E-book
13.65
drukowana A5
63.46
Prawda owiana kłamstwami

Bezpłatny fragment - Prawda owiana kłamstwami

Część pierwsza


Objętość:
460 str.
ISBN:
978-83-8189-667-2
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 63.46

Książkę dedykuję oczywiście moim rodzicom, zwłaszcza mamie, która zawsze we mnie wierzyła. Ale także mojej siostrze Eli, poprzez swoje zachowanie i postawę zasłużyła na obecność w książce w postaci Catherine. Tak jak ona wspierała i pomagała Selene, Ela zawsze wspierała i wspiera mnie.

Dziękuję.

Prolog

Alaska to jeden ze stanów, a zarazem największy ze wszystkich wchodzących w skład najpiękniejszego i zarazem najwspanialszego kraju na kontynencie Ameryki Północnej, a nawet na całym świecie — Stanów Zjednoczonych Północnej Ameryki. To stan wiecznego zimna. W południowej części klimat jest umiarkowany, zaś na Dalekiej Północy — subpolarny. Zima trwa 9 miesięcy, a temperatury wahają się od -71°C do +5°C w lecie. I chociaż tutejsza pogoda jest oziębła to serca mieszkańców są gorące jak ogień, który potrafi przebić się przez największe zamiecie i śnieżyce.

Pogoda nie była nawet taka zła jak na ten śniegowy stan. Promienie słońca nie dawały rady przebić tak bardzo gęstych, puchowych chmur, ale mimo tego i tak nie było takiego przerażającego mrozu jak jeszcze parę dni temu. Po wydeptanej ścieżce na obrzeżach miasta szła jakaś para. Młoda, czarnowłosa dziewczyna trzymała się za rękę ze swoim chłopakiem. Jacy byli w sobie zakochani. Jacy szczęśliwi. Uczucia biły od nich pokonując zimno, śnieg i ciemne chmury. Miłość biła to wszystko na głowę, a radość i szczęście z posiadania kogoś bliskiego niemal roztapiały lód jaki pokrywał jeziora. Chłopak powiedział coś do niej, a ona uśmiechnęła się. W jej uśmiechu było coś magicznego, coś czego nie dało się zwyczajnie opisać, coś co zdolne pokonać było wszystkie przeciwności losu. Wyglądała tak młodziutko i na pewno nikt nie dał by jej więcej niż 18 lat, a jemu tak około 20. I kiedy młodzi spacerowali szczęśliwi w domu chłopaka toczyła się konwersacja na temat jego przyszłości. Przyszłości, która dostarczy mu nielada nieszczęść i łez.

W dworku na północy Alaski dwa rody prowadziły zawziętą rozmowę. Inna dziewczyna siedziała tylko i słuchała raz po raz śmiejąc się po cichu. Jej matka próbowała namówić najstarszego chłopaka z rodu, by przekonał swojego młodszego brata, że jej córka to dla niego idealna żona. Nie rozumiały, że nikt nie zgodzi się odrzucić miłości w imię czyjegoś życzenia, a raczej żądania. Chłopak krążył niecierpliwie po pokoju, a stukot butów obiegał cały zamek. Na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i poczucie bezsilności. Kobieta nalegała uparcie, a on za każdym razem kiwał przecząco głową. Z jednej strony propozycja była bardzo dobra, bo gdyby młodzi wzięli ślub sytuacja dwóch rodów znacznie by się polepszyła i zyskała większą potęgę. Ale z drugiej kojarzono by ich, a to nie byłoby za dobrą stroną. Dziewczyna i jej matka pochodziły z rodu silnego, ale do wszystkiego, co zdobyli nie podchodzili sprawiedliwie — kradli, grozili i zmuszali.

Kobieta jednak nie dawała za wygraną i za wszelką cenę próbowała dobić targu. Jej upartość była tutaj akurat jeśli chodzi o tą sprawę zaletą, ale duma jaka od niej biła zniechęcała jeszcze bardziej.

— Nasz ród znaczy więcej niż wasz, a ślub twojego brata z moją córką sprawi, że zdobędziemy większą władzę. A poza tym z nikim nie będzie mu tak dobrze jak z moją księżniczką.

— A co jeśli jest taka osoba? Tu nie chodzi o samą władzę. Przyrzekłem rodzicom, że nie pozwolę, by moi bracia cierpieli i dla zwiększenia władzy robili wszystko, co ktoś im będzie kazał. Odmawiam.

Kobieta udała, że nie słyszała tego zdania i znowu zaczęła wychwalać przed chłopakiem jakie to zalety ma jej córka, która w rzeczywistości była tylko rozwydrzoną, bogatą dziewczynką z bogatego domu. Cierpliwość chłopaka miała pewne granice i właśnie teraz zostały one przekroczone. Spojrzał złowieszczo na rozkapryszoną dziewczynę i pokiwał głową.

— On ma inną! — wybuchnął w końcu chłopak widząc jak żadne argumenty nie docierały do kobiety.

Matka i córka wymieniły się spojrzeniami. Obie były zaskoczone. Przecież to nie mogło stać się tak z dnia na dzień. Niestety, ale musiały się z tym pogodzić. Jednak ani matka ani jej córka nie myślały o tym, by w pokoju odejść, ale już czuły w powietrzu zapach zemsty. Nikt nigdy nie odmówił im. Nikt nie sprzeciwił się. Nikt nie wyciągnął rąk po to, co należało do nich.

— Kto to? — zapytała dziewczyna odzywając się pierwszy raz odkąd tutaj obie przyszły.

— Ktoś kogo on kocha. — odparł normalnym głosem chłopak i uśmiechnął się.

— Odpowiedź mojej córce! Masz jej powiedzieć wszystko dokładnie! — zażądała ostrym tonem kobieta i poprawiła swój szal z norek.

Jednak najstarszy z braci nic nie odpowiedział. Wiedział, że w rzeczywistości kobieta i tak nic mu nie zrobi. Może sobie tylko pokrzyczeć.

— Nie odpowie! — młodszemu z braci puściły nerwy i zrzucił ze stołu złoty puchar pełen krwi.

— Nie tym… — zaczęła, ale przerwała.

Nagle drzwi otworzyły się przerywając zaciętą rozmowę gości i gospodarzy. Do środka weszła para, która spacerowała po parku. Chłopak nadal trzymał za rękę swoją dziewczynę. Nie wiedzieli, że ktoś będzie w domu. Dumna córka stanęła na korytarzu na górze schodów podczas gdy czarnowłosa była na ich dole. Ta spojrzała na dziewczynę. Jej wzrok był wręcz przeszywający, ale młodziutka dziewczyna nie bała się i nadal stała koło swojego ukochanego. Ten nie zwracał na nic uwagi i zwrócił się do braci wesołym tonem :

— Oświadczyłem się Selene, a ona się zgodziła.

Wszyscy oniemieli z wrażenia. Matka rzuciła dziewczynie pogardliwe spojrzenie. Córka zachowała się tak samo. Bracia uśmiechnęli się, a młodszy z pogardą spojrzał się na starszą kobietę ubraną w norki. Ta prychnęła tylko i z nienawiścią w głosie zaczęła mówić do dziewczyny stojącej obok chłopaka, którego miała poślubić jej córka.

— Ty zwykła dziewucho… — zaczęła dama, ale chłopak stanął przed swoją narzeczoną i popatrzył jej prosto w oczy.

— Nie powinnaś pani używać takich słów w moim zamku. Nie zapominaj, gdzie jesteś.

— Isabelle chodź tutaj. — krzyknęła, a dumna dziewczyna zeszła na dół i stanęła naprzeciwko pary.

— Możesz jeszcze zmienić zdanie. — szepnęła.

— Mam zostawić swoją ukochaną dla kogoś takiego jak ty? — zaśmiał się — Dla rozkapryszonej, chciwej i dumnej dziewczyny z rodziny zdrajców?

— Jeszcze zobaczymy. — powiedziała dumnie — Pewnego dnia będziesz żałował wyboru. Ale jeżeli chcesz upaść dla takiej hmm jak ona to trudno.

— Żegnam. — powiedziała obrażona dama w szalu z norek.

Kobieta wyszła z zamku, a po jego wnętrzu rozległ się stukot jej obcasów i szept przekleństw, które skierowane miały być do dziewczyny, ale nie zostały na głos wypowiedziane.

— Pożałujesz tego. Ty wywłoko. — syknęła do niej dziewczyna i wyszła za matką z wysoko podniesioną głową, a czerwień jej sukni kłócił się z marmurową podłogą.

Przez parę chwil nikt nic się nie odzywał, a czarnowłosa spojrzała na najstarszego z braci. Ten uśmiechnął się do niej po przyjacielsku i puścił oczko.

— Czemu one tutaj przylazły? — zapytał jej ukochany brata.

Kiedy tylko chłopak dowiedział się po co obie tu były wiedział, że nastał koniec jego szczęścia. Nie powiedział nic swojej narzeczonej, nie wyjaśnił. Za bardzo ją kochał i nie chciał, by cokolwiek jej się stało. Czasami ludzie wolą odejść nie wyjaśniając tej drugiej osobie, że robią to dla ich dobra. Gdy rodzice dziewczyny dowiedzieli się o tym, co się stało postanowili przeprowadzić się. Pewnej nocy chłopak pojawił się pod drzwiami swojej narzeczonej i wypowiedział krótkie zdanie :

— Musisz wyjechać, a o mnie zapomnij. Nasz związek i tak nie miał większej przyszłości.

Jego ton głosu był normalny, ale serce o mało co nie zostało rozerwane przez niemieszący się tam ból. Tak bardzo ją kochał, a musiał stracić. Kiedy tylko się odwrócił łzy popłynęły mu po policzkach.

Dziewczyna była zrozpaczona, że takie właśnie usłyszała pożegnanie i obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie go wspominać, a ten kawałek życia spędzony na Alasce wymarze z pamięci. Poczuła wtedy jak jej serce pęka. Chciała iść pożegnać się z jego braćmi, ale nie poszła. Za dużo by ją to kosztowało. Ta noc była dla niej najgorszą w całym życiu. Płakała i płakała. Jej rodzice widząc ból córki wyjechali nocą jeszcze szybciej niż planowali nie mówiąc nikomu gdzie. I kiedy dziewczyna wysiadła z samochodu po dosyć długiej podróży oślepiło ją słoneczne światło. Światło zapowiadające nowy początek. Nowe życie…

Rozdział 1

Dzieciństwo

Rodzina… Kiedy ma się na myśli to słowo w sercu pojawia się uczucie takie jak bezpieczeństwo, radość i miłość. Ale nie zawsze tak jest. Czasami w głowie pojawiają się uczucia strachu, smutku, wstydu. Nie zawsze rodzina jest taka jakbyśmy chcieli żeby była. Niektórzy wogóle jej nie mają, a inni nie potrafią docenić jej posiadania.

Rodzina… Każdemu z nas kojarzy się to głównie ze zrozumieniem ze strony rodziców. Z akceptacją przez nich każdej decyzji ich dziecka. Czasami z akceptacją nawet bardzo dziwnych i trudnych decyzji. Z pomocą w problemach. Ale na pewno nie z potępianiem i winieniem za wszystkie życiowe porażki. Niestety nie każdemu z nas pisane jest mieć szczęśliwy dom i kochających rodziców. Los bywa bardzo zmienny i niestety nic na to nie możemy poradzić. Gwiazdy napisały dla nas inną historię — czasem trudną, a czasem zbyt łatwą. Każdy dzień uczy nas czegoś. Uczy nas jak żyć. Uczy jak sobie radzić i pokonywać wszelkie trudności. Uczy nas pokory, szacunku, cierpliwości i daje szansę nabycia bardzo cennych umiejętności.

Państwo Walker od niepamiętnych czasów byli bogaci. Ogromny zamek wypełniony po brzegi złotem i drogocennymi kamieniami przekazywany była z pokolenia na pokolenie. Cofając się dużo lat wstecz można nawet dotrzeć do ich szlacheckich korzeni. Elizabeth Lana Pareloy i Antonio Enrique Walker poznali się w dosyć młodym wieku. Kiedy mieli po 19 lat postanowili, że się pobiorą. Niestety był pewien znaczący problem — a mianowicie to, że Elizabeth nie była tak bogata jak Walker’owie. Syn Carrolla Marvolo i Sylabe Lindsay za wszelką cenę chciał zatrzymać i narzeczoną i pieniądze. Kiedy po długich rozmowach, przekonywaniach i kłótniach państwo Walker zgodzili się na ślub, Antonio był w siódmym niebie. Parę lat później rodzice chłopaka zmarli w tajemniczych okolicznościach, a on zajął się prowadzeniem odziedziczonej po nich rodzinnej fortuny. Po 9 miesiącach urodził mu się syn, którego nazwali Gary Nicolas Walker. Chłopiec rósł. Kiedy miał 14 lat Antonio także w dziwnych okolicznościach zmarł, a Elizabeth kompletnie zaniedbała syna. Od zawsze nie przejmowała się jego życiem, ale teraz stało się to jeszcze gorsze. Całymi dniami siedziała tylko na werandzie i paliła cygara. Nie pytała syna jak mu minął dzień. Nie pytała czy ma jakieś kłopoty. Nie pytała o nic. Tak jakby jej dziecko było powietrzem, do którego nie trzeba mówić i któremu nie trzeba okazywać żadnych uczuć. Dlatego on z każdym dniem coraz to mocniej tęsknił za osobą, która potrafiła mu dać poczucie miłości i bezpieczeństwa. Chłopiec często myślał o swoim ojcu. Wiedział, że Antonio bardzo mocno i szczerze go kochał. Gdy był małym chłopcem jego ojciec nosił go na rękach i lubił, a wręcz uwielbiał razem z synem chodzić na długie, męskie spacery. Ale pewnego dnia całe szczęśliwe życie chłopca uległo drastycznej zmianie. Jego tata umarł, a Elizabeth wpadła w załamanie nerwowe. Gary pamiętał, że widział, że ojciec każdego dnia robił się chudszy i bledszy, aż w końcu pewnego dnia zniknął z jego życia na zawsze, a matka oznajmiła mu, że nie żyje. Nie był nawet na pogrzebie, który odbył się w ciszy i w małym gronie. I z racji tego, że syn tak bardzo przypominał jej ukochanego męża nie potrafiła przełamać się i być dla niego jak matka. Chłopak nie wiedział czy to dlatego, że tak bardzo go kochała czy tez może dlatego, że tak bardzo go nienawidziła. Niestety, teraz Gary musiał radzić sobie sam. Problemem dla Elizabeth było też to jaki charakter miał jej syn, który był zupełnie inny niż każdy Walker. Osoby pochodzące z tego szlachetnego rodu szczyciły się takimi cechami jak bogactwo, kamienne serce i brak szacunku dla biedniejszych. Gary pamiętał jak jego matka wielokrotnie rozmawiała z nim na temat jego zachowania. Chciała, żeby jej syn wyrósł na bezuczuciowego człowieka, ale on wrodził się do swojego ojca — Antonio Enrique, który był spokojnym, miłym i opanowanym mężczyzną. Jednak z czasem Antonio uległ żonie i stawał się taki jak jego ojciec. Gary odziedziczył jeszcze jedną cechę — zadawał się z biedniejszymi od siebie, co bardzo nie podobało się jego matce. Wiele razy powtarzała mu jakim wyrodnym jest synem i jaki wielki wstyd przynosi całej rodzinie. Wiele razy obrażała się na niego zupełnie bez powodu. Wiele razy kpiła z jego postanowień i ciągle powtarzała, że jest niczym.

Pewnego dnia zrobiła mu wielką awanturę, ponieważ zobaczyła go jak szedł po szkole na lody razem ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi, którzy żyli jak normalni ludzie. Nie byli oni za bardzo bogaci, ale też nie pochodzili z biednych przedmieści. Czekała na niego w domu i kiedy tylko wszedł do środka, nawet nie zdążył się rozebrać, bo matka zaczęła na niego krzyczeć.

— Taki wstyd rodzinie przynosisz!

— O co tym razem chodzi? — zapytał spokojnie i rozpiął kurtkę.

— Nie wypada komuś takiemu jak ty kolegować się z takimi ludźmi.

— Mamo dlaczego ich tak nie lubisz? — powiesił kurtkę na wieszaku i wrócił do salonu, w którym siedziała jego rozzłoszczona matka.

— W szkole są dzieci twojego pokroju. No weźmy chociaż syna Aldemay'ów czy bliźniaków Seters'ów. — powiedziała, a chłopak przewrócił oczami — Idealną dziewczyną dla ciebie jest przecież Marie Blumer.

— Bo jest bogata?

— Bo pochodzi z takiej samej rodziny jak my.

— Ale te czasy, gdzie liczyły się tytuły minął.

— Nie dla mnie.

Gary jeszcze przez długi czas starał się przekonać matkę, że jego koledzy również zasługują na szacunek.

Mimo jego starań każdego kolejnego dnia Elizabeth rozpoczynała rozmowę na ten temat. Przekonywała, na siłę próbowała go zmieniać, krzyczała, nie odzywała się do niego, innymi słowy próbowała wszystkich chwytów, by tylko jej syn jakoś się zmienił.

Innym razem, a dokładnie w rocznicę śmierci ojca chłopaka złość jaka emanowała z matki Gary’ego osiągnęła apogeum. Tego właśnie dnia poszła odwiedzić grób męża, który znajdował się w rodzinnym grobowcu rodu Walker, na cmentarzu i zastała go w opłakanym stanie. Bardzo zdenerwowało ją to, że dozorca, który zawsze sprzątał miejsce spoczynku jej męża tego dnia nie przyszedł i grób został zasypany piachem, liśćmi i jakimiś śmieciami. Płaciła za tą usługę grube pieniądze. Musiała na kimś wyładować nerwy i postanowiła, że odbierze syna ze szkoły, a w drodze powrotnej znowu trochę pokrzyczy na niego. Zatrzymała się na parkingu i gdy zobaczyła, że jej przekonywania nic nie dały zdenerwowała się jeszcze bardziej. Gary od razu zauważył samochód matki i pożegnawszy się z przyjaciółmi udał w tamtym kierunku.

— Żaden Walker nie poniżał się tak jak ty! — wykrzykiwała do syna, ale na nim nie robiło to już żadnego wrażenia, bo słyszał to prawie każdego dnia — Ta cała Ramis nie jest warta, by ktoś taki jak my, Walker’owie, ród tak szlachetny i tak szanowany, odzywali się do niej! Spójrz na naszą przeszłość!

— Nie znasz jej! Nie odzywaj się na ten temat! — odkrzykiwał jej chłopak — A nasza przeszłość nie jest taka kolorowa jak ci się wydaje! Nasza rodzina słynie z tego, że zdradzamy przyjaciół dla pieniędzy!

— Ja wcale nie chcę jej poznawać! Ta sierota nie zasługuje na żaden szacunek ani na żadne współczucie! Przeprowadziła się z nie wiadomo skąd. Skoro tam jej nie chcieli więc tu przyszła zaśmiecać to osiedle!

— Moi koledzy sądzą inaczej!

— Twoi koledzy? Jakiś Nowell i Weed? To fawele czy slumsy? — zapytała z ironią.

Gary nic już się nie odezwał. Wjechali na teren posiadłości Walker'ów i oboje wysiedli z samochodu nadal się kłócąc. Chłopak chciał zakończyć tą farsę i przepuścił matkę w drzwiach. Przez moment zobaczył w niej tą samą osobę jaką była przed śmiercią Antonio.

— Oni niczego nie są warci, a ty wkrótce sam taki będziesz. Jeżeli się nie nie zmienisz oddam nasz zamek w ręce Isabelle jak i kopalnię złota.

— Willy Newell i David Wood znaczą dla mnie więcej niż ty! I wcale nie pochodzą ze slumsów ani faweli! Ale ich rodzice mają pewną rzecz, której ty nigdy nie będziesz mieć. I nie interesuje mnie ta kopalnia i zamek!

— Wood. Newell. Phhh… Żałosne. — odpowiedziała tylko i uśmiechnęła się szyderczo do syna — Powiedz mi co takiego mają ci biedacy?

— Mają synów. Nie wiem dlaczego życie pokarało mnie taką matką. — szepnął chłopak.

— To samo ja mogę powiedzieć. Dlaczego życie pokarało mnie takim, jak to ty lubisz nazywać” synem”? Ojciec normalny, matka też, a dziecko. Och… Szkoda zaczynać tematu. — rzekła do syna sucho i wyszła dumnie z podniesiono wysoko głową.

— Szkoda to mi jest ciebie. — mruknął chłopiec, ale kobieta już tego nie usłyszała — A co do tej normalności matki to też był podyskutował.

Mijały lata, a z każdym dniem ich stosunki pogarszały się, a życie w domu powoli stawało się dla Gary’ego koszmarem. Matka starała się mu wpoić zasady, które nie były, według chłopaka, normalne. Matka nigdzie nie chciała go puszczać. Nie wychodził z kolegami, nie mógł chodzić do parku. Dobrze pamiętał jak pewnego dnia, gdy David Wood i Selene Ramis przyszli do jego domu i chcieli, by wyszedł z nimi do parku, Elizabeth powiedziała, że Gary nie ma zamiaru wychodzić z takimi osobami jak oni i zatrzasnęła im drzwi przed nosem. Chłopak czuł się okropnie i bardzo przepraszał przyjaciół za jej zachowanie. I takie właśnie zachowanie ze strony jego matki prowadziło do tragedii, która prędzej czy później i tak by się wydarzyła.

Pewnego razu znowu się kłócili. Tylko była to ostatnia i najpoważniejsza kłótnia jaką oboje mogli sobie wyobrazić.

— Jak ty nic nie rozumiesz. Tyle lat już żyjesz w tym domu i jeszcze nie nauczyłeś się jego zasad! — krzyknęła pani Walker na syna.

— O co ci znowu chodzi mamo?! Wiecznie się czepiasz. Odczep się. — szepnął wystarczająco cicho, by jego matka tego nie usłyszała.

— Byłam dzisiaj przed szkołą i… — zaśmiała się — Zobaczyłam coś co bardzo mną wstrząsnęło i zarazem ogromnie zdenerwowało.

— Niby co?

— Wpadłam na pomysł, żeby cię dzisiaj odebrać ze szkoły. Czekałam i czekałam, aż tu nagle widzę mojego jedynego, pierworodnego syna — Gary’ego Nicolasa Walkera, Walkera podkreślam Walkera — który wychodzi ze szkoły razem z bandą jakiś zwykłych… Yhh… Nie będę dalej kończyć. I jest roześmiany jak nigdy. Jak możesz kolegować się z tą hołotą! — krzyknęła i rzuciła szklanką o ścianę.

— Skończ wreszcie te kretyńskie kazania! Nie ty będziesz wybierać mi przyjaciół! — wybuchnął chłopak — Nie dziwię się, że w szkole nikogo nie miałaś! Dziwię się tacie, że wogóle cię pokochał!

— Wynoś się stąd ty niewdzięczny, głupi bachorze! Jak śmiesz się tak do mnie odzywać!?

— Mogę od razu się wyprowadzić! Będziesz miała problem z głowy! Mamusiu. — syknął ze złością i rzucił poduszką o ścianę.

— Wspaniale! Możesz już się pakować niewdzięczny pasożycie! — odkrzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami.

— Tato. Tato czemu cię tu nie ma…? — szepnął cichutko i spojrzał na białe chmury za oknem płynące powolutku, pełne ciszy, spokoju i jakiejś dziwnej siły.

Gary siedział chwilę i nawet nie drgnął. Nagle wstał i szybko otworzył szafę. Wyjął z niej wielką, czarną torbę podróżną i jednym ruchem wrzucił do niej wszystkie swoje ubrania. Zszedł na dół i trzasnął drzwiami. Elizabeth podeszła do okna i zobaczyła jak jej syn wychodzi na ulicę razem z torbami. Gdy zniknął na końcu ulicy zasłoniła okno i poczuła, że jest sama. Sama — i jak sobie wmawiała codziennie rano przed lustrem — wolna.

Po paru minutach chłopak stanął przed drzwiami Willy’ego. Kiedy się otworzyły Gary nie musiał nic mówić. Mama Williama od razu poznała co się stało i tylko zapytała swoim ciepłym i pełnym miłości głosem :

— Chcesz u nas zamieszkać?

W dniu, w którym wyprowadził się z domu skończyły się też jego najgorsze problemy. Wszyscy, którzy znali Elizabeth Walker nie dziwili się, że pod koniec trzeciej klasy gimnazjum Gary nie wytrzymał, a wyprowadzka była po prostu konieczna. Jedyne wyjście z całej tej chorej sytuacji. Kiedy jego matka dowiedziała się o tym, że jej syn mieszka u biedniejszego kolegi ani razu nie przyjechała po niego. Nigdy też nie zadzwoniła, a kopalnie i interes rodzinny przepisała — jak później dowiedział się Gary — córce swojej siostry, a jego kuzynce — Isabelle Craig. Jednak nie odziedziczyła ona zamku, który należał do każdego mężczyzny w rodzie Walker.

Wiele razy Gary rozmyślał co sądzi o nim dalej jego matka. Pewnie wyrzekła się go i ma teraz upragniony i wymarzony spokój. Nie musi się już nim martwić ani dawać mu pieniędzy. Przecież i tak to je kochała bardziej niż własnego syna. Gary doskonale pamiętał dzień, w którym musiał raz na zawsze pożegnać się z matką — dzień jej śmierci. Nawet wtedy na łożu śmierci nie potrafiła powiedzieć do niego żadnego miłego słowa.

Mimo kłótni i wypowiedzianych słów chłopak miał ludzkie uczucia i gdy dowiedział się, że jego matka leży we szpitalu z poważnymi uszkodzeniami serca postanowił jednak iść i być z nią do samego końca. Czuł jakiś mały strach, że matka znowu go odrzuci, ale nie zastanawiając się długo otworzył drzwi do jej sali i usiadł koło łóżka. Selene czekała na zewnątrz.

— Mamo…? Warto było palić te cygara? Warto było sie tak denerwować?

— Gary jak dobrze, że tutaj jesteś. — powiedziała z lekkim uśmiechem i spojrzała się na szybę, a kiedy zobaczyła w niej twarz Selene dodała suchym tonem — Nic się nie zmieniłeś. A ja… Ja nie mam już syna. Nigdy nie miałam. — odwróciła głowę i puściła rękę syna.

— Jak możesz tak mówić? Jestem twoim dzieckiem…

— Właśnie nie jesteś. — wyznała, a chłopak był w szoku — Antonio mnie zdradził. Twoja matka zmarła przy porodzie i on wziął cię do siebie. Chciał, żebyśmy stworzyli udaną rodzinę.

— Więc dlatego mnie nienawidziłaś mamo?

— Nie chcę, żeby obcy dla mnie człowiek przebywał w tej sali. Żegnaj chłopcze. — odrzekła sucho.

— Nawet nie starałaś się mnie poznać. Od razu mnie skreśliłaś. — szepnął i wyszedł zostawiając ją samą.

Kiedy tylko zniknął za drzwiami z oczu Elizabeth popłynęły łzy. Wyrzuciła z siebie to, co tyle lat nie dawało jej żyć.

Chłopak nie odczuł zawodu ani przykrości. Przecież nigdy nie miał z nią dobrych kontaktów, a czasami przychodziły takie dni kiedy w głębi serca chciał, by jego matka w końcu odeszła. Gary wiedział, że gdy przyjdzie z Selene nie zrobi dobrze. Pomimo wszystko miał jednak tą malutką nadzieję, która chowała się w głębi jego serca, że matka wybaczy mu wszystko i zrozumie swój błąd. Jednak zawiódł się. Kolejny raz się na niej zawiódł. Chciał, by jego matka poznała dziewczynę, którą może kiedyś w dalekiej przyszłości poślubi i która będzie jej synową. Ale kobieta nie chciała nawet na nią spojrzeć. Nie pozwalała jej na to duma i uprzedzenie, ale także to, że nie była jego prawdziwą matką.

W domu państwa Newell'ów chłopiec miał wszystko, co tylko chciał. Miłość, bezpieczeństwo i zaufanie. Ich syn William Christopher był najlepszym przyjacielem Gary’ego. Lubili siedzieć w parku i spędzali tam niemal całe dnie. Grali w piłkę nożną i gdy pogoda pozwalała również w rakietki. Gary czasami dziwił się, że jego przyjaciel woli siedzieć w parku niż w domu, by nacieszyć się rodzicami. Ale dla Willy’ego było to zupełnie normalne, że rodzice rozmawiali z nim o szkole i jego problemach. Miał tak przez 16 lat, więc zdążył już się tym nacieszyć.

Pewnego razu parę miesięcy po pogrzebie pani Elizabeth Walker siedzieli jak zawsze na trawie i odbijali piłkę. Nagle zobaczyli chłopaka w ich wieku. Nazywał się David Ray Wood i niedawno sie tu przeprowadził. Początkowo nie zwrócili na niego żadnej uwagi, ale chłopak usiadł na „ich” ławce. Chłopcy zmęczeni po grze lubili się tam rozkładać i myśleć jak ich życie będzie wyglądało za kilkanaście lat. Nie czekając długo podeszli do chłopaka i spojrzeli się na siebie.

— Ej, to nasza ławka. — odezwał się Willy.

— Nie zauważyłem, żeby była podpisana. — odrzekł hardo chłopak, a Gary zaśmiał się.

Tak samo zareagował, kiedy parę lat temu Willy powiedział do niego to samo. Spojrzał na przyjaciela, a Willy od razu zrozumiał o co mu chodzi i również zaczął się śmiać. Nieznajomy siedział spokojnie i zerkał to na jednego to na drugiego.

— Co was tak bawi? — zapytał w końcu.

— Bo pamiętam jak pierwszy raz tu przyszedłem i Willy powiedział do mnie co samo co teraz do ciebie, a ja… — przerwał na widok rozbawionego kolegi — A ja zareagowałem jak ty. Identycznie.

— Tak? — nowy zaśmiał się i wstał z ławki — No, ale dobra jeśli to wasza ławka ja spadam. Cześć.

— Poczekaj. — powiedział Gary — Jak się nazywasz?

— David Wood. — wyciągnął rękę.

— A ja Gary Walker. — odpowiedział i uścisnął chłopakowi rękę.

— A ty? — David spojrzał na Willy’ego.

— Willy Newell. William, a dla przyjaciół Willy. — dokończył i uścisnął rękę Davida — Trochę głupio jest mi przedstawiać się William, bo to takie starożytne imię. — powiedział, a David uśmiechnął się.

— A gdzie mieszkasz? Gdzieś tu blisko?

— Tak, koło takiego niedużego siwego domu.

— O to tam, gdzie mieszka Modliszka. — rzucił Willy i skrzywił się na samo wspomnienie o starszej kobiecie.

