść w wygodnym fotelu z lekturą w tradycyjnej wersji w dłoniach. W pełni to rozumiem, ponieważ ja też uwielbiam zapach farby drukarskiej i świeżego papieru.

Ale jest i druga przyczyna. Odkąd moja strona internetowa zmieniła swój kształt, wszystkie pisane przeze mnie artykuły schowały się głęboko na blogu i nie każdy potrafi je znaleźć. Zdarza się, że dostaję rozżalonego maila, w którym ktoś zarzuca mi, że moja strona będąca kopalnią ciekawych artykułów zamieniła się w reklamę oferty. A przecież to nie jest prawda. W chwili, kiedy piszę te słowa — w marcu 2026 — na stronie jest około 720 tekstów. Wszystkie są dostępne do czytania, ale wymaga to umiejętności poruszania się po stronie. Zapewne też wielkiej cierpliwości.

Przez ostatnie lata napisałam tyle, że mi samej zrobiło się szkoda tych głęboko ukrytych na stronie tekstów. Uważam, że powinny być łatwo dostępne. Przecież piszę głownie dla innych. Po to, aby promować radość i pozytywne myślenie. Ale też i po to, by pokazać, że życie może być pogodne i roześmiane, a codzienność wcale nie musi być nudna czy smutna. Pokazuję też proste i dostępne dla każdego ścieżki uzdrowienia ciała i duszy. Niektóre tematy są czymś naprawdę ważnym dla każdego człowieka.

Książka zaczyna się od przestawienie podstaw samej Prosperity. To wiedza, którą każdy zapewne chciałby mieć pod ręką. Pierwszy rozdział tej lektury to klucze do pogodnego, pomyślnego życia — do miłości, do pozytywnych relacji, do spełnienie marzeń, do zarabiania dużej ilości pieniędzy, do odnalezienie celu i sensu swojego życia. Ten rozdział rozwinęłam i poprawiłam, ponieważ uważam, że jest najważniejszy z całej lektury. Następne strony rozwijają te wszystkie tematy wieloaspektowo, nakładając je na rozmaite wątki ludzkiego istnienia.

Jednak nie ma tutaj wszystkiego, co jest na stronie, bo to zwyczajnie nie jest możliwe. Pominęłam dział o Reiki, ponieważ ukazała się osobna lektura na ten temat. Kończę pisanie pozycji na temat numerologii i kryształów — zatem te artykuły też znajdą się w innej książce. Podobnie jak teksty na temat Aniołów — przygotowuję pięknie ilustrowany album o Archaniołach i Archaii. A wreszcie — nie zamieściłam tutaj nic o związkach, bo zwyczajnie zabrakło miejsca, a w głębi duszy mam nadzieję napisać osobną lekturę na ten temat także. Pomimo tego książka wyszła bardzo obszerna.

Z całego serca zapraszam do lektury, ponieważ wiem, że czytanie tych treści rozwija prosperującą świadomość. To dzieje się samoistnie i przynosi prawdziwe profity w realnej rzeczywistości. Mam nadzieję, że spełniając oczekiwania tych, którzy o tę książkę prosili, zachęcę wiele innych osób do własnych poszukiwań dobrego i radosnego życia. Wierzę, że ten zbiór artykułów, pisanych przecież latami, pomoże niejednej osobie w odnalezieniu najlepszej dla siebie ścieżki rozwoju i uzdrowienia.

WIEDZA

Myśl tworzy rzeczywistość

W każdej chwili istnienia nasze myśli mają wpływ na otaczającą rzeczywistość. To, co myślimy, na czym się skupiamy, czemu poświęcamy dużo uwagi — to właśnie się dzieje. Dlatego, jeśli jesteśmy pogodni i uśmiechnięci, to i świat wokół nas zaczyna się uśmiechać. Jeśli marzymy o pięknych rzeczach, to one prędzej czy później zjawiają się w naszej rzeczywistości. Jeśli jesteśmy optymistami i wierzymy, że spotykać nas będą tylko dobre doświadczenia, to umysł wykreuje takie sytuacje, które wcześniej zobaczyliśmy wewnątrz siebie. Ufając ludziom i widząc w nich dobro, przyciągamy do swojego życia takie właśnie osoby — dobre, którym warto zaufać.

Niestety działa to w obie strony. Jeśli czegoś się boimy, jeśli strach przed czymś wypełnia nasze myśli — bardzo często to właśnie się staje, bo nasza zalękniona uwaga przyciąga dokładnie to, na czym się skupiliśmy w swoich obawach. Dlatego tak wielkie znaczenie ma umiejętność pozytywnego myślenia. Ciągłe narzekanie, powtarzanie z przekonaniem, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej, nieuchronnie to właśnie przyciąga. Nie bądźmy potem zdziwieni, że spotykają nas przykrości, skoro smutkiem i pesymizmem, takie wydarzenia wokół siebie budujemy.

Kluczem do szczęścia jest wiara w to, że można go dosięgnąć i optymistyczne myśli, że jest ono tuż za rogiem. Wystarczy przyspieszyć kroku i wyciągnąć ręce. Świat jest lustrem, w którym odbija się nasze do niego nastawienie. Jeśli jesteśmy pogodni, pełni spokoju, radości i akceptacji, to i świat takim się staje. Odbija w sobie nasz szczęśliwy uśmiech, wiarę i optymistyczne odczucia. Jeśli myślimy odwrotnie… wiadomo, jak będzie. Można powtarzać sobie poniższą afirmację, chociaż nie jest ona niczym innym, jak po prostu faktem, z którego warto zdać sobie sprawę, bo tylko zrozumienie kosmicznych prawd umożliwia osiągnięcie szczęścia.

Jestem świadomy, że moje myśli wpływają na rzeczywistość, więc biorę odpowiedzialność za wszystko, co mnie spotyka, biorąc odpowiedzialność za swoje myślenie.

Czasem, chociaż doskonale znamy teorię pozytywnego myślenia, możemy wpaść w pułapkę nawykowego działania. Kiedy wszystko wokół nas dobrze się układa — jesteśmy uśmiechnięci i wygłaszamy piękne afirmacje. Wystarczy jednak jakieś jedno większe zmartwienie i natychmiast załamujemy się, rezygnujemy z radości na rzecz denerwowania się, narzekania i wypłakiwania na „trudne bezsensowne życie”. Zapominamy, że również i ta chwila słabości kreuje kolejne dni. Prosperująca świadomość pilnuje swoich przekonań i każdego słowa, które powstaje w jej głowie. Nie pozwala sobie na brak kontroli, ponieważ wie, że takie nawykowe działanie może okazać się zgubne. Podobnie jak jazda samochodem w dużym mieście na pamięć — w każdej chwili możemy pojechać pod prąd ulicą, którą właśnie zamknięto dla ruchu z jednej strony.

Bycia prawdziwym optymistą i skutecznego kreowania swojego życie w szczęściu i dostatku można się nauczyć. Starannie omijając różne losowe pułapki, dochodzimy do perfekcji. Zaczynamy po prostu funkcjonować zupełnie inaczej. Wymaga to nieco cierpliwości i czasu, a przede wszystkim konsekwencji. Ale to nie oznacza lat, a jedynie miesiące, a nawet tygodnie. Ani się obejrzymy, a stajemy się pozytywnymi i pogodnymi ludźmi, którzy są zadowoleni ze swojego życia.

Dodam tutaj niesłychanie istotną informację — w pozytywnym myśleniu liczą się nasze przekonania, a nie tylko wypowiadane słowa. Jeśli zatem czuję się np. biedna, a brzuch ściska lęk przed kolejna spłata raty kredytu, to chociaż codziennie będę sobie powtarzać, że wszystko jest ok, to niestety tworzę energię niedostatku. Wszechświat zareaguje szybciej na mój lęk i przekonanie o braku pieniędzy. Przykładowe powtarzanie afirmacji to tylko narzędzie, ale — uwaga — nie do kreowania tego, co chcemy przyciągnąć, tylko do stworzenia nowego pozytywnego nastawienia. Jeśli w kółko powtarzamy, że jesteśmy szczęśliwi i mamy dużo pieniędzy to podświadomość zaczyna wreszcie w to wierzyć. A ta wiara, to właśnie nowe przekonanie.

Warto zatem pamiętać, że popularne powiedzenie o tworzeniu myślą działa, ale wieloetapowo. W istocie pracują dla nas nasze przekonania, czyli to co uznajemy za rzeczywistość, za naszą własną prawdę. Rzecz zatem nie w nadrabianiu miną i udawaniu, że wszystko jest idealnie, kiedy w głębi duszy czujemy się źle, biednie albo wypełnia nas smutek i zniechęcenie. Pozytywne myślenie to nie jest zakłamywanie rzeczywistości, tylko dążenie do budowania w sobie pozytywnego nastawienia do różnych obszarów życia. To nastawienie wpisuje się w naszą świadomość.

Świadomość dostatku i świadomość ubóstwa

Bardzo dużo zależy od naszego podejścia do poczucia obfitości. Nasze myśli rzutują na to, co posiadamy i na to, co otrzymujemy lub tracimy. Warto zatem dbać o to, aby mieć „świadomość dostatku” (inaczej: „prosperującą”). Prosperująca świadomość myśli pozytywnie i zgodnie z prawem przyciągania kreuje same pomyślne wydarzenia. Ale to nie wystarczy! To tylko jeden punkt, jedna zasada. Jest ich o wiele więcej. Nie wpadnijmy w pułapkę i nie wyobrażajmy sobie, że wystarczy myśleć pozytywnie i już świat stanie się rajem. Jest jeszcze kilka innych warunków, które tworzą naszą prosperitę. Czasem wystarczy zaniedbanie jednego tematu, a związek lub biznes nie układa się po naszej myśli.

Poniżej podaję charakterystyczne cechy jednej i drugiej świadomości. Warto przeczytać i ocenić, czy mamy świadomość dostatku, która będzie przyciągać do nas wszystko, czego pragniemy, która będzie spełniać nasze marzenia i sprawi, że będziemy naprawdę szczęśliwi.

Jeśli temat odnajdziemy w spisie pt. „świadomość ubóstwa”, to dostajemy informację, co ogranicza nam zyski i przeszkadza w wykreowaniu sobie szczęścia. Nawet jeśli myślimy pozytywnie, to brak wybaczenia, niskie poczucie własnej wartości czy niechęć do innych ludzi może stanowić blokady na drodze do spełnienia.

Świadomość dostatku

— poczucie obfitości i bezpieczeństwa

— pozytywny stosunek do świata, pozytywne myślenie

— radość, optymizm, częste śmianie się

— wdzięczność, umiejętność dziękowania za wszystko

— twórczość, potrzeba kreowania nowych rzeczy

— łatwość wybaczania innym ludziom

— otwieranie się na nowe, otwieranie się na zmiany

— doprowadzanie do końca rozpoczętych rzeczy

— otwartość na ludzi i pozytywny do nich stosunek

— branie odpowiedzialności za swoje życie

— poleganie na sobie i świadomość własnej mocy

— akceptacja — kochanie siebie

— dawanie bez poczucia straty, branie bez poczucia winy

— miłość bezwarunkowa do Wszystkiego Co Jest

— wiara w dobro i pomyślność

Świadomość ubóstwa

— poczucie nędzy, lęki, szczególnie przed przyszłością

— narzekanie, krytyka, wiara w pech, czarnowidztwo

— smutek, rozpacz, pesymizm

— niewdzięczność, niedocenianie tego, co się posiada

— kopiowanie cudzych pomysłów, podążanie cudzymi ścieżkami

— nienawiść, żal, nieumiejętność wybaczenia

— niechęć do zmian, tkwienie w strefie komfortu

— przerywanie działania, zarzucanie niedokończonej pracy

— zazdrość o czyjś sukces, niechęć do ludzi

— poczucie bycia ofiarą

— brak wiary w siebie, oczekiwanie na pomoc z zewnątrz

— niechęć do siebie, poczucie bycia gorszym, grzesznym, winnym

— dawanie z poczuciem straty, branie z poczuciem winy

— niechęć, pogarda, poniżanie kogokolwiek

— brak wiary w dobro, postrzeganie świata jako „padołu łez”

Pieniądze

Wiele osób pyta mnie o to, jak powiększyć swoje zasoby. Odpowiedź jest dość prosta, choć wiem, że niełatwa w realizacji: wystarczy rozwijać świadomość prosperującą, a pieniądze zaczną do nas przypływać. W pewien sposób przychodzą one razem ze zmianą myślenia na pozytywne. Można powiedzieć, że, aby być bogatym, trzeba realizować wszystkie punkty prosperity, o których piszę w tej książce. Dla ułatwienia — podaję poniżej najważniejsze zasady.

1. Aby przyciągnąć do siebie pieniądze, warto intensywnie myśleć o nich z miłością. Można wręcz wyobrażać sobie z miłością sytuacje, w których dostajemy pliki banknotów lub duże przelewy. Każda pozytywna wizualizacja wspiera przyciąganie pieniędzy. Jednak podkreślę ważną rzecz — pozytywne nastawienie powinno być drugą naturą człowieka, a nie okazjonalnym klepaniem afirmacji z poziomu smutku i rozpaczy. W tej drugiej opcji energia niestety nie działa. Afirmacje wymagają wysokiego poziomu energii — nie wszyscy o tym pamiętają.

2. Swoją pracę wykonujmy z miłością, z radością z prawdziwą pasją. Taka energia przyciąga do nas nowych klientów. Kiedyś zadzwonił do mnie przyjaciel. Rozwija dynamicznie swoją świetnie prosperująca firmę, należy do osób bardzo zamożnych. Powiedział mi wyraźnie: „Mam wszystko, nie potrzebuję więcej pieniędzy, robię to, bo to uwielbiam, sprawia mi to ogromną radość”. Jakiś czas temu inny mój przyjaciel, który również nie narzeka na braki finansowe powiedział podobnie: „pracuję tak intensywnie, bo uwielbiam, to co robię, chcę na tym spędzać jak najwięcej czasu”. Myślę, że jest to bardzo ważna podpowiedź, jak zarabiać dużo pieniędzy.

3. Zgodnie z Prawem Przyciągania, skupiajmy się z dobrymi emocjami na pieniądzach i rzeczach, które chcemy otrzymać, a nie na brakach. To najczęściej popełniany błąd — myślimy o potrzebach i dziurach, które trzeba załatać. Często myśli te zasila energia lęku, co to będzie, jeśli nie zdobędziemy pieniędzy i nie zapłacimy na czas. Pojawiają się wówczas emocje, które obniżają energię przyciągania.

4. Kochajmy siebie i powtarzajmy sobie, że zasługujemy na pieniądze, że jesteśmy wspaniałymi osobami, które mają prawo godnie zarabiać i żyć w dobrobycie. Wysoka samoocena jest jednym z najważniejszych warunków, które trzeba spełnić, aby nie tylko posiadać pieniądze, ale także być szczęśliwą osobą.

5. Postarajmy się wyłapać swoje negatywne wzorce i niewłaściwe myśli o pieniądzach i bogactwie oraz bogatych ludziach. Przekodujmy je na pozytywne. Uzdrawiajmy wszystko, co wymaga uzdrowienia. Do tego zapewne przyda się doświadczony doradca, konsultacja lub szkolenie. Ale czasem wystarczy czytać mądre teksty i słuchać dobrych ludzi. Wiedza układa się w głowie i pomaga tworzyć nowe korzystne przekonania.

6. Podnośmy sobie energię, czytając pozytywne książki i artykuły. Zaglądajmy na strony, które niosą dobre energie i ładujmy się pięknem i dobrem. Spotykajmy się z dobrymi i mądrymi ludźmi, którzy mają prosperującą świadomość i cieszą się każdą chwilą życia. To nas buduje i wzmacnia w nas takie energie, które sprzyjają przyciąganiu bogactwa.

7. Wykonujmy ćwiczenia magnetyczne lub oddychajmy żywiołem Ziemi i Wody — to powoduje, że stajemy się bardziej magnetyczni dla pieniędzy i one do nas trafiają od razu, choćby w niewielkiej ilości. Ćwiczeń tych uczę na zajęciach z Prosperity, udostępniam także w jednym z wykładów.

8. Warto rozwijać wdzięczność, ponieważ to taka jakość, która przyciąga do nas jeszcze więcej tego za co dziękujemy. Oznacza to, że jeśli z wdzięcznością w sercu dziękuję za jedyne 100 zł, które mam w portfelu, to tworzę energetyczną przestrzeń, aby przyciągnąć więcej pieniędzy. Rzecz nie w słowach, lecz w uczuciach. Wspaniale sprawdza się tzw. „Dzienniczek Wdzięczności”, czyli zeszyt, w którym codziennie wypisujemy 30—50 rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni. To uczy rozwijania odpowiedniego odczuwania na poziomie serca. Zmienia tez nasza optykę. Kiedy czujemy wdzięczność, stajemy się pozytywni, bo uczymy się dostrzegać niedostrzegane wcześniej dobro życia.

9. Proponuję także słuchanie wykładu z Prosperity, który jest dostępny na mojej stronie. Moi znajomi i klienci potwierdzają, że odkąd słuchają na okrągło mojego wykładu, ich zasoby finansowe znacznie się zwiększyły. Jest to związane z kodowaniem w podświadomości określonych przekonań. Słuchanie odpowiednich treści pomaga zmienić kluczowe programy myślowe na właściwe i stworzyć świadomość prosperującą.

10. W moim życiu bardzo wspiera mnie energia Reiki. Stosuję ją także wtedy, kiedy pojawiają się finansowe problemy. Zabieg Reiki na sytuację — możliwy po drugim stopniu Reiki — prostuje różne kwestie zawodowe i materialne. Z energią możemy pracować nie tylko nad zdrowiem, ale też z innymi tematami. Ponadto istnieje modalność pracy z energią dedykowana specjalnie kwestiom finansowym — nazywa się Money Reiki. To całkiem inna energia niż energia Reiki Usui, ale praca z nią przynosi efekty.

11. Nie wahajmy się łączyć ducha z materią. Metody duchowe nie służą co prawda wygranej na loterii i staniu się milionerem, ale pomagają nam godnie żyć i rozwijać finansowe bezpieczeństwo, aby nigdy na nic nie brakowało. Czasem przyczyną finansowych problemów jest jakiś karmiczny dług, jakaś niebacznie złożona przysięga albo lęk przed bogactwem, które kiedyś doprowadziło do rabunku i utraty życia. Polecam oczyszczanie w Kronikach Akaszy — robi to obecnie wielu konsultantów. Polecam też pracę z Aniołami i Archaniołami. Mamy prawo żyć w dostatku.

Prawa zarabiania

— To nie pieniądze rozwiązują moje problemy, lecz moja twórcza wyobraźnia.

Ludzie przywykli do tego, by uznawać pieniądze za czarodziejską różdżkę, która wszystko załatwia. Tymczasem to nie jest prawda i takie myślenie pozbawia człowieka mocy. Często dowolny kłopot można rozwiązać nie wydając ani złotówki. Skupianie się na swojej mocy, na wyobraźni i zdolnościach twórczych pomaga w istocie więcej zarabiać. Bo rzecz nie w tym, żeby nie potrzebować pieniędzy. W dzisiejszym świecie to byłoby trudne. Rzecz w tym, by zobaczyć wszystkie inne siły wszechświata, w tym własna moc. To my rządzimy energią finansową, a nie odwrotnie — siła pieniądza nie może kierować naszym życiem.


— Naturą człowieka jest twórczość.

Najłatwiej wejść w przepływ energii działając twórczo. Kreatywność jest potężną siłą, która uskrzydla człowieka. Najwięcej zarabiają ci ludzie, którzy kochają swoja pracę, bo to co robią, sprawia im radość i pozwala uwalniać twórczą energię. Praca tylko dla pieniędzy, a szczególnie taka, która jest nieprzyjemna dla nas, nie sprzyja ani zarabianiu, ani rozwojowi. Praca trudna i ciężka fizycznie może rozwijać, dając piękne lekcje duszy. Praca tylko dla pieniędzy tak nie zadziała. Pieniądz nie powinien być celem życia. Pojawia się jako efekt uruchomienia twórczej, radosnej wibracji.


— Bezpiecznie jest zarabiać więcej niż inni. Pokazujemy w ten sposób innym, co mogą osiągnąć, jeśli tylko zechcą. To jest w porządku.

Czasem ograniczamy sami siebie podświadomym przekonaniem, że skoro na świecie jest tyle biedy, głodu i cierpienia, to nie wypada być bogatym. Wówczas możemy oczywiście zarabiać, ale tylko minimum, które ledwo wystarcza do przetrwania. Tymczasem każda dusza ma na Ziemi własny los i własny program. Możemy i powinniśmy wspierać biedniejszych od nas, dając im „wędkę częściej niż rybę”, ale odpowiadamy głównie za siebie. Zeszliśmy na Ziemię dla własnego rozwoju. Schodząc do poziomu biedy nie pomagamy innym. Pomagać można tylko wtedy, kiedy mamy mądrość, praktyczne doświadczenie i środki finansowe.


— Bezpiecznie jest przerastać swoich rodziców.

Czasem poziom zarabiania rodziców bywa progiem bezpiecznym dla podświadomości. Ona się może bać, aby pójść dalej. Nie należy odcinać się od rodziców, tylko przeciąć ograniczające więzy, przeciąć pępowinę. Do poziomu osiągniętego przez rodziców podchodzimy z miłością i akceptacją, na zasadzie: „Oni maja prawo żyć, jak chcą i nie musza spełniać moich oczekiwań. A ja mam prawo do własnych wyborów i realizowania własnych marzeń”. Można pracować z afirmacją: „Mam moc, by przekroczyć możliwości moich rodziców i robię to z miłością. Jestem wolny, by decydować o sobie”.


— Szacunek dla zwierzchników

Jeśli źle o kimś myślimy, otwieramy się na jego negatywizm i przyciągamy więcej trudnych doświadczeń z tą osobą. Zamykamy się wówczas na to, co dobre, a w każdym człowieku jest coś dobrego. Sympatia jest czymś, co można zbudować.


— Szacunek dla klientów

Klientom towar lub usługę przekazujemy zawsze z miłością. Uruchamiamy w ten sposób przepływ energii. Staje się to automatycznie zaproszeniem, aby klient wrócił do nas następnym razem. Ludzie w istocie kupują i przyjmują energię, częściej niż sam przedmiot. Czasem to, co bardzie ładne i drogie wcale nas nie cieszy. Innym razem drobiazg sprawia nam mnóstwo radości. Reagujemy na wibrację.


— Szacunek dla współpracowników

Nie warto być zazdrosnym. Świadomość Prosperująca to człowiek, który cieszy się sukcesami innych. Szczęście drugiej osoby to inspiracja dla nas. Pokazuje, że my też możemy to osiągnąć. Nie ma znaczenia, czy ktoś w naszych oczach jest mądrzejszy albo nie, pracowity lub leniwy. Każdy przyciąga to, co ma w swojej energetyce. W świecie wibracji nie ma niesprawiedliwości. Kiedy mówimy „tak” — wszechświat odpowiada „tak”. Kiedy mówimy „nie” — wszechświat mówi „nie”. Zazdrość i zawiść działają przeciwko nam, bo to nam obniża energię.

Miłość do siebie

Trudno jest przyciągnąć szczęście, jeśli uważa się siebie za kogoś gorszego, komu nic dobrego się nie należy. Warto zatem mieć pozytywny stosunek do własnej osoby, aby promieniować na wszystkich i wszystko swoją wyjątkowością i doskonałością. Dobre myśli o sobie samym wysyłają do Wszechświata informację: „jestem wspaniały i zasługuję na miłość, pieniądze, zdrowie”. Połączone z innymi technikami kreowania, przyniosą nam to, czego pragniemy. Jest to absolutnie podstawowy warunek w Prawie Przyciągania.

Miłość do samego siebie kreuje dobry, szczęśliwy związek. Wszystko jest tutaj oczywiste — działa zasada lustra. Jeśli kochamy i szanujemy samego siebie, to partner, jak najbardziej wrażliwe lustro odzwierciedli te same uczucia: miłość i szacunek. Będzie nas traktował dokładnie tak, jak sami siebie traktujemy. Dotyczy to w pewien sposób wszystkich relacji, nie tylko tych najbardziej osobistych. Wysokie poczucie własnej wartości działa jak magnes i przyciąga do nas dobrych wartościowych ludzi, którzy odbijają jak lustra nasze piękne i pozytywne myśli o nas samych. W relacjach wszystko odbywa się na zasadzie pewnej interakcji z naszym nastawieniem. Negatywne myśli o sobie będą prowokować druga osobę do krytyki i oskarżania, podczas gdy te dobre skłaniają do chwalenia i cieszenia się naszym towarzystwem.

Ludzie odbierają nas pozawerbalnie. Można powiedzieć, że odczytują nasze myśli. Kiedy zatem poznajemy kogoś, to ta osoba „wyłapuje” nieświadomie naszą samoocenę. Przygląda się nam i myśli, że to jej pierwsze wrażenie, tymczasem to są nasze myśli o sobie. Jeśli lubimy siebie, to taka osoba pomyśli, że jesteśmy bardzo sympatyczni. Jeśli czujemy się sami ze sobą kiepsko, to nowo poznany człowiek także nie zachwyci się nami.

Akceptacja siebie rozjaśnia życie, ponieważ spędzamy ze sobą zdecydowanie najwięcej czasu, a przecież miło jest być z kimś, kogo się lubi. Wówczas wszystko, co robimy, będzie dla nas przyjemne. Będziemy mieć w sobie lekkość i zadowolenie, zamiast bólu i goryczy, płynącej z kompleksów. Poza tym, kiedy kocha się siebie, wszystko robi się z miłością. Człowiek rozwija się, promieniuje piękną energią, przyciąga więcej pozytywnych wydarzeń. Ma to także dobroczynny wpływ na zdrowie. Kochanie siebie uzdrawia każdą dolegliwość, a także zabezpiecza przed chorowaniem. Piszę o tym w książce „Droga do zdrowia”.

Akceptacja siebie to docenianie własnej wyjątkowości i doskonałości. To także świadomość wewnętrznego piękna i boskiej cząstki, która jest w każdym z nas. Wszyscy nosimy w sobie taki diament, a życie jest fascynującym sposobem wydobycia go na powierzchnię. Skupianie się na swoim prawdziwym wewnętrznym świetle wzmacnia je i pozwala nam promieniować tym światłem na zewnątrz. Dbanie o siebie, troska, wypełnianie bezwarunkową miłością powoduje, że stajemy się jeszcze lepsi i jeszcze piękniejsi. Więcej na ten temat można przeczytać w mojej książce pt. „Samoakceptacja”

Zasada Lustra

Całe Prawo Przyciągania opiera się na tym, że nasze przekonania poukładane w głębi podświadomości wpływają na wszechświat i prowokują go w rozmaity sposób, do zamanifestowania tej prawdy, która jest naszą prawda. Zatem jeśli kocham siebie i wierzę głęboko, że zasługuję na wszystko, co najlepsze, wówczas w moim życiu pojawią się dobre rzeczy i dobrzy ludzie. Ta wiedza jest bezcenna, ponieważ pokazuje, w jaki sposób możemy tworzyć w swoim życiu piękno, miłość, zdrowie i bogactwo. Wystarczy wypełniać się odpowiednimi przekonaniami na wszystkich poziomach. Nie tylko na tym świadomym, ale też na tym głęboko schowanym. Stworzyć swoją prawdę z cudownych wzorców i pozytywnego nastawienia.

Niestety działa to też w drugą stronę. Jeśli mamy w sobie lęki, żale, pretensje lub stłumioną agresję to przyciągamy rzeczy o wiele gorsze. Kwestia teoretycznie zrozumiała, ale jest w tym jedna wielka pułapka. Otóż, kiedy spotka nas coś dramatycznego — np. zostaniemy napadnięci, obrabowani i pobici albo zdradzeni i porzuceni — to analiza wzorców nie jest dla nas wcale komfortowa. Bo pierwsze, co się pojawia, to poczucie krzywdy. Człowiek głęboko zraniony nie jest wcale gotowy na sprawdzanie swoich wewnętrznych zapisów. Potrzebuje troski i zrozumienia.

Dlatego też w trudnych życiowo chwilach pierwsze, co powinniśmy zrobić, to dać sobie bardzo dużo miłości. Bardzo dużo — ile tylko się da. Należy pomyśleć o sobie jako o kimś bardzo kochanym i utulić siebie w najlepszy z możliwych sposobów. Miłość koi, leczy rany i pomaga w procesie uzdrowienia po traumatycznym doświadczeniu. Wcale nie jest tylko plastrem na ranę, ponieważ moc miłości pozwala podnieść wibracje i zmienić niekorzystne wzorce — czasem właśnie te, które w jakiś sposób zaprosiły kata do naszego istnienia.

Moje doświadczenie wskazuje, że kiedy dzieje się coś naprawdę dramatycznego, to najczęściej bywa to spłatą karmicznego długu. Ale zwykle towarzyszy temu nieumiejętność kochania samego siebie i takie wewnętrzne poczucie, że nie jesteśmy dość dobrzy. Wszechświat przewrotnie nas prowokuje — tłucze nas do krwi, żeby wywołać w nas sprzeciw i potrzebę udowodnienia, że zasługujemy na wszystko, co najlepsze. Okrutny to kawałek życia, ale znajomość tego mechanizmu pozwala nam uzdrowić rany i — co najważniejsze — zapobiec innym bolesnym doświadczeniom w przyszłości.

