E-book
20.48
drukowana A5
25.82
drukowana A5
kolorowa
53.51
Pretty girls

Bezpłatny fragment - Pretty girls


Objętość:
167 str.
ISBN:
978-83-8155-453-4
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 25.82
drukowana A5
kolorowa
za 53.51

Dla wiernych czytelników, którzy zawsze mnie wspierają ♥ DZIĘKUJĘ za każde miłe słowo ♥

KOCHAM WAS!

Doris ♥

Bez wyboru

Kiedyś usłyszałam, że najważniejsza w życiu jest wiara.

Zawsze wyśmiewałam ludzi, którzy tak mówili, ponieważ sama nie potrafiłam żyć nadzieją.

Po pięciu latach małżeństwa mąż odszedł do innej kobiety, a mnie zostawił z dwójką dzieci. W tamtym momencie byłam z nim w trzeciej zaawansowanej ciąży. Z dzieciakami utrzymywał kontakt aż do czasu kiedy dowiedział się, że ponownie zostanie ojcem. Potem całkowicie o nas zapomniał, gdyż nowa rodzina była dla niego ważniejsza.Musiałam radzić sobie sama.

Na początku wszystko mnie przerastało. Z dnia na dzień, widziałam wokół siebie tylko szare kolory. Nie doceniałam tego co znajduje się dookoła mnie. To co nas otacza jest cudem, lecz czasami nigdy tego nie potrafimy dostrzec. Zajmujemy się wyłącznie przyziemnymi sprawami, a czas ucieka przez palce. Zrozumiałam to dopiero w momencie, gdy zmarła moja córka.

