E-book
35
drukowana A5
65
Praktyczny poradnik rozwoju duchowego

Bezpłatny fragment - Praktyczny poradnik rozwoju duchowego

Objętość:
330 str.
ISBN:
978-83-8221-274-7
E-book
za 35
drukowana A5
za 65

Wstęp

Cały czas, gdzieś na świecie próbuje przebudzić się ludzka świadomość. Spacerując wieczorem po parku, ktoś obserwuje gwiazdy i rozmyśla o powstaniu wszechświata. Komuś innemu wali się całe życie, więc zaczyna analizować swoje przeszłe decyzje, szukając odpowiedzi na pytanie: „Czemu jestem właśnie taką, a nie inną osobą?”. W innym miejscu, znudzony rutyną człowiek, zastanawia się nad sensem całego swojego życia: „Czemu to służy i dokąd zmierza? Jaki jest cel życia? Czy w ogóle jest jakiś?”.


Praktycznie całe społeczeństwo żyje w klatkach własnych emocji i ograniczających myśli, zbudowanych w większości jeszcze w dzieciństwie i wzmacnianych przez całe życie. Większość ludzi ignoruje bądź odrzuca przebłyski świadomości, które próbują im pokazać, że jest coś więcej niż pusta, materialna egzystencja. Coś więcej niż ich własne wyobrażenia o życiu i tkwienie w ograniczających schematach umysłu. Niektórzy jednak przebudzają się, gdy w końcu pozwolą sobie zadać właściwe pytania: „Czy mogę się zmienić? Czy muszę tkwić w tej roli? Czy mogę żyć zupełnie inaczej? Co we mnie sprawia, że czuję i myślę, to co czuję i myślę? Skąd biorą się moje motywacje? Co mną kieruje? Czym są emocje? Czy istnieje coś takiego jak dusza? Jak wygląda życie po śmierci?”. I bardziej zaczniesz zastanawiać się nad sobą i swoim życiem, tym więcej będziesz miał pytań. Większość ludzi poddaje się dość szybko, stwierdzając, że odpowiedzi są kompletnie poza ich zasięgiem. Myślą sobie: „A co taki zwykły szaraczek jak ja może wiedzieć na temat praw rządzących wszechświatem i wszelkim życiem?”. Niektórzy jednak nie chcą sobie odpuścić, więc aktywnie poszukują odpowiedzi. W ten sposób zaczyna się ich przygoda z rozwojem duchowym.


Rozwój duchowy jest niczym innym, jak drogą do poznania siebie i swojego miejsca we wszechświecie, przy jednoczesnym zrozumieniu, jak ten działa i jakimi rządzi się prawami. Jest to ścieżka dla wszystkich tych, którzy stwierdzili, że nie satysfakcjonuje ich bierne podążanie za społecznymi schematami bez pytania o cel i sens tego wszystkiego. Jeśli czujesz, że chcesz zrozumieć siebie, świadomie kształtować swoje życie, czuć się lepiej ze sobą i w tym świecie, odkrywać swój potencjał, uwolnić się od wszelkich ograniczeń i cierpienia oraz realizować szczęście, spełnienie i miłość — rozwój duchowy jest dla ciebie. Dzięki duchowości możesz naprawić wszystko to, co nie działało dobrze w twoim życiu.


Brzmi to tak pięknie, że zapewne zadajesz sobie pytanie: „Gdzie tkwi haczyk?”. Haczyk jest i to dosyć spory. Nie wystarczy, że nauczysz się podstaw medytacji, usiądziesz sobie do praktyki na kilka godzin i od razu poznasz wszelkie tajemnice wszechświata. To jest droga, która wymaga zaangażowania, sporej cierpliwości, elastyczności w czuciu i myśleniu oraz gotowości do licznych konfrontacji ze swoją psychiką i emocjonalnością. To jest to, przed czym ucieka większość ludzi, brnąc w pracoholizm, alkohol, odmóżdżające rozrywki i wszystko to, co pozwala żyć w oderwaniu od siebie. Jeśli myślisz poważnie o rozwoju duchowym, musisz liczyć się z pracą rozłożoną na lata. To nie jest szybka i łatwa droga, szczególnie na samym początku, gdy jeszcze tak wiele musisz nauczyć się i odkryć. Zdecydowanie jest jednak warta czasu i wysiłku, ponieważ może zaoferować coś, czego nie znajdziesz nigdzie indziej — prawdę. Do tej pory mogłeś żyć „prawdami” sprzedawanymi ci przez rodzinę, otoczenie, polityków, święte księgi i wszelkiego rodzaju autorytety. W duchowości odkrywasz zaś swoją własną prawdę, która wypływa z twojego osobistego doświadczenia, czucia i świadomości. To jest prawda w najczystszej postaci, której nie da się zakłamać lub zmanipulować. Mimo że w tej książce będziesz poznawał moją prawdę, wynikającą z mojej własnej praktyki — nie chodzi o to, abyś w nią ślepo uwierzył, ale żebyś zainspirował się i wykorzystał ją do odkrycia swojej własnej. A ta może w wielu punktach diametralnie różnić się od mojej i to też będzie w porządku. W duchowości nie ma czegoś takiego jak jedyna słuszna prawda, którą każdy powinien podążać. Możemy nawzajem inspirować się i wspierać w naszej duchowości, ale każdy musi samodzielnie odkryć najlepszą dla siebie drogę.