Prawdą jest, że jeśli zostajemy bardzo skrzywdzeni, to jest to zwykle albo karmiczny zapis, albo jakieś poczucie winy lub koszmarny lęk. Wszechświat jest tylko lustrem, odbija wyłącznie to, co jest w naszym polu energetycznym. Ale najgorsze, co można zrobić, to krytycznie oceniać siebie. Nie wolno! Absolutnie nie wolno patrzeć na siebie jak na kogoś uszkodzonego, ponieważ każdy — dosłownie każdy — człowiek ma jakieś zapisy do uzdrowienia. Gdyby ich nie miał, nie urodziłby się na Ziemi. Sensem życia tutaj jest uczenie się kochania siebie. Czasem jesteśmy do tej nauki popychani czymś bardzo traumatycznym. Ale nie ma w tym naszej winy. Nie ma i nie było.

Żaden zapis i żadna karma nie oznaczają winy. Często mówi się o tym, że jeśli ktoś nas ciężko krzywdzi, to pewnie w poprzednim wcieleniu my tego kogoś skrzywdziliśmy. Ale to niekoniecznie musi tak być. Kiedy dusza chce doświadczyć mocy wybaczania lub rozwijania miłości do siebie, wtedy wybiera wydarzenia, które jej to umożliwią. Aby komuś wybaczyć, musi najpierw zostać skrzywdzona. To pewien plan nauki, a nie wina. Kiedy spotyka nas zatem coś złego, nie wpadajmy w pułapkę obwiniania siebie. To najgorsze, co można. Właśnie wtedy należy dać sobie mnóstwo miłości i uznania.

Miłość do siebie podnosi poczucie wartości, uzdrawia cierpienie i — jak wspomniałam wcześniej — zwykle uzdrawia też sam zapis, który doprowadził do trudnego doświadczenia. Największym błędem jest podsumowanie jakiegoś dramatu przemądrzałym: „sam to przyciągnąłeś”. To nie do końca prawda. Przyciągamy pewnymi zapisami, tak, ale to jest lekcja duszy, a nie nasz wybór. To dusza przyniosła nam takie doświadczenie, a nie my sami jako ludzie. Człowiek skrzywdzony jest w niskiej energii cierpienia i nie sięga do rozumienia swojej duszy. Człowiek ma za zadanie pokochać siebie, zająć się sobą, uzdrowić swój ból. Dopiero, kiedy podniesie wysoko swoją energię, może zainteresować się zapisami wybranymi przez duszę na to wcielenie i spokojnie, krok po kroku zmieniać je na takie, które przyniosą tylko dobro.


Niektóre karmiczne uwarunkowania działają w taki właśnie sposób, że popychają do wchodzenia w te same koleiny wzorców. Jeśli ktoś przyniósł ze sobą program zadawania innym bólu, to może mieć pewną tendencję do agresji. Ale to nie oznacza, że sam będzie stale atakowany. Tego typu program ma człowieka skłonić do odwrócenia energii i zamiast krzywdzenia wprowadzić dawanie dobra. Kiedy taka osoba zajmie się uzdrawianiem, pomaganiem, bezinteresownym wspieraniem ludzi lub zwierząt, to uzdrawia i zmienia zapis, co w efekcie powoduje, że przestaje być atakowana przez innych.

To ważne, by wiedzieć, że nie musi być zawsze „oko za oko”. Wszystko można odkupić. Życie prowadzi nas do głębokiego rozumienia i odwracania energii w pozytywną stronę. Nie do winy i kary. Po to jest Zasada Lustra, abyśmy zobaczyli jak w prawdziwym zwierciadle, jaki program w sobie nosimy. Jeśli zatem nikogo nie skrzywdziliśmy, ale zostajemy zaatakowani i skrzywdzeni, to być może nosimy w sobie zapis stłumionej agresji. To trudne zdarzenie nie jest karaniem nas za jakieś stare rzeczy. Jest pokazaniem, co mamy w polu energetycznym. Kiedy już to rozpoznamy, możemy to uporządkować. Zapisy karmiczne domagają się określonego stylu działania. Najprościej mówiąc: rzecz w wyrównaniu karmy, zatem jeśli krzywdziliśmy innych, to teraz dajemy dobro, pomagamy, uzdrawiamy, okazujemy życzliwość.

Nosimy w sobie czasem negatywne wzorce z dzieciństwa. To też nie nasza wina — to programy włożone nam przez zachowanie rodziców. Przez ich słowa lub działanie. Takie wzorce nabyte łatwo przekodować i usunąć, o ile je wyłapiemy i nazwiemy. Jest wiele metod uzdrawiających wzorce i nie wymaga to wcale jakiegoś niesamowitego wysiłku. Można sobie naprawdę pomóc. Właśnie dlatego warto je rozpoznawać, starannie analizując Zasadę Lustra. Pamiętajmy jednak o tym, by się nie obwiniać i „nie odwracać kota ogonem” w trudnej sytuacji. Jeśli ktoś nas bezspornie skrzywdził, to wcale nie jest w porządku. Mamy prawo czuć żal i ból. Mamy obowiązek utulić siebie i dać sobie mnóstwo miłości i uznania. Dopiero kiedy emocje opadną, a energia się podniesie, warto pójść w stronę zrozumienia, co pokazało nam lustro wszechświata i jak możemy to zmienić, aby nigdy więcej nie doświadczyć takiego cierpienia.

Relacje

Ludzie, których spotykamy na swojej drodze dają nam możliwość doświadczania najpiękniejszych uczuć. Mam na myśli nie tylko miłość romantyczną, ale też sympatię i przyjaźń. Jednym z cudowniejszych przejawów życia jest przeglądanie się w oczach drugiego człowieka i bycie z nim. Spieszymy się doznawać różnych wymiarów bliskości, bo całymi sobą czujemy, że to jedno z najważniejszych zadań na Ziemi. Chcemy być wśród ludzi i przejawiać siebie poprzez relacje.

Warto rozwijać w sobie sympatię i szacunek do innych, ponieważ takie podejście służy przede wszystkim nam samym. Jeśli źle myślimy o kimś, otwieramy się na jego negatywizm. Jeśli źle myślimy o szefie, przyciągamy jego niechęć do nas. Jeśli źle myślimy o kliencie, więcej do nas nie przyjdzie po usługę czy towar, bo wyczuje, że jest niemile widziany. Także inni niechętnie do nas zajrzą, bo za tamtym klientem pójdzie negatywna informacja o nas Klientowi przekazujmy towar z miłością — uruchamia się w ten sposób przepływ. Jest to też zachęta i zaproszenie. Tak potraktowana osoba chętnie przyjdzie następnym razem i poleci naszą firmę innym.

Poniżając innych szkodzimy przede wszystkim sobie, bo złością blokujemy przepływ pozytywnej energii. Obniżamy sobie wibracje i czujemy się gorzej. Pojawia się rozdrażnienie i jak lawina potrącona jednym kamyczkiem sypie się na nas jedna przykrość za drugą. Z kolei skupianie się na cudzych wadach powoduje, że rozwijamy w sobie tę wadę. Przecież to o czym stale myślimy — zasilamy.

Jeśli otaczamy się miłością i nie ma w nas negatywnych myśli, osoba, która nam źle życzy, nie jest w stanie przekazać żadnego zła, całe zło zostaje jej w rękach. Tak to działa, właśnie dlatego nie warto reagować gniewem na pomówienia i przykrości. Na tyle, na ile to możliwe, spróbujmy zachować spokój i łagodność w sobie, pozwalając innym, by sobie mówili i robili, co chcą.

Kiedy spotykamy ludzi, którzy nie podzielają naszych poglądów, a ich zachowanie budzi w nas gniew lub żal, warto pamiętać, że są to tylko lustra naszej podświadomości. Stają na naszej drodze, aby nauczyć nas asertywności czy odwagi lub wielkoduszności, życzliwości i wybaczania. Uczą nas także uzdrawiania wewnętrznych wzorców. Każdy człowiek, który swoim zachowaniem wywołuje w nas negatywne emocje, jest nauczycielem, który coś ważnego pokazuje. Kiedy nie ma emocji, a jedynie obserwacja, to niezależnie od wyniku, nie dotyczy to kodów wewnątrz nas. To właśnie emocje są ważnym wyznacznikiem, który pojawia się, by zwrócić naszą uwagę na to, że mamy w sobie dysharmonię. Skłania nas tym samy do wychwycenia odpowiedniego wzorca w celu uzdrowienia.

Wszyscy jesteśmy częścią Wszechświata. Wszyscy jesteśmy Jednym. Każdy z nas pragnie dobra, miłości, zaspokojenia podstawowych potrzeb. Różnice między nami wynikają głównie z odmiennych programów. Aby ktoś nauczył się życzliwości i wybaczania, ktoś inny musi wziąć na siebie rolę kata i uczynić coś okropnego. Coś, co wymaga wykrzesania z serca najwyższych wartości, by umieć odpuścić. Aktor, który dla nas odgrywa swoją trudną rolę, narażając się tym na potępienie innych nieświadomych osób, czy naprawdę jest kimś złym? Czy jest tylko duszą, która na nasze zaproszenie zeszła na Ziemię, by stworzyć odpowiednie okoliczności do naszego rozwoju? Czy zatem nie jest to tak, że temu aktorowi należy się nasza wdzięczność? Skąd, wobec tego tyle wśród nas niechęci, zazdrości i nienawiści? Zagubiliśmy się na życiowych zakrętach w zaprzyjaźnionych duszach upatrując najgorszych wrogów.

Kiedy rozmawiamy o wybaczaniu, często próbujemy sobie uświadomić, że każda osoba, która uczyniła coś złego, jest naszym nauczycielem. Uczy nas nie tylko odpuszczania win, ale także wskazuje nieharmonijne wzorce, które w sobie nosimy. Kiedy czujemy się obrażeni lub skrzywdzeni, to nie bywa to faktem, lecz wynika z dualizmu — czyli z niewłaściwego postrzegania świata. W rzeczywistości nikt nie może nas skrzywdzić, jeśli my nie damy na to swojego przyzwolenia. Tym przyzwoleniem są nasze negatywne wzorce, których nie chcemy uzdrowić pomimo licznych wskazówek. Są nim także lęki, negatywne myśli i emocje, którymi przyciągamy nie tylko złe słowa, ale też działania na nasza szkodę. Nie ma we wszechświecie przypadków. Każde cierpienie, którego doznajemy z rąk innej osoby, zostało przez nas wykreowane: myślą, lękiem, emocją, kompleksami, poczuciem winy.

Świadomość prosperująca nie ma „wrogów”. Nie tylko dlatego, że o innych ludziach myśli pozytywnie, więc każdy, kogo spotyka jest dla niej potencjalnym przyjacielem. Przede wszystkim dlatego, że w umyśle pracującym w zasadach prosperity nie ma przestrzeni na żaden atak. Aby wywołać w kimś agresję, zgodnie z zasadą lustra trzeba mieć ją w sobie. Jeśli nosimy wewnątrz stłumiony gniew na siebie lub żyjemy w poczuciu winy, które szepcze dramatycznie: „zasługujesz na karę, jesteś winna, zasługujesz na baty”, to lustro wszechświata odzwierciedli te uczucia i zmaterializuje je kimś, kto nas uderzy, pobije, okradnie, ośmieszy, sponiewiera. Jeśli myślimy dobrze o sobie i innych, jeśli nie mamy w sobie potrzeby bycia ukaranym, to nic złego nas nie spotka. Kiedy mamy w sobie tylko miłość, piękno i spokój, to wszechświat odzwierciedla miłość, piękno i spokój w każdym, kogo spotykamy.

To nie jest teoria. Doświadczamy tego. Każdy, kto pracuje z prosperitą i stosuje się do jej zasad, nie jest atakowany ani obrażany. Nie ma bowiem w sobie takich jakości, które przyciągałyby złość czy agresję innych osób. Nie z każdym jest nam po drodze, ale czym innym jest uprzejme omijanie siebie, a czym innym kłótnie i awantury. Prosperująca świadomość jest lubiana, ale — co jest rzeczą naturalną — zawsze będzie miała oponentów. Szczególnie takie osoby, które dostrzegają korzystne efekty pozytywnego myślenia, ale nie umieją sobie poradzić z zazdrością. Jednak zgodnie z zasadami wszechświata, będą potykać się o swoje negatywne emocje tak długo, dopóki ich nie zauważą i nie uzdrowią. Nas to nie dotyka, o ile sami nie poczujemy trudnych emocji. Wówczas zapala się nam czerwone światełko, które skłania nas do pracy nad sobą.

Punktem wyjścia do pięknych relacji jest wysokie poczucie własnej wartości. Od tego zależy, jak jesteśmy traktowani przez innych, ponieważ ludzie postrzegają nas poprzez pryzmat naszych myśli o nas samych. Można też powtórzyć, że ludzie jak lustra odbijają nasze myśli. Jeśli są najeżone kompleksami, to inni głośno będą je wypowiadać pod naszym adresem — czasem w złości lub zjadliwie. Jeśli natomiast kochamy siebie, akceptujemy i podobamy się sobie z całym dobrodziejstwem inwentarza, to inne osoby będą odzwierciedlać nasze miłe spojrzenie naszą postać, stając się przyjaciółmi lub sympatycznymi znajomymi. Doświadczam tego bardzo często. Wystarczy, że zagadnę w sklepie obcą osobę, podam jej coś z półki lub zażartuję, a jestem obdarzana ogromną ilością podziękowań i ciepłych słów, porównujących mnie do Anioła. A przecież nic takiego nie zrobiłam, wystarczyłoby krótkie: „dziękuję”. Tak jednak działa wysoka samoocena. Lustro wszechświata odbija Światło, jakie w sobie nosimy.

Dlatego też wszyscy mamy cudownych przyjaciół, którzy odwzorowują nasze pozytywne wzorce i potwierdzają nasze dobre poglądy o nas samych. Dla mnie przyjaciel to ktoś, kto mnie akceptuje bezwarunkowo i szanuje taką, jaką jestem. Moja definicja przyjaźni zakłada, że to osoba, dla której jestem ważna i która nigdy mnie nie skrzywdzi, bo chce mi nieba przychylić. Zawsze. Także wtedy, kiedy mam emocjonalny dół i narzekam albo warczę. Prawdziwy przyjaciel dąży do miłości. Jeśli się poróżnimy, to szuka sposobu na pojednanie, bo bycie blisko mnie jest dla niego ważniejsze niż własne ego, które mogłam w kłótni urazić. Umiem odwzajemnić się tym samym, tym bardziej, że moje ego nigdy nie jest wyżej niż drugi człowiek. W każdym widzę dobro, w każdym szukam cząstki boskości. Zazwyczaj znajduję, ponieważ — zgodnie z zasadą przyciągania — to, czego szukam, dostaję.

Czasem niestety ta boska cząstka jest tak głęboko zakopana pod pretensjami i kompleksami, że inna osoba może być tylko nauczycielem. Rani nas, obraża, porzuca właśnie po to, abyśmy nauczyli się kochać samych siebie i wierzyć sobie. Umiejętność dostrzegania w swoim sercu najlepszego przewodnika jest trudną sztuką. Często na siłę wybieramy sobie przyjaciół tylko po to, aby pytać ich o drogę i pozwalać, by kierowali naszym życiem. A to ślepa uliczka, dlatego taki układ nieuchronnie przynosi nam gorycz rozczarowania.

Ludzie są dla nas mili z różnych powodów. Czasem jesteśmy im po prostu przydatni. Spotykają się z nami, uśmiechają, przymilają i obdarowują prezentami, bo czują się samotni, a my świetnie wypełniamy pustkę w ich jałowym życiu. Bywa i tak, że dysponujemy koneksjami lub umiejętnościami, które są tej osobie bardzo potrzebne. To nie przyjaźń, to wymiana towarowa. Kiedy zaspokoimy ich potrzeby lub przestajemy spełniać ich oczekiwania, porzucają nas, jak zużyte skarpetki. To dla nas ważna lekcja szacunku dla siebie, kochania siebie i doceniania. Czasem nie widzimy, ile znaczymy, dopóki ktoś nas tak właśnie przedmiotowo nie potraktuje. Wszak, gdyby przyjaźń pełna serdeczności trwała nadal, myślelibyśmy, że jesteśmy po prostu lubiani za nic. Ot tak, po prostu… Bo prawdziwy przyjaciel nie ocenia, kocha nas za to, że jesteśmy. Dopiero, kiedy przestajemy komuś być potrzebni, zaczynamy rozumieć, że skoro ktoś nas potrzebował, to reprezentujemy jakąś wartość.

Każdy z nas ma w sobie mnóstwo cudownych darów. Każdy z nas jest wspaniały taki, jaki jest. Czasem nie chcemy tego zobaczyć i właśnie wtedy pojawia się ktoś, kto uwodzi nas fałszywym uśmiechem, manipuluje nami tylko po to, by coś uzyskać. Po takim doświadczeniu, kiedy nasze zaangażowane w przyjaźń serce zostaje głęboko zranione, odradzamy się jak feniks z popiołów, by uświadomić sobie własną doskonałość.

Podejmowanie decyzji

Decyzja jest ruchem energetycznym, który uaktywnia odblokowanie i oczyszczanie. Uruchamia potencjał człowieka i pobudza jego rozwój. Jest to bardzo ważny czynnik wzrastania, dlatego nie można uciekać od odpowiedzialności i zarządzania własnym życiem i tymi sprawami, które nas dotyczą. Całe ludzkie funkcjonowanie sprowadza się do decydowania każdego dnia o różnych sprawach. Począwszy od tych błahych — jakie ubrać buty i czy brać dzisiaj parasol — po trudniejsze — czy zmienić pracę, wyjechać za granicę na stałe, wyjść za mąż za tego właśnie człowieka.

Należy podejmować decyzje wyłącznie w oparciu o SWOJE zdanie, SWOJE odczucia, SWOJE wnętrze. Tylko my wiemy najlepiej, czego potrzebujemy. Zaufajmy własnej intuicji, ona wskaże najlepszą dla nas drogę. Jeśli to trudna sprawa, od której wiele zależy, możemy zrobić „burzę mózgów” i wysłuchać tego, co inni ludzie myślą i mają do powiedzenia, jednak ostatecznie to my sami wybierzmy najlepsze naszym zdaniem rozwiązanie. Czasem „burza mózgów” wcale nie pomaga, bo wprowadza mętlik w głowie i dokłada wątpliwości. Zatem nie jest wcale konieczna, przecież mamy swój rozum. Zdecydujmy i weźmy odpowiedzialność, za podjętą decyzję. Jeśli posłuchamy czyjejś rady, zawsze będziemy zrzucać na niego winę wtedy, gdy coś się nie powiedzie. Co gorsza, będziemy mieć do siebie pretensje, że posłuchaliśmy kogoś innego, zamiast samego siebie. Jednak o wiele łatwiej jest nam znieść własną pomyłkę niż cudzą — kiedy ta cudza wpływa na nasze życie i nasze powodzenie w sposób negatywny.

Pamiętajmy też, że w zasadzie nie ma złych decyzji. Każda jest najlepsza w tej chwili i na tym etapie rozwoju. Jeśli potem spotkała nas przykrość, to… widocznie taka lekcja była tu potrzebna. Możemy pracować z afirmacją: Podjąłem decyzję najlepszą na ten moment. Po podjęciu decyzji należy iść za nią i nie oglądać się wstecz. Wówczas zasilamy ją energetycznie i otwieramy się na wszystko, co dobre. Odwracanie się do tyłu, narzekanie, żałowanie podjętej decyzji sprawia, że energia się cofa, utrudnia nam działanie. Wtedy tworzą się przeszkody.

W podejmowaniu decyzji warto kierować się wewnętrznym głosem, ponieważ w swoim sercu mamy najlepszego doradcę. Błądzą ci, którzy naśladują innych, zazdroszcząc im popularności czy sympatii. Naśladownictwo i odwzorowywanie oparte na zawiści prowadzi nas do realizowania cudzych programów, zamiast własnych, a w efekcie także do poczucia niespełnienia i zmarnowania życia. Kochajmy siebie na tyle, by ufać temu, co nam w duszy gra i zaprasza do realizowania własnej niepowtarzalnej drogi.

Blokery energetyczne

Rzadko kto zdaje sobie sprawę z tego, że mamy w domu przedmioty, które mogą blokować naszą energetykę. Być może nie jest to najważniejszy temat w prospericie, ponieważ najczęściej nasza energia jest silniejsza od energii otoczenia. Wówczas także Feng Shui nie jest nam potrzebne, bo niespecjalnie wywiera wpływ na nas i nasze sprawy. A jednak wcale nierzadko potrzebujemy wsparcia wszystkiego, co tylko możliwe, bo sami w sobie nie możemy znaleźć dość siły, aby zmierzyć się z życiem. Wówczas wszystko ma znaczenie. Także blokery, zabierające nam energię.

Są to takie rzeczy, które leżą w domu, najczęściej na dnie szafy i nie są od lat przez nas używane. W zasadzie zajmują tylko miejsce, ale nie pozbywamy się ich, bo… szkoda, bo przecież są dobre i mogą się przydać. Specjalistami od gromadzenia blokerów są „zbieracze” i ludzie starsi, którzy kiedyś zetknęli się z nędzą, a obecnie trzymają w domu wszystko, co jeszcze kiedykolwiek może się przydać. W skrajnym wydaniu mają zapchane piwnice, pawlacze i dna wielkich szaf. Przedmioty wysypują się u nich z każdego miejsca. Nawet dziurawe garnki, bo… przecież można je zalutować. A kto dzisiaj lutuje garnki?

Lżejsza wersja to niemal każdy z nas, kto nie wyrzuci na śmietnik starych niemodnych butów, których nie nosimy od lat. Jeśli jakieś rzeczy kolejny rok leżą na dnie kartonu, czekając na swoją szansę, stają się „blokerem”. To także każdy ciuszek, którego nie nosimy, bo po prostu wyszedł z mody. Najczęściej wpadamy w pułapkę gromadzenia, kiedy przytyjemy albo schudniemy. Nie chcemy wówczas pozbywać się odzieży, która już na nas nie pasuje, bo liczymy na to, że któregoś dnia znowu będziemy mieć tyle samo w pasie. Zdarza się to w istocie niezwykle rzadko. O wiele szybciej takie ubrania zostają zjedzone przez mole, jeśli zapomnimy zabezpieczyć szafę lawendą.

Tymczasem przetrzymywanie nieużywanych rzeczy blokuje przypływ energii. Są one jak kamień porastający rury od wewnątrz. Jeśli ten kamień narośnie za mocno, światło przepływu zmniejszy się tak znacząco, że woda zamiast płynąć, będzie kapać. Podobnie dzieje się z naszymi pieniędzmi, z naszą energia i dobrobytem. Blokery zatrzymują przypływ nowych rzeczy, pieniędzy, miłości, inspiracji. Wyrzucenie ich lub oddanie komuś, jeśli są w dobrym stanie, robi miejsce na nowe. Warto zatem je ruszyć z miejsca i odblokować przepływ. Sposobów jest mnóstwo — począwszy od postawienia pod śmietnikiem dla osób, które mogą jeszcze z czegoś skorzystać, poprzez wyprzedanie np. na Allegro. Doskonałą opcją są tutaj garażowe wyprzedaże, gdzie za przysłowiowy grosik można kupić coś ciekawego, ale i samemu pozbyć się tego, co już nie jest nam potrzebne.

Nadmierne gromadzenie jest charakterystyczne dla osób, które przeżyły skrajną nędzę lub dla osób bardzo skąpych. Nie wolno zostawiać niczego „na czarną godzinę”, bo w świadomości dostatku taka nie istnieje, są tylko… lepsze czasy. Mówienie o „czarnej godzinie”, zabezpieczanie się przed nią jest wyrazem świadomości ubóstwa.

Cykle energetyczne

Każde działanie możemy podzielić na trzy etapy, inaczej zwane cyklami, które charakteryzują się różnymi stopniami energetycznymi. Takich cykli mamy w życiu mnóstwo, a działania długotrwałe (np. związki, praca) przechodzą przez wiele takich powtarzających się cykli. Pełnym działaniem jest np. przeczytanie książki (od momentu otwarcia, do skończenia na ostatniej stronie) lub zrobienie swetra na drutach.

— etap inspiracji — charakteryzuje się szybkim wzrostem energii, emocją, zapałem, radością, brakuje nam wtedy realnej oceny sytuacji, wszystko wydaje się takie proste i łatwe.

— etap kryzysu — cechuje go spadek energii, zwątpienie, zmęczenie, negatywne myśli i brak wiary w powodzenie przedsięwzięcia, wtedy najczęściej przerywamy działanie, co jest ogromnie niekorzystne dla podświadomości, gdyż koduje w niej przeświadczenie o własnej słabości lub pechu. Należy za wszelką cenę przetrwać ten okres, wspierając się ćwiczeniami energetycznymi, energią Reiki, rozmowami z optymistycznie nastawionymi ludźmi sukcesu i przyjaciółmi, którzy w nas wierzą, afirmacjami itd.

— etap świadomego osiągania celu — w tym czasie energia lekko wzrasta, jesteśmy w stanie pomyślnie wszystko zakończyć, realnie oceniamy sytuację.

Wiele osób może mieć problemy z prosperitą, ponieważ ma zaburzone cykle. Oznacza to, że taka osoba wykształciła w sobie nawyk przerywania działania w etapie kryzysu. Podświadomość będzie sabotowała każde działanie tego człowieka na wszystkie możliwe sposoby, dążąc do tego, aby znowu je przerwać. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy robimy coś pięknego, co daje nam prawdziwe szczęście. Zaburzone cykle można oczywiście uzdrowić i wrócić do pomyślnego funkcjonowania. Metody są proste. Uczę tego na szkoleniach Prosperity.

Otwarcie na ból

To chyba najtrudniejszy temat w Prospericie… Warto jednak sobie uświadomić, że ból (strach, wstyd, lęk, ból fizyczny) jest potencjałem energetycznym, który nas transformuje i czyni nas gotowym na przyjęcie nowego. Przepracowanie i doświadczenie bólu wzmacniają nas i uświadamiają nam naszą siłę. Z reguły strach przed bólem jest silniejszy niż sam ból — potrafi zwielokrotnić cierpienie. Warto się temu przyjrzeć i w miarę możliwości uwolnić lęk za pomocą rozmaitych ćwiczeń lub pracy z energią Reiki.

Najistotniejszy jest jednak fakt, że cierpienia nie powoduje sama sytuacja, tylko nasze myśli i emocje z nią związane. Tak naprawdę to tylko nasz stosunek do danego tematu sprawia, że coś jest bolesne. Możemy to przeanalizować na przykładzie rozstania z partnerem. Kiedy bliski nam człowiek odchodzi ze związku, w naturalny sposób pojawia się emocjonalne cierpienie. Tymczasem sama sytuacja wcale nie musi być zła dla nas, kiedy zauważymy, że ta osoba wcale nie była dla nas dobra, uważna i kochająca. Kiedy partner odchodzi, to zazwyczaj przez wiele tygodni czy nawet miesięcy wcześniej traktuje nas oschle. Jest nieuważny, niemiły, lekceważący. Praktyka potwierdza, że zwykle w jego miejsce za jakiś czas pojawi się ktoś nowy, kto będzie nas kochał i szanował. Dla kogo będziemy ważni.

Z tego punktu widzenia, nie powinniśmy się w ogóle martwić tym, że coś się kończy, bo w to miejsce wszechświat da nam coś lepszego. Jednak nawykowo cierpimy, bo znosimy ciężar samotności i najczęściej boimy się, że już na zawsze zostaniemy sami. Tymczasem samotność wcale nie oznacza czegoś złego. Na świecie żyje wiele osób, które wybrały życie w pojedynkę i bardzo sobie chwalą swój stan. Oczywiście związek miłosny ma wiele przyjemnych aspektów, ale samodzielne życie wbrew pozorom też. Człowiek zwykle ma więcej czasu dla siebie i na swoje przyjemności. Ma w domu porządek, bo nikt mu nie bałagani, nie przestawia jego rzeczy i nie wyjada z lodówki ulubionych przysmaków. Nikt nie chrapie w nocy. Można to wyliczać w nieskończoność. Faktem jest, że zarówno życie w parze, jak i samodzielność mają swoje plusy i minusy. Po co się zatem tak bardzo zamartwiać?

W kontekście otwarcia na ból najważniejsze jest uwolnienie od lęku przed tym, co nadchodzi, a nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami. My zwyczajnie boimy się innego życia, innej pracy, innych zasad funkcjonowania. Boimy się też, kiedy coś wymyka się spod kontroli. Cierpimy z lęku. Kiedy nauczymy się przyjmować życie takim, jakie jest i nie będziemy robić dramatu z rozmaitych niekomfortowych sytuacji, nauczymy się doświadczania szczęścia i spokoju. Lęk przed bólem jest trochę jak stawianie oporu płynącemu nurtowi rzeki — ból jest spowodowany samym oporem. Kiedy zamkniemy oczy i pozwolimy, by prąd nas uniósł, cierpienie znika. Fale pieszczą nas łagodnie i kiedy otwieramy oczy, dostrzegamy błękit nieba, zieleń drzew i mnóstwo pięknych kwiatów w miejscu, którego wcześniej nie znaliśmy.

Tak wygląda życie. Otwarcie na ból, to uwolnienie oporu i powiedzenie sobie: niech się dzieje to, co najlepsze. Nawet jeśli samo przejście nie jest dla nas komfortowe, to po drugiej stronie bolesnego doświadczenia czeka na nas coś dobrego. Zapakowany prezent, którego wcześniej nie zauważyliśmy. Piękno życia opiera się na doświadczaniu. Niektóre sytuacje tylko pozornie są trudne, a w rzeczywistości otwierają nam drzwi do nowych lepszych chwil.