— Modliszka?

— Tak, miała już trzech mężów i wszyscy nie żyją. Paru osobom wydało się to dziwne, ale nikt nic nie mówi. Wiesz wszystko zostaje tutaj w Olympii. A po drugie to ta kobieta jest tak niska i chuda, że nie dałaby rady nikogo zabić. Tylko my nazwaliśmy ją sobie tak żartobliwie — Modliszka. — wyjaśnił Gary.

— A za tym domem jest taki brązowy. I ja tam mieszkam, a właściwie to razem z Gary’m tam mieszkamy. — powiedział Willy.

— A wy jesteście braćmi, tak?

— Nie, ale to długa historia, na którą szkoda czasu. — uśmiechnął się chłopak i zakończył bolesny dla niego temat.

Chłopcy zapoznali się bardzo szybko i bardzo dobrze dogadywali się ze sobą. Czuli się w swoim towarzystwie bardzo dobrze i mogli sobie ufać. David potrafił docenić przyjaźń chłopaków dlatego, że nigdy przedtem nie spotkał takich właśnie osób.

Pewnego dnia, gdy siedzieli w parku na pamiętnej ławce przez park szła ciemnowłosa dziewczyna. Gary zerwał się z ławki i pobiegł w jej kierunku. To ona była powodem wyprowadzki Gary’ego z domu i wszystkich jego kłótni z matką, lecz nie ona dokonała takiego wyboru. Chłopak wytłumaczył jej coś i zaprowadził do swoich kolegów. Za chwilę cała czwórka stała już i rozmawiała.

— David? Ty tutaj? — zapytała dziewczyna zdziwiona.

— To wy się znacie? — zapytał Willy i Gary równocześnie.

— Tak. Bardzo dobrze. — odpowiedział Wood i zwrócił się do dziewczyny — Nie myślałem, że spotkam w Olympii kogoś takiego jak Selene Ramis. No, no, teraz to mnie pozytywnie zaskoczyłaś kochana.

— Skoro ty dajesz sobie radę dlaczego ja mam sobie nie poradzić? — zapytała i uśmiechnęła się promiennie.

— Daję, daję. Chociaż prawda jest taka, że na Alasce było dużo lepiej. Szczerze mówiąc to ciągle tęsknię za tymi niskimi temperaturami i pochmurnym niebem. Tutaj chociaż nie ma słońca, ale ten deszcz… — pokiwał głową — Ale gdy tylko Ramis’owie się wyprowadzili wiele innych rodzin zrobiło to samo. — odpowiedział i puścił jej oczko.

— O niebo lepiej jest tutaj Dav. Ramis’owie nikogo nie jednoczyli skoro już o tym mowa. Wiesz jak to z nami było. Ale ja muszę już iść. — odpowiedziała i pożegnała się z kolegami, a jej postać oddalała się powoli aż w końcu znikła za drzewami.

— Czemu nam nie powiedziałeś, że znasz Selene? — zapytał Gary.

— Jeśli znasz kogoś od dziecka to nie jest to takie niezwykłe, żeby się tym chwalić. Normalka. A poza tym Selene to nie prezydent, żeby publicznie rozgłaszać, że się ją zna. Teraz to mnie rozbawiliście. — wyjaśnił i rzucił piłkę do Willy’ego — Gramy?

Każdego dnia przyjaciele przychodzili do parku, a z każdym dniem ich przyjaźń pogłębiała. Byli dla siebie jak bracia. Wyglądali troszkę podobnie i cała trójka dobrze się ubierała, ale każdy miał swój odmienny, własny styl.

Gary miał brązowe, nieco kręcone i troszkę dłuższe włosy prawie sięgające do ramion. Od zawsze był chudy i ubierał się w taki sposób, że nie było dziewczyny, która by się w nim nie zakochała. Prześliczne oczy i zniewalający uśmiech czyniły go najładniejszym chłopakiem w całej szkole. Willy również był wysoki i szczupły, ale nie tak jak Gary. Lubił żartować i był typem, który niezbyt — jak jego dwaj przyjaciele — szanował ludzi biedniejszych od siebie. Miał krótkie, brązowe włosy i piwne oczy. Często się uśmiechał. David był identyczny jak chłopaki. Wielka gwiazda szkolnej drużyny futbolu, w której kochały się wszystkie cheerliderki. Jednak jego nie interesowały krótkie, przelotne miłości. Chciał mieć kogoś, kto zawsze będzie przy nim, za to jaki jest, a nie za to kim jest. Styl sportowca i pięknie umięśnione ciało sprawiało, że wszyscy chcieli, ale tylko nieliczni mogli się z nim przyjaźnić. David miał to do siebie, że w całym swoim życiu zaufał tylko czterem osobom. W szkole chłopcy nazywani byli synami Olympii — najładniejsi i najbogatsi porównywani do greckich bogów zamieszkujących Olimp.

Od pierwszej klasy gimnazjum nienawidzili się z Alanem Cravenem, Nathanem Drake’em i Ralphem Smithem. Nikt nie wiedział o co chodziło w tej” domowej wojnie”. Chłopaki kłócili się no i już.

Tak naprawdę to prawdziwym powodem całej nienawiści było to, że Alan przyjaźnił się z Selene, dziewczyną, która od zawsze podobała się Gary’emu. Tak to już jest, że gdy nie chodzi o pieniądze to chodzi o miłość. Nathan i Ralph stawali zawsze po jego stronie, a Willy i David po stronie Gary’ego.

Życie Alana Quentina Craven’a nie należało do najpiękniejszych. Jego matka i ojciec nigdy się nim nie zajmowali. Chłopak został sierotą w wieku 15 lat. Wtedy to umarła jego matka, a ojciec załamał się. Syn odszedł na bok. Dostawał od rodzica pieniądze, za które musiał kupić sobie jedzenie, ubrania i kiedy przychodził wrzesień — książki. Jednak nikt nie widział nigdy ani jego matki, ani ojca. Wszystko co inni wiedzieli na temat Craven'ów pochodziło od Alana. Był niemal tak chudy jak Gary, a może nawet jeszcze chudszy. Jego czarne jak węgle oczy i czarne włosy — takiej samej długości jak Gary’ego — dobrze komponowały się z jego stylem. Chłopak lubił czarny i tylko w tym kolorze miał swoje ubrania. Rzadko się uśmiechał i dlatego wszyscy w szkole uważali go za dziwaka. Nie był bogaty, a mimo to miał przyjaciółkę z pokroju synów Olympii — Selene. Ich przyjaźń zaczęła się od tego, gdy w pewien zimowy poranek, gdy Alan szedł do szkoły przewrócił się na chodniku, a Selene pomogła mu wstać. Bardzo dobrze im się rozmawiało, a zwykła znajomość przerodziła się w niezwykłą przyjaźń.

Jego przyjaciele znali jego sytuację i starali się mu pomagać, w każdy możliwy sposób. Niestety, nie byli ludźmi uczciwymi. Nathan Virgon Drake, rok starszy od Alana — blondyn z niebieskimi oczami — był szanowany w szkole dzięki wpływom ojca. Jego dziewczyną była Elene Lucilla Craig — wysoka i szczupła blondynka z włosami do łokci. Natomiast Ralph Michael Smith zdobył jego sympatię, a jeszcze większą nienawiść Gary’ego, Willy’ego i Davida, dlatego że związał się z kuzynką Walkera i siostrą dziewczyny Drake’a — Isabelle Camille Craig — okrutną, szatynką z piwnymi oczami. Niezwykle ładna, ale nie zwracała uwagi na biedniejszych. Odrzucała każdego chłopaka, który nie mógł jej kupić jakiejś błyskotki za ok. 4 tys. $. Rozkapryszona dziewczynka z dobrego domu. Była to nowa właścicielka — po śmierci pani Walker — kopalni, którą miał dostać w spadku Gary, zanim uciekł z domu. Była ona typową przedstawicielką dumnego i napuszonego rodu Craig. Miała też błędne przekonanie na temat tego, że jest lepsza od innych, a jeszcze bardziej pokazywała to jako trzecioklasistka. Najstarsza w szkole i najbardziej z nią obeznana.

Ale i dziewczyny również miały swoich wrogów. Chociaż, można by rzec, że ich wzajemną nienawiść i wrogość do siebie zapoczątkowały ich drugie połówki, przyjaciele i przede wszystkim tak jak w przypadku Selene — rodzinna przeszłość. Od niepamiętnych czasów Walker’owie i Craig’owie byli przeciwko rodzinie Wood'ów i Ramis'ów. Nic pewnie nie zmieniło by się do dziś, gdyby nie Gary. Wolał porzucić rodzinę w imię przyjaźni. Przyjaźni, której jego „matka” nie umiała zaakceptować, przyjaźni z Selene Ramis i Davidem Woodem. Wszyscy zauważyli, że Gary był zupełnie inny niż jego krewni, dlatego też został „wyklęty” z rodziny. Selene pamiętała jak opowiadał im kiedyś, że jego matka wymazała jego zdjęcie z drzewa genealogicznego w ich rodzinie.

Selene Catherine Ramis była od podstawówki przyjaciółką Alana Craven’a. Nieco później, w pierwszej klasie gimnazjum, dołączyła się do nich Evanna Mary Lynn. Selene była szczupłą, średniego wzrostu dziewczyną. Miała czarne, hebanowe i kręcone włosy oraz brązowe oczy. Lubiła czarny kolor jak Alan. Jej matka — Esmelle Lilith Ramis — pracowała w oddalonej o kilka mil szkole językowej, dlatego córka widywała się z nią tylko w święta i wakacje. Jednak był też tego mały plus. Kobieta uczyła swoją córkę hiszpańskiego, francuskiego i włoskiego. Natomiast jej ojciec Johnny Tobias Ramis — jako szef jednego z banków — rozpieszczał córkę jak tylko mógł. Kupował jej różne prezenty bez żadnej okazji, zabierał na wycieczki, a w ogóle traktował jak księżniczkę. W jej 10-te urodziny postanowił, że zrobi jej pewną niepowtarzalną niespodziankę. Zabrał ją do banku i założył konto. Co miesiąc wpłacał tam połowę swojej wypłaty. Esmelle robiła tak samo. Na początku dziewczyna nie wiedziała, dlaczego rodzice to robili, ale później po kilkunastu latach prawda wyszła na jaw.

Pewnego dnia, kiedy przyjechała do szpitala dowiadując się o wypadku rodziców, ojciec wyznał jej prawie wszystko na łożu śmierci. Tego dnia straciła i matkę i ojca, a świat i dawne, szczęśliwe życie legło w gruzach bezpowrotnie.

Dziewczyna wbiegła do szpitala otwierając gwałtownie drzwi. Podbiegła do recepcji i zapytała drżącym głosem recepcjonistki ubranej całej na granatowo :

— Gdzie jest Johnny Ramis?

— Pokój 315.

— A Esmelle Ramis?

— A kim dla nich jesteś? — zapytała recepcjonistka roztrzęsioną dziewczynę.

— Córką.

— Idź do 315. Tam jest doktor Parrness. Wyjaśni ci wszystko. — powiedziała i uśmiechnęła się do niej smutno.

Patrzyła na dziewczynkę z litością w oczach. Sama była matką i nie wyobrażała sobie, by jej córka pochowała ją. Nie miała serca powiedzieć jej co stało się z jej rodzicami. Selene była taka młoda. Nie była nawet w stanie iść do pracy, a co dopiero mówić o samodzielności.

Dziewczyna wbiegła po schodach i po paru sekundach stanęła przed drzwiami pokoju. Kiedy wyszedł lekarz spojrzał na nią smutno. Ta wyczuła, że coś jest nie tak. Tylko dlaczego nikt nie chciał powiedzieć jej prawdy?

— Doktorze Parrness.

— Selene, tak? — zapytał i spojrzał na nią ze współczuciem.

— Tak. Co z moim tatą? A jak się czuje mama?

— Stan twojego taty jest zły. A można powiedzieć, że bardzo zły. Nie potrafię cię kłamać. Nie pozostaje ci żadna nadzieja. Przykro mi kochanie. — wyznał smutno lekarz.

— A moja mama? Esmelle.

— Pani Ramis niestety zmarła w drodze do szpitala.

— Nie… Nie… — szepnęła i usiadła na krześle stojącym przed salą 315, a z jej oczu popłynęły łzy prawie tak czerwone jak krew, która spływała z jej serca.

Lekarz podszedł do krzesła i usiadł koło niej. Też miał córkę i doskonale znał ten ból kiedy ktoś kogo się kocha odchodzi. Jego żona Ann Anastasia umarła dwa lata po ich ślubie. Nie zdążył nawet się nią nacieszyć. Zmarła tak nagle, a oni mieli przecież tyle planów do zrealizowania, tyle marzeń. Pamiętał doskonale jak jego córka — dowiedziawszy się o śmierci matki — zareagowała. Dwa tygodnie płakała i spała ze zdjęciem swojej matki przy poduszce. I doskonale wiedział jak czuje się Selene.

— Idź się z nim pożegnać. Potrzebuje cię. Ja nie miałem okazji pożegnać się z żoną, ale ty nie zrób tego błędu, bo potem nigdy go sobie nie wydarujesz.

Dziewczyna wytarła oczy i otworzyła powoli drzwi. Jej tata leżał bezsilny, a oczy straciły blask. Z ramienia wystawał kawałek osikowej gałęzi. Po szyi ciekła krew. Koszula podarta była na strzępy. Po jego palcach i ręce spływała krew kapiąc powoli na ziemię. W powietrzu unosił się zapach bliskiej śmierci.

— Tato. Co się z wami stało? Kto…?

— Selene. Selusia… — wziął ją za rękę i ciężko odetchnął — Posłuchaj mnie. Posłuchaj mnie uważnie kochanie…

— Tatusiu spokojnie. Wyjdziesz z tego.

Dziewczyna nie płakała przy nim, nie chciała okazać mu swojej słabości, nie chciała go zawieść ani wyprowadzić z błędu, że nie da sobie rady bez niego i mamy. Chciała, by teraz, w tak ciężkiej dla niego chwili nie martwił się o przyszłość swojej córki.

— Moja córeczko… Przez 5 lat. Co miesiąc. Razem z mamą… — przerwał, bo przed jego oczami przeleciał obraz jego żony z zakrwawioną twarzą na noszach, kiedy jeden z ratowników zasuwał czarny worek — Wpłacaliśmy na twoje konto 3 tys. $. Chcieliśmy cię zabezpieczyć… Na wypadek gdybyśmy… No wiesz…

— Tato… Rozumiem. — szepnęła dziewczyna widząc jak z wypowiedzeniem każdego kolejnego słowa jej ojciec cierpi i ile go to kosztuje.

— Kocham cię Selene. Mama też cię kocha. Nie wyrzekaj się tego… Kim naprawdę jesteś… A gdy przyjdą smutne dni, spójrz na gwiazdy i wiedz, że masz tam nas. Na zawsze. Moje słoneczko… Jakby to mama ujęła czasami tylko popatrz się w gwiazdy i uśmiechnij… — szepnął, a dziewczyna poczuła jak jego dłoń bezwładnie opada, a oczy powoli się zamykają, ale serce nie przestało jeszcze bić.

— Ja też was kocham i nigdy o was nie zapomnę. — powiedziała cichutko, ze łzami w oczach i złapała prawą ręką za prawy nadgarstek ojca.

— Dziecko nie rób tego…

— Obiecuję, że osoba, przez którą teraz cierpieliście zapłaci za to po trzykroć jeszcze większym cierpieniem. Obiecuję, że wszystko co zrobię będzie hołdem dla was.

— Zupełnie jak Esmelle…

Były to ostatnie słowa jakie usłyszała od ojca. Zdała sobie sprawę, że była to ostatnia rozmowa, ostatni uścisk dłoni, ostatnie spojrzenia. Została sama.

Przez dwa lata nauczyła się dorosłego i samotnego życia, a Alan i Evanna pomagali jej jak tylko mogli. Wtedy też jej ojciec chrzestny i kuzyn jej ojca — Richard Alexander Singleton, dyrektor liceum — przeprowadził się do Olympii i opiekował chrześnicą. Nie był wymarzonym zastępczym ojcem. Nigdy się nie odzywał, a wszyscy uczniowie się go bali. Uczył biologii, chociaż na lekcji gadał tylko o tym jak być dobrym i żeby szanować swoją rodzinę, a zwłaszcza rodzeństwo. Selene nie zachwycił pomysł, a mianowicie to, że będzie z nim mieszkała. Nigdy przedtem go nie widziała, nie znała, a teraz miał ponieść za nią odpowiedzialność. Obiecała sobie, że albo ona się wyniesie albo on. Takie właśnie było życie Selene.

Evanna była mniej więcej takiego samego wzrostu jak przyjaciółka, lecz miała blond włosy i brązowe oczy. Nieco grubsza od Selene, ale entuzjazm jaki od niej bił tuszował jej wszelakie wady. Często się uśmiechała. To właśnie ona zapoznała Selene z Natalie Samanthą Perez. Ta to dopiero była dziwna. Prawie co parę dni zmieniała kolor włosów, a styl ubierania Selene opisywała jako” umarły za życia”. Była kapitanem szkolnej drużyny cheerliderek. Kiedy na castingu odrzuciła Isabelle Craig zyskała sobie wrogów w postaci jej i jej siostry Elene, a także jej chłopaka Ralpha i chłopaka jej siostry — Nathana.

Richard Singleton był bardzo tajemniczym człowiekiem. Nikt nie wiedział, gdzie jest reszta jego rodziny i skąd pochodzą. Wszystko zostawało w rodzinie. Jedyną rzeczą, której nie ukrywał mężczyzna było pokrewieństwo z Ramis’ami i to, że jego chrześnicą jest Selene. Nie rozmawiał z nikim i zawsze był jakiś przybity. Nie miał przyjaciół, z nikim się nie spotykał. Zawsze się czegoś bał i był ciągle nieobecny. Ciągle gdzieś wyjeżdżał i nigdy nie potrafił odpowiedzieć na zadane pytanie. Kiedy zgodził się na prośbę swojego kuzyna i jego żony, każdy był zaskoczony. Jednak nikt też nie miał pojęcia, co tak naprawdę go gryzło. Swoim wyglądem też mało co zdradzał. Zawsze chodził w siwym, długim płaszczu zimowym i kapeluszu o wielkim rondle. Miał nawet długą brodę i wąsy i czasami uczniowie śmiali się z niego, że wygląda jak sam Merlin. Selene zgadzała się z tą opinią, ale nie mówiła mu tego w twarz. Tyle, że Merlin opisywany w książkach był miły dla swoich uczniów i pomocny dla ulubieńca, a Richard nie szanował nawet chrzestnej córki i wiecznie o coś się jej czepiał.

Rozdział 2

Szkoła

Parę lat później…


Październik był ulubionym miesiącem Selene. Słońce nie świeciło już wcale, ale za to często padał deszcz i wiał wiatr. O tej porze liście nabierały już żółtych i czerwonych kolorów. Wiatr, deszcz i pochmurna pogoda była dla niej czymś idealnym. Nienawidziła słońca i upałów, a wakacje uważała za okres głupiej przeplatanki słońca i niewytrzymywanego gorąca. Najlepszą porą roku była zdecydowanie jesień.

Jest to taka pora w roku, kiedy kolorowe liście opadają z drzew, wiatr wieje znacznie mocniej, a woda w stawie nabiera ciemnego, ponurego wyglądu. Na samą myśl ludzi ogarnia smutek i gorycz, że nie zobaczą już przylatujących bocianów, lecz same kruki, że nie zobaczą uśmiechniętych twarzy małych dzieci bawiących się nad zalewem, lecz same szkliste, zapatrzone w ekran telewizora zaspane oczy. Na szczęście to przykre zjawisko nie dotyczy wszystkich, ponieważ jesień ma w sobie wiele ukrytych dobrych cech takich jak np. miłość, spokój i opanowanie. To właśnie wtedy malowniczymi parkowymi alejkami, zasypanymi przez kolorowe liście, wędrują przytuleni zakochani, wyznając sobie swoje najskrytsze myśli oraz uczucia. Człowiek jesienią wycisza się, staje się bardziej skłonny do zadumy. Latem często nie ma się nawet czasu na zjedzenie porządnego obiadu, gdyż szkoda marnować pięknych słonecznych dni, w zimie natomiast niedługo po powrocie ze szkoły zasypia się, bo jest zimno, sennie i ponuro. Jesienią na wszystko jest czas. Nawet kłopotliwe i częste deszcze nie przeszkadzają w spokojnych, pełnych ciepła rozmowom wyjaśniających wiele zawikłań rodzinnych czy miłosnych. Człowiek wycisza się, chowa się w skorupce oszczędzając swoje siły, obmyśla nowe plany i wyładowuje się emocjonalnie w gronie najbliższych mówiąc im jak bardzo dobrze się z nimi czuje. Zostawia te wszystkie swoje siły na później, aby nagle na wiosnę rozkwitnąć jak ten narcyz, aby pokazać, że nie zasnął na wieki lecz tylko na małą chwilkę w swoim długim życiu. Nie tylko kwiaty i ludzie się zmieniają, lecz całe otoczenie.

Nieco smutna pogoda i pora roku. Ale właśnie taka pogoda była wymarzoną dla Selene. Ciemne, pochmurne niebo było w jej oczach jak jasne, błękitne niebo w lecie dla innych ludzi. Czarne kruki niczym wesołe skowronki, a pusty park pozwalał jej się zrelaksować. Mogła wyciszyć umysł, na chwilę zapomnieć o otaczających ją problemach.

Był ranek. Selene wstała i zeszła na dół. Poszła się wykąpać i umyła zęby. Kiedy wyszła z łazienki udała się do kuchni. Tam zastała Richarda. Jak zawsze ubrany był w ciemny garnitur i pił kawę. W jednej ręce trzymał gazetę, a w drugiej papierosa. Zgasił go, bo wiedział jak bardzo chrześnica tego nie lubiła. Dla niej palenie było tylko powolną śmiercią na własne życzenie.

— Hej. Możemy pogadać? Mam parę pytań i chcę żebyś na nie odpowiedział. — powiedziała niepewnie dziewczyna spoglądając na ojca chrzestnego i podchodząc do lodówki, otworzyła ją i wyjęła szary karton i zaczęła z niego pić.

— Hej. — odburknął jej — Nie mam czasu teraz. Muszę iść. Obowiązki wzywają. Wybacz. — odpowiedział po czym wstał i wyszedł.

— Obowiązki. Oczywiście… — szepnęła sama do siebie.

Było tak zawsze. Każdego ranka, każdego po południa, każdego wieczoru. Richard wychodził przed siódmą, a wracał koło 11 wieczorem. Nigdy nie tłumaczył się ze spóźnień, nigdy niczego jej nie zabraniał. Kiedy oglądała do późna telewizję, nawet mu to nie przeszkadzało. Wieczorami zastanawiała się, czy jej ojciec chrzestny wie kim ona naprawdę jest i kim byli jej rodzice. Nigdy o nich nie wspominał, a kiedy dziewczyna chciała o nich porozmawiać — kończył temat i wychodził z domu. Czasami pewne sytuacje utwierdzały ją przekonaniu, że gdyby nie znał prawdy nie zgodziłby się z nią zamieszkać.

Selene wyszła do szkoły. Zamknęła furtkę z małych, czarnych deseczek wykonaną przez jej ojca. Dziewczyna pamiętała reakcję swojej matki kiedy to zobaczyła. Następnego dnia pojechała do sklepu i kupiła 3 puszki czarnej farby i pomalowała cały płotek. Ludzie, którzy ich nie znali bali się wchodzić na teren domu. Czarne ogrodzenie i obwódki u okien nie zachęcały ich do tego, a wręcz przeciwnie.

— Jacyś dziwni ci Ramis’owie. — tak właśnie mówili o nich ludzie — A może oni są tacy sami jak Addams’owie. Kochają sadystyczne zabawy i nie wiadomo co jeszcze.

Ale oni nie przejmowali się tym. Byli razem i byli szczęśliwi. Owszem, skrywali pewną tajemnicę, o której nikt nie wiedział. Ale w oczach Esmelle i Johnny’ego taka opinia wynikała z tego, że nikt ich nie znał, ponieważ oni nie chcieli dać się poznać. Stare plotkary rozpuszczały takie właśnie plotki, by dopiec Ramis’om za to, że wszystko co działo się w ich domu nie oglądało światła dziennego. Czasami tylko niektórzy mieszkańcy, którzy akurat nie spali podczas pełni mieli okazję zobaczyć panią Ramis i ich córkę siedzące na tarasie przed domem otoczone jakimś dziwnym, tajemniczym blaskiem.

Idąc zamyślona minęła brzozę, potem następną i jeszcze jedną. Jej wielki, biały pień zajmował tyle pobocza co trzech dorosłych mężczyzn. Był wielki i gruby, cały pokryty białą korą. I gdy tak szła i szła spotkała swoją przyjaciółkę — Evannę Lynn. Dziewczyna śmiała się do niej już z daleka. Podeszła do niej zadowolona i wesoło się przywitały.

— Sela.

— Cześć Eva… — ale nie dokończyła, bo nagle jakiś czarny samochód zahamował z piskiem opon.

W środku siedziała trójka śmiejących się i gadających chłopaków. Selene od razu rozpoznała jednego z nich — Davida, z którym znała się trochę dłużej. Jej koleżanka nie kryła swojej radości ze spotkania. Od jakiegoś czasu ona i William Newell pisali ze sobą i spotykali się.

— Hej Evanna. — powiedział Willy, a ona uśmiechnęła się promiennie — Może się z nami zabierzecie? Czy wolicie iść? — dokończył pytanie i otworzył drzwi.

— Ja z chęcią skorzystam.

Gary nic się nie odzywał i cały czas obserwował Selene. Dziewczyna raz po raz spoglądała w stronę małego domu za zakręcie. David i Willy zajęci byli rozmową z Evanną.

— A Selene ty nie jedziesz? — zapytał ją chłopak.

W tym momencie parę domów dalej pojawił się Alan Craven. Spojrzał się w stronę samochodu i pomachał ręką. Chłopaki buchnęli śmiechem, a dziewczyna wzięła głęboki wdech i uśmiechnęła się.

— Jest i nasz Śmiecialan. — zaczął David.

— Takie osoby wogóle nie powinny istnieć. Jak on wogóle wygląda. — dodał Willy, a Evanna zaśmiała się cicho spoglądając ukradkiem na stojącą nadal na chodniku przyjaciółkę.

Ta nic nie mówiła. Przyjaźniła się z synami Olympii, ale miała nieco inny system wartości. To nie pieniądze były dla niej ważne. Może stało się tak dlatego, że w bardzo młodym wieku została sierotą? Jej największym pragnieniem było posiadanie rodziców — coś czego nie miała w przeciwieństwie do reszty swoich znajomych. Nie doceniali swojego szczęścia — tak uważała dziewczyna kiedy przyjaciele opowiadali jej o swoich kłótniach z rodzicami. Wiele razy Evanna mówiła jak to fajnie będzie się wyprowadzić z domu i iść na swoje. Kiedyś dawno dawno temu ona też tak mówiła. Ale zmieniła zdanie, gdy jej rodzice zginęli. W trudnych chwilach nie miała się do kogo zwrócić i rozmyślała jak to wspaniale mieć rodziców. Ale jeszcze wtedy nie zdawała sobie sprawy jakich naprawdę rodziców mają jej przyjaciele.

Kiedy cała czwórka świetnie się bawiła żartując i śmiejąc z biedniejszego od nich Cravena, nagle Selene odezwała się. Zawsze broniła kolegi, ponieważ bardzo go lubiła. Obgadywanie i przezywanie biedniejszych od siebie było dla niej czymś nie do zniesienia. Jej zmarła mama ciągle mówiła jej, że to nie to jak się wygląda i ile ma się pieniędzy jest ważne tylko, co to ma się w sercu.

— Przykro mi, ale Alan to mój przyjaciel i obiecałam mu, że dzisiaj pójdziemy razem do szkoły. A was nie rozumiem, zachowujecie się tak jakby on był jakiś inny tylko dlatego, że nie chodzi cały ubrany w Pumę. — odparła i spojrzała na Willy’ego, który miał na sobie same markowe ubrania — Może kiedyś zastanowicie się nad swoim postępowaniem i przejrzycie na oczy. Ze mną też pewnie byście się nie chcieli kolegować, gdybym nie miała pieniędzy?

Gary przestał się śmiać, a David i Willy spojrzeli zaskoczeni na Evannę i wydali z siebie bezdźwięczne” że co?”. Ta kiwnęła głową, a Selene podniosła rękę i pomachała czekającemu Alanowi. Chłopak uśmiechnął się, a kanapka, którą trzymał w ręce wypadła mu na ziemię. Gary i Willy z trudem powstrzymali śmiech.

— Sela no coś ty. Tu nie chodzi o kasę. Ty to co innego. Wystarczy na niego spojrzeć. — powiedział Newell i uśmiechnął się.

— Żeby ciebie takie coś nigdy nie spotkało mój drogi. — odpowiedziała chłopakowi, który zamilkł i nie chciał już dłużej prowadzić konwersacji na temat Alana.

— To na razie.

— Zobaczymy się w szkole. — powiedziała i szybkim krokiem ruszyła w kierunku kolegi, a samochód powoli odjechał.

Tymczasem Alan wziął od koleżanki torbę. Nie była ciężka, bo dziewczyna nie nosiła za dużo książek, tylko parę zeszytów i puszkę pepsi. Chłopak uśmiechnął się do niej i założył jej torbę na swoje lewe ramię. Z początku Selene czuła się trochę dziwnie, gdy kolega pomagał jej nieść torbę, prawie pustą, ale z czasem przywykła do jego uprzejmości. Czasami nawet czuła się tak jakby Alan był jej chłopakiem.

— Co chcieli? — zapytał swoim lodowatym tonem, który pozostawał niezmieniony, natomiast pannie Ramis podobał się jak nikomu.

— To moi znajomi. Chcieli mnie podwieźć. A zaskoczyło ich to, że ktoś taki jak ja odmówił Synom Olympii. — zażartowała i klepnęła go w ramię — Ale wolałam się przespacerować.

— Synowie Olympii. Żałosne. — dodał prychając pogardliwie — Nie rozumiem jak możesz się z tymi ludźmi przyjaźnić.

— A ja nie rozumiem, dlaczego się tak nie lubicie. — powiedziała do niego czekając na jakieś wyjaśnienie, gdy nagle podjechał drugi samochód, zatrzymał się koło nich, a z okna wychyliła się Isabelle i rzuciła pogardliwe spojrzenie Selene i prychnęła z niechęcią, a potem przeniosła swój wzrok na Cravena.