Pisząc tą książkę, przyświecał mi jeden cel. Chciałem zaoferować innym zbiór najważniejszych informacji w jednym miejscu, który pozwoli odkrywać duchową prawdę o sobie i świecie na własną rękę. A także pomoże odnaleźć własną ścieżkę, niezależnie od tego, jaka by ona nie była. Słowo „praktyczny” pojawiło się też w tytule nieprzypadkowo. Ezoteryka i szeroko pojęta duchowość są przesiąknięte ogromem przeróżnych teorii, fantastycznych konceptów i innych dziwów, które według mnie przesłaniają sedno rozwoju duchowego. Osobiście zawsze byłem zainteresowany tylko praktyczną stroną duchowości, a więc wszystkim tym, co mogłem przekuć na konkretne i namacalne efekty w moim życiu. Unikam wszelkich konceptów, które są nieweryfikowalne przez własną praktykę czy nie wnoszą do niej żadnej wartości. Wszelkie teorie, które tutaj poznasz, zostały opisane, ponieważ ułatwiają poruszanie się w duchowości i zrozumienie tego, co się robi — a jest to niezwykle ważne, abyś rozumiał sens i cel każdej praktyki, jaką będziesz wykonywał.


Wszystko, o czym piszę, wypływa z mojej własnej świadomości i odczuć — część z tych teorii poznałem dzięki cudzym naukom, gdy sam jeszcze uczyłem się, co i jak działa, a do części wniosków doszedłem samodzielnie. Wszystko jednak zweryfikowałem na sobie przez ponad 11 lat własnej praktyki i starałem opisać się głównie to, co rzeczywiście jest ważne podczas duchowej drogi. Nie chciałem też, aby ta książka była kolejnym, generycznym tytułem, który tylko przedstawia ogólne teorie, opisywane już dziesiątki razy przez innych. Skupiłem się więc przede wszystkim na uwzględnieniu wszelkich niuansów i praktycznych rad, istotnych dla osoby, która jest poważnie zainteresowana swoją własną praktyką. Pracując przez wiele lat ze sobą, a później także wspierając innych na ich drodze, miałem do czynienia z naprawdę wieloma różnymi przypadkami. Widziałem, co potrafi człowieka rozproszyć czy zniechęcić do rozwoju. Spotykałem „trudne przypadki”, rozpracowywałem przeróżne wzorce podświadomego autosabotażu czy pomagałem uzdrowić sprzeczności tak silne, że człowiek kompletnie nie wiedział czego chce i o co mu chodzi. Istnieje naprawdę wiele pułapek na duchowej drodze, a ta wymaga też solidnych podstaw, jeśli mamy działać mądrze i sensownie. Nie wystarczy wiedzieć jak medytować czy pisać afirmacje — powinno jeszcze wiedzieć się, jakie mieć w tym wszystkim nastawienie, jaki jest cel, na co należy uważać, czego nie powinno się robić, itd. itp. Zdaję sobie sprawę, że niektóre rozdziały mogą przytłoczyć cię ilością informacji, szczególnie jeśli są to dla ciebie kompletnie nowe tematy. Nie musisz jednak wszystkiego od razu zrozumieć czy zapamiętać. Celem tej książki jest nie tylko wprowadzenie do rozwoju duchowego, ale również możliwość regularnego wracania do przedstawionych treści, aby na bieżąco weryfikować swoją pracę. Im więcej będziesz miał doświadczenia w pracy nad sobą, tym większe będzie twoje zrozumienie różnych konceptów. Zauważysz też, że wracając do książki na przestrzeni lat, zupełnie inaczej będziesz rozumiał czy interpretował pewne fragmenty — patrząc na te same zagadnienia z innej perspektywy.