Zapakowane prezenty

Nazwa ta bierze się stąd, że dopóki prezent jest zapakowany, nie wiemy, co jest w środku, nie wiemy, czy to coś ładnego, miłego czy zbędny bibelot. Tak też jest z pewnymi wydarzeniami w życiu: nie wiemy, dlaczego się dzieją, dlaczego nas to spotyka — a często są to sytuacje dla nas trudne. Tymczasem wszystko cokolwiek do nas przychodzi jest albo lekcją, albo korzyścią (lekcja to także korzyść z punktu widzenia duchowego rozwoju!). Jest zatem prezentem, który trzeba rozpakować, aby się nim ucieszyć i docenić jego wartość. Jeśli przytrafia nam się coś przykrego, to:

— jest to wykreowane z podświadomości i wskazuje na problem, który trzeba przepracować, a którego nie zauważaliśmy, nie wiedzieliśmy o nim.

— jest to lekcja, która ma nas przetransformować, zmienić, wykrzesać z nas maksimum twórczej energii.

Jeśli czegoś bardzo pragniemy, a to nie przychodzi, to:

— czeka nas coś lepszego

— za mocno pragniemy i wewnętrzne napięcie, ogromne emocje i strach, że się nie otrzyma upragnionej rzeczy blokują energię przypływu (jest to wbrew pozorom bardzo częsta przyczyna „modlitw, które nie są wysłuchane”).

Kiedy przyjrzymy się rozmaitym doświadczeniom w naszej historii, to zauważymy, że czasem to, co wydawało się trudne, okazało się błogosławieństwem. Na przykład — porzucenie przez partnera, które wywołało burzę łez i ogromne emocjonalne cierpienie, zrobiło miejsce na inny związek, innego człowieka, który wniósł do naszej rzeczywistości szczęście. Patrząc z perspektywy czasu widzimy też, że ten pierwszy kandydat stał się alkoholikiem i życie z nim mogłoby być bardzo trudne. Rozumiemy wówczas, że gdyby ten pierwszy partner nie odszedł, to nasze życie byłoby smutne, a pozornie przykre rozstanie pozwoliło związać się z kimś dużo lepszym i doświadczyć wiele dobra.

To trochę jak sytuacja, w której ucieka nam pociąg, a my krzyczymy i tupiemy ze złości. Tymczasem okazuje się, że pociąg, którym mieliśmy jechać, uległ wypadkowi i wiele osób zostało rannych. Spóźnienie na taki pociąg to prezent od życia. Zapakowany oczywiście. Albo rozwiązanie umowy o pracę, co w efekcie pozwala znaleźć lepsze i lepiej płatne zajęcie. Na podstawie praktyki swojej i moich klientów mogę potwierdzić, że w życiu otrzymujemy wiele takich „zapakowanych prezentów”: odejścia z pracy, rozstania, niespodziewane zmiany planów, uciekające pociągi i samoloty.

Skuteczna Prosperita

Często zadajemy sobie pytanie, czy Prawo Przyciągania w ogóle działa. Wątpimy, martwimy się i zastanawiamy, dlaczego pomimo pracy z afirmacją i pozytywnego myślenia nie staliśmy się jeszcze milionerami. Wydaje się, że wszystkie kosmiczne zasady, którymi naszpikowane są mądre książki, wcale nie istnieją i zostały wymyślone tylko po to, by karmić nasze złudzenia. Nasze smutne myśli, jak kamyczek, uruchamiają lawinę kolejnych smutków i wątpliwości, a potem nawet ciąg przykrych wydarzeń. A to wygląda jak potwierdzenie naszych smutnych wniosków.

Tymczasem przyczyn niepowodzenia może być wiele. Począwszy od negatywnych wzorców dotyczących ukrytych lęków, poprzez niskie poczucie wartości i poczucie, że się nie zasługuje, a skończywszy na żalu do byłej żony czy męża. Nie wystarczy powtarzać: „jestem bogaty”, jeśli wewnątrz nosi się mnóstwo smutnych i niekorzystnych wzorców. To nie zadziała. Najlepszym sposobem jest zatem praca z podnoszeniem poczucia wartości, które przyciąga do nas to wszystko, czego pragniemy, zgodnie z wiarą, że zasługujemy na miłość, szczęście i pieniądze. Ponadto konieczne jest wybaczenie — sobie i innym. Sobie, by potwierdzić, że zasługujemy, innym — by podkreślić, że nie jesteśmy ofiarami krzywdzonymi przez drugiego człowieka.

Najczęściej jednak przyczyną niepowodzenia jest fakt, że niezauważalnie dla siebie stale myślimy negatywnie. Niestety. To się zdarza częściej niż nam się wydaje. Amerykański mówca motywacyjny Joe Vitale proponuje proste ćwiczenie, a ja za nim polecam je każdemu, kto chce sprawdzić, jak naprawdę myśli. Wystarczy założyć na prawą rękę bransoletkę na gumce. Jakąkolwiek. A następnie nosić ją przez cały dzień i przekładać na drugą rękę, ilekroć pomyślimy negatywnie, ponarzekamy, skrytykujemy coś lub kogoś, pomartwimy się przez chwilę lub zwątpimy w dobro życia. Przekonamy się, że bransoletka będzie co chwilę przeskakiwać z jednej ręki na drugą. Warto wykonać to ćwiczenie, by zobaczyć, że choć teoretycznie jesteśmy propagatorami pozytywnego myślenia, to nasz podstępny umysł stale znajduje powody do „marudzenia”. Jest to też swoisty kontroler myśli. Noszenie i przekładanie bransoletki pomagają pilnować stylu myślenia.

Kiedy czegoś pragniemy, to zazwyczaj skupiamy się na tym, czego nie chcemy. Czy osoba, która chce być bogata myśli o tym, by zarabiać mnóstwo pieniędzy? Rzadko. Częściej zastanawia się, co zrobić, aby NIE BRAKOWAŁO na samochód, opłaty, życie czy wakacyjny wyjazd. Przez cały dzień człowiek myśli: „brakuje, za mało, brakuje, nie wystarcza, jestem biedny…”, a potem wieczorem siada do afirmacji i pisze lub wypowiada ileś tam razy piękne hasło: „mam, zarabiam, wystarcza”. Prawdę mówiąc nie można mieć wątpliwości, które zdania działają mocniej: oczywiście te, które towarzyszą nam dłużej.

Aby rzeczywiście przyciągać do siebie dobrobyt, warto raz jeden na początku określić treści, jakie chcemy wysyłać do Wszechświata. Nie myślę tu o afirmacjach, lecz o tym, o czym myślimy cały czas w ciągu dnia. W tym celu można zrobić sobie tabelkę. Napiszmy po jednej stronie, co nam doskwiera i czego NIE CHCEMY, a obok, CZEGO PRAGNIEMY. W przykładowej tabelce podaję kilka uproszczonych propozycji.

Sztuka prosperity polega na tym, by przez cały czas myśleć według prawej strony tabelki. Tylko! Niech wszystkie myśli kręcą się wokół naszych pragnień. Niech wszystkie wyobrażanie tworzą to, czego chcemy. Zapomnijmy, że czegoś dobrego w naszym życiu nie ma. Wyznacznikiem myślenia mają być tylko pozytywne stwierdzenia i wyobrażenia. Można wykorzystać noszenie bransoletki do tego, by kontrolować po której stronie tabelki jesteśmy. Niech bransoletka znajduje się zawsze na prawej ręce, a ilekroć myśli zejdą na jakiś „brak”, dotknij bransoletki i myśl intensywnie określeniami i wyobrażeniami z prawej strony tabelki.

Często spotykaną w prospericie przeszkodą bywa też przekonanie, że nie jesteśmy dość dobrzy. Jakkolwiek punktem wyjścia będzie podnoszenie poczucia własnej wartości i rozwijanie przeświadczenia o tym, że zasługujemy na wszystko, co najlepsze, podpowiem tu dość skuteczne narzędzie zmierzenia się z tym tematem. Otóż można zmienić swoje przekonanie za pomocą zauważania prostych i oczywistych faktów, które są dowodem na to, że KAŻDY zasługuje na szczęście. Musi zasługiwać, skoro ma:) Wystarczy napisać kilka zdań, stwierdzających rzeczywistość — taką rzeczywistość, która pokazuje, że każdy z nas może być bogaty, zdrowy i szczęśliwy niezależnie od tego, jaki jest. Bo czy tylko piękne kobiety spotykają miłość? Czy tylko te o zgrabnych nogach są kochane? Czy tylko ludzie szlachetni są bogaci? Czy tylko uczciwi są zamożni? Czy tylko ludzie mądrzy są zdrowi? Poniżej kilka przykładów zmiany przekonań. Zaczniemy od tych, które dotyczą relacji.

— Kobiety z nadwagą też mają kochających partnerów.

— Niezbyt ładne kobiety też są szanowane i kochane przez mężów.

— Kobiety z grubymi nogami są szczęśliwymi żonami i matkami.

— Chude dziewczyny też są szczęśliwe w związku.

— Niezgrabne kobiety też cieszą się szczęśliwą miłością.

— Niezależnie od wieku można spotkać miłość swojego życia i być szczęśliwym.

Im więcej różnych zdań tego typu wypiszemy, tym skuteczniej przekonamy swoją podświadomość, że szczęście w uczuciach jest niezależne od wyglądu zewnętrznego, koloru włosów, budowy ciała. Każdy z nas zasługuje na miłość. Jeśli wypiękniejemy, zeszczuplejemy lub przytyjemy — to nowe przekonanie nadal będzie działać na korzyść, bo według niego brzydcy i piękni w tym samym stopniu zasługują na to, by być kochanymi istotami i w tym samym stopniu przyciągają do siebie miłość.

„Nie jest bowiem piękne to, co jest piękne, lecz to, co się komu podoba”

Jeśli uważamy, że nie jesteśmy dość dobrzy, by mieć dużo pieniędzy, możemy skorzystać z poniższych przykładów.

— Ludzie bez wykształcenia też bywają bardzo bogaci.

— Osoby z trudną przeszłością też zarabiają bardzo dużo pieniędzy.

— Ludzie nietowarzyscy i zamknięci w sobie też mogą być zamożni.

— Zadłużeni mogą odbić się od dna i stać się bogaci oraz spłacić wszystkie zaległości.

— Lenie również mogą cieszyć się dostatkiem.

— Nie tylko pracowite mróweczki dorabiają się pieniędzy.

— Nie trzeba być geniuszem, by dużo zarabiać.

Im więcej różnych zdań tego typu wypiszemy, tym skuteczniej przekonamy swoją podświadomość, że dostatek finansowy jest niezależny od inteligencji, mądrości, przynależności rasowej oraz przeszłości człowieka. Każdy z nas zasługuje na to, by mieć wystarczającą ilość pieniędzy.

To dwie proste techniki, które pomagają ukierunkować właściwie sposób myślenia. Działają pozytywnie zmieniając nasze przeświadczenie wewnętrzne, a ono głównie decyduje o tym, co przyciągamy do swojego życia. Dlatego też duchowi nauczyciele powtarzają często: „poczuj się zdrowy, poczuj się bogaty, poczuj się kochany”. Dlatego podręczniki rozwoju uczą: „wyobraź sobie, że już to masz” albo: „uwierz, że to już jest”. Przeświadczenie działa mocniej niż wypowiadane przez nas codziennie afirmacje, dlatego tak ważne jest, aby właśnie ono brzmiało zdecydowanie pozytywnie.

Równowaga między myślą a działaniem

Równowaga ta jest nam niezbędna do szczęścia, ponieważ nie wystarczy sama teoria, trzeba również wprowadzić do rzeczywistości cała mądrość. Warto nauczyć się budowania harmonii pomiędzy dwoma różnymi podejściami, które często bywają sprzeczne, chociaż my tego nie zauważamy. Korzystamy z kursów, warsztatów i podręczników, by potem wracać w ukryte koleiny życia i niczego nie zmieniać. Często jest tak, że planujemy wprowadzić zasadę codziennej medytacji lub zacząć stosować dietę zawierająca więcej owoców i warzyw. Finalnie udaje się nam to robić tylko przed dwa lub trzy tygodnie, a [potem wracamy do starych nawyków. Albo nawet nie robimy całkiem nic. Od powieszenia na ścianie dyplomu ukończenia kursu życie się nie uzdrawia.

Znam wiele takich osób, które chwalą się rozmaitymi szkoleniami, ale w ogóle z nich nie korzystają. Nie każda metoda musi nam odpowiadać, to dla mnie naturalne, że możemy coś wybrać, a coś innego odrzucić. Kiedyś uczyłam się pilnie zarówno EFT (Techniki Emocjonalnej Wolności) jak TFH (Dotyk dla Zdrowia). Nie praktykuję ich obecnie, ponieważ wybrałam Reiki i Dwupunkt, jako metody szybsze i łatwiejsze, a przede wszystkim jako te, które o wiele bardziej mi się podobają. Zawsze byłam wygodna i niecierpliwa. Nie obwiniam siebie, każdy ma prawo korzystać z tego, co bardziej mu odpowiada. Jednak dla równowagi, o której piszę, kluczowe jest to, że Reiki robię każdego dnia. Codziennie wykonuję zabiegi. To moja druga natura i coś, co naprawdę kocham. Zatem nie tylko skończyłam naukę, ale w pełni czerpię z możliwości pracy z tą piękną energią. Gdybym schowała dyplom do szuflady i korzystała z Reiki tylko od święta lub wcale, byłaby to oczywista dysharmonia pomiędzy teorią a praktyką.

W kontekście rozwijania prosperity zwracam uwagę przede wszystkim na wprowadzanie do codzienności korzystnych nawyków związanych z pozytywnym nastawieniem do świata. Na pewno samo czytanie dobrych książek już układa nam wiedzę w głowie i czasem też tworzy optymalne przekonania. Ale to trzeba też zakotwiczać konkretnym działaniem. Natomiast od razu podpowiem, by pamiętać o równowadze pomiędzy praca a odpoczynkiem. Nie można tak ustawiać sobie harmonogramu, aby cały wolny od pracy czas zająć intensywną duchową praktyką. To też czasem praca i energetyczny wysiłek. Niezwykle ważne jest, by każdego dnia mieć czas na lekkość, luz, śmiech, zabawę i odprężenie. Oto harmonia.

Bardzo często na drodze do bogactwa stają nam zarówno stare niekorzystne nawyki, jak i negatywne przekonania. Jeśli naprawdę chcemy zmienić swój los i stać się bogatymi ludźmi, musimy bezzwłocznie zmienić myślenie i przekodować wszystkie wzorce, które nam nie służą. Nie ma innej drogi. Nie ma innej metody. Nie można zdobyć szczytu góry, stojąc u jej stóp na dole bez ruchu. Nie pomogą najbardziej wyszukane afirmację, jeśli w podświadomości funkcjonuje stara niekorzystna matryca. Warto umieć wypisać negatywne przekonania na temat pieniędzy, związku, pracy czy spełniania marzeń, a następnie świadomie zamienić je na takie programy, które nas wspierają.

Pisałam wielokrotnie o tym, że harmonię tworzymy wprowadzaniem tej jakości, której potrzebujemy, a nie jakąkolwiek walką. To, z czym wojujemy, to zasilamy. Jeśli na przykład chcemy pokoju — nie walczmy. Twórzmy w sobie energię pokoju. Medytujmy nad pokojem. Rozszerzajmy pokój przez swoja aurę na świat. Zwykle jednak mamy nawyk przeciwstawiania się wszystkiemu, co nam się nie podoba. Kiedy w naszej rzeczywistości pojawia się osoba agresywna, chcemy z nią walczyć, tymczasem jest to działanie na tej samej energii: energii agresji. Każde toczenie wojny — nieważne w jak szczytnym celu — jest walką. Chcąc prawdziwego pokoju, musimy skupiać się na pokoju, a nie na walce. Aby odzyskać równowagę, należy zmienić myślenie i pokochać siebie, wypełnić miłością wszystkie miejsca, w których jej brakuje. Zaakceptowanie i pokochanie siebie usuwają potrzebę ciągłej walki ze wszystkim i ze wszystkimi.

Stale powtarzam wszystkim moim uczniom i klientom, że energia podąża za myślą. Jeśli jedząc kawałek pysznego tortu myślę o tym, że dzięki niemu będę zdrowa i szczupła, to tak się stanie. Jeśli jedząc ciastko, wypełniam się poczuciem winy i strachem, że przytyję albo zachoruję, wówczas oczywiście tak też będzie. O wyglądzie i zdrowiu decydują nasze myśli, ponieważ to mózg wysyła do wszystkich komórek informację o szczęściu i zdrowiu lub konieczności tworzenia wałów obronnych z tłuszczu. Praktykując psychosomatykę, potwierdzam to doświadczeniem swoim i wielu osób, które mi zaufały. Aby odzyskać równowagę wystarczy uwierzyć, mocno uwierzyć i zmienić wewnętrzne przekonania. To my i nasze myśli decydują o naszym zdrowiu.

Każdy z nas pragnie miłości. Szukamy swojej drugiej połówki, by stworzyć rodzinę. Szukamy uczucia w domu, wśród przyjaciół. Relacje szczęśliwe to te właśnie, które oparte są na prawdziwym głębokim kochaniu. Stosujemy do nich tę sama zasadę, zgodną z Prawem Przyciągania. Kto pragnie być kochanym, powinien najpierw pokochać samego siebie, stać się miłością, wypełnić nią po brzegi. Wówczas na zasadzie lustra przyciągnie miłość, uosobioną w drugim kochającym człowieku. Jeśli myślimy o ludziach ze złością, jeśli skupiamy się na brakach — braku miłości na przykład — to materializujmy „brak miłości”, nazywany potocznie samotnością. Walka z samotnością, to zasilanie samotności. Aby odzyskać równowagę, wystarczy pokochać siebie.

Najczęściej spotykany dzisiaj konflikt to brak równowagi między duchem a materią. Wokół nas mnóstwo jest ludzi, którzy kierując się wyłącznie „mędrca szkiełkiem i okiem” zapomnieli o tym, czym są w istocie: duchowością, zanurzoną na krótką chwilę w materialnym ciele. Utożsamianie się z materią, która miała duchowi służyć jedynie za narzędzie do pracy nad sobą, prowadzi w ślepą uliczkę materializmu — pogoni za pieniędzmi i wymiernymi korzyściami. Powoduje to pogłębienie się poczucia oddzielenia od Źródła, z którego pochodzimy, daje podłoże do nienawiści, agresji, zazdrości. Ludzie zapominają, że wszyscy jesteśmy Jednością… Aby odzyskać równowagę, możemy zmienić optykę i spoglądać na cały świat przez bajeczne okulary, które pozwalają zobaczyć, że wszystko jest cudowną energią. A także to, że wszyscy jesteśmy w magiczny sposób połączeni.

Moce sukcesu

1. Moc wyzwolenia

Podstawą realizacji marzeń jest uwolnienie się od wszelkich ograniczeń. Człowiek ze swej natury lubi się przywiązywać do rzeczy, ludzi, sytuacji, a nawet zasłaniać tradycją. W ten sposób ustawia na swojej drodze mnóstwo przeszkód, które opóźniają realizację marzeń. Na poziomie fizycznym wyzwolenie polega na uwalnianiu starej niekorzystnej energii poprzez aktywność: ruch, sport, spacery, pływanie. Uwielbiam tę ostatnią opcję, ponieważ woda nie tylko działa na mnie cudownie oczyszczająco, ale także uwalnia napięcia. Oprócz tego kocham taniec i polecam różne jego formy, jako uzdrawiająca metodę aktywności. Warto pamiętać, że bezruch, spędzanie czasu przez TV lub wyłącznie przy komputerze jest niekorzystne nie tylko dla stawów czy krążenia, ale także dla naszej energetyki. Stara energia zawiera w sobie stresy i napięcia, których warto się pozbyć z ciała.

Na poziomie psychicznym uwalniamy się od zmartwień, lęków i negatywnego narzekania na wszystko i wszystkich. Wewnętrzny krytyk wytrwale tworzy nowe myśli, które nas obciążają i uszkadzają nam energetykę. Na poziomie emocjonalnym również nie bywamy wyzwoleni. Dowodem są wszelkiego rodzaju uzależnienia: od używek, seksu, zakupów, słodyczy, a nawet od innych ludzi. Palacze papierosów zapewne rzadko kiedy uświadamiają sobie, że ich nałóg jest próbą ucieczki od emocji. Z pewnością proces uwolnienia starych traumatycznych uczuć nie jest łatwy, ale jest możliwy. Warto zmotywować siebie do wyzwolenia ze starych emocji, ponieważ te negatywne maja potężną moc przyciągania — oczywiście tego, czego nie chcemy.


2. Moc świadomości

O roli naszych myśli powszechnie wiadomo — to one tworzą rzeczywistość. Przypomnę tylko, że najczęściej nie uświadamiamy sobie drzemiących w nas mocy. Nie dbamy o swoje myślenie, pozwalamy sobie, by wędrowało własnymi torami, często negatywnymi. Kierujemy się powszechnymi skojarzeniami. Wszyscy mówią, że coś jest złe? To i mnie na pewno zaszkodzi — myślimy, budując samospełniająca się przepowiednię. Postrzeganie świata poprzez pryzmat niekontrolowanych skojarzeń może być pułapką.

Kluczem do szczęścia jest uświadomienie sobie mocy własnego umysłu i tych wszystkich możliwości, które wypływają z naszej twórczej wyobraźni. Warto postawić na tworzenie pozytywnych przekonań — najpierw o samym sobie, następnie o tym wszystkim, co potrafimy osiągnąć. Świadome wizualizacje są niezwykle skutecznym narzędziem do przyciągania tego, czego pragniemy.


3. Moc energii

Energia, która przyciąga określone rzeczy i sytuacje do naszej rzeczywistości powstaje z naszych myśli, uczuć i poglądów. Te trzy elementy to tzw. „Wielka Trójka”, odpowiadająca za moc kreowania naszego życia. Siłę naszej energii określić można za pomocą AQ (Attraction Quotient) — Ilorazu Przyciągania.

4. Moc Intencji

Należy być zawsze w zgodzie ze sobą. To ogromnie istotny warunek, bez którego nie ma mowy o osiągnięciu czegokolwiek dobrego. Moc intencji manifestuje się wówczas, kiedy umiemy szczerze określić czego pragniemy i otwarcie wyrażać najlepsze uczucia. Tworzymy wtedy piękna energię, która kreuje nasze życie zgodnie ze wspaniałymi marzeniami. Nasze wnętrze wypełniają nasze intencje i zabarwiają nasze emocje oraz przekonania — tak tworzymy swój świat.

Jeśli nawet mówimy piękne słowa, ale nie pokrywają się one z naszymi prawdziwymi myślami, wówczas mamy do czynienia z fałszem lub nawet manipulacją. Te dwie jakości tworzą negatywną energię o niskich wibracjach. Dlatego tak ważnym jest, aby pozostawać w harmonii z samym sobą. Czasem nie jesteśmy fałszywi świadomie. Bardzo pragniemy być szczęśliwi, zdrowi i bogaci, tworzymy zatem myśli, które wydają nam się pozytywne. Układamy afirmacje, w które wkładamy silne emocje braku i ogromnej potrzeby. W rzeczywistości są pełne desperacji. Jak pisałam wielokrotnie, ważnym jest, aby pragnąć, ale nie potrzebować. Brak tworzy negatywne wibracje, którymi przyciąga kolejny brak.


5. Moc Wyboru

W każdej chwili swojego życia mamy możliwość dokonania świadomego wyboru tego, czego pragniemy. Jak powtarzają duchowi nauczyciele sukcesu, życie jest jak wielkie menu — patrzymy, obserwujemy i wskazujemy palcem: „tego pragnę”. To pragnienie nasycamy następnie radosnym oczekiwaniem, pełnym wiary, że za chwilę kucharz poda nam na tacy coś wspaniałego. Marzymy i zamykając oczy wyobrażamy sobie, jak otrzymujemy swoje zamówienie i z rozkoszą je smakujemy.

Niestety większość z nas nie umie wybierać. Wyobraźmy sobie tę luksusowa restaurację, gdzie w karcie mamy najpyszniejsze potrawy. Warto zdecydowanie wskazać coś, co nam będzie smakowało lub zaryzykować i wybrać coś nieznanego, co ciekawie wygląda, aby posmakować nowości. Tymczasem my w strachu i poczuciu, że nas nie stać (jesteśmy niegodni) prosimy o szklankę wody i kaszę ze smalcem. W ten sposób powielamy niekorzystne schematy i materializujemy wzorce: „nie zasługuję”, „to dla mnie za dobre”, „to i tak nie będzie przyjemne”, „mam pecha, będzie przypalone” itp.


6. Moc Miłości

Oto największa siła Wszechświata, która ma moc uzdrawiania i przyciągania do nas wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze. Wystarczy pokochać to, czego pragniemy. Jeśli postrzegamy samego siebie i innych ludzi z miłością bezwarunkową, troską i współczuciem, wówczas przyciągamy ludzką życzliwość i pozytywne zachowania. Jeśli w trudnej sytuacji weźmiemy głęboki oddech i wybierzemy miłość, wówczas przyciągniemy najlepsze możliwe rozwiązanie. Ponieważ podobne przyciąga podobne, jeśli wysyłamy miłość, wraca do nas to wszystko, co oparte jest na miłości: dobre rzeczy i szczęśliwe sytuacje.

Pamiętajmy, że te marzenia, które oparte są na miłości są silne, dzięki mocnej wibracji. Są też wolne od strachu, który obniża energię. A to, co robimy z miłością jest zawsze słuszne, ponieważ miłość jest zawsze najlepszym drogowskazem do szczęścia. Jest głosem naszej duszy i serca. Kiedy mamy wątpliwości, warto zapytać siebie, co zrobiłaby miłość?

Zasady dobrego życia

Możliwości

Jesteśmy czystą świadomością, taka jest nasza prawdziwa duchowa natura. Nasza świadomość jest polem nieograniczonej możliwości i nieskończonego tworzenia. Aby móc w pełni z niej korzystać, warto odkryć swoją prawdziwą istotę, którą ponadto cechuje ogromna wiedza, bezgraniczna cisza, doskonała równowaga, prostota i szczęście. Kiedy poznamy, kim naprawdę jesteśmy, będziemy mogli zrealizować każde swoje marzenie.

Inaczej mówiąc, jest to „prawo jedności”, ponieważ wszystko przeniknięte jest jedną energią. My także. Jesteśmy jednym ze wszystkim, co spotykamy na swojej drodze. Ważne jest odpowiednie ukierunkowanie. Jeśli ważne wydaje się to co na zewnątrz, czyli przedmioty, sytuacje itd. — automatycznie zostajemy pod ich wpływem. Przejmujemy się wydarzeniami, uzależniamy od opinii innych osób, stajemy się niewolnikiem pragnień posiadania tego czy tamtego. Pozorna moc przemija razem ze stanowiskiem, zdrowiem, pieniędzmi. Wszystko cokolwiek budujemy, oparte jest na lęku przez akceptacją innych lub lęku przed utratą czegoś.

Spróbujmy ukierunkować się na JAŹŃ! Nasze wnętrze jest cząstką boskości, jest doskonałe, mądre, dobre, szczęśliwe i wesołe. Staniemy się wówczas wolni i niezależni od innych osób, przedmiotów, zdarzeń. Będziesz niewrażliwi na krytykę, nie będziemy bać się niczego, nie będziemy wchodzić w konflikty z innymi, wiedząc, że wszyscy są tym samym duchem w różnych przebraniach. Wejście w kontakt z JAŹNIĄ umożliwia czerpanie z pola czystej możliwości.

Metody pracy:

1. Spróbuj codziennie pomedytować chociaż po pół godziny rano i wieczorem. Ta medytacja to siedzenie w ciszy i milczeniu, bycie oderwanym od wszystkiego, co na zewnątrz. Pozwalaj swoim myślom przepływać jak rzece, niech się uspokoją i znikną. Kiedy pojawi się luka między myślami — to właśnie dotykasz swojej JAŹNI.

2. Postaraj się każdego dnia spędzić trochę czasu obcując z przyrodą. Przyroda wycisza i pozwala sięgnąć do samej głębi naszego jestestwa.

3. Nie osądzaj nikogo i niczego. Spróbuj chociaż kilka godzin dziennie nie osądzać, nie wydawać wyroków, nie krytykować. To może być trudne, ale z biegiem czasu… możesz wydłużać okresy nie osądzania.


Zaufanie do wszechświata

Warto zaufać Wszechmocy. Kiedy wzrastamy wewnętrznie, uczymy się pięknej sztuki powierzania siebie i swoich spraw Wyższej Instancji. To niełatwe, ponieważ większość z nas ma w sobie potrzebę kontroli, której nie umiemy puścić. Wydaje nam się, że doskonale wiemy, co dla nas najlepsze i co powinno się wydarzyć. Posiadamy też marzenia, które pielęgnujemy w sobie bez względu na ich prawdziwą wartość. Rzadko kiedy sprawdzamy, na ile są one dla nas dobre, bo najczęściej przychodzą jako sposób na dowartościowanie siebie i pokazanie innym swojej wielkości.

Tymczasem dusza nie potrzebuje nikomu niczego udowadniać. Wie, że jest doskonała. Kiedy naprawdę dorastamy duchowo przestajemy wymyślać dla siebie zadania. Z wiarą i spokojem oddajemy różne trudne dla nas problemy, wiedząc doskonale, że Najwyższe Źródło znajdzie najlepsze rozwiązanie. Możemy wówczas w ciszy odpocząć od wszelkich trosk i poczuć się jak małe dzieci, które spokojnie zasypiają w ramionach rodziców. W miejsce stresu wchodzi radość, lekkość i odprężenie. Nasze ciała odnajdują ukojenie. Mogą w dobrych wibracjach budować nowe komórki i pulsować zdrowiem.