Selene bardzo to zdenerwowało, ale mimo wszystko chciała nie dać po sobie tego poznać. Zawsze kiedy tylko Isabelle była w pobliżu ona nie mogła się uspokoić. Przez tyle lat musiała znosić jej docinki. Nie wiadomo czy Isabelle robiła to specjalnie czy nie, ale przenosiła się dokładnie w te same miejsca, w których mieszkała Selene.

— Od rana takie paskudne widoki. — szepnęła na widok twarzy Isabelle, która niestety, a może stety to usłyszała.

— Jedziesz z nami Alan czy wolisz iść z tą… Ramis? — zapytała go Isabelle piorunując dziewczynę złowieszczym spojrzeniem, a Nathan i Ralph spojrzeli na siebie porozumiewawczo i uśmiechnęli się.

Wiedzieli, że Isabelle i Selene nienawidziły się, ale nie wiedzieli dlaczego. W gimnazjum też miały spięcia. Isabelle uważała, że Selene nie zasługuje na żaden szacunek jako sierota, której rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Często dogadywała jej z tego powodu. Lecz ich konflikt trwał można powiedzieć, że od wieków, jednak nikt o tym nie wiedział.

Chłopak kiwnął przecząco głową. Lubił poranne spacery do szkoły w towarzystwie jedynej dziewczyny, którą szczerze lubił. Mógł jej się zawsze zwierzyć, pogadać i pośmiać. Tylko ona nie pokazywała tego, że miała pieniądze. Uważała, że to nie jest powód do dumy. Oczywiście bogactwo daje duże możliwości, ale nie da się kupić ani miłości ani też przyjaźni.

— Żałosna osoba, żałosne odzywki. — odcięła się Selene.

— Uuu… — mruknęła dziewczyna — Nie musisz się aż tak krytycznie oceniać. Muszę przyznać, że czasami powiesz coś wrednego, ale podkreślam, że to tylko czasami.

— I znowu pokazałaś, że twoje IQ jest ujemne.

— Ja chociaż je mam, niskie, ale mam.

— Sama się do tego przyznałaś przy świadkach.

— Jeśli miałabym wybierać pomiędzy twoim IQ a moim to zdecydowanie wybrałabym to drugie. — powiedziała, a Elene zawtórowała jej — Ale nie muszę jak ty biegać każdej soboty na cmentarz, by porozmawiać z rodzicami.

— Może nie na cmentarz, ale jakoś ich tutaj nie ma. Też chyba nie przepadają za twoim głupim towarzystwem.

— Twoja zmarła matka pewnie każdej nocy dziękuje losowi, że już nie żyje. — zaśmiała się jak i reszta siedzących w samochodzie.

— Isabelle nie przeginaj! — krzyknął Alan, a ona schowała głowę z powrotem do samochodu i zasunęła szybę do połowy.

— Nic na to nie poradzę, że jestem szczerą realistką. — odparła z lekkim uśmiechem i oplotła rękami swojego chłopaka.

— Widzimy się w szkole! — krzyknął do niego kolega odjeżdżając szybko, a po paru sekundach z samochodu zrobiła się mała, czarna plama.

Alan zauważył zakłopotanie Selene. Jej spotkania z Isabelle Craig nigdy nie kończyły się dobrze. Jedna drugiej zawsze musiała powiedzieć coś, co nie pozostawało obojętne. W przypadku Selene byli to rodzice. Dziewczyna nadal nie mogła się pogodzić z ich startą i gdy ktoś jej o tym przypominał miała ochotę sama ze sobą skończyć. W szkole udawała silną i wesołą, ale gdy była razem z Alanem nie musiała tego robić.

— Nie przejmuj się. — uśmiechnął się do niej lekko dotykając ręką jej dłoń — Ona ma trochę niewyparzony jęzor, ale pewnie kiedyś za to zapłaci.

— Nie wszyscy muszą mnie lubić. — westchnęła — Tak to już jest. A już tym bardziej ta cała… Craig. Dobrze, że mam ciebie.

Chłopak zaśmiał się. Bawił go sposób postrzegania świata i ludzi przez przyjaciółkę. Często mówiła mu, że ona lubi samotność. Chłopak dobrze pamiętał jak kiedyś pewnego dnia, gdy jeszcze chodzili do gimnazjum wyjechali całą klasą na obóz. Wszystkie dziewczyny szybko zaaklimatyzowały się i nawiązały jakieś nowe znajomości. Tylko Selene nie zaprzyjaźniła się z nikim. Kiedy już potem wszyscy zaakceptowali jej specyficzny styl bycia, dziewczyny z obozu doszły do wniosku, że Selene jest dziwna. Wiele osób jej to mówiło, więc nowości nie odkryły. Wieczorem, po spożyciu alkoholu, kiedy wszyscy stali się bardzo rozmowni i niezwykle towarzyscy, jedna z dziewczyn o imieniu Sabrine w przypływie szczerości powiedziała Selene jakie ma o niej zdanie. Wyznała jej, że jest dziwna, ponieważ cały czas ubiera się na czarno i wogóle nie jest towarzyska. Dziewczyna nie przejmowała się opinią ludzi o sobie dlatego też i tym razem te wieści nie zrobiły na niej żadnego wrażenia.

— To ja się cieszę, że cię mam.

— Oboje jesteśmy trochę inni niż wszyscy. Nic dziwnego, że przeznaczenie pozwoliło nam się spotkać.

— I dziękuję mu za to każdego dnia. — zaczerwienił się odrobinę — Dlaczego ubierasz się jak ja? — zażartował, by zmienić temat, ponieważ czuł, że mógłby za dużo powiedzieć na temat swoich uczuć.

— To ty kradniesz mi czarny mój drogi. Można powiedzieć, że ja i ten kolor jesteśmy sobie przeznaczeni.

Rozmawiali, żartowali i śmiali się idąc do szkoły. Alan chciał, żeby takie chwile nigdy się nie kończyły, ponieważ już od dawna był zakochany w Selene. Miał czasami chęć zapytać ją czy ona też do niego coś czuje, ale gdyby odpowiedź była przecząca ich przyjaźń nie rozpadła by się, ale pewnie nie byłoby tak jak jest teraz, dlatego wolał nic nie robić. Selene wychodziła z tego samego założenia i cierpliwie czekała na pierwszy krok Alana.

— Wiesz, że się spóźnimy. — poinformował dziewczynę.

— Wiem Alan, wiem. I znowu Pressman będzie się wkurzał.

— Może uda się nam jakoś wślizgnąć do klasy niezauważenie.

— Sokole oko wszystko widzi. — powiedziała, a chłopak zaśmiał się — Wiesz jaki on jest. Wkurza mnie to, że wogóle przyjmują do ludzkich szkół takich nauczycieli.

— Ludzkich? — zdziwił się młodzieniec.

— No wiesz chciałam powiedzieć, że przyjmują takich ludzi, a wyszło zupełnie co innego. — uśmiechnęła się — W mojej dawnej szkole nie było takich osób. Nauczyciele byli sprawiedliwi, a ten już nie raz pokazał, że bardziej lubi osoby, które mają pieniądze. Hmm… Jak ja nienawidzę takich ludzi. — prychnęła.

Droga minęła im dosyć szybko, ale gdyby nie ta kłótnia z Isabelle dotarliby na czas. A tak kiedy dotarli przed drzwi klasy było już po dzwonku. Dziewczyna wcale nie chciała iść na lekcję jednak zmusiła się. Uśmiechnęła się do kolegi i kiwnęła głową, że jest gotowa. Alan otworzył drzwi i wpuścił dziewczynę pierwszą.

— Przepraszamy za spóźnienie. — powiedziała do nauczyciela, a ten tylko kiwnął ręką, by usiedli.

— Siadajcie już, siadajcie. Nie mam czasu na takie pierdoły. Spóźniacie się każdego dnia na moje lekcje. No, ale już przywykłem.

Pan Pressman nie był nauczycielem z zamiłowania. Siedział na lekcjach tylko po ty, by przesiedzieć i dostać wypłatę. Miał swoje humorki i czasami, kiedy był zły, potrafił przepytać całą klasę w ciągu 10 minut stawiając wszystkim nic innego tylko same dwójki niezależnie od tego kto ile powiedział. Niesprawiedliwość biła od niego na milę.

Selene rozejrzała się po klasie. Evanna siedziała z Willy’em, a David z Gary’m. W rzędzie pod oknem nie było już wolnych miejsc, dlatego Selene usiadła razem z Alanem w jego ławce. Kiedy wszyscy ucichli pan Pressman zaczął sprawdzać listę obecności.

— Sophie Emma Abraham. — wyczytał pierwsze nazwisko.

— Jestem! — krzyknęła mała, chuda dziewczyna o twarzy jak śliwka z miną cierpiętnicy, która zawsze wszędzie chodziła sama.

Może wcale nie chciała, ale nie miała na to żadnego wpływu. Nie miała dużo wad, ale miała jedną, która bardzo utrudniała jej życie. Sophie lubiła się wymądrzać. Zawsze odzywała się niepytana na każdy temat, wtrącała się do rozmów i ogólnie była jakaś wkurzająca. Kiedyś dawniej, jedna z dziewczyn z klasy Selene postanowiła uświadomić swoją koleżankę i powiedziała jej, że jeśli nie zmieni się to cała klasa złoży petycję o przeniesienie jej do innej grupy. Dziewczyna zgodziła się i od tego czasu zaczęła się zmieniać.

— Javier Pablo Cordero.

— Tutaj.

Pressman spojrzał się na chłopaka. Jego mina była po prostu bezcenna. Nikt już nie chciał tego komentować, ale po klasie i tak rozległy się ciche, ale słyszalne szepty.

— A to nie raczy już powiedzieć jestem albo obecny tak? Tylko ja muszę się za szanownym panem rozglądać.

— Przepraszam. Obecny… — powiedział z uśmiechem na ustach chłopak i dalej zaczął mazać po zeszycie.

Wszyscy uczniowie dobrze wiedzieli, że z profesorem Pressman’em należy żyć w zgodzie i zawsze trzeba mu ustąpić. Nie lubił on uczniów, którzy kłócili się z nim lub odzywali się do niego nie w ten sposób, który on uważał za stosowny. Tak więc każdy wolał już zachować wszystkie uwagi dla siebie i mieć spokojną głowę.

— Pauline Irene Calman.

— Jestem.

Potem padło kilka kolejnych nazwisk.

— Alan Quentin Craven.

— Jestem. — po klasie rozległ się lodowaty głos niczym dotyk zmarłego człowieka.

— Evanna Mary Lynn.

— Jestem.

— Michael Dixon Lension.

— Jestem.

— William Christopher Newell.

Chłopak nie odpowiedział, bo był za bardzo zajęty rozmową z Evanną. Nauczyciel powoli podniósł wzrok i zdjął okulary. Alan szepnął coś do Selene, a ta uśmiechnęła się. Oboje wiedzieli, że za chwilę Pressamn znowu zacznie te swoje pogadanki na temat szkolnych miłości. Ten patrzył się przez parę chwil na Willy’a, ale gdy chłopak nie reagował odezwał się.

— Panie Newell umów się z panną Lynn po lekcjach, a teraz uważaj. Ja to nie rozumiem takiego zachowania. Za moich czasów nie można było nawet oddychać na lekcjach jeśli nauczyciel nie pozwolił, a teraz to wogóle inaczej. Newell rozmawia z Lynn w najlepsze i ignoruje mnie podczas najważniejszej czynności jaka jest wykonywana na lekcji — podczas sprawdzania obecności. Zobaczymy czy przy odpowiedzi też będziesz taki czarujący i rozgadany Willy. — powiedział i uśmiechnął się lekko.

Chłopcy zaśmiali się.

— Już uważam, profesorze Pressman. A co do tej odpowiedzi… — pokiwał głową — To może jutro? Co pan o tym myśli? — uśmiechnął się do profesora.

— Oj Newell, Newell. Niech ci będzie, że nie było rozmowy.

— Dziękuję panie Pressman. — odpowiedział i znowu odwrócił się do Evanny, a profesor tylko pokiwał głową i założył swoje okulary po czy znowu spojrzał w dziennik.

— Selene Catherine Ramis.

— Jestem.

Nauczyciel spojrzał się na nią. A gdy zobaczył, że siedzi ona z Alanem od razu musiał to skomentować. Z natury był ciekawski i bardzo interesowały go sprawy uczniów, których uczył. W szczególności zawsze skupiał się na Selene, Alanie i Gary’m. Kiedyś na lekcji powiedział, że Selene powinna być z Gary’m, bo to taki czarujący chłopak. Dziewczyna wyszła wtedy z klasy, ponieważ już od samego rana wkurzył ją Richard, a teraz jeszcze doszedł Pressman. Od tamtej pory profesor już nie komentował tego z kim powinna się związać Selene. Jednak dzisiaj znowu poruszył ten temat.

— Widzę, że mamy nową parę. Ja jednakowoż nadal zdania nie zmieniłem.

— To mój kolega. — odpowiedziała, a profesor zaśmiał się.

— Taaa każdy tak mówi. Dzisiaj przyjaciele, później kochankowie, a potem małżeństwo i dzieci. — rozkręcał się nauczyciel, a Selene i Alan zakryli twarze — Komu wy chcecie to wmówić kochani moi. No dobrze jedziemy dalej. Moim zdaniem powinnaś być z Walkerem. Miły chłopak i pasujecie do siebie.

— Cześć. — powiedział do Selene Alan i wstał.

Pressam wiedział, że przesadza czasami z tymi swoimi uwagami i poczuł małe wyrzuty sumienia. Alan do bogatych nie należał, a Gary tak. Nawet dorosły mężczyzna, który powinien być poważny zachowywał się jak dziecko.

— Alan usiądź. Ja nie twierdzę, że coś do ciebie mam. Nie, nie.

Chłopak nawet nie patrząc na nauczyciela usiadł w ławce i wyciągnął zeszyt. Nienawidził lekcji z Pressman’em tak samo jak nienawidziła tego Selene.

— A my wracamy do listy. Gary Nicolas Walker.

— Jestem.

— David Ray Wood.

— Jestem.

Kiedy lista już została sprawdzona nauczyciel zaczął prowadzić lekcję.

— Zapiszcie temat i punkty. Ma być idealna cisza inaczej piszecie kartkówkę, zrozumiano? — zapytał i wziął kredę do ręki.

Kiedy Selene zaczęła pisać, nagle na jej ławkę upadła karteczka. Rozejrzała się po klasie i zobaczyła, że David i Gary śmieją się i coś do niej pokazują. Wzięła karteczkę do ręki i rozwinęła. Był tam śmieszny rysunek pary młodej z opisem” Evanna i Willy”. Dziewczyna zaczęła się po cichu śmiać.

— Co panią tak bawi panno Ramis? — zapytał nauczyciel stając przy jej ławce.

— Nic, nic.

Wziął karteczkę, założył okulary i rozwinął papier.

— Oooo. No proszę. Jak uroczo. — uśmiechnął się — Laurka od pana Cravena. Jaki z pana romantyk no, no… Nie wiedziałem, że pan ma ludzkie uczucia, a sądząc po głosie wyczuwałem nawet ich brak, a tu taka zmiana.

— To nie ode mnie.

David zaśmiał się, a Gary nagle spoważniał. Znowu każdy będzie łączył Selene z Alanem, a nie z nim. Przecież to oni do siebie pasowali, a Craven psuł wszystko. Zawsze był tam gdzie nie trzeba, łaził za Selene wszędzie, nie odstępował jej na krok. Nikt nie mógł do niej podejść, bo Alan zawsze był gdzieś w pobliżu.

— Nie od niego.

— Uczę was półtora miesiąca, a już widzę, że na siebie lecicie. Umówcie się po szkole, a teraz dajcie mi poprowadzić tą lekcję do końca, ok? Szczerze mówiąc ja też nie jestem zadowolony z przebywania z wami całe 40 minut ale cóż mogę na to poradzić.

— Oczywiście. Przepraszamy. — odpowiedzieli razem widząc jak cała klasa śmieje się bez opamiętania, ale tylko Gary nic się nie odzywał i kiedy lekcja się skończyła wyszedł pierwszy.

Korytarz powoli zapełniał się uczniami wychodzącymi z różnych klas. Gary szybkim krokiem pokonywał drogę do parkingu, na którym stał jego samochód. Nagle usłyszał za sobą wołanie. Rozpoznał głos Selene i trochę zwolnił.

— Gary! Gary poczekaj!

Chłopak zatrzymał się i odwrócił. Selene biegła za nim trzymając książki w ręce. Najwyraźniej nie zdążyła się jeszcze spakować, a bardzo chciała z nim porozmawiać. Torbę miała odsuniętą, a o mało co nie wypadł z niej piórnik. Natalie i David szli powoli w ich kierunku, a Evanna z Willy’em dopiero wychodzili z klasy.

— Co się stało?

— Mam do ciebie sprawę. — powiedziała i zaczęła wkładać książki do torby.

— Jaką? — zapytał uśmiechnięty.

— Bo wiesz, że mój samochód jest zepsuty, a chciałabym jechać na zakupy.

— I chcesz, żebym cię zawiózł, tak? — zapytał, a ona kiwnęła głową.

— I mi doradził. Bo Alan nie może, a tak to zawsze we dwójkę chodziliśmy.

— Jasne, że pojedziemy. Możemy potem iść do kina i na pizzę. Powiedz Nati i Evie żeby też przyszły.

— Ok, a ty Davidowi i Willy’emu. — rzekła uśmiechnięta i spojrzała na idącą z naprzeciwka grupkę, której synowie Olympii nienawidzili z całego serca.

I oczywiście w takiej sytuacji pojawił się nikt inny jak Alan Craven razem ze swoimi — jak uważali synowie Olympii — przygłupimi kolegami: Nathanem Drake’em i Ralphem Smithem. Kiedy przechodzili uśmiechnęli się widząc jak Selene patrzy się na kolegę i szturchnęli Alana ramieniem. Gary rzucił im piorunujące spojrzenie, a oni odeszli dalej, a Selene i Walker poszli do stołówki. Gary zrezygnował z wrócenia do domu po tej krótkiej rozmowie, która niesamowicie poprawiła mu humor. Tam zastali już czekających na nich Evie, Willy’ego i Davida. Kiedy cała piątka siedziała przy stoliku, nagle przyszła do nich Natalie Perez ubrana w strój cheerliderki.

— Hej wam.

— Hej.

— Przerwa w tańczeniu? — zapytała ją Selene.

— Nareszcie. — uśmiechnęła się i usiadła koło Davida.

Żadne z nich nie miało najmniejszego pojęcia, by związać się ze sobą jak Evie i Willy. Selene i Gary? Nie, to nie mogło wypalić. Przecież oni byli tylko przyjaciółmi, a Natalie i David? Identyczna sytuacja. Kiedy przyjaciele zajęci byli rozmową do stołówki przyszli Alan, Nathan z Elene i Ralph z Isabelle. Usiedli przy stoliku pod ścianą, po przeciwnej stronie do stolika synów i cór Olympii.

— Alan coś ty taki przybity ostatnio? — zapytał go Nathan.

Nathan był najmniej kłótliwy z całego tego towarzystwa. Jego dziewczyna też wolała nie wypowiadać na głos niektórych słów i gdy z kimś się pokłócili po protu się nie odzywali. Natomiast siostra Elene — Isabelle Craig była tak przepełniona nienawiścią i świetnie pasowała do Ralpha, który był taki sam. Lubił wszystkim dokuczać i chciał by traktowano go jak kogoś z lepszej strefy. Lubił Alana jednak kilka razy kłócił się z nim o jego przyjaźń z Selene. Isabelle także zwracała na to uwagę i nie chciała, by ktoś z jej otoczenia kolegował się z jej największym wrogiem.

— A tak jakoś.

— Elene chodź ze mną. — zawołała do siostry Isabelle i cmoknęła Ralpha w policzek — Niech chłopaki sobie pogadają. Bo ta wstydziocha nic przy nas nie powie. — uśmiechnęła się i obie odeszły do swoich kumpelek do innego stolika.

— Powiesz nam? — dopytywał się Ralph.

— Ok powiem, ale nie śmiejcie się.

— Pełna powaga.

— No dobra więc to chodzi o… bo… yyy… no chodzi mi o… yyy… no… — jąkał się chłopak, a koledzy popatrzyli na siebie porozumiewawczo.

— Dobra, wiemy o co chodzi, a przynajmniej się domyślamy. — przerwał mu Nathan — Chodzi o Selene Ramis. Podoba ci się, ale nie wiesz jak do niej zagadać i czy ty jej się podobasz, tak?

— Tak.

— A nie przeszkadza ci to, że cały czas chodzi ubrana na czarno, a kiedy słońce wyjdzie znika? Bo dla mnie to jest nieco takie dziwne, a dla ciebie? — zapytał Ralph.

— Nie.

— Takie jakieś trochę mroczne i za bardzo… — przerwał na widok miny Alana.

Kiedy chłopcy gadali nie zauważyli, że Willy stoi niedaleko ich stolika i wszystko słyszy. Udawał, że wybiera jaką sałatkę sobie wziąć, a tak naprawdę czekał na dalszą część rozmowy. Alan nie chciał by ktokolwiek wiedział o jego uczuciach do Selene, ale miał dzisiaj taki posępny humor, że nie patrzył czy ktoś go słucha czy nie.

— Wydaje mi się, że ona i Walker coś ze sobą kręcą. — wyznał niepewnie Alan.

— Eeee tam nigdy. Byśmy wiedzieli. — powiedział Ralph — A jak chcesz ją zdobyć to kup jej kwiatka, jakąś błyskotkę, powinieneś wiedzieć co ona lubi. Znasz ją przecież nie od dziś. Rusz trochę głową. — dokończył.

— Nie mam tyle kasy.

— Ja ci dam. — zaproponował mu Drake.

— Oddam ci jak tylko będę mógł. Ale…

— Nie ma sprawy. — przerwał mu, wyciągnął z kieszeni portfel i wręczył do ręki parę banknotów — A wiesz z tego co ja i Elene zaobserwowaliśmy to obstawiam, że ty się jej podobasz. — powiedział, a Alan uśmiechnął się.

— Serio?

— No tak. Chodzicie razem do szkoły. Ona dla ciebie rezygnuje z przyjeżdżania do szkoły z tamtymi kretynami. — przerwał i wskazał głową na Davida i Gary’ego.

— Oni chyba nie są tacy źli. — powiedział Craven i spojrzał na zaskoczonych jego słowami kolegów — Chodzi mi o Evannę Lynn i Natalie Perez. One nigdy nic do mnie nie miały. Ale najgorszy jest ten Walker, potem Newell i Wood.

— Może i nie, ale ja tam wiem swoje. — skwitował Ralph i spojrzał na zbliżającą się do ich stolika Isabelle — To co kochanie robimy po szkole? — zapytał jej i reszty paczki.

Kiedy Willy skończył podsłuchiwać poszedł do kolegów. Był zadowolony, bo wreszcie nadarzyła się okazja, by zrobić z Alana pośmiewisko.

— Gary nie uwierzysz. — zaczął, a chłopak odstawił puszkę z colą.

— Co? — zapytał, a Willy zamilkł na chwilę.

— No mów. — nalegał David, a dziewczyny niecierpliwiły się.

— Craven zabujał się w… — spojrzał na Selene — W tobie Selene. I chce kupić ci jakiś prezent.

— Chociaż go na to nie stać. — zadrwił David, a Natalie uśmiechnęła się.

Zawsze się śmiała z rzeczy, które mówił jej kolega i patrzyła mu się prosto w oczy. Selene i Evanna coraz częściej zauważały, że Natalie zaczyna się inaczej zachowywać w towarzystwie Davida. Kiedy tylko gdzieś się pojawiał, ona pytała się przyjaciółek czy dobrze wygląda, czy nie rozmazała sobie makijażu itp. A gdy zaczepił ją lub coś do niej powiedział była cała w skowronkach.

— Chociaż go na to nie stać. Ale pożyczył kasę od Drake’a. Ale wstyd. Chcę kupić coś dziewczynie nie za swoje pieniądze. — ciągnął Willy — A jego największą obawą jest to, że ty Gary… — spojrzał na kolegę — że ty i Selene coś ze sobą kręcicie.

— Jesteście bezczelni! — syknęła Ramis wstała, wzięła torbę i wyszła ze stołówki, a Natalie i Evanna pobiegły za nią.

Alan odwrócił się i spojrzał na wychodzące dziewczyny. Potem, gdy spojrzał się na stolik chłopaków ci zaśmiali się i zaczęli coś od nowa szeptać.

— Wiecie co możemy zrobić? — zapytał kolegów David i uśmiechnął się chytrze rzucając pustą puszką po pepsi do kosza i trafił w sam środek.

— Powiemy paru osobom, że Śmiecialan rozpowiada, że on i Selene są parą. Wtedy ona się wścieknie i skończy się ta jego niby „przyjaźń” z naszą. — dokończył Gary.

Gdy lekcje już dobiegły końca paczka z Olympii poszła do kina. A wesoły Alan poszedł razem z kolegami do galerii, żeby najpierw obejrzeć rzeczy, które Alan może kupić dla przyjaciółki, która — jak miał nadzieję — stanie się wkrótce jego dziewczyną.

Rozdział 3

Kolejny urlop, kolejna tajemnica

Następnego dnia czyli w sobotę rano przy śniadaniu Richard siedział jak zwykle posępny. Popijał kawę i czytał jakieś papiery. Jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć. Kiedy Selene weszła do kuchni nie uciekł — co było dla niej dziwne. Nigdy nie chciał przebywać w tym samym pomieszczeniu co ona. Dziewczyna jednak nie zwracała na niego żadnej uwagi i zajęła się tym czym powinna. Otworzyła lodówkę, ale nie znalazła tam nic ciekawego. Była nieco zła, ponieważ to Richard obiecał dbać o zapasy żywności, a tymczasem robił wszystko, by uprzykrzyć Selene życie choćby w najmniejszym stopniu. Mruknęła tylko niezadowolona i zauważyła, że Richard spogląda na nią czasami. Zastanowiło ją to, ale nigdy nie przywiązywała uwagi do tego jak żyje i co robi Richard. Skoro on traktował ją jak powietrze, ona odwzajemniała się mu tym samym.

— Sama musisz sobie kupić coś do jedzenia. Ja nie będę dla ciebie nic robił. Nie dla takiego kogoś.

— Lepiej ci?

— Jestem nieco zdenerwowany tym spotkaniem. To dlatego.

— Rozumiem.

— A tak właściwie to wyjeżdżam. W szkole zastąpi mnie Pressman, a ty poradzisz sobie w domu, tak? — zapytał ją czekając na potwierdzenie.

Ale ona nic się nie odzywała. Mężczyzna nie spuszczał z niej wzroku. Chyba w taki właśnie sposób chciał wymusić na niej potwierdzenie. Po kilku minutach nie wytrzymał i zajął się swoją pracą. Podniósł leżącą na podłodze koło jego krzesła aktówkę i złożył wszystkie papiery na jedną kupkę. Schował je do papierowej teczki i włożył do środka aktówki.

— Wyjeżdżasz prawie dwa razy w ciągu tygodnia, co daje razem osiem razy w ciągu miesiąca. Już przywykłam. — uśmiechnęła się do niego od niechcenia, a na jego twarzy pojawił się jakiś dziwny wyraz, a usta wykrzywiły się w coś co prawie przypominało uśmiech.

— To dobrze.

— A gdzie wyjeżdżasz?

— Nieważne. — odburknął i zrobił to, co zawsze — wstał i wyszedł, a Selene usłyszała tylko trzask drzwi, a potem pisk odjeżdżającego samochodu.

— Jak zawsze. — mruknęła sama do siebie i zajęła się przygotowywaniem śniadania — " Czemu on się mnie tak strasznie boi?”


Tymczasem Richard kierował samochodem. W radiu leciała piosenka zespołu The Dragons. Trzymał mocno kierownicę i pogłosił radio. Czuł się zadowolony, gdy wiedział, że nie będzie się widzieć z Selene przez parę dni. Dziewczyna była jego chrzestną córką, ale niektórzy wątpili w to. Ojciec chrzestny nie zachowuje się tak jak Richard. Sam kiedyś powiedział dziewczynie, że to jej ojciec bardzo prosił go o to i ten zgodził się. Jednak ona nie wierzyła. Czuła, że ojciec chrzestny cały czas ją okłamuje, ale oprócz niego nie miała innej rodziny.

W jednej chwili słońce zniknęło z nieba i czarne chmury zakryły je dokładnie. Wiart zaczął wiać od północy. Mężczyzna uchylił szybę i wciągnął powietrze. Było takie zimne, takie rześkie i takie przyjemne. Piosenka podobała mu się i dlatego zaczął sobie śpiewać.

— Why you hurt me? Why you hurt me? Why you have to say goodbye. I’m not other. I’m not other so you don’t treat me that. Why you hurt me? Why you hurt me? Tell me, I want to know. — nucił mężczyzna i pukał lekko palcem po kierownicy.

Właśnie, dlaczego mnie ranisz? Pomyślał o kobiecie czekającej na niego w szpitalu w Aberdeen. Dlaczego mnie ranisz? Pytała go nie raz, nie dwa. Ale on nie widział w sobie żadnej wady. Uważał, że cierpimy, bo na to zasłużyliśmy. Czas nie zapomina o nikim i prędzej czy później dopadnie nas, a nasze grzechy będą podwojone. Tak samo jak ból. Dlaczego mnie ranisz? To pytanie mogła mu zadać także Selene. Nie interesował się nią, jej problemami ani niczym innym co z nią związane. Nie wiadomo czemu z nią mieszkał. Zjawił się tego pamiętnego dnia na pogrzebie Esmelle i Johnny’ego, a potem oznajmił Selene, że jest jej ojcem chrzestnym i zamieszka z nią na prośbę jej rodziców. Wiedział, że dziewczyna była zbyt słaba psychicznie, by móc się wtedy sprzeciwić. Może to nie był jego pomysł? Może ktoś mu kazał? Chociaż mieszkanie z nim niczym nie różniło się od mieszkania samemu. Mężczyzna pomyślał sobie o osobach które mogłyby zadać mu to pytanie. Od razu nasunęły mu się na myśl Johnny i Esmelle. Nieżyjący przyjaciele sprawiali, że czuł się źle. Nie lubił o nich rozmawiać. Nigdy też nie poszedł na ich groby. Selene pytała go dlaczego tak się przed tym broni skoro jak twierdził był wielkim przyjacielem jej rodziców. Mężczyzna zawsze odpowiadał, że to dla niego trudne i kończył rozmowę.