Chciałbym żebyś podszedł do wszystkiego, co przeczytasz w tej książce z otwartym umysłem — nie traktuj niczego jak prawdy absolutnej, ale też niczego nie odrzucaj z góry. Jeśli czujesz, że dana treść zgadza się z twoimi uczuciami to świetnie. Jeśli nie, daj sobie szansę to zweryfikować w toku własnej pracy i po prostu potraktuj daną informację jako potencjalnie możliwą prawdę. Jako osoba nieoświecona oczywiście mogę też mylić się w niektórych kwestiach. Najlepiej jest więc podejść do tego, jak do każdej innej duchowej treści — wybrać to, co z nami rezonuje, a resztę zostawić. Jeśli jesteś zaś duchowym sceptykiem, to nawet jeśli bym chciał, nie jestem w stanie udowodnić ci prawdziwości przedstawionych w tej książce duchowych konceptów. Dla mnie dowodem są moje własne doświadczenia, uczucia i świadomość, które pojawiły się w toku praktyki. Mogę je jedynie opisać, ale nie sprawię, że sam to poczujesz — to już zależy tylko od ciebie czy postanowisz wejść na tą drogę i samodzielnie sprawdzić, co cię na niej czeka.


Zdaję sobie sprawę również z faktu, że zanim zdecydujesz się na przeczytanie całej książki opartej na moim własnym doświadczeniu, zapewne chciałbyś wiedzieć cokolwiek na temat tego, kim jestem i na czym opierała się moja praktyka. Chciałbym więc pokrótce opisać ci, jak wyglądało moje przebudzenie i gdzie mnie to zaprowadziło.


Nie byłem żadnym uduchowionym dzieckiem, ani nie miałem żadnych specjalnych przebłysków świadomości w dzieciństwie. Byłem do bólu przeciętnym chłopakiem z licznymi problemami. Cichy, nieśmiały, przestraszony i zamknięty w sobie, miałem tylko jedno małe marzenie — żeby wszyscy dali mi spokój i niczego ode mnie nie chcieli. Mając beznadziejną relację z rodziną i nie potrafiąc odnaleźć się wśród rówieśników, stroniłem od ludzi, a z wiekiem rosły tylko fobie społeczne. Brak miłości, przemoc psychiczna i emocjonalna w domu, później znęcanie się również i w szkole — to wszystko sprawiało, że rosła we mnie niechęć czy wręcz nienawiść do świata, ludzi i siebie samego. Moja samoocena była kompletnie zdeptana, a ja miałem wrażenie, że oddychając, tylko niepotrzebnie zużywam tlen innym. Wśród ludzi przejawiałem się jak niewidzialne dziecko, całą swoją postawą przepraszające za to, że żyje. Mając 15 lat miałem już typowe objawy depresji — niechęć do życia, zobojętnienie, silne wycofanie, zajmowanie się tylko tym, co konieczne, a przez resztę czasu uciekanie w świat książek i gier oraz pojawiające się myśli samobójcze. Na szczęście za bardzo bałem się umierania, żeby cokolwiek sobie zrobić, ale myślenie o tym przewijało się przez jakiś czas. Po kilku latach takiej wegetacji, gdy zaczynałem studia, nastąpił krytyczny moment, który odmienił wszystko. Zawsze brakowało mi czułości, bliskości i miłości, gdyż w domu nie dostawałem tego zbyt wiele. Niestety prowokowałem nieświadomie bardzo mocno do odrzucenia, więc wszelkie szkolne miłostki kończyły się, zanim w ogóle się zaczęły — szczególnie, że nie potrafiłem nawet wydobyć z siebie pełnego zdania, aby porozmawiać z jakąkolwiek dziewczyną. Gdy więc na nowo rozpoczętych studiach znalazłem sobie kolejny obiekt do nieszczęśliwego wzdychania, coś się we mnie poddało. Poczułem tak silną beznadziejność i niemoc, że odpuściłem sobie nawet fantazjowanie o tym, że kiedykolwiek mogłoby cokolwiek z tego być. Z ogromną siłą uderzyła mnie beznadziejność i żałosność całej mojej egzystencji. Miałem wrażenie jakby moje życie od samego początku było odgórnie przegrane. Przez kolejny tydzień czułem się, jakbym dosłownie miał kotwicę w brzuchu. Nie mogłem prawie nic zjeść, ponieważ miałem od razu odruchy wymiotne — tak silna była reakcja organizmu. Czułem się jakbym zapadł się w sobie i umierał za życia. Cierpienie było już tak silne i namacalne, że w końcu coś we mnie pękło i poczułem, że muszę coś zmienić, albo równie dobrze mogę położyć się na podłodze i czekać na śmierć. I wtedy po raz pierwszy w moim życiu zadałem sobie pytanie: „To ja mogę coś zmienić? Da się tak w ogóle?”.