Jest w tym też i pokora, ponieważ nie oczekując niczego, ufając, że zawsze jest to, co powinno, pogodnie przyjmujemy wszystko, co się przydarza. Wiemy, że cokolwiek będzie, jest dokładnie tym, co ma być — co dla nas najlepsze. Nawet jeśli nie spełnia naszych pragnień, przyjmujemy, że to po prostu doświadczenie, którego w tym momencie najbardziej potrzebujemy. Ufamy. Nie ma nic bardziej uwalniającego niż zaufanie. Pozwala zrzucić z ramion cały ciężar życia. Czasem musimy tylko sobie uświadomić, że jesteśmy prowadzeni i ze to prowadzenie jest niezawodne. Po co martwic się czymś, na co nie mamy wpływu? Po co tracić radość i siły na stawianie oporu płynącej rzece? Jest jak jest. Zawsze jest tak, jak być powinno.


Dawanie i Branie

Dawanie i branie to dwa aspekty tej samej energii. Dawanie rodzi otrzymywanie, a otrzymywanie — dawanie, ponieważ energia w przyrodzie musi po prostu krążyć i płynąć.

Zasady są proste: im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy. Jednakże dając, cieszmy się z dawania, wówczas energia zostaje zwielokrotniona. Jeśli ofiarowując coś, odczuwamy stratę, wówczas nie dajemy naprawdę i zasada nie zadziała. Liczy się intencja, myśl, ponieważ to myśl prowadzi energię. Zatem dawajmy z radością, uruchamiając przepływ energii. Dając, nic nie tracimy, tylko robimy miejsce na nowe. Dbajmy jednak, by dawać szczerze, a nie pozbywać się czegoś, co nam zawadza. Bądźmy czujni na rzeczywiste potrzeby drugiego człowieka. W Prospericie nie dajemy jałmużny, ponieważ to umniejsza i poniża inna osobę, ale zawsze możemy nieść pomoc — zgodnie z potrzebą serca.

Warto też nauczyć się brać z wdzięcznością to, co dają nam inni. Jeśli czegoś nie chcemy przyjąć to tak, jakbyśmy programowali dającego jako osobę biedną. Tworzymy dla niego złą wibrację. Bez względu na zamożność ofiarowującego, przyjmijmy z wdzięcznością jego dar, wyobrażając sobie, że jest bardzo bogaty i stać go nie tylko na taki prezent, ale dokładnie na wszystko. Nasza myśl zasila tą osobę energetycznie.

Trzeba pamiętać, że to BIORCA uruchamia DAWCĘ. Innymi słowy: jeśli przyjmujemy z wdzięcznością, otwieramy przepływ energii dla siebie i dla osoby, która chce nas obdarować. Biorąc — dajemy. Nie wzbraniajmy się przed przyjęciem szczerze ofiarowanej pomocy, dobrego słowa czy przedmiotu, ponieważ odmawiając, nie tylko blokujemy przepływ dobrej energii, ale też wysyłamy do Wszechświata informację, że nie zasługujemy na nic dobrego i nic nie chcemy. Wszechświat zgodnie z Prawem Przyciągania może przestać nas obdarowywać czymkolwiek. Obfitość przestanie płynąc, a wraz z nią także inne pozytywne rzeczy zostaną zablokowane.

Metody pracy:

1. Spróbuj zawsze dać coś każdemu, kogo spotykasz w danym dniu. Nie musi to być wielki prezent, wystarczy kwiat, modlitwa, dobre słowo, komplement…

2. Każdemu kogo spotykasz, życz radości i szczęścia.


Wdzięczność

Wdzięczność to potężna siła, która uruchamia przypływ energii do naszego życia. Im częściej dziękujemy, tym więcej otrzymujemy. Rzecz nie w samych słowach i nie w uprzejmości. Rzecz w odczuwaniu tej pięknej jakości. Aby to zrozumieć, można zrobić z tej chwili proste ćwiczenie: przypomnieć sobie sytuację, w której otrzymaliśmy coś bardzo cennego. Może przepiękny prezent, który spełnił nasze marzenia? Może coś, na co długo czekaliśmy? Może jakąś pomoc w krytycznej chwili? Czasami w takim momencie rzucamy się spontanicznie na szyję osobie, która nas obdarowała — jeśli to jest ktoś nam bliski. To takie cudowne uczucie, które rozgrzewa nam serce jest właśnie tą niezwykłą wibracją, zmieniającą nasze życie na lepsze.

Praktykowanie wdzięczności zakotwicza w nas przekonanie o tym, że życie jest wspaniałe. Jeśli często dziękujemy, to pokazujemy swojej podświadomości, ile dobra otrzymujemy od ludzi i świata. To jedna z najcenniejszych rzeczy, jakie możemy sobie ofiarować, ponieważ zgodnie z Prawem Przyciągania wszechświat działa spójnie z naszą wewnętrzna matrycą. Oznacza to, że jeśli człowiek uważa, że życie jest dobre — także w głębi duszy na poziomie podświadomym przyjmuje to za prawdę — to ono takim się staje.

Druga korzyść z praktykowania wdzięczności to realne przyciąganie tego, za co dziękujemy. Jeśli wyrażam szczerze wdzięczność za posiadane w portfelu pieniądze, to przychodzi ich do mnie więcej, ponieważ swoją myślą zasilam posiadanie gotówki. To, na czym się skupiamy — manifestujemy w codzienności. Wibracja wdzięczności nadaje naszym myślom mocy, dlatego wdzięczność działa szybciej i skuteczniej niż na przykład afirmacje.

Metody pracy:

1. Postaraj się każdego dnia wypisać co najmniej 30 rzeczy i zjawisk, za które jesteś wdzięczny.

2. Z wdzięcznością przyjmuj wszystko, co dostajesz od innych. Z wdzięcznością przyjmuj też słońce, śpiew ptaków, zapach kwiatów.


Konsekwencje

Należy sobie uświadomić, że aby zaznać szczęścia, trzeba zasiewać jego ziarna. Podobne przyciąga podobne. Dając dobro, przyciągamy dobro. Dokonując w życiu niezliczonej ilości wyborów, podejmujemy decyzje, wykonujemy działania, które wytwarzają pewną określoną wiązkę energii. Wiązka ta powróci do nas w podobnej formie.

Metody pracy:

Zanim dokonasz wyboru, zadaj sobie dwa pytania:

1. Jakie będą konsekwencje?

2. Czy to przyniesie szczęście mnie i ludziom z mojego otoczenia?


Bez wysiłku, bez napięcia.

Zasada ta polega na osiąganiu wszystkiego jak najmniejszym kosztem. Wystarczy przyjrzeć się przyrodzie, gdzie wszystko po prostu się dzieje. Natura spojona jest w całość energią miłości, dlatego wysiłek jest tam zbędny. Kiedy nasze działanie motywowane jest miłością, energia zostaje zwielokrotniona i można tę nadwyżkę wykorzystać w celu zmaterializowania pragnień. Wystarczy płynąć z falą, nurtem, nie stawiając oporu.

Należy nauczyć się akceptować wszystkie wydarzenia, bo wszystko jest takie, jakie być powinno. Kiedy coś nas drażni, to tak naprawdę reagujemy na swoje własne uczucia dotyczące sytuacji, a nie na samą sytuację. To nasze uczucia nam przeszkadzają, a nie sytuacja.

Nie znaczy to, że mamy obarczać siebie winą za swoje emocje czy spowodowanie czegoś. Cokolwiek się wydarza, po prostu się dzieje i nie należy szukać winnych, ani w sobie ani w innych ludziach. Wystarczy pamiętać, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji zawarte jest ziarno sposobności, które można twórczo wykorzystać. Można spróbować przekształcić trudny moment tak, aby wynikło z niego coś dobrego. Każda osoba, która zadaje nam ból, może stać się naszym nauczycielem. Każdy problem, który się pojawia, może być niezbędny naszej ewolucji. Zatem wszystko jest dokładnie takie, jak być powinno.

Nie warto też wdawać się w jałowe spory w obronie własnego zdania. Każdy ma prawo do własnych przekonań. Rezygnując z kłótni, odzyskamy spokój i bardzo wyraźnie poczujemy chwilę obecną.

Metody pracy:

1. Akceptuj wszystko, co cię spotyka, ze świadomością, że tylko od ciebie zależy, jakie uczucia dana sytuacja w tobie wywoła. Weź odpowiedzialność za swoje uczucia.

2. Nie szukaj winnych, nie obwiniaj zwłaszcza siebie.

3. Nie wdawaj się w spory, pozostań otwarty na wszystkie poglądy.


Wolność

Należy przestać oczekiwać rezultatu, nie rezygnując jednocześnie z pragnień. Ważna jest tutaj niezachwiana wiara w moc Jaźni. Przywiązywanie się bierze się ze strachu i braku poczucia bezpieczeństwa. Jaźń wie najlepiej, jak zaspokoić każdą naszą potrzebę i ona właśnie jest źródłem bogactwa. obfitości itp. Zaangażowanie się bez oczekiwań sprawia, że spontanicznie wszystko otrzymujemy. Nieprzywiązywanie się oznacza, że posiadamy Świadomość Prosperującą. Kurczowe trzymanie się celu jest równoznaczne ze świadomością ubóstwa.

Czasem trzeba wejść w nieznane, zrezygnować z przywiązania do znanego (czyli z przeszłości). Życie tylko wtedy jest naprawdę ciekawe, kiedy zostawiamy w nim miejsce na niespodziankę, przygodę, tajemnicę. Doświadczanie niepewności to właściwa droga, gdyż pozwala chwytać wszelkie sprzyjające okazje. Daje się sobie wtedy największą szansę, bez ograniczeń. Ściśle określając, co ma się wydarzyć, wyklucza się cały zakres możliwości, a ponadto zakłóca się płynność i plastyczność pola wszelkich możliwości. Zastosowanie się do tego prawa przyśpiesza proces ewolucji.


Bycie prawdziwym sobą

Bycie prawdziwym sobą, to jedna z najważniejszych lekcji dla człowieka. Schodzimy na Ziemię, aby realizować swoją niepowtarzalność. Zamanifestować coś, czego w gruncie rzeczy nikt inny zrobić nie może. Bo nikt inny nie uśmiecha się tak jak my, nie patrzy w ten sam sposób, nie dobiera identycznych słow. Jesteśmy różni i ta różnorodność to wielkie bogactwo wszechświata, ponieważ każdy człowiek wnosi do istnienia coś unikalnego: prawdziwego siebie.

Bycie autentycznym wymaga podniesienia poczucia wartości i zaakceptowania siebie takim, jakim się jest. Nie ma ludzi idealnych, natomiast moim zdaniem każdy jest doskonały. Wszyscy jesteśmy Światłem mniej lub bardziej stłumionym przez brak miłości do siebie. Próbując wpasować się w iluzje i cudze oczekiwania zatracamy siebie. Zakładamy maski, aby inni nas podziwiali. Potrzebujemy tego podziwu wtedy, kiedy nie umiemy sami pokochać siebie. Ten podziw jest zabezpieczeniem przed samotnością, odrzuceniem i wstydem. Tymczasem wystarczy kochać. Kiedy naprawdę obdarzymy siebie miłością, to przyjmujemy siebie takimi jakimi jesteśmy i już niczego nie musimy udawać. Jesteśmy doskonali będąc sobą. Jednym będziemy się podobać, innym nie i to jest w porządku. Wszystko będzie w harmonii. Tak łatwo znaleźć szczęście, kiedy wychodzimy poza lęk odrzucenia i zrozumiemy, że można być dobrym w każdej postaci. Piękno wszechświata opiera się na różnorodności. Nie ma jednej idealnej matrycy, która pokazuje, jakim trzeba być. Każda wersja jest dobra.


Tolerancja

Tolerancja to umiejętność spojrzenia na sytuację oczami innej osoby, a szczególnie takiej osoby, której ogląd świata znacznie różni się od mojego. To świadomość różnic pomiędzy ludźmi i dawanie sobie wzajemnie prawa do własnych decyzji. To zakreślanie własnej przestrzeni w taki sposób, by nie krzywdzić innych i tworzyć wzajemnie harmonijne współistnienie. To wreszcie szacunek dla tego, co odmienne i niekoniecznie zgodne z moimi oczekiwaniami. Każdy człowiek żyje we własnym wymiarze i to, co nas zachwyca, może być dla kogoś odpychające. Lub odwrotnie. Tolerancja to życzliwe rozumienie tej inności i pozwalanie na ro, by każdy był sobą. Magia wszechświata opiera się na różnorodności i to ta różnorodność stawia przed nami rozmaite wyzwania, dzięki którym możemy nauczyć się rozpoznawać bezwarunkową miłość. Tolerancja to pierwszy krok w stronę oświeconego patrzenia na ludzi, na cały świat i wszystkie zjawiska. To duchowa dojrzałość, która rezygnuje z domagania się, by wszystko było według mojej wizji idealności i porządku. To nawet rezygnacja z tej wizji i zastąpienie jej akceptacją różnorodności, odmienności i uznaniem wszystkich lekcji płynących z konfrontacji z wyzwaniami. To głęboka wiara w harmonię Boskiego Porządku.

Pomaga w tym podniesienie poczucia wartości. Wysoka samoocena sprawia, że negatywne emocje znikają. Osoba, która kocha siebie i jest zadowolona z własnych osiągnięć, nie porównuje się z innymi. Nie traci też energii na ocenianie kogokolwiek, zajmuje się sobą. Na popełniających błędy patrzy ze współczuciem, bo wie, co przeżywają i jest jej ich żal. Na złość i potępienie miejsca tu nie ma. Tolerancja pozwala nam patrzeć na drugiego człowieka oczami pełnymi akceptacji. Sprawia, że całym sobą odczuwamy fakt bycia Jednością w Wielości. Jest to też rzadki dar rozumienia, że to co inne, nie musi być złe. Jest po prostu inne.

Mity Prosperity

Odkąd pozytywne myślenie stało się modne, jak grzyby po deszczu wyrastają w internecie doradcy i specjaliści od rozwoju osobistego. Wystarczy przecież znać „Sekret”, trochę cytatów, kilka ćwiczeń i już można doradzać innym, jak być szczęśliwym. To wydaje się takie proste. Tymczasem niestety wcale nie jest. Gdyby tak było, czy wszyscy nie bylibyśmy szczęśliwi i spełnieni? Czy doradcy byliby w ogóle potrzebni?

Są oczywiście dalsze konsekwencje takiego zjawiska, ponieważ żyjemy w epoce globalizmu. Cokolwiek ktoś wymyśli, może natychmiast puścić w świat. Nie jest ważne, czy to ma jakikolwiek sens, ważne, aby ładnie brzmiało. Portale społecznościowe są wypełnione kolorowymi obrazkami z górnolotnymi tekstami, które brzmią tak pięknie i tak obiecująco. A w gruncie rzeczy są tylko czyimś nieprzemyślanym zdaniem lub pobożnym życzeniem. Poniżej przykłady.


*****

Kiedy czegoś bardzo mocno pragniemy, cały Wszechświat nas wspiera, byśmy mogli to osiągnąć.

To nieprawda. Wystarczy znać podstawy pracy z energią, aby zrozumieć, że im silniejsze pragnienie, tym mniejsze efekty. To naturalne, ponieważ mocne chęci i związane z tym emocje powodują w nas napięcie. Napięcie natomiast stanowi blokadę dla przepływu i uniemożliwia działanie energii. Dlatego też w każdym procesie kreowania czegoś, istotna jest umiejętność rozluźnienia i przyjęcia punktu wyjścia, jako czegoś naturalnego. Trzeba sobie uświadomić, że skoro dotąd żyliśmy bez tej rzeczy, to nadal również jest to możliwe.

Często powtarzam — aby pomyślnie przyciągnąć określoną rzecz do swojego życia, trzeba jej pragnąć, ale nie potrzebować. Pragnienie oznacza tutaj po prostu wyrażenie, czego się chce. Spokojnie lub z pozytywnymi emocjami, towarzyszącymi wizualizacji. Emocje pomagają w kreowaniu, zatem są oczywiście potrzebne, ale wyłącznie te, oparte na radości, miłości, zachwycie, poczuciu szczęścia i zadowolenia. Silna potrzeba wywołuje w nas poczucie desperacji, typu: „muszę to mieć, inaczej… nie wyobrażam sobie”. Takie emocje są negatywne, zasilają brak. A przecież wiemy doskonale, że powinniśmy zasilać poczucie radosnego posiadania tej rzeczy, której pragniemy, a nie stan braku, tęsknoty, żałosnego pożądania czegoś nieosiągalnego. Im bardziej czegoś pragniemy, im większa desperacja, tym trudniej się rozluźnić.

Uczę tego na swoich szkoleniach, ponieważ temat ten jest często nie do przeskoczenia dla osób, które pragną zdrowia. Bardzo trudno jest „wrzucić na luz” i wypracować sobie lekkie podejście w przypadku poważnej choroby. Wielka chęć powrotu do zdrowia bywa największą przeszkodą w uruchomieniu procesu rewitalizacji. Powstałe napięcie blokuje działanie uzdrawiającej energii. Często ludzie robią wszystko systematycznie i prawidłowo, a pomimo tego silne pragnienie staje się wielką przeszkodą w osiągnięciu wymiernych efektów.

Omawiane tu hasełko powinno brzmieć następująco: Im mocniej czegoś pragniemy, tym trudniej nam to wykreować, ponieważ podświadomie blokujemy harmonijny przepływ energii.


***

Kiedy realizujemy plan swojej duszy, to cały Wszechświat nam pomaga, a życie staje się proste.

Kolejne mityczne hasełko, które zakłada, że jak jesteśmy dobrzy, to spotyka nas wyłącznie dobro i wszystko dookoła niesie nam pomoc. Życie byłoby zbyt proste, gdyby tak się działo — za dobroć i mądrość dostawalibyśmy nagrody, a za zło — kary. Szybko nauczylibyśmy się prawidłowego postępowania. Pobożne to życzenie niestety, bo nie ukrywam: sama chciałabym, aby świat tak był skonstruowany. Wystarczyłoby tylko być dobrym — łatwizna — i szybko stworzylibyśmy raj na Ziemi. Jednak świat nie jest tak klarownie skonstruowany, ponieważ ma za zadanie być skomplikowanym poligonem rozwoju. W praktyce najważniejszym prawem jest tu wolna wola, czyli dobrowolność każdego wyboru i każdej decyzji. Ta wolność sprawia, że możemy bezkarnie popełniać błędy, krzywdzić innych i siebie, niszczyć Ziemię i czynić wiele innych bezsensownych rzeczy. A potem stać i płakać nad własną głupotą.

Wracając jednak do hasełka, zapowiada ono coś, co powinno nam się naturalnie należeć. Każdy przychodzi na Ziemię, by realizować swój unikalny program. Czasem znalezienie tego programu bywa trudne, wtedy może pomóc np. horoskop karmiczny, który dokładnie pokazuje sens i lekcje naszego życia. Czasem jednak, kiedy umiemy słuchać swojej intuicji, spontanicznie realizujemy swoje talenty i docieramy do samospełnienia. To bardzo ważne, aby znaleźć cel życia. Piszę o tym wielokrotnie w różnych artykułach.

Efektem realizacji takiego unikalnego programu jest zazwyczaj poczucie spełnienia, zadowolenie, często także pasja i poczucie szczęścia. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że odtąd życie będzie usłane płatkami róż. Nie będzie. Po pierwsze nadal mamy mnóstwo wzorców do uzdrowienia i setki drobnych lekcji, które komplikować będą nasze codzienne życie. Po drugie — odnalezienie sensu życia nie jest równoznaczne z wysoką samooceną, wybaczeniem, umiejętnością kochania bezwarunkowo. Nasza dusza będzie więc przyciągać rozmaite — czasem bardzo trudne wydarzenia — by nas skłonić do nauczenia się tych istotnych lekcji.

Moje astrologiczne doświadczenie podpowiada też, że nie każdy program jest wspierany przez siły symbolizowane przez planety. Od czasu do czasu trafi się szczęśliwiec, którego horoskop pokazuje, że realizacja planu duszy będzie zasilana energiami ludzi i wydarzeń. Częściej jednak okazuje się, że planety stają w opozycji do celu życia. Oznacza to, że za realizację swojego programu musimy zapłacić wysoką cenę. Nie jest ona nam dana łagodnie. Nikt poza nami nie cieszy się z tego, że odnajdujemy swoją misję. Musimy przedrzeć się przez chaszcze problemów, przepłynąć rwące rzeki emocji i pokonać setki smoków stojących nam na drodze. Dopiero wtedy docieramy do celu, aby móc się nim radować. Jest nie jak sens życia, ale jak nagroda za cały wielki włożony wysiłek.

Dlatego omawiane hasełko powinno brzmieć: Kiedy realizujemy program duszy, odnajdujemy szczęście i pasję oraz poczucie spełnienia. Jest to jednak jedynie część naszej życiowej, pełnej wyzwań drogi.

Wzorce

O wzorcach w kontekście rozwoju osobistego mówimy stale, tu więc tylko pewne podsumowanie. To słowo oznacza taką wewnętrzną matrycę, która zakorzeniona w podświadomości przyciąga do nas określone wydarzenia. Jeśli ten wzorzec brzmi np. „jestem niemądra”, to życie przynosi doświadczenia, które to potwierdzają. Wzorzec jest jak kapelusz założony na głowę, kiedy przeglądamy się w lustrze, a owym lustrem jest życie. To mogą być ludzie, którzy tak do mnie powiedzą. Nawet bardziej dosadnie, np.: „jesteś głupia, jesteś idiotką”, a mnie to zaboli, bo to osoby dla mnie ważne. Ta emocja, ten ból jest wskazówką, że wzorzec jest dla mnie aktywny. Jeśli ktoś mnie brzydko nazywa, a po mnie to spłynie, jak po gęsi, to oznacza, że takiego akurat wzorca nie posiadam. Kluczowe zatem są emocje. Po to właśnie przychodzą.

Wzorce można nazywać także kodem lub przekonaniem czy zapisem, ponieważ rzecz jasna nie są zwykłą przelotną myślą, lecz właśnie czymś, w co wierzymy. Słowo „przekonanie” wydaje mi się najbardziej trafione. Z tym, wszakże zastrzeżeniem, że przekonania kojarzą nam się z czymś ułożonym logicznie w świadomości, a wzorce często są głęboko schowane w warstwach podświadomych i nie mamy do nich dostępu na poziomie umysłu. Wzorce to także rozmaite nawyki, które weszły na stałe do naszego funkcjonowania. Dlatego tymczasem nazywajmy to zjawisko nadal wzorcem.

Wzorce najczęściej powstają bez udziału naszej świadomości w różnych powtarzających się sytuacjach, ponieważ nasz umysł uczy się przez ponawianie zdarzeń i czynności. Jeśli jako małe dziecko za każdy razem po rozbiciu kolanka dostajemy czekoladkę na pociechę, to wytwarza się wzorzec: „ból jest nagradzany”. Podaję go w dużym uproszczeniu, ale łatwo się domyślić, że taki wzorzec prowokuje świadomość do przyciągania bólu (pechowych wydarzeń), aby dostać nagrodę.

Innym przykładem może być czuła obecność mamy w czasie chorowania. Mamy, która na co dzień jest bardzo zapracowana i nie ma dla nas czasu. Podświadomość może wywoływać choroby, aby doświadczyć troski, miłości i czułej obecności. Prawdę mówiąc bardzo często w procesie uzdrawiania odnajdujemy u człowieka opór przed zdrowiem. Taki opór nie bywa logiczny i taka osoba powtarza głośno, że ma już dość chorowania, chce stanąć na nogi. Tymczasem wewnątrz, w podświadomości tkwi taki właśnie kod: „choruj, będą cię przytulać i okazywać ci miłość”. Taki wzorzec mógł powstać w dzieciństwie, ale wzorce tworzymy na bieżąco na każdym etapie życia. Starsza samotna osoba może w ten sam sposób przyciągać uwagę swoich dorosłych dzieci, które na co dzień nie mają dla niej czasu.

Wzorce można umownie podzielić na podstawowe i wtórne. U takiej starszej osoby wzorcem wtórnym może być poczucie zmęczenia i potrzeba odpoczynku albo gniew na kogoś z rodziny. Uzdrowiciel oczyści ten wzorzec i oczekujemy, że chory poczuje się lepiej. Tymczasem okazuje się, że nie ma efektu lub poprawa samopoczucia pojawia się tylko na chwilę. Aktywny jest bowiem wzorzec podstawowy, schowany głęboko i niewidoczny — przekonanie, że jeśli chorujemy, to dzieci okazują nam miłość. Potrzeba miłości jest tu silniejsza niż uzdrowienie gniewu albo zmęczenia.

Innym przykładem może być praca z odkrytym wzorcem dotyczącym pieniędzy. Może być tak, że zauważamy lęk przez biedą i zaczynamy aktywnie uzdrawiać ten wzorzec, zastępując go poczuciem obfitości. Pomimo tego jednak sytuacja finansowa wcale się nie poprawia albo (co jest dość częstym zjawiskiem) poprawia się na krótki czas, a potem wracamy do punktu wyjścia. Okazuje się, że ten wzorzec jest wtórny, a pod spodem jest silniejsza blokada — wzorzec pierwotny. Wzorcem pierwotnym może być np. niskie poczucie wartości i przekonanie, że nie zasługujemy na żadne luksusy.

Bardzo wyraźnie widać to w przypadku odchudzania, kiedy wzorcem wtórnym staje się poczucie winy, że przejadamy się słodyczami. Nawiasem mówiąc nie rozumiem zupełnie, jak można mieć sobie za złe, że lubi się słodycze? A gdzie jest napisane, że trzeba odżywiać się tylko zieleniną? Przecież kakaowiec, z którego robi się czekoladki to też roślinka. Jednak poważnie rzecz biorąc mnóstwo ludzi obciąża się wyrzutami, że nie je tak, jak zalecają dietetycy. Po zastosowaniu diety na jakiś czas waga spada. Potem jednak pojawia się powrót do stan wyjściowego — tzw. „efekt jo-jo”. Jest to standard, ponieważ do głosu dochodzi wzorzec pierwotny, czyli ten, który spowodował przytycie. Najczęściej jest to lęk — lęk przed ośmieszeniem, lęk przed odrzuceniem, lęk przed popełnieniem błędu, lęk przed brakiem… Warstwa tłuszczu to obrazowo mówiąc wały obronne, którymi chronimy się przed światem. Warto wziąć to pod uwagę, zanim zaczniemy katować się dietami lub wydawać ogromne sumy na preparaty odchudzające.

Jak zatem zmieniać te wzorce, które nam nie służą? Metod jest mnóstwo. Najstarsze i najbardziej znane są afirmacje. Szybkie i łatwe jest dekodowanie. Skuteczne powtarzanie dekretów i wprowadzanie programów. A po drodze setki innych sposobów, bo każda nowopowstała metoda rozwoju musi zawierać w sobie taki myk, który pozwoli zmienić niekorzystny wzorzec. Wszystko się na nim przecież opiera. Nie ruszymy do przodu bez ogarnięcia pracy z matrycą. Dopiero uwolnienie (skasowanie, zdekodowanie, wypchnięcie, pozbycie się) negatywnego wzorca otwiera nam drzwi do zmiany na lepsze.

Dla porządku dodam, że nazwa „negatywny” jest dość umowna. Jak wszystko w dualnym świecie. Bardziej odpowiednie jest powiedzenie: „wzorzec, który obecnie mi nie służy”. Bo niektóre z tych nie odpowiadających nam teraz wzorców kiedyś były potrzebne i dobre. Każdy kod powstaje z jakiegoś powodu i coś nam daje. Wiedzą o tym doskonale osoby DDA, które do perfekcji opanowały dyplomację, uniki i odwracanie uwagi. Potrzebowały tego do przeżycia. Na tamtą chwilę wykształcone nawyki ratowały bardzo wiele. Być może dzisiaj zaczynają przeszkadzać w obrębie relacji, ale nie warto myśleć o tych kodach ze złością. Sugerowałabym wdzięczność i szacunek dla siebie samej, że umieliśmy funkcjonować w takim survivalu, jaki był naszym udziałem. Wszystko ma swój sens.

Wzorce wbrew pozorom bywają także przydatne. Takim wzorcem jest nawyk porannej gimnastyki czy biegania, po którym dobrze się czujemy. Muzyka, która automatycznie powoduje radość, ładne afirmacje, nawyk codziennego dziękowania za dobro, które nas spotyka, roześmiana zabawa z kotem, która podnosi nastrój, śmiech o poranku — jest tysiące wspaniałych rzeczy, które stają się pozytywnymi wzorcami. Nasz umysł uczy się powtarzając i warto jak najczęściej wymyślać i powtarzać dobre rzeczy. W ten sposób tworzymy nawyki, które nam potem doskonale służą. Na przykład można codziennie po umyciu zębów przez pięć minut mówić do swojego odbicia w lustrze piękne słowa o sobie i nadchodzącym dniu. Po dwóch lub trzech tygodniach to stanie się wzorcem układającym nam pozytywnie dzień i pilnującym naszego poczucia wartości.