Miała zaledwie sześć lat i przed sobą wielką przyszłość. Była zdolną baletnicą z dużymi osiągnięciami jak na swój wiek.Pewnej nocy obudziła się z krzykiem, że niedługo umrze.Przytuliłam ją mocno do siebie, aby się uspokoiła.Następnie próbowałam jej uświadomić, iż to tylko zły koszmar, lecz ta wizja się po ośmiu miesiącach sprawdziła. Marika niespodziewanie zachorowała.Jej żołądek miał problemy z trawieniem jedzenia, dlatego konieczna była natychmiastowo operacja. Największy ból dla matki to widzieć cierpienie własnego dziecka. Podczas zabiegu zostałam poproszona o czekanie na korytarzu.Kiedy zabieg dobiegł końca, weszłam z powrotem do sali.Usiadłam obok jej łóżka i przepraszałam, że nie mogłam trzymać jej za rękę.Nie wyobrażałam sobie, że może umrzeć wcześniej niż ja.Przecież każdy rodzic chce, aby to dzieci je chowały, a nie na odwrót.Gdy trwała operacja wystąpiły pewne komplikacje. Spodziewałam się najgorszego, aczkolwiek lekarze stanęli na wysokości zadania. Po trzech miesiącach Marika była zwolniona ze szpitala do domu, więc powoli powracałam do swoich obowiązków.Skupiłam się wyłącznie na pracy, aby jakoś nas utrzymać, lecz przez to całkowicie zaniedbałam dzieci oraz nie ukrywam, że poświęcając się robocie podupadłam trochę na własnym zdrowiu. Wracając z pracy byłam doszczętnie wykończona i córką pozwalałam robić wszystko co chcą, żeby tylko przez chwilę móc odpocząć.Pewnego dnia dziewczynki wyszły po obiedzie na spacer. O godzinie szesnastej odebrałam najgorszy w swoim życiu telefon. Zostałam poinformowana o zgonie mojego szkraba. Wpadły na głupi pomysł, żeby wspiąć się na wagon. Marika by wejść na cysternę postanowiła się podciągnąć. Chwyciła rączkami kabla w którym płynął prąd. Zmarła na miejscu. Za całe to zdarzenie obwiniałam najmłodszą Amy, gdyż chciałam zabić własne wyrzuty sumienia. Zalewałam smutki w alkoholu. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, a pomocy nie chciałam od nikogo przyjąć. Przez swoje bezmyślne zachowanie poroniłam. Po tym wydarzeniu Adam złożył do sądu wniosek o odebranie mi praw rodzicielskich. W jednym momencie cały mój świat się zawalił.Sobotniego popołudnia pojechałam do przyjaciółki, gdyż musiałam się komuś wyżalić. Amy została w domu z koleżanką. Nie spodziewałam się, że po takich traumatycznych przeżyciach może zdarzyć się coś gorszego. Kiedy wróciłam do mieszkania po dwudziestej pierwszej, spostrzegłam, że córka gdzieś zniknęła.Momentalnie przyszły mi do głowy najczarniejsze scenariusze. Zaczęłam wydzwaniać po ludziach, a kiedy nie przyniosło to żadnego rezultatu wyruszyłam na nocne poszukiwania. Niestety jej nie znalazłam. O siódmej rano zapukali w drzwi komendanci.Gdy otworzyłam od razu zakuli mnie w kajdanki, a następnie zabrali na komisariat. Kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Na miejscu otrzymałam wiadomość, że Amy nie żyje. Ta wiadomość całkowicie do mnie nie docierała. Byłam oskarżona o zabójstwo własnego dziecka. Wyrok już całkowicie na mnie zapadł.Na rozprawie adwokat za wszelką cenę próbował udowodnić, że nie mam z tym nic wspólnego, jednakże Adam oczerniał mnie na każdym kroku.- Wysoki Sądzie. Przyznaję się, iż ostatnim czasem zaniedbywałem córki.Jednak nie spodziewałem się, że matka może posunąć się do takiego czynu. Zabiła własne dziecko! W dodatku jedyne jakie posiadała, bo najmłodsza zmarła kilka miesięcy temu tylko i wyłącznie przez nią.- Dlaczego Pan tak uważa? — zapytała sędzina.-Moja żona poświęcała się wyłącznie pracy, a dzieci były same sobie na pastwę losu.-Co ty pleciesz?! Przypomnę ci, że to ja siedziałam po nocach w szpitalu, gdy Marika chorowała. Ty w tym czasie zajmowałeś się nową rodziną, a małej nawet nie raczyłeś odwiedzić.- Nieraz przyjeżdżałem, jednakże drzwi zawsze były dla mnie zamknięte, a telefonów nie odbierałaś. Raz musiałem rozmawiać z Amy przez okno, ponieważ bała się, że ponownie wpadniesz w szał i ją pobijesz. Już dawno powinnaś się leczyć, a teraz trafisz za kratki.- Proszę o spokój! Niech Pan powie co wydarzyło się tamtego dnia.- Około godziny dziesiątej przeczytałem wiadomość od córki, że Karolina ponownie się nad nią znęca. Nie ukrywam, ale bardzo się zdenerwowałem. Od razu wsiadłem w samochód i ruszyłem w stronę ich domu. Będąc na miejscu spostrzegłem otwartą furtkę.Wszedłem do mieszkania, jednakże nikogo nie zastałem. Sądziłem, że gdzieś ją zabrała, bo dowiedziała się, że przyjadę. Na miejscu, gdy drzwi ponownie były zamknięte postanowiłem sprawdzić jeszcze ogród. Właśnie tam znalazłem martwą Amy.Natychmiast wezwałem policję. Ten widok zostanie mi na zawsze w pamięci.Do tej pory nie mogę uwierzyć co ta kobieta zrobiła. Pragnąłem przygarnąć córkę do siebie i zapewnić jej wspaniałe życie, a zafundowałem własnym dzieciom jedynie trumny.- Dobrze wiesz, że to twoja wina! Gdybyś nas nie opuścił to nigdy nie doszłoby do takich tragedii. Naprawdę uważasz, że posunęłabym się do zabójstwa? Wysoki Sądzie. Tego dnia przebywałam u Anny Pikul. Do domu wróciłam późnym wieczorem. Gdy spostrzegłam, że Amy gdzieś znikła wpadłam w wielką panikę. Od razu zadzwoniłam do Adama, lecz nie odbierał.Dzwoniłam do mamy koleżanki córki, ale nie wiedziała co się mogło stać. Miała porozmawiać ze swoją Amelką. Z samego rana policjanci zabrali mnie na posterunek i tam wszystkiego się dowiedziałam. Do głosu nie byłam dopuszczana.Nawet Wysoki Sędzia nie wie co ja czuję. Stojąc nad ich grobami, próbuję z nimi rozmawiać, jednakże moją odpowiedzą jest zwyczajna cisza.Serce pękało mi z bólu, gdy zakopywałam własne pociechy.Moich dzieci już nie ma! Zostałam po prostu sama.Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka podczas nieobecności mamy zażyła dużą dawkę leków, która okazała się być śmiertelna. Dwa lata po tragedii matka znalazła kartkę w zeszycie na której były napisaneostatnie słowa dziewczynki.” Kochani Rodzice! Przepraszam Was za ten wypadek Mariki. Ja nie chciałam! Nie będę dłużej sprawiała Wam kłopotów! Wasza Amy.