To był moment, w którym rozpoczęło się moje przebudzenie. Momentalnie poczułem w sobie entuzjazm, jakiego jeszcze nigdy we mnie nie było i zacząłem szukać odpowiedzi w Internecie, wpisując nieco na oślep przeróżne hasła. W ten sposób trafiłem na pierwsze informacje o medytacji, chociaż nie było to jeszcze nic konkretnego, co dałoby mi jakieś sensowne odpowiedzi. Następnego dnia, idąc na uczelnię z nieco już innym nastawieniem, zmianę mojego zachowania zauważył jeden z kolegów z grupy. Od słowa do słowa, opowiedziałem mu co nieco o swoich próbach zmienienia czegoś w swoim życiu, a ten momentalnie ucieszył się i podesłał mi link do artykułów, które na zawsze odmieniły moje życie. Dowiedziałem się o pracy z podświadomością, wpływie intencji na nasze życie, formach pracy z własnymi emocjami i psychiką oraz wielu innych rzeczy. Dostałem praktycznie jak na tacy mnóstwo przydatnych informacji, dzięki którym mogłem zacząć odkrywać i realizować swoją własną praktykę — a wszystko to w ciągu doby od wyrażenia szczerej chęci do zmian! To był zaledwie początek cudów i pozytywnych zmian w moim życiu.


Od razu całkowicie zaangażowałem się w temat — byłem tak niesamowicie podekscytowany i zafascynowany tym, że nie tylko mogę rozwiązać swoje problemy, ale wręcz mogę kreować swoim umysłem rzeczywistość wokół mnie. Dużo było w tym jeszcze nieprzytomności i nierozumienia tego, o co naprawdę w tym wszystkim chodzi. Jednak uczyłem się i oczyszczałem swoje intencje wobec siebie i swojego rozwoju, dzięki czemu na przestrzeni czasu zyskiwało to wszystko na jakości. Moim nadrzędnym celem był związek partnerski, ponieważ cały czas tak bardzo pragnąłem bliskości i miłości, ale po drodze czekało mnie mnóstwo pracy z samooceną i innymi podstawami, nim w ogóle stałem się zdolny do tworzenia dojrzałych relacji z ludźmi. Dziś, chociaż dalej pracuję nad sobą i wciąż są przede mną cele czekające na realizację — udało mi się osiągnąć naprawdę dużo i jestem niesamowicie dumny z siebie. Poukładałem przede wszystkim relację ze sobą do tego stopnia, że zamiast nienawiści i niechęci, udało mi się zbudować całkiem sporo miłości, akceptacji i wspierającej życzliwości wobec siebie. Odbudowałem podstawy samooceny, odkrywając swoje liczne zalety i mocne strony. Poradziłem sobie z niemocą, złością, nadmiarem krytyki, lękami, skrajną nieśmiałością i wieloma innymi problemami. Dziś mogę powiedzieć, że szczerze lubię siebie i czuję się naprawdę dobrze ze sobą — uwielbiam wręcz to, że jestem właśnie sobą, a nie kimkolwiek innym. Udało mi się zbudować szczęśliwy i udany związek, w którym naprawdę niczego mi nie brakuje. Polubiłem się ze światem i ludźmi na tyle, że teraz moja praca (którą uwielbiam!) wiąże się z pomaganiem innym — wszystko to, czego nauczyłem się przy okazji ratowania siebie, wdrażam teraz w pracy z cudzymi problemami. Przy okazji wciąż odkrywam jak cudowni i wspaniali potrafią być inni ludzie.