To nie mój wymysł ani pobożne życzenie. Na tej samej zasadzie działają pytania kwantowe, czyli otwarte pytania do wszechświata, które układają naszą energetykę w pozytywny sposób. Jeśli powtarzamy je codziennie stają się wzorcem. Jak wszystko inne. Bo już tacy jesteśmy, że szybko się uczymy. Doskonałym przykładem może być choćby prowadzenie samochodu. Nikt nie urodził się z tą umiejętnością i pierwsze próby zmiany biegów powodują zgrzytanie zębami. A z czasem jedziemy drogą słuchając radia, rozmawiając i nasza ręka automatycznie wrzuca biegi, a stopy spontanicznie przechodzą z gazu na sprzęgło. Taka to cudowna zdolność naszego mózgu

Świadomość, że wzorce możemy sami tworzyć bardzo się przydaje w życiu. Przetestowałam to w moim jakże zatłoczonym stale sklepie. Zdarzyło się „przypadkiem”, że kiedy stałam w bardzo długiej kolejce do kasy, otworzono nową i po dwóch minutach wyszłam ze sklepu z zakupami. Mam szczęście” — powiedziałam do siebie kilka razy — „Jak tylko stanę w kolejce, otwierają nową kasę”. Zbudowałam z tego przekonanie, bo nowe programy umiem wpisywać w swój wewnętrzny komputer z łatwością. Od tamtej pory stale to powtarzam i moja podświadomość sprawia, że ilekroć utknę w długiej kolejce, otwierają obok mnie nową kasę. Moc umysłu? Nie, zwykłe zasady wszechświata i rozumienie, czym jest wzorzec i jak go stworzyć.

Pytania kwantowe

Istnieje bardzo ciekawa metoda programowania swojego życia, która opiera się na tzw. pytaniach kwantowych. Pytania kwantowe, podobnie jak afirmacje, są po prostu techniką, która ma za zadanie tworzyć w podświadomości nowe zapisy. Została zaczerpnięta z metod kwantowych takich jak np. Dwupunkt. Można z nimi pracować podobnie jak z afirmacjami, czyli po prostu skorzystać z tych pytań w określonym momencie, kiedy tego potrzebujemy.

To co dla mnie w tej technice najważniejsze to wejście w tak zwane Pole Serca. Otwarte pytania do pola wszystkiego, co jest — bo tak się to nazywa w metodach kwantowych –zadajemy dopiero po wejściu w Pole Serca. Osoby, które nie pracują z Dwupunktem najpierw muszą nauczyć się wchodzić w owo charakterystyczne Pole Serca, ponieważ to ogromnie ważne. Ale w tym miejscu Was zaskoczę. To po pierwsze nie jest wcale trudne, a po drugie bardzo często wchodzimy w ten magiczny wymiar korzystając z różnych innych metod. Nie po raz pierwszy pokazuję, że wszystko jest tym samym, ma tylko różne nazwy.

Pole Serca to tak naprawdę przestrzeń poza myślami. Kiedy wchodzimy w przestrzeń pomiędzy naszymi myślami, to możemy tam stworzyć wszystko, czego pragniemy. Otwarte pytania do pola, czy też pytania kwantowe najlepiej zdają egzamin właśnie wtedy, kiedy wchodzimy w tę ciszę między myślami, ponieważ wtedy docieramy do głębi naszego jestestwa, czyli do tej części w nas, która jest najmocniej powiązana z Najwyższym Źródłem, a więc też ma najsilniejszą moc stwórczą.

W Pole Serca można wejść również poprzez miłość bezwarunkową. I to jest ten sposób, który ja lubię najbardziej. Jest niesłychanie prosty. Wystarczy, że pomyślimy o kimś, kogo bardzo kochamy. Wystarczy, że skupimy się na tym uczuciu, które właśnie odczuwamy do tej osoby albo do swojego ukochanego psa czy kota. To przecież nie musi być człowiek. Potrafimy także mocno kochać nasze zwierzęta. I będąc w tym stanie, w tym stanie bezwarunkowej miłości, można położyć rękę na sercu. I wtedy już znajdujemy się w tym właśnie Polu Serca. Kiedy odczuwamy tę cudowną miłość, to już znajdujemy się w Polu Serca.


Oczywiście tych metod jest o wiele więcej, ale nie będę teraz opisywać szczegółowo, jak w tym Polu Serca się znaleźć. Wrócę natomiast do pytań kwantowych. One dają wszechświatowi możliwość do znalezienia dla nas najlepszej sytuacji, najlepszych warunków takich, które w danym momencie będą dla nas najbardziej korzystne. Afirmacja jest czymś konkretnym, jest stwierdzeniem na przykład: „Zarabiam miesięcznie tyle i tyle”. Pytanie kwantowe natomiast zostawia wolną przestrzeń. „Jakby to było, gdybym zarabiała nieskończoną ilość pieniędzy?”

Najbardziej znanym pytaniem kwantowym, które przynosi nam najwięcej dobra w życiu, jest pytanie, które brzmi: „Jak mogłoby być jeszcze lepiej?” Jest to pytanie, które otwiera naszą podświadomość na poszukiwanie odpowiedzi. Podświadomość szukając odpowiedzi szuka takich sytuacji, możliwości, warunków, spotkań, ludzi i zdarzeń, które odpowiedzą na to pytanie. Próbuje pokazać: „No, właśnie tak mogłoby być jeszcze lepiej”. I dzięki temu to pytanie przynosi do naszego życia mnóstwo dobrych sytuacji. Warto wypróbować takie pytania w normalnych, codziennych sytuacjach.

Powiem Wam szczerze, że to szybko działa. Któregoś dnia w momencie, kiedy bardzo zmęczył mnie upał, po prostu przez chwilę popracowałam z pytaniem kwantowym: „Jakby to było, gdyby powietrze stało się cudownie rześkie?” Oczywiście stało się. Spadł deszcz i już było dokładnie tak, jak tego pragnęłam. A zatem pytania kwantowe uruchamiają naszą moc stwórczą, ponieważ dają przestrzeń do działania dla Wszechświata. Jak wiemy, Wszechświat zna lepsze odpowiedzi na pytania niż my sami. Bardzo często nie wiemy, co jest dla nas dobre. Wybieramy coś, marzymy o tym, tymczasem nie zdajemy sobie sprawy, że to coś, co niekoniecznie jest rzeczywiście idealne. A Wszechświat wie, co w danym momencie przyniesie nam najwięcej korzyści.


Dlatego właśnie pytania kwantowe charakteryzują się tym, że dają przestrzeń do wyboru. Nie pokazujemy palcem, co dokładnie ma się wydarzyć. Mówimy tylko:


Jakby to było, gdybym czuła się szczęśliwa?

Jakby to było, gdybym czuła się codziennie zdrowa?

Jakby to było, gdybym miała wszystkiego pod dostatkiem?

Jakby to było odczuwać satysfakcję z pracy?

Jakby to było, gdybym wydała swoją książkę?

Jakby to było poczuć się kochaną z wzajemnością?

Jakby to było, jakbym oddychała cudownie rześkim powietrzem?

Jak może być jeszcze lepiej? Jak może być jeszcze lepiej? Jak może być jeszcze lepiej?


Warto spróbować, niech dzieje się dobro.

Wizualizacja kwantowego uzdrawiania

Od dawna fascynują mnie możliwości i metody oparte na fizyce kwantowej. Uważam, że Dwupunkt oraz Synchronizacja są także metodami, dzięki którym możemy uzdrawiać swoje fizyczne ciało. W tym miejscu chcę pokazać sposób uzdrawiania w polu kwantowym. Coś, co każdy może zrobić sam, nie kończąc żadnych kursów.

Punktem wyjścia jest tutaj struktura subatomowa. Każda komórka naszego ciała jest zbudowana z cząsteczek DNA, a te z kolei z atomów. Jak pamiętamy z fizyki, atomy składają się z jądra, w którym znajdziemy protony i neutrony oraz z wirujących po orbicie elektronów. Odległości pomiędzy jądrem a orbitą elektronów są ogromne. Gdybyśmy — zachowując proporcje — wyobrazili sobie jądro jako coś wielkości orzecha włoskiego, to elektron znalazłby się w odległości paru kilometrów. Czym zatem wypełniona jest ta wielka przestrzeń? Oceanem naszych myśli. Wszelkimi wibracjami. Tu odnajdziemy punkt wyjścia do działania.

Inspiracją był dla mnie pomysł dr Davida Hamiltona, jednak zmieniłam jego wizualizację zgodnie z taką wiedzą, jaką uzyskałam dzięki własnym medytacjom i pracy z Aniołami. Łączę wiedzę kwantową ze świadomością mocy miłości.

— Wyobrażamy sobie część ciała zajętego chorobą i wchodzimy do jego wnętrza na poziom komórkowy. Dostrzegamy pojedyncze komórki oraz ich części, szczególnie DNA.

— Wchodzimy głębiej — w cząsteczki DNA i rozróżniamy poszczególne atomy. Wybieramy sobie jeden atom i wchodzimy do niego, dostrzegając protony, elektrony oraz ogromny ocean przestrzeni pomiędzy nimi. Zanurzamy w nim swoją świadomość.

— W oceanie wibracji pomiędzy cząsteczkami subatomowymi odnajdujemy przyczynę choroby. Może wyglądać jak fale wzburzonego morza lub szare czy szarozielone ciemne plamy. Mówimy z mocą: „USUWAM!” i oczyszczamy przestrzeń z toksycznych wibracji. Robimy to tak długo, jak uznamy za potrzebne.

— Na poziomie serca odczuwamy silną miłość bezwarunkową i wprowadzamy ją w postaci najczystszego biało złotego światła do przestrzeni wewnątrz atomu. Wizualizujemy czyste i piękne fale miłości. Nasycamy tę przestrzeń miłością tak długo, aż zacznie świecić własnym blaskiem. (w wersji bardziej zaawansowanej wprowadzamy także inne jakości, zgodnie z psychosomatyką; np. wybaczenie w przypadku chorób nowotworowych).

— Wchodzimy poziom wyżej i spoglądamy na atomy cząsteczek, w których właśnie byliśmy zanurzeni. Wizualizujemy światło bezwarunkowej miłości, które je wypełnia. Potwierdzamy je z mocą: „DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”. (można sformułować własne zdanie afirmacyjne o podobnym znaczeniu i powtórzyć je nawet trzykrotnie)

— Wchodzimy poziom wyżej i powtarzamy wizualizację oraz afirmacyjne potwierdzenie. Patrzymy na nitki DNA w komórce, wizualizujemy światło w nich i mówimy: „DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”.

— Wchodzimy poziom wyżej i powtarzamy wizualizację oraz afirmacyjne potwierdzenie. Patrzymy na komórki i cząsteczki tkanek, wizualizujemy światło w nich i mówimy: „DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”.

— Wchodzimy poziom wyżej i powtarzamy wizualizację oraz afirmacyjne potwierdzenie. Patrzymy na część ciała — możemy zobaczyć swoje odbicie w lustrze, jeśli jest to coś na zewnątrz ciała, np. skóra lub oczy. Wizualizujemy światło wypełniające ciało i mówimy: „DOSTRZEGAM WYRAŹNIE, ŻE MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA DOKONAŁA UZDROWIENIA”.

— Kończymy podziękowaniem za uzdrowienie i dłuższą chwilą wizualizacji samego siebie, cieszącego się dobrym zdrowiem.

Praktyka żywiołów

Jedną z bardzo wartościowych metod pracy nad uzdrawianiem jest praktyka żywiołów. Przynosi ona wiele rozmaitych korzyści, a sama jest niezwykle prosta. Nie wymaga wysiłku, a jedynie pewnej systematyczności. Z żywiołami pracuje się zawsze od najcięższego do najlżejszego, czyli w kolejności: Ziemia — Woda — Ogień — Powietrze. Przez pierwsze trzy miesiące należy pracować ze wszystkimi naraz. Tylko Ziemia jest żywiołem, z którym można pracować niezależnie od innych przez cały czas. Po nabraniu wprawy i zrównoważeniu żywiołów w sobie można wybrać tylko te, których potrzebujemy w danej sytuacji.

Harmonię Żywiołów w sobie można sprawdzić zadając kolejne pytania na dowolny temat, różnicując je pod względem działania elementu. Ziemia odpowiada za systematyczność i konkret, za materię i rzeczowość. Woda za uczucia i emocje. Ogień za energię, dynamizm i radość. Powietrze natomiast jest związane z twórczością i intelektem. Pytając np. o pracę sformułujemy pytania tak:


ZIEMIA — Czy pracuję systematycznie?

WODA — Czy lubię swoją pracę?

OGIEŃ — Czy pracuję z radością i entuzjazmem?

POWIETRZE — Czy jestem w pracy kreatywny i pomysłowy?


Oddechy żywiołów wykonuje się: profilaktycznie — raz dziennie (5 oddechów na żywioł), uzdrawiająco — 2 razy dziennie. Przed wykonaniem oddechów należy otworzyć okno, wyciszyć się, poprosić żywioły o pomoc. Po zakończeniu wszystkich oddechów — integracja, czyli chwila medytacji, aby wszystkie żywioły działały na nas harmonizująco i uzdrawiająco.


Ziemia obdarza stabilnością, siłą, spokojem, poczuciem godności. Daje stabilność, realizm, konkret, dyscyplinę. Pomaga w załatwianiu urzędowych spraw oraz w uporządkowaniu wewnętrznego chaosu. Przyciąga wzrost finansów, uczy sprawnego zarządzania pieniędzmi. Uzdrawia układ kostny. Nadmiar może wywołać negatywne skutki w postaci fanatyzmu, konserwatyzmu i zapędów materialistycznych. Jednak każdy nadmiar można łatwo uwolnić poprzez świadome równoważenie pozostałymi żywiołami.

Poza praktykowaniem specjalnych oddechów, można rozwijać żywioły w tradycyjny sposób. Ziemię najłatwiej wzmacniać w sobie poprzez rzeczywisty kontakt z glebą, czyli pracę w ogródku lub przesadzanie kwiatów. Ale zasila ten żywioł także to co nazywamy klasycznym uziemieniem, czyli spacer boso po trawie czy nawet po podłodze w własnym domu. Pomaga też praca z kamieniami szlachetnymi, a także praktykowanie i wzmacnianie systematyczności.


ODDECH ziemi

Wdech i wydech przez nos.

Na wdechu — Fala złocistobrązowej energii płynie z ziemi przez stopy i dłonie, następnie przez kręgosłup do czubka głowy.

NA WYDECHU — fala energii zabiera nasz zużyty magnetyzm, który wraca do ziemi i użyźnia ją.

Wykonać 5 takich oddechów.


Woda wyraża głębokie uczucia, intuicję, harmonię, czułość i opiekuńczość. Uczy poddania się i zaakceptowania zmian. Likwiduje agresję — można wykonać oddech wody właśnie wtedy, kiedy ktoś jest zdenerwowany i krzyczy na innych. Woda chłodzi w czasie upału, wycisza, relaksuje, uwalnia napięcia w ciele. Uzdrawia płyny ustrojowe i zapewnia ciału elastyczność. Pomaga uwalniać toksyny z ciała. Ma też pozytywny wpływ na nasze finanse i razem z żywiołem ziemi wzmacnia przyciąganie pieniędzy. To, co szczególnie cenne — żywioł wody może nas uzdrowić z rozmaitych lęków. Wymaga to jednak systematycznej praktyki.

Świadomy kontakt z wodą — czyli np. prysznic, pływanie, kąpiel w rzece, morzu lub nawet w wannie — to wzmacnianie tej jakości w sobie. Pomocna bywa sama kontemplacja wody, a więc podziwianie wodospadu czy tafli jeziora albo przypływów i odpływów. A wreszcie wystarczy też świadome zmywanie naczyń i każdy inny kontakt z tą piękną energią. Nadmiar wody może wywołać mniej pozytywne skutki, czyli lenistwo i bierność albo nadwrażliwość, histerię i egzaltację. W takim przypadku równoważymy wszystkie cztery żywioły.


ODDECH Wody

WDECH PRZEZ NOS, WYDECH PRZEZ USTA

Wyobrażanie sobie, że jest się wodą, falą, rzeką — falować lekko całym ciałem.

Wykonać 5 takich oddechów.


Ogień inspiruje do działania i napełnia chęcią do życia. Przynosi radość, obdarza energią optymizmem, odwagą i wiarą we własne możliwości. Dodaje mocy i siły. Uzdrawia przemianę materii, reguluje temperaturę ciała. W czasie mrozów można przywołać ten żywioł, aby nie marznąc na ulicy. Można z jego pomocą zachęcić kogoś do działania, zlikwidować marazm i lenistwo. Nadmiar ognia to agresja, destrukcja, despotyzm i żądza. Jednak łatwo stłumić ten nadmiar energią wody lub ziemi.

Ogień można wzmacniać w sobie zapalając świece, a jeśli są możliwości to ognisko. Kto ma kominek, może przywołać ten żywioł rozpalając w kominku. Niektórzy mogą palić Agnihotrę. Słońce również wzmacnia w nas energię ognia, dlatego warto świadomie korzystać z jego ciepłych promieni. Ponieważ nie każdy lubi i może się opalać, dodam tylko, że bardziej chodzi o świadomy kontakt przez chwilę ze słonecznym światłem niż o leżenie plackiem na plaży.


ODDECH OGNIA

WDECH PRZEZ USTA, WYDECH PRZEZ NOS

Na wdechu — wciągać powietrze do splotu słonecznego i mentalnie rozpalić tak ogień, który spala żądze i ciężkie emocje

Na wydechu — spalone emocje zamieniają się w świetlistą energię, która unosi się w górę i wychodzi na zewnątrz przez aurę.

Wykonać 5 takich oddechów.


Powietrze wzmaga zdolność koncentracji i umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Obdarza niezależnością, poczuciem wolności i łatwością nawiązywania kontaktów. Przynosi twórczą wenę, natchnienie, kreatywność. Uwalnia od przywiązania i pomaga przeżyć rozstanie, rozwód lub utratę czegoś cennego. Pomaga odpuścić, odnaleźć na nowo rozluźnienie. Nadmiar to nieodpowiedzialność i bujanie w obłokach. Dobrym antidotum będzie uziemienie.

Praktyczne rozwijanie żywiołu powietrza to wszelka praca umysłowa, np. pisanie na komputerze, tworzenie opowieści i scenariuszy. To także wszystkie wizualizacje, afirmacje, newilizacje, dekrety, zaklęcia, inwokacje — każda magia słowa. Ponadto świadome palenie kadzidła czy smużenie szałwią, ponieważ dym to także uruchomienia jakości powietrza. A wreszcie tak najbardziej dosłownie: można skoczyć ze spadochronem lub polecieć na lotni. To jest chyba najlepsza powietrzna praktyka.


ODDECH Powietrza

WDECH I WYDECH PRZEZ USTA

Oddychać na poziomie serca, koncentrując się na wolności, swobodzie, wietrze, kolorze błękitnym. Poruszać się lekko, jak gałęzie na wietrze.

Wykonać 5 takich oddechów.

Finansowe inspiracje

Nigdy nie brakuje pieniędzy

Z duchowego punktu widzenia nie istnieje nic takiego jak brak. Jeśli doświadczamy czegoś, co chcemy tak właśnie nazwać, oznacza to tylko, że zeszliśmy z właściwej ścieżki. Pieniędzy jest na świecie zawsze pod dostatkiem, tak samo zresztą, jak wszystkich innych dóbr, rzeczy, uczuć, których potrzebujemy.

Wyobraźmy sobie, że spacerujemy po pięknym, zielonym lesie. W pewnym momencie odczuwamy pragnienie, ale nie mamy przy sobie nic do picia. Czy to oznacza, że nie ma wody? Że ona nie istnieje? To iluzja. Gdyby jej brakowało, nie wyrosłoby żadne drzewo. Stalibyśmy teraz na środku pustyni. Aby zaspokoić pragnienie, należy znaleźć strumień lub źródło. Czasem trzeba zmienić kierunek wędrówki, czasem trzeba przejść kilka kilometrów, jednak zawsze na końcu naszej drogi po zielonym lesie znajdziemy wodę. Jako dziecko mieszkałam w odległości 50 metrów od lasu i często chodziłam tam na spacer. Na odcinku trzech kilometrów przecinałam kolejno dwa strumienie. A w zasięgu wzroku miałam cały czas płynącą rzekę. Gdzie jest zieleń, tam jest i woda. Zawsze.

Kiedy doświadczamy braku, pomyślmy, że jesteśmy w głębi takiego lasu. Warto cierpliwie podążać przed siebie, bo jeśli idziemy dobrą ścieżką, zawsze napotkamy strumień. Czasem trzeba zmienić kierunek, bo brak oznacza, że zeszliśmy z właściwej drogi i zabrnęliśmy w chaszcze. Kompasem na tej drodze jest radość i miłość bezwarunkowa. Uruchomienie pozytywnych jakości sprawia, że trafiamy do celu. Brak jest tylko iluzją.


Nie tylko pieniądze przyciągają pieniądze

Nie jest prawdą, że trzeba posiadać dużo pieniędzy, by je pomnażać. Wiadomo, że są na świecie ludzie, którzy zaczynali od zera. Przykładem może być Joe Vitale, który do swojego obecnego bogactwa i miejsca na liście 100 najbogatszych ludzi (Forbes) wystartował z pozycji bezdomnego. Słynny Rockefeller także zaczynał od drobnych zarobionych na czyszczeniu butów innych ludzi.

To nie pieniądze przyciągają bogactwo, ale nasze pozytywne myśli i emocje. Oznacza to, że najsilniejszym magnesem dla bogactwa finansowego może być miłość bezwarunkowa do pieniędzy. Równie mocno działa wdzięczność za wszystko, co posiadamy. Oczywiście nie tylko ona. Każde pozytywne uczucie i każda piękna emocja tworzą w nas taką wibrację, która sprzyja wzmocnieniu wewnętrznej siły przyciągania.

Warto zapamiętać, że tym, co odpycha od nas pieniądze, są smutki, lęki i rozpamiętywanie niepowodzeń. Kiedy skupiamy się na problemach, zasilamy problemy, a nie ich rozwiązanie — to oczywiste. Dlatego korzystniej jest skupiać się na tym, czego pragniemy i tworzyć pozytywną wizję swojej rzeczywistości.


Bez względu na to, co robisz — jesteś Stwórcą.

Wszyscy jesteśmy na wzór i podobieństwo Najwyższego Źródła. Każdy z nas ma moc kreacji, to nie podlega wątpliwości, na tym polega Prawo Przyciągania. Jeśli nie odczuwamy tej mocy i wkładamy ja między bajki, to wyłącznie z poczucia winy lub poczucia niedoskonałości. Od dziecka jesteśmy uczeni, że tylko dobry i grzeczny dostaje nagrodę, a ten, co nabroił — czyli normalny, przeciętny, każdy z nas — nie dostanie nic. Dlatego nawet nie próbujemy.

Tymczasem Prawo Przyciągania nas wcale nie ocenia. Działa tak, jak prawo grawitacji — na wszystkich. Człowiek grzeczny i dobry spadnie z wysokości, kiedy zabierzemy mu drabinę, tak samo szybko, jak ten, który ma na swoim sumieniu dużo nieciekawych postępków. Oznacza to, że bez względu na to, co robimy, co mówimy i jak się zachowujemy, podlegamy tym prawom. Niezależnie od tego, jak postępujemy, mocą umysłu przyciągniemy do siebie dobrobyt, jeśli nasze myśli będą pełne miłości, radości i szczęśliwości. Wcale nie trzeba sobie na to zasłużyć.

Oczywiście — wiemy wszyscy, że negatywne działania obciążają sumienie i obniżają poczucie wartości, ponadto nie tworzą wibracji sprzyjających miłości czy radości. Jednak to, co wydarzyło się kiedyś, dawno temu, nie ma tu i teraz znaczenia, jeśli umiemy sobie wybaczyć. Każdy święty ma przeszłość, a każdy grzesznik przyszłość. Każda chwila jest dobra, by zacząć na nowo.


Bogactwo nie wymaga ciężkiej pracy

Prawo Przyciągania zakłada, że nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość. Jeśli wyobrażamy sobie, że tylko ciężki wysiłek może zaowocować dostatkiem, to… tak będzie w istocie. Nasze poglądy w określony sposób wpływają na to, co dzieje się w materii. Dlatego warto zmienić tego typu przekonanie na coś lepszego i uwierzyć, że to nie nasz wysiłek, ale nasz sposób myślenia odgrywa zasadniczą rolę w stwarzaniu rzeczywistości. Wówczas nasze myśli wykreują nam to, czego pragniemy.

Trudność w osiąganiu wymiernych efektów wynika często z niecierpliwości, kiedy pomyślimy pozytywnie przez pięć minut i nie wygrywamy od razu Lotto. Wiara zamienia się w zwątpienie. Czasem niezrozumienie zasad rządzących wszechświatem sprawia, że wolimy zakasać rękawy i po prostu ciężko pracować w nadziei, że wypracujemy sobie tyle, ile pragniemy. To wymaga wysiłku, ale nie wymaga rozumienia czego, co wydaje się nie do pojęcia.

Tymczasem zamiast ciężkiej pracy na naszą korzyść działają proste i piękne emocje — miłość bezwarunkowa do tego, co chcemy osiągnąć, radość z tego, czym się zajmujemy, wewnętrzny pokój wynikający z tego, że nie jesteśmy przeciążeni obowiązkami i satysfakcja z możliwości zajmowania się tym, co naprawdę kochamy. Te wszystkie jakości tworzą energię wewnętrznego bogactwa, która przyciąga pieniądze do naszego życia.


Mieć to, czego pragniesz

To pozornie oczywiste, ale ciągle popełniamy ten sam błąd. Nasze pragnienie rodzi się zazwyczaj w chwili braku i na nim zawisa. Nie zawsze oczywiście — czasem inspiracją są marzenia. Ale kiedy marzymy z radością, wówczas spontanicznie wchodzimy we właściwa energetykę i realizujemy to, co było ich treścią. Tymczasem, kiedy zauważamy, że czegoś nam brakuje, to takie spostrzeżenie staje się kotwicą naszych oczekiwań.

Wszyscy wiemy, że wszechświat odzwierciedla nasze myśli i emocje, jednak nie umiemy wyodrębnić radosnych, pełnych wiary myśli od błagalnej nadziei, aby rozwiązać jakiś problem, czy uzupełnić jakiś niedostatek. Siłą rzeczy energia zasila myśli o tym niedostatku i wzmacnia jego istnienie w naszej rzeczywistości. To nie jest właściwa droga.

Lepiej nie czekać aż zabraknie, lecz kreować bogactwo wtedy, kiedy czujemy, że na wszystko wystarcza i wtedy, kiedy możemy wrzucić na luz, nie przywiązując się do efektów naszej pracy. To dlatego bogatym łatwiej przyciągnąć jeszcze więcej pieniędzy, ponieważ mają już w sobie poczucie bezpieczeństwa, wolności, dostatku — te wszystkie jakości, których potrzebujemy, by zaprosić pieniądze do swojego życia. Człowiek w długach martwi się i boi, a w czasie afirmacji spycha ów lęk nieco głębiej, by przez chwilę pomyśleć pozytywnie. Lęk jednak zostaje. Jest poczuciem braku. Najpierw usuńmy lęk i poczujmy, że nigdy nam niczego nie brakuje, a potem pracujmy z przyciąganiem.


Bogactwo jest dowodem harmonii

Naszym naturalnym prawem jest zarówno zdrowie, jak i szczęście czy finansowy dostatek. Jeśli podążamy przez życie w harmonii, to wszystko układa się pomyślnie. Jeśli natomiast coś zaczyna nam doskwierać, wówczas oznacza to, że zeszliśmy z właściwej ścieżki. W pewien sposób można powiedzieć, że straty, choroby i problemy są drogowskazami, które pokazują nam, że zabłądziliśmy.

Aby wrócić na właściwy szlak, trzeba odnaleźć wzorce i poglądy, które sprawiły, że wydarzyło się coś niekorzystnego. Odnalezienie i uzdrowienie wzorca jest sposobem powrotu na drogę harmonii. Jest to też odzyskanie warunków do tego, by realizować swoje marzenia i oczekiwania.

Punktem wyjścia jest zrozumienie, że każdy z nas jest w swej prawdziwej istocie doskonały i ma prawo do bycia spełnionym człowiekiem. Jeśli pojawiają się przeszkody, to nie są one zewnętrzne, chociaż tak, może się wydawać. Są one w nas. W naszych myślach i przekonaniach. To oznacza, że mamy nad nimi kontrolę, a więc tym samym mamy też kontrolę nad swoim życiem i nad tym, co nas spotyka. Warto z tej wiedzy i mocy korzystać, by wrócić do swojej prawdziwej mocy i do tego, co jest dla nas dobre, miłe i pomyślne. Warto wrócić na właściwą, pełną harmonii z wszechświatem ścieżkę.


Kluczowe są myśli

Wiele osób powtarza, że dla bogactwa finansowego najważniejsza jest praca. Stąd wyrastają takie błędne przekonania, jak to, że bez pracy nie ma kołaczy. Gdyby ilość pieniędzy zależała od ilości włożonego wysiłku, to najbogatsi byliby niewolnicy i najemni robotnicy. A to przecież nie jest prawdą. Ludzie bogaci często mają dużo czasu dla siebie i cieszą się komfortem.

Nasze finansowe bogactwo nie zależy w gruncie rzeczy od samego działania, ale przede wszystkim od myśli. To nasze przekonania i wizje tworzą naszą rzeczywistość. Pozytywna myśl i odczuwanie w sobie bogactwa działa mocniej niż jakikolwiek czyn. W ten właśnie sposób kształtujemy swoje życie i to też tłumaczy, dlaczego czasem pomimo ciężkiej pracy, nie mamy tyle, ile byśmy chcieli. Ale też widzimy, że czasem bez wielkiego wysiłku pojawia się dostatek. Prawo Przyciągania błyskawicznie reaguje na nasze myśli, ale nie na działania.