Kiedy wjechał do stanu California mógł wyłączyć wycieraczki, bo deszcz nie lał już jak z cebra. California — sąsiedni stan — była bardzo słoneczna. Rozejrzał się i zobaczył, że chmury są jaśniejsze, a deszcz na pewno tutaj nie przyjdzie. W oddali widać było pioruny i dało się słyszeć również grzmoty. Jechał i jechał jakby droga nigdy nie miała się skończyć. Po 5 milach zobaczył tabliczkę z nazwą małego miasteczka — " witamy w Aberdeen”. Wjechał na parking i zgasił samochód. Wyszedł z niego i udał się w stronę biało-niebieskiego budynku.


Selene ubrała się i już gotowa była do wyjścia do galerii. Wyciągnęła z szafy swoją ulubioną czarną kurteczkę. Nie lubiła stylu w jakim teraz chodziła ubrana, ale nie chciała, by ktoś zaczął coś podejrzewać. Czasami patrzyła na zdjęcia mamy i czuła wielką chęć, by ubrać się tak samo jak ona, ale tutaj w Olympii, gdzie ludzie widzą wszystko mogło by się coś wydać. Nagle jej telefon zadzwonił. Był to Gary. Pewnie czekał już przed domem.

— Już idę. — odebrała i rzuciła krótkie zdanie, po czym rozłączyła się, wzięła torebkę i wyszła z domu zamykając drzwi na klucz.

Już przywykła do tego, że nie musi myśleć czy Richard wziął ze sobą drugie klucze czy nie. Spędzał w domu tylko parę dni w roku, więc dziewczyna czuła się tak jakby żyła sama. Wesoło podeszła do czekającego samochodu i wsiadła do niego. Gary uśmiechnął się zadowolony.

— Hej.

— Cześć. — przywitała się i zamknęła drzwi od samochodu..

— Jakoś tak dziwnie wyglądasz. — powiedział i coraz to baczniej zaczął przyglądać się koleżance.

— Dzięki za komplement. — odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się lekko.

— Nie to nie miało tak zabrzmieć.

— Oj Gary nie musisz się tłumaczyć. Po prostu życie z Richardem po jednym dachem mnie wykańcza. Ale nie mówmy o tym. — machnęła ręką — Mam nadzieję, że powiedziałeś reszcie?

— Tak. Przed chwilą dzwonił do mnie David i mówił, że czekają na nas na parkingu. Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli włączę radio? — zapytał zapalając samochód.

— Nie. — uśmiechnęła się do niego.

Gary nacisnął jakiś przycisk z nutką, a w głośnikach zabrzmiała muzyka techno. Selene również lubiła ten typ muzyki, ale nie lubiła słuchać muzyki bardzo głośno. Po jakiejś godzinie zaczynała ją boleć głowa i czuła się nie za dobrze. Techno nie każdemu się podobało, a przykładem byli Johnny i Esmelle. Rodzice Selene często mówili, że techno wyraża bunt i żartowali, że mają córkę buntowniczkę. Selene pamiętała jak kiedyś weszła do domu, a jej mama próbowała polubić gatunek muzyki jaki lubiła jej córka. Obie miały z tego niezły ubaw, ponieważ Esmelle z każdą kolejną minutą słuchania coraz to bardziej krzywiła się, głowa zaczynała ją boleć, ale mimo tego nadal chciała pokazać ukochanej córce, że techno zaczęło jej się podobać.

— Mogę cię o coś zapytać? To takie trochę prywatne. — zapytał z pewnym momencie chłopak, a dziewczyna kiwnęła głową — No dobra. Będę szczery. Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu. Nie ufam plotkom i wolę to usłyszeć od ciebie. Czy ty i Alan coś ze sobą kręcicie?

— Jesteś moim kolegą i masz takie prawo, by pytać o to co się ze mną dzieje. Ale czemu pytasz akurat o to?

Selene była troszkę zakłopotana pytaniem kolegi. To była jej osobista sprawa i nie chciała nic nikomu zdradzać. Jak na razie o tym, co się dzieje z jej sercem wiedziała tylko Evanna. Nie lubiła nigdy rozpowiadać każdemu kogo lubi, by potem w razie porażki nie musiała czuć się dziwnie w ich towarzystwie. Zawsze tak jest, że gdy ktoś nieszczęśliwie się zakocha jego przyjaciele starają się pocieszać tamtą osobę, rozmawiać z nią itp., a czasami jest to naprawdę nie do wytrzymania.

— Jeśli nie chcesz nie odpowiadaj. Nie naciskam. Ale ostatnio w szkole Craven rozpowiadał, że jesteś jego dziewczyną i takie tam. Ciekawość.

— Co? — zapytała zdziwiona — Alan powiedział w szkole, że jestem jego dziewczyną?

— No tak. Na własne uszy to słyszałem. Najpierw chwalił się Smithowi i Drake’owi, potem powiedział to Isabelle i Elene. Mówił, że teraz będzie wiedział o wszystkim co dzieje się wśród synów i cór Olympii.

— Czy ja wiem… — pokiwała głową, ale jakoś nie wierzyła w słowa Gary’ego, ponieważ Alana znała bardzo dobrze i wiedziała, że był za bardzo nie śmiały, by powiedzieć takie coś — To mój kolega. Taki jak ty, David czy Willy. Chociaż dobrze wiesz, że jego znam znacznie dłużej niż was. Ale wszystkich traktuję jednakowo. I nie wierzę w to, żeby Alan mówił takie rzeczy. To pewnie ktoś kto go nie lubi odpowiada za to.

— Ok w porządku.

Po 20 minutach byli już na miejscu. Wysiedli z samochodu i ruszyli w kierunku drzwi wejściowych. Gary otworzył je i kiedy weszli do windy, ktoś nagle zatrzymał drzwi ręką. Byli to David i Willy z Evie.

— Cześć.

Selene wcisnęła guzik z liczbą 2, a po chwili drzwi już się otworzyły, a przyjaciele udali się do pierwszego sklepu. Nagle jednak chłopcy zobaczyli Alana Cravena płacącego za coś przy kasie w Aparcie. David szturchnął ramieniem Selene, a ona od razu zrozumiała o co im chodzi. Wiedziała, że zaraz zacznie się to samo co w szkole. Śmiech i co zawsze za tym szło — kłótnia.

— Poczekajcie chwilę. Zaraz do was wrócę. — powiedziała do paczki i ruszyła szybkim krokiem w kierunku kolegi.

Willy objął Evie ramieniem.

— Teraz będzie super akcja. — szepnął zadowolony Gary do Davida z nadzieją w głosie.

Selene podeszła do chłopaka i położyła mu dłoń na ramieniu. Ten odwrócił się i kiedy zobaczył dziewczynę otworzył usta zaskoczony jej widokiem. Nie miał zielonego pojęcia o tym, że spotka tutaj Selene. Miał gorącą nadzieję, że nie zastanie jej tutaj. Plan był całkowicie inny, a teraz taka wielka komplikacja.

— Co ty tu… — jąkał się, ale dziewczyna mu przerwała.

— Chciałam się ciebie o to zapytać już od jakiegoś czasu, ponieważ nasłuchałam się już dużo rzeczy na ten temat. Czy to prawda, że mówiłeś w szkole, że jesteśmy parą?

— Nie. — zaprzeczył szybko chłopak, ale na widok miny koleżanki coś w nim pękło i postanowił wszystko jej powiedzieć — No dobrze powiem ci. Nic takiego nie mówiłem przecież i tak wiem, że nic by to nie dało. A jedyne osoby, które wiedziały o tym, że… no wiesz… że mi się podobasz to Nathan i Ralph. Nikt inny. Naprawdę. — wyznał i spuścił głowę.

— Wiem, że to nie ty. A to? — zapytała wskazując palcem na czerwone pudełeczko, które chłopak trzymał w ręce.

— To miało być dla ciebie. — powiedział smutnym głosem — Taki mały drobiazg ode mnie dla ciebie jako mojej dziewczyny, ale…

— A teraz już nie jest?

— Jest.

Dziewczyna uśmiechnęła się i otworzyła pudełeczko. W środku był naszyjnik z czystego złota z zawieszką w kształcie serduszka wykonanego z diamentu.

— Jest cudowny. Ale przecież… Skąd miałeś tyle pieniędzy? Takie coś nie jest tanie. Mały bukiecik kwiatów też byłby idealny.

I kiedy ona dogadywała się z Alanem Gary tylko czekał, aż usłyszy krzyk koleżanki. Chciał jak nikt, by jego wróg poniósł klęskę. Żeby stracił zaufanie osoby, na której tak bardzo mu zależy. Ale nic takiego się nie działo.

— Czemu ona nie krzyczy? — niecierpliwił się Willy.

— Chłopaki to jest jej kolega. — zaczęła Evie, ale jej chłopak zamknął jej usta pocałunkiem.

— Obawiam się, że nasz plan nie wypalił. — powiedział David patrząc na Selene i Alana.

— Wood… — zaczął Gary, ale przerwał, gdy zobaczył jak Craven — osoba, której tak bardzo nie znosił — całuje jego… hmm… najlepszą przyjaciółkę.

Po paru sekundach kiedy już Alan skończył całować Selene, dziewczyna powiedziała coś do niego i ruszyła w kierunku przyjaciół.

— Sorki, że was zostawię, ale sami widzieliście co zaszło pomiędzy mną, a Alanem. Nie musicie się martwić. Te plotki nie były rozsiewane przez Alana.

— Super, że też kogoś masz Sel. I dobrze, że ta sprawa się wyjaśniła. — uśmiechnęła się Evanna i przytuliła koleżankę. Wiesz tak szczerze to wy już chyba od paru miesięcy ze sobą kręciliście? — zapytała, a Selene pokiwała głową — Te wasze spacery do szkoły itp. To było takie podejrzane.

— Fajnie, że sobie kogoś znalazłaś, tak. — powiedzieli Wood i Newell nieco zbici z tropu, ale Ramis zauważyła, że nie mają do niej pretensji, że chodzi z ich wrogiem.

— Tak fajnie. Ale ja się muszę zbierać. I jeśli myślisz, że ten kretyn będzie mógł z nami się pokazywać to na to nie licz. — powiedział ostrym tonem do koleżanki — Nara. — burknął Gary i odszedł w stronę wyjścia, a chłopaki pobiegli za nim.

— O co mu chodzi? — zapytała przyjaciółkę dziewczyna.

— O niego. — Evanna wskazała palcem na czekającego chłopaka — Gary uważa, że Alan to jego śmiertelny wróg. Myśli, że go zdradziłaś. Ale nie przejmuj się nim. To twoje życie i ważne jest, żebyś to ty była szczęśliwa. Idź do niego. — dokończyła uśmiechnięta wskazując na czekającego Cravena, po czym pożegnała się z Selene i poszła w stronę kłócących się chłopaków.

Alan podszedł do swojej dziewczyny i wziął ją za rękę. Razem udali się do paru sklepów i dopiero po 4 godzinach, kiedy Selene kupiła sobie co tylko chciała, chłopak odprowadził ją do domu. W drodze powrotnej Alana minął samochodem Gary. Stanął i otworzył okno. Craven mruknął z niesmakiem coś pod nosem.

— Czego chcesz? — zapytał Walkera.

— Nie myśl, że zatrzymałem się, bo ciebie zobaczyłem. — odpowiedział i zaczął szukać czegoś w szufladce, ale Alan nadal nie ruszał się i obserwował nieprzyjaciela — Co się gapisz Craven? — warknął do niego zdenerwowany Gary.

— Spadaj Walker. — syknął Alan.

Chłopak już miał wysiąść z samochodu, gdy z daleka zobaczył zbliżającego się Nathana. A ten z kolei był pierwszy do bójki.

— Policzymy się w szkole. — powiedział i zapalił samochód.

Nienawiść chłopaków coraz bardziej się potęgowała. Gary kiedy tylko miał okazję dogadywał Alan’owi, śmiał się z niego. To samo robili David i Willy. Nie docierało do nich nawet to kiedy Selene prosiła ich, by przestali, a jeśli chcą dalej prowadzić wojnę to tylko z Nathanem i Ralphem. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Ale ani Selene ani nikt inny nie mógł zakończyć tego konfliktu.

Raz nawet, a dokładniej w nocy, gdy Selene nie mogła zasnąć myślała o tym jak zakończyć tą wielką wojnę.

— " Może jak Gary nie będzie mnie widywał z Alanem to wszystko jakoś się uspokoi? A może… Może, gdybym z nim zerwała wojna skończyła by się raz na zawsze? Ale ja kocham mojego Alana i nie wyobrażam sobie bez niego życia. — rozmyślała leżąc na łóżku — Gary też jest fajny i lubię go, ale tylko jak przyjaciela. Ciekawe co poradziłaby mi teraz mama. Pewnie powiedziałaby, żebym nie przejmowała się innymi tylko patrzyła na to, by być szczęśliwą. Tak. Pewnie tak. Nie zrezygnuję z Alana. A jeśli będzie trzeba odejdę od elity synów i cór Olympii.”

Zastanawiała ją tylko jedna myśl. A mianowicie to czy tylko ona jest taka głupia, by móc pomyśleć o tym, żeby zerwać z chłopakiem, którego tak bardzo kocha i na którym jej tak bardzo zależy tylko po to, by jej kumpel nie złościł się. Przecież żadna dziewczyna nie zdecydowałaby się na rozstanie z tak błahego powodu jak kolega. To nie kolega był z nią w trudnych chwilach. To nie kolega pocieszał ją kiedy coś złego się stało. To nie z kolegą spędzi resztę życia tylko z chłopakiem — z Alanem.


Richard Singleton wyszedł z budynku. Widać było, że jest zły. Ruszył szybkim krokiem w stronę parkingu, gdzie stał jego samochód. Wyjął pilota i nacisnął zielony przycisk. Drzwi otworzyły się, a mężczyzna wsiadł do środka i trzasnął nimi głośno. Deszcz nie zaczął padać, ponieważ niebo trochę się rozjaśniło, jednak ciemne chmury szybko się ponownie pojawiły. Z daleka nawet widać było korony drzew zatopione w gęstej, ciemnej mgle. Wiatr był bardzo silny i wiał od strony północy i targał ich wierzchołkami we wszystkie strony. Momentami zdawało się, że kolosalne drzewa zaraz złamią się i runą niczym domino. Samotne, czerwone, żółte liście urywały się z gałęzi i szybowały daleko, daleko, a potem spadały spokojnie na ziemię tworząc piękny, jesienny dywan. Nawet przez szybę można było poczuć, że powietrze jest zimne i lodowate. Czasami udało się przecisnąć przez chmury samotnemu promieniowi, jednakże nie na długo. Mężczyzna rozejrzał się dookoła. Nie widział nic wspaniałego w zwykłych, ciemnobrązowych koronach drzew, w tajemniczej i gęstej mgle, w złowrogich, deszczowych chmurach, ale wiedział, że Selene na pewno by się to spodobało. Była taka sama jak Esmelle i tak bardzo mu ja przypominała — i z charakteru i z wyglądu. Przekręcił kluczyki i zapalił auto. Wyjechał z parkingu, gdy nagle zadzwonił jego telefon. „Selene” wyświetliło się na ekraniku. Richard długo się wahał, aż w końcu nacisnął zieloną słuchawkę.

— Słucham? — w słuchawce rozległ się ponury głos.

— Kiedy wrócisz, bo nie wiem czy ci zrobić kolację? — zapytała głosem prawie identycznym jak kobieta ze szpitala.

— Ale chyba nie robisz swojego specjału?

— Daruj sobie. — syknęła zdenerwowana do słuchawki i na chwilę zapadła dłuższa cisza.

— Selene? — zmienił trochę swój ton — Jesteś tam? Ja ostatnio mam dużo stresów i dlatego jestem taki jaki jestem.

— Chcesz tą kolację? — zapytała dając mu do zrozumienia, że wcale nie interesuje ją to, co miał jej do powiedzenia mężczyzna.

— Zrób jak chcesz.

— A za ile będziesz?

— Niedługo. — odpowiedział i rozłączył się.

Odłożył telefon na siedzenie obok i włączył radio. Akurat leciały wtedy wiadomości, więc podgłosił trochę, by lepiej wszystko słyszeć. Kiedyś żył wogóle inaczej, a teraz musiał przyzwyczaić się do tego, co mu pozostało. Może właśnie to, że Selene była z tamtej części jego dawnego życia sprawiało, że był dla niej niezbyt miły. Przypominała mu o tym wszystkim, co bezpowrotnie stracił i za czym cały czas tęsknił.

Po paru milach pogoda zaczęła się zmieniać. Kiedy minął tabliczkę z dużym napisem” Waszyngton, Olympia” niebo zachmurzyło się. Promienie słońca schowały się, a krople deszczu padały na rośliny i drzewa. Po poboczach spacerowali młodzi i starsi ludzie z parasolami w rękach. Mieszkali tutaj na tyle długo, by się przyzwyczaić do takiej pogody. Wszyscy byli zadowoleni mimo padającego deszczu, wszyscy oprócz kierowcy czarnego Forda — Richarda Singletona. Po kilku minutach mężczyzna już był pod domem. Zgasił silnik i wysiadł z samochodu. Otworzył drzwi i usłyszał kroki Selene.

— Richard to ty?

— Tak. A kogo ty się spodziewałaś? — mruknął zdejmując kurtkę.

— Udam, że nic nie słyszałam, ponieważ nie chcę zepsuć sobie tego wieczoru. Jeżeli chcesz to w lodówce są kanapki. — oznajmiła wycierając ręce o fartuch i wyciągnęła rękę po stojącą na stole butelkę wina El Sol.

— El Sol?

— Tak, wino, bo nie jesteśmy głodni. — zaczęła niepewnie, a on spojrzał na nią zaskoczony, gdy powiedziała” głodni " — Nie mówiłam ci nic, bo nie chcesz mnie słuchać, ale to osoba, którą lubisz.

— Jestem pewny, że osobą, którą ja lubię nie przyszłaby do ciebie. — szepnął cichym tonem tak, żeby tylko Selene to słyszała — Ty będziesz piła wino? Przełkniesz je?

— Przełknę.

— No dobra. Kto to jest?

Nagle z pokoju wyszedł Alan. Ubrany w czarny garnitur z fioletowym krawatem. Trochę dziwnie się czuł. Jakby zaraz miał poprosić o rękę Selene, a słowo Richarda znaczyło bardzo bardzo dużo i czuł, że ten nie wyrazi zgody na zaślubiny. Co za idiotyczne uczucie. Prawda była taka, że jego dziewczyna i jej opiekun żyli ze sobą jak pies z kotem.

— Dzień dobry panie dyrektorze. — powiedział chłopak, a po ciele mężczyzny przeszedł dreszcz, bo już kiedyś słyszał podobny głos, albo może tylko mu się wydawało.

Do serca napłynęły mu same negatywne uczucia jak strach, zdenerwowanie i napięcie. Powoli odwrócił głowę w nadziei, że nie zobaczy tam osoby, której od tylu lat unikał. Jednak gdy zobaczył Alana lekko się rozluźnił.

Selene stanęła obok chłopaka, a ten wziął ją za rękę. Pan Singleton rzucił na nich okiem. Szczerze mówiąc naprawdę bardzo do siebie pasowali. Ona niewysoka i ładna, a on szczupły z super ślicznymi oczami. Ona jako” zło " — według Richarda — w czystej postaci, a on jako dobro.

— Alan Cracer, tak?

— Craven. — poprawiła go dziewczyna.

— Tak, przepraszam. — odpowiedział Richard i zrobił coś czego nigdy nikt, by się nie spodziewał — uśmiechnął się.

Selene spojrzała na niego. Pierwszy raz widziała jego uśmiech. Nie wiedziała, że w dniu jego śmierci zobaczy ten uśmiech po raz drugi.

Alan poczuł się trochę swobodniej. W jego oczach było coś co mówiło iż chłopak czuł, że ma przewagę nad Richardem z nieznanych nikomu powodów.

Przy kolacji Richard był zupełnie inny. Często się uśmiechał i rozmawiał z Alanem dosłownie o wszystkim i był jakiś taki dziwnie uległy jeśli chodziło o to, co powiedział albo o to, co zrobił chłopak, ale do Selene rzadko się odzywał. Dziewczyna z jednej strony była zadowolona, ale z drugiej czuła się jakoś tak niepewnie. Alan był bardzo pewny siebie i śmiało prowadził rozmowy z jej chrzestnym ojcem. Przeważnie było tak, że gdy ktoś umiał dogadać się z Richardem nie dogadywał się z nią, ale Alan był zupełnie inny, jakby nie z tego świata. Był czasami nieco trochę za idealny, a za mało realny.

— Więc od kiedy ze sobą chodzicie?

— Od dwóch tygodni. — odpowiedziała Selene — Ale znamy się od podstawówki.

— Właśnie, to jest piękne w miłości, że gdy ma się kogoś jest się pewnym, że nigdy nie zostaniesz sam. Miłość jest naprawdę piękna jeśli jest odwzajemniona. Niektóre kobiety łamią serca mężczyzn, a nie zważają na ich uczucia. Takim przykładem może być twoja… — przerwał i zerknął na Selene, ale zrezygnował z dokończenia zdania.

— Myślę, że już powiedziałeś to, co chciałeś powiedzieć.

— Tak, ale zapomnijmy o tym. Jak dobrze, że nie jesteś sam Alanie. Chociaż… — powiedział do chłopaka i popatrzył się na chrześnicę — Kto wie co będzie z wami za kilka lat.

— Richard.

— A ty Alanie chodzisz do klasy, w której uczę…? — zapytał go odkładając na stół kielich z winem.

— Biologii.

— No to bardzo fajnie. Miałem kiedyś chemię, ale z powodu częstych wyjazdów zrezygnowałem. A tak szczerze to tylko ty wydajesz mi się najzdolniejszy z całej klasy. Cała reszta to same…

— Ja też tam chodzę. — przerwała mu Selene — I Evanna, i Willy, i David, i Gary. — oburzyła się.

— Wiem. Lynn, Newell, Wood i Walker. Znam ich, ale nie są tacy jak ty. — spojrzał się na Alana uważnie — Pieniądze są dla nich wszystkim i kiedyś ich zniszczą. Oby tylko nie porzucili swoich rodzin, bo później będą tego gorzko żałować i nic nie przyniesie im ukojenia.

— Wcale nie są tacy. Nie znasz ich, więc nie oceniaj.

— Nie słuchajcie mnie. — przerwał jej — Muszę już iść. Do widzenia Alanie. — powiedział, wyszedł z kuchni i udał się do swojego pokoju.

— Co mu jest? — zapytał chłopak, kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami swojej sypialni.

— Nie wiem. Ale polubił cię.

— Powinienem się cieszyć?

Richard uchylił lekko drzwi i słuchał ich dalszej rozmowy. Ciekaw był, co Selene odpowie na zadane przez Alana pytanie. Miał nadzieję, że będą to pozytywne słowa jednak takie nie były.

— Na jego zdaniu niezbyt mi zależy, więc to czy cię lubi nie interesuje mnie. — odpowiedziała ze spokojem, a mężczyzna stał w bezruchu i dalej słuchał.

— Ale przecież mieszkacie razem.

— No tak, ale mieszkać z Richardem to tak samo jak mieszkać samemu. Gdy tylko będę miała taką możliwość z wielką chęcią wyprowadzę się od niego. Będzie miał wreszcie problem z głowy. Ja też. — wyjaśniła dziewczyna, a drzwi na górze zamknęły się po cichu.

— " Skoro ona teraz już mnie nienawidzi to, co to by było, gdyby dowiedziała się prawdy. " — pomyślał z niepokojem, a w jego głowie pojawił się ten piękny, uwodzicielski śpiew kobiety zamkniętej w szpitalu imienia Vlada Tepesa Draculi.

Alan i Selene siedzieli przed telewizorem na kanapie przytuleni do siebie. Chłopak spojrzał na nią i uśmiechnął się. Kilka lat temu nie wierzył, że marzenia mogą się spełniać, ale teraz okazało się to możliwe. Alan żył w przekonaniu, że Selene nie będzie chciała się nawet z nim przyjaźnić, ponieważ był bardzo szczupły i niezbyt urodziwy. Ale ona zakochała się w nim po kilku spotkaniach, ale oczywiście nie dawała tego po sobie poznać.

— Chyba niezbyt za sobą przepadacie. — powiedział Alan do swojej dziewczyny.

— Niezbyt? To mało powiedziane. On jest nieznośny. Wolałabym mieszkać z jakąś przybraną rodziną niż z nim. Każdego dnia muszę wysłuchiwać tych jego docinków.

— To jak ty wytrzymujesz z nim mieszkać? Ja bym tak nie potrafił.

— Prawdę powiedziawszy to nie mogę doczekać się tego dnia, gdy wreszcie znowu gdzieś wyjedzie. Wtedy jestem zadowolona jak nigdy.

— Ale on o tym nie wie?

— Powiedziałam mu to kiedyś prosto w oczy jak mnie wkurzył. Zasłużył na to. Ja nie wiem dlaczego, ale on unika tematu moich rodziców jak ognia.

— Ty okrutnico moja. — powiedział i pocałował ją.

Okrutnica. Skąd ona znała to przezwisko? Okrutnica. Tak właśnie nazywał ją jej narzeczony z Alaski. Jej największa miłość, którą musiała porzucić w imię pokoju z pewnym rodem. Którą musiała porzucić i tak po prostu o niej zapomnieć. Tą, która dawała jej tyle szczęścia, radości, miłości i poczucia bezpieczeństwa. Tą, która przyszła tak niespodziewanie i tą, która przez bardzo, bardzo długo nie chciała wyjść z jej serca.

— Alan jak mnie nazwałeś?

— Okrutnica. A co? — zapytał chłopak, a jego oczy zrobiły się ciemniejsze niż zawsze.

— Nie. Nic. Coś mi się przypomniało, ale nie ważne. — odpowiedziała kończąc temat, bo sama wiedziała, że gdyby zaczęła rozdrapywać przeszłość dotyczącą jej dawnego chłopaka przez cały wieczór byłaby nie do życia.

Młodzi posiedzieli jeszcze długi czas, a potem pożegnali się i Alan poszedł do swojego domu. Kiedy wszedł do środka wyczuł, że nie jest sam i miał rację. Jakaś postać siedziała w ciemnym, mrocznym fotelu. Alan zdjął kurtkę i uśmiechnął się. Wystarczyła mu tylko minuta przebywania z Selene i był zadowolony tak jakby przebywał z nią przez całe dnie.

— Co się stało, że przyszliście? — zapytał, a w kącie poruszyła się druga postać.

— Domyśl się.

— Wolę to usłyszeć od ciebie.

— Chcemy się tylko dowiedzieć jak tam „pierwsza” randka. — zaśmiał się jeden z nich.

— Z Selene wszystko jest wspaniałe. — odparł chłopak i rzucił się na łóżko — Dobrze, że dowiedziałem się wszystkiego na czas.

— A zaprzyjaźniłeś się już z panem Singleton’em?

— Nóż mi się w kieszeni otwiera jak na niego patrzę. Ale dla Selene będę udawał. Gdybyście widzieli jak on się do niej odzywa.

— Ja bym tak nie potrafił. Katować się tak dla jakiejś dziewczyny. — powiedziała stojąca postać.

— Jeszcze się zdziwisz do czego jesteś zdolny, gdy się zakochasz. — odpowiedział mu wesoło Alan i spojrzał na zdjęcie Selene stojące na biurku.

— Może. Skoro twoje kamienne serce tak się zmieniło, więc może ktoś będzie umiał poskromić moje okrucieństwa.

— Wątpię, ale w jakimś małym stopniu na pewno poskromi. Ty i dobro. Nie umiem sobie tego wyobrazić.

— Jak bym miał taką jak Selene…

— Ej nie pozwalaj sobie. Sela to moja dziewczyna.

— A gdybym tak spróbował?

Alan zagotował się ze złości i krzyknął na gościa :

— Przestań mnie wkurzać! A tak wogóle to ona i tak by cię nie chciała!

— Ja chociaż wyglądam męsko, a nie jak ty teraz. — uśmiechnęła się postać, a Alan pokiwał głową.

— Niepotrzebnie sie uniosłem.

Nagle siedząca postać podeszła do stolika i wzięła do ręki zdjęcie dziewczyny. Przyglądała się jej przez chwilę, a potem usiadła na fotelu.

— Nie pochwalam tego, że ją okłamujesz. — zaczęła postać siedząca na fotelu zachowując dziwnie naturalny spokój i opanowanie — Ale wiem jak to jest kiedy się kogoś tak bardzo kocha. Jest się w stanie zrobić dla niego wszystko.

Zjawa w kącie poruszyła się i podeszła do okna. Światło księżyca padło na jej ciało. Długi, czarny płaszcz sięgał do ziemi. Postać odwróciła głowę, a w ciemności błysnęła tylko para czerwono-krwistych oczu.

— Nie chcę już dłużej udawać kogoś kim nie jestem. — wyznał Alan.

— Obiecałeś, że nic nie powiesz. I tylko dla tego Rada się zgodziła. Ostrzegałem cię, ale nie chciałeś słuchać. Wolałeś kłamać niż stanąć z przeznaczeniem twarzą w twarz.

— Wiem. — mruknął Alan — I muszę dotrzymać obietnicy z racji tego kim jestem. Wiem, dobrze pamiętam, co musiałem wtedy przyrzec.

— Naprawdę to nikt ci nie kazał przyrzekać.

— Ty lepiej się nie odzywaj. — powiedział z lekkim uśmiechem na ustach — Jak się zakochasz to pogadamy.

— Oj przepraszam za to co powiedziałem. Sela jest naprawdę bardzo… — uśmiechnął się znacząco, ale nie dokończył na widok miny Alana — Ale nie w moim typie.

— Tak tyle, że…

— Dobra nie jąkaj się. — powiedział stojący cień — Nie czas na to teraz.

— Przestańcie! — uspokoiła ich nieco poważniejsza postać.

— Ty powinieneś mnie zrozumieć. — Alan zwrócił się do zjawy ze zdjęciem.

— Rozumiem. As. Przepraszam Alan. A ty myślisz, że dlaczego uzgadniałem wszystko z Scorpiousem i Aris?

— Oh… Dziękuję za okazanie tak ogromnej łaski. — zażartował Alan.

— Teraz oboje jesteście szczęśliwi, ale przyjdą dni kiedy ona się dowie. Wszystkiego. Jej życie bardzo się zmieni. Nie zastanawiasz się nad tym jak ona się poczuje, gdy wyznasz jej, że ten, którego tak bardzo kochała okłamywał ją tyle czasu? Nie zastanawiałeś się nad tym? I widzę, że wcale nie myślałeś o przyszłości.

— Wiem, że się o mnie martwisz. — powiedział Alan spokojnie — Ale pozostaw to mnie. Ty masz przecież swoje problemy.