Można więc powiedzieć, że ogólnie żyje mi się całkiem dobrze, lekko i przyjemnie. Nie zrealizowałem jeszcze wszystkich swoich celów i nie uwolniłem się od wszelkich ograniczeń, ale to jest kwestia czasu. Przez lata pracy nad sobą nauczyłem się, że każdy cel jest osiągalny, jeśli tylko podejdzie się do sprawy uczciwie, cierpliwie i wytrwale. Nie piszę tego wszystkiego, aby się chwalić, ale aby pokazać ci, że nawet beznadziejny przypadek (a właśnie takim byłem), może to wszystko przekroczyć i zbudować sobie zupełnie nową jakość życia. Nie będę ukrywał, że dla mnie pierwsze lata były dość trudne i żmudne, ale z czasem było coraz lepiej i coraz łatwiej. Chciałbym tylko, żebyś miał świadomość, że niezależnie od tego jak źle by z tobą nie było — na pewno da się coś z tym zrobić.


Po tym wstępie nie pozostaje nic innego jak zaprosić cię do lektury reszty książki. Dla ułatwienia podzieliłem ją na trzy części. Każda z nich stopniowo będzie wdrażać cię w poszczególne zagadnienia, zaczynając od najbardziej podstawowych kwestii. Najpierw poznasz najważniejsze teorie, dzięki którym będziesz mógł zrozumieć istotę rozwoju duchowego, a także to, co w jego ramach robimy i po co. W drugiej części przedstawię podstawowe, uniwersalne narzędzia, dzięki którym będziesz mógł pracować nad sobą — dowiesz się jak z nich korzystać, na co należy uważać, czy czego nie powinno robić się podczas pracy z nimi. W ostatniej części przejdziemy w końcu do samej praktyki, wykorzystując zdobytą wiedzę o teorii i narzędziach. Odkryjesz strategie i możliwości pracy nad sobą, a także poznasz wiele przydatnych wskazówek, przykładów, ćwiczeń i pomysłów na swoją praktykę.

Część I — Teoria

Trzy razy ja

Czy zastanawiałeś się nad tym, czym właściwie jest umysł? Jak jest zbudowany? Skąd biorą się różne, nieraz sprzeczne ze sobą myśli? Czemu Twój umysł reaguje w określony sposób, a u kogoś innego działa już zupełnie inaczej?


Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, na dobry początek powinniśmy zauważyć, że nasz umysł składa się z odrębnych, ale współpracujących ze sobą struktur. Klasyczna psychologia wprowadza różne definicje dla poszczególnych elementów jaźni, ale jako że robi to w oderwaniu od duchowości i intuicyjnej świadomości — jest to często przeintelektualizowane. Niektóre modele będą wręcz ograniczające dla duchowych adeptów, gdyż zakładają np. niezmienność pewnych części osobowości. Wnioski takie zostały wyciągnięte na podstawie efektów klasycznych psychoterapii i obserwacji możliwych zmian u różnych ludzi. Osobiście mnie to nie dziwi, ponieważ rozkruszenie fundamentów własnej osobowości, bywa niezwykle trudne nawet dla osób zaawansowanych w praktykach duchowych. I jest praktycznie niemożliwe dla ludzi korzystających jedynie z ograniczonych narzędzi psychoterapeutycznych. Rozwój duchowy i psychologia, w wielu punktach zupełnie inaczej postrzegają człowieka, mają różne cele i inne podejście do niektórych spraw. Czytając więc psychologiczną literaturę (która potrafi być bardzo przydatna w zrozumieniu pewnych mechanizmów ludzkiej psychiki), warto podchodzić z dystansem do nakreślonych tam ograniczeń.


Wracając do struktury umysłu — za najbardziej praktyczny i intuicyjny, uznaję model pochodzący z huny. Wyróżnia on istnienie Niższego Ja (podświadomość), Średniego Ja (świadomość) oraz Wyższego Ja (nadświadomość). Każda z tych części umysłu spełnia określone role i zadania, dzięki czemu możemy sprawnie funkcjonować jako złożone, inteligentne, samoświadome i czujące istoty. Omówimy sobie kolejno poszczególne jaźnie:


Świadomość

Celowo zaczynam od środkowej części umysłu, ponieważ właśnie z nią najbardziej się utożsamiasz i to ona jest swojego rodzaju centrum dowodzenia. To jest ta część umysłu, która myśli, analizuje, podejmuje decyzje. Właśnie tutaj jest centrum twojego „ja”.