Nie próbuję powiedzieć, że warunkiem dobrych dochodów jest leżenie do góry brzuchem i marzenie o pieniądzach, lecz podkreślam, że pozytywne przekonanie i tworzenie właściwych obrazów materialnej rzeczywistości, ma większy wpływ na końcowy efekt. Trochę pracy też włożyć trzeba, ponieważ ze swej natury jesteśmy istotami twórczymi i nasze spełnienie wymaga czynnego wykorzystania danych nam talentów. To oczywiste. Czasem więc życie będzie nas popychało do określonego działania. Z całą pewnością jednak nie do ciężkiej pracy ponad siły.


Opieraj się na pragnieniach

Najistotniejszym elementem w tworzeniu bogactwa jest umiejętność budowania w naszym postrzeganiu świata takiej wersji wydarzeń, której pragniemy. Okazuje się to niezwykle skomplikowane, ponieważ w naturalny sposób próbujemy myśleć i mówić wyłącznie to, co widzimy i co nas rozczarowuje. Nazywamy wszystkie negatywy i braki, ponieważ widzimy je przed sobą. W ten sposób tworzy się negatywną przyszłość.

Kreowanie bogactwa wymaga od nas nie tyle fantazji, ile wyjścia poza to, co widzimy. Polega na zadaniu sobie pytania: „czego pragnę?” i jak najdokładniejszego udzielenia odpowiedzi. To malowanie oczami wyobraźni upragnionej sytuacji, z różnymi detalami, a przede wszystkim z pozytywnymi emocjami i radosnym nastawieniem.

To nie oznacza, że mamy kłamać i mówić, jak bardzo jesteśmy bogaci w chwili, kiedy rzeczywistość jest nieco inna. To oznacza tylko, że mamy marzyć i skupiać energię na wyobrażaniu sobie tego wszystkiego, co by było, gdyby nasze marzenia się spełniły. Mamy tworzyć nową opowieść o swoim bogatym, szczęśliwym życiu. Mamy w sobie poczuć tę radość spełnienia i w myślach przenieść się do chwili, kiedy posiadamy to, co jest dla nas takie ważne. Taka podróż w czasie daje nam pozytywną energię, a naszej podświadomości obrazy, które pomagają jej przyciągać bogactwo finansowe do naszego życia.


Szukanie pozytywów

Wszystko ma swoje dobre strony. Wszystko. Wibracje na świecie przeplątają się i zmieniają, jak amplituda: góra i dół. Życie toczy się jak koło i raz patrzymy w niebo, raz na ziemię. Jednak w każdym momencie, w jakim jesteśmy, możemy zdecydować, które myśli chcemy wybrać i na czym chcemy skupić swoją uwagę. Prawo Przyciągania będzie tworzyć wokół nas takie elementy, które my wybierzemy i zasilimy swoimi myślami i emocjami. W ten sposób możemy świadomie kreować każdą rzecz, jakiej pragniemy, w tym również bogactwo finansowe w dowolnej ilości.

Patrząc na to z jeszcze innej strony, kiedy z premedytacją wyszukujemy dobrych stron świata, dostrajamy się do naszej prawdziwej istoty. Dostrajamy się do Źródła Wszystkiego Co Jest, a tym samym jednoczymy się z bogactwem, dobrobytem i wszelkim dostatkiem. Dostrojenie to zmienia nasze wibracje na pozytywne i choćby dlatego warto poszukiwać wokół siebie tego, co dobre i piękne. Kiedy zaczniemy ogniskować uwagę na cudowności świata, zobaczymy, że jest niemal wszędzie.

To nie jest popularne. Ludzie traktują to, jako naiwność i niedostrzeganie realnego świata. W rzeczywistości nie jest to zaprzeczenie różnym brakom i niedogodnościom. Jest to świadome dokonywanie wyboru tego, czego pragniemy. Zauważając wokół siebie bogactwo, tworzymy i przyciągamy bogactwo. Zauważając tylko biedę… No właśnie…


Kochaj to, co robisz

Bez wątpienia emocje mają ogromny wpływ na Prawo Przyciągania. To oznacza, że radosne nastawienie do działania, do ludzi i zjawisk pomaga przyciągać więcej dobra ze strony wszechświata. Dotyczy to także pracy zarobkowej i wszystkich działań, które wykonujemy z myślą o pieniądzach. Nie wystarczy kochać same pieniądze, warto także kochać sposób, w jaki je zarabiamy. To między innymi spowoduje, że większość część życia (bo tyle najczęściej zajmuje praca) spędzimy na czymś, co naprawdę lubimy.

W gruncie rzeczy nie ma lepszego sposobu na zarabianie pieniędzy, niż robienie tego, co kochamy, ponieważ w ten sposób podnosimy sobie wibracje podczas wykonywania pracy. Nie ma zupełnie znaczenia, czy są to usługi czy produkcja. Nie ma znaczenia branża, ponieważ nie ma dobrej czy złej pracy. Jeśli odczuwamy ogromną przyjemność z samego działania, które generuje nasz dochód, to zwiększamy siłę przyciągania pieniędzy. Dzieje się tak, ponieważ radością i przyjemnością dostrajamy swoje wibracje do wibracji wszechświata i najwyższego Źródła, w którym zawiera się całe bogactwo.

Postawa wobec zarówno samych pieniędzy, jak i ich źródła odgrywa ogromną rolę w tworzeniu i podtrzymywaniu dostrojenia do Świadomości Bogactwa, a z niej przecież wypływa nasza zdolność do rzeczywistego posiadania określonej ilości pieniędzy i dóbr materialnych.


Nikt nie może ciebie zablokować

Być może wydaje się czasem, że to bliskie osoby utrudniają nam przypływ finansowy. Mówimy sobie wtedy, że my się rozwijamy, a oni stoją w miejscu i energetycznie utrudniają nam przyciąganie bogactwa. Ale tak się nie dzieje. To osoba o wysokiej wibracji kreuje dobrobyt, niezależnie od wszystkich innych, ponieważ najwyższa wibracja ma moc i siłę, by „ciągnąć w górę” bliskie jej osoby. Jeśli zatem mamy odpowiedni poziom energetyczny, to nikt inny nie jest w stanie przeszkodzić nam w kreowaniu tego, czego pragniemy.

Oczywiście, kiedy pracując nad sobą przyciągniemy do swojego życia bogactwo, to fizycznie skorzysta z niego np. partner, który nie tylko nie chce nic robić w tym kierunku, ale nawet nie wierzy w Prawo Przyciągania. To jednak nie zmieni jego odczuwania i odbioru świata. Korzystając z naszych pieniędzy i pławiąc się w luksusie, który zapewnimy mu z miłością dzięki naszemu wewnętrznemu wzrastaniu, będzie nadal na tym samym poziomie poczucia szczęścia. Najczęściej będzie niezadowolony i niespełniony, a wszystkie przyjemności będą dla niego tylko chwilowe i zewnętrzne.

Dobrobyt, który kreujemy dzięki rozwijaniu prosperującej świadomości obejmuje nas na wszystkich poziomach istnienia. Pieniądze, umożliwiające nam zwiedzanie świata, nabywanie pięknych rzeczy, książek czy kursów są tylko jednym z elementów dobrostanu, który przenika wszystkie komórki naszego istnienia.


Inspiruj innych

Możemy zmieniać tylko samych siebie i tylko sami sobie możemy pomóc w przyciągnięciu pieniędzy i w stworzeniu prosperującej świadomości w sobie. Drugiemu człowiekowi można coś dać, pożyczyć albo poradzić mu, jak ma nad sobą pracować. Ale tak dosłownie nie można za nikogo nic zrobić w kwestii rozwoju. To indywidualna odpowiedzialność każdego człowieka. Nikogo w tym nie możemy wyręczyć, choć czasem bardzo chcemy, kiedy są to na przykład nasze dorosłe dzieci.

Jest jednak coś, co działa bardzo mocno w kierunku innych ludzi, niezależnie od wieku i wykształcenia. To własny przykład. Kiedy w ślad za słowami i opowieściami o Prawie Przyciągania i pozytywnym myśleniu pojawiają się fakty, które potwierdzają sens naszych działań, to natychmiast zostaje to zauważone. Ludzie pilnie obserwują jedni drugich i natychmiast spostrzegą, kiedy komuś zaczyna wieść się lepiej, kiedy kupuje sobie droższe rzeczy i coraz częściej jeździ na zagraniczne wycieczki.

Jest to najlepszy sposób: pracować nad sobą cierpliwie i konsekwentnie, by nasz rozwój odnalazł odzwierciedlenie w codziennej rzeczywistości. Przynosi to wymierne efekty nam, ale jest też swoistą motywacją dla innych ludzi, aby zdecydowali się otworzyć na wiedzę, która jest w istocie — jak wiemy doskonale — receptą na szczęśliwe życie.


Kochaj siebie

To podstawa i warunek prawdziwie szczęśliwego, spełnionego życia. To, w jaki sposób myślimy o sobie, decyduje o tym, co dostajemy od wszechświata, ponieważ on pilnie słucha naszej samooceny. Jeśli uważamy się za kogoś gorszego od innych, to tym samym wydaje nam się, że nie zasługujemy na bogactwo. Blokujemy przypływ wszelkiego finansowego dobra, bo przecież informujemy uniwersum, że nie jesteśmy dość dobrzy, że jesteśmy grzeszni.

Wysokie poczucie wartości to przekonanie, że robimy wszystko, co należy, aby być we właściwym miejscu i czasie. To też gwarant naszej gotowości na wszystko, co najlepsze, bo dobrym ludziom przecież nikt nie odmawia. Także Najwyższe Źródło. Jednak prawda jest taka, że Źródło kocha każdego z tą samą siła i w każdym widzi dobrego człowieka, który zasługuje na szczęście. Nie może jednak działać wbrew nam. Jeśli my sami nie czujemy się godni, nic pięknego zadziać się w naszej rzeczywistości nie może.

Miłość i szacunek do siebie to bardzo ważna część pozytywnego myślenia. Nie można myśleć pozytywnie o pieniądzach, a jednocześnie krytykować samego siebie. To dysharmonia, która zakłóca tworzenie dobrobytu. Tworzy w naszym polu energetycznym niską energię, która zasila poczucie braku. Z takiego poziomu trudno wygenerować jakiekolwiek bogactwo.


Duch działa w materii

Niektórym wydaje się, że materia i pieniądze są złe. Uważają, że bycie osobą rozwijającą się duchowo wymaga ascezy, wyrzeczenia się bogactwa. Wydaje im się, że to niegodne być bogatym, bo przecież Wielcy Nauczyciele Duchowi z reguły byli ubodzy. Tymczasem wcielenie się na tej planecie jest równoznaczne z tym, że dusza wybrała sobie taki cel, jak zmierzenie się z energia pieniądza i zrozumienie tej energii.

Praca z Prosperitą jest najpiękniejszą ścieżką do połączenia ducha i materii, ponieważ w swoich założeniach wspaniale łączy obie te sfery pokazując jednocześnie, jak się one wzajemnie przenikają i uzupełniają. Materia nie zaistnieje bez ducha. Jest ona dla ducha plastycznym tworzywem, dzięki któremu można odkryć lub uzdrowić swoją wewnętrzną moc. To dzięki materii można naprawdę nauczyć się tego wszystkiego, co ważne dla duszy, dlatego ta fizyczna planeta, na której żyjemy jest taka bezcenna w swej strukturze.

Odcinanie się od materii jako czegoś niegodnego jest z założenia błędem, ponieważ wszystko jest jedną energią. Nie można szanować duszy lub ciał subtelnych, a gardzić ziemią, drzewem, piaskiem, kamieniami czy własnym ciałem. Pieniądz jest tym, czym kamień albo drzewo. Jest stałą materialna strukturą. Jednak o mocy i wartości decyduje jego siła energetyczna. Pracując z Prosperitą nie pracujemy z fizycznością pieniądza, tylko z jego energią.


Nie zazdrościć

Zazdrość jest w pewnym sensie czymś spontanicznym. Kiedy widzimy, że sąsiad kupił sobie nowe piękne autko, o którym marzyliśmy od pół roku, to mieszanka emocjonalna jest trudna do ogarnięcia. I wcale nie dlatego, że nie lubimy sąsiada, możemy go w ogóle nie znać albo mieć z nim sympatyczne relacje. Rzecz zatem nie w tym, by komuś coś odebrać, ale by TEŻ taki prezent dostać. Bolesne jest zjawisko, w którym czujemy się pominięci przez wszechświat.

To oczywiście pułapka, ponieważ ściąga naszą energię na sam dół braku. Świadomość Prosperująca nie zazdrości, lecz czuje się zainspirowana. Kolega awansował? O, to świetnie, jest dobry czas na zdobycie lepszej posady. Sąsiad kupił sobie dom? Och, fajnie, to czas, kiedy wszechświat rozdaje domy. Przyjaciółka pojechała na Malediwy? Ale cudnie! Może by tak przyłożyć się do pracy energetycznej i szybciej wykreować swoje wymarzone wakacje?

Zazdrość i krytyka odpychają pieniądze. Autentyczna szczera radość, że znajomemu, siostrze czy koleżance coś się udało, powoduje, że i nam szybciej się powiedzie. Miłość i radość przyciągają do nas dobro, a więc wysłanie takich emocji w stronę tego, kto ma coś, czego pragniemy, przyspiesza nasz sukces w tym względzie. Czasem wszechświat obdarowuje sąsiada naszym wymarzonym samochodem, by dać nam szansę na wzmocnienie naszego własnego procesu kreowania przez błogosławieństwa, które możemy wysłać sąsiadowi.


Zmiana

Nie warto tkwić w sytuacji, która jest dla nas niekorzystna. Wszechświat wcale nie chce się nad nami znęcać. Jeśli praca staje się okropna albo partner codziennie bardziej nas męczy, to sygnał, że trzeba coś w swoim życiu zmienić. Otwarcie się na zmianę i wykonanie jakiegoś ruchu w tym kierunku uruchamia całą lawinę wydarzeń, które poprzestawiają nasze życie. Nie można się bać, że zmiana przyniesie coś złego. Każda zmiana jest na lepsze, a jeśli nie będziemy zadowoleni, to znowu coś zmienimy. Zawsze można to zrobić.

Zmiana nie musi być fizycznym odejściem z pracy czy rozwodem. Czasem trzeba pozmieniać zasady, w których utknęliśmy. Bywa, że wystarczy rozmowa z szefem i zmiana pokoju w firmie. Bywa, że wystarczy romantyczny wyjazd z partnerem i wracamy do czułości i poczucia komfortu w związku. Warto wykonać jakiś ruch i sprawdzić, co można odtąd robić inaczej.

Dyskomfort i rozdrażnienie, które powtarza się stale w naszym życiu wskazuje, że wypadliśmy z harmonii z samym sobą. Wiele osób tkwi w czymś takim nic z tym nie robiąc ze zwyczajnego lenistwa, wygody lub lęku przez zmianą. Tymczasem nasze zmęczenie, nasza codziennie powtarzająca się złość i smutek to sygnały, że trzeba wrócić na właściwą drogę swojego życia. Tę wiodącą do zadowolenia. Nikt za nas tego nie zrobi.


Dobre samopoczucie

Kluczem do dobrobytu i zadowolenia w życiu jest dobre samopoczucie. Warto je pielęgnować i pilnować swojej energii. Jedno przekłada się na drugie — kiedy spada energia, zaczynamy się złościć i denerwować. Kiedy podniesiemy swoje wibracje, czujemy się lepiej i humor nam się poprawia. Metod jest mnóstwo — można śpiewać przy goleniu, można malować obrazy, chodzić na spacery, bawić się z psem, tańczyć, czytać pozytywne książki, oglądać dobre filmy, przytulać do drzew, wędrować po lesie głęboko oddychając, spotykać się z innymi uśmiechniętymi ludźmi.

Dobre, pogodne myśli przyciągają do nas dobre, pogodne wydarzenia. Mają też wpływ na kreowanie bogactwa. Człowiek z dobrym humorem, optymistycznie nastawiony do świata, ludzi, samego siebie i pieniędzy, przyciąga wszelkie materialne dobra z łatwością. Człowiek ciągle rozdrażniony i rozżalony, działa z poziomu braku i przyciąga wyłącznie więcej braku. Wszechświat jest lustrem, czy w to wierzymy czy nie. I działa jak lustro, za nic mając nasze przekonania.

Dlatego pilnowanie dobrego samopoczucia leży w naszym interesie. A dodatkowym gratisem może być fakt, że ogólnie jest nam wówczas lepiej i milej. Bo przecież każdemu jest przyjemniej, kiedy ma dobry nastrój. Takie życie może sprawiać dużo radości i nawet tylko dlatego warto byłoby pilnować swojego nastawienia i swojej energii. Dla lepszej jakości życia.

POZYTYWNIE

Prawdziwie boska kobiecość

Kobiecość jest naprawdę niezwykłą jakością, ale dzieje się tak dzięki temu, co tworzą same kobiety. Także dzięki temu, czym promieniują i co manifestują każdego dnia poprzez najpiękniejsze uczucia i emocje. W marcu, kiedy zakwitają pierwsze kwiaty, temat kobiecości ożywa na nowo, łącząc się z pięknem wiosennego świata. Ale w istocie doświadczamy tego cudu każdego dnia. Nie ma w tym żadnego feminizmu, mówimy bowiem o tym, co urzeka w kobiecości zarówno panie jak i panów. O tych wszystkich darach, które z takim wdziękiem rozjaśniają świat.

Nie będę tym razem wymieniać tego, co archetypowo wiąże się z kobiecością. Chcę raczej pokazać — zapewne nie po raz pierwszy — drogę do bycia prawdziwą kobietą. Dla wszystkich kobiet. Wierzę, że także dla niektórych mężczyzn, którzy odnajdą w tym dla siebie cenne wskazówki. Pomimo wielu różnic i pomimo tego, że każda płeć wnosi do świata zupełnie inne bezcenne dary — w głębi duszy, niezależnie od bycia kobietą albo mężczyzną, wszyscy pragniemy tego samego. Pragniemy miłości, która rozświetli nasze serce radością. Pragniemy zachwytu, który nada sens istnieniu. Pragniemy twórczego spełnienia. Pragniemy pokoju i komfortu oraz poczucia, że jesteśmy ważni i doceniani.

Powszechnie rządzi iluzja, która utożsamia kobiecość z atrakcyjnością fizyczną, czyli jeśli ona jest ładna to kobieca. Ale to nie jest prawda. Sama fizyczność może mieć znaczenie dla seksualnego zbliżenia. Może. Dla związku, dla uczuć, dla czerpania z relacji ważne jest to, co jest czymś więcej niż tylko zewnętrzną powłoką. Prawdziwa kobiecość nie jest zatem mierzona ilością adoratorów, chociaż wielu mężczyzn często bezbłędnie czuje tę cudowną kobiecą energię i podąża za takimi paniami z niekłamanym zachwytem. Kiedy jednak mówimy o autentycznej mocy Boskiej Kobiecości, to rodzi się ona z innych czynników. Czasem towarzyszy jej uroda, a czasem nie.

Po pierwsze to świadomość własnej pięknej energii. Taka kobieta spontanicznie pozwala się jej prowadzić. Działa to w każdym geście, ruchu, sposobie odrzucania włosów za plecy, w tańcu, w uśmiechu, w spojrzeniu znad ramienia. Jest w tym miękkość i ciepło. To nie zalotność, chociaż i ona może czasem zabłysnąć — to sposób poruszania się, kiedy nikt nie patrzy. Kiedy nie ma obok żadnego mężczyzny. To naturalne, robione autentycznie dla siebie, dla życia. Nie na pokaz. To nie wystudiowane ruchy rodem z wybiegu dla modelek, tylko coś spontanicznego, nieświadomego wręcz. Kiedyś takie poruszanie się nazywano wdziękiem. Albo kobiecym czarem. Nie każda osoba płci żeńskiej to posiada. Ale oczywiste jest, że jeśli się pojawia, to nie jako coś wyuczonego, tylko jako naturalny dar.

Powiedziałabym też, że jest to taki sposób zachowania, który nie pojawia się u mężczyzn, którzy — moim zdaniem — mają coś swojego, charakterystycznego tylko dla nich. Mężczyźni też bywają męscy w bardzo wyjątkowy sposób. Wcale nie przez walkę na miecze lub pięści, nie przez wysportowanie czy „sześciopak” na brzuchu. Niektórzy panowie mają „to coś” w głosie, w spojrzeniu, w mimice. Widzę to. Wyłapuję z zachwytem. To dla mnie energia męskości, która potrafi emanować w lekkim uśmiechu samym kącikiem ust. Od razu mam ciarki na całym ciele — tak reaguje moja kobiecość.

W moim rozumieniu świadomość własnej energii — męskiej lub kobiecej — prowadzi do takiej subtelnej i spontanicznej manifestacji, która jest wyłapywana przez płeć przeciwną. Działa to w sposób oczywisty — kiedy coś istnieje, to się po prostu przejawia. Ponieważ każdy człowiek posiada w sobie obie jakości, wiele osób nie rozwija świadomie tylko jednej. Najczęściej ludzie podnoszą sobie poczucie wartości popularnymi metodami — panie zmieniając wygląd makijażem i ubraniem, panowie kształtując sylwetkę na siłowni. To jest w porządku na poprawę humoru i budowanie seksualnej atrakcyjności, a zwykle przeciętna osoba nic więcej nie potrzebuje. Jeśli jednak mówimy o prawdziwej kobiecej energii, to jest ona zawarta w tym właśnie ulotnym wdzięku, niezależnym kompletnie od makijażu.

Po drugie — obok świadomości ważna jest akceptacja siebie i swojej kobiecości. Człowiek, który kocha siebie — lśni. Aby emanować kobiecością, trzeba traktować ten dar z miłością. Jeśli kobieta na przykład wstydzi się swoich piersi i garbi się, aby je ukryć, to w sposób oczywisty blokuje kobiecość. Wyprostowanie się i pozwolenie, aby piersi odnalazły swoje miejsce, odblokowuje kobiecość. Ale uwaga — jest tutaj też pewna pułapka, bo to, co kochamy i to w co wierzymy, traktujemy naturalnie, jak oddychanie. Nie eksponujemy tego nadmiernie, nie podtykamy tego innym pod nos. Jeśli czymś wymachujemy, jeśli krzyczymy wyglądem, jeśli obnażamy się za bardzo, to zawsze pokazuje brak wiary w siebie.

To bardzo ważne, aby zrozumieć, że kiedy kobieta jest półnaga — poza plażą — i podąża środkiem ulicy z dekoltem do pępka i w spódniczce odsłaniającej bieliznę, to nie ma w tym w ogóle żadnej kobiecości. Jest tu zaproszenie do seksu — to oczywiste. Jest manifestacja typu „jestem towarem do wzięcia, bierz mnie”. Żadna prawdziwa kobieta nie traktuje siebie jak towaru. Prawdziwa kobiecość nie ukrywa tego, co kobiece, ale również nie eksponuje nadmiernie ciała w żadnej sytuacji. Jej wartość nie zawiera się bowiem w ciele i nie musi go wystawiać, jak handlarz owoców na środku straganu. Stąd też w wyglądzie najbardziej kobiece są nieprzejrzyste długie suknie, które nie odkrywają ani dekoltu, ani nóg, a jednocześnie zmysłowo opływają ciało.

Po trzecie — prawdziwa kobieta wspiera inną kobietę. Zgodnie z kosmicznymi zasadami to co wspieramy, zasilamy w sobie. Zatem w temacie kobiecości najsilniej działa umiejętność mówienia dobrych słów i prawienia komplementów koleżance, siostrze, matce, szefowej, bratowej. Im częściej doceniamy szczerze piękno i elegancję u innej pani, tym mocniej promieniuje ono w nas samych. Jeśli umiemy okazać bezinteresowne wsparcie zamiast rywalizacji, energetycznie wspieramy tym także siebie i zasilamy moc kobiecości w ogóle, we wszystkich jej przejawach.

Prawdziwa kobieta nie intryguje, nie obgaduje, nie szczuje przeciwko innej kobiecie. Może bronić się asertywnie, to jasne, ale sama nie działa przeciwko drugiej pani. Prawdziwa kobieta nie pomyśli nawet o tym, by świadomie wejść do łóżka żonatego mężczyzny, ponieważ nie umiałaby skrzywdzić i okraść z uczuć innej kobiety. Prawdziwa kobieta nie rozbija rodziny i nie rywalizuje w żaden sposób z inną, ponieważ rozumie, że zadając cierpienie innej kobiecie, krzywdzi samą siebie, zabijając w sobie kobiece wibracje. Dotyczy to zresztą wszystkich form świadomego poniżania i ranienia innej pani. To jak strzelanie sobie w stopę. Kobieta atakująca drugą kobietę atakuje energetycznie własną prawdziwą naturę.

Podsumowując — prawdziwa kobiecość to nieuchwytny, ale i niezaprzeczalny wdzięk, z którym niektóre panie przychodzą na świat. Inne to rozwijają w sobie z biegiem czasu. To, co wzmacnia kobiecość to wysoka samoocena, akceptacja siebie i swojej płci oraz świadomość niezwykłej mocy tej pięknej energii. Najmocniej wspiera rzeczywiste działanie, w którym kobieta poprawia drugiej kobiecie koronę i okazuje jej takie wsparcie, jakiej tamta najbardziej potrzebuje. Stąd też siostrzane i kobiece kręgi od wieków wzmacniają w nas najpiękniejsze kobiece wibracje. Im więcej miłości dajemy innym kobietom, tym mocniejsza i piękniejsza jest nasza kobieca wibracja.

Spełniać marzenia

Warto mieć piękne marzenia. Warto je hodować jak kwiaty i spełniać z radością, ciesząc się też samym procesem realizacji. Bo to podnosi nasze poczucie wartości, daje nam wiarę w siebie i pokazuje nasza niezaprzeczalną moc. Ale też — co równie ważne — udowadnia, że życie może być cudne i obdarowywać nas pięknymi doświadczeniami. Kiedy dotykamy tego, czego pragnęliśmy z głębi serca, wypełnia nas wspaniała energia.

Jest tylko jeden warunek: marzenia mają być prawdziwie nasze. Wypływać z głębi naszej istoty. Być naszym snem, za którym tęsknimy. To wcale nie jest takie oczywiste, ponieważ większość ludzi nie ma własnych marzeń, więc „pożycza” cudze. Nie zawsze poprzez jakieś brzydkie emocje, jak zazdrość. Niekoniecznie też poprzez potrzebę zaimponowania innym. Często w naturalny sposób człowiek podąża za tłumem. Skoro wszyscy tak mówią, to znaczy, że pewnie to jest dobre.

A zatem wszyscy jadą w jakieś modne miejsce na wakacje. Mogą nawet wierzyć, że to ich marzenie, bo skoro inni tam się udają, to przecież trzeba. Tymczasem moda jest zawsze pułapką. Odciąga nas od naszej indywidualności i wrzuca do jednego worka z tłumem innych osób. Oczywiście to nic złego podążać za modą, dopóki wiemy, że to tylko nasz wybór, a nie nasze marzenie. Prawdziwe marzenie rzadko bywa modne, chociaż jak najbardziej może być takie. Jednak przede wszystkim jest czymś unikalnym.

Marzenie to sen, który śni się tylko nam i nikomu więcej. A kiedy uda nam się je zrealizować, doświadczamy prawdziwego uniesienia. Nie ma tego piękna, kiedy podążamy za tłumem. Może być miło i przyjemnie, możemy nawet świetnie się bawić, ale nadal czujemy, że to jeszcze nie to. Że coś czeka w głębi naszego serca na odkrycie. Stąd nawet u ludzi, którzy zwiedzili pół świata i mają dom pełen gadżetów, może pojawić się poczucie pustki. Zupełnie niezrozumiałe dla nich samych.

Egzotyczne wakacje są jednym z najczęściej spotykanych symboli współczesnych marzeń. Jakieś ciepłe morze, piasek na plaży, może palma i pod nią leżaczek. Dzisiaj niemal każdy może sobie na coś takiego pozwolić, nie jest to nic wyjątkowego. Warto zatem siebie zapytać, czy to właśnie nas uszczęśliwi? Na pewno przyjemnością jest sam urlop i możliwość beztroskiego odpoczynku w dobrym kurorcie, ale to nie zawsze nasze wyśnione doświadczenie. To tylko odrobina luksusu.

Nasze marzenia powinny być takie bardzo dla nas. Rzekłabym zgodne z pieśnią duszy, czyli wypływające z głębi serca. I rzecz oczywiście nie w tym, by rezygnować z wyjazdu pod palmy czy z innych wspaniałych doświadczeń, ale by poza tym szukać czegoś tylko dla siebie. Czegoś niepowtarzalnego. Czegoś, co tylko nas cieszy i wypełnia tym niewysłowionym wprost uczuciem spełnienia. Czasem nawet trudno to ubrać w słowa. Wierzę, że w każdym człowieku drzemie jakaś specjalna tęsknota. Nie można jej przegapić.

Kiedyś opisywałam jedno ze swoich wielkich marzeń. Zobaczyłam w sieci zdjęcie z greckiej wyspy Santorini. Na tym zdjęciu malutka księgarnia i kot pilnujący książek. Zadrżało mi serce, jakby to było moje miejsce na Ziemi. Zaczęłam szukać informacji, czytać o samej wyspie, oglądać inne zdjęcia z tego malowniczego miejsca. Im więcej czytałam, tym bardziej zakochiwałam się w Santorini. Jest mnóstwo pięknych wysp na Cykladach. Jest mnóstwo cudownych widoków na Ziemi. A ja chciałam tylko to jedno zobaczyć na własne oczy. Tak wygląda nasze własne marzenie.