— Chyba, że Selene chcesz zostawić mnie. — powiedziała druga postać, która przez dłuższy czas nic się nie odzywała.

Postacie zaśmiały się, a po chwili Alan poczuł przypływ świeżego powietrza i spojrzał w stronę otwartego okna, na którym siedziały dwa nietoperze.

— Spadajcie, bo na was czas. — rzucił wesoło, a nietoperze zerwały się i odleciały w stronę żółtego księżyca.

Chłopak usiadł w ciszy przy biurku i postawił zdjęcie dziewczyny. Spojrzał w jej ciemnobrązowe oczy i uśmiechnął się. Nikt w klasie nie miał pojęcia, że biedny, osierocony chłopak to ktoś więcej niż mogą sobie wyobrazić. Nawet Selene nie mogła w najśmielszych snach przypuszczać jaką tajemnicę naprawdę skrywa jej chłopak.


Następnego dnia rano Alan szybkim krokiem udał się do szkoły, gdyż niebo było ciemne. Nie chciał, by w drodze zastał go deszcz. Samochody mijały go, a on myślał o czymś bardzo zaciekle. Selene napisała mu SMS-a, że będzie czekać na niego w szkole. Musiała jeszcze iść do biblioteki i napisać krótkie wypracowanie na temat: " Jak ludzie zachowują się w deszczowe dni?”. Dla kogoś pokroju Selene takie prace domowe były banalne i nieprzydatne w dalszym życiu. Ale postanowiła dla świętego spokoju napisać to i mieć panią Baertrer z głowy.

Pani Samantha Baertrer była wdową nauczającą języka angielskiego. Była nieco pulchna i miała krótkie, brązowe włosy. Nie była jakąś starą zołzą. Miała 35 lat. Uczniowie ze starszych klas powiadali, że gdy miała męża była wogóle inna. Miła dla uczniów, stawiała dobre stopnie, nie dawała trudnych i głupich wypracowań. Czasami nawet zwalniała klasę do domu, bo tak bardzo kochała męża, że chciała spędzać z nim jak najwięcej czasu. Lecz pewnego dnia wszystko się zmieniło. Mąż młodej nauczycielki zachorował na raka, który zabijał go powoli i boleśnie. I tak po paru miesiącach musieli pożegnać się na zawsze. A od tego czasu nastrój Samanthy zmienił się nie do poznania. Cały czas chodziła zamyślona, zdenerwowana i nieobecna. Potem poszło za tym wyżywanie się na uczniach. Stawiała same dwójki, a lepiej było z nią nie dyskutować.

Alan wszedł do szkoły i zostawił kurtkę w szatni. Poszedł na czwarte piętro, gdzie znajdowała się biblioteka szkolna. Wszedł do niej, ale nie zastał swojej dziewczyny. Podszedł do bibliotekarza i zapytał :

— Była tu Selene Ramis?

— Taka z długimi, czarnymi włosami, tak? — zapytał, a chłopak pokiwał głową twierdząco — Wyszła z Gary’m Walkerem jakieś 10 minut temu.

— Ok dzięki.

Szybkim krokiem ruszył na trzecie piętro i zobaczył ją jak stała koło okna razem z Davidem i Willy’em śmiejąc się. Stał przez chwilę w bezruchu, po czym ruszył w ich kierunku. Selene kiedy tylko go zobaczyła odeszła od przyjaciół i podeszła do chłopaka.

— Byłem w bibliotece, ale cię nie było.

— Skończyłam pisać i wtedy przyszedł Willy z Gary’m i musieliśmy na chwilę gdzieś iść, ale już jestem wolna. — odpowiedziała z uśmiechem i pocałowała go w policzek.

Wybiła 9.00 i w całej szkole rozległ się dźwięk dzwonka. Para udała się razem do klasy. Pani Baertrer weszła do klasy spokojnym, pewnym siebie krokiem i usiadła przy biurku. Sprawdziwszy listę obecności rozpoczęła sprawdzać wypracowania. Przeszła po klasie z czerwonym długopisem i zbierała zeszyty osób, które nie odrobiły pracy domowej. Przy Alanie zatrzymała się i zaczęła czytać jego wypracowanie.

— Dobrze.

Alan spojrzał nieco zaskoczony na swoją dziewczynę. Ta uśmiechnęła się do niego i szepnęła :

— Powinieneś być zadowolony.

Każda lekcja wyglądała tak samo. Pani Baertrer sprawdzała listę obecności, przechodziła po klasie sprawdzając pracę domową, a potem wybierała kilka osób, które ją odczytywały. Nie zadawała łatwych prac, ale miały one wszystkie smutną tematykę. Następną pracą domową jaką zadała im nauczycielka było napisanie wiersza do słów: " Gdy odejdę, nie płacz po mnie. Dokończ wiersz opisując historię nieszczęśliwej historii kończącej się śmiercią jednego z bohaterów. Opisz uczucia jakie nimi targają i odnieś się do znanych ci dzieł o podobnej tematyce. Praca samodzielna”. I tak jak na poprzedniej lekcji Selene musiała przeczytać swoją pracę.

Tyle, że ten temat poszedł jej znacznie lepiej i dostała piątkę, a pani Baertrer wywiesiła jej wiersz na wystawie pod nazwą” Piękno ekspresji uczuć”, a brzmiał on następująco :

„Gdy odejdę, nie płacz po mnie, nie załamuj się i nie poddawaj…

Idź dalej z wysoko podniesioną głową i uśmiechem…

Nie traktuj mnie jak powietrza, bo beze mnie też sobie poradzisz…

Ciesz się każdą chwilą, nie dodawaj sobie bólu…

Zapamiętaj mnie taką jaka byłam, gdy mnie spotkałeś…

Nie odwiedzaj miejsc, w które mnie zabierałeś…

Nie przesiaduj na werandzie z moim zdjęciem w ręku…

Bądź taki jaki byłeś nim mnie poznałeś…

Za bardzo cię kocham, by patrzeć jak cierpisz…

Czasami tylko popatrz się w gwiazdy i uśmiechnij…”

Właśnie czasami tylko popatrz się w gwiazdy i uśmiechnij. Takie właśnie słowa powiedziała do niej mama w przeddzień swojej śmierci. Był wtedy poniedziałek i wyjeżdżała do pracy. Jednak ani ona, ani Selene nie miały pojęcia, że to zdanie stało się pożegnalnym zdaniem. Bywały także noce, w których dziewczyna śniła jak mama przychodzi do niej i szepta jej do ucha” czasami tylko popatrz się w gwiazdy i uśmiechnij”.

Za młodych lat Esmelle Ramis słynęła w szkole z tego, że umiała pisać wiersze. Wygrywała każdy konkurs, bo nikt nie potrafił napisać czegoś tak pięknego i przepełnionego uczuciami jak ona właśnie. Potrafiła dobrać tak idealnie pasujące słowa do uczuć i wyrażała jak prawdziwy poeta. Babcia Selene, która nie żyła już od dawna widziała w swojej ukochanej córce kogoś takiego jak Robert Hunter. Niestety nie doczekała się sławy córki. Johnny wielokrotnie namawiał żonę, by pisała, na co się godziła, ale nie opublikowała ich tylko podarowała córce w albumie razem ze zdjęciami. Były tam cztery rozdziały. Pierwszy zatytułowany był” Moja córeczka”, drugi” Żebyś mnie nigdy nie zapomniała”, trzeci” Tata”, a czwarty” Na zawsze razem”.

Selene zastanawiała się szczególnie w czasie pełni księżyca czy jej rodzice cieszą z tego na kogo wyrasta i z kim się związała. Niestety to pozostanie dla niej wieczną tajemnicą. Jak widać miała zostać sierotą. Ale może to nie los zaplanował takie zakończenie jej pięknego życia tylko ktoś inny wszystko zepsuł? Na odpowiedź musiała jeszcze trochę poczekać.

Pewnego dnia pani Baertrer zawołała Selene na przerwie i wręczyła nagrodę za tak wspaniały wiersz. Jak to ona określiła był niesamowity i opisywał wszystko to co ona przyrzekła sobie robić po starcie męża.

Wraz z napisaniem tego wiersza dziewczyna zyskała w szkole sławę. Samantha zapisywała ją do każdego poetyckiego konkursu, a Selene zawsze była na podium.

Parę tygodni później dziewczyna przechodziła przez okres znienawidzenia szkoły. Nie chciało jej się wogóle wstawać rano. Z trudem szła do łazienki i jadła śniadanie. Także też pewnego dnia siedziała posępna na języku angielskim. W nudnych momentach przypominała sobie jak to było kiedyś, gdy jej rodzice jeszcze żyli, a ona mieszkała na Alasce. Westchnęła ciężko. Alan spojrzał się na nią smutno, bo wiedział jak bardzo jego dziewczyna marzyła, by wrócić tam skąd pochodziła. Nagle z rozmyślań na temat szczęśliwego życia jakie miała kiedyś wyrwał ją głos pani Beartrer.

— Jest organizowany w naszej szkole konkurs wierszy. I mam nadzieję, że Selene weźmiesz w nim udział. — powiedziała i uśmiechnęła się.

— Oczywiście, a jaka jest tematyka tego wiersza?

— Temat to nieszczęśliwa miłość. Ale… — Selene słuchała niezbyt zainteresowana, ale nie chciała zawieść Samanthy — Musisz napisać historię nieszczęśliwej miłości, wpleć trochę szczęścia, a potem jedna osoba umiera i musisz to tak ująć, żeby pokazać, że nawet śmierć nie wpłynęła na tą miłość.

— Dam radę. — uśmiechnęła się.

— Może nawet pobijesz naszą dotychczasową mistrzynię.

— A kto nią jest? — zapytała dziewczyna, ponieważ nie wiedziała, że w szkole też jest ktoś kto potrafi pisać takie wiersze jak ona.

— To Isabelle Craig. — odpowiedziała nauczycielka i wróciła do prowadzenia lekcji, a Selene skrzywiła się i popatrzyła zaskoczona na Alana, który tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niej.

I tak to przyszedł czas konkursu, a wiersz panny Ramis okazał się najlepszy. Isabelle zajęła drugie miejsce i nie mogła się pogodzić z goryczą porażki. Niesamowicie doskonale pamiętała jak podczas jednej z lekcji wyszła do łazienki i zobaczyła ten „cudowny” wiersz, który wygrał. Elene była nim zachwycona oczywiście do chwili, gdy dowiedziała się, że jego autorką jest Selene Ramis. Isabelle z bólem serca patrzyła jak wiersz jej najgorszego wroga eksponowany jest lepiej niż te, które ona uważała za najlepsze spośród swoich. Dla niej nikt nie zdobywał złotych ramek i gwiazdek. Tablica nie była w jej ulubionym kolorze, ale w kolorze Selene. Czarny spód i złoto wspaniale do siebie pasowały. Panna Craig podniosła głowę do góry i przeczytała wiersz.

„W domu samotnie siedziała, cały czas tylko o nim myślała…

Z kimś innym szczęścia próbowała, ale jak na skrzydłach

gołębich polecieć chciała do swojego dawnego ukochanego,

którego tak dawno już nie widziała…

Przy nim radości zaznała, często się uśmiechała, marzenia

na kolorowo malowała…

Ale jej szczęście długo trwać nie chciało i los jej odebrał życie

i radość…

Gdy zobaczyła jego ciało spokojnie śpiące z jej oczu popłynęło

łez tysiące…

Na kolana upadła, głowę opuściła i ostatni pocałunek na jego

usta złożyła…

Potem nigdy już taka radosna nie była…

Na czarno ubrana ciągle chodziła…

Lata szybko płynęły, a ona niezmienna wciąż była…

Ciągle tylko płakała i nadal tęskniła za tym, co utraciła…

Pewnej nocy, gdy na jego zdjęcie patrzyła, cudowne wyjście ze

smutku wymyśliła…

Garść tabletek zażyła, alkoholem popiła i po paru minutach, gdy

oczy otworzyła…

Zobaczyła go i prosto w jego stronę się udała…

Wpadła mu w ramiona i uśmiechnięta wiedziała, że dawną miłość

odzyskała…

Śmierć tylko głową pokiwała i duszę dziewczyny do raju wysłała…”

Wiersz potrafił poruszyć każde serce z wyjątkiem serca Isabelle. Uważała, że jest on głupi tak samo jak i jego autorka. Jak widać nie każdy potrafi pogodzić się z przegraną i pogratulować zwycięscy, a Isabelle była tego najlepszym przykładem. Selene natomiast za każdym razem, gdy okazywała się lepsza od panny Craig wydawała na siebie kolejny wyrok.

Po lekcjach wszyscy jak zwykle pchali się do szatni po kurtki, ale Selene i Alan czekali, by tłok się zmniejszył. Nagle podeszła do nich Isabelle. Popatrzyła na dziewczynę przez moment z lekkim uśmiechem na ustach.

— Nie przypuszczałam, że ty go jeszcze kochasz. — powiedziała, a Selene nic jej nie odpowiedziała — Myślisz, że nie wiem o czyjej nieszczęśliwej miłości jest ten wiersz? — zapytała z tryumfem na twarzy — I jak na skrzydłach gołębich polecieć chciała do swojego dawnego As…

— Zamknij się! — przerwała jej dziewczyna nie pozwalając dokończyć zdania.

— Nie musisz się tak denerwować. — syknęła — Gdybyś naprawdę coś dla niego znaczyła, nie powiedziałby ci” o nas zapomnij”. — zaśmiała się i odeszła w towarzystwie Ralpha, Nathana i swojej siostry.

Selene wyjęła z plecaka szary karton i napiła się. Alan przyglądał się jej i nie wiedział co ma powiedzieć. Jego serce kryło tak bardzo wielka tajemnicę, która mogłaby pomóc Selene w zerwaniu z przeszłością, ale przyrzekł, że nic nie powie i musiał dotrzymać tajemnicy. Dziewczyna wzięła z szatni swoją kurtkę i wyszła bez słowa ze szkoły. Alan wybiegł za nią i zamarł na widok pewnej postaci, która tylko się uśmiechnęła, pokiwała znacząco głowa i zniknęła. Craven złapał swoją dziewczynę za rękę. Ona uśmiechnęła się do niego i przytuliła się. Nie chciała rozmawiać, ale na widok tak bardzo podobnej twarzy Alana do pewnego chłopaka od razu poprawiał jej się humor.

— O czym ona gadała? — zapytał.

— Isabelle jest po prostu zazdrosna o ten konkurs, dlatego wygaduje takie głupoty. — odparła i zasunęła kurtkę Alana pod szyją.

— Ona już taka jest. Nie powinnaś się nią przejmować, ani słuchać jej gadania.

— No tak, ale nie wiesz jak mnie to denerwuje.

— To ja ci poprawie czymś humor. — uśmiechnął się i objął ją w talii.

Nagle zza zakrętu wyjechał jakiś samochód i z piskiem opon zahamował koło pary. Z jednego okna wychyliła się Evie i Willy. Dziewczyna uśmiechnęła się, a Willy rzucił bardzo niechętne spojrzenie Alanowi.

— Jedziesz z nami do pizzerii? — zapytała koleżankę — Wybieramy się tam całą paczką.

— Mamy trochę inne plany, ale dzięki za propozycję. — odpowiedziała i uśmiechnęła się do swojego chłopaka.

Evanna pożegnała się z przyjaciółką i już po paru minutach samochód zniknął im z oczu. Dziewczyna spojrzała na chłopaka. Jego mina była nie za ciekawa. Zawsze kiedy tylko spotykał się z którymś z synów Olympii stawał się smutniejszy.

— Ja się przejmuje Isabelle, a ty jak widać Willy’em.

— Nie o to chodzi. — powiedział — Ja tylko nie rozumiem dlaczego oni tak mnie nienawidzą. Może chodzi im o to, że jestem biedny.

— Evie i Nata nic do ciebie nie mają. Tego możesz być całkowicie pewny. — pocałowała go — Ale nie mówimy nic o szkole dzisiaj. Idziemy do mnie, odrobimy te głupie lekcje i potem obejrzymy jakiś fajny film. — oznajmiła wesołym głosem, a na horyzoncie pojawił się już jej czarny dom.

— A potem? — zapytał z szarmanckim uśmiechem — Może coś ciekawszego.

— A potem to pójdziemy spać. — uśmiechnęła się, a on wziął ją na ręce.

Kiedy dotarli już na posesje państwa Ramis Selene otworzyła drzwi, a Alan wniósł ją do środka. Oboje byli tak zajęci sobą, że nie zauważyli ubierającego się i gotowego do wyjścia Richarda. Ten tylko uśmiechnął się dziwnie.

— Jak mąż żonę. — powiedział i wyszedł, a oni zaczęli się śmiać.

Ten wieczór pozwolił Selene odprężyć się trochę i zapomnieć o tym co powiedziała jej Isabelle. Młodzi najpierw świetnie bawili się gotując obiad, a potem odrabiając lekcję. Alan cały czas zabawiał Selene, a ona czuła się tak samo jak ze swoim pierwszym chłopakiem, który został na Alasce. Potem przez prawie godzinę ostro dyskutowali o tym jaką wybrać pizzę. Kiedy już doszli do porozumienia znowu śmiali się, bo żadne z nich nie chciało zadzwonić do pizzerii. Zrobili pewną wyliczankę jak małe dzieci i gdy wypadło na Selene zadzwoniła i złożyła zamówienie. W jednym tylko świetnie się zgodzili, gdy wybrali film. Po obejrzeniu filmu było już bardzo późno i oboje postanowili, że Alan nie będzie wracał po ciemku i przenocuje u swojej dziewczyny. Zdarzało się już to kilka razy i Selene miała w swojej szafie parę koszulek Alana. Jak mówiła na wszelki wypadek.

Rozdział 4

Bójki i kłótnie

Mijały dni, tygodnie i miesiące, a Selene i Alan byli nadal zakochani i nadal też szczęśliwi. Gary każdego dnia wkurzał się na widok Cravena i szukał tylko jakiejś zaczepki, jakiegoś małego pretekstu, by ten coś odpowiedział i od razu dostałby w twarz. Wiedział, że Selene nie jest już taką dziewczyną jak była kiedyś. Craven bardzo ją zmienił. Niektórzy — tacy jak koledzy Alana uważali, że na lepsze — ale Gary był zupełnym przeciwnikiem tego poglądu. Kochał Selene ale czasami sam jej nie poznawał. Pewnej nocy doszedł nawet do wniosku, że może Craven używa jakiś ziół, by sprawić, że Selene jest mu taka poddana. Ale nie… Wystarczyło, że powiedział o tych obawach swojemu przyjacielowi, a ten od razu rozwiał jego najczarniejsze scenariusze. David był też jakoś dziwnie pewny tego, że Selene nigdy nie pozwoli sobie na to, by ktokolwiek — nie ważne na łączącą więź — mówił jej co ma robić.

Również nienawiść Isabelle do Selene rosła coraz to bardziej i bardziej osiągając gigantyczne rozmiary. Dziewczyna nie mogła patrzeć na radość jaka emanowała z jej” koleżanki”. Gdy tylko nadarzała się okazja ona i Elene dogryzały jej wspominając dawne czasy i Alaskę.

Pewnego dnia nadarzyła się okazja, żeby gdzieś wyjść. Wszyscy razem, całą paczką jak kiedyś. Willy i David mieli wejściówki dla każdego. Nawet Natalie zaproponowała, że pójdzie z nimi z czego ucieszył się najbardziej David. Od czasu ostatniego meczu, na którym dziewczyna spadła z piramidy, a złapał ją Wood, coraz częściej spędzali ze sobą czas i wszystko wskazywało na to, że ze sobą będą. Evanna od razu wywróżyła im, że będą parą. Kiedyś żadne z nich nie pomyślało o takim obrocie sprawy, a teraz nie było to już wcale ważne. Tylko Gary nie miał nikogo. Willy i Evanna byli zajęci sobą, David i Natalie też. Nawet taki ktoś jak Alan Craven potrafił znaleźć sobie dziewczynę. Gary często rozmyślał jak to by było, gdyby to on chodził z Selene. Przecież był dużo ładniejszy i przystojniejszy od Alan’a. Dlaczego ona pokochała właśnie jego największego wroga? Dlaczego nie mogła zakochać się w nim? Ale widać tak właśnie miało być. Ciągle zastanawiał się co takiego jest w Alanie, że zainteresowało osobę pokroju Ramis.

Selene wzięła też jeden bilet od Davida dla swojego chłopaka. Kiedy dowiedział się o tym Gary, wściekł się. Willy próbował go uspokoić. Poszedł do jego domu i postanowił szczerze z nim porozmawiać. Miał już dosyć takich głupich sytuacji.

— Gary co ci jest? Jeżeli naprawdę masz ze sobą problem ja ci pomogę. — zaczął prosto z mostu, by nie robić głupich wstępów — Dziwacznie się zachowujesz.

— Nic mi nie jest. — bąknął kolega.

— Wściekasz się jak tylko widzisz Cravena koło Selene. — powiedział Willy — W końcu to jego dziewczyna, ale…

— Śmieciuch mnie wkurza! — krzyknął chłopak przerywając koledze.

Na chwilę zapadła cisza, ale przerwał ją Newell. Nie było trudno domyślić się, co tak naprawdę gryzło Gary’ego i co tak bardzo doprowadzało go do szału.

— Już rozumiem. — powiedział wesoło.

— Co? — warknął Walker.

— Ty się w niej zakochałeś. To proste.

— W kim? — chłopak udawał, że nie wie o co chodzi przyjacielowi.

— W naszej Selene. To dlatego się tak zachowujesz. Jesteś zazdrosny, gdy widzisz ją z jakimś innym chłopakiem. To normalne. To nie obecność Cravena cię denerwuje, ale to, że ona z nim jest.

— Wcale nie. Tylko ja uważam, że on nie jest dla niej odpowiedni i że ciągnie ją na dno.

— Tak? To jest właśnie ten twój powód dla którego nienawidzisz Cravena? — oznajmił mu przyjaciel.

— Po prostu jestem jej przyjacielem i nie chcę, żeby marnowała najlepsze lata swojego życia z kimś takim jak ten… ten Craven. — wytłumaczył się.

Chłopak zarumienił się. Tyle czasu dusił w sobie, że podoba mu się koleżanka. Nie chciał tego nikomu zdradzić, bo potem gdyby coś nie wyszło, byłoby mu głupio. Willy nie przestawał się śmiać. Bardzo bawiło go to, że jego przyjaciel — zawsze odważny i niebojący się niczego ani nikogo — nie umie powiedzieć tego, co czuje osobie, którą kocha. Przecież to nic strasznego. Sam zdobył się na to, by zaprosić Evie na kolację. I co? Teraz są parą.

— Gary. A tak naprawdę co cię gryzie, he?

— Ten przygłup odbił ci dziewczynę? Nie! Więc nie wiesz jak to jest! — wybuchnął Gary — Ja myślałem, że to my będziemy razem. Ja i Selene. A on zjawił się i zabrał mi ją.

— Dobra nie wkurzaj się. Ja cię rozumiem, ale oni pewnie jeszcze się rozstaną. — starał się go uspokoić Willy, chociaż niezbyt mu to wychodziło.

— Ciekawy jestem co byś robił, gdyby Evanna rzuciła cię dla Drake’a.

— Tak naprawdę to ona cię dla niego nie rzuciła. Bo wy nigdy nie byliście ra… — powiedział, ale przerwał na widok miny kolegi — Przepraszam nie powinienem. Ja tak czasami mam, że gadam coś, a dopiero później myślę. — uśmiechnął się dla rozładowania atmosfery.

— Ok, wiem nic się nie stało. — odpowiedział Walker i uśmiechnął się do przyjaciela.

— Czemu się nie przebierasz?

— Nigdzie nie idę. Jak sobie tylko pomyślę, że zobaczę tam tego głupka od razu wszystkiego mi się odechciewa.

— Pewnie, zrezygnuj, bo Craven to za duża konkurencja. Nie masz z nim szans. — prowokował go Willy.

— Ucisz się! — uśmiechnął się lekko.

— Gary weź się obudź.

— O co ci teraz chodzi?

— Craven nie ma szans z tobą. Wystarczy, że spojrzysz w lustro i już widzimy wygranego. Jak on wygląda, a jak ty. Te jego włosy takie czarne jak smoła, a ty masz dużo ładniejsze. Styl ubierania też masz lepszy. Przydałoby ci się coś nowego.

— Willy łatwo ci mówić. — uśmiechnął się — Ciebie nie boli serce jak patrzysz na Selene w objęciach Cravena.

— Poczekaj mam plan. Patrz, zatańczysz parę wolnych z Selene, tamten się wkurzy, potem się pokłócą, a ty ją będziesz pocieszać. Rozumiesz o co chodzi, rozumiesz nie?

— No nie wiem czy to dobry pomysł. A jak przez to ja i Selene się pokłócimy?

— E tam. Chodź! — powiedział chłodno Willy — To bardzo dobry pomysł.

Podszedł do jego szafy, wyjął T-shirt i jeansy i położył na biurku wejściówkę obok klasowego zdjęcia, na którym brakowało Selene, Davida i Alana. Popatrzył na kolegę z zadowoleniem i dodał :

— Masz 2 godziny na namyślenie. Czekam na telefon. Tylko chcę usłyszeć, że idziesz i zrobisz co ci powiedziałem. — rzekł wesołym tonem i wyszedł zostawiając Gary’ego samego z podjęciem decyzji i przemyśleniem planu.

Chłopak leżał na łóżku i zastanawiał się czy pójście na imprezę do klubu ma jakiśkolwiek sens. Myślał i myślał. Jeśli tam pójdzie znowu się wkurzy, bo wiedział, że gdy za każdym razem spojrzy na Selene obok niej zobaczy głupią gębę Alana Cravena. Pięć minut. Decyzja jeszcze nie podjęta. Dużo czasu do wyjścia. Pierwsza myśl niezbyt zachęcała do wyjścia. Dwadzieścia minut. Z drugiej strony pomysł Willy’ego wcale nie jest taki zły. Czterdzieści minut. Co robić? Jeśli zrezygnuje Craven wygra. Nie, do tego nie może dopuścić. Pójdzie. Pójdzie.

Wybiła 8 wieczór. Wszyscy byli już gotowi do wyjazdu. Selene umówiła się z Alanem tak, że przyjedzie ona z kolegami, a spotkają się na miejscu. Kiedy już byli w środku Gary usiadł w loży i obserwował swoją koleżankę. Po dwóch godzinach zabawy oboje wyszli na dwór. Walker też wyszedł. Niedaleko klubu był park. Szedł alejką i nagle zobaczył coś, co bardzo go zdenerwowało. Selene i Alan całowali się. Stracił nad sobą kontrolę, a że był trochę wstawiony, nabrał więcej odwagi. Ruszył w kierunku pary, złapał Alana za kurtkę i z całej siły uderzył pięścią w twarz. Krew popłynęła mu z wargi.

— Co ty wyprawiasz idioto! Głupi jesteś czy co! — krzyknęła na Gary’ego Selene i spojrzała na krwawiącą wargę Alana.

Chłopak uspokoił się troszeczkę. Zależało mu na koleżance i nie chciał stracić jej przyjaźni. Jedynej rzeczy jaka mu teraz pozostała.

— Nic… Ci… Nic… — mówiła, a zapach krwi unosił się niczym zapach lawendy — Nic ci nie jest? — zapytała z trudem Alana.

— Nic kochanie. — odpowiedział, usiadł na ławce, wyjął chusteczkę i przyłożył do ust.

— Poczekaj tu, zaraz wrócę. — powiedziała do chłopaka, złapała Gary’ego za rękę i mocno szarpnęła odchodząc z nim do baru.

Kiedy odeszli kilkanaście kroków, Walker zaczął ją przepraszać. Było mu bardzo głupio, bo wiedział, że Selene za mocno kocha swojego chłopaka, by wybaczyć zwykłemu koledze. Z jednej strony przepełniała go radość za to, że w końcu mógł przyłożyć Alanowi, ale z drugiej…

— Przepraszam. Selene ja nie chciałem. Tylko trochę mnie poniosło. Przepraszam.

— Przestań! — krzyknęła wściekła, ale w tym stanie nie docierały do niej żadne słowa — Zachowujesz się niedorzecznie! Bijesz go, atakujesz! Uspokój się i zastanów nad sobą!

— Selene przepraszam.

— Nie poznaje cię ostatnio!

— My ciebie też! — wyrzucił z siebie Gary — Jesteś od nas, a cały czas widuję cię w towarzystwie Smith’a, Drake’a i tego całego Cravena! Może za parę lat będziesz taka sama jak oni! Rób tak dalej, a skończysz jako złodziejka i oszustka!

Dziewczyna nic nie odpowiedziała, ale widać było, że słowa przyjaciela bardzo ją zraniły. Nagle z baru wyszli Willy i Evanna.

— Weźcie go. A tak wogóle to nie odzywam się ze Smithem i Drake’em. — powiedziała, odwróciła się i szybkim krokiem poszła w kierunku parku, gdzie czekał na nią Alan.

Kiedy dziewczyna oddaliła się na bezpieczną odległość Willy odezwał się.

— Co ty zrobiłeś? Jeszcze nigdy nie widziałem Selene takiej wkurzonej. Zabiłeś tego jej Alanka czy co? — zażartował.

— Walnąłem Craven’a z pięści i krew mu poleciała z wargi, a ona zrobiła szum jakbym go zabił. Przeprosiłem ją, ale ona i tak swoje.

Newell zaśmiał się. Bawiło go to, że pomimo kłótni z Selene Gary i tak zadowolony był z tego co zrobił. Najwyraźniej radość z uderzenia Cravena była większa niż miłość do dziewczyny.

— Czemu?

— Bo oni… Bo on jest wkurzający i tyle. — powiedział, ale przyjaciele od razu wyczuli, że chodzi o coś zupełnie innego — No dobra powiem wam prawdę. Bo się całowali. — oznajmił zrezygnowany Gary.

— Chodź. Napijemy się.

— Pójdę cię wytłumaczyć przed Selene. A raczej spróbuje cię wytłumaczyć. I radzę ci, żebyś następnym razem go nie bił, bo na to Sela jest niesamowicie wrażliwa. — powiedziała Evanna patrząc na Gary’ego, a Willy pocałował ją — Jakby coś spotkamy się w barze.

Chłopcy poszli do baru, a Evanna udała się do parku, by porozmawiać z przyjaciółką i jakoś wytłumaczyć zachowanie Gary’ego. Przekonanie dziewczyny było niesamowicie trudne, ponieważ uczucie jakim darzyła swojego ukochanego było potężne, a w porównaniu do tego, co czuła obecnie do Gary’ego było znikome. Jednak po prawie dwóch godzinach przekonywań Selene zgodziła się z przyjaciółką i pogodziła z kolegą.