Świadomość, którą przejawiamy na tu i teraz, jest niepełna, i tak będzie aż do samego oświecenia, które samo w sobie jest uwieńczeniem procesu jej poszerzania i oczyszczania. Zastanawiasz się teraz pewnie, czym w ogóle jest to poszerzanie świadomości. Można to dosyć łatwo wytłumaczyć, ponieważ przypomina to zjawisko, które doświadczasz każdego dnia, czyli budzenie się. W momencie, gdy śpimy, nasza świadomość jest z reguły mocno zawężona i dopiero w momencie przebudzenia, wraca do poziomu, na jakim przejawia się normalnie w ciągu dnia. Przypomnij sobie różnicę między świadomością, jaką masz we śnie, a jaką masz po całkowitym rozbudzeniu. Przyjmijmy nieco umownie, że sen to przejawianie np. 5% świadomości, twój codzienny stan to 30%, a oświecenie to 100%. Jeśli jest więc tak duża różnica w postrzeganiu rzeczywistości między snem, a przebudzeniem, to wyobraź sobie jak wiele musi się zmienić, gdy rozwiniesz swoją świadomość w pełni! Rozwój duchowy jest niczym innym, jak właśnie stopniowym budzeniem świadomości.


I tak, jak przy pomocy praktyk duchowych możemy tą świadomość poszerzać, tak też możliwe jest jej zawężanie pod wpływem silnych emocji, używek czy uciekania od siebie. Z tego też powodu picie alkoholu, nawet w małych ilościach, gryzie się z praktyką medytacyjną (nieprzytomność po alkoholu utrzymuje się w energiach o wiele dłużej, niż na poziomie fizycznym).


Większość ludzi, szczególnie mocno mentalnych, gdyby miało pokazać miejsce, w którym myślą i są świadomi, wskazałoby na wnętrze swojej głowy. Dzięki duchowym praktykom zauważamy, że świadomość nie jest sztywno przypisana do jednego miejsca w ciele — można ją przenosić z głowy do serca, stopy czy nawet wokół ciała. Może się to wydawać nieco śmieszne i abstrakcyjne, ale jest jak najbardziej możliwe! Z czasem, nasza świadomość naturalnie rozszerza się na całe ciało, nie tylko te fizyczne, ale również duchowe — obejmując całe nasze istnienie jednocześnie.


W świadomości nie przebywamy też cały czas — tracimy kontakt z nią podczas snu (częściowo lub całkowicie), omdlenia czy w momencie śmierci. Wtedy, tymczasowo całkowitą kontrolę nad nami przejmuje podświadomość. Najdłużej to trwa w momencie śmierci, ponieważ nasze świadome ja całkowicie umiera i kształtuje się na nowo dopiero w momencie kolejnej inkarnacji. Cały proces od momentu śmierci do nowego życia, który trwa miesiące bądź nawet lata (podobno zazwyczaj ok 1,5 roku) jest sterowany przez naszą podświadomość i to ona wybiera nam warunki nowego życia. Możliwe jest uzyskanie trwałej ciągłości świadomości, gdzie nawet śmierć fizycznego ciała jej nie przerywa, ale to wiąże się już z bardzo wysokim urzeczywistnieniem.


Na początku świadomość ma bardzo szczątkowy kontakt z podświadomością i nadświadomością — nie wiemy za bardzo, co się dzieje w tamtych jaźniach i dlaczego pewne procesy w nas samych i w naszym życiu zachodzą w taki, a nie inny sposób. Jest w tym wszystkim silne poczucie rozdzielenia, a my mamy wrażenie, że podświadomość i nadświadomość to jakieś zewnętrzne, oderwane od nas twory. Jest to tylko powierzchowne wrażenie, wynikające z braków w świadomości, stłumień i innych ograniczeń umysłu. W miarę duchowych postępów, nasza świadomość będzie poszerzać się, aż do całkowitego zjednoczenia z Wyższym i Niższym Ja. Docelowym stanem naszej świadomości jest czyste, niczym nieograniczone, pełne doświadczanie siebie i swojej Boskiej natury w poczuciu wewnętrznej jedności.