Dzień Babci

Dzieciaki w przedszkolach przygotowują dla nich różne przedstawienia i piękne laurki.

Jednak trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego pamiętają o nich wyłącznie dzieci?

Osoby dorosłe w natłoku obowiązków czasem całkowicie zapominają o swoich babciach,

a przecież to właśnie one oddały nam całe swoje serca i nieraz nas rozpieszczały.

Jeżeli żyją to złóżcie im życzenia oraz mocno uściskajcie, a sprawicie im wielką radość.

Natomiast jeśli odeszły z tego świata, postarajcie się zapalić znicza na grobie.

Moje babcie już nie żyją, jednakże zawsze będę je miała w swojej pamięci.

Z obydwoma byłam bardzo związana, lecz tylko z jedną mam rozmaite przeżycia i naprawdę wiele jej zawdzięczam, gdyż jakby nie patrzeć to dzięki niej rozpoczęłam

swoją przygodę z blogowaniem.

Kiedy do niej przyjeżdżałam starała się odganiać czarne chmury, które gromadziły się nad moją głową.

Odeszła kilka lat temu po długotrwałej walce z chorobą,

ale do ostatnich sił dzielnie walczyła.Była optymistyczną, pogodną i niezwykle uśmiechniętą osobą pomimo wielu ciosów jakie zadało jej życie.

Pamiętam, że będąc takim małym brzdącem to właśnie do niej po spektaklu przedszkolnym poleciałam z dwoma laurkami, odstawiając na bok drugą babcię z którą spędzałam praktycznie każdy dzień.Babcia czuła się niezwykle dumna, że właśnie ją wyróżniłam, lecz jedną pracę kazała mi przekazać drugiej babci, aby nie było jej przykro. Nieraz w wakacje zabierała mnie na różne grzybobrania, a poranne wstawanie zaczynało się po szóstej rano i nawet jeżeli chciało się pospać