To zdarzenie nie było niestety ostatnim takim. Pewnego dnia na przerwie w szkole Alan razem z Nathanem i Ralphem udali się do sklepu i usiedli przed nim na ławce. Przed nim siedział też Gary, David i Willy. Drake i Smith poszli coś kupić. Wood i Newell też zniknęli. Alan co chwila spoglądał na Gary’ego. Chłopak bawił się telefonem. Craven patrzył się i uśmiechał. Gary nie wytrzymał i nagle odezwał się.

— Czego się gapisz pajacu?

— Spadaj.

Chłopak wstał, schował telefon do kieszeni i podszedł do niego.

— Myślisz, że jakiś lepszy teraz jesteś! Cieszysz mordę jakbyś miał z czego!

— Walker jesteś zazdrosny, bo… — jednak nie dokończył, bo nagle poczuł bolesne uderzenie.

Dotknął wargi, a na jego ręce pojawiła się krew. Nie czekał długo i oddał cios. Uderzył Gary’ego w szczękę. Chłopcy zaczęli się szarpać. Alan miał niesamowicie mocne uderzenia.

— Ona cię nie chce! — krzyczał Alan — Od zawsze tak było! Od samego początku! A ty kretynie tego nie widzisz!

— A z tobą chodzi tylko z litości! Dlatego, że cała szkoła śmieje się z takiego eunucha!

— Zdziwiłbyś się. Nie dziwię się, że takiego kretyna jak ty nikt nie chce. Nawet matka cię nie chcia… — syknął złośliwie i od razu dostał z pięści.

— Ja chociaż miałem ojca, a ciebie od razu olali. Matka nie chciała się z tobą tyle uganiać i nic dziwnego, że wolała umrzeć! — odkrzyknął mu Gary.

Oboje szarpali się i wyzywali. Nagle drzwi sklepu otworzyły się i wyszła z nich Selene. Odwróciła się szybko i zawołała :

— David, Willy chodźcie tu szybko!

Koledzy wybiegli i rozdzielili bijących się. Willy złapał Alana, a David Gary’ego. Chłopcy szarpali się nadal rzucając w siebie obelgami. Selene nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa

— Dobra spokój! — mówił David do kolegi, gdy odciągał go od Craven’a.

— Alan ty też przystopuj! — Willy szarpał się z Cravenem — Chłopie no.

Ale chłopaki go nie słuchali tylko wyrwali się z uścisków i znowu zaczęli się bić. Gary uderzył przeciwnika w głowę jednak Alan pociągnął go za włosy i z całej siły kopnął z brzuch. Gary upadł, ale i tak nie miał zamiaru się poddać.

— Do jasnej cholery! Przestańcie! — krzyknęła Selene, a oni od razu przestali.

Głos Selene jeszcze nigdy nie zabrzmiał jak przed chwilą. W ich uszach nie zabrzmiało coś, co przypominało przeraźliwy krzyk bólu połączony ze złością i bezradnością. Obaj poczuli jakby zaraz miały im popękać bębenki.

Selene podbiegła do Alana. Pogłaskała go czule po policzku i pocałowała w usta.

— Nic ci nie jest? Nic cię nie boli? Pokaż mi to.

— Nic mi nie jest. — uśmiechnął się, a David i Willy zajęli się przyjacielem.

Po tym zdarzeniu Selene nie odzywała się z Gary’m długi czas. Dochodziło pomiędzy nimi do wielu kłótni. Kłócili się dosłownie o wszystko. Gdy Selene coś mówiła o Alanie, Gary strzelał złośliwe komentarze co doprowadzało dziewczynę do furii i obydwoje dogadywali sobie jak tylko mogli.

Pewnego razu w pizzerii, kiedy siedzieli wszyscy razem, telefon Selene zadzwonił. Był to Alan.

— Phhh… — prychnął Gary, gdy zobaczył na ekraniku nazwę” kochanie;*”.

— Coś ci się nie podoba?! — warknęła do niego dziewczyna.

— Nie, skąd!

— Hej, spokojnie. — powiedziała Evanna — Selene. No weźcie. Atmosfera była fajna.

— Ale to on zaczął. Jak zwykle musi głupio komentować wszystko.

— Ale ty skończ. — dodała Natalie.

— Właśnie skończ to. — bąknął Gary odstawiając puszkę.

David od razu wyczuł, że przyjacielowi wcale nie chodzi o skończenie kłótni, ale związku Selene z Alanem. Kochał ją i nie mógł zrozumieć jak może być z jego wrogiem. Nikt nie lubi patrzeć jak osoba, którą się kocha jest z kimś innym, a już szczególnie kiedy jest z najgorszą osobą w całej szkole.

— O co ci chodzi? Jak coś do mnie masz to mi to powiedz teraz! A nie bawisz się w dziecinne zagrywki!

Selene wiedziała, że każda docinka Gary’ego miała związek z Alanem. Denerwowało ją to. Z resztą żadna dziewczyna nie lubi, gdy obraża się jej chłopaka. Selene wychodziła z założenia, że każdy ma swój gust i nikt nie powinien krytykować wyborów innych.

— Mam, ale do twoich wyborów!

— Odwal się od Alana! — dziewczyna nie wytrzymała i wybiegła z pizzerii zostawiając tylko bluzę.

Willy pokiwał głową i spojrzał na David’a. Oni też mieli już dosyć tych kłótni, które psuły każdy wypad i każde przyjacielskie spotkanie.

— Gary uspokój się. — podniósł głos Wood.

— Ale…

— Przestań. — odezwał się twardo Willy — Już pokazałeś klasę.

— Ale…

— Jeśli nie chcesz, żeby Selene dalej była twoją przyjaciółką to powiedz jej to sam na sam i nie psuj nam zabawy. Mieliśmy tu sobie posiedzieć, pośmiać się i pogadać jak za starych, dobrych czasów. — powiedziała rozzłoszczona Natalie.

— Albo po prostu, gdy masz skomentować to, co ona mówi o Alanie — jej chłopaku — ugryź się w język, nie słuchaj wogóle, zmień temat, ale przede wszystkim nie pokazuj, że cię to wkurza. Jeśli teraz wasze relacje się popsują to nawet rozstanie Selene i Alana ich nie naprawi. Więc wiesz masz wybór i dobrze się nad nim zastanów. — zakończyła Evanna.

— Dobra. Spadam. — warknął, wstał, wziął kurtkę i wyszedł z lokalu.

Natalie prychnęła głośno.

— Spokojnie jestem pewny, że teraz o tym myśli. — powiedział David.

Willy, Evanna, David i Natalie siedzieli przez chwilę w ciszy. Wiedzieli dlaczego tacy dobrzy przyjaciele zaczynali się tak kłócić, ale nie wiedzieli jak to zakończyć.

— Nie rozumiem tej całej dziecinady. I mam tego serdecznie dość. Albo oni zaczną się normalnie zachowywać, albo ja nie będę się z nimi nigdzie pokazywać. — oznajmiła Evanna i zakończyła rozmowę na temat zachowania swojego przyjaciela.

Nim Selene zaczęła chodzić z Alanem wszystko było w porządku. Gary o nic się nie ciskał, a teraz, gdy tylko nadarzyła się okazja kłócili się i wyzywali. Kiedy Gary widział gdzieś Alana zaczepiał go, a kończyło się to bójką i podbitym okiem dla jednego z nich. Evanna i Natalie wielokrotnie próbowały ich pogodzić, ale jak zwykle kończyło się to kłótnią i krzykiem.


Mijał czas i rok szkolny się skończył. Wszyscy planowali już co będą robić lub gdzie wyjadą w wakacje. Willy i Evanna chcieli wyjechać gdzieś wszyscy razem. David, który już oficjalnie chodził z Natalie, również popierał ten pomysł. Gary też się zgodził. Została tylko Selene. Teraz nie można było jej wogóle odciągnąć od Alana. Zawsze i wszędzie chodzili razem. Richard też bardzo go lubił i przymykał oko na wszelkie wybryki. Czasami nawet Selene żartowała, że gdyby tylko mógł to już by ich ze sobą ożenił. Pan Singleton pozwalał, żeby Alan mówił do niego po imieniu. Rozmawiali ze sobą o wszystkim. Radzili się siebie. I kiedy Selene gniewała się na swojego chłopaka, Richard zawsze mówił mu co ma zrobić, żeby ją udobruchać.

Evanna zadzwoniła do przyjaciółki, ponieważ chciała się z nią umówić i obgadać sprawy wyjazdu.

— Wieczorem nie mogę, bo już się z Alanem umówiłam.

Kiedy nadeszła pora chłopak przyszedł do domu swojej dziewczyny. Dom był pusty. Richard wyjechał gdzieś znowu. Selene otworzyła drzwi. Alan wszedł do środka. W jednej ręce miał bukiet pomarańczowych maczków kalifornijskich, a w drugiej płyty z filmami na DVD.

— Wejdź. — uśmiechnęła się, a Alan pocałował ją.

— To na wypadek, gdybyśmy się nudzili. — podniósł rękę z filmami — A to dla ciebie. — dał jej kwiaty.

— Dziękuję. A czarnych nie było? — zapytała i uśmiechnęła się szeroko.

— Selene. — odparł tylko i uśmiechnął się do dziewczyny — Czarny to piękny kolor, ale kwiaty jakoś nie chcą przybierać tego koloru.

Wieczór zapowiadał się naprawdę fajnie. A do szczęścia i dobrej zabawy nie było im potrzebne oprócz siebie nawzajem, dobrego filmu i butelki czerwonego wina El Sol. Weszli do salonu. Wszędzie paliły się świeczki. Selene kochała takie klimaty. Dookoła ciemność i w paru miejscach tylko małe oświetlenie. Była przecież romantyczką. Młodzi usiedli na kanapie i włączyli pierwszy film. Po godzinnym seansie dziewczyna poczuła się lekko śpiąca. Poszła do barku, wyciągnęła dwa kieliszki i butelkę wina. Atmosfera robiła się coraz fajniejsza. Dziewczyna siedziała przytulona do swojego chłopaka.

— Bolą mnie plecy. — powiedziała do niego.

— Odwróć się, zrobię ci masaż.

— Alan. Przypominasz mi kogoś.

— Tak? A kogo? — zapytał chłopak z nieco przerażoną miną.

— Mojego pierwszego chłopaka. On mówił podobnie do ciebie. Chodzi mi o dobór słów. Podobnie się zachowywał.

— To chyba niezbyt możliwe? — odpowiedział i uśmiechnął się — Czasami zdarzają się podobni do siebie ludzie.

— Masz rację. Ale czasami masz takie same odzywki jak on i twoje zachowanie w niektórych sytuacjach.

— Ludzie bywają podobni kochanie. — odpowiedział i pocałował ją.

Kiedy film się skończył, para poszła do pokoju Selene. Chłopak patrzył się na swoją dziewczynę bardzo uważnie, a jej to nie przeszkadzało. Jeszcze kiedyś, parę tygodni wcześniej nawet nie przypuszczał w najśmielszych marzeniach, że ktoś taki jak Selene pokocha go i będzie dla niego kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Dziewczyna również była szczęśliwa, że Alan jest z nią zawsze. Natalie często mówiła im, że ich miłość jest trwalsza niż śmierć. Wiele osób uważało tak samo. Oboje położyli się obok siebie, ale przed tym dziewczyna otworzyła szeroko okno. Zimny wiatr wpadł do środka pokoju i otulił ich. Selene zasnęła przytulona do Alana.

Rankiem obudziło ich głośne pukanie do drzwi. Dziewczyna leniwie otworzyła oczy i spojrzała na Alana, który smacznie spał. Miała nadzieję, że pukanie wkrótce ustanie, ale gdy stawało się coraz to głośniejsze owinęła się kocem i poszła na dół.

— Już. — mruknęła zaspana — Idę. Chwila.

Otworzyła drzwi i zobaczyła w nich… Davida i Willy’ego. Cała trójka była zaskoczona. Dziewczyna tym, że to koledzy, bo spodziewała się Evanny, a oni tym, że Selene była tylko w kocu.

— Yyyy… — jąkał się Willy.

— Możemy wejść? — zapytał David.

— Oczywiście. Tyle, że spodziewałam się Evanny, a nie was.

Chłopaki weszli do kuchni. David otworzył szufladę i wyjął z niej szklankę. Odkręcił karton z sokiem i wlał do pełna. Pociągnął łyk.

— Ale to Evanna miała do mnie przyjść. — naciskała na nich dziewczyna.

— Mała zmiana planów. Musiała pojechać coś załatwić i jesteśmy my.

— Aha. A co was sprowadza? — zapytała i przetarła oczy dłonią.

— Mamy do ciebie sprawę.

— Jaką? — ponownie zadała pytanie i ziewnęła zakrywając usta ręką — Przepraszam, ale jestem jakaś nie wyspana.

Nagle usłyszeli czyjeś kroki na schodach. Chłopcy byli nieco zaskoczeni, bo przecież Richard wyjechał, a Selene nie zaprosiła do siebie nikogo z ich paczki. Kroki stawały się coraz głośniejsze, a później ktoś zawołał :

— Selene? Jesteś tam?

Chłopcy od razu rozpoznali głos Alana Cravena. Był on w samych spodenkach i koszulce. Roztargane włosy wskazywały na to, że dopiero co wstał. Kiedy stanął w progu Selene wstała z krzesła i podeszła do niego. Objął ją w talii. David z wrażenia zakrztusił się sokiem, a Willy nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa.

— Czy wy…? — zaczął Wood, ale przerwał na widok miny koleżanki — Nieważne. Sprawa jest taka, że jedziemy w Kordyliery na miesiąc i czy pojedziesz z nami?

— Tak, ale pod warunkiem, że Alan pojedzie ze mną.

David i Willy wymienili ze sobą spojrzenia. Nie mieli nic przeciwko temu, ale wiedzieli, że Gary będzie zły. Z resztą to miał być ich wyjazd, taki rodzinny, w gronie przyjaciół, a tymczasem Craven psuł wszystko.

— Dobrze. — odpowiedział po zastanowieniu Newell.

Kiedy wyszli od Selene, koledzy poszli do Gary’ego. Chcieli jak najszybciej podzielić się z nim tymi wrażeniami. Po prostu musieli mu o wszystkim powiedzieć. Nie potrafili niczego ukrywać przed przyjacielem, a już tym bardziej tego, że Craven spędził z Selene noc.

— Hej stary. — przywitali się i weszli do jego pokoju — Byliśmy rano u Selene i gadaliśmy z nią.

— Pojedzie? — zapytał chłopak.

— Tak. Tyle, że z nim. — powiedział Wood i spojrzał przyjacielowi prosto w oczy — Więc zgadzasz się? Tylko nie ma być tam żadnych kłótni, bójek i takich.

— Niech będzie. Tylko zastanawiam się skąd on weźmie tyle kasy. — rzekł chłopak, a koledzy zaśmiali się.

— Tylko jest jeszcze jedna mała kwestia. Ona nie była sama jak do niej poszliśmy. — dodał Willy.

— To z kim?

— Z nim. I on tam był od wczorajszego wieczora. Ona wyszła do nas tylko w kocu, a on w spodenkach i koszulce z potarganymi włosami.

— Po czymś takim to na pewno go nie zostawi. Już mnie to tak nie boli, ale i tak szkoda dziewczyny. — skomentował Gary i rzucił się na łóżko.

— Wszystko co ci teraz pozostało to czekanie. — oznajmił David, a jego kolega mruknął tylko coś smutno niezadowolony.

— Chodźmy się napić. — zaproponował Willy i wyszli uśmiechnięci jak wtedy, gdy życie było proste niczym układanka składająca się tylko z czterech puzzli.

Ale życie nie zawsze jest kolorowe. Jednych spotyka dobra praca, szczęśliwa miłość, radosne życie. Niestety drugich los tak nie rozpieszcza. Tracą rodzinę, nieszczęśliwie się zakochują. Mierzą się ze wszystkim co złe.


Po pożegnaniu się z Selene, Alan udał się szybko do domu. W pokoju czekały na niego jakieś dwie, tajemnicze osoby. Nie było widać ich twarzy, gdyż stali w cieniu. Kiedy tylko drzwi zamknęły się jeden z nich usiadł na łóżku chłopaka, a drugi podszedł do okna.

— Nie uwierzycie co mnie dzisiaj spotkało. Rano do Selene przyszedł nasz znajomy Wood i jego kolega Newell i zaproponowali mojej Selene wyjazd w Kordyliery i ja też mogę jechać.

— Dobrze, że nie na Hawaje. — skwitował szybko i dodał — Nigdzie nie pojedziesz. — powiedział twardym głosem jeden z nich przerywając Alanowi.

— Muszę tam jechać. I to nie podlega dyskusji. Ja jej nigdzie samej nie puszczę.

— Nie musisz tam jechać!

— Mam ci przypomnieć to, co obiecywałeś? — zapytała druga postać.

— Zrozumcie. Ja muszę. Jeśli mnie tam zabraknie Walker nie przepuści takiej okazji.

— Ja już ci powiedziałem i zdania nie zmienię! Ani ja, ani on. — rzekł ten drugi.

— Jeśli tam pojedziesz osobiście pójdę wyznać Selene prawdę. — zagroził pierwszy z nich.

Alan westchnął ciężko i spojrzał w okno. Samochody jechały jeden za drugim i mijały jego dom. Życie w kłamstwie trochę go już męczyło, ale czego nie robi się z miłości.

— Ale ja naprawdę muszę tam jechać.

Pierwsza z postaci wstała i podeszła do lustra. Przez chwilę pojawił się w jego odbiciu czerwony błysk. Postać przeciągnęła się i poprawiła kołnierz przy płaszczu. Drugi osobnik odszedł od okna, gdy tylko zapaliła się przydrożna latarnia. Usiadł na obrotowym krześle i wziął z biurka kolorowy flamaster i zaczął się nim bawić.

— Możecie przestać? — zapytał zdenerwowany chłopak.

— Przepraszam Alan, że będę taki nieczuły dla ciebie i twojej obsesji na punkcie Selene Ramis, ale nie pozwolę ci tam pojechać. Posłuchaj nas i nie jedź tam. A co będzie jeśli coś się wyda? Nie jestem w stanie obronić cię przed Snake’ami i Le Fey’ami. Teraz już z wielkim trudem udało mi się ich zwołać. A wierz, że bez nich i my mało znaczymy. Wywołamy w końcu bunt i Rada się rozpadnie, a to nie może się nigdy stać. — wyjaśniła pierwsza postać.

— I kiedy on zajmował się Snake’ami ja musiałem jechać do Le Fey'ów. I wiesz powiem ci teraz coś czego nie chciałem, byś wiedział. — oznajmił drugi przybysz — Musiałem podpisać pewien pakt. Wtedy to zgodziły się do nas przyjechać. A sam dobrze znasz Aviorę Le Fey i naprawdę ciesz się, że jeszcze nie przyszło ci się z nią spotkać i gadać o takim czymś jak to twoje poświęcenie.

— Dziękuję wam za wszystko. Ale będę uważny.

— Jak grochem o ścianę. — zaczął mówić pierwszy z nich, gdy nagle przerwał, bo jego wzrok przyciągnął wazon pełen maczków kalifornijskich.

Podszedł tam spokojnym krokiem i dotknął kwiatów. Czarny kamień przy jego pierścieniu zaczął świecić. Bukiecik w parę sekund zmienił swój kolor. Teraz był czarny. Żyłki w liściach również przybrały taką barwę.

— Od kiedy tak lubisz maczki kalifornijskie, co? — zapytał drugi z gości, a pierwszy zaśmiał się cicho — Od kiedy nie ma cię w domu jesteś jakiś” dziwny”. — dokończył.

— On ma rację. Ale przecież ty nie jesteś dziwny tylko zakochany. Zakochany po uszy w dziewczynie, którą tak okłamujesz. Która zakochała się w tobie, bo Scorpious Snake ci w tym pomógł. I która, możliwe, że cię znienawidzi, gdy dowie się prawdy. — mówił powoli, a Alan spuścił głowę — I wiesz co ci jeszcze tylko powiem? Tylko to, że niedługo skończą ci się te maczki, gdy wyjedziesz i Selene pozna prawdę. To powoli zaczyna przypominać prawdziwą obsesję, a nie miłość.

Oboje podeszli do drzwi i otworzyli je. Nagle jeden z nich odezwał się.

— Alan ty ją za bardzo kochasz i każda wasza kłótnia będzie cię boleć dwa razy mocniej.

— Wiem, wiem. Ale ja bez niej nie potrafię.

— Jeśli tak bardzo zależy ci na tym wyjeździe to jedź. Ale tylko na tydzień. — powiedział, a Alan uśmiechnął się szeroko — Tylko nie zapomnij, że będziesz musiał za to zapłacić. I nie chodzi tu o pieniądze. — szepnął i zniknęli.

Alan siedział na łóżku i patrzył na bukiecik. Nagle coś błysnęło na jego biurku. Chłopak wstał i rozejrzał się. Koło wazonu leżał mały, trochę żółtawy pergamin. Chłopak wziął go do ręki i ostrożnie rozwinął. Kartka zawierała tylko jakieś punkty. Jeden z nich wytłuszczony był czerwonym atramentem, który przypominał krew.

„2. (…) za każdy dzień spędzony poza wyznaczonymi granicami kara być musi (…)

3. (…) kto zgodził się podpisać własną krwią ten pakt zobowiązał się do zapłaty (…)

4. (…) jeśli nie uda się to (…) hrabio (…) i jeśli Selene Ramis wyjdzie za mąż za kogoś innego, odczuwać będziesz (…) widząc jej szczęście (…)

5. (…) lecz jeśli kiedykolwiek będziecie razem, w przypadkach takich jak (…) nagrodą będzie coś (…), a (…)

Chłopak złożył pergamin i otworzył delikatnie szufladę biurka. Włożył go pod książki i zamknął drzwiczki na kłódkę. Usiadł na łóżku i rozmyślał co ma zrobić.

— " Jak nie pojadę to Selene będzie musiała tam być sama, a ja tego nie chcę. No ale skoro mogę jechać na tydzień to pojadę. A najwyżej powiem jej, że nie mam kasy na następne 3 tygodnie. I po problemie.”


Czas płynął i płynął aż w końcu przyszedł dzień wyjazdu. Droga nie dłużyła się tak bardzo, bo Evanna, Willy, Gary, David i Natalie przez cały czas wygłupiali się i robili zdjęcia. Selene i Alan siedzieli wpatrzeni w siebie. Przed wyjazdem Selene poprosiła swoje przyjaciółki, żeby były miłe dla jej chłopaka, a te zgodziły się i wszystko poszło zgodnie z planem. Willy i David również szczędzili docinek, a Wood nawet zdobył się na to, by porozmawiać z Alanem o szkole i planach na wyjazd. Wszyscy byli w świetnych nastrojach. Przez te parę godzin jazdy Gary i Alan ani razu nie pokłócili się, a chłopak zachowywał się tak jakby wcale nie widział Selene i swojego wroga. Parze odpowiadało to w zupełności i byli z tego niesamowicie zadowoleni. Ramis miała dosyć kłótni i na wstępie oznajmiła wszystkim, że gdyby Gary miał jakiś problem to ona od razu wyjedzie. Chłopak obiecał, że nic takiego się stanie.

Kordyliery. Hmm… marzenie niejednego człowieka. Zimne powietrze, piękne krajobrazy, ciekawe rozrywki. Przyjaciele już postanowili, że tutaj wydadzą wszystkie swoje pieniądze. Szaleństwo na maksa. Żadnych zakazów, tylko i wyłącznie dobrze spędzony czas. Kiedy dotarli pod hotel poszli się zameldować. W tym roku hotel Mayfloy zrobił małą niespodziankę dla swoich klientów i pozwolił na wynajęcie domków na jednej z górskich hal, które zawsze zarezerwowane były dla obsługi. Przyjaciele podeszli do recepcji.

— Dzień dobry, nazywam się Evanna Lynn. Mam tu rezerwację domku nr 7.

— Dzień dobry pani. Proszę klucze. Miłego pobytu. — odrzekła grzecznie recepcjonistka.

Dziewczyna była może w ich wieku lub jakieś dwa lata starsza. Miała krótkie brązowe włosy i piwne oczy. Willy od razu dopatrzył się w niej miss Ameryki i chciał ją wyswatać z samotnym Gary’m jednak w jego sercu nie było miejsca dla nikogo innego. On już kogoś kochał.

— A my do 8. — powiedział David i wziął klucze, po czym razem ze swoją dziewczyną poszedł obejrzeć domek.

— A państwo? — zapytała pracownica hotelu patrząc na Selene, Gary’ego i Alana.

— My oboje… — odezwała się dziewczyna i pokazała ręką na siebie i Craven’a — My oboje do 9. A ten chłopak do 10.

Recepcjonistka wstukała coś w komputer i przygryzła lekko wargę.

— Bardzo mi przykro, ale jest mały problem.

— Tak? Co się stało? — zapytał Alan — Z jakimś domkiem coś nie tak?

— Domek nr 10 jest remontowany. — pokiwała głową i przeczesała ręką włosy — Miało to trwać krócej, ale wszystko przeciągnęło się przez ostatnią burzę i… Jesteście dobrymi przyjaciółmi?

— Jesteśmy. A czemu pani pyta? — zdziwiła się dziewczyna.

— Będziecie musieli zamieszkać w jednym domku. Chyba, że to problem? Nie mamy żadnych wolnych pokoi i innym wyjściem jest to, że przeniesiemy waszego kolegę do hotelu w drugim końcu miasta.

— Nie. To nie jest problem. — odezwał się nieśmiało Gary i spojrzał na parę.

— Przepraszamy bardzo za tę niezgodność.

— Nic się nie stało. Dziękujemy. — odrzekł Alan i wziął torbę Selene do ręki.

Wyszli, a Alan od razu odciągnął swoją dziewczynę na bok. Zdenerwowało go to, że ktoś będzie z nimi mieszkać. Przecież Evanna i Willy tak samo jak David i Natalie mogli by przygarnąć Gary’ego.

— Sela czemu akurat z nami musi mieszkać?! — warknął.

— Kochany mój wszystko będzie dobrze i nawet nie zauważysz jego nieobecności. A poza tym to dobra okazja, żeby jakoś się dogadać. — uśmiechnęła się i wzięła go za rękę.

Młody Walker od razu domyślił się o czym tak zaciekle dyskutował Craven i gdy doszli przed domek odezwał się pokojowo nastawionym tonem.

— Bo mam taką propozycję. Może przedzielimy domek jakimś kocem?

Selene uśmiechnęła się i spojrzała na przyjaciela. Wyczuła, że Gary czuł się teraz jak piąte koło u wozu, ale nie chciał też sobie i Selene psuć kłótniami wakacji. Z drugiej strony nie chciał pokazywać przy Alanie, że zależy mu na koleżance. Czuł by wtedy wyższość czego Gary na pewno już by nie zniósł. Te jego głupie, dumne uśmiechy. Nie tylko nie to. Alan od razu zaakceptował pomysł „kolegi” i we dwójkę przedzielali pokój przez prawie trzy godziny, sprzeczając się czyja połowa jest teraz większa, a czyja mniejsza. Selene zdążyła rozpakować i swoje rzeczy i Alana. Gdy wyjmowała jego rzeczy natrafiła na pewną czarno-białą koszulę w paski. Jej pierwszy chłopak miał taką samą. Przyłożyła ją do nosa i powąchała.

— Nie. To nie jest możliwe… — pomyślała i rzuciła spojrzenie na Alana.

Nagle ktoś złapał ją w talii i pocałował. Selene uśmiechnęła się i spojrzała w oczy chłopaka. Były takie same jak…

— Już. Gotowe. — powiedział wesoły przerywając jej rozmyślania i wyciągnął Selene, by zobaczyła efekty jego wspólnej pracy z Gary’m.

— WOW. — szepnęła zaskoczona — Super.

— O widzę, że mnie rozpakowałaś. — ucieszył się i przytulił ją — Szybciej pójdziemy w góry.

— Tak, ale mam pytanie.

— Jakie? — zapytał już ostrożniejszym tonem.

— Skąd masz tą koszulę? — powiedziała i wzięła do ręki koszulę w czarno-białe paski.

— Yyyy… — zaciął się i lekko pobladł — A kupiłem kiedyś w galerii czy gdzieś. Ma jakiś taki dziwny zapach nie?

— Zapach ma cudowny. A jakie to perfumy?

— Brat coś tam mi przysłał.

— Brat? — zdziwiła się — Ty nie masz brata.

— Cioteczny. — wymyślił na poczekaniu — Oj dajmy sobie już spokój z perfumami. O takie pierdoły się nie będę kłócił. — puścił jej oczko, a ona uśmiechnęła się.

Selene już więcej nie drążyła tematu koszuli i kosmetyków swojego chłopaka. Co prawda jego zachowanie bardzo przypominało jej pierwszego chłopaka, ale wytłumaczyła sobie, że jest to niemożliwe, a ludzie czasami są do siebie podobno, chociaż pomiędzy nimi nie ma żadnego pokrewieństwa i postanowiła bawić się.

Mijały dni, a każdy z nich przybliżał Alana do wyjazdu. Nie chciał opuszczać swojej dziewczyny, ale umowa to umowa. Nie mógł jej złamać. Kiedyś, gdy spacerowali i robili sobie zdjęcia Alan opowiedział Selene o pewnych komplikacjach przez które nie może zostać dłużej chociaż bardzo by tego chciał. Dziewczyna nie obraziła się na niego, gdyż rozumiała jego sytuację i zasoby pieniężne. Wiedziała, że jego ojciec jest biedny, a prawie całą wypłatę przepija. Nie poznała go nigdy, ale tak mówił jej Alan.

Pewnego dnia po wyjeździe chłopaka Selene poszła na długi, samotny spacer. Gary też gdzieś wyszedł. Zamknął drzwi, a klucze wrzucił przez okno i zamknął je od zewnątrz. Oboje wrócili późno. Gary myślał, że dziewczyna nigdzie nie poszła i odwrotnie, a żadne z nich nie wzięło klucza. Musieli przenocować na dworze. Razem poszli do hamaków.

— Selene. — zaczął Gary niepewnie, a było to pierwsze słowo, które do niej wypowiedział od bardzo, bardzo dawna.

— Co?

— Przepraszam. — patrzył na nią zestresowany.

— Jeśli znowu chcesz się kłócić to dzisiaj nie mam nastroju. Alan wyjechał i nie mam na to nastroju.

— Nie. — przerwał jej — Nie chcę się kłócić. Nie chcę stracić przyjaciółki. Zapomnijmy o tym co było kiedyś.