Podświadomość

To jest ta część umysłu, dzięki której jeszcze nie udusiłeś się, mimo że przez większą część czasu nie pamiętasz o wdechach i wydechach. Podświadomość jest swojego rodzaju autopilotem organizmu, który ma za zadanie odciążać twoją świadomość i pozwolić skupić ci się na tym, co jest realnie ważne, a nie na tysiącach prostych, powtarzalnych czynności. Jeśli wydaje ci się, że teraz masz dużo na głowie, to pomyśl, co by było, gdybyś musiał ręcznie sterować pracą wszystkich swoich narządów wewnętrznych. Bez pracy podświadomości, nie byłoby mowy o przeżyciu tak złożonej i skomplikowanej istoty, jaką jest człowiek. Celem podświadomości jest przetrwanie i działanie w zgodzie z nabytymi programami na życie, aby jak najlepiej ci służyć i ułatwiać funkcjonowanie. Niestety te programy czasami wprowadzają więcej zamieszania niż wsparcia, ale nie jest to wina samej podświadomości, a błędnych założeń, wynikających z naszego, niedoskonałego jeszcze funkcjonowania. Podświadomość pracuje dla nas wiernie i najlepiej jak potrafi. Uczy się przede wszystkim poprzez obserwacje i powtarzanie, więc jeśli świadomość robi głupoty, to podświadomość uznaje je za coś ważnego i koduje w sobie, jako programy do odtwarzania teraz i w przyszłości.


Jeśli powtarzasz sobie regularnie, że jesteś beznadziejny, to po pewnym czasie podświadomość zapamięta to i zapisze w sobie program „jestem beznadziejny”. Skoro to ciągle i ciągle powtarzasz, to widocznie jest to ważne i prawdziwe. Podświadomość jest dość prosta w funkcjonowaniu i nie analizuje kontekstu, powodów, ani nawet tego, czy mówisz poważnie. Jeśli powtarzasz sobie, że jesteś głupi lub brzydki, to po prostu przyjmuje to do wiadomości i wprowadza do reszty istniejących już programów. To, na ile nowy program przyjmie się, zależy od tego, co już w tej podświadomości jest. Jeśli czujesz się świetnie ze sobą i masz taką prawdziwą, zdrową samoocenę, to podświadomość będzie bronić się przed negatywnym wzorcem — za bardzo będzie kontrastował z wcześniejszymi programami. Jeśli jednak masz niezbyt dobre mniemanie o sobie, to wyobrażenie o swojej beznadziejności świetnie się wpisze w kontekst i podświadomość bardzo łatwo i chętnie to przyswoi.


Dokładnie z tego powodu, początki pracy nad sobą bywają trudne, ale im dalej w las, tym coraz łatwiej, lżej i przyjemniej. Im więcej dobrych programów wprowadzisz do podświadomości, tym chętniej będzie przyjmować kolejne!


Na uczenie się podświadomości duży wpływ ma też istotność tego, co się dzieje. Jeśli coś jest bardzo, bardzo ważne i cała otoczka wskazuje na to, że tak jest — to podświadomość też traktuje to dużo poważniej. W skrajnych wypadkach silne i trwałe programy mogą zakodować się nawet pod wpływem krótkotrwałego wydarzenia, jeśli będą temu towarzyszyć niezwykle silne emocje i przeżycia. Jeśli np. zdarzyło ci się topić, gdy byłeś dzieckiem i omal nie zginąłeś, to możesz mieć całe życie paniczny lęk przed wodą, ponieważ w chwili topienia się, bardzo silnie odbierałeś wodę jako coś, co cię pochłania, dusi i próbuje zabić. I właśnie ta reakcja odtwarza się w momencie kontaktu z głębinami — „ta woda chce mnie pochłonąć i zabić”. Odczuwasz lęk i niechęć, aby się zanurzyć, ponieważ podświadomość próbuje cię chronić przed ponownym doświadczeniem tego zagrożenia. Robi to jednak z poziomu zawężonego przez stłumione i nieprzepracowane emocje, a więc z reguły nie są to najmądrzejsze i najkorzystniejsze rozwiązania. Aby uwolnić się od tych programów, trzeba skonfrontować się na nowo z emocjami, wejść świadomością w traumę i ją zrozumieć. Zauważyć, że wtedy zaszły specyficzne warunki, które doprowadziły do tego zdarzenia i to nie woda jest zagrożeniem, ale konkretne intencje, które wtedy miałeś. Może się okazać, że tak naprawdę chodziło tylko o zwrócenie na siebie uwagi. Chciałeś w końcu być zauważony przez rodziców i dlatego nieświadomie wykreowałeś to całe „przedstawienie”, które wymknęło się spod kontroli. A może po prostu zabrakło zwykłego rozsądku — objadłeś się przed kąpielą i złapał cię skurcz. Niezależnie od przyczyn, po konfrontacji przychodzi zrozumienie i czujesz ulgę — już wiesz, że nie musisz tego powtarzać, więc woda jest bezpieczna. W efekcie podświadomość odpuszcza sobie zbędny już program. Jak przejść przez taki proces zrozumienia i odpuszczenia, dowiesz się w dalszych częściach tej książki.