to nie było takiej możliwości. Któregoś dnia jechałam z nią na ferie zimowe. Właśnie wtedy zbliżał się Dzień Babci. Na podróż wzięłam ze sobą małe kieszonkowe, żeby zakupić dla niej jakąś bombonierkę. Z początku nie wiedziałam jak to zrobić, ponieważ babcia nie chciała mnie nigdzie samej puszczać. Jednak nadarzyła się okazja, gdy miała zamiar iść do sklepu. Oczywiście jako pierwsza byłam na ochotnika pod pretekstem, że kupię sobie coś do jedzenia. Babcia nie protestowała, lecz w sklepie całkowicie o tym zapomniała. Zrobiła zakupy, a kiedy wyszłyśmy ze sklepu to podjęłam kroki działania. Trochę ryzykowałam, ponieważ plan mógł się nie powieść. Z przejęciem zakomunikowałam, że zapomniałam o jednej ważnej rzeczy. Babcia od razu chciała wrócić do sklepu, ale wtedy zaświtała w głowie pewna myśl, aby dała mi swoją reklamówkę i poczekała na zewnątrz. Wtedy na spokojnie zakupiłam dla niej czekoladki. Wychodząc z tajnej misji od razu chciała przechwycić siatkę z zakupami, lecz zaproponowałam, że sama ją zaniosę do domu. Na miejscu szybko wleciałam do pokoju, żeby schować zakupiony prezent. W pewnym momencie niespodziewanie wręczyłam jej ten mały podarunek. Spytała z zaskoczeniem skąd to mam. Nie miałam innego wyjścia jak powiedzieć calutką prawdę o tym małym spisku. Pomimo tego, że nie ma jej na świecie to wierzę, iż obserwuje mnie z góry. Dziękuję losowi za możliwość poznania tych wspaniałych kobiet

Doceniajcie i kochajcie swoje babcie, ponieważ kiedyś może ich zabraknąć.

(Ten wpis jest dedykowany mojej BABCI )

NIeoczekiwana Przyjaźń

Gdy byłam małą dziewczynką przeprowadziłam się wraz z rodzicami na wieś. Naprawdę robiłam wtedy wszystko, aby wybić im ten pomysł z głowy, ale niestety nawet krzyki i płacze nic nie pomagały. Nie chciałam opuszczać swojego miasta, rodziny i przyjaciół z którymi kontakt miałam codziennie. Nowe otoczenie, ludzie wydawały mi się czymś strasznym, ale to co zobaczyłam na miejscu odebrało mi mowę. Moim oczom ukazał się stary, zniszczony dom wokół którego pełno było chaszczy. Nie wyobrażałam sobie, jak mogę w takim miejscu mieszkać.

Nadchodził wieczór i czas kąpieli. Łazienka nie wyglądała zbyt luksusowo, ale na szczęście dom posiadał bieżącą wodę. Otworzyłam okno i postanowiłam się odświeżyć po jakże ciężkim dla mnie dniu. Gdy relaksowałam się w wodzie, nagle moim oczom ukazał się duży, a wręcz ogromny czarny pająk. Dreptał dosłownie tuż obok mnie. Naprawdę tak się przestraszyłam, że w ułamku sekundy rozległ się jeden wielki pisk na całe mieszkanie. Przerażeni rodzice, gdy mnie usłyszeli biegli dosłownie na połamanie nóg. Dotarcie do mnie troszkę im zajęło, gdyż w obecnej chwili znajdowali się na zewnątrz budynku. Będąc sama w tym nieszczęsnym pomieszczeniu przypomniałam sobie bajkę w której przydarzyła się podobna sytuacja. Bez zastanowienia sięgnęłam po prysznic i próbowałam unieszkodliwić przeciwnika, ale w tym momencie pękł zawór i cała zawartość wody zalała naszą jak to mówiłam „myjnię”. Myślałam, że gorzej już być nie morze. Dochodziła godzina 23:00, a ja nadal nie mogłam zasnąć. Chciałam iść do pokoju rodziców, ale w głowie wyobrażałam sobie różne potwory, które mogły się gdzieś czaić, więc postanowiłam zostać bezpiecznie w swoim łóżku.

Przez całą noc słyszałam jakieś dziwne szemrania i skrzypienia, więc nic dziwnego, że nie mogłam spać. Nastąpił poranek. W dzisiejszym dniu rodzice mieli się udać do pobliskiego miasta, aby załatwić jakieś swoje ważne sprawy, a ja w tym czasie miałam pilnować gospodarstwa. Coś mnie jednak skusiło, aby wybrać się na małą przechadzkę po nowej okolicy mając nadzieję, że zdążę wrócić tuż przed ich powrotem. Wieś jednak miała swoje uroki. Po raz pierwszy zobaczyłam krowy na pastwiskach, świnie i inne zwierzęta, których w moim mieście nie miałam okazji podziwiać.