Selene nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Przestała kołysać się z hamaku i usiadła na nim. Czyżby Gary żartował sobie z niej? A może naprawdę ma już dosyć kłótni? Spojrzała na chłopaka. Coś mówiło jej, że jednak to drugie jest odpowiedzią na jego podejrzane zachowanie.

— Naprawdę tak ci zależy na mojej przyjaźni…? — nie dowierzała jego słowom — A od kiedy to? Jakoś gdy nazywałeś mnie czarną wdową nie myślałeś o naszej przyjaźni.

— Zależy mi, a to było wtedy jak byłem pijany.

— Serio?

— Serio, serio.

— Ja też już mam dosyć tych wszystkich bezsensownych kłótni i dni, w których mam zepsuty humor.

— To co? Zgoda?

Selene dobrze wiedziała, że ma słabość do Gary’ego i nie umie się na niego długo gniewać. Chłopak również tak uważał do czasu, gdy pierwszy raz zażartował z Alana w towarzystwie Selene, gdy była już jego dziewczyną. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

— W porządku. Z resztą rozumiem skąd te wszystkie kłótnie, bo dobrze wiem jak nie znosicie się z Alanem.

Po tej rozmowie wszystko się zmieniło i było jak dawniej. Tak samo jak wtedy, gdy Selene nie chodziła z Alanem.

W ostatnim dniu cała paczka poszła do klubu, by móc pożegnać się z cudownymi Kordylierami na zawsze. Evanna dowiedziała się, że na hali jest impreza pożegnalna dla wszystkich, którzy wyjeżdżają tej niedzieli i udało jej się załatwić bilety.

Natalie i David mieli na nich czekać. Potem doszli Willy i Evanna. Tylko Gary i Selene spóźniali się. Wood postanowił, że zadzwoni do kolegi i zapyta co się z nimi dzieje.

— Ej no, gdzie wy jesteście?

— Już idziemy. — usłyszeli w słuchawce wesoły głos chłopaka — Zaraz będziemy. Tylko był mały problem z zamknięciem domku.

— Ok. Bo my już wszyscy czekamy.

— Za moment będziemy. — powiedział i rozłączył się i po paru krokach, gdy oboje wyszli zza zakrętu zobaczyli czekającą grupkę swoich przyjaciół.

Kiedy już doszli wszyscy świetnie się bawili. Natalie co chwila robiła zdjęcia. Gary i Selene tańczyli ze sobą i naprawdę dobrze się dogadywali. Willy cieszył się, że Alan wyjechał i co chwila przypominał to Evannie, która nie miała nic do chłopaka swojej przyjaciółki i też tak właśnie odpowiadała swojemu ukochanemu. David wypił trochę za dużo i oznajmił Natalie, że Alan jednak nie jest taki głupi jak się wydawał, a nawet był w stanie się z nim zaprzyjaźnić, ponieważ wiele razy doradził mu bardzo dobrze, a czasami lepiej niż jego dwaj przyjaciele.

— Sel, Gary uśmiech! — zawołała Natalie i błysnęła im aparatem przed oczami — To na pamiątkę tego, że już się nie kłócicie. — uśmiechnęła się i wpadła wprost w objęcia Wooda.

Wakacje minęły bardzo szybko jak wszystko co piękne i trzeba było znowu wrócić do szkoły i nudnego monotonnego życia. Znowu wszystko zacznie się od początku. Znowu zaczną się kłótnie z Isabelle i jej siostrą. Znowu trzeba będzie uważać na każde słowo wypowiedziane w nieznanym towarzystwie i na każdy nawet najmniejszy ruch. Selene tak bardzo tego nie lubiła. Nie lubiła chodzić do szkoły, bo byli tam ludzie jak różni jak i ona sama. Tyle, że ona wiedziała czego chce od życia, a oni nie wiedzieli. Tylko słuchali kogoś na ślepo mu ufając. Jednak z drugiej strony cieszyła się, że będzie mogła na kimś wyładować nerwy. Nie była aniołkiem i miała pewne, niemal diabelskie cechy charakteru.

Na początku września w pierwszej klasie wydawało jej się, że jest jak każda normalna nastolatka. Że nikt nie zwraca na nią uwagi. Ale był to błąd. Już od pierwszego dnia zaczęła kłócić się z Isabelle. Wtedy to” nacisnęła jej na odcisk” i można powiedzieć, że uwolniła innych uczniów spod jej jarzma. Była pierwszakiem, a pokonała drugoklasistkę. Potem jej szkolne życie rozwijało się w zabójczo szybkim tempie. Niedługo potem poznała Gary’ego Walkera i Williama Newella. Później zaczęła chodzić z Alanem Cravenem — największym przyjacielem chłopaka Isabelle — Ralpha.

Rozdział 5

Inna

Pierwszy wrześniowy weekend. Z jednej strony Selene lubiła ten dziewiąty miesiąc roku, bo słońce nie wyglądało zza chmur tak często jak wiosną czy latem, ale z drugiej strony go nie chciała. W końcu zaczynała się szkoła, a żaden normalny nastolatek nie lubił do niej uczęszczać. Nie chodziło tutaj o to, że będzie trochę mniej wolnego czasu. Chodziło głównie o nauczycieli, a szczególnie tych znienawidzonych, o wrogów, których musiało się codziennie widywać i o oceny, a w szczególności jedynki, które sprawiały najwięcej problemów. Ale teraz było to nieważne. Szkoła znowu zacznie się od poniedziałku, ale w tej chwili Selene o tym nie myślała. Był przecież dzień, w którym się urodziła. Była sobota.

Selene wyszła na taras. Lubiła patrzeć na wysokie ciemne drzewa pochłonięte w gęstej, białej mgle. W ręce trzymała kubek czerwonego wina. Wiatr wiał lekko od strony północy. Jej czarny szlafrok dotykał ziemi, a włosy kołysały się pod jego wpływem. Spojrzała na ławeczkę stojącą pod daszkiem. Gdy była mała Esmelle siedziała tam razem z nią w każdą noc pełni księżyca. Zamknęła oczy, a przed oczami przebiegły jej pewne obrazy. Jej mama trzymała ja na kolanach, a ona uśmiechała się z zadowoleniem patrząc na księżyc. W tamtej chwili nie pomyślała nawet przez chwilę, że pewnego wieczoru ten sam księżyc zmieni jej życie nieodwracalnie. Dziewczynka pokazała kobiecie na niebie i wskazała palcem jego kształt. Młoda kobieta pogłaskała ja po głowie i szepnęła :

— " Selene za parę lat kiedy już dorośniesz i wyjdziesz za mąż może będziesz tak jak ja zabierać tutaj swoją córkę.”

— " Mamo, a jak nie znajdę sobie męża? To co będzie? " — zapytała dziewczynka i spojrzała się smutno na matkę.

— " Znajdziesz, znajdziesz. Jesteś w końcu połączeniem mnie i twojego taty. Kto wie jak potoczy się twoje życie skarbeńku. Może nawet zostaniesz hrabiną, ale to już czas pokaże. " — powiedziała do córki i przytuliła ją.

— " Hrabiną? A ja nie znam żadnego hrabiego. " — odrzekło jej dziecko.

— " Powiem ci coś w tajemnicy córeczko. " — powiedziała patrząc jej w oczy — " Ale musisz obiecać, że nikomu nie powiesz.”

— " Obiecuję mamusiu. " — odszepnęła do matki, a ta zaśmiała się.

— " Dobrze. Tak więc tajemnica jest następująca: spotkasz hrabiego, który pokocha cię tak mocno jak mnie Johnny. A nawet czas nie będzie zdolny zniszczyć tego uczucia, oczywiście nie mówiąc już o innych osobach. A wiesz skąd to wiem?” — zapytała, a dziewczynka pokiwała przecząco głową — " Stamtąd. " — oznajmiła i wskazała na gwiazdy.

Dorosła dziewczyna otworzyła oczy. Minęło już tyle lat, a ona nadal tęskniła za dawnym życiem. Spojrzała na gwiazdy. Ledwo co je dojrzała, bo mgła zasłaniała wszystko dookoła. Wiedziała, że dzisiejszy dzień i wieczór będą najważniejsze w całym jej życiu. Może coś się dzisiaj zmieni, a może nie? Kto to może wiedzieć. Przyszłość Selene, jak i z resztą każdego z nas zapisana była w gwiazdach miliony lat temu.

O 20.00 miała odbyć się impreza z okazji ukończenia 18-nastu lat przez jednego z uczniów chodzących do klasy Selene. Nieważne było czy chce iść czy nie. Alan’owi bardzo na tym zależało, a ona nie chciała go zawieść i robić problemu z niczego. Nie miałaby serca, żeby tak zranić swojego chłopaka. Był to w końcu ich pierwszy wypad jako para, gdzieś wśród ludzi. Chociaż z drugiej strony to całym problemem byli właśnie ludzie. Selene nie była typem samotnika, ale coś na co wcale nie miała wpływu tak skutecznie blokowało jej kontakty z ludźmi. A dzisiaj miała spędzić wśród nich całą noc.

Mijały godziny. Z każdą sekundą serce dziewczyny biło coraz to mocniej i mocniej. W jej głowie nie było innych myśli tylko te związane z przyjęciem. Wreszcie wybiła 20.00, a dziewczyna wyszła niechętnie z domu. Koło przystanku czekali już na nią Willy, Evanna, David, Natalie i Gary. Uśmiechnęła się od niechcenia i przywitała z nimi. Czuła, że jeśli tam pójdzie może skończyć się to dosyć nieprzyjemnie. Evanna spostrzegła w jej oczach dziwny strach i przerażenie.

— Sela coś ci się stało? — zapytała — Jakoś dziwnie wyglądasz. Jesteś bledsza niż zawsze.

— Bo wiecie ja chyba nie powinnam tam iść.

— Czemu? — zapytała ze zdziwieniem Natalie.

— Bo… Bo niezbyt dobrze się czuje. — odparła ze strachem i spojrzała na nadchodzących ludzi, a serce biło jej coraz to mocniej i mocniej.

— Chodź. — powiedział Gary i delikatnie objął ją w talii — Jak zaczniesz się bawić to humor ci się poprawi.

— No dobrze. Może jak się czegoś napiję to mi się polepszy.

Selene poszła do restauracji z przyjaciółmi. Była tam jej cała klasa, ponieważ jeden z uczniów miał urodziny. Nikt nie podejrzewał, że wśród nich jest osoba, która tak bardzo się od nich różni. Alan również tam był. Tyle, że bez swoich kolegów: Ralph’a i Nathan’a. Kiedy tylko zauważył jak Selene wchodzi do sali, uśmiechnął się i podszedł do niej. Pocałował ją w policzek i poczuł lodowate zimno.

— Coś ty taka zimna…? — zapytał z uśmiechem na ustach.

— A bo nawet chłodno na zewnątrz. — odpowiedziała i również go pocałowała.

— Już od teraz będzie ci ciepło. — szepnął jej do ucha i przytulił mocno, a ona poczuła, że cały strach jaki do tej pory nią targał zniknął w ramionach Alana.

— Kocham cię wiesz.

— Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. — odpowiedział, a Selene pocałowała go i uśmiechnęła się.

Gary chodził po sali i rozglądał się za czymś lub może za kimś. Zatrzymał się koło Evanny i zapytał o coś, ale dziewczyna tylko pokiwała głową i poszła gdzieś z Davidem. Kiedy chłopak zobaczył Willy’ego pomachał do niego ręką, ale ten kiwnął na coś i znikł w tłumie razem z Natalie. Nagle Gary zatrzymał się na widok Selene i Alana. Siedzieli na małej kanapie w rogu sali przytuleni do siebie i wpatrzeni jak w obrazy. Chłopak spojrzał na Alana. Szeptał coś do Selene i był niesamowicie szczęśliwy. Dziewczyna sprawiała takie samo wrażenie. Popatrzył się na zakochanych jeszcze parę minut i odszedł ze spuszczoną głową.

Wszyscy gadali i śmiali się. Światła i neony błyskały po całym pomieszczeniu. Muzyka wypływała z głośników jak strumyk chcący wyrwać się z gór.

Po chwili Alan powiedział coś do Selene i wyszedł na dwór. Dziewczyna przeszła się po całej sali i stanęła w drugim rogu. Nagle do sali wszedł blondyn zataczając się od jednej strony do drugiej i udał się w kierunku stojącej dziewczyny. Stanął obok niej i spojrzał się na jej dekolt. Ta zmrużyła oczy, a chłopak zsunął się po ścianie. Po chwili wstał i zaczął się śmiać.

— Czemu ty zawsze jesteś taka blada? — zapytał Selene jeden z kolegów o imieniu Percy.

— Głupie pytania zadajesz Percy. Taka karnacja. — odpowiedziała.

— Przypomniało mi się coś.

— Co? — zapytała.

— Jak one się nazywały… — zastanowił się przez chwilę — A już wiem. — zaśmiał się.

— Kto?

— Takie blade potwory jak ty.

— Blade potwory jak ja. — syknęła, a złość zagotowała się w niej.

Jeszcze nikt nigdy nie powiedział jej tego, że jest bladym potworem. Z drugiej strony to, że miała jasną karnację nie sprawiało, że była inna. To może czarni ludzie też różnili się od białych i byli potworami? Selene nigdy nie różniła ludzi i nie dzieliła ich na kasty. Z rozmyślań wyrwał ją głos pijanego Percy’ego.

— To były te… No… Wąpierze, a inaczej wampiry. A może ty też pijesz krewkę hę? — zaśmiał się, a ona uśmiechnęła się sucho.

— No pewnie. — szepnęła mu do ucha — A pewnej nocy i twojej się napiję. Wyssę z twojego marnego ciała cały zapas. Ale spokojnie, bo zajmie mi to tylko parę minutek. — złapała go za rękę, a ten poczuł w tym miejscu przeraźliwe, lodowate zimno i po paru chwilach upadł, a ona uśmiechnęła się zadowolona i wyszła na dwór. Czasami odczuwała radość z cierpienia innych, ale taka już jej natura była. Była inna niż ludzie. Była sobą.

Przed budynkiem wzięła głęboki wdech i spojrzała na niebo. Księżyc był w pełni, a miliony gwiazd otaczały go ze wszystkich stron. Pełnia to czas magiczny, twórczy ale również i mroczny. Światło Księżyca potrafi wzruszyć, hipnotyzuje i magnetyzuje. Dla Selene było trudno oprzeć się temu wszystkiemu lecz dla wielu ludzi piękne. Dziewczyna wiedziała, że jeśli wytrzyma dzisiaj, wytrzyma już każdej nocy. Nagle ktoś podszedł do niej. Był to Gary.

— Selene w porządku? — zapytał.

— Tak.

— Na pewno?

— No tak.

— Chodź, bo kroimy tort.

— Już. — odpowiedziała i poszła za nim.

Kiedy weszła do sali pierwszą rzeczą jaka rzuciła jej się w oczy był właśnie tort. Stał na stoliku w samym środku sali oświetlony neonami i innymi świecidełkami. Miejsce tortu odgrodzone było od parkietu i innych stolików. Był to ogromny obszar. Gdzie kończyły się stoliki, tam zaczynał się parkiet do tańczenia. A wszystko to dlatego, że rodzice Baracka byli bajecznie bogaci i to oni zorganizowali mu takie wystawne przyjęcie. Jego matka była projektantką mody i właścicielką sieci butików” Beauty Mooreau”. Ojciec miał własną firmę — " Mooreau & Smart”.

Barack ukroił kawałek tortu. Nagle nóż upadł mu i zranił w rękę, a po chwili pojawiła się strużka krwi. Chłopak przeklął i wytarł ranę w chusteczkę higieniczną. Stojąca blisko Selene zacisnęła pięści. Alan obserwował ją. Krew płynęła i płynęła zostawiając czerwone ślady na białych spodniach Baracka, a dziewczyna oblizała delikatnie swoje wargi. Krew… Czerwona, świeża, gęsta. Zapach był nie do zniesienia. Taki piękny i taki wspaniały. Krew… Jeszcze nigdy nie miała tak wspaniałego zapachu i nie wyglądała tak apetycznie. Pełnia wywierała jeszcze większy nacisk. W jej głowie kłębiła się tylko jedna myśl. Krew… Ludzie od lat uważali, że to właśnie księżyc w pełni odpowiedzialny jest za nadmiar wypadków, porodów, gwałtów i innych podobnych zjawisk. Nagle Alan zobaczył, że jego dziewczyna otwiera usta i potem wybiega z sali.

— Selene opanuj się. — skarciła sama siebie — Co ty wyprawiasz. Spokój!

Alan poszedł za nią. Cztery kilometry dalej zobaczył ją wreszcie. Było to dosyć dziwne, by w przeciągu 5 minut pokonała taki długi dystans. Siedziała sama na ławce. Kiedy zobaczyła chłopaka odwróciła głowę tylko na momencik i zasłoniła się swoją czarną chustką. Lecz jego nie zrażało nic. Przyspieszał kroku z każdym centymetrem przybliżającym go do dziewczyny. W końcu dotarł na miejsce.

— Selene nic ci nie jest? — zapytał siadając koło niej.

Ta tylko kiwnęła przecząco głową wydając z siebie cichy skowyt. Była trochę zdenerwowana i trochę przestraszona.

— Sela…?

— Idź już. — szepnęła.

— Ale Sel.

— Alan. Proszę cię, byś już poszedł. — naciskała na przyjaciela.

— Selene nigdzie nie pójdę, bo widzę, że ci coś jest.

— Nic mi nie jest. Idź.

— No przecież widzę.

— Idź.

— Nie pójdę dopóki mi nie powiesz.

— Proszę. — szepnęła, ale jej nerwy też miały swoje granice — Do jasnej cholery! Idź! — krzyknęła dalej na niego nie patrząc.

Chłopak od razu zrozumiał, że coś się stało. Jego dziewczyna nigdy nie podnosiła głosu bez przyczyny. Jej zachowanie coraz to bardziej upewniało Alana w przekonaniu, że Selene coś jednak jest. Tylko czemu tak się denerwuje? Czemu tak nagle i bez słowa wyszła z sali? I co z tym wszystkim ma wspólnego to, że Barack zranił się w rękę?

— Ej. Nie uciekaj. — powiedział, kiedy dziewczyna wstała i chciała odejść.

Kiedy przypadkiem odwróciła głowę, światło księżyca padło na jej twarz ukazując zaskakujący widok. Alan na początku myślał, że ma przewidzenia.

— Selene wiesz, że cię kocham… — zaczął, ale ona przerwała mu.

— Tak? Kochasz mnie? — mówiła ciągle odwrócona — To stań ze mną twarzą w twarz. — odwróciła się do niego i spojrzała mu prosto w oczy.

— Losie… — wyszeptał tylko na widok kłów, które wystawały jej z ust.

Był zaskoczony, ponieważ żył w przekonaniu, że istoty takie jak wampiry, wilkołaki czy czarownice nie istnieją, a to wszystko było tylko piękną bajką. Po dłuższym przypatrywaniu się na jego twarzy pojawił się mały, ledwo widoczny uśmiech.

— I co? Dalej chcesz być ze mną? Skoro już wiesz o mnie prawdę to dam ci wybór. Możesz odejść i zapomnieć o mnie albo dalej żyć z myślą, że twoja dziewczyna jest wampirzycą. Nie będę ci miała za złe jak odejdziesz. Zrozumiem.

— Nie.

— Nie? — zapytała — Miałam nadzieję na inną odpowiedź, ale skoro tak. Rozumiem i trochę mnie to cieszy.

— Ja już przemyślałem wszystko i nie odejdę.

— Nie kieruj się sercem tylko rozumem.

— Dobrze. Więc pokierowałem się rozumem i nie zmieniam decyzji.

Selene nie wyglądała tak samo jak jeszcze przed momentem. Kły — ostre niczym orle pazury oraz białe jak krem śmietankowy i ciemnobrązowe oczy — pełne głębokiego brązu — nadawały jej twarzy przerażający i niezwykle kuszący ton.

— Nadal mnie kochasz? — zapytała i uśmiechnęła się do niego odsłaniając dwa piękne, wampirze kły — Nadal chcesz ze mną być? Jesteś pewien? Jesteś pewien, że każdego ranka budząc się będziesz dziękował losowi, że przeżyłeś i że twoja dziewczyna „potrafiła” się opanować?

— Selene. — pogłaskał ją ręką po twarzy — Ja się tego kiedyś domyśliłem. I już wtedy zdecydowałem, że nigdy cię nie zostawię. A co do tych pobudek to wiem, że zawsze się obudzę, bo ci ufam. A jeśli ty też mnie kochasz — uśmiechnął się — To oboje nie mamy czego się obawiać.

— Jak? Jak się domyśliłeś? — zapytała wycierając łzę z policzka.

— Masz bladą cerę, oczy zmieniają kolor, znikasz kiedy słońce wychodzi. I… Wtedy przy kolacji. W twoim kieliszku nie było wina. Wino nie jest takie gęste. To była krew, prawda?

— Tak. Więc dlaczego…

— Czekałem na to, żebyś ty powiedziała mi prawdę. Selene. Nieważne czy jesteś wampirem czy nie, ja cię kocham. — przytulił ją, a ona uśmiechnęła się — Tylko wiesz mam parę pytań.

— Powiem ci jeśli będę mogła.

— Dobrze.

— Zabierz mnie do domu, a wszystko ci powiem.

Zabawa trwała nadal, wszyscy bawili się i tańczyli i nikt — z wyjątkiem Gary’ego — nie zauważył zniknięcia Selene i Alana. Wood również zaczął się dziwnie zachowywać.

— Muszę wyjść. — szepnął David i wybiegł z sali.

— Wood! — krzyknął za kolegą — Dziwny jesteś. — dokończył cicho, bo David zniknął już dawno w cieniu drzew.

Tymczasem Selene i Alan dotarli już do domu dziewczyny. Ta była nieco zaskoczona tak łatwą i spokojną reakcją chłopaka, ale pomimo wszystko bardzo się z tego cieszyła. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że może za parę lat pozna największą tajemnicę Alana Cravena. Kiedy zapukali do drzwi i otworzył im Richard, nawet nie był zaskoczony na widok Selene z wystającymi kłami trzymającą Cravena za rękę.

— Sama ci powiedziała czy widziałeś jak piła z jakiegoś biedaka? — zapytał go mężczyzna, a wampirzyca prychnęła.

— Żałosny jesteś, wiesz? — syknęła do niego.

— Wiem.

— Skąd wiesz? — zapytała go.

— Codziennie mi to mówisz.

— Nie o to mi chodzi! — krzyknęła zdenerwowała przerywając mu — Skąd wiesz kim jestem? Cały czas udawałeś!

— Mój kuzyn, a twój ojciec był taki sam. Esmelle też tym była. Wiecznie bladzi i młodzi. Bez zmartwień i problemów. W ciągłym szczęściu. — odpowiedział jej spoglądając na Alana.

— Jeśli nie chcesz stracić swojego nędznego, marnego życia tej nocy zniknij mi z oczu! — powiedziała, a on bez słowa wszedł po schodach i zamknął drzwi do swojego pokoju.

Nareszcie Selene pozbyła się tego wrednego mężczyzny, który dogryzał jej na każdym kroku. Teraz dopiero poczuła się lepiej. Była w towarzystwie osoby, która naprawdę szczerze ją kochała.

— Co chciałeś wiedzieć? — Selene zwróciła się do Alana, gdy już usiedli w spokoju w salonie.

— Bo ja się tak zastanawiałem od dłuższego czasu. Może to nie takie o wampirach pytanie, ale bardzo mnie to gryzie. Bo ty mogłaś chodzić z tym Walkerem, więc… Czemu ja? Czemu mnie wybrałaś? Przecież nie jestem jakiś wyjątkowy.

— Twój zapach. To wszystko przez niego. — uśmiechnęła się — Był taki zniewalający, taki słodki. Taka czysta woń prawdziwej miłości. Od razu wyczułam, że ci się podobam.

— A myślałem, że tak dobrze to ukrywałem. — uśmiechnął się i przytulił ją.

— Będę szczera i powiem, że wogóle ci się to nie udało. Nic, a nic.

— A czym… Co… Czy… — jąkał się.

— Nie piję ludzkiej krwi. — spojrzała na pokój Richarda — Moi rodzice też nie pili! — krzyknęła na głos, żeby on to usłyszał.

— Taa akurat. — oboje usłyszeli jego szept.

— Wystarcza nam zwierzęca krew, ale jeśli ktoś jak ja spotka taką osobę jak ty… — wstała i podeszła do lodówki — Na początku chciałam twojej krwi, ale później zakochałam się w tobie. I pragnienie się zmniejszyło. Chciałam — dla ciebie i rodziców — zacząć życie człowieka, ale przez tego idiotę… — wyjęła szary karton i wzięła szklankę — Musiałeś się o tym dowiedzieć. — nalała kubek do pełna i pociągnęła spory łyk, a Alan patrzył się na nią trochę innym wzrokiem niż dotychczas — Wampiry nie zakochują się szybko i gdy już się zakochają obdarzają tą osobę szczerą, czystą miłością, lecz nie zdarza się to kilkakrotnie. Nieżyjąca już siostra koleżanki mojej mamy…

— Czy to…?

— Tak, krew. Tak więc nieżyjąca już siostra koleżanki mojej mamy Samarie zakochała się tylko raz. W chłopaku, który został zaatakowany przez inne wampiry parę tygodni po ich ślubie. Potem już nigdy więcej się nie zakochała. Pamiętam jak mama opowiadała mi, że odnalazła zabójców męża i zabiła, lecz niestety w wyniku odniesionych ran sama zmarła.

Richard stanął na schodach i spojrzał się na chrześnicę.

— Nie mogę na to patrzeć. — skrzywił się patrząc na nią — Idę spać. Tylko nic mu nie zrób. — dodał i zaśmiał się na widok wystraszonej miny chłopaka.

— A co z resztą twojej rodziny? Były jeszcze tam takie przypadki?

— Były, ale nikt nie miał takiego pokręconego życia jak moja pra pra babka Morgause. Gdy była młoda poznała takiego wampira, ale potem ona gdzieś wyjechała, a on nie próbował jej odszukać. Kiedy już ułożyła sobie życie z innym wampirem — Avermorem — on strasznie przypominał jej tego pierwszego chłopaka i potem oni zerwali, a Morgause wyszła w końcu za mąż za takiego Roleanda, ale niestety zmarł w wyniku pewnej potyczki. I pewnego dnia jej pierwsza miłość zjawiła się przed jej drzwiami i wyjawił jej, że to on był Avermorem. Trochę to dziwne, ale ja nie wiem czy chciałabym takie coś przejść. — wyjawiła, a chłopak zbladł, a Selene mówiła dalej — I tak naprawdę to Morgause zakochała się tylko dwa razy.

— Piękna ta historia. — wydusił z siebie Alan.

— Piękna, piękna. Ale wracamy teraz do przyziemnych spraw. — napiła się i spojrzała na niego poważnie — Przemyśl to dobrze czy będziesz potrafił zaakceptować mój styl życia. — powiedziała i znowu pociągnęła łyk.

— Już to przemyślałem. — podszedł do niej i wziął ją za rękę — Czytałem, że jeżeli mnie ugryziesz będę taki jak ty.

— Nie Alan. To przekleństwo nie dar. Wierz mi. Żyjesz nieskończoną liczbę lat i nawet nie cieszy cię następny dzień.

— Proszę. Zastanów się nad tym. — pocałował ją i poczuł jak kły dotykają go w wargi.

— Chcesz się skazać na takie życie? — zapytała z powagą.

— Tak.

— Jesteś pewien?

— Tak. Jak niczego. — powiedział i wyciągnął szyję.

Dziewczyna spojrzała się na niego i pogłaskała po szyi. Przez chwilę zastanawiała się czy uleć namowom Alana czy nie.

— A co będzie jeśli nie zdołam się opanować?

— Ufam ci.

— No dobrze.

Pocałowała go i zatopiła kły w jego szyi. Chłopak poczuł jak jej jad rozchodzi się po jego całym ciele. Każda część była teraz zainfekowana. Dziewczyna piła i piła nie mogąc przestać. Nagle przez jej głowę przebiegła myśl« przestań, bo go zabijesz. »Było jej naprawdę ciężko, ale zebrała wszystkie swoje siły, całą energię i oderwała usta od Alana. Był cały blady i słaby.

— Chce mi się spać. — szepnął.

— Śpij. Śpij. — powiedziała i wytarła krew z wargi.

— Widzimy się jutro… Rano… Se… — zakończył i zamknął bezwładnie oczy.

Rankiem Selene obudził czyjś głos. Otworzyła oczy i dotknęła ust. Kły zniknęły. Głowa ją nie bolała, a w gardle nie czuła już suchości. Spojrzała przed siebie. Richard siedział na końcu łóżka i patrzył na nią gniewnym wzrokiem. Dziewczyna wiedziała, że nie przyszedł bezinteresownie, ponieważ zawsze unikał jej towarzystwa jak diabeł święconej wody, więc poczuła, że coś niezbyt przyjemnego musiało się stać.

— Już jesteś normalna?

— Niezbyt pamiętam wczorajszą noc. Wiem tylko, że księżyc miał wczoraj bardzo silne wpływy. Pamiętam, że byłam tutaj z Alanem, ale pewnie…

Mężczyzna odetchnął ciężko, a ona poczuła lekki strach. Serce zaczęła bić szybciej.

— Wczoraj powiedziałaś Alanowi, że jesteś wampirem.

— Oh nie. — dziewczyna rzuciła się na łóżko i zakryła twarz kołdrą.

W jedną noc zaprzepaściła wszystkie swoje starania przez ponad 200 lat, by nikt nie poznał o niej prawdy. Rodzice też często mówili jej, że nieważne co się stanie, nieważne czy kogoś pokocha czy nie to nigdy nie będzie mu mogła zdradzić prawdy. Chyba, że miłość będzie naprawdę trwała i pokona wszystkie przeciwności. Niestety ludzie XXI wieku nie wierzyli w magię, wampiry i pradawne istoty.

— Ale to nie wszystko, tak? — szepnęła patrząc na niego podejrzanie i ze złością.

— Jaka ty jesteś spostrzegawcza. — zakpił, ale po chwili znowu spoważniał — Prosił cię byś go ugryzła. — powiedział, a ona odkryła twarz — A ty bez żadnego „ale” się zgodziłaś.

— Nie. Tylko nie to. — wystrzeliła z łóżka jak z procy i zeszła szybko na dół.

— Bez żadnego” ale”. — usłyszała za sobą głos Richarda, gdy wyszedł na korytarz.

Wiedziała, że zrobiła wielki błąd. Skazała go na wieczne życie. Osobę, którą kochała. Rodzice zawsze powtarzali jej, żeby nie wiązała się z człowiekiem, bo takie połączenia w świecie wampirów nie były dobre. Ludzie z ludźmi, a wampiry z wampirami.