Poprzez silne, gwałtowne doświadczenia kodują się przede wszystkim traumy, więc nie jest to dobry sposób na wprowadzenie nowych programów, aczkolwiek czasami warto zbudować otoczkę wyjątkowości, aby coś łatwiej odpuścić. Dobrze działają takie rytuały, gdzie np. symbolicznie palimy coś, co symbolizowało nasz problem, aby pokazać podświadomości, że dzieje się coś ważnego i doniosłego. Jeśli jednak będziemy tego nadużywać, to stanie się to zbyt zwyczajne i przestanie robić na niej wrażenie. Nie ma też sensu bezmyślnie wykonywać wyczytanych gdzieś rytuałów i praktyk, których sami nie czujemy. To uczucia, intencje i nastawienia są kluczowe dla skuteczności wszystkiego co robimy, a nie mechaniczne odtwarzanie pewnych czynności.


Ważne jest też to, że pewna część programów przechodzi z wcielenia na wcielenie — jeśli są wystarczająco silne i dobrze utrwalone. Stąd też ludzie mają tak różny start w życiu i tendencje do zupełnie innych zachowań czy reakcji. Nawet w przypadku wspomnianego wyżej przykładu z topieniem się, może być tak, że jedna osoba zakoduje sobie silną traumę, a druga przeżyje to bez śladu w psychice. Wszystko zależy od naszych struktur poznawczych, wrażliwości i otwartości na różne czynniki, które kształtują się w nas na przestrzeni wcieleń. Jest to też odpowiedź na pytanie, czemu rodzeństwo wychowane w tych samych warunkach i tak samo traktowane przez rodziców, potrafi być tak bardzo różne od siebie.


Nadświadomość

O ile podświadomość i świadomość są jeszcze tematem badań psychologów i klasycznej nauki — tak w przypadku nadświadomości, wchodzimy już całkowicie w sferę duchową. Tym też dla mnie różni się rozwój osobisty od duchowego, że ten pierwszy pomija lub bagatelizuje istnienie Wyższego Ja.


Nadświadomość to nic innego, jak Boska cząsteczka w nas samych. Część naszego umysłu, która jest doskonała, stała i niezmienna. Nasza prawdziwa, Boska natura. W nadświadomości nie trzeba już nic zmieniać ani poprawiać, ponieważ ona od zawsze była doskonała i dokładnie taka, jaka powinna być. Jeśli słyszysz lub czytasz gdzieś, że już jesteś doskonały, to chodzi właśnie o fakt posiadania w sobie takiej doskonałej, Boskiej części własnego istnienia. Samo posiadanie, nie oznacza jednak jeszcze świadomości i korzystania z tego, a to jest tutaj kluczowe. Mogę więc powiedzieć, że moja natura jest doskonała, ale kłamstwem by było, gdybym powiedział, że już tą doskonałość realizuję w pełni. To tak, jakby mieć czek na miliard dolarów i nie wiedzieć jak czeki działają — niby jestem bogaty, ale dopóki nie znajdę banku i czeku nie zrealizuję, to bogaty jestem tylko teoretycznie.


Nadświadomość ma stały dostęp do informacji najwyższej jakości, czyli pochodzących bezpośrednio z Boskiej sfery. To właśnie tutaj przejawia się nasza Intuicja, a Średnie Ja odkrywa i doświadcza swojej Boskiej natury. To tutaj pojawiają się genialne pomysły, inspiracje, Boska mądrość i prowadzenie.


Zadajesz sobie pewnie pytanie: „Skoro jest we mnie doskonała nadświadomość, to skąd te wszystkie błędne programy w podświadomości i cierpienie w moim życiu?” Wynika to z faktu, że świadomość musi najpierw odkryć, objąć swym zasięgiem i zintegrować podświadomość oraz nadświadomość. W dodatku, ta ostatnia działa tylko na tyle, na ile pozwalają jej podświadome programy i świadoma wola. Jeśli mamy w sobie wzorce niedostatku, utożsamiamy się z biedą i brakiem pieniędzy — to nadświadomość nie narusza naszej woli i nie wciska nam bogactwa na siłę. Średnie Ja, które decyduje i posiada wolną wolę, musi podjąć decyzję o wyjściu poza podświadome wzorce (przyzwyczajenia, emocje, nawyki, wyobrażenia, itd.) i pozwolić sobie, na otwarcie się na coś nowego.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 35
drukowana A5
za 65