Po drodze, gdy szłam przed siebie spotkałam dziewczynkę w moim wieku. Mimo mojej nieśmiałości postanowiłam do niej zagadać. W końcu raz się żyje, a i tak nikt mnie jeszcze w tym środowisku nie znał. Naszą rozmowę zaczęłam słowami:

— Cześć. Jestem Kinga. Dokąd się wybierasz?

— Cześć. Wybacz, ale nie rozmawiam z nieznajomymi.

— Co ty mówisz? Przecież nie jestem żadnym staruchem, tylko dziesięcioletnią dziewczynką, jak sądzę w Twoim wieku.

— Heh w sumie masz rację. Jestem Eliza. Wybieram się do mojej babci, która mieszka za tym lasem.

A ty co tutaj robisz? Pierwszy raz widzę Cię na oczy. Czyżby jesteś nową mieszkanką naszej wsi?

— Niestety tak. Wczoraj przeprowadziłam się z Wrocławia, na tą „jakże cudowną wieś”.

Zwiedzam sobie okolicę, ale szczerze powiedziawszy prócz krów i innych zwierząt nie zaobserwowałam tutaj nic nadzwyczajnego. A ty nie boisz się tak sama wędrować przez ten las?

— Kiedyś owszem bałam się, ale lęki z wiekiem mijają.

Może chcesz wybrać się ze mną do babci? Z kompanem szybciej mi droga zleci.

— W sumie czemu nie, mogę się z Tobą przejść.

Gdy tak szłyśmy przez las i rozmawiałyśmy, naszym oczom nagle ukazał się przywiązany do drzewa malutki brązowy piesek. Zaczęłam krzyczeć na głos „Zostawił ktoś tutaj psa?”, ale moją odpowiedzią było tylko echo. Rozglądnęłam się dookoła, ale po właścicielu nie było ani widu, ani słychu.


Wyobrażacie sobie jak można tak bezdusznie pozbyć się swojego przyjaciela z którym spędziło się większość wolnego czasu, albo pozbawić życia dopiero co nienarodzonego szczeniaczka?

Jeżeli to sobie wyobrażacie to naprawdę jesteście osobami bez uczuć, gdyż ja nie jestem w stanie dopuścić do siebie nawet takich myśli, że mogłabym wyrządzić tak wielką krzywdę niewinnemu zwierzęciu. To tak jakby pozbyć się, albo zabić dziecko na własne widzi mi się.

Zwierzęta też posiadają uczucia. Na widok tego pieska od razu zareagowałam:

— Eliza! Spójrz! Ten piesek potrzebuje naszej pomocy! Podejdźmy do niego!

— Zwariowałaś?! Nie wiemy co to za pies. Pewnie posiada wściekliznę, albo jakieś inne bakcyle.

— Nie widzisz, że ten piesek jest cały wystraszony?! Bidulek pewnie przez kilka dni nic nie jadł. Przecież nie możemy go tutaj tak zostawić, bo zdechnie!

— To niech zdycha! Najwidoczniej taki los był dla niego już zaplanowany.

— Ja nie wierzę co ty do mnie mówisz! Czy ty sama siebie słyszysz?!

Widok tego psa przywiązanego do drzewa Cię naprawdę nie rusza?!

— Nie, nie rusza mnie! Możemy już iść?! Bo w końcu spóźnię się do babci.

— Wiesz co?! Wybacz, ale odechciało mi się dalej z Tobą iść. Wolę zostać tu na miejscu i jakoś pomóc temu biednemu stworzeniu, a ty jak chcesz to idź.

— Jak uważasz! Tylko później nie płacz, że nie umiesz trafić do domu — krzyknęła odchodząc.

Byłam naprawdę oburzona zachowaniem niedawno co poznanej koleżanki.

Zastanawiałam się dlaczego była w niej tak wielka obojętność.