Ludzie zachwycają się przeróżnymi rejonami, miastami, krajobrazami. Każda wycieczka jest czymś wspaniałym, bo wzbogaca nas wewnętrznie. Tego nikt nam nie odbierze. Jednak marzenie to coś innego. A spełnieniem jest tylko ta podróż, o której śniliśmy wcześniej. A jeśli nie śnimy, to warto zadać sobie pytanie: czego pragnę z głębi duszy? Co jest naprawdę dla mnie? Bo te marzenia są gdzieś w duszy schowane i czekają, aż je odnajdziemy. Zamiast podążać tam, gdzie ostatnio był znajomy, warto samemu zadać sobie pytanie: gdzie ja chciałbym być i co zobaczyć?

Oczywiście można też marzyć o nowym autku, dużym mieszkaniu, domu z ogrodem czy czymkolwiek innym. Podróże to tylko przykład. Każde marzenie jest dobre i ma ogromną duchową wartość. Wbrew pozorom nie jest zapętleniem w materii. Poprzez marzenia nasza dusza prowadzi nas do wzrastania w pięknie i w szczęściu. Materia — w tym wakacje, samochody, domy, lokale firmowe, przedsiębiorstwa — to droga do mądrości duszy. W ten sposób poprzez rozpoznanie własnych marzeń, docieramy do swojej życiowej ścieżki, a nawet do misji, z którą zeszliśmy na Ziemię.

Czasem to tylko migawka, jak moje Santorini. Nie przeprowadziłam się tam ani nie produkuję widoczków tej wyspy, nie prowadzę Biura Podróży. Jednak noszę w sobie silne wspomnienie energetyki tego miejsca i kilku bardzo ważnych doświadczeń, które były mi ogromnie potrzebne. Tylko tam mogłam ich dotknąć. Pewne zjawiska są niepowtarzalne. Zapisały się w mojej duszy i prowadzą mnie jak latarnie, chociaż żyję w innej fizycznej przestrzeni. Wiem, co mnie tam wzywało i wiem, czego miałam doświadczyć. Pomimo niezaprzeczalnego piękna Santorini moje marzenie prowadziło mnie do czegoś więcej niż zwiedzanie atrakcyjnego miejsca.

Czasem nawet ludzie bardzo zamożni, którzy kupują sobie niesamowite przedmioty i jeżdżą na luksusowe wycieczki, mogą odczuwać niezrozumiały dla siebie deficyt „czegoś”, kiedy podążają za tłumem i realizują cudze pomysły. Jeśli nie szukają swoich głęboko w sercu schowanych pragnień, nie umieją odpowiedzieć na wołanie duszy. Każdy z nas jest niepowtarzalny i ma niepowtarzalne marzenia. Może ich być więcej niż jedno. Mogą być zarówno materialne jak i duchowe. Ale mają być nasze, a nie modne. Jeśli pilnujemy, by robić — mieć, kupować — to, co jest na topie, możemy przegapić to, co jest pieśnią naszej duszy.

Własna ścieżka

Wśród wielu ścieżek życia wszyscy z zapałem szukamy swojej. Czasem powielając wybory innych ludzi, czasem podążając ślepo za modą lub szukając tego, co przyniesie nam najwięcej pieniędzy i popularności. Czasem na przekór wszystkim wybieramy odmienne poglądy i upodobania. A bywa też i tak, że czujemy całym sobą, że jesteśmy absolutnie unikalni i mamy tutaj własną piękną drogę. Coś wyjątkowego. Coś tylko dla nas. I ta ostatnia opcja leży najbliżej prawdy, ponieważ każdy z nas jest niepowtarzalny i przychodzi na świat z własnym talentem, który może rozwijać w wybrany przez siebie sposób.

Najmniej trafne jest podążanie za innymi. Z jednej strony ludzie mogą i powinni nas inspirować. Możemy więc czerpać natchnienie z twórczości drugiej osoby — tej twórczości, która niezmiennie nas porusza. Ale z drugiej strony — nie można przypisywać sobie daru, którego nie posiadamy tylko po to, aby popisać się przed innymi i dowartościować siebie fałszywą maską. Rzecz nie w oszukiwaniu samego siebie, rzecz w zatracaniu własnych niepowtarzalnych talentów. Jeśli ktoś, kto ma dar malowania, a wybierze udawanie jasnowidza zamiast tworzenia cudownych obrazów, gubi sam siebie.

Ślepe uliczki bywają zwodnicze. Wabią nas kolorowymi okiennicami domków, sztucznymi kwiatami na balkonach, płaskorzeźbami skrzydlatych postaci na ścianach. Jednak im głębiej wchodzimy, tym mniej światła do nas dociera. Kwiaty są coraz bardziej szare, okiennice skrzypią coraz głośniej, a to, co wydawało się aniołkami coraz wyraźniej szczerzy zęby w demonicznym uśmiechu. Udawanie kogoś kim się nie jest tylko po to, by poczuć się ważną osobą, tworzy energetyczne długi, które wyraźnie widzę w karmicznej numerologii. Ciężko je potem uwolnić.

Zawsze warto być sobą. Zawsze. Bez względu na wszystko. Uważam, że może w tym pomóc podnoszenie poczucia wartości. Moim zdaniem każdą podróż warto zacząć od tego właśnie procesu. Bo my zwyczajnie boimy się pokazać siebie takich, jakimi jesteśmy. Nie wierzymy, że jesteśmy doskonali w swojej prawdziwej istocie. Chcemy być kimś innym — niepotrzebnie. Zakładamy cudze ubrania i maski, udajemy mądrych naukowców, artystów i guru, a potem maszerujemy w te ślepe uliczki gubiąc własne światło. Czasem nawet sami sobie wmawiamy, że wszyscy naiwni, którzy nabierają się na nasze fałszywe wystąpienia, przecież płacąc potwierdzają naszą autentyczność. Nie przychodzi nam nawet do głowy, że ci którzy klaszczą do naszych masek, sami żyją w iluzji, ponieważ podobnie jak my nie umieją odróżnić blaszki od złota.

Złoto to prawdziwi my. Zawsze. Nasza autentyczna natura to najcenniejszy klejnot, lśniący pełnią boskiej stwórczej mocy. Podnoszenie poczucia wartości jest drogą do odkrywania własnej potęgi i niepowtarzalnego piękna. Nie ma na świecie drugiego takiego cudu jak każdy pojedynczy człowiek. Kiedy uwierzymy w siebie i otworzymy się na zamanifestowanie tego Kim W Istocie Jesteśmy, osiągamy największe szczęście poprzez poczucie samo spełnienia. Wiem, o czym piszę — doświadczam. Nie ma nic bardziej uskrzydlającego niż realizacja swojej prawdziwej natury. Niż tworzenie w oparciu o swój wyjątkowy dar. To wypełnia każdą naszą komórkę błogością, a każdy kwant naszego istnienia zachwytem.

Dlaczego? Ponieważ po to przychodzimy na Ziemię, aby odkryć i realizować swoje dary. Jeśli ktoś szuka sensu życia, to podpowiadam, że może go odnaleźć poprzez bycie sobą. Ten sens pojawi się w blasku twórczego przepływu i zanurzenia w prawdziwie boskiej mocy. Kiedy tworzę coś swojego, coś charakterystycznego dla mnie, moja dusza lśni z zachwytu. Moja dusza śpiewa. Czasem trudno oddać słowami to uczucie. Ale wielu twórców i duchowych przewodników opowiada nam o tzw. „flow” — wejściu w energetyczną błogość, kiedy spajamy się w jedno z boskością, z całym światem i czujemy się naprawdę — tak naprawdę i w każdym skrawku — szczęśliwi. Bycie prawdziwym sobą i robienie tego, co w istocie jest nasze to najlepszy drogowskaz do spełnionego, udanego życia.

Pytanie, które często wraca do mnie podczas konsultacji jest często takim właśnie poszukiwaniem swojego miejsca na świecie. Czym powinnam się zająć? Po co przyszłam na świat? Jaka jest moja misja? Tymczasem wskazówki są bardzo proste, bo jak zwykle to, co leży przed nami jest najmniej zauważane. Wystarczy być sobą. Nie udawać kogoś, kim się nie jest. Nie patrzeć na innych z zazdrością, lecz doceniać to, co nasze. Nie porównywać się. Nie porównywać darów. Nie dać się zwieść modzie i nie wierzyć w moc popularności.

Żyjemy w czasach opartych na iluzji. Media lansują coś, co nie ma przełożenia w rzeczywistości. Człowiek marzy o sławie, o byciu piosenkarzem czy aktorem albo sportowcem tylko dlatego, że widzi stojące za tym ogromne bogactwo i rozpoznawalność. Tymczasem rozpoznawalność jest ciężka, przytłaczająca, trudna do zniesienia. Bogactwo — oczywisty klucz do realizacji marzeń — czasem nie przynosi szczęścia. Wiele osób sławnych i bogatych odbiera sobie życie w efekcie głębokiej depresji i osamotnienia. A tych naprawdę szczęśliwych i długowiecznych odnajdujemy wśród osób żyjących skromnie, ale w miłości, w pokoju, w ciszy. W realizacji tego, co ważne. W rozumieniu własnej drogi. W akceptacji i uznaniu dla samego siebie takim, jakim się jest — bez oceniania. W cichej dobroci dla świata.

Rzecz jasna — najważniejsze jest podążanie za głosem swojego serca. Nasze miejsce jest tam, gdzie czujemy się dobrze. Jeśli pojawia się dyskomfort i trwa, ilekroć tego dotykamy — to nie jest nasze. Jeśli jakieś działanie wywołuje w nas napięcie, jeśli płacimy za coś ogromną dawką energii i zdrowia, to nie jest to dla nas. Bycie w zgodzie ze sobą to robienie tego, co kochamy, a nie tego, co wydaje nam się fajne. Miłość nie jest ślepa. Kiedy podążamy za swoją duszą, działanie nas uskrzydla, unosi, zachwyca, błogosławi każdą chwilą. Nie ma w tym lęku przed oceną. Kiedy kochamy swoją pracę, cieszymy się tym, że możemy to robić i nie interesuje nas, co mówią inni. To nasza ścieżka, nie ich.

Mądrość serca podąża zawsze w głębokiej zgodzie z naszą prawdziwą boską naturą. Nie potrzebujemy pochwał, nie potrzebujemy potwierdzeń ani „lajków”. Jesteśmy tu na Ziemi dla siebie i cieszymy się każdą chwilą, która wprowadza nas w przepływ. Każdy ruch uwalnia nas od lęku, wątpliwości i smutku. Cieszymy się samym istnieniem. Czujemy swoją jedność ze Wszystkim Co Jest i głęboko w każdej iskierce istnienia doświadczamy ważności swojego bycia w tu i teraz. Wiemy, że to, co robimy, wnosi do świata wartość. Wiemy, że jesteśmy dobrzy, mądrzy i potrzebni. Kiedy czujemy się tak cudownie, dostajemy potwierdzenie od całego wszechświata, że jesteśmy we właściwym miejscu życia.

Dostrzeganie dobra

Jakiś czas temu zamieściłam w reklamie hasło: „Kto kocha siebie, widzi dobro wszędzie”. Dla moich Czytelników i tych, którzy śledzą moją stronę na pewno jest ono całkowicie zrozumiałe. Być może też dla wielu innych osób, które pracują z wewnętrznym wzrastaniem, jest czymś oczywistym. Ale okazuje się, że nie dla wszystkich. Ludzie, którzy nie rozumieją kontekstu, dopisują swoje fałszywe interpretacje, zgodne z ich indywidualną matrycą. Najczęściej widzą w tym naiwne zakłamywanie rzeczywistości. Wyjaśniam to dzisiaj, nie po to, by tworzyć jakąkolwiek polemikę z kimkolwiek. Ale po to, by przekazać trochę cennej wiedzy tym, którzy jej zapragną.

Kto kocha siebie podnosi swoje wibracje. Wzrost poczucia własnej wartości i bycie w stanie miłości zawsze poprawia naszą energetykę i pozwala nam doświadczać świata z innego, wyższego poziomu. Zwiększając poziom energii otwieramy się na dostrzeganie dobra. Zasada tu jest prosta — niskie wibracje, to dostrzeganie rzeczy przykrych, smutnych, brzydkich. Wysokie wibracje przynoszą zauważanie miłości, Światła, piękna. Nie ulega kwestii, że lepiej mieć wyżej energię, niż niżej. Kiedy jesteśmy w miłości do siebie świat nabiera cudownych barw i ludzie, których spotykamy również są dla nas życzliwi.

Drugi ważny aspekt — kiedy kochamy siebie i wypełniamy swoje pole energetyczne pięknymi wibracjami, zgodnie z Prawem Przyciągania spotykamy na swojej drodze więcej dobrych rzeczy, niż złych, więcej wspaniałych ludzi, niż oszustów czy złośliwców. W pewien sposób nasza rzeczywistość staje się lepsza, pogodniejsza, ładniejsza. Człowiek w miłości do siebie tworzy dobre życie. To podstawowa zasada Prosperity i najprostszy, najbardziej skuteczny przepis na szczęśliwe istnienie.

Na jakimś etapie może nawet szczerze powiedzieć: „moje życie jest naprawdę dobre, spotykają mnie tylko pozytywne rzeczy”. Tak działa miłość do siebie. Wiem, doświadczam. I chociaż naturalnie pojawiają się rozmaite lekcje zaplanowane przez Duszę, to są one sporadyczne. Ogólnie nie psują poczucia, że życie jest naprawdę dobre i przyciągamy wyłącznie fajnych ludzi. Takie wyzwania są jak szczypta pieprzu dodana do potrawy — istnienie jest z nimi po prostu ciekawsze.

Finalnie zatem — kto kocha siebie, przyciąga dobro i dobrych ludzi. Wszędzie, gdzie nie spojrzy, widzi pozytywne rzeczy, bo one stanowią większość jego doświadczenia. To jest merytoryczna wykładnia omawianego cytatu. Gdzie zatem problem? Dlaczego ktoś uważa, że to nieprawda? Bo opacznie rozumie, że dostrzeganie dobra zakłada nam klapki na oczy i nie pozwala widzieć tego wszystkiego, co dobrem nie jest. Jakże często spotykany błąd w odniesieniu do pracy z pozytywnym myśleniem.

Ludzie, którzy nie rozumieją pozytywnego myślenia i nie znają podstaw Prosperity zakładają, że polega to na zakłamywaniu rzeczywistości. Że prosperująca świadomość zaciska mocno oczy i krzyczy: „wszystko jest dobre! nie widzę zła! wszystko jest dobre!”. Nie pojmują, że Prosperita nie polega na naiwności i bezpodstawnym optymizmie, tylko na świadomym wyborze. A wybieramy spomiędzy zła i dobra, mroku i Światła, cienia i blasku. Aby wybrać — musimy widzieć zarówno jedno jak i drugie. Nie da się inaczej.

Prosperująca Świadomość zwykle wyrasta z biedy i cierpienia. Wie doskonale, jak smakuje trudne i pełne bólu życie. Szukając dla siebie uzdrowienia, decyduje, by wykorzystać moc umysłu i Prawo Przyciągania do świadomego kreowania dobrych wydarzeń. Wybiera pozytywne myśli i dobre emocje jako tworzywo, z którego splata swój los w określony sposób. Rozumie, że istnieją tysiące możliwości, ale tylko mocą umysłu można pokierować swoje życie w tę stronę, która przyniesie miłość, szczęście i dobrobyt.

To jak świadome żeglowanie na płytkiej wodzie ze starannym omijaniem skał, by nie rozbić swojego okrętu. Dobry żeglarz wie, że skały istnieją, ale wie też, że jeśli włoży nieco wysiłku, to może je ominąć. Jego sterowanie statkiem nie polega na tym, że przestał wierzyć w istnienie wystających z wody kamieni, które grożą rozdarciem poszycia. On świadomie wybiera najlepszą trasę, aby cało i szczęśliwie dobić do portu.

Z jakiegoś powodu niektórzy ludzie uważają, że pozytywne myślenie to naiwne zaprzeczenie dualności wszechświata i przyjęcie, że wszystkie choroby, problemy, wojny, konflikty czy dramaty tylko nam się śnią. Tymczasem sedno metody tkwi w tym, że rozumiemy, skąd się biorą i w jaki sposób je ominąć. Jeśli wiem, że pewne choroby ciała są efektem braku miłości do siebie, to zwyczajnie rozwijam w sobie tę miłość, by nie chorować. Czy to oznacza, że przestałam wierzyć w istnienie tych chorób? Czy raczej, że dbam o profilaktykę?

Cała Prosperita jest w pewien sposób taką właśnie profilaktyką. Jest tworzeniem w sobie takiej energetyki, takich poglądów i takich wzorców, które przynoszą do naszego życia dobrobyt, miłość, przyjaźń, materialne bogactwo, spełnienie marzeń. Nie bylibyśmy w stanie opracować ani nawet odkryć odpowiednich wskazówek do dobrostanu, gdybyśmy nie doświadczyli i nie zrozumieli braku. Cierpienia i problemy nie pochodzą z piekła. Są nauką, która odpowiednio wykorzystana przynosi do naszego życia cudowne profity.

Najważniejsza

Kiedy człowiek zastanawia się nad swoimi priorytetami, z reguły zapomina o najważniejszym: o sobie. Tymczasem nie ma nic bardziej istotnego na całej Ziemi. My sami jesteśmy dla siebie na pierwszym miejscu, ponieważ zeszliśmy tutaj dla własnego rozwoju. To nasze zadanie. Właśnie dlatego nie możemy tracić z oczu tego, co dzieje się z nami i w nas. Nasze emocje, nasze przemyślenia, nasze odkrycia i nasze niepowtarzalne marzenia zawsze powinny przyciągać naszą uwagę.

Zwykle skupiamy się na innych. Czasem w dobrej wierze — dostrzegamy cudzą biedę i chcemy pomagać. Lubimy być życzliwi, wrażliwi i serdeczni. Nie ma w tym nic złego, dopóki zachowujemy równowagę na tyle, by zajmować się także sobą i swoimi sprawami. Dobrze, jeśli asertywnie pomagamy we właściwym miejscu i czasie, bez skłaniania innych do rozwijania postawy roszczeniowej i manipulacji drugim człowiekiem. W pewien sposób każdy ma tutaj swoją drogę do przejścia, a problemy, które spotyka, nie są przypadkowe. Mają na celu uzdrowienie i wzmocnienie, a także rozwijanie wiary we własne możliwości. Zatem pomagajmy mądrze.

Często jednak nadmierne zajmowanie się innymi ludźmi i ich sprawami, odciąga nas od celu naszego życia. A większość z nas to właśnie robi — umieszcza w kręgu swoich zainteresowań bezsensowną obserwację. Fascynuje nas życie innych. Oglądamy je pod każdy kątem, oceniamy, plotkujemy, osądzamy i udajemy, że lepiej wiemy, co w danym przypadku należało zrobić. W ten sposób podnosimy swoje nadwątlone poczucie wartości i przez chwilę czujemy się lepsi. Przynajmniej lepsi od tamtych, których tak sprytnie krytykujemy.

Tymczasem każda dusza ma tutaj na Ziemi do przejścia swoją unikalną ścieżkę. Nikt jej w tym nie zastąpi. A prawdziwa lekcja polega na tym, że człowiek mierzy się z określonym doświadczeniem w oparciu o posiadane zasoby. Kiedy kpimy z kogoś, jaki to jest głupi, bo nie umiał znaleźć właściwego wyjścia z danej sytuacji, nie rozumiemy, że lekcja na tym właśnie polegała, by z niskim ilorazem inteligencji skonfrontować się z wyzwaniem. Właśnie dlatego każdy wyraz pogardy dla drugiego człowieka jest ślepą uliczką i wyrazem braku rozumienia sensu naszej ziemskiej podróży.

Bywa i tak, że zajmujemy się pracowicie wywoływaniem zazdrości u tych, których nie lubimy. To też nam nie służy. Zapominamy o tym, co ważne dla nas samych, co lubimy i czego naprawdę pragniemy, by poczuć się szczęśliwymi. Kiedy kierujemy się potrzebą kłucia kogoś innego w oczy, to wybieramy wydarzenia i doświadczenia niekoniecznie miłe dla nas. To trochę tak, jak byśmy żyli dla kogoś, zamiast dla siebie. Najczęściej decydujemy się na coś, co podoba się komuś innemu. Pełen złości człowiek, kiedy słyszy, że jego wróg marzy o wycieczce do Meksyku, jedzie do tego Meksyku, męczy się w upale, tylko po to by móc wstawić zdjęcia z owego miejsca i komuś w ten sposób dokuczyć.

Paradoksalnie najbardziej krzywdzi siebie. Bo nie ma wcale gwarancji, że ten nielubiany człowiek zwróci uwagę na zamieszczone publicznie fotografie. Nie wiadomo, czy w jakikolwiek sposób się tym przejmie. Może nie być zazdrośnikiem i nie odczuwać wcale przykrości, że ktoś inny odwiedził jego wymarzoną destynację. A gdyby nawet na moment zrobiło mu się smutno, to jaka z tego korzyść dla tej osoby, która chciała tę zazdrość wywołać? Chwila wątpliwej satysfakcji? Czy warto? Czy nie lepiej zaangażować energię, uwagę i pieniądze w coś dla siebie? W coś, co naprawdę lubimy?

Zastanawiam się, jak bardzo trzeba nie kochać siebie, aby rezygnować z własnych planów i marzeń na rzecz dokuczania innym? Tym bardziej, że to dokuczanie jest zwykle naprawdę nieefektywne. Tylko z naszego punktu widzenia ucieramy komuś nosa realizując jego marzenie. A czy tę osobę to zaboli? Gwarancji nie ma. Nie będę pisać o tym, jakie to płytkie ranić innych. Bo najważniejsze w tym temacie jest — moim zdaniem — zaniedbywanie siebie. To my i nasze cele, nasze pragnienia, nasze dobro powinny być zdecydowanie na pierwszym miejscu.

Żadna krzywda wyrządzona wrogowi nie jest lepsza od dawania szczęścia samemu sobie. Dla mnie najszlachetniejszą zemstą jest wybaczenie, ale rozumiem ludzi, którzy chcieliby zobaczyć upadek kogoś, kto ich skrzywdził. Podpowiadam z własnego doświadczenia, że lepiej zostawić to wszechświatowi — jest tak harmonijny, że prędzej czy później wszystko wraca do nadawcy. Naszym priorytetem powinno być zawsze nasze szczęście. Jeśli chcemy dać jakąkolwiek nauczkę wrogowi, pokażmy mu swoje szczęśliwe, pogodne życie. Prawdziwie udane i spełnione. Zaangażujmy całą swoją energię w budowanie własnego dobrostanu. Nic więcej nie trzeba, tylko dać sobie samemu miłość i uwagę.

Człowiek dobry i zły

Wierzę w Dobro. Chcę także wierzyć w dobrych ludzi. Pomimo optymizmu i łagodnej natury staję czasami w poczuciu ogromnej bezradności, wobec ludzkiej bezinteresownej złości. Jak wiecie doskonale nie lubię ludzi, którzy krzywdzą innych. Nawet jeśli doskonale widzę przepływ energii i duchowe lekcje z obu stron. Nawet wtedy — nie lubię i daję sobie do tego prawo. Moje nielubienie nie wiąże się z żadnym negatywnym działaniem. Jedynie z tym, że czasem daję temu uwagę i pokazuję świat od ciemnej strony mocy. Myślę, że warto poznać niektóre jej pułapki.

Od razu wyjaśniam, że nikt mi nic złego nie zrobił. Jestem tylko zszokowaną obserwatorką masek zakładanych przez ludzi o najniższych wibracjach. Chcę je Wam pokazać, abyście nie nabierali się na tak modne dzisiaj popisywanie się „pomaganiem” lub „obroną zwierząt”. Czuję energię i często widziałam, jak pod płaszczykiem pozornie pozytywnego działania kryje się najgorsza trucizna. Kiedyś nawet pisałam o tym, że czuję energetyczny zgrzyt pod takimi ogłoszeniami zamieszczanymi w internecie. Kiedy umiemy wyczuć energię, to jest dla nas jasne.


Według mojej obserwacji — im bardziej cyniczny człowiek, tym więcej na jego osi wezwań do udzielenia pomocy chorym na raka, zaginionym, pogorzelcom. Znam pewną bardzo kontrowersyjną osobę, która bez wahania krzywdziła innych, a ofiary jej manipulacji trafiały do mnie po pomoc. Tymczasem jej profil w social mediach jest przepełniony nawoływaniem do pomagania. Królują tam zdjęcia nieuleczalnie chorych albo ludzi, którym spalił się dom. Nie ulega kwestii, że nie podarowała nikomu nawet złotówki, bo znam tę osobę — jest zwyczajnie chciwa i po trupach zdąża do celu. Ale pozuje na empatkę, która niesie pomoc na lewo i prawo. To iluzja. I tworzenie fałszywego obrazu samej siebie — internet przecież wszystko kupi.


Nie trzeba być psychologiem, by wiedzieć, że im ktoś głośniej krzyczy o pomaganiu, tym mniej w tym zakresie robi. Tak działa człowiek, który czuje w głębi duszy, że powinien odkupić swoje winy, ale nie jest jeszcze na to gotowy. Krzyczy więc głośno, by przekonać samego siebie, że nie jest aż taki zły. Dobro natomiast jest skromne i ciche. Nie widać go. Dobro zawsze znajdzie sposób, by pomagać bez rozgłosu. Tak mnie uczono, kiedy byłam jeszcze dzieckiem i nikt z Was nigdy nie dowie się, ile osób i zwierząt sponsoruję i komu pomagam, bo nie robię tego na pokaz, tylko z potrzeby serca. To moja radość, kiedy anonimowo przelewam pieniądze albo daję je do ręki komuś, kto mnie kompletnie nie zna. Wiem, że dzięki temu ludzie zaczynają wierzyć w Dobro i to mnie cieszy. Po to tak robię, nie dla popularności i chwalenia się.

Dzisiaj poruszyła mnie dyskusja pod pewnym postem na temat obrony koni. Swoje zdanie przedstawiłam, dzisiaj więc nie o tym, lecz o ohydnym brudzie, który wypełznął od jednej z osób komentujących post. Można mieć swoje zdanie. Można wymieniać się argumentami. Można nawet warknąć, że się z kimś nie zgadzamy i basta. Po co jednak lżyć w niewybredny sposób autorkę postu tylko dlatego, że myśli inaczej? Jaki to ma sens? Co to daje, poza pokazaniem wszystkim dookoła, że jest się krańcowo złym człowiekiem? I znowu — korzyść taka, że wiemy, od kogo będziemy wszyscy trzymać się z daleka.

Nie lubię internetowych trolii — wiecie o tym, bo wielokrotnie dawałam temu wyraz. Dzisiaj jednak trafiłam na energię o wiele gorszą — energię zła i zakłamania. Jakaś nieprzyjemna kobieta nie tylko wylała brudne pomyje pod wzmiankowanym postem, ale też zupełnie bez potrzeby poniżyła autorkę, lżąc ją samą i wszystko, co ona robi czy pisze. Przeżyłam szok, że człowiek może drugiemu człowiekowi napisać tyle przykrych słów bez żadnego powodu. Żadnego! Autorka postu nie obraziła tej osoby niczym, miała inne zdanie — to wszystko. Nie było tam żadnej kłótni, żadnych wyzwisk, a pomimo tego zła osoba, o której piszę, zachowała się się jak klasyczna plująca jadem żmija.

I teraz to, co najważniejsze — ta zła osoba, która poniża bezinteresownie drugiego człowieka, rzekomo staje w obronie koni. Kolejna maska, za którą chowa się ciemność. Obrona zwierząt jest teraz zwyczajnie modna. Każdy, kto interesuje się duchowością, stara się odstawić jedzenie mięsa i bronić zwierząt. Nie wystąpi też przeciwko innemu obrońcy. Wypowiadanie się w interesie zwierząt w naszym dziwacznym społeczeństwie daje „carte blanche” wrażliwego człowieka. Można się za tym schować jak za tarczą i wszyscy będą takiej osobie klaskać, bo przecież jest taka dobra.

Wiele razy widziałam, jak broniący koni, krów, psów czy kotów poniżają, lżą i niszczą innych ludzi. I nie mam na myśli agresji wobec rzeźników czy osób znęcających się nad zwierzętami. Fałszywi miłośnicy zwierząt krzywdzą okrutnymi słowami ludzi bez wahania tylko dlatego, że ich nie lubią. Bo człowiek to nie jest zwierzątko? Człowiekowi nie należy się szacunek czy uwaga? Bo człowiek to śmieć, którego można bezkarnie zniszczyć? Bezkarnie — bo nikt się nie przeciwstawi, kiedy agresorem jest „obrońca zwierzątek”.

Kocham zwierzęta. Pomagam zwierzętom jak mogę i mam na to świadków w rozmaitych fundacjach. Ale tym się różnię od paskudnych udawaczy, że LUDZI TEŻ SZANUJĘ I BRONIĘ. Nie do pomyślenia dla mnie, żeby świadomie doprowadzić innego człowieka do łez. Ludzie, którzy krzywdzą innych ludzi są dla mnie zwyczajnie złymi osobami. Oczywiście widzę duchowe lekcje, rozumiem, dlaczego stają komuś na drodze. Ale jedną z tych lekcji jest właśnie to, byśmy wszyscy to zauważali i nie pozwalali na to.

Nie krzywdźmy zwierząt. Ale nie krzywdźmy też ludzi. Najbardziej zagorzały obrońca zwierząt, który poniża drugiego człowieka jest dla mnie złą osobą o niskiej ciemnej energii. Dlatego konsekwentnie tak nazywam tę kobietę — złą osobą i taką dla mnie pozostanie. Dobry człowiek nie rani drugiego. Dobry człowiek nie poniża drugiego. Dobry człowiek, jeśli ma inne zdanie, mówi po prostu: „nie zgadzam się z tobą” i odchodzi tam, gdzie znajduje coś cennego dla siebie. Dobry człowiek nawet kiedy sam zostaje obrzucony przykrymi słowami, odwraca się i odchodzi mówiąc: „nie pozwalam się obrażać”. To wszystko.