Alan leżał na kanapie. Był blady i nie oddychał. Dziewczyna podeszła do niego i starała się wyczuć puls. Nic. Cisza. Żadnego drgnięcia.

— On nie żyje. — szepnął do niej Richard.

— Wyjdź!

— Trzeba było wczoraj.

— Głuchy jesteś? — syknęła — A jeśli zaraz nie dasz mi spokoju to jutro rano będziesz wyglądał tak samo tyle, że ty już się więcej nie obudzisz! — krzyknęła, a jej oczy niemal zapaliły się ognistą czerwienią nie pozostawiając mężczyźnie żadnego innego wyjścia jak spełnienie jej żądania.

Selene nie zastanawiała się długo i ugryzła chłopaka w rękę. I jeszcze raz, i jeszcze. Nadał nic. Mężczyzna patrzył się na nią. W jego oczach było trochę współczucia. Mimo wszystko kochał Selene jak córkę. Była jedyną osobą, która żyła z jego rodziny. I jedyną, która nie wiedziała o nim prawdy. Wziął teczkę, a dziewczyna usłyszała tylko trzask drzwi. Mijały godziny, a Alan nie ruszał się. Wieczorem Selene była zmęczona płaczem i usnęła przytulona do chłopaka.

Richard wrócił do domu. Wszedł po cichu i zobaczył ciągle nie ruszającego się Alana i przytuloną do niego Selene. Pokiwał tylko głową i przykrył ich kocem. Wiedział, że Alan nie umarł i lada moment się obudzi. Nikt nie pozostałby obojętny na jad Selene. Poszedł do kuchni i otworzył lodówkę. Wyjął szary karton i schował go z powrotem do czarnej teczki. Założył buty i kapelusz i jeszcze raz odwrócił się w stronę chrześnicy. Uśmiechnął się i wyszedł zamykając drzwi na klucz.

Czas mijał powoli, a każda minuta wydawała się być godziną. Każda godzina dniem.

— Selene… — usłyszała szept — Seluś…

Otworzyła oczy i ujrzała najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek mogłaby sobie wyobrazić. Alan siedział koło niej i uśmiechał się.

— Żyjesz. — rzuciła mu się na szyję — Żyjesz. Alan.

Za oknem księżyc był w pełni, a niebo rozświetlały miliony gwiazd. Czarne chmury zbliżały się powoli.

— I patrz. — dodał Alan i uśmiechnął się ukazując wampirze kły.

Dziewczyna śmiała się przez łzy. Jeszcze parę godzin temu myślała, że będzie to najgorszy dzień jej życia.

— Ładne, nie?

— Ładne, ładne. — powiedziała i rzuciła mu się na szyję.

Jak była szczęśliwa z tego widoku. Rozum podpowiadał jej, że Alan już nigdy nie wstanie i zostanie taki pogryziony na zawsze, a w sercu pozostawał jednak cień nadziei. Przecież powstrzymała się przed pragnieniem krwi. Nie zabiła Alana i dlatego właśnie nie rozumiała dlaczego się nie budził. Ale w tym momencie te straszne myśli rozwiały się jak burzowe chmury.

Od tej pory było jeszcze trudniej rozdzielić Alana i Selene. Oboje byli wampirami i tylko w swoim towarzystwie mogli być takimi jacy są naprawdę. Co prawda Alan był dopiero początkującym „wegetarianinem” ale radził sobie bardzo dobrze. Bez pomocy jego dziewczyny było by to jeszcze trudniejsze, ale mimo wszystko dawał radę. Wiedział, że nie może jej zawieść. Wierzyła w niego. I to dla niej starał powstrzymywać się od ludzkiej krwi.

Pewnego dnia kiedy siedzieli u Selene w domu, a Richarda nie było, bo znowu gdzieś wyjechał, dziewczyna musiała wyznać mu prawdę. Skoro już stał się wampirem to musiał poznać prawdę.

— Mam do ciebie bardzo osobiste pytanie. — zaczął nieśmiało chłopak.

— O co chodzi?

— No bo tak myślę, że chyba mogę wiedzieć, dlaczego Ramis’owie i Craig’owie nienawidzili się.

— Możesz, możesz. Pewnie.

— Skoro może niedługo będziemy małżeństwem. — uśmiechnął się i pocałował swoją dziewczynę, a ona zaśmiała się wesoło i przytuliła się do swojego ukochanego.

— Alan. Ja tego nie pamiętam, bo jeszcze się wtedy nie urodziłam, ale rodzice mi to opowiedzieli kiedyś. — zaczęła — Więc tak. Rodzina Craig i Ramis nigdy się nie lubiła, a sam to widziałeś wiele razy szkole. A więc trochę czasu temu, mój pra pra pra dziadek polował na „terenie” Craig'ów. A tak naprawdę to był to kawałek lasu, który chcieli nam zabrać i… Pomiędzy nim a pra pra pradziadkiem Isabelle i Elene wywiązała się bójka, a Craig zginął. Od tamtego czasu nasze rodziny nie pałają do siebie sympatią.

— A Ralph i Nathan? — zapytał — Jak myślisz wiedzą czy nie wiedzą?

— Jestem pewna, że wiedzą. Ale rodzina Craig ma żelazną zasadę.

— Jaką?

— To, że mogą zmienić kogoś tylko po zawarciu małżeństwa. Chyba, że oni od zawsze byli wampirami co wydaje mi się bardziej prawdopodobne, bo Isabelle ceni to najbardziej. Cały jej ród ma obsesję na temat pochodzenia.

— A oni też są” wegetarianami”? — zapytał młody wampir.

— Nie. Właśnie dlatego też mieli do nas pretensje, że bratamy się z… — zaśmiała się smutno — Przekąskami.

Czas płynął szybko, a zbliżała się już jesień. Selene chodziła do szkoły każdego dnia. Słońce coraz to częściej chowało się za chmury, a nocami księżyc zasłaniały chmury. Pragnienie nie było takie silne jak latem czy wiosną. Jesień i zima były najlepszymi porami roku dla wampirów. Jak wspaniale było bez obaw wyjść przed dom, usiąść na huśtawce i patrzeć jak liście spadały pod wpływem lekkiego wiatru w ciemność. Selene lubiła tak właśnie sobie siedzieć, bo przypominały jej się wtedy chwile spędzone z matką. Chwile tak szczęśliwe i radosne jakich teraz jej brakowało.

Rozdział 6

Koniec i początek

Alan siedział sam w swoim ciemnym pokoju. Okna miał zasłonięte do połowy, a lampka nie paliła się, bo spaliła się żarówka, a zapomniał kupić nową. Nagle zdjęcie Selene spadło z jego biurka, a do środka wszedł mroczny mężczyzna ubrany w czarny płaszcz. Chłopak nawet się nie przestraszył, ale wiedział, że gość nie przyszedł w odwiedziny. Odłożył książkę i wstał z łóżka. Podszedł do postaci i wyciągnął rękę. Gość uściskał jego rękę swoją zimną dłonią.

— Co się stało? — zapytał.

— Mam takie dziwne i mam nadzieję, że mylne wrażenie, że zapomniałeś o czymś.

— O czym? — dopytywał się młody chłopak.

— Czas mijał świetnie i bardzo szybko, a nadal jesteś z Selene Ramis.

— Powiedziała mi, że jest wampirem inawet mnie ugryzła.

— Ale mi niespodzianka. Przecież od setek lat o tym wiadomo, że wszyscy Ramis’owie to wampiry.

— I udawałem, że ugryzienie cos dało.

— Widzę jesteś coraz to lepszym kłamcą.

Alan podszedł do miejsca, gdzie leżało zdjęcie, a raczej malowany, mały portret. Podniósł je i postawił z powrotem na biurku. Niespodziewany gość mruknął tylko, ale nic nie skomentował.

— Co masz na myśli, co? Bądź szczerzy, a nie sypiesz zagadkami. — zdenerwował się chłopak.

— Powiem to jak najkrócej i jak najprościej. Zrozumiesz bez żadnych wyjaśnień. — powiedział ze spokojem — Musisz zerwać z Selene. Proste?

Alan pobladł. Za bardzo kochał dziewczynę, żeby teraz po tak długich staraniach tak łatwo dać jej tak po prostu odejść.

— Nie zrobię tego.

— Nie będę z tobą dyskutować, a po drugie to byłem głupi, że pozwoliłem ci podpisać ten pakt. Wiedziałem, że będą problemy, że nie zrezygnujesz z niej kiedy przyjdzie na to czas, ale zaufałem ci. A ostrzegano mnie, ale mimo wszystko ci zaufałem. Nie chciałem, żebyś cierpiał, ale ty nie rozumiesz, że już nie możesz z nią być. Będę stanowczy. Albo z nią zerwiesz albo dowie się prawdy. Cześć. — powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami.

Od czasu tej właśnie wizyty Alan zaczął się inaczej zachowywać w stosunku do swojej dziewczyny. Nie przychodził do niej na przerwach co zawsze robił, a w zamian za to siedział w towarzystwie Isabelle i reszty grupy. Selene denerwowało takie zachowanie i postanowiła, że jeżeli Alan się nie zmieni odejdzie od niego.

Z dnia na dzień było jeszcze gorzej, a chłopak ignorował ją. Pewnego dnia, a dokładnie we wtorek Selene postanowiła zerwać z nim i zacząć nowe życie z Gary’m. Chłopak czekał na nią tak długo, a dodatkowy nacisk wywierały gadki Willy’ego i Davida, którzy łączyli ich w parę, co bardzo cieszyło Gary’ego.

Październik, trzecia klasa liceum. Już dwa lata minęły, a Selene i Alan nadal byli razem. Wszyscy myśleli, że byli nadal zakochani i nadal szczęśliwi, ale tak naprawdę to tylko oni wiedzieli jak pomiędzy nimi jest. I to właśnie dlatego cały czas kłócili się. I w takich właśnie momentach koło dziewczyny pojawiał się Gary, a para znowu się kłóciła. Z całej szóstki Selene wydawało się, że tylko ona jest nieszczęśliwa w miłości.

Evie i Willy planowali małżeństwo. Dziewczyna już poprosiła Selene, żeby była jej druhną. Willy poprosił Gary’ego. Relacje między przyjaciółmi były takie jak na początku szkoły. Nikt się nie kłócił, a przyjaźń Selene i Gary’ego rozkwitała ponad wszystko. Pewnego dnia, na przerwie, wampirzyca i cała paczka siedzieli przy stoliku. Jedli, śmiali się i gadali.

— Patrzcie kto przyszedł. — powiedział Wood.

Wszyscy odwrócili się, a w drzwiach stanął Alan, Nathan z Elene i Ralph z Isabelle. Selene odwróciła się na moment i spojrzała na swojego chłopaka. On też rzucił jej krótkie spojrzenie, ale ona szybko odwróciła głowę. Gary od razu to zauważył i objął Selene. Alan zdenerwował się i miał wielką ochotę podejść do Walkera i uderzyć go w twarz, żeby w końcu zabrał swoje łapy z dala od jego dziewczyny. To, że się kłócili i ostatnio im się nie układało nie dawało Gary’emu żadnych praw do tego, by przystawiał się do Selene. Nathan zauważył jego zdenerwowanie i pokiwał głową.

— To trzeba mieć tupet, żeby przystawiać się do czyjejś dziewczyny. — mruknął, a reszta spojrzała się na chłopaka siedzącego koło panny Ramis, a potem na Alana.

— Alan nic z tym nie zrobisz? — prowokowała go Isabelle.

— A co mam zrobić? — prychnął — To ten kretyn Walker ją obłapia.

— Sel… — zaczął Gary i położył rękę na jej dłoni.

— Wyjdź ze mną. — szepnęła do kolegi — Przepraszamy na chwilę. — zwróciła się do reszty.

— Nie ma sprawy. — odpowiedzieli.

Przyjaciele wstali i kierowali się do wyjścia, a kiedy Alan zobaczył ich razem w drzwiach, rzucił swojej dziewczynie piorunujące spojrzenie, ale ona zignorowała go. Nathan zauważył zajście i puknął Ralpha.

— Co jest? — zapytała go Isabelle.

Alan spojrzał w okno, bo nie chciał rozmawiać na temat swojej dziewczyny. Wystarczało mu to, że w domu siedział jak zaklęty ciągle wgapiając się w zdjęcie Selene trzymając w ręce butelkę wina El Sol. Nie chciał mieć gości, bo ostatnia wizyta przysporzyła mu dodatkowego cierpienia.

Tymczasem Selene i Gary siedzieli na ławkach na holu. Dziewczyna była smutna, co było widać na kilometr, ale Gary starał się ją jakoś pocieszyć. Zdała sobie sprawę, że dzisiaj jest ten wtorek, w którym rozpocznie nowe życie bez Alana, ale u boku Gary’ego. Bardzo go lubiła, nawet jej się podobał, ale czy to wystarczało? Czy bez zakochania można z kimś być i być szczęśliwym? Dziewczyna wiedziała, że musi. Nie mogła aż tak złamać serca kolegi. To on pomagał jej w ciężkich sytuacjach. Był przystojny i dbał o siebie. Miał fajny styl i charakter. Czego chcesz więcej? To pytanie zadawała sobie każdej nocy myśląc o przyszłości. Nie może być sama. Nie może.

— Dzięki, że ze mną wyszedłeś.

— Pokłóciliście się? — zapytał wprost chłopak.

— Ostatnio ciągle się kłócimy skoro on woli Smitha i Craig. Zachowuje się wogóle inaczej i chyba daje mi do zrozumienia, że chce ze mną zerwać i wiesz co? Ułatwię mu to zadanie i ja to zrobię.

Nagle ze stołówki wyszedł Alan i podszedł do siedzących. Wyciągnął rękę do Selene, ale ona nie podała mu swojej.

— Możemy pogadać czy jesteś aż tak zajęta Walkerem? — zapytał dziewczynę.

— A co twoja Isabelle cię wypuściła? — odcięła się.

— Selene proszę. Gdybyś wiedziała jak naprawdę jest zmieniłabyś zdanie. Chodź.

Spojrzała na Gary’ego i wstała. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, a oczy były trochę ciemniejsze niż zawsze.

— Poczekaj chwilę. Szybko to załatwię.

— Ok. Nigdzie nie jest mi śpieszno. — uśmiechnął się promiennie.

Alan odciągnął ją na daleką odległość. Nie chciał, by Walker słyszał ich rozmowę. Potem rozpowiedziałby to swoim kolegom, a Alan nie miałby życia. Wiedział, że Gary tylko czyha na jego błąd, na jakieś małe potknięcie.

— Selene czemu to robisz?

— A ty czemu się z nimi kolegujesz?!

— Jesteś jakaś inna.

— Nie jestem inna. A tak wogóle. — powiedziała poważnie, a w jej oku błysnęła łza — To ten nasz „związek” nie ma przyszłości. Taka prawda.

— Że co?

— To co słyszałeś i mam nadzieję, że ułatwiłam ci zadanie, bo zauważyłam, że od jakiegoś czasu nosisz się z zamiarem, żeby ze mną zerwać. Po prostu ułatwiam ci zadanie, a teraz… — spojrzała na Gary’ego siedzącego na ławce i cierpliwie czekającego — Mam coś do załatwienia, a ty możesz iść do swoich kumpli i kumpelek.

— To moi przyjaciele. A ty zachowujesz się jak… — uciął w pół zdania.

— Jak kto? — dopytywała się dziewczyna prowokując go do wyznania prawdy.

— Jak… No nie potrafisz tego zrozumieć Sel.

— Nie nazywaj mnie tak! — krzyknęła.

— Kiedyś ci nie przeszkadzało.

— Kiedyś kogoś pokochałam i tylko ta osoba może tak do mnie mówić, a ty nią nie jesteś!

— Nudna jesteś z tym swoim dawnym kochankiem. Gdyby tak cię kochał szukał by cię do końca swych dni. A jego nie ma nigdzie. — wydusił z siebie ostre słowa.

— Dobrze, że teraz mi to mówisz, panie Przemieniony w kręgu Niezależnych. Może mam się do ciebie od dziś zwracać hrabio?

— Nie czepiaj się moich znajomych! — Alan też podniósł głos i spojrzał w ciemny róg.

Stał tam ten sam chłopak, który wczoraj odwiedził go i zażądał, by zerwał z Selene. Z każdym wypowiedzianym słowem, które raniło Selene uśmiech na jego twarzy powiększał się. Był zadowolony, bo uratował i ją i jego. Niestety oboje nie wiedzieli przed czym.

— Wiesz co… — powiedziała ze łzami w oczach — Jeśli chcesz poluj razem z nimi. Pij ludzką krew. Już mnie to nie obchodzi. — odwróciła się i odeszła w stronę drzwi wejściowych, gdzie czekał na nią Gary.

— Selene nie to miałem na myśli! — krzyknął — Nie chcę znowu cię stracić. — szepnął cicho i poszedł za nią, ale ona tego nie usłyszała.

Jednak szybko zrezygnował, gdy zobaczył ją wtuloną do Walkera. Poczuł smutek i wolał usunąć się w cień.

— Sel… — zaczął, ale nagle poczuł na ramieniu lodowatą dłoń.

Odwrócił się i spojrzał prosto w czerwono-krwiste oczy chłopaka. Jego uśmiech wyrażał czyste zadowolenie.

— Ani mi się waż tam iść. Nie mów do niej Sel, bo tylko jej wielka pierwsza miłość ma prawo tak ją nazywać. — powiedział, zaśmiał się i odszedł w ciemny korytarz prowadzący do wyjścia szkoły przed podziemne szatnie.

Gary przytulił koleżankę. Był ciekawy co się stało. Może Craven ją rzucił? Taką miał nadzieję. Tyle czasu minęło, więc może teraz nadejdzie czas jego szczęścia?

— Co się stało? — zapytał i otarł łzę z jej oka.

— Nic.

— Przecież widzę.

— Nie wiedziałam, że on taki jest.

Nagle ich oczy spotkały się. Patrzyli się na siebie powoli zbliżając swoje usta do siebie. Zamknęli oczy i zaczęli się całować.

— " Chwilo trwaj. " — pomyślał Gary — Rzuć go. — powiedział chłopak kiedy już skończyli.

— Ale ja go chyba kocham jeszcze. Chociaż teraz to już to jest nieważne.

Nagle drzwi otworzyły się pod wpływem bardzo silnego kopnięcia. Alan stanął w nich i spojrzał na Gary’ego trzymającego w objęciach jego dziewczynę.

— Odwal się od niej! — krzyknął i chciał uderzyć go w twarz, ale Selene zasłoniła kolegę swoim ciałem.

— To moja przyjaciółka! — warknął do niego chłopak.

— A moja dziewczyna!

— Jak się tak będziesz dalej zachowywać to już niedługo, a nią nie będzie!

— Selene…? Ty chyba nie mówiłaś tego poważnie? — zapytał zaskoczony Craven i spojrzał na dziewczynę.

— Skoro wolisz Craig'ów. To droga wolna. Już nie jesteśmy razem, zapomniałeś?

Chłopak był zszokowany. Nie rozumiał, dlaczego Selene z nim zerwała. Spuścił wzrok i zobaczył, że Gary trzyma ją za rękę. Podniósł głowę i zaśmiał się.

— To teraz z nim chodzisz.

Gary chciał już coś odpowiedzieć, wytłumaczyć, że tylko są przyjaciółmi. Nie chciał robić żadnych błędnych kroków, które mogłyby zniszczyć ich dotychczasową przyjaźń.

— Tak. — odpowiedziała Selene, a chłopak uśmiechnął się.

— Spadaj stąd. — zaczął Gary.

— Zapomnij o nas. To znaczy o mnie i o tobie, a zajmij się Isabelle, Nathan’em, Elene i oczywiście najbliższym ci kumplem — Ralphem. — zwróciła się do byłego chłopaka.

— Rzuci cię jak tylko dowie się prawdy. — syknął, wyszedł ze szkoły i poszedł do domu.

Selene była naprawdę zdziwiona zachowaniem jej byłego chłopaka. Nigdy się tak nie zachowywał. Nie był taki gwałtowny i złośliwy.

— O czym on mówił? — zapytał Gary.

— Nie wiem. Jest nienormalny.

Nagle przyszedł do nich Wood. Rzucił im zaskoczone spojrzenie, ale dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty, by teraz cokolwiek im tłumaczyć.

— Dziś wieczorem musimy się spotkać. Przyjdź ty Gary, i ty David, weźcie Evie, Willy’ego i Natalie. — powiedziała, pocałowała Gary’ego w policzek i spojrzała się na Wooda.

— Czy ty jesteś pewna? — zaczął chłopak.

— W takim samym stopniu jak ty. — szepnęła, a on uśmiechnął się i razem z Gary’m poszli z powrotem na stołówkę.

Wieczorem Selene była zdenerwowana jak nigdy dotąd. Richarda nie było, co nie było już nowością. Podeszła do lodówki i wyjęła szary karton. Nalała sobie szklankę i wypiła jednym haustem. Krew zwierząt nie smakowała tak dobrze jak ludzka, ale Selene już przywykła. Nie chciała być maszyną do zabijania. Podeszła do okna i odsłoniła zasłonę. Księżyc był w pełni, a niebo rozświetlały miliony gwiazd. Gdzieś tam byli jej rodzice, patrzyli się na nią, obserwowali jak sobie radzi. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę kominku, a jej wzrok utkwił na portrecie jej matki i ojca. Uśmiechnięci, radośni jak za życia. Łza popłynęła jej z oczu. Właśnie w tej chwili potrzebowała, by ktoś ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Zawsze taką osobą był Alan, ale w obecnej sytuacji, możliwe, że po tym wyznaniu stanie się nią Gary. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Otarła szybko łzy i poszła otworzyć drzwi.

— Hej.

— Jesteśmy.

Zobaczyła swoich przyjaciół, a w głowie pojawiło się mnóstwo pytań. Czy Gary zaakceptuje ją? Czy Willy i Evie się od niej odwrócą? Czy Natalie dalej będzie jej przyjaciółką? Czy wszystko będzie jak kiedyś?

— Chodźcie. — powiedziała zdenerwowana prowadząc ich do kuchni — Siadajcie.

— No dobra to co chciałaś nam powiedzieć? — zapytał Gary, a David podszedł do Selene i położył swoja rękę na jej ramieniu.

— Oboje chcemy wam coś powiedzieć — dodał chłopak.

Natalie i Gary pomyśleli, że może to być to czego tak bardzo się obawiają. Czyżby Selene i David zakochali się w sobie?

— Gary. — dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie — Nie chodzi o to, o czym teraz myślisz.

— Ty Natalie też. — szepnął Wood.

Oboje spojrzeli się na siebie i uśmiechnęli.

— A więc może trudno będzie wam w to uwierzyć, ale ja… — zaczęła niepewnie Selene i spojrzała Gary’emu prosto w oczy, a kiedy chłopak uśmiechnął się do niej od razu nabrała pewności siebie i dokończyła — Ja… Jestem wampirem.

Walker spojrzał na Evannę, Willy’ego i Natalie. Nie wiedział czy to jakiś żart czy Selene mówi to poważnie. Ich miny też wyrażały zaskoczenie.

— A ty David? — wyjąkała Perez.

— Ja też jestem wampirem. — spojrzał się na swoją dziewczynę — Razem z Selene postanowiliśmy, że skoro chcemy z wami być musimy być szczerzy. Inaczej wszystko nie będzie miało sensu, a znoszenie udawania może być zbyt trudne.

Natalie wstała, a po jej twarzy płynęły łzy. Podeszła do Davida, wpatrywała mu się w oczy i rzuciła mu się na szyję.

— Nie przeszkadza mi to. Ja uwielbiam zjawiska paranormalne. Jak się cieszę, że mnie wybrałeś.

— Selene. Wpadłaś na tych urodzinach i my czytaliśmy o twoim zachowaniu. — zaczął Willy poważnym głosem, ale po chwili uśmiechnął się — I domyśliliśmy się, a o Woodzie wiedzieliśmy wcześniej. Znaczy się ja wiedziałem. Więc teraz nie wywarło to na mnie aż takiego wrażenia.

— I w pełni cię akceptujemy. — zakończyła Evanna.

Te słowa dużo znaczyły dla Selene, ale w jej sercu było ciągle pełno niepokoju, bo Gary nic się nie odzywał. Siedział i patrzył się w okno. Dziewczyna spojrzała na Natalie i Davida przytulonych do siebie, potem na Willy’ego i Evannę zachwycających się kłami Wooda. Widziała w oczach przyjaciółki zachwyt nie do opisania, z racji tego, że jej chłopak jest wampirem. Podeszła do Gary’ego i usiadła obok niego. Przez moment chłopak nic się nie odzywał. Ale nie uciekł od Selene i nie wyszedł z domu. Był to dobry znak.

— A ty co myślisz? — zapytała go, a reszta przyjaciół patrzyła na nich w napięciu.

Sekundy ciszy dłużyły się jak godziny. Z każdym uderzeniem bicia zegara dziewczyna coraz bardziej traciła nadzieję na akceptację Gary’ego. Bin-bam, bin-bam zegar wybijał minuty, a dom jeszcze wypełniała cisza. Cóż za napięcie. Wampirzyca pierwszy raz zaczęła się bać.

— Myślę, że nie mógłbym… — zaczął, a Selene już miała smutek w oczach i podejrzewała, że Gary zaraz wyjdzie i już więcej się nie zobaczą — Żyć bez ciebie. — dokończył i wyciągnął rękę, a wampirzyca podała mu swoją dłoń i uśmiechnęła się ukazując białe kły — Też lubię zjawiska paranormalne.

Od tej pory David i Selene mogli czuć się swobodnie w towarzystwie znajomych. Nie musieli już kłamać, że gdy była pełnia oni nie mogą wychodzić bo źle się czują czy coś ich boli.

Pewnego dnia, kiedy Gary przyszedł do domu Selene dowiedział się wszystkiego czego chciał.

— A inni?

— Alan też jest wampirem. Ugryzłam go rok temu i wiesz. To było wtedy kiedy dowiedział się o mnie prawdy. W naszym prawie nie jest to zabronione. Wampiry mogą „zarażać” w dwóch przypadkach. Po pierwsze kiedy ludzie ich o to poproszą, ale nie może to być jakiś zwykły przechodzień, który zaczepi mnie i powie ”Ej weź no mnie ugryź”. Nie, musi to być dla nas ktoś bardzo blisko i tylko wtedy możemy się na to zgodzić. Po drugie, gdy widzimy, że ktoś umiera na naszych oczach też możemy wtedy zareagować.

— A co z Isabelle i tamtą resztą?

— Każde pokolenie Craig'ów było wampirami, tyle że Ramis’owie i Wood’owie nie żywią się ludzką krwią, ale zwierzęcą. A twoje kuzynki nie. Nie zdziwiło cię, że ożenili się od razu po liceum? — zapytała chłopaka i nalała sobie szklankę krwi, a Gary’emu kieliszek wina.

— Zdziwiło.

— Craig’owie mają żelazną zasadę, która polega na tym, że dopiero po ślubie mogą zamienić swoich wybranków w wampiry. Nathan i Ralph pół roku temu wstąpili do rodu bezlitosnych zabójców, ale nie zostali zmienieni, bo byli Niezależnymi. Rada również nie pochwalała ich postępowania, ale cóż. Jedyne co mogą zrobić to osądzić ich za zabójstwo i zesłać do Shira-Zel. Ale to nie takie proste. U nas, w naszym prawie trzeba mieć wszystko udokumentowane i co najmniej jeden wampir musi to widzieć. Twoja rodzinka niezbyt się tym przejmuje. Uważają, że jako czystej krwi wampiry inaczej Niezależni są inaczej traktowani niż pół-wampiry czyli Uśpieni.

— Znasz moją „rodzinę” lepiej niż ja. — powiedział i pocałował ją.

— Trzeba znać wrogów.

— Czemu tak się nienawidzicie?

— Rodzina Craig i Ramis nigdy się nie lubiła, a sam to widziałeś wiele razy szkole. A więc trochę czasu temu, mój pra pra pra dziadek polował na niby „terenie” Craig'ów. Był to kawałek lasu, który chcieli nam zabrać, ale my nie chcieliśmy go oddać, bo prawnie należał do nas i… pomiędzy nim a pra pra pra dziadkiem Isabelle i Elene wywiązała się bójka, a Craig zginął. Od tamtego czasu nasze rodziny nie pałają do siebie sympatią. Tak mi oznajmiono i to chyba prawda.

— Ale ja jestem z nimi spokrewniony.

— Twoja matka to siostra matki Isabelle. Zakochała się w śmiertelniku — twoim ojcu — przez co wyrzucono ją z rodziny. Nie chciała tego, ale potem Craig’owie dali jej ultimatum. Śmierć twojego ojca i ciebie w zamian za powrót do rodziny.

— Ona się zgodziła. — szepnął smutno i przypomniał sobie wszystkie złe słowa jakie wypowiedziała do niego matka.

— Tak. Ale nie myśl o tym. — przytuliła się do niego i poczuła delikatny dotyk swojego chłopaka.

Mijały dni, a Alan nadal nie mógł pogodzić się ze stratą swojej dziewczyny. Został teraz sam, bo Ralph i Nathan skończyli szkołę rok temu. Codziennie zmuszony był patrzeć jak Gary trzyma ją za rękę, przytula i co najgorsze całuje. Role odwróciły się. Kiedyś to samo czuł Gary, a teraz to Craven był tym przegranym. Los lubi płatać nam figle, a problem ze szczęściem jest taki, że szybko się kończy. Coraz częściej znikał lub wogóle nie przychodził do szkoły. Kiedyś spokojny i zrównoważony, a teraz buntowniczy i niegrzeczny.


Richard jechał samochodem przez długo milową drogę, w której po dwóch bokach rosły wielkie brzozy. Deszcz nie padał, ale pogoda i tak była wystarczająco chłodna, by chodzić ubranym w tak grubym swetrze jak Richard. Paznokcie miał z lekka sine mimo iż w samochodzie włączona była klimatyzacja. W końcu dotarł do biało-niebieskiego budynku, którego tak bardzo nie lubił. W chwili, gdy dojechał już na miejsce deszcz zaczął dudnił po szybach, a pogoda zrobiła się pochmurna i zimna. Wjechał powoli na parking i przez chwilę nie gasił silnika. Uwielbiał piosenkę Sunday zespołu Hurts i chciał dosłuchać ją do końca. ...come back where you belong… Były to ostatnie słowa, a gdy ścieżka dobiegła do końca wysiadł z samochodu i wszedł do budynku. Drzwi otworzyły się ciężko i zamknęły bez najmniejszego dźwięku.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 63.46