Gdy moje emocje już opadły, postanowiłam przybliżyć się trochę do psiaka sprawdzając przy tym czy nie zrobi mi żadnej krzywdy, ale on na mój widok od razu zaczął merdać ogonkiem i tylko czekał na pieszczoty. Widać było, że ten brązowy słodziak jest emocjonalnie związany z człowiekiem i pomimo tego co ktoś mu wyrządził, on nie ma do nikogo żadnego żalu, a oczekuje od człowieka tylko miłości nic więcej. Odwiązałam z tego drzewa moją brązową kulkę i starałam się wraz z moim nowym przyjacielem odnaleźć drogę do domu. Bardzo szybko trafiliśmy na prawidłową ścieżkę.

W czasie tego powrotnego spaceru zastanawiałam się nad imieniem dla niego, a także tym gdzie mogę go schować przed rodzicami, gdyż oni nie tolerowali zwierząt w domu.

Zazwyczaj miałam tylko rybki, które obserwowałam jak sobie pływają w akwarium,

lecz niestety nie mogłam ich przytulać. Mojemu małemu rozrabiace dałam na imię Bruno, ponieważ tylko taka nazwa przychodziła mi do głowy, gdy patrzyłam na jego czekoladową sierść.

Powoli zbliżaliśmy się do domu i w czasie tej drogi wymyśliłam, że Bruna ukryję w pobliskiej opuszczonej stodole, która znajduje się niedaleko mojej chałupki.

Było mi okropnie żal samego go tam zostawiać, ale niestety nie miałam innej opcji.

Czas tak szybko w tym dniu zleciał iż nawet się nie oglądnęłam, że od czasu mojego wyjścia minęły cztery godziny. Gdy wróciłam do domu, rodzice w nim na mnie czekali odchodząc od zmysłów, dlaczego tak nagle zniknęłam. Nie obyło się bez pogadanki, ale ostatecznie wcisnęłam im jakąś historyjkę, która załagodziła całą sprawę. W tym przebojowym dniu czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Gdy atmosfera rodzinna się troszkę uspokoiła, tato poprosił mnie, abym zeszła do piwnicy i przyniosła mu karton stojący obok naszego auta. Szczerze powiedziawszy nie miałam ochoty schodzić specjalnie po jakiś tam karton, ale wolałam sobie już nie robić kłopotów, więc ostatecznie po niego zeszłam. Będąc na schodach prowadzących do naszej piwnicy nagle do moich uszu dobiegł dziwny pisk pochodzący z tego pudełka.

Ściągnęłam z niego przykryty koc i moim oczom ukazała się malutka biała sunia.

Moja twarz rozpromieniowała się na jej widok. Z wielkim uśmiechem poleciałam uścisnąć mojego tatusia, ale przy tym od razu się go zapytałam, dlaczego ją wzięli skoro nie tolerują zwierząt w domu.

Moja mama nie mogła już tego wytrzymać, więc oznajmiła mi, że następnego dnia pojedziemy do tego schroniska po Bruna. Skakałam z radości do samego nieba, jednak moja radość trwała niebywale krótko. Będąc w schronisku, dowiedzieliśmy się, że moja brązowa, czekoladowa kuleczka została adoptowana przez mężczyznę, który mieszkał na samym końcu Polski. Moje łzy ponownie napłynęły do oczu. Wściekła wróciłam do auta i czekałam tylko na moich rodziców, aby ponownie wrócić do mojej rozwalającej się starej chałupki. O dziwo bardzo długo nie wracali. Postanowiłam sprawdzić co jest tego powodem. Jak się okazało moi staruszkowie zrozumieli, że popełnili wielki błąd oddając czekoladową kulkę bez mojej wiedzy. Postanowili naprawić ten czyn i skontaktowali się z obecnym właścicielem Brunusia. Człowiek ten miał naprawdę wielkie serce, zrozumiał całą sytuację i odwiózł Bruna prosto do mojego domu za co do tej pory jestem mu bardzo wdzięczna.