Zła osoba, której przykład opisuję tutaj, jest także wielkim oszustem, bo nie można prawdziwie kochać żadnego konia, jeśli się nie ma serca dla wszystkich istot czujących — w tym dla ludzi. Dopóki nie umiemy uszanować drugiej osoby z jej odmiennym zdaniem, nie jesteśmy żadnymi obrońcami zwierzątek, tylko udawaczami, którzy chowają się za pozorami pozytywnego działania, ale nie mają w sobie miłości. Miłość jest wtedy, kiedy nie ranimy niczego, co żyje. Jeśli jednak ktoś nienawidzi ludzi, to jego „kochanie zwierząt” jest wielkim kłamstwem. Nie można kochać jednego gatunku, a drugiego nienawidzić, ponieważ miłość to stan, który nas obejmuje w całości i promieniujemy wówczas na wszystko. Każde stwierdzenie: „kocham konie, a ciebie nienawidzę” to czerwone światło wielkiego oszustwa. Nie dajcie się nabierać.

Nie oznacza to, że musimy kochać wszystkich i wszystko, chociaż znam takich, którzy osiągnęli ten poziom. Jednak miłość wyklucza nienawiść. Jeśli jestem w stanie prawdziwej miłości do koni, kotów czy psów, nie mogę nienawidzić, kierować się agresją, poniżać, lżyć, wyśmiewać, upokarzać. Nie ma takiej możliwości. Kiedy spotykam złą osobę będąc w stanie miłości, omijam ją. Idę dalej. Albo wzywam policję, jeśli jest taka potrzeba. Mogę też napisać ostrzegawczy artykuł. Zatem — NIE WIERZCIE LUDZIOM, KTÓRZY KRZYWDZĄ INNYCH. To wyrachowani oszuści. Zapamiętajcie też oczywistą prawdę — jeśli widzicie, że ktoś bez powodu rani innego człowieka, to prędzej czy później Wy padniecie jego ofiarą. Nie myślcie, że zła osoba skrzywdzi tylko jednego. Ona będzie krzywdzić stale, bo taką sobie wybrała rolę.

Człowiek jest przede wszystkim istotą z sercem. Ono jest zamknięte albo otwarte. Każdy nosi w sobie zdolność kochania — każdy bez wyjątku. Ale kochanie łączy się ze wzrastaniem wewnętrznym. Jeśli ktoś daje uwagę egotycznej niechęci, starej nienawiści, zawiści czy potrzebie zemsty, nie pokocha prawdziwie nikogo i niczego. Każde kochanie zaczyna się od uzdrowienia i pokochania siebie. Później już jest łatwo. Ale uwaga — jeśli kochamy siebie, umiemy uszanować ludzi, którzy myślą inaczej lub zwyczajnie postępują źle. Bo to wielcy nauczyciele miłości. Poprzez to, co czujemy i jak ich traktujemy, weryfikujemy siebie i swój poziom, czy jesteśmy już w stanie kochania czy jeszcze nie. Wierzę w Dobro i w to, że dobrych, kochających ludzi jest więcej.

Negatywni

Najszlachetniejszy kamień jest ten, który kraje

Wszystkie inne — a siebie zarysować nie daje.

Najszlachetniejsze serce jest to, które właśnie

Raczej da się skaleczyć, niż samo zadraśnie.

(Adam Asnyk)


Często pytacie mnie o ludzi, którzy ewidentnie postępują źle, świadomie krzywdzą innych albo są celowo okrutni. Wiem, że trudno ich kochać i w kontekście takich doświadczeń mówienie o tym, że każdy człowiek jest Światłem, wydaje się trochę absurdalne. Nie można samego siebie okłamywać, kiedy widzimy, że jakaś osoba jest zdominowana przez negatywną energię. A przecież spotykamy takie sytuacje bardzo często. Nawet jeśli nie dotykają nas samych, to obserwujemy to jako doświadczenie innych ludzi i wyciągamy wnioski na temat życia.

Zatem dzisiaj chcę wyraźnie powiedzieć, że oczywiście tak — prosperująca świadomość nie jest oślepiona różową mgiełką i umie odróżnić ziarno od plew. Dostrzega niewłaściwe postępowanie, krzywdzenie, okrucieństwo, cynizm i ludzi, którzy świadomie tak właśnie czynią. Pozytywne myślenie nie polega na tym, że usprawiedliwiamy podłość czy wmawiamy sobie coś, co nie istnieje, lecz na tym, że świadomie dokonujemy wyboru, co będziemy zasilać energią swojej uwagi. To nie oznacza zakłamywania rzeczywistości, tylko rozumienie mocy swojej stwórczej siły, która ma być skierowana we właściwą stronę.

Jednak chciałabym zwrócić Waszą uwagę na dwa aspekty tego tematu. Pierwszy to rozróżnianie prawdziwej negatywności od chwilowej. Bo nie każdy, kto robi złe rzeczy jest złym człowiekiem. Wiele lat temu pewna starsza pani nagadała mi ze złością, kiedy stałam ze swoją babcią na podwórku. Bez żadnego powodu. Na szczęście moja babcia — wyjątkowo łagodny człowiek — od razu mi powiedziała prostą rzecz: „ta pani jest bardzo nieszczęśliwa, straciła w wypadku męża i dzieci, od tamtej pory nie jest sobą”. Poczucie krzywdy i niesprawiedliwości z powodu bezzasadnego nakrzyczenia na mnie od razu się ulotniły. Zrobiło mi się żal tej osoby. Zrozumiałam wtedy, że człowiek czasem robi złe rzeczy z bólu.

W większości takich sytuacji znajdziecie uzasadnienie, kiedy dostrzeżecie, że ktoś, kto rani innych, sam czuje się źle ze sobą. Najczęściej to — obok żałoby czy straty — niskie poczucie wartości. Często wywołuje ono poczucie bycia gorszym, poczucie niesprawiedliwości życia, zawiść o to, że komuś jest lepiej. To nie jest usprawiedliwienie, bo nic tak naprawdę nie daje nam prawa do tego, by czynić zło. To tylko pokazanie, że pod tą warstwą cierpienia i rozczarowania jest gdzieś Światło, o którym tyle mówimy. Ból gasi czasem to Światło. Nie każdy umie udźwignąć swój los, nie kopiąc przy tym innych na oślep. Dobry człowiek to ten, który umie ugryźć się w język czy zapanować nad swoim cierpieniem, aby nie zranić innej osoby. Nie każdy umie być dobry. Tak zwyczajnie nie umie.

Drugi aspekt to kwestia wolności wyboru i rozbieżności z naszymi oczekiwaniami. Wczoraj przeczytałam historię o teściowej, która wielbi tylko jednego wnuka, a dla drugiego nie ma kompletnie czasu, stale się wykręca zmęczeniem i w efekcie ten drugi chłopczyk w ogóle nie zna swojej babci. Krzywdzące to dla niego i obiektywnie rzecz biorąc babcia nie jest w porządku. Ale z drugiej strony patrząc — to jej wybór, do którego ma prawo jako wolny człowiek. Możemy krytykować jej postępowanie, ale czy rzeczywiście jest złą osobą? Czy tylko źle wybiera, bo robi coś inaczej niż oczekujemy? Każdy ma swój punkt widzenia — to co dla jednego dobre, dla innego może być złe i odwrotnie. Jesteśmy subiektywni.

Ludzie podejmują czasem dziwne decyzje i postępują nieetycznie lub nawet okrutnie. Możemy ich omijać szerokim łukiem, jeśli te wybory są krzywdzące. Jednak pozytywne myślenie nie potępia, tylko zostawia zło za sobą, zamyka drzwi i kieruje się w stronę Dobra. Szuka dobrych ludzi, lojalnych przyjaciół i życzliwych znajomych. Na tym to polega. Świat jest jak wielkie menu — znajdziemy w tym jadłospisie wspaniałe przysmaki, ale też rozmaite paskudztwa. Prosperująca świadomość nie zajmuje się krytykowaniem tego, co wstrętne, tylko wybiera to, co pyszne.

Negatywni ludzie pracują na Ziemi jako testerzy naszego rozwoju i mobilizują nas do zwiększania swojego wewnętrznego Światła. Zasada jest taka: im więcej zła, podłości i okrucieństwa widzimy, tym więcej Dobra mamy z siebie wykrzesać. Ziemia jest planetą, na której zło jest ważnym czynnikiem rozwoju. Z jednej strony to bat, który wygania nas z wygodnego fotela, a z drugiej egzaminator, który sprawdza, na ile rozwinęliśmy w sobie miłość.

Ta druga funkcja najbardziej mnie rozśmiesza, kiedy widzę, jak „pseudo duchowi nauczyciele” przeklinają, obrażają i poniżają innych, aby z hukiem spaść z piedestału, na który wpakowali się zupełnie nieprzygotowani do życia. W teorii każdy jest elokwentny i cytuje na wyścigi rozmaite modne książeczki. W praktyce — niewielu potrafi promieniować miłością i dobrem. Mam ten przywilej, że czuję energię i trudno mnie oszukać. Ktoś może siebie nazywać bogiem i boginią, a ja widzę tylko trolla, który nie nauczył się kochać siebie i szuka oklasków, wypisując wyszukane historie.

Nie wiem, kto jest bardziej negatywny: ktoś, kto go demaskuje atakując w niewybredny sposób, czy sam udawacz? A może oboje są tylko Światłem schowanym pod stertą kompleksów? I to, na co chcę zwrócić uwagę, to fakt, że wszystko jest w ruchu i podlega zmianom. Czasem „niefajna” osoba dojrzewa wewnętrznie, pokocha siebie i zaczyna zupełnie inaczej funkcjonować — przestaje krzywdzić, zaczyna wspierać. A także ci, którzy krzywdzą jednych, wspierają drugich. Świat nie jest zero jedynkowy. Nie zawsze zło jest złe. Przecież kiedy prowokuje do Dobra, staje się czymś, czego ludzkość bardzo potrzebuje.

Co zatem robić, kiedy na naszej drodze staje „zły człowiek”? Po pierwsze uświadomić sobie, czym go przyciągnęliśmy, bo to zawsze jakiś nauczyciel, który chce nam pokazać wzorzec do uzdrowienia. Na przykład brak miłości do siebie. Po drugie — nie potępiać pod żadnym pozorem. Doświadczyłam tego na sobie, kiedy „zła osoba” niszczyła moją rodzinę i próbowała ograbić ze wszystkiego. Świadomie rozumiałam i wybaczałam, ale wewnątrz niosłam w sobie żal i ciągle powtarzałam, że jest „niewyobrażalnie podła”. Bo przecież nikt normalny tak by nie postąpił jak ona. I nie było mi dobrze z tym potępianiem.

Któregoś dnia odwróciłam energię i zamiast potępiać, zaczęłam błogosławić. Zaczęłam życzyć jej szczęścia i wszelkiego dobra. Szczerze. I wtedy stał się cud — ta kobieta zniknęła z naszego życia. Pamiętajmy, że człowiek szczęśliwy nie krzywdzi innych, jeśli zatem nasz wróg znajdzie swoje szczęście, to przestanie zajmować się nami. Ludzie krzywdzą innych wtedy, kiedy im czegoś brakuje, kiedy cierpią. Zatem błogosławieństwo, szczególne to spełnione, skutecznie usuwa ich z naszego życia. A ja mam moc skutecznego błogosławienia innych.

Nie musimy kochać negatywnych ludzi. Byłoby to nieprawdziwe i sztuczne. Nie musimy nawet ich lubić. Wystarczy zrozumienie, dlaczego tak postępują i wybaczenie tego, co zrobili. Wystarczy decyzja, że nie potępiamy. Mamy prawo oczekiwać, że znikną z naszego życia, jeśli mamy dość patrzenie na to, co wyrabiają. Medytacja na Światło często czyni ten cud — wiem to od moich klientów. Ale i sama doświadczyłam, że kiedy naprawdę wybaczyłam, ktoś zniknął jak kamień wrzucony w wodę. Jeśli jesteście zmęczeni złem czynionym przez kogoś, wypróbujcie.

Słynne blokowanie w mediach społecznościowych to też ogromne błogosławieństwo. Osoba, na której zło nie chciałam patrzeć, zablokowała mnie. Nie wiem dzisiaj nawet, czy żyje i jest mi z tym dobrze. Zniknęła z mojego świata, jakby jej nigdy nie było i jestem wdzięczna Najwyższemu Źródłu, że wysłuchało mojej modlitwy. Nie chcę nikomu życzyć niczego złego i niczego takiego nie życzę. Ale zdarzyło mi się prosić Boga: „niech sobie żyje długo i szczęśliwie, byle jak najdalej ode mnie, niech zniknie z mojego świata”. I to zawsze możemy dostać. Pod warunkiem, że odrobimy lekcje miłości, które takie osoby zawsze nam przynoszą. Nikt nie pojawia się tutaj przypadkiem i nikt nie krzywdzi nas przypadkiem. Za każdym doświadczonym bólem stoi wielka lekcja kochania siebie.

Upływ czasu

Po przekroczeniu pewnego wieku, kiedy nadchodzi Dzień Urodzin, u każdego pojawia się przebłysk zdziwienia: „to już tyle?”. Najczęściej zastanawiamy się, jakim cudem tyle lat umknęło tak szybko i gdzie się podziały te wszystkie chwile, które wydawały się nie mieć końca? Większość z nas doskonale pamięta różne wydarzenia z dzieciństwa, z młodości, ze szkoły. Ja nawet miewam sny o tym, że siedzę w szkolnej ławce i razem z koleżankami przygotowujemy ściągi na klasówkę z fizyki czy matematyki. Jakby to było wczoraj. Kiedy się budzę, śmieję się zaskoczona, bo szkołę skończyłam tak dawno. Tak bardzo dawno temu.

Niektórych kolejna liczba na torcie może przerażać, szczególnie, kiedy pokazuje tę „drugą część” ludzkiej drogi, tę po czterdziestce. Jednak jakość naszego życia bardzo się zmieniła, nie musimy odczuwać smutku czy obawy, bo bez względu na metrykę zawsze można cieszyć się chwilą. Kiedy mamy swoje pasje, kochającą rodzinę i w miarę znośne zdrowie, nasze istnienie pulsuje głębokim i wielobarwnym sensem, niezależnie od tego, ile dziesiątek lat mamy za sobą. Można cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami, to zawsze nasz wybór.

Wiek jest w nas i nie ukrywam, że ja ciągle i niezmiennie mam dwadzieścia kilka lat. No, może trzydzieści. Myślę tak samo, kocham tak samo, cieszę się drobiazgami i zachwycam tęczą w kałuży jak wiele lat temu. Nie postarzałam się od chwili, kiedy osiągnęłam jakąś tam zdrowo rozsądkową dojrzałość. Na pewno myślę i wybieram inaczej niż nastolatka, ale moja chęć doświadczania życia jest taka sama jak w młodości. Rozwijam się — bez wątpienia. Mam inne spojrzenie na duchowość niż kiedyś. Uczę się nowych rzeczy. Ale przecież każdy z nas odkrywa nowości, bo sam świat ewoluuje. Kiedy byłam młoda, nie istniały telefony komórkowe ani internetowe media. Życie było inne niż dzisiaj. Transformacja jest nieuchronna i naturalna. Wynika z dostosowania.

Jednak w głębi swojej istoty jestem taka sama jak kiedyś. Mój odbiór przemijania jest zatem taki, że starzeje się tylko moje ciało. Pojawiają się zmarszczki, skóra staje się sucha, włosy rzadsze, jestem słabsza, szybciej się męczę, trudniej mi schudnąć — a w młodości byłam jak igiełka, ważyłam 48 kilogramów. Patrzę na swoje odbicie w lustrze i dziwię się, jak to możliwe, że w tym starym ciele tkwi wewnątrz młoda, otwarta na życie istota? To ciało nie pasuje kompletnie do tej trzydziestoletniej dziewczyny, wewnątrz która nadal jest zakochana w mężu, w słońcu, w górach, w radości życia. Gdyby ciało odzwierciedlało to, co nosimy w środku, byłabym nadal seksowną młodą kobietą.

Myślę, że kiedy pozwalamy sobie być sobą, to żyjemy podobnie jak wcześniej. Realizujemy marzenia, zwiedzamy świat, malujemy obrazy, poznajemy nowe rzeczy, jesteśmy twórczy, pozwalamy prowadzić się pasji i radości życia. Poznać to przede wszystkim również trochę po wyglądzie. To te wszystkie starsze panie, które ubierają się kolorowo, noszą biżuterię, mają zawsze zadbane dłonie i delikatny makijaż, chętnie się śmieją i nie opuszcza ich poczucie humoru. Mają w życiu coś więcej niż tylko potomstwo. Żyją życiem swoim, a nie życiem swoich dzieci.

Są i tacy ludzie, których nastawienie do życia jest spójne z siwymi włosami i podeszłym wiekiem wypisanym na twarzy. Emanuje z nich smutek. Czasem to efekt bolesnych doświadczeń, ciężkiej żałoby — czegoś, co ich pokonało swoją destrukcyjną mocą. Gasną i pokazują nam starość, jako coś szaro burego, ponurego, trudnego, dramatycznego. Ale są i tacy, którzy świadomie wybierają „starość psychiczną”, ponieważ uznają, że tak wypada. Myślę, że to błąd, bo zaprzeczamy w ten sposób samym sobie. Jeśli we mnie w środku jest nadal młoda i zakochana w życiu kobieta, to chyba inni też tak się czują? A może nie? Może coś im to uniemożliwia? Na przykład nazbyt poważny styl życia i świadoma rezygnacja z radości czy przyjemności albo poświęcanie się dla innych, własny kosztem rzecz jasna. Wówczas pod pomarszczoną skórą może być w człowieku smutna, stara osoba, która czuje się zmęczona życiem.

Niektórzy powiadają, że wiek to tylko liczba i pokazują palcem osiemdziesięciolatków zdobywających górskie szczyty, uprawiających sporty, żeniących się. Tak i nie — prawda jest pośrodku. Jak każde reklamowe hasło, tak i ta zasada nie dotyczy wszystkich. Pomimo najszczerszych chęci nie zawsze mamy zdrowie, aby móc popisywać się sportowymi wyczynami w jesieni życia. To nie jest bowiem wyłącznie kwestia dbałości o ciało, jak chcą nas przekonać niektórzy — szczególnie ci, którzy zarabiają na treningach. To przede wszystkim program duszy, czasem karmiczne historie, które nie pozwalają nam na wszystko, czego pragniemy.

Często powtarzam, że można o wiele więcej niż myślimy, że ograniczenia powstają w naszym umyśle. Ale warto pamiętać, że nasza moc sięga tylko do granic programu duszy. Rzecz nie w tym, by się poddawać i ze smutkiem patrzeć na upływające lata, ale znaleźć dla siebie radość w tym, co możemy odkryć wykorzystując swój potencjał. Bo życie zawsze może być piękne, nawet wtedy, kiedy patrzymy z poziomu wózka inwalidzkiego. Mam takich uczniów — dla mnie to najwięksi Mistrzowie Życia. Osiągają tak wiele, pomimo ogromnych trudności.

Zatem to zawsze my sami określamy jakość swojego życia. Jeśli wszechświat zamyka przed nami wybrane drzwi to tylko dlatego, że otwarte są jakieś inne — często lepsze dla nas, chociaż początkowo trudno to zobaczyć. Starość też zależy od tego, czy umiemy skorzystać z każdej szansy na radość i miłość. Czy wolimy kochać, czy się obrażać? Czy wolimy tworzyć, czy niszczyć? Czy wierzymy w siebie, czy kopiujemy cudze pomysły? Czy dostrzegamy piękno świata, czy wybieramy węszenie spisków, zła i potworności, przed którymi trzeba się chronić? To zawsze my budujemy swoje życie od pierwszego oddechu do ostatniego. Wiek to nie liczba. Wiek to mozaika doświadczeń — tym piękniejsza, im więcej w niej miłości i zachwytu.

Szkolne nauki

Z końcem roku szkolnego zaczyna się parada świadectw z czerwonym paskiem — wyraz oczekiwań dumnych rodziców. Nie ujmując niczego bardziej lub mniej pracowitym dzieciom, zawsze mnie to troszkę śmieszy. Piszę dziś o tym, ponieważ sama byłam takim dzieckiem, które przynosiło czerwony pasek na świadectwie, a w liceum zdobywało rozmaite nagrody. Doskonale wiem, że nic mnie to nie kosztowało. Ja po prostu byłam zdolna i tyle. Wystarczyło chodzić do szkoły i jednym uchem słuchać tego, co mówili nauczyciele. Kiedy zaczęłam w ostatniej klasie szkoły średniej opuszczać lekcje, bo uznałam, że życie jest ciekawsze niż podręczniki, oceny natychmiast mi spadły. A moja wiedza była identyczna. Co jest zatem oceniane i za co te paski?

Moim zdaniem to wyraz sympatii nauczyciela, która wynika głównie z pilności ucznia i jego obecności na lekcjach. Wielu stawia to na pierwszym miejscu. Przekonałam się bardzo dotkliwie, że posiadana wiedza mniej znaczy, niż kwestia tego, czy grzecznie i punktualnie przychodzę codziennie do klasy. W pewien sposób to rozumiem, bo tak można nauczyć dziecko solidności i systematyczności. Jednak jestem zdania, że za absencję odpowiada ocena ze sprawowania, a nie z przedmiotu. Bo jeśli umiem nadrobić wiedzę lub ją już posiadam, to wcale nie muszę tracić czasu na siedzenie w szkolnej ławce, prawda? Pomimo tego młodzieży nie daje się do tego prawa.

Czerwony pasek jest też w moim odczuciu nagrodą za geny, a tego z kolei nie powinno się nagradzać. Nie spotkałam jeszcze mniej inteligentnego dziecka, które dzięki pracowitości dochrapało się nagrody. Jednak ludzie i tak będą się chwalić świadectwami dzieci, chociaż żadna to ich zasługa, ponieważ człowiek rodzi się bardziej lub mniej zdolny. Rodzice w ten sposób rekompensują sobie swoje puste życie. Na plecach dzieci najłatwiej zdobyć oklaski, chociaż zapewne nie wszyscy to robią. Jednak widzę, że dziećmi chwalą się tylko ci, którzy niczym innym pochwalić się nie mogą. Nadymanie się czerwonym paskiem na świadectwie syna lub córki w Analizie Wypowiedzi oznacza: „jestem nikim, ale wierzę, że moje dzieci to nadrobią za mnie”.

Pamiętam takie towarzyskie spotkanie z kilkoma znajomymi osobami. Nie widzieliśmy się od kilku lat i każdy był ciekawy, co słychać u kogoś innego. Po kolei opowiadaliśmy, co robimy, jak zmienia się nasze życie. O potomstwie też oczywiście wspominaliśmy. Moja koleżanka urodziła bliźnięta i wszyscy zaczęli ja dopytywać o nie. A ona odpowiedziała: „Ale ja chcę o sobie wam najpierw powiedzieć, bo wydałam książkę… O dzieciach później”. To bardzo znamienne. Kiedy mamy ciekawe życie, zawsze mamy o czym opowiadać. Kiedy jest puste, pokazujemy dzieci jak tarczę. A przecież każdy żyje tu dla siebie, nie dla dzieci.

Trudno nie wspomnieć, że tymi czerwonymi paskami uczy się wyścigu szczurów. Tresuje się młodzież do późniejszej rywalizacji w korporacji. Dla mnie to rzecz okropna, bo człowiek Nowej Ery ma współpracować, a nie rywalizować. Szkoła nie uczy niestety przyzwoitości i wspierania siebie nawzajem. Jeśli lepszy uczeń podpowie coś słabszemu, to zostanie za to ukarany. A potem będziemy słuchać narzekania na egoizm i znieczulicę, na cyniczne skupianie się na sobie i na brak empatii. A ja w tym widzę te tresowane w dziwny sposób dzieci, którym nie wolno dać ściągi słabszemu.

O potężnym stresie tych słabszych wie chyba każdy. Dużo się o tym pisze. Dzieci stają na głowie, by zaspokoić oczekiwania rodziców, a to czasem jest totalnie nieosiągalne. Każdy z nas ma określone zasoby. Przekłada się to na zdolności lub ich brak w konkretnych przedmiotach. I nauczyciele są różni — to też tylko ludzie. Nie są obiektywni, a oceny mogą stawiać zależnie od humoru. Dodajmy do tego stres szkolny, który wcale nie jest żartem. Wiele dzieci tego doświadcza. Niektóre mdleją, wymiotują, cierpią z powodu rozmaitych chorób, a trauma zostaje im do końca życia. Podłożem jest tu oczywiście lęk, że się nie sprosta wymaganiom nauczycieli albo rodziców.

Z perspektywy czasu mogę też powiedzieć, że największe sukcesy odnieśli ci uczniowie „bez pasków”. Tacy czwórkowi. Mam wśród szkolnych znajomych cenionych dentystów, lekarzy, sędziego, znanego biznesmena-milionera, dziennikarkę, artystkę plastyczkę. Nikt z nich nie miał tego paska. Pamiętam, jak się uczyli i to, że dostawali różne oceny — od trójek do piątek. Ci od czerwonych pasków natomiast zniknęli bez śladu w szarym tłumie. Daleka jestem od krytyki, bo przecież sama dostawałam nagrody przez pewien czas. Jednak największe talenty to ludzie, którzy mają pasje, a to zwykle owocuje tym, że z części przedmiotów mają wysokie oceny, a z innych dostateczne. Rzekłabym — takie ukierunkowanie już w dzieciństwie, kiedy jedne rzeczy nas interesują, a drugie tylko zaliczamy bez zapału.

A teraz najważniejsze: treść szkolnego programu. Zabrakło mi w nim nauki empatii, życzliwości, tolerancji, bezinteresownego wspierania słabszych kolegów. Odnalazłam to w prywatnym liceum moich córek — obie zabrałam ze szkoły publicznej, ponieważ postawiłam na prawdziwą jakość wykształcenia. Uczyły się pięknego podejścia do tych, którym życie nie dało pełni zdrowia, ponieważ miały w klasie osoby na wózkach i z różnymi ograniczeniami ruchowymi. Przyswajały nie tylko matematykę czy fizykę, ale też zasady współpracy, współczucia i rozumienia słabszych. Dzisiaj są zwyczajnie dobrymi ludźmi i to mnie w nich bardziej zachwyca niż naukowe osiągnięcia.

Na koniec napiszę, że w szkole publicznej brakuje — moim zdaniem — zajęć z rozwijania poczucia własnej wartości, które jest fundamentem szczęśliwego życia. Bez tego całą wiedzę z historii czy geografii można spokojnie wrzucić na do szuflady. Większość do niczego się nie przydaje. Brakuje też zajęć z tworzenia dobrych relacji, z psychologii związku, z psychologii komunikacji. Zdecydowanie brakuje nauki pozytywnego myślenia i Prawa Przyciągania, które tworzą jakość naszej egzystencji. Ludzie zdają maturę i przegrywają w życiu, bo nikt ich nie uczy tego, co najważniejsze i naprawdę przydatne. Wszystkim, którzy chcieliby bronić szkolnego programu, polecam serial „Matura to bzdura”. Mnóstwo nauki, pełno czerwonych pasków, a potem żenujące wypowiedzi młodych ludzi. Chyba nie o to chodzi w szkolnej nauce. Może lepiej mniej, ale uczyć tego, co naprawdę ważne?

Akceptacja i przyzwalanie

Życie jest naprawdę dobre. Warto czasem zachłysnąć się zachwytem i zastygnąć w prostym przekonaniu, że wszystko jest dokładnie takie, jakie być powinno. Poczuć w sercu łagodną ciszę i pozwolić, aby miłość bezwarunkowa otuliła nas na wszystkich poziomach. Niech trwa nieskończenie ten stan kochania, w którym samoistnie uzdrawia się wszystko to, co chcielibyśmy uzdrowić. Zakotwiczenie w zaufaniu do Najwyższego Źródła i pozwolenie, aby się działo to, co się dzieje.

Można tak. Wyjść poza ocenianie, osądzanie, chęć poprawiania tego, co jest. Być może nawet nieuchronnie przychodzi wtedy, kiedy przestajemy się szarpać, zmagać, walczyć o coś i pozwalamy sobie przyjąć zarówno to, czego nie chcemy, jak i brak tego, czego pragniemy. Rozpuszczamy rozczarowanie w miłości do samych siebie i staje się jasność, która wypełnia po brzegi nasze istnienie. Uwalniamy się od bólu i napięcia, które przygniatają nasze serca i dusze. Otwieramy się na Dobro i pozwalamy sobie w pełni je poczuć.

A wreszcie przestajemy też blokować piękno i lekkość, których przez tyle czasu nie dopuszczaliśmy do siebie, bo przecież… Bo przecież tyle ważnych i trudnych rzeczy się dzieje. Czujemy, że naszym obowiązkiem jest coś z tym zrobić. Bo przecież jesteśmy tu, by się uczyć — zapewne pracy, reagowania, rozwiązywania problemów, szukania sposobów na uzdrowienie sytuacji. Zapewne po to. Nawykowo kulimy się i zaciskamy dłonie, aby znaleźć wyjście z braku, z biedy, z choroby, z gniewu, który przecież jest ze wszech miar sprawiedliwy, bo przecież…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 39.38
drukowana A5
za 81.52