Niedzielnego słonecznego popołudnia odbywały się na pobliskiej polance zawody w których uczestniczyły głównie psiaki. Razem z Brunem i Roksi poszliśmy popatrzyć na tegorocznych zawodników. Po drodze natknęliśmy się na Elizę. Od tamtego czasu nie miałam okazji jej spotkać.

Długo zastanawiałam się czy jest sens, aby się do niej odzywać, ale chciałam wyjaśnić poprzednią zaistniałą sytuację i dowiedzieć się, dlaczego tak postąpiła.

W głębi duszy czułam, że jest to dobra dziewczyna tylko trochę zagubiona.

Dowiedziałam się skąd ma taką obojętność na krzywdę zwierząt.

Rok temu zginęła na jej oczach czteroletnia siostra. Wbiegła na ruchliwą ulicę za małym szczeniaczkiem i zginęła na miejscu. Mama Elizy ciągle ją za to obwinia, twierdzi, że to jest tylko i wyłącznie jej wina, a Elizka nie może się z tym pogodzić.

Jej atmosfera domowa jest jeszcze gorsza od mojej. Gdy przyplątał się do Elizki jakiś mały kociak, jej matka od razu wyrzuciła go na ulicę czego moja znajoma również nie mogła przeboleć.

Przez takie zachowania, które panują u niej w domu jej serce stało się twarde jak głaz.

Mijały lata. Z każdym dniem byliśmy coraz starsi. Bruno kończył już swoje piętnaste urodziny, ja dwudzieste piąte. Niestety jego stan zdrowia był już nieciekawy. Mój najlepszy przyjaciel posiadał wielkiego guza rakotwórczego na nosie, którego żaden weterynarz nie chciał zoperować. Niestety, gdy pewnego razu uciekł do sąsiada ten uderzył go jakimś metalem w pyszczek. Gdy udałam się do Pana Kuby, aby wyjaśnić dlaczego zaatakował mojego psa, sąsiad odpowiedział, że mój Bruno go ugryzł, a gdy prosiłam by pokazał ranę, oburzył się tylko, odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę.

Zgłosiłam tę sprawę do sądu i wygrałam proces. Bruno prócz tych powikłań posiadał także zaćmę i jego stawy również wysiadły. Codziennie musiałam wyprowadzać go na rękach na zewnątrz by mógł wydalić swoje odchody. Był to tak mądry pies, że zawsze informował mnie kiedy chciał wyjść, nigdy nie zdarzyło mu się popuścić w domu. Byłam z nim na dobre i na złe, a on był ze mną. Serce pękało mi z bólu, gdy widziałam, że lada dzień może nastąpić ten moment, kiedy opuści mnie na zawsze, bezpowrotnie. Dzisiaj mam po nim wspaniałe wspomnienia.


Do końca mego życia będę pamiętała o tej wyjątkowej czekoladowej kuleczce.

Odpowiedział mi, że potrzebna im będzie tylko do pilnowania posesji, a reszta obowiązków spada na mnie. Nie miałam nic przeciwko warunkom ojca, w prawdzie od zawsze marzyłam o swoim czworonogu, ale przecież teraz miałam Bruna. Na ten czas tą tajemnicę postanowiłam zachować tylko dla siebie. Zbliżała się godzina 20:30, rodzice już byli w swojej sypialni. Udałam się do kuchni. Napakowałam do kieszeń sporo karmy i jedzenia, którą rodzice zakupili dla Roksi, nalałam do butelki wody, wzięłam miseczkę i jak się domyślacie wymknęłam z domu na paluszkach do mojego Brunusia. Tak robiłam każdego dnia od rana do wieczora, aby bez wiedzy rodziców dostarczyć mu pożywienia i wyjść z nim na spacer. Minęło kilkanaście tygodni. Pewnego dnia po szkole, stwierdziłam, że to najwyższy czas, aby mój czworonożny kumpel poznał także moich rodziców. Bałam się ich reakcji i słusznie. Gdy przyprowadziłam Bruna do domu, oni następnego poranka zawieźli go do oddalonego o 300km schroniska. W tym momencie, mój cały mały świat się zawalił. Tłumaczyli się, że nie będą w stanie utrzymać mnie, domu i dwóch psiaków przy tak dużych wydatkach jakie posiadamy. Płakałam przez całe dnie, praktycznie nic nie jadłam, a z pokoju wychodziłam tylko do toalety.

Pierwszy raz w moim życiu spotkałam się z tak brutalnym postępowaniem wobec zwierzęcia, ale jak się okazało dla mieszkańców wsi traktowanie tak naszych przyjaciół było normalnością. Ludzie nie sterylizowali swoich pupili, gdyż swoje oszczędności woleli przeznaczyć na praktyczniejsze rzeczy niż zdrowie własnego czworonoga w związku z czym, gdy ich pociechy rodziły swe potomstwa oni je bezdusznie zabijali. W naszej okolicy przyjęło się, że niepotrzebne szczeniaki tuż po urodzeniu były od razu topione zazwyczaj w wannie lub beczce. Natomiast starsze osobniki wyrzucano do pobliskich lasów i zostawiano je sobie na pastwę losu.

Niezapomniany zimowy obóz…

Zbliżały się długo wyczekiwane ferie. Postanowiłam sobie iż będą one niezapomniane.

Tak też się stało. W pierwszy dzień błogiego lenistwa udałam się z moją przyjaciółką Marleną na zakupowe szaleństwo. Wstąpiłyśmy do każdego napotkanego centrum handlowego przemierzając wszystkie sklepowe półki, ale żadna rzecz nie wpadła nam w gust. Jak to zwykle bywa wyszłyśmy z pustymi torbami. Zrezygnowane dalszymi poszukiwaniami postanowiłyśmy wrócić do mojego domu, a tam czekała na mnie niespodzianka. Od zawsze marzyłam by pojechać na obóz zimowy, lecz nigdy nie sądziłam iż to się przydarzy, ponieważ moja rodzina nie należała do najzamożniejszych osób w okolicy. Przekraczając próg drzwi od razu podbiegła do mnie uśmiechnięta mama, a w ręku trzymała rezerwację na kolonię. Byłam naprawdę zaskoczona, gdy zobaczyłam na kartce napis” Zakopiańskie Ferie”. Zaczęłam skakać z radości, byłam bardzo podekscytowana, ale w pewnym momencie naszła mnie jedna smutna myśl, że nie mogę ze sobą zabrać Lenki. Te ferie miałyśmy spędzić tylko razem. Na szczęście całą kwotę wpłacało się dopiero dzień przed wyjazdem. Po krótkim namyśle podziękowałam z całego serca mamie i powiedziałam, że te ferie spędzę w domu. Nie uwierzycie jaka była zdziwiona po usłyszeniu tych słów. Córka, która od zawsze marzyła by pojechać na kolonię, gdy ma taką okazję po prostu odmawia. Marlena domyśliła się z jakiego powodu przekreśliłam swoje marzenia i była naprawdę wzruszona. Nie mogła się jednak pogodzić z moją decyzją i po długiej rozmowie w moim pokoju przekonała mnie, że taka okazja może się już nie zdarzyć. Zeszłam więc do mamy i zapytałam:

— Czy oferta kolonii jest jeszcze aktualna?

— Oczywiście kochanie. Zeszłaś w samą porę, gdyż właśnie miałam dzwonić do firmy, aby odwołać rezerwację. Możesz mi powiedzieć, dlaczego nie chciałaś jechać na ten obóz?

— Chciałam spędzić te ferie z Leną. Miałyśmy tyle planów do zrealizowania. Nie zmieniłabym swojej decyzji, ale przekonała mnie, że nasze plany mogą poczekać.

— Dobrze, że Cię przekonała, gdyż nie wiem czy następnym razem mogłabym Ci zafundować takie wczasy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 25.82
drukowana A5
kolorowa
za 53.51